-
nowość
W trybie oczekiwania - ebook
W trybie oczekiwania - ebook
Spotkanie z Calebem nauczyło mnie czekać. Na początku łudziłam się, że będzie widzieć we mnie dziewczynę, a nie tylko młodszą siostrę swojego najlepszego przyjaciela. I zajęło mi to kilka lat, aż dorosłam. Potem czekałam, aż zrozumie moje uczucia. W końcu sama musiałam je wypowiedzieć, a wtedy on... uciekł. A ja nadal czekałam, aż Caleb odwzajemni to, co czuję. Ile jeszcze czasu musiałam poświęcić, aby osiągnąć własne szczęście? Czy kiedykolwiek będziemy szczęśliwi?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 13 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
OK
Cancel
Ronald jest dziesięć lat starszy ode mnie. Byłam długo wyczekiwanym dzieckiem. Ron najbardziej ucieszył się z moich narodzin. Zawsze traktował mnie jak księżniczkę. No, z wyjątkiem sytuacji, kiedy próbował ukraść mi cukierki. Brat nosił mnie na rękach, zabawiał, uczył życia i chronił. Był taki, odkąd pamiętam. - Chyba powinnaś już iść - powiedziała smutno Mel. - Jeszcze trochę - ripostowałam. - Zostaniesz ukarana. - Karzą mniej, karzą więcej. Jaka różnica? - Wzruszyłam nonszalancko ramionami. Nagle obok nas podjechał samochód i odezwał się mój ulubiony głos: - Gemma, ty chciwa małpko, znowu skubiesz cukierki? Zeskoczyłam z bagażnika i popędziłam do samochodu, ale zatrzymałam się gwałtownie. Przez uchylone okno widziałam wielki uśmiech mojego brata. Jednak w tym momencie nie patrzyłam na niego, tylko na chłopaka siedzącego obok niego. Tak krystalicznie niebieskich oczu nie widziałam nigdy wcześniej. Naprawdę. Nigdy wcześniej nie gapiłam się na takiego faceta, a tym bardziej na tak dorosłego. On też patrzył na mnie i się uśmiechał. Jezu, skąd on się wziął? I na dodatek siedział w samochodzie Rona. - Gemma? - Ron ponownie zawołał do mnie. Zamrugałam kilka razy i przeniosłam wzrok na brata. Poczułam, jak mój uśmiech staje się szerszy. - Wcześnie wróciłeś do domu - powiedziałam, moje spojrzenie dryfowało z Rona na siedzącego obok przystojniaka. - Tak, wyjechałem trochę wcześniej. Jest już późno. Czy ty też wracasz do domu? - Ja, eee, tak. Ty jedź, ja pojadę za tobą. - Hej, Mel - krzyknął Ron do mojej przyjaciółki. Zerknęłam na nią i zobaczyłam to, co widziałam już wiele razy wcześniej: zarumieniła się i wymamrotała pozdrowienie. Mel była zakochana w Ronie od pierwszego dnia szkoły, gdzie się poznałyśmy. Patrzyła na niego, jakby był wtedy słońcem. A mieliśmy tylko sześć lat. Co mogę powiedzieć? W tym czasie jej zauroczenie osiągnęło już rozmiary tajfunu. Żeby nie zawracała mi nim głowy, zawsze sama opowiadałam jej o Ronie. Patrzyła teraz w dół na swoje trampki, jej policzki były karmazynowe i wyglądała tak, jakby miała zaraz upaść na ziemię. Przewróciłam oczami i odwróciłam się do Rona. - Jedź już, zaraz tam będę. - Nie bądźcie długo - krzyknął Ron, gdy się wycofał.
OK
OK
Cancel
- Hej, Mel - zawołałam, a ona zerknęła zdezorientowana w stronę samochodu. - Muszę już iść. Czy zobaczę cię przed wyjazdem? - Nie sądzę, moja mama ma zamiar wyjechać wcześniej. - Do dupy - powiedziałam, dłubiąc w trawie noskiem buta sportowego. - Tak jest. - W porządku więc. W takim razie jadę. - Podeszłam i przytuliłam przyjaciółkę, a ona przylgnęła do mnie mocno. - Koniecznie pisz i dzwoń, dobrze? Będę za tobą tęsknić. - Ja też - mruknęła w moje ramię. Wsiadłam na rower i pomachałam Mel ze smutnym uśmiechem. Odwzajemniła go, a ja pojechałam do domu. Zaczynało się moje kolejne, wesołe lato. Tym razem mój przygnębiony stan został trochę złagodzony przez zainteresowanie chłopakiem, który przyjechał z Ronem. Kim on był? Jak długo zostanie? Pedałowałam tak szybko, jak tylko mogłam. Chciałam być obecna, kiedy zostanie przedstawiony moim rodzicom, żeby wiedzieć o nim wszystko. Podjechałam w samą porę; mój brat i jego przyjaciel, niezwykle wysoki, umięśniony, wyładowywali torby podróżne i sportowe z bagażnika samochodu Rona. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że zostanie z nami na całe lato. Ale kogo ja oszukuję? Nikt nie jedzie do domu przyjaciela na całe wakacje. Zeskoczyłam z roweru, porzucając go na podjeździe, i pobiegłam w stronę Rona. Odwrócił się w samą porę i wpadłam na niego z pełną prędkością. Podniósł mnie w ramiona i obrócił się, śmiejąc. Otulił mnie męski, tak dobrze znajomy zapach. Mimo często występującej rywalizacji między rodzeństwem, Rona i mnie ten los nie dotyczył. Kochaliśmy się po zęby. Był moim wsparciem i ochroną, moim murem skalnym. A ja dbałam o niego. Gotowałam, piekłam ulubione czekoladowe babeczki i słuchałam, gdy tylko tego potrzebował. Może to była duża różnica wieku, a może po prostu miłość, którą zaszczepili w nas nasze rodzice. - Małpko, tak bardzo urosłaś. Kiedy to się stało? - W ciągu trzech miesięcy, kiedy cię nie było. Ron postawił mnie na ziemi, a ja patrzyłam na niego, jakby był bogiem. Tak bardzo za nim tęskniłam. - Powiesz mi, gdzie byłeś? - Oczywiście, że tak. Jutro wieczorem, jak zawsze, przy basenie. - Co, nie idziesz nawet do swoich przyjaciół? - Zapytałam z niedowierzaniem. - Pierwsza noc, jak zawsze, dla mojej ulubionej małpy.
OK
OK
Cancel
Dotknął lekko czubka mojego nosa, sprawiając, że zachichotałam radośnie. Potem obrócił się w bok i wskazał na stojącego nieopodal chłopaka. - Poznaj mojego przyjaciela i partnera biznesowego, Caleba. Ron przywołał go gestem ręki. Śledziłam każdy jego krok, każdy ruch, jak latawiec. Nagle poczułam się zawstydzona swoimi podrapanymi kolanami, brudnymi szortami i rękoma poplamionymi słodyczami. Po raz pierwszy w życiu zastanawiałam się, jak wyglądają moje włosy. Zazwyczaj po piętnastu minutach jazdy rowerem na mojej głowie para wron mogłaby mieć swoją rodzinę, bo kępka blond włosów zamieniała się w pełnoprawne gniazdo. Nieświadomie wytarłam dłonie o szorty i modliłam się, żeby moje oczy nie miały serc, zamiast źrenic. Caleb podszedł bliżej i uśmiechnął się. I Boże, jaki to był uśmiech! W jednej sekundzie rozświetlił całą okolicę. Śnieżnobiałe zęby ustawione w prostej linii, lśniące jak perły. Usta, oczy, dołeczki w policzkach, zarost i bujne blond włosy, wszystko w nim było idealne. - Hej, Gemma, wiele o tobie słyszałem i miło cię wreszcie poznać. Zaparło mi dech w piersiach. Niski, lekko ochrypły głos i zabójczy uśmiech... Zabijcie mnie, zmieniałam się w moją przyjaciółkę Mel. Stawałam się kolejnym głupcem, zakochanym w takim facecie. Pomyśl o tym: jest starszy ode mnie... zresztą, o ile starszy? Poza tym jest taki przystojny, nieskazitelny z idealnym uśmiechem. Ja jestem mała, chuda i chyba od teraz można mi przypisać również głupotę. Aha, i na domiar złego zaczęły mi się pojawiać pryszcze. Moje czoło było dosłownie pełne tych paskudnych plam. Bez zastanowienia sięgnęłam po nie i przetarłam lepkimi palcami miejsce zapalenia. Cholera, chyba właśnie zwracałam mu uwagę na mój problem. - Eee... Hej, Caleb - powiedziałam zawstydzona. Zaśmiał się delikatnie, pewnie wyłapując efekt, jaki on na mnie wywarł. - Dobra, chodźmy do środka - powiedział Ron i potarł gniazdo na mojej głowie, wyrywając mnie z dziwnej mgiełki, w którą wpadłam. - Kiedy wyjeżdżacie? - zapytał Ron, patrząc na tatę, gdy jedliśmy obiad w jadalni. - Za dwa dni. Mamy mnóstwo planów, trasa zaczyna się za cztery dni, ale twoja mama życzyła sobie polecieć do Nowego Jorku wcześniej, żeby mogła zobaczyć miasto, zanim zanurzymy się w morzu pracy. Mój tata jest pisarzem, a mama jego agentką. Ojciec pisze thrillery, z których każdy staje się bestsellerem. W tym roku przeczytałam jego pierwszą książkę i muszę przyznać, że zasłużył na sławę. Książka jest niesamowita. Od tego czasu postawiłam sobie za zadanie przeczytanie wszystkich dwudziestu jeden, które napisał. Mimo, że moja mama była przeciwna temu, abym w tym wieku czytała thrillery, to i tak udało mi się je wszystkie znaleźć, zanieść je do mojej sypialni i schować pod materacem. Cieszyłam się, że sama sprzątam swój własny pokój, bo w przeciwnym razie mama by je znalazła i zabrała z powrotem. Nadchodziło lato, a to oznaczało, że mogłam już dłużej nie spać na niewygodnym łóżku, na materacu, który był zdeformowany książkami, i mogłam przenieść je z powrotem do gabinetu taty, zostawiając jedną z nich w szafce nocnej do czytania przed snem. Była tam też powieść erotyczna, którą Mel wykradła mamie, przeczytała i dzieląc się wrażeniami, podsunęła mi ją.
OK
OK
Cancel
Jeszcze nie zaczęłam czytać, bo kończyłam książkę taty. Oceniłam, że zostało mi do przeczytania dwadzieścia książek taty, a ta powieść jest dwudziestą pierwszą. Mój urlop miał trwać dziewięćdziesiąt dwa dni, co oznaczało, że na każdą z książek miałam ich cztery. Postawiłam sobie za zadanie zrealizować mój plan, a ostatni tydzień wakacji spędzić, leżąc nad basenem z moją przyjaciółką Mel, która do tego czasu miała wrócić z domu babci. - A wy co zamierzacie robić? - Zapytała mama, patrząc na Caleba i Rona. - Zamierzamy szukać tu klientów. Praca i trochę odpoczynku to nasz plan na lato - odpowiedział pewnie Caleb, obdarzając wszystkich obecnych swoim olśniewającym uśmiechem. - Masz odpowiednie nastawienie. Nie zapominaj o Gemmie, Ron - upomniała go matka. - Nigdy - odpowiedział, ponownie poklepując mnie po głowie. Zmarszczyłam się z żalem, bo już wcześniej dostałam od mamy kopa za nieuczesane włosy. Po skończonej kolacji Ron poszedł pokazać Calebu jego pokój, który jak na ironię znajdował się obok mojego. To znaczy, ten oszałamiająco przystojny facet miał spać za ścianą. Jego łóżko znajdowało się pod tą samą ścianą, co moje. Moje wnętrzności zadrżały. Mogłam leżeć na łóżku i wyobrażać sobie, że ta ściana nie istnieje. To było tak, jakby była tuż obok. Westchnęłam i patrzyłam jak Ron ostatni raz zabiera swojego przyjaciela do pokoju obok. Stojąc pod prysznicem i mydląc swoje pokryte kurzem ciało, pomyślałam o Calebie. Jego wyraziste oczy, przystojny uśmiech i duże, silne ciało. Był taki przystojny i słodki. Nawet tata go lubił, choć nie każdy miał takie szczęście. Caleb był grzeczny, uprzejmy, miły i dużo żartował. Podobał mi się. W taki sposób, w jaki chłopak podoba się dziewczynie. Po raz pierwszy podobał mi się ktoś tak bardzo, że każdy jego uśmiech sprawiał, że wewnątrz mnie trzepotały motyle. Moje wnętrzności trzepotały pod wpływem jego zapachu i jego głosu. Chciałam być przynajmniej kilka lat starsza, żeby wiedzieć, co z tym zrobić. Miałam nadzieję, że przez lato dojdę do tego, jak się zachowywać, bo Ron i Caleb mieli zostać z nami na wakacje. Zimą założyli firmę budowlaną i teraz szukali klientów. Obaj byli w college'u, studiowali biznes, i nie mogli się doczekać, kiedy skończą, żeby móc w pełni poświęcić się swojemu biznesowi, nie tylko podczas wakacji. Ponieważ całe lato mamy i taty było zaplanowane na wycieczki (tour) taty, Ron był zmuszony zostać ze mną w domu. I niezależnie od tego, jak bardzo starałam się przekonać rodziców, że jestem już wystarczająco duża, by mieszkać latem na własną rękę, z pewnością się nie zgodzili. Zasypiając w moim fioletowym pokoju, myślałam o tym, co robiły dziewczyny, żeby przyciągnąć chłopaka, który im się podobał. Przypomniałam sobie krótkie spódniczki, które licealistki nosiły do szkoły, sposób, w jaki malowały usta i kręciły biodrami. Nie miałam jeszcze szminki, ale mogłam znaleźć krótką spódniczkę, a poruszanie biodrami nie stanowiło problemu. Rano, po nocy pełnej snów o Calebie, obudziłam się zdeterminowana, by zwrócić na siebie jego uwagę. Umyłam się i znalazłam spódnicę, którą założyłam na przyjęcie urodzinowe Mel dwa lata temu. Od tego czasu nie przytyłam, ale urosłam trochę, co gwarantowało, że miałam spódnicę odpowiedniej długości. Wyszczotkowałam włosy i lekko je spuszyłam, tak, że opadały teraz uwodzicielską falą na moje ramiona. Włożyłam krótką koszulkę odsłaniającą brzuch i podkreślającą piersi, które w tym roku zaczęły rosnąć, wygładziłam
OK
OK
Cancel
kawałek materiału zwany spódnicą i próbowałam zrozumieć, co czuję. Zamknęłam oczy i skupiłam się na każdym z doznań w moim ciele. To było dziwne. Spódnica była za krótka i czułam, że wszyscy będą mogli zobaczyć moje majtki z myszami na tyłku. Top nie zakrywał brzucha i sprawiał, że czułam się nieswojo, bojąc się podnieść ramiona, by nie pokazać zbyt wiele. Moje włosy przeszkadzały, a perfumy na nadgarstkach, z jakiegoś powodu mnie dusiły. Cóż, uznałam, że przez to właśnie przechodzą wszystkie dziewczyny, a piękno, jak mówiła moja matka, wymagało poświęcenia. Dla dobra Caleba byłam skłonna do tych poświęceń. Wzdychając, wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku odgłosów głosów w kuchni. Słychać było stamtąd śmiech i rozmowy. Przed wejściem zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i mówiąc sobie, że to dla miłości mojego życia, wkroczyłam do kuchni. Gdy tylko zostałam zauważona, głosy ucichły i wszyscy zamarli, badając mnie od stóp do głów. Na każdej twarzy widniał wyraz zdumienia. Na każdej oprócz Caleba. Przesunął zdumione spojrzenie ze mnie na rodzinę. Chłopak najwyraźniej nie mógł zrozumieć zakłopotania moich krewnych. Nie wiedział, że nosiłam spódnice tylko wtedy, gdy byłam do tego zmuszona, że nigdy nie nosiłam krótkich topów i że moją ulubioną fryzurą były dwa warkocze. I nigdy - nigdy - nie nosiłam rozpuszczonych włosów. Mama i tata spojrzeli na siebie wymownie, a potem tata spojrzał surowo na Rona. Co to oznaczało, było niejasne. Ja po prostu rozkoszowałam się widokiem tego, jak Caleb na mnie patrzył. Obejrzał mnie od stóp do głów i uśmiechnął się. - Dzień dobry, Gemma - powiedział wesoło. - Dzień dobry - odpowiedziałam i odsunęłam swoje krzesło, żeby usiąść. Nasze głosy i szuranie krzesła po podłodze zdawały się sprowadzać moją rodzinę z powrotem do rzeczywistości i kontynuować śniadanie. - Gemma, wybierasz się gdzieś? - zapytał tata. - Nie - wzruszyłam nonszalancko ramionami. - Będę dzisiaj w domu. Mel pojechała do swojej babci. Mama i tata znów spojrzeli na siebie, a tata lekko skinął głową, jakby na potwierdzenie słów mamy w niemym dialogu. - A co wy zamierzacie zrobić? - Zapytała mama Rona. - Mamy dziś spotkanie po drugiej stronie miasta. - Ze statku na bal. - Już od tygodnia negocjujemy z klientami, więc to tylko nowy etap w naszej pracy. - To dobrze, dobra robota - powiedział tata. - Gemma, jak zazwyczaj spędzasz lato? - Caleb zapytał, patrząc prosto na mnie. Poczułam, że moje policzki się zarumieniły, ale nie odwróciłam wzroku.
OK
OK
Cancel
- Czytanie, malowanie, pływanie w basenie. - Nie chodzisz na plażę z przyjaciółmi? - Rodzice mi nie pozwalają. - Zerknęłam na mamę, która zmarszczyła brwi, patrząc na mnie i na Caleba. - Mówią, że jestem za młoda, żeby jechać. Chociaż mogłabym pójść z Ritą i jej bratem... - Już to omawialiśmy - przerwała mi mama. - Brandon ma osiemnaście lat i chodzi na plażę z kolegami. Oni są dla ciebie za starzy. - Ale Rita chodzi z nimi! - Po raz setny wytoczyłam ten sam argument. - Gemma, przestań histeryzować, ta kwestia została zamknięta miesiąc temu - powiedział surowo tata. Przewróciłam oczami i wpatrywałam się w swój talerz. - Przestań się tak zachowywać - powiedziała mama. - Co masz na myśli? - Oburzyłam się. - Dlaczego wszyscy moi przyjaciele bawią się całe lato, a ja muszę zostać w domu? - Zabiorę cię na plażę - powiedział Caleb, co sprawiło, że moi rodzice spięli się i znów wymienili te dziwne spojrzenia. - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - powiedział tata. - Na pewno pojedziemy na plażę, małpko - powiedział Ron, biorąc mnie czule za rękę. - Kiedy zamierzasz być w pracy? - wymamrotałam z pretensją. Uśmiechnął się. - To nie jest tak, że będę tam przez całą dobę. Nie martw się, to lato nie będzie tak nudne jak poprzednie. - Tak, wiem - odpowiedziałam. I wiedziałam, bo tego lata zamierzałam się postarzeć i nauczyć się uwodzić starszych facetów. Facetów takich jak Caleb. Chyba byłam w nim zakochana, bo z każdą sekundą coraz bardziej myślałam o nim jako o kimś innym, niż przyjaciel mojego brata. 24 lata. Caleb - No, stary, to poszło tak dobrze, jak tylko mogło. - Ron klepnął mnie po ramieniu. Z domu klienta pojechaliśmy do Rona, gdzie mieliśmy opracować harmonogram pracy i poinformować chłopaków o terminie rozpoczęcia remontu w domu pana Evansa. Największy jak dotąd projekt, jaki nam przydzielono. Nikt nie chciał się wiązać z początkującą firmą założoną przez świeżo upieczonych absolwentów. Ale niektórym klientom spodobał się nasz entuzjazm. I,
OK
OK
Cancel
oczywiście, niska cena naszych usług. Wykorzystywaliśmy to i braliśmy zlecenia, wykonując je do perfekcji, tak by klient chciał korzystać z naszych usług jeszcze nie raz. - Tak, mamy jeszcze dwa dni do rozpoczęcia pracy. Co będziemy robić? - Cóż, dzisiaj skończymy przygotowania i damy znać chłopakom. A jutro, jak tylko moi rodzice wyjadą, urządzimy imprezę na basenie. Z gorącymi laskami, dużą ilością alkoholu i głośną muzyką. - Sąsiedzi nie będą narzekać? - Zaprosimy wszystkich sąsiadów - zaśmiał się Ron. Taki właśnie był mój przyjaciel: beztroski, łatwo wpadający w wir przygód. Żaden problem nie był w stanie zwalić go z nóg. Każda sytuacja miała drugą stronę. Nawet wówczas, kiedy ta szmata Joseph Sigmour nie zapłacił nam za dużą robotę i musieliśmy oddać wszystkie oszczędności, pożyczyć pieniądze od rodziców, żeby spłacić ekipę, Ron widział plusy. Potem powiedział, że to nauczyło nas, by wszystkie interesy spisywać na papierze i nie pracować bez zaliczki. Cóż, miał rację. I podczas gdy ja wariowałem na punkcie złej fretki Sigmoura, Ron już znalazł w sieci umowę i dostosował ją do naszej malutkiej firmy budowlanej, która miała wykonać pracę. - A co z Gemmą? - Co z nią? - Ron nie rozumiał tego pytania. - Cóż, ona ma tylko... ile lat? Czternaście? - Tak jest. - No i proszę. Jesteś pewien, że powinna oglądać twoje przyjęcia? - Do tego czasu będzie spała. Albo utknie w biurze mojego ojca, czytając książki. - Czy ona lubi czytać? - zapytałem. Z jakiegoś powodu ta mała dziewczynka wywołała w moim sercu przypływ ciepła. Może dlatego, że nie widziałam swojej siostry od trzech lat. Nasza matka zabrała ją do Norwegii i zerwała z nami wszelkie kontakty. Bardzo tęskniłem za Carrie. Była sześć lat młodsza ode mnie i była najładniejsza i najmądrzejsza na całym świecie. Miałem wielką nadzieję, że gdy osiągnie pełnoletność, skontaktuje się ze mną lub wpadnie do nas. Miałem też nadzieję, że w tym czasie moja matka nie zdąży nastawić mojej siostry przeciwko mnie i mojemu ojcu. - Na pewno. Wiesz, jaki miała plan na lato? - Ron wyrwał mnie z zamyślenia. - Dziewczyna zamierzała przeczytać dokładnie dwadzieścia jeden książek. Roześmiałam się. - Naprawdę? Kiedy ona ma zamiar się bawić? - To jest jej sposób na zabawę.
OK
OK
Cancel
- Powinniśmy zabrać ją na plażę - ripostowałem, współczując dzieciakowi, który miał mieć najnudniejsze lato w historii. Ron obrzucił mnie dziwnym spojrzeniem akurat wtedy, gdy odwróciłem się do niego. - Co? - Nie... nie podrywasz mojej siostry, prawda? - Zapytał szybko, rumieniąc się lekko. - Co jest kurwa, człowieku? - Zaśmiałam się. - Tak tylko pytam – odpowiedział, wzruszył ramionami i odwrócił się w stronę okna. - Słuchaj, stary, to było idiotyczne pytanie. Nie ma się co obrażać. Udawajmy, że to się nie wydarzyło, dobrze? - Tak, nie zdarzyło się. Chcę tylko, żebyś wiedział. Jeśli nawet pomyślisz o uwiedzeniu mojej siostry, urwę ci jaja. Nie wyglądało na to, żeby teraz żartował. Rumieniec, który pojawił się przed chwilą, zniknął z jego policzków. Ten człowiek był przerażający, kiedy był zły. Nikt na uczelni nie chciał z nim zadzierać. Ja też nie stałem w kolejce do pompowania pięści przez Rona. Przypuszczam, że moglibyśmy stoczyć ciekawą walkę, biorąc pod uwagę, że byliśmy w tej samej kategorii wagowej i mniej więcej tej samej wytrzymałości. Ale czekaj... co do cholery? Właśnie takie pytanie mu zadałem. - Umówiliśmy się, że porzucamy ten temat - mruknął. - No tak, chyba po tym, jak groziłeś mi odebraniem farmy, mam przynajmniej prawo wiedzieć, dlaczego. - Kurwa, tylko przestań się do niej tak uśmiechać. Ona chyba przesadnie myśli o sobie. - Co sprawia, że tak mówisz? - Tak mówi mama. -Tak, twoja mama nazywała cię też ćpunem, kiedy miałeś zapalenie spojówek. Daj spokój, stary, to mała dziewczynka, szczęśliwa, że ma kogoś w domu. Wyobraź sobie, jaka jest samotna, odkąd odszedłeś. - Pewnie masz rację. Powiesz mi, czy okazuje ci jakąś dodatkową uwagę, prawda? - Oczywiście, że tak. Cztery godziny później siedzieliśmy przy basenie. Piłem piwo i pisałem SMS-y do Steve'a. Ron miał zaplanowaną na jutro wielką imprezę, a Steve i ja planowaliśmy ostatnie przygotowania. Rodzice Rona mieli wyjechać wcześnie rano. Podczas gdy on miał ich zawieźć na lotnisko, ja miałem odebrać dostawę piwa i mięsa na grilla. Natomiast Steve miał przynieść resztę przekąsek nieco później. Impreza miała się rozpocząć punktualnie w południe.
OK
OK
Cancel
Ron usiadł obok Gemmy na brzegu basenu. Ich stopy były opuszczone do chłodnej wody. Rozmawiali delikatnie, żartując i prowadząc poważne rozmowy. Słyszałem tylko fragmenty ich rozmowy, do której się nie wtrącałem. To był święty czas dla brata i siostry. Taki, w który nie wtrącali się nawet ich rodzice. Od czasu do czasu zerkałem na Gemmę i wyobrażałem sobie, jak wygląda teraz moja siostra. Czy była tak samo radosna i beztroska jak Gemma? Czy lubi czytać książki i pływać w basenie? Czy marszczy się na widok brokułów? Czy pije sok z cytryny z miętą? Myśląc o tym, nie zauważyłem, że Gemma odwróciła się lekko i patrzyła wprost na mnie rozszerzonymi oczami. Gwałtownie oderwałem wzrok od jej... tyłka? Czy ja naprawdę gapiłem się na pośladki nastolatki? Cholera, mogła to odebrać jako zainteresowanie z mojej strony. Jęknąłem w myślach. Co miałem zrobić w takiej sytuacji? Uśmiech i mrugnięcie jeszcze bardziej wzmocniłyby jej wyobrażenie o moim flircie. Więc po prostu przeniosłem wzrok, zmarszczyłem się i udałem, że jestem bardzo zajęty swoim telefonem. Gdy tylko zauważyłem kątem oka, że się odwraca, z jakiegoś powodu znów podniosłem na nią wzrok i spojrzałem na ten mały tyłeczek. Maleńkie dziecięce ciało, powoli nabierające kształtów. Nie patrzyłem teraz na dziecko, wyobrażałem sobie, jaka będzie za kilka lat, gdy jej ciało nabierze kształtów. To będzie bardzo piękna dziewczyna. Duże, niebieskie oczy obramowane ciemnymi rzęsami, delikatne krągłości i zgrabne ciało gwarantowały jej uwagę płci przeciwnej. Kurwa! Nawet w mojej głowie brzmiałem jak pieprzony zboczeniec! To niemożliwe, żebym pragnął czternastolatki. Odwróciłem wzrok, po czym znów na nią spojrzałem i wyobraziłem sobie, że patrzę na swoją siostrę. To pomogło. Na całe lato. Rozdział 2 Gemma - Mamo, dlaczego? - Krzyknęłam ze łzami w oczach. - Bo to impreza dla starszych i jest dla ciebie za wcześnie! - odparła. Kłóciliśmy się od godziny, mama nie pozwoliła mi iść na imprezę Lindsay z mojej szkoły. Impreza miała być tak naprawdę dla starszych, ale wszyscy, których znałam i przyjaciele ze szkoły zostali zaproszeni. Nawet mama Mel pozwoliła jej iść. Nie mogłam namówić mojej, żeby pozwoliła mi iść samej. - Mamo, puść ją - dobiegł z pokoju głos Rona. Krzyczeliśmy po drugiej stronie korytarza. Mama sprzątała pokój gościnny za moją ścianą, a ja segregowałam swoje ubrania, przygotowując te, które zrobiły się małe, żeby mama mogła je oddać na cele charytatywne. Ron przez ostatnie kilka godzin przebywał w swoim pokoju, pracując nad nowym projektem. Został poproszony, jak każdego lata, przez rodziców, żeby przyjechał i został ze mną na czas ich nieobecności. Po raz kolejny nikt mnie nie słuchał. Powiedziałam, że stałam się wystarczająco dorosła, by zostać sama w domu na te dwa miesiące, ale moi rodzice mieli na ten temat własne zdanie. Dzięki Bogu tego lata, podobnie jak poprzedniego, Ron przyjechał bez Caleba, bo inaczej nie wytrzymałabym.
OK
OK
Cancel
- Myślisz Ronaldzie, że powinna iść na imprezę dla dorosłych? - z rozmyślań wyrwał mnie głos matki dobiegający tuż sprzed mojego pokoju. Wyjrzałam na korytarz,a oni stali tam i się kłócili. - Mamo, odbiorę ją o dziesiątej. Pozwól jej się chociaż trochę pobawić. Ona ma już szesnaście lat. - A kto później będzie wychowywał wnuki? - rzuciła mama. - Jakie wnuki? - Ron zapytał ze śmiechem. - Mamo, ona nie jest... - przerwał w połowie zdania, ale kontynuował. - Ona po prostu będzie spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi. - A jeśli ktoś wrzuci jej coś do drinka, a potem ją wykorzysta? To się teraz często zdarza. - Od tego ma nas, żeby ją uczulić na to, że nie bierze się napojów od obcych. A nawet jeśli weźmie od kogoś znajomego, to musi być zamknięte, na przykład piwo w puszce. - Ronald! - Mama krzyknęła. - Jakie piwo? Przecież ona ma szesnaście lat! - Aha, to znaczy Cola - chichotał brat, mrugając do mnie. - Mamo, nie martw się. Nic jej nie będzie. Przed dziesiątą będzie już w domu. Dobrze? Mama westchnęła zdumiona i odwróciła się w stronę pokoju gościnnego. - Dobrze. Ale bądź punktualnie. - Krzyknęłam z radości i posłałam bratu powietrznego całusa. - Ale najpierw skończ z rzeczami. Jutro mam wczesny lot i nie będę miała czasu, żeby zrobić z nimi porządek. - Tak, mamo. Dziękuję, mamusiu - krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. *** Impreza była w pełnym rozkwicie, kiedy podjechaliśmy z Ronem. Zaparkował na chodniku, wysiadł z samochodu i ruszył w kierunku domu. Wyskoczyłam za nim. - Ron, co robisz? Co ty sobie wyobrażasz? Pobiegłam za bratem, a ten miarowym krokiem zbliżał się w stronę drzwi wejściowych. - Sprawdzam, czy wszystko w porządku. - Hej, zaczekaj. - Pociągnęłam za jego ramię, zmuszając do zatrzymania. - Ron, wszystko będzie dobrze, obiecuję. Moi przyjaciele tam będą. Wszystko jest w porządku. - Muszę się przekonać na własnej skórze. - Czy ty mówisz serio? Wyobrażasz sobie, jak bym wyglądała? Mój brat przyprowadził mnie na imprezę. Wyśmieją mnie potem w szkole. Nie idź, proszę cię. - A co, jeśli wezmę sobie piwo, że niby jestem zaproszony? Wypiję jedno i będę mieć pewność, że niczego nie dodano. Co ty na to?
OK
OK
Cancel
Zmarszczyłam czoło i położyłam ręce na biodrach. - Nie możesz mi tego zrobić. I tak mam dość bycia na imprezie w najdłuższej kiecce świata. Dzięki naszej mamie. Uśmiechnął się na moje słowa, patrząc w dół na moją czarną spódnicę do kolan. - Dobra, małpko. Pójdę sobie, ale chcę, żebyś stała dokładnie w tym miejscu o dziesiątej piętnaście, w pełni gotowości. - Westchnęłam. Miałam tylko trzy godziny na zabawę. - Hej, przepraszam, ale to wszystko, co mogę zrobić. W przeciwnym razie mama w ogóle nie pozwoliłaby ci nigdzie wychodzić. Zbliża się lato i nasze rodzice wyjeżdżają. Postaramy się, żebyśmy dobrze się bawili, dobrze? Przytaknęłam, licząc już godziny do wyjazdu rodziców. - No cóż, w takim razie ja się zmywam. - Chodź, Gem, nie trać cennych minut. Ron mrugnął do mnie i kierował się z powrotem do samochodu, gdy przed nim pojawiła się Mel. Wyrosła na prawdziwą piękność: ciemne, idealnie ułożone gładkie włosy, wspaniałe piersi, nogi długie na milę i zielone oczy w kształcie migdałów, które przypominały kocie. Doprowadzała do szału całą męską połowę szkoły. Nieważne, ile razy chłopcy próbowali przeniknąć do jej wewnętrznego sanktuarium, nigdy nie wyszli poza całowanie. Ale jej dziecięce zauroczenie Ronaldem nigdy nie wygasło. Umawiała się z innymi tylko wtedy, gdy mój brat był akuratnie z inną. Gdy zrywał, dziwnym zbiegiem okoliczności związki Mel z jej chłopakami również się kończyły. Setki razy próbowałam sprowokować ją do rozmowy na ten temat, ale Mel nigdy nie przyznała się do tego, że jest w Ronie zakochana. A to było takie oczywiste. Ronald zamarł, badając wzrokiem Mel w krótkiej, czarnej sukience. Chłonął każdy jej milimetr przez prawie pół minuty. Potem, potrząsając głową, przeniósł wzrok na jej twarz. - Hej, Ron - powiedziała miękko. - Hej, maleńka - odpowiedział czule Ron, a ona się zarumieniła. Boże, czy on też był w niej zakochany? Zawsze nazywał ją maleństwem, od pierwszego dnia, kiedy byliśmy przyjaciółmi. Ja dostałam przezwisko "małpka", ale Mel zawsze nazywał czule. Tak, jakby był jej starszym bratem, a nie moim. Może z tego powodu tak bardzo go lubiła. - Mel, daj spokój, już jesteśmy spóźnieni - jęknęłam, obserwując, jak ta dwójka bawi się w peek-a-boo. - Wyglądasz pięknie - powiedział Ron, zupełnie mnie ignorując. - Dzięki, ty też - odpowiedziała Mel, rumieniąc się jeszcze mocniej. Przewróciłam oczami, odwróciłam się i poszłam w stronę domu. Nie było wiadomo, jak długo jeszcze będzie trwała cicha gra między nimi. Przedzierając się przez tłum imprezowiczów, dotarłam do łazienki. Po drodze spotkałam kilku znajomych ze szkoły, którzy na widok mojej
OK
OK
Cancel
spódnicy pomachali i uśmiechnęli się. Wiem, wiem, moje ciuchy wyglądają dziwnie w skupisku dziewczyn odzianych w mikro-spódniczki, ledwo zakrywające ich tyłki. Szukając wolnej łazienki, natknęłam się po drodze na kilka par obściskujących się po kątach. Weszłam do środka. Rzuciłam plecak na stół, wyciągnęłam z niego odpowiednio “długą” spódniczkę i szybko się przebrałam, chowając w zamian moją koszmarnie długą szmatę. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do pralni obok , by tam schować plecak. Zanim opuściłam moją kryjówkę, głęboko westchnęłam, przygładziłam warkocze i opuściłam pomieszczenie. Od razu uderzył mnie zapach alkoholu zmieszany z zapachami perfum, potu i marihuany. Dom trząsł się od głośnej muzyki i śmiechów. Idąc w stronę salonu, zauważyłam na schodach trzech chłopaków i chichoczącą dziewczynę. Wszystko wskazywało na to, że ktoś urządzał prywatną imprezę. Skrzywiłam się, wyobrażając sobie tę dziewczynę płaczącą jutro nad filmikiem na YouTube, ze sobą w roli głównej. Życie jest brutalne i uczy na błędach. . Weszłam do kuchni przez podrygujący w rytm muzyki tłum. Tu i ówdzie widać było nagie części ciał dziewcząt, wijące się w takt piosenek. Co najmniej kilkanaście telefonów było skierowanych na śmiałe piękności. Potrząsnęłam głową i ruszyłam dalej, rozumiejąc teraz, dlaczego matka bała się puścić mnie na imprezę. W kuchni też było sporo osób. Wśród nich znalazłam zmartwioną Mel. Gdy tylko mnie zobaczyła, przecisnęła się między dwoma chłopakami z college’u i złapała mnie za rękę. - Zaczynałam się martwić - powiedziała z niepokojem i wyrzutem. - Dlaczego nie poczekałaś na mnie? - Bo nie wiedziałam, jak długo ty i Ron będziecie jeszcze się rozczulać - powiedziałam sarkastycznie. Mel w odpowiedzi tylko prychnęła. - Hej, Gemma, Mel - zawołał ktoś z kuchni. Spojrzałam w górę: to był Marcus, chłopak, który przez ostatnie dwa miesiące usilnie starał się zwrócić moją uwagę. - Chodźcie tu! Mel i ja spojrzałyśmy na siebie, ale doszłyśmy do wniosku, że Marcus jest najmniejszym złem na tej imprezie. Podeszłyśmy do ogromnej lodówki i stanęłyśmy obok chłopaka. Przystojny, nieco nieporadny, ale największy kobieciarz z naszej szkoły, Marcus uosabiał wizerunek popularnego licealisty. Był niesamowicie pewny siebie, a dziewczyny to uwielbiały. Jego celebra wśród dziewczyn dodawała mu pewności siebie. Był jak samonapędzający się akumulator. - Cześć, dziewczyny - powiedział z przymrużeniem oka. - Marcus - powiedziałyśmy wszystkie piskliwie i parsknęłyśmy śmiechem. - Chcesz się czegoś napić? - Nie, dziękuję - odpowiedziałam. - Piwo - odpowiedziała jednocześnie Mel. Spojrzałam na nią z podniesioną brwią, ale ona tylko lekko mi pomachała. - Hej, G, może ty też się trochę wyluzujesz? - nalegał chłopak. - Ja... nie piję.
OK
OK
Cancel
- Chodź, ostro poimprezujemy - powiedziała wesoło Mel, po czym dodała do ucha: - Powinniśmy zacząć imprezować. Rozejrzyj się, wszyscy to robią. Spojrzałam dookoła. Rzeczywiście, byłam tu jedyną spiętą, dziwną osobą. Odwracając się do Marcusa i pamiętając o tym, co powiedzieli moja matka i brat, powiedziałam: - Piwo w butelce, zamknięte. Mrugnął ze śmiechem, wyciągnął z lodówki dwie butelki, otworzył i podał napoje Mel i mi. Stuknęłyśmy szkłem o szkło i wzięłyśmy po łyku alkoholu. Skrzywiłam się gorzko, co u Marcusa wywołało kolejny atak śmiechu. Trzy godziny później, Mel i ja pijane, tańczyłyśmy na środku salonu. Na szczęście miałam jeszcze na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie zacząć się rozbierać. Ale bezwstydne ręce Marcusa próbowały dotykać mnie w miejscach, których nikt wcześniej nie dotykał. Przez jakiś czas udawało mi się go powstrzymywać, ale w ostatnich minutach on przestał wstrzymywać się, i trudno mi było z nim walczyć. Nie miałam pojęcia, jak silny może być pijany facet i jak słaba stawałam się ja. - Kochanie, tak bardzo cię pragnę. - Czułam jego gorący oddech przy moim uchu, a utrzymujący się zapach alkoholu i duszności sprawiał, że kręciło mi się w głowie. - Chodźmy na górę. Tam jest dla nas wolny pokój. - Dla nas? Czy dla ciebie i każdej dziewczyny, która się na to nabierze? - Czekałem na ciebie, kochanie. Nie chcę nikogo innego. Z tymi słowami wpił się swoimi ustami w moje, nie pozwalając mi nawet oddychać. Jego śliski język próbował przecisnąć się przez moje mocno zaciśnięte wargi. Próbowałam się odwrócić, ale on jedną ręką trzymał mnie coraz mocniej, drugą podtrzymywał tył mojej głowy, nie pozwalając się ruszyć. Przycisnęłam dłonie do jego klatki piersiowej, próbując go odepchnąć, ale niewiele to dało. W efekcie jeszcze mocniej dociskał swoje biodra do mojego ciała. Czułam, jak twardnieje. Zaczął powoli przesuwać mnie w stronę schodów, ignorując moje próby powstrzymania. Zrobiło mi się niedobrze na myśl, że wszyscy wokół uznają tę scenę za grę wstępną. Tłum zrobił nam miejsce, śmiejąc się i żartując okrutnie pozwalając Marcusowi ciągnąć mnie dalej. Z przerażeniem myślałam o tym, co by się stało, gdyby udało mu się wciągnąć mnie na górę. I właśnie w tej chwili, kiedy panika zaczęła mnie już chwytać za gardło, Marcus został ode mnie gwałtownie odciągnięty. Wpatrywałam się w oszołomieniu w mężczyznę, który trzymał chłopaka za szyję, górując nad nim o całą głowę. Nie widziałam jego twarzy, ale z pewnością mogłam stwierdzić, że od dawna nie jest uczniem szkoły średniej. Kiedy się odezwał, ugięły się pode mną kolana. Ten głos. Ten, na który myślałam, że jestem już zupełnie obojętna. Caleb. Kiedy udało mu się zostać takim olbrzymem? Obudziły się we mnie wszystkie zapomniane uczucia, przywracając motyle w żołądku. Gdy tylko skończył potrząsać bladym ze strachu Marcusem , odwrócił się do mnie i spojrzał tymi kryształowo niebieskimi oczami. Stał w bezruchu, lustrując mnie od stóp do głów. W jego oczach był gniew. Wydawał się zły, nie tylko na Marcusa, ale i na mnie. Nie mogłam przestać się na niego gapić, zahipnotyzowana zmianą w jego wyglądzie. Był większy, jego mięśnie wybrzuszały się spod niebieskiego podkoszulka, silne uda opinały czarne dżinsy, a tatuaże spływały po ramionach. Jego włosy się nie zmieniły, ale