Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Z ofiary wroga do pana młodego - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
5,05
505 pkt
punktów Virtualo

Z ofiary wroga do pana młodego - ebook

W Prusach pod panowaniem Bismarcka młody polski budowniczy walczy o przetrwanie na rusztowaniach Chicago. Zdradzony przez wroga, ocalony przez nieoczekiwanego sojusznika — przechodzi drogę od ofiary do pana młodego w świecie pełnym intryg, strajków i odbudowy po Wielkim Pożarze. Gerald R. Schmidt kontynuuje sagę Zuriel Disclosures epicką historią imigrancką, miłości i walki o godność. The book was created with the help of artificial intelligence (AI).


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8467-015-6
Rozmiar pliku: 2,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział Minus Trzy: Przedmowa Autora

Nie ma wątpliwości: ta książka, podobnie jak wszystkie tomy cyklu _UJAWNIENIA ZURIELA_, jest dziełem fikcyjnym. Starałem się, aby przedstawienie wydarzeń historycznych było możliwie najwierniejsze faktom, jednak tam, gdzie źródła były skąpe, niepewne lub w ogóle nieistniejące, uzupełniłem je wyobraźnią. Proszę więc, aby Czytelnik nie traktował wszystkiego, co przeczyta w tej książce, jako bezwzględnej prawdy historycznej. Zachęcam do weryfikowania faktów.

Tłumaczenie na język polski zostało wykonane przy pomocy Grok AI, z moją osobistą korektą. Jest to więc polszczyzna specyficzna — „poloniańska”, przefiltrowana przez amerykańskie wzorce myślenia i mówienia. Taką właśnie odmianę języka słyszy się często wśród Polonii chicagowskiej. Nie jest to klasyczna, literacka polszczyzna rodem z Krakowa czy Warszawy, ale mam głęboką nadzieję, że mimo to oddaje ducha oryginału i będzie zrozumiała oraz bliska polskim Czytelnikom, zarówno w Polsce, jak i na emigracji.

Być może zastanawialiście się, jak wyglądało życie tych odważnych pionierów — pierwszych Polaków, którzy w połowie XIX wieku opuścili ojczyznę i wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Właśnie dlatego najpierw ukazałem to, co działo się w Prusach, które porzucili. Następnie przedstawiłem wydarzenia z najbliższego sąsiedztwa Walentego, później z reszty Chicago, ze stanu Illinois, a wreszcie z całego kraju. Chciałem, abyście mogli w pełni poczuć atmosferę tego nowego życia, w jakie się zanurzył.

Dodatkową przyjemność sprawi Wam śledzenie losów Walentego Karnowskiego na mapach Polski i Niemiec oraz w Google Earth. Szczególnie polecam miejsca związane z bitwami i ważnymi wydarzeniami historycznymi.

Dziękuję wszystkim, którzy zechcą towarzyszyć Walentemu w jego trudnej drodze z pruskiej niewoli do wolnej Ameryki.

Z wyrazami szacunku

Gerald R. SchmidtRozdział Minus Dwa: Przedmowa Anioła Zuriela

Jestem Zuriel, anioł stróż Walentego Karnowskiego, którego życie stanowi spajającą nić tej, poprzednich i kolejnych książek. Ta opowiada o opuszczeniu przez niego ojczyzny i przybyciu do Ameryki. Jako anioł przebywający w obecności Trójjedynego Boga, Który jest Prawdą, wiem znacznie więcej niż wy na ziemi: znam prawdę, a nie powszechnie przyjmowane opinie o wydarzeniach ludzkich. Jestem istotą precyzyjną, dlatego często podaję godziny wschodu i zachodu słońca, najwyższe i najniższe temperatury, prędkości wiatru oraz inne fakty pogodowe — wiem bowiem, jak wielki wpływ mogą one wywierać na ludzkie sprawy.

Cóż, dlaczego piszę te książki? Walenty Karnowski prowadził nadzwyczajne życie, przechodząc przez wiele wydarzeń o historycznym znaczeniu. Chcę pokazać trudy, jakie zmuszono go znosić oraz cały naród polski, którego był częścią. Chcę ukazać wierność Polaków katolickiej wierze Jezusowej. Chcę pokazać, że — względem bogactwa — „wyższa klasa” jest w rzeczywistości klasą niższą, a — względem moralności — „niższa klasa” jest w rzeczywistości klasą wyższą.

Książka ta ma formę dziennika, ponieważ życie człowieka toczy się dzień po dniu. Gdy coś dzieje się w jednym miejscu, gdzie indziej dzieje się coś innego. Problem wielu powieści polega na tym, że np. w rozdziale pierwszym zajmują się one pogodą przez pewien okres, w rozdziale drugim wracają do dnia pierwszego i zajmują się geografią, a w rozdziale trzecim znów wracają do dnia pierwszego i zajmują się panem X itd. Ja opowiadam Wam o rzeczach, które dzieją się jednocześnie.

Jak je piszę? Udzielam natchnienia panu Schmidtowi, a on to wszystko przepisuje.Rozdział Pierwszy: Walenty ulega poważnemu wypadkowi

PIĄTEK 13 WRZEŚNIA 1872. Podczas odbudowy Palmer House Walenty stał na rusztowaniu na wysokości trzeciego piętra. Jego wróg, Siegfried Nückel, udając, że chce go minąć, popchnął go za krawędź. Walenty krzyknął, spadając w powietrzu, i uderzył o ziemię. Doznał złamania czaszki oraz złamań prawej nogi i kostki. Krzyk przyciągnął uwagę kilku robotników i wydawało się, że nikt nie widział popchnięcia — koledzy z pracy pospieszyli mu na pomoc. W rzeczywistości jeden mężczyzna — Cahill O’Toole — widział to. Cahill bardzo bał się Nückla, którego robotnicy uważali za tyrana i osiłka.

Jeden z mężczyzn pobiegł do najbliższej budki alarmowej, by wezwać straż pożarną Chicago, która pełniła także funkcję pogotowia ratunkowego. Walentego przewieziono w pośpiechu do Szpitala Powiatu Cook (dla ubogich) przy 18th i La Salle Sts., gdzie zdiagnozowano u niego ciężkie złamanie czaszki. Po podaniu znieczulenia ogólnego przeprowadzono operację, by zapobiec uszkodzeniu mózgu.

Na placu budowy brygadzista przeprowadził dochodzenie w sprawie najbliższych krewnych Walentego. Pojawiło się nazwisko Rzepińskich #2 i polskiego robotnika wysłano, by przekazał im wiadomość. Na szczęście Szymon był w domu, gdyż tego dnia spłacił hipotekę. „Nie radziłbym teraz do niego jechać; mogą jeszcze operować albo nadal być pod znieczuleniem. Spróbujcie jutro” — powiedział i wyszedł.

Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Depesza z Rzymu podaje, że kardynał Antonelli otrzymał wiadomość od nuncjusza papieskiego w Wiedniu, iż cesarze podczas niedawnej konferencji w Berlinie zgodzili się poprosić Papieża o zerwanie z jezuitami. Obiecali wstawić się u Włoch w sprawie zagranicznych zgromadzeń zakonnych w Rzymie.”

*

„Papież Pius IX ostatecznie porzucił plany opuszczenia Rzymu.”

*

„Alarm z skrzynki 148, krótko po 13:00 wczoraj po południu, został spowodowany pojawieniem się ognia w kuźni Heining & Borgen przy 512 W. Chicago Ave. — jednopiętrowym drewnianym budynku z piwnicą poniżej poziomu chodnika, używanym jako stajnia. W tej części budynku znajdowały się dwa konie, oba uległy zniszczeniu. Jeden należał do firmy kowalskiej, drugi do panów Smith & Loher. To ostatnie zwierzę było warte 400 dolarów i nie było ubezpieczone. Budynek został uszkodzony w ponad 50% i dlatego stanowi całkowitą stratę, gdyż przepisy przeciwpożarowe zabraniają jego naprawy.

Całkowita strata Heining & Borgen wynosi około 1500 dolarów, ubezpieczenie 1000 dolarów w Brewers’ of Milwaukee. Przyczyną pożaru były iskry wylatujące z kuźni do sterty siana w piwnicy. Mogłoby dojść do bardzo niszczycielskiego pożaru, gdyby nie obecność ceglanego budynku, który stanowił solidną ścianę bez okien, powstrzymującą płomienie. Parowiec (wóz strażacki) jest pilnie potrzebny w okolicach mostu na Chicago Ave., które są gęsto zaludnione i zabudowane drewnianymi domami.”

*

Pruscy okupanci urządzili ceremonię w zamku w Malborku upamiętniającą zajęcie tej części Polski, znanej dotąd jako Prusy Królewskie.

SOBOTA, 14 WRZEŚNIA 1872. Podwyższenie Krzyża Świętego.

W Szpitalu Powiatu Cook Walenty Karnowski leżał w łóżku i myślał, na ile pozwalał mu na to otumaniony lekami umysł. Czuł się winny i chciał jak najszybciej pójść do spowiedzi, by wyznać swój grzech z Marcyanną, ale nie był w stanie mówić.

W jego karcie wpisano pewne informacje: Religia: katolicka. Języki: polski, niemiecki i angielski — w tej kolejności biegłości. Czeski benedyktyni z kościoła św. Jana Nepomucena w pobliskim Bridgeport odwiedzali katolickich pacjentów i akurat trafił tam proboszcz KS. William Čoka OSB.

Spojrzał na kartę Walentego, potem na opatrunek gipsowy wokół czaszki i zapytał po niemiecku: „Czy chciałbyś się wyspowiadać? Jeśli tak, podnieś rękę”. Walenty podniósł. KS. Čoka złapał pielęgniarkę i poprosił o przenośny blat do pisania, ołówek i papier.

Gdy przyniesiono, wyjaśnił: „Przejdę przez przykazania, wymieniając grzechy przeciwko każdemu, które są często popełniane. Podniesiesz rękę, gdy coś do ciebie pasuje. W przypadku grzechów śmiertelnych wypiszesz okoliczności”. Gdy ksiądz dotarł do szóstego przykazania, Walenty napisał sporo. Ksiądz zapytał: „Czy masz zamiar ożenić się z tą kobietą?”

Walenty dał znak: „Tak”.

„Za pokutę odmówisz różaniec, a gdy tylko będziesz mógł mówić, poprosisz ją o rękę”. Potem udzielił Walentemu Komunii Świętej i sakramentu namaszczenia chorych (ostatniego namaszczenia). Ksiądz odszedł, a Walenty wszedł w stan komunii z Jezusem, który napełnił go głębokim pokojem.

*

Marcyanna, Józef i Rzepińscy #2 nie zebrali się w domu przy Huron St., by uczyć się angielskiego. Zamiast tego, gdy skończyli pracę w południe, poszli prosto do Szpitala Powiatu Cook przy 18th i La Salle Sts., by zobaczyć Walentego. Leżał w wąskiej, otwartej sali z rzędem łóżek na metalowych ramach pod obiema ścianami, jak okiem sięgnąć, oraz dodatkowymi stłoczonymi pośrodku pomieszczenia. Ramy kiedyś były białe, ale częste użytkowanie odłupało sporą część farby.

Osoba wychowana w Ameryce pokręciłaby głową z dezaprobatą na widok warunków, ale dla tych przesiedlonych chłopów sytuacja wydawała się niewiele gorsza od nieba. Żeby miasto oferowało darmową pomoc medyczną w takim wspaniałym miejscu!

Miał gips na głowie, który pozwalał mu nieco poruszać żuchwą, oddychać przez nos i widzieć. Marcyanna i Anna na ten widok wybuchły płaczem. Pielęgniarka powiedziała: „Nie zmuszajcie go do odpowiadania. Poruszanie żuchwą powoduje, że złamane kości czaszki nie zrastają się prawidłowo”. Na szczęście wszyscy znali już na tyle angielski, by ją zrozumieć.

Marcyanna wzięła więc jedną jego rękę, Anna drugą i po prostu je trzymały, podczas gdy wszyscy patrzyli na niego i informowali o nowinach. Z czasem mieli się zorientować, że upadek rzeczywiście wpłynął na jego iloraz inteligencji, który spadł z około 180 do około 99.

Walenty Karnowski w Szpitalu Powiatu Cook dla Ubogich razem z Marcyanną Jażdżewską i Anną Rzepińską
Między innymi zauważyli, że stracił zainteresowanie ideami abstrakcyjnymi na rzeczy fizycznych — tego świata, z którym styka się się przez pięć zmysłów; nie był w stanie lub nie chciał używać złożonych zdań. Jego słownictwo ograniczyło się do bardziej pospolitych słów zamiast bardziej skomplikowanych. Na przykład, kiedyś powiedziałby „Zniweczył plan”, teraz mówiłby „Zatrzymał plan”. On, który kiedyś potrafił i pragnął oddawać się bezsłownej kontemplacji przed Najświętszym Sakramentem, teraz wolał znajome modlitwy — te, które ktoś napisał.

*

Marcyanna spieszyła się na spowiedź do kościoła św. Stanisława Kostki. Trwała ona od 16:30 do 18:00. Opuściła szpital i poszła tam prosto, podczas gdy pozostali wrócili do domu.

Czuła się zakłopotana, czekając w kolejce, pewna, że KS. Bakanowski rozpozna jej głos. _„Ale z drugiej strony, jak mógłby? Jestem jedną z setek kobiet w tej parafii. Nie miałam z nim żadnych osobistych rozmów” —_ powiedziała sobie.

„Błogosław mnie, Księże Duchowny, bo zgrzeszyłam” — powiedziała zwykłą formułą wstępną. „Minął miesiąc od mojej ostatniej spowiedzi. Och, Księże, współżyłam z mężczyzną!” — wyrzuciła z siebie.

„Rozumiem, że to nie jest twój mąż?”.

„Nie. Jesteśmy niedawno przybyłymi imigrantami i żadne z nas nie jest małżeństwem. Należymy do małej grupy, która spotyka się towarzysko”.

„Czy planujecie się pobrać?”

„Nigdy o tym nie wspominał. W Europie swat załatwiłby sprawę. Tutaj nie wiem, co będzie”.

„Czy chciałabyś za niego wyjść?”

„Tak. Mimo tego, co się stało, wierzę, że bylibyśmy dobrą parą. Możemy się szanować”.

„Gdy go zobaczysz, przyprowadź go do mnie. Towarzysz mu. Za pokutę odmów różaniec. Teraz odmów Akt Żalu”.

NIEDZIELA, 15 WRZEŚNIA 1872. 17. niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego.

Skrzydło anarchistyczne Pierwszej Międzynarodówki odbyło dziś i jutro odrębny kongres w St. Imier w Szwajcarii. Od tego momentu marksistowski i anarchistyczny nurt socjalizmu miały odrębne organizacje, w różnych momentach włącznie z rywalizującymi „międzynarodówkami”. Ten rozłam bywa nazywany podziałem na „czerwonych” i „czarnych” — czerwoni to marksiści, czarni to anarchiści.

Bismarck, usłyszawszy o rozłamie w Pierwszej Międzynarodówce, zauważył: „Ukoronowane głowy, bogactwo i przywileje mogą się słusznie trząść, gdyby kiedykolwiek znów zjednoczyli się Czarni i Czerwoni!”. Anarchiści ogłosili się prawdziwymi spadkobiercami Międzynarodówki. Przyjęto program Bakunina, Marksa wykluczono pośrednio, a anarchistyczna Pierwsza Międzynarodówka będzie działać do 1877 roku.

WTOREK, 17 WRZEŚNIA 1872. Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Linia omnibusów obywatelskich kursująca Milwaukee Ave. powiększyła wczoraj swój tabor o 12 nowych, lśniących powozów.”

PIĄTEK, 20 WRZEŚNIA 1872. Z „_CATHOLIC ENCYCLOPEDIA_” z 1913 roku:

„Dziś pruski episkopat, zebrany w Fuldzie na doroczne spotkanie, wydał memoriał do wszystkich niemieckich państw, w którym omówiono w całości ostatnie antykościelne środki, poddano je osądowi opinii publicznej i dostarczono dowodów, że prawa Kościoła, dotąd uznawane zarówno w prawie międzynarodowym, jak i krajowym, zostały poważnie naruszone.”

Dziś rozpoczął się pierwszy dzień kongresu starokatolików w Kolonii. Zgranie w czasie z tymi spotkaniami katolickimi wydaje się być zaplanowane w jakimś konkretnym celu.

SOBOTA, 21 WRZEŚNIA 1872. Był to ósmy dzień od wypadku Walentego. Marcyanna, Józef i Rzepińscy #2 spotkali się przy łóżku Walentego w Szpitalu Powiatu Cook, by uczyć się angielskiego za pomocą „_CHICAGO TRIBUNE_”. Walenty nadal nie był w stanie odpowiadać, ale wydawało się, że i tak rozumie. Albo po prostu był wdzięczny za towarzystwo. Trudno im było to ocenić.

Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Na wczorajszym posiedzeniu kongresu starokatolików w Kolonii dr Soult został wybrany prezesem, a drowie Petrie i Kornellius wiceprezesami. Kongres zakończył obrady dziś. Powołano komitet złożony z drów Döllingera, Frederica i innych, którego zadaniem będzie zapewnienie zjednoczenia wszystkich chrześcijan w ruchu starokatolickim.”

*

„Wczoraj z wielkim entuzjazmem obchodzono rocznicę zajęcia Rzymu przez wojska włoskie. Miasto było bogato udekorowane. Papież przyjmował wizyty kondolencyjne od swoich zwolenników i zwrócił się do odwiedzających, lamentując nad nieszczęściami Kościoła katolickiego i niesprawiedliwością wyrządzoną mu przez rząd włoski.”

*

Dziś otwarto budynek Richardsa, Shawa i Winslowa na północno-wschodnim rogu State i Madison Sts. Z czasem zajmie tę parcelę Marshall Field & Co. Róg ten zyska reputację najruchliwszego na świecie — o każdej porze dnia panuje tam ogromny ruch pieszych.

NIEDZIELA, 22 WRZEŚNIA 1872. 18. niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego. Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Budowa Palmer House na południowo-wschodnim rogu State i Monroe Sts. postępuje powoli z powodu charakteru kontraktu na materiały. Tylna część jest ukończona z wyjątkiem ostatniego piętra, a na froncie kamień jest położony na wysokości czterech pięter. Całość ma zostać przykryta dachem za około dwa miesiące. Architekt uważa, że budynek będzie prawie gotowy na początek nowego roku, a jako dodatkową zachętę pan Palmer zaoferował wykonawcy premię w wysokości 2500 dolarów za skrócenie terminu kontraktów o dwa miesiące.”

Palmer House na pewnym etapie odbudowy
Zatem Walenty nadal jest zatrudniony przy jego budowie, choć na urlopie okolicznościowym.

*

„Związek cieśli wydaje się bliski uzyskania wyższych wynagrodzeń dla wykwalifikowanych pracowników bez konieczności strajku. Większość pracodawców już wyraziła zgodę na żądania związku, a pozostali, jak się wydaje, będą musieli pójść w ich ślady. Niemniej jednak stała stawka 4 dolarów za dzień nie będzie obowiązywać wszystkich; choć powszechnie przyznaje się, że kompetentni mechanicy mogą liczyć na takie wynagrodzenie, żaden wykonawca nie może być zmuszony do płacenia tego samym nieudolnym pracownikom.

Związek wybrał odpowiedni moment. Prawie każdy budynek jest już pod dachem i czeka tylko na wykończenie wnętrz, by stać się zdatnym do zamieszkania. Przez całe lato zapotrzebowanie dotyczyło głównie cieśli niewykwalifikowanych — takich jak Walenty — których obowiązki ograniczały się do chodników i belek stropowych, zadań wymagających niewielkich umiejętności, które zwykli robotnicy mogli wykonywać w miarę dobrze. Ale tacy ludzie są bezużyteczni przy pracy stolarskiej, dlatego prawdziwy rzemieślnik, zdolny do wykonywania precyzyjniejszych prac, nie będzie miał problemu z uzyskaniem pożądanych 4 dolarów za dzień.

Trudność tkwi w samym związku, który domaga się jednakowych wynagrodzeń dla wszystkich — wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych. Jest to jawnie niesprawiedliwe i nie da się wyegzekwować. Szefowie, choć niezorganizowani, twardo odmawiają tej warunków. Strajk niewiele by ich kosztował, gdyż każdy kontrakt przewiduje, że w razie takich kłopotów wykonawca nie ponosi odpowiedzialności — strata spada na właścicieli budynków. Ale właściciele, pragnący szybkiego ukończenia i zajęcia lokali, raczej nie będą energicznie sprzeciwiać się podwyżce.

Kilku jest upartych; pewien prawnik, podsłuchany przez reportera »_TRIBUNE_«, przysięgał, że »piekło zamarznie, zanim zgodzi się na podwyżkę«. Niemniej jednak, gdy wczoraj wieczorem przedstawiono ultimatum, lepszym pracownikom odpowiedziano przychylnie. Wykonawcy są pewni, że gdyby gorszych robotników spotkał strajk, ich miejsca można by łatwo wypełnić zdolnymi cieślami. Związek nigdy jeszcze nie doprowadził strajku do sukcesu i ta próba nie zapowiada się lepiej. Sama groźba przyciągnęła do Chicago setki cieśli i nie ma obaw, że prace w Spalonej Dzielnicy zostaną wstrzymane.”

*

„Między 23:00 a 24:00 zeszłej nocy młody mężczyzna o nazwisku Charles Lowe, mieszkający przy 454 N. Green St., został dźgnięty nożem i ciężko ranny w kłótni niedaleko rogu Morgan i Madison Sts. Towarzysz, który próbował mu pomóc, został powalony i pobity po głowie. Z jego zeznań wynika, że Lowe i kilku innych przebywało w stodole przy Morgan St., gdzie zamierzali spędzić noc i wcześnie rano wyruszyć na wieś.

Około 23:00 Lowe z dwoma towarzyszami opuścił stodołę i gdy stali na chodniku, jeden z nich zakaszlał lub kichnął. Kaszel został naśladowany przez kogoś z grupy młodych mężczyzn po drugiej stronie ulicy i z tego głupiego powodu wybuchła kłótnia.

Lowe, jak podano, wyzwał ich, by powtórzyli czyn, a oni w odpowiedzi wezwali Lowe’a, by spotkał się z nimi na środku ulicy. Przyjął pośrednie wyzwanie do walki i w mniej niż 5 minut został dźgnięty nożem po wymianie kilku ciosów z jednym z przeciwników. Napastnicy uciekli. Lowe’a zabrano do jego mieszkania, gdzie zajął się nim dr Ben C. Miller. Ranę znaleziono w lewym boku powyżej biodra — nóż przebił brzuch. Rokowania co do jego wyzdrowienia są niemożliwe.”

*

„Francuscy misjonarze w Chinach zdobywają wielu neofitów dzięki magicznemu napojowi uzyskanemu z serc i wnętrzności dobrych buddystów, których zamordowali. Zarabiają też sporo pieniędzy, eksportując oczy swoich ofiar do Europy, gdzie — jak każdy wie — mongolskie oko, przyłożone do ołowiu, natychmiast zamienia go w srebro. Nieochrzczeni Niebiańscy zamierzają pomścić te krzywdy, zabijając paryskich emisariuszy Diabła.”

Tekst ukazał się jako rzeczywista notatka prasowa; nie jest wyrwany z kontekstu. — GRS.

*

Ostatni dzień kongresu starokatolików w Kolonii. Główną siłą napędową tego i wszystkich późniejszych zgromadzeń organizacji był John Friedrich von Schulte, profesor dogmatyki w Pradze. Friedrich von Schulte podsumował wyniki kongresu w następujący sposób:

• Wierność starożytnej wierze katolickiej;

• Obrona praw katolików jako takich;

• Odrzucenie nowych dogmatów;

• Wierność konstytucjom starożytnego Kościoła z odrzuceniem każdego dogmatu wiary niezgodnego z aktualną świadomością Kościoła;

• Reformę Kościoła z konstytucyjnym udziałem laikatu;

• Przygotowanie drogi do zjednoczenia wyznań chrześcijańskich;

• Reformę kształcenia i pozycji duchowieństwa;

• Wierność państwu wobec ataków ultramontanizmu;

• Odrzucenie Towarzystwa Jezusowego;

• Uroczyste stwierdzenie roszczeń katolików jako takich do rzeczywistego majątku Kościoła i tytułu do niego.

Po tym nastąpiły kroki mające na celu uzyskanie uznania starokatolików przez różne rządy; ówczesna ogólna atmosfera ułatwiła uzyskanie takiego uznania od Prus, Badenii i Hesji. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. — GRS.

WTOREK, 24 WRZEŚNIA 1872 R. Świt nadszedł o godzinie 5:41.

Szymona Rzepińskiego #2 oraz pozostałych robotników pracujących przy Palmer House zwolniono na czas lunchu. Deszcz zacinał poziomo w budynek, uniemożliwiając jakąkolwiek pracę. Powierzchnie chodzone stawały się śliskie i niebezpieczne. Wiatr wybił już osadzone szyby okienne, co stwarzało kolejne zagrożenie.

W drodze do domu Szymon widział szkody strukturalne: fragmenty dachów leżące na ulicy, zwalone ceglane kominy, drewniane chaty pozbawione sidingu.

Mężczyźni musieli wysiąść z tramwaju, by usunąć powalone drzewo i liczne gałęzie. Zauważył co najmniej jedno wyrwane z korzeniami drzewo na podwórzu. Koń z trudem walczył z wichrem. Wszyscy wstrzymywali oddech, gdy zwierzę musiało zaprzeć się z całych sił, by utrzymać pozycję. „Czy kiedykolwiek wrócimy do domu?” — to pytanie nurtowało wszystkie umysły.

Powyrywane linie telegraficzne; w niektórych miejscach na przewodach spoczywały kawałki drewnianych budynków, które tylko czekały, by je zerwać.

Bryczki i wozy były poprzewracane lub leżały w kawałkach, rozbite o robotnicze chaty.

Ranne konie, uwolnione z pojazdów, które kiedyś ciągnęły, błąkały się bez celu, żałośnie rżąc.

Markizy — teraz jedynie strzępy — zwisały bezwładnie na ramach. Najróżniejsze szyldy zaśmiecały ulicę.

Ludzie, którzy mieli pecha znaleźć się na ulicy pieszo, stawiali czoła ogromnym trudnościom w poruszaniu się, a nawet w utrzymaniu równowagi.

Szymon nie mógł się doczekać powrotu do domu, by opowiedzieć o wszystkim Annie, a w sobotę — Walentemu.

*

Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Związek Cieśli wstrzymał pracę w sobotę wieczorem, postanawiając domagać się 4 dolarów dziennie. Pracodawcy mieli niedzielę na podjęcie decyzji, czy ustąpić, a w poniedziałek większość odmówiła, nakazując robotnikom zaakceptować starą stawkę lub szukać pracy gdzie indziej.

Niektórzy pracodawcy, pod naciskiem zaniepokojonych właścicieli budynków — takich jak Stowarzyszenie Izby Handlowej, Pacific Hotel Co., _TRIBUNE_ Co. oraz właściciele Oriental Block — zgodzili się na podwyżkę, by uniknąć opóźnień. Kilku innych złożyło warunkową obietnicę i wielu ludzi podjęło pracę na tej podstawie. Cieśle spoza związku również zażądali podwyżki, a gdy im odmówiono, wielu wstąpiło do Związku; niemal 200 nowych członków zostało zaprzysiężonych w jednym dniu w Turner Hall przy Roosevelt Rd.

Szacunki liczby bezrobotnych cieśli sięgały 2000, co prawdopodobnie jest niedoszacowaniem, zważywszy że sam Związek nr 1 liczy ponad 1500 członków. Zwykli cieśle z młotkiem i piłką, pominięci w negocjacjach, zażądali dodatkowych 50 centów, lecz ich roszczenia wyśmiano, toteż przyłączyli się do strajku.

W Związku najlepsi muszą stać murem za najgorszymi, więc zdolni mają «dźwigać biedaków na swoich grzbietach». Pracodawcy są przekonani, że strajk nie potrwa tygodnia; robotnicy są równie pewni, że wytrzymają. Niektórzy mają oszczędności, lecz większość nie ma nic i grozi im nędza, jeśli bezrobocie się przedłuży. Inne związki przyrzekły wsparcie poprzez Trades’ Assembly, obiecując składki na zebranie funduszy w razie potrzeby.

Niewielu cieśli przybyło dotychczas z zewnątrz miasta, lecz wkrótce spodziewanych jest więcej, co zatka rynek i wielu uniemożliwi znalezienie pracy zimą. Nędza nadejdzie — i spadnie na samych robotników. Już teraz niektóre budynki stoją bezczynnie, lecz pracodawcy donoszą, że z niewielkim trudem zapełniają miejsca zastępcami.

Zgłoszenia w Biurze Zatrudnienia były nieliczne, co sugeruje, że kontrahenci zabezpieczyli sobie wystarczającą pomoc. Dla gorszych robotników strajk jest już przegrany, a za tydzień będzie jedynie wspomnieniem tych, którzy stracili posady i zostawili rodziny w niedostatku.”

*

„Na wczorajszym posiedzeniu Rada Robót Publicznych przyznała kontrakt na umocnienie i zasypanie Milwaukee Ave. od Division St. do Damen Ave. firmie P. C. McDonald po 48½ centa za jard³ wypełniaka oraz 16 dolarów za kord drewna na ściany oporowe. Kontrakt na brukowanie tej samej ulicy otrzymał J. McBean po 1,30 dolara za jard².”

To jest _par excellence_ polska ulica handlowa. Właśnie tu Baruch Ranberg, sąsiad Rzepińskiego #2, prowadzi swój sklep. Oczywiste, że dotąd ulica była niebrukowana.

*

„Prymarnie (republikanów liberalnych?) w 15. okręgu odbyły się w remizie strażackiej przy Chicago Ave. niedaleko Milwaukee Ave. Prymarnie demokratyczne w 15. okręgu odbyły się u Henry’ego Hoffa, 859 N. Milwaukee Ave. Chris Casselman jest odpowiedzialny.”

PIĄTEK, 27 WRZEŚNIA 1872 R.

Marcyanna powinna dziś mieć miesiączkę. Nie dostała jej. Zamiast tego obudziła się z metalicznym posmakiem w ustach. W pracy ze zdumieniem zauważyła, jak często musi chodzić do toalety.

Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„Rząd (niemiecki) wydał rozkaz wstrzymania uposażenia biskupa Warmii (bp. Krementz — GRS).”

SOBOTA, 28 WRZEŚNIA 1872 R. Św. Wacław. Dzień suchy. Marcyanna obudziła się z obolałymi piersiami i poczuciem nudności.

Z „_CHICAGO TRIBUNE_”:

„W środę komitet Związku Cieśli i Stolarzy, który strajkuje od pięciu dni, wydał wezwanie do towarzyszy pracy, by zebrali się wczoraj rano w Turner Hall przy W. 12th St. w celu demonstracji poparcia dla swoich żądań. W odpowiedzi zebrało się od 400 do 500 mężczyzn; ściany sali były pięknie udekorowane. O godzinie 11:00 uformowano pochód, a główny marszałek, pan W. J. Finicue, wydał komendę do wymarszu.

Pochód otwierała orkiestra Great Western Light Guard. Na czele niesiono błękitny sztandar, na którego awersie widniały słowa: «Związek Cieśli i Stolarzy, założony 4 stycznia 1872», a na rewersie — godło stowarzyszenia. Trasa pochodu prowadziła: na wschód 12th St. do Wabash Ave., stamtąd na północ do Washington St., na zachód do Wacker Dr. (350 W.), na północ, potem na wschód Wacker Dr. (300 N.) do Clark St., stamtąd na północ do Chicago Ave., na zachód do Orleans St. i na południe do Kinzie, na wschód do Wells St., na południe do Madison, na zachód do Halsted i z powrotem do punktu wyjścia przy zachodniej 12th St.

Mężczyźni swą mężną postawą i dobrym wyglądem wzbudzali powszechnie przychylne komentarze. Cieśle pracujący na budynkach wzdłuż trasy pochodu byli wygwizdywani przez demonstrantów; padały okrzyki takie jak «Przestańcie pracować!», «Złaźcie stamtąd!», «Zrzucajcie ich!», lecz marszałkowie natychmiast je uciszali.

Gdy pochód znalazł się naprzeciwko budynku Izby Handlowej, zatrzymał się i trzykrotnie wzniósł okrzyki na cześć pana Walwortha, który jako pierwszy ustąpił przed żądaniem strajkujących o 4 dolary dziennie. Tyle samo okrzyków otrzymali cieśle pracujący w tym budynku, a orkiestra zagrała żywą melodię.

Od początku ruchu doszło już do kilku prób przemocy. Wczoraj podjęto próbę zastraszenia robotników pracujących przy Portland Block oraz przy dworcu Michigan Southern Railway. Ludzie pracowali spokojnie przez cały dzień, lecz zostali napadnięci, gdy wracali wieczorem do domów.”

*

Inny artykuł:

„Strajkujący cieśle wyszli wczoraj w uporządkowanym pochodzie, korzystając z amerykańskiego przywileju żądania własnej ceny za swoją pracę. Lecz armia ich braci, przewyższająca uczestników demonstracji w stosunku pięciu do jednego, była zbyt zajęta naszą Wielką Odbudową, by poświęcić dzień na uliczne widowisko, i wolała pracować na najlepszych możliwych warunkach, niż dryfować ku zimie wśród bezrobotnych. To wolny kraj i każdy człowiek może sam decydować w sprawie tak prostej, że pojmuje ją nawet najskromniejszy umysł.”

*

„Józef Kabacky, ośmioletni chłopiec, został wczoraj po południu tak ciężko ranny, gdy na rogu Carpenter St. (914 N.) przejechał go spanikowany zaprzęg, że konieczne było amputowanie lewej nogi, lewej ręki oraz dużego palca prawej stopy. Oprócz tych straszliwych obrażeń odniósł także ciężką ranę głowy.” Chłopiec mieszka przy 870 W. Chestnut. Walenty mieszka pod numerem 918.

Marcyanna, Józef i państwo Rzepińscy spotkali się z Walentym w Szpitalu Powiatu Cook, by uczyć się angielskiego. Rozmowa kręciła się wokół wiadomości z „_TRIBUNE_” o strajku cieśli. Rzepiński powiedział:

— No, Walenty, ominęła cię cała zabawa.

Dotychczas Walenty nie był w stanie odpowiadać. Ku zdumieniu wszystkich odezwał się:

— Pracowałbym dalej.

Józef wykrzyknął:

— Walenty, ty mówisz! — A potem zapytał: — Czyli byłeś zadowolony ze swojej płacy?

— Tak.

Rzepiński #2 podsumował:

— No cóż, leżenie tu ma swoje zalety: uniknąłeś fizycznego ataku.

Potem dodał:

— Nigdy nam nie powiedziałeś, jak doszło do tego wypadku. Czujesz się już na tyle odległy od tamtego wydarzenia, by o nim porozmawiać?

— Byłem na rusztowaniu. Na poziomie trzeciego piętra. Ten Niemiec, Siegfried Nückel… popchnął mnie… za krawędź.

Wszyscy zamilkli wstrząśnięci.

— Czy byli jacyś świadkowie? — zapytała Marcyanna.

— Nie wiem.

— W każdym razie powinniśmy zawiadomić policję. Ten człowiek musi zapłacić za swoje przestępstwo — powiedział Józef.

— Taka rzecz nie może ujść bez kary; będziesz potrzebował adwokata — dodała Marcyanna.

Rzepiński #2 stwierdził:

— Nie ma polskich adwokatów. A poza tym są drodzy. Masz pieniądze, żeby któregoś wynająć?

— Nie mam — odparł Walenty.

Józef powiedział:

— Pamiętasz, jak tamci bandyci pobili KS. Juszkiewicza? Państwo wyznaczyło mu adwokata za darmo. Najwyraźniej uważa, że każdy człowiek ma prawo do obrony.

Marcyanna:

— Użyjcie rozumu: kiedy ktoś pracuje za darmo, serce mu nie leży do roboty. A chociaż tamci bandyci byli winni, wszyscy wyszli na wolność. Tego samego możemy się spodziewać.

— Nie zamierzam tego tak zostawić. Zobaczę, co da się zrobić, żeby tego człowieka postawić przed sądem — oznajmił Rzepiński.

Gdy goście zaczęli się zbierać do wyjścia, Walenty powiedział:

— Marcyanno, zostań. Wy inni — zaczekajcie na zewnątrz.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij