Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Warmia Ekspres - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 września 2026
4099 pkt
punktów Virtualo

Warmia Ekspres - ebook

Diana, żona detektywa Iksa, zostaje porwana. Iks nie ma wątpliwości, że to zemsta. Przez lata pracy nadepnął na odciski ludziom, którzy nie wybaczają. Teraz ktoś postanowił uderzyć w jego najsłabszy punkt.

Detektyw właśnie rozpoczął najtrudniejszą sprawę w swoim życiu, a czas zdecydowanie nie jest jego sprzymierzeńcem. Zrozpaczony rusza tropem porywaczy, a każda godzina może oznaczać śmierć Diany. A kiedy wreszcie udaje mu się namierzyć porywaczy i wydaje się, że najgorsze już minęło, Iks odkrywa, jak bardzo się mylił.

Czy zdoła odnaleźć i uratować żonę, zanim będzie za późno? Czy porywaczom naprawdę chodzi o zemstę? A może za kulisami czai się ktoś jeszcze, ktoś, kto od początku pociąga za wszystkie sznurki?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368657692
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

Drzwi zamknęły się za mną z łoskotem. Echo kilkakrotnie odbiło ten dźwięk od szarych ścian, zanim pozwoliło mu ucichnąć. Mój wzrok powędrował za nim i bezradnie utknął w jednym punkcie. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero odgłos kroków dobiegający zza pleców.

Odwróciłem głowę. Spojrzenie zatrzymało się na krępej sylwetce strażnika. Mężczyzna, który chwilę wcześniej wpuścił mnie do środka, ruszył wzdłuż ściany marszem odmierzanym uderzeniami obcasów. Uchwycił moje spojrzenie i znacząco skinął głową. To był sygnał, żebym się pospieszył.

Ponaglony tym gestem, uważnie rozejrzałem się po pomieszczeniu, które od razu wydało mi się surowe. Nie wiedziałem, czy odpowiadał za to kolor ścian, kiedyś białych, dziś zszarzałych od czasu i zużycia, czy może identyczne szare płytki, wydające metaliczny dźwięk pod obcasami strażnika. A jeśli nie jedno i nie drugie, winne musiały być jarzeniówki wbite w sufit, sączące blade, martwe światło jak w więziennej celi.

Bo w gruncie rzeczy była to więzienna cela.

Do moich uszu dotarło skrzypnięcie odsuwanego krzesła. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na rząd boksów zajmujących całą jedną ścianę pomieszczenia. Każde stanowisko stanowiło niewielką wnękę, oddzieloną od następnej przegrodą dającą złudne poczucie intymności. Na środku każdej wnęki znajdowała się gruba szyba, sięgająca od blatu aż po sufit. Przed nią stał prosty stolik.

Nie zdążyłem przyjrzeć się twarzy osoby, która właśnie mnie minęła. Poczułem jedynie podmuch powietrza na policzku. Kilka sekund później kroki strażnika za moimi plecami zmieniły rytm i kierunek. Drzwi znów załomotały o framugę, a obcasy wróciły do swojego jednostajnego marszu wzdłuż ściany.

Zostaliśmy tylko we dwóch.

Za chwilę pojawi się jeszcze jedna osoba.

Usiadłem na krześle przy jednym ze stanowisk. Oparłem łokcie o blat, który okazał się metalowy i przeraźliwie zimny. Siadając, przypadkowo dotknąłem czarnego więziennego telefonu zwieńczonego spiralnym kablem. Wzdrygnąłem się, bo natychmiast wyobraziłem sobie siebie siedzącego po drugiej stronie szyby, brudnej i lekko porysowanej, jakby nosiła blizny po wielu bolesnych rozmowach.

Uniosłem głowę i spojrzałem w oko kamery skierowanej na stanowiska. Za mną, wzdłuż ściany, strażnik nieprzerwanie wybijał rytm obcasami. Zdenerwowany obejrzałem się przez ramię. Najpierw zobaczyłem jego sylwetkę, potem mój wzrok powędrował wyżej, ku punktowi obserwacyjnemu, w którego okienku mignęła postać dyżurnego nadzorującego całą salę.

Wróciłem do poprzedniej pozycji. Czekałem w napięciu na to, co miało się wydarzyć.

Nie usłyszałem, kiedy weszła, bo szyba była na tyle gruba, że nie przepuszczała żadnego dźwięku. Po prostu w pewnej chwili ją zobaczyłem. Gdybym nie był przygotowany na jej pojawienie się, mógłbym jej nie poznać. Miała na sobie prostą szarą bluzę, luźne dresowe spodnie i sportowe buty.

Kiedy usiadła po drugiej stronie szyby i mogłem przyjrzeć się jej twarzy z bliska, uderzyło mnie, jak bardzo się zmieniła. Wyglądała na swoje czterdzieści lat. Spod brunatnych włosów związanych w kucyk prześwitywały pasma siwizny. Opalenizna ustąpiła trupiej bladości, a brak makijażu obnażał głębokie cienie pod oczami. Tylko oczy pozostały te same. Nawet przez porysowaną, brudną szybę, lekko odbijającą światło, widziałem, że patrzą na mnie z niechęcią.

Zorientowałem się, że jej pozbawione szminki usta się poruszają. Siedziała wyprostowana, z łokciem opartym o blat. W jednej dłoni trzymała słuchawkę, drugą nerwowo bawiła się kablem.

Sięgnąłem po telefon. Słuchawka o mało nie wypadła mi z drżących palców i nie spadła na kolana. Przycisnąłem ją do ucha tak mocno, że aż poczułem ból.

– Cześć, Iks – usłyszałem dobrze znany głos Danieli, która zwróciła się do mnie moją starą ksywką. – Co cię sprowadza do oddziału kobiecego zakładu karnego w Grudziądzu?

Zobaczyłem to wszystko jeszcze raz. Danielę otoczoną przez policjantów, z walizką w dłoni, wypchaną pieniędzmi pochodzącymi z łapówki. Wtedy jej oczy były szeroko otwarte ze strachu i zaskoczenia. Obraz się zmienił i ujrzałem ją ponownie, tym razem stojącą na ławie oskarżonych obok ludzi ze swojego gangu i urzędników, którzy maczali palce w ustawieniu przetargu na budowę szpitala na Kaszubach.

Nawet teraz potrafiłem przywołać tamten wzrok, pełen wściekłości, którym przeszukiwała miejsca przeznaczone dla publiczności. A gdy mnie znalazła, niemal fizycznie poczułem nienawiść, jaką we mnie rzuciła. Wtedy siedział obok mnie mój teść, właściciel firmy budowlanej wykorzystanej jako przynęta w policyjnej prowokacji.

Dziś siedziałem naprzeciwko niej sam. Jej nienawiść jednak już nie płonęła. Zgasła, ustępując miejsca chłodnej niechęci.

– Diana, moja żona – zacząłem. – Ktoś próbował ją porwać.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij