Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wśród lodowców - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
6 stycznia 2026
24,90
2490 pkt
punktów Virtualo

Wśród lodowców - ebook

Alicja Burnham posiada dar „drugiego wzroku”. W swoich wizjach widzi jedynie biel, chłód i śmierć czyhającą na jej narzeczonego, Franka, który wyrusza na niebezpieczną ekspedycję polarną. Jednak to nie mróz jest największym zagrożeniem. Wśród załogi statku, uwięzionego w bezlitosnym uścisku Arktyki, znajduje się Ryszard Wardour – odrzucony wielbiciel Alicji. Gdy lód odcina ich od świata, a głód odbiera zmysły, zaciera się granica między człowieczeństwem a bestialstwem. Czy w obliczu śmierci wróg stanie się bratem, czy ofiarą?

„Wśród lodowców” to gotycki dreszczowiec w polarnej scenerii — duszny jak kajuta statku i bezlitosny jak mróz, który nie odpuszcza.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7954-398-4
Rozmiar pliku: 926 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Rzecz działa się przed trzydziestu laty w jednym z portowych miast Anglii. Burmistrz i władze miejskie wydawały bal na cześć wyprawy udającej się nazajutrz o świcie w podróż morską, dla zbadania północno-zachodniej drogi. Były dwa okręty należące do wyprawy: _Wędrowiec_ i _Morska Mewa_.

Sala balowa przedstawiała ożywiony widok. Wyborowa orkiestra nadawała tanecznym tonom szał porywu, a przyległe cieplarnie, fantastycznie oświetlone różnokolorowymi latarniami, zdobne w festony z kwiatów i egzotycznej zieleni, tworzyły czarowne widowisko. Po śliskiej posadzce, porwane wirowym ruchem walca, przesuwały się strojne postacie kobiece, wsparte na ramieniu młodych wojskowych. Jarzący blask świateł, woń zapachów rozlanych w powietrzu, olśniewające połyski brylantów i szafirów we włosach i przy gorsetach kobiecych tworzyły jakby sztuczną, odurzającą atmosferę wykwintu i zbytku.

Spośród obecnych kobiet dwóm pięknościom powszechnie przyznano palmę pierwszeństwa. Jedna z nich, ciemnooka, o wspaniałych czarnych włosach i kształtach w pełnym rozkwicie, była żoną porucznika Crayforda z załogi _Wędrowca_. Druga, smukła i blada, dziewczęca postać o wielkich, ciemnych, marzących oczach i ruchach pełnych niewysłowionego wdzięku, zwała się Alicja Burnham. Pośród strojnego i barwnego tłumu, który ją otaczał, śnieżne zwoje przejrzystego muślinu jej skromnego stroju, przybranego tylko białą wiązanką wonnych konwalii leśnych wpiętych przy piersi, odbijały od otaczającego przepychu, tak jak melancholijny wyraz jej twarzy tworzył sprzeczność z wesołym nastrojem balującej drużyny.

Alicja była przyjaciółką pani Łucji Crayford, u której miała pozostać podczas nieobecności jej męża. Z nim to właśnie tańczyła kadryla, mając naprzeciw Łucję z kapitanem Heldingiem, dowódcą okrętu. W jednej z przerw tańca rozmowa odpoczywającej pary zwróciła się na miss Burnham. Kapitan Helding, podziwiając niezaprzeczony urok jej piękności, dziwił się smutnemu i poważnemu jej obejściu, stanowiącemu sprzeczność z dziewczęcym wiekiem. Czyżby była wątłego zdrowia?

Pani Crayford potrząsnęła głową, wzdychając tajemniczo.

– Niestety, tak jest – odparła. – Alicja jest bardzo słabowita.

– Skłonna do chorób piersiowych, może?

– Bynajmniej.

– Cieszy mnie to. Przyjaciółka pani jest zachwycającą istotą i jej los interesuje mnie niewypowiedzianie. Gdybym był o jakie dwadzieścia lat młodszy... Ale lepiej nie kończyć. Czy byłoby to niedyskretne, kochana pani, zapytać, co jej dolega?

– Byłoby to może niedyskretne ze strony obcego człowieka, ale stary przyjaciel, jak pan, ma prawo pytać o wszystko – odparła pani Crayford. – Rada byłabym móc panu wyjaśnić, co dolega Alicji, ale jest to tajemnicą nawet dla samych lekarzy. Moim zdaniem przyczyna złego tkwi w sposobie, w jaki została wychowana.

– Ach, rozumiem! Zła szkoła? – Bardzo zła istotnie, ale nie taka, o jakiej pan myśli. Pierwsze lata życia spędziła Alicja w starym, samotnym szkockim zamczysku. Ciemny i nieokrzesany lud górski wyrządził jej krzywdę, o której wspomniałam. Wrażliwy i poetyczny umysł Alicji przejął się zabobonami, które na dzikiej północy cieszą się dotąd powszechnym wzięciem, a mianowicie wiarą w jasnowidzenie.

– Czyż to możliwe?! – zawołał kapitan. – Czy podobna, aby w dzisiejszych, oświeconych czasach ktoś dawał wiarę podobnym baśniom?!

– Zapominasz, panie kapitanie, że w dzisiejszych oświeconych czasach wierzymy w poselstwa duchów, udzielane nam przez pośrednictwo wirujących stolików. W porównaniu z podobnymi twierdzeniami wiara w jasnowidzenie zyskuje, przynajmniej z poetycznej strony. Osądź, proszę, jaki wpływ podobny wypadek musiał wywrzeć na marzycielski umysł młodej dziewczyny, skazanej na samotne życie, nieogrzane ciepłym promykiem macierzyńskiego serca. Cóż w tym dziwnego, że wyobraźnia jej chwytała chciwie poetyczne legendy, którymi ją kołysano od dziecka, i że słaby jej system nerwowy na tym ucierpiał?

– Zapewne, kochana pani. Niemniej jednak zadziwiającym wypadkiem, dla prostego jak ja człowieka i pozytywisty, jest spotkanie na balu młodej dziewczyny wierzącej w jasnowidzenie. I proszę pani, czy miss Alicja rzeczywiście utrzymuje, iż widzi rzeczy zakryte w przyszłości? Że wpada w zachwyt, rozpoznaje odległe strony i przepowiada mające się przytrafić fakty? Bo wszakże to rozumiemy przez jasnowidzenie?

– Tak, panie kapitanie, i to wszystko czyni Alicja.

– A wolno zapytać, czy widziała ją pani kiedy w stanie zachwytu?

– Nie dalej jak miesiąc temu. Cały ranek zdawała się rozdrażniona, skutkiem czego siostra moja i ja namówiłyśmy ją, aby wyszła do ogrodu odetchnąć świeżym powietrzem. Naraz cała krew zbiegła z jej twarzy; wyglądała marmurowo blada. Nieczuła na dźwięki i dotknięcie, nieruchoma i zimna jak posąg, stanęła wśród nas przelękłych. Po kilku minutach dopiero zauważyłyśmy zmianę w jej licu; dłonie jej poruszać się zaczęły powoli, jakby chwytając jakiś przedmiot w ciemności. Z sennych ust jej padały oderwane wyrazy, ale czy odnosiły się one do przyszłości, czy też do przeszłości, tego panu powiedzieć nie umiem. Mówiła o osobach przebywających w odległych krajach, obcych mnie i mojej siostrze. Naraz zamilkła. Blady odcień rumieńca okazał się na jej twarzy i znikł natychmiast. Oczy jej zamknęły się, nogi zachwiały się pod nią i bezwładna upadła w nasze ramiona.

– Upadła bezwładna, powiadasz pani? – powtórzył kapitan zdziwiony. – No proszę! I w tym stanie zdrowia chce jej się bywać na balach i tańczyć...

– Myli się pan. Alicja znajduje się tu dzisiaj, bom ją namówiła; jedynie i tylko na prośbę mojego męża zgodziła się z nim tańczyć. W ogóle stroni ona od towarzystwa i zgiełku. Doktor zaleca jej rozrywki, ale ona słuchać go nie chce. Z małymi wyjątkami, jak dzisiejszy, upiera się zawsze zostawać w domu.

Kapitan rozpromienił się na wzmiankę o doktorze. Jakieś przecież dorzeczne zdanie da się usłyszeć z ust człowieka naukowego.

– I cóż doktor na to mówi? – zapytał skwapliwie. – Jakże rzecz tę sądzi ze stanowiska wiedzy?

– Nie orzeka nic stanowczego – odparła pani Crayford. – Mówił mi tylko, iż podobne wypadki trafiają się czasami w lekarskiej praktyce. „Wiemy – rzekł raz – iż rozstrój systemu nerwowego u osób delikatnych wywołuje nieraz szczególne objawy w rodzaju tych, o których pani wspomniałaś; ale na tym koniec. Ani moja, ani niczyja nauka nie jest zdolna zgłębić tajemnicy faktu, który uznajemy przecież za istniejący. W tym wypadku trudności, jakie napotykamy, zwiększają się, gdyż wcześnie zakorzeniony w umyśle miss Burnham przesąd skłania ją do przypisywania zabobonnego znaczenia cierpieniu nerwowemu, któremu podlega. Mogę pani udzielić ogólnych rad co do podtrzymania zdrowia młodej pacjentki; przede wszystkim zaś zalecam zmianę trybu życia i usunięcie powodów do wszelkich zmartwień, jakie tajemnie ciążyć mogą na jej umyśle”.

Kapitan uśmiechnął się potakująco. Doktor ziścił jego nadzieje, praktycznie rozwiązując kwestię.

– A! – zawołał – oto sęk!... Tajemne zmartwienia! Tak, tak!... To jasne jak dzień. Zawód miłosny niezawodnie?

– Nie umiem panu na to odpowiedzieć – odrzekła pani Crayford. – Alicja, która we wszystkim pokłada we mnie nieograniczone zaufanie, nie zwierzyła mi się jednak nigdy ze swoich spraw sercowych. Obawiam się, iż istotnie jakaś ukryta troska ciąży na jej sercu. Czasami czuję się trochę urażona jej niepojętym milczeniem.

– Trzeba ją zachęcić do otwartości – rzekł kapitan. – Ręczę pani, iż biedne, cierpiące dziewczę gotowe jest odsłonić serce przed panią. Dodaj jej pani tylko otuchy...

– Nie omieszkam tego uczynić, gdy pozostaniemy same. Tymczasem zechciej pamiętać, panie kapitanie, że zwierzenie, jakiego ci uczyniłam, winno pozostać przy tobie samym. I daruj, że ze względu na obrót, jaki rozmowa nasza wzięła, poproszę cię o zmianę jej przedmiotu.

Kapitan Helding skłonił głowę i natychmiast zaczął mówić o czym innym.

– Czy pani wie – zapytał po jakimś czasie – że _Atalanta_ spodziewana jest lada dzień w powrocie z Afryki? Czy ma pani znajomych między oficerami na jej pokładzie?

Traf chciał, iż pytanie to zadał pani Crayford w chwili, gdy tańczące naprzeciw siebie pary skrzyżowały się w figurze kadryla. Naraz, ku ogólnemu zdziwieniu przyjaciół i wielbicieli, Alicja zmyliła taniec, przystanąwszy w miejscu jak wryta. Nie próbowała nawet poprawić pomyłki. Blada jak lilia, konwulsyjnie uchwyciła ramię tancerza.

– Gorąco!... – szepnęła cicho. – Proszę, niech mnie pan stąd zabierze!

Porucznik Crayford pospiesznie wyprowadził ją z tanecznego koła i powiódł w głąb chłodnej i pustej cieplarni. Żona jego, przeprosiwszy swego towarzysza, pospieszyła za nimi. Na progu spotkali się. Lejtnant był wysokim i barczystym mężczyzną w średnim wieku; jego obejście było ujmująco proste i łagodne, a cały świat dobroci przeglądał się w jego siwych oczach. Wszyscy go kochali.

– Nie lękaj się, Łucjo – rzekł. – Gorąco osłabiło ją...

Żona z serdeczną ironią popatrzyła na niego.

– Niewiniątko! – rzekła. – Ta wymówka starczy dla ciebie, ale nie dla mnie. Idź, poszukaj sobie innej tancerki, a ją zostaw mnie.

Weszła do cieplarni i zbliżyła się do Alicji.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij