-
nowość
Wszystko, żeby cię chronić. Białe kłamstwa. Tom 2 - ebook
Wszystko, żeby cię chronić. Białe kłamstwa. Tom 2 - ebook
Zemsta nie zawsze jest słodka. Jej gorycz może dotrzeć do serca.
Ami po raz kolejny straciła bliską osobę. Żądna zemsty nie cofnie się przed niczym.
Z pomocą nieoczekiwanych sojuszników realizuje swój plan. Jej ostatecznym celem jest sam Marcus Fox, a także jego pozostający w ukryciu syn. Z czasem dziewczyna będzie musiała poświęcić siebie i swoje zasady dla większego dobra, ale to wiąże się z upadkiem wszystkiego, w co do tej pory wierzyła.
Czy jej plan się powiedzie? Czy zemsta przysłoni jej oczy tak bardzo, że nie pozwoli dostrzec najważniejszego? A gdy pojawi się niespodziewany gość, to czy on ostatecznie spali wszystkie mosty?
Może powinnam trochę odpuścić? Teraz, gdy patrzę na to z perspektywy czasu, myślę, że być może żadne z moich działań nie miało sensu. Być może popełniłam wiele błędów. Być może wciąż depczę po tych samych drogach, które prowadzą w to samo straszne miejsce. Być może nigdy nie nauczę się słuchać. Być może nigdy nie dowiem się, dokąd bym doszła, gdybym wybrała inną ścieżkę, podjęła inną decyzję, powiedziała inne słowo.
Dotąd straciłam wiele, ale czy mogę stracić jeszcze więcej?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368592382 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Drogi czytelniku, ogromnie się cieszę, że sięgnąłeś po kontynuację _Chcę, żebyś wiedział_. Niektóre miejsca zawarte w powieści zostały stworzone przeze mnie na potrzeby fabuły. Jeśli działasz aktywnie w bookmediach, bardzo proszę o nieudostępnianie fragmentów książki, które zawierają spojlery. Nie psujmy innym czytelnikom zabawy i nie zdradzajmy zbyt wiele. To dopiero drugi z sześciu tomów!
Przyjemnej lektury i do zobaczenia na ostatniej stronie!
_Ostrzeżenie!_
Książka wskazana wyłącznie dla osób pełnoletnich. Cała seria zawiera w sobie wątki kryminalne, sensacyjne oraz romantyczne. Pojawiają się w niej drastyczne sceny, a ze stron wylewa się wiele skrajnych emocji. Jeśli jesteś osobą wysoko wrażliwą, zastanów się, czy czytanie tej historii jest dla Ciebie odpowiednie._W POPRZEDNIM TOMIE:_
Ami po otrzymaniu listu od policji z informacją, że jej zaginiony brat prawdopodobnie był widziany w Miami, bez wahania wyrusza tam wraz z detektywem, by sprawdzić ten trop. Na miejscu okazuje się, że Jason żyje i ma się całkiem dobrze. To odkrycie nie tylko szokuje dziewczynę, ale też prowadzi do bolesnej prawdy o jego zniknięciu. Ami dowiaduje się o tajnej grupie, na czele której stoi jej brat. Gdy Jason wyznaje, że nie może wrócić z nią do domu, dziewczyna decyduje się zostać i przyjmuje propozycję jego szefa – Davida Warsa. Nie wie jeszcze, że to wciągnie ją w wir nowych kłopotów.
Ami ma trzy miesiące, by udowodnić, że nadaje się do tej pracy. Robi wszystko, żeby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale wyjątkowo gburowaty mężczyzna skutecznie jej to utrudnia. Finn Tremblay jako jedyny z domowników nie lubi dziewczyny, choć ta nie wie z jakiego powodu. Ami zaprzyjaźnia się z Kate oraz Tomem, którzy również należą do grupy. Trenuje ciężej niż pozostali, bo wyłącznie ona nie ma doświadczenia. Finn jest dla niej niemiły i wydaje się robić wszystko, by Ami się poddała i wróciła tam, skąd przybyła. Nieoczekiwanie – i ku ich wielkiemu rozczarowaniu – Ami i Finn są zmuszeni ze sobą pracować. Po krótkim czasie dziewczyna orientuje się, że ten skryty, odpychający ją mężczyzna zaczyna się jej podobać. Choć bardzo się stara, nie jest w stanie powstrzymać uczucia, które stopniowo się w niej rozwija. Tymczasem Finn raz się do niej zbliża, a raz ją odpycha i zwodzi, co bardzo miesza dziewczynie w głowie.
Kiedy wszystko wydaje się zmierzać we właściwym kierunku, na jaw wychodzą skrywane sekrety, stanowiące śmiertelne zagrożenie dla Ami oraz Finna. Okazuje się bowiem, że Tremblay pracował niegdyś dla Marcusa Foxa – bezwzględnego szefa mafii. Kiedy od niego odszedł, ten poprzysiągł zniszczyć mu życie. Zabił jego rodziców i narzeczoną, na których najbardziej zależało chłopakowi. Od tej pory Finn nie dopuszcza do siebie nikogo, obawiając się, że każda bliska relacja może skończyć się podobną tragedią. Gdy ludzie Marcusa zaczynają śledzić Ami, ona i Finn postanawiają udawać, że nic ich nie łączy. Plan sypie się podczas urodzin Jasona, kiedy to Ami nie wytrzymuje i publicznie wyrzuca Finnowi jego zachowanie. Wtedy chłopak całuje ją na oczach wszystkich ludzi w klubie, co okazuje się ogromnym błędem.
Niedługo później Finn dostaje esemesa z informacją, że jeśli nie pojawi się w wyznaczonym miejscu, Ami zginie. Bez wahania rusza na spotkanie, zostawiając komórkę w swoim pokoju. Ami ją odnajduje i po odczytaniu wiadomości rusza za chłopakiem, nie czekając na resztę grupy. Na miejscu zastaje trzech podejrzanych mężczyzn, Finna oraz samego Marcusa Foxa. Szef mafii z zimną krwią strzela do Tremblaya na oczach Ami. Gdy niespodziewanie zjawia się policja, Marcus ze swoimi ludźmi ucieka, a wcześniej nakazuje swojemu synowi zabić dziewczynę. Ten jednak nie wykonuje polecenia – trafia tuż obok dziewczyny, po czym znika. Finn zostaje przetransportowany do szpitala. Mimo starań lekarzy nie udaje się go uratować. Ami popada w histerię, wbiega do sali operacyjnej i stojąc nad jego ciałem, obiecuje, że wszyscy, którzy brali w tym udział, zapłacą za to, co zrobili.PLAYLISTA
LEWIS CAPALDI _– Someone You Loved_
DANI AND LIZZY _– Dancing in the Sky_
TINI – _Diciembr_E
TOMMEE PROFITT, SAM TINNESZ _– Caught In The Fire_
LAUREN SPENCER SMITH _– Fingers Crossed_
SAMMY & FALSETTO _– Al Pasar del Tiempo_
MALUMA & J BALVIN _– Que Pena_
LEWIS CAPALDI _– Before You Go_
TOMMEE PROFITT _– Tomorrow We Fight_
PISO 21 & MICRO TDH – _Te Vi_
RUELLE _– War of Hearts_
ZION & LENNOX _– Hola_
BILLIE EILISH, KHALID _– Lovely_
THE KID LAROI _– Without You_
TOMMEE PROFITT, COLTON DIXON _– I Am Legend_
RUGGERO _– Callejón de las baladas_
MEGHAN TRAINOR _– Better When I’m Dancin’_
_(przy tej piosence pisałam scenę tańca na plaży w Hiszpanii)_ROZDZIAŁ PIERWSZY
Blade światło budzącego się do życia dnia wyrywa mnie z kolejnego koszmaru. Znowu śniło mi się to samo. Co noc, kiedy tylko zamykam oczy, to ponownie mnie dopada. Klęczę przy Finnie w kałuży jego krwi i wpatruję się w mężczyznę, który celuje w moją głowę. Jedyne, co widzę, to jego błękitne oczy. Czarna kominiarka uniemożliwia mi odkrycie jego tożsamości. Moje serce wali jak oszalałe, próbując wyskoczyć z piersi. Myśli w głowie krążą wyłącznie wokół jednej osoby. Osoby, którą wciąż mocno trzymam za rękę. Za każdym razem, gdy próbuję wstać i odkryć, kto ukrywa się za ciemnym materiałem, budzę się. Jak na złość, nie jestem w stanie się tego dowiedzieć. Próbowałam się skupić. Pozostać we śnie nieco dłużej, ale wszystkie moje próby spełzły na niczym. Zawsze po przebudzeniu wpadam w histerię. We śnie nie mogę odkryć, jak wygląda syn Marcusa. Dlatego na jawie nie tracę żadnej okazji, by to zrobić.
Sprawiedliwość odeszła w niepamięć wieki temu, choć śmiem wątpić w to, że kiedykolwiek istniała. Przestałam już wierzyć w lepsze jutro od dnia, w którym umarł Finn, a wraz z nim jakaś cząstka mnie. Od tamtego czasu nieprzerwanie pragnę zemsty. Zawładnęła mną i jedyne, co się teraz liczy, to właśnie sprawiedliwość, którą muszę wymierzyć. Chcę, by tych, którzy doprowadzili do jego śmierci, spotkało dokładnie to samo. Chcę, by krew opuszczała ich ciała, zabierając ze sobą ostatnie płytkie oddechy. Chcę, by błagali o pomoc, by wiedzieli, że koniec zbliża się wielkimi krokami i że to właśnie ja jestem za to odpowiedzialna. Obiecałam mu, obiecałam Finnowi, że za to zapłacą, i zamierzam dotrzymać danego mu słowa. Choć to będzie cholernie trudne i śmiertelnie niebezpieczne, nie cofnę się przed niczym.
Przez pięć miesięcy bardzo dokładnie opracowywałam plan zemsty.
Jest idealny.
– Puk, puk. – W drzwiach mojego pokoju pojawia się Ash.
Odwracam głowę w stronę wejścia i zapraszam ją do środka. Wygląda świeżo, rześko, całkiem inaczej niż ja. Aż zaczynam jej zazdrościć. Odkąd ją znam, jej kruczoczarne pasma zawsze są w idealnym stanie – kosmyki nigdy nie wyglądają nawet na poplątane. Ale w sumie nie dziwi mnie to, Ash dba o nie bardziej niż ja o swojego pierwszego chomika. Swoją drogą nadal uważam, że byłam wtedy za mała na zwierzę, zbyt nieodpowiedzialna, i do końca nie wiedziałam, jak się nim właściwie zajmować. Dlatego tę funkcję przejął Jason. Jemu wychodziło to znacznie lepiej.
– Znów kiepsko spałaś – stwierdza.
Nietrudno zgadnąć, wystarczy na mnie spojrzeć.
– Dzień jak co dzień. Masz to, o co cię prosiłam? – Posyłam jej znudzone spojrzenie. Nie chcę rozmawiać o tym, że wyglądam jak chodzący trup i że ten stan wcale nie ulega zmianie. Dobija mnie to. Chciałabym poczuć się lepiej, jednak to chyba nie jest mi dane. A przynajmniej nie w najbliższym czasie.
– Oczywiście – mówiąc to, podaje mi plik kartek w przeźroczystej teczce.
W ostatnich miesiącach zbliżyłyśmy się do siebie i zyskałam w niej sojuszniczkę. Choć totalnie się tego nie spodziewałam. Ash nie zadaje zbędnych pytań, nie próbuje mnie pocieszać, ona jako jedyna nie litowała się nade mną po odejściu Finna. Najgorzej wspominam moment, kiedy w szoku wróciłam tamtego dnia do domu, a pozostali zamiast zostawić mnie w spokoju, próbowali na siłę mnie pocieszyć. Jakby to w ogóle było możliwe.
„Wszystko będzie dobrze”.
„Nie płacz”.
„Uspokój się”.
Ale nie Ash. Od razu zorientowała się, że coś kombinuję, i zaoferowała pomoc. Nie powiem, że mnie to nie zaskoczyło, ale przyjęłam ją bez wahania. Mamy jedną żelazną zasadę: nie rozmawiamy o uczuciach. Nie mogę zaprzątać sobie nimi teraz głowy, muszę skupić się na zemście. Bo to ona jest dla mnie najważniejsza, a emocje mogłyby mnie jedynie rozproszyć.
– To trzeci z naszej listy – dodaje dziewczyna, a ja przeglądam papiery dotyczące jednego z mężczyzn.
Znajduje się w nich wszystko, od daty i miejsca urodzenia aż po ostatnie przebyte choroby. Ash wykopała najbardziej skryte informacje o niejakim Blake’u Harrisie. To trzydziestosiedmioletni Kanadyjczyk. Nie ma żony ani dzieci. Od małego ciągnęło go ku przestępczości, a jako szesnastolatek został członkiem mafii w Kanadzie. Cztery lata później trafił do Miami i mieszka tu do dziś.
– Wiesz coś o tym czwartym? – pytam, spoglądając na Ash.
Dziewczyna spuszcza głowę i gapi się w podłogę. Czuję, że nadchodzą złe wieści, mimo że wolałabym się mylić.
– Niestety nie.
– Tak samo jak ja – mówię z lekką chrypą w głosie.
– Byłoby łatwiej, gdybyś zapamiętała jakieś znaki szczególne.
– Jedyne, co pamiętam, to jego oczy – burczę.
– Sporo osób w Miami ma niebieskie oczy – mówi z irytacją.
Wiem, że to za mało. Tyle miesięcy poszukiwań, i nic. Nie mogę odkryć tego, kim jest zamaskowany mężczyzna. W przeciwnym razie już dawno miałabym go w garści. Niejednokrotnie wyobrażałam sobie, jak zgniatam mu jaja, a następnie wpycham do jego gardła. Albo odcinam palce, jeden po drugim, i patrzę, jak wyje z bólu. Choć przed tym powinnam jeszcze wyrwać mu wszystkie paznokcie, a później obserwować, jak się wykrwawia i zdziera sobie gardło, daremnie wzywając pomocy.
– Marcus zwrócił się do niego „synu”, ale nigdzie nie ma o nim żadnej informacji, nikt nawet nie wie, jak on wygląda – mruczę, patrząc przed siebie. – No, zapewne poza najbliższymi Foxa – dodaję.
– Wiesz, że odnalezienie go jest prawdopodobnie niemożliwe? – odzywa się po chwili Ash.
Mina mi rzednie. Nie cierpię, kiedy ma rację.
– Nie mogę się poddać. Choćby miało to potrwać kolejne pół roku, znajdę go.
– A co, jeśli nie?
– Dla mnie taka możliwość nie istnieje – oznajmiam, a dziewczyna kiwa tylko głową w milczeniu. – Wyciągnę tego kolesia spod ziemi. Nie odpuszczę. W końcu znajdziemy sposób, by go dopaść.
Kilka razy w ciągu ostatnich miesięcy Ashley sugerowała, że odnalezienie syna Marcusa może okazać się jeszcze trudniejsze, niż zakładałyśmy, albo – co gorsza – w ogóle niemożliwe. Nie przyjmowałam tego do wiadomości, bo przyznanie jej racji oznaczało porażkę, a porażka nie wchodziła w grę.
Odchrząkuję głośno i pytam:
– Jesteś gotowa na jutro?
– Już się nie mogę doczekać.
W jej oczach nie dostrzegam ani cienia wątpliwości. Jest w stanie zabić ze mną człowieka. Powinnam się zastanawiać, dlaczego zamierza to zrobić bez żadnego sprzeciwu. Powinno mnie to przerażać. Bo przecież tu nie chodzi o porwanie czy szantaż, tylko o odebranie komuś życia. Nawet po sobie nie spodziewałabym się czegoś takiego, a jednak taki mam plan i nie cofnę się przed niczym, dopóki mordercy Finna nie zapłacą za to, co zrobili, własnym życiem.
– Od niego zaczniemy. – Wymachuję przed jej nosem teczką z informacjami o Blake’u. – To między innymi on mnie trzymał, podczas gdy Marcus… – urywam.
Uciekam wzrokiem i wpatruję się w sufit. Wspomnienia napływają jedno po drugim i bombardują moje wnętrzności. Robi mi się zimno na widok zakrwawionego ciała Finna. Mam wrażenie, że ciągle słyszę, jak mnie woła. Dookoła widzę jedynie czerwień i błękit oczu nieznajomego, ukrywającego twarz za kominiarką. Nadal nie rozumiem, po co mu ona była, skoro nikt inny jej nie używał. Dlaczego Marcus kazał akurat jemu mnie zabić? Czy w tej sprawie jest w ogóle jakieś drugie dno, czy po prostu zaczynam świrować?
– Najpierw on, potem ten drugi… Jak on miał? – Ash przechyla głowę, stukając palcem o brodę.
– Nicolas – odpowiadam, wyrywając się z zamyślenia, i spoglądam przed siebie.
Tego typa chyba nigdy nie zapomnę. Wysoki, napakowany, z ogromnym tatuażem na szyi. To po nim go rozpoznałam. Dziara przedstawia smoka ziejącego ogniem, który wygląda na wkurzonego. Zupełnie jak jego właściciel. Takie szczegóły znacznie przyspieszyły proces poszukiwań. W końcu zdobyłam informacje na temat trzech z pięciu z mojej listy. Zostali tylko Fox i jego syn.
– Świetnie. Jeszcze dziś wezmę za ciebie sprawę, ale od jutra musisz wrócić do pracy. David obawia się, że po tym, co się stało, nie będziesz w stanie w pełni zajmować się obowiązkami.
Przenoszę gwałtownie spojrzenie na Ash. Dwa uderzenia serca zajmuje mi zrozumienie sensu jej słów.
– Przekaż mu, że nie ma się o co martwić. Albo wiesz co? Sama mu to powiem – decyduję.
– Jasne, widzimy się później. – Ash posyła mi nieśmiały uśmiech, po czym wychodzi, zostawiając mnie samą.
Odsuwam się od biurka i podchodzę do toaletki. Uwalniam włosy z luźnego kucyka, pozwalając im opaść na ramiona. Są już tak długie, że coraz trudniej upchnąć je pod peruką, którą muszę nosić. Marcus i jego sługusy sądzą, że nie żyję, i tak musi zostać, dopóki ich nie załatwię. Mam przewagę, bo kompletnie się tego nie spodziewają.
_A może syn Foxa powiedział im, że mnie nie zabił?_
Nie, z pewnością straciłby za to głowę.
Muszę spotkać się z Davidem, bo nie chcę, żeby odesłał mnie do Nowego Orleanu. Przez ostatnie miesiące tak bardzo pochłonęło mnie planowanie zemsty, że zaniedbałam obowiązki. Nie wzięłam żadnej sprawy, niczego nie rozwiązałam. Siedziałam zamknięta w pokoju i tylko wymykałam się wraz z Ash, by śledzić nasz cel. Każdy z trzech celów. David był dla mnie niezwykle wyrozumiały, ale Ash ma rację, czas wrócić do pracy. Pierwszy raz od dawna nałożę makijaż, ładnie się ubiorę i złożę wizytę Warsowi. Choć na myśl o podróżowaniu po mieście, gdzie na każdym rogu może czaić się on, przeklęty Marcus Fox, przechodzi mnie dreszcz, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Jednak nie mam wyboru. Nie zostawię tej sprawy. Obiecałam Finnowi, że za to zapłacą, i choć będzie mnie to kosztowało wiele nerwów i będę musiała nagiąć wiele zasad oraz przekroczyć własne granice, zrobię to. Sprawiedliwości stanie się zadość.
Naciągam rajstopy na nogi i wkładam czarne szpilki. Nie są tak wygodne jak trampki, ale te nosiłam już zbyt długo. Ciemne kolory wypełniają większą część mojej szafy, więc stawiam na klasyczną czarną sukienkę. Upinam włosy i zakładam perukę. Żebym chociaż trochę różniła się od swojego naturalnego wyglądu, wraz z Jasonem wybraliśmy ciemnobrązową, krótko ściętą. Nie jest mi w niej jakoś megawygodnie, ale przynajmniej mogę czuć się bezpiecznie, gdy opuszczam dom.
Pewnym krokiem wychodzę z pokoju i zmierzam w kierunku schodów, wsuwając na nos okulary przeciwsłoneczne. Zatrzymuję się tuż pod drzwiami do sypialni Finna. Nie zaglądałam do niej od tamtego tragicznego dnia. Nikt tam nie zaglądał. Obiecałam sobie, że nie dopuszczę do siebie emocji, ponieważ nie mogę się teraz rozkleić. Nie mogę się rozpaść, kiedy dopiero ledwo co się pozbierałam.
_Ale czy coś się stanie, jeśli tylko tam zajrzę?_
_Tylko na chwileczkę._
Wbrew rozsądkowi podchodzę i nieśmiało naciskam klamkę. Ręce mi drżą, a nogi momentalnie robią się wiotkie. Ciągle mam nadzieję, że on tam jest. Że wejdę do środka, a Finn będzie stał przy swoim łóżku z tym charakterystycznym wyrzutem na twarzy, zdenerwowany, że po raz kolejny zakradłam się do jego sypialni. Łudzę się, że będę miała okazję się z nim pokłócić. Jednak szybko uderza mnie świadomość bezsensowności tej nadziei.
Drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem, ukazując pozostawiony bałagan wewnątrz pomieszczenia. Unoszę okulary i wtykam je we włosy. Z całych sił powstrzymuję się przed płaczem, ale łzy same napływają mi do oczu, gdy widzę to wszystko. Ciążą mi niesamowicie pod powiekami. Pieką, drażnią rogówkę i sprawiają, że obraz przed oczami lekko się rozmywa. Mrugam kilka razy, by odzyskać ostrość widzenia. Robię trzy kroki do przodu i zatrzymuję się przy niewielkiej komodzie, na której leżą jego rzeczy. Zegarek, pasek od spodni, portfel.
Dotykam każdej z nich, chłonąc ich strukturę, i wyobrażam sobie, jak on ich dotykał. To było tak niedawno, a jednak mam wrażenie, że minęła cała wieczność. Spoglądam w dół, na włochaty dywan, i moją uwagę przyciąga jego komórka. Kucam i podnoszę ją, a wspomnienie chwili, w której dowiedziałam się, że grozi mu niebezpieczeństwo, uderza mnie znienacka.
_To moja wina._
Że też nie domyśliłam się wcześniej. Mogliśmy temu zapobiec, tymczasem on zginął, a przecież to mnie szukali. To mnie chcieli zabić, żeby dać mu nauczkę, a ja głupia musiałam tam pojechać sama, bez broni, bez planu.
_Głupia, naiwna idiotka._
_Dałam się schwytać w pułapkę._
Pościel na łóżku nadal jest aksamitnie miękka, choć pozostawiona w nieładzie. Kładę się pomału i opieram głowę na poduszce, nie mogąc uwierzyć, że go tu nie ma. Że naprawdę odszedł. Chociaż minęło już tyle miesięcy, nadal to do mnie nie dociera. Czuję ból, który nie słabnie, i okropną pustkę, drenującą każdego dnia moje ciało od wewnątrz. Tyle bym dała, żeby Finn wszedł przez te drzwi i wygłosił długą tyradę o tym, że znów zakradłam się tu bez pozwolenia. Pragnę, by mnie opieprzył, nakrzyczał na mnie, cokolwiek!
_Lecz jego tu nie ma._
_I już nigdy nie będzie._
Odwracam się w stronę okna, gdy coś drapie mnie w kark. Podnoszę się szybko i zauważam białą kartkę, wystającą spod poduszki. Sięgam po nią drżącą dłonią. Czy to… czy to list? Kartka złożona jest na pół, a na jej wierzchu widnieje moje imię.
_O Boże! Tak, to on!_
Droga Ami,
piszę ten list, w razie gdybym nie mógł powiedzieć Ci tego osobiście. Pojechałem spotkać się z Marcusem, zaszantażował mnie, że jeśli się nie pojawię, to zrobi Ci krzywdę, a na to nie mogę pozwolić. Przez cały ten czas byłem wobec Ciebie nie fair, ale nie miałem wyboru. Nie mogłem dopuścić Cię do siebie, bo wiedziałem, jak to się skończy. Jednak Ty nie ustępowałaś, a ja traciłem siły, by Ci się sprzeciwiać. Próbowałem trzymać się od Ciebie z daleka, ale z czasem bardziej Cię poznałem, a moje zadanie stało się trudniejsze. Chciałem Cię tylko chronić przed niebezpieczeństwem, chciałem Cię chronić przed samym sobą.
Od początku byłem skazany na życie w samotności, od momentu, gdy zdecydowałem się pracować dla Marcusa. Błędem nie było odejście od niego, tylko wpakowanie się w to gówno. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas i podjąć inną decyzję. Wiem, że i tak bym Cię spotkał. Odkąd pojawiłaś się w naszym salonie, należałaś do mnie, a ja do Ciebie. Już twoje pierwsze spojrzenie skradło mi serce.
Przepraszam, że przeze mnie nieraz miałaś zły nastrój. Przepraszam, że byłem chamem. Przepraszam za mój zmienny humor, który tylko przysparzał Ci zmartwień. Przepraszam, że nie umiałem rozegrać tego inaczej. Wiedz, że nie pozwolę, by stała Ci się krzywda. Jason ma wywieźć Cię z miasta, dopóki czegoś nie wymyślę. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Proszę tylko, nie gniewaj się na mnie.
Kocham Cię
Finn
Gorące łzy spływają po moich policzkach jedna za drugą. Nagły ucisk w klatce piersiowej nie pozwala nabrać powietrza. Serce wali, jakby się popsuło i nie umiało bić równo i spokojnie. Jest mi zimno i gorąco na przemian. Niewidzialna dłoń ściska mnie za gardło, uniemożliwiając zaczerpnięcie swobodnego oddechu. Czuję, jakbym umierała. Jakby moja dusza wychodziła z ciała i pozostawiała je ciężkie i bezbronne na pastwę losu. Kręci mi się w głowie, a jedyne, o czym jestem w stanie myśleć, to: _Finn nie żyje przeze mnie_.
_To jest nie do zniesienia!_
Napisał do mnie list, a ja dopiero teraz go znalazłam!
Chowam twarz w dłoniach i pozwalam sobie na trochę cierpienia, mimo iż obiecałam sobie tego nie robić. Zwijam się w kulkę, zwalniam wszystkie hamulce i płaczę.
Płaczę. Płaczę. Płaczę.
Kochał mnie. Finn Tremblay mnie kochał. Tylko raz usłyszałam to z jego ust. Tylko raz!
Moja nienawiść do Marcusa rośnie z każdą kolejną sekundą. Czuję potężny przypływ odrazy do tego człowieka. Dokładnie tak samo, gdy stałam nad ciałem Finna w szpitalu, otoczona wyganiającymi mnie z sali pielęgniarkami.
_Boże._
_Stałam nad jego zimnym, sinym ciałem, w którym jego już nie było. Finn odszedł. Teraz jedynie utwierdzam się w przekonaniu, że nie mogę tak tego zostawić. Oni muszą za to odpowiedzieć. Muszą za to zapłacić. Po prostu nie ma innej opcji._
Uspokajam się. Osuszam mokre policzki, wstaję i schodzę po schodach. Zauważam, że w salonie siedzą dosłownie wszyscy i w sekundę ogarnia mnie stres. Czy dostrzegą, że płakałam? Czy kolejny raz będą się nade mną litować? Widzę, jak patrzą na mnie pełnymi współczucia oczami, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj. Nie znoszę tego. I nie zamierzam zostać tu ani chwili dłużej.
– Ami… – Kate podchodzi z szerokim uśmiechem i mocno mnie obejmuje.
Ja jednak stoję jak kołek, nie odwzajemniając uścisku.
– Cześć – odpowiadam tylko.
Przez te kilka miesięcy trzymałam się z boku, ale uważałam, że to normalne. W końcu straciłam Finna, a wraz z nim jakąś część siebie. Nie mogłam funkcjonować jak dotychczas, tak, jakby nic się nie wydarzyło. Tak, jakbym nie miała jego krwi na rękach. I wyrytego w sercu poczucia winy.
– Dobrze wyglądasz.
– Dziękuję. – Jestem na siebie zła za te krótkie odpowiedzi i oschły ton, ale nie potrafię inaczej.
Od śmierci Finna ja i Kate oddaliłyśmy się od siebie i teraz nie wiem, jak z nią rozmawiać. Sądząc po niepewności wypisanej na jej twarzy, ona również się nad tym zastanawia. Denerwuje mnie to, bo jeszcze pięć miesięcy temu potrafiłyśmy ze sobą rozmawiać o wszystkim.
– Wybierasz się dokądś? – W głosie Jasona wyczuwam zmartwienie, kiedy podchodzi do nas.
Ostatnio często mówi do mnie w taki sposób. Przez cały ten czas codziennie próbował ze mną porozmawiać, tak samo jak wtedy, gdy zginęli rodzice. Jednak skończyło się na próbach. Nie miałam w sobie wystarczająco dużo siły, by otwarcie o tym mówić. W swój plan nie wtajemniczyłam ani jego, ani nikogo poza Ash. Na pewno uznałby, że oszalałam, i zamknąłby mnie w domu na cztery spusty. I pewnie miałby rację, ale nawet gdybym nie mogła wyjść drzwiami, wyszłabym oknem. Nic ani nikt nie powstrzyma mnie przed dokonaniem zemsty. Muszę to zrobić dla Finna, jestem mu to winna.
– Tak, jadę spotkać się z Davidem. Chyba powinnam z nim w końcu porozmawiać.
Podchodzę do blatu w kuchni i nalewam sobie wody do szklanki, ignorując zmartwionych przyjaciół. Udaję, że nie dostrzegam ich ciężkich spojrzeń, że nie czuję, jak niemal wywiercają mi dziury w plecach. Przez moment do moich uszu dobiega wyłącznie odgłos wody obijającej się o brzegi naczynia. Koncentruję się na tym dźwięku, aż mój brat ponownie zabiera głos:
– Pojadę z tobą.
– Nie, chcę jechać sama – odpieram, po czym upijam spory łyk i spoglądam mu w oczy.
– Dobrze, tylko uważaj na siebie – prosi.
Za szybko poszło, ale nie mam teraz czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Nie mówiąc nic więcej, wychodzę z domu. Wsiadam do samochodu i przekręcam kluczyk. Nie jeździłam nim od pięciu miesięcy. Podczas naszych potajemnych wypraw z Ash przemieszczałyśmy się jej autem. Rozglądam się chwilę po wnętrzu, na nowo przypominając sobie, co gdzie leży. To takie dziwne uczucie. Nie pozwalam się jednak rozproszyć i piszę szybkiego esemesa do Davida.
Na odpowiedź nie muszę długo czekać.
W końcu wyszłam z domu, więc nawet gdyby odpisał, że nie ma dla mnie teraz czasu, pojechałabym na jakieś odludzie albo poza miasto. Może wreszcie zwiedziłabym te kilka miejsc niedaleko, które chciałam zobaczyć już parę miesięcy temu. W każdym razie nie przebywałabym dłużej w domu, w tym samym pokoju, gdzie przez ostatnie pięć miesięcy walczyłam z atakami paniki, kiedy chwilowo nie planowałam zemsty stulecia. Teraz jestem poza tym miejscem.
Sama.
A to już coś.
Niestety strach znów mnie dopada, gdy wyjeżdżam na główną ulicę. Samotne wycieczki przyprawiają mnie o szybsze bicie serca i wywołują lęk przed zdemaskowaniem. Często śnię o spotkaniu z Marcusem. On zauważa mnie na jakiejś ulicy albo spotykamy się w starym młynie, do którego przyprowadzają mnie wspomnienia. On wyciąga broń i strzela między moje oczy, a ja upadam obezwładniona i… martwa. Wtedy się budzę zlana potem. Im więcej o tym myślę, tym częściej paraliżuje mnie strach przed wyjściem z domu. Dlatego teraz z całych sił walczę ze sobą, by nie zawrócić i nie dać się pokonać przerażeniu.
_To jest tylko w twojej głowie._
_Bądź dzielna, Ami. Bądź dzielna._
Dojeżdżam na miejsce i wysiadam. Przemiły starszy mężczyzna wita się ze mną przy wejściu, oferując pomoc. Na całe szczęście wiem, gdzie znajduje się gabinet Davida, dlatego grzecznie odmawiam i wchodzę do windy. W ten sposób walczę z kolejną fobią. Wybieram odpowiednie piętro i opieram się o ścianę, gdy winda rusza w górę. Zatrzymuje się osiem pięter wyżej, by mogła do mnie dołączyć młoda kobieta w eleganckim ubraniu. Ciemnobeżowy garnitur idealnie na niej leży, wysokie szpilki wydłużają jej nogi. Zakładam, że tu pracuje, a jednym z warunków przyjęcia była szczupła sylwetka i śliczna buzia. Pomijając fakt, że kobieta jest jasną blondynką.
Kiedy drzwi wreszcie się rozsuwają, uśmiecham się do siebie w duchu, szczęśliwa, że przeżyłam, i zmierzam wąskim korytarzem prosto do gabinetu szefa. Numer trzysta dwudziesty – to tu. Ręka mi się trzęsie, gdy tylko podnoszę ją, by zapukać w solidne dębowe drzwi. Wiem, że będę musiała porozmawiać z nim o tamtym zdarzeniu. Z pewnością będzie mnie o to pytał. Nie jestem na to gotowa, ale czy mam jakiś wybór? Prawdopodobnie nie.
Przełykam głośno ślinę i pukam niepewnie dwa razy.
– Proszę. – Przytłumiony głos Davida zaprasza mnie do środka.
Przestępuję przez próg i zamykam za sobą drzwi.
– Ami… witaj.
Wygląda na szczęśliwego, że mnie widzi. Ma na sobie idealnie wyprasowaną białą koszulę, rozpiętą przy szyi, oraz ciemne materiałowe spodnie, które notabene wspaniale na nim leżą. Nic a nic się nie zmienił, jedynie oczy ma lekko podkrążone. To zapewne z powodu nawału pracy. Odkłada dokumenty na biurko i skupia na mnie całą uwagę.
– Cześć.
– Usiądź, proszę. – Wskazuje białą sofę, lecz ja nie ruszam się z miejsca.
– Dziękuję, postoję. Słuchaj, chcę cię przeprosić – zaczynam bez ogródek. – Wiem, że przez ostatnie miesiące byłam do niczego i pewnie najchętniej byś się mnie pozbył, ale…
– Co takiego? – przerywa mi. W jego oczach dostrzegam zdziwienie. – Naprawdę sądzisz, że chcę cię odesłać? Dlaczego miałbym to zrobić?
– A dlaczego nie? Zamknęłam się w sobie na kilka miesięcy i zaniedbałam obowiązki – tłumaczę, jakby to było oczywiste.
Bo przecież jest. Nie widzę powodu, dla którego miałby mnie zatrzymać.
– I ja to jak najbardziej rozumiem.
Unoszę brwi w zaskoczeniu.
– Tak? – dopytuję niepewnie.
– Ależ oczywiście. – Podchodzi do mnie i kładzie dłonie na moich ramionach. – Ami, wiem, że między tobą a Finnem coś było. To normalne, że przeżywasz to, co się stało. Nie jestem na ciebie zły, przecież też mam uczucia.
Otwieram szerzej oczy i cofam się o krok.
– Skąd wiesz, że między nami coś było?
– Spostrzegawczość to moja dominująca cecha. – Podnosi lekko kącik ust.
– Od jak dawna wiedziałeś? – Oblewa mnie zimny pot na myśl, że David mógł podejrzewać coś od dłuższego czasu.
Mężczyzna wraca do miejsca za biurkiem i opada na fotel. Cały czas mi się przygląda, co nieco mnie peszy.
– Od momentu, w którym wezwałem was do gabinetu, gdy spartaczyliście pierwszą sprawę.
Przełykam ślinę i spuszczam wzrok na swoje buty.
_Cholera… To dość długo._
– Widziałem, jak Finn na ciebie patrzył i jak zawzięcie starał się wziąć winę na siebie.
Znów na niego spoglądam i czuję, jak rumieńce oblewają mi policzki.
– Nigdy przedtem nie zachowywał się w ten sposób – dodaje.
– Dlaczego nic nie mówiłeś?
– Byłem ciekaw, jak to się dalej rozwinie.
– Nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy się spotykali?
Zaprzecza ruchem głowy, bawiąc się długopisem w dłoni.
– Nie, dopóki wasza relacja nie miałaby wpływu na pracę. Tak jak związek Kate i twojego brata. Życzę im szczęścia.
To fakt, kiedy dowiedział się, że Kate i Jason się spotykają, przyjął tę wiadomość niezwykle pozytywnie. Aż byłam w szoku, bo David Wars wydawał się zimnym, gburowatym i wymagającym szefem, a okazał się wyrozumiałym i szczerym człowiekiem, który dba o dobro swoich najbliższych.
– Jak się trzymasz? Słyszałem, że byłaś przy nim, gdy… – urywa i ucieka wzrokiem w bok na kilka sekund, po czym wraca nim do mnie i uśmiecha się ze smutkiem. – To się stało. Przykro mi, że musiałaś na to patrzeć.
A więc to ta chwila, w której muszę wrócić do wydarzeń sprzed sześciu miesięcy.
Wdech i wydech.
Powtórz.
– Było… jest… nadal jest mi bardzo… ciężko. – Cholerna chrypka. Biorę się w garść i staram opanować drżenie głosu. – Ale jestem gotowa, by wrócić do pracy. Chciałabym zacząć od jutra, jeśli nie masz nic przeciwko.
– Skoro czujesz, że już czas, masz ode mnie zielone światło.
Uśmiecham się delikatnie, choć to sprawia mi dużo trudności.
– Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jeżeli jest coś, o czym chcesz porozmawiać, mów śmiało – dodaje David, a ja przez krótką chwilę zastanawiam się, czy poprosić go o pomoc w odnalezieniu syna Marcusa.
– Nie, ale doceniam to – mówię zamiast tego.
Tchórz. Ami, jesteś zwyczajnym tchórzem.
David może coś o nim wiedzieć. Mógłby mi zdradzić kilka szczegółów albo doprowadzić mnie do niego, a wtedy… Wtedy na pewno wygadałby się mojemu bratu, a ten z kolei zabiłby mnie za to, co zamierzam zrobić.
Milczenie jest złotem, przypominam sobie i nabieram wody w usta.
– W takim razie wiesz, gdzie mnie znaleźć, gdybyś zmieniła zdanie.
– Tak, dziękuję.
– Niestety muszę już lecieć na spotkanie, trzymaj się. – Wstaje i przepuszcza mnie w wejściu.
Żegnam się z nim i zjeżdżam na parter. Ciągle rozmyślam, czy dobrze zrobiłam, nie prosząc Davida o pomoc. Zmierzam do wyjścia, gdy nagle przez wielkie szklane okna dostrzegam samochód Willa, zaparkowany na podjeździe. Tak czułam, że Jason nie odpuści. Za szybko się zgodził, bym jechała sama. Wysłał Willa, żeby mnie śledził. A to spryciarz.
Wzdycham, po czym kieruję się w stronę swojego auta. Chłopak stoi zaraz przy wejściu z rękami w kieszeniach i udaje, że wcale nie przyjechał tu po to, by mieć mnie na oku.
– Mogłeś być chociaż bardziej dyskretny – mówię, kiedy go mijam.
Jeżeli Jason naprawdę sądził, że nie zauważę Willa, to musiał się chyba nie wyspać. Chłop ma ze dwa metry i jest trzy, a śmiem twierdzić, że nawet cztery razy szerszy niż ja. Jego kupa odznaczających się mięśni nie może zostać nie zauważona. Nikt pokroju Willa, zwłaszcza z jego wzrokiem zawsze utkwionym w dal i charakterystycznym wyrazem twarzy, który sprawia wrażenie, jakby coś go bolało, nie umknie niczyjej uwadze. Mojej nie umknął.
Ruszam z miejsca z piskiem opon i raz jeszcze analizuję wszystko, o czym rozmawiałam z Davidem w jego gabinecie. Wspominanie o Finnie i tamtym zdarzeniu przychodzi mi z wielkim trudem, a po tym, co dziś znalazłam w jego pokoju, rana otworzyła się na nowo. Szczypie i nie daje o sobie zapomnieć, nawet na chwilę. Znów dopadają mnie wyrzuty sumienia… Czuję je pod skórą. Jak mogłam dopuścić do takiej sytuacji? Wiem, że nie mogę cofnąć czasu, choć bardzo bym tego chciała. A więc zadręczanie się wydaje mi się odpowiednią karą. Nie chcę pozbyć się tych emocji, bo tylko one trzymają mnie przy chęci zemsty. Tylko one trzymają mnie przy życiu. Tylko one przypominają mi o nim i tym, że jeszcze do niedawna tu był.
Przede mną duże wyzwanie i jestem na nie gotowa, chociaż podświadomie obawiam się konsekwencji, które dopadną mnie, kiedy już wyjdzie na jaw, kto stoi za morderstwem ludzi Marcusa i jego samego. _Czy David będzie zły? Czy Jason będzie zły?_ Obaj z pewnością nie wręczą mi laurki, jednak ta świadomość mnie nie powstrzyma. Nawet jeśli ktoś się o tym dowie albo zostanę przyłapana na gorącym uczynku, przez co trafię do więzienia, i tak zamierzam podjąć ryzyko, bo wiem, że warto.
Od jutra wszystko się zacznie. Nie spocznę, dopóki cała piątka nie zapłaci za to, co zrobiła. Z przyjemnością będę patrzeć, jak konają, i życzyć im przyjemnej wieczności w piekle.