Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Weekend w tropikach - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 grudnia 2025
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Weekend w tropikach - ebook

Gdy Lucy poznaje Michaela Finna z miejsca ulega jego urokowi. Jeszcze tego samego dnia zaczyna się ich romans. Lucy zakochuje się w Michaelu, lecz wie, że nie powinna liczyć na nic poważnego. Nie należy przecież do eleganckiego, korporacyjnego świata. Dlatego postanawia zerwać tę znajomość, ale wcześniej nie potrafi sobie odmówić weekendu z Michaelem na tropikalnej wyspie…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-2325-9
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ukochana zmarła córka pochowana w niewłaściwej kwaterze.

Mężczyzna rozkopujący grób.

Pies, który dostał amoku na cmentarzu i poobtłukiwał głowy aniołków.

Co za początek poniedziałku, pomyślała, jadąc na cmentarz Greenlands, Lucy Flippence, której zlecono opanowanie tych sytuacji. I to właśnie dziś, w trzydzieste urodziny jej siostry, kiedy przydałoby się trochę luzu. Miło będzie zaprosić Ellie na lunch, zwłaszcza że Lucy bardzo chciała zobaczyć ją w nowych, barwnych ciuchach i z nową fryzurą.

Ellie przyda się ta odmiana. Przez ostatnie dwa lata ubierała się w czernie, szarości i ciemne brązy i tak bardzo pochłaniała ją praca osobistej asystentki Michaela Finna, że nie miała czasu na prywatne życie i nie zwracała uwagi na mężczyzn.

Lucy od niedawna lepiej pojmowała ten brak zainteresowania mężczyznami – a dokładnie odkąd okropny incydent w irlandzkim pubie w Port Douglas zepsuł jej weekend spędzany z przyjaciółmi. Poznany facet wydawał się początkowo obiecującym księciem z bajki, lecz okazał się wstrętnym typem. Lucy skłonna była sądzić, że ze wszystkich mężczyzn prędzej czy później wyłazi bydlę. W wieku dwudziestu ośmiu lat nie spotkała jeszcze takiego, którego czar szybko by nie zblakł.

Mimo to nie zamierzała przestać umawiać się z facetami na randki. Uwielbiała związany z tym dreszczyk podniecenia i poczucie, że jest kochana, choćby tylko przez chwilę. To było warte późniejszego nieuchronnego rozczarowania. Pragnęła doświadczać w życiu wszystkiego, co przyjemne. Tak radziła jej matka, która wyszła za obrzydliwego człowieka, ponieważ zaszła z nim w ciążę i urodziła Ellie.

„Nigdy nie popełnij takiego błędu, Lucy – mawiała. – Bądź ostrożna”.

I Lucy była ostrożna. Nieustannie.

Zwłaszcza że nie chciała mieć dzieci. Niewątpliwie odziedziczyłyby po niej dysleksję i miałyby w szkole takie same kłopoty, jak niegdyś ona. A jej problemy bynajmniej nie ustały po zakończeniu edukacji. Owo nieuleczalne upośledzenie zamykało wiele życiowych dróg dostępnych dla innych ludzi.

Wzdragała się na myśl o narażeniu niewinnej istotki na takie cierpienia. Nie zamierzała ryzykować – co oznaczało, że zapewne nigdy nie wyjdzie za mąż. Jaki miałoby to sens, skoro nie mogłaby założyć rodziny?

Zawsze jednak pozostawała nadzieja, że pozna wspaniałego mężczyznę, któremu nie zależy na posiadaniu dzieci albo także obciążonego jakąś wadą genetyczną. Kogoś, kogo zadowoli szczęśliwe życie małżeńskie we dwoje. Nie wykluczała takiej możliwości. To pozwalało jej zachować optymizm i energię.

Ujrzała teraz cmentarz Greenlands leżący na przedmieściach Cairns. Tonął w zieleni, jak wszystko w tym położonym na północy Australii tropikalnym stanie Queensland – zwłaszcza teraz, w sierpniu, po porze deszczowej, a przed dokuczliwymi letnimi upałami. Lucy cieszyło, że może napawać się blaskiem słońca, zamiast tkwić za biurkiem.

Wjechała furgonetką na parking i zobaczyła obok jednego z grobów starszego mężczyznę z łopatą. Nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego, toteż bez wahania zdecydowała się do niego podejść. Zresztą jej wygląd i ubiór zawsze rozbrajały ludzi.

Uwielbiała nosić ekstrawaganckie stroje kupowane na niedzielnych jarmarkach w Port Douglas. Teraz miała na sobie haftowaną minispódniczkę z brązowym skórzanym paskiem, luźną bluzkę i sandały z rzemykami krzyżującymi się na łydkach. Do tego ubioru świetnie pasowały drewniane korale i bransoletki. Wysoko upięte jasne włosy odsłaniały długie drewniane kolczyki. Nie wyglądała na urzędniczkę i dlatego budziła w ludziach zaufanie.

Starszy mężczyzna spostrzegł ją i przestał kopać. Wsparł się na stylisku łopaty i zmierzył wzrokiem nadchodzącą Lucy. Zobaczyła stojące obok niego dwie wielkie plastikowe torby z ziemią ogrodową, a za nimi wierzchołek różanego krzewu.

– Dziewuszko, jesteś miłym widokiem dla znużonych starych oczu – powitał ją z lekkim uśmiechem. – Odwiedzasz zmarłą bliską osobę?

– Tak, ilekroć tu bywam, zawsze zaglądam na grób matki – odpowiedziała również z uśmiechem.

Mężczyzna miał pobrużdżoną twarz osiemdziesięciolatka, ale zachował sprężystą sylwetkę, zapewne dzięki aktywnemu trybowi życia.

– Matki? Musiała umrzeć młodo – zauważył.

Lucy przytaknęła.

– Miała zaledwie trzydzieści osiem lat.

– Na co umarła?

– Na raka.

– Ach, to ciężka śmierć. – Smutno potrząsnął głową. – Chyba powinienem być wdzięczny, że moja żona odeszła szybko. Zawał. Dożyła siedemdziesięciu pięciu lat, niemal do naszego diamentowego wesela.

– Musieliście być szczęśliwym małżeństwem – skomentowała Lucy.

Zastanawiała się, czy to prawda. Zaobserwowała, że niektóre pary trzymają się razem tylko z przyzwyczajenia.

– Moja Gracie była cudowną kobietą – powiedział starzec z miłością i tęsknotą w głosie. – Byliśmy dla siebie stworzeni. Tak bardzo mi jej brak…

W oczach stanęły mu łzy.

– Przykro mi – rzekła łagodnie Lucy. Odczekała chwilę i spytała: – Sadzi pan te róże dla niej?

– Tak. Gracie kochała róże. Te przyniosłem z naszego ogrodu. Uwielbiała ich zapach.

– No cóż, panie… – Lucy urwała i pytająco uniosła brwi.

– Nazywam się Ian Robson.

– A ja Lucy Flippence. Pracuję w administracji cmentarza – oznajmiła. – Ktoś powiadomił nas, że rozkopuje pan grób, i przysłano mnie, żebym zbadała sytuację. Widzę jednak, że nie robi pan żadnej szkody.

– Tylko zasadzam krzak róży – wyjaśnił.

– Wiem. I nie mam nic przeciwko temu – uspokoiła go. – Ale potem posprząta pan i zabierze te puste torby, dobrze?

– Oczywiście. Zapewniam też, że będę dbał o te róże, podlewał je i przycinał, żeby kwitły pięknie dla mojej Gracie.

Lucy posłała mu serdeczny uśmiech.

– Nie wątpię, panie Robson. Miło było pana poznać. A teraz odwiedzę grób mojej matki.

– Życzę pani wszystkiego dobrego – rzekł na pożegnanie.

– Nawzajem.

Odchodząc, Lucy pomyślała, że Ian Robson z pewnością był wspaniałym mężem dla swojej Gracie. Tego rodzaju oddanie świadczy o prawdziwej, wiecznej miłości. Wprawdzie rzadko spotyka się takie głębokie uczucie, ale pocieszające, że jednak czasem się zdarza. Może przydarzy się także jej, jeśli będzie miała mnóstwo szczęścia.

Przystanęła przy grobie matki, westchnęła ciężko i odczytała napis na nagrobku ułożony przez Ellie:

_Veronica Anne Flippence, ukochana matka Elizabeth i Lucy_

Nie „ukochana żona George’a”, gdyż to byłoby wielkie kłamstwo. Ich ojciec opuścił rodzinę, gdy tylko u matki wykryto nieuleczalnego raka. Zresztą i tak nie na wiele by się przydał. Wcześniej, ilekroć przyjeżdżał do domu na urlop z kopalni w Mount Isa, upijał się i zachowywał grubiańsko. Lepiej, że pozostawił córkom opiekę nad chorą matką, chociaż dowiódł tym, że jest ostatnim łajdakiem.

Ellie odkryła, że wiódł podwójne życie – w Mount Isa miał inną kobietę. To dopełniło miary jego występków i oszustw. Lucy była rada, że wyniósł się na dobre. Wciąż go nienawidziła.

– Dzisiaj są urodziny Ellie, mamo – powiedziała na głos. – Kupiłam jej piękną wzorzystą bluzkę i pasującą do niej zieloną spódnicę. Przestała o siebie dbać i chcę ją trochę rozruszać. Mówiłaś, żebyśmy się zawsze troszczyły o siebie nawzajem, a Ellie ogromnie pomagała mi w moich kłopotach spowodowanych dysleksją. Chciałabym, żeby spotkała swojego księcia z bajki. Faceci zwracają uwagę na barwnie ubrane dziewczyny. Powinna dać sobie szansę, nie sądzisz?

Dziś rano Ellie oznajmiła jej przez telefon, że skróciła swe długie ciemnobrązowe włosy i ufarbowała je na rudo. Był to krok we właściwym kierunku, toteż Lucy przyjęła tę wiadomość z uśmiechem. Gdyby tylko jej siostra trochę się jeszcze rozluźniła, zaczęła okazywać więcej radości. Faceci to lubią i lgną do takich kobiet.

– Byłoby wspaniale, gdybyśmy obie poznały uroczych mężczyzn. Prawda, mamo? – Lucy znowu westchnęła, gdyż niezbyt w to wierzyła. – A teraz muszę już iść odszukać kilka odłupanych głów nagrobnych aniołków.

Dotarła na miejsce i przeraził ją rozmiar zastanych szkód. Ten pies musiał być wilczurem albo dogiem niemieckim. Niewątpliwie dostał szału. Podniosła z ziemi jedną głowę aniołka, ale zorientowała się, jak bardzo jest ciężka, i odłożyła ją z powrotem. Postanowiła podjechać bliżej furgonetką.

Załadowanie wszystkich odłupanych głów zajęło jej godzinę. Spojrzała na zegarek i zdecydowała, że zawiezie je do kamieniarza dopiero po lunchu. Jeśli nie dotrze do biura Ellie przed dwunastą, siostra może wyjść gdzieś sama. Lucy mogłaby wprawdzie do niej zadzwonić, ale wolała sprawić jej swą wizytą niespodziankę.

Znalezienie miejsca do zaparkowania w pobliżu siedziby Finn Franchises było niemożliwością. Lucy zostawiła samochód dwie przecznice wcześniej i resztę drogi przebyła biegiem. Zdyszana wpadła do gabinetu Ellie zaledwie kilka minut po dwunastej i uśmiechnęła się promiennie na widok nowego wyglądu siostry.

– Och, masz wspaniałą fryzurę! – wykrzyknęła z entuzjazmem, przysiadłszy na skraju biurka. – Jest taka seksowna. I pasuje do stroju. Świetnie go wybrałam. Wyglądasz fantastycznie. Powiedz mi, czy równie fantastycznie się czujesz?

Ellie uśmiechnęła się z lekkim zakłopotaniem.

– Cieszę się z tej zmiany – oświadczyła, po czym w sposób dla siebie typowy zmieniła temat, by nie mówić o sobie. – Jak ci minął weekend?

– Och, średnio – odrzekła Lucy i wymijająco machnęła ręką. Nie chciała opowiadać o nieprzyjemnym zajściu w irlandzkim pubie. – Ale miałam dziś okropny poranek.

Zaczęła paplać o mężczyźnie rozkopującym grób i psie, który odłupał głowy aniołków. Spostrzegła jednak, że coś odwróciło uwagę siostry, która utkwiła wzrok gdzieś poza nią.

– Głowy aniołków? – rzekł z niedowierzaniem głęboki męski głos, którego brzmienie przyprawiło Lucy o zmysłowy dreszcz.

Odwróciła się szybko i ujrzała wysokiego, ciemnowłosego, przystojnego mężczyznę – istnego księcia z bajki!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij