Z dwóch światów jestem - ebook
Jest to opowieść o życiu „w rozkroku”. Z jednej strony szara codzienność PRL-u, z drugiej — nagły wybuch barw i możliwości wolnego rynku. Z jednej strony surowe zasady, z drugiej — zachłyśnięcie się wolnością. Jak scalić te dwa skrajne doświadczenia w jedną, spójną historię? Gdzie kończy się tamten człowiek, a zaczyna ten dzisiejszy? A co z mentalnością cały czas tego samego człowieka. Pożegnał stare ale jak przyjąć nowe? Czy między tymi światami istnieje pęknięcie, które obrazuje okładka.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-482-9 |
| Rozmiar pliku: | 2,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nie piszę tej książki po to, by kogokolwiek pouczać, przekonywać czy tym bardziej coś udowadniać. Nie jest to ani pochwała dawnych czasów, ani oskarżenie współczesności.
To zapis mojego rozumienia świata, który przyszło mi poznać z dwóch stron — tej sprzed 1989 roku i tej po transformacji. Tym to sposobem z dwóch światów jestem. W jednym się urodziłem i wychowałem, wykształciłem a w drugim pracowałem zawodowo i przeszedłem na emeryturę. Obie te epoki są we mnie żywe, obie odcisnęły na mnie piętno. Z każdej wybrałem to, co uznałem za wartościowe, a co złe — starałem się omijać, tak jak omija się niepotrzebny kamień leżący na drodze. Ten sposób życia, wybierania i odrzucania, pozwolił mi zachować wewnętrzny spokój i nie mieć wrogów. Tego spokoju nauczył mnie stoicyzm — nie książkowy, ale wypracowany przez lata dzięki obserwacji ludzi, historii i samego siebie. Tak, z dwóch światów jestem. Ponieważ brzmi to niczym manifest postaram się uzasadnić ten tytuł bliżej.
Opowiadałem kiedyś przyjacielowi o kulturze Bizancjum i na tym tle zaczęliśmy dyskutować o współczesnej kulturze i dokonywać porównań. W pewnym momencie przyjaciel zawołał:
— Ależ to są dwa różne światy, tego nie da się porównać!
— Nie da się? A czemu? Kto mi tego zabroni? — Te pytania zaczęły się mnożyć i w efekcie sam sobie coś uświadomiłem.
Przecież i ja z dwóch światów jestem. To nie jest pusty slogan ani kokieteria, lecz świadectwo życia rozpiętego między tym, co było, a tym, co jest. Nie tęsknię za tamtym siermiężnym ustrojem ale tęsknię za relacjami międzyludzkimi z tamtych czasów, przepełnionych prostotą i dobrą wolą. Te kontakty nigdy nie miały podtekstów, cała prawda i szczerość była zawsze na stole – za tym tęsknię.
Niosę w sobie wartości z obu tych światów — świata kolejek i wspólnych trzepaków, gdzie człowiek był dla człowieka lekarzem, nauczycielem i powiernikiem, oraz świata Internetu, w którym odległości mierzy się w milisekundach, a znajomości bywają ulotne jak powiadomienie na ekranie. Wybrałem z nich to, co najlepsze: serdeczność, szczerość, zdolność do śmiechu z siebie i fascynację nowością. Jeśli komuś się to nie podoba, niech wie jedno — to trudno, ja zostaję przy swoim. Bo ja taki jestem! A jaki jestem, to ta książka pokaże — mam nadzieję. Opowiadam o obu okresach i z dumą dzielę się tym w tej książce. Oczywiście więcej skupię się na czasach współczesnych jako że żyję w nich i dotykam sprawy tu i teraz.
Nie jest to też rozliczenie, jest to jedynie próba przypomnienia sobie rzeczy miłych i rzeczy trudnych, w jednym świecie i w drugim świecie. Być może jest to również próba pozostawienia swoich doświadczeń potomnym. Im przecież nie zdarzy się takie przejście, chociaż trudno powiedzieć, prorokowanie faktów historycznych to trudna sprawa..
Wielu nas takich jest — to ci, którzy urodzili się po drugiej wojnie światowej i żyli, jak ja, w Polsce. Udało mi się przejść z jednego świata do drugiego bezkolizyjnie, spokojnie, zabierając ze sobą co dobre i mądre a pozostawiając za sobą wszystko co złe, co mogło być zbędnym balastem, co w nowym świecie byłoby zbędne. Moje przejście do Nowego Świata było niemal gładkie, niczym przejście Żydów przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej. Nie wszystkim udało się takie przejście. Wielu przeszło z urazami, z bólem, który ich trawił latami. Byli też tacy, którzy nie przeszli i w skrajnym wypadku popełnili samobójstwo. Takie skrajne przypadki też się zdarzały i nie były to przypadki odosobnione.
Urodziłem się na Dolnym Śląsku, w tej części Polski, która po II wojnie światowej zmieniła swoje oblicze. Przyszli tu ludzie z różnych stron — także moi rodzice, którzy po 1948 roku zostawili rodzinne strony w okolicach Tarnobrzega i Nowej Dęby, by spróbować nowego życia w ziemi, która dopiero co wracała w polskie ręce. Był to czas wielkich nadziei i jeszcze większych obaw. Kiedy patrzę na swoje dzieciństwo, widzę, jak dorastałem na skrzyżowaniu historii — bawiłem się w sadach, które wcześniej należały do niemieckich rodzin, chodziłem do szkół, w których wciąż czuć było echo minionej epoki. A jednocześnie uczestniczyłem w budowaniu nowej rzeczywistości — tej, którą nazwano Polską Ludową.
Szkoła była pierwszym miejscem, gdzie uczyłem się nie tylko wiedzy, ale i życia w systemie. Zrozumiałem wtedy, że w każdej epoce trzeba umieć czytać między wierszami — wiedzieć, co jest mówione oficjalnie, a co myśli się naprawdę. Ta umiejętność towarzyszyła mi później przez całe życie zawodowe. W czasach PRL praca była jednocześnie szansą i ciężarem. Szansą, bo pozwalała się rozwijać, poznawać ludzi, zdobywać doświadczenie. Ciężarem, bo wymagała nieustannego dostosowywania się do systemu, który nie zawsze nagradzał najlepszych. Ale nauczyłem się wtedy także cierpliwości i wytrwałości. I tego, że w człowieku, który pozornie zgadza się na wszystko, może kryć się ktoś, kto nigdy nie przestaje myśleć samodzielnie.
Kiedy przyszedł przełom 1989/1990, miałem już swoje lata i bagaż doświadczeń. Patrzyłem na zmiany z nadzieją, ale i ostrożnością. Wiedziałem, że każdy nowy ustrój, choćby niósł dobre intencje, rodzi też nowe trudności. Nie byłem w grupie tych, którzy od razu stali się entuzjastycznymi zwolennikami wszystkiego, co nowe. Nie należałem też do tych, którzy kurczowo trzymali się starego. Zamiast tego starałem się rozumieć będąc bardzo ostrożnym. Obserwowałem, jak moi znajomi albo odnajdują się w III Rzeczpospolitej, albo gubią się w niej bezpowrotnie. Patrzyłem, jak dawni koledzy z pracy jednego dnia stawali się biznesmenami, a inni — bezrobotnymi. I rozumiałem coraz bardziej, że nie ma epok lepszych czy gorszych samych w sobie — są tylko lepsze i gorsze wybory, które w tych epokach podejmujemy.
Dziś, kiedy piszę te słowa, wiem, że do końca życia będę stał mocno w obu światach. Jedną nogą w czasie, w którym uczyłem się życia w PRL, a drugą w czasie, w którym żyję teraz, w III RP. Nie dlatego, że nie potrafię wybrać, ale dlatego, że nie chcę odrzucić żadnej części siebie. Obie są moją historią. I dlatego ta książka powstaje — by podzielić się doświadczeniem, które może komuś pomoże zrozumieć, że w życiu nie trzeba się bać sprzeczności. Że można jednocześnie pamiętać o przeszłości i iść naprzód, że można krytycznie patrzeć na błędy obu epok, ale też dostrzegać ich dobre strony.
W moich esejach nie znajdzie się miejsce na polityczne połajanki ani na roszczeniowe rozliczenia. Będę opowiadał o tym, jak w różnych momentach życia wybierałem swoją ścieżkę, jak uczyłem się mądrości od ludzi spotykanych w pracy i w prywatnym życiu. Opiszę, jak nauczyłem się odróżniać to, co ważne, od tego, co tylko hałaśliwe. Jak nauczyłem się, że w trudnych czasach warto zachować spokój, bo tylko wtedy można podejmować decyzje, które nie prowadzą do krzywdy innych ani do własnej zguby.
W tej książce znajdą się historie z mojego dzieciństwa, kiedy w cieniu powojennej biedy uczyłem się, co znaczy wartość pracy i solidarności między ludźmi, którzy sami dopiero co odbudowywali swoje życie. Opowiem o szkole, gdzie spotykałem nauczycieli, którzy choć musieli uczyć zgodnie z oficjalnym programem, potrafili jednocześnie przekazać wartości ponadczasowe — uczciwość, szacunek do wiedzy, odwagę w myśleniu. Podzielę się doświadczeniami z pracy zawodowej w czasach, gdy kariera była mniej zależna od talentu, a bardziej od umiejętności poruszania się w gęstej sieci zależności politycznych i społecznych. I opowiem, jak nie pozwoliłem, by te zależności odebrały mi szacunek do samego siebie. Dzisiaj wiem, że wtedy było ciężko ale wtedy tego nikt z nas nie wiedział, było jak było bo tak musiało być. Nikt nie narzekał, a jeżeli był głodny to mógł dostać kromkę chleba posmarowaną smalcem, może marmoladą a może jedynie posypaną cukrem i pokropioną wodą aby ten cukier nie spadał podczas biegu.
Będę wspominał czas przełomu, gdy Polska wchodziła w nowy świat wolności i kapitalizmu. Jak niektórzy mówili wtedy: „teraz każdy jest kowalem swojego losu”, a inni odpowiadali: „teraz każdy sam musi się martwić o swoje życie”. Opowiem o radościach i rozczarowaniach, o tym, co mnie wtedy zachwyciło i co mnie przeraziło. O ludziach, którzy w nowych czasach rozkwitli, i o tych, którzy nie potrafili się odnaleźć. O tym, jak sam próbowałem znaleźć swoją równowagę między tym, co stare, a tym, co nowe.
Nie zabraknie w tych esejach refleksji o tym, jak zmieniało się życie codzienne Polaków — od kartek na mięso po pełne półki w supermarketach; od kolejek w sklepach po bankomaty na każdym rogu; od milczącego strachu przed „panem w czarnym płaszczu” po swobodę, której wielu nie umiało udźwignąć. Będę pisał o tym nie po to, by rozstrzygać, która Polska była lepsza, ale by pokazać, jak te zmiany wpłynęły na mnie i na ludzi, których znałem. I by zostawić świadectwo dla tych, którzy urodzili się już po tych czasach — żeby wiedzieli, jak wyglądał świat ich dziadków i rodziców.
Chcę, by ta książka była spokojnym głosem człowieka, który przeszedł przez oba systemy i nie wpadł ani w zachwyt, ani w zgorzknienie. Człowieka, który nauczył się brać z każdego czasu to, co najlepsze, a z reszty nie czynić powodu do nienawiści. Bo życie jest zbyt krótkie, by marnować je na pielęgnowanie urazów.
Dlatego dziś, kiedy moje życie zbliża się do kresu, nie chcę pisać wspomnień ani autobiografii. Chcę podzielić się doświadczeniem, które może komuś da odwagę, by samemu dokonywać mądrych wyborów, bez potrzeby stawania po jednej stronie barykady. By dostrzegać w świecie nie tylko czerń i biel, ale także całą gamę odcieni szarości, w których kryje się prawda o ludzkiej naturze.
Gotowy tekst przeleżał rok i dopiero dzisiaj do niego wracam — spowodowały to pewne niebezpieczne wydarzenia. Wydarzenia te wywołały poniższą refleksję.
Moi rodzice urodzili się kiedyś w świecie, w którym na przeciwległych końcach rządzili dwaj szaleńcy — w efekcie mieli wojnę światową — tę drugą. Obecnie uformowała się podobna sytuacja: w Moskwie siedzi człowiek o mentalności podobnej do Stalina, na drugim końcu świata objawił się człowiek o cechach psychopaty i rządzi w stylu narcystycznym i nieprzewidywalnym. Świat pamięta oba te pierwowzory jak również skutki ich rządzenia.
Jedni krzyczą ze strachem w oczach: Będzie trzecia wojna światowa! Inni przewidują nowy podział świata, czyli „nową Jałtę”. Jedni liczą na opiekę Putina, drudzy na opiekę Trumpa. Jeszcze inni szukają przyjaciół daleko mając wrogów tuż koło siebie. Znowu wydaje się, że historia wielu niczego nie nauczyła.
W polityce nie ma sentymentów i przyjaciół — są jedynie interesy. To stare angielskie powiedzenie obowiązywało i nadal obowiązuje o czym znowu wielu nie chce pamiętać i prą w kierunku jednego lub drugiego hegemona. Ja brzydzę się polityką bo jej podłożem jest zawsze kłamstwo — bez kłamstwa nie ma polityki. Kłamstwo jest jedynym podłożem dla funkcjonowania polityków.
Treścią ostatniego rozdziału jest siedem opowiadań, które są wynikiem wcześniejszych treści książki. Te opowiadania stanowią niejako pieczęć dla wcześniejszych rozważań. Zresztą w całej książce jest wiele przeróżnych scenek, które teoretycznie mogły się zdarzyć. A może jeszcze się zdarzą?