-
nowość
-
promocja
Wernher von Braun - ebook
Wernher von Braun - ebook
Krytyczna biografia Wernhera von Brauna – twórcy rakiety V-2, „cudownej broni” Trzeciej Rzeszy, która zapoczątkowała rozwój nowoczesnych rakiet i lotów kosmicznych. Po wojnie von Braun stał się jednym z głównych architektów amerykańskiego programu kosmicznego, zwieńczonego lądowaniem na Księżycu. Autor, korzystając z utajnionych dokumentów i świadectw więźniów obozów koncentracyjnych, pokazuje cenę, jaką zapłacono za ten technologiczny postęp, oraz moralne kompromisy jego twórcy.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18869-3 |
| Rozmiar pliku: | 2,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rolę gwiazdy w świecie nauki Wernher von Braun odgrywał lepiej niż ktokolwiek inny w jego epoce, nie wyłączając Alberta Einsteina. Historię swoją wielokrotnie opowiadał osobiście, opowiadali ją także jego przyjaciele, koledzy i wielbiciele. Życie von Brauna wyglądało w tych opowieściach tak, jak przedstawił je sam bohater, a więc tajemnicą pozostało wiele informacji o jego wcześniejszej karierze w hitlerowskich Niemczech. A były tam sprawy, jakie mogły przerazić wielu jego wielbicieli i ludzi, na których mu zależało.
Wernher von Braun żył sześćdziesiąt pięć lat i w swym dążeniu ku przestrzeni kosmicznej zetknął się z wieloma technicznymi, politycznymi i moralnymi problemami XX wieku. Amerykanie wiedzą, że dla hitlerowskich Niemiec von Braun zaprojektował pocisk rakietowy _V-2._ Większość społeczeństwa przyjęła do wiadomości jego tłumaczenie, że był wtedy człowiekiem młodym, naiwnym i że pracował dla nazistów, by realizować swój własny cel, chciał budować rakiety do badania przestrzeni kosmicznej, nie identyfikując się z nazistowskimi ideami. Po klęsce Trzeciej Rzeszy von Braun przybył do Ameryki, gdzie najpierw konstruował dla wojsk lądowych pociski rakietowe będące podstawą uzbrojenia w czasach zimnej wojny, a potem tworzył dla NASA ogromne rakiety, które miały wynieść Amerykę w przestrzeń kosmiczną i zawieźć na Księżyc astronautów z _Apolla._
Wielu ludzi do dziś pamięta stworzony przez Wernhera von Brauna własny wizerunek: arystokratyczny wygląd, lekki niemiecki akcent, świadomość własnej pozycji, absolutna wiara w naukę i technikę oraz pewność, że podróże kosmiczne są nie tylko możliwe, ale wręcz nieuniknione. Swoje przesłanie prezentował w telewizji, przed Kongresem i podczas uniwersyteckich wykładów. Był autorem nieskończonej ilości artykułów i książek, konsekwentnie poświęconych dążeniu ku kosmosowi. Pracował dla Stanów Zjednoczonych jako inżynier i energiczny menedżer, ale największy wysiłek włożył w realizowanie własnych celów. Był prorokiem epoki kosmicznej i człowiekiem, który sprzedał Księżyc.
Autor książki _Wernher von Braun. Rakiety, terror i chwała_ opowiada o pracy von Brauna dla wojsk lądowych i dla NASA, a także o 30 latach niezmordowanego lansowania przez niego podróży kosmicznych. Analizuje jednak też jego nazistowską przeszłość, którą bardzo starał się ukryć. Przypomina lata, kiedy von Braun konstruował w Niemczech pociski _V-2,_ był członkiem nazistowskiej partii i SS, ponosząc współodpowiedzialność za zbrodnie nazizmu; mówi o ukrywaniu przeszłości po imigracji do Stanów Zjednoczonych i o tym, jak nieuchronnie musiał rozwiać się mit, który Wernher von Braun tak starannie wokół siebie budował.PODZIĘKOWANIA
W odtworzeniu historii Wernhera von Brauna pomogło mi wiele znakomitych instytucji. Chcę tu podziękować Orange County Public Library, Los Angeles County Public Library, Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles, bibliotece California State University w Fullerton, bibliotece University of California w Irvine oraz Bibliotece Kongresu. Dziękuję też pracownikom National Archives w Waszyngtonie, kierownictwu NASA w Waszyngtonie, Redstone Arsenal, Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla oraz Freedom of Information Offices Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych i FBI.
Za pomoc w odnalezieniu i udostępnienie archiwalnych fotografii dziękuję Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla, Redstone Arsenal, kierownictwu NASA w Waszyngtonie, National Archives oraz National Air and Space Museum Smithsonian Institution.
Pracę tę mogłem zrealizować dzięki pomocy wielu osób; dziękuję zwłaszcza Aaronowi Breitbartowi z Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles za udostępnienie mi akt dotyczących Wernhera von Brauna i jego zespołu rakietowego. Mam dług wdzięczności wobec rodziny Kaylorów – Marvina, Wilmy i oczywiście P. J. za ich pomoc w postaci rad, uwag krytycznych i korekty. Dziękuję także Erikowi Knabe, który przeczytał rękopis i przedstawił mi swój punkt widzenia na opisaną przeze mnie historię.PRELUDIUM: RAKIETA
Rozpoczął się długo przygotowywany atak na Anglię pociskami bezzałogowymi. Jego celem był obszar Wielkiego Londynu.
Rakieta to budzące podziw osiągnięcie techniczne. Maksymalna prędkość wynosiła około 4000 mil na godzinę, a cały lot trwał nie więcej niż 3–4 minuty.
Winston S. Churchill1
Kolumna pojazdów pierwszej baterii 485 ruchomego pododdziału artylerii Wehrmachtu posuwała się w kierunku skrzyżowania dróg na peryferiach Hagi. Jej ładunek był efektem marzeń i twórczej pracy, ale oznaczał zniszczenie, terror i śmierć2,3. Pochód otwierały trzy pojazdy gąsienicowe holujące specjalne przyczepy; na każdym z pojazdów jechał oddział obsługi, a na każdej przyczepie pocisk o długości prawie czternastu metrów i średnicy ponad półtora metra. Za nimi podążały trzy cysterny; jedna z paliwem alkoholowym, druga z ciekłym tlenem, trzecia z zapasem paliwa i wyposażeniem, a po nich ciężarówka wioząca generator elektryczny i druga – załadowana urządzeniami naprowadzającymi. Pochód zamykały samochody dowodzenia, w których jechali oficerowie3. Druga bateria 485 ruchomego pododdziału również przemieszczała się na pozycję na pobliskim skrzyżowaniu. Każda z baterii mogła wystrzelić trzy pociski, tego dnia miały jednak odpalić tylko po jednym.
Żołnierze ustawili płytę startową na drodze i nadali pociskowi taką pozycję, by po starcie skierował się na zachód. Podjechały cysterny, które miały zaopatrzyć go w paliwo. Parę godzin później ciężarówki i obsługa odsunęły się na bezpieczną odległość – na wypadek, gdyby zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Jedynym łącznikiem między pociskiem i obsługującymi go ludźmi były kable biegnące od niego do ciężarówek z generatorem i urządzeniami sterującymi. Dolną część pocisku, na wysokości zbiornika z ciekłym tlenem, otoczył szeroki pas białego szronu, powstałego z zawartej w powietrzu wilgoci. W pobliżu tylnej części tlen uchodzący przez otwór wylotowy oziębił wilgotne powietrze, tworząc małą, kłębiącą się chmurkę, która zniknęła po zamknięciu zaworu.
Snop iskier strzelił przez chmurę u dołu pocisku, odbijając się od stożkowego deflektora, i rozsypał się na powierzchni drogi. Opadły dwa przewody startowe, łączące pocisk z ziemią. Iskry z silnika zmieniły się w pomarańczowy płomień nadający straszliwą moc dwudziestu pięciu ton ciągu. 8 września 1944 roku, o godzinie 18.38, _V-2_ uniósł się z płyty startowej, błyskawicznie nabrał prędkości i wtargnął w historię. Pocisk i towarzyszący mu grzmot znikły w oddali, w kierunku zachodzącego słońca, pozostawiając za sobą smugę skondensowanych, gęstych spalin4. Kilka sekund później drugi pocisk wzniósł się z pobliskiego skrzyżowania na przedmieściach Hagi.
Tego samego dnia, dwieście mil na zachód, w znękanym Londynie panowało poczucie bezpieczeństwa, a nawet spokoju. Cztery miesiące wcześniej siły alianckie dokonały uwieńczonej sukcesem inwazji na kontynent, podczas której zniszczono lub zdobyto pochylnie wyrzutni, używanych przez Luftwaffe do wystrzeliwania samolotów-pocisków (latających bomb) _V-1_ w kierunku Londynu5. Miastu nie zagrażała już bezzałogowa broń niosąca śmierć i zniszczenie. Wieczorem 8 września 1944 roku mieszkańcy Londynu spokojnie wracali z pracy do domów albo szykowali wieczorny posiłek.
Pięćdziesiąt osiem sekund po starcie, zgodnie z planem, obsługa nadała sygnał radiowy odcinający dopływ paliwa do silnika pocisku i przerywający spalanie. _V-2_ leciał teraz lotem bezwładnym z prędkością ponad pięciu i pół tysiąca kilometrów na godzinę i nadal wznosił się wzdłuż krzywej balistycznej kierując się na zachód. Jego drogę wyznaczały prawa fizyki – bezwładność i grawitacja.
Bez żadnego ostrzeżenia o godzinie 18.43 w Chiswick, niespełna dziesięć kilometrów na zachód od centrum Londynu, eksplodowała tona materiału wybuchowego. W środku betonowej nawierzchni drogi powstał lej ponaddziesięciometrowej średnicy; wybuch zniszczył sześć sąsiednich domów i poważnie uszkodził co najmniej dwa razy tyle. Jeszcze nie opadł gruz wyrzucony wybuchem, a Londyn usłyszał potężny, dwukrotny grzmot, zdaniem wielu ludzi przypominający uderzenie pioruna. Była to podwójna fala uderzeniowa powstała w chwili, gdy pocisk _V-2_ na końcowym odcinku swego lotu wchodząc z powrotem do atmosfery przekraczał barierę dźwięku, i docierająca dopiero po wybuchu śmiercionośnego ładunku.
Kiedy do Chiswick przybyły ekipy ratunkowe, okazało się, że wybuch zabił trzy przypadkowe osoby, a dziesięć ciężko zranił. Nowoczesny, balistyczny pocisk rakietowy pochłonął swoje pierwsze ofiary.
Szesnaście sekund po eksplozji w Chiswick drugi _V-2_ uderzył w Epping, położony około dwadzieścia cztery kilometry na północny wschód od centrum Londynu. Zniszczył kilka drewnianych baraków, ale nie spowodował żadnych poważniejszych strat ani ofiar2,3. Oba pociski wycelowane w Anglię poprzedził wcześniejszy, który tego samego ranka o godzinie 8.34 trafił w Paryż, ale, jak informowano, obyło się tam bez większych zniszczeń6.
Podejmując ostatnią, desperacką próbę odwrócenia straszliwymi bombardowaniami biegu wojny, przez następne siedem miesięcy nazistowskie Niemcy wystrzeliły w kierunku Anglii ponad 1300 pocisków _V-2._ Kiedy uprzątnięto gruzy i policzono zabitych, Anglicy doliczyli się 518 _V-2,_ które spadły na Londyn, i 537, jakie eksplodowały w innych miejscach kraju7. Zabiły one 2724 osoby, a poważnie raniły dalszych 64678. 1265 pocisków _V-2_ Niemcy wystrzelili na Antwerpię, a setki kolejnych na Paryż i inne cele. Ustalenie dokładnej liczby ofiar na kontynencie nie jest możliwe.
W zestawieniu z ogólnymi rozmiarami zagłady, spowodowanej przez II wojnę światową, liczba ofiar pocisków _V-2_ była stosunkowo nieznaczna, co oczywiście nie umniejsza wymiaru spowodowanych przez nie ludzkich tragedii. Ci, którzy ginęli od pocisków, byli po prostu ofiarami anonimowych żołnierzy, zsyłających z nieba bezosobową śmierć. Minie wiele lat, zanim świat pozna nazwisko i twarz człowieka, który stworzył _V-2,_ a z czasem zmienił charakter wojny. Miną dziesiątki lat, nim ten sam człowiek odmieni nasze spojrzenie na wszechświat.ROZDZIAŁ DRUGI. AUTORYZOWANA BIOGRAFIA
ROZDZIAŁ DRUGI
Autoryzowana biografia
Byłem młodym chłopakiem, miałem dwadzieścia parę lat i po prostu nie zdawałem sobie sprawy z tego, co oznaczają zmiany we władzach politycznych. Mój ojciec okazał się mądrzejszy. Był przedtem odpowiednikiem sekretarza do spraw rolnictwa przy prezydencie Hindenburgu, ale gdy do władzy doszedł Hitler, zrezygnował ze wszelkich publicznych stanowisk. Ostrzegał mnie, że wszystko to skończy się tragicznie dla Niemiec i nie tylko dla nich. Byłem jednak zbyt pochłonięty rakietami, by zważać na jego ostrzeżenia.
Wernher von Braun1
Jak wiele znanych osobistości, Wernher von Braun bacznie kontrolował przedostające się do wiadomości publicznej informacje na temat jego przeszłości. Historię von Brauna opowiadano wiele razy. On sam gorliwie współpracował ze swymi licznymi biografami i przeglądał ich rękopisy, by uniknąć niedokładności. Kilkakrotnie też osobiście opowiadał o swoim życiu1, 2, 3, 4, 5. W razie potrzeby naginał fakty, od czasu do czasu wtrącał wygodne kłamstwa, ale czemuż miał tego nie robić, skoro zawsze tak postępowali politycy, gwiazdy filmowe, a także imigranci?
Prawie wszystko, co wiedziano na temat przybyłego do Ameryki Wernhera von Brauna, jego przodków oraz działalności na rzecz nazistowskich Niemiec, pochodziło od niego samego, jego przyjaciół i współpracowników, a także z ocalałych pozostałości archiwów państwowych. Wiele spraw pozostało nieznanych, ponieważ część archiwów zniszczyła wojna; inne zapewne świadomie niszczono później. Jeśli nawet przetrwały jakieś dokumenty, dla Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych były one nieosiągalne, jako że powstały i znajdowały się w sowieckiej strefie okupacyjnej. W Ameryce von Braun zaczął swoje życie na nowo; w jego opowieściach o przeszłości najbardziej intrygujące jest nie to, co opowiadał albo wysnuł z własnej wyobraźni, lecz to, co pominął.
Amerykański imigrant był najczęściej człowiekiem z ludu, chłopem, Murzynem, którego sprzedano w niewolę. Rzadko zdarzało się, by szczęścia na nowej ziemi szukał arystokrata, który popadł w kłopoty. Wernhera von Brauna spotkało właśnie coś takiego.
Nazwisko rodowe von Braunów wywodzono od rycerza Henimanusa de Bruno, który w 1285 roku mieszkał w bawarskim mieście Branau. W następnych wiekach nazwisko przybierało formę Bruno, Brunowe, Bronav, de Bronne, Brawnaw oraz Braun. Potomkowie de Bruna przez setki lat byli właścicielami majątków ziemskich na Śląsku i w Prusach Wschodnich. Ojciec Wernhera von Brauna, Magnus Alexander Maksymilian baron von Braun (1878–1972) zgodnie z rodzinną tradycją posiadał majątki w obu prowincjach.
Matką Wernhera von Brauna była Emma von Quistorp (1886–1959). Jej przodków nie można wprawdzie wywieść z przeszłości równie odległej, jak w wypadku von Braunów, była to jednak rodzina w Niemczech bardzo znana. Von Quistorpowie pochodzili ze Szwecji, ale od kilkuset lat żyli na Pomorzu i w Meklemburgii; wśród członków rodu byli pastorzy luterańscy, profesorowie uniwersytetów, bankierzy i właściciele ziemscy.
Magnus baron von Braun poślubił Emmę von Quistorp w roku 1910. W następnym roku Emma urodziła pierworodnego syna Sigismunda. 23 marca 1912 roku w Wyrzysku k. Nakla w prowincji poznańskiej przyszedł na świat Wernher Magnus Maksymilian baron von Braun. W 1919 roku von Braunom urodził się trzeci syn, Magnus6.
Wernher urodził się dwa lata przed wybuchem I wojny światowej. Baron von Braun zajmował się w tym czasie swymi dobrami ziemskimi oraz pełnił urząd poznańskiego landrata. Dla Niemiec i dla von Braunów wojna zakończyła się katastrofą. Należącą do Niemiec prowincję poznańską w końcowym postanowieniu przyznano Polsce, to samo oczywiście spotkało położone w niej majątki barona von Brauna3. Główną siedzibą rodu stała się wtedy posiadłość barona koło Lwówka Śląskiego. Z dala od stołecznego Berlina von Braunowie wiedli tam życie spokojne, chronieni przed politycznymi i ekonomicznymi zamieszkami, które w latach dwudziestych przetaczały się przez miasta. W ciągu dziesięciu lat po zakończeniu I wojny światowej baron von Braun zdobywał wpływy polityczne; wreszcie otrzymał tekę ministra rolnictwa Republiki Weimarskiej. Spakował wtedy rodzinę i przeniósł się do Berlina6.
Zainteresowanie nauką i inżynierią Wernher von Braun wiązał z dniem swej konfirmacji w kościele luterańskim. W prezencie od matki dostał wtedy, na pamiątkę tego dnia, teleskop. Jak później pisał, ciąg dalszy był nieunikniony: „Stałem się więc astronomem amatorem, potem zainteresowałem się wszechświatem, a w ślad za tym – statkiem, który pewnego dnia zawiezie człowieka na Księżyc”3. Statkiem tym była oczywiście rakieta.
Z rakietą zaznajomili Wernhera von Brauna dwaj Niemcy, którym zależało na reklamie, Max Valier i Fritz von Opel. Valier pisał o podróży kosmicznej i napędzie rakietowym. Opel był konstruktorem samochodów, ale miał przy tym wyczucie dramaturgii i doceniał dobre chwyty reklamowe. Valier pozyskał Opla jako sponsora swych eksperymentów rakietowych. Rakiet na paliwo stałe lub prochowych używano w połowie lat dwudziestych do wystrzeliwania sygnałów świetlnych lub przerzucania lin w akcjach ratowniczych na morzu. Valier i Opel kupili gotowe rakiety prochowe i montowali je w samochodach wyścigowych, szybowcach i bojerach, dzięki czemu ustanawiali rekordy prędkości, robiąc jednocześnie reklamę samochodom Opla i pojazdowi kosmicznemu Valiera7.
Kiedy młody Wernher usłyszał o wyczynach Valiera i Opla, kupił w Berlinie u pobliskiego sprzedawcy ogni sztucznych pół tuzina rakiet. Przymocował je do wózka i takim pojazdem wybrał się na Tiergarten Allee, czyli na główną arterię komunikacyjną Berlina. Tam podpalił rakiety i natychmiast stracił kontrolę nad pojazdem, który pędził ulicą ciągnąc za sobą ogon płomieni. Przechodnie rozpierzchli się w panice, a początkującego eksperta rakietowego aresztowała policja. Na szczęście obyło się bez ofiar, a młody von Braun został oddany pod opiekę swego ojca, ministra rolnictwa.
Majątek i pozycja ojca oraz pobyt w stolicy otwarły przed młodym Wernherem dostęp do najlepszego wykształcenia, jakie mogły zaoferować Niemcy. Rodzice wysłali go do mieszczącego się w Berlinie gimnazjum z językiem wykładowym francuskim. Francuskiego nauczył się szybko, twierdząc, że zdolności językowe odziedziczył po matce. Oblał jednak matematykę i fizykę. Baron von Braun nie ukrywał niezadowolenia i zawiedziony przez syna, który nie spełnił jego nadziei, wysłał go do szkoły Hermanna Leitza. Szkoła leżała w pobliżu Weimaru, miała internat i znana była z wprowadzania nowych metod nauczania, bliskich kontaktów między uczniami i nauczycielami oraz wysokich wymagań.
W tej właśnie szkole, w czasopiśmie poświęconym astronomii, Wernher zobaczył kiedyś reklamę książki, którą zapamiętał jako _Drogę ku planetom_ (była to przypuszczalnie _Wege zur Raumschiffahrt_ opublikowana w 1929 roku) autorstwa Hermanna Obertha. Reklamę wypełniały obrazy ogromnej rakiety i odległego Księżyca. Wernher zamówił sobie egzemplarz, pewien, że dowie się w ten sposób, jak odbyć podróż w przestrzeń międzyplanetarną. Kiedy zajrzał do otrzymanej książki, osłupiał. Wypełniały ją równania matematyczne i tabele danych. Nigdy nie dowie się, jak dotrzeć w kosmos, chyba że nauczy się matematyki i fizyki. Bodziec był silny, a zastosowanie obu nauk oczywiste, Wernher zagłębił się więc w studiach i pomyślnie ukończył szkolną edukację3.
Wiosną 1930 roku Wernher von Braun wrócił do Berlina i zapisał się na studia inżynieryjne na berlińskiej politechnice (Technische Hochschule) w dzielnicy Charlottenburg8. Pod koniec lat dwudziestych w Niemczech, a zwłaszcza w Berlinie, więcej było młodych ludzi marzących o podróżach w kosmos i planujących budowę rakiet, które by ich tam zaniosły. W zrealizowaniu tych marzeń pomóc im miało założone przez nich Stowarzyszenie Podróży Kosmicznych (Verein kür Raumschiffahrt) czyli VfR. Po przyjeździe do Berlina Wernher aktywnie włączył się w działalność VfR. Tam też poznał młodego literata nazwiskiem Willy Ley. W późniejszych latach Ley, pierwszy historyk niemieckich badań rakietowych, tak zwięźle opisywał Wernhera von Brauna z czasów studenckich: „Fizycznie był wręcz doskonałym przykładem typu określanego niewiele lat później przez nazistów jako «aryjsko-nordycki». Miał jasnoniebieskie oczy i jasnoblond włosy, a jedna z moich krewnych porównywała go do słynnej fotografii lorda Alfreda Douglasa, otoczonego rozgłosem w stylu Oscara Wilde’a. Jego maniery, ukształtowane przez surowe wychowanie, były doskonałe”9.
Willy Ley znał w Niemczech każdego, kto poważnie interesował się rakietami; przedstawił też Wernhera patriarsze niemieckich badań rakietowych, Hermannowi Oberthowi, którego książka rozpaliła wyobraźnię von Brauna w ostatnim roku jego pobytu w szkole średniej. Oberth był akurat w Berlinie, ponieważ testował zaprojektowany przez siebie silnik rakietowy. Pierwsza rozmowa odbyła się przypuszczalnie przez telefon i von Braun natychmiast wykorzystał okazję.
– Jestem jeszcze studentem politechniki – powiedział Oberthowi – i mogę ofiarować jedynie wolny czas i entuzjazm, ale może przydałbym się na coś?
Oberth, który finansował swoje badania nie z własnej kieszeni, lecz dzięki dotacjom, też skorzystał z okazji. – Oczywiście. – Proszę przyjść – powiedział i w taki sposób Wernher von Braun zyskał w osobie Hermanna Obertha swego pierwszego nauczyciela techniki rakietowej3.
Hermann Oberth urodził się w 1894 roku w Siedmiogrodzie, w odległym zakątku cesarstwa austro-węgierskiego. Podobnie jak jego ojciec, zdecydował się na studia medyczne i wstąpił na uniwersytet w Monachium. Pierwsza wojna światowa przerwała jego edukację, a kiedy zakończył służbę w jednostce ambulansów polowych, rozstał się z medycyną. Ponadto po zakończeniu wojny Siedmiogród stał się częścią Rumunii, czyli strony nieprzyjacielskiej wobec Niemiec; dla Niemiec, choć nie dla kultury niemieckiej, Oberth stał się więc cudzoziemcem. Wrócił jednak do Niemiec, by kontynuować studia matematyczno-fizyczne. Pisząc swą rozprawę doktorską przeprowadził samodzielne, teoretyczne studia nad rakietami jako statkami kosmicznymi. Był to temat, który fascynował go od dzieciństwa. Na uniwersytecie w Heidelbergu jego pracę odrzucono, na czym zaważyły zapewne niedostatki samej teorii Obertha; można jednak sądzić, że i tamtejszemu środowisku naukowemu zabrakło wyobraźni, by ją zaakceptować.
Oberth nigdy nie zapomniał, że niemieckie autorytety naukowe nie chciały go bezstronnie wysłuchać; nie pozwolił jednak, by jego koncepcja podróży kosmicznych poszła w zapomnienie. Własnym sumptem wydał swoją pracę pod tytułem _Die Rakete zu den Planetenraumen_ (Rakietą w przestrzenie międzyplanetarne). Cienka książeczka zdobyła zdumiewającą popularność, a Obertha otoczyła grupa młodych członków VfR, którzy marzyli o budowaniu rakiet. Zainteresowanie ze strony środowisk spoza głównego nurtu nauki było dla Obertha bardzo ważne; w 1929 r. opublikował znacznie rozszerzoną wersję swej książki, zatytułowaną _Wege zur Raumschiffahrt_ (Drogi do podróży w kosmos), która zwróciła uwagę młodego Wernhera von Brauna10.
W tym samym 1929 roku Oberth, który dotychczas był nauczycielem w szkole średniej w Rumunii, wziął urlop i wyjechał do Berlina, gdzie wszedł w dość osobliwą spółkę z wielkim niemieckim reżyserem Fritzem Langiem. Lang kręcił film _Frau im Mond_ (Kobieta na Księżycu) o podróży załogową rakietą na Księżyc. W celu dodania filmowi posmaku autentyczności Lang zatrudnił Obertha i Willy’ego Leya jako doradców technicznych i namówił Obertha, by zbudował rakietę i odpalił ją 15 października 1929 roku, w dniu premierowego pokazu filmu. Film _Frau im Mond_ odniósł wielki sukces, jednak rakieta nigdy nie została ukończona. Oberth był wspaniałym teoretykiem, ale do skonstruowania rakiety zabrakło mu praktycznych umiejętności11.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki