Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wernisaż w Palermo - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 marca 2026
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Wernisaż w Palermo - ebook

Jako nastolatka Beth Lazenby została niesłusznie uznana winną handlu narkotykami. Do oskarżenia przyczynił się prawnik o międzynarodowej sławie Dante Cannavaro. Po wyjściu z więzienia Beth znajduje dobrą pracę w Londynie i rozpoczyna nowe życie, pod nowym nazwiskiem. Niespodziewanie na przyjęciu u sąsiada pojawia się Dante. Choć Beth nie chce mieć z nim nic wspólnego, nie będzie to ich ostatnie spotkanie…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-1276-5
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Podczas lądowania w Palermo na Sycylii Brianna Anderson wyglądała przez okno. Miała ochotę podskakiwać z podniecenia. Przyjechała tu zaprezentować swoje prace na międzynarodowej wystawie sztuki, a przy okazji zwiedzać i uczestniczyć w ekskluzywnych koktajlach w towarzystwie artystów z całego świata. Jej obrazy będą licytować bogacze, co powinno ułatwić dalszą karierę.

Marzenia się spełniają… choć akurat teraz niekoniecznie o tym marzyła, a podnieceniu towarzyszył niepokój. Palermo to duże miasto, ale jakieś szanse na niechciane spotkanie istniały.

Bardzo się starała wymazać go z pamięci. Gdyby jednak na niego wpadła, będzie udawać, że ledwo pamięta tamto wspólne lato we Florencji dwa lata wcześniej. Ona, młoda artystka, zafascynowana sztuką i historią Italii i… on, biznesmen, wypoczywający w rodzinnym mieście po szczególnie udanej transakcji. Przynajmniej tak jej to wtedy przedstawił. Nie wspomniał, że jego firma należy do największych i najbardziej dochodowych w Europie. Nie wspomniał też, że jest właścicielem i dyrektorem generalnym, a zatem miliarderem. Nie opowiedział jej też o wrogim przejęciu, dokonanym tuż przed niedługimi wakacjami. Przede wszystkim jednak nigdy nie wyjaśnił, dlaczego zerwał z nią tak nagle.

Jednego dnia jeszcze był, następnego znikł.

Teraz przyznawała, że mocno ją to dotknęło, ale wtedy wolała udawać silną i opanowaną. Pomimo przygnębienia udało jej się podejść do całej sprawy filozoficznie. Chyba każdy artysta chętnie przeżyłby namiętną przygodę we Florencji przed powrotem do banalnego New Jersey, nieprawdaż?

To był piękny czas i kiedy opowiadała o nim przyjaciołom, tęskniła. Wkrótce jednak wydarzyło się coś jeszcze.

Pozytywny wynik testu ciążowego sprawił, że tęsknota za partnerem ustąpiła miejsca niepewności. Co miała zrobić z tym niespodziewanym prezentem?

Bardzo chciała powiedzieć o wszystkim ojcu dziecka. Dziś na myśl o tym chciało jej się gorzko śmiać. Przez chwilę naprawdę wierzyła w szczęśliwe zakończenie.

A potem poznała prawdę o Lorenzo Parisim. Poza tym, że był miliarderem, który zbudował swoją firmę od podstaw, był zaangażowany w zatarg, w którym posunął się do przemocy.

Artykuł po artykule przedstawiały jej byłego partnera jako niebezpiecznego i bezwzględnego. Początkowo nie chciała wierzyć w te szokujące oskarżenia. Spędzili razem dwa miesiące i nigdy nie podniósł głosu nie tylko na nią, ale nawet w jej pobliżu. Czasem reagował emocjonalnie, bywał wymagający, ale nigdy nie miała podstaw do obaw.

Czy jednak wszystkie te doniesienia mogły być nieprawdziwe? Ślęczała nad każdym znalezionym artykułem i w końcu się doczytała, że użył siły w stosunku do dziecka swojego rywala. To ją definitywnie przekonało.

W tamtym momencie jej własne dziecko jeszcze wydawało się nierzeczywiste. Test dał wynik pozytywny, ale nie miała prawie żadnych objawów. Tylko chwilami czuła się trochę zmęczona i obolała. Zdecydowała się na test tylko dlatego, że spóźniła jej się miesiączka. Niby wiedziała, że jest w ciąży, ale trochę bujała w obłokach, fantazjując, jakby to mogło być, gdyby ojciec dziecka o wszystkim wiedział.

Dopiero kiedy poznała szczegóły brutalnego ataku na nastoletniego syna rywala Lorenza, zaczęła traktować dziecko jak rzeczywistość.

Dokonanie wyboru stało się koniecznością.

Wtedy postanowiła jednak go nie informować. Skoro mógł się dopuścić przemocy z tak błahego powodu jak pieniądze, których przecież mu nie brakowało, to nie mogła wystawiać na ryzyko swojego dziecka i siebie.

Zamieszkała więc z rodzicami, dbała o siebie i urodziła zdrowego chłopca i w krótkim czasie wróciła do malarstwa. Potrzebowała tego, a kochający i szczodrzy rodzice nigdy nie dali jej odczuć, że oboje z Gio są dla nich ciężarem.

Z myślą o rodzicach i synku wyciągnęła telefon. Samolot kołował już na miejsce postoju. Odczytała wiadomości i uśmiechnęła się do ekranu. Ciepłe słowa mamy i zdjęcia synka zdecydowanie poprawiły jej nastrój i przestała żałować, że wyjechała. Mały był pod doskonałą opieką, a ona mogła zadbać o swoją karierę, by ani Gio, ani rodzicom niczego w życiu nie zabrakło.

Musi tylko unikać Lorenza Parisiego.

Lorenzo Parisi stał w zacienionym kącie galerii, obserwując z pewnym rozbawieniem bieg wydarzeń. Nikt do niego nie podchodził. Kilka osób zerknęło w tę stronę i teraz szeptało, zasłaniając usta dłońmi. Inni usilnie starali się go ignorować.

Niech robią, co chcą, pomyślał. Trudno zmienić opinię, która już do niego przylgnęła. Dante Marino prowadził przeciwko niemu zaciętą wojnę medialną. Czy próbowałby zaprzeczyć swojemu udziałowi w groźbach skierowanych przeciwko rodzinie Marino, czy złościłby się na oskarżenia, czy starałby się wszystko spokojnie wyjaśnić, nic by się nie zmieniło. Dante już kupił opinię publiczną. Miał za sobą wieki rodzinnej historii i powszechne poważanie. I umiał to obrócić na swoją korzyść.

Lorenzo nie mógł mu dorównać. Gdyby tylko miał takie możliwości, użyłby ich bez wahania. Cóż, kiedy nie dysponował szeregiem szlachetnie urodzonych przodków ani zgromadzonym przez pokolenia majątkiem i koneksjami. Dorastał w biedzie. W domu było wiele gąb do wykarmienia i musiał desperacko walczyć o każdy grosz. Widać miał do tego smykałkę, bo w końcu zgromadził więcej, niż sobie wyobrażał w najśmielszych snach. Dlatego mógł sobie pozwolić na potraktowanie kłamstw Dantego z rezerwą. Któregoś dnia przeciwnik okaże słabość, a wtedy go zaatakuje. Był znany z tego, że bezbłędnie wyczuwa odpowiedni moment.

Jego firma wciąż odnosiła sukcesy. Dante mógł sobie prowadzić wojnę, ale Lorenzo był zainteresowany wyłącznie konkluzją. Dziś zależało mu na spotkaniu z konkretną artystką.

A oto i ona. Ubrana kolorowo, nie w czerni, jak inni. Właściwie nigdy nie pasowała do stereotypu posępnego dziwaka, jak zwykł określać artystów. Pogodna i rozmarzona, tworzyła dzieła nieco zagadkowe, przepiękne krajobrazy i portrety z domieszką mrocznej aluzji. Jej malarstwo musiało zaciekawiać. Była wyjątkowa, ta jego Brianna i jej sztuka nie mogły nie zostać docenione.

Zerwał z nią przed dwoma laty, kiedy zaczęła mieć niebezpieczne pomysły. Akurat odniósł biznesowy sukces i pojechał do Florencji na wakacje. Wykorzystał sytuację, przeżył miłe chwile, ale ponieważ jego plan na życie nie obejmował małżeństwa z próbującą się wybić amerykańską artystką, romans od początku był skazany na niebyt. Zerwał więc, by poświęcić się firmie i rodzinie.

Przez dwa lata skutecznie wmawiał sobie, że niczego nie żałuje, ale widok Brianny mocno zachwiał tym przekonaniem. Znów poczuł się jak wtedy, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, i znów zapragnął zostać z nią sam na sam.

Wtedy spotkali się w muzeum, gdzie grupa studentów malarstwa odbywała praktyki. Ubrana w dżinsy i kolorowy sweter, Brianna, w przeciwieństwie do członków swojej grupy, była całkowicie skupiona na pracy.

Obserwował ją i podszedł dopiero, jak skończyła. Zaprosił ją na kawę, potem na kolację i jego wakacje wydłużyły się do dwóch miesięcy.

Czasem postrzegał ten czas jako sen albo halucynację. Zupełnie jakby rzuciła na niego urok.

Rzeczywiście Brianna Anderson była osobą niezwykłą.

Dziś miała na sobie biało-złotą, podkreślającą kształty suknię. Przydymione oczy lśniły, długie kasztanowe włosy falami spływały na ramiona, policzki ożywił rumieniec. Rozmawiała z kobietą, odzianą od stóp do głów w czerń, przed dużym płótnem, które Lorenzo od razu rozpoznał.

Śledził ją wzrokiem kiedy krążyła po pokoju w towarzystwie kobiety w czerni, która przedstawiała ją różnym osobom. Przez cały czas trzymała w dłoni kieliszek szampana, z którego jednak nie upiła choćby łyka.

Ani razu nie spojrzała w jego stronę ani nie zbliżyła się do miejsca, w którym znalazł schronienie. Można by pomyśleć, że go nie zauważyła. Mógł tylko czekać na właściwy moment, a czas mijał. Część osób wyszła, coraz więcej wystawionych obrazów oznaczano jako kupione. Lorenzo był dumny ze „swojej” artystki.

W końcu zdecydował się działać i podszedł do niej z zamiarem przyjrzenia się portretowi, obok którego stała. Nie odrywał od niej wzroku, ale ona uparcie wpatrywała się w obraz. Jak gdyby nie czuła jego obecności, w co jednak wątpił.

– Witaj, Brianno – zaryzykował w końcu.

Nie poruszyła się i na kilka dobrych sekund całkiem znieruchomiała. Wiedział więc, że doskonale go słyszy.

Mogłoby się wydawać, że nie ma w niej nic niezwykłego. Średni wzrost i wymiary, brązowe włosy, niebieskie oczy, jasna karnacja. Typowa amerykańska dziewczyna.

A jednak…

W sukni połyskującej złotymi akcentami sprawiała wrażenie otoczonej obłokiem poezji. Jasna skóra emanowała ciepłem, niebieskie oczy lśniły czymś nieuchwytnym.

W końcu spojrzała na niego pustym wzrokiem z cieniem uprzejmego zakłopotania.

– O, witam… – zawiesiła głos, jakby nie mogła sobie przypomnieć jego imienia.

Roześmiał się. Zapewne była to arogancja, ale kompletnie nie potrafiła grać. Zresztą ani przez moment nie wierzył, że o nim zapomniała.

– Daj spokój tym gierkom. To do ciebie nie pasuje.

Wytrzymała jego spojrzenie i nawet nie mrugnęła, ale nad rumieńcem zakłopotania nie potrafiła zapanować.

– Lorenzo… Sporo czasu minęło – powiedziała w końcu.

– Właśnie. – Uśmiechnął się w sposób zabójczy dla zdrowego rozsądku.

Tym razem nie odpowiedziała uśmiechem.

– Przepraszam. Jestem zajęta. – Odwróciła się i okrążyła go, unikając kontaktu wzrokowego i starając się pozostać poza zasięgiem jego ramion. Zobaczył zdezorientowany, jak znika toalecie. Obejrzała się tylko raz, ale nie było w tym spojrzeniu gniewu ani żalu o to, jak zakończył znajomość. Nie było zakłopotania ani przygnębienia, był natomiast lęk.

Zrozumiałby wszystkie inne uczucia, nawet jeżeli słyszała plotki o nim, ale lęk? Zarzuty związane z rodziną Marino były absurdalne, a choć Dante próbował przekupić kilka z nich, żadna kobieta nie oskarżyła go o przemoc.

Wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknęła i czuł, że coś tu jest bardzo nie tak.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij