Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wolna wola. Decyzja należy do Ciebie - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
31 lipca 2026
29,90
2990 pkt
punktów Virtualo

Wolna wola. Decyzja należy do Ciebie - ebook

Czy każda decyzja, którą podejmujesz, naprawdę należy do Ciebie? Paweł Chomicz – psycholog, menedżer i człowiek, który po pięćdziesiątce zmienił własne życie – prowadzi czytelnika przez fascynujący świat mózgu, nieświadomości, emocji i biologii wyboru. Łączy współczesną wiedzę psychologiczną i neurobiologiczną z osobistą, bezkompromisową opowieścią o małżeństwie, rozwodzie, pracy, miłości i odzyskiwaniu sprawczości. To książka o tym, dlaczego często reagujemy, zanim zdążymy zdecydować, jak ciało współtworzy nasze wybory i gdzie mimo wszystko zaczyna się wolność. Nie daje prostych recept. Pomaga zadawać pytania, po których trudno już żyć dokładnie tak jak wcześniej.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398228411
Rozmiar pliku: 2,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

WOLNA WOLA

Rozwijamy naszą wiedzę psychologiczną, biologiczną i neurologiczną o człowieku. Coraz wyraźniej widzimy, że mózg nie tylko reaguje na świat, ale nieustannie go przewiduje. Działa w trybie predykcyjnym: na podstawie doświadczenia, wiedzy i pamięci wybiera najbardziej prawdopodobny wariant zachowania, a następnie próbuje go zrealizować. Robi to po to, żeby nas chronić.

Czasem mówi się, że słowa nas niosą. Coś wypowiadamy, a sekundę później pytamy samych siebie: „Dlaczego ja to powiedziałem?”. Zachowujemy się w określony sposób i dopiero po chwili próbujemy zrozumieć: „Dlaczego ja to zrobiłem?”. Mózg był od nas minimalnie szybszy. Najpierw przewidział, potem uruchomił reakcję, a świadomość dopisała do niej sens.

To, co nazywamy świadomością, wiążemy przede wszystkim z aktywnością kory przedczołowej. To tam umieszczamy nasze „ja”, poczucie obecności i ciągłości: ten moment, kiedy rano patrzę w lustro i mówię sobie: „O, Paweł. Hej”. Tyle że nawet owo „tu i teraz” nie jest idealnie teraźniejsze. Zmysły pracują z opóźnieniem. Sygnał dotyku musi dotrzeć do mózgu, dźwięk musi zostać przetworzony, a wzrok - choć daje nam najwięcej informacji o świecie - jest szczególnie złożony i czasochłonny.

Proszę klasnąć w dłonie. Nie czujemy, że dotyk, dźwięk i obraz klaśnięcia docierają do nas w różnym czasie. Mózg posiada mechanizmy, które te strumienie informacji synchronizują i składają w jedno spójne doświadczenie. Świadomość nie dostaje świata takim, jaki jest. Dostaje jego uporządkowaną wersję.

I właśnie tutaj zaczyna się pytanie o wolną wolę.

Wielu badaczy uważa, że świadomość może być efektem ubocznym gwałtownego rozwoju ludzkiego mózgu. Do tego rozwoju przyczyniło się wiele czynników, między innymi opanowanie ognia. Kiedy zaczęliśmy gotować i piec jedzenie, część trawienia przenieśliśmy poza własny układ pokarmowy. Nie musieliśmy przeżuwać przez większą część dnia jak wiele innych zwierząt. Zyskaliśmy czas - na budowanie społeczności, na rozmowę, planowanie, wspólne biesiadowanie przy ogniu i przy jedzeniu.

Dzisiaj coraz częściej mówi się, że świadomość jest jedynie interfejsem do procesów zachodzących głębiej. Mózg przygotowuje reakcję wcześniej, niż pojawia się świadome poczucie decyzji. Wie, że skłamiemy, zanim kłamstwo zostanie wypowiedziane. Przygotowuje ruch lub słowo ułamek sekundy przed tym, jak odczujemy je jako „nasz wybór”. Kiedyś nazywaliśmy ten obszar podświadomością. Dzisiaj częściej mówimy o nieświadomości.

Nie oznacza to jednak, że jesteśmy automatami. Być może nie mamy wolnej woli w każdej błyskawicznej reakcji, zwłaszcza tej, która służy przetrwaniu. Kiedy jako dziecko raz dotkniemy małą dłonią rozgrzanego silnika motocykla, ciało zapamiętuje zagrożenie i następnym razem reaguje szybciej, niż zdążymy przeprowadzić świadomą debatę. Informacja o traumie, bólu, oparzeniu trafia do ciałka migdałowatego, na zawsze, jest nieusuwalna, możemy ją tylko trochę przykryć. Ale wolna wola może ujawniać się gdzie indziej: w decyzjach globalnych, długoterminowych, takich, które zmieniają kierunek całego życia.

Przez dwadzieścia trzy lata byłem w małżeństwie. Ożeniłem się 1 lipca 1992 roku, co nie pozostaje bez znaczenia dla dalszej historii. Zrobiłem to między innymi na życzenie babci mojej partnerki. Uważała, że wkrótce umrze i chciała jeszcze zobaczyć wnuczkę na ślubnym kobiercu. Pobraliśmy się w Urzędzie Stanu Cywilnego, a potem w dobrze mi znanym, wielokrotnie wspominanym kościele św. Michała przy ulicy Puławskiej, na rogu Dolnej, na warszawskim Mokotowie.

Dwadzieścia trzy lata bezpiecznego życia. Poza kredytem i wymaganiami finansowymi mojej - szczęśliwie już byłej - żony praktycznie nic się nie wydarzyło. Gdybym zakończył tę książkę na okresie małżeństwa, mógłbym napisać: byłem w związku małżeńskim, zbudowałem dom, potem drugi dom na Mazurach i kupiłem mieszkanie na Ursynowie. Jeździłem na wakacje. Byłem prezesem, miałem dużo pieniędzy i udziały w firmie. Później zostałem prezesem stowarzyszenia. Wszystko wyglądało dobrze.

Tyle że z perspektywy lat po rozwodzie widzę, że w tym związku nie działo się, kurwa, nic. To był bezpieczny, poprawny i potwornie nudny świat.

W wieku pięćdziesięciu lat siedziałem w fotelu w pięknym domu w Falenicy. Miałem dwa samochody, żonę - szczęśliwie już byłą - kilku takich sobie znajomych. Zacząłem się zastanawiać: czy to wszystko? Czy to już jest, kurwa, wszystko? Czy do końca życia będę rano jeździł do pracy, w weekend pił, w poniedziałek leczył kaca, chodził na siłownię, na basen i raz w miesiącu do kina?

Podjąłem decyzję, że nie.

Być może pomógł mi w tym mózg, bo około pięćdziesiątego roku życia wielu ludzi zaczyna radykalnie przewartościowywać własne życie. Jedni kupują kombinezon nurkowy i uczą nurkowania w Egipcie albo pod Sudanem. Inni rozwodzą się, dają uwieść młodym, atrakcyjnym kobietom i tracą wszystko. Jeszcze inni zakładają restaurację i również tracą wszystko.

Ja zmieniłem całość. Rozwiodłem się. Nauczyłem się pływać. Poznałem cudowną instruktorkę, z którą później byłem przez dekadę w bardzo trudnym, przerywanym związku.

To od was zależy, co wydarzy się dalej. To wy podejmujecie decyzję o tym, jaki kierunek przyjmie wasze życie. Nie wierzę, że umysł, korzystając z pola kwantowego i nieodkrytych struktur mózgu, swobodnie przemieszcza się pomiędzy wieloświatami i wybiera dowolną rzeczywistość. Być może coś w tym jest - gdzieś na granicy wiary, hipotezy i przyszłego zrozumienia. Być może za jakiś czas będziemy wiedzieli więcej.

Na razie wystarczy zauważyć coś znacznie prostszego: mogę zdecydować, czy na śniadanie zrobić szakszukę, czy zjeść pieczonego kurczaka i wędzone tofu w ostrym sosie curry na mleku kokosowym. To decyzja banalna. Ale sama świadomość, że mogę ją podjąć, i sama ochota, żeby wybrać coś smacznego i to przyrządzić, znaczą bardzo dużo. Znaczą, że jeszcze mi się chce. Że nie jestem całkowicie wypalony. Że nadal mam apetyt na smak i na życie.

Istotniejsze decyzje wciąż są przed większością z was. Wielu ludzi właśnie w małżeństwie przeżywa największą samotność swojego życia. Pozostają w związku, który jest pusty. Formalnie mają partnera lub partnerkę, ale w praktyce żyją sami. Jednocześnie nie pozwalają sobie szukać innej drogi, ponieważ przecież „są w związku”. To dramat.

Pracując z parami, nigdy nie nalegałem, żeby za wszelką cenę pozostawały razem.

Ta książka jest o wielu rzeczach, między innymi o wolnej woli. Możecie teraz odłożyć ją na półkę. Możecie nie kupić jej jako e-booka i dalej żyć tak, jak żyjecie. To pastylka kontynuacji: jest, jak jest; nie jest źle; jest w porządku a, że nie będzie nic więcej, to może i dobrze.

Ale jeśli przewrócicie stronę i wejdziecie w pierwszy rozdział, może się okazać, że zmienicie w życiu wszystko. To ryzyko. Nowa rzeczywistość prawdopodobnie będzie ciekawsza i bardziej intrygująca. Nie wiadomo jednak, czy będzie równie bezpieczna.

Może wolicie pełne poczucie bezpieczeństwa. Ja je miałem. Tyle że nie działo się, kurwa, nic.

Decyzja należy do was.ROZDZIAŁ 1

MÓZG BYŁ PIERWSZY

Dlaczego robimy rzeczy, zanim zdążymy zdecydować, że chcemy je zrobić

Klaśnij

Klaśnij teraz w dłonie.

Nie czytaj dalej. Naprawdę klaśnij.

Widzisz ruch dłoni. Słyszysz dźwięk. Czujesz uderzenie skóry o skórę. Wszystko wydarza się jednocześnie. Jedno klaśnięcie, jedno „teraz”, jedna rzeczywistość.

Tyle że nie.

Światło, dźwięk i sygnał dotyku nie docierają do mózgu tą samą drogą ani w tym samym czasie. Każdy z tych sygnałów musi zostać odebrany, zamieniony na impulsy nerwowe i przetworzony. Wzrok ma własną trasę. Słuch ma własną. Dotyk także. Mózg nie dostaje więc jednego, gotowego klaśnięcia. Dostaje kilka przesyłek, nadanych z różnych miejsc, przewożonych przez różnych kurierów i dostarczonych o różnych porach. Dochodzi złożona obróbka.

A mimo to nie widzisz najpierw dłoni, potem nie słyszysz spóźnionego „klap”, a na końcu nie czujesz dotyku. Nie przeżywasz trzech osobnych wydarzeń. Mózg skleja je w jedno.

Nie robi tego złośliwie. Nie prowadzi przeciwko nam tajnej operacji. Po prostu próbuje zbudować najbardziej użyteczną wersję świata. Gdyby świadomość musiała osobno analizować każdy foton, każdą zmianę ciśnienia powietrza i każdy impuls płynący ze skóry, nie zdążylibyśmy odsunąć się od nadjeżdżającego autobusu. Prawdopodobnie nie zdążylibyśmy także wejść do autobusu. Stalibyśmy na przystanku, zajęci seminarium naukowym na temat tego, czy drzwi są już wystarczająco otwarte.

Mózg nie pokazuje nam surowych danych. Pokazuje wynik montażu.

To pierwszy problem z wolną wolą. Zanim zapytamy, czy świadomie wybieramy własne działania, powinniśmy zapytać, czy świadomie widzimy a właściwie postrzegamy świat, na który reagujemy. Odpowiedź brzmi: nie całkiem. Widzimy jego wersję przygotowaną przez układ nerwowy. Zwykle bardzo dobrą. Wystarczająco dobrą, żeby przeżyć, zakochać się, ugotować rosół i w odpowiednim momencie zahamować samochodem. Nie jest to jednak bezpośredni podgląd rzeczywistości.

Rzeczywistość bezpośrednia nie ma dla nas osobnego kanału premium.

Świat po montażu

To, co nazywamy chwilą obecną, nie jest punktem. Bardziej przypomina krótkie okno, w którym mózg zbiera informacje i sprawdza, co prawdopodobnie wydarzyło się przed momentem. Dopiero później podaje nam gotową wersję: „To było klaśnięcie”.

Później nie oznacza po godzinie ani nawet po kilku sekundach. Chodzi o ułamki sekundy. Na co dzień są dla nas niezauważalne. W życiu układu nerwowego to jednak bardzo dużo. W tym czasie można rozpoznać zagrożenie, uruchomić napięcie mięśni, zmienić rytm serca i rozpocząć reakcję, zanim świadomość zdoła wygłosić swoje uroczyste: „Zdecydowałam”.

Mózg musi przy tym rozwiązać problem, o którym rzadko myślimy. Sygnały nie tylko docierają w różnym czasie. Są też niepełne, zaszumione i niejednoznaczne. Obraz na siatkówce ma martwy punkt. Podczas szybkich ruchów oczu część informacji wzrokowej zostaje stłumiona. Hałas zagłusza fragmenty wypowiedzi. Oświetlenie zmienia kolory. Twarz widziana pod innym kątem przestaje przypominać fotografię z dowodu osobistego, co w wielu przypadkach jest akurat dobrodziejstwem.

A jednak rozpoznajemy stół jako stół, psa jako psa, a znajomego jako znajomego, choć widzimy tylko kawałek jego sylwetki. Słyszymy zdanie, mimo że połowę sylab połknął tramwaj. Czytamy tekst pełen literówek i długo ich nie zauważamy. Nie dlatego, że oczy są doskonałe. Dlatego, że mózg stale uzupełnia brakujące elementy czytając prototypy z pamięci.

W potocznym rozumieniu percepcja wygląda tak: świat wysyła informacje, zmysły je odbierają, mózg je przetwarza, a ja patrzę i widzę. To wersja schludna, logiczna i trochę nieaktualna.

Współczesne modele mózgu predykcyjnego proponują inny obraz. Mózg nie czeka biernie na dane. Cały czas zgaduje, co za chwilę zobaczy, usłyszy i poczuje. Korzysta z pamięci, kontekstu, aktualnego stanu organizmu oraz tego, co zwykle działo się wcześniej. Następnie porównuje przewidywanie z sygnałem ze zmysłów. Jeśli wszystko mniej więcej się zgadza, nie ma powodu wszczynać alarmu. Jeżeli pojawia się istotna różnica, mózg aktualizuje model albo zwiększa uwagę.

To ważne zastrzeżenie: „mózg przewiduje” nie znaczy, że ma kryształową kulę. Nie zna wyniku wyborów, kursu euro ani daty kolejnego kryzysu w związku. Przewidywanie jest tutaj roboczym przypuszczeniem a właściwie ich zbiorem uczestniczącym w rankingu. Najbardziej prawdopodobną hipotezą na temat tego, co właśnie powoduje docierające sygnały.

Wchodzę do ciemnej kuchni i widzę na podłodze zwinięty kształt. Przez ułamek sekundy może to być wąż. Serce przyspiesza, ciało się napina, uwaga zawęża. Dopiero potem okazuje się, że to kabel od odkurzacza. Czy mózg popełnił błąd? Tak. Czy był to błąd rozsądny? Również tak. Dla przodka, który każdy podłużny kształt brał za gałąź, historia mogła skończyć się szybko i bez potomstwa. Ten, który czasem mylił gałąź z wężem, tracił kilka sekund i trochę godności. Ewolucja potrafi zaakceptować takie koszty.

Mózg nie jest urzędem statystycznym zainteresowanym idealnie bezstronnym opisem świata. Jest organem służącym przeżyciu. Ma działać wystarczająco szybko i wystarczająco dobrze. Prawda jest cenna, ale nie zawsze najważniejsza. Czasem ważniejsze jest, żeby pomylić się w bezpiecznym kierunku.

Dlatego dostrzegamy twarz w układzie dwóch okien i drzwi. Dlatego w przypadkowym dźwięku słyszymy własne imię. Dlatego po trudnym doświadczeniu neutralny grymas może wyglądać jak pogarda. Mózg nie analizuje każdego wydarzenia od zera. Nakłada na nie historię wcześniejszych spotkań, strat, nagród i zagrożeń.

Widzimy nie tylko oczami. Widzimy także pamięcią. Dla oszczędności energii mózg działa na schematach, na wielu różnych poziomach.

Najpierw wersja robocza

Jeżeli mózg stale tworzy przewidywania dotyczące świata, robi to również wobec naszego własnego działania.

Wyobraź sobie prostą sytuację. Ktoś podczas spotkania mówi coś, co odbierasz jako lekceważenie. Nie musi naprawdę lekceważyć. Wystarczy, że ton głosu, uniesiona brew i jedno niefortunne zdanie pasują do znanego wzorca. Układ nerwowy rozpoznaje: atak. Zanim spokojnie przeanalizujesz intencję rozmówcy, ciało jest już gotowe. Szczęka się napina. Oddech staje się płytszy. Uwaga wybiera z wypowiedzi to, co potwierdza zagrożenie. W pamięci pojawiają się inne sytuacje, kiedy ten człowiek zachował się „dokładnie tak samo”.

Potem odpowiadasz. Ostro, sprawiedliwie i ostatecznie.

A po chwili myślisz: „Dlaczego ja to, kurwa, powiedziałem?”.

To pytanie jest uczciwsze, niż się wydaje. Świadczy o tym, że świadomy narrator nie dostał wcześniej pełnego wglądu do procesu produkcji. Otrzymał gotową wypowiedź, być może zobaczył jeszcze ruch własnych ust, a następnie rozpoczął dochodzenie.

Oczywiście nie każde zdanie wyrywa nam się bez kontroli. Możemy planować, ważyć słowa i milczeć. Czasem nawet potrafimy przeczytać wiadomość drugi raz przed wysłaniem, co jest jednym z większych osiągnięć cywilizacji. Chodzi o coś innego: przygotowanie działania zaczyna się wcześniej, niż pojawia się wyraźne, świadome poczucie „teraz postanowiłem”.

To nie powinno dziwić. Gdy sięgamy po kubek, mózg musi wcześniej określić jego położenie, przygotować ruch barku, łokcia i dłoni, dobrać siłę chwytu, skorygować tor ręki i uwzględnić ciężar naczynia. Nie wydajemy świadomie kilkudziesięciu poleceń. Po prostu bierzemy kubek.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij