Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wysłuchajcie mnie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 września 2026
Audiobook
49,99 zł
4184 pkt
punktów Virtualo

Wysłuchajcie mnie - ebook

Liza Minnelli, ikona kina i Broadwayu, aktorka, piosenkarka i tancerka, dzieli się z nami inspirującą opowieścią – o wychodzeniu z cienia legendarnych rodziców, zwycięskiej walce z własnymi demonami, a także o cenie, jaką płaci się za talent. Chociaż jej droga do sukcesu nie była usłana różami, stała się artystką jedyną w swoim rodzaju. Do tej pory zawsze opowiadali o niej inni. Jej triumfy i tragedie wciąż trafiają na pierwsze strony gazet, a fakty nagina się tak, by sprzedać jak najwięcej egzemplarzy kolorowych pism. „Za mną już prawie osiemdziesiąt lat życia, pełnego ciosów, spektakularnych upadków i ekscesów. Najwyższy czas opowiedzieć o mojej drodze do trzeźwości” – pisze Liza Minelli.

„Wysłuchajcie mnie” po raz pierwszy odsłania intymną prawdę o jedynym dziecku hollywoodzkich legend – Vincente’a Minnellego i Judy Garland. Oto Liza z bliska: surowa, silna, seksowna, przezabawna – a zarazem rozdzierająco krucha. Jako szesnastolatka postanowiła, że będzie dawać ludziom radość. Jednak kryją za tym zmagania z nadużywaniem substancji psychoaktywnych (które – jak sama pisze – odziedziczyła po matce), nieudanymi małżeństwami, poronieniami i hospitalizacjami. Poznajemy jej wzloty i upadki, spektakularne sukcesy artystyczne, którym towarzyszył nieustanny lęk oraz groźba finansowej ruiny. A w tym wszystkim najważniejsza jest zdolność Lizy do miłości – zarówno do obdarzania nią innych, jak i jej przyjmowania.

Liza otwiera przed nami serce, dzieląc się najskrytszymi sekretami. „Czas powiedzieć prawdę – pisze – która pomoże potrzebującym się leczyć, krok za krokiem, dzień po dniu”.

Liza Minnelli – słynna amerykańska aktorka, piosenkarka, tancerka i choreografka, córka aktorki i piosenkarki Judy Garland oraz reżysera Vincente’a Minnellego, urodziła się w Los Angeles w 1946 roku. W wieku piętnastu lat przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie rozpoczęła karierę jako aktorka teatru muzycznego, artystka klubów nocnych i piosenkarka. W 1965 roku została najmłodszą w historii laureatką nagrody Tony dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej w musicalu (ten rekord należy do niej do dziś) oraz w 1990 roku najmłodszą laureatką EGOT (nagród: Emmy, Grammy, Oscara i Tony). W 1973 roku zdobyła Oscara za rolę w filmie „Kabaret”.

Michael Feinstein jest bliskim przyjacielem Lizy i jednym z najbardziej cenionych artystów w świecie rozrywki, laureatem Tony, nominowanym do Emmy i pięciokrotnie do Grammy. Jego koncerty, nagrania, a także filmy, broadwayowskie spektakle i telewizyjne programy muzyczne zapewniły mu stałe miejsce w historii show-biznesu.

Josh Getlin to bestsellerowy autor i były szef nowojorskiego biura „Los Angeles Times”, gdzie przez trzydzieści lat zajmował się tematyką kultury i rozrywki.

Heidi Evans jest laureatką Nagrody Pulitzera oraz George Polk Award za pracę dla „New York Daily News”, gdzie pracowała przez ponad dwie dekady. Wcześniej była reporterką w „Los Angeles Times” oraz w „Wall Street Journal”.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8444-708-6
Rozmiar pliku: 6,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PANIE I PANOWIE: LIZA MINNELLI

Michael Feinstein

Czasami trudno pojąć, jak wiele Liza znaczy dla ludzi. Wpłynęła na życie milionów – głęboko, prawdziwie, bardzo osobiście. Już sama wzmianka o niej potrafi wzruszyć, jakby chodziło o postać niemal mityczną. Rozmach jej kariery stawia ją wśród gwiazd, które nigdy nie zgasną, i nikt nie ma co do tego wątpliwości. Może poza nią samą.

Ta książka rodziła się w bólach. Nie chodzi o zbieranie materiałów, lecz niebywałą skrytość Lizy, która nie ujawnia wiele na swój temat – mimo otwartości na scenie i ekscentrycznego stylu, mimo że wszystkim się zdaje, że ją znają i mówią o niej po imieniu jak o przyjaciółce. Gdy ktoś rodzi się w blasku fleszy, tak jak ona – córka Judy Garland i Vincente’a Minnellego – wścibskie oczy towarzyszą mu na każdym kroku. Tak wygląda codzienność gwiazdy.

Ironia polega na tym, że choć na scenie daje z siebie wszystko i wszystkim się dzieli (a Bóg jeden wie, że naprawdę tak jest), druga twarz Lizy pozostaje starannie ukryta. To z pewnością zrozumiałe, bo uczyła się od najlepszych, jak zachować równowagę między życiem prywatnym a show-biznesem. Dlatego zawsze była ostrożna wobec dziennikarzy, a przy tym intuicyjnie wiedziała, jak dawać im to, czego chcą – sprawiać wrażenie otwartej, bez odsłaniania tego, co nie powinno ich obchodzić. Liza jest geniuszem manipulacji, co być może stanowi cechę wspólną wielkich artystów. Powiedziała kiedyś: „Gdy zamiast o twojej twórczości zaczynają pisać o twoim życiu prywatnym, przekraczasz granicę, zza której nie ma już powrotu”. Ale właściwie kiedy nie pisali o jej życiu prywatnym?

Liza na trwałe zakorzeniła się w świadomości społecznej, podczas gdy inni mogą jedynie marzyć o takiej pozycji. Wciąż pozostaje na fali, nawet jeśli od lat nie wystąpiła w filmie, nie nagrała nowej płyty ani nie koncertowała. Czasem ma się wrażenie, że wszyscy chcą uszczknąć z niej coś dla siebie. Towarzyszyłem jej, gdy niechcący przyćmiła premierę pewnej sztuki teatralnej – przechodziliśmy akurat Czterdziestą Drugą Ulicą, gdy paparazzi ją zauważyli i puścili się za nią w pogoń, ignorując liczne gwiazdy na czerwonym dywanie. Uznali ją widać za bardziej łakomy kąsek.

Innym razem zaproponowałem kino, do którego mogłaby pójść incognito. „Żartujesz? – odpowiedziała. – To tak, jakbyś poszedł ze Statuą Wolności”.

Zatem wie, a zarazem nie wie. W parze z niedorzecznym poziomem sławy idzie prosta, spokojniejsza codzienność, kiedy Liza zastanawia się, co osiągnęła, i często ma poczucie, że nie ma tego zbyt wiele. Może to naturalne i zdrowe. Jest w niej rozbrajająca normalność, która nie współgra z aurą supergwiazdy. Chyba że ją zdenerwujesz – wtedy uważaj! Liza jest Włoszką i lepiej o tym pamiętaj. A potem ugotuje jedną ze swoich ulubionych potraw i wszystko zostanie wybaczone.

Jako fenomen kulturowy jest wszechobecna niczym Zelig – jej ścieżki przeplatają się ze ścieżkami innych kultowych postaci, niekiedy w kluczowych momentach historii współczesnej. Wzmianki o niej znajdują się we wszystkich możliwych środkach przekazu: artykułach, książkach, pracach dyplomowych, na forach internetowych, długo by wymieniać… i każdy ma swoje zdanie. Ludzie, którzy wiedzą o naszej zażyłości, pytają mnie często ściszonym, niemal konspiracyjnym tonem: „Jak tam Liza?”. Nie wiem, co spodziewają się usłyszeć, ale liczą na poufne informacje. Fascynacja jej osobą – i stawiane jej oczekiwania – to część zawodu. Przeważnie jest zadowolona ze swojego życia i bierze je na luzie. Zawsze tworzy, zawsze wychodzi poza ramy oszałamiającymi pomysłami, które od początku stanowią źródło jej geniuszu. Tak jest nieustannie. Pomysły są różne, czasem szalone, lecz bez względu na rozmach planu Liza niezawodnie nadaje mu realne kształty. Dzieciństwo w wytwórni MGM popłaca.

Jej wizerunek w popkulturze jest fascynujący i często zróżnicowany, w zależności od perspektywy tego, kto składa jej hołdy. „Liza gasi lampę” (Liza Turns Off a Lamp), skecz Kristen Wiig dla Saturday Night Live, bawi wielu do łez, i w porządku… ale dla mnie nie ma w nim nic zabawnego, gdyż nie widzę w nim prawdziwej Lizy, którą znam, a jedynie karykaturę jej postaci. Liza musi akceptować takie rzeczy i się z nimi godzić, i na ogół to czyni. W końcu widziała to na przykładzie matki, nim zaczęło dotykać ją samą, lecz niełatwo oglądać siebie graną przez kogoś innego i nie mieć nad tym żadnej kontroli. I nie dostawać za to ani centa. Kochała Petera Allena, ale trzymała się z dala od The Boy from Oz, broadwayowskiego musicalu o jego życiu. Kiedyś zapytałem Lizę o zdanie na temat aktorki, która grała ją w czymś innym. „Ma za duży tyłek”, stwierdziła tylko. Priorytety. Jej liczne naśladowczynie piszą list miłosny, ilekroć przyklejają sobie rzęsy Sally Bowles, nie licząc garstki tych, które robią to złośliwie, co rani jej uczucia. Wiedziałem, że będzie miała problem z serialem Halston, przedstawiono ją bowiem w krzywym zwierciadle pod istotnymi dla niej względami. Ewan McGregor wlał w tę rolę serce i duszę, i Liza chętnie się z nim spotkała na rozmowę o Halstonie, więc nie o to chodziło. Poszło o scenariusz. Dla przykładu: w pierwszym odcinku widzimy Lizę występującą w tercecie w małym klubie, w komicznie niekorzystnym kostiumie, jakby nie miała żadnego wyczucia stylu. Halston siedzi na widowni, poznają się i zostaje jej modowym guru – radykalnie zmieniając jej image i stając się częścią ekipy, która stworzyła jej firmowy wizerunek. Wcale tak nie było. Prawda wygląda tak, że kiedy się spotkali, Liza miała już za sobą występ w telewizji oraz w Persian Room w hotelu Plaza i grała w nocnych klubach w całym kraju, a nawet w Paryżu. Wiedziałem, że wkurzy ją tak prześmiewczy obraz własnej osoby, ponieważ od początku kariery nosiła piękne ubrania, nawet gdy nie wypracowała sobie jeszcze indywidualnego stylu. W istocie przedstawiła ich Kay Thompson, gdy Lizę urzekła suknia na manekinie w Bloomingdale’s i wspomniała o tym Kay, która znała projektanta. Po kilku dniach zabrała Lizę na spotkanie z człowiekiem, którego Minnelli nazywała później „H”.

I tak to wyglądało, raz za razem, portret za portretem, bez związku z rzeczywistością i szansy na sprostowanie. Latami proszono Lizę o napisanie książki. Pieniądze nie miały znaczenia (nawet kiedy miały). Chodziło o prywatność i zachowanie pewnych spraw tylko dla siebie. Zrozumiała jednak, że jeśli nie przedstawi własnej wersji, pozostanie tylko cudza wersja. Stworzenie autobiografii wymagało niesłychanej odwagi i zaufania, i jestem pod wrażeniem zarówno jej osiągnięć, jak i drogi, którą w tym celu pokonała.

Poznaliśmy się ponad czterdzieści lat temu. To była szaleńcza jazda, gdyż zmieniła moje życie nie do poznania i brak mi słów, aby jej za to podziękować. Zawsze była promotorką talentów. Pomogła w karierze wielu osobom. Przekonała ojca, aby obsadził w swym kolejnym filmie George’a Hamiltona, torując mu tym samym drogę do gwiazdorstwa. Wystąpiła tam również wspaniała piosenkarka Leslie Uggams, ponieważ Liza uwielbiała jej śpiew i namówiła ojca, aby uwzględnił ją w scenie w nocnym klubie w Dwóch tygodniach w innym mieście. Randy Newman został odkryty przez Lizę na początku kariery, lansowała go, gdzie tylko mogła. Długo by wymieniać. Zawsze używała swoich wpływów, aby pomagać innym. Mnie też pomogła.

Jeszcze zanim się poznaliśmy, miałem poczucie, że jest moją daleką kuzynką, gdyż przyjaźniłem się już z jej ojcem, bliskim przyjacielem Iry i Lee Gershwinów, dla których pracowałem. Często spotykałem Vincente’a, który dużo o niej mówił. Kiedy wreszcie nawiązaliśmy bliższą znajomość na imprezie bożonarodzeniowej u jej ojca (gdzie grałem na fortepianie), oznajmiła mi, że od teraz jesteśmy jak bliźnięta syjamskie. Nie wierzyłem jej, ale mówiła prawdę. Moje życie zmieniło się nie do poznania i nie wyobrażam go sobie bez niej. Od początku dawała wyraz swojej przyjaźni: zorganizowała wielkie przyjęcie, aby rozkręcić moją karierę, i przedstawiała mnie ludziom na prawo i lewo, opowiadając im, jaki to jestem świetny. Kiedy podczas nagrywania wczesnego albumu poprosiłem ją o duet, przyleciała na jeden dzień z Rzymu, żeby nagrać wokal, i zaraz odleciała z powrotem! Jej prezenty świąteczne nigdy nie są banalne, lecz zawsze przemyślane i wyjątkowe.

Liza ma wielkie serce i wszystkim okazuje szacunek, zna się na ludziach i rozumie ludzką naturę we wszystkich jej niedoskonałych przejawach. Patrzy człowiekowi w oczy i potrafi go przejrzeć na wylot, kierując się wyostrzoną intuicją. Zawsze znajduje odpowiednie słowo i wie, kiedy mi źle, po samym dźwięku mojego głosu. Jest psychoterapeutką – naprawia ludzi, serio – i umie rozładować atmosferę swoim pragmatyzmem, pokazując, że takt i zrozumienie to niezawodny sposób rozwiązywania problemów. Nie zliczę, ile razy pytałem ją o zdanie na jakiś temat, bo nie owija w bawełnę i od razu przechodzi do sedna. Nigdy nie ujęła tego wprost, ale jej podejście do innych świadczy o przekonaniu, że wszyscy jesteśmy tacy sami, bez względu na to, jak się ubieramy i wyglądamy. Ma silne poczucie wspólnoty i zawsze wie, co powiedzieć, aby ludzie się lepiej poczuli. W takich chwilach jest mi najbliższa. Dzięki niej robię rzeczy, na które sam nigdy bym się nie zdobył; pokazała mi, że strach można rozproszyć czynem i wiarą we własne siły – bo strach to jej nieodłączny towarzysz i mierzy się z nim całe życie, być może po to, aby świecić przykładem.

Mimo upływu lat jej bliskość nadal przyprawia mnie o dreszczyk emocji, bo wciąż zaskakuje swoim spojrzeniem na życie i nigdy nie wiem, czego się spodziewać. Kieruje się mądrością i pragmatyzmem i nie może przeboleć, że za sprawą jej charyzmy scenicznej oraz medialnego wizerunku nieco szurniętej niektórzy (pochopnie) uważają ją za powierzchowną. „Powiedz ludziom, jaka byłam zabawna”, mówi, gdy śmieję się z jej żartu, a kiedy chwalę jej mądrość, okazuje szczere zdziwienie. Ale w chwilach największego opanowania bywa niczym mistrz zen. Wiem, co mówię, bo zna się na tym jak nikt. Czy byłaby tak szczera na scenie bez dogłębnej autorefleksji? Nerwy skrywają opokę pewności siebie, i może te dwie strony czasem ze sobą wojują, lecz koniec końców prawdziwsza zawsze bierze górę. Publiczny wizerunek Lizy nie uwzględnia jej zniuansowanej wizji życia i miłości, ale prywatność zawsze była prywatnością. To dla niej wielki krok, opowiedzieć tyle o sobie i uchylić rąbka tajemnicy, lecz w miarę upływu lat ukształtowała swój pogląd na to, co chciałaby ujawnić.

W muzyce posiada niebywałą zdolność wychwytywania dźwięków, które umykają innym. Podczas jednej z prób swojego zespołu usłyszała niewłaściwą nutę w utworze granym po raz pierwszy. Aranżer i dyrygent przekonywali, że wszystko jest w porządku, ale Liza się uparła. Okazało się, że miała rację. Co za ucho! Słyszy w głowie całe aranżacje, spontanicznie wpada na genialne pomysły, po czym realizuje je ze swoją oddaną ekipą. Dzięki niej poznałem wiele sztuczek. Nauczyła mnie tajników kompozycji, tworzenia elementu zaskoczenia w finale utworu, wzbudzania uczuć, nadawania tekstowi świeżości, swobodnego poruszania się na scenie (po dziesięciu latach mojej kariery muzycznej!) i traktowania słuchaczy jak swoich bliskich, dzielenia się z nimi muzyką zamiast samego im śpiewania. Jest niezrównaną nauczycielką, gdyż uwielbia dzielić się swoją sztuką i dodawać innym otuchy. Bóg jeden wie, ile razy podniosła mnie na duchu i nadal podnosi. Najbardziej lubi siedzieć przy fortepianie i śpiewać bądź uczyć się nowej piosenki, którą minnellizuje. Wciąż nie brak jej inwencji i uwielbia wymyślać kolejne niespodzianki dla wielbicieli.

Życie Lizy jest pełne przyjaźni, śmiechu i emocji, bo ona właśnie tak postrzega świat. Poczucie humoru z pewnością pozwoliło jej przetrwać trudne chwile, co uważa za zasługę swoich rodziców. Nauczyła mnie nie traktować wszystkiego zbyt poważnie, niestrudzenie brnąć naprzód i nigdy nie wątpić w siebie. Zaraziła mnie tą filozofią, dzięki niej odnalazłem lekkość i spełnienie. Jak mogę się za to odwdzięczyć? Mam nadzieję, że przekazując jej pozytywną energię i czyniąc dobro za sprawą sztuki, ale również na mniejsze, ludzkie sposoby, tak jak ona. Liza żyje każdą chwilą, bo każda chwila ma dla niej znaczenie, czym dzieli się z wami w niniejszej książce. Obyście doświadczyli jej niezwykłej aury, ponieważ można się wiele nauczyć z tego, jak czerpie z życia i pokonuje kolejne przeszkody, których los jej nie szczędził. Nadal tu jest i niejednym nas jeszcze zaskoczy.

Wypijmy za radosny kabaret życia widziany oczami mojej przyjaciółki Lizy!PROLOG

Wysokie i niskie tony

Wyobraźcie sobie następującą scenę: mam dziewiętnaście lat i siedzę w sali balowej nowojorskiego hotelu Astor w najważniejszy wieczór dla Broadwayu. Ogłaszają laureatów Nagrody Tony i nie mogę uwierzyć w to, co się właśnie stało. Bert Lahr, Tchórzliwy Lew mamy z Czarnoksiężnika z Oz, wyczytał moje nazwisko. Zdobyłam Nagrodę Tony dla najlepszej aktorki w musicalu. Jestem córką Doroty, najmłodszą osobą, która dostąpiła tego zaszczytu.

Niesamowite, co chodzi człowiekowi po głowie w takiej chwili. Nie wiecie, ile to dla mnie znaczy, bo dokonałam tego własnymi siłami. Zawsze będę córką Judy Garland i Vincente’a Minnellego, i jestem z tego cholernie dumna. Mama jest jedną z najbardziej cenionych, kochanych i kultowych artystek na świecie. Papa to nowatorski reżyser, który zmienił oblicze kina. (Zwykle nazywam go „tatusiem”, ale w tej książce będzie papą). Może i pracował za kamerą, ale on też mnie ukształtował. Jak to mawiają młodzi, byłam „OG nepo baby”. Dziś przynajmniej mam własną tożsamość.

Brawa się wzmagają, gdy z mętlikiem w głowie wybiegam na scenę. Słyszę w myślach słowa A Quiet Thing, pięknego utworu, który śpiewam co wieczór jako odtwórczyni głównej roli w spektaklu Flora the Red Menace. Do dziś to moja ulubiona piosenka.

Kiedy nadchodzi dzień,

Gdy spełnia się twój sen,

Wszystko spowija cisza,

Cisza jak makiem zasiał.

Szczęście przychodzi nad ranem,

Nie czeka na wezwanie.

Szczęście nie krzyczy z afisza,

Ono jest tam, gdzie jest cisza.

Pokrótce dziękuję osobom, które mi to umożliwiły – kompozytorowi Johnowi Kanderowi, autorowi tekstu Fredowi Ebbowi, producentowi Halowi Prince’owi, reżyserowi George’owi Abbottowi i Bobowi Dishy’emu, odtwórcy głównej roli męskiej. Ślę zarazem wiadomość tym, którzy mówili, że nigdy nie dorównam mamie. A kto mógłby jej, do cholery, dorównać? W ten niesamowity wieczór moja przyszłość maluje się w radosnych barwach. I mimo lęku, że wszystko może zostać mi odebrane w jednej chwili, naprawdę chcę w nią wierzyć.

Nie mogę się doczekać, kiedy zadzwonię do papy do LA, bo wywodzi się z magicznego świata teatru. W tamtych czasach nie mieliśmy komórek, więc wrzucam monety do automatu w holu i dzwonię z urządzenia, którego wielu z was nie widziało na oczy. Nazywaliśmy je budką telefoniczną. Dzieci, jeśli nie wiecie, co to jest budka telefoniczna, sprawdźcie w internecie.

Myślę również o mamie, do niej też zadzwonię. Wiem, że będzie zachwycona, choć nie dawała mi szans na wygraną. Zanim ją osądzicie – ja to rozumiem. To nie był dla niej łatwy wieczór. Życie mamy nie zawsze było beczką śmiechu, mimo jej niezrównanego poczucia humoru. Spędza ten wieczór w kalifornijskim szpitalu z powodu „reakcji alergicznej” na koktajl przepisywanych jej leków. (Rano miałam do niej lecieć, ale mama wypisze się ze szpitala i poleci do Las Vegas na występ w Thunderbird Hotel). Zapewnia, że czuje się sto razy lepiej.

Szpitale to jej codzienność. Jest jak nasza ukochana przyjaciółka rodziny, Elizabeth Taylor. Szpitale są dla nich drugim domem.

Prawda jest taka, że mama zawsze chciała zagrać główną rolę w przedstawieniu na Broadwayu, ale nigdy nie miała okazji. Dlatego moją radość mąci jej rozczarowanie, jej niespełnione ambicje. Ja, nastolatka, dokonałam tego, co jej się nie udało. Gdy wreszcie podnosi słuchawkę, jest czuła i serdeczna.

Mawiam, że motywację mam po mamie, a marzenia po papie. Ich talenty połączyły się tego wspaniałego wieczoru. Zawsze rozpiera mnie duma, że jestem ich córką, a dziś nareszcie duma rozpiera mnie także z tego powodu, że jestem mną. Za sprawą Nagrody Tony zyskałam coś, czego nikt mi nie odbierze. Nad moją głową rozpościera się błękitne niebo.

No bo cóż mogłoby pójść nie tak?

Hm, człowiek dorasta i nabiera rozumu, więc lepiej nie zadawać tego pytania! Przecież nie mogę wiedzieć, że wraz z nagrodą otrzymuję cały bagaż dorosłości. Owszem, kolejne lata będą magiczne. Dostanę jeszcze trzy nagrody Tony i dwie nominacje do Oscara, którego mi wręczą za główną rolę w Kabarecie. Zdobędę Emmy za Liza with a Z i Nagrodę Grammy Legend, dzięki czemu w 1990 roku zostanę najmłodszą laureatką EGOT (Emmy, Grammy, Oscar i Tony) w historii. Odniosę ogromny sukces, robiąc to, co kocham. I poznam fascynujących ludzi.

Ale to jedynie część mojej opowieści.

Tamtego wieczoru w Nowym Jorku, ponad sześćdziesiąt lat temu, nie mogłam wiedzieć, że zaledwie czterdzieści osiem miesięcy później moja matka umrze w wyniku nieumyślnego przedawkowania leków… że będę kilkadziesiąt lat wypruwać sobie żyły, aby utrzymać zarówno rodzinę, jak też oszustów i naciągaczy, gotowych oskubać mnie z pieniędzy do ostatniego centa… że któregoś dnia, pijana i naćpana, stracę przytomność na ulicy w drodze do mojego pięknego mieszkania przy Upper East Side.

To się naprawdę wydarzyło. Ludzie, którzy tamtego październikowego dnia w 2003 roku przechodzili nade mną i pędzili dalej Lexington Avenue, mieli w nosie, kto leży na chodniku. Chciałabym móc wam powiedzieć, że to był jedyny raz, kiedy urwał mi się film. Bardzo bym chciała. Wiem tylko, że ilekroć upadałam, zawsze się podnosiłam. I dlatego nadal tu jestem.

Któż mógł wiedzieć, że po latach wykryją u mnie zapalenie mózgu? Jego powodem może być ugryzienie komara. A także nadużywanie leków, jak w moim przypadku. Można zapaść w śpiączkę, no i oczywiście umrzeć. Lekarze mówili, że nie będę chodzić ani śpiewać. Dziennikarze pisali mi nekrolog. Nie znali jednak mojej motywacji i nie żyli moimi marzeniami.

W końcu wyszłam z tego koszmaru. I teraz, kiedy to piszę, od jedenastu lat żyję w trzeźwości. To moje największe osobiste zwycięstwo. Ale uprzedzam: nie mówię o wielkim zwycięstwie nad uzależnieniem. Osoba uzależniona zawsze jest na odwyku albo umiera. Możesz zerwać z nałogiem, lecz on zostaje z tobą na zawsze, czyha na twoje potknięcie. Nigdy nie pozbywasz się go całkowicie.

Dla mnie i milionów innych ludzi nałóg jest chorobą. Czymś, co masz we krwi i nad czym nie panujesz, katastrofą odciśniętą w twoim DNA. Nie dotyczy to wszystkich uzależnionych, ale tak było ze mną. Po latach wreszcie to rozumiem. Przez całe dorosłe życie wojowałam z czymś, co dzisiaj nazywamy SUD, zaburzeniami związanymi z używaniem substancji psychoaktywnych. To choroba, stan spowodowany fizycznymi i psychicznymi predyspozycjami, które mogą prowadzić do nadużywania narkotyków i alkoholu. Odziedziczyłam go po mamie, podobnie jak moja siostra Lorna i mój brat Joey, a ona po swoich rodzicach. To nasze dziedzictwo, podobnie jak jej poczucie humoru.

Jak miliony osób dzień w dzień toczę walkę z tą chorobą. Nie wierzcie nikomu, kto twierdzi, że ją pokonał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bo nie pokonał. Nie może. Osoba uzależniona stale musi mieć się na baczności. W przeciwnym razie grozi jej nawrót.

To nieodłączna część mojego życia, tak jak bycie artystką. I nie jestem w tym odosobniona. Doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia są przerażające: blisko trzysta milionów ludzi między piętnastym a sześćdziesiątym rokiem życia stosuje substancje psychoaktywne, co prowadzi do prawie sześciuset tysięcy zgonów rocznie. Alkoholizm, również należący do tego rodzaju zaburzeń, niszczy prawie czterysta milionów osób rocznie. I ta liczba stale rośnie. Od początku pandemii COVID-19 ludzie coraz częściej sięgają po szkodliwe substancje – od opioidów po metamfetaminę.

Jeśli dotyczy to ciebie i nie poszukasz pomocy, zginiesz. To jeden z najważniejszych powodów, dla których dzielę się z wami moją historią. Mam osiemdziesiąt lat i wielkie szczęście, że żyję. Większość osób z SUD nie dożywa tego wieku. Ale dzięki opiece i leczeniu mamy szansę na przeżycie. Modlę się, aby moja historia ci pomogła, jeśli ty albo ktoś z twoich bliskich zmagacie się z tym podstępnym problemem1.

Tamtego pamiętnego wieczoru w 1965 roku nie było nikogo, kto by mi powiedział, że moje życie przez kolejne sześć dekad będzie niczym napisane dla mnie piękne piosenki: zlepkiem oszałamiających wzlotów i zatrważających upadków.

Mama i ja wybrałyśmy inne ścieżki w swojej twórczości. Ona w dużej mierze polegała na współczuciu. Dzięki niemu utrzymywała się na powierzchni, choć nie była postacią tragiczną, jak się powszechnie pisze. Mama była fantastyczna. Od słuchaczy domagała się miłości i wsparcia, niczym anioł o złamanych skrzydłach. I wszyscy ją za to kochali. Ale ja nigdy tego nie chciałam. Przychodzę do ludzi z całkiem innego miejsca. Jestem wesoła z natury i chcę zarażać radością i nadzieją. Chcę podnosić na duchu.

Nigdy nie śpiewam dla publiczności. Śpiewam dla was. I zwracając się do was, pytam – czy kiedykolwiek przeżyliście coś podobnego? To chwila głębokiego porozumienia. Chcę, żebyście pod koniec występu wiedzieli, że razem idziemy przez życie. Oto, jak nawiązuję kontakt.

Niniejsza książka to prawdziwa historia mojego dotychczasowego życia. Ale spokojnie – ma szczęśliwe zakończenie! Dziś jestem bezpieczna, mieszkam sobie beztrosko w Los Angeles. Po raz pierwszy nic mnie nie uwiera. Latami nie byłam zainteresowana powrotem do przeszłości. Mimo towarzyskiej natury strzegę swojej prywatności i mówiłam znajomym, że mogą o mnie napisać, jak umrę. Nie chciałam nawet, aby dużo osób przemawiało na moim pogrzebie, jeśli do niego dojdzie. Wystarczy, jeśli wspaniali muzycy i wokaliści zaśpiewają moje piosenki, które pokochaliście.

Teraz, na tych stronach, podzielę się z wami tym, co latami ukrywałam. Nie dla zarobku. W końcu osiągnęłam stabilność finansową, bardzo dziękuję! Nie, żeby wyrównać rachunki. Uznałam, że macie prawo usłyszeć prawdę. I macie prawo usłyszeć ją ode mnie, a pomoże mi ją opowiedzieć mój najlepszy przyjaciel.

Michael Feinstein to prawdziwa miłość mojego życia. Dzięki niemu osiągnęłam spokój, poczucie bezpieczeństwa i szczęście, jestem wolna od trosk, które niegdyś mnie nękały. Przyjaźnimy się od czterdziestu lat. Często się widujemy i prawie codziennie razem śpiewamy. Żartujemy, gawędzimy i odbywamy próby, ilekroć mamy ku temu okazję. Gadamy przez telefon, nawet kiedy jest w trasie koncertowej. Poprawka: nie tylko gadamy. Śmiejemy się do rozpuku.

Przerzucamy się żarcikami. Jedno kończy zdanie drugiego. Przy Michaelu zawsze jestem szczera i uśmiechnięta. Cholera, gdyby nie był gejem i nie miał męża, Terrence’a Flannery’ego, dobrego człowieka i biznesmena, jeszcze dziś bym za niego wyszła. (Kiedyś mnie to nie powstrzymywało). Michael pomógł mi stopniowo odbudować moje życie. Jeśli słuchacie audiobooka, usłyszycie nagrania naszych rozmów. Niektóre mogą nie nadawać się dla dziecięcych uszu. W Casa Minnelli bywa grubo. Cóż, tak wygląda życie w show-biznesie – przynajmniej moje. Życzę dobrej zabawy.

Michael był przy mnie w 2022 roku, gdy ktoś, komu niegdyś ufałam, kogo dopingowałam i uważałam za przyjaciela, pozbawił mnie godności i zaszkodził mi podczas ceremonii wręczania Oscarów. W dniu, gdy poproszono mnie o współwręczenie nagrody dla najlepszego filmu, dla upamiętnienia pięćdziesiątej rocznicy mojego ukochanego Kabaretu, na oczach milionów widzów. Opowiem wam, co naprawdę się wtedy wydarzyło.

Usłyszycie też z najlepszego źródła o moich czterech małżeństwach, które nie wytrzymały próby czasu – w tym z mężczyznami, o których homoseksualnej orientacji nie miałam pojęcia. Społeczność LGBTQ+ zawsze okazywała mi wielką życzliwość, dlatego na początku tych związków nie przywiązywałam do tego szczególnej wagi, liczyła się tylko miłość. Mamę i papę otaczało liczne grono gejów, mnie również. Ostatni mężczyzna, za którego wyszłam, okazał się zdrajcą i złodziejem. Nie wiem, gdzie ja miałam głowę. Cóż to była za horrendalna pomyłka.

Poznacie też moją prawdę o relacjach z rodzicami. Owszem, mama była niesłychanie zabawną, czułą i kochającą matką, duszą każdej imprezy. Bywało jednak, że po imprezie wieziono ją do szpitala, bo próbowała się zabić. Zmagałam się z bólem i traumą jej hospitalizacji – i wydzielałam jej leki – w wieku, gdy większość dzieci jeździ na trójkołowych rowerkach.

Opowiem wam o tym wszystkim przy ogromnym wsparciu Michaela. Przekazałam mu dokumenty z kilku dekad i nagraliśmy ponad sto godzin rozmów. Ufam mu bezgranicznie.

Miałam szczęście trafić pod skrzydła zdolnych ludzi, którzy wsparli mój rozwój artystyczny. To samo dotyczy pisania niniejszych wspomnień. Michael i ja mieliśmy szczęście korzystać z pomocy Josha Getlina, wieloletniego korespondenta „Los Angeles Times” i szefa filii nowojorskiej, oraz Heidi Evans, laureatki Nagrody Pulitzera i dawnej współpracowniczki „New York Daily News” i „Wall Street Journal”. Przez ostatnie dwanaście lat służyli nieocenionym wsparciem podczas spisywania historii mojego życia.

A było to życie pełne wysokich i niskich lotów. I mając już z górki, mogę śmiało powiedzieć, że przeżyłam je, jak należy. Niczego nie żałuję. Wcale. Przykro mi jedynie, jeśli kogoś zraniłam, przypadkowo albo bezmyślnie. Przyjmijcie moje szczere przeprosiny.

Takie oto myśli i uczucia towarzyszą mi na początku tego memuaru. A więc zapnijcie pasy i trzymajcie się foteli, bo czeka was ostra jazda. Dziś, ilekroć powracam myślą do tamtego wieczoru, gdy w wieku dziewiętnastu lat zdobyłam Nagrodę Tony, kołacze mi się w głowie to samo pytanie: Jak się tu, na Boga, znalazłam?

------------------------------------------------------------------------

1.

1 Jeśli potrzebujesz pomocy i szukasz wsparcia dla siebie lub bliskiej ci osoby, zadzwoń pod numer: 800 199 990 – Ogólnopolski Telefon Zaufania „Uzależnienia” (infolinia czynna codziennie od 16.00 do 21.00); 22 823 65 31 – Telefon Zaufania Uzależnień Stowarzyszenia MONAR (infolinia czynna w dni powszednie od 9.00 do 21.00); 800 702 222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (infolinia czynna codziennie całą dobę). Informacje o dostępnym wsparciu znajdziesz także na stronie: https://kcpu.gov.pl.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij