Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Wieczna huśtawka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
19 sierpnia 2026
3290 pkt
punktów Virtualo

Wieczna huśtawka - ebook

Opowieść o rodzinie, której los nie daje wytchnienia. O miłości, która nie powinna się zdarzyć. I o marzeniach, za które przychodzi zapłacić wysoką cenę.

Wieczna huśtawka to finał sagi o rodzinie Duszów. Historia ludzi, których życie nieustannie wystawia na próbę. Bo równowaga to złudzenie. Coś zawsze ją burzy – miłość nie w porę, historia nie w porę, słowo wypowiedziane albo przemilczane.

Polska lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W świecie, który zmienia się szybciej, niż ktokolwiek jest gotów przyznać, rodzeństwo Duszów i ich dzieci próbują odnaleźć własną drogę – między ambicją a lojalnością, tym, co wypada, a tym, czego naprawdę pragną. Rysiek marzy o budowaniu statków, Ula chciałaby żyć jak na Zachodzie, Mateusz pragnie pokonać słabość, Heniek – być jednym z tych, którzy tworzą system, a Maniek… tęskni za czymś, czego żadne scena dać mu nie może.

Jedni walczą o miejsce dla siebie, inni próbują ocalić to, co już mają.

Wieczna huśtawka to opowieść o ludziach, którzy nie wybrali sobie czasów. Ich wybór dotyczył tylko tego, jak w nich żyć.

Bo huśtawka nigdy się nie zatrzymuje – czy tego chcemy, czy nie…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68851-37-3
Rozmiar pliku: 2,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Warszawa, maj 1966

Za kulisami było siwo od dymu papierosowego już chwilę po ich wejściu. Juras wepchnął w usta Klubowego, jeszcze zanim odstawił gitarę pod ścianę. Perkusista Franek i nawet smarkaty Leszek szybko do niego dołączyli. Tylko Maniek Dusza podszedł do stołu i sięgnął po kubek z wodą. Za szybą świecił dumnie neon z nazwą „Stodoła”. Maniek obiecał kiedyś komuś, że nigdy nie będzie palił. Sam nie rozumiał, dlaczego do tej pory trzymał się tej obietnicy. Papierosy mu po prostu nie smakowały, a ich dym śmierdział. Ledwie znosił towarzystwo kolegów podczas palenia. Ale przecież nie mógł im zabronić. Tak bardzo się starali. To chyba był sukces.

– Stary, słyszałeś, jak Defil się rozstroił w połowie numeru? – jęknął Juras i oparł gitarę o krzesło.

– A i tak brzmiało lepiej niż ten ich radziecki wzmacniacz – roześmiał się głośno Maniek. – Jak się podpięliśmy, to aż buczało w całej sali.

– Ale ludzie biją brawo, więc kogo to obchodzi? – dodał perkusista Franek. – Jak w radiu puszczą nagranie, to może dadzą nam trasę.

– Gdyby nas puściło Młodzieżowe Studio Rytm, to może by się nam udało nagrać płytę – odezwał się Leszek.

– Marzyciel – mruknął Juras. – Ale gdyby tak się stało, to musisz mieć wtedy jakieś dokumenty. Nie będziemy cię tak wszędzie wprowadzać na krzywy ryj! Nie rozumiesz, że możemy mieć przez ciebie kłopoty?

Leszek spojrzał z przestrachem na Mańka, ale ten tylko przytaknął.

– Juras ma rację. Załatw w końcu swoje sprawy. Cholera wie, skąd się wziąłeś.

– Przecież wam mówiłem. Z Tczewa – powiedział cicho najmłodszy muzyk i ze spuszczoną głową zgasił papierosa na talerzyku służącym za popielniczkę. – Ojciec mnie zabije, jak wrócę.

Franek wzruszył ramionami.

– To będziemy musieli poszukać kogoś innego.

Starsi spojrzeli po sobie. Oczywiście nie zamierzali tego robić. Młody był świetnym dodatkiem do zespołu. Niezwykle muzykalny i uwielbiający eksperymentowanie z akordami. W dodatku chciał sam komponować. Tylko skąd on się w zasadzie wziął? Któregoś dnia po prostu się do nich przyczepił, a kiedy Olek zrezygnował z grania, bo dostał się na dobre studia, bez gadania wciągnęli go na jego miejsce. I grał z nimi, jakby był od zawsze. Nie wyglądał na osiemnaście lat, ale kto tam wie. Bez dokumentów nic nie mogli sprawdzić. Ciekawe, ile ma naprawdę, pomyślał Maniek.

I tu wcale nie chodziło o to, że byli takimi służbistami. Wszystkie przepisy mieli głęboko w nosie. Ale w jaki sposób mogli przenocować go w hotelu? I podpisywać za niego umowy?

– Pojadę do domu w przyszłym tygodniu – jęknął Leszek.

W pomieszczeniu zapanowała cisza. Nawet za ścianą ustał tupot butów publiczności. Spokój trwał tylko chwilę, bo nagle usłyszeli odgłos przejeżdżającego w oddali tramwaju. Za moment miał się zacząć główny koncert. Ale już bez nich.

– Dobrze! – Maniek postanowił zmienić nastrój. – Ale panowie, jak prowadzący powiedział, że mamy własne brzmienie, to mało nie padłem ze szczęścia.

– Nie podniecajmy się za bardzo. Trzeba doprecyzować repertuar. Cztery kawałki to nie program, co najwyżej próba dźwięku.

Perkusista Franek był z nich najstarszy i to był jego trzeci zespół. Poprzednie się rozpadły, zanim osiągnęły sukces.

– Dobra, dobra... ale jak krzyczeli „bis!”, to poczułem się prawie jak w Opolu. Widzieliście, jak dziewczyny w pierwszych rzędach zaczęły tańczyć? – Twarz Jurasa się rozjaśniła.

– Białe kozaczki zawróciły ci w głowie.

– Żartujesz? Jest ciepło. Nie noszą już kozaków.

– Niektóre noszą. Dla mody warto pocierpieć.

– A jak ja cierpię – jęknął Maniek. – Chyba musimy zmienić te cholerne swetry. Można się w nich żywcem ugotować. Przecież lato idzie.

– Masz rację. Lepsze będą koszule i wąskie krawaty. Musimy zmienić styl.

– Załatwisz to z Estradą¹, Maniek?

Maniek skinął głową i przejechał spojrzeniem po wiszących na ścianie plakatach Czerwonych Gitar. Wiedział, że agencja niewiele się nimi przejmie. Byli dla niej ważni tylko na tyle, żeby ich wysyłać do studenckich klubów. I to na zapchajdziurę. Miał wrażenie, że od pół roku kręcili się w kółko. I to było mocno frustrujące. Jednak nie na tyle, żeby z tego zrezygnować. Występy na scenie były jego życiem.

Zrozumiał to już od pierwszego razu, kiedy jako dziewięciolatek wygrał konkurs w Lęborku. Od tamtej pory nic nie było takie samo. Droga okazała się trudna, ale jednocześnie zadziwiająco prosta.

Nie miał żadnych wątpliwości i niczego nie żałował. Nawet tej matury, której nie zdawał. Nie każdy musi ją mieć.

– A nie mówiłeś kiedyś, że twoja siostra pracuje w radiu? Nie masz tam żadnych chodów?

Maniek wzruszył ramionami. Sam już wcześniej na to wpadł i poprosił Gabrysię o pomoc. Odesłała go do męża, tłumacząc, że to on ma w radiu znajomości.

Z zaciśniętymi zębami poszedł do Nowackiego. Nie znosił typa. Uważał, że siostra marnuje z nim czas i chyba coś ją musiało opętać, że za niego wyszła. Był zawsze tak nadęty, jakby połknął balon. I od początku zaczął mu chrzanić o powadze radia i prezentowanej w nim muzyce. Maniek zrozumiał tyle, że gdyby był Moniuszką, to może by go tam puścili bez przesłuchania. W innym wypadku nie miał szans. Zwłaszcza że Julian nie znał nikogo ze Studia Rytm ani też nie zamierzał poznawać.

Po prostu snobistyczny palant.

Maniek usiadł na skrzynce po piwie, próbując z niej zrobić tron, i podrapał się po karku. Wciąż był spocony, ale nie miał nic do przebrania. Gdyby nie najstarsza siostra, łaziłby w łachmanach.

Trzeba coś wymyślić, inaczej ich Srebrne Struny zostaną powiatową zapchajdziurą.

Radio? Wiadomo już, odpada. Poza Nowackim w radiu znał co najwyżej panią w bufecie. Tę, co dolewała zupę. A w Trójce nikt nie będzie się zachwycał, że zna kogoś od rosołu.

Koncerty? Najlepiej zagrać przed Niebiesko-Czarnymi. Tylko jak ich namówić? Co, podejść i zapytać: „Panowie, może zagralibyśmy przed wami jeden numer? Chodziłem do szkoły w Gdyni, jak zakładaliście zespół. Mamy więc ze sobą wiele wspólnego”.

Wygląd? Stroje sceniczne. Może koszule w paski, a do tego jednakowe buty. Albo iść na całość: marynarki od krawca, czarne okulary, gangsterski wygląd. Tylko za co, skoro w kasie pustki, a ostatni raz buty na błysk widzieli na pierwszej komunii?

Własne numery? Juras miał jedną próbę – skończyło się riffem, który brzmiał jak _Love Me Do_ po zwalcowaniu. Zupełnie płaskie.

A może inaczej: zrobić z nich zakazanych? Rozpuścić plotkę, że milicja ich przegania z prób? Najlepiej dodać, że jeden tekst ocenzurowali, bo rymował się z „Gomułka”. Na przykład: bo zdechła kukułka, czy coś w tym stylu. To by nawet mogło zadziałać!

– Maniek, zamierzasz tu nocować? – Juras pociągnął go za rękaw.

Pęd myśli nagle ustał. Maniek westchnął i wrócił do rzeczywistości. Dopiero teraz zobaczył, że zostali sami z Jurasem. Pewnie Leszek czmychnął pierwszy, żeby znów nie wpadli na pomysł, żeby go o coś pytać.

– Idź sam – powiedział do Jurasa. – Ja się tu jeszcze pokręcę. Może kogoś spotkam. Jakiegoś radiowego ważniaka?

– To się najpierw przyczesz – rzucił kumpel, podniósł spod ściany gitarę i się ulotnił.

Parę minut później Maniek otworzył energicznie drzwi prowadzące na główną salę. Było ciemno i nikogo nie zauważył. W tle słychać było rytmiczne uderzenia perkusji i dźwięki. Ale przecież tam stała. Pewnie jęknęła, kiedy na nią wpadł, tyle że w hałasie nikt na to nie zwrócił uwagi.

Mimo to powiedział:

– Przepraszam.

Kiedy się pochylił, by podnieść kobietę z podłogi, nagle zapaliły się kolorowe reflektory, oświetlając ich twarze.

– Marian?

Niemożliwe, żeby to dosłyszał. Zamarł na moment, patrząc na nią. I zupełnie osłupiał.

– Pani Joasia?

Uśmiechnęła się tak jak kiedyś, a jemu wręcz się wydało, że nie zmieniła się ani trochę.

– Poznałeś mnie? – krzyknęła mu do ucha.

Czy ktoś mógłby mieć jakieś wątpliwości? Wyglądała identycznie, a może nawet lepiej niż w jego wspomnieniach. Jego największa i jedyna miłość. Pani od muzyki. Joanna Korczyńska!

Mańkowi na moment zabrakło słów. Zrobił krok do przodu, pochylił się, próbując złapać równowagę między zaskoczeniem a radością. Dźwięki perkusji i gitary wciąż dochodziły z sali, ale teraz zdawały się mniej ważne.

– Wiesz, po prostu nie mogę w to uwierzyć. Oczywiście widziałam cię wcześniej na scenie podczas waszego koncertu. Muszę powiedzieć, że nieźle wam idzie – opowiadała Joanna, ściskając w ręku szklankę z herbatą, jakby próbowała znaleźć w niej otuchę.

Mańkowi zaschło w gardle. Chciał się napić, ale bał się, że nie doniesie płynu do ust. W takim był szoku.

– Pa... ni studiuje? – udało mu się w końcu z siebie wydusić po dłuższej chwili.

Jeszcze w „Stodole” był przecież taki energiczny i zdecydowany. Można nawet powiedzieć, że porwał Joannę z koncertu i zaprowadził do najbliższej kawiarni.

– Musimy przecież porozmawiać.

Ona też była zbyt oszołomiona, żeby mu odmówić.

Ale tu, w tym niewielkim i zbyt dobrze oświetlonym pomieszczeniu, cała odwaga wyparowała.

Joanna Korczyńska była taka piękna. A jej rudawe włosy lśniły jeszcze bardziej niż kiedyś.

Mimowolnie spojrzał na jej prawą rękę. Nie nosiła obrączki. To wydawało się niemożliwe, żeby taka kobieta nie wyszła za mąż. Doskonale wiedział, ile ma lat. Dwadzieścia osiem. Była od niego starsza o osiem lat i dziesięć miesięcy. Jak na dziewięciolatka całkiem sporo się o niej dowiedział. Ale oczywiście nie wszystkiego.

– Naturalnie, że już nie studiuję. Skończyłam muzykologię wieki temu. To przecież wtedy wyjechałam od was do Warszawy. Ile to lat? Osiem?

Joanna spojrzała na niego i szybko wypiła łyk herbaty.

Maniek miał wrażenie, że nagle też się spłoszyła.

– Nie mogę uwierzyć... że tak urosłeś. I że mnie jeszcze pamiętasz. – Pokręciła głową.

– Zawsze będę panią pamiętał – odpowiedział Maniek. – To dzięki pani zacząłem śpiewać.

– I tak byś zaczął. – Uśmiechnęła się lekko. – Po prostu ja ci to uświadomiłam. Zresztą wtedy, po tym koncercie w Lęborku... – to powiedziała już poważnie – ...nie sądziłam, że będziesz dalej śpiewał. Twoja mama tego nie pochwalała.

– Wiem, ona...

– Wtedy tego nie rozumiałam, ale teraz myślę, że chyba miała rację. Gdybym miała dziecko, pewnie też bym go nie wysłała samego.

– A nie ma pani dzieci?

– Ja? – Joanna nerwowo zatrzepotała rzęsami. – Kto chce zrobić karierę w muzyce, nawet męża nie ma.

– To dobrze – ucieszył się Maniek.

* * *

Zespół siedział stłoczony na krzesłach w małym pokoju, gdzie zazwyczaj odbywały się próby, a Joanna stała naprzeciwko z rękami skrzyżowanymi na piersi. No cóż, miała za sobą nauczycielski staż, więc dobrze wiedziała, co ma robić. Najpierw musiała skupić ich uwagę. A nie było to łatwe. Leszek siedział w kąciku jak mysz, ale co chwila dłubał w nosie, Franek dyskretnie ziewał, a nogi Jurasa podrygiwały rytmicznie, jakby miał nagle puścić się na parkiet. Tylko Maniek był w nią wpatrzony jak w obrazek.

