Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wyczerpane. Kobiety i choroby - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
13 marca 2026
4050 pkt
punktów Virtualo

Wyczerpane. Kobiety i choroby - ebook

„Wyczerpane” to książka o kobiecych narracjach literackich – najczęściej autobiograficznych – dotyczących sposobów przeżywania poszczególnych etapów kryzysu-choroby: (auto)diagnozy, wejścia w system medyczny, leczenia i przedłużającej się rekonwalescencji. To książka o „ciałości” – pisarskich próbach scalania doświadczeń ciała z tekstem – i o „reszcie życia”, mieszczącej się między utraconym zdrowiem a tlącą się wciąż chorobą.

Wyczerpanie – tytułowa kategoria, którą Monika Ładoń posługuje się, by przybliżyć kondycję kobiet we współczesnym społeczeństwie – ukazuje, jak po traumie, chorobie, stracie i terapii życie zmienia swą postać, tocząc się odtąd w cieniu tych doświadczeń granicznych. Bycie wyczerpaną nie oznacza jednak stanu spychającego kobiety na margines – porusza ono zastany układ świata i zmienia jego nakazy, choćby nieustannego rozwoju i aktywności.

Pytania, które stoją u podstaw prezentowanych tu dociekań, dotyczą znaczenia różnicy, jaką do przestrzeni kulturowo-społecznej wnosi wyczerpane, naznaczone afektywnie ciało kobiece, oraz potencjału sprawczości i gniewu widocznego w praktykach kobiecego pisania. Autorka podejmuje próbę dotarcia do ponadindywidualnego wymiaru interpretowanych doświadczeń, gdzie w kontrze do samotności oraz izolacji pojawiają się troska i empatia typowe dla siostrzeństwa.

Autorkami analizowanych narracji są: Anna Augustyniak, Martyna Bunda, Olga Hund, Inga Iwasiów, Agnieszka Jelonek, Karolina Kaczyńska-Piwko, Justyna Wicenty, Aleksandra Zielińska, Anne Boyer, Eve Ensler, Hilary Mantel i Sigrid Nunez.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Wstęp

Część I. „Ciało-w-ciało” ze światem

Wyczerpane w społeczeństwie zmęczenia

„Ciałość” w perspektywie dyskursu maladycznego

Chorowanie w „trzewiach świata”

Część II. Matki, córki, siostry. Ku wspólnotom

Drzewo kobiet

Żałobna opowieść o nekromatce

Kobieca rebelia alkoholowa

Na terapii

Koniec? „Żaden koniec”

Bibliografia

Nota bibliograficzna

Przypisy

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7908-318-3
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Kiedy próbuję najogólniej określić istotę niniejszej książki, przychodzi mi na myśl lapidarny i jak zwykle celny wiersz Mirona Białoszewskiego _Co tu podziwiać?_

Po wyczerpaniu

wszystkich możliwości niebycia

zrobiło się bycie¹.

Interpretacyjną grę wprowadza tutaj fraza „po wyczerpaniu”. W interesującym mnie rozumieniu chodzi o czas, kiedy kończą się określone możliwości – życia, działania, aktywności, radości etc. – warunkowane zwykle niedającym się może opisać, a jednak realnym stanem zdrowia². Można by zatem zapytać po prostu, co następuje „po wyczerpaniu”, jednak wolę to pytanie skomplikować, niejako rozciągnąć ów stan wyczerpania w czasie, zobaczyć go jako permanentną kondycję bohaterek, o których ta książka opowiada. Po diagnozie, po traumie, po chorobie, po stracie, po terapii przydarza się inna postać życia. Po „wszystkich możliwościach niebycia” – prawie śmierci, rozpaczy i bólu – „zrobiło się bycie”. Wyczerpane kobiety po granicznych doświadczeniach żyją zatem dalej, w ich nieusuwalnym cieniu. To bycie, które się rozgościło, nosi znamiona trwałego kryzysu i kwestionuje możliwość powrotu do siebie sprzed okoliczności fundujących wycieńczenie. O tym właśnie chcę opowiedzieć. Ważniejsze niż opisy samych zmagań z chorobą są dla mnie te części narracji, w których kobiety opowiadają, co dzieje się po przejściu typowych dla stanów kryzysowych epizodów: (auto)diagnozy, wejścia w system medyczny, leczenia i powolnej rekonwalescencji doprowadzonej często aż do optymistycznego wyzdrowienia. Zamiast nich wybieram więc przedstawienia „reszty życia”, widzianej jako teraźniejszość czyśćca między utraconym zdrowiem a tlącą się chorobą czy pamięcią o doświadczonej traumie.

Tak dzieje się choćby w książce _Na coś trzeba umrzeć_ Adrianny Alksnin, wolnej od triumfalizmu osoby wyleczonej z raka. Eks-pacjentka, pozostawiona bez nerki i bez wiedzy, co robić dalej, zauważa: „Dalsze zalecenia mętne”³. Lęk i „codzienna walka o wolę życia”⁴, wyznaczające samopoczucie Alksnin po operacji, wydają mi się stanem, który swym znaczeniem mogłaby objąć formuła wyczerpania. Rak nie przynosi żadnego objawienia, a bohaterka nie staje się za jego sprawą nową osobą, świetnie jednak rozszyfrowuje kulturowe i społeczne oczekiwania wobec osób, które „wygrały walkę z rakiem”:

„Wygrałam życie. Świetnie. Problem w tym, że nie mam pojęcia, co z nim zrobić. To głupie, ale czuję, że powinnam jakoś radykalnie odmienić swoje życie. Nie wiem, przejść na buddyzm, rzucić pracę w korporacji i sprzedawać kraftowe eko bio świece sojowe o zapachu waginy. Uwierzyć w Boga, przejechać rowerem obie Ameryki, zdobyć koronę Himalajów, ewentualnie zamieszkać w górskiej dziczy i wypasać owce”⁵.

Presja wynika tu z ciężaru „bycia zwyciężczynią”, udowodnienia, że skoro się wygrało, to należy „spektakularnie wykorzystać” drugą szansę od losu. Co jednak, jeśli dojmującym uczuciem jest bycie wykończoną? „A ja nie mam siły. Wybaczcie”⁶ – pisze narratorka, jakby przyznawała się do porażki. Nie mając zapasu sił na nadzwyczajne fetowanie życia, bohaterka wszakże z niego nie rezygnuje, ale zwraca uwagę na niejasny status, jaki ma jako osoba po leczeniu onkologicznym – daleki od entuzjazmu i optymizmu, mieszczący się w strefie między życiem a śmiercią. Uchylony wyrok nakazuje żyć, ale w cieniu choroby, która nie powiedziała ostatniego słowa. Alksnin wyraźnie lokuje swoje rozważania i obawy po stronie zagrożonej psychiki i poczucia osamotnienia, zauważając, że utrata nerki wzbudza intensywniejsze reakcje otoczenia niż jej stan emocjonalny. Abstrakcyjności zagrożenia życia w remisji kobieta doświadcza nawet w Instytucie Onkologii, gdzie jej pojawienie się wywołuje wzruszenie ramion u przeglądającej dokumentację medyczną lekarki. Już zatem nie chora, ale i nie całkiem zdrowa, jakby w poczekalni, bez wyraźnej przyszłości, kreślonej co najwyżej w perspektywie trzech dni. Tylko tyle? Tak, Alksnin wyraźnie zmierza do zakwestionowania jeszcze jednego stereotypu: potrzeby cieszenia się życiem, radykalnej euforii, epifanicznych doświadczeń czy wręcz odnalezienia ostatecznego sensu. Nic z tych rzeczy. „Nie czuję się ani trochę mądrzejsza. Nie odkryłam prawdy o życiu ani jego sensu”, powie autorka we fragmencie zatytułowanym _Zamiast happy endu_⁷. Tak zdaje się przebiegać proces chorowania większości z nas: to codzienne, żmudne doświadczenie, które angażuje somatycznie i psychicznie na tyle mocno, że nie mamy czasu/siły/języka, by zapytać o jego sedno, o to, co właściwie z nami „robi”. Alksnin – mimo, a może właśnie dzięki odkryciu banalności i powtarzalności tego, co ją spotkało – udaje się odrzucić kulturowe oczekiwania i zapisać siebie w chorowaniu, które okazuje się odroczonym końcem, w tym samym stopniu naznaczonym indywidualizmem, co powszechnością.

Podobne wątki można odnaleźć w książce Jagny Kaczanowskiej _Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem_. Autorka daleka jest od postrzegania swej choroby jako formy uszlachetnienia. Często powtarza „Mam dość tego raka”⁸, ale wie, że nie może się z nim ostatecznie pożegnać. Skupia się raczej na odczarowującym śmiertelny stygmat nowotworu przekonaniu, że należy go obecnie traktować jak chorobę przewlekłą. Kaczanowska wyznaje zatem: „Chciałabym dostać instrukcję obsługi siebie po raku”⁹, bo po zadaniowo traktowanej chemioterapii i operacji musi dalej „układać sobie życie z rakiem”. Przyjaźnie, bliscy, natura, ruch, zwierzęta to naturalni sojusznicy tego procesu, pozbawionego jednak „takiego momentu, w którym słyszę: dziękujemy za uwagę, jest pani zdrowa”¹⁰. Gdy w czasie rekonwalescencji do głosu dochodzą inne zmory i cudze traumy (wojna Rosji z Ukrainą, korowód uchodźców przetaczający się przez dom Kaczanowskiej), siła raka słabnie – nie dlatego że został wyleczony, lecz dlatego, że udało się go wkomponować w życie, że – jak przekonywała przywoływana przez Kaczanowską psychiatrka Judith Lewis Herman – nastąpiło „wbudowanie traumy w historię życia”¹¹. Życie po raku naznaczone jest ambiwalencją: z jednej strony bohaterka musi pogodzić się z faktem, że nie odzyska siebie sprzed choroby, z drugiej wyzwala się z kleszczy strachu, a miesiące terapii i niepokoju zacierają się w jej pamięci, tracą wyrazistość. Kaczanowska przyznaje się jednak do marzenia o finale, o wyraźnym zakończeniu etapu chorobowego:

„Chciałabym, żeby ta historia miała jakiś koniec, na przykład ładny koniec. Gdy zaczynałam ją pisać, marzyłam o takim zakończeniu: oto ja na koniu, z rozwianymi włosami i pięknym biustem, w galopie. Gdybym przechodziła raka w świecie Barbie, pewnie tak by to wyglądało. Ale przechodziłam go w realnym świecie. To nic. Jest inaczej, niż myślałam. Inaczej – nie znaczy gorzej”¹².

Odmienność sytuacji sprowadza się choćby do konieczności zaakceptowania faktu, że komórki uwolnionego raka prawdopodobnie będą płynąć w krwiobiegu bohaterki, a ta świadomość każe włączyć doświadczenie (po)chorobowe w rytm życia. To, co Kaczanowska może zatem zrobić, to patrzeć na siebie z troską:

„Mam dla siebie dużo współczucia. Nie użalam się nad sobą, nie boleję, nie roszczę pretensji do świata. Po prostu, uważając, że rak jest całkiem normalnym stanem, zwyczajnym szarym kryzysem, współczuję sobie, że przeszłam przez wszystkie te straty, ból i cierpienie”¹³.

Próbuję podobnie spojrzeć na bohaterki mojej książki, zobaczyć je w układanej wieloma głosami „wspólnocie chorych ciał”, jak widziałaby to Elinor Cleghorn¹⁴. Empatyczne spojrzenie rozumiem jako element własnej postawy naukowej, który podpowiada mi, jak współodczuwać z bohaterkami interpretowanych tekstów¹⁵, unikając przy tym pułapek „symulacji” czy „identyfikacji”, o których przekonująco pisała Zuzanna Sala¹⁶. W przypadku analiz doświadczenia choroby i tytułowego stanu wyczerpania strategia lektury oparta o współodczuwanie zdaje się dość oczywista, mowa wszak o kondycjach, które traktują nas równościowo. W tym sensie w lekturze cierpienia indywidualnego, którego idiomatyczności w pełni nie pojmuję (a z pewnością nie jestem w stanie odczuwać), rozpoznać mogę prawidłowości tego, co wspólnotowe i kobiece, bo to właśnie kobiety zbyt często muszą brać udział w grze „Nie wygląda pani na chorą”. Im też bliskie wydają się uporczywe „staranie się” i „chcenie” jako figury niemożliwego przezwyciężenia uczucia bycia wycieńczoną. Kapitalistyczne ramy organizacji życia prowadzą do zadziwiających sytuacji, w których słabość, ból czy żałoba traktowane są jako anomalie wobec nakazu nieustannego wzrostu i aktywności. Tymczasem wyczerpanie rozumiem jako stan nie tyle spychający na margines (chociaż i taki scenariusz jest możliwy), ile poruszający zastany układ, zmieniający jego proporcje. Jeśli bowiem dotychczas lekceważone zabiorą głos, to podskórny, często niejawny nurt doświadczeń granicznych ujawni swoją moc. Przywoływana już Elinor Cleghorn akcentowała znaczenie kobiecej opowieści o własnym ciele, konstruowanej na przekór, niejednokrotnie seksistowskim, wzorcom medycznej nauki i praktyki:

„W dotychczasowej historii złe traktowanie chorych osób polegało przede wszystkim na unieważnianiu naszej własnej kompetencji w mówieniu o naszej cielesności. Ale stając z tą historią twarzą w twarz i obnażając te systemowe i strukturalne siły, które odebrały nam nasze ciała, możemy w końcu zrozumieć, że problem wcale nie leży w nas. W zabieraniu głosu – o ile jest to możliwe – zawsze tkwi siła, tak samo w słuchaniu innych, gotowych opowiedzieć o swoich chorobach i cierpieniu, które są przecież nierozłącznie zespolone z byciem człowiekiem. Twoje ciało należy do ciebie; nie jesteś sama”¹⁷.

Opowieść o chorującym ciele może zatem nieść ze sobą wartość emancypacyjną, a jej literackość pozwala wzmocnić stronę rozumienia ukrytych sensów czy uzgadniania ponadindywidualnych znaczeń, a nie medycznego dyskursu. Podstawy metodologiczne takiego spojrzenia na chorowanie leżą w eklektycznym dyskursie maladycznym i medycynie narracyjnej, które interesuje przenikanie się kilku perspektyw: zapisu autentycznego i indywidualnego doświadczenia choroby, ukształtowanych literacko i kulturowo elementów narracji oraz wątków medycznych, w których tworzeniu uczestniczą pacjenci, lekarze i opiekunowie¹⁸. Poruszając się na przecięciu literatury, medycyny, filozofii, socjologii medycyny i historii – jako dyskursów współtworzących perspektywę maladyczną – korzystam w niniejszej książce także z innych perspektyw metodologicznych: (auto)biografistyki¹⁹, somatopoetyki²⁰ i krytyki feministycznej. Ta ostatnia inspiracja pozwala mi określić – za Ewą Kraskowską – własną pozycję jako profesjonalnej czytelniczki-kobiety, która „czyta po to, by wzbudzić w sobie i innych podejrzliwość w stosunku do świata-jaki-jest, do wszystkiego, co na mocy nieujawnionych presupozycji przyjmuje się w danej wspólnocie jako oczywiste, naturalne i niepodlegające kwestionowaniu”²¹. Nie umniejszam znaczenia narracji pisanych przez mężczyzn / o męskim doświadczeniu, ale tym razem upominam się o istotność „horyzontu doświadczenia kobiecego”²² w konstruowaniu narracji maladycznych, ponieważ to właśnie on wraz ze strategią lektury kobiecej, uprawianą przez wiele badaczek przywoływanych przeze mnie w dalszych częściach książki, pozwalają z jednej strony zdemaskować patriarchalne, męskocentryczne uwikłania medycyny, z drugiej – wydobyć potencjał rewolty tkwiący w mowie chorego i cierpiącego kobiecego ciała. Po ponad dwóch dekadach nie wyczerpała się formuła otwierająca rewindykacyjną książkę Ingi Iwasiów: „Nie mam wątpliwości, że płeć i czytanie to pojęcia nierozerwalne. Jak płeć i pisanie – także tej książki”²³. Myśl napędzająca niniejszą książkę dałaby się sprowadzić do formuły mówiącej, że płeć i choroba to pojęcia nierozerwalne. W jej rozpisaniu nie chodzi bynajmniej o gest kompensacyjny²⁴, ale o – najogólniej mówiąc – odkrycie znaczenia różnicy, jaką wnosi do przestrzeni kulturowo-społecznej wyczerpane ciało kobiece.

Niniejsza książka ma charakter interpretacyjny, a składające się na nią teksty powstawały w ostatnich sześciu latach jako rodzaj dopełnienia wcześniejszych analiz (a może nie do końca świadomej próby dopisania do nich rewersu). Wciąż ważne jest dla mnie sięganie po narracje mówiące o doświadczeniach granicznych: trudnych do oswojenia, ale wartych uznania za względu na podejmowany wysiłek utekstowienia i idiomatyczny kształt. Wydaje mi się symptomatyczne, że istotne dla mnie teksty dotyczące choroby, traumy i żałoby, ujęte tutaj w ramach wspólnej kategorii wyczerpania, przecinają się myślowo z innymi powstającymi w tym samym czasie koncepcjami, w których ważny okazał się gest swoistej rezygnacji, choćby z książkami _Ludzie nieznaczni. Taktyki przetrwania_ Agnieszki Daukszy czy _Zaniechanie_ Zofii Zaleskiej. Ta ostatnia następująco definiowała tytułową kategorię: „W książce zastanawiam się nad potencjałem odmowy i zaniechania. Zaniechania rozumianego nie jako bezsilność, pasywność, konsekwencja smutku i zwątpienia, ale rodzaj wyboru, który może przynieść ulgę i poczucie wolności. odmowa działania jawi się jako pociągające wyjście, jedyna słuszna strategia oporu wobec presji nieustannego rozwoju i wydajności”²⁵. W eseju _Leżenie_ Zaleska przygląda się kulturowym sytuacjom, w których bohaterki i bohaterowie odmawiają przepracowania własnego żalu i powrotu na łono neoliberalnego świata, mimo że w nim – jak pisze Jonathan Crary – „śpią tylko niedojdy”²⁶. W tej optyce podobnie można by napisać o chorujących, ale jednocześnie zobaczyć wywrotowy potencjał leżenia i chorowania, widoczny w innym podejściu do świata, w rodzaju wyzwolenia, rewizji poglądów czy wyrażaniu wątpliwości. Zaniechania, jakich dopuszczają się bohaterki moich lektur, co prawda wynikają z ich realnej bezsilności (spowodowanej stanem fizycznym lub/i psychicznym), ale zarazem są też ich autonomicznym wyborem, by niejako kontemplować swój stan, nicować go i opisywać.

Chcę wierzyć, że narracje, które tu zinterpretowałam, przełamując milczenie, przełamują jednocześnie pesymizm. Bohaterki przekraczają bowiem przede wszystkim ograniczenia metafory walki, więc mimo że nie czują się zwyciężczyniami, nie są też przegranymi. Widzę ich opowieści jako przygotowywanie gruntu pod swoisty bunt chorych ciał, jako oddolne wypracowywanie języków dla doświadczeń uznawanych powszechnie za niewyrażalne. Chorobopisanie staje się zatem praktyką ze wszech miar sprawczą i afektywną: ujawniającą i wzbudzającą gniew oraz przezwyciężającą samotność chorowania. Z tego powodu tak ważne w zebranych tu opowieściach są kobiece źródła oraz odniesienia do siostrzeńskich mikrowspólnot, bo to one dowodzą, że „pod wodą jest życie, wystarczy zanurkować”. Ta ostatnia fraza pochodzi z książki Agnieszki Daukszy, której myśl w kilku miejscach koresponduje z kategorią wyczerpania i interesującym mnie chorobowym kontekstem. Dauksza za punkt wyjścia uznaje bezsilność i tak opisuje jej potencjał: „zmienia percepcję tego, co się przydarza, daje inną swobodę ruchu, gdy tylko przyjdzie uświadomić sobie, że przecież jeszcze można się rusza㔲⁷. Bezsilność, słabość, nieprzystosowanie, nieradzenie sobie to imiona postawy bliskiej opisywanym przeze mnie doświadczeniom – w tym sensie, że sprzeciwiają się kulturze nieustannego wzrostu i wydajności. Bohaterki mojej książki – podobnie jak wycofani, zmęczeni, pogrążeni w niemocy z kolekcji Daukszy – przyznają się do słabości i „uchodzą z życia”, odpowiadając na pytanie zadawane przez badaczkę: „A co, jeśli trzeba poddać tkanki własnego ciała, by manifestować niezgodę?”²⁸.PRZYPISY”

¹ Miron Białoszewski, _Co tu podziwiać?_, w: tegoż, _Sprawdzone sobą_. _Wiersze wybrane_, Warszawa 2008, s. 346.

² Zob. Hans-Georg Gadamer, _O skrytości zdrowia_, przeł. Andrzej Przyłębski, Poznań 2011, s. 129–143.

³ Adrianna Alksnin, _Na coś trzeba umrzeć. Kolejna książka o raku_, Kraków 2023, s. 45.

⁴ Tamże, s. 63.

⁵ Tamże, s. 67.

⁶ Tamże.

⁷ Tamże, s. 122.

⁸ Jagna Kaczanowska, _Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem_, Warszawa 2023, s. 126.

⁹ Tamże, s. 189.

¹⁰ Tamże, s. 277.

¹¹ Tamże, s. 295.

¹² Tamże, s. 317.

¹³ Tamże, s. 315. O książkach Alksnin i Kaczanowskiej pisałam szerzej dla dwutygodnika kulturalnego „artPAPIER”. Korzystam z kilku myśli, które wówczas sformułowałam. Zob. _Powszechny prywatny koniec_, „artPAPIER” 2023, nr 15–16, https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=468&artykul=9491 oraz _Próba reframingu w chorobie_, „artPAPIER” 2023, nr 22, https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=474&artykul=9619 .

¹⁴ Zob. Elinor Cleghorn, _Wybrakowane. Jak leczono kobiety w świecie stworzonym przez mężczyzn_, przeł. Adrian Stachowski i Paulina Surniak, Poznań 2024, s. 14.

¹⁵ Zob. na ten temat Anna Łebkowska, _Empatia. O literackich narracjach przełomu XX i XXI wieku_, Kraków 2008; Krystyna Pietrych, _Co poezji po bólu? Empatyczne przestrzenie lektury_, Łódź 2009, s. 7–48.

¹⁶ Badaczka wskazywała np. na wyższościowy charakter lektury empatycznej, kłopoty wynikające z zacierania się granicy między sobą a innym czy „ryzyko empatycznego zawłaszczania opowieści i perspektywy”. Zuzanna Sala, _Etyka empatii. O statusie współodczuwania w literaturoznawczej krytyce etycznej_, „Litteraria Copernicana” 2022, nr 2, s. 35–46. Anna Łebkowska o skrajnych emocjach, jakie budzi empatia, pisała już wcześniej: „Natomiast warto na zagadnienie współodczuwania spojrzeć tak, by widzieć w nim wędrujące pojęcie, z jednej strony ciągle obarczane błędami, ubierane w negatywne znaczenia, takie między innymi jak: skrywana dominacja, protekcjonalność, narcyzm, sztuczna czułość, pseudopoczciwość, a także absolutna niemożliwość, z drugiej strony nie tylko, niekiedy przesadnie, apoteozowane, ale zarazem podlegające przemianom i wciąż niesłychanie żywotne”. Anna Łebkowska, _Odbiorca empatyczny. Między symulacją a afektem_, w: tejże, _Somatopoetyka – afekty – wyobrażenia. Literatura XX i XXI wieku_, Kraków 2019, s. 153.

¹⁷ Elinor Cleghorn, _Wybrakowane…,_ dz. cyt., s. 19.

¹⁸ Szczegółowe odniesienia do tych badań zostały zawarte w przypisach do kolejnych części książki.

¹⁹ Zob. Anna Pekaniec, _Autobiografki. Szkice o literaturze dokumentu osobistego kobiet_, Kraków 2020; Anna Pekaniec, _Uskoki i kontynuacje. Literatura kobiet w pierwszych dekadach XX wieku_, Kraków 2023.

²⁰ Zob. Anna Łebkowska, _Somatopoetyka – afekty – wyobrażenia…_, dz. cyt.

²¹ Ewa Kraskowska, _Czytelnik jako kobieta. Wokół literatury i teorii_, Poznań 2007, s. 23.

²² Tamże, s. 25.

²³ Inga Iwasiów, _Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj_, Kraków 2002, s. 7.

²⁴ Inga Iwasiów pisała: „Lektury rewindykacyjne muszą być dziś pomysłowe. Nie wystarcza ani wskazywanie błędów męskiej perspektywy, ani podkreślanie zalet kobiecej”. Inga Iwasiów, _Kobieta czytająca – wczoraj, dziś i jutro_, w: _Czytanie. Kobieta, biblioteka, lektura_, red. Agata Zawiszewska i Arleta Galant, Szczecin 2015, s. 18.

²⁵ Zofia Zaleska, _Zaniechanie_, Kraków 2025, s. 5.

²⁶ Jonathan Crary, _24/7. Późny kapitalizm i celowość snu_, przeł. Dariusz Żukowski, Kraków 2022. Cyt. za Zofia Zaleska, _Zaniechanie_, dz. cyt., s. 143.

²⁷ Agnieszka Dauksza, _Ludzie nieznaczni. Taktyki przetrwania_, Kraków–Gdańsk 2024, s. 5.

²⁸ Tamże, s. 166.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij