Whispers of Victory II. Tom 2 - ebook
„Jeśli kiedykolwiek powiedziałem komuś, że zwycięstwo nigdy nie jest dla mnie najważniejsze, to kłamałem mu prosto w oczy”.
Relacja Grace i Cole’a od początku przypominała stąpanie po cienkim lodzie, ale kłótnia po ostatnim wyścigu sprawiła, że ten ostatecznie pod nimi pękł. Wydarzenia z tamtej nocy pokazały prawdę, której Grace nie mogła już ignorować: przepaść między ich światami jest zbyt głęboka, by dało się ją zasypać. Dziewczyna decyduje się na jedyny słuszny krok i postanawia wyrzucić Cole’a ze swojego życia.
Szybko jednak się okazuje, że ucieczka od przeszłości jest niemożliwa.
Powrót Ethana do miasta tylko potęguje chaos. Chłopak z jej przeszłości i nowy rywal Cole’a nie pozwala o sobie zapomnieć – zasypuje ją wiadomościami, domaga się spotkania i coraz częściej staje na jej drodze w przypadkowych momentach.
Grace, osaczona i zmęczona ciągłym napięciem, zaczyna łamać się w swoim postanowieniu. Gdy jednak dopuszcza do siebie myśl, by dać Cole’owi jeszcze jedną szansę, jego kłamstwa zaczynają się nawarstwiać. Z każdym kolejnym wychodzącym na jaw sekretem dziewczyna coraz bardziej traci do niego zaufanie, a decyzje chłopaka sprawiają, że ich wspólna przyszłość staje się coraz mniej prawdopodobna.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-959-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Drogi Czytelniku!
Oddaję w Twoje ręce drugi tom serii „Fractured”.
Przez większą część historii relacje między postaciami mogą się wydawać słodkie, idealne i pełne ciepła. Pragnę Cię jednak uprzedzić, że pod tą przyjemną warstwą kryje się drugie dno. Jest to książka skierowana do czytelników powyżej szesnastego roku życia, ponieważ fabuła opiera się na kłamstwach, sekretach i wzajemnej manipulacji. W treści pojawiają się również motywy łamania prawa oraz sięgania po używki.
Postacie bywają samolubne, krótkowzroczne, a ich decyzje potrafią mocno skomplikować sytuację i ranić inne osoby. Chcę podkreślić, że ukazanie takich zachowań nie oznacza mojej aprobaty dla nich. Pamiętaj, proszę, że to, co czytasz, to jedynie fikcja literacka. Przedstawiona w tej historii przyjaźń stanowi przede wszystkim przestrogę. Słowo „przyjaciel” nie zawsze oznacza osobę życzącą nam dobrze, a zachowania z pozoru normalne w rzeczywistości mogą nas niszczyć. Często tkwimy w destrukcyjnych relacjach wyłącznie z przyzwyczajenia, jednak to, co znajome i bezpieczne na pierwszy rzut oka, nie zawsze bywa dla nas odpowiednie. Warto pamiętać o tym na co dzień, ponieważ prawdziwa bliskość nigdy nie powinna kosztować własnego spokoju. W prawdziwym życiu zasługujesz na relacje oparte na szczerości, szacunku i zaufaniu. Dbaj o siebie i nigdy, pod żadnym pozorem, nie pozwalaj nikomu na to, aby manipulował Twoimi uczuciami.
Dziękuję, że jesteś, i życzę Ci miłej lektury.PROLOG
Jeśli kiedykolwiek powiedziałem komuś, że zwycięstwo nie jest dla mnie najważniejsze, to zwyczajnie kłamałem.
Prawda jest taka, że kocham destrukcyjną presję czasu i karmię się nią każdego dnia. Mam niezdrową obsesję na punkcie wygrywania, która nie pozwala mi odpocząć nawet wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. We wszystkim muszę okazać się najlepszy. Nie jest to zwykła chęć bycia dobrym w tym, co robię, tylko przymus, który czasami mnie przytłacza. Niezależnie od dziedziny, zawsze musiałem zajmować pierwsze miejsce, bo każda inna opcja była dla mnie upokorzeniem.
Nieważne, czy chodziło o testy w szkole, treningi, czy relacje z ludźmi. Wszędzie widziałem tylko rankingi. Drugie miejsce nigdy nie było sukcesem, lecz przypomnieniem, że ktoś inny okazał się ode mnie lepszy. Nie potrafiłem znieść myśli, że istnieje ktokolwiek, kto mógłby stanąć na moim podium. Głód zwycięstwa sprawiał, że każda sekunda życia stawała się licytacją o to, kto wyciśnie z siebie więcej.
Jeśli nie byłem numerem jeden, czułem się tak, jakbym w ogóle nie istniał.
Przez całą edukację zbierałem oceny jak trofea. Czytałem naukowe książki, choć nikt w moim wieku ich nie dotykał. Brałem udział w każdym konkursie dla własnej satysfakcji, którą sam nazywałem chorą. Jeśli kogoś nie lubiłem, specjalnie zapisywałem się na te same zajęcia dodatkowe tylko po to, żeby pokazać mu swoją wyższość.
Na treningach dawałem z siebie wszystko. Rzucałem do kosza do momentu, w którym nie czułem już palców. Jeździłem gokartami i trenowałem w każdej wolnej chwili, bo uwielbiałem odnotowywać postępy. Świadomość, że dzisiaj jestem o sekundę szybszy niż wczoraj, dawała mi poczucie kontroli nad rzeczywistością. Idealnie wzięty zakręt na torze i celny rzut do kosza były dowodami na to, że świat może należeć do mnie, jeśli tylko włożę w to odpowiednio dużo pracy.
W relacjach z ludźmi też nigdy nie pozostawałem dłużny. Jeśli kogoś polubiłem, potrafiłem być dla niego najbardziej lojalnym człowiekiem na świecie.
Zawsze dostawałem wszystko, czego chciałem. Na każdej płaszczyźnie życia odnosiłem sukcesy, które inni uznawali za nieosiągalne. Znajomi mnie uwielbiali, a przynajmniej uwielbiali tę wersję mnie, którą im serwowałem. Stałem się mistrzem w kreowaniu wizerunku człowieka sukcesu nieznającego smaku porażki.
W liceum do perfekcji opanowałem jeszcze jedną umiejętność.
Kłamanie.
Pozwalało mi to idealnie dopasować się do oczekiwań ludzi, od których czegoś potrzebowałem. Każde drobne kłamstwo zmuszało mnie do natychmiastowego tworzenia kolejnych, bo nie mogłem pozwolić sobie nawet na najmniejsze potknięcie. Okłamywałem innych tak naturalnie, że sam zaczynałem wierzyć w swoje historie, a słowa służyły mi wyłącznie do utrzymania się na szczycie. Zależnie od sytuacji przybierałem maski idealnego syna, wzorowego ucznia czy niezawodnego przyjaciela. Wszystko zależało od tego, kto aktualnie na mnie patrzył. Przechodziłem z jednej postaci w drugą, traktując to jako kolejny element swojej gry, powoli zapominając, jak tak naprawdę wygląda moje prawdziwe odbicie w lustrze.
Kiedy okłamujesz wszystkich dookoła, w końcu zapominasz, co jest prawdą, a jeśli do tego dochodzi wygrana, tym bardziej zacierasz tę granicę.
Właśnie dlatego cholernie denerwował mnie fakt, że nie mogłem być z dziewczyną, która bez większego problemu namieszała mi w głowie. Im więcej czasu z nią spędzałem, tym wyraźniej docierało do mnie, jak wyjątkowa potrafi być i jak słodki smak będzie miało to zwycięstwo. Postanowiłem zdobyć ją za wszelką cenę. Brnąłem w kolejne, coraz bardziej ryzykowne kłamstwa, bo chęć postawienia na swoim była silniejsza niż jakikolwiek rozsądek.
Uwielbiałem wygrywać, a ta gra była warta każdej ceny.ROZDZIAŁ 1
Grace
Daleko mi do szukania mądrości w Piśmie Świętym, ale w jednym Biblia ma rację: wszyscy ludzie kłamią.
Bez żadnych wyjątków.
Szczególnie ci, których imię zaczyna się na „C”, a kończy na „ole”. I noszą nazwisko River.
Z facetami zawsze było tak samo. Każdy, którego poznałam, miał coś za uszami. Nie uważam się za ideał i doskonale znam swoje wady, jednak mam też granice, których się nie przekracza. Niestety los zawsze stawia na mojej drodze osoby, które notorycznie je naruszają, a nieszczerość bez przerwy idzie z tym wszystkim w parze. Jeśli chłopak wydaje się odpowiedni, po czasie i tak pojawia się jakieś „ale”, którego nie da się przeskoczyć. Gdy ja buduję drogę, on stawia mur. W kółko przerabiam ten sam scenariusz, przez co z każdym kolejnym razem coraz szybciej odpuszczam.
Dlatego postawiłam na bycie singielką.
Co prawda, wpadłam na ten pomysł dopiero piętnaście minut temu, ale zamierzam trzymać się tego postanowienia przynajmniej do trzydziestych urodzin.
Moja lista miłosnych porażek jest już i tak zdecydowanie za długa. Zaczęło się na początku liceum, kiedy chłopak, z którym siedziałam na jednej lekcji, wyciągnął mnie na randkę tylko po to, żeby mieć pretekst do przyjścia na imprezę Phila. Później zainteresowałam się kilkoma kolesiami z drużyny, ale te epizody kończyły się szybciej, niż się zaczęły. Potem trafił się Ethan. Wydawał się normalny, co w moim przypadku okazało się luksusem, lecz ostatecznie zostawił mnie z tym samym niesmakiem co cała reszta. Mike był przynajmniej sympatyczny, więc jego wspominam najmniej boleśnie, jednak zaraz po nim pojawiła się wisienka na torcie.
River.
Ostateczny dowód na to, że faceci to jedna wielka pomyłka.
Miałam osiemnaście lat i rozczarowujące życie miłosne.
Zwlekłam się z łóżka, naciągnęłam na siebie czarne spodnie dresowe i za dużą bluzę w tym samym kolorze. Związałam włosy w niedbały kucyk i zgarnęłam torebkę z komody, nawet nie sprawdziwszy, czy mam w niej wszystko, czego potrzebuję na dzisiejsze zajęcia, bo było mi to zupełnie obojętne.
Od feralnego wyścigu minęły cztery dni, które pamiętam jak przez mgłę. Ograniczyłam wychodzenie z pokoju do absolutnego minimum, godzinami śledziłam cienie na ścianach i ignorowałam telefon. Zamknęłam się w bańce myśli, uparcie powtarzając sobie, jak bardzo jestem żałosna.
Do tego wiadomość od Ethana, który postanowił o sobie przypomnieć w najmniej odpowiednim momencie, wcale nie pomagała. Choć w mojej głowie wszystko między nami było skończone, miałam dziwne przeczucie, że chłopak nie uważa tak samo jak ja.
Czas przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, a granica między dniem a nocą całkowicie się zatarła. Potrafiłam całymi godzinami gapić się w jeden punkt na suficie, ignorując dźwięki dobiegające z reszty domu i udając, że mnie po prostu nie ma. Każda próba kontaktu ze strony rodziców była uciążliwa, dlatego gdy słyszałam skrzypnięcie drzwi, odruchowo naciągałam kołdrę na głowę. Mruczałam pod nosem, że ból znowu rozsadza mi czaszkę, albo po prostu zamykałam oczy, modląc się w duchu, by uwierzyli w tę marną grę aktorską i zostawili mnie w spokoju.
I tak przeczekałam aż do dzisiaj, karmiąc ich kłamstwami o nagłym przeziębieniu czy potwornym bólu głowy, ale taryfa ulgowa właśnie się skończyła. Mama wtargnęła do pokoju wczoraj wieczorem i dała mi do zrozumienia, że nie mogę ciągle siedzieć w domu i robić sobie kolejnych zaległości. W jej głosie nie słyszałam już współczucia, tylko zniecierpliwienie, którego tak bardzo chciałam uniknąć. Nikt jednak nie rozumiał, że każda minuta poza łóżkiem wydaje mi się ponad siły. Musiałam w końcu wstać i udawać, że wszystko jest w porządku, chociaż jedyne, o czym marzyłam, to zniknięcie pod kołdrą na kolejnych kilka dni.
Bo tak naprawdę nic nie było w porządku.
Zeszłam po schodach i skierowałam się prosto do drzwi wyjściowych, byle tylko nie dać szansy rodzicom na rozpoczęcie kolejnego przesłuchania. Czułam na plecach ich badawczy wzrok, który niemal parzył, gdy desperacko wbijałam spojrzenie w klamkę.
– A śniadanie? – zawołał za mną tata.
Zatrzymałam się na moment, jednak nie odwróciłam głowy. Zacisnęłam dłoń na pasku torebki, wpatrując się w jakiś punkt na futrynie.
– Nie jestem głodna – rzuciłam beznamiętnie.
– Grace… – Do rozmowy dołączyła mama. – Podejdź do nas, proszę.
– Zaraz zaczynam zajęcia – ucięłam, wzdychając ciężko. – Skoro i tak muszę tam iść, to chociaż pozwólcie mi dotrzeć na czas.
– Masz jeszcze co najmniej czterdzieści minut, słońce – upierała się mama. Przeniosłam na nią wzrok dokładnie w momencie, gdy posyłała mi lekki uśmiech, który zazwyczaj działał na mnie uspokajająco. – Zajmiemy ci dosłownie chwilę.
Znowu wypuściłam głośno powietrze, ale zrezygnowana zostawiłam torbę przy drzwiach. Nie miałam siły na kłótnię, więc po prostu poszłam za rodzicami do kuchni. Skrzyżowałam ręce na piersi, czekając na kolejną rozmowę, która w teorii miała zmienić moje nastawienie do świata. Ale prawda była taka, że wszystko, co mówili, wpuszczałam jednym, a wypuszczałam drugim uchem, skupiając wzrok na czymkolwiek innym niż ich twarze.
– Och… słabo wyglądasz – zaczął tata, bacznie mi się przyglądając. – Może jednak chcesz, żebym cię podrzucił?
Jedyne, czego pragnęłam, to zostać w domu i zniknąć w pościeli, lecz ugryzłam się w język. Nie chciałam dawać im kolejnego powodu do drążenia tematu. Zamiast tego się wyprostowałam, kręcąc przecząco głową.
– Nie, dam radę, ale dziękuję.
– Usiądziesz? – Mama wskazała na puste krzesło obok taty.
Niechętnie zajęłam wskazane miejsce i zaczęłam bębnić palcami o kolano.
– Nie traktuj nas jak wrogów, Grace, bo zawsze staniemy po twojej stronie – zapewniła. Upiła łyk kawy i położyła dłoń na stole blisko mojej ręki. – Widzimy przecież, że coś jest nie tak. Ostatnio…
– Możecie sobie darować te rozmowy? – przerwałam jej, zanim zdążyła się rozkręcić. – Po prostu gorzej się czuję i tyle.
– My też byliśmy kiedyś młodzi, kochanie – dodał tata, szturchając mnie lekko w ramię. – Jeśli twoje samopoczucie pogarsza się przez pierwszego lepszego chłopaka, to po prostu go olej albo mi powiedz, to najwyżej razem zdewastujemy mu samochód.
Prychnęłam pod nosem, bo mogłam sobie to wyobrazić i, co gorsze, podobała mi się ta wizja.
– Ben! – skarciła go mama i spiorunowała wzrokiem. – Nie to miałeś powiedzieć.
– Do tego załatwię nam najlepszego obrońcę w mieście, więc nic nam nie grozi. Jeśli to poprawi ci humor, mogę zaryzykować – dodał, puszczając mi oczko.
– Benjamin. – Kobieta pokręciła z dezaprobatą głową. – Chcemy po prostu powiedzieć, że…
– Nigdy nie powinnaś płakać za facetem – dokończył za nią, mrużąc oczy. – No, chyba że za mną na moim pogrzebie, to akurat jest jedyny wyjątek.
Rozchmurzyłam się pierwszy raz od kilku dni. Kąciki moich ust mimowolnie powędrowały w górę, bo mimo całego tego syfu miałam najcudowniejszych rodziców na świecie.
– Zapamiętam – odpowiedziałam i zgarnęłam ostatniego gofra z talerza, choć jeszcze chwilę temu przysięgałam sobie, że niczego nie przełknę. – Ale niszczenie komuś samochodu w ramach zemsty chyba nie jest najlepszym pomysłem. W końcu auto nie było niczemu winne, w przeciwieństwie do kierowcy.
– Zawsze mogę cię zapisać na boks, a wtedy na pewno nikt ci nie podskoczy. – Uśmiechnął się zadowolony ze swojego pomysłu. – Przy okazji spędzimy trochę czasu razem. Pójdę z tobą na kolejne zajęcia taneczne, a następnego dnia zabiorę cię na salę, żebyś mogła wyładować wszystkie negatywne emocje. Kto wie, może nawet poznasz tam kogoś nowego? W razie co, worek w garażu też jest cały czas do twojej dyspozycji.
– A gdzie w tym wszystkim będę ja? – wtrąciła mama. W jej oczach też dostrzegłam cień ulgi.
– Nikt nie zabrania ci do nas dołączyć. Mogłabyś robić nam zdjęcia do rodzinnego albumu – odparował, nie zwalniając tempa. – Ewentualnie całą rodziną możemy zacząć wędkować. Kupimy kalosze, kapelusze z siatką i będziemy siedzieć w milczeniu nad jeziorem od piątej rano.
– Oj, chyba na mnie już naprawdę czas. – Gwałtownie wstałam z krzesła.
Mama zerknęła szybko na zegarek i również zerwała się z miejsca, porzucając niedopitą kawę.
– Strasznie późna godzina! – zawołała, poprawiając nerwowo kołnierzyk marynarki. – Jeśli zaraz nie wyjdę, spóźnię się do sądu, a sędzia nie będzie tak wyrozumiały jak ja.
– Czyli rozumiem, że się zgadzacie na te ryby? – Uśmiechnął się szeroko, odprowadzając nas wzrokiem do przedpokoju. – Cudownie, bo właściwie kupiłem już w internecie kilka wędek i miała to być niespodzianka na święta.
– Nie! – odpowiedziałyśmy niemal w tym samym czasie, chwytając swoje rzeczy.
– A co powiecie na… – brnął w to, rozbawiony naszą reakcją – …wiem! Kurs robienia ceramiki.
– Benjamin, przestań się już wydurniać – ucięła, wsuwając stopy w szpilki. – Dobrze wiesz, że twoje pasje trwają maksymalnie miesiąc. Co się stało z zestawem do robienia serów, który zajmuje pół spiżarni? Albo z wykrywaczem metali?
– Sery dojrzewają i to wymaga czasu! A wykrywacz kupiłem pod wpływem impulsu, bo dałem się podpuścić staremu Caldwellowi, który ciągle gadał mi o szukaniu złota! – zawołał za nami, nie dając za wygraną. – W takim razie może kurs przetrwania? Spanie w szałasach, zero telefonów i zasięgu. To by nam wszystkim dobrze zrobiło!
– Tato, proszę cię, ledwo wytrzymujesz godzinę bez sprawdzania maila – rzuciłam przez ramię. – Poza tym nie zostawiłbyś pana Caldwella ot tak.
– To chociaż wspólny kurs gotowania! Kuchnia molekularna, będziemy robić kawior z soku pomarańczowego! – proponował nieugięcie. – Grace, a może przedstawię cię Williamowi? Dobry z niego chłopak, ma ambicje i jest moją prawą ręką w firmie. Dzieli was tylko kilka lat, a ponieważ zdążyłem już go prześwietlić, to będziecie mieli z głowy kolację zapoznawczą.
– Tato…
– Ben, daj już jej spokój.
– Ech, jak chcecie – odparł zawiedziony. – Z tym boksem jednak nie żartowałem. Naprawdę mogę cię zapisać, ewentualnie jest jeszcze karate. Na studiach zdobyłem czarny pas, więc co nieco potrafię.
– Zielony, Ben. Miałeś zielony pas – poprawiła go mama, wychodząc z domu przede mną. – Będę po czwartej! I broń Boże nie zapisuj nas na żadne kursy ani inne bzdury.
– Zastanowię się! – krzyknęłam jeszcze przez ramię, po czym szybko zamknęłam drzwi, by odciąć się od jego kolejnych pomysłów.
Wsiadłam do auta i wyjechałam na drogę. Po dwudziestu minutach, pięciu załamaniach nerwowych i wyklinaniu debili, którzy nie potrafili normalnie jeździć, dotarłam pod szkołę i po krótkich poszukiwaniach znalazłam wolne miejsce na samym końcu parkingu. Zgarnęłam torbę z siedzenia pasażera, ruszyłam w stronę budynku i starałam się nie patrzeć na przechodzące obok grupy uczniów.
Z szafki wzięłam potrzebne podręczniki, a zostawiłam bluzę. Pospiesznie weszłam do sali i zajęłam wolne miejsce przy oknie, rzucając szybkie „cześć” w stronę kilku znajomych, którzy próbowali nawiązać ze mną kontakt. Wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam bezmyślnie bazgrać po marginesach, byle tylko nikt nie pomyślał, że mam ochotę na dłuższą konwersację.
Zadzwonił dzwonek, a chwilę później do sali wpadła grupa chłopaków z drużyny z Philem na czele. Zaraz za nimi weszła Kelly, żywo dyskutując o czymś z blondynką o imieniu Suzan. Gdy tylko mnie dostrzegła, natychmiast zajęła ławkę obok mojej i rzuciła torbę na blat.
– Hej. – Nachyliła się w moją stronę. – W końcu wróciłaś.
– Mhm – mruknęłam, nie odrywając wzroku od kartki.
– Czemu nie pojawiłaś się u Scotta? Phil poznał tam jakąś nową laskę, strasznie drętwa, tak swoją drogą.
Prychnęłam pod nosem, nie dowierzając w to, co słyszę. Nie było mnie kilka dni, a pierwsze, o co pyta, to powód mojej nieobecności na jakiejś durnej domówce. Chciałam jej odpowiedzieć coś złośliwego, ale do klasy weszła nauczycielka i od razu zaczęła lekcję. Ruda nie odpuszczała, co chwilę coś szeptała, jednak ignorowałam ją, udając całkowite skupienie na temacie. Oczywiście nic nie szło po mojej myśli. Zostałam wywołana do odpowiedzi dokładnie w momencie, gdy mój mózg całkowicie się wyłączył.
Stałam przy tablicy, tępo wpatrując się w równanie, które wyglądało jak zbiór losowych znaków. Zerknęłam w stronę przyjaciół, błagając wzrokiem o jakąkolwiek pomoc. Phil tylko wzruszył ramionami, a Kelly uparcie wystukiwała coś na telefonie pod ławką. Dopiero po kilku sekundach podniosła głowę i dyskretnie pokazała mi cztery palce. Gdy powtórzyłam tę liczbę na głos, klasa parsknęła śmiechem.
– Na waszym miejscu wcale bym się tak nie cieszyła – ucięła nauczycielka. – Skoro macie braki w tak podstawowych kwestiach, jutro zrobimy test sprawdzający. Radzę się przyłożyć, bo wynik wpłynie na waszą ocenę semestralną. A ty, Grace, wróć na miejsce.
Ruszyłam w stronę ławki, czując na sobie dziesiątki wrogich spojrzeń.
– Świetnie, Green. Właśnie zafundowałaś połowie klasy zmianę planów na wieczór – mruknął Trevor, niby do siebie, ale wystarczająco głośno, by wszyscy go usłyszeli. – To były podstawy.
Zatrzymałam się i rzuciłam mu przez ramię mordercze spojrzenie.
– Nikt nie bronił ci się zgłosić. Zawsze jesteś taki mądry po fakcie?
– Przynajmniej umiem rozwiązać proste równanie – odgryzł się, krzyżując ręce na piersi.
– Nikt nie pytał o twoje umiejętności – warknęłam. – Jeśli chcesz się dowartościować, to zgłoś się do odpowiedzi. Chyba że wyjdzie tak samo jak z wyborami, które przegrałeś, bo nie miałeś ani jednego sensownego argumentu.
Gdy szłam do ławki, do moich uszu dobiegł stłumiony śmiech Philipa i kilku chłopaków z drużyny siedzących w ostatnich rzędach. Nie zaszczyciłam ich nawet spojrzeniem. Opadłam na krzesło i natychmiast wróciłam do bazgrania w zeszycie. Wbijałam długopis w papier tak mocno, że niemal go przebiłam. Nauczycielka ponownie uciszyła klasę i wróciła do omawiania tematu, a jej głos stał się dla mnie tylko monotonnym tłem.
Właśnie wtedy poczułam krótką wibrację w kieszeni spodni. Wyciągnęłam telefon pod blatem, osłaniając go torbą, by nikt nie zauważył ekranu. Na wyświetlaczu dostrzegłam powiadomienie o nowej wiadomości.
Serce gwałtownie mi przyspieszyło, choć usilnie starałam się zachować kamienną twarz.
Nieznany:
Spotkajmy się dzisiaj o siódmej.
Zacisnęłam usta w cienką linię, a w głowie od razu zaczęła się gonitwa myśli. To mógł być Cole, próbujący ratować resztki swojego wizerunku, albo Ethan, który najwyraźniej postanowił wrócić do mojego życia na dobre. Prawda była taka, że obu najchętniej wymazałabym z pamięci. Zignorowałam wiadomość, ale zanim wygasiłam ekran, moją uwagę zwróciła lawina innych powiadomień przychodzących od rana. Był to głównie spam z grupowych konwersacji i kilka wiadomości od Alexa.
Zanim zdążyłam cokolwiek sprawdzić, dzwonek ogłosił koniec moich męczarni. Nauczycielka podniosła głos, przekrzykując szum odsuwanych krzeseł, by jeszcze raz przypomnieć wszystkim o jutrzejszym teście, który zafundowałam klasie swoją niewiedzą. Nie czekając na nikogo, zgarnęłam rzeczy do torby i niemal wybiegłam z sali. Nie odeszłam jednak daleko, bo Phil i Kelly błyskawicznie zrównali ze mną krok na korytarzu.
– Hej, czemu nie poczekałaś?! – zaczął chłopak, przekrzykując hałas. – I gdzie ty w ogóle byłaś przez te kilka dni? Prędzej dodzwoniłbym się do prezydenta niż do ciebie.
– Przeziębiłam się – rzuciłam krótko, poprawiając torbę na ramieniu. – Chyba na ostatnim wyścigu mnie przewiało, przez co nie mogłam zwlec się z łóżka. Coś się działo?
– Dziewczyno, jeszcze pytasz? – Kelly się zaśmiała, gestykulując żywo. – Trevor prawie został nowym kapitanem, bo ten debil spóźnił się na trening przez zebranie samorządu. Do tego ktoś kompletnie zdewastował męską łazienkę i chodzą ploty, że jedna z nauczycielek sypia z uczniem.
– I uwaga, niestety nie jestem to ja – dodał przyjaciel, szczerząc się.
– Jesteś obrzydliwy – skwitowałam, kręcąc głową.
– Ale nadal mnie uwielbiacie, więc zupełnie mi to nie przeszkadza. – Puścił mi oczko, po czym spoważniał na ułamek sekundy. – A właśnie, lepiej się już czujesz?
O wow. Przynajmniej jedno z nich ma w sobie odrobinę przyzwoitości, by zapytać o moje zdrowie.
– Już tak, dzięki, że pytasz.
– Ufff – wypuścił głośno powietrze, a ja od razu pożałowałam swojej naiwności. – Myślałem, że mnie wystawisz i sam będę musiał ogarniać dekoracje na ten nieszczęsny bal. Słuchaj, jak ci się pogorszy, to pisz, wykupię całą aptekę, żeby postawić cię na nogi, bylebyś tylko się tam pojawiła.
I cały czar prysł.
– Jasne – mruknęłam pod nosem. – Widzimy się po zajęciach?
Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, co od razu zapaliło mi w głowie ostrzegawczą lampkę.
– Dzisiaj idziemy do kina z chłopakami z drużyny – zaczęła Kelly, unikając mojego wzroku.
– To czemu mnie nie zapytaliście?
– Bo nie było cię kilka dni, więc założyłam, że pewnie i tak się nie zgodzisz albo nadal leżysz w łóżku. – Wzruszyła ramionami i wyciągnęła telefon. – Ale w razie czego możemy spróbować dokupić bilet, tylko pewnie dostaniesz miejsce gdzieś dalej od nas. No i wcześniej jedziemy z Philem kupić resztę dekoracji na sobotnią imprezę, mam nadzieję, że zrozumiesz.
Poczułam ukłucie w klatce piersiowej, bo znowu zostałam pominięta. Chyba przyszedł czas, aby się do tego przyzwyczaić.
– Luz. – Machnęłam lekko dłonią i posłałam im najbardziej sztuczny uśmiech, na jaki było mnie stać. – I tak mam masę nauki przez ten jutrzejszy test. Miłego seansu.
Oddaliłam się od nich, nie chcąc ciągnąć rozmowy. Ruszyłam korytarzem w stronę następnej sali, wbijając wzrok w czubki butów i omijając idące z naprzeciwka grupy uczniów.
Telefon w mojej kieszeni ponownie zawibrował. Zwolniłam na moment i wyciągnęłam go, spodziewając się kolejnego powiadomienia z grupy. Na ekranie wyświetliła się jednak nowa wiadomość od tego samego nieznanego numeru.
Nieznany:
Nie każ mi czekać. Wiesz, że tego nie lubię.
Zacisnęłam palce na obudowie, czując, jak mój żołądek skręca się w supeł. Nie miałam zamiaru odpisywać, a tym bardziej pojawiać się gdziekolwiek o siódmej. Zablokowałam telefon i schowałam go głęboko do torby, całkowicie ignorując treść, która przed chwilą mignęła mi przed oczami. Weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce, chcąc po prostu dotrwać do końca tych zajęć w całkowitej ciszy.
Wystarczyło jednak kilka minut nudy, bym znowu po niego sięgnęła.
Przesuwałam palcem po ekranie, nadrabiając zaległości w mediach społecznościowych. Uznałam, że nie zniosę kolejnego wieczoru zamknięta w czterech ścianach, a na przyjaciół nie mogłam liczyć, dlatego zaczęłam przeglądać listę dzisiejszych wydarzeń w okolicy. Szukałam czegokolwiek, co pozwoliłoby mi choć na chwilę przestać myśleć. Miałam to szczęście, że na tej lekcji trafiło nam się zastępstwo. Nauczyciel zupełnie nie przejmował się naszą nieuwagą, bo to nie był nawet jego przedmiot. Włączył jakiś film, a sam zajął się własnymi sprawami na laptopie.
Gdy w końcu znalazłam coś, co choć w małym stopniu mnie zainteresowało, mogłam wejść w jedną z nieodczytanych konwersacji. Liczba nieprzeczytanych wiadomości dawno przekroczyła setkę i wiedziałam, że prędzej piekło spłonie, niż zdołam przejrzeć je wszystkie.
Ja:
Robisz coś dzisiaj?
Alex:
O matko!
Ty żyjesz <3
Gdzie ty byłaś, dziewczyno?!!!!
Ja:
To robisz coś czy nie?
Alex:
Wszystko, co zapragniesz. Ooooo, stara, mam takie ploty, że będziesz zbierać szczękę z podłogi.
Ja:
Nie mogę się doczekać.
Alex:
Wrócę z uczelni około czwartej, więc po piątej powinienem być już pod twoim domem.
Chłopak wydawał się nieogarnięty, hałaśliwy i wszędzie było go pełno, ale mogłam na niego liczyć i nigdy nie odmawiał spotkań. Szczerze mówiąc, byłam tym zaskoczona, bo w moim otoczeniu nikt nigdy nie poświęcał mi tyle uwagi.