– Dobrze, panowie, myślę, że czas skończyć z marzeniami o płycie – zaczęła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– Co? – Juras rzucił jej gniewne spojrzenie i niemal podniósł się do wyjścia, ale jak rasowa nauczycielka dała mu znak ręką, by siadł.

– Najważniejsze są występy. Liczy się, jaką piosenkę zagracie publiczności i gdzie. Gracie nieźle, ale nikt się o was nie dowie, jeśli dalej będziecie kisić się tutaj i czekać na łaskę boską. Musicie wyjść do ludzi.

Chłopacy spojrzeli po sobie, a Maniek parsknął śmiechem.

– To co mamy zrobić? Stanąć na rynku i krzyczeć, jacy jesteśmy wielcy?

– Możecie i tak – odcięła się Joanna. – Ale zamiast czekać na zaproszenia, może lepiej wykazać się inicjatywą. Zagrajcie w domach kultury. Sama jestem instruktorką, więc wiem, czego komu potrzeba. I ktoś powinien wspomnieć o was choćby w lokalnej gazecie. Zgadnijcie, kto może wam w tym pomóc?

– Ty? – mruknął niepewnie perkusista Franek, a Mańka aż zatkało. Gamoń jeden mówił na „ty” do jego nauczycielki, podczas gdy on sam nie mógł się pozbyć „pani”.

– A jak myślisz? Skoro już tu jestem, to nie będę siedzieć z założonymi rękami. Zostaję opiekunką zespołu. Artystyczną opiekunką zespołu.

Zapadła cisza, po której rozległ się chichot.

– A co to takiego?

Maniek patrzył na nią uważnie – wcale nie był pewien, czy nie żartuje.

Zupełnie się nie spodziewał takiego obrotu rzeczy. Ale przecież to on wszystko zapoczątkował. Ponieważ chciał spotkać się ponownie, zaczął opowiadać jej o swojej pracy z zespołem. Przecież studiowała muzykologię, więc pomyślał, że może ją ten temat zainteresuje. Nie pomylił się.

– Widziałam twój debiut telewizyjny. Kiedy to było? Rok temu? Zawsze się dziwiłam, że nic się od tej pory nie zadziało. Więc kiedy zobaczyłam was w „Stodole”... Ale masz rację, trzeba to wszystko przyspieszyć.

I wówczas sama zaproponowała, by się spotkać z zespołem. Od samego początku poszła na ostro.

– Opiekunką artystyczną? – Juras z wrażenia przestał stepować. – A ty się na tym znasz?

– Znam się na ludziach – odparła Joanna z uśmiechem. – A to na początek wystarczy. Wy się zajmujecie muzyką, a ja organizuję występy.

– No, nie wiem... – mruknął Maniek. – To nie takie proste.

– Zależy dla kogo. – Joanna podeszła do stołu, rozłożyła zeszyt i zaczęła notować. – Punkt pierwszy: zdjęcia. Macie jakieś garnitury?

– Garnitury? – jęknął perkusista. – My ledwo na struny zbieramy! I to wcale nie te srebrne.

– To załóżcie wyprasowane koszule i będziecie udawać, że jesteście eleganccy. Punkt drugi: koncert. Mam znajomego w domu kultury, mogę spróbować was tam wcisnąć. Punkt trzeci: trzeba was sprzedać publiczności, a do tego przydałaby się historia.

– Jaka niby historia? – spytał Maniek z przekąsem.

– Na przykład że zaczynaliście grać w piwnicy, żeby zagłuszyć kłótnie sąsiadów – odparła, nie podnosząc wzroku znad kartki. – Albo że spotkaliście się na obozie harcerskim, a jeden z was uratował drugiemu życie. Albo że podczas pierwszej próby spadł wam na głowy sufit. Widać nie znosił big-beatu. Ludzie przecież uwielbiają takie bzdury.

Chłopaki się roześmiały, ale Maniek wciąż obserwował ją z uwagą.

– Pani mówi tak, jakby naprawdę chciała się tym zająć – udało mu się wycedzić.

Joanna podniosła głowę.

– Bo chcę. A poza tym – popatrzyła na nich z lekką drwiną – ktoś musi wam przypominać, że świat nie kończy się na tej piwnicy. Sama wasza energia to za mało. Jeśli chcecie kogoś porwać, to trzeba też wiedzieć, co zagrać, kiedy i komu. Na studiach słuchałam wielu, którzy mieli potencjał, ale zniknęli, bo nie potrafili się pokazać. Wy tego błędu nie powtórzycie.

Zapadła krótka cisza, po której rozległy się brawa Leszka.

– No dobra. To kiedy te zdjęcia? – spytał Franek.

* * *

Kolejny rok minął jak z bicza strzelił. Stopniowo pięli się po szczeblach powiatowej kariery, coraz lepiej zarabiając. Maniek w końcu mógł wynająć własny pokój i przestać włóczyć się po akademikach. Mógłby wprawdzie poprosić o pomoc starszą siostrę, ale podejrzewał, że wiązałoby się to z kilkoma nieprzyjemnymi dla niego warunkami.

Matura. Już słyszał Elżbietę, jak przemawia do niego surowym tonem. Ostatnio zrobiła się jeszcze bardziej zasadnicza, jakby odrobinę się postarzała. Może nawet rozwodziła się z mężem. Artur coraz rzadziej pojawiał się na rodzinnych imprezach. Nieważne. On sam wszystko osiągnie. Starsze rodzeństwo? Niepotrzebne. Rodzice? Nieistotni. Matka była kochana, ale już niczego nie rozumiała. Pewnie też nie zaakceptuje wyboru najmłodszego syna, ale to nie jego problem. Powinni się przecież cieszyć.

To nie był nowy pomysł. Myślał o tym od zawsze. I co z tego, że inni wyrastali z fascynacji nauczycielkami? On nie wyrósł. Nie widział w tym nic złego. Doświadczenia mu nie brakowało – był z paroma dziewczynami, raz nawet było fajnie, ale nie na tyle, żeby się związać. Przecież tak naprawdę nie podobały mu się one... nie tak, jak Joanna. I z każdym dniem myślał o niej coraz więcej.

Tego dnia postanowił zakończyć próbę wcześniej, zanim ona przyjdzie. Fałszował coraz mocniej, aż chłopacy patrzyli na niego zdumieni. W końcu oznajmił, że jest przeziębiony i boli go głowa. Nikt nie chciał ryzykować choroby przed kolejnym występem, wszyscy natychmiast się wynieśli.

W piwnicznym pomieszczeniu wynajmowanym przez spółdzielnię zapadła cisza. Maniek westchnął, czując w żołądku dziwny skręt. Strach, ekscytacja i pytanie: co powie Joanna? Co poczuje, gdy usłyszy to, co chce jej wyznać? Chociaż... przecież zdążyła się już przyzwyczaić do jego adoracji. W ostatnich tygodniach miał wrażenie, że coś się zmieniło. Wyglądało na to, że w końcu przestała na niego patrzeć jak na byłego ucznia. Bo jak inaczej wyjaśnić, że zabrała go do Teatru Syrena? Rzekomo po to, by przyjrzał się aktorom. Musi się zapoznać z ruchem scenicznym, tyle jeszcze ma się nauczyć. Powinien brać lekcje. Ale on tylko widział jej uśmiech, miód w oczach. Czuł dotyk dłoni na swoim policzku.

– Marian, dobry jesteś! – rzucała lekko, z ciepłem i figlarnym błyskiem w oku.

Dla niej nigdy nie był Mańkiem, ale cieszył się, że od kilku miesięcy może mówić jej na „ty”. Wymusiła to na nim reszta zespołu – nie mogli znieść jego formalnego „pani”. Nawet Leszek poradził sobie z tym bez problemu. Najdziwniejsze, że wcale się nie bał Joanny. Mańkowi nie podobało się, że tyle rozmawia z nią na osobności. Nic nie mógł jednak poradzić. Mieli jakieś konszachty i nawet pomogła mu wyrobić dowód.

Słysząc nadchodzące kroki, Maniek poczuł, jak serce wali mu w piersi. To teraz albo nigdy.

– Marian! Sam jesteś?

Miała na sobie zieloną sukienkę, w której wyglądała jeszcze smuklej niż zawsze.

Chrząknął.

– Trochę źle się czuli.

Spojrzała na niego, ale nie nabrała podejrzeń. Natomiast wyglądała na nieco zawiedzioną.

– A ja przynoszę takie dobre nowiny! – rzuciła mu z westchnieniem. – Zaprosili nas na festiwal do Opola.

– Co? Nie wierzę! Żartujesz.

– Wcale. Ma się te swoje znajomości. I nawet przyniosłam wino. Szkoda.

– Mam tu szklanki. Trzeba to uczcić. Co za historia. Chłopaki oszaleją z radości.

On nawet o Opolu nie pomyślał. Rzucił się do najbliższej szafki, w której trzymali rzeczy. To było jak szczęśliwy traf od losu. Nie może zmarnować takiej szansy.

– Tylko my?

– Tak, dobrze się składa, bo muszę cię o coś zapytać.

– A już myślałam, że nie jestem do niczego potrzebna. Widzę nawet, że sam znalazłeś dobrego fryzjera. Jest naprawdę nieźle.

– Ja? Ach, to...? – Dotknął swoich włosów.

Wciąż były dłuższe, ale teraz wyglądały na zadbane. Kto by przypuszczał, że ciotka Janka z Łeby zna się na modzie.

– O, nie jest słodkie – zauważył zawiedziony, próbując pierwszego łyka. Nie przepadał za alkoholem. Ale w tej chwili miał nadzieję, że może mu pomóc rozwiązać język.

– Bo to jest prawdziwe wino wytrawne. Chciałam, żebyście spróbowali. Dla Leszka wzięłam oranżadę. Jego nie upijamy.

Jaka ona jest fajna! – zachwycił się w duchu Maniek, siedząc na skrzynce obok krzesła Joanny. Żadna nie mogła się z nią równać. Znała się na muzyce i potrafiła ich zrozumieć jak nikt inny.

– O co chciałeś mnie zapytać?

Miał nadzieję, że już o tym nie pamięta, i spokojnie dolewał jej wina. Czuł, że trochę zaszumiało mu w głowie, ale nagle skręt w żołądku ustał.

– Wiesz... – zaczął niepewnie. – Odkąd się pojawiłaś, mam wrażenie, że to wszystko nabrało sensu. Że... że ja też.

– Cieszę się, że wam pomogłam. Znamy się od tak dawna.

– Nie mów tak. Jest tylko teraz i ja...

Mógł się skoncentrować, tylko patrząc na jej pełne usta. A gdy się do nich zbliżył, to musiał już pójść na całość.

Poczuł, że serce nagle mu się zatrzymało. Właśnie ziszczało się jego największe marzenie. Pochwycił jej oddech. Już miał wrażenie, że oddaje mu pocałunek, gdy go lekko odepchnęła.

Uniosła na niego oczy. Było w nich coś łagodnego, ale też bardzo trzeźwego.

– Maniek... – westchnęła. – Jesteś świetnym chłopakiem, ale mylisz wdzięczność z czymś więcej. Ja tak nie mogę.

– Dlaczego? Mnie wcale nie chodzi o wdzięczność – wyrwało mu się szybciej, niż zdążył pomyśleć.

– Bo nie szukam chłopaka. Bo chcę wam pomóc, a nie komplikować. Bo nie jestem tą, której potrzebujesz. I dlatego, że byłam twoją nauczycielką.

– Byłą! To nie ma dla mnie znaczenia!

– Dla mnie ma – odpowiedziała cicho.

Uśmiechnęła się blado i wyszła, zanim zdążył ją zatrzymać.

Zapadła cisza. Jakby ktoś odłączył prąd od wzmacniacza – nagle zrobiło się pusto i ciemno. Słyszał tylko dudnienie własnego pulsu.

* * *

Próby stały się dla Mańka prawdziwym koszmarem. Każde spojrzenie Joanny, każda uwaga, nawet najdrobniejsza, wbijała się w jego świadomość jak szpilka. Ręce mu drżały, a myśli uciekały jak spłoszone. Podobnie jak jego spojrzenie. Nie był w stanie nikomu spojrzeć prosto w oczy. Nie chodziło już tylko o muzykę – chodziło o niemożliwą bliskość, o tak bardzo zawiedzione nadzieje.

Fałszował. Tylko przez chwilę, potem próbował się skupić, poprawić, udawać spokój. Chłopaki tego nie zauważały, ale on czuł, jak każdy dźwięk jest spóźniony, jak każde jego wejście jest niepewne. Myśl o Joannie wciąż wciskała się między nuty.

– Marian, znowu się gubisz! – dobiegł zza pleców głos Joanny. Ona jedna to słyszała.

Nie mogło tak być. Wiedział, że jeśli chce wypaść dobrze na festiwalu, musi znaleźć w sobie spokój. Tylko jak to zrobić?

Do Opola przyjechali dzień przed występem, ale i tak za wcześnie. Momentalnie zdążyli się zestresować, widząc znanych ludzi. Czy rzeczywiście okażą się tak mocni, by z nimi rywalizować?

Sam festiwal był jak przejście przez ogień. Światła reflektorów, huk publiczności, zgiełk – wszystko paraliżowało. Przed samym wejściem Maniek zapragnął ucieczki, ale wówczas pojawiła się przed nimi Joanna. Każdego z nich uściskała. Miał wrażenie, że jego najdłużej, ale pewnie znów się łudził. Ciepło jej ciała dodało mu odwagi. I nagle, gdy wziął do ręki gitarę, znalazł rytm. Każda nuta spływała idealnie, każdy akord był naturalny, a każda linia melodyczna płynęła jak nigdy wcześniej. I śpiewał. Tylko dla niej.

Publiczność wybuchła oklaskami. Maniek poczuł, że wreszcie coś osiągnął własnymi siłami. Spłynęło na niego uczucie ogromnej ulgi.

– Masz talent – zagadał do niego starszy muzyk, klepiąc go w plecy za kulisami. – Jeśli chcesz, mogę ci pomóc, ale poza zespołem. Masz potencjał, żeby iść dalej.

Kiedy wyszli na scenę odbierać nagrodę, ekscytacja mieszała się z poczuciem winy. Co oznaczałoby odejście z zespołu? Co z Joanną? Wiedział, że nie może zmarnować tej szansy, ale każda myśl o niej sprawiała niemal fizyczny ból. Musiał jakoś to przerwać.

Zespół poszedł na miasto. Postanowili zaprzyjaźnić się z innymi piosenkarzami. On wykręcił się bólem głowy i został sam w pokoju hotelowym. Wciąż słyszał echo oklasków. Wiedział, że decyzja nie będzie łatwa. A jednak serce mówiło mu, że powinien szukać własnej drogi. Jeśli ich zawiedzie, to trudno. Jego też ktoś zawiódł.

I co z tego? Zamknięte oczy Mańka wciąż widziały jej uśmiech, wciąż czuł jej dotyk na policzku. To nieustanne napięcie, ta niemożliwa bliskość sprawiała, że wszystko inne traciło znaczenie.

Wiedział, że musi jak najszybciej odejść. Nie miał wyboru.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij