Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Walka o przyprawy. XVI-wieczna rywalizacja, która ukształtowała nowożytny świat - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 września 2026
5499 pkt
punktów Virtualo

Walka o przyprawy. XVI-wieczna rywalizacja, która ukształtowała nowożytny świat - ebook

Przyprawy, które wyznaczyły kurs wielkich odkryć geograficznych - historia, w której pieprz był wart więcej niż fortuna.

Kolumb nie szukał Ameryki, Magellan nie zamierzał opłynąć świata. Ich prawdziwym celem było znalezienie zachodniej drogi do Indii i źródła tajemniczych i cennych przypraw. Nienasycony apetyt Europejczyków na goździki i gałkę muszkatołową napędzał wczesnonowożytną gospodarkę i wywołał zaciekłą rywalizację o kontrolę nad wiodącymi do nich drogami.

Roger Crowley z wielką pisarską swadą pokazuje, jak zmagania te ukształtowały nowożytny świat. W latach 1511–1571 dwa europejskie państwa – Portugalia i Hiszpania – starając się zdominować dostawy przypraw, połączyły oceany, stały się wielkimi morskimi imperiami i dały początek globalnemu handlowi.

Walka o przyprawy zabiera czytelnika w podróże z sewilskich doków na bezmiar Pacyfiku, Wyspy Korzenne, koło podbiegunowe i wybrzeża Chin, a dzięki barwnym relacjom naocznych świadków o awanturnikach, katastrofach statków i oblężeniach miast jest narracyjną historią pierwszych spotkań kolonialnych, które na wieki ukształtowały światową gospodarkę.

„Fascynująca opowieść o desperackich i nierzadko brutalnych zmaganiach o dostęp do przypraw” - Giles Milton, autor Muszkatołowej wojny Nathaniela.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8338-575-4
Rozmiar pliku: 17 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

MOTTO

Powia­dają, że naj­pięk­niej­szym zapa­chem na świe­cie jest woń goź­dzi­ków. Czu­łem ją w dro­dze z Koczinu do Goa, gdy byli­śmy o ligę od lądu, nie­sioną wia­trem wie­ją­cym od brzegu, a gdy wiatr cichł, nocą. Była tak silna i tak upa­ja­jąca, że myśla­łem, iż muszą tam być lasy kwia­tów. Oka­zało się, że byli­śmy bli­sko statku pły­ną­cego z ładun­kiem goź­dzi­ków z Molu­ków.

Gar­cia de Orta, XVI-wieczny por­tu­gal­ski bota­nik

Cho­ciaż mówimy o „Sta­rym Świe­cie” i „Nowym Świe­cie”, nazy­wamy je tak tylko dla­tego, że z tym dru­gim zetknę­li­śmy się dopiero nie­dawno, a nie dla­tego, że są dwa światy; jest tylko jeden.

Inca Gar­ci­laso de la Vega, 1609ZDERZENIA

Z prze­strzeni kosmicz­nej Archi­pe­lag Malaj­ski wygląda jak roz­sy­pane kawałki ogrom­nego por­ce­la­no­wego pół­mi­ska, który jakiś olbrzym upu­ścił na Zie­mię, po czym cof­nął się, by podzi­wiać tego sku­tek. Ostro zakoń­czony połu­dniowo-wschodni koniec Pół­wy­spu Malaj­skiego i wysmu­kłe kształty Suma­try i Jawy prze­cho­dzą w łań­cuch wysp cią­gnący się dłu­gim na wiele tysięcy kilo­me­trów łukiem, rów­nym jed­nej czwar­tej obwodu Ziemi. Nie­które z nich mają kształt pają­ków, inne to pra­wie ide­al­nie okrą­głe plamki zwień­czone stoż­kami wul­ka­nów, wyglą­da­jące jak na dzie­cię­cym rysunku. W poło­wie tego łań­cucha znaj­duje się zwa­li­sta bryła Bor­neo i sie­dem tysięcy szcząt­ków owego pół­mi­ska, z któ­rych skła­dają się Fili­piny. Na wscho­dzie, przed roz­le­głym prze­stwo­rem Pacy­fiku, ostat­nim jego ogni­wem jest Nowa Gwi­nea. A środ­kowe ogniwo, zbyt małe, by można je dokład­nie przed­sta­wić na jakiej­kol­wiek mapie świata, two­rzy grupa tysiąca wyse­pek – Molu­ków, jak przy­jęło się je nazy­wać w pod­ręcz­ni­kach histo­rii. To serce tro­pi­ków, które prze­szywa niczym strzała rów­nik, dzie­ląc dobę na równe połowy – dzień i noc.

Cały archi­pe­lag jest epi­cen­trum jed­nego z naj­bar­dziej aktyw­nych geo­lo­gicz­nie regio­nów Ziemi. To miej­sce styku czte­rech płyt tek­to­nicz­nych, które napie­rają na sie­bie, wypy­cha­jąc na powierzch­nię nowe wyspy wul­ka­niczne, prze­su­wa­jąc Austra­lię na pół­noc i wpra­wia­jąc góry na Nowej Gwi­nei w nie­ustanne drże­nie. Czte­ry­sta pięć­dzie­siąt wul­ka­nów, które sta­no­wią zachodni skraj Pier­ście­nia Ognia obej­mu­ją­cego Pacy­fik wielką pół­ob­rę­czą w kształ­cie koń­skiej pod­kowy, należy do naj­groź­niej­szych na Ziemi. Od czasu do czasu po całym glo­bie nie­sie się ich echo: wybuch Kra­ka­tau w 1882 roku wytwo­rzył naj­gło­śniej­szy hałas odno­to­wany w histo­rii, a w naszych cza­sach, w 2004 roku, pod­wodne trzę­sie­nie ziemi spo­wo­do­wało wyso­kie na pięt­na­ście metrów tsu­nami, które pędząc przez Pacy­fik z pręd­ko­ścią 800 kilo­me­trów na godzinę, ude­rzyło w czter­na­ście kra­jów. Ludzie, któ­rzy miesz­kają na linii tego uskoku, żyją na nie­sta­bil­nej ziemi. Czują, że pla­neta drży, lądy stale zmie­niają kształty i poło­że­nie. Alfred Rus­sel Wal­lace, XIX-wieczny przy­rod­nik, zauwa­żył, że „na wielu z tych wysp lata potęż­nych trzę­sień ziemi two­rzą dla ich miesz­kań­ców chro­no­lo­giczne epoki, za pomocą któ­rych zapa­mię­tują oni wiek swo­ich dzieci i okre­ślają daty waż­nych wyda­rzeń”¹. Pisze też, że wcho­dząca w skład archi­pe­lagu Molu­ków wyspa Makian

została roze­rwana przez gwał­towną erup­cję , która zosta­wiła z jed­nej strony ogromną roz­pa­dlinę się­ga­jącą w głąb góry. Kiedy ostat­nio, w 1860 roku, odwie­dzi­łem wyspę, góra była po szczyt pokryta roślin­no­ścią i znaj­do­wało się na niej dwa­na­ście lud­nych malaj­skich wio­sek. 29 grud­nia 1862 roku nastą­pił nagle kolejny wybuch, który roz­sa­dził górę, cał­ko­wi­cie zmie­nia­jąc jej wygląd, zabi­ja­jąc więk­szość miesz­kań­ców, wyrzu­ca­jąc taką ilość popiołu, że nad odle­głą o sześć­dzie­siąt kilo­me­trów Ter­nate pociem­niało niebo, i nie­mal kom­plet­nie nisz­cząc uprawy na tej i na sąsied­nich wyspach².

To region zde­rzeń nie tylko geo­lo­gicz­nych. Spo­ty­kają się tu, na gra­nicy zwa­nej obec­nie linią Wal­lace’a, dwa kró­le­stwa flory i fauny, z któ­rych jedno wywo­dzi się z Austra­la­zji, dru­gie z Azji. Na boga­tej wul­ka­nicz­nej gle­bie tego łań­cu­cha wysp, w mon­su­no­wych desz­czach i wyso­kiej tem­pe­ra­tu­rze, wyewo­lu­owało wiele prze­róż­nych, nie­spo­ty­ka­nych ni­gdzie indziej roślin, zwie­rząt i owa­dów. Życie jest tu tak bujne, że XIX-wieczny holen­der­ski zoo­log nali­czył przy brze­gach jed­nej z wysp tyle gatun­ków ryb, ile jest we wszyst­kich euro­pej­skich rze­kach i morzach, a tro­pi­kalne lasy tak gęste, że po dru­giej woj­nie świa­to­wej ostatni japoń­ski żoł­nierz zdo­łał ukry­wać się przez trzy­dzie­ści lat na kie­szon­ko­wej wysepce Moro­tai.

Archi­pe­lag jest labo­ra­to­rium ewo­lu­cji. Ta osza­ła­mia­jąca róż­no­rod­ność gatun­ków wpro­wa­dziła Moluki do histo­rii. Pięć wul­ka­nicz­nych wyse­pek – Ter­nate, Tidore, Moti, Makian i Bacan – było jedy­nymi miej­scami na świe­cie, gdzie rosły drzewa goź­dzi­kowe. Leżąca 600 kilo­me­trów od nich inna grupa wysp, Banda, była uni­ka­to­wym źró­dłem gałki musz­ka­to­ło­wej. Owo­com tych drzew zawdzię­czają Moluki nazwę Wyspy Korzenne i to one zwró­ciły na ów archi­pe­lag uwagę świata.

Powab przy­praw sięga odle­głej sta­ro­żyt­no­ści – w mia­stach na brze­gach Eufratu odko­pano liczące cztery tysiące lat pąki goź­dzi­ków, a w Doli­nie Kró­lów odkryto pła­sko­rzeźby przed­sta­wia­jące flotę pły­nącą z ładun­kiem przy­praw. Chiń­scy cesa­rze z dyna­stii Han wyma­gali od swych dwo­rzan, by ich oddech pach­niał goź­dzi­kami, a Rzy­mia­nie uwa­żali, że przy­prawy są węcho­wymi wro­tami do kra­iny bogów, że ich woń nie­sie do niej skła­dane bogom ofiary i dusze ze sto­sów pogrze­bo­wych. Przy­prawy były cenio­nymi afro­dy­zja­kami, środ­kami odka­ża­ją­cymi i prze­ciw­bó­lo­wymi, wzbo­ga­cały smak dań i napo­jów, były namiastką raju. Przy­czy­niły się do powsta­nia lądo­wych i mor­skich szla­ków han­dlo­wych, roz­woju miast i sze­rze­nia reli­gii przez spro­wa­dza­ją­cych je kup­ców. Lek­kie i trwałe, były pierw­szymi towa­rami o naprawdę świa­to­wym zasięgu, a ponie­waż prze­cho­dziły przez ręce wielu pośred­ni­ków, miały tak wysoką marżę – nim tra­fiły na euro­pej­ski rynek, ich cena wzra­stała nawet o tysiąc pro­cent – że ich war­tość prze­wyż­szała war­tość złota o iden­tycz­nym cię­ża­rze. Cza­sami same sta­wały się walutą.

W śre­dnio­wie­czu Euro­pej­czycy zży­mali się na to, że han­del przy­pra­wami spo­czywa głów­nie w rękach kup­ców muzuł­mań­skich i że do nich tra­fia złoto, któ­rym za nie płacą. Źró­dło pocho­dze­nia goź­dzi­ków i gałki musz­ka­to­ło­wej było nie­znane. Ape­tyt zaostrzały opo­wie­ści samot­nych podróż­ni­ków. Marco Polo sądził, że goź­dziki pocho­dzą z Chin – musiał widzieć całe ich gałę­zie spro­wa­dzane z Molu­ków – a gałka musz­ka­to­łowa z Jawy. Fran­cisz­kań­ski misjo­narz Odo­ryk z Porde­none, który na początku XIV wieku odwie­dził Jawę, zorien­to­wał się, że pocho­dzą z jakiejś wyspy leżą­cej dalej na połu­dniu, ale nie udało mu się usta­lić skąd. Wło­ski podróż­nik Ludo­vico di Var­thema utrzy­my­wał, że około 1505 roku dotarł zarówno do Wysp Banda, jak i Molu­ków i widział tam uprawy goź­dzi­ków i gałki musz­ka­to­ło­wej. Dru­ko­wany opis jego podróży zna­lazł się szybko w obiegu.

Ten splot spe­ku­la­cji i pra­gnień stał się moto­rem dale­ko­mor­skich wypraw Euro­pej­czy­ków. Kolumb wyru­szył na zachód, by zna­leźć drogę do „Indii” – Chin, Japo­nii i Wysp Korzen­nych – dotrzeć do źró­dła orien­tal­nych bogactw i wyeli­mi­no­wać muzuł­mań­skich pośred­ni­ków. Uwagi na zacho­wa­nym do naszych cza­sów jego łaciń­skim egzem­pla­rzu opisu podróży Marca Polo wska­zują, że Kolumba inte­re­so­wały przy­prawy, złoto i kamie­nie szla­chetne. Ale tra­fił na barierę nie do przej­ścia – Ame­rykę. Vasco da Gama wybrał wschod­nią drogę do Indii i w 1511 roku dotarł do Malakki na Pół­wy­spie Malaj­skim, skąd nie­mal widać było Suma­trę.

To, co nastą­piło potem, jest tema­tem niniej­szej książki. Moluki miały się stać epi­cen­trum XVI-wiecz­nej wiel­kiej gry, która dosłow­nie ukształ­to­wała świat – naj­pierw zacię­tej walki mię­dzy Por­tu­ga­lią i Hisz­pa­nią o dale­ko­sięż­nych skut­kach, a potem glo­bal­nej rywa­li­za­cji. W jej ramach wysłano dzie­siątki eks­pe­dy­cji przez Malaje, Cie­śninę Magel­lana, wzdłuż wybrzeża Mek­syku i koło pod­bie­gu­nowe pół­nocne. Wypra­wiano floty z Sewilli, Lizbony i Lon­dynu z kon­kwi­sta­do­rami z Kasty­lii, por­tu­gal­skimi i baskij­skimi nawi­ga­to­rami, fla­mandz­kimi kar­to­gra­fami, angiel­skimi mary­na­rzami, nie­miec­kimi i wło­skimi ban­kie­rami. To ona dopro­wa­dziła do zatar­gów z impe­rium osmań­skim i kon­tak­tów Euro­pej­czy­ków ze sta­rymi cesar­stwami Chin i Japo­nii.

W latach 1511–1571 Europa, głodna, ambitna i agre­sywna, prze­su­nęła się zde­cy­do­wa­nie z boku na śro­dek sceny, a Hisz­pa­nia na krótko stała się potęgą świa­tową. W ciągu tych sze­ściu waż­nych dekad Euro­pej­czycy dowie­dli, że Zie­mia ma kształt kuli­sty¹, zaczęli wypeł­niać białe plamy na mapach Pacy­fiku, stwo­rzyli pierw­sze świa­towe metro­po­lie i połą­czyli oce­any. Ich impe­ria miały przez pół tysiąca lat domi­no­wać na morzach pla­nety. Ich impo­nu­jące wyprawy oraz zde­rze­nia ludów i kul­tur zaowo­co­wały nie­zwy­kłymi opo­wie­ściami o wytrwa­ło­ści, odwa­dze i cier­pie­niu, a także o aktach okru­cień­stwa wobec rdzen­nych miesz­kań­ców odkry­wa­nych lądów i ludo­bój­stwie. Dzięki wyna­laz­kowi druku zapo­cząt­ko­wały epokę infor­ma­cji i stwo­rzyły sieć glo­bal­nego han­dlu. Napę­dzało ją sre­bro jako uni­wer­salny śro­dek płat­ni­czy, a impul­sem do jej powsta­nia był powab przy­praw. Wszystko to nadało poli­tyczne, han­dlowe, kul­turowe i eko­lo­giczne obli­cze nowo­żyt­nemu światu.

W 1511 roku trzy por­tu­gal­skie statki wypły­nęły z Malakki w poszu­ki­wa­niu źró­dła goź­dzi­ków i gałki musz­ka­to­ło­wej. Były na naj­lep­szej dro­dze po nie­sa­mo­wite zyski.

1.

Wyprawy Magel­lana i innych XVI-wiecz­nych żegla­rzy niczego nie dowo­dziły w kwe­stii kształtu Ziemi, ponie­waż o jej kuli­stym kształ­cie wie­dzieli wszy­scy wykształ­ceni miesz­kańcy śre­dnio­wiecz­nej Europy (i wielu nie­wy­kształ­co­nych). Prze­ło­mowe zna­cze­nie rejsu floty Magel­lana pole­gało na udo­wod­nie­niu, że kulę ziem­ską da się opły­nąć dookoła, co wcze­śniej część uczo­nych uwa­żała za nie­wy­ko­nalne z powodu wiel­kich odle­gło­ści na morzu i upału panu­ją­cego wokół rów­nika (przyp. red. meryt.).1

RAJ FRANCISCA SERRÃO

1511–1519

1 kwiet­nia 1512 roku, Koczin na zachod­nim wybrzeżu Indii. List Afonsa de Albu­qu­erque, por­tu­gal­skiego guber­na­tora Indii, do króla Manu­ela I. Do listu dołą­czony frag­ment dużej mapy. Guber­na­tor pisze:

Panie, wydaje mi się, że to naj­lep­sza rzecz, jaką dotąd widzia­łem, i bar­dzo spodoba się Waszej Wyso­ko­ści . Prze­sy­łam Waszej Wyso­ko­ści ten kawa­łek , sko­pio­wany przez Fran­ci­sca Rodri­gu­esa z innej. Wasza Wyso­kość zoba­czy na nim, skąd naprawdę przy­by­wają Chiń­czycy i Goro­wie , kurs, jaki powinny obrać statki Waszej Wyso­ko­ści, by dotrzeć do Wysp Goź­dzi­ko­wych, gdzie znaj­dują się kopal­nie złota, i wyspy Jawa i Banda, z goź­dzi­kami i gałką musz­ka­to­łową, zie­mia króla Syjamu, a także dokąd dopły­wają Chiń­czycy i w jakim kie­runku pły­wają, i dla­czego nie zapusz­czają się dalej³.

Więk­sza mapa, o któ­rej wspo­mina Albu­qu­erque, zato­nęła pod­czas kata­strofy statku, w któ­rej guber­na­tor omal nie stra­cił życia, ale to, co zostało, miało nie­zmierną war­tość. Z nanie­sioną „siatką rum­bów i bez­po­śred­nimi szla­kami stat­ków”⁴, frag­ment ów stał się mapą prze­wod­nią dla Euro­pej­czy­ków zmie­rza­ją­cych na Wyspy Korzenne, do osta­tecz­nego celu ich wypraw, odkry­tego po wie­kach spe­ku­la­cji o poło­że­niu tych wysp, i stwa­rzał osza­ła­mia­jącą per­spek­tywę nawią­za­nia bez­po­śred­niego kon­taktu z Chi­nami, bajeczną kra­iną w ich roz­pa­lo­nej przez opis podróży Marca Polo wyobraźni.

Osiem mie­sięcy wcze­śniej Por­tu­gal­czycy zdo­byli stra­te­giczne mia­sto Malakka na krańcu Pół­wy­spu Malaj­skiego, w któ­rym szlaki han­dlowe z naj­dal­szych kra­jów Orientu łączyły się ze szla­kami pro­wa­dzą­cymi przez Indie i Bli­ski Wschód. Tą drogą przy­prawy docie­rały po bar­dzo zawy­żo­nej przez pośred­ni­ków cenie na rynki euro­pej­skie; teraz mogła ona powieść Por­tu­gal­czy­ków do źró­deł goź­dzi­ków i gałki musz­ka­to­ło­wej. Dzia­łali szybko. Mając w rękach Malakkę, Albu­qu­erque natych­miast wysłał do Birmy, Taj­lan­dii i na Suma­trę amba­sa­do­rów, by powia­do­mili wład­ców tych kra­jów o obec­no­ści Por­tu­gal­czy­ków i ich woli nawią­za­nia z nimi sto­sun­ków han­dlo­wych. W liście do króla Manu­ela nie poin­for­mo­wał o tym, że na Wyspy Korzenne pły­nie już flota z Fran­ci­skiem Rodri­gu­esem, „mło­dzień­cem z bar­dzo dobrą wie­dzą i umie­jęt­no­ścią spo­rzą­dza­nia map”⁵, jako nawi­ga­to­rem. Wśród zdo­byw­ców Malakki było dwóch mło­dych ludzi pocho­dzą­cych z drob­nej por­tu­gal­skiej szlachty: Fran­ci­sco Serrão i Fernão de Magalhães, zwany póź­niej Magel­la­nem.

Praw­do­po­dob­nie w listo­pa­dzie 1511 z Malakki wypły­nęły „na Moluki po goź­dziki i na Wyspy Banda po gałkę musz­ka­to­łową”⁶ trzy okręty pod dowódz­twem Antó­nia de Abreu: _Santa Cata­rina_, _Sabaia_, któ­rej kapi­ta­nem był Fran­ci­sco Serrão, i lekka kara­wela pro­wa­dzona przez Rodri­gu­esa. Obsa­dzone były przez 120 Por­tu­gal­czy­ków i 60 nie­wol­ni­ków do pracy przy pom­pach. Dowódcy byli ludźmi zahar­to­wa­nymi w boju o Malakkę. Abreu docho­dził do sie­bie po postrzale z musz­kietu, który pozba­wił go zębów i czę­ści języka, ale eks­pe­dy­cja była poko­jową wyprawą han­dlową. W jej skład wcho­dziło rów­nież dwóch Mala­jów zna­ją­cych szlak, któ­rym pły­nęła. Albu­qu­erque zda­wał sobie sprawę, że wia­do­mość o zaję­ciu Malakki przez Por­tu­gal­czy­ków roz­nio­sła się wśród miesz­kań­ców Archi­pe­lagu Malaj­skiego i zagra­żała nawią­za­niu z nimi kon­tak­tów han­dlo­wych. Dla prze­tar­cia drogi wysłał przo­dem dżonkę pod dowódz­twem Persa imie­niem Ismael, „byśmy po dotar­ciu Antó­nia de Abreu do tych por­tów nie zostali źle przy­jęci, jako że nasza nazwa budziła strach”⁷. Opły­nąw­szy koniec pół­wy­spu, Por­tu­gal­czycy zna­leźli się na nowym morzu i w nowym świe­cie – Archi­pe­lagu Malaj­skim z tysią­cami wysp, wie­loma języ­kami, malut­kimi kró­le­stwami i nie­zna­nymi im warun­kami żeglugi. W trak­cie tej podróży prze­kształ­cili się ze zdo­byw­ców w kup­ców dzia­ła­ją­cych na skraju por­tu­gal­skiego impe­rium.

Statki pły­nęły wzdłuż pół­noc­nego wybrzeża Jawy, łań­cu­cha wul­ka­nów wzno­szą­cych się nad zie­lo­nymi tara­so­wymi polet­kami ryżu. Zawi­nąw­szy dla uzu­peł­nie­nia zapa­sów do portu Gre­sik, Serrão, wzo­rem pły­wa­ją­cych tam sezo­no­wych kup­ców, pojął za żonę Jawajkę, „mon­su­nową pannę młodą”. Pod­czas prze­cho­dze­nia przez pas raf _Sabaia_ została uszko­dzona i trzeba było ją porzu­cić. Dwa pozo­stałe statki trzy­mały kurs na pół­noc. Rodri­gu­esa zdu­miała ster­cząca z morza samotna wul­ka­niczna wysepka Gunung Api, z któ­rej „naj­wyż­szego punktu spły­wały bez prze­rwy stru­mie­nie ognia, two­rząc wspa­niały widok”⁸. Po dro­dze ryso­wał mapę nowego świata i kre­ślił zarysy mija­nych wybrzeży.

Wyprawa wyru­szyła jed­nak w złym cza­sie. Wie­jące o tej porze roku prze­ciwne wia­try nie pozwo­liły jej dotrzeć do goź­dzi­ko­wych Molu­ków i zmu­siły do skie­ro­wa­nia się na połu­dnie w poszu­ki­wa­niu gałki musz­ka­to­ło­wej na innej gru­pie wysp, Banda, dzie­się­ciu malut­kich skraw­kach ziemi leżą­cych wokół kal­dery zapad­nię­tego wul­kanu. Przy­by­sze rzu­cili kotwice w zatoce Lon­tar, naj­więk­szej z tych wysp, mają­cej według por­tu­gal­skiego histo­ryka Bar­rosa „kształt sier­paka”⁹. Nad nimi wzno­sił się czynny wul­kan, wyplu­wa­jący z kra­teru siarkę. Zbo­cza wysp spo­wite były soczy­stą zie­le­nią drzew musz­ka­to­ło­wych. Ten widok prze­cho­dził wyobraź­nię Por­tu­gal­czy­ków: „zda­wało się, że to ogród, w któ­rym Natura stwo­rzyła w postaci tego kon­kret­nego owocu coś zachwy­ca­ją­cego”. Kwiaty drzewa musz­ka­to­ło­wego „miały zło­żony zapach, nie­po­rów­ny­walny z niczym, co jest u nas. Po kwia­tach owoce, koloru zie­lo­nego , a gdy zaczy­nają doj­rze­wać, przy­la­tuje mnó­stwo papug i róż­nych innych pta­ków . Sama róż­no­rod­ność ich gatun­ków, kolo­rów, które dała im Natura, i pie­śni jest osob­nym spek­ta­klem”¹⁰. Ptaki, roz­no­szące nasiona drzew musz­ka­to­ło­wych, odgry­wały istotną rolę w skom­pli­ko­wa­nej sieci eko­lo­gicz­nych zależ­no­ści tych wysp. Zacie­ka­wieni Por­tu­gal­czycy opi­sy­wali szcze­gó­łowo także miesz­kań­ców wysp i ich struk­turę spo­łeczną.

Por­tu­gal­czycy obser­wo­wali, ale im też się przy­glą­dano. Według jed­nej z rela­cji miesz­kań­ców wysp prze­stra­szyło poja­wie­nie się floty Abreu i wiel­kość wcho­dzą­cych w jej skład okrę­tów. Przy­by­sze szybko wyko­rzy­stali psy­cho­lo­gicz­nie i prak­tycz­nie wra­że­nie, jakie wywarły na tubyl­cach ich potężne żaglowce. Rui de Brito Pata­lim, dowódca fortu w Malakce, dono­sił, że „na Moluki, Banda, Timor i Jawę potrze­bu­jemy dużych okrę­tów, mimo że miesz­kań­ców prze­raża ich widok”. Pro­po­no­wał wysła­nie jed­nego lub dwóch _nao_ (wiel­kich żaglow­ców) o wypor­no­ści 500 ton, „gdyż poza tym, że pokażą naszą siłę, mogą zabrać ogromną ilość przy­praw, jakiej nie da się prze­wieźć mniej­szymi okrę­tami. Co wię­cej, droga jest już znana, żeglowna i łatwa do poko­na­nia”¹¹.

Miesz­kańcy Wysp Banda mieli roz­le­głe kon­takty han­dlowe z sąsied­nimi wyspami. Dosta­wali goź­dziki z Molu­ków, pły­wali na Jawę i cza­sami do Malakki. Powi­tali przy­by­szów jako jesz­cze jed­nego part­nera w inte­re­sach. Przy­jęli ich gościn­nie głów­nie dla­tego, że ci sami Por­tu­gal­czycy roze­rwali ich sieci han­dlowe, a oni żyli z han­dlu. Idąc za radami kup­ców z Malakki, Euro­pej­czycy przy­wieźli odpo­wied­nie towary: ubra­nia, ryż i chiń­ską por­ce­lanę. Na wyspach wielką popu­lar­no­ścią cie­szyły się jawaj­skie gongi, które można było wymie­nić na duże ilo­ści przy­praw: „Na nich i na meta­lo­wych misach grają muzyk改².

Por­tu­gal­czycy zała­do­wali gałkę musz­ka­to­łową i macis (mającą deli­kat­niej­szy zapach osnówkę nasiona owocu musz­ka­to­łowca) oraz impor­to­wane przez tubyl­ców goź­dziki i kupili dżonkę, która miała zastą­pić _Sabaię_. Podob­nie jak oba oca­lałe statki nie była ona w dobrym sta­nie. Dżonki zna­ko­mi­cie spi­sy­wały się w żeglu­dze mię­dzy wyspami, ale nie­zbyt się nada­wały do rej­sów dale­ko­mor­skich i miały tylko drew­niane kotwice, ale wzięli ją, gdyż potrze­bo­wali spo­rych ładowni na gałkę musz­ka­to­łową, która zaj­mo­wała dużo miej­sca. Gdy wyru­szyli z powro­tem przez Morze Banda, dowódz­two nad dżonką objął Fran­ci­sco Serrão. Ta jed­nak w poło­wie drogi zaczęła nabie­rać wody. Osia­dła na nagiej wysepce, gdzie oprócz Por­tu­gal­czy­ków były tylko żół­wie. Nie było żad­nego innego poży­wie­nia ani słod­kiej wody. Ich trudna sytu­acja nie została wszakże nie­zau­wa­żona. Wyspy Luco­pina były ewi­dent­nie dobrze zna­nym cmen­ta­rzy­skiem stat­ków na Morzu Banda i źró­dłem docho­dów mor­skich łupież­ców. Na hory­zon­cie poja­wiła się łódź wojenna, któ­rej załoga chciała spraw­dzić, co da się wydo­być z wraku. Za radą muzuł­mań­skiego pilota Por­tu­gal­czycy ukryli się, wzięli rabu­siów z zasko­cze­nia i prze­jęli ich łódź. Nie­do­szli piraci, a teraz także poten­cjalni roz­bit­ko­wie, zostali zmu­szeni do prze­wie­zie­nia ich do wio­ski Hitu na pobli­skiej wyspie Ambon.

1. Cią­gnący się wzdłuż wybrzeża Jawy łań­cuch wul­ka­nów na rysunku Fran­ci­sca Rodri­gu­esa. W środku bucha­jąca ogniem wul­ka­niczna wyspa Gunung Api.

Mała grupa Por­tu­gal­czy­ków, ogó­łem 8–9 ludzi, zeszła na brzeg w peł­nych zbro­jach, z musz­kie­tami. Zro­biła na tubyl­cach wiel­kie wra­że­nie. Hitu było w kon­flik­cie z ludem Luhu osia­dłym na sąsied­niej wyspie, Seram. Wojny mię­dzy wyspami toczyły się według tego samego sche­matu: „miesz­kańcy jed­nej przy­pusz­cza­jąc na drugą nie­spo­dzie­wany atak czół­nami, brali jeń­ców albo zabi­jali się wza­jem­nie”¹³. Przy­by­sze z Por­tu­ga­lii szybko zazna­jo­mili się z tym sty­lem walki, jak rów­nież z zawi­ło­ściami miej­sco­wej poli­tyki. Skap­to­wana przez Hitu dru­żyna Serrão wywarła decy­du­jący wpływ na wynik zatargu. Wie­ści o przy­by­szach i ich wyczy­nach szybko roze­szły się po archi­pe­lagu. Wkrótce dotarły do odle­głych o 450 kilo­me­trów, będą­cych źró­dłem goź­dzi­ków Molu­ków i natych­miast zain­te­re­so­wały ich wład­ców.

Nad Ter­nate i Tidore górują wzno­szące się wprost z morza syme­tryczne wul­kany o zbo­czach pokry­tych lasami. W tam­tym momen­cie te dwie małe wyspy, prze­dzie­lone zale­d­wie kil­ku­set­me­tro­wym pasem wody, były w sta­nie wojny. Miesz­kań­ców obu powierz­chow­nie zisla­mi­zo­wali muzuł­mań­scy kupcy, a ich suł­ta­no­wie byli zacie­kłymi rywa­lami. Każdy z nich prze­wo­dził kon­fe­de­ra­cji innych wysp i osad. Serrão i jego towa­rzy­sze znali już z udziału w wal­kach na Ambon miej­scowy spo­sób wojo­wa­nia. Ataki przy­pusz­czano w dużych i szyb­kich łodziach zwa­nych _kora-kora_ lub _joanga_, które mogły pomie­ścić do stu wio­śla­rzy. Naj­więk­szą flotę tych łodzi miało Ter­nate i jedna z nich przy­pły­nęła do Hitu z zapro­sze­niem dla Serrão.

Por­tu­gal­skich awan­tur­ni­ków powi­tał cie­pło suł­tan Bajan Sir­rul­lah: „przy­jął ich w swoim kraju z wiel­kimi hono­rami”¹⁴. Powie­dział, że miał pro­ro­czy sen o przy­by­ciu męż­czyzn zaku­tych w żelazo, któ­rzy roz­sze­rzą jego pano­wa­nie. Szybko udo­wod­nili swoją war­tość, dając Ter­nate prze­wagę nad Tidore. Serrão stał się nie­za­stą­pio­nym doradcą i powier­ni­kiem suł­tana. Gdy w 1514 roku Bajan Sir­rul­lah napi­sał do króla Por­tu­ga­lii list, w któ­rym zobo­wią­zy­wał się, że zosta­nie jego wasa­lem, zro­bił to nie tylko dla­tego, że Por­tu­gal­czycy spra­wo­wali wła­dzę nad Malakką, klu­czo­wym węzłem han­dlu przy­pra­wami, odgry­wa­ją­cym ważną rolę w eks­por­cie goź­dzi­ków z Ter­nate, lecz rów­nież dla­tego, że widział w nich siłę, która pomoże mu zapa­no­wać nad sąsied­nimi wyspiar­skimi kró­le­stwami. Miał tego doko­nać Serrão. Por­tu­gal­czycy postrze­gali to ina­czej. We wrze­śniu 1515 roku Albu­qu­erque pisał do Manu­ela I, że doszły go „wie­ści, iż Serrão żyje i ma wła­dzę nad wyspami goź­dzi­ko­wymi oraz rzą­dzi kró­lem i całą tą zie­mią”¹⁵, domyśl­nie w imie­niu swego władcy.

2. Ter­nate i znaj­du­jący się na niej wul­kan na XVIII-wiecz­nej ryci­nie holen­der­skiej

Malakka była wysu­nię­tym naj­da­lej na wschód punk­tem impe­rium por­tu­gal­skiego. Jego ogra­ni­czone zasoby ludz­kie były z rzadka roz­miesz­czone w roz­cią­ga­ją­cym się od Afryki po Zatokę Per­ską i wybrzeże Indii łań­cu­chu for­tów i baz. Moluki znaj­do­wały się o dwa mon­suny i nie­mal 14 tysięcy kilo­me­trów od sto­licy monar­chii, a Serrão – jak się wydaje – coraz bar­dziej wymy­kał się spod wła­dzy króla rezy­du­ją­cego w odle­głej Lizbo­nie. W latach po jego przy­by­ciu zawi­jały na wyspę Ter­nate por­tu­gal­skie statki han­dlowe, zabie­rały ładu­nek goź­dzi­ków i odpły­wały, nato­miast on pozo­sta­wał na niej, igno­ru­jąc wszel­kie wezwa­nia do powrotu. Na pół nie­za­leżny od Por­tu­ga­lii mie­szał się do wewnętrz­nej poli­tyki wysp. Pro­wa­dził życie, o jakim marzyło wielu por­tu­gal­skich poszu­ki­wa­czy przy­gód, kie­ru­jąc się by­naj­mniej nie pra­gnie­niem słu­że­nia kró­lowi, lecz chę­cią zysku i opły­wa­nia w orien­talne luk­susy niczym egzo­tyczny radża. Z listu Albu­qu­erqu­ego wynika, że był co naj­mniej tole­ro­wany.

Serrão pozo­staje zagad­kową posta­cią. Nie­wiele o nim wia­domo, ale jego nazwi­sko prze­wija się niczym cienka nić w kro­ni­kach tej epoki. Przy­szło mu ode­grać klu­czową rolę w tym, co miało się wyda­rzyć. Podob­nie jak wiele innych por­tu­gal­skich doku­men­tów, jego listy praw­do­po­dob­nie zagi­nęły pod­czas trzę­sie­nia ziemi w Lizbo­nie w 1755 roku. We współ­cze­snych mu kro­ni­kach możemy odna­leźć tylko ich echo. Wia­domo jed­nak, że pisał je do króla i swo­jego przy­ja­ciela, Fernão de Magalhãesa, i wysy­łał wra­ca­ją­cymi do kraju por­tu­gal­skimi stat­kami.

Por­tu­gal­czycy skrzęt­nie zbie­rali infor­ma­cje o Wyspach Korzen­nych. Opi­sali wyjąt­kową struk­turę poli­tyczną miesz­kań­ców Wysp Banda: „nie mają króla, są rzą­dzeni przez star­szych”, ich wygląd, poży­wie­nie, które opie­rało się na sago, „ otrzy­my­wa­nej z mię­ki­szu pew­nego drzewa i bar­dzo mocno spie­czo­nej , uży­wa­nej jako pie­niądz”, geo­gra­fię wysp i miej­sca dogodne do lądo­wa­nia, a przede wszyst­kim ich sieci han­dlowe oraz szcze­gó­łowe koszty przy­praw. Z zain­te­re­so­wa­niem odkry­wali spo­soby uprawy i zbioru gałki musz­ka­to­ło­wej i macis: „drzewa podobne do waw­rzy­nów, któ­rych owo­cami są orze­chy, nad nimi roz­po­ściera się macis niczym kwiat, a znowu nad tym gruba sko­rupa. Jeden kwin­tal macis jest wart tyle, co sie­dem kwin­tali gałki musz­ka­to­ło­wej”¹⁶. „Macis jest owo­cem jak brzo­skwi­nia czy morela, a kiedy doj­rzeje, pęka i wypada z niego zewnętrzna pulpa, a to, co zostaje w środku, przy­biera czer­wony kolor, i to wła­śnie jest macis gałki musz­ka­to­ło­wej. Zbie­rają ją i suszą. Owoce rodzą się przez cały rok i są zbie­rane co mie­siąc”¹⁷.

3. Gałka musz­ka­to­łowa i jej osnówka, macis

Tyle samo uwagi poświę­cali pro­duk­cji goź­dzi­ków na Molu­kach:

Lasy na tych wyspach obfi­tują w pewne drzewa podobne do waw­rzy­nów, a ich liście przy­po­mi­nają liście chru­ściny; nad nimi rosną jak kwiaty poma­rań­czy czy dzi­kiego wina grona goź­dzi­ków. Są bar­dzo zie­lone, a póź­niej białe, ale gdy doj­rzeją, mają piękny czer­wony kolor. Wtedy tubylcy je zbie­rają i roz­kła­dają na słońcu, by wyschły, aż staną się czarne, a kiedy nie ma słońca, suszą je w wędzar­niach. Gdy wyschną, spry­skują je odro­biną sło­nej wody, by się nie pomarsz­czyły i zacho­wały wszyst­kie swoje zalety. I na tych pię­ciu wyspach zbie­rają ich tak wiele, że nie są w sta­nie wywieźć ich z kraju. jeśli nie zbiera się ich przez trzy lata, drzewa dzi­czeją i to, co potem rodzą, jest bez­war­to­ściowe¹⁸.

Te rela­cje, gro­ma­dzone przez kup­ców i ich pośred­ni­ków, były w isto­cie pod­ręcz­ni­kami han­dlu i zapew­niały Por­tu­gal­czy­kom cią­gły dopływ danych o geo­gra­fii, eko­lo­gii, struk­tu­rach wła­dzy i antro­po­lo­gii. Zresztą wszy­scy Euro­pej­czycy zbie­rali infor­ma­cje o świe­cie i żadne z nich nie były cał­ko­wi­cie nie­winne.

4. Kiść owo­ców drzewa goź­dzi­ko­wego

W 1519 roku król Manuel I zle­cił wyko­na­nie atlasu z mapami egzo­tycz­nych kra­jów, obec­nie zwa­nego Atla­sem Mil­lera. Jest to zarówno piękne dzieło sztuki, jak i hołd dla odkryć doko­na­nych przez Por­tu­gal­czy­ków. Moluki są w nim nakre­ślone zło­tym kolo­rem i przy­szpi­lone por­tu­gal­ską flagą do morza jak rzadki motyl w gablo­cie kolek­cjo­nera. Był to swo­isty akt wła­sno­ści, o czym miesz­kańcy tych wysp nie mieli poję­cia. Na zamiesz­czo­nej w tym atla­sie mapie świata są one oto­czone pół­ko­lem mie­lizn suge­ru­ją­cym, że są nie­do­stępne. Poło­że­nie samych wysp zazna­czone jest dość dokład­nie, ale owe mie­lizny nie ist­nieją. W dodatku znaj­dują się one w labi­ryn­cie cie­śnin i prze­smy­ków mię­dzy innymi, wyima­gi­no­wa­nymi wyspami, co ma wska­zy­wać, że nie­zwy­kle trudno jest do nich dotrzeć¹. Jesz­cze bar­dziej zaska­ku­jące jest to, że nie ist­nieje na niej Pacy­fik, który cztery lata wcze­śniej zoba­czyli Hisz­pa­nie i w tam­tym cza­sie był już sze­roko znany. Ta mapa jest ana­chro­nicz­nym powro­tem do obrazu świata, jaki przed­sta­wił sta­ro­żytny geo­graf Pto­le­me­usz. Atlan­tyk jest tu morzem oto­czo­nym ze wszyst­kich stron lądem, przez który nie ma żad­nego przej­ścia na wschód. Atlas Mil­lera nie był obiek­tyw­nym opi­sem świata zna­nego Por­tu­gal­czy­kom, lecz geo­po­li­tycz­nym narzę­dziem, które miało zapew­nić im hege­mo­nię w han­dlu przy­pra­wami i znie­chę­cić rywali, zwłasz­cza Hisz­pa­nów, do prób dotar­cia do Molu­ków przez Pacy­fik drogą wokół Ame­ryk.

Hisz­pa­nie, z aktyw­nym udzia­łem Fernão de Magalhãesa, pla­no­wali tego doko­nać w tym samym roku. Król Manuel z pew­no­ścią o tym wie­dział.

1.

Umiesz­cze­nie tych fik­cyj­nych wysp na mapie było nie tylko formą dez­in­for­mo­wa­nia poten­cjal­nej kon­ku­ren­cji. Ich obec­ność w tym miej­scu wyni­kała rów­nież (a raczej przede wszyst­kim) z utrwa­lo­nej tra­dy­cji. W euro­pej­skiej geo­gra­fii od cza­sów Marca Polo ist­niało głę­bo­kie prze­ko­na­nie, że całe wschod­nie i połu­dniowo-wschod­nie wybrzeża Azji są oto­czone nie­zli­czo­nymi wyspami. Widzimy je na więk­szo­ści map tego obszaru powsta­łych w XIV–XVI wieku (przyp. red. meryt.).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Wal­lace, t. 1, s. 2.

2.

Tamże, s. 4.

3.

Pires, t. 1, s. lxxxviii i lxxix.

4.

Tamże.

5.

Tamże, s. lxxix.

6.

Castan­heda, s. 155–156.

7.

Bar­ros, s. 584.

8.

Pires, t. 2, s. 302.

9.

Bar­ros, s. 587.

10.

Tamże, s. 586.

11.

Vil­liers, _Trade and society_, s. 743

12.

Bar­bosa, t. 2, s. 203.

13.

Tamże, s. 199.

14.

Pires, t. 1, s. 215.

15.

Lagoa, t. 1, s. 155.

16.

Pires, t. 1, s. 208

17.

Tamże, s. 206.

18.

Bar­bosa, t. 2, s. 201–202.

19.

Fernández-Arme­sto, s. 72.

20.

https://en.wiki­pe­dia.org/wiki/ Johannes_Sch%C3%B6ner_globe (dostęp 6.11.2023).

21.

Guil­le­mard, s. 71.

22.

Mori­son, s. 319.

23.

Tamże.

24.

Tamże.

25.

Fernández-Arme­sto, s. 43.

26.

Ber­green, s. 33.

27.

Tamże, s. 34.

28.

Tamże, s. 46.

29.

Tamże, s. 58.

30.

Piga­fetta, t. 1, s. 36 .

31.

Guil­le­mard, s. 80.

32.

Tamże, s. 81.

33.

Tamże, s. 82.

34.

Tamże, s. 83.

35.

Tamże.

36.

Tamże, s. 82.

37.

Tamże, s. 127.

38.

Fernández-Arme­sto, s. 117.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij