Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Wild family, czyli o rodzinie, rozwoju dziecka do 7. roku życia i więzi między rodzeństwem - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
29 maja 2026
5399 pkt
punktów Virtualo

Wild family, czyli o rodzinie, rozwoju dziecka do 7. roku życia i więzi między rodzeństwem - ebook

Wychowujesz w bliskości, bez przemocy i z uważnością, a mimo to czasem dostajesz szału, odpadasz, skreślasz siebie z listy dobrych rodziców?

To znaczy, że wszystko z tobą w porządku!

I z twoim dzieckiem też.

Bo rodziny nie da się uporządkować raz na zawsze. Zdrowa rodzina jest dzika!

Frustracja, zmęczenie, kryzysy, domowe kłótnie i przepychanki rodzeństwa to trudne oznaki tego, że twoja rodzina żyje, rozwija się i transformuje.

Lektura Wild family pozwala spojrzeć na trudności w wychowaniu dzieci i byciu rodzicem z innej perspektywy – rozwojowej, koniecznej, by iść dalej. Etap po etapie.

Przeczytaj to zdanie z książki i sprawdź, ile daje oddechu:

„Dzikość dziecka, jego eksperymentowanie i próbowanie, a nawet rozrabianie mają sens, gdyż w ten sposób staje się ono coraz bardziej samodzielne”.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-981602-1-6
Rozmiar pliku: 2,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SPIS TREŚCI

Słowem wstępu, czyli co to właściwie znaczy wild family?

Odwagi! Orientacja na więzi sprzyja całej rodzinie – nawet jeśli w trudnych momentach często wieje nam wiatr w oczy

Część ­pierwsza. Wiedza robi różnicę. O rozwoju dzieci w wieku między pierwszym a siódmym rokiem życia, systemach rodzinnych i więzi między rodzeństwem

1. Pierwsze półtora roku – kamień węgielny pod bezpieczną więź

2. Wiek od półtora roku do trzech lat – rodzicielskie nawigowanie w emocjach i skuteczna samoregulacja

3. Od czwartego roku życia do wypadających ząbków – nowe perspektywy i dalsze towarzyszenie w rozwoju

4. Rodzina jako cząsteczka – dlaczego każda relacja ma wpływ na wszystkie inne i jak wprowadzić ład do tej struktury

5. Rodzeństwo – szczególna i zazwyczaj najdłuższa relacja w życiu i jak rodzice mogą ją wzmacniać

Część druga. Przykład i miłość. Typowe trudności, jakie mogą występować w rodzinach, i rozwiązania zorientowane na więzi i potrzeby

Rodzina rośnie, czyli jak rodzice mogą wspierać nowy porządek w rodzinie

6. Leopold

7. Salome, Sascha i Samuel

8. Kíra

Kłótnia między rodzeństwem – stres rodziców, ale rozwój dzieci

9. Ada i Augustin

10. Frieda i Elsa

Sytuacje przejścia, czyli o sprawach drobnych (jak poranne wyjście z domu) i większych (jak rozpoczęcie edukacji przedszkolnej czy szkolnej)

11. Sina

12. Carlo

13. Natalia

Nagły lęk separacyjny, czyli gdy mama i tata stają się nieodzowni

14. Lilian

15. Senay i Lotta

Rozstanie rodziców – przełomowy moment w życiu całej rodziny

16. „Pepe, niedługo będziesz miał dla siebie dwa pokoje!”

17. Raffaela

Burza uczuć, czyli jak rodzice mogą sobie radzić, gdy wybuchy złości przybierają na sile

18. Elton i Milla

19. Julius i Ole

20. Leona

Bicie, gryzienie i kopanie, czyli o dziecięcych rękoczynach

21. Oskar

22. Ari

Aaaa, kotki dwa – czyli co rodzice mogą zrobić, gdy dzieci mają problemy z zasypianiem

23. Davide

24. Luna

25. Nora i Hannes

Kupa i siku, czyli tylko spokój nas uratuje

26. Kian

27. Dina

Śmierć i umieranie, czyli gdy życie ukochanych ludzi dobiega końca

28. Finn i Anni

Rodzice zmieniają świat, czyli kilka słów na zakończenie

Nota od polskiego wydawcy

Podziękowania

BibliografiaODWAGI!
ORIENTACJA NA WIĘZI SPRZYJA CAŁEJ RODZINIE – NAWET JEŚLI W TRUDNYCH MOMENTACH CZĘSTO WIEJE NAM WIATR W OCZY

„Dyskusje z dwulatkiem nie mają najmniejszego sensu!”

„Jeśli nie będziesz mu wyraźnie mówić, co ma robić, niedługo wejdzie ci na głowę”.

„Przecież nie trzeba biec na każde zawołanie…”

Znacie takie komentarze?

Od czasu do czasu słyszy je każdy rodzic, który postanowił wychowywać swoje dzieci z miłością, empatią, bez kar, przemocy, a także – w miarę możliwości – również bez krzyków i krytyki.

Czasem pochodzą od zupełnie obcych ludzi, czasem od przyjaciół i krewnych – i to zazwyczaj wtedy, gdy rodzice wyłuskali już z siebie całą cierpliwość, próbując empatycznie przetrwać konflikt z dzieckiem na placu zabaw, w sklepie czy w jakimkolwiek innym miejscu publicznym.

Niekiedy te komentarze padają po cichu, pod nosem, ale jako że towarzysząca temu mowa ciała – uniesione brwi, potrząsanie głowy i pogardliwie skrzywione usta – jest jednoznaczna, adresaci tych komunikatów doskonale wiedzą, o co chodzi: ma do nich dotrzeć, że w oczach innych postępują niewłaściwie. Bo z dziećmi należy się komunikować nie za pomocą wyrozumiałości, tylko „poleceń”.

Na niektórych rodzicach nie robi to wrażenia, gdyż są pewni siebie i tego, co robią. Bo gdzie indziej spotykają się z dużym zrozumieniem dla swojego podejścia do dzieci. Bo mają swój wewnętrzny kompas, którym potrafią się kierować nawet w tych pełnych wzburzenia momentach.

Nierzadko jednak takie komentarze trafiają w ich czułe punkty: gdy czasem sami wątpią w to, czy kroczą właściwą drogą. Gdy właśnie przeżywają ze swoim dzieckiem trudności, które doprowadzają ich na skraj wyczerpania. Gdy są przemęczeni i tęsknią za najprostszymi rozwiązaniami. Gdy drugi rodzic też zastanawia się, czy „nie należałoby przykręcić śruby”. Gdy słyszą te słowa z ust przyjaciół i członków rodziny, którzy są dla nich ważni. No i kto chciałby wypuścić spod swoich skrzydeł dorosłe dziecko, z którym trudno się dogadać? Kto chciałby zostać okrzyknięty nadopiekuńczym rodzicem helikopterem, który nie pozwala dziecku odejść nawet na krok?

Wielu rodziców przychodzących do gabinetu terapeutycznego doktor Retz z powodu problemów rodzinnych straciło pewność siebie, nawet jeśli jak najbardziej świadomie wybrali oni drogę wychowania zorientowanego na więzi. Chcą się dowiedzieć, czy krytyka, z którą się spotykają, jest uzasadniona.

Przykre komentarze – dziedzictwo ponurych kart historii

Chcemy dodać otuchy rodzicom pragnącym wychowywać swoje dzieci w sposób zorientowany na więzi i potrzeby. Nie poddawajcie się, bo krytycy nie mają racji: stosowanie wobec wzburzonego dziecka przemocy fizycznej i psychicznej czy ignorowanie jego emocji i potrzeb nie jest niczym dobrym.

To, że różni ludzie tak często udzielają nam, rzekomo w dobrej wierze, „porad” i umniejszają nam niepochlebnymi komentarzami, wynika z dawnych wyobrażeń na temat tego, „jakie są dzieci” – które to wyobrażenia wciąż mają się doskonale.

Na niemieckim obszarze językowym nieustannie pobrzmiewają dawne idee pruskiego wychowania i porządku oraz wyobrażenia człowieka z czasów nazistowskich, w myśl których dzieci w żadnym wypadku nie wolno „rozpieszczać”. Można by pomyśleć, że to zamierzchłe czasy. Problem jednak polega na tym, że wzorce wychowawcze – o ile się ich świadomie nie zmieni – są przekazywane z pokolenia na pokolenie jako doświadczenia z własnego dzieciństwa, po które rodzice sięgają w kontaktach ze swoimi dziećmi. Ponadto jeden z najpopularniejszych poradników wychowawczych czasów nazistowskich, wydana po raz pierwszy w 1934 roku _Die deutsche Mutter und ihr erstes Kind_ Johanny Haarer, był wznawiany aż do 1987 roku i sprzedał się w 1,2 miliona egzemplarzy, z czego ponad pół miliona przypada na lata 1946–1987. Można zatem przyjąć, że ten i ów z pokolenia obecnych dziadków ma ją wciąż w swojej biblioteczce. Oczyszczenie z nazistowskiej propagandy, złagodzenie języka i skrócenie tytułu (do _Matka i jej pierwsze dziecko_) w powojennych wydaniach nie zmieniło zbyt wiele w niesionym przekazie.

Haarer pisała o wychowaniu niemowląt i małych dzieci w następujący sposób:

_Tylko nie zaczynajcie wyjmować niemowlęcia z łóżeczka, nosić, kołysać, wozić w wózku czy trzymać na kolanach, już nie mówiąc o karmieniu piersią. Dziecko pojmuje niewiarygodnie szybko, że wystarczy tylko pokrzyczeć, by przywołać współczującą duszę i stać się obiektem troski. Po niedługim czasie będzie się domagało takiej opieki niczym przysługującego mu prawa, nie da chwili spokoju, dopóki nie będzie znowu noszone, kołysane czy wożone w wózku – oto właśnie najkrótsza droga do wychowania małego, ale bezlitosnego domowego tyrana!_³

Według słownika _Duden_ tyran to ktoś trzymający władzę dzięki stosowanej przemocy, okrutny despota rozporządzający innymi według własnego upodobania. Tyrani nie płaczą, oni rozkazują. Zarzucanie małemu, bezbronnemu dziecku, które płacze w łóżeczku i przywołuje rodziców, że jest takim właśnie tyranem, to z dzisiejszego punktu widzenia absurd. Ono się boi, czuje się opuszczone i potrzebuje bliskości rodziców, by znów móc się poczuć bezpiecznie. Nie potrafi manipulować, gdyż nie dysponuje zdolnością do antycypacji ani też nie jest jeszcze w stanie wczuć się w położenie rodziców. Odmawianie mu prawa do pragnienia bliskości jest – jak jeszcze zobaczymy – całkowicie kontrproduktywne.

Faktem jest, że tak małe dziecko okresowo, niekiedy przez długi czas, będzie się bardzo intensywnie domagało rodzicielskiej bliskości. Jednakże ponieważ na swoim poziomie rozwoju poznawczego, społecznego i emocjonalnego nie jest ono w stanie pojąć, z jakimi wysiłkami i wyzwaniami wiąże się dla troskliwych rodziców jego egzystencja, nigdy nie można mu robić na tym tle wyrzutów. Ta zasada obowiązuje zresztą zawsze – niezależnie od tego, ile lat ma dziecko czy z jakimi uporem i bezpośredniością wyraża swoje emocje i potrzeby.

Obraz dziecięcego tyrana się zdezaktualizował i wielka szkoda, że w ogóle kiedykolwiek zaistniał. Mimo to pomysł, by nie okazywać dziecku nadmiaru miłości, bo kiedyś może się to na nas zemścić, wciąż ma się w naszym społeczeństwie świetnie. Nic dziwnego, ciągle bowiem znajdują się różni „eksperci” i „ekspertki”, którzy brylują w mediach i prorokują bliższy lub dalszy upadek cywilizacji – i to nie z powodu tego czy innego dyktatora wszczynającego wojnę ani niszczenia planety przez ludzi. Nie: społeczeństwo jest rzekomo o krok od katastrofy, bo dzisiejsi rodzice nie stawiają granic swoim dzieciom, zanadto im pobłażają i usuwają wszelkie przeszkody spod stóp.

Za pochwałami wychowania twardą ręką stoi – oprócz wspomnianego balastu historycznego – bezmiar niewiedzy w zakresie najnowszych zdobyczy nauki, takich jak psychologia rozwojowa czy neurobiologia.

Pełne miłości i empatii wychowanie nie wyklucza rodzicielskiego przywództwa

NA SZCZĘŚCIE CORAZ POWSZECHNIEJSZA STAJE SIĘ RÓWNIEŻ WIEDZA O TYM, ŻE PEŁNE MIŁOŚCI, EMPATYCZNE WYCHOWANIE BEZ KAR I DAJĄCE DZIECIOM ORIENTACJĘ RODZICIELSKIE PRZYWÓDZTWO WCALE SIĘ NIE WYKLUCZAJĄ.

Tak samo coraz powszechniejsza jest wiedza naukowa mówiąca o tym, że twarde, oparte na karach, nieustępliwe wychowanie dramatycznie zwiększa prawdopodobieństwo, że osoba, która go doświadczyła, będzie się w dorosłości borykała z trudnościami w relacjach⁴, niską odpornością na stres, bezradnością w obliczu życiowych wyzwań oraz skłonnościami do problemów psychicznych⁵.

Powoli dociera do ogółu także wiedza, że negatywnie nacechowane określenie „rodzice helikoptery” jest przede wszystkim mitem medialnym. Gwarantuje on co prawda wiele kliknięć i wzbudza emocje, ale nie ma rzeczowych podstaw w badaniach naukowych⁶.

Autorytatywny styl wychowania – przykład i współdecydowanie zamiast poleceń i władzy

Badania naukowe dowodzą jednoznacznie, że korzystne dla dziecięcego rozwoju – także społecznego – jest wychowanie w sposób autorytatywny⁷. Pojęcie to pochodzi wprawdzie od łacińskiego słowa _auctoritativus_, co oznacza „apodyktyczny” lub „władczy”, u którego źródeł stoi _auctoritas_, czyli „wpływ” – mimo to autorytatywny styl wychowania bardzo różni się od stylu autorytarnego.

Autorytarny styl wychowania to twarda, nieelastyczna, apodyktyczna i często karząca postawa, wobec której dzieci mają być posłuszne bez słowa sprzeciwu.

W autorytatywnym stylu wychowania rodzice również oddziałują swoim autorytetem i stawiają przed dziećmi adekwatne do ich wieku wyzwania. Autorytet ten nie jest jednak równoznaczny z dyktaturą i władzą („Będzie tak, jak mówię, bo tak ma być”). OPIERA SIĘ NA PROWADZENIU PRZEZ DAWANIE PRZYKŁADU, CIERPLIWYM WYJAŚNIANIU I KONSTRUKTYWNYM TOWARZYSZENIU KONFLIKTOM (w rozdziale 18 przeczytacie więcej na temat koncepcji nowych pozytywnych autorytetów).

Taka postawa rodziców odróżnia autorytatywny styl wychowania od stylu permisywnego, w którym rodzice „pozwalają dzieciom na wszystko” i nie stawiają żadnych granic⁸.

Od stylu autorytarnego odróżnia go natomiast stosunek do potrzeb dziecka, jego prawa do współdecydowania i wpływu na własne życie, które w stylu autorytatywnym odgrywają bardzo ważną rolę. To różnica między wciskaniem dziecka w ciasne ramki, co próbuje się robić w wychowaniu autorytarnym, a oferowaniem mu bezpiecznych ram, wewnątrz których może się swobodnie rozwijać. Ramy te stanowią punkt odniesienia, system nawigacji i schronienie przed zagrożeniami, z którymi dziecko nie umie sobie jeszcze samo radzić.

Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby – dar na całe życie

Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby, o którego teorii i praktyce mówimy w tej książce, to przykład autorytatywnego stylu wychowania.

Wychowywane w tym duchu dzieci współdecydują w sprawach, które ich dotyczą, na miarę własnych możliwości i w adekwatnym do swojego wieku zakresie. Prawo dziecka do współdecydowania w żadnym wypadku nie oznacza, że dorośli usłużnie spełniają każde jego życzenie.

OZNACZA NATOMIAST PRZYZNANIE DZIECIOM – W MIARĘ MOŻLIWOŚCI – ADEKWATNEJ DO ETAPU ICH ROZWOJU AUTONOMII. Jej zakresu nie wyznaczają sztywne ramy, lecz zmieniające się okoliczności i rodzicielskie decyzje, oparte choćby na aktualnych zasobach energii mamy czy taty oraz wielu aspektach codziennego życia. W ten sposób dzieci uczą się, że rodzice również mają potrzeby, że ważne jest dbanie o samego siebie oraz że na zastane okoliczności warto reagować elastycznie.

Wychowanie zorientowane na więzi buduje się, jak sama nazwa wskazuje, na badaniach naukowych w zakresie przywiązania oraz na opisanej przez Johna Bowlby’ego teorii przywiązania. Podczas powstawania i wzmacniania bezpiecznego stylu przywiązania istotną rolę odgrywają potrzeby dziecka typowe dla jego wieku i etapu rozwoju. Jeżeli dorośli odpowiadają na nie z miłością i empatią, stopniowo budują stabilną więź.

Małe dziecko jest w pełni zależne od swoich rodziców – jego przetrwanie zależy od tego, czy rozumieją wysyłane przezeń sygnały i zaspokajają jego podstawowe potrzeby bliskości, pokarmu, bezpieczeństwa, a także ciepła, ssania i czystości. Jest też zdane na ich gotowość do odsuwania w czasie realizacji swoich życzeń i potrzeb – zdolności, którą posiadają dorośli, a którą dziecko dopiero z czasem przyswoi. Nie nauczy się tego, jeśli jego potrzeby będą ignorowane, jak to zalecają niektóre metody, choćby treningu snu. W takich sytuacjach uczy się natomiast, że to, co czuje i komunikuje, nie ma znaczenia, a na rodziców nie można liczyć.

Jeśli natomiast rodzice odpowiadają na potrzeby niemowlęcia z empatią, niezwłocznie i adekwatnie, może rozwinąć się między nimi bezpieczna więź. Dotyczy to nie tylko malutkich dzieci – również te starsze wciąż są zależne od dorosłych, potrzebują ich pocieszenia, wsparcia i zapewnienia, że są kochane, a opiekunowie – dostępni fizycznie i emocjonalnie. Jeżeli uda się przekazać dziecku tę pewność, wzmocni to jego przywiązanie, czyli emocjonalną więź z najbliższymi osobami.

Taka więź stanowi bezpieczny fundament, na którym można budować kolejne zdobywane z wiekiem kompetencje rozwojowe. TO PODSTAWOWA UFNOŚĆ9, NA BAZIE KTÓREJ DZIECKO ROZWIJA REZYLIENCJĘ10, ODPORNOŚĆ NA STRES I WIARĘ WE WŁASNE MOŻLIWOŚCI ORAZ ZDOBYWA KOMPETENCJE SPOŁECZNE. Doświadczenie bezpiecznego przywiązania wspiera swobodnie odkrywanie świata i stopniową ekspansję samodzielności. Bezpieczna, pełna ufności więź jest zatem darem na całe życie. To dzięki niej dorośli mogą prowadzić dziecko własnym przykładem, ucząc je tak ważnej życiowej umiejętności: budowania relacji z innymi na podstawie szacunku, życzliwości i tolerancji.

Rodzice, którzy stawiają czoła wyzwaniom zorientowanego na więzi wychowania, stają się przykładem – także dla innych rodziców

To brzmi jak coś, do czego warto dążyć – i takie też jest. A jedno­cześnie, jak już wcześniej zaznaczałyśmy, to nie zawsze jest łatwe. Wiedzą to rodzice, którzy poszli tą drogą. Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby jest wymagające, bo w jego ramach nie mieszczą się proste „będzie, jak powiedziałem, bo jak nie, to…” ani „osiąganie pożądanych zachowań” za pomocą kar i nagród. Od tego uproszczonego behawioralnego podejścia odchodzi się obecnie nawet w odniesieniu do zwierząt, coraz bardziej polega się bowiem na innych metodach.

WYCHOWANIE ZORIENTOWANE NA WIĘZI I POTRZEBY TO ZAPROSZENIE DO GŁĘBSZEGO WEJŚCIA W RELACJĘ Z DZIECKIEM, DO UWAŻNOŚCI NA TO, CO KOMUNIKUJE ONO SWOIM ZACHOWANIEM, NA JEGO EMOCJE, POTRZEBY I WYNIKAJĄCE Z WIEKU OGRANICZENIA I MOŻLIWOŚCI – również wtedy, gdy szczypie młodsze rodzeństwo, ciągnie rodzica za nogawkę, rzuca klockami w dzieci w przedszkolu, złości się w sklepie czy po prostu nie chce rano wyjść z domu.

Taka uważność potrzebna jest do tego, by znaleźć rozwiązania adekwatne do sytuacji – nieopierające się na strachu i pozwalające spotkać dziecko tam, gdzie się ono aktualnie znajduje rozwojowo. Rozwiązania, które – na ile to możliwe – uwzględniają także potrzeby rodziców. Najważniejsze, by otoczyć troską więź między rodzicem a dzieckiem, dbając o to, by nie doszło do jej nadwątlenia czy zerwania. Stanowi ona nie tylko pas bezpieczeństwa dla dziecka, ale także efektywną „nić porozumienia” między rodzicem a dzieckiem.

Gdy rodzicom się to udaje, robią coś nie tylko dla swojego dziecka, ale też dla siebie samych i równowagi w systemie rodzinnym. Są również przykładem dla pozostałych rodziców, którzy z zainteresowaniem przyglądają się temu, jak inni nawigują w wymagających sytuacjach.

Poczucie, że własne działania mogą wspierać również innych ludzi, dodaje sił do tego, by pielęgnować w sobie ciepło i uważność wobec dzieci. Rodzice stają się wówczas – według Alberta Bandury, wielkiego orędownika uczenia przez modelowanie – inspirującymi przykładami dla siebie nawzajem¹¹. Przykładami, które jednoznacznie dowodzą: można się obejść bez krzyków i kar.

Niech rodzice będą pewni siebie i spokojni, a nie perfekcyjni

Być może po przeczytaniu powyższych słów poczuliście się postawieni pod ścianą. Jak to: zawsze reagować natychmiast? Przecież czasami to niemożliwe. A co, jeśli niewłaściwie zinterpretuję sygnały wysyłane przez moje dziecko? Czy wtedy wszystko przepadnie? Czy coś popsuję, jeśli krzyknę albo postąpię niesprawiedliwie?

W tym miejscu chcemy was uspokoić: same starania, by rozpoznać potrzeby dziecka i na nie odpowiedzieć, empatia i uważność, które temu towarzyszą, tworzą bezpieczną więź. To, że rodzicom zazwyczaj udaje się odpowiedzieć z empatią, w zupełności wystarczy.

Konsekwentne nastawienie na to, by zrozumieć dziecko, wrażliwie mu towarzyszyć i razem z nim szukać rozwiązań, niezaprzeczalnie ładuje dziecięce „baterie więzi”. Jeśli czasami rodzic straci cierpliwość i podniesie głos, bateria wciąż jest na plusie: w wyniku pojedynczych sytuacji, które nie przebiegły w optymalny sposób, dziecko nie traci od razu swojej bezpiecznej bazy, gdyż z licznych dotychczasowych interakcji nauczyło się, że zasadniczo może polegać na rodzicach.

Zupełnie normalne jest, że nie zawsze wszystko działa idealnie – a czasami w ogóle nie działa. Dziecku nie pomaga, gdy rodzice zatracają się w wyrzutach sumienia, bo nie poradzili sobie z czymś perfekcyjnie. Wtedy przestają być bowiem obecni tu i teraz. Poza tym trudne momenty prawie zawsze stanowią okazję do nauczenia się czegoś nowego. Po przejściu przez taką sytuację pomocna będzie myśl: „Tym razem poszło nie za dobrze – co mogę zrobić, by następnym razem było inaczej?”.

Psychoanalityk Donald W. Winnicott sformułował koncepcję „wystarczająco dobrych rodziców”. Mówi ona, że rodzice idealni to wprawdzie piękny, ale nierealistyczny pomysł. Realistyczne są natomiast podejmowanie wyzwań codzienności i próbowanie wciąż od nowa.

Bycie wystarczająco dobrym oznacza zaakceptowanie faktu, że życie rodzinne jest czasami dalekie od harmonii i pełne konfliktów, a towarzyszenie dzieciom w trudnych sytuacjach okazuje się wymagające. Być może to właśnie jest najważniejszym zadaniem dzisiejszych rodziców. Gdy dzieci nie muszą bać się kar, w relacji może się pojawić więcej intensywnego kontaktu. Wcześniej były posłuszne ze strachu, a dziś można powiedzieć: dzieci podążają za rodzicami i robią to nie z lęku, lecz kierowane wewnętrzną motywacją.

I tymi słowy wkraczamy w przygodę _Wild family_. Chodźcie z nami!

3 Z wydania _Die deutsche Mutter und ihr Kind_ z 1939 roku, cytat za artykułem Anne Kratzer _Warum Hitler bis heute die Erziehung von Kindern beeinflusst_ dla „Zeit Online” z 12.09.2018 (przekład tłumaczki).

4 Zob. np. R. F. Hentges, M.-T. Wang, _Gender Differences in the Developmental Cascade from Harsh Parenting to Educational Attainment: An Evolutionary Perspective_, „Child Development” 2018, 89(2), s. 397–413.

5 J. Maselko i in., _Mother’s Afection at 8 Months Predicts Emotional Distress in Adulthood_, „Journal of Epidemiology and Community Health” 2011, 65(7), s. 621–625.

6 Przekonująco wyjaśnione m. in. przez dziennikarkę i autorkę książek dla dzieci Gundi Herget po wyczerpującej kwerendzie dla magazynu „Journalist”. Artykuły dostępne pod linkiem: https://www.journalist.de/werkstatt/werkstatt-detail/von-eltern-und-anderen-extremisten (dostęp: 14.10.2025).

7 Odnosimy się do stylów wychowania według Diany Baumrind, gdyż z naszego punktu widzenia są one przejrzyste i zrozumiałe.

8 Stylom wychowania i historii badań w tym obszarze bliżej przyglądamy się w naszej poprzedniej książce, _Wild child_. Tutaj jedynie nakreślamy kwestie najbardziej elementarne dla podstawowego rozeznania czytelników w temacie, po czym od razu przechodzimy do praktyki.

9 Podstawowa ufność lub podstawowe zaufanie to wg Erika H. Eriksona postawa uzasadnionego zaufania wobec siebie samego i świata, która wykształca się w pierwszym roku życia dziecka, jeżeli doświadcza ono adekwatnego wsparcia ze strony dorosłych opiekunów, zob. E. H. Erikson, _Tożsamość a cykl życia_, Poznań 1980, s. 52 (przyp. red.).

10 Rezyliencja to zjawisko, na które składa się wiele różnych kompetencji poznawczych, społecznych i emocjonalnych – dzięki nim radzimy sobie z przeciwnościami i powracamy do równowagi po trudnych doświadczeniach życiowych. Zob. np. R. R. Greene, C. Galambos, Y. Lee., _Resilience Theory: Theoretical and Professional Conceptualizations_, „Journal of Human Behavior in the Social Environ­ment” 2003, 8(4), s. 75–91 (online: https://doi.org/10.1300/J137v08n04_05, dostęp: 29.01.2025; przyp. red.).

11 Zob. A. Bandura, _Teoria społecznego uczenia się_, Warszawa 2015 (przyp. red.).WIEDZA ROBI RÓŻNICĘ

O rozwoju dzieci w wieku między pierwszym a siódmym rokiem życia, systemach rodzinnych i więzi między rodzeństwem

Z naszego doświadczenia wynika, że na co dzień rodzicom wychowującym swoje dzieci w sposób zorientowany na więzi pomaga przede wszystkim wiedza. W pierwszej części naszej książki przekażemy wam właśnie wiedzę:

- o tym, jak powstaje bezpieczna więź i jak rodzice wspierają jej rozwój,
- o tym, jak działa dobra koregulacja i dlaczego tak ważne jest, by w rodzinie rozmawiać o uczuciach – nie tylko dzieci, ale i dorosłych,
- o rozwoju emocjonalnym, poznawczym i społecznym; jak zrozumieć zachowanie dziecka oraz nie oczekiwać od niego umiejętności, których nie może jeszcze mieć z racji wieku, ale też pozwolić mu na mierzenie się z wyzwaniami adekwatnymi do jego możliwości,
- o tym, jak funkcjonują rodziny; dlaczego znaczenie ma nie tylko więź każdego z rodziców z dzieckiem, ale też wszystkie relacje między poszczególnymi członkami tego systemu; jak korzystać z tej wiedzy, gdy pojawiają się trudności; jak każda relacja wpływa na pozostałe, tworząc emocjonalny klimat w rodzinie,
- o tym, czym jest wystarczająco dobre rodzicielstwo i dlaczego drobne potknięcia oraz rodzicielskie wpadki nie niwelują codziennych wysiłków.

Definicje i pojęcia

PLACÓWKA: W dalszej części książki będziemy się posługiwać tym pojęciem jako ogólnym terminem określającym wszelkie pozadomowe formy opieki nad dzieckiem przed jego pójściem do szkoły.

ŻŁOBEK: Miejsce sprawowania opieki nad dzieckiem do mniej więcej trzeciego roku życia.

PRZEDSZKOLE: Mówiąc o dziecku w wieku przedszkolnym, mamy na myśli dziecko od około trzeciego roku życia do mniej więcej piątych urodzin.

DZIECKO W WIEKU ZERÓWKOWYM: Tym określeniem obejmujemy dzieci pięcio- i sześcioletnie, przygotowujące się do pójścia do szkoły¹².

DZIECKO W WIEKU WCZESNOSZKOLNYM: W niniejszej książce mówimy przede wszystkim o początkowym okresie szkolnym, dlatego też mowa tu przede wszystkim o sześcio- i siedmiolatkach, choć w omawianych przykładach niekiedy pojawia się starsze rodzeństwo.

1
PIERWSZE PÓŁTORA ROKU – KAMIEŃ WĘGIELNY POD BEZPIECZNĄ WIĘŹ

Więź powstaje w sytuacjach, które jej sprzyjają – tylko co to konkretnie oznacza?

To bardzo proste: w istotnych z punktu widzenia więzi sytuacjach dziecko sygnalizuje, że potrzebuje swojej figury przywiązania. Wykazuje zachowanie przywiązaniowe, czyli pewnymi metodami próbuje pozyskać jej uwagę. W przypadku niemowlęcia są to płacz, kwilenie czy krzyk.

Już w 1974 roku badaczka więzi i psycholożka rozwojowa Mary Ainsworth opisała typowe zachowania niemowląt – nawoływanie, protest w trakcie prób odłożenia do łóżeczka i fizyczne trzymanie się (tzw. uczepianie) rodziców – jako „kompetencje małego dziecka”¹³.

TAKIE ŻYCZLIWE SPOJRZENIE NA WCZESNE DZIECIŃSTWO JEST WAŻNE, BO POZWALA POSTRZEGAĆ DZIECIĘCE ZACHOWANIA PRZYWIĄZANIOWE JAKO PEŁNE SENSU – A NIE JAKO KŁOPOTLIWE ZWYCZAJE, KTÓRYCH DZIECKO NALEŻY JAK NAJSZYBCIEJ „ODUCZYĆ”.

Noszenie – i wnoszenie – do życia

Przed chwilą wspominałyśmy o tym, że dzieci uczepiają się rodziców. To uczepianie ma szczególne znaczenie wśród zachowań przywiązaniowych i jego ewolucyjny początek sytuuje się w czasach, gdy nasi przodkowie mieli jeszcze sierść. Choć ta sierść – pomijając włosy na głowie i mizerne owłosienie na pozostałych częściach ciała – już dawno u nas zanikła, to potrzeba naszych dzieci, by się nas trzymać, wciąż istnieje.

Ludzkie niemowlęta nie są ani zagniazdownikami (jak wiele ptaków), ani gniazdownikami (jak chomiki czy króliki). Są istotami potrzebującymi noszenia. W genach niemowlęcia zapisana jest potrzeba trzymania się rodziców, którzy wszędzie zabierają swoje potomstwo. Ewidentnym dowodem tego ewolucyjnego dziedzictwa jest odruch Moro, który wykazują dzieci od dnia narodzin do trzeciego lub czwartego miesiąca życia: kiedy mają wrażenie, że zaraz spadną na plecy – np. gdy kładziemy je do łóżeczka – gwałtownie rozprostowują ramiona i otwierają dłonie oraz palce, po czym natychmiast ponownie przyciągają ramiona do siebie i łączą palce, jakby mocno się czegoś uczepiały. Przy silnie rozwiniętym odruchu Moro dziecko również podwija nóżki, tak jak wtedy, gdy jest podnoszone. Łatwo sobie wyobrazić, że dzięki temu odruchowi potomstwo naszych przodków wielokrotnie mogło uchronić się przed upadkiem.

Nie zaskakuje zatem, że badania naukowe wykazały noszenie w kontakcie fizycznym jako bardzo korzystne. Noszenie w chuście lub nosidle oraz trzymanie na rękach niemowlęcia, a później małego dziecka pozytywnie wpływa na więź. Zwłaszcza dzięki kontaktowi „brzuch do brzucha” wydzielają się znaczne ilości hormonu więzi – oksytocyny. Noszenie czy pełne miłości obejmowanie może szybko i łatwo zaspokoić potrzebę więzi – również wtedy, gdy dzieci już dawno przestały być niemowlętami. Fakt, że niemowlęta lubią być noszone, nie oznacza zresztą, że nie można ich wozić w wózku.

Gdy jednak figury przywiązania wiedzą o znaczeniu noszenia, lepiej rozumieją, dlaczego ich dziecko płacze podczas odkładania: nie jest ono problematyczne, a jedynie wykazuje pewne bardzo sensowne pradawne zachowanie. I być może zdecydują się, by oprócz wózka mieć pod ręką także nosidło. Niewykluczone, że ono bardzo wiele ułatwi.

Wszyscy możemy być rodzicami – podstawą bezpiecznej więzi jest empatia

Bezpieczna więź powstaje, gdy dziecko jednoznacznie doświadcza tego, że jego potrzeby są widziane i z miłością się na nie odpowiada. Nie jest do tego niezbędne biologiczne pokrewieństwo! Mogą tego dokonać również rodzice adopcyjni i inne niespokrewnione z dzieckiem osoby, które mieszkają w tym samym domu.

Pisząc w tej książce „rodzice”, myślimy o wszystkich figurach przywiązania. Jest to spójne z tym, że w dawnych społeczeństwach w wychowaniu dzieci brały udział cała wioska czy cała wspólnota – a w niektórych rejonach świata jest tak do dziś.

Doświadczanie poczucia bezpieczeństwa staje się możliwe, gdy niemowlę jest brane na ręce, noszone i pocieszane. Podczas niezliczonych interakcji między rodzicami a niemowlęciem rodzi się jedyna w swoim rodzaju – w idealnym wypadku bezpieczna – relacja więzi. Nadchodzi dzień, w którym niemowlę jednoznacznie daje do zrozumienia: „W moich oczach jesteś jedyny, jedyna w swoim rodzaju. To ty najlepiej potrafisz mnie pocieszyć i ochronić. To przebywanie z tobą sprawia mi najwięcej przyjemności i to z tobą jest mi najweselej”.

Rozpiętość czasowa, jaką potrafi zapamiętać niemowlę, wciąż jest bardzo krótka, dlatego też takie ważne okazuje się bezzwłoczne reagowanie na jego sygnały. Wtedy łączy ono swoje działanie z reakcją figury przywiązania. Jest to doświadczenie czysto emocjonalne, o ogromnym znaczeniu dla dziecka. Przede wszystkim daje mu ono delikatne poczucie własnej sprawczości. WYWOŁANIE JAKIEGOŚ SKUTKU POPRZEZ SWÓJ PŁACZ, CZYLI OTRZYMANIE ODPOWIEDZI NA NIEGO, JEST JEDNYM Z PIERWSZYCH DOŚWIADCZEŃ DZIECKA.

Niemowlę nie jest jeszcze w stanie zastanawiać się nad tym, dlaczego czasami rodzice reagują bardzo szybko i empatycznie, pomagając mu w tym, czego akurat potrzebuje – tak samo jak nie potrafi samo wyjaśnić, czemu innym razem reagują powoli, przez co nadwerężają jego tolerancję frustracji.

Jeśli jednak figury przywiązania pielęgnują w sobie uważność na komunikaty dziecka i konsekwentnie podejmują wysiłek odpowiadania na nie, wówczas chwile, w których się to nie udaje, nie niwelują pozytywnego wpływu tych starań. Swoją dbałością rodzice inwestują w bezpieczną więź – a tym samym w przyszłość swojego dziecka.

Wrażliwość – inwestycja na całe życie

Rodzicielska wrażliwość została dobrze zbadana. Można ją zdefiniować na podstawie czterech głównych zjawisk:

- Figury przywiązania są uważne na dziecko i jego samopoczucie. Są emocjonalnie dostępne i dzięki temu dostrzegają, gdy niemowlę chce im coś zakomunikować.
- Dziecięce sygnały są (przeważnie) prawidłowo interpretowane.
- Figury przywiązania reagują bezzwłocznie. Jest to szczególnie ważne w przypadku noworodków, które są wówczas w stanie zobaczyć korelację między zachowaniem swoim a figury przywiązania.
- Figury przywiązania reagują w adekwatny sposób: dziecko otrzymuje to, czego mu potrzeba. Głodne dziecko otrzyma pokarm. Dziecko, które czuje się niekomfortowo z pełną pieluchą, zostanie przewinięte. Dziecko płaczące ze strachu zostanie z miłością wzięte w ramiona. I tak dalej. Wszystko to są działania adekwatne i wzmacniające więź.

Definicja ta brzmi spójnie i jest zrozumiała. Warto jednak pamiętać, że mowa tu o stanie idealnym, do którego można (i dobrze jest) dążyć, ale którego jednak nigdy nie trzeba w stu procentach osiągnąć, aby powstała bezpieczna więź.

Rozwój samoregulacji dziecka dzięki koregulacji

Dzieci są różne: niektóre szybko uspokajają się w ramionach, inne sprawiają wrażenie niepocieszalnych. Płaczą dalej i wydaje się, że oferowany kontakt fizyczny początkowo nie przynosi oczekiwanego efektu. Może to wywoływać dużą niepewność u rodziców: „Najwyraźniej robię to niedostatecznie dobrze” albo: „Moje dziecko mnie odrzuca”.

Możecie być spokojni: niemowlę nigdy nie jest nastawione przeciwko swoim rodzicom, nawet wtedy, gdy krzyczy i nie chce zasnąć. ONO ZAWSZE POTRZEBUJE RODZICÓW I CHCE WCHODZIĆ Z NIMI W RELACJĘ, A TAKŻE NICZEGO NIE PLANUJE ANI NIE MANIPULUJE OPIEKUNAMI – ZE WZGLĘDU NA STOPIEŃ ROZWOJU MÓZGU NIE JEST JESZCZE DO TEGO ZDOLNE. Zamiast tego nieustannie przechodzi z jednej emocji w drugą.

Niemowlęta od dnia narodzin są czującymi małymi ludźmi. Wszelkie interesujące je obiekty są bez szans wobec ludzkiej twarzy, maluchy preferują bowiem interakcje społeczne. Każda emocja wiąże się ze specyficznymi gestami i mimiką, a z racji tzw. zarażania afektywnego (zob. rozdział 3) stany emocjonalne rodziców bardzo wyraźnie przekładają się na dziecko. Już niemowlęta potrafią wyrażać radość i złość.

Zadaniem rodziców jest wspieranie niemowlęcia tak, by mogło doświadczać przyjemnych uczuć i dostawało wsparcie przy tych nieprzyjemnych, takich jak niepokój czy nadmierne pobudzenie. Zwłaszcza niemowlęta, którym trudno się ukoić, w dużym stopniu potrzebują swoich rodziców i bardzo korzystnie wpływa na nie rodzicielska cierpliwość. Wiele dzieci uspokaja się, gdy znajduje się w pocieszających objęciach rodzica i słyszy jego kojący głos¹⁴. KONTAKT FIZYCZNY, NOSZENIE I KARMIENIE PIERSIĄ TO W OKRESIE NIEMOWLĘCYM I WCZESNODZIECIĘCYM NAJSKUTECZNIEJSZE STRATEGIE USPOKAJANIA.

Takie zaangażowanie jest bezcenną inwestycją. Gdy większość interakcji dziecka z rodzicami opiera się na rodzicielskiej wrażliwości, dzieci rozwijają w sobie nie tylko bezpieczne przywiązanie, ale też znajomość własnych emocji i umiejętność nawigowania w ich złożonym świecie.

Na empatycznej koregulacji korzystają przede wszystkim dzieci o intensywnym temperamencie – potwierdzają to wyniki badań naukowych w zakresie neurobiologii¹⁵. KOREGULACJA W INTERAKCJI Z NIEMOWLĘTAMI OZNACZA TOWARZYSZENIE IM, GDY PRZEŻYWAJĄ SILNE EMOCJE, ORAZ WSPIERANIE ICH W NAWIGOWANIU PRZEZ ZALEWAJĄCE JE FALE UCZUĆ I WRESZCIE W POWROCIE DO RÓWNOWAGI. W ten sposób dziecko z biegiem czasu uczy się, jak samodzielnie się regulować – co jest zdecydowanie trudniejsze, kiedy w emocjach pozostawione jest samo sobie.

W pewnym znanym badaniu podłużnym dowiedziono występowania różnych temperamentów już u bardzo małych niemowląt: dzieci „bezobsługowe” zazwyczaj były w dobrym nastroju, bez kłopotu dało się je uspokoić i szybko wypracowywały codzienną rutynę, zwłaszcza dotyczącą snu¹⁶. Dzieci „trudne” były natomiast bardzo wrażliwe na bodźce i potrzebowały wiele wsparcia w regulacji. Zaobserwowano również trzecią grupę: niemowlęta początkowo postrzegane przez rodziców jako trudne, niepocieszalne, które jednak z biegiem czasu stawały się coraz spokojniejsze i bardziej rozluźnione. Takie wyniki badań dostarczają istotnych argumentów, dlaczego dzieci potrzebują indywidualnej opieki, dostosowanej do swoich aktualnych potrzeb.

Pierwsze próby samoregulacji niektóre niemowlęta podejmują już w wieku około sześciu miesięcy. Typowym tego przejawem jest odwracanie wzroku. W ten sposób próbują one chronić się przed silnymi bodźcami. W wieku około roku większość dzieci celowo odwraca uwagę od sytuacji, osób lub przedmiotów, które traktuje jako stresogenne.

W rozwoju umiejętności samoregulacji dzieci wykazują znaczne indywidualne różnice. Niektóre dzieci relatywnie wcześnie są w stanie samodzielnie zasypiać i szybko uspokajają się w ramionach rodziców. To wzmacnia tych ostatnich, którzy postrzegają się wówczas jako osoby kompetentne i skuteczne w swojej roli figur przywiązania. Inne dzieci natomiast przez długi czas są bardziej wymagające, reaktywne i niepocieszalne. Różnice te są najprawdopodobniej uwarunkowane genetycznie.

Nie oznacza to jednak, że dzieci, które potrzebują więcej uwagi, zawsze będą jej tyle potrzebowały. Otoczenie silnie determinuje rozwój dziecka. Ważny – jeśli nie najważniejszy – czynnik stanowią w nim rodzice, a kluczem jest ich wrażliwość.

Rodzicom, którzy sami doświadczyli bezpiecznego przywiązania¹⁷, łatwiej będzie z uważnością i czułością odpowiadać na krzyk, płacz i zachowania przywiązaniowe dziecka oraz stanowić bezpieczną bazę w koregulacji. Dziecko uwewnętrznia wtedy obraz bezpiecznego rodzica, do którego coraz skuteczniej może sięgać na kolejnych etapach rozwoju. Uspokaja się już na samą myśl o nim, gdyż doświadczenie podpowiada mu, że w razie potrzeby u jego boku stoi on (lub oni). To z kolei pomaga mu w rozwijaniu kolejnych kompetencji w zakresie samoregulacji.

Zachowanie rodziców kształtuje mózg dziecka

Od tego, z jaką odpowiedzią zazwyczaj spotykają się sygnały dziecka, zależy, jaki ogólny obraz dorosłego powstanie w jego wyobraźni. Obraz ten jest bazą dla rozwoju poczucia podstawowej ufności – lub podstawowej nieufności. Pojęcia te sfor­mułował psychoanalityk Erik H. Erikson¹⁸. Poczucie podstawowej ufności to pierwotne zaufanie do rodziców, które przekłada się na zasadnicze zaufanie wobec innych ludzi i świata. Jest ono niezbędne do tego, by dziecko mogło budować pozytywne, pozbawione lęku relacje. KRÓTKO MÓWIĄC: PODSTAWOWA UFNOŚĆ TO PIERWOTNE POZYTYWNE PRZEŚWIADCZENIE, KTÓRE DZIECKO NOSI W SOBIE PRZEZ CAŁE ŻYCIE.

Nowsze badania wykazały, że rodzicielska wrażliwość w pierwszych latach życia dziecka może silnie wpływać na dalszy rozwój jego zdolności do koregulacji i samoregulacji – i to zarówno w pozytywny, jak i w negatywny sposób.

Jeśli rodzice, szczególnie w pierwszych miesiącach życia dziec­ka, są zazwyczaj wrażliwi na jego emocje i potrzeby, długofalowo sprzyja to całemu układowi wydzielania oksytocyny w organizmie. Dziecko staje się bardziej podatne na działanie tego hormonu więzi, co oznacza chociażby, że gdy odczuwa strach lub stres, skuteczniej się uspokaja w bezpiecznej bliskości dorosłego. PEŁNA MIŁOŚCI TROSKA RODZICÓW POWODUJE U DZIECKA RZECZYWISTE FIZJOLOGICZNE ZMIANY, TWORZĄC SOLIDNY FUNDAMENT DLA SAMOREGULACJI, REZYLIENCJI I ODPORNOŚCI NA STRES¹⁹.

Jeżeli dziecko nie doświadcza czułej rodzicielskiej troski lub doświadcza jej rzadko, wówczas – jak również dowiodły badania naukowe – istnieje duże ryzyko, że dojdzie do innych długo­trwałych zmian w strukturze mózgu dziecka. Ciało migdałowate – część układu limbicznego – odpowiada m. in. za emocjonalną ocenę sytuacji, zwłaszcza za dostrzeganie niebezpieczeństwa. Im łatwiej ulega pobudzeniu, tym częściej się stresujemy. Podatność na stres często jest skutkiem niedostatecznej wrażliwości figur przywiązania we wczesnym dzieciństwie. Ciało migdałowate osób z takimi doświadczeniami jest często ściślej połączone z dolnymi strukturami układu limbicznego, co sprzyja silnym reakcjom emocjonalnym. Jednocześnie słabiej wykształcone jest połączenie z przyśrodkową częścią kory przedczołowej – strukturą mózgu, która porównuje emocje z zawartością pamięci, pomagając je tym samym regulować. Osoby, których układ nerwowy rozwinął się w ten sposób, nie tylko częściej odczuwają poczucie zagrożenia w codziennych sytuacjach i kontaktach, ale też mają większe trudności z kontrolowaniem gwałtownych reakcji emocjonalnych, takich jak strach, gniew, zdenerwowanie czy agresja²⁰.

Nietrudno sobie wyobrazić, że rodzice z takim bagażem doświadczeń mogą mieć również trudność z wrażliwym reagowaniem w interakcjach z własnymi dziećmi. Rozpoznawszy u siebie takie obciążające emocjonalnie wzorce, warto sięgnąć po profesjonalną pomoc, dzięki czemu dzieci być może nie będą musiały powielać tych samych niekorzystnych schematów. Dobra wiadomość brzmi: zmiana jest możliwa. WIEMY JUŻ, ŻE DZIĘKI SWEJ NEUROPLASTYCZNOŚCI MÓZG JEST ZDOLNY DO PRZEZWYCIĘŻENIA DAWNYCH NIEKORZYSTNYCH DOŚWIADCZEŃ, O ILE PODEJMIE SIĘ ODPOWIEDNIE DZIAŁANIA. W zależności od pochodzenia i nasilenia wzorca reakcji pomocne będą różne rodzaje terapii, a dodatkowym wsparciem mogą być techniki pobudzające wydzielanie oksytocyny. Ten hormon więzi skutecznie wycisza bowiem aktywność ciała migdałowatego²¹ – i pomaga domknąć cykl stresu.

Jakość więzi i style przywiązania

Jeżeli jako rodzice przeważnie reagujecie i reagowaliście wrażliwie na potrzeby swojego dziecka, prawdopodobnie jest ono do was przywiązane w sposób bezpieczny. Być może jednak chcecie się co do tego upewnić i zastanawiacie się, po czym poznać bezpieczny styl przywiązania.

Czytając jego opis, zachowajcie ostrożność w samoocenie – na podstawie pojedynczych sytuacji dnia codziennego nie da się ze stuprocentową pewnością określić dominującego stylu przywiązania. NA KAŻDĄ SYTUACJĘ WPŁYWAJĄ AKTUALNE SAMOPOCZUCIE WSZYSTKICH JEJ UCZESTNIKÓW, KONTEKST SYTUACYJNY I TEMPERAMENT DZIECKA – ORAZ, OCZYWIŚCIE, JEGO STOPIEŃ ROZWOJU. Jeśli więc osoby trzecie, do których docierają tylko urywki waszej codzienności – np. na placu zabaw czy na ulicy – „diagnozują” wasze dziecko jako przywiązane w sposób bezpieczny lub pozabezpieczny, nie bierzcie sobie zanadto tych diagnoz do serca.

Tymczasem w kontekście naukowym jakość więzi pomiędzy dzieckiem a figurą przywiązania ocenia się przy pomocy standaryzowanych i wiarygodnych metod, chociażby takich jak opracowana przez Mary Ainsworth procedura „obcej sytuacji”. Wyróżnia się kilka stylów przywiązania, niekiedy zwanych również typami przywiązania.

Styl bezpieczny

Bezpieczny styl przywiązania jest odpowiedzią dziecka na rodzicielską wrażliwość względem jego potrzeb. Rozwija ono w sobie bezpieczne przywiązanie, jeśli rodzice są dostępni emocjonalnie podczas sygnalizowania potrzeby bliskości – i to tak długo, jak długo ono tego potrzebuje. To komunikat, że jego potrzeby są ważne.

Bezpiecznie przywiązane dzieci reagują na rozstanie z figurami przywiązania, przykładowo podczas adaptacji w nowej placówce: wiele z nich protestuje i wykazuje niepokój. Inne wprawdzie są w stanie skupić się na zabawie, ale ewidentnie widać, że rozstanie budzi w nich emocje. Gdy bliska osoba wraca, dzieci sprawiają wrażenie ucieszonych, doznają ulgi, szybko uspokajają się w ramionach ukochanego dorosłego i ponownie zajmują się zabawą.

Styl lękowo-ambiwalentny

Także w rodzinach, w których rodzice zasadniczo wychowują dzieci z miłością, w sposób zorientowany na więzi i chcieliby „wszystko robić dobrze”, może się zdarzyć, że dziecko przywiąże się w sposób lękowo-ambiwalentny. Przyczyną takiego stylu przywiązania są sprzeczne komunikaty płynące do dziecka ze strony figur przywiązania (zob. ramka poniżej).

Podczas rozstania dzieci przywiązane w sposób lękowo-ambiwalentny bardzo głośno i dobitnie wyrażają niepokój. Gdy figura przywiązania wraca, zachowanie dziecka jest tak samo dwuznaczne jak komunikaty wysyłane przez rodziców: często jest ono wściekłe na rodzica, a mimo to szuka jego bliskości – albo natychmiast chce bliskości tej osoby, po czym wysuwa się z objęć i odwraca. Takie dzieci przejmują niejednoznaczne zachowania, których doznawały. Często nie potrafią już wrócić do zabawy, lecz na wszelki wypadek „nadzorują” figurę przywiązania.

Podejdź, ale nie za blisko – ambiwalencja komunikacyjna

Czasami figury przywiązania są kompletnie wyczerpane – czy to z racji stawianych sobie samym wysokich wymagań, czy z racji innych trudnych sytuacji w domu bądź w pracy. Gdy dziecko ma zmartwienie, powoduje to u rodziców dylemat: z jednej strony chcieliby ukoić swoje pragnące więzi dziecko i być dla niego obecni, z drugiej zaś są przytłoczeni i wykończeni. Zdarza się, że niechcący przekazują podwójny komunikat: „Och, uderzyłeś się! Chodź do mnie, pocieszę cię!”, ale zanim jeszcze dziecko całkowicie się uspokoi, słyszy poirytowane: „Ale następnym razem lepiej uważaj, dobrze?”. Czasami te komunikaty przyjmują postać niewerbalną: zmęczone bieganiem dziecko zostaje wzięte na ręce, lecz mimika i mowa ciała rodzica przekazuje mu: „To dla mnie teraz za wiele!”. Takie komunikaty wprowadzają wiele zamieszania w dziecięcych głowach. Ich system przywiązania nie może się uspokoić z powodu przekazu: „chodź do mnie, ale nie za blisko”. Dlatego dzieci często sprawiają wrażenie niepocieszalnych i jeszcze bardziej szukają bliskości rodziców, co tych ostatnich tylko dodatkowo przytłacza. Odnoszą oni wrażenie, że mają dziecko, któremu nic nie pasuje. (Jak się wydostać z tego błędnego koła, dowiecie się z historii Kíry w rozdziale 8 i historii Lilian w rozdziale 14). Ambiwalentne komunikaty ze strony rodziców mogą też wynikać z wysokiego poziomu lęku. Z jednej strony próbują oni dodać dziecku otuchy i zachęcić je do eksplorowania, a z drugiej boją się tego i komunikują to za pomocą słów lub mowy ciała, zarażając dziecko lękiem.

Styl lękowo-unikający

Taki styl przywiązania może się rozwinąć, gdy dziecięca potrzeba więzi jest przez rodziców w dużej mierze ignorowana. To sytuacja, w której opiekunowie nie okazują wrażliwości na potrzeby dziecka i z reguły oczekują, że samo poradzi sobie ze zmartwieniami czy strachem. Dziecko rzadko ma okazję do uspokojenia się w kontakcie fizycznym, często jest odprawiane stwierdzeniami w stylu: „Ach, to przecież nic takiego!”, „Dasz sobie radę!” czy: „Nie rób scen!”.

Dzieci przywiązane w sposób lękowo-unikający nauczyły się poprzez powtarzalne interakcje tego typu tłumienia swoich zachowań przywiązaniowych – po to, aby chronić się przed odrzuceniem. Przykładem takich sytuacji są tzw. treningi zasypiania, w których dziecko zostawia się, by się wypłakało. Dzieci, u których dominuje styl lękowo-unikający, sprawiają wrażenie, jakby rozstanie z figurą przywiązania nie robiło na nich wrażenia, są niemalże obojętne. Niełatwo okazują smutek, inne emocje także są przez nie zazwyczaj skrywane lub wypierane.

TAKIE ZACHOWANIE W ŻADNYM WYPADKU NIE JEST JEDNAK OZNAKĄ TEGO, ŻE DZIECKO SAMO POTRAFI SIĘ DOBRZE REGULOWAĆ, NAWET JEŚLI CZĘSTO W TEN SPOSÓB SIĘ TO INTERPRETUJE. Tłumi ono jedynie ­reakcję stresową, gdyż przywykło, że jego potrzeby w zakresie więzi nie mają znaczenia.

Style przywiązania nie są ustalone raz na zawsze – wprost przeciwnie, zawsze można je zmienić. Gdyby było inaczej, nie pisałybyśmy tej książki. Rodzice mogą w każdej chwili wyciągnąć wnioski ze swojego zachowania, świadomie je zmienić i ustabilizować więź. Także w bezpiecznej więzi dziecka z rodzicami mogą występować burzliwe i trudne okresy. Wyobrażenie, jakoby bezpieczny styl przywiązania oznaczał wyłącznie harmonijną relację, zazwyczaj jest myśleniem życzeniowym, mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością.

12 Tak zwana zerówka. W Niemczech, a do tamtejszych realiów odnoszą się autorki, dzieci rozpoczynają naukę w szkole około szóstego roku życia, w zależności od tego, w którym miesiącu roku kończą sześć lat, a jako pięciolatki idą do zerówki (a więc rok wcześniej niż w Polsce). Każdy kraj związkowy (land) może mieć swoje przepisy. W Polsce zerówka, czyli roczne przygotowanie przedszkolne dla dzieci w przedszkolach, oddziałach przedszkolnych szkół podstawowych oraz w edukacji domowej, również jest obowiązkowa, jednak dla dzieci sześcioletnich (przyp. red.).

13 Zob. K. Grossmann, K. Grossmann, _Bindungen – das Gefüge psychischer Sicherheit_, Stuttgart 2004, s. 120.

14 R. Siegler i in., _Entwicklungspsychologie im Kindes- und Jugendalter_, Heidelberg 2016.

15 Strüber N., _Die erste Bindung. Wie Eltern die Entwicklung des kindlichen Gehirns prägen_, Stuttgart 2016.

16 S. Chess, A. Thomas, _The New York Longitudinal Study (_NYLS_): The Young Adult Periods_, „Canadian Journal of Psychiatry” 1990, 35(6), s. 557–561. Zob. także S. Pauen, J. Roos, _Entwicklung in den ersten Lebensjahren (0–3 Jahre)_, München 2017.

17 W dzieciństwie bądź dorosłości, np. w efekcie podjętej terapii; w świetle dostępnej wiedzy o więzi i jej rozwoju wiemy, że style przywiązania mogą się zmieniać w ciągu życia w zależności od relacji i sytuacji, zob. P. Crittenden i in., _Attachment and Family Therapy_, Maidenhead 2014 (przyp. red.).

18 Zob. E.H. Erikson, _Tożsamość a cykl życia_, dz. cyt (przyp. red.).

19 K. M. Krol i in., _Epigenetic Dynamics in Infancy and the Impact of Maternal Engagement_, „Science Advances” 2019, 5(10).

20 Zob. np. N. Strüber, _Risiko Kindheit. Die Entwicklung des Gehirns verstehen und Resilienz fördern_, Stuttgart 2019.

21 Zob. np. R. Sobota i in., _Oxytocin Reduces Amygdala Activity, Increases Social Interactions, and Reduces Anxiety-Like Behavior Irrespective of_ NMDAR _Antagonism_, „Behavioral Neuroscience” 2015, 129(4), s. 389–398.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij