-
nowość
-
promocja
Wszystko Ci sprzyja. Jak zmiana myślenia może zmienić Twoje życie - ebook
Wszystko Ci sprzyja. Jak zmiana myślenia może zmienić Twoje życie - ebook
Czy to możliwe, że sposób, w jaki myślisz, wpływa na to, co przyciągasz do swojego życia?
„Wszystko Ci sprzyja” to książka, która pokazuje, jak zmiana sposobu myślenia może stać się początkiem realnej zmiany.
Uczy, jak wyjść z negatywnych schematów, które blokują działanie, i przejść do podejścia, które wspiera, zamiast ograniczać.
Pokazuje, jak myśli przekładają się na decyzje, a decyzje na to, jak wygląda Twoje życie.
To nie jest obietnica, że wszystko stanie się łatwe.
To propozycja, żeby zacząć patrzeć inaczej – i dzięki temu zacząć działać inaczej.
Bo kiedy zmienia się sposób myślenia, zmienia się kierunek, w którym idziesz.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68750-36-2 |
| Rozmiar pliku: | 528 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dziękuję moim dzieciom. To dzięki Wam każdego dnia przypominam sobie, co jest naprawdę ważne – miłość, bliskość i odwaga, by iść własną drogą.
Dziękuję Wam za cierpliwość, za uśmiechy, które potrafią rozproszyć każdy trudny moment, i za to, że jesteście moją największą motywacją do rozwoju.
Ta książka jest także dla Was – jako dowód, że warto wierzyć w siebie i w to, że wszystko w życiu może sprzyjać, nawet jeśli czasem jeszcze tego nie widać.
Z miłością
MamaWSTĘP
Czy zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć, jak to jest, że jednym osobom wszystko sprzyja, doskonale się układa, a innym ze wszystkim zawsze jest pod górę? Czy kiedykolwiek pomyślałeś, jak cudownie byłoby nie martwić się na zapas, a nie widzieć wszystko tylko w czarnych barwach? Założę się, że tak. Skąd to wiem? Bo dokładnie tak samo kiedyś myślałam. Ciągle się martwiłam, w nowych wyzwaniach widziałam zagrożenie, a moje pesymistyczne myślenie odbierało mi energię i utrudniało codzienne życie. Udało mi się to zmienić – i właśnie o tej zmianie jest ta książka. Wiele przykładów, które w niej zawarłam, dotyczy mnie bezpośrednio – doświadczyłam ich osobiście i z tego powodu będą mieć spory ładunek emocjonalny. Oczywiście emocjonalny dla mnie, ale mam nadzieję, że momentami mnie zrozumiesz i odnajdziesz też trochę siebie.
Zmianę mojego toku myślenia podzieliłam na kilka tematów. Starałam się wydzielić odrębne rozdziały, ale może się zdarzyć, że część rzeczy będzie się wzajemnie przeplatać, ponieważ są punktem wspólnym dla kilku tematów. Sporo w tej książce będzie też życiowych sytuacji, które przeżyłam i dzięki którym zmieniłam swoje nastawienie czy też życie. Czytając książki o rozwoju, lubię poznawać prawdziwe doświadczenia, bazujące na sytuacjach z życia innych ludzi – dlatego będzie tutaj dużo przykładów. Nie dlatego, że chcę napisać biografię czy czymś się pochwalić, ale dlatego, że sama właśnie tego szukam w literaturze – może i Tobie to się spodoba i taki przekaz do Ciebie trafi.
Ta książka nauczy Cię myśleć pozytywnie i szukać plusów w najbardziej niesprzyjających warunkach. Może w części moich doświadczeń odnajdziesz sytuacje podobne do Twoich i to pozwoli Ci spojrzeć na Twój problem z innej perspektywy.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Życie pisze różne scenariusze, ale jeśli się nad tym zastanowisz, z każdej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że to, co złe nam się przydarzyło, ostatecznie wyszło nam na dobre.
Wiele w życiu przeszłam – musiałam podjąć wiele trudnych decyzji, ale udało mi się rozwiązać każdy problem. To, czego doświadczyłam, bardzo mnie zmieniło. Myślę pozytywnie i nawet jeśli zdarza się coś niespodziewanego, na co nie jestem gotowa, to wszystko, o czym przeczytasz w tej książce, nauczyło mnie dostrzegać plusy nawet w najbardziej niesprzyjających sytuacjach.
Czytając tę książkę, możesz się ze mną nie zgadzać. Decyzje, które podjęłam, mogą być dla Ciebie nieodpowiednie. Pamiętaj, że każdy żyje po swojemu. To były moje wybory, być może Ty postąpiłbyś inaczej. Nie da się porównać Twojej sytuacji z moją, bo zawsze coś będzie nas różnić. Opisując pewne historie, chcę Ci po prostu nakreślić problem, a właściwie umiejętność podejścia do niego. To Ty, na końcu, musisz podjąć decyzję, która będzie dobra i słuszna wyłącznie dla Ciebie.
Będę zwracać się do Ciebie w różny sposób: czasem jak do Kobiety (bo niektóre rozdziały są Jej dedykowane), czasem jak do Mężczyzny, a czasem neutralnie. Początkowo myślałam, że ta książka będzie skierowana głównie do kobiet, ale w trakcie pisania zrozumiałam, że wiele treści dotyczy także mężczyzn. Stąd ta zmienność narracji. Mam nadzieję, że nie będzie Ci to bardzo przeszkadzać – chciałam podkreślić, że czasem wprowadzam ją celowo.
Jest to moja pierwsza książka, więc pewnie będzie odbiegała od idealnej prozy. Uznałam, że jeśli choć jednej osobie może ona pomóc – warto ją napisać. Jeżeli choć jedna rzecz zostanie wyniesiona z tej książki do Twojego życia – będzie to dla mnie potwierdzenie, że decyzja o jej napisaniu była słuszna. Nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny i zapewne kiedyś dowiem się, że w ten sposób komuś pomogłam. Głęboko w to wierzę.CO CI MÓWI INTUICJA
Czy wierzysz w coś takiego jak intuicja? Często mówimy, że to intuicja nam coś podpowiada. Ludzki umysł jest niezwykle złożony, a jednym z ciekawszych zjawisk, które wzbudza zarówno zainteresowanie, jak i kontrowersje, jest intuicja. Nazywana szóstym zmysłem, uruchamia się, kiedy potrzeba szybkiego działania. Mówi się też, że to kobieca intuicja podpowiada, jak mamy się zachować.
Intuicja pomaga w podejmowaniu decyzji. Odgrywa ogromną rolę w życiu, choć nie wszyscy otwarcie przyznają się do jej wykorzystywania. Albert Einstein mówił: „Jedyną prawdziwą rzeczą w życiu jest intuicja”.
Słowo „intuicja” pochodzi od łacińskiego intueri, oznaczającego kontemplację i wewnętrzne rozważania. To forma pewnej indywidualnej wiedzy czy przeczucia, że powinno się podjąć taką, a nie inną decyzję.
Głos intuicji towarzyszy nam w codziennym życiu i ułatwia podejmowanie różnorodnych wyborów. Jest wewnętrznym głosem, który wspiera nas w określonych sytuacjach. Intuicja działa w podświadomości. Dostarcza pewnych hipotez i przeczuć, które zazwyczaj powinny zostać zweryfikowane przed podjęciem określonych działań. Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że coś podpowiadało Ci, jak masz postąpić, choć wydawało się to irracjonalne? Tym według mnie jest właśnie intuicja.
O istnieniu intuicji możemy przekonać się w wielu sytuacjach. To ona odpowiada m.in. za tzw. pierwsze wrażenie – kiedy mijamy kogoś na ulicy i od razu myślimy, że jest sympatyczny. Działa też w przypadkach odwrotnych – kiedy widzimy daną osobę po raz pierwszy i natychmiast mamy wrażenie, że powinniśmy jej unikać. Intuicji warto słuchać. Pomaga nam przy poznawaniu nowych ludzi. Czasem wydaje nam się, że z daną osobą jest coś nie tak. Jeżeli to przeczucie jest bardzo silne, warto przeanalizować to, co podsuwa nam szósty zmysł – zapewne może mieć rację i próbuje w ten sposób uchronić nas przed skutkami niewłaściwej znajomości.
Są sytuacje, w których intuicja może być źle odbierana. Zdarza się, że trafiamy na jakąś pozornie wyjątkowo dużą okazję. Intuicja może nam podpowiadać, aby z niej skorzystać. W praktyce, w przypadku jakichkolwiek poważniejszych życiowych decyzji, intuicję warto traktować drugoplanowo. Zdrowy rozsądek i czas na przemyślenie takich poważnych planów są wręcz niezbędne – w końcu to one, a nie intuicja, pozwalają rozważyć wszystkie za i przeciw oraz uchronić nas przed niekoniecznie korzystnymi konsekwencjami ważnych decyzji.
Intuicji nie warto bezkrytycznie słuchać również wtedy, gdy pójście za jej głosem może zwyczajnie skrzywdzić nas lub bliskich nam ludzi. I to jest moim zdaniem w intuicji najtrudniejsze – znaleźć sposób, by jej słuchać, a jednocześnie umieć rozpoznać, czy to, co nam podpowiada, jest naprawdę słuszne, czy też może być dla nas zgubne.
Wiele razy w życiu miałam jakieś przeczucie. Chyba najbardziej namacalne jest to pierwsze wrażenie – kiedy poznajesz kogoś i od razu czujesz, że coś jest nie tak. Trudno tego nie nazwać intuicją. Działa jak mechanizm obronny, który mamy w sobie i który wysyła nam komunikat: uważaj, z nim jest coś nie tak. To sprawia, że nie jesteśmy otwarci na tego człowieka – jesteśmy wręcz nieufni. Zdarzały mi się sytuacje, że to pierwsze wrażenie było tak złe, że czegokolwiek ta osoba później by nie zrobiła, nie umiałam już zmienić mojego wyobrażenia o niej. Zgodzę się również, że pierwsze wrażenie bywa czasem mylne. Może w tamtym momencie dana osoba miała gorszy dzień i jej intonacja, barwa głosu czy mimika były nienaturalne. Najczęściej zdarza mi się to wtedy, gdy przy pierwszym spotkaniu myślę: „jaka spokojna osoba”, a przy bliższym poznaniu okazuje się, że to było mylne wrażenie – bo to osoba bardzo towarzyska, tylko akurat wtedy miała inny dzień. Stąd dosyć popularne określenie: „zyskujesz przy bliższym poznaniu”. Jak widzisz, wszystko zależy od sytuacji. Musisz po prostu nauczyć się jej słuchać.
Ludzie często potrafią intuicyjnie wyłapać, kiedy ktoś inny kłamie. Są różne techniki rozpoznawania kłamstwa, między innymi postawa ciała, dotykanie ucha, odwracanie wzroku. W moim odczuciu trzeba być bardzo zaznajomionym z tematem, aby to wyłapać. Istnieje teoria mówiąca o kierunku, w którym patrzymy, gdy kłamiemy lub przywołujemy wspomnienia. Oczy „sięgają” do umysłu, aby coś sobie przypomnieć. Jeśli patrzysz w prawo, to sobie przypominasz, jeśli w lewo – dopiero coś wymyślasz. Tyle w teorii, bo w praktyce po pierwsze zawsze zapominam, gdzie jest prawo, a gdzie lewo. Do tego zawsze się zastanawiam: moje prawo czy jego prawo? Zdecydowanie wolę spojrzeć uważnie na rozmówcę i pozwolić sobie poczuć, co się we mnie dzieje. Czy ja czuję, że ktoś mnie oszukuje? Czy coś mi się tu nie zgadza?
Jestem typem osoby, która nie lubi kłamać. Kłamstwo to bardzo skomplikowany proces – należy pamiętać, co się komu powiedziało. Nie chodzi o to, żeby mówić wszystko i wszystkim, ale pewne rzeczy po prostu możemy pomijać. Jeśli nie chcemy odpowiadać na jakieś pytanie, to nie odpowiadamy. Gdy znów spotkamy tę osobę, będziemy musieli to kłamstwo ciągnąć dalej, niejednokrotnie wymyślając kolejną historię, w której naprawdę łatwo się zgubić.
Zdarzyło mi się wiele razy w życiu, że intuicja mi podpowiadała, że nic z tego nie będzie. Kiedy jeszcze nie umiałam jej słuchać (wciąż nie jest to idealne, bo czasem źle ją interpretuję), uznawałam, że coś sobie wymyśliłam, jestem przewrażliwiona, to na pewno stres wywołuje u mnie takie myśli. I brnęłam w coś, co wydawało mi się dobre – często dlatego, że inni tak mi doradzali. Gdybym posłuchała wtedy siebie i tego, co podpowiada mi intuicja, wyszłabym na tym o wiele lepiej. Niestety, ludzie często nie przywiązują do niej żadnej uwagi, a nawet ją zbywają.
O tym, że napiszę tę książkę, zadecydowała moja intuicja. Parę miesięcy temu rozmawiałam z przyjaciółką o jakieś sytuacji, próbując wbić jej do głowy, aby myślała pozytywnie. Usłyszałam wtedy, że powinnam napisać książkę, bo potrafię zmotywować drugą osobę. Wiesz, co wtedy pomyślałam? Nie, nie będzie tu żadnego: „boom” ani: „wow, to dla mnie! Intuicja mi tak podpowiada”. Coś ty.
Pomyślałam jak większość z nas: „Oszalałaś? Ja i pisanie książki? To nie dla mnie”. I tyle. Temat był zamknięty. Nie zastanawiałam się nad tym ani minuty dłużej.
Niedawno wizualizowałam sobie co by się stało, gdybym wygrała miliony i była bogata i nie musiałabym pracować (to moja ulubiona wizualizacja). Obrazy w mojej głowie przeskoczyły już nie tylko na kupno domu, samochodu, wakacji itp., ale poszłam dalej: „W jaki sposób pieniądze mogłyby na mnie zarabiać?” (Śmieszne, prawda? Zastanawiam się, jak zarabiać na pieniądzach z loterii, w której nie wygrałam). Zaczęłam sprawdzać oprocentowanie lokat itp. Weszłam na stronę jakiegoś banku i uznałam, że jest tam po pierwsze małe oprocentowanie, a po drugie – limity kwot na lokatach. Ale przecież ja wygrałam miliony, pamiętaj! Przypomniałam sobie jedną z rad znalezioną w sieci, jak można dodatkowo zarabiać. Było tam m.in. o dochodzie pasywnym w postaci wynajmu mieszkania. Ale jeden ze sposobów był szczególny – napisanie książki.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – ot, coś sobie przypomniałam, ale ja w tamtym momencie poczułam impuls i uderzenie: „O rety! To jest chyba to!”. Skupiłam się na tym, co myślę i już nie było „to nie dla mnie”, „nie umiem”, tylko przeczucie, że powinnam. I tym razem uznałam, że mówi do mnie moja intuicja i muszę to zrobić. Cieszyłam się parę minut tą chwilą, było to mocne odczucie. Gdy poczułam, że to jest to, pomysły same zaczęły wpadać mi do głowy. Wiedziałam, że ma to być książka w formie poradnika, ale co do reszty – nie wiedziałam nic. Mam już wiedzę na temat redagowania i procesu wydawniczego. Wiem już nawet więcej, ale zapewne nadal jest to ułamek tego, co będę wiedziała, gdy już wydam tę książkę. A jestem pewna, że ją wydam. Nie zakładam, że mi nie wyjdzie ani że to zły pomysł. Po prostu to wiem.
Kolejne dni przyniosły wiele wątpliwości: „przecież ja się na tym nie znam”, „nigdy nie uczyłam się, jak pisać książkę czy powieść”, „tego się nie uda nawet wydać” albo „nikt tego nie przeczyta”. W tamtym momencie powiedziałam sobie, żeby to zostawić – może samo się to wszystko jakoś poukłada w mojej głowie. Jeśli mam napisać książkę, to tak się po prostu stanie. I zajęłam się czymś innym.
Kolejnego ranka obudziłam się znów z entuzjazmem – i kontrargumentami na każdą z moich obaw. Nie znam się na tym? No to muszę wgryźć się w tematykę pisania książek. Nigdy nie uczyłam się pisać książek? Okej, ale w sumie zawsze lubiłam dużo mówić, więc przeleję na papier to, co myślę. Nie uda się wydać? Napiszę sama dla siebie skrypt, a gdy już będzie gotowy, dopiero wtedy będę się martwić co dalej. Nikt tego nie przeczyta? Trudno, zostawię coś po sobie.
Od tamtej pory, kiedy nachodzą mnie czarne myśli – że po co ja w ogóle to robię albo że porywam się z motyką na słońce – mówię sobie: napiszę książkę, a później będę martwić się co dalej.
Kolejnym przykładem intuicji związanej z napisaniem książki jest projekt jej okładki. Jeszcze nie miałam gotowej treści, a już coś mi podpowiadało, że okładka powinna być czerwona. Bo taki mam typ osobowości. Od razu pojawiła mi się przed oczami wizualizacja: trzymam w ręku czerwoną książkę. Widzę tylko kolor i moje imię i nazwisko u góry – reszty jeszcze nie zwizualizowałam, ale wiedziałam, że chcę, aby taka właśnie była. Tu intuicja i wizualizacja wzajemnie się przenikają.
I tak narodził się ten pomysł – dzięki intuicji. A wcześniej dobremu słowu mojej przyjaciółki. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Zastanów się nad tym, co Cię spotyka, co słyszysz w sobie, w swojej głowie. Może to Twoja intuicja podpowiada Ci wiele rzeczy czy pomysłów, których nie chcesz zrealizować. Najpierw naucz się jej słuchać. Dopiero gdy to zrobisz, będziesz zastanawiać się, czy iść w tę stronę, czy nie. Bądź uważny na to, co Ci mówi – intuicja poprowadzi Cię dalej.WIZUALIZUJ MARZENIA
W pewnym okresie mojego życia byłam w takim stanie, że moją ulubioną porą dnia był wieczór, a właściwie już noc – chwila, gdy kładłam się spać. Dlaczego? Bo wtedy mogłam wyobrażać sobie swoje inne, lepsze życie. Nie umiałam poradzić sobie w tamtym czasie z codziennością, jaka mnie otaczała, a na pewno nie umiałam jej wtedy zmienić.
I dlatego tak bardzo lubiłam ten moment, gdy zamykałam oczy i mogłam przenieść się do lepszego świata – w moje fantazje. Nie, nie były to nie wiadomo jakie marzenia – ot, po prostu wyobrażałam sobie, że żyję gdzieś indziej i z kimś innym. Śmieszne, prawda? Jak można sobie wyobrażać inne życie, zamiast je po prostu zmienić? Tak, jeśli żyjesz w zgodzie ze sobą i jesteś szczęśliwy, to taka rzecz jest dla Ciebie niewyobrażalna, ale dla mnie zmiana takiego życia na inne była wtedy niemożliwa.
Zresztą sam zobacz: czy zdarzyło Ci się kiedyś być niezadowolonym z pracy tak bardzo, że aż marzyłeś o jej zmianie? Co wtedy myślałeś? „nie da się”, „to nie dla mnie”, „a jeśli w nowej pracy będzie gorzej?”, „tu jest beznadziejnie, ale przynajmniej wiem, co mnie czeka”, „jestem beznadziejny, to wszystko moja wina”, „mam, co chciałem”. Brzmi znajomo?
Albo może byłeś w nieszczęśliwym związku, ale wszystko zaszło tak daleko, że jakakolwiek zmiana nie tylko przerażała, a wręcz wydawała Ci się niemożliwa? Znam przypadki, w których ktoś czuł, że ta relacja nie ma przyszłości, ale ślub zaplanowany, goście zaproszeni – więc jak się teraz wycofać? Co powiedzą ludzie? Co powiedzą rodzice?
I to przeczucie, które gdzieś tam kiełkowało, zostało schowane, zdeptane, bo przecież „jakoś to będzie”.
Zdarzają się sytuacje, które są dla nas znakami, ale ich nie dostrzegamy, bo tak bardzo pragniemy zaspokoić swoje lub też często cudze pragnienia.
Wracając do mojej ulubionej pory dnia, tuż przed snem wyobrażałam sobie lepsze życie. Sporo wieczorów projektowałam sobie wizję, gdzie będę mieszkać, jak to mieszkanie będzie wyglądać, jak będzie mi się żyło. Trwało to naprawdę długo – parę lat wizualizowałam sobie pragnienie zmiany, choć jednocześnie byłam przekonana, że to się nigdy nie wydarzy. Myślę, że to znasz, bo to jak wygrana na loterii – człowiek wyobraża sobie, co by wtedy robił, ale jednocześnie ma poczucie, że jest to niemożliwe. Jednak najważniejszy dla mnie wtedy był fakt, że takie wizualizacje mnie uspakajały. Miałam pragnienie i mogłam zapomnieć o rzeczywistości, która mi się bardzo nie podobała.
Kiedyś usłyszałam pytanie: „A właściwie to gdzie jest Twój dom?”. Byłam bardzo zaskoczona, jakie to pytanie jest proste – ale jeszcze bardziej zaskoczyła mnie moja odpowiedź: „w moich marzeniach”.
Jak bardzo do tamtej chwili nie czułam się związana z żadnym domem, skoro tak odpowiedziałam? Mój dom, w którym byłam szczęśliwa, był właśnie w tych wieczornych wizualizacjach. Ta rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu, a ja do dziś ją pamiętam. Wtedy ani przez chwilę nie pomyślałam, że mogę coś w swoim życiu zmienić.
Czym jest właściwie wizualizacja? To świadomy proces wykorzystywania wyobraźni w celu kreowania rzeczywistości, zarówno tej występującej w teraźniejszości, jak i w przyszłości, zgodnie z naszymi pragnieniami. Właściwie przeprowadzona wizualizacja pozwala na podświadome przybliżenie nas do osiągnięcia celów oraz spełnienia w życiu i miłości, pozwoli wyjść z problemów i unikać pojawiania się kolejnych. W praktyce wizualizacja polega na tworzeniu w głowie obrazów, które pobudzają mózg do działania, abyśmy osiągali to, co sobie wyobrażamy. Ja, wizualizując, wyobrażam sobie nie tylko to, jak coś będzie wyglądać, ale jak będę się wtedy czuła.
Weźmy przykład wygranej w totka: wyobrażam sobie, że wygrywam miliony i na co bym je wydała, ale dodatkowo próbuję poczuć emocje, jakie wtedy mogłyby mną kierować. Staram się zachowywać tak, jakbym już te pieniądze wygrała. Może wygrana w lotto do Ciebie nie przemawia, bo szanse są minimalne. Nie będę podawała tu statystyk z rachunku prawdopodobieństwa, ale kiedyś przeczytałam, że aby wygrać w Dużego Lotka, trzeba trafić w centymetr drogi na trasie pomiędzy Tarnowem a Kielcami, a w Eurojackpot – między Tarnowem a Gdańskiem. I nie ma tu kompletnie znaczenia, czy te dane są dokładne, bo nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że kiedy pomyślimy o tym jednym centymetrze, to brzmi to jak coś niewyobrażalnego. A jednak czasem lubię sobie pomarzyć, że wygrywam w loterii, zwłaszcza kiedy nie mogę zasnąć – zastanawiam się, na co wydam parę milionów i faktyczne „liczenie” tej kwoty potrafi mnie wyciszyć.
Może przykład innej wizualizacji bardziej do Ciebie trafi. Czy jest jakieś miejsce, do którego od dawna pragniesz się wybrać, ale z różnych powodów wciąż Ci się to nie udaje? Może po prostu nie masz na to środków albo nie masz z kim? Mniejsza o powód – chodzi o to, żebyś zaczął sobie wyobrażać, że wreszcie tam jesteś. Pomyśl, z kim jedziesz, gdzie i nawet o tym, co ze sobą zabierzesz. Jeśli Twoim marzeniem od dawna był wjazd na wieżę Eiffla, to wyobraź sobie, jak stoisz na górze i podziwiasz widoki Paryża. Jeśli marzysz o tym, żeby wreszcie wyjechać w tropiki i odpoczywać, leżąc na plaży – znajdź taką wizję w swojej głowie. Nie tylko jak leżysz na leżaku, ale w czym leżysz, co widzisz, kto jest obok Ciebie, a nawet jakie drinki pijesz. Chodzi o to, aby poczuć, że się tam już jest.
Wiem, że są różne podejścia do tej techniki. Jedni ją chwalą, drudzy mówią, że to nic nie daje. Piszę o tym nieprzypadkowo – właśnie dzięki takim wizualizacjom zmieniłam swoje życie. To nie przyszło od razu, ale na początku pozwalało mi się oderwać od rzeczywistości – miałam swoje bezpieczne miejsce, w którym czułam się dobrze (bo przecież nie będziesz sobie wyobrażać, że leżysz na leżaku na Karaibach, czując się źle albo mając doła).
Musisz jednak uważać, co sobie wizualizujesz. Głęboko wierzę w to, że jeśli będę sobie wyobrażała złe rzeczy – one się wydarzą, przyciągnę je do siebie. Nieraz mając gorszy dzień, widziałam wszystko w czarnych barwach. Zdarzało się, że gdy zasypiałam, w głowie tworzyłam negatywną wizualizację – chodzi o to, aby takie rzeczy umieć wyłapać i zmienić te negatywne myśli w coś pozytywnego, np. masz pracę, z której nie jesteś zadowolony i chciałbyś ją zmienić? Zasypiaj z myślą, że pracujesz gdzieś indziej, z wyobrażeniem tego, co jest tam takiego wspaniałego, a czego nie ma w obecnej. Czy to trudne? W takim razie wyobraź sobie minę szefa, gdy dajesz mu wypowiedzenie, bo znalazłeś lepsze stanowisko. To już chyba nawet sobie wizualizowałeś, prawda? Czyli ta wizualizacja nie do końca jest Ci obca – stosowałeś ją, nawet o tym nie wiedząc.
Jedna z moich wizualizacji, jaką stosowałam przez wiele lat i która najbardziej utkwiła mi w głowie, to ta, że chcę mieszkać i żyć w innym miejscu (pisałam o tym na początku rozdziału). Pamiętam, że chyba najbardziej sprawiało mi przyjemność myślenie o szczegółach – co wieczór starannie, pomieszczenie po pomieszczeniu, zastanawiałam się, co ze sobą zabiorę. Analizowałam każdą rzecz i wyobrażałam sobie, gdzie będzie stała w moim nowym domu. Ten nowy dom, rozkład pomieszczeń, kolory, meble itp. to też była jedynie moja wizja – nie widziałam ich na żywo. Jednak podczas wizualizacji czułam autentyczne emocje z tym związane.
Niesamowite w tym wszystkim jest to, że gdy już doszło do tej zmiany w moim życiu, usiadłam i spojrzałam na moje rzeczy i wtedy naprawdę doświadczyłam wrażenia, że ja to sobie zaplanowałam. Nie chodzi w tym o to, aby mieć poczucie, że to odbicie 1:1 z tego, co było w wizualizacjach, ale by poczuć spokój i tę niesamowitą emocję, że to udało się dzięki nim. Czy uwierzysz, że o tym, czym jest wizualizacja, przeczytałam dopiero, będąc w nowym miejscu? Wcześniej nie wiedziałam nawet, że to się tak nazywa – ja sobie po prostu marzyłam o lepszym życiu. I to się wydarzyło.
Zastanów się teraz, czy nie masz w pamięci jakichś sytuacji, które przydarzyły Ci się lata temu, ale nawet nie wiedziałeś, że można je nazwać wizualizacją? Założę się, że na pewno tak było. Może marzyłaś o superkiecce, którą zobaczyłaś na wystawie, ale nie było Cię na nią stać? I zastanawiałaś się albo może nawet widziałaś oczyma wyobraźni, jak będziesz w niej wyglądać. Może marzyłeś o nowym samochodzie, który widziałeś na ulicy lub w salonie, ale uznałeś, że nigdy nie będzie w Twoim zasięgu finansowym? Założę się, że na pewno wyobrażałeś sobie, jak by to było prowadzić takie wymarzone auto – to właśnie jest wizualizacja. Jednak by jeszcze pozytywnie na nas działała, musisz pójść dalej – wyobrażać sobie, że mimo przeciwności będziesz go mieć. Czuć się tak, jakbyś był jego właścicielem.
Po kolejnej wizualizacji któregoś dnia wstaniesz i zapragniesz, aby ta wizja się urzeczywistniła. Zaczniesz instynktownie robić wszystko, aby tak się stało – to po prostu przychodzi samo. Zasypiaj z marzeniami, budź się z planami.ANIOŁ STRÓŻ
Czy wierzysz, że każdy ma swojego Anioła Stróża? Anioły mogą nie zjawić się na zawołanie, ale zawsze odnajdą Cię, gdy będziesz tego potrzebował. W chrześcijaństwie anioł ma pośredniczyć między Bogiem a człowiekiem i pełnić funkcję indywidualnego opiekuna. Według tego poglądu każdy z nas ma swojego Anioła Stróża przydzielonego przez Boga, a jego podstawową misją jest zbawienie istoty ludzkiej, udzielenie jej pomocy, aby weszła w życie jedności z Bogiem.
Służba Anioła Stróża trwa do śmierci osoby, którą ten się opiekuje, a każdy anioł obejmuje to stanowisko tylko jeden raz dla konkretnej osoby – mamy takiego anioła na wyłączność. Oczywiście to tylko teoria, ale mocno do mnie trafia. Uważam, że skoro ja jako człowiek, jestem unikatowa, to też do mojej osoby przynależy jeden unikatowy Anioł Stróż.
Rodzimy się po to, aby żyć w szczęściu i dostatku, a nasz anioł ma nam w tym pomóc. Jestem zwolenniczką teorii, że gdy przydarza nam się czasem jakiś upadek, wpadnięcie na kogoś, jest to spowodowane przez anioła. On wie, że trzy sekundy później, gdybym szła normalnie, a nie potknęła się, mogłabym wpaść pod samochód. Te kilka sekund, w trakcie których na kogoś wpadam, to kluczowe chwile, bo w tym czasie coś mogłoby mi spaść na głowę. Uważam wręcz, że anioł w takich sytuacjach po prostu podstawia nam tę nogę.
Znajoma kiedyś opowiadała historię, która zdarzyła się naprawdę. Jechała z rodziną na biletowane wydarzenie. Jej tato prowadził samochód. Stali na czerwonym świetle i po jego zmianie na zielone, zamiast ruszyć, ojciec sprawdził, czy na pewno ma bilety w kieszeni. Zajęło mu to tylko kilka sekund – bilety były na swoim miejscu. I w tym momencie na skrzyżowanie wjechało rozpędzone auto. Znajoma była przekonana, że gdyby w tamtej chwili znaleźli się na skrzyżowaniu, doszłoby do wypadku. Prędkość, jaką miało tamto auto, też dawała do myślenia. Te kilka sekund być może uratowało im życie. Powiesz mi, że to zwykły zbieg okoliczności? Może i tak, ale przecież równie dobrze mógł tam czuwać Anioł Stróż.
Ja wierzę, że Anioł Stróż istnieje. To nie jest tak, że ja czuję, że mój Anioł Stróż jest cały czas przy mnie. Ja po prostu wiem, że jest, chociaż odzywa się do mnie tylko czasem (on zna mnie doskonale i wie, że nie jest tak łatwo coś do mnie powiedzieć). Dzięki temu, że nade mną czuwa, różne sytuacje, które mi się czasem zdarzają, przyjmuję ze spokojem. Bo jakie to ma znaczenie, że musiałam się zatrzymać i przekląć pod nosem, gdy przed chwilą auto ochlapało mnie, wjeżdżając do kałuży? No dobrze – jestem zła (bo nikt nie lubi być ochlapany brudną wodą), ale myślę, że jest to jakaś namiastka całej akcji, która się działa przy mnie i być może to, co odbieram w danej chwili za negatywne (jestem brudna), to w ogólnym rozrachunku wcale nie jest takie złe, na jakie wygląda.
Moje podejście do Anioła Stróża wynika z faktu, że już kiedyś skontaktował się ze mną. Serio. Nie widziałam go, ale czułam – stał po mojej lewej stronie i powiedział mocnym głosem: „I co, Kaśka, znów udasz, że nic się nie stało?”. Uwierz lub nie, ale w tym zdaniu dodał przekleństwo, aby zaakcentować wypowiedź, a przede wszystkim do mnie trafić. Nie jestem w stanie przekazać Ci emocji, które wtedy czułam, ale te słowa wybrzmiały w mojej głowie tak mocno, jakby miały mnie obudzić. I udało im się to. To był początek zmian mojego życia w roli samodzielnej mamy.
Zastanów się teraz chwilę: czy w Twoim życiu nie zdarzyło się coś podobnego? Nie było jakichś drobnych sytuacji, których w sumie nie bardzo możesz wytłumaczyć, ale które uchroniły Cię przed czymś gorszym? On nad Tobą cały czas czuwa. Uwierz w to.
Miałam jeszcze jedną sytuację, gdy anioł się do mnie odezwał. To było już wiele lat później, a ja sama byłam na innym poziomie swojej świadomości, rozwoju osobistego i duchowego. W tamtym momencie więcej słuchałam siebie i swojej intuicji. Byłam świadoma, że jeśli robię coś dla siebie, to nie znaczy, że jestem egoistką – bo nigdzie nie jest napisane, że mam oddać całą siebie, aby być dobrą mamą czy żoną. Dlatego głos mojego Anioła Stróża tym razem nie musiał być aż tak doniosły (nie musiał „przekląć”, abym zrozumiała). Po prostu powiedział do mnie spokojnym głosem, znów w postaci pytania: „Kaśka, zawsze byłaś szczera – dlaczego w obliczu tej sytuacji i problemu udajesz, że wszystko jest w porządku?”.
Żeby była jasność – wcześniej byłam pewna, że wszystko jest okej, jednak przeczucia i intuicja mówiły, że wszystko idzie w złą stronę – ale ja skutecznie to olewałam. Nie słuchałam i udawałam, że wszystko jest w porządku: bo znów zmiany, bo pewnie wymyślam, bo przecież „wcale nie jest aż tak źle”. I zobacz – aby coś faktycznie zmienić, musiał ponownie do mnie przemówić. Po jego słowach i po tym cudownym uczuciu, jakby ktoś stał koło mnie (znów po lewej stronie – co on tak się uparł na tę stronę), poczułam: rety, faktycznie. Sama przed sobą udaję, że wszystko jest w porządku. Tak być nie może – czas na zmiany.
Po jego wizycie zmieniłam swoje życie w mojej ocenie na lepsze. Dwukrotnie w moim życiu zadbał o to, aby do mnie przemówić, bo wiedział, że bez tego nie ruszę z miejsca.
A do Ciebie? Próbował coś mówić? Może na razie tylko drobnymi sytuacjami próbuje dbać o Twoje życie, a może jest tak jak u mnie – przez wiele lat nie dostrzegałam tych drobnych rzeczy, w czasie których się mną opiekował. Zacznij być uważny na takie momenty. Na drobne sytuacje, dzięki którym nie spotkało Cię coś gorszego. To znak, że on jest przy Tobie. A dzięki temu, że to sobie uzmysłowisz, jemu będzie łatwiej dbać o Twoje szczęście w życiu.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
_Ciąg dalszy dostępny w pełnej wersji książki._