Whispers of Victory - ebook
„Jesień w Boulder City przynosi nie tylko zmieniające się liście, ale też powrót nielegalnych wyścigów samochodowych”.
Dla osiemnastoletniej Grace Green sztuka jest zarówno sposobem na wyrażenie siebie, jak i schronieniem przed szarą codziennością. W obliczu licealnych problemów i presji ze strony otoczenia malowanie przynosi ukojenie niemożliwe do znalezienia nigdzie indziej.
Dziewczyna nie potrafi zrozumieć swoich rówieśników, którzy wręcz z chorobliwą ekscytacją śledzą nocne wydarzenia, narażając się na niebezpieczeństwo. Podczas gdy ich karmi adrenalina i żądza wygranej, ona czuje jedynie niechęć do ryku silników co sezon odbierających miasteczku jego spokój.
Nawet jej jednak nie umyka fakt, że w Boulder City pojawia się nowy zawodnik, Cole River. Chłopak szybko zyskuje rozgłos, wygrywając wyścig za wyścigiem, lecz wyraźnie stara się trzymać na uboczu. Wzbudza on zarówno zainteresowanie, jak i niepokój. Tajemniczy i charyzmatyczny, wyróżnia się spośród innych uczestników nie tylko umiejętnościami, ale też nieprzewidywalnym temperamentem.
Kiedy ich drogi się przetną, nic nie będzie już takie samo.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-682-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Drogi Czytelniku,
na wstępie chcę zaznaczyć, że Whispers of Victory to pierwszy tom serii „Fractured”. Jeśli znasz tę historię z Wattpada, na pewno zauważysz zmiany. Wersja, którą możesz kojarzyć, była zbyt obszerna na jedną książkę, dlatego zdecydowałam się ją podzielić. Zrobiłam to głównie po to, aby móc w pełni rozbudować niektóre wątki i poświęcić im tyle uwagi, na ile zasługują. Jeżeli w trakcie lektury poczujesz, że pewne tematy są potraktowane po macoszemu lub nagle się urywają, zapewniam Cię, że to celowy zabieg.
Chcę również wspomnieć o momentami toksycznych i trudnych do zrozumienia bohaterach. To ludzie, którzy w imię własnych celów kłamią, manipulują i bez skrupułów naginają prawo. Angażują się w niebezpieczne sytuacje, ranią bliskich i podejmują decyzje mające niszczycielskie skutki. Chcę, żeby wybrzmiało to jasno, ponieważ nie popieram takiego zachowania i nie zamierzam go romantyzować. Fakt, że ich losy zostały opisane w tej książce, nie jest wyrazem aprobaty dla podobnych postaw. To, co robią, nie jest dobre i zdecydowanie nie są to wzory do naśladowania.PROLOG
Dzisiaj Boulder City ożywało na nowo.
Siedziałem w samochodzie, czując, jak napięcie wypełnia moje ciało. Zacisnąłem dłonie na kierownicy tak mocno, że pobielały mi kłykcie. Zmusiłem się do jednego, długiego wdechu, aby uspokoić tętno. W głowie odtwarzałem wygląd wszystkich okolicznych uliczek, przypominałem sobie każdy zakręt i przygotowywałem się na każdy możliwy scenariusz. To mój pierwszy wyścig w tym mieście, ale nie czułem się zagrożony. W przeciwieństwie do moich rywali, których wcześniej obserwowałem, chcąc zapamiętać ich style jazdy, ja stanowiłem dla nich tajemnicę.
Żaden z nich nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że od dzisiaj to Cole River będzie na językach mieszkańców.
Z pozoru spokojne miasteczko po zachodzie słońca przybierało inną twarz. Wystarczyło poczekać, aż ulice opustoszeją, by na obrzeżach rozpoczęły się starcia, o których rano wszyscy szeptali, choć oficjalnie nikt nic o nich nie wiedział.
Flaga opadła, a ja wcisnąłem pedał gazu, słysząc dźwięk wycia silnika. Moje serce zabiło mocniej, a adrenalina wypełniła żyły. Dojeżdżałem właśnie do pierwszego zakrętu, mającego dać mi przewagę. Wiedziałem, że muszę kontrolować nie tylko swój samochód, lecz także ruchy przeciwników.
Po wygranej stałem się tematem plotek, które miały krążyć jeszcze długo po zakończeniu tej nocy.
W tym mieście nie było miejsca na zasady i ograniczenia.
Liczyło się tylko jedno.
Wygrana.
W mojej głowie to ja byłem zwycięzcą.
Tylko czy na pewno?ROZDZIAŁ 1
Grace
Zakryłam głowę poduszką, desperacko próbując zagłuszyć irytujący dźwięk budzika stojącego na szafce nocnej. Słońce dopiero zaczęło malować złote smugi, które wtargnęły do mojego pokoju i rozświetliły ciemne pomieszczenie.
Z grymasem niezadowolenia zwlekłam się z łóżka, które niemal błagało mnie bym wróciła do błogiego snu. Sunęłam spojrzeniem po pomieszczeniu i zatrzymałam je dopiero na stojącej obok okna sztaludze, na której czekało jeszcze puste płótno, przygotowane zeszłego wieczoru.
Podeszłam do szafy, aby wybrać odpowiedni strój. Postawiłam na czarne spodnie garniturowe i biały top. Ciemne włosy spięłam w luźny kucyk, lecz zostawiłam kilka luźnych kosmyków, by opadały mi wzdłuż twarzy.
Ruszyłam do jednej ze ścian, na której widniał mój najnowszy obraz. Nie było to coś, co szczególnie mnie satysfakcjonowało. Szczerze mówiąc, nawet mi się nie podobał. Zostawiłam go tam jednak ze względu na tatę, ponieważ on zawsze z dumą kolekcjonował moje prace. Powtarzał, że dostrzega w nich potencjał, a gdy przychodzili do niego znajomi, bez opamiętania przechwalał się, jaką to ma zdolną córkę.
Z letargu wyrwał mnie dźwięk powiadomienia. Odwróciłam wzrok i zaczęłam zmierzać w kierunku biurka, na którym znajdował się mój telefon.
Philip:
Błagam, potrzebuję Twojej pomocy!
Obawiałam się tego, co może stać za prośbą o pomoc tego chłopaka. Nigdy nie wiedziałam, czy akurat teraz nie wie, co zjeść, czy jednak będziemy zakopywać martwe ciało.
Philip:
Krawat czy mucha? W czym lepiej wyglądam?
Ja:
W niczym.
Philip:
Takie propozycje o tej godzinie? Nie za wcześnie?
No kretyn.
Ja:
Możesz sobie pomarzyć ;)
Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie w lustrze. Zadowolona z efektu, złapałam za torebkę i zabrałam z biurka jeszcze szkicownik, z którym praktycznie nigdy się nie rozstawałam.
Wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach do kuchni, gdzie czekali na mnie rodzice. Poczułam zapach świeżo parzonej kawy i wdychałam go z przyjemnością.
– Cześć, mamo! – Przelotnie pocałowałam ją w policzek i tym samym gestem przywitałam się z tatą. – Cześć, tato.
– Witaj, kochanie – odpowiedzieli w tym samym czasie.
– Masz jakieś szczególne plany na dzisiaj? – zapytał tata, poprawiając mankiety koszuli. – Razem z mamą chcemy wyjść wieczorem na kolację, jeżeli masz ochotę, możesz się z nami zabrać.
– Właściwie to chyba zostanę w domu i zaproszę Kelly i Philipa, żeby się razem pouczyć – zdecydowałam i usiadłam przy zastawionym stole.
Uwielbiałam rodzinne śniadania, bo przez resztę dnia wszyscy byliśmy pochłonięci obowiązkami i wracaliśmy do domu o różnych godzinach. Nasze poranne spotkania dawały nam jednak chwilę spokoju i możliwość wspólnego rozpoczęcia dnia.
– Pouczyć? – powtórzyła mama, zajmując miejsce przy stole. – A to ciekawe, bo ostatnim razem wasza nauka skończyła się w klubie w Vegas.
– Stare dzieje. – Machnęłam ręką, śmiejąc się nerwowo. – Teraz jesteśmy całkowicie innymi ludźmi, a szkoła jest na pierwszym miejscu! Każdy przecież był kiedyś głupi i młody, mamo.
– To się wydarzyło w tym miesiącu, Grace. – Posłała mi karcące spojrzenie, zakładając ręce na piersi. – I, na litość boską, przestań to bagatelizować. To nie był zwykły wypad, tylko przejaw skrajnej nieodpowiedzialności, który mógł zaważyć na całej twojej przyszłości. Naprawdę nie dociera do ciebie, że gdyby nie moja interwencja i fakt, że od lat buduję swoją pozycję w tym środowisku, miałabyś teraz trwały ślad w aktach, którego nie wymazałby żaden prawnik?
Co za pamiętliwa kobieta…
W duchu przewróciłam oczami, bo dolewanie oliwy do ognia teraz zupełnie mi się nie opłacało. Patrzyłam na jej zaciśnięte usta i kompletnie nie kupowałam tej całej szopki, bo świat przecież nadal stał w miejscu, a mama zachowywała się, jakbyśmy co najmniej brali udział w napadzie na bank.
Owszem, posługiwanie się podrobionym dokumentem to nienajmądrzejszy ruch, ale na pewno nie byliśmy jedyni. Prawo wydawało mi się po prostu głupie, w innych krajach takie rzeczy uchodziły za normę dla osiemnastolatków, a u nas robili z tego problem.
W środku czułam narastający bunt i poczucie niesprawiedliwości, bo w moich oczach to był tylko pechowy zbieg okoliczności, a nie powód, żeby teraz przez miesiąc prawić mi kazania o moralności. Finalnie jednak przełknęłam głośniej ślinę i spojrzałam na rodziców, chcąc wyrazić choć odrobinę skruchy. Wyprostowałam się na krześle, starając się nie pokazywać po sobie, jak bardzo ta cała sytuacja mnie irytuje.
– No właśnie, przecież mówię, że to stare dzieje. Już nie róbmy z tego afery, każdemu się przecież mogło zdarzyć.
– Mylisz się, Grace. Nie każdemu – ucięła, odstawiając swój kubek. – Każdemu może zdarzyć się spóźnienie do domu albo mandat za złe parkowanie, a nie świadome posługiwanie się podrobionym „dokumentem”. Nie nazywaj tego błędem młodości, bo na to są konkretne paragrafy. Naprawdę nie dociera do ciebie, że gdyby policjant nie przymknął oka, właśnie przekreśliłabyś swoją przyszłość? O Harvardzie czy jakiejkolwiek innej dobrej uczelni mogłabyś wtedy zapomnieć. Powinnaś codziennie mi dziękować, że skończyło się tylko na kilku godzinach na komisariacie, bo wyciąganie was stamtąd kosztowało mnie więcej przysług, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
Posłałam tacie błagalne spojrzenie. Liczyłam, że w tej sytuacji stanie po mojej stronie i choć w małym stopniu załagodzi gniew mamy.
– Tym razem mama ma rację, słońce – odezwał się w końcu. – Przesadziliście i nie mamy o czym dyskutować. Igranie z prawem w ten sposób to brak szacunku do wszystkiego, co dla ciebie robimy. Nie będziemy więcej przymykać oka na taką lekkomyślność. To, że tym razem wam się upiekło, nie jest powodem do śmiechu, tylko do głębokiego zastanowienia się nad sobą.
Mama odchyliła się na krześle, nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Powiedz mi tylko jedno – zaczęła chłodno. – Czy to było tego warte?
Początkowo chcieliśmy trzymać się z boku i spokojnie świętować urodziny Philipa, ale sprawy szybko wymknęły się spod kontroli. Jakiś obleśny typ zaczął przystawiać się do naszej przyjaciółki, a Phil, zamiast ugryźć się w język, wymierzył pierwszy cios. Pech chciał, że pomylił zarówno napastnika, jak i samą dziewczynę, a oberwał przypadkowy, niczego nieświadomy mężczyzna. Kiedy do bójki włączył się drugi, uderzająco podobny do pierwszego, zrobiło się dosyć dziwnie, a przyjaciel sądził, że chyba ma zwidy.
Na szczęście w samą porę pojawiła się Kelly. Wyjaśniła zdezorientowanym nieznajomym, że nasz kumpel jest niespełna rozumu i czasami zachowuje się absurdalnie. Bójka ustała, ale finalnie wszyscy trafiliśmy na komisariat przez zamieszanie, które wokół siebie stworzyliśmy.
Czy było warto? Oczywiście, że tak.
Nawet dla samych wspomnień.
– Nie – wychrypiałam ledwo słyszalnie. – Trochę tego żałuję.
– Macie ogromne szczęście, że byliście trzeźwi i nie złamaliście kolejnych przepisów.
Widząc wyraz twarzy rodziców, zrozumiałam, że moje kłamstwo odniosło zamierzony skutek i odrobinę ich uspokoiło. Oczywiście „trzeźwość” była pojęciem względnym, bo chłopak zdążył skosztować whisky swojego ojca przed wyjściem. Gdybym teraz przyznała, że w grę wchodził też alkohol, mama prawdopodobnie nie poprzestałaby na wykładzie, tylko od razu uziemiłaby mnie w domu do końca roku.
Poczułam lekkie ukłucie winy, patrząc na tatę, który wyraźnie odetchnął z ulgą. Wiedziałam, że kłamstwo to stąpanie po kruchym lodzie, ale w tej chwili było jedyną opcją, którą uważałam za słuszną.
W końcu, jak głosił klasyk, to, co wydarzyło się w Vegas, zdecydowanie powinno tam zostać.
– Zmieńmy już temat – poprosiłam, nie chcąc kolejny raz maglować tego, jak nieodpowiedzialnie się wtedy zachowałam. – Jak w pracy?
– Dzisiaj czeka mnie kolejna rozprawa dotycząca usiłowania zabójstwa, o którym opowiadałam wam jakiś czas temu. – Mama wskazała dłonią na kilka tomów akt, które zamierzała zabrać ze sobą do sądu.
– Chodzi o tego mężczyznę, który próbował otruć swoją teściową? – upewnił się tata. – Ostatnio było o tym dosyć głośno w sieci. Masz coś na niego?
– Tak. Początkowo liczyłam, że sprawa zakończy się już po pierwszym posiedzeniu, bo oskarżony rzekomo przyznał się świadkowi, że kobieta zatruwała mu życie, dlatego on postanowił zatruć ją. Było to jednak słowo przeciwko słowu, więc jego obrońca, Walter, bez problemu to obalił, bo brzmiało to po prostu absurdalnie. Ale podczas jednej z rozmów z klientką wyszło na jaw, że miała w domu zamontowane kamery, które założył jej wnuk na wypadek włamania. Na nieszczęście oskarżonego jedna z nich nagrała go w idealnym momencie, kiedy dolewał chemikalia do herbaty. I proszę, kolejna wygrana rozprawa wyląduje na moim koncie.
Jannet była nie tylko najlepszą matką, lecz także najskuteczniejszym prawnikiem w okolicy. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego wybrała akurat prawo, które wiązało się z masą obowiązków i ciągle goniącym czasem. Coś jednak czułam, że to nie zarobki, ale właśnie kłócenie się z ludźmi tak ją do tego ciągnęło.
– W takim razie trzymam kciuki, żebyś dzisiaj już wszystko zakończyła i pokonała Waltera. – Ojciec zaczął szukać w salonie pilota, którego najpewniej sam zgubił zeszłego poranka. – Nienawidzę typa, odkąd na jednym z przyjęć próbował niby dyskretnie zwrócić mi uwagę, że jem ciasto nie tym widelczykiem. Kogo niby obchodzi, czym jem ciasto? Rozumiem, powiedzieć cicho, ale żeby od razu na cały głos?!
– Och, Ben, na takich przyjęciach absolutnie każdego – odpowiedziała mu żona. – Nie pamiętasz, jak całe miasto miało na językach Caldwellów, bo młody postanowił zabawić się we fryzjera?
– Właściwie nadal nie wiem, czemu to zrobił. To znaczy domyślam się, że chciał przypodobać się Kelly, ale na Boga, rudy?
– Dzień dobry, Boulder City! Minęła godzina siódma trzydzieści. Słońce zdążyło już na dobre wyjść zza horyzontu, zapowiadając obiecujący, wrześniowy dzień. Temperatura osiągnie dzisiaj przyjemne osiemdziesiąt dziewięć stopni Farenheita. Nadchodzące dni przyniosą nam również podobne warunki pogodowe. – W pomieszczeniu rozbrzmiał przyjemny głos prezenterki, która witała nas codziennie o tej samej godzinie. Tata nigdy nie odpuszczał porannych wiadomości. Uważał, że zawsze trzeba być świadomym wszystkiego, co dzieje się wokół nas. Nieważne, czy mowa o pogodzie, czy o polityce. Chciał wiedzieć wszystko i o wszystkich. – To idealna okazja, by wyjść na spacer, wybrać się na piknik albo spędzić czas na zewnątrz, aby skorzystać z tej pięknej pogody.
Boulder City albo się kochało, albo nienawidziło. Wielu moich znajomych patrzyło na to miasteczko jak na zapomnianą dziurę bez perspektyw, gdzie życie to monotonny cykl codzienności, pozbawiony jakichkolwiek atrakcji. Dla innych jednak było ono oazą spokoju i harmonii. Cenili sobie malownicze krajobrazy, z dala od wielkomiejskiego zgiełku i chaosu. Tutaj życie toczyło się wolniej.
Jako artystka kochałam to miejsce.
Jako nastolatka nienawidziłam go całym sercem.
– W mieście ostatnio odbyła się udana zbiórka środków na rzecz lokalnego schroniska dla zwierząt i zgromadziła dużą grupę zaangażowanych mieszkańców. Wszystkim darczyńcom bardzo dziękujemy. Ponadto w ośrodku kultury zapowiedziana została wystawa, która ma zebrać prace miejscowych artystów. To wspaniała okazja, aby spędzić niedzielne popołudnie i rozkoszować się unikalnymi dziełami sztuki.
Uwielbiałam przedsięwzięcia dające szansę, by się wykazać. Gdy usłyszałam tę wiadomość, uśmiech nie chciał zejść mi z twarzy, a serce zabiło szybciej ze wzruszenia. Wyobraziłam sobie siebie przechadzającą się po wystawie, zatracającą się w dziełach innych twórców.
– Widzisz, Grace, w końcu coś dla ciebie – zaczepił mnie. – Mam nadzieje, że zobaczę coś twojego. Chociaż co ja mówię? Twoja praca będzie jedyną, na którą spojrzę.
Tata stanowił niezawodne wsparcie przez całe moje życie. Bez względu na to, co robiłam, zawsze był obok mnie. Niezależnie od tego, czy grałam w siatkówkę, piłkę nożną, czy uczestniczyłam w zawodach lekkoatletycznych, on zawsze stawał się najgłośniejszym kibicem. Jego wsparcie okazywało się nie do opisania. Podczas zawodów w piątej klasie przegrywałyśmy dwoma punktami, ponieważ cały zespół zaczął popełniać głupie błędy, a ja traciłam pewność siebie. Wtedy rozbrzmiał głos ojca, który dopingował tak głośno i z takim zaangażowaniem, że cała drużyna zaczęła starać się na nowo. Finalnie wygrałyśmy ten mecz, ale nigdy nie zapomnę tego, jak tata ze szczęścia skoczył na barana mężczyźnie stojącemu obok, przez co obaj się przewrócili i stoczyli z trybun. Nauczyłam się, że nieważne, czy dzielą mnie dwa punkty od wygranej, czy sto mil od spełnienia największego marzenia, on zawsze będzie stał obok.
– Cóż, jeśli będzie taka możliwość… – udałam obojętność, lecz w głębi duszy cieszyłam się jak małe dziecko – …to się zastanowię.
– Będą błagać o te obrazy, jak tylko je zobaczą. – Puścił do mnie oczko i wziął łyk kawy.
– To jednak nie koniec wiadomości. Z przykrością informujemy, że wczorajszej nocy mieliśmy do czynienia z aktem wandalizmu. Nieznani sprawcy zniszczyli kilka witryn sklepowych w centrum miasta. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie i apeluje o wszelkie informacje od świadków.
Udałam się na korytarz, by założyć czarne Conversy i zarzucić na ramiona bluzę w tym samym kolorze. Już miałam wychodzić z domu, ale ponownie usłyszałam głos prezenterki:
– Wczorajszego wieczoru mieliśmy do czynienia nie tylko z przejawami wandalizmu, doszło bowiem do bardzo niepokojącego zjawiska masowych zgłoszeń dotyczących zakłócania ciszy nocnej. Mieszkańcy skarżyli się między innymi na nieznośny ryk silników w różnych częściach miasta. Niestety zwiastuje to tylko jedno: nielegalne wyścigi znowu powróciły do Boulder City. Zachęcamy mieszkańców do zachowania czujności i prosimy o powstrzymywanie się od samotnych spacerów, szczególnie po zmroku. Wspólnie możemy zadbać o bezpieczeństwo naszej społeczności. To wszystko na dziś. Słyszymy się jutro o tej samej porze. Pamiętajcie, że pośpiech rzadko popłaca, choć młodość rządzi się własnymi prawami. Zostawiamy was z pytaniem, które od lat zadaje nam Alphaville: czy naprawdę chcecie żyć wiecznie? Oto Forever Young. Życzymy wam dobrego dnia.
Wiadomość o powrocie wyścigów do miasta zawsze powodowała mieszane uczucia. Większość lokalsów zdecydowanie nie zgadzała się na organizację takich wydarzeń, ale dla młodych była to długo wyczekiwana atrakcja. Wiedziałam, że nie chodzi tylko o emocje. Z wyścigami wiązały się też duże pieniądze. Szczególnie tutaj, gdzie hazard był zakazany.
– Uciekam, będę około trzeciej! – krzyknęłam jeszcze zza ściany. – Kocham was, miłego dnia.
– Udanego dnia, promyczku – odpowiedziała mama.
– Jeśli zmienisz zdanie co do kolacji, daj nam wcześniej znać.
– Raczej odpuszczę, ale dzięki za propozycję.
– Tylko tym razem nie pakuj się w kłopoty i daj nam zjeść spokojnie kolację – dodał tata.
– Postaram się!
Ci ludzie chyba nigdy nie przestaną mi tego wypominać. Jeden spontaniczny wyjazd nikomu jeszcze nie zrobił krzywdy. Ciekawe, czy jak oni byli młodzi, to siedzieli całymi dniami z nosem w książkach. Mama może tak, ale tata? Nie ma szans.
Z uśmiechem na twarzy udałam się do garażu. Wsiadając do ukochanego auta, poczułam znajomą nutę przyjemnego zapachu skóry i benzyny. Zapięłam pas i odpaliłam ulubioną playlistę, na której królowała niezmiennie od lat Taylor Swift.
W połowie drogi do szkoły, gdy ulice zaczynały wypełniać się ruchem, z głośników rozległ się dźwięk dzwonka i przerwał lecącą właśnie piosenkę. Sprawdziłam szybko, kto dzwoni, po czym odebrałam.
– Zmiana planów, odpuszczamy dzisiaj lekcje, Phil nas pilnie potrzebuje. – W głosie przyjaciółki było słychać lekko niepokojącą ekscytację.
– Może jakieś „cześć”? „Miło cię znowu słyszeć”? – zapytałam rozbawiona.
– Tak, tak, cześć – dodała po chwili. – Plan jest taki, spotykamy się na parkingu szkolnym, a później zdecydujemy, co dalej.
– Czyli rozumiem, że nie macie jeszcze żadnego planu?
– Mamy, tylko to skomplikowane. Dowiesz się wszystkiego na miejscu, słowo.
– Dobra, to widzimy się niedługo.
– A no właśnie, co do tego… – Urwała zakłopotana. – Spóźnimy się, ale tylko chwilę, naprawdę.
– Chwilę, czyli ile?
– Pięć minut maksymalnie – zapewniła szybko. – No może piętnaście.
– Kelly… – mruknęłam poirytowana.
– Też cię kochamy, pa!
I tak po prostu się rozłączyła.ROZDZIAŁ 2
Grace
Czekałam na parkingu szkolnym na wiecznie spóźnionych przyjaciół. Na szczęście pomimo powolnej zmiany kolorów liści na zewnątrz nadal odczuwalna była przyjemna temperatura. Wyjęłam z torby szkicownik i jeden z czarnych długopisów, aby zająć czymś czas.
Rozsiadłam się na fotelu kierowcy, włączyłam ulubioną playlistę i rzuciłam telefon na deskę rozdzielczą. Zaczęłam szkicować dziedziniec, na którym stała grupka chłopców z drużyny futbolowej. Robiłam wszystko, aby tylko nie zerkać na zegarek. Co chwilę przez przednią szybę przemykali mi uczniowie spieszący się na lekcje. W innych okolicznościach pewnie byłabym jednym z nich i sama biegłabym teraz pod salę, gorączkowo powtarzając materiał, jednak okoliczności się zmieniły, a ja miałam wyjątkowo niepoważnych przyjaciół, którzy nie do końca przejmowali się ocenami i punktualnością.
Po kolejnych pięciu minutach usłyszałam ryk silnika. Spojrzałam w lusterko wsteczne i dostrzegłam niebieskiego Mercedesa zmierzającego w moim kierunku. Uśmiechnęłam się lekko.
Wyjęłam kluczyk ze stacyjki, schowałam niedokończony rysunek i wyszłam z auta, a następnie upewniłam się kilka razy, czy aby na pewno zamknęłam drzwi. Zbliżyłam się do dobrze znanego mi pojazdu, z którego wychodzili moi przyjaciele i zaciekle o czymś dyskutowali. Widząc ich, od razu zapomniałam o irytacji związanej z ich spóźnieniem.
– Kogo moje oczy w końcu widzą! – zawołałam z entuzjazmem. – Dłużej się nie dało?
– Oj, nie dramatyzuj, każdemu się zdarza lekko spóźnić – odpowiedział Philip, kierując się w moją stronę, aby mnie przytulić. – Już się tak nie denerwuj, bo złość piękności szkodzi. Znaczy tobie to… Nieważne.
Przewróciłam teatralnie oczami i założyłam ręce na klatkę piersiową, zastanawiając się nad jego słowami.
A może ma rację?
Już chciałam się odezwać, jednak po chwili dodał:
– Nie złość się, iskierko. – Zarzucił rękę na moje ramiona, a ja odwróciłam wzrok, udając oburzenie. – Przecież żartowałem, znaczy…
– Przeginasz – odburknęłam, próbując wyrwać się z uścisku.
Zdawałam sobie sprawę, że prawdopodobnie tylko się ze mną droczy, bo taki właśnie był Philip Caldwell. Arogancki, impulsywny, zawsze z głupimi pomysłami, a zarazem niezwykle przebiegły. Jego osobowość stanowiła mieszankę wybuchową. Był jak magnes, który przyciągał uwagę. Największą zaletą tego chłopaka pozostawała jednak lojalność – nieważne co się działo, on zawsze mi towarzyszył i potrafił mnie rozśmieszyć nawet w najtrudniejszych chwilach. Szczerości też nie dało mu się odmówić.
I mimo że codziennie mnie czymś denerwował, tak naprawdę go uwielbiałam.
– Staraliśmy się być jak najszybciej, słowo – tłumaczyła Kelly. – Tylko że trochę dłużej mi się pospało. Dzisiaj Brown ma odpytywać, a mnie przecież nienawidzi. Uznałam, że nie dam jej satysfakcji i się nauczę przed zajęciami. Rano stwierdziłam jednak, że zasada „co nie dopowiem, to dowyglądam” sprawdzi się lepiej, a później zadzwonił Phil i powiedział, że potrzebuje mojej pomocy. A to na pewno było ważniejsze niż jakaś budowa liści. Komu jest potrzebna biologia do życia?
Uwielbiałam tę dziewczynę, bo stanowiła moje dopełnienie. Jej ekstrawertyczna natura doskonale równoważyła mój introwertyzm. Tam, gdzie ja byłam ostrożna i skłonna do analizowania każdej decyzji, Kelly działała impulsywnie.
Wraz z Philipem irytowała mnie jak mało kto, jednak to właśnie przy nich moje baterie społeczne nigdy się nie rozładowywały.
– A więc? – pospieszyłam ich. – Co jest tak ważne, że nagle musimy zrywać się z lekcji? I zaraz, kurwa, czemu jesteś w garniturze?
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że chłopak miał na sobie idealnie skrojony beżowy garnitur, a na nosie okulary przeciwsłoneczne, które zakrywały jego niebieskie oczy.
– Będzie brał udział w wyborach. – rzuciła przyjaciółka jak gdyby nigdy nic.
– Wyborach? – Uniosłam brew, nie do końca rozumiejąc, o co im chodzi.
– No tych szkolnych, na tego… jak on tam był? – Chłopak złapał się za podbródek, udając zamyślonego. – Przewodniczącego.
– Ale ty wiesz, że wybory odbyły się ponad miesiąc temu? – zapytałam lekko zdezorientowana.
– I co z tego? – oburzył się.
– Może to, że się spóźniłeś o co najmniej kilka tygodni?
– No to zróbmy nowe.
– Trevor i tak nie nadaje się do tej roli – wtrąciła Kelly, zakładając ręce na piersi.
– Nie dość, że nudziarz, to jeszcze przy każdej możliwej okazji musi wtrącić, że jest przewodniczącym szkoły – prychnął z pogardą chłopak. – Czemu tak właściwie nikt mi nie zaproponował tej fuchy? Przecież jestem idealnym kandydatem. Zajebiście wyglądam i wszyscy mnie uwielbiają. Czego chcieć więcej?
– No nie wiem? – Udałam zamyśloną. – Może mózgu i odrobiny chęci do poprawienia życia w tej szkole? Czemu ci tak nagle zależy?
– Po prostu chcę mu ponownie udowodnić, że jestem lepszy, a ty jako moja przyjaciółka mi w tym pomożesz. – Puścił do mnie oczko.
Trevor zawsze rywalizował z Philipem. Nieważne, czy chodziło o bycie kapitanem, zdobycie ostatniego punktu, najlepszą ocenę w klasie czy uwagę dziewczyn. Z początku mój przyjaciel nie zdawał sobie z tego sprawy, myślał, że tamten stara się jak każdy uczeń, i nie traktował tego jako czegoś osobistego. Miarka się jednak przebrała, gdy na jaw wyszła sprawa z Kelly. Zaczęło się od tego, że dziewczyna dała Trevorowi kosza, a ten, zamiast się z tym pogodzić, rozpowiedział różne plotki na jej temat, wyśmiewając przy tym wygląd dziewczyny. W szczególności przyczepił się do rudych włosów. Pewnego dnia Philip przefarbował się tylko po to, żeby okazać dziewczynie wsparcie. W pewnym sensie to umocniło ich przyjaźń. Jego rodzice z początku się wściekali, bo mieli zaplanowany jakiś ważny bankiet, na którym chłopak miał się z nimi pojawić. Kiedy opowiedział, dlaczego to zrobił, od razu zmiękło im serce.
Później prosił mnie, żebym sama przefarbowała włosy, wspomniał coś o jakimś „klubie rudych”, ale szybko wybiłam mu ten pomysł z głowy.
– Mamy już wszystko ogarnięte, cały scenariusz, więc nagranie wyjdzie idealnie, obiecujemy – dodała błagalnym tonem, starając się mnie przekonać. Jej oczy iskrzyły entuzjazmem. – No proszęęęę, zgódź się.
Patrzyłam na przyjaciół, nie wiedząc, co zrobić, jednak ostatecznie przytaknęłam, ustępując pod naciskiem ich spojrzeń.
– Dobra, ale tylko pod jednym warunkiem – zastrzegłam, zanim by się jeszcze mocniej nakręcili.
– Co tylko zechcesz! – Kelly wyciągnęła wysoko rękę w kierunku Philipa, aby zbić z nim piątkę.
– Po prostu pozbądźmy się go raz a dobrze. Sam tak łatwo nie odpuści, więc wasz plan musi być co najmniej wybitny.– Wpatrywałam się w ich twarze, na których malowało się lekkie zaskoczenie. – No co?
– Kocham cię! – krzyknął Philip, po czym chwycił mnie w pasie i okręcił się kilkukrotnie wokół własnej osi.
– A tak właściwie to gdzie się spotkamy, aby omówić plan? – zapytałam, udając się w stronę swojego samochodu.
– Jak to gdzie? – Chłopak uniósł brew ze zdziwieniem.
– U ciebie – stwierdziła przyjaciółka, otwierając drzwi od strony pasażera.
– Chyba sobie ze mnie w tej chwili żartujecie… – Stanęłam jak wmurowana. Nie dość, że wplątali mnie w swój głupi pomysł, to jeszcze teraz wpraszali mi się na chatę. – To po co tak właściwie tu jechałam? – zapytałam poirytowana.
Zmarnowałam ponad dwadzieścia minut życia tylko po to, żeby chwilę później i tak wrócić do domu. Cudownie.
– Żeby sprawiać pozory. – Dziewczyna puściła do mnie oczko.
– Widzimy się u ciebie! – krzyknął jeszcze Phil i wyjechał ze szkolnego parkingu.
***
Wjechałam na teren posesji, modląc się w duchu, aby już nie zastać rodziców w domu. Wiedziałam, że nie będą zadowoleni z tego, że kolejny raz opuszczałam zajęcia. Sama też trochę się złościłam, bo nie dość, że po ostatnim wypadzie zostaliśmy uziemieni, to teraz znowu naruszamy zaufanie rodziców. Oczywiście miałam własny rozum i mogłam zostać w szkole, jednak niezmiernie ciekawiło mnie, co przyjaciele wymyślili.
Zaparkowałam auto w garażu i poczekałam, aż Philip zrobi to samo ze swoim Mercedesem. Decyzję o kupnie tych samych modeli podjęliśmy kilka miesięcy przed szesnastymi urodzinami. Ja i Kelly kierowałyśmy się głównie wyglądem, Philipa natomiast zawsze fascynowała szybkość. Finalnie skończyliśmy z identycznymi autami, różniącymi się tylko kolorem.
– A więc słucham – zwróciłam się do przyjaciół, gdy zmierzaliśmy do drzwi wejściowych.
– Okej, a więc tak, idziemy za dom, bo tam jest najlepsze światło i sceneria – zaczął Phil. – Ustawiam się, ty albo Kelly mnie nagrywacie. To akurat nie jest ważne.
– Ja wymyśliłam cały plan! – krzyknęła dziewczyna i szybkim krokiem ominęła nas, aby rozgościć się w salonie. – Nie ma opcji, żebym nagrywała.
– Dobra, nie przerywaj – upomniał ją i jak gdyby nigdy nic ściągnął marynarkę i rzucił się na jedną z kanap. – Filmik wychodzi zajebiście, wstawiamy go na Insta, TikToka i wszędzie, gdzie się da. Myślałem nawet o billboardach na Time Square, ale to drogi biznes i dodatkowo nikt stamtąd nie odda na mnie głosu. Ludzie ze szkoły podłapią temat, pomogą nam wywalić złamasa i tyle. Dziesięć minut i mamy cały dzień wolny.
– A potem? – zapytałam, patrząc na ludzi, którzy czuli się tu jak u siebie w domu.
– Potem? – Philip chwilę się namyślał. – Nie wiem, zjemy coś albo obejrzymy. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, możemy skoczyć na miasto.
– O! Albo pojedziemy znowu do Vegas! – krzyknęła Kelly, odkładając telefon, w którym wcześniej coś przeglądała.
– Nie ma szans, rodzice nadal mi to wypominają – odburknął chłopak. – Zachowują się, jakbyśmy co najmniej zabili człowieka.
– Ja też odpadam. – Udałam się do kuchni po szklanki i wodę. – Poza tym moi rodzice wybierają się do centrum na kolację, a znając nasze szczęście, to spotkamy ich w najmniej oczekiwanym momencie – dodałam po powrocie do salonu.
– No to jeszcze lepiej! – odpowiedziała mi roześmiana dziewczyna. – Będziemy mieli darmowy transport.
– Właściwie co cię tak nagle wzięło na zdegradowanie przewodniczącego? – Usiadłam na wolnym kawałku kanapy i postawiłam szklanki na stoliku. – Mogłeś od razu się zgłosić i przekonać do siebie większość szkoły, zresztą Trevor od dwóch lat jest na tym stanowisku i, wbrew temu, co ci się wydaje, wszyscy go lubią.
– Wcześniej aż tak mi nie przeszkadzał – wyjaśnił lekko zirytowany. – Poza tym chcę mu zrobić na złość. Wkurwia mnie.
Włączyłam telewizor i odpaliłam pierwszą lepszą playlistę, aby leciało coś w tle. Kiedy rozsiadłam się wygodniej, Kelly wstała i ruszyła w stronę drzwi tarasowych.
– No dobra, koniec odpoczynku. – Odwróciła się do nas, poprawiając idealnie ulizany kucyk. – Robota nas goni.
Zwlekłam się z kanapy i niezadowolona poszłam za przyjaciółką, a tuż za mną kroczył Phil, w drodze wkładając marynarkę.
– Zostawić wszystkie guziki koszuli zapięte?
– Rozepnij dwa górne i odpuść sobie marynarkę. – Kelly rozsiadła się wygodnie na jednym z tarasowych krzeseł i zarzuciła ręce za głowę. – Masz przyciągać uwagę, a nie wyglądać jak dwunastoletni chłopiec, idący na wesele jakiejś ciotki albo bankiet swoich rodziców.
– Ej, lubię te bankiety. – Zmrużył oczy. – Przynajmniej jest tam darmowe żarcie.
– Ty wiesz, że najczęściej to twoi rodzice za to płacą, prawda? – Myślałam, że to oczywiste. Te bankiety organizowano przynajmniej cztery razy w roku i najczęściej zajmowały się tym te same osoby. – Prawda? – drążyłam.
– Dobra, koniec tematu. – Zrzucił marynarkę i wygładził dłońmi koszulę. – Możemy w końcu zacząć? Nie mam całego dnia.
Odpaliłam aparat w telefonie i zaczęłam szukać idealnego tła do nagrywek. Kolejne trzydzieści minut spędziliśmy na ustawianiu Philipa w odpowiednim miejscu, aby wszystko było ze sobą spójne.
Kelly nie podeszła do nas ani razu, machała tylko ręką i rozstawiała nas w różnych kątach ogrodu. Początkowo w tle miał pozostać basen, później zmieniła zdanie i uznała, że altanka i ogród będą lepsze. Finalnie padło na to drugie, bo oboje mieliśmy już dość.
– Dobra, gotowy? – Spojrzałam na chłopaka, który przeglądał się w ekranie telefonu i kolejny już raz poprawiał włosy.
– Jeszcze szybka fotka i lecimy. Muszę pokazać kiedyś dzieciom, jak ich ojciec wyglądał przed wygraniem wyborów. – Odwrócił się i przekierował aparat w komórce w naszą stronę. – Uśmiech.
– Dobra, raz, dwa, trzy – zaczęłam odliczać, dając znać, że zaraz zaczynamy. – Akcja!
Włączyłam nagrywanie, a Phil przybrał poważną minę i rozpoczął przemowę:
– Wielu z was często zadaje mi pytanie: Alex, jak obliczyć objętość rzek w Europie, znając masę Słońca i wiedząc, że kangur skacze na wysokość sześciu stóp, a szopów nie ma w Australii? – Zrobił krok w moją stronę, co znaczyło, że ja powinnam nieco się cofnąć. – Szczerze, to nie mam bladego pojęcia, bo nawet nie nazywam się Alex.
W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, które z nich wymyśliło ten genialny scenariusz.
– Jestem Philip, ale to już dobrze wiecie, i kandyduję na nowego przewodniczącego szkoły – kontynuował, a blond kosmyki opadły mu na czoło. – Wiem za to, gdzie są najlepsze imprezy w całym stanie i jak dobrze jest mieć kogoś kompetentnego na tak ważnym stanowisku, dlatego każdy, kto odda swój głos na mnie w najbliższych wyborach, przeżyje najlepszą imprezę miesiąca w tym oto miejscu, abyśmy się mogli zintegrować. To mój ostatni rok w tej szkole, dlatego nie możecie zaprzepaścić takiej szansy.
Czy on właśnie zaprosił całą szkołę do mnie do domu?
– Czy ciebie pojebało? – wyrwało mi się. – Nie ma nawet takiej opcji!
– Cholera, Grace, teraz musimy nagrywać wszystko od nowa! – krzyknął oburzony. – Jedna impreza to nic takiego.
– Nie ma nawet takiej opcji – powtórzyłam nieugięta.
– Przedyskutujemy to jeszcze. – Machnął ręką i odwrócił się, by wrócić na miejsce, z którego zaczynaliśmy. – I widzisz, przez ciebie musimy nagrywać od nowa, a mogliśmy mieć już to wszystko z głowy. Tylko teraz nie wcinaj mi się w zdanie, jest mi już okropnie gorąco i mam ochotę zdjąć tę przeklętą koszulę.
– Może chcesz się zamienić? – zapytałam Kelly.
– Akurat dzisiaj nie chcę. – Zerknęła na mnie zza telefonu.
– Bo?
– Bo jestem zmęczona.
– Przecież nic nie robisz – wtrącił się chłopak, opierając się o ścianę altanki.
– Jak to nic? Kibicuję wam – oburzyła się. – Dajesz, Phil! Jesteś najlepszy.
Z powrotem skupiłam całą uwagę na przyjacielu. Chciałam jak najszybciej skończyć, aby w spokoju móc przeleżeć resztę dnia.
Finalnie nie skończyło się na dwóch próbach, nie skończyło się nawet na dziesięciu, po którymś razie przestałam już je liczyć. Każde kolejne nagranie było gorsze. Ciągle nam coś przeszkadzało – jak nie okropne słońce, to pomyłki Philipa.
– Ostatni raz i mam to w dupie. – Byłam zirytowana albo głodna. A może to i to. Philip również stracił swój początkowy entuzjazm. – Raz, dwa, trzy!
– Wielu z was często zadaje mi pytanie: Alex, jak obliczyć objętość rzek w Europie, znając masę Słońca i wiedząc, że kangur skacze na wysokość sześciu stóp, a szopów nie ma w Australii… – zaczął, idąc w moim kierunku, jednak przez nieuwagę potknął się o kamień. – No kurwa mać!
***
Siedziałam na podłodze w swoim pokoju, obracając pędzel w palcach. Chciałam namalować coś nowego, jednak nie wiedziałam kompletnie co. Irytowało mnie to, że od dłuższego czasu jedynym tematem moich prac był zachód słońca i woda.
Wszystko wyglądało tak samo i już mnie nudziło.
Bardzo chciałam, aby jedna z moich prac pojawiła się na najnowszej wystawie w mieście. Może nie była to ogromna impreza, gdzie dałoby się spotkać światowej sławy artystów, jednak każdy od czegoś zaczynał.
Usłyszałam dźwięk przychodzących wiadomości, więc sięgnęłam po telefon leżący na dywanie. Odpaliłam konwersację grupową i zaczęłam czytać.
Philip:
Logan dzisiaj do mnie napisał.
Kelly:
Kto pytał?
Philip:
W sobotę organizowany jest następny wyścig, podobno pojawił się jakiś nowy gość. Kurewsko szybki.
Ja:
Odpadam.
Kelly:
Gdzie tym razem ma się odbyć?
Powrót wyścigów nie tylko przypominał mi o miłych spotkaniach ze znajomymi, lecz także budził bolesne wspomnienia.
Philip:
Vegas. Pierwszy większy wyścig w okolicy.
Kelly:
Jak jedziemy? Każdy osobno czy jednym autem?
Ja:
Ja nie jadę.
Kelly:
Boże, weź wyjdź w końcu z domu, a nie udajesz jakiegoś dzikusa. Przecież wszyscy tam będą!
Ja:
Rozumiesz słowo: NIE?
Philip:
Nic na siłę, pamiętaj.
Zablokowałam telefon, po czym rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam w sufit, bijąc się z myślami. Gdy chaos w głowie stał się nieznośny, znów chwyciłam za komórkę i weszłam w grupowy czat.
Ja:
Dobra, jednak jadę.
Wgapiałam się w wiadomość, którą finalnie wysłałam. Bałam się, że pożałuję tej decyzji szybciej, niż bym się tego spodziewała.
Ale właściwie, co mogłoby się stać?
Mogłaby złapać nas policja, przez co dostałabym szlaban do końca życia, a w najgorszym scenariuszu ktoś wjechałby we mnie samochodem.
Albo to i to.
W sumie w pewnym sensie i tak wydawało się to lepsze niż siedzenie w domu. Przynajmniej spędzę czas z przyjaciółmi, bo ostatnio dosyć często czułam się przez nich pomijana.