-
nowość
-
promocja
Walka o przyprawy. XVI-wieczna rywalizacja, która ukształtowała nowożytny świat - ebook
Walka o przyprawy. XVI-wieczna rywalizacja, która ukształtowała nowożytny świat - ebook
Przyprawy, które wyznaczyły kurs wielkich odkryć geograficznych - historia, w której pieprz był wart więcej niż fortuna.
Kolumb nie szukał Ameryki, Magellan nie zamierzał opłynąć świata. Ich prawdziwym celem było znalezienie zachodniej drogi do Indii i źródła tajemniczych i cennych przypraw. Nienasycony apetyt Europejczyków na goździki i gałkę muszkatołową napędzał wczesnonowożytną gospodarkę i wywołał zaciekłą rywalizację o kontrolę nad wiodącymi do nich drogami.
Roger Crowley z wielką pisarską swadą pokazuje, jak zmagania te ukształtowały nowożytny świat. W latach 1511–1571 dwa europejskie państwa – Portugalia i Hiszpania – starając się zdominować dostawy przypraw, połączyły oceany, stały się wielkimi morskimi imperiami i dały początek globalnemu handlowi.
Walka o przyprawy zabiera czytelnika w podróże z sewilskich doków na bezmiar Pacyfiku, Wyspy Korzenne, koło podbiegunowe i wybrzeża Chin, a dzięki barwnym relacjom naocznych świadków o awanturnikach, katastrofach statków i oblężeniach miast jest narracyjną historią pierwszych spotkań kolonialnych, które na wieki ukształtowały światową gospodarkę.
„Fascynująca opowieść o desperackich i nierzadko brutalnych zmaganiach o dostęp do przypraw” - Giles Milton, autor Muszkatołowej wojny Nathaniela.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8338-575-4 |
| Rozmiar pliku: | 17 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Powiadają, że najpiękniejszym zapachem na świecie jest woń goździków. Czułem ją w drodze z Koczinu do Goa, gdy byliśmy o ligę od lądu, niesioną wiatrem wiejącym od brzegu, a gdy wiatr cichł, nocą. Była tak silna i tak upajająca, że myślałem, iż muszą tam być lasy kwiatów. Okazało się, że byliśmy blisko statku płynącego z ładunkiem goździków z Moluków.
Garcia de Orta, XVI-wieczny portugalski botanik
Chociaż mówimy o „Starym Świecie” i „Nowym Świecie”, nazywamy je tak tylko dlatego, że z tym drugim zetknęliśmy się dopiero niedawno, a nie dlatego, że są dwa światy; jest tylko jeden.
Inca Garcilaso de la Vega, 1609ZDERZENIA
Z przestrzeni kosmicznej Archipelag Malajski wygląda jak rozsypane kawałki ogromnego porcelanowego półmiska, który jakiś olbrzym upuścił na Ziemię, po czym cofnął się, by podziwiać tego skutek. Ostro zakończony południowo-wschodni koniec Półwyspu Malajskiego i wysmukłe kształty Sumatry i Jawy przechodzą w łańcuch wysp ciągnący się długim na wiele tysięcy kilometrów łukiem, równym jednej czwartej obwodu Ziemi. Niektóre z nich mają kształt pająków, inne to prawie idealnie okrągłe plamki zwieńczone stożkami wulkanów, wyglądające jak na dziecięcym rysunku. W połowie tego łańcucha znajduje się zwalista bryła Borneo i siedem tysięcy szczątków owego półmiska, z których składają się Filipiny. Na wschodzie, przed rozległym przestworem Pacyfiku, ostatnim jego ogniwem jest Nowa Gwinea. A środkowe ogniwo, zbyt małe, by można je dokładnie przedstawić na jakiejkolwiek mapie świata, tworzy grupa tysiąca wysepek – Moluków, jak przyjęło się je nazywać w podręcznikach historii. To serce tropików, które przeszywa niczym strzała równik, dzieląc dobę na równe połowy – dzień i noc.
Cały archipelag jest epicentrum jednego z najbardziej aktywnych geologicznie regionów Ziemi. To miejsce styku czterech płyt tektonicznych, które napierają na siebie, wypychając na powierzchnię nowe wyspy wulkaniczne, przesuwając Australię na północ i wprawiając góry na Nowej Gwinei w nieustanne drżenie. Czterysta pięćdziesiąt wulkanów, które stanowią zachodni skraj Pierścienia Ognia obejmującego Pacyfik wielką półobręczą w kształcie końskiej podkowy, należy do najgroźniejszych na Ziemi. Od czasu do czasu po całym globie niesie się ich echo: wybuch Krakatau w 1882 roku wytworzył najgłośniejszy hałas odnotowany w historii, a w naszych czasach, w 2004 roku, podwodne trzęsienie ziemi spowodowało wysokie na piętnaście metrów tsunami, które pędząc przez Pacyfik z prędkością 800 kilometrów na godzinę, uderzyło w czternaście krajów. Ludzie, którzy mieszkają na linii tego uskoku, żyją na niestabilnej ziemi. Czują, że planeta drży, lądy stale zmieniają kształty i położenie. Alfred Russel Wallace, XIX-wieczny przyrodnik, zauważył, że „na wielu z tych wysp lata potężnych trzęsień ziemi tworzą dla ich mieszkańców chronologiczne epoki, za pomocą których zapamiętują oni wiek swoich dzieci i określają daty ważnych wydarzeń”¹. Pisze też, że wchodząca w skład archipelagu Moluków wyspa Makian
została rozerwana przez gwałtowną erupcję , która zostawiła z jednej strony ogromną rozpadlinę sięgającą w głąb góry. Kiedy ostatnio, w 1860 roku, odwiedziłem wyspę, góra była po szczyt pokryta roślinnością i znajdowało się na niej dwanaście ludnych malajskich wiosek. 29 grudnia 1862 roku nastąpił nagle kolejny wybuch, który rozsadził górę, całkowicie zmieniając jej wygląd, zabijając większość mieszkańców, wyrzucając taką ilość popiołu, że nad odległą o sześćdziesiąt kilometrów Ternate pociemniało niebo, i niemal kompletnie niszcząc uprawy na tej i na sąsiednich wyspach².
To region zderzeń nie tylko geologicznych. Spotykają się tu, na granicy zwanej obecnie linią Wallace’a, dwa królestwa flory i fauny, z których jedno wywodzi się z Australazji, drugie z Azji. Na bogatej wulkanicznej glebie tego łańcucha wysp, w monsunowych deszczach i wysokiej temperaturze, wyewoluowało wiele przeróżnych, niespotykanych nigdzie indziej roślin, zwierząt i owadów. Życie jest tu tak bujne, że XIX-wieczny holenderski zoolog naliczył przy brzegach jednej z wysp tyle gatunków ryb, ile jest we wszystkich europejskich rzekach i morzach, a tropikalne lasy tak gęste, że po drugiej wojnie światowej ostatni japoński żołnierz zdołał ukrywać się przez trzydzieści lat na kieszonkowej wysepce Morotai.
Archipelag jest laboratorium ewolucji. Ta oszałamiająca różnorodność gatunków wprowadziła Moluki do historii. Pięć wulkanicznych wysepek – Ternate, Tidore, Moti, Makian i Bacan – było jedynymi miejscami na świecie, gdzie rosły drzewa goździkowe. Leżąca 600 kilometrów od nich inna grupa wysp, Banda, była unikatowym źródłem gałki muszkatołowej. Owocom tych drzew zawdzięczają Moluki nazwę Wyspy Korzenne i to one zwróciły na ów archipelag uwagę świata.
Powab przypraw sięga odległej starożytności – w miastach na brzegach Eufratu odkopano liczące cztery tysiące lat pąki goździków, a w Dolinie Królów odkryto płaskorzeźby przedstawiające flotę płynącą z ładunkiem przypraw. Chińscy cesarze z dynastii Han wymagali od swych dworzan, by ich oddech pachniał goździkami, a Rzymianie uważali, że przyprawy są węchowymi wrotami do krainy bogów, że ich woń niesie do niej składane bogom ofiary i dusze ze stosów pogrzebowych. Przyprawy były cenionymi afrodyzjakami, środkami odkażającymi i przeciwbólowymi, wzbogacały smak dań i napojów, były namiastką raju. Przyczyniły się do powstania lądowych i morskich szlaków handlowych, rozwoju miast i szerzenia religii przez sprowadzających je kupców. Lekkie i trwałe, były pierwszymi towarami o naprawdę światowym zasięgu, a ponieważ przechodziły przez ręce wielu pośredników, miały tak wysoką marżę – nim trafiły na europejski rynek, ich cena wzrastała nawet o tysiąc procent – że ich wartość przewyższała wartość złota o identycznym ciężarze. Czasami same stawały się walutą.
W średniowieczu Europejczycy zżymali się na to, że handel przyprawami spoczywa głównie w rękach kupców muzułmańskich i że do nich trafia złoto, którym za nie płacą. Źródło pochodzenia goździków i gałki muszkatołowej było nieznane. Apetyt zaostrzały opowieści samotnych podróżników. Marco Polo sądził, że goździki pochodzą z Chin – musiał widzieć całe ich gałęzie sprowadzane z Moluków – a gałka muszkatołowa z Jawy. Franciszkański misjonarz Odoryk z Pordenone, który na początku XIV wieku odwiedził Jawę, zorientował się, że pochodzą z jakiejś wyspy leżącej dalej na południu, ale nie udało mu się ustalić skąd. Włoski podróżnik Ludovico di Varthema utrzymywał, że około 1505 roku dotarł zarówno do Wysp Banda, jak i Moluków i widział tam uprawy goździków i gałki muszkatołowej. Drukowany opis jego podróży znalazł się szybko w obiegu.
Ten splot spekulacji i pragnień stał się motorem dalekomorskich wypraw Europejczyków. Kolumb wyruszył na zachód, by znaleźć drogę do „Indii” – Chin, Japonii i Wysp Korzennych – dotrzeć do źródła orientalnych bogactw i wyeliminować muzułmańskich pośredników. Uwagi na zachowanym do naszych czasów jego łacińskim egzemplarzu opisu podróży Marca Polo wskazują, że Kolumba interesowały przyprawy, złoto i kamienie szlachetne. Ale trafił na barierę nie do przejścia – Amerykę. Vasco da Gama wybrał wschodnią drogę do Indii i w 1511 roku dotarł do Malakki na Półwyspie Malajskim, skąd niemal widać było Sumatrę.
To, co nastąpiło potem, jest tematem niniejszej książki. Moluki miały się stać epicentrum XVI-wiecznej wielkiej gry, która dosłownie ukształtowała świat – najpierw zaciętej walki między Portugalią i Hiszpanią o dalekosiężnych skutkach, a potem globalnej rywalizacji. W jej ramach wysłano dziesiątki ekspedycji przez Malaje, Cieśninę Magellana, wzdłuż wybrzeża Meksyku i koło podbiegunowe północne. Wyprawiano floty z Sewilli, Lizbony i Londynu z konkwistadorami z Kastylii, portugalskimi i baskijskimi nawigatorami, flamandzkimi kartografami, angielskimi marynarzami, niemieckimi i włoskimi bankierami. To ona doprowadziła do zatargów z imperium osmańskim i kontaktów Europejczyków ze starymi cesarstwami Chin i Japonii.
W latach 1511–1571 Europa, głodna, ambitna i agresywna, przesunęła się zdecydowanie z boku na środek sceny, a Hiszpania na krótko stała się potęgą światową. W ciągu tych sześciu ważnych dekad Europejczycy dowiedli, że Ziemia ma kształt kulisty¹, zaczęli wypełniać białe plamy na mapach Pacyfiku, stworzyli pierwsze światowe metropolie i połączyli oceany. Ich imperia miały przez pół tysiąca lat dominować na morzach planety. Ich imponujące wyprawy oraz zderzenia ludów i kultur zaowocowały niezwykłymi opowieściami o wytrwałości, odwadze i cierpieniu, a także o aktach okrucieństwa wobec rdzennych mieszkańców odkrywanych lądów i ludobójstwie. Dzięki wynalazkowi druku zapoczątkowały epokę informacji i stworzyły sieć globalnego handlu. Napędzało ją srebro jako uniwersalny środek płatniczy, a impulsem do jej powstania był powab przypraw. Wszystko to nadało polityczne, handlowe, kulturowe i ekologiczne oblicze nowożytnemu światu.
W 1511 roku trzy portugalskie statki wypłynęły z Malakki w poszukiwaniu źródła goździków i gałki muszkatołowej. Były na najlepszej drodze po niesamowite zyski.
1.
Wyprawy Magellana i innych XVI-wiecznych żeglarzy niczego nie dowodziły w kwestii kształtu Ziemi, ponieważ o jej kulistym kształcie wiedzieli wszyscy wykształceni mieszkańcy średniowiecznej Europy (i wielu niewykształconych). Przełomowe znaczenie rejsu floty Magellana polegało na udowodnieniu, że kulę ziemską da się opłynąć dookoła, co wcześniej część uczonych uważała za niewykonalne z powodu wielkich odległości na morzu i upału panującego wokół równika (przyp. red. meryt.).1
RAJ FRANCISCA SERRÃO
1511–1519
1 kwietnia 1512 roku, Koczin na zachodnim wybrzeżu Indii. List Afonsa de Albuquerque, portugalskiego gubernatora Indii, do króla Manuela I. Do listu dołączony fragment dużej mapy. Gubernator pisze:
Panie, wydaje mi się, że to najlepsza rzecz, jaką dotąd widziałem, i bardzo spodoba się Waszej Wysokości . Przesyłam Waszej Wysokości ten kawałek , skopiowany przez Francisca Rodriguesa z innej. Wasza Wysokość zobaczy na nim, skąd naprawdę przybywają Chińczycy i Gorowie , kurs, jaki powinny obrać statki Waszej Wysokości, by dotrzeć do Wysp Goździkowych, gdzie znajdują się kopalnie złota, i wyspy Jawa i Banda, z goździkami i gałką muszkatołową, ziemia króla Syjamu, a także dokąd dopływają Chińczycy i w jakim kierunku pływają, i dlaczego nie zapuszczają się dalej³.
Większa mapa, o której wspomina Albuquerque, zatonęła podczas katastrofy statku, w której gubernator omal nie stracił życia, ale to, co zostało, miało niezmierną wartość. Z naniesioną „siatką rumbów i bezpośrednimi szlakami statków”⁴, fragment ów stał się mapą przewodnią dla Europejczyków zmierzających na Wyspy Korzenne, do ostatecznego celu ich wypraw, odkrytego po wiekach spekulacji o położeniu tych wysp, i stwarzał oszałamiającą perspektywę nawiązania bezpośredniego kontaktu z Chinami, bajeczną krainą w ich rozpalonej przez opis podróży Marca Polo wyobraźni.
Osiem miesięcy wcześniej Portugalczycy zdobyli strategiczne miasto Malakka na krańcu Półwyspu Malajskiego, w którym szlaki handlowe z najdalszych krajów Orientu łączyły się ze szlakami prowadzącymi przez Indie i Bliski Wschód. Tą drogą przyprawy docierały po bardzo zawyżonej przez pośredników cenie na rynki europejskie; teraz mogła ona powieść Portugalczyków do źródeł goździków i gałki muszkatołowej. Działali szybko. Mając w rękach Malakkę, Albuquerque natychmiast wysłał do Birmy, Tajlandii i na Sumatrę ambasadorów, by powiadomili władców tych krajów o obecności Portugalczyków i ich woli nawiązania z nimi stosunków handlowych. W liście do króla Manuela nie poinformował o tym, że na Wyspy Korzenne płynie już flota z Franciskiem Rodriguesem, „młodzieńcem z bardzo dobrą wiedzą i umiejętnością sporządzania map”⁵, jako nawigatorem. Wśród zdobywców Malakki było dwóch młodych ludzi pochodzących z drobnej portugalskiej szlachty: Francisco Serrão i Fernão de Magalhães, zwany później Magellanem.
Prawdopodobnie w listopadzie 1511 z Malakki wypłynęły „na Moluki po goździki i na Wyspy Banda po gałkę muszkatołową”⁶ trzy okręty pod dowództwem Antónia de Abreu: _Santa Catarina_, _Sabaia_, której kapitanem był Francisco Serrão, i lekka karawela prowadzona przez Rodriguesa. Obsadzone były przez 120 Portugalczyków i 60 niewolników do pracy przy pompach. Dowódcy byli ludźmi zahartowanymi w boju o Malakkę. Abreu dochodził do siebie po postrzale z muszkietu, który pozbawił go zębów i części języka, ale ekspedycja była pokojową wyprawą handlową. W jej skład wchodziło również dwóch Malajów znających szlak, którym płynęła. Albuquerque zdawał sobie sprawę, że wiadomość o zajęciu Malakki przez Portugalczyków rozniosła się wśród mieszkańców Archipelagu Malajskiego i zagrażała nawiązaniu z nimi kontaktów handlowych. Dla przetarcia drogi wysłał przodem dżonkę pod dowództwem Persa imieniem Ismael, „byśmy po dotarciu Antónia de Abreu do tych portów nie zostali źle przyjęci, jako że nasza nazwa budziła strach”⁷. Opłynąwszy koniec półwyspu, Portugalczycy znaleźli się na nowym morzu i w nowym świecie – Archipelagu Malajskim z tysiącami wysp, wieloma językami, malutkimi królestwami i nieznanymi im warunkami żeglugi. W trakcie tej podróży przekształcili się ze zdobywców w kupców działających na skraju portugalskiego imperium.
Statki płynęły wzdłuż północnego wybrzeża Jawy, łańcucha wulkanów wznoszących się nad zielonymi tarasowymi poletkami ryżu. Zawinąwszy dla uzupełnienia zapasów do portu Gresik, Serrão, wzorem pływających tam sezonowych kupców, pojął za żonę Jawajkę, „monsunową pannę młodą”. Podczas przechodzenia przez pas raf _Sabaia_ została uszkodzona i trzeba było ją porzucić. Dwa pozostałe statki trzymały kurs na północ. Rodriguesa zdumiała stercząca z morza samotna wulkaniczna wysepka Gunung Api, z której „najwyższego punktu spływały bez przerwy strumienie ognia, tworząc wspaniały widok”⁸. Po drodze rysował mapę nowego świata i kreślił zarysy mijanych wybrzeży.
Wyprawa wyruszyła jednak w złym czasie. Wiejące o tej porze roku przeciwne wiatry nie pozwoliły jej dotrzeć do goździkowych Moluków i zmusiły do skierowania się na południe w poszukiwaniu gałki muszkatołowej na innej grupie wysp, Banda, dziesięciu malutkich skrawkach ziemi leżących wokół kaldery zapadniętego wulkanu. Przybysze rzucili kotwice w zatoce Lontar, największej z tych wysp, mającej według portugalskiego historyka Barrosa „kształt sierpaka”⁹. Nad nimi wznosił się czynny wulkan, wypluwający z krateru siarkę. Zbocza wysp spowite były soczystą zielenią drzew muszkatołowych. Ten widok przechodził wyobraźnię Portugalczyków: „zdawało się, że to ogród, w którym Natura stworzyła w postaci tego konkretnego owocu coś zachwycającego”. Kwiaty drzewa muszkatołowego „miały złożony zapach, nieporównywalny z niczym, co jest u nas. Po kwiatach owoce, koloru zielonego , a gdy zaczynają dojrzewać, przylatuje mnóstwo papug i różnych innych ptaków . Sama różnorodność ich gatunków, kolorów, które dała im Natura, i pieśni jest osobnym spektaklem”¹⁰. Ptaki, roznoszące nasiona drzew muszkatołowych, odgrywały istotną rolę w skomplikowanej sieci ekologicznych zależności tych wysp. Zaciekawieni Portugalczycy opisywali szczegółowo także mieszkańców wysp i ich strukturę społeczną.
Portugalczycy obserwowali, ale im też się przyglądano. Według jednej z relacji mieszkańców wysp przestraszyło pojawienie się floty Abreu i wielkość wchodzących w jej skład okrętów. Przybysze szybko wykorzystali psychologicznie i praktycznie wrażenie, jakie wywarły na tubylcach ich potężne żaglowce. Rui de Brito Patalim, dowódca fortu w Malakce, donosił, że „na Moluki, Banda, Timor i Jawę potrzebujemy dużych okrętów, mimo że mieszkańców przeraża ich widok”. Proponował wysłanie jednego lub dwóch _nao_ (wielkich żaglowców) o wyporności 500 ton, „gdyż poza tym, że pokażą naszą siłę, mogą zabrać ogromną ilość przypraw, jakiej nie da się przewieźć mniejszymi okrętami. Co więcej, droga jest już znana, żeglowna i łatwa do pokonania”¹¹.
Mieszkańcy Wysp Banda mieli rozległe kontakty handlowe z sąsiednimi wyspami. Dostawali goździki z Moluków, pływali na Jawę i czasami do Malakki. Powitali przybyszów jako jeszcze jednego partnera w interesach. Przyjęli ich gościnnie głównie dlatego, że ci sami Portugalczycy rozerwali ich sieci handlowe, a oni żyli z handlu. Idąc za radami kupców z Malakki, Europejczycy przywieźli odpowiednie towary: ubrania, ryż i chińską porcelanę. Na wyspach wielką popularnością cieszyły się jawajskie gongi, które można było wymienić na duże ilości przypraw: „Na nich i na metalowych misach grają muzyk改².
Portugalczycy załadowali gałkę muszkatołową i macis (mającą delikatniejszy zapach osnówkę nasiona owocu muszkatołowca) oraz importowane przez tubylców goździki i kupili dżonkę, która miała zastąpić _Sabaię_. Podobnie jak oba ocalałe statki nie była ona w dobrym stanie. Dżonki znakomicie spisywały się w żegludze między wyspami, ale niezbyt się nadawały do rejsów dalekomorskich i miały tylko drewniane kotwice, ale wzięli ją, gdyż potrzebowali sporych ładowni na gałkę muszkatołową, która zajmowała dużo miejsca. Gdy wyruszyli z powrotem przez Morze Banda, dowództwo nad dżonką objął Francisco Serrão. Ta jednak w połowie drogi zaczęła nabierać wody. Osiadła na nagiej wysepce, gdzie oprócz Portugalczyków były tylko żółwie. Nie było żadnego innego pożywienia ani słodkiej wody. Ich trudna sytuacja nie została wszakże niezauważona. Wyspy Lucopina były ewidentnie dobrze znanym cmentarzyskiem statków na Morzu Banda i źródłem dochodów morskich łupieżców. Na horyzoncie pojawiła się łódź wojenna, której załoga chciała sprawdzić, co da się wydobyć z wraku. Za radą muzułmańskiego pilota Portugalczycy ukryli się, wzięli rabusiów z zaskoczenia i przejęli ich łódź. Niedoszli piraci, a teraz także potencjalni rozbitkowie, zostali zmuszeni do przewiezienia ich do wioski Hitu na pobliskiej wyspie Ambon.
1. Ciągnący się wzdłuż wybrzeża Jawy łańcuch wulkanów na rysunku Francisca Rodriguesa. W środku buchająca ogniem wulkaniczna wyspa Gunung Api.
Mała grupa Portugalczyków, ogółem 8–9 ludzi, zeszła na brzeg w pełnych zbrojach, z muszkietami. Zrobiła na tubylcach wielkie wrażenie. Hitu było w konflikcie z ludem Luhu osiadłym na sąsiedniej wyspie, Seram. Wojny między wyspami toczyły się według tego samego schematu: „mieszkańcy jednej przypuszczając na drugą niespodziewany atak czółnami, brali jeńców albo zabijali się wzajemnie”¹³. Przybysze z Portugalii szybko zaznajomili się z tym stylem walki, jak również z zawiłościami miejscowej polityki. Skaptowana przez Hitu drużyna Serrão wywarła decydujący wpływ na wynik zatargu. Wieści o przybyszach i ich wyczynach szybko rozeszły się po archipelagu. Wkrótce dotarły do odległych o 450 kilometrów, będących źródłem goździków Moluków i natychmiast zainteresowały ich władców.
Nad Ternate i Tidore górują wznoszące się wprost z morza symetryczne wulkany o zboczach pokrytych lasami. W tamtym momencie te dwie małe wyspy, przedzielone zaledwie kilkusetmetrowym pasem wody, były w stanie wojny. Mieszkańców obu powierzchownie zislamizowali muzułmańscy kupcy, a ich sułtanowie byli zaciekłymi rywalami. Każdy z nich przewodził konfederacji innych wysp i osad. Serrão i jego towarzysze znali już z udziału w walkach na Ambon miejscowy sposób wojowania. Ataki przypuszczano w dużych i szybkich łodziach zwanych _kora-kora_ lub _joanga_, które mogły pomieścić do stu wioślarzy. Największą flotę tych łodzi miało Ternate i jedna z nich przypłynęła do Hitu z zaproszeniem dla Serrão.
Portugalskich awanturników powitał ciepło sułtan Bajan Sirrullah: „przyjął ich w swoim kraju z wielkimi honorami”¹⁴. Powiedział, że miał proroczy sen o przybyciu mężczyzn zakutych w żelazo, którzy rozszerzą jego panowanie. Szybko udowodnili swoją wartość, dając Ternate przewagę nad Tidore. Serrão stał się niezastąpionym doradcą i powiernikiem sułtana. Gdy w 1514 roku Bajan Sirrullah napisał do króla Portugalii list, w którym zobowiązywał się, że zostanie jego wasalem, zrobił to nie tylko dlatego, że Portugalczycy sprawowali władzę nad Malakką, kluczowym węzłem handlu przyprawami, odgrywającym ważną rolę w eksporcie goździków z Ternate, lecz również dlatego, że widział w nich siłę, która pomoże mu zapanować nad sąsiednimi wyspiarskimi królestwami. Miał tego dokonać Serrão. Portugalczycy postrzegali to inaczej. We wrześniu 1515 roku Albuquerque pisał do Manuela I, że doszły go „wieści, iż Serrão żyje i ma władzę nad wyspami goździkowymi oraz rządzi królem i całą tą ziemią”¹⁵, domyślnie w imieniu swego władcy.
2. Ternate i znajdujący się na niej wulkan na XVIII-wiecznej rycinie holenderskiej
Malakka była wysuniętym najdalej na wschód punktem imperium portugalskiego. Jego ograniczone zasoby ludzkie były z rzadka rozmieszczone w rozciągającym się od Afryki po Zatokę Perską i wybrzeże Indii łańcuchu fortów i baz. Moluki znajdowały się o dwa monsuny i niemal 14 tysięcy kilometrów od stolicy monarchii, a Serrão – jak się wydaje – coraz bardziej wymykał się spod władzy króla rezydującego w odległej Lizbonie. W latach po jego przybyciu zawijały na wyspę Ternate portugalskie statki handlowe, zabierały ładunek goździków i odpływały, natomiast on pozostawał na niej, ignorując wszelkie wezwania do powrotu. Na pół niezależny od Portugalii mieszał się do wewnętrznej polityki wysp. Prowadził życie, o jakim marzyło wielu portugalskich poszukiwaczy przygód, kierując się bynajmniej nie pragnieniem służenia królowi, lecz chęcią zysku i opływania w orientalne luksusy niczym egzotyczny radża. Z listu Albuquerquego wynika, że był co najmniej tolerowany.
Serrão pozostaje zagadkową postacią. Niewiele o nim wiadomo, ale jego nazwisko przewija się niczym cienka nić w kronikach tej epoki. Przyszło mu odegrać kluczową rolę w tym, co miało się wydarzyć. Podobnie jak wiele innych portugalskich dokumentów, jego listy prawdopodobnie zaginęły podczas trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku. We współczesnych mu kronikach możemy odnaleźć tylko ich echo. Wiadomo jednak, że pisał je do króla i swojego przyjaciela, Fernão de Magalhãesa, i wysyłał wracającymi do kraju portugalskimi statkami.
Portugalczycy skrzętnie zbierali informacje o Wyspach Korzennych. Opisali wyjątkową strukturę polityczną mieszkańców Wysp Banda: „nie mają króla, są rządzeni przez starszych”, ich wygląd, pożywienie, które opierało się na sago, „ otrzymywanej z miękiszu pewnego drzewa i bardzo mocno spieczonej , używanej jako pieniądz”, geografię wysp i miejsca dogodne do lądowania, a przede wszystkim ich sieci handlowe oraz szczegółowe koszty przypraw. Z zainteresowaniem odkrywali sposoby uprawy i zbioru gałki muszkatołowej i macis: „drzewa podobne do wawrzynów, których owocami są orzechy, nad nimi rozpościera się macis niczym kwiat, a znowu nad tym gruba skorupa. Jeden kwintal macis jest wart tyle, co siedem kwintali gałki muszkatołowej”¹⁶. „Macis jest owocem jak brzoskwinia czy morela, a kiedy dojrzeje, pęka i wypada z niego zewnętrzna pulpa, a to, co zostaje w środku, przybiera czerwony kolor, i to właśnie jest macis gałki muszkatołowej. Zbierają ją i suszą. Owoce rodzą się przez cały rok i są zbierane co miesiąc”¹⁷.
3. Gałka muszkatołowa i jej osnówka, macis
Tyle samo uwagi poświęcali produkcji goździków na Molukach:
Lasy na tych wyspach obfitują w pewne drzewa podobne do wawrzynów, a ich liście przypominają liście chruściny; nad nimi rosną jak kwiaty pomarańczy czy dzikiego wina grona goździków. Są bardzo zielone, a później białe, ale gdy dojrzeją, mają piękny czerwony kolor. Wtedy tubylcy je zbierają i rozkładają na słońcu, by wyschły, aż staną się czarne, a kiedy nie ma słońca, suszą je w wędzarniach. Gdy wyschną, spryskują je odrobiną słonej wody, by się nie pomarszczyły i zachowały wszystkie swoje zalety. I na tych pięciu wyspach zbierają ich tak wiele, że nie są w stanie wywieźć ich z kraju. jeśli nie zbiera się ich przez trzy lata, drzewa dziczeją i to, co potem rodzą, jest bezwartościowe¹⁸.
Te relacje, gromadzone przez kupców i ich pośredników, były w istocie podręcznikami handlu i zapewniały Portugalczykom ciągły dopływ danych o geografii, ekologii, strukturach władzy i antropologii. Zresztą wszyscy Europejczycy zbierali informacje o świecie i żadne z nich nie były całkowicie niewinne.
4. Kiść owoców drzewa goździkowego
W 1519 roku król Manuel I zlecił wykonanie atlasu z mapami egzotycznych krajów, obecnie zwanego Atlasem Millera. Jest to zarówno piękne dzieło sztuki, jak i hołd dla odkryć dokonanych przez Portugalczyków. Moluki są w nim nakreślone złotym kolorem i przyszpilone portugalską flagą do morza jak rzadki motyl w gablocie kolekcjonera. Był to swoisty akt własności, o czym mieszkańcy tych wysp nie mieli pojęcia. Na zamieszczonej w tym atlasie mapie świata są one otoczone półkolem mielizn sugerującym, że są niedostępne. Położenie samych wysp zaznaczone jest dość dokładnie, ale owe mielizny nie istnieją. W dodatku znajdują się one w labiryncie cieśnin i przesmyków między innymi, wyimaginowanymi wyspami, co ma wskazywać, że niezwykle trudno jest do nich dotrzeć¹. Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że nie istnieje na niej Pacyfik, który cztery lata wcześniej zobaczyli Hiszpanie i w tamtym czasie był już szeroko znany. Ta mapa jest anachronicznym powrotem do obrazu świata, jaki przedstawił starożytny geograf Ptolemeusz. Atlantyk jest tu morzem otoczonym ze wszystkich stron lądem, przez który nie ma żadnego przejścia na wschód. Atlas Millera nie był obiektywnym opisem świata znanego Portugalczykom, lecz geopolitycznym narzędziem, które miało zapewnić im hegemonię w handlu przyprawami i zniechęcić rywali, zwłaszcza Hiszpanów, do prób dotarcia do Moluków przez Pacyfik drogą wokół Ameryk.
Hiszpanie, z aktywnym udziałem Fernão de Magalhãesa, planowali tego dokonać w tym samym roku. Król Manuel z pewnością o tym wiedział.
1.
Umieszczenie tych fikcyjnych wysp na mapie było nie tylko formą dezinformowania potencjalnej konkurencji. Ich obecność w tym miejscu wynikała również (a raczej przede wszystkim) z utrwalonej tradycji. W europejskiej geografii od czasów Marca Polo istniało głębokie przekonanie, że całe wschodnie i południowo-wschodnie wybrzeża Azji są otoczone niezliczonymi wyspami. Widzimy je na większości map tego obszaru powstałych w XIV–XVI wieku (przyp. red. meryt.).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Wallace, t. 1, s. 2.
2.
Tamże, s. 4.
3.
Pires, t. 1, s. lxxxviii i lxxix.
4.
Tamże.
5.
Tamże, s. lxxix.
6.
Castanheda, s. 155–156.
7.
Barros, s. 584.
8.
Pires, t. 2, s. 302.
9.
Barros, s. 587.
10.
Tamże, s. 586.
11.
Villiers, _Trade and society_, s. 743
12.
Barbosa, t. 2, s. 203.
13.
Tamże, s. 199.
14.
Pires, t. 1, s. 215.
15.
Lagoa, t. 1, s. 155.
16.
Pires, t. 1, s. 208
17.
Tamże, s. 206.
18.
Barbosa, t. 2, s. 201–202.
19.
Fernández-Armesto, s. 72.
20.
https://en.wikipedia.org/wiki/ Johannes_Sch%C3%B6ner_globe (dostęp 6.11.2023).
21.
Guillemard, s. 71.
22.
Morison, s. 319.
23.
Tamże.
24.
Tamże.
25.
Fernández-Armesto, s. 43.
26.
Bergreen, s. 33.
27.
Tamże, s. 34.
28.
Tamże, s. 46.
29.
Tamże, s. 58.
30.
Pigafetta, t. 1, s. 36 .
31.
Guillemard, s. 80.
32.
Tamże, s. 81.
33.
Tamże, s. 82.
34.
Tamże, s. 83.
35.
Tamże.
36.
Tamże, s. 82.
37.
Tamże, s. 127.
38.
Fernández-Armesto, s. 117.