Facebook - konwersja

Wielka Degeneracja - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
2 marca 2017
Produkt niedostępny

Zmierzch Zachodu – ile mamy jeszcze czasu?

Jakie są przyczyny kryzysu zachodniej cywilizacji? Dlaczego reszta świata tak szybko nas dogania? Co powoduje, że żyjemy w czasach spowolnionego wzrostu gospodarczego, narastających nierówności w starzejących się społeczeństwach i związanej z tym wszystkim utraty wiary w sens kroczenia naszą ścieżką rozwoju?

Nowa książka Nialla Fergusona, jednego z najbardziej błyskotliwych historyków naszych czasów i wybitnego znawcy problematyki gospodarczej na przestrzeni dziejów, jest gorzką lekcją na temat przyczyn chorób Zachodu oraz wezwaniem do naprawy, póki jeszcze czas.

Ferguson w swojej książce skupia się na tym, co naprawdę kluczowe dla bogactwa społeczeństw: na fenomenie instytucji. Degeneracja Zachodu zabiera nas w podróż, która pozwala zrozumieć stan czterech najważniejszych instytucji naszego świata: demokracji, kapitalizmu, rządów prawa i społeczeństwa obywatelskiego. To unikatowy w swym mądrym dystansie obraz zachodniej cywilizacji, powstały dzięki olbrzymiej wiedzy historycznej i ekonomicznej autora Potęgi pieniądza.

W swym logicznym wywodzie Ferguson wykazuje między innymi upadek „kontraktu międzypokoleniowego” w naszych demokracjach, szkodliwość nieumiejętnego regulowania sektora bankowego przez państwo, upadek rządów prawa na rzecz rządów prawników oraz kryzys aktywności społecznej w nadopiekuńczych krajach Zachodu. Diagnoza może być tylko jedna: albo dokonamy odważnych, kosztownych reform, albo…

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-08-05935-7
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1.

Ludzki ul

Jak wyjaśnić „wielki rozdźwięk”?

„Natura (...) jest czymś niezwykle potężnym i efektywnym, ale bez wątpienia instytucje i wychowanie są znacznie potężniejsze, gdyż są one w stanie poprawić, zreformować i naprostować zło i nieprawość obecne w naturze, zmieniając całe zło natury w dobro” – napisał angielski humanista Richard Taverner w dziele Garden of Wysdom (Ogród mądrości)^(). Słowa Tavernera doskonale podsumowują prawidłowość, jaką coraz częściej zaczyna się dziś dostrzegać i powszechnie uznawać za trudną do zakwestionowania: tę mianowicie, że instytucje – w możliwie najszerszym rozumieniu tego określenia – wpływają na bieg wydarzeń historycznych we współczesnym świecie w stopniu większym niż uwarunkowania naturalne takie jak pogoda, czynniki geograficzne, a nawet występowanie chorób.

Dlaczego zatem mniej więcej od 1500 roku cywilizacja zachodnia – zarówno w bezustannie ze sobą wojujących małych państewkach zachodniej Eurazji, jak i w ich koloniach zakładanych przez europejskich osadników w Nowym Świecie – zaczęła sobie radzić znacznie lepiej od wszystkich innych cywilizacji? Począwszy od wczesnych dekad XVI stulecia aż po koniec lat 70. XX wieku zarysowywał się i uparcie utrzymywał zdumiewający rozdźwięk w standardach życia na naszym globie polegający na tym, że ludzie Zachodu konsekwentnie stawali się coraz bogatsi od mieszkańców reszty świata. Jeszcze trzysta lat temu przeciętny Chińczyk miał się prawdopodobnie wciąż nieco lepiej od przeciętnego mieszkańca Ameryki Północnej. Do roku 1978 przeciętny Amerykanin był już co najmniej dwadzieścia dwa razy bogatszy od przeciętnego Chińczyka (zob. wykres 1.1)^().

Ale ów „wielki rozdźwięk”, zapoczątkowany w pewnym momencie naszej historii, miał charakter nie tylko gospodarczy. Znaczące rozbieżności można zaobserwować także pod względem długości życia oraz stanu zdrowia. Jeszcze w 1960 roku średnia oczekiwana długość życia wynosiła w przypadku Chińczyków niewiele ponad czterdzieści lat, podczas gdy już w Stanach Zjednoczonych sięgała siedemdziesięciu lat^(). Ponadto ludzie Zachodu zdominowali sferę nauki, ale także domenę rozrywki i popkultury. Przez kilka ostatnich wieków to ludzie Zachodu dzierżyli też władzę nad światem sprawowaną za pośrednictwem kilkunastu politycznych imperiów obejmujących u szczytu swojej potęgi niemal trzy piąte powierzchni Ziemi i takąż część jej całkowitej ludności, a przy tym monopolizujących co najmniej trzy czwarte światowej produkcji gospodarczej. Mało tego, w zdumiewający sposób nadal zachowali oni ową władzę nawet po upadku wszystkich tych politycznych molochów. (Tylko retoryką zimnowojenną można wytłumaczyć określanie imperium sowieckiego mianem bloku wschodniego – w rzeczywistości było to ostatnie imperium europejskie sprawujące rządy nad rozległymi połaciami Azji).

Wykres 1.1. Stosunek PKB per capita USA do Chin oraz Wielkiej Brytanii do Indii od 1500 roku

Źródło: Angus Maddison, Statistics on World Population, GDP and Per Capita GDP, 1–2008 ad, http://www.ggdc.net/​MADDISON/​Historical_Statistics/​vertical-file_02-2010.xls.

Jak można wyjaśnić tę tak znaczącą nierównowagę w skali całego globu, oznaczającą w praktyce, że zdecydowana mniejszość ludzkości – w najlepszym razie jedna piąta – znajdowała się przez tak długi czas w nader uprzywilejowanej pozycji, posiadając nad całą resztą wyraźną supremację materialną i polityczną? Zupełnie nieprzekonujące wydaje się tłumaczenie tego zjawiska przedstawiane tak często przez zwolenników teorii rasowych w XIX i XX wieku, a zakładające, że odpowiada za to jakaś wrodzona wyższość Europejczyków nad resztą ludzkości. Pula genów nie mogła być przecież zasadniczo różna około 500 roku, kiedy to zachodnie części Eurazji wkraczały w okres blisko tysiąca lat relatywnej stagnacji. Na tej samej zasadzie również i czynniki takie jak klimat, topografia albo zasoby naturalne wyglądały w Europie z grubsza tak samo w 1500 roku i około dziesięciu wieków wcześniej. A przecież w trakcie długich i mrocznych stuleci średniowiecza cywilizacja europejska nie wykazywała żadnych oczywistych oznak supremacji nad wielkimi imperiami orientalnymi. Z całym szacunkiem dla Jareda Diamonda, nawet jeśli przyjąć, że położenie geograficzne i jego konsekwencje w postaci rozwoju rolnictwa mogą tłumaczyć historyczną dominację Eurazji nad innymi częściami świata, to nie sposób wywieść z niej przekonujących argumentów na wyjaśnienie dominacji zachodnich części Eurazji nad jej wschodnimi krańcami po 1500 roku^().

W zrozumieniu przyczyn „wielkiego rozdźwięku” nie pomoże nam jakoś szczególnie również fenomen imperializmu, bo przecież także i inne cywilizacje wielokrotnie z nim flirtowały, zanim to właśnie Europejczycy wsiedli na swoje żaglowce i przystąpili do podboju ziem leżących po drugiej stronie wielkich mórz. W opinii historyka Kennetha Pomeranza, który zresztą ukuł wyrażenie „wielki rozdźwięk”, był on po prostu kwestią czystego przypadku, by nie rzec – łutu szczęścia. Europejczycy mieli to szczęście, że podczas swoich wypraw odkrywczych natknęli się na Karaibach na rozległe i żyzne ziemie (Pomeranz określa je mianem ghost acres, to jest „widmowych pól”, jako że w Europie niewielu zdawało sobie w ogóle sprawę z ich istnienia), dzięki którym mogli odtąd zapewniać mieszkańcom nadatlantyckich metropolii niemal nieograniczone dostawy żywności – w tym zwłaszcza cukru, stanowiącego poręczne źródło kalorii – niedostępne większości ludów azjatyckich. Ponadto Europejczycy mieli również i to szczęście, że posiadali na podorędziu dość łatwo dostępne złoża węgla^(). Argumentacja ta pomija jednak całkowicie kwestię tego, dlaczego Chińczycy nie okazali się równie gorliwi jak Europejczycy w zapewnianiu sobie takich kolonialnych „widmowych pól” na innych kontynentach, jak również dlaczego nie byli oni w stanie sprostać wyzwaniom technicznym związanym z wydobywaniem węgla, tak jak potrafili to uczynić Brytyjczycy.

Żywię głębokie przekonanie, że aby udzielić możliwie najlepszej odpowiedzi na pytanie o przyczyny owego „wielkiego rozdźwięku”, należy pochylić się nad rolą instytucji. I tak na przykład Douglass North, John Wallis i Barry Weingast wyróżniają dwie fazy albo dwa modele organizacji społeczności ludzkich^(). Pierwsza, określana przez nich stanem naturalnym albo „modelem ograniczonego dostępu”, charakteryzuje się:

• wolno rosnącą gospodarką;

• stosunkowo niewieloma organizacjami pozapaństwowymi;

• nieliczną i raczej scentralizowaną strukturą rządową, funkcjonującą bez zgody ludzi, którymi rządzi;

• stosunkami społecznymi zorganizowanymi według koligacji osobistych i dynastycznych.

Druga z faz to z kolei „model swobodnego dostępu”, który charakteryzuje się:

• szybciej rosnącą gospodarką;

• bogatym i pełnym witalności społeczeństwem obywatelskim z mnóstwem organizacji;

• większym i bardziej zdecentralizowanym rządem;

• stosunkami społecznymi, którymi rządzą siły niezależne od jednostek, takie jak rządy prawa, a ważne miejsce zajmują: dbałość o prawo własności, sprawiedliwość oraz (przynajmniej w teorii) równość.

Według wymienionych badaczy to właśnie państwa Europy Zachodniej – z Anglią na czele – jako pierwsze dokonały przejścia od fazy „ograniczonego dostępu” do fazy „swobodnego dostępu”. Aby to uczynić, dany kraj musi „rozwinąć takie rozwiązania instytucjonalne, które pozwalają elitom na stworzenie możliwości zaistnienia stosunków nieopartych na osobistych znajomościach wewnątrz tychże elit”, następnie zaś na „stworzenie i podtrzymywanie nowych zachęt dla samych elit do sukcesywnego otwierania dostępu w obrębie swojego środowiska”. Po dotarciu do tego punktu „elity przekształcają swoje osobiste przywileje w pozapersonalne prawa. Wszystkie elity posiadają prawo do formowania organizacji (...), ale od tego momentu logika tego procesu (...) zmienia się z charakterystycznej dla stanu naturalnego logiki pozyskiwania rent z tytułu przywilejów w towarzyszącą otwartemu dostępowi logikę zanikania rent na rzecz poszerzania bazy”.

W okresie od podboju kraju przez Normanów do Chwalebnej Rewolucji Anglia przekształciła się z „kruchego” państwa naturalnego najpierw w państwo „elementarne”, a później w „państwo dojrzałe”, którego cechami charakterystycznymi był „szeroki zestaw instytucji zarządzających, regulujących i narzucających prawa własności w odniesieniu do ziemi, dzięki czemu mogła zaistnieć i rozwijać się nieoparta na relacjach osobistych wymiana w obrębie elit”. Rządy prawa w odniesieniu do elit były jednym z trzech „warunków wstępnych” umożliwiających przejście do systemu otwartego dostępu. Pozostałymi dwoma warunkami były: wykształcenie się „istniejących na stałe organizacji, tak w sferze publicznej, jak i prywatnej” oraz „skonsolidowana kontrola nad armią”. W ocenie Northa, Wallisa i Weingasta decydujący impuls do wejścia w system otwartego dostępu przyszedł wraz z wybuchem rewolucji w Ameryce i we Francji, czemu towarzyszyły pojawianie się wszelakiego rodzaju podmiotów posiadających osobowość prawną oraz legitymizacja otwartej konkurencji zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej. Tak czy inaczej, na każdym etapie przytoczonej powyżej argumentacji główny nacisk położony jest na instytucje, poczynając od zmian w angielskim prawie własności ziemskiej po XI stuleciu, a kończąc na zmianach w traktowaniu przez prawo spółek i innych podmiotów handlowych w XIX wieku.

Na podobnej zasadzie Francis Fukuyama w pracy The Origins of Political Order (Korzenie porządku politycznego) wyróżnia „trzy elementy składowe nowożytnego porządku politycznego”, a mianowicie: „silne i sprawne państwo, podporządkowanie państwa rządom prawa oraz odpowiedzialność rządu przed ogółem obywateli”^(). Te trzy składniki pojawiły się po raz pierwszy łącznie właśnie w Europie Zachodniej, przy czym ponownie w awangardzie znalazła się Anglia (choć sam Fukuyama przyznaje, że nie tak daleko za nią sytuowały się Holandia, Dania i Szwecja). Dlaczego jednak w Europie, a nie w Azji? Fukuyama odpowiada, że stało się tak dlatego, iż specyficzny rozwój zachodniego chrześcijaństwa sprzyjał stopniowemu podważaniu wagi więzi rodzinnych i klanowych.

Również Daron Acemoglu i Jim Robinson w książce Dlaczego narody przegrywają dokonują uderzającego porównania między współczesnym Egiptem a późnosiedemnastowieczną Anglią:

Powód, dla którego Wielka Brytania jest bogatsza od Egiptu, jest taki, że w 1688 roku (...) Anglia (...) przeżyła rewolucję, która całkowicie zmieniła politykę, a zatem także i gospodarkę tego narodu. Lud wywalczył sobie wówczas więcej praw politycznych, a następnie wykorzystał je do poprawy swojej sytuacji gospodarczej. W rezultacie zupełnie zmieniła się trajektoria polityczna i ekonomiczna całego państwa, co znalazło swoją kulminację w rewolucji przemysłowej^().

W ujęciu autorów cytowanej pracy Anglia była pierwszym państwem, które przesunęło się od instytucji politycznych o charakterze „wyzyskującym” ku instytucjom o charakterze „włączającym” i „pluralistycznym”. Warto zauważyć, że w innych ówczesnych społeczeństwach zachodnioeuropejskich – w tym zwłaszcza w Hiszpanii – proces ten się nie powiódł. W rezultacie zupełnie odmiennie wyglądała kolonizacja Ameryki Północnej i Południowej przez osadników z różnych części Europy. Podczas gdy Anglicy dokonywali eksportu swoich „włączających” instytucji, Hiszpanie zadowalali się prostym nakładaniem na struktury społeczne przejęte od podbijanych Azteków bądź Inków swoich instytucji „wyzyskujących”.

Taki kontekst „imperialny” może nam dodatkowo pomóc zrozumieć różnice między prezentowaną powyżej argumentacją instytucjonalną a nieco starszą teorią zmian kulturowych – sformułowaną po raz pierwszy przez Maxa Webera, a następnie odświeżoną przez Davida Landesa – która zakładała istnienie jakiegoś związku między protestantyzmem a „duchem kapitalizmu”. Wprawdzie w odróżnieniu od nazistowskiego bohatera sztuki Hannsa Johsta zatytułowanej Schlageter ja sam nie odbezpieczam rewolweru, kiedy słyszę słowo „kultura”, to jednak zawsze w takich wypadkach zachowuję dalece posunięty sceptycyzm. Przypisywanie sprawstwa historycznego całej gamie niezwykle pojemnych idei i norm, znanych pod ogólnikową nazwą „kultury judeo-chrześcijańskiej” (a mieszczą się tu pojęcia tak różne jak filozofia grecka, biblijny Dekalog, prawo rzymskie, etyka chrześcijańska czy doktryny Lutra i Kalwina) jest bowiem niezwykle kuszące. Tyle że przy tak wielkim wyborze istnieje olbrzymie ryzyko dostrzegania jedynie tego, co z góry chce się dostrzec. W jakiś dziwny sposób przy tego rodzaju zabiegach myślowych nigdy nie pojawiają się rozmaite idee cywilizacji zachodniej, z których może być ona stanowczo mniej dumna, takie choćby jak palenie czarownic czy komunizm, choć przecież one także są bez wątpienia wytworem owej kultury judeo-chrześcijańskiej, w równym stopniu jak duch kapitalizmu. Tak czy inaczej, nawet jeśli kultura rzeczywiście wpaja ludziom pewne normy, dopiero instytucje są w stanie zapewnić zachęty do ich przestrzegania. Wystarczy popatrzeć na Brytyjczyków wychowywanych przecież w tej samej kulturze, a zachowujących się zupełnie inaczej w zależności od tego, czy w ciągu swojego życia wyemigrowali do Nowej Anglii, czy też podejmowali pracę dla Kompanii Wschodnioindyjskiej w Bengalu. W pierwszym przypadku dominowały jednak instytucje o charakterze włączającym, a w drugim – te o charakterze wyzyskującym.

------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: