Wyjątkowa - ebook
Hanna, dziewczyna, która wyrwała się z toksycznego związku. W dniu w którym Hanna spotka się po raz pierwszy ze swoim adwokatem Pawłem, jej życie ponownie nabierze emocji. Paweł okaże się kimś zupełnie innym, członkiem pewnej grupy… Niedługo Hanna pakuje się w kolejne kłopoty. Gdyby tego było mało, to bliska relacja między Hanną a Pawłem nie wszystkim się podoba, co może być kolejnym nie małym problemem…
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-216-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Zegar wybija 10.55… Zostało tylko kilka minut do końca sesji. Terapia należała do słabo udanych, a ja myślałam tylko o tym, by jak najszybciej ją skończyć, wrócić szybko do domu, schować się pod kołdrę i zapomnieć o całym świecie. Kiedyś lubiłam wychodzić do ludzi. Dziś jestem tylko ja i moje demony…
Mój były partner był toksyczny. Każda chwila z nim była ciosem w moje zdrowie — notoryczna zazdrość o każdego faceta, z którym się spotykałam i agresja słowna. Znoszenie urojeń. Potem pojawiła się we mnie ona — depresja.
Myślałam, że to minie… Naiwnie chciałam wierzyć, że to tylko zły okres. Ale to nie były tylko „gorsze chwile”. Chciałam w to wierzyć. A może nie umiałam inaczej?
Pewnego dnia Miłosz obudził się z furią. Od razu przestraszyłam się jego wzroku. Sposób, w jaki na mnie patrzył, sprawił, że przeszły mnie dreszcze, a potem było już tylko gorzej. Krzyczał i oskarżał mnie o wymyślone przez siebie rzeczy. Stałam nieruchomo i nie byłam w stanie nic zrobić. Stałam i patrzyłam, jak krzyczy. Powtarzał w kółko te same słowa. To był koniec. Koniec naszego związku nadszedł tak po prostu, tak nagle! Koniec, a zarazem początek nowego życia.
W tamtej chwili byłam w szoku. Milion emocji kłębiło się we mnie. Dopiero gdy opuściłam mieszkanie i poczułam powiew świeżego powietrza, dotarło do mnie, co się stało.
Nagle wszystko zrozumiałam. W duszy czułam okrutny ból. Czułam, jakby setki igieł wbijały się w moje serce. W głowie ciągle słyszałam jego słowa. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam w rodzinne strony. Musiałam walczyć o siebie.
Miałam ochotę przepłakiwać dnie i noce, lecz jednocześnie nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Próbowałam więc stłumić te stany lękowe i kołatanie serca, powtarzając sobie, że muszę być silna.
W ciągu następnych kilku dni słyszałam dzwoniące telefony. Miłosz chciał się upewnić, że czuję ból. Wiedziałam, że chciał to zobaczyć, chciał widzieć moje cierpienie, lecz nie mogłam dać mu tej satysfakcji. Zebrałam w sobie wszystkie siły, by odebrać telefon. Powiedziałam, że daję sobie radę bez niego i chcę, by dał mi spokój, że chcę być sama. Poirytował się i rozłączył.
W najbliższym czasie zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania. Wychodziłam z olbrzymią ulgą. Na odchodne usłyszałam, że „popamiętam go”, ale nic nie było w stanie zmienić uczucia ulgi, gdy dotarło do mnie, że już nie muszę cierpieć w tym związku. Chciałam już tylko wymazać czas, który zmarnowałam na niego.
Pół nocy nie mogłam usnąć. Kolejnego dnia napisał do mnie mój przyjaciel i oznajmił, że chciałby spotkać się i wesprzeć mnie w tym trudnym czasie, pomóc mi stanąć na nogi. Spotkaliśmy się i stało się dokładnie tak, jak powiedział. Podniosłam się. Potem wszystko było jakby łatwiejsze i oto — po wielu miesiącach — byłam stałą uczestniczką spotkań terapeutycznych oraz instruktorką fitness. W wolnych chwilach pomagałam innym zaakceptować siebie i swoje ciało, wstawiałam do mediów społecznościowych motywujące materiały, do czego skłoniła mnie ciągła krytyka mojego wyglądu przez byłego partnera. Miłosz zawsze bowiem powtarzał, że powinnam być chudsza — tak, jak niektóre dziewczyny. Lecz ja lubiłam swój rozmiar „M”! Stanowczo mi wystarczało i nie miałam potrzeby noszenia rozmiaru „XS”. Po rozstaniu z nim mogłam tylko podziękować sobie, że podjęłam taką decyzję. Pogodziłam się również ze swoim uczuciem samotności.
Była za pięć czwarta, gdy zobaczyłam, jak do mojego salonu zbliża się mężczyzna, którego wcześniej tu nigdy nie widziałam. Mój salon fitness mieścił się w zacisznym miejscu na odludziu, lecz mimo to przychodziło tam sporo osób. Od zawsze lubiłam ciche, klimatyczne miejsca, więc gdy zobaczyłam ofertę pracy w takiej okolicy, od razu się zgłosiłam. Cieszyło mnie, jak wiele ludzi przychodziło do mnie — nie dla samego wyglądu, lecz dla poprawy zdrowia.
Schowałam książkę, którą akurat czytałam. Nie chciałam, by wyglądało to tak, jakbym zajmowała się książką, zamiast pracą. Kątem oka widziałam wchodzącego mężczyznę w kapturze. Gdy się zbliżył, od razu powiedziałam grzecznościowe:
— Dzień dobry. W czym mogę panu pomóc?
Starałam się być profesjonalistką w każdej sekundzie, lecz miałam nieodparte wrażenie, że skądś go znam. Instynkt podpowiadał mi jednak, że może nie mieć dla mnie dobrych wieści. Mężczyzna w kapturze wyjął kartkę i spojrzał na mnie. Byłam tego dnia sama na zmianie, co jeszcze wzmogło we mnie lęk w stosunku do tego człowieka. Nagle zdałam sobie sprawę, że ja go już gdzieś wcześniej widziałam.
— Przyszedłem przekazać wiadomość.
Gdy to powiedział, spojrzałam na kartkę, którą trzymał w dłoni. Na moment mnie zamurowało. Przeczytałam, co było na kartce. Widniał na niej napis: „Pozdrowienia od Miłosza, teraz stracisz wszystko”.
Mężczyzna zostawił wiadomość i wyszedł. Miliony myśli kłębiły się w mojej głowie. Wiedziałam, że Miłosz będzie próbował teraz wszystkich swoich znajomości, by zniszczyć moją relację z córką.
Postanowiłam poszukać adwokata. Zamieściłam ogłoszenie w Internecie informujące w skrócie o mojej sprawie. W niedługim czasie odezwał się on — ten, który miał niebawem wywrócić mi w głowie.
Nazajutrz umówiłam się na spotkanie w kancelarii. Gdy weszłam, zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego mężczyznę o głębokim, hipnotyzującym spojrzeniu. Ciemne włosy i ciepło, którym emanował, dodawało mu uroku. Był wysoki i wyglądał na osobę, która dobrze przytula. Nie był zapatrzony w siebie, czym różnił się od innych adwokatów. Bił od niego wewnętrzny magnetyzm i nie umiałam oderwać się od jego głębokiego spojrzenia. Zdałam sobie sprawę, że jestem całkowicie zestresowana tą sytuacją.
— Proszę usiąść. Jestem mecenas Paweł Nowak. W czym mogę pomóc? — powiedział prawdopodobnie nie zauważając, jakie zrobił na mnie wrażenie.
— Hanna Wójcik, miło mi. Przyszłam w sprawie wiadomości od byłego partnera w sprawie córki. — Uśmiechnęłam się lekko, by nie zrobić złego wrażenia, ale jego pozytywne usposobienie pomogło przezwyciężyć stres, z jakim tam weszłam.
— Proszę opowiedzieć swoją historię. W mailu było wprawdzie pokrótce napisane, lecz poprosiłbym o rozwinięcie problemu. Może pani teraz na spokojnie wszystko mi opowiedzieć.
Czułam, jak kłębi się we mnie milion myśli. Zaczęłam opowiadać swoją historię, starając się nie patrzeć mu w oczy. Po zakończeniu i przejrzeniu przyniesionych przeze mnie papierów zaczął zadawać pytania. Chciał w ten sposób najwyraźniej rozluźnić emocje. Czułam bijącą od niego empatię. Mimo stresu czułam na sobie jego ciepło.
— Dziękuję, że pan mnie tak cierpliwie wysłuchał. Dzięki pana pozytywnej energii łatwiej mi było wyrzucić to z siebie.
W duchu pomyślałam, że jest intrygujący i od razu skarciłam się za takie myślenie. Owszem, facet ma coś w sobie, ale nie chciałam poddawać się takim reakcjom. Od rozstania z byłym otoczyłam się niewidzialną barierą chroniącą mnie przed mężczyznami.
Gdy tak rozmawialiśmy, przyglądałam mu się ukradkiem. Był wysoki, na oko sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a może nawet ciut więcej. Miał taką „misiowatą” posturę — nie był gruby, ani chudy, taki „w sam raz”. Koszula tylko podkreślała jego szerokie ramiona. Wyglądał na około trzydzieści sześć lat i nie dostrzegłam na jego ręku obrączki. Sprawnie prowadził rozmowę, jakbyśmy się dobrze znali.
Gdy podpisałam stosowne papiery dotyczące udzielenia mu pełnomocnictwa, spojrzałam na niego. Ujęła mnie jego pewność siebie.
— Kiedy możemy zatem umówić się na pierwsze pismo w mojej sprawie? Zależy mi na czasie. — Powiedziałam, po czym dostrzegłam, jak patrzy mi głęboko w oczy, co wywołało we mnie emocje, których najmniej wówczas potrzebowałam.
— Z reguły trwa to do kilku dni, lecz dla pani zrobię wyjątek i postaram się, by na jutro było gotowe. Czy tak pani pasuje?
Znając ilość klientów, których obsługiwał, wiedziałam, że nie będzie to dla niego proste, tym bardziej doceniałam ten miły gest. Widział, jak bardzo jestem zestresowana i zaniepokojona zaistniałą sytuacją. Ja natomiast widziałam w nim nie tylko pełen profesjonalizm, ale zarazem coś więcej. Fakt przebywania z nim zaspokajał moje wewnętrzne potrzeby ciepła, a zarazem bezpieczeństwa. Niby nic nie robił, a jednak wypełniał moje potrzeby emocjonalne.
— Super, bardzo panu dziękuję i doceniam. Musi to być ciężkie do wykonania w tak krótkim czasie.
— Nie jest to proste, ale — jak powtarzam — dla pani się postaram. Proszę czekać, będę informował na bieżąco.
— W takim razie jesteśmy w kontakcie. I jeszcze raz dziękuję, że znalazł pan tak szybko czas, to dla mnie bardzo ważne.
— Podziękuje pani, gdy uda się skończyć pismo. Do zobaczenia, a może raczej usłyszenia.
Gdy wyszłam z gabinetu lekko odetchnęłam. Potrzebowałam ochłonąć, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Pierwszy raz od rozstania poczułam, że bariera otaczająca mój zamknięty świat nie sprawdziła się. Poczułam coś innego, niż dotychczasowy smutek. Nie był to jakiś zwykły pociąg fizyczny, to były emocje nie do opisania. Na ogół trzymałam ludzi na dystans, starałam się czytać ich emocje, czytać im z oczu, ale z Pawłem było inaczej. Był dla mnie zagadką i czułam potrzebę bycia blisko niego.2
Jako że do późnej nocy myślałam nad wiadomością od byłego, rano trudno mi było się obudzić. Pół nocy śnił mi się koszmar — w ciemnej uliczce Miłosz atakuje mnie, a potem więzi u siebie. Mimo że nie chciałam, od razu pomyślałam, że wolałabym sen o przytulaniu się do przystojnego, niebieskookiego faceta. Jak dobrze, że nie mieszkam już w tamtym mieszkaniu, wszystko przypominałoby mi o tym koszmarze, każda drobna szczelina, każdy nawet najmniejszy kąt.
Miłosz chciał, by nasza córka mieszkała z nim. Pewnie była to jedna z prób wbicia mi igły w serce, tak jak to on lubił. Nie zgodziłam się. Nie potrafiłabym żyć bez swojego dziecka, bez mojej malutkiej córeczki. Zabrałam córkę, a on powiedział, że jeszcze tego pożałuję. Po tym koszmarze nie miałam ochoty go oglądać, a on przez wiele miesięcy nie próbował się kontaktować, co mnie trzymało w ryzach. Strach o siebie i córkę był ogromny. Dziecko jest dla mnie jak tlen.
Każde z nas poszło w swoją stronę, co kosztowało mnie dużo sił i środków, by odbudować siebie na nowo. Zapisałam się też do lekarza i na terapię. To był dopiero pierwszy, ale bardzo ważny krok, z którego byłam niezwykle dumna — walczyłam dzielnie o siebie. W mojej głowie dominowały stany lękowe i depresyjne. Psychiatrę wybrałam bardzo dokładnie, sprawdziłam kliku, aż wybrałam najlepszego. Wybór terapii okazał się bardzo trudny, ale nie poddawałam się. Patrzyłam w przyszłość i chciałam widzieć nową siebie — w pełnym zdrowiu, odważnej i dzielnej. Może na ten moment były to tylko marzenia, ale sama ich wizja trzymała mnie w poczuciu, że dobrze robię. Co ważne, nie czułam wtedy pustki.
Z trudem wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Było tak, jak myślałam. Po praktycznie nieprzespanej nocy wyglądałam jak zombie. Worki pod oczami nie dały się nie zauważyć, a fryzura odstraszyłaby każdego.
Nigdy nie miałam wysokiej samooceny. Miałam świadomość, że jest dużo ładniejszych ode mnie kobiet. Będąc niską brunetką o nie najdoskonalszej cerze zazdrościłam innym kobietom ich długich, smukłych nóg i kobiecych „wdzięków”. Wiedziałam, że wielu facetom podoba się moje wysportowane ciało, ale mimo to widziałam w sobie wiele wad. Mój niski wzrost połączony z kiepską przemianą materii zawsze wywoływał we mnie kompleksy. Kiedyś, gdy jeszcze Miłosz udawał, że mu się podobam, powiedziałby, że przesadzam. Do listy atutów dodałby młody wygląd, mimo wieku. Swego czasu. Bo dzisiaj przecież był już innym człowiekiem — egocentrycznym, płytkim emocjonalnie manipulantem pozbawionym empatii. Na wypadek, gdyby jego zachowanie było niewystarczające, by mnie dobić, to miesiącami stosował gaslighting. Był to dla mnie gwóźdź do trumny.
Dziś jednak nie chciałam o nim myśleć. Ten dzień miał mi upłynąć pod znakiem Pawła. Mieliśmy się spotkać w sprawie mojego pisma. Mimo iż miało to być tylko spotkanie prawne, byłam podekscytowana, a zarazem przestraszona. Od dawna „bariera” chroniąca mnie od mężczyzn działała bardzo dobrze. Tym razem było jednak inaczej, a ja musiałam trzymać nerwy na wodzy.
Długo myślałam, w co się ubrać. Mimo wewnętrznej chęci pokazania pozytywnych cech swojego ciała, postawiłam na skromny, stonowany ubiór. Kusiło mnie, by założyć krótką sukienkę lub spódniczkę i dekolt, lecz pozbyłam się tych myśli. Zdrowy rozsądek wziął górę.
Włożyłam fioletowy sweterek, który delikatnie podkreślał lekko wyrzeźbione mięśnie brzucha oraz spódniczkę podkreślającą pośladki — ale nie krótką. Ten, kto uszył tą sukienkę był świetny! Idealnie przylegała do ciała. Pomyślałam, że nawet zakładając strój, który nie jest wyzywający, można „pobudzić” mężczyznę i sprawić, że puści wodze fantazji. Srebrne buty na lekkim obcasie, włosy rozpuszczone i delikatny makijaż miały podkreślić walory młodego wyglądu — a byłam młodsza od niego na oko około 9–10 lat. Lekkim makijażem próbowałam ukryć swój wygląd po kiepskiej nocy.
Mail z adresem i godziną, gdzie się spotkać, przyszedł już po godzinie ósmej. Natychmiast odpisałam, że na pewno będę.
Do czasu spotkania kompletnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Próbowałam zająć się treningiem, by zając czymś myśli. Mimo to wciąż myślałam, jak mam się zachowywać przy Pawle, by nie zdradzić, jak na mnie działa. Czy lepiej unikać kontaktu wzrokowego? Czy prowadzić luźną rozmowę, a może skupić się na temacie problemu prawnego? Ostatnim razem, gdy ktoś mi wpadł w oko, skończyło się to toksyczną relacją i bolesnym rozstaniem.
Gdy wybiła 11.30, wyszłam z mieszkania. Wsiadłam do zamówionej taksówki i ruszyłam ku niemu! No dobrze. Ruszyłam do kancelarii. Ale miło było myśleć, że może to będzie jednak wyjątkowy dzień.
Paweł bardzo dobrze się przygotował. Miał już gotowe pismo oraz kilka propozycji, co możemy dalej zrobić. W ten sposób mieliśmy szansę dłużej spędzić czas, chociaż miało to być tylko omawianie spraw prawnych. Gdybym zdecydowała się na dłuższą współpracę z Pawłem i podpisała wszystkie niezbędne papiery, mogłabym się z nim częściej widywać. Ta myśl — nie wiedzieć czemu — wydawała mi się bardzo podniecająca.
Przyjechałam do kancelarii chwilę wcześniej. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że on już czeka na mnie. Mimo że mógł robić milion innych rzeczy przed umówioną godziną spotkania, czekał. Zawsze nienawidziłam się spóźniać, więc i tym razem byłam przed czasem. Pozytywnie zaskoczona zastaną na miejscu sytuacją weszłam do gabinetu i ruszyłam w jego stronę.
Wyciągnął rękę na dzień dobry. Wyglądał jeszcze bardziej pociągająco. Przełknęłam ślinę i zebrałam się w sobie.
— Dzień dobry. Nie spodziewałam się, że będzie pan czekał na mnie — przyznałam szczerze i uprzejmie. Na razie szło mi chyba całkiem dobrze.
— Dzień dobry — uśmiechnął się na powitanie, czym dodał mi trochę otuchy. — Tak sobie właśnie pomyślałem… Nie chciałbym, żeby to wyszło nieprofesjonalnie, ale może przeszlibyśmy na ty? Będzie nam łatwiej…
Byłam pozytywnie zaskoczona. W myślach nie raz o tym marzyłam, ale nie sądziłam, że może to nadejść tak szybko.
— Jasne! Jestem Hanna. — Wyciągnęłam dłoń, a on podał mi swoją. Uścisk miał delikatny, a zarazem ciepły, jak on sam.
— Paweł. A teraz przejdźmy już do sprawy, dla której się tu znaleźliśmy.
Poczułam lekki stres. Nie chciałam się skompromitować jakimś nieodpowiednim słowem. Kolejny raz musiałam powtórzyć w myślach, że „dam sobie radę” i że „wiem, co robię”. Byłam przekonana, że moja wewnętrzna bariera zawsze zadziała, lecz gdy go poznałam, całkiem straciłam grunt pod nogami. Straciłam też logiczne myślenie.
W trakcie rozmowy uzgodniliśmy różne kwestie, w tym ilość pełnomocnictw, rodzaj pism i częstość naszych kontaktów. Z reguły adwokaci kojarzyli mi się ze „sztywnymi” mężczyznami, ograniczającymi się niemal wyłącznie do patrzenia w monitor i przeglądania dokumentów. On był inny — otwarty, empatyczny, cierpliwy, ciepły…
Cała rozmowa zajęła nam godzinę. Na koniec spytałam, czy wie już wszystko, co będzie mu potrzebne. On zadał wtedy jeszcze jedno pytanie:
— Jaki masz znak zodiaku? Waga? — zapytał rozluźniając napięcie.
— Panna, ale blisko — odpowiedziałam z lekkim zdziwieniem i uśmiechnęłam się.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie mogłam się nasycić patrzeniem w to głębokie, hipnotyzujące spojrzenie.
Ze wszystkich innych pytań, jakie mógł mi w tym momencie zadać, zapytał akurat o mój znak zodiaku. Nie miało to przecież najmniejszego związku ze sprawą, ale jednocześnie było szalenie intrygujące. Momentami miałam wrażenie, że najchętniej to nie wychodziłabym już z jego kancelarii, tylko rozmawiała godzinami, nawet jeśli mielibyśmy dyskutować o pogodzie, czy znakach zodiaku. Czułam ciepło i bezpieczeństwo, jakiego od dawna nie zaznałam. Moja sprawa wydawała się trudna. Sama myśl, że Miłosz mógłby w każdej chwili wyjść, niczym z podziemi i mnie zaatakować, lub próbować swoich znajomości, by odebrać mi córkę — przerażała mnie. Wiedziałam, jakim jest potworem i wiedziałam, że gdyby tylko mógł, skrzywdziłby mnie i córkę.
Pod wpływem intensywnego wzroku Pawła straciłam na chwilę kontakt ze światem. Byłam jak zahipnotyzowana. Gdy się ocknęłam, czułam się głupio, lecz on nawet przez chwilę nie dał mi tego odczuć. W każdej sytuacji umiał dobrać właściwe słowa.
Wstałam, aby wyjść, gdy nagle się potknęłam. Nie spodziewałam się tak szybkiego refleksu, ale w tej samej sekundzie Paweł trzymał mnie już w swoich rękach. Podniosłam wzrok. Nasze czoła znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Wyglądało to niemal identycznie, jak w typowych scenach z filmu, kiedy emocje wybuchają i bohaterowie po chwili rzucają się sobie w objęcia. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło, a ja podniosłam się i podziękowałam za pomoc. Paweł patrzył na mnie lekko się uśmiechając.
Miałam nadzieję, że nie wypadłam w jego oczach głupio czy niezdarnie. Czasem ta moja niezdarność chyba mnie wykończy. Ale dzisiaj chciałam szczerze wierzyć, że tak się nie stanie.
— Zapomnijmy o tym, co było przed chwilą.
— A co się właściwie wydarzyło? — powiedział, po czym puścił do mnie ten swój oszałamiający uśmiech.
Tak bardzo różnił się od innych mężczyzn, że nie dało się tego nie dostrzec. Najbardziej przerażała mnie myśl, że jakby tylko zechciał, mógłby brać mnie tu i teraz, nawet na biurku, chociaż wolałam wypierać to z podświadomości. Od dawna czułam, że mam specyficzne potrzeby „łóżkowe” i myśl, jak bardzo uległym typem jestem, nie napawała mnie optymizmem. Podświadomie chciałam wierzyć, że może lubi „klasykę”, co miałoby zburzyć te „widoki” przed moimi oczyma.
Najchętniej bym uciekła wzrokiem. Czułam, jak mi serce wali w piersiach. Nie wiedziałam, skąd nagle we mnie tyle emocji, dlaczego nie umiałam ich wyprzeć tak, jak to robiłam od dawna. Zamiast skupić się na sprawie, w głowie kotłowały mi się miliony myśli, miliony emocji. Przecież to tylko adwokat, a ja jestem tylko jego klientką. Powtarzałam sobie: „Uspokój się! Uspokój te myśli!”…
Z irracjonalnych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Gdy spojrzałam na wyświetlacz, przestraszyłam się — to znowu był Miłosz. Pospiesznie odrzuciłam połączenie. Czułam jednak, że mój były partner nie odpuści tak łatwo.
Paweł spojrzał na mnie zaciekawiony i podszedł do mnie bliżej. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl o Miłoszu.
— Wszystko w porządku? Wyglądasz na przestraszoną — zapytał z troską w głosie.
Świetnie zauważył moje emocje, choć tak starałam się je ukryć.
— W porządku. To przez ten telefon.
— Nieprawda. Boisz się. Bałaś się, jak tylko spojrzałaś na wyświetlacz — patrzył na mnie badawczo. Wydawał się szczerze zmartwiony. — Jeśli chodzi o mnie, to nie masz się czego obawiać, jestem obok. — Chwycił moją dłoń, a ja nie wiedzieć czemu, nie cofnęłam jej. — Nic ci przy mnie nie grozi. Wiem, że on cię skrzywdził, ale przy mnie jesteś bezpieczna.
To mi wcale nie pomagało pozbyć się natrętnych myśli z głowy. On sobie nawet nie wyobrażał, ile cierpienia przeszłam, ile jeszcze rzeczy nie potrafiłam wydusić z siebie. Poczułam się głupio.
— Nie, naprawdę wszystko w porządku. Wystraszył mnie lekko ten telefon, ale radzę sobie z tym.
Czasem miałam ochotę powiedzieć mu kompletnie wszystko, ale na to nie starczyłoby dni i nocy.
— Skrzywdził cię o wiele bardziej, niż mówiłaś, prawda? — zapytał zmartwiony.
— Tak, ale jest to bardzo trudne do mówienia dla mnie — powiedziałam zastanawiając się, jak dobrze odczytuje tę całą sytuację.
— Domyślam się, że dużo przeszłaś, mimo tak młodego wieku. Nie rozumiem, jak ktoś mógł skrzywdzić drugą osobę do takiego stopnia. To nieludzkie.
Paweł nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo mój były partner mnie skrzywdził i jaką przyjemność mu to sprawiało.
— Dobrze, na dziś to chyba już wszystko.
Dotarliśmy do drzwi kancelarii, gdzie poinformował mnie, że skoro zależy mi na czasie, to możemy umówić się na kolejne spotkanie w celu omówienia obecnej sytuacji. Zaproponował weekend, a ja — mimo iż nie spodziewałam się, że przyjdzie na spotkanie w godzinach, kiedy kancelaria jest zwykle zamknięta –zgodziłam się. W tym przypadku, o dziwo, chętnie spotkam się, nawet w weekend. Strach z powodu telefonu i irracjonalne myśli o Pawle minęły.
— Zanim się umówimy, to mam do ciebie nietypową prośbę. Wiem, że jesteś moją klientką, ale może mogłabyś dla mnie to zrobić. Mój znajomy urządza imprezę i pomyślałem, że mogłabyś pójść tam ze mną. Byłabyś przy mnie bezpieczna. Oczywiście, jeśli się zgodzisz. Widzę, jak się martwisz o swoje bezpieczeństwo, a tam by ci nic nie groziło — powiedział z lekka zmartwiony moim zdziwieniem. — Jest tylko jeden haczyk — nikomu nie powiem, że jesteś moją klientką. Nie muszą o tym wiedzieć. Jak się na to zapatrujesz?
Impreza wśród wykształconych ludzi. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że mogłabym w takiej uczestniczyć. Zawsze uważałam, że to sfera osób, do których nigdy nie będę należeć, a co dopiero być na jednej z nich. Ja jako dziewczyna bez wyższego wykształcenia bardzo bym się tam wyróżniała swoją prostotą. Czy to w ogóle realne? Co innego mieć świadomość, że istnieje sfera takich osób, a co dopiero się z nimi realnie „bawić”.
Paweł musiał dostrzec moje zaniepokojenie, bo zaraz potem dodał:
— To impreza mojego znajomego, znam też większość gości, którzy mają się pojawić — uśmiechnął się zachęcająco.
Rozsądek podpowiadał mi, by odmówić, ale serce pragnęło mu ulec. W końcu, skoro znał gości imprezy, to wiedział też, czy będę się tam dobrze czuć. Cóż więc mogło mi grozić? Co mnie mogło niepokoić? Ignorowanie faktu, że jego samego znam bardzo krótko, przyszło mi bardzo łatwo. Zresztą, czy przez moją przeszłość powinnam teraz się wszystkiego bać? Może właśnie przyszedł czas, by zrobić coś szalonego?
— W porządku, chyba dam się namówić — sama nie wierzyłam, z jaką łatwością to powiedziałam.
Paweł uśmiechnął się szeroko i rzucił na pożegnanie:
— Świetnie. Podaj mi adres, przyjadę po ciebie o siódmej.
Spotkanie dobiegło końca i rozeszliśmy się. Zostałam sama i rozmyślałam, czy nie oszalałam zgadzając się iść z nim na tą imprezę. Miłosz nigdy by mnie nie puścił. Właśnie, Miłosz! Postanowiłam od razu sprawdzić, po co dzwonił. Po jego telefonach zawsze miałam stany lękowe i bałam się, co on znowu wymyślił, jaki był powód kolejnego telefonu. Odebrał od razu.
— Musimy porozmawiać. Możemy dziś wieczorem się spotkać? Poszlibyśmy się przejść na pola nieopodal miasta. — Od razu założył, że syndrom sztokholmski zacznie działać. Typowe.
— Miłosz, jeśli musimy się spotkać, to nie dziś i na pewno nie w odludnym miejscu. Dzisiaj idę na imprezę z ludźmi z wyższych sfer. — Od razu złapałam się za język, że nie powinnam mu była tego mówić, nie powinno go to już obchodzić.
— Imprezę z ludźmi z wyższych sfer? Zwariowałaś? Ty tam nie pasujesz — zareagował dokładnie tak, jak się spodziewałam.
— Spokojnie, nie idę sama. Zresztą to już tylko moja sprawa. — W dość bezpośredni sposób chciałam zmienić temat, ale okazało się to bezskuteczne.
— Znasz go dobrze? Spotykacie się? Jak długo? W pełni mu ufasz? Nie jestem przekonany do tego pomysłu, nie podoba mi się to. Mówiłem ci wielokrotnie, co myślę o takich spotkaniach. Ośmieszysz się tylko. O czym ty byś z nimi rozmawiała?
Pamiętałam, i to doskonale! Niejednokrotnie stwierdzał, że jestem osobą niskiego poziomu. Wchodził na moją psychikę mówiąc, że jestem nikim, że dla mojego dobra byłoby lepiej siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Ale dla mnie w tej chwili liczyło się tylko to, że idę tam z Pawłem. Znam go wprawdzie krótko, ale Miłosz nie musiał o tym wiedzieć. Mi doskonale udawało się ignorować ten fakt.
— Jak już mówiłam, nie idę sama. Poza tym poradzę sobie. Znam swoją wartość. Jeśli już koniecznie musisz się spotkać ze mną, to proponuję jutro, w barze Stokrotka w centrum, o w pół do drugiej. Jest tam zawsze dużo ludzi. — Celowo zaproponowałam miejsce pełne ludzi, by nic nie mógł mi zrobić w napadzie szału.
— W porządku, ale obiecaj, że jeszcze to przemyślisz. Nie rób niczego głupiego. Najlepiej nie mów za dużo. Oboje wiemy, że czasem lepiej, jak nic nie mówisz.
Powinnam była się wkurzyć, że znowu próbuje wbić mi do głowy, jakim jestem człowiekiem i obniżyć mi samoocenę, ale powstrzymałam się od nerwowej odpowiedzi. Nie dam mu tej satysfakcji. Zawsze lubił szukać momentu, w którym mógłby zaatakować moją pewność siebie. Zawsze był człowiekiem bez empatii, bez skrupułów i bez pozytywnych emocji. Był i będzie manipulantem, ale błędnie łudzę się, że cofnie swoje zamiary wobec mnie.
— Przemyślę, a teraz do widzenia.
Rozłączyłam się z myślą, że udało mi się chociaż raz nie bać się tego człowieka. Wątpiłam, by tak już zawsze było, ale to był dobry krok naprzód — w nieznaną przyszłość, ale zawsze krok w przód.5
Sobotnie popołudnie spędziłam całe na przeglądaniu Internetu. Nie mogłam zebrać myśli. Ciągle myślałam o Pawle, o jego kumplach, o jego szefie i ich grupie. Nie wiedziałam, czego dokładnie szukałam, ale nie umiałam siedzieć z założonymi rękoma. Uporczywie przeglądałam różne strony Internetu, mimo że wiedziałam, że nie ma szans, że cokolwiek tam znajdę. Chciałam wierzyć, że Paweł nigdy nie byłby w stanie nic mi zrobić. Jednak, gdy przypomnę sobie, co się stało na tamtej imprezie… Nie mogłam mieć żadnej pewności, co do jego otoczenia. Sam fakt, że poznałam ich szefa i że ten — jak usłyszałam od Gabrysi — nie polubił mnie, napawał mnie grozą. Każde moje niewłaściwe słowo i opaczny gest mógł wyzwolić w nim niebezpieczne reakcje, a podobno słynął z tego, że był nieobliczalny. Paweł ostrzegał mnie, bym uważała na to, co mówię i co robię, ale ja oczywiście nie posłuchałam go… Musiałam pokazać swój upór. Tłumaczyłam mu, że przecież nie jestem członkiem ich grupy, ale dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Nie chciałam, by na mnie cokolwiek testowano, ale moja odmowa mogła brzmieć jak zniewaga. Czułam, że popełniłam olbrzymi błąd i miałam chyba naprawdę dużo „szczęścia”, że tylko tak to się skończyło.
Miałam mętlik w głowie. Wiedziałam, że moja kiełkująca dopiero relacja z Pawłem nie mogła mieć przyszłości. Jesteśmy przecież z dwóch różnych światów. Jestem jego klientką, i tylko klientką. Niepotrzebnie łudziłam się. Przez swoją głupotę tylko nabawiłam się problemów i zmartwień. Jakby nie wystarczyły mi problemy z moim byłym! Nie mogłam sobie wybaczyć tego, w co się wpakowałam. Nie mogłam sobie wybaczyć, że zadurzyłam się w adwokacie. Nie mogłam wybaczyć sobie też tego, że swoim nieroztropnym zachowaniem zniszczyłam też szansę na ochronę ze strony ich szefa, a nie mogłam przecież być pewna, że tamten typ odpuści i nie będzie próbował mnie skrzywdzić. Do tego dochodziła myśl, że teraz nawet jedno słowo „nie tak” podczas rozmowy z Patrykiem mogłoby mieć dla mnie groźne konsekwencje. Dlaczego ja się w to w ogóle wpakowałam? Co ja najlepszego zrobiłam? Chyba, życie mi niemiłe…
Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że powinnam w końcu przestać szukać o nich informacji w Internecie i odciąć się od całego ich otoczenia, tylko było to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Nie umiałam wymazać ich z głowy, a zwłaszcza Pawła. W tak krótkim czasie stał się dla mnie kimś ważnym. Wiem, że powinnam myśleć o nim tylko jako moim adwokacie (mam nadzieję, że jeszcze nim jest), a nie jako o szalenie atrakcyjnym i pociągającym mężczyźnie. Pragnęłam go jednak tak mocno! Tak bardzo chciałam, aby mnie przytulił… Cholernie brakuje mi jego ciepła, którym tak mocno emanował.
Przeglądałam media społecznościowe, strony internetowe, wszystko, co dałoby mi o nim jakiekolwiek informacje. Niestety Paweł bardzo chronił swoją prywatność i nie udało mi się nic znaleźć. Bardzo bolała mnie ta niewiedza, mimo że tak naprawdę nie powinna. Między mną a nim nie było i nie będzie szans na nic poważnego, a to wszystko, co czuję, to tylko moje chore urojenia. Dlaczego ja nie potrafię zakochać się szczęśliwie? Dlaczego moje serce musi zawsze źle wybierać? Czy ono lubi tak cierpieć?
Po przejrzeniu chyba każdej możliwej strony na jego temat poczułam, że się poddaję i położyłam się. Zasnęłam jak niemowlę. Czułam, jak moja psychika razem z moim ciałem potrzebują wytchnienia i odpoczynku, jakie mógł im dać właśnie sen.
Śniło mi się spotkanie z Patrykiem, który próbował mnie zabić. Paweł w mim śnie nie zrobił kompletnie nic, by mi pomóc — stał i patrzył. Obudziłam się z krzykiem. Z trudem łapałam oddech. Musiałam się uspokoić. To był tylko sen — ale jakże realistyczny! Skupiłam się na tym, że na razie nikt mnie nie ściga. Może sobie jednak odpuścili? Miałam taką nadzieję. Chciałam łudzić się, że jestem bezpieczna. Bardzo chciałam w to wierzyć.
Miałam ochotę zadzwonić do Pawła, ale przypomniałam sobie, że Patryk wyraźnie mi powiedział, że jak będzie coś nowego w mojej sprawie, to dostanę od niego wiadomość. Na nic więcej nie mogłam liczyć. Miałam jednak nadzieję, że będę mogła jeszcze na spokojnie porozmawiać z Pawłem, wytłumaczyć się, przeprosić. Zasługiwał przecież na wyjaśnienie. Chciał dla mnie dobrze, chciał, bym miała ochronę, a teraz przeze mnie sam może mieć kłopoty. Poczekam jeszcze, może Paweł faktycznie sam się do mnie odezwie w mojej sprawie prawnej. Czy będzie w ogóle jeszcze chciał mnie reprezentować?
Myśląc o tym przypomniało mi się ostatnie spotkanie z Miłoszem. Przypomniały mi się jego słowa — jak wypominał mi moje wady, jak krytykował każdy mój ruch, jak porównywał do innych kobiet, jak wmawiał mi sytuacje, które nie miały miejsca, jak krzyczał na mnie z obłędem w oczach… Nie wiem, jak mogłam tyle wytrzymać z takim człowiekiem! Krople łez pociekły mi na samą myśl o tych wspomnieniach, a nie miałam już nawet komu się wyżalić. Demony przeszłości niszczyły mnie od środka. Wtedy Miłosz, teraz Paweł… Czy moje serce może w końcu dobrze wybrać?
Całą niedzielę spędziłam użalając się nad swoim życiem. Nawet na chwilę nie wyszłam z domu. Kompletnie nie miałam na to siły. Miałam ochotę cały dzień przespać w dźwiękach kropel deszczu za oknem. Od zawsze kochałam dźwięk deszczu. Miałam nadzieję, że chociaż we śnie nie musiałabym oglądać tych wspomnień, ani wracać do przeżytych lęków.
Gdy leżałam z nadzieją na sen, usłyszałam pukanie do drzwi. Moją pierwszą myślą był oczywiście Paweł, ale podświadomie czułam, że to nie może być on.
Po cichu, na palcach podeszłam pod wizjer. Spojrzałam i przeraziłam się. W drzwiach stał ten sam mężczyzna, który próbował mnie molestować na imprezie. I na dodatek nie był sam. Razem z nim stała jakaś kobieta. Nie wyglądała przyjaźnie.
— Dobry wieczór, Hanno! Mam na imię Kazimierz, a to moja koleżanka Zuza. Wpuścisz nas? — Powiedział stanowczo dobrze wiedząc, że stoję po drugiej stronie drzwi. — Chcieliśmy porozmawiać o piątkowej imprezie.
Skąd on wiedział, gdzie mieszkam i jak się nazywam? Choć nie mówił głośno, jego głos niósł się donośnie pomimo zamkniętych drzwi. Wciąż milczałam.
— Milczenie nic ci nie da. Otwórz i spokojnie porozmawiajmy.
Tak, na pewno byłaby to spokojna rozmowa — pomyślałam. Za nic na świecie ich nie wpuszczę! Byłam przerażona. Ale jak nie otworzę, oni i tak do mnie wejdą.
— Słuchaj, mała. Jestem na razie dla ciebie miły, ale moja koleżanka Zuza już taka nie jest.
Po tych słowach Zuza zaczęła dobijać się do moich drzwi. Mdliło mnie ze strachu.
— Nie możesz całe życie ukrywać się w tym mieszkaniu. W końcu będziesz musiała stamtąd wyjść. Nie lepiej wpuścić nas od razu? — typ nie ustępował.
Usłyszałam szmer. Przez szparę pod drzwiami wsunęli kopertę ze zdjęciami. Spojrzałam na nie i przeraziłam się jeszcze bardziej. Zdjęcia przedstawiały mnie rozmawiającą z Pawłem, wsiadającą do jego auta, stojącą pod domem ich szefa (chociaż tu zachowali większą odległość), a na ostatnim zdjęciu byłam z Gabrysią, która mnie odwoziła do domu po spotkaniu z willi Patryka. To dowodziło, że śledzili każdy mój krok.
— Mieliśmy już wczoraj do ciebie zajść, ale twój facet pilnował cię całą noc.
W tej chwili wsunęli kolejne zdjęcie — był na nim Paweł w samochodzie pod moim blokiem.
— Dzisiaj nie ma go pod twoim domem, więc postanowiliśmy cię odwiedzić. To jak, wpuścisz nas po dobroci? Czy wolisz, byśmy się zdenerwowali?
W pośpiechu pobiegłam po telefon i wybrałam numer Pawła. Nie zastanawiałam się nawet jak zareaguje, musiałam to zrobić. Całe szczęście, że odebrał momentalnie.
— Hanna? Wszystko w porządku? — usłyszałam widoczny niepokój w jego głosie. Miałam wrażenie, że wyczuwał, że coś jest nie tak.
— Paweł, wiem, że miałam nie dzwonić, ale nie wiem, co robić? Możesz do mnie przyjechać? Pod moimi drzwiami jest Kazimierz z jakąś kobietą. Boję się. — Mówiłam cicho, chociaż spodziewałam się, że i tak będą wiedzieć, że zadzwoniłam.
— Nie wpuszczaj ich, zaraz tam będę! — powiedział, po czym się rozłączył.
Nie łudziłam się. Kazimierz zorientował się, co zrobiłam. Po chwili powiedział:
— Hanno, ranisz mnie swoimi czynami. Mogliśmy na spokojnie porozmawiać, a ty zadzwonisz po swojego faceta… — Chwilę milczał, jakby chciał sprawdzić, jak zareaguję. — Trudno, jak już mówiłem, ja jestem cierpliwy. Nie możesz wiecznie się chować. Pozdrów Pawła i do zobaczenia niebawem!
Jego słowa brzmiały strasznie. Cała się trzęsłam ze strachu i łzy ciekły mi po policzkach. Wiedziałam, że powinnam sprawdzić przez wizjer, czy rzeczywiście poszli, ale nie mogłam — byłam, jak sparaliżowana. Padłam na podłogę i zaczęłam płakać. Aby się uspokoić, powtarzałam sobie wciąż w myślach: „Paweł jedzie, zaraz będzie. Paweł jedzie, zaraz będzie”.
Niecałe dziesięć minut później Paweł już był. Delikatnie zapukał do drzwi. Gdy spojrzałam przez wizjer, zobaczyłam, że był z nim też Miron i Kamil. Wciąż zlękniona otworzyłam im drzwi i usiadłam z powrotem na ziemi z twarzą ukrytą w kolanach. Czułam się bezbronna, słaba i beznadziejna… Paweł podszedł bliżej mnie i delikatnie mnie objął.
— Już wszystko dobrze, czy coś ci zrobili?
Lekko uniosłam głowę, by na nich spojrzeć. Widziałam współczucie w ich oczach. To było na pewno lepsze, niż jakby mieli patrzeć na mnie, jak na idiotkę, która odmówiła ich szefowi, upokarzając przy tym Pawła.
— Tylko przestraszyli mnie. I to bardzo… I jeszcze te zdjęcia… Możesz zobaczyć — leżą na szafce. Kazimierz powiedział, że nie będę mogła się ukrywać w nieskończoność. Potem usłyszał, jak rozmawiałam z tobą przez telefon. Powiedział, że mam cię pozdrowić… — opowiadałam wszystko kompletnie załamana.
Kamil wziął z szafki zdjęcia i przejrzał je razem z Mironem, po czym podał Pawłowi, mówiąc:
— Wygląda, że sprawa jest naprawdę poważna. Nie możemy tego tak zostawić. Powinniśmy pomyśleć o jakiejś ochronie.
Po obejrzeniu zdjęć Paweł lekko się zdenerwował. W tej chwili przeszło mi przez myśl, czy nie wrócić do propozycji Patryka. Zagadnęłam więc nieśmiało:
— Teraz pewnie już za późno, ale czy myślicie, że jest jeszcze możliwość zgodzić się na propozycję Patryka?
— Pogadamy z nim — Miron powiedział z delikatnym uśmiechem. — Myślę, że jest szansa.
— Wbrew pozorom, to nie jest w jego stylu zostawiać kogoś w takiej sytuacji — dodał Kamil.
Poczułam, jak Paweł objął mnie czule, po czy powiedział do kumpli:
— Jedźcie do niego i opowiedzcie mu, co się tutaj stało. Spróbujcie zaaranżować spotkanie z nim i z Dawidem na juto. Ja zostanę tutaj z Hanną.
Po minach Mirona i Kamila widać było, że nie są zachwyceni tym pomysłem, ale nic nie odpowiedzieli. Tak naprawdę nie tylko oni byli zdziwieni tą informacją. Paweł nawet się mnie nie zapytał, czy zgadzam się, by został u mnie na noc. Podświadomie jednak cieszyłam się. Bardzo nie chciałam być teraz sama. Kazimierz mógł w każdej chwili wrócić.
Gdy Miron i Kamil wyszli, Paweł zaczął tłumaczyć swoje zachowanie:
— Wiem i przepraszam, że nie zapytałem ciebie o zdanie, ale nie zamierzam zostawić cię samej. Wiec albo zostanę w mieszkaniu, albo będę całą noc stał pod blokiem i cię pilnował.
— Tak, jak to robiłeś wczoraj?
Byłam mu bardzo wdzięczna, że pilnował mnie wczoraj i za jego dzisiejsze szybkie przybycie do mnie. Nie musiał przecież tego robić. Widziałam jednak po nim, że obwiniał się, że nie było go blisko mnie, gdy Kazimierz z koleżanką przyszli pod moje drzwi. Widziałam, że gryzło go to, że nie sprzeciwił się Patrykowi. Niepotrzebnie się jednak tak obwiniał.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu Pawła. Dyskretnie spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam, że dzwoni Tomasz.
— Wściekł się, gdy się dowiedział o Kazimierzu. Bardzo chciał przyjechać razem z nami, ale Patryk mu zabronił.
Gdy Paweł rozmawiał przez telefon, ja skierowałam się, by pościelić mu łóżko w pokoju gościnnym. Słyszałam w tym czasie każde słowo ich rozmowy. Nawet nie musiałam podsłuchiwać.
— Wszystko w porządku. Gdy przyjechaliśmy, już nikogo nie było. Odesłałem Mirona i Kamila. Opowiedzą mu, jak wygląda sytuacja… Spokojnie, nic nie przegapiłeś. I tak byś nie miał tu nic do roboty. Jutro przywiozę ją i porozmawiamy z Dawidem. Na razie!
Gdy skończył, weszłam z powrotem do salonu. Paweł spojrzał na mnie, jakby chciał o coś zapytać.
— Pościeliłam ci już łóżko w pokoju gościnnym. Mam nadzieję, że będzie ci wygodnie. Chociaż tak mogę ci się odwdzięczyć za twoją pomoc.
— Nie chciałbym ci jednak robić problemu. Wszystko mi przypomina ciebie…
— Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytałam zmieszana, a on przerwał mi, zanim zaczęłam zadawać dalsze pytania.
— Powiem tylko tyle, że twój widok mnie prowokuje, a każdy kąt tutaj nasila myśli o tobie. Uwierz mi, nie chciałabyś mnie tak pobudzonego w swoim mieszkaniu. Najlepiej, jakbym trzymał się w tej sytuacji jak najdalej, ale nie potrafię tego zostawić. Muszę cię pilnować.
Czy to miało oznaczać, że mu się podobam? Jak mam to rozumieć? Czy może to ja jakoś opacznie to zinterpretowałam?
— Czy ty mógłbyś mnie jakoś skrzywdzić?
— Ciebie nigdy — powiedział z lekkim uśmiechem. — Czuję potrzebę chronienia cię, a nie krzywdzenia, więc nie masz czego się obawiać. Nie jestem tak krystaliczny, jak mogło się wydawać na początku. Żyję jakby trochę w dwóch światach i wciągnąłem cię w to, chociaż nie było to zamierzone. Wiem, że byłoby mi łatwiej być teraz u siebie, ale tu będę mieć czas na szybszą reakcję.
— To zostań. Tak będzie najbezpieczniej. — Powiedziałam ze szczerą nadzieją, że rzeczywiście będzie bezpieczniej. Jestem i tak już głęboko w tym bagnie. Już chyba gorzej być nie może. Niczego nie byłam pewna, ale jednocześnie nie chciałam utrudniać mu nocy. W końcu robił to dla mojego dobra. Chociaż tyle mogę ja zrobić dla niego.
Rozeszliśmy się do swoich pokojów. Przed nami była długa noc.
***********
Długo siedziałam na łóżku zestresowana i nie pomagała mi nawet myśl, że Paweł jest w pokoju obok. Ciągle czułam w sobie paraliżujący lęk. Każda sekunda była dla mnie jak wieczność.
Nie wytrzymała. Wychyliłam się ze swojego pokoju i zobaczyłam Pawła bez koszulki. Ale boskie ciało! — pomyślałam. Przede mną stał facet marzenie — inteligentny, przystojny, do tego tak magnetyzujący. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jego szerokie ramiona wywoływały we mnie przyjemne dreszcze. Miałam ochotę się w nie wtulić. Czułam, jak przyciąga mnie całym sobą. Paweł zauważył, że się mu przyglądam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam się skołowana. Powoli podeszłam do niego. Był ode mnie sporo wyższy, co również dodawało mu uroku. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Nie wiem czemu, ale odruchowo podałam mu swoją dłoń, a on w odpowiedzi złapał ją.
— Dobranoc. Śpij dobrze. — Powiedziałam, po czym wróciłam do siebie i momentalnie usnęłam bez myślenia o problemach. W głowie miałam tylko Pawła i jego wewnętrzny magnetyzm.
***********
Gdy obudziłam się rano, Pawła nie było. Wstałam z łóżka kompletnie zmieszana. Nie wiedziałam, co myśleć. Powinnam się ogarnąć, wyglądałam jak chodzący trup, ale nie miałam do tego głowy. Poza tym, jeśli mielibyśmy kiedykolwiek być razem, to nie mógł bać się mojego prawdziwego wyglądu.
Zajrzałam do kuchni. Zastałam tam Pawła robiącego śniadanie. Był w samych bokserkach.
— Dzień dobry. Już wstałeś? Dlaczego mnie nie obudziłeś?
Odwrócił się, a mnie przeszły ciarki po plecach z podniecenia. Lepiej, by nie wiedział, jakie nieprzyzwoite myśli krążyły mi w tamtym momencie po głowie. Miałam ochotę podejść, przytulić się do niego i poczuć jego ciepło.
— Cześć. Nie chciałem cię budzić, tak uroczo spałaś. Właśnie robię dla nas śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz naleśniki — uśmiechnął się, po czym podał mi talerz. — Nie martw się, zaraz się ubiorę — dodał widzą, jak na niego patrzę.
Tak jak powiedział, od razu chwycił za swoje ubrania i zaczął je zakładać. Miałam ochotę, by się nie ubierał, ale nie mogłam tego powiedzieć na głos, wygłupiłabym się tylko!
— Spokojnie, wyglądasz przeuroczo w tym stroju. Zresztą, jak zawsze…
Paweł uśmiechnął się i podziękował za komplement.
Jego naleśniki okazały się przepyszne — najlepsze, jakie w życiu jadłam! Chcąc w jakikolwiek sposób podziękować mu za tak miły gest, zagadałam:
— Było mi naprawdę miło, że zostałeś ze mną na noc. Spałam bardzo spokojnie. Czułam się bezpiecznie, jak jeszcze nigdy.
— Nie ma za co, zależy mi, byś była bezpieczna… — odparł z lekkim uśmiechem. — Byś czuła się bezpiecznie przy mnie… Byś czuła, że nic ci przy mnie nie grozi… Jesteś taka… — zawahał się i urwał.
— Opowiesz mi coś o tym człowieku, który miał mnie „sprawdzać”? Chyba go dobrze znasz? — zmieniłam temat tej niezręcznej dla niego rozmowy.
— Dawid jest „wolnym strzelcem”. Raczej nie należy do żadnej grupy. Poznaliśmy go tak naprawdę przypadkowo, gdy Patryk zlecił nam jedno z zadań. Od tamtej pory niejednokrotnie nam pomagał. Nawet trochę się zaprzyjaźniliśmy. Żyje na swoich zasadach i nie uznaje nieczystej gry. Nigdy nikogo nie zmusza do niczego, a tym bardziej kobiety. Nie dotknąłby jej bez zgody. W pewnym sensie jest trochę podobny do ciebie, nie ulega wpływom innych. Jest jak kot, który chodzi swoimi ścieżkami.
— Ja nie uważam się za indywidualistkę. Jestem raczej spokojną, szarą myszką. — Powiedziałam lekko zaskoczona.
— To nieprawda. Zawsze chodzisz swoimi ścieżkami. Nie posłuchałaś się naszego szefa, mimo iż domyślałaś się, że może to nie być dla ciebie dobra decyzja. Nie lubisz się podporządkowywać nikomu. Tak naprawdę jesteś indywidualistką — powiedział z lekkim uśmiechem. — My bardzo zwracamy na to uwagę. Patryk powiedziałby ci dokładnie to samo.
— Taa.., Patryk na pewno się ucieszy, że znowu będzie się musiał ze mną użerać, sama przyjemność! — odparłam z ironią.
Paweł uśmiechnął się. Na moje pytanie, czy z Dawidem umówimy się w nocy, by nikt nas nie zobaczył, odparł, że nie ma takiej potrzeby. Dodał, że najprawdopodobniej Dawid jest już u Patryka, więc spotkanie jest możliwe szybciej, niż bym się mogła spodziewać.
Gdy zjedliśmy śniadanie, zorientowałam się, że przecież muszę biec do pracy, bo klienci czekają. Oczywiście nie mogłam się tam dziś pojawić ze względu na umówione spotkanie z Dawidem i Patrykiem. Ale co miałam powiedzieć? Że nie przyjdę, bo jadę z przystojnym mężczyzną poznać drugiego tajemniczego mężczyznę? Nikt by mi w to nie uwierzył! Powiedziałam, że się nagle rozchorowałam. Nie popierałam kłamstwa, ale w tym przypadku, to była siła wyższa, musiałam skłamać.
Przed wyjściem Paweł poinformował mnie, że powinnam na wszelki wypadek spakować się, jakbym jechała na dłuższy wyjazd. Nie mogliśmy mieć pewności, jaką decyzję podejmie Patryk. Nie mogliśmy mieć też pewności, co powie Dawid. Istniało prawdopodobieństwo, że kazaliby mi zostać dłużej pod ich ciągłą obserwacją dla mojego bezpieczeństwa.
Gdy Paweł siedział w skupieniu na kanapie, ja rozmyślałam, co mam wziąć i na ile czasu. Miałam odczucie, że kątem oka cały czas mnie obserwował. Jego spojrzenia wywoływały we mnie dreszcze — bardzo przyjemne dreszcze!
Spakowałam się w miarę szybko i przed południem byłam już gotowa na wyjazd. Wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Na dworze była lekka mżawka, a we mnie narastały coraz większe lęki przed spotkaniem z Dawidem.6
Nie minęło kilka dni od mojej ostatniej wizyty w domu ich szefa. Niczym déjà vu Patryk powitał mnie stanowczym, lecz spokojnym głosem. Nie spodziewałam się, że przywita mnie przyjaźnie, zwłaszcza po moim ostatnim buncie. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego on mnie nie lubił od samego początku.
W domu była obecna Gabrysia. Od razu zagadnęła do mnie mówiąc, że miała rację, gdy odwożąc mnie stwierdziła, że „oni nie dadzą mi spokoju”. Była tam też Tamara. Ta jednak próbowała mnie ignorować i ukryła się w głębi domu. Za to męska część towarzystwa została w salonie.
Nakazali mi, bym usiadła, po czym Paweł i Patryk poszli poszukiwać Dawida. Gdy wyszli, chłopaki zapytali o moje samopoczucie po ostatnim zdarzeniu. Podziękowałam, że się tak o mnie troszczą, ale nie chciałam im opowiadać o swoich emocjach po wizycie Kazimierza i Zuzy. Tylko Tomasz kolejny raz stał w milczeniu pod ścianą.
Dość szybko omówiliśmy wczorajsze zajście i przeszliśmy do kolejnych kwestii. Rozmowa szła dość gładko, nawet nie wiem, kiedy się tak rozgadałam. W pewnym momencie do pokoju wszedł Paweł z Dawidem.
— Cześć Hanno, miło mi cię poznać. Jestem Dawid — powiedział, po czym podał mi dłoń.