Wróżby to rzecz zimowa - ebook
Wszystko co mamy, to te dni. Może zapamiętamy je jako szczęśliwe.
Jana, etnolożka z Kijowa, przyjeżdża w rodzinne strony, by badać ludowe wróżby. Z dala od YouTube’a i Tindera szybko zostaje wciągnięta w szalone życie wsi. Najbliżsi sąsiedzi stają się dla niej jak rodzina, a tajemniczy Maksym przyciąga Janę z niewytłumaczalną siłą. Czy to wpływ wiary w magiczną moc maku rozsypanego na progu, czy niepewnych czasów?
Wróżby to rzecz zimowa to opowieść o kruchości i sile życia. O niepewności, która sprawia, że stajemy się bardziej prawdziwi. I o tym, że gdy kończy się świat, kochamy najmocniej.
Kuzniecowa pisze pięknie i mądrze. Pełna nadziei, ciepła, nieoczywista, do głębi ludzka powieść o tym, że wróżymy dalej, nawet kiedy wróżby się nie sprawdzają. Maciej Marcisz
Przeczytałam tę książkę w jeden dzień, a w nocy śnili mi się bohaterowie: poszukująca inspiracji etnograficznych Jana, szalony lekarz Roman, jego syn artysta Maksym i ich bliscy. Siedziałam z nimi przy stole, uczestniczyłam w ich rozmowach i czułam to ciepło, jakie mogą dać tylko inni w ludzie – gdy świat pogrążony jest w mroku i mrozie, generator prądu nie działa, a wojna podchodzi pod okna. Wróżby to rzecz zimowa Eugenii Kuzniecowej to kameralna opowieść o trwaniu, przemijaniu i niepoddawalności, pełna abstrakcyjnego poczucia humoru.
Sabina Jakubowska, autorka Akuszerek
Rodziny, jak i narodu, się nie wybiera, ale poczucie silnej więzi – bez względu na różnice – pomaga udźwignąć każdą sytuację i daje nadzieję na lepszą przyszłość. Nawet jeśli ta nadzieja jest podszyta magicznym myśleniem. Może to sposób Kuzniecowej na przetrwanie. Rozsypać mak wokół domu, jak to robi przesądna Luba, i głośno się śmiać, by zagłuszyć lęki czające się na każdym rogu.
Maria Fredro-Smoleńska, „Vogue Polska”
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-089-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wśród zaśnieżonych oczeretów Dniepru, na opustoszałych zimowych ulicach wsi wijących się ze wzgórz ku szosie na Kijów, w ciemnych izbach, gdzie próg posypuje się makiem, by odgonić złe moce, a dusze zmarłych zasiadają do wigilijnych stołów, Jana przechodzi przez dziurę w płocie i wplątuje się w konflikty, wobec których nie ma ani właściwych pytań, ani odpowiedzi. Ale jest Maksym, niepewność, miłość i owce.KATERYNY
Jana obudziła się z zimna. Miała wrażenie, że ktoś ją wcześniej rozgrzał i zmusił do otwarcia się tylko po to, by teraz odczuła bolesny chłód. Tym „kimś” najpewniej był piec, który włączył się rano, gdy znów pojawił się prąd. Ale szybko się wyłączył, gdy prąd zniknął kolejny raz. Wszystko zostało przecież zaplanowane racjonalnie: małe, eleganckie grzejniki, piękny ekonomiczny piec. Kto jednak mógł przewidzieć blackouty?
Jana chciała nakryć się kołdrą po same uszy, ale szybko zrozumiała, że im dłużej będzie zwlekać, tym zimniej się zrobi. Postanowiła więc wstać, choć głowa była ciężka, a w ustach sucho.
– Boże drogi – jęknęła do siebie. – Napić się już pierwszego dnia! „Zrobię panu grzańca”… Co za koszmar. Co za wstyd. I jeszcze nagadałam jakichś bzdur. Gdybym mogła spojrzeć na siebie z boku…
Mamrocząc, spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
– Oto twarz kobiety, która popijała śledzia grzańcem – szepnęła, zbliżając głowę do lustra. – Dość tego, czas do roboty! – skarciła samą siebie. – Przyjechałaś na ekstremalną ekspedycję, działaczko kultury, cholera jasna! Marsz po notatnik i włóż te kaszmirowe spodnie kupione latem na wyprzedaży.
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_