-
nowość
Wieża na krańcu czasu - ebook
Wieża na krańcu czasu - ebook
Dziewiątka i jej przyjaciele złamali klątwę rzuconą na ich magiczny dom i znów mogą podróżować po światach! Na pierwszy przystanek wybierają miejsce, w którym odbywają się Mistrzostwa Świata w Grze w Klasy. Jest tylko jeden problem – dom jest podenerwowany przed podróżą i dostaje czkawki, a z każdym czknięciem przeskakuje do kolejnego świata. Gdy w końcu wszyscy lądują na mistrzostwach, Mroczysław bierze udział w niebezpiecznej rozgrywce, a także staje twarzą w twarz ze straszną Wieżą na krańcu czasu. Ale może właśnie tutaj Dziewiątka w końcu odkryje, kim naprawdę jest i kto zostawił jej ukochaną pozytywkę.
Drugi tom zabawnych nietuzinkowych przygód Dziewiątki, czarodzieja Mroczysława, Doktora Łyżka i uroczego trolla Eryka.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68382-62-4 |
| Rozmiar pliku: | 2,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1
Gdyby tydzień temu ktoś powiedział Dziewiątce, że zamieszka w magicznym domu z czarodziejem, który kocha grać w klasy, trollem, który ma obsesję na punkcie miotełki do kurzu, i drewnianą łyżką, która najpierw zadaje cios mieczem, a później dopiero pyta, Dziewiątka zaśmiałaby się temu komuś w twarz. A potem by go okradła.
A jednak oto tu była.
Stała w ciemnym, wyłożonym śliwkowym dywanem korytarzu domu na skraju magii. Obok stał Eryk – wysoki na półtora człowieka troll przypominający skrzyżowanie morsa z pniem, na ścianie zaś wisiał niebiesko-biały herb przedstawiający dwa kije skrzyżowane nad ropuchą o łańcuchowatym języku. Dziewiątka właśnie pociągnęła za język i…
Bum! Poczuła falę uderzeniową przechodzącą przez jej ciało. Ale to nie wystarczyło, żeby zetrzeć z jej twarzy uśmiech.
Czego nie można powiedzieć o powodującym mdłości szarpnięciu, które nastąpiło później.
Dziewczyna oparła się o drzwi frontowe. Z pewnością ktoś wysysał jej mózg z czaszki. Wszystko pomknęło w kierunku, którego nie rozumiała – ale prawdopodobnie w górę.
– Damie nic nie jest? – spytał Eryk drżącym głosem, trzymając się balustrady.
Przez chwilę Dziewiątka widziała przed oczami gwiazdy. Potem ogarnęło ją dziwne, lecz przynoszące ulgę uczucie lekkości i w końcu złapała oddech.
– Damie nigdy nic nie jest – odparła stanowczo. Bo, po raz pierwszy w jej życiu, wydawało się, że chyba nic jej nie dolega ani jej nie trapi.
W niepamięć odeszło dotychczasowe zajęcie złodziejki kradnącej dla Szmala, bezdusznego starego wąsatego gangstera. W niepamięć odeszła brudna, zaszczurzona piwnica, w której mieszkała z innymi członkami szajki. Zaczęło się nowe życie w tym dziwnym, magicznym domu.
Tyle że w tej chwili dom latał… a domy raczej nie powinny latać. Właściwie im dłużej o tym myślała, tym bardziej niedorzeczne jej się to wydawało. Zignorowała coraz silniejszy ucisk w piersi i mocno przytuliła swoją cenną torebkę. Tego chciała, prawda? To była wolność. To była ucieczka. To był latający dom. To – naprawdę miała nadzieję – nie był błąd.
– Dom wolny! – powiedział Eryk.
– Oho! – zawołał Mroczysław, pocierając dłonie z zachwytem i w podskokach przemierzając korytarz w kierunku Dziewiątki. Za nim skakała drewniana łyżka o patykowatych kończynach i twarzy, na którą składały się głównie dwie krzaczaste rude brwi i bujne wąsy. – Trzy lata! – ciągnął czarodziej. – Trzy lata czekałem na ten moment! Odwiedzaliśmy twój świat wiele razy, nawet zabieraliśmy po drodze śmiertelnych gości, żeby podróżowali z nami, ale nigdy wcześniej nie utknęliśmy na lata! Wolność od klątwy! Wolność od twojego świata! Wolność od twoich zafajdanych ulic!
– Ej! – Dziewiątka zmarszczyła brwi.
Mroczysław wziął Eryka pod rękę i zaczęli tańczyć w kółko. Kręcone kasztanowe włosy czarodzieja podskakiwały razem z nim. Doktor Łyżek przewrócił oczami. Dziewiątka spojrzała na uśmiechniętego chłopaka w fioletowej piżamie i puszystych fioletowych kapciach.
– Nie ma za co.
– Naturalnie, madame, jestem ogromnie wdzięczny za twój wkład w złamanie klątwy…
– Mój wkład, czyli sto procent.
– …ale, och! Podróżowanie po krainach magii! Wolność! – westchnął błogo i jego przedziwnie starodawne oczy zalśniły. Dziewiątka nie mogła powstrzymać uśmiechu. – Zbliżają się Mistrzostwa Świata w Grze w Klasy. To będzie nasz pierwszy przystanek. Przegapiłem trzy lata! I lepiej, żebyśmy dotarli tam wcześnie, bo nigdy nie zaparkujemy domu. – Z ekscytacji przebierał palcami. – Powinniśmy uczcić to herbatą. – Klasnął w dłonie i wyszczerzył się do Dziewiątki.
Eryk z zadowoleniem poczłapał długim korytarzem w stronę kuchni. Mroczysław podążył za nim. Przystanął na moment, żeby przekrzywić portret Sir Ignacego Spóźnialskiego (1589–1641), jedną z wielu podobizn jego przodków. Obraz wisiał krzywo przez sekundę, po czym magicznie się wyprostował. Mroczysław zachichotał i podreptał do kuchni.
– Głupi czarodziej – mruknął Łyżek, kręcąc głową. – Teraz, kiedy dom jest w ruchu, możemy wreszcie znaleźć Profesorę Miskę! Skoro klątwa została złamana, może się ze mną skontaktuje! – Machnął rudym wąsem na Dziewiątkę, po czym pomknął po wyłożonych śliwkowym dywanem schodach na piętro.
Dziewiątka słyszała wiele o jego zaginionej wspólniczce w alchemii. O tym, że Łyżek miał jedną połowę wzoru na przemianę materii w złoto, a Miska – drugą. Dziewczyna była ciekawa, czy kiedykolwiek ponownie się spotkają i dla kogo dokładnie próbowali stworzyć złoto. A jeśli stworzą go dużo, to na pewno nie będą potrzebowali aż tyle…?
„Nie, już nie jestem złodziejką!”
– Uznasz swój pokój za całkowicie satysfakcjonujący – oznajmił Mroczysław, wyrywając ją z zamyślenia. – Pokój wybiera gościa, a nie na odwrót. Czuj się jak u siebie w domu.
– Tak, w domu – mruknęła. Słowo brzmiało w jej ustach obco. Nie czuła się jak w domu…
Weszła po schodach na piętro, na którym znajdowały się dziesiątki drzwi we wszystkich rozmiarach i kolorach – niektóre małe jak mysie nory, inne większe niż sklepione bramy. Niedorzecznie wysokie ściany były upstrzone nimi aż do odległego, ozdobnie malowanego sufitu.
Do niektórych prowadziły chwiejne drewniane schody i podesty tworzące pętlę. Do innych wiodły wysokie drabiny albo ogromne spiralne stopnie, które jakby ciągnęły się w nieskończoność. Były też takie pomieszczenia, doktórych najwyraźniej w ogóle nie dało się do-trzeć.
Po prawej stronie piętra drobne stopnie kończyły się tuż przed pokojem Łyżka. Na wąskich drzwiach widniał żółty okrąg z mniejszym okręgiem w środku. Z pomieszczenia dochodziły lekki zapach spalenizny i sporadyczne smugi pomarańczowego dymu, który łaskotał powietrze i znikał. Dziewiątka przystanęła na moment, po czym wzruszyła ramionami. Kiedy człowiek zna drewnianą łyżkę próbującą stworzyć złoto, takie efekty wydają się całkowicie normalne.
Usłyszała piskliwe skrzypienie. Podniosła wzrok wysoko w górę, gdzie uchyliły się turkusowe drzwi na szczycie wysokiej drabiny. Dałaby głowę, że wcześniej były ciemnofioletowe…
„Pokój wybiera gościa, a nie na odwrót”.
Gdy wspięła się po drabinie, ogarnęły ją wątpliwości. A co, jeśli pokój nie będzie idealny dla niej? A co, jeśli ona nie jest idealna dla domu? A co, jeśli nigdy nie powinno jej tu być? A co, jeśli to wszystko jedna wielka pomyłka?
– Szafka z herbatą! – ostrzegł odległy czarodziejowy głos.
Dziewiątka zamarła w pół kroku.
„Szafka z herbatą?” A potem zrozumiała. Szafka z herbatą nadal była przeklęta i ilekroć ktoś jej dotykał…
Pstryk! Dziewiątka stała się żabą z dwoma krzaczastymi ogonami i bardzo długimi rękami, trzymającą się szczebla drabiny. Miała ośmioro oczu, z których tylko dwoje było otwartych – reszta dopiero się otwierała, jedno po drugim, aż Dziewiątka zobaczyła przed sobą osiem drabin. Magia ustąpiła, odżabiając dziewczynę, i zamiast ośmiorga okrągłych żabich oczu zostało jej dwoje Dziewiątkowych.
– Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do magii – mruknęła i podjęła wspinaczkę ku turkusowym drzwiom.
Wyciągnęła rękę, by je pchnąć, lecz zanim jej palce dotknęły drewna, drzwi powolutku i ze skrzypnięciem same otworzyły się szeroko. Z plątaniną ekscytacji i nerwów w sercu Dziewiątka weszła do środka.