Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Własne. Historia kobiet, które chciały należeć do siebie. - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 września 2026
29,99
2999 pkt
punktów Virtualo

Własne. Historia kobiet, które chciały należeć do siebie. - ebook

Historia lubi milczeć o kobietach. Ta książka postanawia to zmienić. Od nocy poślubnej po pole bitwy, od klasztoru po boisko piłkarskie — "Własne" opowiada o kobietach, które w każdej epoce próbowały wywalczyć coś pozornie prostego: prawo do samych siebie. Czasem kończyło się to na stosie, czasem w zakładzie dla obłąkanych....A czasem , jak w przypadku pierwszych piłkarek, na boisku, wśród gwizdów tłumu. Łucja Morawska, historyczka i badaczka historii kobiet, prowadzi nas przez wieki pełne wdów, wampirzyc, filozofek i żołnierek, pokazując, że walka o autonomię nigdy nie miała jednej twarzy, ale zawsze miała tę samą stawkę. Bo historia kobiet, które chciały należeć do siebie, wcale się nie skończyła.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Popularnonaukowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 6,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SPIS TREŚCI

Spis treści 0

Prolog 0

CZĘŚĆ 1. KOBIECY CYKL ŻYCIA 0

1. Ślub i noc poślubna 0

2. Narodziny 0

3. Wdowieństwo 0

CZĘŚĆ 2. W RÓŻNYCH ODSŁONACH 0

4. Żądze krwi, czyli o kobietach-wampirach 0

5. Kobiety na boiska: piłka nożna 0

6. Kobiety-filozofki 0

7. Zapomniane bohaterki: kobiety na frontach historii 0

8. Szaleństwo kobiece ma imię 0

Epilog 0

ŹRÓDŁA 0

ŹRÓDŁA ANTYCZNE I ŚREDNIOWIECZNE (tłumaczenia angielskie) 0

ŹRÓDŁA LITERACKIE (wydania angielskie) 0

ŹRÓDŁA XIX-WIECZNE (książki, artykuły prasowe) 0

ŹRÓDŁA PRASOWE (pierwotne, XIX-XX wiek) 0

AKTY PRAWNE I DOKUMENTY URZĘDOWE 0

OPRACOWANIA WSPÓŁCZESNE (monografie i artykuły, anglojęzyczne) 0

ŹRÓDŁA WIZUALNE I ZBIORY 0

OPRACOWANIA WSPÓŁCZESNE (polskojęzyczne) 0

PRZYPISY KOŃCOWE 0

O autorce 0PROLOG

Ta książka nie powstała z nudów. Nie powstała też dlatego, że zabrakło mi tematów do pisania. Powstała z ciekawości, ale także irytacji wynikającej z tego, że w historii, sztukach pięknych, odkryciach i nauce wciąż jesteśmy stosunkowo niewidoczne. My, kobiety. Prowadząc zajęcia ze studentami, często uświadamiam sobie, jak wiele oczywistych, ale i ukrytych kobiecych osiągnięć, narracji, codziennych przeżyć, które są również przedmiotem analizy historycznej, po prostu nie zauważamy i nie doceniamy. Wciąż i mimo wszystko. W pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego czynią to mężczyźni. Jakby nie było, przez z górą sześć tysięcy lat cywilizacyjnego rozwoju to głównie oni tworzyli i kontrolowali instytucje: prawo, religię, naukę i politykę, które z czasem, często niezależnie od siebie i bez jednego, świadomego planu, utrwaliły ich dominującą pozycję. W efekcie historia stała się _his story_. Dlaczego jednak, rzecz jasna nieco uogólniając, kobiety czują się zwolnione z obowiązku mówienia o kobietach w historii, która przecież jest też _her story_? Bo przecież w większości okresów historycznych kobiety nie stanowiły demograficznej mniejszości, a okresowo, tak jak ma to miejsce obecnie, stanowiły nawet większość. To właśnie ta ciekawość, podobnie jak ciekawość samego przedmiotu, przywiodła mnie do napisania tego zbioru esejów, w nadziei, że zaczniemy jeszcze więcej mówić o nas samych, z dumą, z fascynacją, ciekawością i zrozumieniem.

Moja ciekawość wynika również z tego, co o historycznych kobietach przeczytałam w materiałach archiwalnych, między innymi podczas pracy naukowej nad kobiecą piłką nożną, oraz w opracowaniach. Wbrew temu, co potocznie wiemy o kobietach w historii, kobiety były w nią znacząco i w sposób sprawczy wpisane od zarania cywilizacji. Kobiety miały i mają historię, tyle tylko, że zapisaną i napisaną przede wszystkim przez mężczyzn i dla mężczyzn. I właśnie w tym momencie chciałabym, abyś, czytelniku lub czytelniczko, zatrzymała się na chwilę i pomyślała: ile znam kobiet przywódczyń z historii, ile malarek, ile odkrywczyń, kompozytorek, podróżniczek, filozofek, teolożek, bohaterek narodowych? A ile męskich przykładów jesteśmy w stanie wymienić? Różnica, a przekonana jestem, że taka istnieje, nie wynika z braku kobiet godnych zapamiętania, lecz z selektywności pamięci kulturowej, która przez stulecia promowała jedne narracje i tłumiła inne. Z ciekawości i z irytacji postanowiłam oddać im głos.

Z irytacji, bo ile razy można słuchać, że kobiety w przeszłości były głównie matkami, żonami i ofiarami. Że nie miały głosu, nie miały wpływu, nie miały historii; że pojawiały się na kartach kronik tylko wtedy, gdy coś im się przydarzyło: ślub, poród, śmierć. Albo gdy przydarzyły się komuś innemu: mężowi, synowi, królowi. Jednocześnie niniejszej książce towarzyszy świadomość, że pytania o kobiecą sprawczość, głos i widzialność nie należą wyłącznie do przeszłości. Przeciwnie. Współczesne media społecznościowe stały się areną, na której kobiety coraz śmielej i bardziej świadomie artykułują swoje doświadczenia, odzyskują narrację o własnym ciele i psychice, a także demaskują mechanizmy przemocy i wykluczenia, które przez wieki pozostawały ukryte pod płaszczykiem obyczajowości lub medycznej neutralności. Hasła takie jak #MeToo, #TimesUp czy #WomensHistoryMonth stanowią przejaw długofalowej zmiany w strukturze władzy nad opowieścią o nas samych. Ale czy na pewno jest to zmiana stała?

Paradoksalnie jednak, równolegle do fali emancypacji, w przestrzeni cyfrowej umacniają się ruchy z przeciwległego spektrum dyskursu. Manosfera, czyli luźny konglomerat forów, kanałów i społeczności skupionych wokół narracji o kryzysie męskości, rzekomej dominacji kobiet nad instytucjami oraz konieczności przywrócenia „naturalnego” porządku hierarchicznego, stanowi interesujący, choć niepokojący, rezonans z mechanizmami opisywanymi w tej książce. Retoryka inceli, ruch MGTOW (Men Going Their Own Way) czy treści promowane przez wpływowych „twórców”, takich jak Andrew Tate, odwołują się do schematów głęboko zakorzenionych w zachodniej tradycji, do których niniejsza publikacja również się odnosi. Kobieca seksualność pokazana jest jako zagrożenie, niezależność jako dewiacja, a emancypacja jako przyczyna społecznego chaosu i upadku ludzkości. W tym sensie XIX-wieczne diagnozy histerii i współczesne internetowe oskarżenia o „manipulację” czy „toksyczną kobiecość” dzielą wspólny rdzeń: potrzebę kontrolowania tych, którzy wymykają się rzekomo przypisanym im rolom.

Co za tym idzie, w tym kontekście historia kobiet przestaje być wyłącznie opowieścią o przeszłości. Staje się narzędziem analizy teraźniejszości. Jeśli w XIX-wiecznej diagnozie choroby psychicznej dostrzeżemy mechanizm dyscyplinowania nieposłusznych żon, może łatwiej nam będzie zauważyć podobne mechanizmy w dzisiejszych internetowych narracjach o „szalonych ex” czy „emocjonalnie niestabilnych” kobietach? Jeśli zrozumiemy, dlaczego średniowieczne wdowy były zamykane w klasztorach pod pretekstem duchowej opieki, może z większą podejrzliwością spojrzymy na współczesne głosy postulujące powrót kobiet do „naturalnych” ról żon i matek?

Niniejsza książka stanowi próbę krytycznego spojrzenia na historię kobiet w perspektywie długiego trwania: od starożytnych mitów po współczesne diagnozy psychiatryczne. Nie jest to praca syntetyczna, lecz zbiór esejów łączących analizę źródeł historycznych, medycznych, prawnych i kulturowych wokół wspólnego pytania: w jaki sposób patriarchalne struktury społeczne przez stulecia definiowały, kontrolowały i wykluczały kobiety, które nie mieściły się w przypisanych im rolach? W jaki sposób kobiety próbowały budować niezależność i sprawczość?

W ostatnich latach na rynku wydawniczym pojawiło się kilka znakomitych publikacji podejmujących ten temat w sposób przeglądowy i krytyczny. Na szczególną uwagę zasługuje _Normal Women: 900 Years of Making History_ Philippy Gregory (2023), która z imponującym rozmachem dokumentuje codzienne życie, pracę i sprawczość kobiet w Anglii od średniowiecza po współczesność, odnosząc się zarówno do elit, jak i do warstw niższych. Równie istotna jest _Femina: A New History of the Middle Ages, Through the Women Written Out of It_ Janiny Ramirez (2022), która poprzez analizę przedmiotów, manuskryptów i artefaktów przywraca pamięć o średniowiecznych kobietach: władczyniach, artystkach, heretyczkach i uczonych, celowo pomijanych lub marginalizowanych w tradycyjnej narracji historycznej. Obie te książki, choć różne w metodzie i zakresie, łączy wspólne założenie: historia kobiet nie jest odrębnym, niszowym działem dziejów, lecz ich integralną, choć systematycznie ukrywaną częścią.

Niniejsza praca wpisuje się w ten sam nurt, choć z innym akcentem. Nie aspiruje do całościowego opisu dziejów kobiet, lecz koncentruje się na wybranych momentach i zjawiskach, w których kontrola nad kobiecym ciałem, seksualnością i psychiką ujawniała się szczególnie wyraźnie. Są to zarówno rytuały nocy poślubnej i polityczna kontrola nad królewskim łożem, jak i medykalizacja porodu, społeczne piętnowanie wdowieństwa, demonizacja kobiecej niezależności w literaturze gotyckiej, a także mechanizmy wykluczenia kobiet z przestrzeni publicznej: od zakazów gry w piłkę nożną po wymazywanie filozofek z podręczników akademickich.

Wybór takich, a nie innych wątków nie jest przypadkowy. Łączy je przekonanie, że kategoria „kobiecości” była przez wieki konstruowana nie tyle przez same kobiety, ile przez instytucje: Kościół, prawo, medycynę, kulturę, które definiowały normę i piętnowały odstępstwa. Jak dowodził Michel Foucault w _Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu_, to właśnie poprzez mechanizmy wykluczenia społeczeństwa nowożytne utrwalały swoje granice. Kobiety, które wykraczały poza przypisane im role: niezależne wdowy, czytające w samotności panny, głośne emancypantki, ale też kobiety zbyt smutne lub zbyt radosne – trafiały do szpitali psychiatrycznych, klasztorów lub na margines społeczny, często pod pozorem choroby lub moralnego upadku.

Książka nie jest jednak kroniką opresji i dyskryminacji. Stara się oddać sprawczość i strategie przetrwania kobiet, które mimo ograniczeń potrafiły negocjować swoją pozycję, wykorzystywać luki w systemie, a niekiedy otwarcie się buntować.¹

Struktura pracy jest z założenia modułowa. Każdy rozdział można czytać osobno, jednak łączy je wspólna perspektywa teoretyczna inspirowana przede wszystkim myślą Foucaulta, feministyczną krytyką medycyny oraz badaniami nad kulturą wizualną. Z racji mojego doświadczenia zawodowego, które sytuuje mnie na styku historii anglosaskiej i polskiej, praca opiera się na źródłach i przykładach z obu kręgów kulturowych. Jednakże wątki polskie nie stanowią jedynie lokalnego uzupełnienia, lecz mają pokazać, że opisywane mechanizmy nie były wyłączną domeną Europy Zachodniej, lecz działały również na ziemiach polskich, choć często w odmiennych konfiguracjach instytucjonalnych.

I w końcu, nie roszczę sobie pretensji, by niniejsza książka odmieniła stan badań czy choćby poruszyła fundamenty historycznej narracji. Jeśli jednak któraś czytelniczka lub czytelnik po jej lekturze spojrzy na dzieje kobiet z nieco większą podejrzliwością wobec utartych schematów, jeśli zadrży w nich przekonanie, że „zawsze tak było”, jeśli obudzi się w nich ciekawość – cel zostanie osiągnięty.

A jeśli ktoś po przeczytaniu uzna, że przesadzam, że współczesność różni się od przeszłości w sposób fundamentalny i że opisywane przeze mnie mechanizmy należą wyłącznie do epoki gorsetów i krynolin – zapraszam do lektury wspomnianych wyżej pozycji, a może nawet do wycieczki do lokalnych archiwów. Zapraszam do poszukiwań genealogicznych we własnej rodzinie i spojrzenia na swoje przodkinie przez pryzmat ich sprawczości, ich osiągnięć, ich barier. Historia ma to do siebie, że nie tyle się kończy, ile zmienia kostiumy. Nie zawsze niesie to ze sobą zmianę na lepsze…CZĘŚĆ 1. KOBIECY CYKL ŻYCIA

1. Ślub i noc poślubna

Tajniki nocy poślubnych

Noc poślubna współczesnym nowożeńcom kojarzy się głównie z bolącymi od tańca stopami, ulgą ze zrzucenia sukni ślubnej czy garnituru oraz pospiesznie skradzionymi godzinami snu, nim rozpocznie się poprawinowa zabawa. Dziś już chyba prawie nikt nie postrzega nocy poślubnej jako momentu inicjacji życia intymnego. Ot, noc poślubna to noc po rzeczonym ślubie, religijnym czy świeckim, jednakowoż odarta z sekretów czy lęków, które często towarzyszyły naszym babkom i prababkom.

Od starożytności noc poślubna była, aż do czasów niemal współczesnych, swoistym rytuałem przejścia, inicjacją nowego rozdziału życia, zwłaszcza dla kobiet. Wejście w związek małżeński nie oznaczało bowiem jedynie zmiany statusu społecznego czy przynależności rodowej, ale również nadawało kobiecie rolę reprodukcyjną. Ta ostatnia poprzez rytuał zaślubin i nocy poślubnej nabierała poniekąd mocy prawnej. Dzieci narodzone z usankcjonowanego związku stawały się wszak dziedzicami krwi, historii rodziny, ziemi, majątków, tytułów, przywilejów, ale i obowiązków. Seks przestawał zatem być porywem ciała i namiętności, a stawał się, nomen omen, obowiązkiem małżeńskim i prawnym. Początkiem tej powinności była właśnie noc poślubna.

Babiloński szał ciał

W starożytnym Sumerze, najstarszej znanej cywilizacji, której początki sięgają VI tysiąclecia p.n.e., małżeństwo było przede wszystkim sprawą prawną. Aranżowane związki stanowiły normę, a wiele par widziało się po raz pierwszy dopiero podczas samej ceremonii. Według relacji greckiego historyka Herodota w niektórych częściach Mezopotamii kawalerowie mieli licytować się o potencjalne panny młode na publicznych aukcjach. Praktyki tej nie potwierdzają jednak żadne zachowane źródła mezopotamskie, co nakazuje traktować ją z ostrożnością jako relację cudzoziemca, a nie pewny fakt historyczny. Sam Herodot, co ciekawe, przedstawiał ją nie jako formę niewolnictwa, lecz jako sposób na zdobycie najkorzystniejszego małżeństwa.

Żywy opis takich targów małżeńskich znajdujemy w pismach Herodota. W V wieku p.n.e. twierdził on, że młode Babilonki zbierano na głównym placu miasta i sprzedawano na aukcji, przy czym najpiękniejsze osiągały najwyższe ceny. Według niego pieniądze wydawane na najatrakcyjniejsze panny finansowały posagi tych uznanych za mniej urodziwe, dzięki czemu każda mogła znaleźć męża. Bez względu na to, czy opis ten był dokładny, czy przesadzony, Herodot niewątpliwie uważał tę praktykę za fascynującą i zadziwiająco sensowną:²

„Raz w roku w każdej wiosce wszystkie panny w wieku małżeńskim zbierano w jednym miejscu, a wokół nich gromadził się tłum mężczyzn. Herold wystawiał dziewczęta na sprzedaż po kolei, zaczynając od najpiękniejszej. Gdy osiągała wysoką cenę, sprzedawano następną w kolejności. Kupowano je jako prawowite żony. Bogaci Asyryjczycy, pragnący wziąć ślub, licytowali się o najpiękniejsze. Zwykli ludzie, którzy chcieli się ożenić, lecz nie dbali o urodę, mogli otrzymać brzydszą pannę wraz z pieniędzmi.”³

Choć Herodot opisuje babiloński targ małżeństw jako egzotyczne widowisko, wyraźnie dostrzegał w nim błyskotliwy pomysł. Najpiękniejsze młode kobiety sprzedawano jako pierwsze, osiągając najwyższe sumy, a uzyskane dzięki ich urodzie pieniądze przeznaczano na posagi dla tych uznawanych za nieatrakcyjne lub kalekie. W interpretacji greckiego historyka był to swoisty mezopotamski system opieki społecznej. Urok jednej kobiety zapewniał przyszłość małżeńską innej.

Pisarz podkreślał też, że nie była to sprzedaż chaotyczna, lecz przedsięwzięcie ściśle kontrolowane przez społeczność. Ojciec nie mógł wydać córki za kogokolwiek, a mężczyzna, który zgłaszał ofertę, musiał zagwarantować, że zamierza się z nią ożenić, a nie porzucić. Jeśli strony nie doszły do porozumienia lub odmówiły układu, transakcja była unieważniana i pieniądze zwracano. Wynika z tego, że społeczność sprawowała kontrolę nad małżeństwami, jakby chroniła je przed oszustwem, przymusem lub nieszczęściem.

Mimo tych gwarancji system opisywany przez Herodota wciąż sprowadzał kobiety do roli towaru. Były prezentowane, komentowane i wyceniane publicznie. Ich wartość zależała od męskiego pożądania, a małżeństwo stawało się kontraktem ekonomicznym, w którym status kobiety nie zależał od jej wyborów, lecz od tego, ile zapłaci za nią mężczyzna. Niezależnie od tego, czy taki rynek małżeński naprawdę istniał, czy był greckim nieporozumieniem podkoloryzowanym przez wyobraźnię, panna młoda w relacji Herodota jawi się bardziej jako towar luksusowy albo przeceniony niż partnerka.

W Mezopotamii dziewictwo kobiety nie było sentymentalną cnotą, lecz prawnym majątkiem. Dziewiczość panny młodej ceniono wyżej niż jakikolwiek posag, gdyż gwarantowała prawowitość potomstwa. To ono miało zapewnić dziedziczenie ziem, majątku i rodzinnych kultów. Seksualna przeszłość kobiety stawała się kwestią dziedziczenia, a nie skromności. Nic dziwnego, że wiele babilońskich kontraktów małżeńskich zawierało klauzule dotyczące dziewictwa panny młodej. Zarówno Kodeks Hammurabiego, jak i dokumenty akadyjskie przewidywały kary, jeśli okazało się, że kobieta nie była czysta w noc poślubną. W niektórych przypadkach małżeństwo można było unieważnić i zażądać rekompensaty od rodziny niedoszłej żony.⁴

Noc poślubna była więc czymś więcej niż prywatnym spotkaniem nowożeńców. Oczekiwano, że przypieczętuje ona umowę poprzez stosunek seksualny. Zakładano dwa skutki: utratę dziewictwa oraz, docelowo, poczęcie. Zdarzało się, że nowożeńców izolowano, aby nic i nikt nie zakłócił spełnienia tego obowiązku. Jeśli małżeństwo nie zostało skonsumowane, można było podważyć je przed sądem, a nawet rozwiązać.

Wbrew takim rygorom prawnym świat seksualny Mezopotamii nie był pruderyjny. Zachowane teksty przypominają momentami katalog pozycji i praktyk erotycznych. Sumeryjskie i babilońskie hymny erotyczne, zwłaszcza te związane z rytuałem świętego małżeństwa, opisują seks na stojąco, na krześle, od tyłu, wspominają o stosunkach oralnych i analnych, a także o mężczyznach przyjmujących rolę kobiecą. Seks nie musiał odbywać się w zaciszu domowym. Gaje, dachy, ogrody i progi domów pojawiają się jako miejsca intymności. Dla mieszkańców Mezopotamii seks był czymś naturalnym, przyjemnym, czasem publicznym i z pewnością pozbawionym wstydu.

Teksty te porównują przyjemność seksualną do jedzenia: czegoś rozkosznego, lecz niezbędnego, daru bogów, bez którego nie można utrzymać życia i rodu. Tak jak pożywienie zapewniało przetrwanie, tak rozkosz zapewniała płodność. Przyjemność miała służyć obowiązkowi, a obowiązek nieodmiennie oznaczał dzieci. Choć poezja celebruje pragnienie, cel jest wyraźny: zdrowe potomstwo, najlepiej synowie, którzy dziedziczą dom, kontynuują ród i czczą przodków.

Podsumowując, mezopotamska noc poślubna nie miała wiele wspólnego z romantyzmem, świecami czy szeptanymi wyznaniami. Jej istotą były dowód, ciągłość i płodność. Uczucia były mile widziane, lecz dopiero dzieci mogły dopełnić małżeństwa.

Tymczasem związki zawierane przez elity miały dodatkowe znaczenia. Na długo zanim królewskie śluby stały się widowiskami pełnymi koron i koronki, starożytny Sumer znał o wiele bardziej śmiały rytuał: _hieros gamos_, czyli święte małżeństwo. W tym obrzędzie król wcielał się w pasterskiego boga Dumuziego, a wysokiej rangi kapłanka w boginię Inannę, władczynię nieba, miłości i erotycznej siły. Razem odgrywali boskie zjednoczenie, które miało zapewnić płodność ziemi, dobrobyt ludu i stabilność władzy królewskiej.

Popularne wyobrażenia mogą sugerować teatralną pantomimę, lecz zachowane hymny mówią wprost o ciele, pożądaniu i spełnieniu. Znany poemat miłosny przypisywany kapłance Enheduannie, najstarszej znanej z imienia autorce w historii, ukazuje Inannę zachęcającą boskiego partnera do dopełnienia aktu:

„Zaoraj moją wulwę, mężu mego serca,

zaoraj moją wulwę.”⁵

Nie był to przypadkowo zapisany szept erotyczny, lecz teologia polityczna. Władza króla zależała od jego zdolności do zapłodnienia bogini, co symbolicznie miało zapewniać obfitość plonów, stad i dóbr. Niespełnienie tego aktu mogło zwiastować nieład kosmiczny, zagrożenie dla handlu, zbiorów i boskiej przychylności.

Rytuał najczęściej wiązano z miastem Ur w okresie dynastii wczesnych i akadyjskich około 2600–2100 p.n.e., lecz echo jego praktyk trwało przez stulecia. Późniejsi królowie babilońscy nadal przywoływali Dumuziego i Inannę, znaną w języku akadyjskim jako Isztar, w tekstach chwalących ich męskość, słodkie biodra i obfitą spermę. Nie wiadomo, czy w późniejszych epokach rytuał obejmował rzeczywisty stosunek. Niektórzy badacze uważają, że z czasem przekształcił się w symboliczną ofiarę w świątyni. Jednakże język rytuału nigdy nie utracił sensualnej pewności siebie. Nawet jako modlitwa, seksualna sprawność króla pozostawała sprawą państwową.

Wśród wszystkich zwyczajów małżeńskich świata trudno znaleźć lepszy przykład tego, że seks, polityka i religia mogły tworzyć jedno. W Mezopotamii płodność nie była sprawą prywatną. Była obowiązkiem publicznym, obietnicą religijną, a dla króla coroczną oceną przydatności. Jeden nieudany plon i ludzie mogli szeptać, że władca utracił nie tylko boską przychylność, lecz także męskość.

Pod osłoną nocy

W całej starożytnej Grecji zwyczaje ślubne różniły się znacznie, lecz niewiele z nich budziło taką konsternację wśród obcych jak te praktykowane w Sparcie. Dla Ateńczyków, którzy szczycili się elegancją i trzymali żony z dala od życia publicznego, spartański rytuał zaślubin wydawał się szokująco swobodny. Od Spartanek nie oczekiwano, że będą niewidoczne. Biegały, jeździły konno, występowały publicznie i głośno zabierały głos. Tak bardzo burzyło to greckie wyobrażenia o kobiecości, że Arystoteles obwiniał Spartanki za upadek państwa, zarzucając im luksus, wpływy i brak skromności.⁶ Ksenofont, znacznie przychylniejszy Sparcie, twierdził natomiast, że ta wolność była celowo zaprojektowana przez Likurga, aby tworzyć silne matki i zdrowe dzieci.⁷

Społeczność pełnoprawnych Spartan była niewielka i nigdy nie przekraczała kilku tysięcy. U szczytu potęgi Sparty, w czasach Leonidasa I w V wieku p.n.e., mogło istnieć około ośmiu tysięcy pełnoprawnych obywateli, a liczba obywatelek była podobna. W tak małej społeczności przyszli małżonkowie często dorastali razem, rywalizowali w zawodach sportowych i prawdopodobnie wymieniali spojrzenia lub docinki na długo przed ślubem.

Mimo tej znajomości, codzienność pozostawała w ostrym kontraście do osobliwości nocy poślubnej. Antyczne źródła opisują rytuał zaczynający się od kąpieli i rytualnych oczyszczeń, powszechnych w całej Grecji, lecz potem następowało coś znacznie bardziej niezwykłego: pannie młodej obcinano włosy bardzo krótko. Plutarch, główne źródło tej praktyki, pisał, że kobiecie golono głowę niemal do skóry, ubierano ją w męską pelerynę i sandały, po czym pozostawiano w ciemnym pokoju⁸. Symboliczne upodobnienie jej do młodzieńca lub chłopca od wieków zastanawia badaczy i fascynuje studentów kultury starożytnej.

Gdy panna młoda była przygotowana, pan młody wymykał się z koszar, gdzie mieszkał aż do około trzydziestego roku życia. Plutarch z przekąsem zauważa, że po kolacji mąż „po cichu udawał się do komnaty ślubnej”, by „położyć się ze swoją żoną”, a następnie wymykał się z powrotem do żołnierskiego życia ⁹. Małżonkowie żyli zatem jak spiskowcy, spotykając się tylko nocami. Kobieta zajmowała się domem za dnia, mężczyzna żył, jadł i spał wśród wojowników. Ten model sprawiał, że to Spartanki zarządzały majątkami, służbą, wychowaniem dzieci i gospodarstwami, co budziło niepokój w innych poleis.¹⁰

Uważa się, że chłopięcy wygląd panny młodej miał ułatwić przejście od życia wyłącznie wśród mężczyzn do bliskości z kobietą. Mógł też symbolicznie ukazywać, że żona była towarzyszem broni, a nie ozdobą domu. W przeciwieństwie do Aten, gdzie dziewczęta wydawano za mąż w wieku około czternastu lat, Spartanie wymagali, by kobiety były dojrzałe. Ksenofont zauważa, że Likurg opóźnił wiek zawierania małżeństw tak, by kobiety były fizycznie rozwinięte i zdolne rodzić zdrowe dzieci ¹¹. Innymi słowy, Sparta traktowała zarówno przyjemność seksualną, jak i zdrowie reprodukcyjne poważnie. Celem nie było jedynie poczęcie potomków, lecz stworzenie zdrowych, silnych obywateli.

Mimo tajemnicy otaczającej pierwsze lata małżeństwa, nie oznaczało to związku pozbawionego uczuć. Gdy mąż w końcu kończył służbę koszarową, przenosił się na stałe do domu. Wówczas małżonkowie mieli za sobą lata szeptanych spotkań i budowania relacji w chwilach, które trzeba było ukraść obowiązkom wobec państwa. W społeczeństwie obsesyjnie kontrolującym życie codzienne, najbardziej osobisty związek dojrzewał w ukryciu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij