Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wolmord. Przebudzenie Aime - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 lipca 2026
9,99
999 pkt
punktów Virtualo

Wolmord. Przebudzenie Aime - ebook

Wolmord drży pod ciężarem nadchodzącej przemiany. Pył Lumiry rozprzestrzenia się po świecie, budząc pradawne istoty i odmieniając ludzi. W cieniu księżyców rodzi się nowa era. Aime trafia do świata Serbrusa – krainy harmonii, która szybko staje się polem bitwy między światłem a cieniem. Jej moc rośnie, a wraz z nią powstaje Twierdza Kryształu. To miejsce, które nie powinno istnieć... a jednak zmienia losy całego świata. W tym samym czasie bohaterowie Alva’Tharu zostają wezwani przez samych bogów. Blaze, Aelvara, Kael’Thar, Lisandra i Dorian trafiają do Wieży Serbrusa. Tam odkrywają, że równowaga została złamana, a trzeci księżyc – Alzaris – zaczyna budzić się z uśpienia. Wulkan Middlian staje się areną odrodzenia Złamanego Feniksa. Wolmord. Tom 2: Przebudzenie Aime to mroczniejsza, dojrzalsza i jeszcze bardziej epicka kontynuacja historii o świecie, w którym magia ma swoją cenę, a każdy wybór niesie za sobą poważne konsekwencje.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788384556863
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

„Cyrys dawał życie.

Serbrus strzegł równowagi.

Lecz każdy strażnik ma swoje tajemnice.

Serbrus nie tylko zamykał bramy i więził światy — on także ukrywał coś, o czym nie wolno było mówić.

Bo w cieniu istniał jeszcze jeden blask.

Trzeci księżyc, którego imienia nie wolno było wypowiadać.

Alzaris.

Pochłonięty cieniem, zakazany, wymazany z kronik, a jednak wciąż obecny w szeptach dusz i w snach tych, którzy odważyli się spojrzeć zbyt głęboko w noc.

Serbrus wiedział, że jeśli Alzaris powróci, równowaga zostanie złamana na zawsze.

Dlatego milczał.

Dlatego więził.

Dlatego strzegł.

Ale czas milczenia dobiegał końca.”Rozdział I — Nowy świat

Wolmord trwał w ciszy, lecz była to cisza zwodnicza.

Aime zniknęła w portalu Serbrusa, a jej los pozostawał tajemnicą.

Elza, wciągnięta w cień, zaczynała rozumieć, że jej moc przestała należeć wyłącznie do niej.

Blaze, Aelvara i Kael’Thar wrócili z piekła, lecz ich serca nosiły blizny, których nie uleczy żaden czas.

Tymczasem Lumira rozsiewała swoje zarodki, a świat nieświadomie wdychał jej truciznę.

A jednak to nie oni mieli odegrać jedyne role w nadchodzącej historii.

W cieniu Alva’Tharu, w odległych krainach i zapomnianych twierdzach, budzili się inni — wojownicy, magowie, prorocy i zdrajcy, których los wplatał w nową grę.

Bo teraz to Serbrus stawał się głównym księżycem.

Jego świat, dotąd zamknięty i nietykalny, zaczynał pękać.

A w szczelinach tego pęknięcia rodziły się echa czegoś starszego, bardziej złowrogiego.

Echa Alzarisa.

Aime wyszła z portalu Serbrusa i od razu poczuła, że grunt pod jej stopami jest inny.

Nie było tu popękanej ziemi, jęków dusz ani chaosu portali.

Świat, w którym stanęła, oddychał równowagą.

Przed nią rozciągały się miasta — nie osady ani wioski, lecz prawdziwe metropolie z białego kamienia i szkła odbijającego blask księżyców.

Wieże wznosiły się ku niebu, a mosty łączyły je niczym pajęcze nici.

Ulice tętniły życiem, a powietrze pachniało kadzidłem i metalem.

Aime uniosła wzrok.

Nad tym światem świeciły oba księżyce — Cyrys i Serbrus — w idealnej harmonii.

Ich blask nie rywalizował, lecz splatał się w jedną aurę spokoju.

Ludzie tego miejsca byli inni.

Na ich twarzach malował się spokój, a spojrzenia pełne były pewności, jakiej nie widziała w Wolmordzie.

W rozmowach, które podsłuchiwała, powtarzało się jedno słowo: „energia”.

Kupcy szeptali, że powietrze stało się cięższe, jakby niosło w sobie pył.

Kapłani ostrzegali, że to omen — znak naruszonej równowagi.

Uczeni badali kryształy, które zaczęły jarzyć się srebrnym światłem, choć nigdy wcześniej tego nie robiły.

Aime zrozumiała, że pył Lumiry dotarł aż tutaj — poza granice znanego Wolmordu, wnikając w świat harmonii i cywilizacji.

Szkarłatna czarodziejka była zdezorientowana.

Serce biło jej szybciej, bo znalazła się w miejscu doskonalszym niż wszystko, co znała.

A jednocześnie czuła ekscytację — skoro pył Lumiry dotarł tutaj, to i ona mogła stać się częścią czegoś większego.

Spojrzała na dłonie.

Aura światła i cienia pulsowała w nich mocniej niż kiedykolwiek.

— „To nie przypadek…” — wyszeptała.

Na horyzoncie dostrzegła monumentalną wieżę, której szczyt ginął w chmurach.

Ludzie mówili o niej szeptem: „Wieża Serbrusa”.

Tam miała znaleźć odpowiedzi.

Aime ruszyła przed siebie, a jej cień wydłużał się na kamiennych ulicach.

Nie wiedziała jeszcze, że w tym świecie równowagi kryje się trzecie światło — zakazane, pochłonięte cieniem.

Światło, którego imię brzmiało Alzaris.

Aime długo wpatrywała się w Wieżę Serbrusa. Jej szczyt ginął w chmurach, a runy na murach pulsowały rytmem zrozumiałym jedynie dla samego księżyca. Była to budowla nie do zdobycia — symbol równowagi i zamknięcia.

Ale Aime nie przyszła tu, by się kłaniać.

Unosząc dłonie, poczuła, jak jej aura zaczyna rezonować z kryształami ukrytymi w ziemi. Powietrze zgęstniało, a grunt wokół niej popękał. Z rozpadlin wystrzeliły ostrza kryształu, rosnąc ku niebu jak żywe.

— „Jeśli Serbrus strzeże równowagi… ja stworzę miejsce dla tych, którzy chcą ją złamać.”

Kryształy piętrzyły się coraz wyżej, łącząc w ściany, wieże i mosty.

Jedne jarzyły się srebrnym blaskiem Cyrysa, inne pulsowały czernią, jakby pochłaniały noc.

W ich wnętrzu migotały cienie dusz przywołanych z otchłani.

Wkrótce obok Wieży Serbrusa wyrósł monumentalny bastion — Twierdza Kryształu. Jej mury były ostre jak klingi, a szczyty wież przypominały smocze skrzydła.

Mieszkańcy pobliskiego miasta zamarli w codziennych zajęciach.

Kapłani padli na kolana, widząc, że obok świętej wieży powstaje coś, co nie powinno istnieć.

Uczeni drżącymi rękami notowali, że równowaga została naruszona.

Zwykli ludzie szeptali, że Serbrus nie jest już sam.

Aime stanęła na szczycie nowej twierdzy, a obok niej uniósł się Ciernisty Smok. Jego kryształowe ciernie jarzyły się tym samym światłem co mury.

— „Nie jestem cieniem Serbrusa. Jestem jego odbiciem. A kiedy nadejdzie czas… będę jego przeciwieństwem.”

Wieża Serbrusa i Twierdza Kryształu stały teraz obok siebie — dwa symbole, dwa bieguny.

Jedna strzegła równowagi.

Druga zwiastowała jej złamanie.

A w szeptach dusz i pyłach Lumiry rozbrzmiało imię, którego nikt nie powinien znać:

Alzaris.

Noc zapadła nad nowym światem.

Na niebie świeciły dwa księżyce — Cyrys i Serbrus.

Lecz tej nocy Serbrus rozbłysnął mocniej niż kiedykolwiek.

Jego srebrne światło nie było już spokojne — stało się ostre, zimne, jak klinga przecinająca ciemność.

Promienie spłynęły na Twierdzę Kryształu, a jej mury zadrżały, jakby fundament nie wytrzymał spojrzenia strażnika równowagi.

Mieszkańcy padli na kolana, widząc krąg runicznych znaków otaczających księżyc.

Kapłani krzyczeli, że to gniew strażnika.

Uczeni notowali, że nigdy wcześniej nie przemówił w taki sposób.

Ludzie szeptali, że to wojna między niebem a ziemią.

Aime stała na szczycie twierdzy i patrzyła prosto w światło Serbrusa.

Jej oczy jarzyły się tym samym blaskiem, a usta wykrzywił uśmiech.

— „Widzisz mnie, strażniku. I wiesz, że nie odejdę.”

Wtedy ziemia wokół twierdzy pękła, a z rozpadlin wydobył się głos — nie ludzki, nie smoczy, lecz głos samego Serbrusa.

Szept, który słyszeli wszyscy, lecz nikt nie potrafił go powtórzyć.

Szept będący jednocześnie ostrzeżeniem i wyrokiem.

Aime poczuła, że jej twierdza została naznaczona.

Nie zniszczona, nie odrzucona — lecz wpisana w równowagę, której Serbrus strzegł.

Jakby księżyc mówił:

„Możesz istnieć… ale będziesz moim cieniem.”

Noc trwała dalej, lecz od tej chwili każdy, kto spojrzał w niebo, wiedział, że Serbrus nie jest już biernym strażnikiem.

Obserwował.

Reagował.

Przygotowywał się na moment, w którym równowaga zostanie złamana.

A w najgłębszej ciemności coś poruszyło się niespokojnie.

Alzaris — trzeci księżyc, którego imienia nikt nie śmiał wypowiadać — drgnął w swoim więzieniu.

Aime poczuła, jak powietrze wokół niej gęstnieje. Energia, którą wyczuła, była inna niż wszystkie dotąd — splątana z wielu źródeł, jakby ktoś połączył w jedno światło, cień, ogień i wodę.

Z determinacją skupiła się, a jej dłonie rozbłysły aurą. Przed nią otworzył się portal.

Gdy przez niego przeszła, świat zadrżał.

Nagle znalazła się w sali spowitej mgłą. Nie była to zwykła mgła — pulsowała jak żywa, a w jej wnętrzu migotały runy i strumienie „ki”, wirujące niczym rzeki energii.

— „Gdzie ja jestem?” — pomyślała, a echo jej myśli odbiło się od ścian, jakby same kamienie chciały odpowiedzieć.

Po chwili zrozumiała.

To były podziemia Wolmordu.

Miejsce znane jedynie z legend.

Miejsce, gdzie żyli Grahonowie — lud, który niegdyś zepchnięto w mrok, odrzucony przez Alva’Thar i zapomniany przez świat.

W półmroku dostrzegła ich sylwetki. Ćwiczyli w ciszy, ich ruchy były precyzyjne, a ciała zahartowane gniewem i ciemnością.

Nie przypominali dzikich wygnańców z opowieści — byli wojownikami przygotowującymi się do wojny.

Aime poczuła niepokój. Nie wiedziała, czy ją przyjmą, czy potraktują jak intruza. Instynkt kazał jej się cofnąć.

Wtedy mgła rozstąpiła się i pojawił się on.

Trial Roso.

Był jak światło i cień splecione w jedno. Twarz miał niemal identyczną jak Żukmistrz, lecz jego aura była zupełnie inna.

Żukmistrz przypominał niebo — jasne, czyste, nieskalane.

Trial Roso był jak niebo, cień i piekło naraz — piękny i przerażający.

W jego dłoniach pulsowały runy, układające się w sieci oplatające całą salę. Był władcą więzów i pieczęci, mistrzem run. Potrafił otwierać portale, choć nie z taką precyzją jak jego brat.

To on szkolił Grahonów.

To on podzielił się z nimi swoją mocą, czując z nimi więź odrzucenia.

To on uczynił z nich armię, która miała kiedyś powrócić na powierzchnię.

Trial Roso spojrzał na Aime.

Jego oczy płonęły jak dwa ognie — jeden jasny, drugi ciemny.

— „Nie jesteś stąd” — powiedział głosem spokojnym, a jednocześnie groźnym.

— „Ale twoja aura zna odrzucenie. Tak jak my.”

Aime cofnęła się o krok, serce przyspieszyło.

Nie wiedziała, czy to spotkanie jest błogosławieństwem, czy przekleństwem.

Grahonowie przerwali trening i spojrzeli na nią.

W ich oczach nie było nienawiści — jedynie ciekawość.

Jakby pytali: „Czy jesteś jedną z nas? Czy naszym wrogiem?”

Aime poczuła, że trafiła do miejsca, które może odmienić losy całego Wolmordu.

Ale czy stanie się ich sprzymierzeńcem, czy zagrożeniem — tego nie wiedziała nawet ona sama.

Mgła zadrżała, gdy uniosła dłonie. Jej moc rozświetliła salę, a powietrze zgęstniało tak bardzo, że Grahonowie poczuli ciężar oddechu.

Nagle z jej kręgu mocy wyrwał się Ciernisty Smok.

Jego ciało tworzyły kryształowe ciernie, raz lśniące srebrem, raz czernią głębszą niż noc.

Gdy rozpostarł skrzydła, cała grota jednocześnie rozbłysła i pogrążyła się w cieniu — światło i mrok tańczyły w rytmie jego oddechu.

Grahonowie zamilkli. Ich włócznie opadły, a oczy rozszerzyły się w niemym podziwie.

Nigdy wcześniej nie widzieli istoty, która tak doskonale łączyłaby przeciwieństwa.

Trial Roso zmrużył oczy.

— „Ty również nosisz w sobie cień… ale inny. Nieujarzmiony. Dopiero zaczyna w tobie tlić się jego iskra.”

Aime spojrzała na niego chłodno, po czym wykonała kilka gestów.

Runy na ścianach zapłonęły jej mocą, mgła uformowała się w kształty przypominające skrzydła, a ziemia drgnęła, jakby uznała jej obecność.

I wtedy stało się coś jeszcze.

Przez ściany groty zaczęły przenikać drobinki energii — srebrzyste pyły wirujące jak świetliste ćmy.

Aime natychmiast rozpoznała ich naturę.

— „Wiedziałam…” — jej głos był twardy jak klinga. — „To Lumira. Jej zarodki dotarły nawet tutaj.”

Grahonowie spojrzeli po sobie z niepokojem.

— „Ćma…” — wyszeptała jedna z kobiet. — „Ta, która pożera światło.”

Aime skinęła głową.

— „Najpierw zaczęła pochłaniać Alva’Thar. Teraz jest już tu. Jeśli jej nie powstrzymamy, zniszczy wszystko.”

Ciernisty Smok zawył, a jego ciernie rozbłysły ostrym światłem, na moment odpychając pył.

Aime spojrzała na Triala Roso i Grahonów.

— „Muszę działać.”

Jej sylwetka rozbłysła, po czym zniknęła w błysku portalu, zostawiając za sobą echo światła i cienia.

Grahonowie zastygli w ciszy.

Trial Roso patrzył w miejsce, gdzie przed chwilą stała.

Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu.

— „Tak… cień w niej dopiero się rodzi. Ale gdy zapłonie, cały Wolmord będzie musiał wybrać stronę.”

Aime wróciła do Twierdzy Kryształu.

Jej mury pulsowały światłem, a ciernie smoka krążącego nad szczytami odbijały blask Serbrusa.

W ciszy sali tronowej położyła dłonie na zimnym ołtarzu i zamknęła oczy.

— „Siostro cienia…” — wyszeptała w myślach, a echo popłynęło przez wymiary. — „Co dzieje się w Alva’Thar? Czuję tu energię Lumiry.”

Odpowiedź nadeszła jak szept niesiony wiatrem.

— „Aime… dobrze znów słyszeć twój głos” — Elza brzmiała drżąco, lecz z ulgą. — „Dzieją się tu rzeczy, których nikt nie przewidział. Stworzenia zaczęły ewoluować, jakby spowijała je zapomniana energia. Obudziły się Motyle, których nie widziano od wieków. Ćmy pojawiają się wszędzie — wodne, ziemne, bez skrzydeł, ale silniejsze… bardziej ludzkie. Tworzą iluzję nowego, niby lepszego świata.”

Zamilkła na moment, po czym dodała szeptem:

— „To początek apokalipsy.”

Aime otworzyła oczy. Jej twarz stężała, a spojrzenie nabrało determinacji.

— „Nie zostawię cię tam.”

Sięgnęła po Księgę Zakazaną. Kryształowa okładka pulsowała mrocznym światłem.

Otworzyła ją na stronie z pieczęcią, której nikt nie odważył się dotknąć.

Położyła na niej dłonie, a jej ciało rozbłysło aurą światła i cienia.

— „Elzo… słuchaj uważnie. Uwolnię całą moc, by cię tu sprowadzić. Wchłoń mój szept.”

Runy w twierdzy zapłonęły, powietrze zgęstniało, a Ciernisty Smok zawył, jego ciernie błyszczały jak gwiazdy.

Przestrzeń przed Aime rozdarła się.

Z mgły i cienia wyłoniła się sylwetka Elzy. Jej oczy płonęły gniewem i strachem, a w aurze pulsowała nowa, nieznana moc — echo ewolucji, którą Lumira rozbudziła w świecie.

Aime podeszła i położyła dłoń na jej ramieniu.

— „Jesteś bezpieczna. Razem stawimy czoła temu, co nadchodzi.”

Elza spojrzała ciężko.

— „Nie rozumiesz, Aime. To już się zaczęło. Motyle i Ćmy nie są tylko stworzeniami. One są zwiastunami. Lumira nie tylko rozsiewa zarodki… ona tworzy nowy świat.”

Przez mury Twierdzy Kryształu znów zaczęły przenikać drobinki energii — srebrzyste pyły wirujące jak świetliste ćmy.

Aime uniosła głowę.

— „Wiedziałam, że tak będzie. Strzeż się, Elzo. To Lumira. Jej zarodki dotarły nawet tutaj.”

Ciernisty Smok zawył, a jego cień rozlał się po całej sali.

Aime spojrzała na siostrę Blaza.

— „Musimy działać. Teraz.”

Gdy przebiła barierę Serbrusa i sprowadziła Elzę do Twierdzy Kryształu, drugi księżyc zadrżał.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij