Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Wielki człowiek do małych interesów - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Wielki człowiek do małych interesów - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 212 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

AKT I

Sa­lon, drzwi bocz­ne i środ­ko­we. Po pra­wej stro­nie od ak­to­rów duże biu­ro, pa­pie­ra­mi za­ło­żo­ne – po le­wej stro­nie ka­na­pa, przed nią stół.

Sce­na pierw­sza

Je­nial­kie­wicz, Do­lski.

Je­nial­kie­wicz mówi z wol­na, po­waż­nie, za­wsze ta­jem­ni­czo; sto­sow­na, wy­dat­na gra twa­rzy i je­stów, któ­ry­mi czę­sto mysi swo­je po­prze­dza lub za­koń­cza. Oku­la­ry na czo­ło pod­nie­sio­ne, któ­re w unie­sie­niu spusz­cza cza­sem na chwi­lę – w ręku i kie­sze­niach pa­pie­ry; te czę­sto prze­rzu­ca i prze­glą­da, cza­sem coś w pu­la­res za­pi­su­je. – Je­nial­kie­wicz z Do­lskim spo­ty­ka­ją się na środ­ku sce­ny. Je­nial­kie­wicz po­da­je mu rękę w mil­cze­niu, wy­pro­wa­dza na przód sce­ny, wpa­tru­je się w nie­go, po­tem mówi.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Cóż, pa­nie Ja­nie?

DO­LSKI

Nic, mo­ści do­bro­dzie­ju.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Do­brze?… Hm?…

DO­LSKI

Dość do­brze.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Bar­dzo do­brze… Wszyst­ko idzie jak po my­dle – je­ste­śmy pra­wie u celu.

DO­LSKI

Aż mnie dreszcz prze­cho­dzi… Ja miał­bym urząd otrzy­mać?!

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ale ni­ko­mu ani sło­wa… ani pół sło­wa… Bo wi­dzisz, na tym świe­cie… Ro­zu­miesz?

DO­LSKI

Tak da­le­ce… nie­ko­niecz­nie…

JE­NIAL­KIE­WICZ

Pst!… Spuść się na mnie.

DO­LSKI

Ach, któż wię­cej ode mnie spusz­cza się na cie­bie, ko­cha­ny pa­nie Je­nial­kie­wicz. Od roku prze­sta­łeś być moim opie­ku­nem, a ja prze­cie za­wsze pod opie­ką.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Czy źle na tym wy­cho­dzisz?

DO­LSKI

I owszem… ale…

JE­NIAL­KIE­WICZ

Bo co się ty­czę opie­ki, mój Do­lski, mnie się py­taj, ja ci po­wiem… Mia­łem ich i mam nie­ma­ło… a wszyst­kie…

po­ka­zu­je je­sta­mi, jak­by lej­ce trzy­mał i nimi kie­ro­wał

Spuść się na mnie…

DO­LSKI

Za­da­jesz so­bie tyle pra­cy.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Praw­da. Dru­gi padł­by pod cię­ża­rem – ale ja, Bogu dzię­ki, umiem so­bie po­ra­dzić… Od tylu lat opie­ka na opie­kę… A ja­kie!… fiu!… Mój brat An­to­ni zo­sta­wia mi Le­ona – ma­ją­tek za­dłu­żo­ny… Frasz­ka. Oczy­ści­łem ra­dy­kal­nie – wszyst­ko przeda­łem i dłu­gi spła­ci­łem. Leon spod mo­jej opie­ki wy­szedł czy­sty jak bursz­tyn; ale z nim mam bie­dę – to pa­nicz, z któ­rym nie za­wsze moż­na tra­fić do koń­ca. Do­bre ser­ce, do­bra gło­wa – ale ję­zy­czek!… Jak płat­nie, nie ma co i zbie­rać,

ci­szej

Na­wet i mnie sa­me­mu obe­rwie się cza­sem.

DO­LSKI

Czy być może?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ja­kem Am­bro­ży, od­pro­wa­dza­jąc niby na stro­nę i ta­jem­nie

Co go­rzej – mó­wiąc mię­dzy nami, nie dba o moje radę… Pst! za­ro­zu­mia­ły, upar­ty, po­ryw­czy… Ale chło­piec, ja­kich rzad­ko – miły, ła­god­ny, do rany przy­ło­żyć; po­tra­fię mu przy­szłość za­pew­nić i mimo że już daw­no wie­lo­let­ni, nie­pręd­ko go jesz­cze z opie­ki wy­pusz­czę.

DO­LSKI

Pan Leon, jak się zda­je, skła­nia się ser­cem…

JE­NIAL­KIE­WICZ

Pst!… Spuść się na mnie…

DO­LSKI

Do­brze, mo­ści do­bro­dzie­ju.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Z Ma­tyl­dą inna spra­wa. Mój brat Jó­zef, wdo­wiec od daw­na, zo­sta­wił z cór­ką i znacz­ny ma­ją­tek pod moją opie­ką – ka­pi­ta­ły, wsie za­go­spo­da­ro­wa­ne, aż miło… To wy­ma­ga­ło…

jak­by lej­ca­mi kie­ro­wał

Ro­zu­miesz? – Pie­nią­dze roz­lo­ko­wa­łem, bar­dzo, bar­dzo ła­two roz­lo­ko­wa­łem… Te­raz eg­ze­kwu­ję, de­tak­su­ję, li­cy­tu­ję… palę pro­ces po pro­ce­sie… O! ze mną żar­tów nie ma… Ja wiem, co to opie­ka… praw­da?

DO­LSKI

Praw­da, mo­ści do­bro­dzie­ju.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Wio­ski pu­ści­łem w dzier­ża­wę… Prze­szłe­go roku, jako do­bry opie­kun, wszyst­kie zwie­dzi­łem… Ach! mój miły Boże, co się z tego pięk­ne­go ma­jąt­ku zro­bi­ło!…

Zwa­li­ska, ja­kem Am­bro­ży, zwa­li­ska – ni ścia­ny, ni strze­chy… Za­bra­łem się żwa­wo do ro­bo­ty i na­pi­sa­łem o strze­chach roz­pra­wę.

DO­LSKI

na stro­nie

Czy może nie le­piej było ka­zać na­pra­wić?

JE­NIAL­KIE­WICZ

przy biu­rze

Po­ka­żę ci wy­kaz sto­sun­ku pro­duk­cji sło­my jed­ne­go sąż­nia kwa­dra­to­we­go zie­mi do zu­ży­cia tej­że w jed­nym sąż­niu strze­chy; rzecz ar­cy­cie­ka­wa…

Szu­ka.

DO­LSKI

na stro­nie

Ach, któż bez ale…

JE­NIAL­KIE­WICZ

Gdzieś za­tra­ci­łem… No – dam ci po­tem… Ta­kim to ja je­stem opie­ku­nem – brat po bra­cie… opie­ka po opie­ce.

DO­LSKI

A opie­ki po sio­strze pan nie wspo­mi­nasz? Pana Ka­ro­la i pan­nę Anie­lę…

JE­NIAL­KIE­WICZ

O! tej opie­ki nie li­czę… Ka­ro­la i Aniel­kę uwa­żam za wła­sne dzie­ci… A ja­kie dzie­ci, mój ko­cha­ny!… Ka­rol – zło­to, klej­not… Tro­chę dłu­gów na­ro­bił…

skro­biąc się za ucho

No!… A taż Aniel­ka, do­bra, luba, roz­sąd­na, anioł nie dziew­czy­na.

DO­LSKI

z za­pa­łem

Ach, praw­da – anioł, anioł!

JE­NIAL­KIE­WICZ

Hę?

DO­LSKI

spusz­cza­jąc oczy

Anioł – po­wta­rzam sło­wa wać­pa­na do­bro­dzie­ja.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Miał­że­by?… Chciał­że­by?… Nie – in­a­czej rzecz uło­ży­łem. On dla Ma­tyl­dy praw­dzi­wy men­tor, tego jej po­trze­ba… Aniel­ka musi zo­stać du­chem opie­kuń­czym Le­ona… Ach, do stu!… Za­po­mnia­łem,

dzwo­ni

Tyle in­te­re­sów na gło­wie.

Bie­rze z biu­ra li­sty za­pie­czę­to­wa­ne i od­da­je w głę­bi Lo­ka­jo­wi, koń­cząc ci­che zle­ce­nia sło­wem:

"Ga­lo­pem."

Tym­cza­sem Do­lski na prze­dzie sce­ny mówi:

DO­LSKI

Zda­je się – nie­kon­tent… Prze­czu­łem… układ fa­mi­lij­ny… a ja miał­bym wkra­dać się… nad­uży­wać go­ścin­no­ści?… ja? jego przy­ja­ciel?… Nie… to by­ło­by zdra­dą… Ale pan­na Anie­la – tak ład­na, tak miła, o, la­bo­ga!…

JE­NIAL­KIE­WICZ

A Ma­tyl­da – co mó­wisz? To skarb, pa­nie – praw­da?

DO­LSKI

obo­jęt­nie

Skarb, w sa­mej rze­czy.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Z nią spra­wa nie tak ła­twa, jak się zda­je… To mały dia­be­łek – dia­be­łek, ja­kem Am­bro­ży!… Ale cha­rak­ter – aniel­ski… Ser­ce – zło­te… Nie uwie­rzysz… ile ona do­bre­go nie czy­ni, ile jał­muż­ny nie roz­da­je… O! rzad­kiej do­bro­ci dziew­czy­na… A zuch! fiu!… Prze­szłe­go roku wra­ca­ła kon­no, sama, od jed­nej cho­rej sta­rusz­ki… Wtem w la­sku ja­kiś hul­taj czy pi­jak wy­ska­ku­je z gąsz­czu i za cu­gle chwy­ta. My­ślisz, że się zlę­kła? że krzy­cza­ła albo ze­mdla­ła? Wca­le nie; wi­dząc, że sło­wa nie po­ma­ga­ją, jak nie prze­cią­gnie ha­ra­pem przez łeb hul­ta­ja, aż się za­to­czył, a ona w nogi… Ha, ha, ha! Rzad­kiej do­bro­ci dziew­czy­na.

DO­LSKI

W sa­mej rze­czy.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ale wróć­my do in­te­re­sów.

DO­LSKI

Tak, wróć­my.

JE­NIAL­KIE­WICZ

bie­rze go pod rękę, wpa­tru­je się w nie­go czas ja­kiś, po­tem mówi

Po­ju­trze bę­dziesz wy­bra­nym dy­rek­to­rem w To­wa­rzy­stwie Kre­dy­to­wym.

DO­LSKI

Och! Aż mi tchy za­pie­ra – bo wiesz do­brze, ko­cha­ny pa­nie Je­nial­kie­wicz, że je­dy­nym moim ży­cze­niem, je­dy­ną my­ślą od sa­me­go dzie­ciń­stwa było i jest, abym mógł kie­dyś jaki urząd pia­sto­wać.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Bę­dziesz pia­sto­wał, ja­kem Am­bro­ży… Spuść się na mnie.

DO­LSKI

Do­brze. Ale po­zwól mi ła­ska­wie jed­ne uwa­gę.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Dwie – je­że­li ci się po­do­ba.

DO­LSKI

Dla­cze­go na­sze za­mia­ry okry­wa­my ta­jem­ni­cą?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ty tego nie zro­zu­miesz.

DO­LSKI

I to dla tej ta­jem­ni­cy, przy­najm­niej tak wno­szę, ka­żesz mi tu ba­wić od kil­ku ty­go­dni.

JE­NIAL­KIE­WICZ

My­ślał­by kto, żem go za­mknął na czte­ry zam­ki… Ależ, mój Ja­siu – to­bie, wi­dzę, nie­ła­two do­go­dzić… Dwie ślicz­ne pa­nien­ki, dwóch mło­dzień­ców do rze­czy, stół nie­zły, po­lo­wa­nie do­bre…

DO­LSKI

O, la­bo­ga! Z tego wzglę­du je­stem jak w raju… Ale wać­pan do­bro­dziej czę­sto od­jeż­dżasz, ja tu sam zo­sta­ję z ro­dzeń­stwem, któ­re­mu nie­raz mu­szę być na­tręt­nym.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Czy ci kto uchy­bił?

DO­LSKI

Ach, prze­ciw­nie! Ich uprzej­mość za­wsty­dza mnie czę­sto; bo wiesz, ko­cha­ny pa­nie Je­nial­kie­wicz… taki mój cha­rak­ter – ni­cze­go tak się nie lę­kam, jak że­bym komu nie za­wa­dził, nie był gdzie za­nad­to.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ba, ba, ba!

DO­LSKI

Te pa­nie i ci pa­no­wie mo­gli­by słusz­nie za­py­tać się, dla­cze­go – bo wszyst­ko musi mieć swo­je przy­czy­nę – dla­cze­go pan Do­lski, ma­jąc dom wła­sny, bawi tu u na­sze­go stry­ja, któ­ry naj­czę­ściej prze­sia­du­je w mie­ście? A jak pą ra­zem, co zna­czą te schadz­ki, te ta­jem­ne na­ra­dy, te, że się tak wy­ra­żę, pod­ziem­ne ob­ro­ty?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ko­szał­ki… opał­ki… Ko­szał­ki, opał­ki… Ba­wisz w domu przy­ja­cie­la, nie­gdyś swe­go opie­ku­na – masz z nim wie­le in­te­re­sów do za­ła­twie­nia, nikt się dzi­wić nie może i nikt się nie dzi­wi… Spuść się na mnie… Ale je­że­li nie chcesz być dy­rek­to­rem…

DO­LSKI

O, la­bo­ga! Rób za­tem, ko­cha­ny przy­ja­cie­lu, jak ci się zda­wać bę­dzie naj­le­piej, by­łem tyl­ko mógł kie­dyś urząd pia­sto­wać.

Sce­na dru­ga

Je­nial­kie­wicz, Do­lski, Anie­la.

ANIE­LA

Co roz­ka­żesz, ko­cha­ny wu­jasz­ku?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Co roz­ka­żę?

ANIE­LA

Ka­za­łeś mnie za­wo­łać.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ka­za­łem cię za­wo­łać… A tak… tak… ka­za­łem za­wo­łać…

bie­rze ją pod rękę, wy­pro­wa­dza na przód sce­ny, wpa­tru­je się w nią w mil­cze­niu, po­tem mówi

Cóż?

ANIE­LA

Co, wu­jasz­ku?

Krót­kie mil­cze­nie.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Do­brze? hę?

ANIE­LA

Do­brze.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Wszyst­ko do­brze? co?

ANIE­LA

Nic złe­go przy­najm­niej.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ko­cha­ne dzie­cię!

ANIE­LA

Jest pew­nie co do prze­pi­sa­nia?

JE­NIAL­KIE­WICZ

A praw­da, praw­da… Tyle mam na gło­wie… Te­raz już wiem – prze­pi­szesz mi list do pana… pana… Już ja sam za­adre­su­ję… Sia­daj, pisz.

(do Do­lskie­go)

Do­bre­go mam se­kre­ta­rza…

DO­LSKI

z za­pa­łem

Ach, do za­zdro­ści!

(spusz­cza­ne oczy i spo­koj­nie)

Do za­zdro­ści.

JE­NIAL­KIE­WICZ

do Anie­li

Oto masz – duża ćwiart­ka… Tak, te­raz pisz.

(do Do­lskie­go)

Kto ma tyle in­te­re­sów na gło­wie, nie może…

(po­ka­zu­je wol­ne pi­sa­nie)

Ro­zu­miesz?

DO­LSKI

Ro­zu­miem.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Musi cza­sem po­wie­rzyć pió­ro komu in­ne­mu,

(ta­jem­ni­czo)

Je­stem jej pew­ny.

DO­LSKI

Och! nie wąt­pię.

ANIE­LA

Praw­dzi­wie, ko­cha­ny wu­jasz­ku – że da­lej two­je­go pi­sma nikt nie prze­czy­ta.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Cóż tam?

ANIE­LA

wsta­jąc

To sło­wo.

JE­NIAL­KIE­WICZ

To sło­wo?

ANIE­LA

Tak, to.

JE­NIAL­KIE­WICZ

To, to?

ANIE­LA

Tak jest, to, to…

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ja­kem Am­bro­ży… nie wiem.

ANIE­LA

A któż bę­dzie wie­dzieć?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Do­lski, zo­bacz no.

DO­LSKI

czy­ta­jąc przez ra­mię Anie­li

"Strzesz­czo­ny."

JE­NIAL­KIE­WICZ

Praw­da – Strzesz­czo­ny… wy­raź­nie – strzesz­czo­ny… Nowy wy­raz, po­cho­dzi od tre­ści… strzesz­czo­ny, strzesz­czo­ny… dia­ble mi jed­nak w uszach trzesz­czy.

ANIE­LA

wra­ca­jąc do biu­ra

Trze­ba więc zga­dy­wać?

JE­NIAL­KIE­WICZ

Słu­chaj no, ja nie mogę pi­sać tak, jak ty pi­szesz two­je wy­cią­gi z hi­sto­rii po­wszech­nej. Wiel­kie po­my­sły, jak się cza­sem w gło­wie za­ta­ra­su­ją – strach, by jej nie roz­sa­dzi­ły, je­że­li im dro­gi nie otwo­rzy się czym prę­dzej… Wten­czas to pi­sze się…

Ro­zu­miesz?

DO­LSKI

Ro­zu­miem – pręd­ko.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Fiu! Kur­sa, wy­ści­gi pió­ra z my­ślą… A jak się pió­ro roz­ma­cha – bryzg… bryzg… ro­zu­miesz?

DO­LSKI

Ro­zu­miem.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Ale, cóż chcia­łem po­wie­dzieć… cóż chcia­łem po­wie­dzieć?

(zdej­mu­je tekę z biu­ra i prze­no­si na stoi)

Mnó­stwo mam wła­sno­ręcz­nych rę­ko­pi­smów ar­cy­cie­ka­wych, ale na nie­szczę­ście, sam już ich od­czy­tać nie mogę… Może ktoś, kie­dyś, przy­siadł­szy poły… Cze­mu nie?… Wszak od­czy­ta­no i hie­ro­gli­fy… Chcesz spró­bo­wać? Co?

DO­LSKI

Nie czu­ję się na si­łach, mo­ści do­bro­dzie­ju.

JE­NIAL­KIE­WICZ

Po­ka­żę ci ar­cy­cie­ka­wą moje roz­pra­wę o dzia­łal­no­ści każ­dej li­te­ry w na­szej mo­wie… To była pra­ca!… Po­sta­no­wić, jak się ma A do J, I do M, B, P etc., etc… Ile so­bie na przy­kład przy­po­mi­nam, J w 2000 sło­wach po­wta­rza się w prze­cię­ciu 2046 razy, kie­dy B tyl­ko 896. Rzecz – ar­cy­cie­ka­wą.

(do kil­ku ofi­cja­li­stów, któ­rzy we­szli z re­je­stra­mi i księ­ga­mi)

Za­raz, za­raz – pro­szę do kan­ce­la­rii go­spo­dar­czej…

(do Do­lskie­go)

Se­sja – u mnie za­wsze se­sja, bo ja wszyst­ko…

( jak­by kie­ro­wal lej­ca­mi)

jak Fe­bus ze swo­je­go ry­dwa­na… Ro­zu­miesz?

Od­cho­dzi z ofi­cja­li­sta­mi.

Sce­na trze­cia

Anie­la, Do­lski.

DO­LSKI

mówi na stro­nie, Anie­la pi­sze

Nie ma co wąt­pić… ty­sią­ce szcze­gó­łów sta­je mi przed oczy – Leon ko­cha pan­nę Anie­lę… Jak­że nie ko­chać pan­ny Anie­li?! O ślicz­na! o miła! o do­bra pan­na Anie­la!

ANIE­LA

Nie, nie – tego nie prze­czy­tam…

od­czy­tu­jąc, zbli­ża się po­wo­li ze spusz­czo­ną gło­wą ku Do­lskie­mu, bio­rąc go za Je­nial­kie­wi­cza

Pro­szę wu­jasz­ka…

DO­LSKI

czy­ta­jąc przez jej ra­mię

"Mi­łość."

ANIE­LA

Ach!

DO­LSKI

O, la­bo­ga! Prze­stra­szy­łem pa­nią… prze­pra­szam.

ANIE­LA

Nie ma cze­go – moja wina.

DO­LSKI

Och, nie! Pani win­ną być nie mo­żesz.

ANIE­LA
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: