Wodospady. Wiersze - ebook
„Wodospady” to zbiór wierszy, w których uważna obserwacja świata przeplata się z refleksją nad relacjami, miłością i upływem czasu. To poezja bliska emocjonalnej codzienności — czuła, dojrzała i zatrzymująca w biegu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-223-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
INSYNUACJA
poddawanie się swemu ego
jest tańcem wiatru na estradzie pustyni
gdy oddychając pełną piersią
nadajemy kolejność przeprawy
poszczególnym piasku ziarenkom
przez błyskawiczny tunel klepsydry
ze ślepym szaleństwem chwili
nie czuj się obrażony
moją insynuacją
kiedy w tej skórze kameleona
możesz dobrać kreację czasu
do swoich tęczy świata
obróćmy wszechświat
o sto osiemdziesiąt stopni
i wreszcie czując
ramiona losu jak własne
skierujmy rzeczywistość
do soczewki
na swoją stronę księgi
niech się oswoi
i rozpali ogniem gorącym
czerwonym
jak krew
żądza
skupionym wokół myśli
myśli puszczonej na wiatr
jak ptasie pióro
które gdzieś zapisane ma swój los…
_12.01.1999_STRUNA ŚWIATŁA
kiedy zegar
odmierzy sekundy na mojej twarzy
sekundy długie wieczne
zestarzałe zranione bólem
drogi ciernistej — zwęglonych ziaren klepsydry
wspomnę płonący piasek mych oczu
te gorące dreszcze
mego ciała serca
drżące na wahadle ostatnich myśli
były i są miłością
miłością która od kropel deszczu
pali się coraz mocniejszym płomieniem
w tym doskonałym świetle
mogę zagrać każdą nutę swej duszy
miłość jest wiecznością
a czas jest jak zapalnik
krótki
i choć pali się szybko
ona przetrwa
jak skarb otulony moimi palcami
palcami stalowej duszy
które wciąż będą mogły dotykiem
pobudzać wrażliwość tej struny światła
_02.11.1998_WRESZCIE JEST CZAS
odchodzą postaci chwil
i rodzą się nowe
czekając tej najpiękniejszej z nich
czekając
tylko starzeje się świat
wreszcie jest czas
by poczuć oddech
najgłębszy ze wszystkich
błądzących w tym najdrobniejszym spojrzeniu
wreszcie jest czas
by odsłonić kurtynę przeżyć
złożyć ten moment u stóp istnienia
teraz jest wiecznością
pamięć to znamię czasu
na zbolałej od dawna psychice
jutro
ptaki z dzisiejszych gazet
odlecą na skrzydłach historii
znikając za horyzontem chwili
dziś
tylko małe
winne twojego bytu
szczęścia
czekają niecierpliwie na ciebie
_23.11.2000._W CZASOPRZESTRZENI
autostradą czasu
autostradą przestrzeni
kilometry godzin
w każdym momencie
wyznaczające nowe współrzędne bytu
zawieszeni w pajęczynie czasoprzestrzeni
— królestwie przeznaczenia —
w pojęciu chwili
zaklęci w marmur
(zero, zero)
klątwa zarzucona
nieograniczoną siecią pajęczą
zawieszeni na pępowinie — nici początku
autostradą czasu
autostradą przestrzeni
śmiertelną autostradą
istnienia wiecznego zaklęcia
_13.07.2000._DESZCZ
Wiatr zmysłów przeleciał przez gniazdo jaskółcze
Budząc nocny spokój — młode pisklę twórcze
— Ono, by myśli ogłosić burzę
Krzyczy w przyszłości swoje podróże.
I już jaskółka u poezji rozkwitu
Zawiesza skrzydła u podnóża błękitu,
By dziś zapowiedzieć deszcz nowych słów
Ulanych woskiem tak gorących snów.
To wzbija się w górę, to znów w dole płynie
Morzem natchnienia w poetyckiej krainie
Kreśląc snem koła nad tekstu gruntem
— Krąg poezji literackim funtem…
_10.03.1998 r._TWOJA TWARZ
uśmiechasz się zalotnie
spod firanki rzęs
kusisz spragnione dłonie
usta
i
twe płonące pożądaniem źrenice
powoli obezwładniają mnie
erotycznym tańcem
na nierealnej estradzie
moich oczu
z czasem
nie mogę oderwać ich
od twarzy anioła
o szatańskim spojrzeniu
od ust
piersi
która drżą delikatnie
(obcisła bluzka
nie może złapać oddechu)
od błyszczącego potem ciała
które jak kot pręży się
w oczekiwaniu
na największą ekstazę
lekko zsuwasz się
po wielkiej i śliskiej kanapie
tracąc poczucie czasu
i już nieważne
gdzie wieje wiatr
po której stronie słońce świeci
ogień
rozniecony lontem powietrza
które tętni pomiędzy nami
rozprzestrzenia się szybko
szalony
nieokrzesany
wyrywa się spod kontroli
stając się w nas płomieniem miłości
i kiedy
nagle czuję
zbliżającą się falę morza
która jak wodospad
gasi szalony ogień wyobraźni
powoli powracam do krainy rzeczywistości
gdzie
tylko twoja twarz
wryta w mą pamięć
na końcu tego tunelu się mieni
_22.11.1999._WIERSZ
Chciałem coś napisać… nie udało się,
Tak myślami tuszu znów układam cię,
Jak nadziei Syzyf wpycham własny styl
Na poetów górę przez tysiące mil.
Chciałem coś napisać… lecz nie wyszedł rym.
Słów ocean lądy zalał deszczem swym.
Jak tonące myśli rzucił mnie o brzeg
I tak wers bezdźwięczny gdzieś pod falą legł.
Chciałem coś napisać… czy to myśl tam lśni?
Czy gorącym gestem słów poezja śni?
Tak! Szept, natchnienie już — rozpalony głaz,
Płynie wolnym słowem w utwór ten bez skaz.
On walczy mocno i przebić pragnie się
W tomy poezji, wiersz — tak nazwałem cię.
_22.01.1998 r._ŻYCIE
Znów zginął człowiek.
Znowu odebrano życie,
jedno z miliardów,
wymuszając na ustach pytanie:
„Czym ono jest?”.
Zamordowany ostrzem czasu
padł na ulicę,
jeden z wielu,
już bez portfela…
nazwiska, adresu.
Krew płynęła szybko
po najmniejszej linii oporu.
Nie bawiła się
w poszukiwanie drogi
labiryntem tętnic i żył,
tylko czerwonym potokiem po ciele
spływała na czarny asfalt
dążąc do odpowiedzi:
Przy krawężniku,
poddawanie się swemu ego
jest tańcem wiatru na estradzie pustyni
gdy oddychając pełną piersią
nadajemy kolejność przeprawy
poszczególnym piasku ziarenkom
przez błyskawiczny tunel klepsydry
ze ślepym szaleństwem chwili
nie czuj się obrażony
moją insynuacją
kiedy w tej skórze kameleona
możesz dobrać kreację czasu
do swoich tęczy świata
obróćmy wszechświat
o sto osiemdziesiąt stopni
i wreszcie czując
ramiona losu jak własne
skierujmy rzeczywistość
do soczewki
na swoją stronę księgi
niech się oswoi
i rozpali ogniem gorącym
czerwonym
jak krew
żądza
skupionym wokół myśli
myśli puszczonej na wiatr
jak ptasie pióro
które gdzieś zapisane ma swój los…
_12.01.1999_STRUNA ŚWIATŁA
kiedy zegar
odmierzy sekundy na mojej twarzy
sekundy długie wieczne
zestarzałe zranione bólem
drogi ciernistej — zwęglonych ziaren klepsydry
wspomnę płonący piasek mych oczu
te gorące dreszcze
mego ciała serca
drżące na wahadle ostatnich myśli
były i są miłością
miłością która od kropel deszczu
pali się coraz mocniejszym płomieniem
w tym doskonałym świetle
mogę zagrać każdą nutę swej duszy
miłość jest wiecznością
a czas jest jak zapalnik
krótki
i choć pali się szybko
ona przetrwa
jak skarb otulony moimi palcami
palcami stalowej duszy
które wciąż będą mogły dotykiem
pobudzać wrażliwość tej struny światła
_02.11.1998_WRESZCIE JEST CZAS
odchodzą postaci chwil
i rodzą się nowe
czekając tej najpiękniejszej z nich
czekając
tylko starzeje się świat
wreszcie jest czas
by poczuć oddech
najgłębszy ze wszystkich
błądzących w tym najdrobniejszym spojrzeniu
wreszcie jest czas
by odsłonić kurtynę przeżyć
złożyć ten moment u stóp istnienia
teraz jest wiecznością
pamięć to znamię czasu
na zbolałej od dawna psychice
jutro
ptaki z dzisiejszych gazet
odlecą na skrzydłach historii
znikając za horyzontem chwili
dziś
tylko małe
winne twojego bytu
szczęścia
czekają niecierpliwie na ciebie
_23.11.2000._W CZASOPRZESTRZENI
autostradą czasu
autostradą przestrzeni
kilometry godzin
w każdym momencie
wyznaczające nowe współrzędne bytu
zawieszeni w pajęczynie czasoprzestrzeni
— królestwie przeznaczenia —
w pojęciu chwili
zaklęci w marmur
(zero, zero)
klątwa zarzucona
nieograniczoną siecią pajęczą
zawieszeni na pępowinie — nici początku
autostradą czasu
autostradą przestrzeni
śmiertelną autostradą
istnienia wiecznego zaklęcia
_13.07.2000._DESZCZ
Wiatr zmysłów przeleciał przez gniazdo jaskółcze
Budząc nocny spokój — młode pisklę twórcze
— Ono, by myśli ogłosić burzę
Krzyczy w przyszłości swoje podróże.
I już jaskółka u poezji rozkwitu
Zawiesza skrzydła u podnóża błękitu,
By dziś zapowiedzieć deszcz nowych słów
Ulanych woskiem tak gorących snów.
To wzbija się w górę, to znów w dole płynie
Morzem natchnienia w poetyckiej krainie
Kreśląc snem koła nad tekstu gruntem
— Krąg poezji literackim funtem…
_10.03.1998 r._TWOJA TWARZ
uśmiechasz się zalotnie
spod firanki rzęs
kusisz spragnione dłonie
usta
i
twe płonące pożądaniem źrenice
powoli obezwładniają mnie
erotycznym tańcem
na nierealnej estradzie
moich oczu
z czasem
nie mogę oderwać ich
od twarzy anioła
o szatańskim spojrzeniu
od ust
piersi
która drżą delikatnie
(obcisła bluzka
nie może złapać oddechu)
od błyszczącego potem ciała
które jak kot pręży się
w oczekiwaniu
na największą ekstazę
lekko zsuwasz się
po wielkiej i śliskiej kanapie
tracąc poczucie czasu
i już nieważne
gdzie wieje wiatr
po której stronie słońce świeci
ogień
rozniecony lontem powietrza
które tętni pomiędzy nami
rozprzestrzenia się szybko
szalony
nieokrzesany
wyrywa się spod kontroli
stając się w nas płomieniem miłości
i kiedy
nagle czuję
zbliżającą się falę morza
która jak wodospad
gasi szalony ogień wyobraźni
powoli powracam do krainy rzeczywistości
gdzie
tylko twoja twarz
wryta w mą pamięć
na końcu tego tunelu się mieni
_22.11.1999._WIERSZ
Chciałem coś napisać… nie udało się,
Tak myślami tuszu znów układam cię,
Jak nadziei Syzyf wpycham własny styl
Na poetów górę przez tysiące mil.
Chciałem coś napisać… lecz nie wyszedł rym.
Słów ocean lądy zalał deszczem swym.
Jak tonące myśli rzucił mnie o brzeg
I tak wers bezdźwięczny gdzieś pod falą legł.
Chciałem coś napisać… czy to myśl tam lśni?
Czy gorącym gestem słów poezja śni?
Tak! Szept, natchnienie już — rozpalony głaz,
Płynie wolnym słowem w utwór ten bez skaz.
On walczy mocno i przebić pragnie się
W tomy poezji, wiersz — tak nazwałem cię.
_22.01.1998 r._ŻYCIE
Znów zginął człowiek.
Znowu odebrano życie,
jedno z miliardów,
wymuszając na ustach pytanie:
„Czym ono jest?”.
Zamordowany ostrzem czasu
padł na ulicę,
jeden z wielu,
już bez portfela…
nazwiska, adresu.
Krew płynęła szybko
po najmniejszej linii oporu.
Nie bawiła się
w poszukiwanie drogi
labiryntem tętnic i żył,
tylko czerwonym potokiem po ciele
spływała na czarny asfalt
dążąc do odpowiedzi:
Przy krawężniku,
więcej..