Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Wiosna Rewolucji. Walka o nowy świat 1848-1849 - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
21 kwietnia 2026
7225 pkt
punktów Virtualo

Wiosna Rewolucji. Walka o nowy świat 1848-1849 - ebook

Pewnego styczniowego popołudnia 1848 roku ulice Palermo zaczęły wypełniać tłumy ludzi. Nikt nie był do końca pewien, co skłoniło mieszkańców do masowego opuszczenia domów ani czego się domagali. Próby rozpędzenia tłumu prędko przerodziły się w gwałtowne zamieszki. Demonstracja przemieniła się w powstanie. W ciągu kilku dni władze straciły kontrolę najpierw nad miastem, a następnie nad całą Sycylią. Wkrótce iskry rewolucji miały rozpalić się w całej Europie: od Mediolanu po Wiedeń, od Berlina po Budapeszt.

 

W dziejach Europy niełatwo znaleźć bardziej ekscytujące, przerażające, a także skomplikowane wydarzenia niż te, które rozegrały się wiosną 1848 roku. Niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w kolejnych miastach ulice wypełniały tłumy demonstrantów, a ład wiedeński panujący na kontynencie od klęski Napoleona spektakularnie się załamał. Rewolucje te zajmują szczególne miejsce w europejskiej historiografii. Jednak w świadomości Europejczyków pozostają one w dużej mierze w cieniu innych przewrotów czy konfliktów, niczym seria powstań, która tak naprawdę niczego nie zmieniła. W swej porywającej książce profesor Uniwersytetu w Cambridge, Christopher Clark, podważa dominującą opinię historyków o klęsce tych powstań. Miarą sukcesu czy porażki są przecież długofalowe konsekwencje danego wydarzenia, a zdaniem autora dziedzictwo 1848 roku jest ogromne. Wartkie przetasowania na politycznych szczeblach, nowe przekonania i oczekiwania ludności, poczucie wolności i sprawczości, rola kobiet w społeczeństwie, emancypacja Żydów, koniec niewolnictwa i ogrom innych zagadnień oraz wydarzeń oplatających kontynent niczym skomplikowana siatka – w tym wszystkim autor porusza się z niezwykłym wdziękiem, tworząc nie tylko przełomowe dzieło historyczne, ale także wciągającą niczym dobry kryminał lekturę.

Autor skupia się na wydarzeniach mających miejsce w różnych częściach Europy (i nie tylko) – nie pominął przy tym i ziem polskich. Wraz z nim prześledzimy, jaki udział w rewolucyjnych zrywach Europy mieli Polacy i jak międzynarodowe czynniki wpływały na sytuację w Polsce – jak choćby w pozostającej pod zaborem pruskim Wielkopolsce czy w habsburskiej Galicji.

 

Jedna z najlepszych książek historycznych, które przeczytacie w tej dekadzie – „History Today”

 

Fascynująca, trzymająca w napięciu, odkrywcza, żywa – „The Times”

 

Analiza złożoności i destrukcyjnej mocy nacjonalizmu w rozdziale „Domniemanie porządku” jest szczególnie wnikliwa i ma ogromne znaczenie w dzisiejszych realiach – „Financial Times”

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Spis ilustracji.................................................................................................................... 9
Wstęp............................................................................................................................. 19
Rozdział 1. Kwestie społeczne........................................................................................ 31
Rozdział 2. Domniemanie porządku............................................................................. 99
Rozdział 3. Konfrontacja............................................................................................. 167
Rozdział 4. Detonacje.................................................................................................. 251
Rozdział 5. Zmiana władzy.......................................................................................... 319
Rozdział 6. Emancypacja............................................................................................. 375
Rozdział 7. Entropia.................................................................................................... 431
Rozdział 8. Kontrrewolucja......................................................................................... 519
Rozdział 9. Po 1848.................................................................................................... 619
Wnioski....................................................................................................................... 671
Podziękowania.............................................................................................................. 683
Przypisy........................................................................................................................ 687
Indeks osobowy............................................................................................................ 781

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8238-186-3
Rozmiar pliku: 6,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Kwestie społeczne

Rozdział ten zawiera fragmenty nasycone niepewnością ekonomiczną, powszechnym niepokojem, kryzysem żywnościowym oraz skrajną przemocą. Bierze pod lupę społeczeństwa europejskie sprzed 1848 roku, skupiając się na kwestiach napięć, przesiedleń, blokad i konfliktów. Niezadowolenie społeczne nie „wywołuje” rewolucji – gdyby tak było, zdarzałyby się one znacznie częściej. A jednak materialne bolączki Europejczyków żyjących w połowie XIX wieku stanowią kluczowe tło dla procesów polaryzacji politycznej, dzięki którym rewolucje stały się możliwe. Było to bardzo istotnym czynnikiem motywującym dla wielu spośród uczestników zamieszek, które wybuchły w miastach. Równie ważne jak sam fakt cierpienia i jego skala były sposoby postrzegania i kategoryzowania dysfunkcji społecznych w tamtej epoce. „Kwestia społeczna”, zaprzątająca głowy Europejczyków w połowie XIX wieku, stanowiła konstelację rzeczywistych problemów, ale była także sposobem postrzegania świata. Rozdział otwierają sceny z życia ubogich i tych mniej biednych. Rozważa on mechanizmy, które doprowadziły do wyalienowania pewnych grup społecznych i przesunięcia ich poza granicę oddzielającą egzystencję na granicy ubóstwa od skrajnej nędzy. Przygląda się stosowanym przez osoby parające się rzemiosłem (szczególnie przez tkaczy) metodom mającym na celu poprawę ich sytuacji poprzez ukierunkowane protesty oraz użycie przemocy. Tę część książki wieńczą natomiast polityczne i społeczne konwulsje 1846 roku, kiedy to nieudane powstanie w Galicji – motywowane politycznie – zostało wchłonięte oddolnie przez brutalne zamieszki społeczne. Jest to epizod obfitujący w ponure lekcje dla ludzi, którym przyszło żyć w roku 1848.

Polityka opisu

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak żyją najubożsi z naszych robotników, udajcie się na rue des Fumiers, którą zamieszkuje niemal wyłącznie ta właśnie klasa. Schylcie głowy i zejdźcie do jednej z suteren z wejściami od strony ulicy; wkroczcie do podziemnego korytarza, gdzie powietrze jest równie wilgotne i zimne jak w jaskini. Poczujecie, jak wasze stopy ślizgają się po brudnym gruncie, będziecie się bali, że wpadniecie w głębokie błoto. Przechodząc dalej, z każdej strony zobaczycie ciemne, lodowate pomieszczenia, po ścianach których spływa brudna woda, oświetlone jedynie słabym światełkiem wpadającym z maleńkiego okna, zbyt tandetnie wykonanego, by dało się je należycie zamknąć. Pchnijcie liche drzwi i wejdźcie, jeżeli cuchnące powietrze nie każe wam się cofnąć. Ale uważajcie, bo brudna, nierówna podłoga pokryta jest odchodami, nie jest ani utwardzona, ani wyłożona porządnymi kaflami. Stoją tu trzy lub cztery zapleśniałe, chybotliwe łóżka, powiązane sznurkami i przykryte wytartymi szmatami, rzadko pranymi. A szafki? Nie są potrzebne. W takim domu nie ma niczego, co można by w nich przechowywać. Umeblowania dopełniają kołowrotek i krosna.

W ten sposób dwóch lekarzy, Ange Guépin i Eugène Bonamy, opisywało najuboższą ulicę swego miasta w 1836 roku⁠¹. Miejscem tym nie był Paryż ani Lyon, ale Nantes, prowincjonalne miasto nad Loarą w Górnej Bretanii, regionie zachodniej Francji. Nantes nie było żadną tętniącą życiem metropolią: w 1836 roku mieszkało tu niemal 76 tys. osób, w tym około 10 700 – tymczasowo. Byli to w przeważającej mierze mężczyźni: pracownicy sezonowi, marynarze, podróżnicy czy garnizon wojska. Taka populacja zdecydowanie nie plasowała Nantes na liście czterdziestu najludniejszych miast Europy. Miasto wciąż jeszcze zmagało się ze skutkami rewolucji i wojen napoleońskich. Te wstrząsy geopolityczne zniszczyły handel atlantycki (szczególnie afrykańskimi niewolnikami), który przyniósł osiemnastowiecznemu Nantes bogactwo, wypełniając część jego najlepszych ulic pięknymi posiadłościami zamożnych handlarzy niewolników⁠². W czasie wojen liczba ludności znacznie się zmniejszyła i choć miasto odżyło gospodarczo po 1815 roku, ten wzrost był powolny. Jedną z przyczyn był fakt, że francuskie wybrzeże Atlantyku nigdy w pełni nie podniosło się po brytyjskiej blokadzie. Ponadto konkurencja w sektorze produkcji znacznie wzrosła, a dodatkowo nagromadzenie mułu w Loarze uniemożliwiało teraz większym statkom dotarcie do przystani miejskiej. W 1837 roku handel zagraniczny miasta wciąż utrzymywał się na niższym poziomie niż w 1790⁠³. Badanie statystyczne przeprowadzone przez mera w 1838 roku ujawniło, że przemysł zdominowany został przez dość niewielkie przedsiębiorstwa: 25 tkalni bawełny zatrudniających 1327 robotników, 12 zakładów budowlanych zatrudniających 565 robotników, 38 wytwórni tkanin wełnianych, barchanów i wyrobów tekstylnych, dziewięć odlewni miedzi i żelaza, 13 małych rafinerii cukru zatrudniających 310 robotników, 5 wytwórni konserw z 290 robotnikami i 38 garbarni z 193 robotnikami⁠⁴. Znacznie liczniejsi byli ci, którzy pracowali poza fabrykami i odlewniami, podejmując się pracy na akord, prania, pracy na budowach lub jako różnego rodzaju służba.

A jednak to stosunkowo skromne miasto stanowiło swego rodzaju mikrokosmos skrajnych różnic jakości życia ludzkiego, i to właśnie one przyciągnęły uwagę Guépina i Bonamy’ego, lekarzy i ekspertów od zdrowia publicznego o silnej wrażliwości społecznej. W tym obszernym opracowaniu statystycznym dwaj lekarze ożywili przed oczami czytelnika miasto Nantes – jego ulice, nabrzeża, fabryki i place, jego szkoły, kluby, biblioteki, fontanny, więzienia i szpitale. Jednak największe wrażenie robią komentarze zawarte pod koniec książki w rozdziale na temat „Sposobów egzystencji rozmaitych klas społecznych w Nantes”. Tutaj nacisk położono na różnorodność losów społecznych. Autorzy wyróżnili w mieście osiem „klas” – nie była to jeszcze dialektyczna triada, która miała zdominować socjalizm po Marksie. Pierwsza klasa składała się po prostu z „bogatych”. Potem następowały cztery rangi burżuazji: „wielka burżuazja”, „zamożna burżuazja”, „zubożała burżuazja” i „biedna burżuazja”. Na dole piramidy znajdowały się trzy klasy robotników: „dobrze sytuowani”, „biedni” i „nędzarze”⁠⁵.

Holistyczna, socjologiczna jakość tych spostrzeżeń jest zaskakująca. Autorzy wychodzą poza charakterystykę warunków ekonomicznych każdej grupy, dokonując oceny stylów, praktyk, świadomości i wartości. Według nich „bogaci” zazwyczaj miewają mniej dzieci (średnio dwójkę) i zamieszkują apartamenty liczące od dziesięciu do piętnastu pokoi, oświetlane przez 12 do 15 wysokich i szerokich okien. Życie mieszkańców umilało „tysiąc drobnych wygód, które można by uważać za nieodzowne, gdyby ogromna część populacji nie była ich pozbawiona”.

Ogromne wysiłki wkłada się w organizację sezonowych bali, które kolejna warstwa, wielka burżuazja, urządza dla swoich córek. Całe mieszkania są opróżniane, by zrobić miejsce dla tancerzy. Na strychu ustawia się tapczan dla dziadka. W sezonie balów fryzjerzy szaleją, są oblegani niczym lekarze podczas epidemii (zarówno Guépin, jak i Bonamy odegrali istotną rolę w walce z epidemią cholery, która pustoszyła Nantes w 1832 roku, zabijając 800 mieszkańców). Można powątpiewać, by następująca po tym wszystkim wypełniona zabawą noc naprawdę była warta włożonych wysiłków, przynajmniej zdaniem autorów. Prawda była bowiem taka, że wielki bal w Nantes był „zbiegowiskiem, gdzie człowiek poci się nieustannie, oddycha stęchłym powietrzem i z pewnością ogranicza swoje perspektywy na długie życie”. A następnego ranka, jeżeli jest zimno, w zawiasach okien można znaleźć „kawałki straszliwie brudnego lodu”. „Para, która kondensując, uformowała te kawałki lodu, jeszcze poprzedniego wieczora unosiła się w powietrzu, którym oddychało 300 gości”⁠⁶.

Podczas gdy wielka burżuazja utrzymywała własne konie i powozy, członkom „zamożnych” gospodarstw burżuazyjnych (warstwa 3) wystarczało podróżowanie po mieście omnibusem. Ojciec rodziny był wiernym subskrybentem swojego klubu czytelniczego, ale jednocześnie wiecznie odczuwał niepokój, ponieważ „zawsze miał świadomość, że tylko oszczędność i praca zapewnią pokrycie jego wydatków”. Potrzeba oszczędności wykluczała rozmach, jaki demonstrowały dwie najwyższe warstwy, chociaż dzieci tej klasy znacznie swobodniej czuły się wśród stojących wyżej od siebie, niż potrafili to ich rodzice.

Na szczególne współczucie zasługiwała „zubożała burżuazja” (_bourgeois gênés_: warstwa 4). Należeli do niej pracownicy, profesorowie, sekretarze, sklepikarze, „niższa warstwa artystów”. Razem tworzyli „jedną z najnieszczęśliwszych klas”, ponieważ kontakty z bogatszymi klasami wymagały od nich wydatków przewyższających ich zasoby. Te rodziny, jak twierdzą autorzy, mogły się utrzymać tylko przestrzegając bardzo surowego budżetu. „Biedna burżuazja” (warstwa 5) zajmowała natomiast paradoksalne miejsce w tkance społecznej: mając do wydania około 1000–1800 franków rocznie, zarabiała niewiele więcej niż lepiej sytuowani robotnicy, stanowiący kolejną klasę, i stać ją było zaledwie na dwa czy trzy pokoje, żadnej służby oraz powierzchowne wykształcenie dla swoich dzieci. Byli to urzędnicy, kasjerzy i pomniejsi akademicy, których losem było „przetrwanie w teraźniejszości i obawa o przyszłość”. Ale to, co dla nich było ubóstwem, stanowiło wielkie bogactwo dla „dobrze sytuowanych robotników” (warstwa 6), którzy mogli żyć „nie martwiąc się o przyszłość” z mniejszego dochodu (ich przychody sięgały 600 do 1000 franków). To była klasa drukarzy, murarzy, stolarzy i ebenistów, „klasa dobrych robotników, ogólnie uczciwych, oddanych swym przyjaciołom, ujmujących, zachowujących porządek w domu i z troskliwością wychowujących liczną rodzinę”. Ich praca była długa i ciężka, ale wykonywali ją z poświęceniem, a nawet radością. Znajdowali poczucie satysfakcji w tym, że ich rodziny były odziane i nakarmione. Kiedy wracali wieczorem do domu, mieli zapewniony „ogień zimą i dość jedzenia, by odzyskać siły”. Byli to najszczęśliwsi spośród mieszkańców miasta, ponieważ ich środki i aspiracje były najlepiej zbalansowane⁠⁷.

Na dole piramidy, pod bliżej nieokreśloną klasą „biednych robotników” utrzymujących się za 500–600 franków (warstwa 7), znajdowali się ci, którzy egzystowali w warunkach „ogromnej nędzy” (warstwa 8). Życie tych ludzi pod każdym względem różniło się od życia lepiej sytuowanych robotników. Nie tylko dlatego, że ich dochody (na poziomie 300 franków rocznie) były tak niewielkie, ale dlatego, że nie mieli tych niezliczonych niematerialnych wygód i korzyści, które osładzały dni ich zamożniejszych bliźnich: nie doświadczali prawdziwego odpoczynku po pracy, nie okazywano im wdzięczności za dobrze wykonaną pracę, ich wiecznie strudzonej twarzy nie rozświetlał nigdy uśmiech. Materialne i duchowe przyjemności oraz poczucie satysfakcji, podtrzymujące na duchu murarzy i ebenistów, nie były dostępne dla tych najnędzniejszych. „Dla nich życie oznacza nieumieranie”. Ludzie ci żyli w śmierdzących piwnicach rue des Fumiers i innych podobnych ulic, jak na przykład rue de la Bastille czy rue du Marchix. To tam pracowali czternaście godzin dziennie w świetle żywicznej świecy za wynagrodzenie rzędu 15 do 20 sou⁠⁸.

Autorzy wielokrotnie sięgali po statystyki nie tylko dlatego, że z ich pomocą można było umocować ich opisy na fundamencie niepodważalnych faktów, oddzielając je tym samym od zwykłych twierdzeń politycznych, ale także dlatego, że liczby czasami mówią więcej niż słowa. Oto koszty ponoszone przez gospodarstwo domowe utrzymujące się z kwoty 300 franków rocznie.

Czego byśmy nie powiedzieli o tej nieszczęsnej grupie społecznej, szczegóły dotyczące jej wydatków będą bardziej wymowne. Oto one:

- Czynsz 25 fr.
- Pranie 12
- Opał (drewno i torf) 35
- Oświetlenie 15
- Naprawa zepsutych mebli 3
- Zmiana miejsca zamieszkania (co najmniej dwa razy do roku) 2
- Obuwie 12
- Odzież (ubierają się w stare ubrania, które dają im ludzie) 0
- Lekarz 0
- Aptekarz (siostry miłosierdzia przynoszą im lekarstwa na polecenie lekarza) 0

---------------

104 fr.

Te wydatki zostawiały ubogiemu gospodarstwu dochód w wysokości 196 franków rocznie na pokrycie wszystkich pozostałych potrzeb, z czego 150 franków trzeba było wydać na chleb, zatem pozostawało 46 (rocznie!) na zakup soli, masła, kapusty i kartofli. „Jeżeli weźmie się pod uwagę, że pewną kwotę wydaje się także w barze, można zauważyć, że pomimo bochenków chleba rozdawanych od czasu do czasu przez organizacje dobroczynne, sytuacja tych rodzin i tak jest straszliwa”⁠⁹.

Próżno by szukać bardziej wyrazistej ilustracji niepodzielnej władzy, jaką liczby sprawowały nad mężczyznami, kobietami i dziećmi w mieście, niż we współczynnikach umieralności w poszczególnych dzielnicach. Przy bulwarze Duguay-Trouin, zamożnej ulicy z dużymi posiadłościami, Guépin i Bonamy odnotowali umieralność na poziomie jednego zgonu na 78 mieszkańców rocznie. Ale już na rue des Fumiers – stanowiącej epicentrum ubóstwa w mieście – położonej _w tej samej dzielnicy,_ niedaleko Chaussée Madeleine, odnotowali już jeden zgon na 17 mieszkańców rocznie. Aby ująć tę różnicę w sposób bardziej drastyczny: autorzy odkryli, że podczas gdy mieszkańcy rue Duquesclin umierali średnio w wieku 59,2 roku, średnia długość życia mieszkańców rue des Fumiers wynosiła 31,16 roku.

W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku Europę zalała fala podobnych raportów. Ich autorzy odwiedzali fabryki i chodzili po dzielnicach zamieszkałych przez najuboższą ludność miast. Ich książki i broszury świadczyły o przywiązaniu do precyzyjnej obserwacji i analizy ilościowej. W 1832 roku James Kay, po ukończeniu studiów medycznych na Uniwersytecie Edynburskim, opublikował krótkie studium na temat pracowników przemysłu bawełnianego z Manchesteru. Również i tutaj pojawiły się współczynniki umieralności wśród tkaczy, a także tabele liczbowe ukazujące rozmieszczenie wilgotnych mieszkań, niebrukowanych ulic i otwartych szamb w najuboższych dzielnicach. Znalazły się tutaj także refleksje na temat ponurości i nędzy codziennego życia pracującej biedoty. Życie pracowników przemysłu bawełnianego było ciężkie, pisał Kay, ale warunki były szczególnie złe głównie dla irlandzkich tkaczy pracujących na krosnach ręcznych, ponieważ wprowadzenie krosna mechanicznego obniżyło wartość ich pracy. W ich mieszkaniach można było znaleźć w najlepszym wypadku jedno lub dwa krzesła i rozchybotany stół, jakieś podstawowe narzędzia kuchenne oraz „jedno lub dwa łóżka, odrażająco brudne”. Cała rodzina mogła spać razem w jednym łóżku, leżąc wspólnie pod stosem brudnej słomy i przykryciem sporządzonym ze starego worka. Były też wilgotne, śmierdzące, jednopomieszczeniowe piwnice, w których mogło się wspólnie tłoczyć nawet szesnaście osób z więcej niż jednej rodziny⁠¹⁰.

Dzieło _Tableau de l’état physique et moral des ouvriers employés dans les manufactures de coton, de laine et de soie_ Louis-Renégo Villermé (1840) stanowiło rezultat lat spędzonych na obserwacji pracowników przemysłu bawełnianego w departamentach Górnego Renu, Seine-Inférieure, Aisne, Nord, Somme, Rhône i w kantonie Zurych w Szwajcarii. Villermé, pionier ruchu higienicznego i jeden z pierwszych propagatorów epidemiologii społecznej, zainteresowany był wpływem industrializacji na zdrowie i jakość życia klas pracujących fizycznie. Jego książka, zamówiona przez Akademię Nauk Moralnych i Politycznych w Paryżu, prezentowała żmudnie tworzoną klasyfikację, opartą na skrupulatnej analizie danych zebranych w wyniku drobiazgowej obserwacji. Villermé zainteresowany był długością dnia pracy, czasem poświęconym na posiłki, odległością pokonywaną do miejsca pracy, formą i wysokością wynagrodzenia. Odwiedzał te miejsca i obserwował opisywanych przez siebie ludzi, cierpliwie towarzysząc bohaterom swej książki podczas ich długiego dnia pracy, uznając, jak sam pisał, „surowy obowiązek opisu faktów dokładnie tak, jak je widziałem”⁠¹¹. Patrząc, jak alzaccy pracownicy przemysłu bawełnianego przychodzą do swojej fabryki rano i opuszczają ją wieczorem, Villermé zauważał „wielką liczbę bladych, chudych kobiet idących boso po błocie”. Obok nich biegło stadko „małych dzieci, równie brudnych i równie mizernych, okrytych szmatami tłustymi od oleju, który spłynął na nie z maszyn podczas pracy”. Te dzieci nie miały żadnych chlebaków do noszenia prowiantu; „po prostu trzymają w rękach lub chowają pod koszulą kawałek chleba, który ma być ich pożywieniem, aż przyjdzie czas powrotu do domu”⁠¹².

Tak samo jak Guépin i Bonamy, Villermé wchodził do mieszkań robotników, do ciemnych pokoi, gdzie spały dwie rodziny, każda w innym kącie, na słomie rzuconej na podłogę i przytrzymywanej dwiema deskami, przykrytej tylko szmatami i brudnym kocem. On także widział i opisywał marne narzędzia kuchenne i zrujnowane meble. Odnotował też wygórowane czynsze, których domagano się za tak nędzne mieszkania, czynsze skłaniające spekulantów do budowania kolejnych niskokosztowych kamienic w przekonaniu, że ubóstwo niedługo wypełni je mieszkańcami. Związek między dochodem a długością życia też mu nie umknął. Pisał, że w departamencie Górnego Renu, w miejscu gdzie wschodnia Francja graniczy ze Szwajcarią, bieda była tak olbrzymia, że w sposób drastyczny przekładała się na długość ludzkiego życia: podczas gdy w rodzinach kupców, przedsiębiorców i dyrektorów fabryk można było oczekiwać, że połowa dzieci dożyje 29 lat, to połowa dzieci tkaczy i przędzarzy bawełny umierała jeszcze przed ukończeniem drugiego roku życia. „Co nam to mówi” – pytał Villermé, a jego empatia walczyła tu z potępieniem – „o braku opieki, o zaniedbaniu ze strony rodziców, o ich nędzy, o ich cierpieniu?”⁠¹³

Hrabia Carlo Ilarione Petitti di Roreto, autor studium o wpływie pracy w fabryce na dzieci, był starszym urzędnikiem na usługach Królestwa Sardynii i jednym z najważniejszych piemonckich liberałów swojej epoki. Petitti od początku jasno stwierdzał, że rozumie wartość i konieczność pracy dziecięcej w fabrykach. Dzieci były nieduże i zwinne, można je było zatrudniać do ponownego łączenia, nawijania lub wciągania zapodzianych nici, mogły wciskać się pod maszyny, by na bieżąco dokonywać napraw bez naruszania rytmu produkcji (stąd plamy oleju zauważone przez Villermégo na ubraniach dzieci wychodzących z alzackich fabryk). Sprawdzały się znakomicie w licznych zadaniach wymagających drobnych palców i szybkiego refleksu. Były tańsze od dorosłych, miały więc kluczowe znaczenie przy obniżaniu kosztów. Uzupełniały także dochody najbiedniejszych pracujących rodziców.

Wykorzystywanie do takich prac dzieci stawało się coraz częstsze. Dzieci zaczynały teraz pracę już w wieku siedmiu czy ośmiu lat, a ich liczba wzrosła do tego stopnia, że stanowiły nawet połowę pracowników zatrudnianych w takich zakładach. Petitti zauważył, że właściciel fabryki miał oczywisty interes w maksymalizacji produkcji i minimalizacji kosztów, a zatem najprawdopodobniej wymagał jak największego wysiłku, nawet od swoich najmłodszych pracowników. Ubodzy rodzice również mieli interes w zmniejszeniu ciężaru utrzymania swojego potomstwa, a zatem byli skłonni posłać dziecko do pracy najwcześniej, jak było to możliwe. Wydawało się, że wszystkie zainteresowane strony (z wyjątkiem samych dzieci) odnosiły korzyści z działania tego systemu eksploatacji, a rezultaty były godne pożałowania. Wyczerpani ciągłą pracą i pozbawieni odpowiedniej ilości snu, ci mali proletariusze nieustannie przysypiali, śniąc o „bieganiu i skakaniu”, póki surowy głos nie przywołał ich z powrotem do ich zadań. Jeżeli stawiali opór, byli bici lub odmawiano im jedzenia⁠¹⁴.

Im młodszy wiek, w jakim rozpoczynali pracę, tym większe niebezpieczeństwo, że konkretne zajęcia doprowadzą do charakterystycznych chorób i deformacji w wieku dorosłym. Obserwując tkaczy w Lyonie, jednym z największych ośrodków produkcji tkanin jedwabnych w Europie, Philibert Patissier zauważył oznaki ogólnego upośledzenia, które wydawały się powiązane z rodzajem pracy, a przejawiające się nie tylko w wyglądzie i poziomie energii życiowej, ale także nastrojach i postawach. Oprócz bladej cery tkaczy w oczy rzucały się także ich kończyny: „osłabłe lub obrzmiałe od limfy, miękkie ciało pozbawione witalności, wzrost niższy niż średni”. Widać było „pewnego ducha prostoty i głupoty w ich twarzach; ich akcent w rozmowie był szczególnie powolny i monotonny”. Ich ciała były tak zdeformowane przez krzywicę i złą postawę, że można ich było rozpoznać z daleka „po nieregularnym rozwoju szkieletu ich niepewnym i całkowicie pozbawionym wdzięku kroku”⁠¹⁵.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

wy­daw­nic­two­dia­log.plPRZYPISY

Wstęp

1 Axel Körner, _1848: A European Revolution? International Ideas and National Memories of 1848_, _wyd. 2 popr.,_ Basingstoke 2004.

2 Paul Boerner, Erinnerungen eines Revolutionärs. Skizzen aus dem Jahre 1848, Leipzig 1920, t. 1, s. 73.

3 Karl Marx, Financial Failure of Government – Cabs – Ireland – The Russian Question, „New York Daily Tribune”, nr 2844, 12 sierpnia 1853, przedruk w: Karl Marx, Friedrich Engels Gesamtausgabe, t. 12: Werke Artikel Entwürfe, Januar bis Dezember 1853, Berlin 1984), s. 254‒262, tu s. 262.

4 Émile Thomas, Histoire des Ateliers Nationaux considérés sous le double point de vue politique et social, des causes de leur formation et de leur existence, de l’influence qu’ils ont exercee sur les evenements des quatre premiers mois de la Republique, suivi des pieces justificatives, Paris 1848, s. 17.

5 Cyt. w: Giovanna Fiume, La crisi sociale del 1848 in Sicilia, Messina 1982, s. 72.

6 Benjamin Vicuña Mackenna, The Girondins of Chile. Reminiscences of an Eyewitness, tł. J.H.R. Polt, Oxford 2003, s. 3.

Rozdział 1

1 Ange Guépin i E. Bonamy, Nantes au XIXe siècle; Statistique topographique, industrielle et morale, faisant suite a l’Histoire des progrès de Nantes, Nantes 1835, s. 484–485.

2 François Crouzet, Wars, Blockade, and Economic Change in Europe, 1792–1815, „The Journal of Economic History”, 24/4 (grudzień, 1964), s. 567–588; s. 568, 570.

3 Émile Souvestre, Nantes, „Revue des Deux Mondes”, seria 4, 9 (styczeń–marzec 1837), s. 53–74; s. 62.

4 Henri Sée, La Vie Politique et économique de Nantes pendant la Monarchie de Juillet, d’après la correspondance inédite de P.-F. Dubois, „Revue Historique”, 163/2 (1930), s. 297–322; s. 309.

5 Guépin i Bonamy, Nantes au XIXe siècle, s. 455–457.

6 Ibidem, s. 472.

7 Ibidem, s. 472–481.

8 Ibidem, s. 484.

9 Ibidem, s. 488–489.

10 James Phillips Kay, The Moral and Physical Conditions of the Working Classes Employed in the Cotton Manufacture in Manchester, London 1832, s. 19.

11 Louis-René Villermé, Tableau de l’état physique et moral des ouvriers employés dans les manufactures de coton, de laine et de soie, t. 1–2, Paris 1840, s. 82.

12 Ibidem, t. 1, s. 26.

13 Ibidem, t. 1, s. 29.

14 Carlo Ilarione Petitti, Sul lavoro de’ fanciulli nelle manifatture,Torino 1841, s. 16.

15 Philibert Patissier, Traité des maladies des artisans et de celles qui résultent des diverses professions, Paris 1822, s. 391.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij