-
nowość
-
promocja
Wielka Trwoga - ebook
Wielka Trwoga - ebook
Narodowa histeria, która prowadzi do wstrząsających zbrodni.
W powojennej Polsce panuje wszechobecny strach. Strach przed głodem, przemocą, chorobą i kolejną wojną. Przed władzą, sąsiadem, obcym i własną przyszłością. Wielka Trwoga Marcina Zaremby to opowieść o społeczeństwie, które wychodzi z wojny głęboko okaleczone – fizycznie, moralnie i psychicznie.
To rekonstrukcja zapomnianego krajobrazu pierwszych lat po światowym konflikcie: kraju ruin, chaosu i niepewności, pełnego czerwonoarmistów, bandytów, dezerterów, sierot i wygnańców. Książka ukazuje Polskę, w której przemoc, grabieże i gwałty są codziennością, a pytania o jutro – o jedzenie, dach nad głową, pracę czy granice państwa – spędzają sen z powiek milionom ludzi. Zaremba kreśli obraz społeczeństwa rozbitego, zastraszonego i pozbawionego poczucia stabilności.
Wielka Trwoga to nie tylko przełomowa praca historyczna, ale także porywająca narracja o emocjach, lękach i doświadczeniach ludzi żyjących pomiędzy wojną a pokojem. To jedna z najważniejszych prób zrozumienia, że wojna tak naprawdę nie kończy się w chwili złożenia broni, i tego, jak długo żyje się w jej cieniu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-570-2 |
| Rozmiar pliku: | 6,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
AAN – Archiwum Akt Nowych w Warszawie
AHM – Archiwum Historii Mówionej
AIPN – Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie
AK – Armia Krajowa
AP – Archiwum Państwowe
AŻIH – Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego
BCh – Bataliony Chłopskie
CAW – Centralne Archiwum Wojskowe
CKOS – Centralny Komitet Opieki Społecznej
CKŻP – Centralny Komitet Żydów w Polsce
CUP – Centralny Urząd Planowania
DRnK – Delegatura Rządu na Kraj
GG – Generalne Gubernatorstwo (czasem Generalna Gubernia, niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete)
GZPW WP – Główny Zarząd Polityczno-Wychowawczy Wojska Polskiego
KG MO – Komenda Główna Milicji Obywatelskiej
KRN – Krajowa Rada Narodowa
MAP – Ministerstwo Administracji Publicznej
MBP – Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego
MIiP – Ministerstwo Informacji i Propagandy
MPiOS – Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej
MZO – Ministerstwo Ziem Odzyskanych
NKWD – Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł – Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych
NSZ – Narodowe Siły Zbrojne
NZW – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe
PKWN – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego
PPR – Polska Partia Robotnicza
PSL – Polskie Stronnictwo Ludowe
PSZ – Polskie Siły Zbrojne
PUR – Państwowy Urząd Repatriacyjny
UB – Urząd Bezpieczeństwa
UNRRA – United Nations Relief and Rehabilitation Administration – Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy
WiN – Wolność i NiezawisłośćOd tej chwili zaczął się strach,
a wraz z nim przyszło zastanowienie.
Albert Camus, _Dżuma_
WSTĘP
„Przedstrach”
■ Dziwny to czas – powojnie. Trudny do jednoznacznego zaszufladkowania. Można w nim odnaleźć uniwersalną – zdaniem Rogera Caillois – parę dopełniających się opozycji: święto, karnawał, wielkie nadzieje i poczucie klęski, biedę, strach¹.
Powojenna rzeczywistość pełna była sprzeczności, ewoluowała. Zakończenie II wojny światowej przyniosło naturalne „odradzanie życia”, radość². Konstanty Ildefons Gałczyński pisał w tym czasie: „sześć lat po świecie tułał się człowiek i nagle: Polska i harfa eolska po prostu cud jak z nut”. Ludzie cieszyli się z ocalenia, łączyli z rodzinami, rozkręcali własne interesy, podejmowali trud odbudowy³. „Niedawno byłem w Warszawie – relacjonował swoje wrażenia z pobytu w stolicy Stefan Kisielewski. – Na gruzach ruch – jak diabli. Handel – aż huczy. Praca – wre. Humor – nie brakuje go nigdzie. Tłum tętniący życiem przewala się po ulicach – nikomu by nie przyszło do głowy na myśl, że to wszystko ludzie – pogorzelcy, ocaleni z trudem katastrofy i mieszkający w warunkach zaiste nieludzkich”⁴. Polacy świętowali i bawili się. Nastał czas karnawału.
Wszystkie oznaki powrotu do normalności – szyby w oknach, woda w kranach, odgruzowana ulica, jadący nią tramwaj – cieszyły jak nigdy przedtem. Ówczesną atmosferę dobrze oddaje jedna ze scenek z ulic Warszawy. Latem 1945 r. ulicą Ząbkowską ciągnął kondukt pogrzebowy. „Kondukt jak kondukt, za karawanem gromadka ludzi w żałobie. Nagle z głębi ulicy Ząbkowskiej (na pewno z zajezdni na Kawęczyńskiej) wynurzył się tramwaj. Żywy, czerwony tramwaj warszawski, nieodzowny element odradzającego się krajobrazu naszego miasta. Widok tramwaju wywołał powszechny entuzjazm. Przechodnie na chodnikach zatrzymywali się, inni biegli w stronę wozu wiwatując głośno i klaszcząc. I, o dziwo, kondukt żałobny zatrzymał się, odprowadzający zmarłego odwrócili się ku tramwajowi i wreszcie porwani ogólnym nastrojem zaczęli także klaskać”⁵.
Polska roku 1945 była krajem świętującym podczas narodowych, państwowych i kościelnych uroczystości. Na wsi masowo organizowano zabawy i wesela. Jak donosił wojewoda pomorski, ludzi ogarnął „pęd do urządzania zabaw”⁶. W 1948 r. chłopski pamiętnikarz z Krakowskiego zanotował:
Uspokojenie po przeżyciach wojennych powoli wracało. Ludzie nabrali humoru, zwłaszcza młodzież zawsze chętna do zabawy zaczęła urządzać prawie co niedziela tańcówki. Przy dźwiękach skrzypiec w takt prostej melodii tańczono aż do zmęczenia. Niekiedy zdziwiony świt spostrzegał chłopców w koszulach mokrych od potu, w tumanach kurzu wydobywającego się nóg, wirujących zapamiętale w takt polki, oberka lub sztajerka. Niedługo w tej dziedzinie zaznaczył się postęp, bo nauczono się tańczyć nowoczesne przeboje (mocno zdeformowane)⁷.
Szaleństwo zabawy ogarnęło też miasta. Nigdy później nie tańczono tak często na ulicach, placach i parkach jak właśnie wówczas. Inteligencka młodzież preferowała organizowane po domach prywatki, szkolne potańcówki, w wakacje rozjeżdżała się po Polsce⁸. „A przedwczoraj byłem znowu na balu”⁹ – zapisał Jan Józef Szczepański, wówczas student. W nabrzmiałym pogromami, straszliwie upalnym lipcu 1946 r. w Warszawie – jak donosił „Express Wieczorny” – brzegi Wisły dosłownie „oblepione” były „tysiącznymi rzeszami plażowiczów”¹⁰. Można mówić także o obyczajowym rozprzężeniu, zbliżenie seksualne nagle stało się bardzo łatwe. Koniec wojny skłaniał do zawierania małżeństw i prokreacji. Na drugą połowę lat czterdziestych przypada początek powojennego boomu demograficznego, którego szczyt nastąpił w pierwszych latach następnej dekady. Wreszcie to także czas ostatnich przed Październikiem wielkich nadziei politycznych, związanych z misją Stanisława Mikołajczyka i oczekiwaną ingerencją Zachodu, który przepędzi Sowietów. Czas nadziei.
Miał on jednak swój rewers, swoją opozycję, swój cień – czas strachu i trwogi.
Wielką Trwogą nazwał Georges Lefebvre stan szczególnego natężenia chłopskich niepokojów, jakie objęły niektóre regiony Francji w przededniu wielkiej rewolucji¹¹. Dominował wówczas strach przed głodem, ale także włóczęgami i „zbójami”. Krążyły plotki o arystokratycznych spiskach, które rzekomo doprowadziły do spekulacyjnej zwyżki cen żywności lub miały sprowadzić obce wojska. W obliczu zagrożenia „głodowym spiskiem” duże połacie kraju ogarnęła zbiorowa panika. Splot obaw, stanowej nienawiści połączony z nadziejami na poprawę chłopskiego losu spowodował wielki zryw ludowej przemocy. Za falą plotek przyszła inna: napadów na zamki i pałace senioralne, przepędzania włóczęgów, głodowych tumultów i antysemickich zamieszek. Podobnych lokalnych trwóg było w dziejach Europy bez liku. Wiele z nich odnotował Jean Delumeau w książce _Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII w._¹²
Oczywiście Polska w 1945 r. różniła się od Francji z 1789 r. Tutaj ludowa nienawiść, podszyta wrogością etniczną, w mniejszym stopniu miała charakter stanowy, choć w stosunku polskich chłopów do kolektywizacji dostrzec można strach przed nową, importowaną wersją pańszczyzny. Miejsce „zbójów” i włóczęgów zajęli powojenni szabrownicy i bandyci. Mimo tych i innych różnic stan ówczesnych emocji, napięć lękowych i niepokojów pozwala – jak sądzę – na stwierdzenie, że zaraz po wojnie mieliśmy nie tylko czas karnawału i nadziei, ale także czas Wielkiej Trwogi.
Cele i motywy
Pierwszym celem tej książki jest przedstawienie możliwie pełnej panoramy polskich strachów i lęków w okresie tużpowojennym. Czego ludzie się bali? Co budziło ich niepokój? Rozpoznanie i opisanie tych emocji oraz one, nie zaś wydarzenia czy działania, które je wywołały, są dla mnie najważniejsze. Innymi słowy, bardziej interesować mnie będą uczucia ludzi patrzących na publiczną egzekucję niż ona sama. Pisząc o braku bezpieczeństwa wywołanego represjami, trudno od nich abstrahować, jak również od całej polityki strachu prowadzonej przez władze. Jednak w tej pracy punkt ciężkości zostanie świadomie przeniesiony z historii wydarzeniowej czy instytucjonalnej na sferę społecznych emocji.
Narodziny modelu wzorowanego na radzieckim systemie władzy generowały powstanie „scentralizowanego” strachu. Jednak zwłaszcza w dwóch pierwszych latach po wyzwoleniu większość ludzi cierpiała z powodu strachów – nazwijmy je – „zdecentralizowanych”¹³. Należały do nich strach przed: radzieckimi maruderami i napadami rodzimych bandytów, głodem, tyfusem, niepewnością związaną z zapewnieniem sobie dachu nad głową, bezrobociem. Samo wyliczenie tych zagrożeń jest relatywnie proste, większy problem stanowi dynamika emocji z nimi związanych. Stworzenie przestrzennej i czasowej mapy polskich powojennych strachów to ważny postulat badawczy. Pozwoliłaby ona zobaczyć np., jak wędrowały pogłoski i w których miastach dochodziło do inflacyjnej paniki. Staram się taką mapę odtworzyć, choć z powodu rozproszenia bazy źródłowej i lakoniczności przekazów nie zawsze jest ona kompletna.
Ambicje tej książki nie kończą się na skatalogowaniu typów strachów ani powojennych lęków. Utrzymujący się wysoki poziom poczucia braku bezpieczeństwa miał konsekwencje społeczne, objawiał się falą pogłosek, paniką, różnymi formami przemocy. Słowem, ważne jest dla mnie nie tylko to, czego się ludzie bali, ale też jak to wyrażali i jak starali się swój strach zminimalizować. Pokazanie tych mentalnych i behawioralnych manifestacji strachu oraz strategii radzenia sobie z nim to drugi cel tej książki.
Tuż po wojnie mamy do czynienia z dwoma zjawiskami: z jednej strony erupcją zagrożeń różnego rodzaju, poczuciem niepewności i tymczasowości, z drugiej strony z osłabieniem, zwłaszcza w początkowym okresie, kontroli społecznej, a z nim strachu przed karą. Poczucie bezkarności rosło z powodu braku nowych instytucji potrafiących skutecznie wypełnić funkcje przedwojennej organizacji państwowej. Taki stan możemy określić mianem anarchii. Nagromadzenie strachu w szczególnych okolicznościach rozpadu i przełomu w połączeniu z poczuciem bezkarności może prowadzić do przemocy względem innych grup społecznych i etnicznych. Powojenny chaos i anarchia, poczucie tymczasowości skłaniały do jednoczenia się w opozycji do Żydów, Niemców, Ukraińców czy Białorusinów. Moim zdaniem jedną z najważniejszych przyczyn ówczesnych pogromów i linczów należy widzieć w ówczesnej kondycji psychicznej Polaków. Przesycony trwogą klimat emocjonalny w połączeniu z zanikiem kontroli społecznej tworzył motywację do uczestnictwa w aktach nienawiści i przemocy lub ich popierania. Koncentrując się na strachu i strategiach jego pokonania, służących jednocześnie rozwiązaniu problemów powojennego życia codziennego, możemy dostrzec potężną siłę kształtującą ówczesną rzeczywistość. Atmosfera pełna napięcia i strachu generowała zachowania agresywne. Olbrzymie znaczenie miała również lekcja przemocy wyniesiona przez Polaków z wojny oraz wcześniejsze uprzedzenia, zresztą również bazujące na lęku. Książka ta powstała z pragnienia zrozumienia mechanizmów tego typu zachowań zwłaszcza wobec Żydów. To jej trzeci cel.
Nie należy go jednak mylnie interpretować jako próby usprawiedliwienia Polaków za popełnione przez nich zbrodnie na Żydach, Białorusinach, Niemcach czy Ukraińcach. Książka powstała w duchu historii rozumiejącej, które to słowo nie jest synonimem usprawiedliwienia.
Mogę wymienić dwa główne motywy, które skłoniły mnie do zajęcia się zagadnieniem trwogi i strachu. Pierwszy wypływa z przekonania, że te emocje są nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji. I że historia zajmująca się tylko wydarzeniami, z pominięciem emocjonalnego znaczenia przydawanego im przez ludzi, sama się ogranicza, pozostając w tyle za innymi naukami społecznymi. To uczucie odstawania zaczęło narastać po 11 września 2001 r., od kiedy księgarnie zaczęła zalewać fala książek poświęconych strachowi. Temat stał się modny, także dla socjologów i psychologów społecznych, którzy wcześniej rzadko czynili zeń przedmiot badań¹⁴. W tej lawinie publikacji brakowało jednak prac z zakresu historii najnowszej¹⁵.
Drugim motywem było uczucie niedosytu związane z obrazem okresu powojennego. Przed rokiem 1989 dominowały w nim radosne barwy entuzjazmu związanego z budową nowego porządku. Po tej dacie w większości opracowań odnajdziemy kolory zdecydowanie ciemniejsze i koncentrację na wydarzeniowej historii politycznej. Ten przechył był naturalny, nie zamierzam go deprecjonować. Warto jednak zwrócić uwagę na jego niezamierzone skutki, które już dawno przewidział nestor historyków społecznych George M. Trevelyan, gdy pisał: „Bez historii społecznej historia gospodarcza jest jałowa, a historia polityczna – niezrozumiała”¹⁶. Niezbędne usuwanie białych plam pociągnęło za sobą ograniczenie badań do sfery polityki. W efekcie prowadziło to do rozpatrywania zjawisk społecznych poza całościowym kontekstem życia społecznego, czarno-białego postrzegania powojennej rzeczywistości, uproszczenia obrazu społeczeństwa polskiego jakoby zastygłego w heroicznym oporze. Retoryczne pytanie brzmi, gdzie są nowe prace np. o: reformie rolnej, procesie demobilizacji, rewolucji w strukturze społecznej, sytuacji polskich kobiet w czasie wojny i po jej zakończeniu, sierotach i opiece społecznej, kulturze popularnej i zmianach obyczajowych wynikających z wojny. Niedostatek nie jest już tak dojmujący w odniesieniu do tematu wojennych i powojennych przesiedleń, choć o konsekwencjach migracji do miast ciągle jeszcze wiemy niewiele.
Uważam, że nadszedł czas na odpolitycznienie powojennej przeszłości, na pochylenie się nad zjawiskami społecznymi, nad codziennym życiem Polaków. Przestrzenią niemal zupełnie nieprzedstawioną przez badaczy pozostaje świat zbiorowych wyobrażeń, opinii i emocji. Naszym, historyków, zadaniem jest opowiadanie historii ludzkiej, a zatem powinniśmy również zapytać o emocje, spróbować odtworzyć te najważniejsze, zastanowić się, z czym się wiązały i jaki miały wpływ na dalsze zachowania i postawy ludzi. Wydarzenia nabiorą pełni, staną się bardziej zrozumiałe, gdy osadzimy je w kontekście. Tego jestem pewien.
Źródła i inne problemy
Pewność co do sensu zajmowania się społecznymi emocjami nie powinna maskować niepewności w zakresie metodologii i bazy źródłowej. Powiedzmy wprost: _Przedstrach_ – tytuł niniejszego wstępu – nie ma charakteru wyłącznie retorycznego. Jest także wyrazem autentycznych obaw autora związanych ze stawaniem oko w oko ze strachem jako przedmiotem badań. Zagrożeń jest wiele. Już samo łączenie różnych nauk społecznych: socjologii, psychologii i historii, jest trudne, jeśli nie karkołomne. Każda z tych dyscyplin kieruje się innymi prawami, każda wytworzyła odrębny język, metodologię, inne kwestionariusze pytań. Często powtarzany postulat łączenia np. historii z socjologią w praktyce może się zakończyć bolesnym szpagatem, niemniej jestem przekonany, że warto podjąć to ryzyko. Inne zagrożenie związane jest z pytaniem o sposób badania strachu w przeszłości. Socjolodzy i psycholodzy społeczni nie wypracowali jak dotąd żadnego interesującego szablonu, który mógłby być użyty przez historyka. Od dawna strach jest przedmiotem zainteresowania mediewistów, jednak specyfika dwudziestowiecznego materiału źródłowego utrudnia wykorzystanie tych doświadczeń. Pozostaje – choć wiem, że nie zabrzmi to zachęcająco – metoda prób i błędów.
Kolejny problem wiąże się z naturą strachu. Gdy wielokrotnie referowałem na różnych forach przedmiot swoich zainteresowań, często byłem pytany o konkrety, o tak dla historyka ważne fakty. Przyzwyczajeni do uprawiania historii wydarzeniowej czy instytucjonalnej, nie wypracowaliśmy metodologii badania czegoś tak amorficznego jak strach. Iluzoryczny i chimeryczny, rzadko pozostawia po sobie ślady. W praktyce problem konkretyzował się w pytaniu, czego tak naprawdę szukam. Strach zawsze jest doświadczeniem jednostki. Niewiele jest przeżyć równie osobistych. Nie ma strachu zbiorowego bez wcześniejszego przeżycia jednostkowego. Społeczny strach tworzy się wówczas, gdy osobiste doświadczenia wielu osób zachodzą w tym samym czasie i miejscu. Kiedy dziesiątki, setki, tysiące i miliony boją się tego samego i w tym samym czasie. Bywało – także po wojnie – że taki strach manifestował się zbiorową paniką, zachowaniami ucieczkowymi, wzmożonym wykupem towarów. Prawdziwy problem pojawia się wówczas, gdy za uczuciem strachu nie szły żadne jednostkowe ani zbiorowe działania. Maria Janion, mówiąc kiedyś o niewyrażalności śmierci i niewyrażalności istnienia, stwierdziła, że „są ogromne obszary nienazwane i niewyrażone”¹⁷. Są nimi także strach i lęk.
Rozważmy strach przed władzą. Najbardziej powszechną reakcją na zagrożenie z jej strony jest wycofanie. Pytanie: jak to wykazać na materiale historycznym? Rozpad struktur formacji opozycyjnych jest na pewno jakimś wskaźnikiem. Niewystarczającym, jeśli pamiętamy, że mówimy o przeżyciach milionów ludzi. Ponieważ nikt rozsądny nie pisał, że się boi przykładowo „bezpieczeństwa”, dlatego trudno o egzemplifikację tej kategorii powojennego strachu. W takiej sytuacji czasami nie pozostaje nic innego, jak położyć większy nacisk na opis instrumentów strachu, np. języka polityki strachu uprawianej przez rządzących, wierząc, że reakcje rządzonych są w obliczu opresji uniwersalne. Podobnie jest z bodaj najważniejszym strachem, jakim jest strach przed głodem. Po wojnie – jak zawsze w historii – najczęściej głodowali ludzie biedni, zwykle niewykształceni, a zatem niepozostawiający po sobie wspomnień czy listów. Nierzadko jedynym dowodem ich stanu emocjonalnego mogą być zachowania: strajki i protesty głodowe. To jednak mało, żeby dowieść braku poczucia bezpieczeństwa związanego z niedostatkiem żywności, tym bardziej że tego rodzaju formy niezadowolenia można interpretować dwojako, również jako wyraz oporu społecznego. Z tych chociażby przyczyn strach i lęk to „wielcy nieobecni” badań historycznych. Dlatego fundamentalną sprawą jest kwestia źródeł.
Tropy strachu można odnaleźć w osobistym zapisie: dziennikach, pamiętnikach, listach. Gdy manifestuje się on zbiorowym działaniem, trwogą, wyraża się pogłoską, zachowaniami ucieczkowymi, paniką, grupową przemocą, masowym wykupywaniem towarów. Wtedy dowodów na jego istnienie możemy szukać również w różnego rodzaju dokumentach urzędowych. Jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię źródeł, to zachowało się względnie wiele dzienników (m.in. Marii Dąbrowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza, Adama Kamińskiego, Zygmunta Klukowskiego, Joanny Konopińskiej, Anny Kowalskiej, Wacława Kubackiego, Zofii Nałkowskiej, Hugona Steinhausa, Jana Józefa Szczepańskiego)¹⁸. Problem w tym, że wszystkie zostały napisane przez intelektualistów mających specyficzny ogląd rzeczywistości. Sprawę w pewnej mierze ratują pamiętniki, niestety, większość spisana po wielu latach rzadko mówi o nastrojach i emocjach. Dotyczy to zwłaszcza wspomnień, których autorami są mężczyźni. Kobiety zwykle lepiej radzą sobie z nazywaniem uczuć, a zatem i strachu¹⁹. Na jego temat wiele znajdziemy w pamiętnikach chłopów zebranych przez Krystynę Kersten i Tomasza Szarotę w czterotomowej publikacji²⁰. Pisane niemal na gorąco w 1948 r., na ogłoszony przez Instytut Prasy „Czytelnik” konkurs, stanowią kapitalne źródło do poznania wielu aspektów ówczesnego życia polskiej wsi, w tym także sfery zbiorowych wyobrażeń i niepokojów jej mieszkańców. Wadą chłopskich pamiętników jest wynikający z autocenzury autorów brak wiarygodnych refleksji o ich strachu politycznym.
Fundamentalnym źródłem do poznania społecznych emocji okazały się biuletyny Głównego Urzędu Cenzury (od grudnia 1947 Biuro „B” II Departamentu MBP) oparte na fragmentach prywatnej korespondencji. Cenzura Wojenna, powołana jako odrębny wydział rozkazem Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego 8 października 1944 r., instytucjonalnie podlegała Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego²¹. Początkowo dysponująca czterema oddziałami, błyskawicznie się rozrastała wraz z rosnącym zasięgiem władzy ludowej. W czerwcu 1945 r. istniało już 11 wojewódzkich i 17 powiatowych oddziałów, w których pracowało wówczas ponad 300 cenzorów²². W listopadzie 1944 r. przeczytali oni 700 tys. listów i telegramów²³. Do 1 maja 1945 r. opracowali blisko 4 mln 400 tys. listów i ponad 178 tys. telegramów, z czego tylko część stanowiła korespondencja do i od żołnierzy²⁴.
Zdecydowana większość tych listów zawierała treści, które cenzorzy uznali za obojętne. „Ujemne wypowiedzi” podzielili na 12 kategorii. Przykładowo należały do nich wypowiedzi o charakterze „antyrządowym, profaszystowskim, prowokacyjne: siejące nastroje defetystyczne” (do maja 1945 r. funkcjonariusze cenzury odnotowali ponad 19 tys. listów tej treści), dyskredytujące WP i Armię Czerwoną (8142 listów), „o reakcyjnych elementach i ugrupowaniach AK, NSZ i inne” (6860), „o nieporządkach w kraju: bandytyzmie, grabieżach, głodzie, epidemiach, drożyźnie, spekulacji, katastrofach, wybuchach” (51 972), o dezercji (944), „o represjach, grupowych represjach wśród ludności cywilnej, pracy organów BP, uprzedzeniach o aresztowaniach, rewizjach i poszukiwaniach” (6323)²⁵.
Listy wykorzystywano na dwa sposoby. Po pierwsze, w pracy operacyjnej „bezpieczeństwa”, w likwidowaniu struktur podziemia, przy wyłapywaniu dezerterów. Po drugie, jako materiał do analizy nastrojów społecznych. Z listów uznanych za interesujące cenzorzy dokonywali wypisów, które zbierano w „Doniesieniach specjalnych”, przeznaczonych początkowo dla Bolesława Bieruta, Edwarda Osóbki-Morawskiego i Stanisława Radkiewicza. Z czasem do tego grona dołączył Władysław Gomułka. Dziś są one doskonałym źródłem informacji także dla nas. Cenzura przeprowadziła badanie socjologiczne na niespotykaną skalę, segregując, a następnie opracowując wybrane fragmenty korespondencji. Na dobrą sprawę tylko dzięki „ciężkiej pracy” cenzorów (w kwietniu 1945 r. średnio w całym kraju jeden cenzor opracowywał w ciągu 8 godzin 276 listów) możemy się dowiedzieć o strachu przed bandytyzmem czy głodem.
Nie ma jednak róży bez kolców. Po pierwsze, biuletyny zawierają tylko wybór najbardziej spektakularnych fragmentów listów. Bardzo rzadko załączano je w całości. Po drugie, obraz rzeczywistości, jaki się z nich wyłania, jest przesadnie przeczerniony. Ludzie (a może Polacy w szczególności²⁶) częściej siadają do pisania listu, gdy spotka ich coś strasznego, gdy chcą się poskarżyć, wyżalić. Po trzecie, chyba wszyscy żołnierze, a także wiele osób cywilnych zdawali sobie sprawę, że ich listy są czytane²⁷. Na kopertach i kartach pocztowych przybijano wówczas pieczątkę „Sprawdzono przez cenzurę wojskową”. A zatem nie można np. z liczby „ujemnych wypowiedzi” wnosić o stopniu legitymizacji nowej władzy. Po czwarte, z ponad 2600 raportów przygotowanych przez GUC do sierpnia 1946 r. udało mi się odszukać zaledwie kilkanaście. Prawdopodobnie reszta została zniszczona podczas kolejnych fal brakowania akt, zwłaszcza w 1956 r. Po piąte, instytucjonalny rozwój cenzury został przerwany dekretem Rady Ministrów z 22 czerwca 1945 r., znoszącym cenzurę korespondencji pocztowej. Nie zrezygnowano wprawdzie z czytania listów pisanych do i od żołnierzy ani z lektury korespondencji międzynarodowej²⁸, niemniej w wyniku reorganizacji niektóre powiatowe oddziały cenzury zostały zlikwidowane, a stan osobowy oddziałów wojewódzkich uległ uszczupleniu. Zmiany musiały jednak poprawić efektywność cenzorów, przejrzeli oni bowiem tylko w ciągu trzech bardzo ważnych przedreferendalnych miesięcy (kwiecień–czerwiec) 1946 r. blisko 9 mln listów. W tym czasie GUC przygotował 49 „Doniesień specjalnych”²⁹. Niestety, żadne z nich nie ocalało.
To, co się zachowało z lat 1944–1946, będę obficie cytował, dostosowując jedynie interpunkcję do współczesnych zasad. Ponieważ listy były pisane bez zamiaru upublicznienia, dane nadawców i adresatów zachowam dla siebie.
Inną kategorię źródeł wykorzystanych w tej pracy stanowią materiały urzędowe. Nie ma sensu wymieniać wszystkich zespołów archiwalnych, ich listę zamieszczam na końcu książki. Zwrócę tylko uwagę, że z racji specyfiki nowej władzy – braku etosu biurokratycznego, niskiego poziomu kadr – raporty, informacje, doniesienia pisane przez jej funkcjonariuszy cechuje bardzo niski poziom merytoryczny.
Spośród dotychczas niewykorzystanych źródłowo przez historyków materiałów chciałbym wskazać na raporty Komend Wojewódzkich Milicji Obywatelskiej. Ich zawartość również bywa różna, niemniej ich perspektywa spojrzenia jest bliższa codzienności niż inne urzędowe relacje i sprawozdania.
Analizę nastrojów społecznych na nieporównanie wyższym poziomie znajdziemy w materiałach podziemia. Z kolei ich jakość systematycznie się pogarsza bądź to z powodu rezygnacji z działalności w konspiracji wielu jej uczestników, bądź to z powodu aresztowań.
Wreszcie prasa. Istnieje stereotyp, że może ona służyć jedynie poznaniu ideologii nowego reżimu, nie odzwierciedla bowiem – co zresztą jest prawdą – poglądów obozu przeciwnego. Można jednak znaleźć w niej wiele cennych informacji o życiu codziennym po wojnie, choć należy pamiętać, że całościowy obraz powojennej rzeczywistości wyłaniający się z prasy nosi silne znamiona retuszu.
Plan książki
Wielka Trwoga była czymś spontanicznym i nietrwałym, trudno znaleźć punkty pozwalające rozpocząć spójną analizę. Przygotowaniu pola służą trzy początkowe rozdziały, które definiują kluczowe pojęcia, ukazują genezę niektórych powojennych niepokojów i dowodzą, że Wielka Trwoga nie wybuchłaby, gdyby nie graniczne doświadczenie wojny.
Zasadnicza część książki – otwiera ją rozdział _Chaos_ _–_ zbiera kilka wątków tematycznych, które łączy moment turbulencji wywołanych przejściem frontu w 1944 i 1945 r. Szaber i bandytyzm omówione zostały w dwóch oddzielnych częściach. Dużo miejsca poświęciłem pladze maruderów radzieckich i narodzinom bałkanizacji. Jeden z rozdziałów: _Ludzie z demobilu_, pozornie odbiega tematyką od pozostałych, jako że poświęcony jest nie _stricte_ emocjom, ale ludziom – „ludziom zbędnym”. Strach tych ludzi, jak również strach przed nimi, współtworzył klimat Wielkiej Trwogi.
Od polityki strachu prowadzonej przez nowy reżim przechodzę do jej konsekwencji psychospołecznych, m.in. tymczasowości. Po wojnie niemałej części Polaków doskwierało poczucie zawieszenia i braku stabilizacji. Jednak nie wszystkie lęki wynikały z bieżącej polityki władz. Nie można zapomnieć o głodzie, drożyźnie, chorobach zakaźnych, wybuchach epidemii.
Końcowa część książki: _Fobie etniczne_, poświęcona jest polskim lękom przed obcymi. Najwięcej miejsca zajmuje analiza mitu mordu rytualnego. Strach przed żydowskim kanibalizmem okazał się bowiem – moim zdaniem – jednym z podstawowych czynników, które doprowadziły do wybuchu pogromów w Polsce powojennej. Choć ich całościową genezę trzeba widzieć jako wyraz i zarazem konsekwencję Wielkiej Trwogi.
O czym jest i o czym nie jest ta książka
Ta książka mówi o psychicznej atmosferze powojnia, o tym, czego ludzie się bali i jak sobie ze swoim strachem radzili. Odtworzenie tego klimatu posłuży do wyjaśnienia zbiorowych postaw, genezy licznych wówczas zaburzeń i protestów, głodowych zamieszek i antysemickich pogromów.
Jej zakres czasowy obejmuje lata 1944–1947. Żadna znana w historii trwoga nie trwała trzy lata. Ludzie nie są w stanie żyć tak długo pod przygniatającym ciężarem strachu. Także po wojnie mamy dni, tygodnie nasilonego poczucia braku bezpieczeństwa, po których następowały okresy odprężenia. Mimo to zdecydowałem się tak, a nie inaczej wyznaczyć granice chronologiczne mojej pracy, ponieważ lata 1944–1947 stanowią okres, z jednej strony rozpoczynający się wkroczeniem Armii Czerwonej na ziemie polskie, z drugiej – zamknięty wyborami w styczniu 1947 r. I choć strach i trwoga nie rządziły wtedy niepodzielnie, to jednak w tym właśnie czasie mamy do czynienia z powtarzającymi się podobnymi falami niepokoju, licznymi wybuchami paniki i występującymi tylko w tym okresie antysemickimi pogromami. Rok 1948 – rok ogłoszenia początku kolektywizacji, przyspieszenia procesu stalinizacji – otwiera już nowy rozdział w dziejach polskiego strachu.
Podtytuł niniejszej książki brzmi _Ludowa reakcja na kryzys_. Genezy ówczesnych zachowań zbiorowych nie można wyjaśnić jednoczynnikowo. Niemniej wiele z nich wyrastało z mentalności chłopskiej. Jeśli zgodzimy się, że powojenny strach i lęk silniejsze były na wsi, to powstaje pytanie, czym to tłumaczyć. Z jednej strony na pewno osłabieniem w czasie wojny, w niektórych regionach wręcz rozpadem, infrastruktury instytucjonalnej, a z nią osłabieniem lub zanikiem kontroli społecznej. Z drugiej strony korzenie tego strachu mogły być głębsze, tkwiły w chłopskim fatalizmie, charakterystycznym elemencie wzoru kultury chłopskiej.
Przykładem jest powojenna fala pogłosek. Kariera tej formy komunikacji społecznej rozpoczęła się już w czasie wojny, zresztą nie tylko w Polsce, także w krajach, które trudno uznać za chłopskie (np. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych). Jej przyczyn można szukać w niedostatku informacji, poczuciu zagrożenia i pragnieniu wyjaśniania plotką zawiłości świata. Plotka i pogłoska to jednak również swoiste narzędzia transmisji społecznej w kulturze chłopskiej, reprodukującej się przede wszystkim dzięki przekazowi ustnemu³⁰. Inny jej rys stanowi często bezkrytyczne przyjmowanie różnorodnych relacji. Także eksplozję myślenia magicznego, która według mnie legła u źródeł antysemickich pogromów, można wiązać z mentalnością tradycyjną i typową dla niej dużą rolą wierzeń i praktyk magicznych³¹. Nie ma chyba sporu co do tego, że do szabru i bandytyzmu pchała ludzi nieprawdopodobna wręcz bieda, zachęcał brak kontroli społecznej, motywowała wojenna demoralizacja. Szabrem parali się również miastowi, np. we Lwowie, w Radomiu, Warszawie. W Polsce zjawisko nabrało charakteru masowego, a większość szabrowników, przynajmniej początkowo, rekrutowała się właśnie ze wsi. Tłumaczyć to można charakterystycznym – zdaniem antropologów – stanem świadomości społecznej ludności chłopskiej, opartym na podwójnej etyce: obowiązku bezwzględnej uczciwości wobec grupy własnej i braku zahamowań, jeśli idzie np. o kradzież, wobec grupy obcej. A gdy tym obcym był Żyd, a po wojnie Niemiec, to ich zabicie i okradzenie poczytywano sobie wręcz za zasługę, za odzyskanie tego, co się należy. W zjawisku szabru można także widzieć przejaw wiejskiego terytorializmu.
Także powojenną przemoc (pomijam tę zorganizowaną przez instytucje państwa: NKWD i UB) trudno nazwać nowoczesną w rozumieniu Zygmunta Baumana³². Nie powstała w umysłach biurokratów, nie została racjonalnie zaplanowana. Była w dużej mierze spontaniczna i niezorganizowana. Jeśli brać pod uwagę antysemickie pogromy, w których istotną rolę odegrał mit mordu rytualnego, to bardziej pasuje do niej przymiotnik „tradycyjna”.
Pisząc o powojennej Wielkiej Trwodze, nie twierdzę tym samym, że wojna była dla Polaków sielanką. Jej znaczeniu i społecznym konsekwencjom poświęcony jest trzeci rozdział niniejszej książki. Zdaję sobie sprawę z faktu, że rok 1945 stanowił istotną cezurę w sferze ludzkich wrażeń, doznań i reakcji psychicznych. Kończyła się II wojna światowa, a z nią pewna epoka w dziejach polskiego strachu. Po wojnie źródła zagrożeń były zasadniczo inne niż w czasie jej trwania, strach zaś mniejszy, rzadziej osiągający pułap okupacyjnej psychozy. Polacy nie musieli już patrzeć w niebo w obawie przed bombardowaniem, mieszkańcom miast nie groziły łapanki. Paraliżujący strach o własne życie i los najbliższych mimo wszystko przestał być przeszywającym codzienność uczuciem większości Polaków. Lęk, groza, strach – tego najczęściej doświadczali w czasie wojny. Uczuciami dojmującymi po jej zakończeniu były niepokój, obawa i trwoga.
Jest to książka o polskiej trwodze, choć wiem, że powojennego strachu doświadczyli nie tylko Polacy. Białorusi, Niemcy, Ukraińcy, Żydzi bali się także. Nie ma takiej miary, która by pozwoliła sprawdzić, czyje poczucie zagrożenia było większe: Żyda przed pogromem czy Polaka przed Urzędem Bezpieczeństwa, polskiej, ukraińskiej czy niemieckiej rodziny przed wysiedleniem i poniewierką. Była to „upiorna dekada” – by użyć określenia Jana Tomasza Grossa³³. Nie twierdzę, że polski strach był wówczas wyjątkowy. Koncentrując się na nim, możemy jednak dostrzec ważne siły kształtujące powojenną rzeczywistość, dotrzeć do źródeł ówczesnych konfliktów i napięć, także tych międzyetnicznych.
Uproszczeniem byłoby twierdzić, iż tylko strach i trwoga wypełniały powojenną „psychologiczną przestrzeń życiową” ³⁴. Nie każdy ich doświadczał, a jeśli już, to nie zawsze w równym stopniu i niekoniecznie w tym samym czasie. Podobnie jak w przedrewolucyjnej Francji, także polska trwoga nie rozlała się równomiernie po wszystkich regionach kraju. Bywało, że w jednych „powódź” jeszcze trwała, gdy w innych mieszkańcy już cieszyli się poczuciem bezpieczeństwa. Wydaje się, że mniejszy niepokój występował na terenach rdzennie polskich, wcześniej włączonych do III Rzeszy. Można to próbować tłumaczyć relatywnie mniejszymi zniszczeniami i lepszym stanem aprowizacji np. w Wielkopolsce. Być może w grę wchodziły tradycje pozaborowe, większy konformizm mieszkańców, przywiązanie do porządku prawnego. Ze względu na grasujące bandy, przemarsze wojsk, rekwizycje oraz niebezpieczeństwo pacyfikacji strach i trwogę przeżywano na prowincji intensywniej i częściej niż w miastach, zwłaszcza większych. Tym między innymi różni się okres powojenny od czasów okupacji, kiedy to wieś była nie tylko względnie bezpieczniejsza i stanowiła ochronę dla „spalonych” członków podziemia, ale także mniej głodna. Również nie wszystkie środowiska społeczne miały do czynienia ze strachem w równym stopniu. Prawdopodobnie inteligencja, nawykła do racjonalnej oceny rzeczywistości, rzadziej wchodziła z nim w dialog niż inne, gorzej wyedukowane grupy społeczne, oczywiście z wyłączeniem tych jednostek i środowisk, które trwały w konspiracji albo obawiały się represji i szykan ze względu na pochodzenie (np. ziemiaństwa, przedsiębiorców, przedwojennych elit politycznych).
Tradycje
Koncepcja Wielkiej Trwogi pozwala – jak sądzę – rozwiązać problemy, przed którymi stawali badacze np. powojennych stosunków polsko-żydowskich. Jednak nie nazwałbym jej oryginalną, ponieważ w istocie modyfikuje ona i łączy istniejące wcześniej poglądy i tradycje badawcze. Długą listę myślicieli, wobec których zaciągnąłem dług, otwierają wymienieni historycy francuscy Georges Lefebvre i Jean Delumeau. To lektura ich książek zainspirowała mnie do zajęcia się problematyką strachu. Za kanoniczne zaś uznaję prace Krystyny Kersten, stanowiące wzór wolnego od wartościowania sposobu uprawiania historii. Nie można także pominąć jej wielkiego wkładu w poznanie i zrozumienie okresu powojennego³⁵. Podobne znaczenie miały dla mnie liczne publikacje Andrzeja Paczkowskiego o aparacie przemocy³⁶. Pierwszy o strachu w czasie wojny pisał w swojej książce o życiu codziennym okupowanej Warszawy Tomasz Szarota³⁷. _Wielka Trwoga_ pozwala sobie być kontynuacją także jego rozważań.
O powojennych stosunkach polsko-żydowskich ukazało się wiele publikacji, gdyby nie ustalenia ich autorów, unosiłbym się na powierzchni tematu jak korek. Mam tu na myśli przede wszystkim prace Anny Cichopek o pogromie krakowskim³⁸ oraz Bożeny Szaynok³⁹, Stanisława Meduckiego i Zenona Wrony o pogromie kieleckim⁴⁰.
Bardzo wiele zawdzięczam badaniom Łukasza Kamińskiego. Jego książka o powojennym oporze społecznym jest według mnie najlepszą pracą z historii społecznej tego okresu, jaka ukazała się po roku 1989⁴¹.
Niniejsza książka nie jest polemiką z Janem Tomaszem Grossem, którego _Strach_ ukazał się, gdy już prowadziłem badania nad peerelowskim strachem⁴². Przeciwnie – jego prace oceniam wysoko i wiele z nich skorzystałem. Są jednak sprawy, co do których nie zgadzam się z autorem _Strachu_⁴³. Uważam, że w swoich rozważaniach o przyczynach przemocy wobec ludności żydowskiej ze strony Polaków nie dość miejsca poświęcił kondycji psychicznej i materialnej tych ostatnich, antysemityzm traktując jako niezbędne i wystarczające wyjaśnienie agresji wobec Żydów, która była wypadkową wielu czynników.
Niniejsza książka wyrasta z tradycji szkoły Marcina Kuli, który zaszczepił we mnie zainteresowanie problematyką społeczną, przekonanie o wartości łączenia socjologii z historią.
Podziękowania
Nie doszłoby do powstania tej publikacji, gdyby nie kilka okoliczności. Mój „przestrach” przed zajmowaniem się strachem przełamał Marcin Kula. Był on też czytelnikiem rękopisu, za co mu bardzo dziękuję. Słowa podziękowania składam również Błażejowi Brzostkowi, Jerzemu Kochanowskiemu, Łukaszowi Krzyżanowskiemu, Jolancie Tokarskiej-Bakir, Antoniemu Sułkowi, Bożenie Szaynok oraz Joannie Wawrzyniak, którzy także zgodzili się przeczytać całość przed publikacją i podzielić się ze mną uwagami. Fragmenty oceniali też: Andrzej Friszke, Joanna Hytrek-Hryciuk, Bartosz Kaliski, Adam Leszczyński, Piotr Osęka, Andrzej Paczkowski, Krzysztof Persak, Dariusz Stola, Paweł Śpiewak, Marek Wierzbicki. Rozdziały prezentowałem na seminariach i konwersatoriach: Andrzeja Paczkowskiego w Instytucie Studiów Politycznych PAN, Włodzimierza Borodzieja, Jerzego Kochanowskiego i Marcina Kuli w Instytucie Historycznym UW oraz Jerzego Jedlickiego w Instytucie Historii PAN. Wskazówki źródłowe i uwagi udzielane przy tych okazjach bardzo mi pomogły.
Zakres tej publikacji z pewnością byłby mniejszy, gdyby nie pomoc Komitetu Badań Naukowych i grant , który został mi udzielony, oraz dwumiesięczne stypendium w wiedeńskim Instytucie Nauk o Człowieku, gdzie dzięki Fundacji Andrew W. Mellona mogłem w 2005 r. zbierać materiały. Nieocenione okazały się też wywiady z więźniami obozu w Mauthausen udostępnione mi przez Piotra Filipkowskiego i Jarosława Pałkę z Archiwum Historii Mówionej.
Pierwszym recenzentem i redaktorem _Wielkiej Trwogi_ była moja żona – bez jej lektury nie odważyłbym się tej książki pokazać komukolwiek. Przez kilka lat żyłem strachem i w strachu. Siłą rzeczy odczuła to moja rodzina. Bardzo jej dziękuję za cierpliwość.W labiryncie strachu
1.
¹ Zob. m.in.: _Encyclopedia of Human Behavior_, red. V.S. Ramachandran, Academic Press, San Diego –Toronto 1994; L. Klichowski, _Lęk, strach, panika. Przyczyny i zapobieganie_, Printer, Poznań 1994; A.S. Reber, _Słownik psychologii_, Scholar, Warszawa 2000; _Encylopedia of Psychology_, red. A.E. Kazdin, Oxford University Press, New York – London 2000; _Słownik psychologii_, red. J. Siuta, Zielona Sowa, Kraków 2005.
2.
² G. Cowley, _Nasze ciała, nasze strachy_, „Newsweek”, 2 III 2003.
3.
³ M. Kossobudzka, _Straszne życie bez strachu_, „Gazeta Wyborcza”, 20 XII 2010.
4.
⁴ T. Werka, J. Zagrodzka, _Strach i lęk w świetle badań neurobiologicznych_, w: _Lęk: geneza, mechanizmy, funkcje_, red. M. Fajkowska, B. Szymura, Scholar, Warszawa 2009, s. 20.
5.
⁵ J. Strelau, _Miejsce lęku i zbliżonych konstruktów w badaniach nad temperamentem_, w: _Lęk: geneza..._, _op. cit._, s. 211–230.
6.
⁶ N.J. Smelser, _Analiza zachowania zbiorowego_, w: _Socjologia. Lektury_, red. P. Sztompka, M. Kucia, Znak, Kraków 2005, s. 210.
7.
⁷ K. Oatley, J.M. Jenkins, _Zrozumieć emocje_, tłum. J. Radzicki, J. Suchecki, PWN, Warszawa 2003, s. 154.
8.
⁸ A. Kępiński, _Lęk_, Sagittarius, Warszawa 1995, s. 303.
9.
⁹ Więcej zob. S. Cohen, _Folk Devils and Moral Panics. The Creation of the Mods and Rockers_, Routledge, London 2002; S. Ungar, _Panika moralna versus społeczeństwo ryzyka: konsekwencje zmian w sferze niepokojów społecznych_, w: _Socjologia codzienności_, red. P. Sztompka, M. Bogunia-Borowska, Znak, Kraków 2008, s. 908–933.
10.
¹⁰ Por. J. Zarembina, _Strach się bać_, „Rzeczpospolita. Magazyn”, 13 V 1999; N. Gibbs, _Shadow of fear_, „Time”, 22 X 2001; T. Maćkowiak, _Panika w mieście? O, to nic trudnego_, „Newsweek”, 28 XI 2004; P. Walewski, _Epidemia strachu_, „Polityka”, 1 X 2005.
11.
¹¹ U. Beck, _Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności_, tłum. S. Cieśla, Scholar, Warszawa 2002.
12.
¹² K. Thompson, _Moral Panics_, Routledge, London – New York 1998, _passim_.
13.
¹³ K. Thiele-Dohrmann, _Psychologia plotki_, tłum. A. Krzemiński, PIW, Warszawa 1980, s. 79.
14.
¹⁴ G.W. Allport, L. Postman, _The Psychology of Rumor_, Henry Holt and Company, New York 1947, s. 3, 13.
15.
¹⁵ J. Delumeau, _Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII w._, tłum. A. Szymanowski, PAX, Warszawa 1986, s. 165.
16.
¹⁶ A. Kępiński, _Lęk_, _op. cit._, s. 14.
17.
¹⁷ T. Żuradzki, _Strach się bać_, „Gazeta Wyborcza”, 16 XII 2003.
18.
¹⁸ K. Horney, _Neurotyczna osobowość naszych czasów_, tłum. H. Grzegołowska, Rebis, Poznań 1993, s. 33.
19.
¹⁹ A. Kępiński, _Lęk_, _op. cit._, s. 247–249.
20.
²⁰ J. Delumeau, _Strach w kulturze Zachodu..._, _op. cit._, s. 20.
21.
²¹ M. Leary, R.M. Kowalski, _Lęk społeczny_, tłum. E. Zaremba, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001.
22.
²² S. Kierkegaard, _Pojęcie lęku_, tłum. A. Szwed, Antyk, Kęty 2000, s. 48, 77.
23.
²³ O pochwale lęku zob. A. Bielik-Robson, _Horror, horror!_, „Res Publica Nowa” 1998, nr 11, s. 19–29.
24.
²⁴ A. Jasińska-Kania, _Socjologiczne odkrywanie emocji_, „Kultura i Społeczeństwo” 2006, nr 1–2, s. 44.
25.
²⁵ V. Shlapentokh, _Fear in Contemporary Society. Its Negative and Positive Effects_, Palgrave Macmillan, New York 2006, s. 2.
26.
²⁶ _Ibidem_, s. 7, 85, _passim_.
27.
²⁷ Więcej zob. rozdz. _Odwoływanie się do strachu_, w: A. Pratkanis, E. Aronson, _Wiek propagandy_. _Używanie i nadużywanie perswazji na co dzień_, tłum. J. Radzicki, M. Szuster, PWN, Warszawa 2004.
28.
²⁸ S. Weil, _Dzieła_, tłum. M. Frankiewicz, Brama, Poznań 2004, s. 948.
29.
²⁹ _Socjalizacja a agresja_, red. A. Frączek, H. Zumkley, IPS PAN, WSPS, Warszawa 1993; H. Pietrzak, _Agresja indywidualna i zbiorowa w sytuacji napięć i konfliktów społecznych_, WSP, Rzeszów 1992; _Psychospołeczne i neurobiologiczne aspekty agresji_, red. J. Zagrodzka, M. Kowaleczko-Szumowska, Wydawnictwo Instytutu Psychologii PAN, Warszawa 2005; L. Kacprzak, _Przemoc i agresja a oddziaływania społeczno-wychowawcze. Źródła – przyczyny – zapobieganie_, PWSZ, Piła 2005.
30.
³⁰ L. Klichowski, _Lęk, strach, panika_, _op. cit._, s. 20.
31.
³¹ _Rasizm to zwykły lęk przed obcym?_, „Gazeta Wyborcza”, 18 IV 2010.
32.
³² A. Kępiński, _Lęk_, _op. cit._, s. 223.
33.
³³ J. Mitarski, _Demonologia lęku_, w: A. Kępiński, _Lęk_, _op. cit._, s. 335.
34.
³⁴ _Czas niepewności_, wywiad z Ulrichem Beckiem, „Forum”, 1–7 III 2010.
35.
³⁵ M.in. A. Neier, _America’s new nationalism_, „Social Research” 2004, nr 4., s. 1015–1022.
36.
³⁶ F. Braudel, _Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II_, tłum. M. Król, M. Kwiecieńska, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1977, s. 177.
37.
³⁷ G.W. Allport, _The Nature of Prejudice_, Doubleday Anchor Books, New York 1958, s. 218–219.
38.
³⁸ E. Gellner, _Narody i nacjonalizm_, tłum. T. Hołówka, PIW, Warszawa 1991.
39.
³⁹ M.-F. Baslez, _Prześladowania w starożytności. Ofiary, bohaterowie, męczennicy_, tłum. E. Łukaszyk, Wydawnictwo WAM, Kraków 2009, s. 408.
40.
⁴⁰ Zgadzając się z Petersenem w kwestii znaczenia emocji w wyjaśnianiu konfliktów międzyetnicznych, jestem co najmniej sceptyczny odnośnie do jego kategorycznego wykluczenia strachu z tych wyjaśnień. W jednych sytuacjach podstawową rolę może odgrywać strach, w innych lęk, którego Petersen w ogóle nie bierze pod uwagę. W ten sposób – zgodnie z jego teorią – przejście frontu niemiecko-radzieckiego w czerwcu 1941 r. wywołało niewiększe emocje niż przejście na drugą stronę ulicy i nie miało żadnego wpływu na pogromy antysemickie na Litwie, Ukrainie i w Polsce (R.D. Petersen, _Understanding Ethnic Violence._ _Fear, Hatred, and Resentment in Twentieth-Century Eastern Europe_, Cambridge University Press, Cambridge, Mass, 2002).
41.
⁴¹ A. Wyrobisz, _„Wielki strach” w Wenecji i we Florencji w XV wieku i jego możliwe przyczyny_, „Przegląd Historyczny” 2004, nr 4, s. 457–466.
42.
⁴² Por. G.B. Nash, _The Great Fear. Race in the Mind of America_, Rinehart and Winston, New York 1970.
43.
⁴³ Por. D. Caute, _The Great Fear: the Anti-Communist Purge under Truman and Eisenhower_, Simon and Schuster, New York 1978; R.C. Stein, _The Great Red Scare_, New Discovery Books, Parsippany, NJ, 1998.
44.
⁴⁴ Zob. rozdz. pt. _Wielki Strach_ w: O. Figes, _Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji_, tłum. W. Jeżewski, Magnum, Warszawa 2007.
45.
⁴⁵ J. Delumeau, _Strach w kulturze Zachodu..._, _op. cit._, s. 21.