Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Wyznania św. Augustyn - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 lutego 2026
42,90
4290 pkt
punktów Virtualo

Wyznania św. Augustyn - ebook

Jedno z największych dzieł klasyki światowej literatury w nowym przekładzie prof. Stanisława stabryły!

Wyznania, najważniejsze dzieło św. Augustyna z Hippony, przez stulecia stanowiły duchowy przewodnik dla niezliczonych rzesz czytelników i uformowały wielu świętych Kościoła katolickiego. To zapis filozoficzno-teologicznych dociekań autora, który przeszedł drogę od sceptycyzmu do głębokiej wiary chrześcijańskiej. Przede wszystkim jednak znajdziemy w tej książce historię nawrócenia św. Augustyna oraz świadectwo jego walki duchowej.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Wiara i religia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68536-78-2
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WSTĘPNE

Na początku drugiej księgi _Secretum meum_ (_Tajemnica moja_) Francesca Petrarki, dzieła skomponowanego w 1342 roku w formie dialogu pomiędzy samym autorem _Canzoniere_ (_Pieśni_) a św. Augustynem, pojawia się znamienny fragment dotyczący z jednej strony kwestii studiowania _Sacrae Litterae,_ czyli Pisma Świętego, oraz _litterae saeculares_, czyli wszelakich dzieł świeckich, z drugiej zaś problemu próżnej dumy włoskiego poety, który szczyci się znajomością niezliczonych ksiąg. Augustyn zachęca go do sprawdzenia, ile z owej erudycji pozostało istotnego w jego duszy, i stwierdza: „Jakież to ma znaczenie, czy nauczyłeś się czegoś o orbitach planet, czy znasz powierzchnię oceanów i tory gwiazd, czy posiadasz wiedzę na temat właściwości roślin, skał czy tajemnic natury? Jakie znaczenie ma to wszystko, jeśli nie znasz siebie samego? Jeśli, postępując wedle Pisma Świętego, odnalazłeś właściwą ścieżkę żmudnej cnoty, w jaki sposób ci to pomogło, skoro szaleństwo prowadzi cię zamiast tego na nieuczciwą drogę, która biegnie w dół? Zakładając, że nauczyłeś się na pamięć uczynków wszystkich wybitnych bohaterów z minionych wieków – jakiż z tego pożytek, skoro nie zmienia to twojego codziennego życia?”¹. Dalej Augustyn zauważa – co jest parafrazą słów z _Wyznań_ (X, 8) – że teksty czytane przez Francesca traktują wyłącznie o tym, co „zewnętrzne” i powierzchowne. Zapewniają mu one nieistotną, bezużyteczną wiedzę i dlatego też nie mogą doprowadzić do właściwej _metanoi_, nie zmieniają jego wnętrza i sposobu, w jaki żyje na co dzień; co więcej nawet tekst, który dostarczył mu tak odkupieńczej wiedzy – Biblia – nie zmienił Petrarki prawdziwie. Według Augustyna wypowiedzi Francesca są niczym śpiew ptaków – to piękne dźwięki, którym brak jakiegokolwiek znaczenia, a które jedynie niosą ze sobą niebezpieczeństwo śmierci².

Święty Augustyn (354–430 n.e.) okazał się dla Petrarki duchowym mistrzem i przewodnikiem przede wszystkim jako autor _Wyznań._ W słynnym liście do Dionigiego da Borgo San Sepolcro, opisującym wędrówkę na górę Mont Ventoux, Petrarka __ dzieli się wyjątkowym doznaniem: oto postanowił nagle wziąć do ręki _Wyznania_ biskupa z Hippony i otworzyć je na „przypadkowo” wybranej stronie, wiedząc, że „znajdzie tam pobożne, święte treści”. Gdy tylko spojrzał do książki, trafił na zdanie: „Ludzie odbywają dalekie podróże, aby podziwiać wysokie góry i ogromne fale morskie, potężne wodospady rzek, bezkres Oceanu i gwiezdne szlaki, a nie interesują się sami sobą”³. Jak zauważa Włodzimierz Olszaniec, „naśladowanie Augustyna doprowadziło Petrarkę do zmiany własnej postawy: pierwotne pragnienie oglądania świata, _cupiditas vivendi,_ zastąpiła potrzeba poznania siebie”⁴. Tak było zapewne. Czy jednak w tym przypadku – pytają niektórzy sceptyczni badacze – nie mamy do czynienia po prostu z powieleniem kunsztownego Augustyńskiego obrazu (por. _Wyznania_ VIII, 12) i __ toposu _sortes biblicae,_ tak popularnego w kulturze europejskiej od średniowiecza aż po wiek XIX⁵?

Fenomen oddziaływania _Confessiones_ na twórczość najrozmaitszych europejskich teologów i myślicieli (m.in. św. Jana od Krzyża, Jana Dunsa Szkota, Mikołaja z Kuzy, Edyty Stein) ma źródło zarówno w fascynujących przemianach życia ich autora, jak i w nowatorskiej wymowie dzieła. _Wyznania_ będące z jednej strony niezwykłym połączeniem konfesji, modlitwy i rozmowy oraz świadectwem przemiany duchowej wybitnego Doktora Kościoła⁶, z drugiej zaś swego rodzaju rozważaniami filozoficzno-teologicznymi⁷ nie mają właściwie odpowiedników ani w starożytnej, ani we wczesnonowożytnej historii literatury. Mimo iż Augustyn pozostawił bogactwo pism teologiczno-dogmatycznych, polemicznych, apologetycznych, egzegetycznych, katechetycznych i monastycznych (a nadto ponad pięćset mów i prawie trzysta listów!)⁸, to żadne z nich nie przekazuje nam tak wielu szczegółów biograficznych ani, co ważniejsze, nie odsłania tak głęboko sfery myśli i uczuć biskupa Hippony. Augustynowi, synowi obywatela rzymskiego Patrycjusza i chrześcijanki Moniki, przyszło przejść długą, ciernistą drogę w intelektualnym i duchowym poszukiwaniu Boga.

_Wyznania_ to dzieło wysublimowane retorycznie i zadziwiająco spójne inwencyjnie, a przy tym skomponowane _z niezwykłą przejrzystością i naturalnością toku myślowego_. Jak zauważył Henri Rondet⁹, nie przypadkiem można odnieść wrażenie, iż każda fraza w całej katenie osobistych autorefleksji przypomina tu kolejne uderzenia pulsującego, „płonącego serca” (_cor ardens_)¹⁰, które razem dają wrażenie najgłębszej harmonii, choć skrępowanej dramatyzmem i nieustannymi porywami duszy. To właśnie retoryka była swoistą muzą młodości Augustyna, której powabowi dawał się zwieść, z niechęcią spoglądając na biblijne księgi proroków: „poddawany namiętnościom” sprzedawał „zwycięską sztukę gadulstwa”. Retorykę studiował w Tagaście, Madaurze i Kartaginie, a następnie wykładał ją w Rzymie i Mediolanie, doskonaląc pamięć na tekstach wielkich klasyków, co pozwoliło mu później okraszać swoje dzieła mniej lub bardziej zawoalowanymi inkrustacjami i aluzjami. Chociaż nauczyciel gramatyki, który przez długie lata kojarzył mu się z widokiem rózgi, zniechęcił go na dobre do greki¹¹, to już lektura _Eneidy_ i nieszczęścia Dydony wywołały u niego nieskrywane rozrzewnienie; potrafił cytować z pamięci setki, jeśli nie tysiące Wergiliuszowych fraz. Celował w ćwiczeniach zalecanych przez Kwintyliana w _Institutio oratoria_ (_Kształcenie mówcy_), a zwłaszcza w transkrypcji prozą tekstu poetyckiego. Kiedy pewnego dnia podczas zajęć oddał płomienną mową gniew Junony, której nie udało się zawrócić z Italii króla Troi, całe audytorium obsypało go brawami – co zanotował sam Augustyn z nieskrywaną dumą. Słusznie Adalbert Hamman nazwał autora _Wyznań_ „muzykiem słowa, czerpiącego ze swej klasycznej kultury wszelkie bogactwa języka, któremu nadał drugą młodość”¹².

W kartagińskiej szkole za niedoścignionego mistrza sztuki oratorskiej uchodził Cyceron. To on właśnie, obok Wergiliusza, nauczył Augustyna „czarowania słowem”¹³. Pod wpływem dialogu Cycerona _Hortenzjusz_¹⁴ – który niestety nie zachował się do naszych czasów – Augustyn w roku 373 zapragnął zgłębiać filozofię. Miał nadzieję odnaleźć w niej prawdziwą mądrość:

Właśnie ta książka przeformowała całkiem moją postawę i zwróciła do Ciebie samego, Panie, moje prośby, zmieniła moje modlitwy i pragnienia. Nagle straciły dla mnie znaczenie wszelkie błahe nadzieje, rozpaliło się w moim sercu niewiarygodne pragnienie nieśmiertelnej mądrości i zacząłem się dźwigać z upadku, aby wrócić do Ciebie. Studiowałem tę książkę nie dla zdobycia doskonałości języka, którą, jak mi się wydawało, miałem osiągnąć za matczyne pieniądze – liczyłem sobie wtedy dziewiętnasty rok życia i dwa lata wcześniej zmarł mój ojciec – a więc studiowałem ją nie dla zdobycia doskonałości języka, bo przemówił mi do przekonania nie jej styl, lecz treść¹⁵.

Mimo że Augustyn prowadził często życie niezgodne z ewangeliczną moralnością (z niesakramentalnego, wieloletniego związku z kobietą o nieznanym nam imieniu, miał syna Adeodata)¹⁶, modlił się i postanowił bliżej poznać Pismo Święte. Niestety, okazał się wówczas jeszcze zbyt mało dojrzały i nazbyt pyszny, co sam przyznał po latach ze skruchą:

Postanowiłem studiować Pismo Święte, aby się dowiedzieć, jaką ma ono wartość. I oto przekonałem się, że są tam rzeczy niedostępne dla ludzi wyniosłych i niezrozumiałe dla dzieci. Z początku wydają się one przyziemne, ale dalej stopniowo okazują się wzniosłe i okryte tajemnicą. Nie byłem wtedy zdolny wnikać w ich znaczenie ani chylić przed nimi głowy w trakcie lektury. Gdy wówczas zagłębiałem się w Piśmie Świętym, nie myślałem, tak jak teraz to mówię, lecz wydawało mi się, że nie zasługuje ono na porównanie ze znakomitym dziełem Cycerona. Unosząc się pychą, odwracałem się bowiem z niechęcią od jego prostoty, a nie byłem na tyle bystry, by wniknąć w jego głębię. Ale Pismo Święte cechowało się tym, że wzrastało razem z prostaczkami, ja jednak uznałem za niegodne zaliczać się do prostaczków i w swej zarozumiałości sam wydawałem się sobie wielki¹⁷.

Wraz z rozczarowaniem lekturą Biblii oraz bezowocnym poszukiwaniem szczęścia i sensu życia przyszła złudna fascynacja manicheizmem, którego Augustyn był gorliwym wyznawcą przez dziewięć lat. Wreszcie pod wpływem listów św. Pawła (a szczególnie fragmentu Listu do Rzymian __ 13, 13–14) i dzięki swemu mistrzowi, św. Ambrożemu¹⁸, a nade wszystko – jak sam podkreślał – dzięki łasce Boga¹⁹ (_gratia Dei_) porzucił fałszywą naukę, uwolnił się od „wysługiwania sprawom doczesnym” i podążył drogą Kościoła – późno, może nawet zbyt późno, jak wyznał w przepięknym hymnie:

Późno Cię pokochałem,
Piękności tak dawna, a tak nowa,
późno Cię pokochałem!
Oto Ty byłaś wewnątrz mnie, a ja na zewnątrz i tam Cię szukałem.
W mojej brzydocie zanurzyłem się w pięknych rzeczach, które stworzyłaś.
Byłaś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą.
Trzymało mnie z dala od Ciebie to,
co jeśli nie byłoby w Tobie,
wcale by nie istniało.
Zawołałaś, krzyknęłaś i przerwałaś moją głuchotę.
Zajaśniałaś, rozbłysłaś i rozproszyłaś moją ślepotę.
Rozlałaś swą woń, wchłonąłem ją i tchnąłem ją ku Tobie.
Skosztowałem, a teraz łaknę i pragnę.
Dotknęłaś mnie i zapłonąłem pragnieniem Twojego pokoju²⁰.

Kiedy Augustyn czuł się już zupełnie bezradny wobec swoich najlepszych pragnień, za którymi nie miał siły podążyć, i pozostawał żałosnym więźniem swoich cielesnych przyzwyczajeń (_consuetudo carnalis_)²¹, cudowne wezwanie – słynne _Tolle lege, tolle lege!_²² – które głos dziecka skierował do niego pewnego sierpniowego wieczoru 386 roku w mediolańskim ogrodzie, i to u stóp drzewa figowego²³, przyniosło najcenniejszy owoc: w Wielkanoc 387 roku przyjął chrzest z rąk biskupa Ambrożego. Parę lat później przyjął święcenia prezbiteratu, a w 396 roku był już biskupem i zwalczał w imię ortodoksji ówczesne herezje: manicheizm, arianizm, donatyzm i pelagianizm. Przekształcił swój dom biskupi w rodzaj klasztoru, gdzie w otoczeniu diakonów prowadził wyjątkową wspólnotę o apostolskim charakterze. Mimo częstych podróży pozostaje przykładem tytanicznej wprost pracy twórczej; nawet gdy przebywał w Cassiciacum, willi położonej na wsi i oddanej mu do dyspozycji przez przyjaciela Werekundusa, odkładał pióro właściwie tylko na modlitwę, dysputy filozoficzne z przyjaciółmi (które staną się potem zarzewiem słynnych _Solilokwiów_) i krótki sen²⁴. Pisał: „Droga jest mi każda chwila”. Nie zapominajmy, że poglądy Augustyna ewoluowały na przestrzeni aż pięćdziesięciu pięciu lat jego działalności pisarskiej i duszpasterskiej. Na parę lat przed śmiercią w _Retractationes_ (_Sprostowania_) poddał rewizji wszystkie swoje pisma z godną podziwu lojalnością i – chwilami chyba przesadną – surowością²⁵.

Znamienne, że na określenie _metanoi_ – przemiany wewnętrznej (zazwyczaj nazywanej w języku teologii nawróceniem)²⁶ św. Augustyn używa w _Wyznaniach_ dwóch różnych pojęć: po pierwsze – _conversio_, utożsamiając tym samym „nawrócenie” z _reditus_, czyli z „powrotem”, którego fundamentem jest _humilitas_ – pokorna pobożność²⁷; po drugie – _salus_ „ocalenie, zbawienie”, odnosząc treść tego słowa do przypowieści o zagubionej owcy (Łk 15, 1–7) i do wspomnień o innych konwersjach, na przykład Alipiusza i Nebrydiusza²⁸.

Jak słusznie zauważa Peter Brown, napisanie _Wyznań_, które Augustyn zaczął tworzyć w 397 roku, a ukończył prawdopodobnie początkiem roku 401, było w istocie ważnym aktem _terapeutycznym_ – wyjątkowym zapisem leczenia wciąż jeszcze zranionej duszy²⁹:

Nosiłem krwawiącą ranę w duszy, niecierpliwiąc się tym, ale nie umiałem wyszukać miejsca, gdzie mógłbym się podziać. Nie znajdowałem wytchnienia ani w uroczych gajach, ani w czasie zabaw i śpiewów, ani w pięknie pachnących ogrodach, ani wśród wystawnych uczt, ani na łożach miłosnych rozkoszy, ani wreszcie w księgach czy w poezji. Wszystko było dla mnie nieznośne, nawet światło słoneczne. Nic nie było dla mnie tym, czym był przyjaciel, i dlatego wszystko stało się przykre i wstrętne, prócz jęków i łez³⁰.

Być może fakt, iż najintymniejsze wyznania przybrały u Augustyna formę modlitwy, są echem bardzo mu bliskiej przez wiele lat tradycji neoplatońskiej, a zwłaszcza myśli Plotyna³¹, który w _Enneadach_ pisał: „Wpierw wezwijmy samego Boga na pomoc nie słowem rozgłośnym, lecz wytężywszy się duszą w strzelistej modlitwie ku Niemu, bo możemy się modlić w ten sposób sam na sam do Niego”³².

_Wyznania_ odzwierciedlają bez wątpienia długi proces poszukiwania i odkrywania przez św. Augustyna natury Boga; Tego, który nigdy by go nie wyśmiał, w przeciwieństwie do człowieka, i który w swym miłosierdziu „rozpuścił jak lód” jego grzechy. To _cordiloquium – głos serca_ i dramat w kilkunastu aktach człowieka przenikniętego poczuciem Bożej wszechobecności; werbalne urzeczywistnienie tęsknoty, aby najwyższą i jedyną Miłość Stwórcy, Jego „słodycz” i „radość” poznać i zrozumieć. Głos sumienia, a także bezpośredniość i szczerość ufundowanej na pokorze spowiedzi, paradoksalnie idzie tu o lepsze z dramatycznym, chwilami niemal obsesyjnym, namysłem³³ nad własnym okaleczeniem na skutek grzechów popełnionych w przeszłości (nawet pozornie tak błahych jak otrząśnięcie gruszy); namysłem, od którego nie sposób się uwolnić:

Czegóż bowiem nie mogłem się dopuścić, skoro pokochałem występek dla niego samego? Przyznaję, że wszystko mi zostało odpuszczone – i to, co dobrowolnie popełniłem, i to, czego dzięki Tobie nie popełniłem³⁴.

_Confessiones_ to nie tylko arcydzieło w kategorii literackiego życiorysu duchowego i intelektualnego, w którym autor zdaje się obdarzać czytelnika (np. w księgach III i VII) zaufaniem, że zna idee neoplatońskie nie gorzej niż on sam. To również przeszywający czytelnika apel świata wewnętrznego i wyraz przekonania autora, iż człowiek, czyli „błoto” i „proch”, nie może nawet marzyć o odnalezieniu Boga, dopóki najpierw nie odnajdzie samego siebie: „Lecz gdzie ja byłem wówczas, kiedy Cię szukałem? Ty byłeś przede mną, a ja odszedłem nawet od siebie samego i nie mogłem siebie odnaleźć, a tym bardziej Ciebie!”³⁵.

Nie bez powodu określa się niekiedy _Wyznania_ mianem „historii uczuć” i „spowiedzi serca”, albowiem _cor_ (serce) i _affectus_ (uczucie, pragnienie) obok pojęcia Boga³⁶ wydają się kluczowe dla zrozumienia tego dzieła: „Przeszyłeś nasze serca strzałami swojej miłości i nosiliśmy Twoje słowa utkwione głęboko w naszym wnętrzu”³⁷. Łatwo zauważyć, że kwestia jakości ludzkich uczuć była dla Augustyna nieomal _idée fixe_³⁸, stąd swoje emocje potrafił analizować z niesłychaną uczciwością i bez cienia litości dla swych dawnych postaw, zachowań i wyborów. Z wyjątkową wnikliwością studiował na przykład niebezpieczeństwa narodzin rozpaczy czy rozdzierający ból i smutek stanu żałoby, jak po śmierci swej najukochańszej matki, Moniki, która u progu śmierci nazwała go „czułym synem”. „Serce” staje się u niego synonimem „człowieka wewnętrznego” (_homo interior_): myśleć to rozmawiać ze sobą w sercu; „smak serca” pozwala rozkoszować się prawdą, zaś „oko serca” pozwala dostrzec i pielęgnować prawdziwe intencje oraz wartości:

Jedni z nich znają mnie osobiście, inni mnie nie znają, ale słyszeli coś ode mnie lub o mnie. Nie słyszą jednak mojego serca, gdzie jestem taki, jaki naprawdę jestem³⁹.

Augustyńska duchowość jest pochodną jego antropologii, której podstawą pozostaje niezłomne przekonanie, iż Bóg zamieszkuje w sercu człowieka i jedynie On może je przeniknąć i zgłębić, a także przynieść ostateczne ukojenie⁴⁰; nawet wtedy, kiedy grzesznik uczynił je zatrważającym pustkowiem⁴¹.

Perspektywę antropologiczną cechuje u św. Augustyna dynamiczne ujęcie natury rzeczywistości, w której dominującą rolę odgrywa miłość (_dilectio_, _caritas, amor_) jako najważniejszy wyznacznik ludzkiego działania i wiodąca siła człowieczego bytowania⁴², trwały element osobowości i naturalny „ciężar” (_pondus_), a raczej „siła ciążenia” – nieuchronne przeznaczenie w życiu każdego człowieka⁴³. Kiedy Kartagina nęciła młodego Augustyna swoimi powierzchownymi urokami, jeszcze nie kochał nikogo, ale już „miłował miłowanie”⁴⁴. Dobro pojawia się jedynie poprzez miłość; tak jak nie można nikogo przymusić do dobra, tak nie sposób nikogo zmusić do miłości. Parafrazując jeden ze słynniejszych passusów _Wyznań_⁴⁵, można powiedzieć, że Bóg nie miłuje rzeczy, ponieważ są dobre, ale rzeczy są dobre, ponieważ Bóg je miłuje⁴⁶.

Mimo imponującej wrażliwości językowej i wyczucia najdrobniejszych niuansów łacińskiej mowy, św. Augustyn w pełni miał świadomość, że nie zdoła własnymi słowami, nawet gdyby zawierały oszałamiające bogactwo retorycznych odniesień do tradycji filozoficznej Greków i Rzymian, oddać diapazon swoich uczuć bez posiłkowania się językiem Biblii (którą znał nieomal na pamięć!)⁴⁷. Przede wszystkim korzystał z języka Psalmów, które w _Wyznaniach_ otrzymują jakby nowe życie – w sercu człowieka, którym wciąż mimo gruntownej przemiany targają dramatyczne doznania: „Był to język człowieka przemawiającego do Boga zazdrosnego. Boga, który zawsze skłonny był «zawiesić» swoją «rękę» nad losami ludzi”⁴⁸. Niezwykłą próbą połączenia języka biblijnego z filozoficznym może być w _Wyznaniach_ opis wizji w Ostii, kiedy Augustyn starając się odtworzyć w sercu i pamięci rozmowę ze swoją matką na temat szczęścia, posługuje się terminami zaczerpniętymi z Plotyna, jednak w najistotniejszym momencie używa słowa _cor_ na oznaczenie dyspozycji duszy, która kontempluje Mądrość.

28 sierpnia 430 roku św. Augustyn odmawiając psalmy pokutne, umierał w algierskiej Hipponie, u której bram stali już Wandalowie. Miał wówczas w pamięci urok otoczonej wonnymi lasami i gajami oliwnymi Tagasty, w której przyszedł na świat siedemdziesiąt sześć lat wcześniej. Jego przyjaciel, a zarazem autor pierwszej biografii Augustyna, Possydiusz z Kalamy zapisał, iż biskup Hippony nie pozostawił żadnej ostatniej woli, ponieważ jako biedak i sługa Boży nie miał czym rozporządzać⁴⁹. Wandalowie spalili miasto, ale biblioteka Augustyna ocalała.

***

Francesco Petrarka przyznał u schyłku swego życia, iż lektura _Wyznań_ bardzo go zmieniła. Choć nie był w stanie uwolnić się od wielu błędów przeszłości, nie gardził już świętymi księgami – co więcej, jak wyznaje: „to, co było w nich kiedyś tak odstraszające, poczęło stopniowo nęcić i pociągać ku sobie niegdyś niechętne i wzdragające się oczy. W końcu zacząłem kochać owe pisma i je podziwiać, nie tyle może szukając w nich kwiatów (…), co raczej zbierając ich owoce”⁵⁰. Miejmy nadzieję, że genialne dzieło św. Augustyna, które polski czytelnik ma szczęście rozważać w nowym, inspirującym przekładzie nestora nauki polskiej i wybitnego znawcy filologii oraz kultury klasycznej, prof. Stanisława Stabryły, również nas skłoni do pogłębionej lektury Biblii oraz owocnego zamyślenia nad meandrami często zaskakujących, niezgłębionych przemian ludzkiego serca i umysłu:

Bo chociaż nikt „z ludzi nie wie, co jest w człowieku, tylko duch ludzki, który jest w nim samym” , to jednak jest w człowieku coś, czego nie wie nawet ów duch, który jest w nim⁵¹.

prof. dr hab. Albert GorzkowskiPodstawą niniejszego przekładu jest edycja krytyczna: S. Aureli Augustini, Confessionum libri _XIII_, ed. by M. Skutella, with correction by H. Jürgens and W. Schaub, Stuttgart 1969.

Ponieważ św. Augustyn nie korzystał na ogół z dokonania św. Hieronima, czyli Wulgaty (miał do niej rozmaite zastrzeżenia), lecz z wcześniejszych translacji starołacińskich (Vetus Latina, w tym przypadku tzw. versio Itala), a nadto nierzadko wprowadzał własny przekład, tłumaczenia fragmentów Pisma Świętego na język polski podajemy nie tylko za Biblią Tysiąclecia (wyd. 5, Poznań 2000), lecz częściowo także we własnym przekładzie.KSIĘGA DRUGA

1. Chcę rozpamiętywać moje dawne nieprawości i zepsucie zmysłowe mojej duszy – nie dlatego, że je miłuję, ale aby ukochać Ciebie, mój Boże. Robię to z miłości do Twojej miłości, przypominając sobie haniebne ścieżki mojego życia, abyś Ty, Słodyczy niezawodna, Słodyczy szczęśliwa i spokojna, osłodził mi gorycz tego rozważania. Podnoszę się po załamaniu, w którym daremnie tkwiłem rozdarty, gdy odwróciwszy się od Ciebie jedynego, marniałem pośród błahych spraw. Niegdyś w młodości rozpaliła się we mnie żądza piekielnych rozkoszy i odważyłem się wkroczyć w dziki gąszcz różnych potajemnych miłostek. I tak zniknęła moja uroda i stałem się w Twoich oczach zgnilizną, podobając się jedynie sobie i pragnąc podobać się ludziom.

2. W czymże innym znajdowałem rozkosz jak nie w tym, że kochałem i byłem kochany? Nie zachowywałem jednak miary we wzajemnych związkach dusz, wykraczając wyraźnie poza granice przyjaźni. Z grzęzawiska pożądliwości zmysłowej i z wrzącego źródła mojej młodzieńczości unosiły się opary, które tak zasłaniały ciemną chmurą moje serce, że nie można było odróżnić czystej miłości od mrocznej żądzy. Obydwie, zmieszane ze sobą, burzyły się we mnie, porywały słabego młodzieńca na bezdroża namiętności i pogrążały w otchłani występków. Wzbierał Twój gniew na mnie, ale nie wiedziałem o tym. Ogłuchłem w śmiertelnych okowach mojej doczesności – była to kara za pychę, która owładnęła moją duszą i coraz bardziej się oddalałem od Ciebie, a Ty pozwalałeś na to. Tarzałem się i nurzałem w rozpuście, dyszałem nią, a Ty milczałeś. O późna Radości moja! Milczałeś wówczas, a ja w pełnym pychy wykluczeniu, dręczony niepokojem odchodziłem od Ciebie coraz dalej i dalej, gdzie było coraz więcej bezowocnych ziaren bólu.

Kto mógł wtedy położyć kres mojej udręce i obrócić na moją korzyść ulotne piękno nowości? Kto mógł ustanowić granice dla jego powabów, aby burzliwe fale mojej młodości przywiodły mnie do przystani małżeńskiej, jeśli nie mogłem się uspokoić, zadowoliwszy się wydawaniem na świat dzieci, jak nakazuje Twoje prawo? Ty, Panie, kształtujesz także nasze śmiertelne potomstwo i potrafisz swą łagodną dłonią stępić ciernie, których w Twoim raju wcale nie ma. Wszechmoc Twoja nie jest od nas daleko, nawet gdy my sami jesteśmy daleko od Ciebie. Obym był uważniej słuchał Twojego głosu z obłoków: „Tacy jednak cierpieć będą udręki ciała tego rodzaju, a ja ich wam oszczędzę” i „dobrze jest człowiekowi nie tykać niewiasty” ; a „kto jest bez żony, troszczy się o to, co jest boskie i w jaki sposób podobać się Bogu; kto zaś jest w związku małżeńskim, troszczy się o rzeczy należące do świata, w jaki sposób podobać się żonie” . Obym był tych słów pilniej słuchał i „stając się eunuchem dla osiągnięcia królestwa niebieskiego” , szczęśliwszy oczekiwał Twoich objęć.

Wezbrały jednak we mnie namiętności i kierując się popędem, nieszczęsny, porzuciwszy Cię, przekroczyłem wszystkie Twoje prawa i nie uszedłem przed Twoimi plagami. Czy ktoś z ludzi zdołał ich uniknąć? Ty jednak zawsze byłeś przy mnie, litościwie mnie karząc i zaprawiając gorzkimi wyrzutami wszystkie moje zakazane przyjemności, abym szukał niewinnych uciech. A gdyby mi się to udało, abym nie znalazł niczego prócz Ciebie, Panie, prócz Ciebie, który „zadajesz ból przez Twe przykazania” i ranisz, aby uleczyć, i zabijasz nas, abyśmy nie umarli z dala od Ciebie. Gdzie byłem i jak długo się tułałem daleko od rozkoszy Twojego domu w szesnastym roku życia, gdy objęła nade mną władzę – a ja się jej całkowicie poddałem – szaleńcza rozwiązłość, na którą ludzie bezwstydnie pozwalają, a której zabraniają Twoje przykazania? Moja rodzina nie troszczyła się o to, by mnie przez małżeństwo ratować od upadku, lecz jedynie o to, abym się nauczył, jak najlepiej i najbardziej przekonująco przemawiać.

3. W tym samym roku przerwałem swoje studia po powrocie z sąsiedniego miasta Madaury, gdzie już się zacząłem uczyć literatury i wymowy. Bardziej dzięki zaradności niż zasobom mojego ojca, bardzo skromnego urzędnika miejskiego w Tagaście, przygotowywano dla mnie środki na dłuższy pobyt w Kartaginie⁷⁴. Ale komu to opowiadam? Nie Tobie przecież, mój Boże, lecz wobec Ciebie opowiadam to rodzajowi ludzkiemu, temu rodzajowi, do którego należę, bo może na to moje pismo natrafi choćby jego niewielka część. Ale po co to czynię? Oczywiście po to, abyśmy się zastanowili, ja i ktokolwiek będzie czytał te słowa, z jak głębokiej otchłani trzeba do Ciebie wołać i czy coś bardziej przemawia do Ciebie niż ufne serce i życie wypełnione wiarą.

Kto wówczas nie wynosił w pochwałach tego człowieka, mojego ojca, za to, że ponad możliwości rodzinnego majątku łożył na syna, aby zapewnić mu wszystko, co było potrzebne w tej dalekiej podróży na studia? Wielu znacznie zamożniejszych obywateli wcale tak bardzo nie troszczyło się o swoje dzieci. Tymczasem tenże ojciec nie dbał zupełnie ani o to, jak rosnę dla Ciebie, ani o to, abym zachowywał czystość, bylebym tylko był biegły w wymowie, chociaż zaniedbany w poznawaniu Ciebie, Boże, który jesteś jedynym prawdziwym i dobrym Panem całego mojego serca, Twojej własności.

Gdy po ukończeniu szesnastego roku życia, w okresie chwilowych wakacji z powodu kłopotów domowych, całkiem wolny od zajęć szkolnych przebywałem w domu z rodzicami, zaczęły się w mojej głowie rodzić rozwiązłe myśli i nie było nikogo, kto by je wykorzenił. Co więcej, kiedy ojciec zobaczył w łaźni, że jestem już dojrzały i przeżywam niepokój młodości, ucieszył się, że niebawem będzie miał wnuki, i z radością oznajmił to mojej matce. Ogarnęło go radosne upojenie, w jakim ten świat często zapomina, że Ty jesteś jego Stwórcą, i oszołomiony niewidzialną trucizną, która budzi złą wolę i niskie upodobania, kocha Twoje stworzenie zamiast Ciebie, ale Ty zacząłeś już wznosić w sercu mojej matki Twój przybytek i podwaliny Twej świętej siedziby. Ojciec natomiast był katechumenem, i to od niedawna. Drżała więc matka przejęta zbożną trwogą, bo chociaż nie zostałem jeszcze ochrzczony, obawiała się, że wejdę na kręte ścieżki, po których chodzą ci, „którzy zwracają się do Ciebie plecami, a nie twarzą” .

Biada mi! I ja śmiem mówić, że Ty, mój Boże, milczałeś, gdy oddalałem się od Ciebie?! Czy naprawdę wtedy milczałeś? A czyje to były słowa, jeśli nie Twoje, którymi do mnie przemawiałeś ustami mojej matki, Twojej wiernej służebnicy? Ale żadne z tych słów nie trafiały mi do serca, abym mógł według nich postępować. Matka pragnęła bowiem – pamiętam, że upominała mnie na osobności z ogromnym przejęciem – abym nie oddawał się rozpuście, a szczególnie abym nie uwodził niczyjej żony. Wydawało mi się, że są to tylko kobiece przestrogi, którymi wstydziłbym się przejmować. Nie wiedziałem, że są to Twoje napomnienia, i sądziłem, że Ty milczysz, gdy tymczasem mówiła ta, przez którą Ty do mnie przemawiałeś, wcale nie milcząc. I właśnie w niej zostałeś przeze mnie zlekceważony, przeze mnie, Twojego sługę, syna Twojej służebnicy! Nie wiedziałem jednak o tym i staczałem się w takim zaślepieniu, że nawet wstydziłem się przed rówieśnikami, że nie upadłem jeszcze tak nisko jak oni. Słyszałem bowiem, jak chwalili się swoimi występkami, a tym więcej się przechwalali, im bardziej byli zepsuci. Robiłem więc to już nie tylko dla samej przyjemności, lecz także dla sławy.

Co bardziej zasługuje na naganę niż grzech? Ale ja, aby mnie nie ganiono, stawałem się coraz gorszy, a gdy nie było okazji do występku, to by dorównać występnym towarzyszom, zmyślałem, że popełniłem coś, czego nie popełniłem. Tym bardziej chciałem uchodzić za nikczemniejszego, im bardziej byłem niewinny, i za godniejszego pogardy, im byłem czystszy.

Oto w jakiej kompanii spacerowałem po ulicach Babilonu⁷⁵ i tarzałem się w jego błocie jakby w drogich pachnidłach i olejkach. Abym zaś głębiej grzęznął w samym jego środku, niewidzialny wróg deptał po mnie i zwodził mnie, ponieważ dawałem się zwodzić. Moja matka wprawdzie już uciekła „ze środka Babilonu” , ale wciąż jeszcze poruszała się nazbyt wolno po jego obrzeżach. O ile napominała mnie, abym zachowywał czystość, o tyle martwiła się tym, co o mnie usłyszała od swego męża, i już przeczuwała, jak w przyszłości będzie zgubne i niebezpieczne utrzymanie mnie w jarzmie małżeńskim, jeśli teraz w żaden sposób nie można mnie było okiełznać. Z obawy, by moje małżeństwo nie przeszkodziło w spełnieniu nadziei – ale nie owej nadziei w Tobie na przyszłe życie, którą żywiła jako matka, lecz nadziei, jaką oboje rodzice zanadto wiązali z moimi studiami – nie starała się, abym się ożenił. Ojciec prawie wcale o Tobie nie myślał, a co do mnie snuł jakieś mrzonki, matka natomiast sądziła, że te popularne wówczas studia nie tylko nie przyniosą mi żadnej szkody, lecz pomogą mi w zbliżeniu się do Ciebie. Tak bowiem przypuszczam, zastanawiając się, na ile potrafię, nad dążeniami moich rodziców. Rozluźniono mi nawet rygory poza granice umiarkowanej dyscypliny, pozwalając na zabawę, a nawet na rozrywki, które prowadziły do różnych kłopotów. Nad wszystkim rozciągnęła się mgła, która zasłaniała mi, mój Boże, pogodę Twojej prawdy, a „moja nieprawość wystąpiła jakby z tłustości” .

4. Prawo Twoje, Panie, i prawo wyryte w sercach ludzkich, którego nawet sama nieprawość nie może wymazać, z pewnością karze za kradzież. Który złodziej zniesie spokojnie, że się go okrada? Nawet bogacz nie ścierpi złodzieja kradnącego z powodu nędzy. A ja chciałem popełnić kradzież i ją popełniłem, chociaż nie byłem zmuszony ubóstwem, lecz brakiem poczucia sprawiedliwości, pogardą dla niej i ogromną nieprawością. Ukradłem bowiem to, czego miałem pod dostatkiem i to o wiele lepszego. Wcale nie chciałem skorzystać z tego, co zamierzałem ukraść, lecz pociągała mnie sama kradzież i grzech. W pobliżu naszej winnicy była grusza pełna niezbyt pięknych i niezbyt smacznych owoców. Nasza paczka młodych opryszków, zamierzając strząsnąć i zgarnąć gruszki, wybrała się tam późną nocą, przedłużywszy aż do takiej pory pospolite i niebezpieczne zabawy na podwórzu. Zabraliśmy stamtąd ogromną ilość owoców, nawet nie na ucztę dla siebie, lecz by je rzucić świniom, chociaż trochę z tego zjedliśmy. Zrobiliśmy to wszystko z tym większą ochotą, że było to zakazane. Oto moje serce, Boże, oto moje serce, nad którym się ulitowałeś, gdy było pogrążone na samym dnie przepaści. Oto niech teraz moje serce powie Ci, czego tam pożądało: aby być złym bez żadnego powodu, dla samego tylko zła. Było to niegodziwe, ale kochałem zło, kochałem to, że ginę, kochałem swoją ułomność, nie kochałem celu mojego występku, lecz sam występek. Tak podła była moja dusza, która wyrwawszy się spod Twojej opieki na zagładę, do niczego nie zmierzała przez swój haniebny czyn, ale pragnęła samej hańby.

5. Piękne ciało, złoto, srebro i tym podobne pociągają nas swoim wyglądem, w dotyku najwięcej zależy od wyboru właściwego przedmiotu, natomiast pozostałym zmysłom odpowiadają określone cechy ciał. Nawet chwilowy zaszczyt, możność rozkazywania i panowania mają swój urok, ale z niego rodzi się chęć odwetu. A jednak w tych wszystkich dążeniach nie wolno się oddalać od Ciebie, Panie, ani schodzić z drogi, jaką wskazuje Twoje prawo. Życie, które tutaj prowadzimy, jest powabne przez pewien swój wdzięk i dzięki harmonii z wszelkim pięknem najniższego rodzaju. Przyjaźń między ludźmi łącząca ich drogocennym węzłem jest także miła, gdyż jednoczy wiele serc. Dla wszystkich tych dóbr, choć należą one do najniższej kategorii, popełnia się grzech, gdyż wskutek nieumiarkowanej skłonności do nich porzuca się lepsze i najwyższe dobro, którym jesteś Ty, Panie nasz, Twoja prawda i Twoje prawo. A jednak i w tamtych najniższych dobrach są pewne radości, choć nie takie, jak mój Bóg, Stwórca wszystkiego, bo w Nim tylko znajduje rozkosz człowiek sprawiedliwy i tylko On jest rozkoszą prawych serc.

Gdy więc powstaje pytanie, dlaczego popełniono występek, zazwyczaj się uważa, że nie z innego powodu jak tylko z chęci osiągnięcia któregoś z tych dóbr uznanych przez nas za najniższe albo z obawy przed ich utratą. Są one bowiem piękne i szlachetne, chociaż w porównaniu z dobrami wyższymi i dającymi szczęście są liche i niskie. Ktoś popełnił morderstwo. Dlaczego to zrobił? Zakochał się w żonie zamordowanego, chciał zdobyć jego majątek lub środki do życia, bał się, że przez niego straci którąś z tych rzeczy, albo został przez niego obrażony i zapłonął żądzą zemsty. A może popełnił zabójstwo bez powodu, dla samej przyjemności zabijania? Kto by w to uwierzył? Chociaż o pewnym szalonym i niezwykle okrutnym człowieku mówiono, że raczej bez powodu był zły i okrutny, wspominano jednak wcześniej, że był jakiś powód: „aby wskutek bezczynności nie zgnuśniała moja ręka albo duch”⁷⁶. Dlaczego? Dlaczego tak? Otóż oczywiście dlatego, aby dzięki ćwiczeniu się w zbrodni, zdobywszy miasto, sięgnąć po zaszczyty, dowództwo wojskowe, bogactwo, a także pozbyć się strachu przed prawem, kłopotów z powodu niedostatku i świadomości zbrodni. Nawet sam Katylina⁷⁷ nie kochał więc swoich zbrodni, lecz te inne rzeczy, dla których je popełniał.

6. Co ja, nieszczęsny, w tobie ukochałem, kradzieży moja, mój nocny występku, który popełniłem w szesnastym roku życia? Nie byłeś czymś pięknym, bo byłeś kradzieżą, a czy w ogóle jesteś czymś, abym miał do ciebie mówić? Owoce, które ukradliśmy, były piękne, ponieważ to Ty je stworzyłeś, najpiękniejszy ze wszystkich, Stwórco wszystkiego, dobry Boże, Dobro najwyższe i moje prawdziwe Dobro! Tamte owoce były piękne, lecz nie ich zapragnęła moja nieszczęsna dusza, miałem bowiem pod dostatkiem lepszych, a tamte zerwałem tylko po to, by je ukraść. Porzuciłem przecież zerwane gruszki, wyjadłszy z nich samą tylko nieprawość, którą się radośnie rozkoszowałem. Jeśli wziąłem do ust któryś z tych owoców, to przyprawą do niego był mój występek. A teraz, mój Panie Boże, pytam, co mnie w tej kradzieży zachwycało? Nie ma w niej naprawdę żadnego piękna. Nie mówię już o takim pięknie, jakie jest w sprawiedliwości i mądrości, ani nawet o takim, jakie jest w umyśle ludzkim, w pamięci, w zmysłach i w życiu wegetatywnym. Nie ma w niej także takiego piękna, jakie mają gwiazdy, piękne w swoich układach, ziemia i morze pełne istot, które kolejno się rodzą, zajmując miejsce umierających. Nie było w tym nawet tego piękna ułomnego i ukrytego, jakim zwodzą nas występki.

Pycha bowiem naśladuje wzniosłość, chociaż Ty, jedyny Boże, jesteś ze wszystkiego najwznioślejszy. A do czego dąży ambicja, jeśli nie do zaszczytów i sławy, chociaż tylko Ty jeden jesteś godny najwyższych zaszczytów i sławy na wieki? Tyrania chce wzbudzać lęk, a kogo należy się lękać, jeśli nie jedynego Boga? Co, kiedy, gdzie, ku czemu albo przez kogo mogłoby zostać wyrwane lub usunięte spod Jego władzy? Rozpustnicy także chcą, aby ich kochano za ich pieszczoty, lecz żadne pieszczoty nie są czulsze niż Twoja miłość i nie kocha się nic bardziej zbawiennego niż Twoją prawdę piękną i promienną ponad wszystko. Ciekawość wydaje się zamiłowaniem do wiedzy, ale to Ty, Najwyższy, wiesz wszystko. Również sama niewiedza i głupota kryją się pod mianem prostoty i niewinności, a przecież nie można znaleźć niczego prostszego od Ciebie. Czy jest coś bardziej niewinnego niż Ty, jeśli przeciwko złym ludziom zwracają się ich własne czyny? Gnuśność jakby szuka spokoju, a jaki spokój jest pewny prócz Pana? Zbytek chce się nazywać dostatkiem i obfitością, ale naprawdę to Ty jesteś pełnią i niewyczerpanym bogactwem nieskażonej słodyczy. Rozrzutność przybiera pozory hojności, ale najhojniejszym rozdawcą wszelkich dóbr jesteś Ty. Chciwość pragnie wiele posiadać, Ty zaś posiadasz wszystko. Zawiść spiera się o wyższość, a któż jest wyższy od Ciebie? Gniew domaga się odwetu, a kto, biorąc odwet, jest sprawiedliwszy od Ciebie? Strach drży przed tym, co niezwykłe, nagłe i co zagraża jego ukochanym, lękając się o ich bezpieczeństwo. Ale co dla Ciebie jest niezwykłe? Co jest niespodziewane? Kto może Cię oddzielić od tego, co kochasz? I gdzie, jeśli nie u Ciebie, jest niezawodne bezpieczeństwo? Smutek zadręcza się, utraciwszy rzeczy, którymi raduje się chciwość, ponieważ nie chce, aby mu je odebrano, tak jak Tobie niczego nie można odebrać.

Tak grzeszy dusza, gdy odwraca się od Ciebie i szuka poza Tobą tego, czego w krystalicznej postaci nie znajdzie, jeśli do Ciebie nie wróci. Ci wszyscy, którzy daleko od Ciebie odeszli i powstają przeciwko Tobie, naśladują Cię przewrotnie, lecz nawet naśladując Cię, wskazują, że Ty jesteś Stwórcą całej natury i dlatego nikt w żaden sposób nie może całkiem od Ciebie odstąpić.

Co więc ja ukochałem w tej kradzieży i w czym choćby grzesznie i przewrotnie naśladowałem mego Pana? Czy to sprawiało mi przyjemność, że wystąpiłem przeciwko prawu – przynajmniej podstępem, bo nie mogłem siłą – że jak więzień chciałem pod pozorem wszechmocy udawać wolność, robiąc to, czego nie było wolno. Oto jest ten sługa, który uciekł od swojego Pana, idąc za cieniem. O zgnilizno! O zgrozo życia! O bezdenna otchłani śmierci! Czy mógł czynić swobodnie to, czego nie było wolno, tylko dlatego, że nie było wolno?

7. „Czym Panu odpłacę” za to, że to odżywa w mojej pamięci i że trwoga nie przejmuje mojej duszy? Będę Cię kochał, Panie, będę Ci składał dzięki i wychwalał Twoje imię, ponieważ darowałeś mi moje złe i występne uczynki. Twojej łasce i miłosierdziu zawdzięczam to, że moje grzechy rozpuściłeś jak lód. Twojej łasce także zawdzięczam wszystkie moje występki niepopełnione. Czegóż bowiem nie mogłem się dopuścić, skoro pokochałem występek dla niego samego? Przyznaję, że wszystko mi zostało odpuszczone – i to, co dobrowolnie popełniłem, i to, czego dzięki Tobie nie popełniłem.

Kto spośród ludzi, zastanawiając się nad swoją bezsilnością, ośmieli się przypisać własnym wysiłkom swą czystość i niewinność, tak by mniej Cię kochać, jakby mniej mu było konieczne Twoje miłosierdzie, w którym darowujesz grzechy nawróconym do Ciebie? Kto bowiem, wezwany przez Ciebie, poszedł za Twoim głosem i uniknął tego, co ja sam o sobie pamiętam i wyznaję, niech czytając to, nie wyśmiewa się ze mnie, ponieważ zostałem wyleczony przez tego samego Lekarza, który jego uchronił od choroby lub raczej sprawił, że mniej chorował. Dlatego też niech Cię ów człowiek tak bardzo, a nawet więcej kocha, ponieważ widzi, że Ten, kto mnie chorego wydobył z tak wielkich grzechów, jego uratował przed równie ciężką chorobą.

8. „Jaki pożytek kiedykolwiek miałem, nieszczęsny, z tych występków, które teraz wstydzę się wspominać” , szczególnie z tej kradzieży, w której pokochałem samą kradzież, a nic innego? Chociaż ona sama była niczym, to ja tym bardziej byłem nieszczęśliwy. A jednak sam bym tego nie zrobił – na tyle przypominam sobie mój ówczesny nastrój. Pokochałem więc także kompanię tych chłopców, z którymi to zrobiłem. Czy zatem pokochałem jeszcze coś innego niż tylko samą kradzież? Wręcz przeciwnie, nie pokochałem niczego innego, bo kradzież jest niczym. Czym więc jest naprawdę? Kto mi to może wyjaśnić, jeśli nie Ten, który oświeca moje serce i rozprasza w nim mrok? Dlaczego przychodzi mi teraz na myśl badać, roztrząsać i rozważać, że gdybym był wówczas lubił te owoce, które ukradłem, i pragnął z nich skorzystać, mógłbym to zrobić sam, jeśliby mi wystarczało popełnić to przestępstwo, aby zaspokoić pragnienie przyjemności, i nie rozpalałbym w sobie żądzy namową ze strony towarzyszy? Ale ponieważ owoce nie miały mi sprawić przyjemności, był nią sam występek, w którym uczestniczyli wspólnicy tego grzechu.

9. Jaki nastrój panował wtedy w mojej duszy? Z pewnością zbyt podły, i biada mi, że był taki. Ale co to jednak było? „Kto zrozumie występki?” . Był to jakby łaskoczący serce śmiech, którym oszukiwaliśmy tych, którzy nie spodziewali się po nas takiego zachowania i go absolutnie nie chcieli. Dlaczego więc cieszyło mnie to, że nie zrobiłem tego sam? Czy także dlatego, że nikt się sam łatwo nie śmieje? Wprawdzie nikt się sam łatwo nie śmieje, lecz jednak nawet ludzi znajdujących się na osobności, gdy nikogo nie ma w pobliżu, ogarnia czasem śmiech, jeśli coś bardzo śmiesznego nasunie się ich zmysłom lub pojawi się w ich umyśle. A ja sam byłbym tego nie zrobił, w ogóle bym tego nie zrobił sam.

Oto jest przed Tobą, mój Boże, żywe wspomnienie mojej duszy. Sam nie popełniłbym tej kradzieży, w której podobało mi się nie to, co kradłem, lecz to, że kradłem. Sam nie miałbym wcale ochoty dokonać tej kradzieży i nie dokonałbym jej. O zbyt nieprzyjazna przyjaźni! Cóż za niezbadane zniewolenie umysłu, chęć szkodzenia dla zabawy i dla żartu, pragnienie cudzej krzywdy, chociaż we mnie nie było żadnej żądzy zysku czy zemsty! Ale gdy ktoś powie: „Chodźmy! Zróbmy to!” – wstyd nie być bezwstydnym.

10. Kto rozwiąże ten poskręcany i splątany węzeł? Ciebie pragnę, piękna Sprawiedliwości i Niewinności, przystrojona szlachetną światłością i nieprzebraną obfitością. W Tobie jest prawdziwy spokój i życie niczym niezakłócone. Kto wchodzi do Ciebie, „wchodzi do radości Pana swego” , nie ogarnie go trwoga i najlepiej mu będzie u najlepszego Pana. Odłączyłem się od Ciebie i zbłądziłem, mój Boże, zboczyłem w młodości nazbyt daleko od niezachwianej ostoi w Tobie i sam dla siebie stałem się padołem niedoli.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij