-
nowość
Za mały na Wall Street - ebook
Za mały na Wall Street - ebook
Za mały na Wall Street to osobiste notatki nieprofesjonalnego day tradera, który próbuje odnaleźć się na rynku futures z małym kapitałem i dużą świadomością ryzyka. W książce opisana została prywatna strategia order flow autora — oparta na wolumenie, delcie, footprincie i obserwacji zachowania ceny. To nie jest obietnica szybkiego sukcesu, ale praktyczny zapis nauki, błędów i budowania własnego podejścia do tradingu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Handel i gospodarka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 25 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
TREŚCI ZAWARTE W niniejszej publikacji mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny. Autor nie świadczy usług doradztwa inwestycyjnego ani finansowego w rozumieniu obowiązujących przepisów prawa.
Inwestowanie na rynkach finansowych wiąże się z ryzykiem, w tym możliwością utraty części lub całości kapitału. Decyzje inwestycyjne podejmowane są wyłącznie na odpowiedzialność czytelnika.
Autor nie gwarantuje osiągnięcia jakichkolwiek wyników finansowych ani zysków na podstawie przedstawionych informacji. Przedstawione przykłady, strategie oraz opinie mają charakter subiektywny i mogą nie być odpowiednie dla każdej osoby.
Czytelnik powinien samodzielnie ocenić swoją sytuację finansową oraz – w razie potrzeby – skonsultować się z licencjonowanym doradcą finansowym przed podjęciem decyzji inwestycyjnych.
Autor nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z wykorzystania informacji zawartych w niniejszej książce.
Wszelkie opinie na temat dóbr osób i podmiotów trzecich, są opiniami autora, nie są obiektywną oceną realizowaną przez firmy profesjonalnie oceniające dobra i produkty konsumenckie. Opinie autora powstały na podstawie jego prywatnych doświadczeń związanych z obcowaniem z tymi dobrami osób trzecich i z rezultatów, lub ich braku związanych z używaniem produktów i dóbr uzyskanych od osób i podmiotów trzecich. (Chodzi o to, że opinie o książkach, stronach internetowych, kursach są moimi prywatnymi opiniami i nie mają na celu zdyskredytować tychże książek, stron internetowych czy kursów. Chodzi o to, że moje doświadczenie z nimi bywa takie, jak opisane w książce. Nie oznacza to, że doświadczenie czytelnika może być takie samo jak autora).PRZEDMOWA
LICZBY METRÓW SZEŚCIENNYCH drzew, które zostały wykorzystane na wydrukowanie publikacji dotyczących handlowania na giełdzie nie sposób oszacować. W serwisie amazon.com wpisując w wyszukiwarkę hasło „day trading” znalazłem 7 stron, każda po 75 pozycji. To tylko sugerowane propozycje, najprawdopodobniej dopasowane do moich wcześniejszych wyszukiwań. Część pozycji jest drukowanych, część jako wersje na kindle’a. Niemniej przeważają pozycje drukowane. A ilość ich jest imponująca.
Hasło „trading” daje jeszcze więcej znalezionych pozycji. Ile z nich zostało zakupionych przez użytkowników amazon’a? Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć. Zainteresowanie tematem było i jest ogromne. Może to przez to, że ostatnimi laty serwis youtube zalała fala samozwańczych guru od handlowania na giełdzie, oferujących rozwiązania w stylu „silver bullet” w tradingu. Wystarczy wykupić u nich kurs i już już… za parę chwil, za miesiąc, za dwa, już będziesz miał swojego prywatnego jet’a, G-Wagona i zegarek Pateka. „Kup tylko mój kurs i ty też możesz zostać milionerem w mgnieniu oka”. Smutna prawda jest taka, że wielu początkujących się na to łapie. Ja też się złapałem. Ostatecznie wyszła… dupa. Kupisz kurs, ale rezultat tak naprawdę zależy od Ciebie. Nie od tego, czy obejrzysz kurs od „A” do „Z”. Jeśli nawet tak zrobisz, jeśli przewertujesz i obejrzysz każdy filmik po kilka razy, zrobisz notatki, przetestujesz wstecznie ich rozwiązania, to i tak nie masz gwarancji na sukces, a ich „rozwiązania” to najczęściej kopie „rozwiązań” innych guru, na innym przedziale czasowym, znalezione podczas backtestingu na „jakiejś” platformie.
Nie twierdzę, że w mojej książeczce znajdziesz coś nowego. Że stworzyłem "silver bullet". Bo nie stworzyłem. Zebrałem w jednym miejscu to, co w moim przypadku działa i co sprawdza się lepiej niż gorzej na rynku.
A zebrałem te informacje po to, żeby pamiętać, żeby je sobie powtarzać, żeby ciągle ćwiczyć się w tym jednym podejściu, nie odchodzić od niego, trzymać się jednej strategii i ją dopracowywać.
Nie ma tutaj żadnych nowości. Wszystkie informacje zawarte w tej książeczce są dostępne w internecie. Wystarczy poszukać. Wystarczy poeksperymentować.
Dodatkową psychologiczną kłodą pod nogami są wszystkie „cudowne”, zawsze zyskowne trade’y, którymi chwali się większość youtubowi traderów, których procent trafności - jakby zmierzyć te publiczne informacje - sięgają niewyobrażalnych wyników - 89% trafności, 95% trafności, 97% trafności.
To wszystko to jeden wielki bullshit. Nie wiem tego na pewno. Ale czuję to pod skórą. Przez niecałe cztery pierwsze lata swojej przygody z tradingiem (od końca 2022) próbowałem uzyskać jakiś, nawet niewielki zysk z gry, stosując różne metody tych „wspaniałych” traderów, chwalących się wysokim procentem wygranych. Tych samozwańczych „mistrzów” tradingu, którzy wyłapują zawsze dołki ceny i jakimś dziwnym trafem prawie zawsze trafiają w home runy. I co? I dupa. Bilans zysk/strata, lub lepiej „zysk/koszty poniesione na naukę” jest bardzo niezadowalający. Jakby go porównać do łodzi, stojącej na wodzie, to wyglądałoby to tak:
Łódka przechyla się niepokojąco na stronę kosztów. Zysków na razie nie ma. Ale…pojawia się światełko w tunelu. Nie jest ono wyjątkowo silne, na razie to bardziej kropeczka, która wydaje się być światełkiem w morzu ciemności…
…ale jest. I chyba zaczynam na nowo czuć nadzieję, że jest szansa na zwrot akcji. No chyba że w obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej szlak trafi giełdę w Stanach Zjednoczonych i będzie trzeba grać na rynku Chińskim, albo Rosyjskim. Kto wie, jakie będą następstwa hasania tego d* Trumpa… Czas pokaże.
Po co w ogóle to tu opisuję? Ano po to, żeby samemu sobie to uświadomić. Ale co? Prawdy, które docierają do głowy przez długie dni męki, płaczu, rozpaczy i potu. Dni, kiedy próbujesz grać, przegrywasz, ale mimo wszystko próbujesz dalej. Ale też po to, żeby przestrzec innych, zaczynających swoją przygodę z tradingiem przed wtopami i wilkami, jakie czyhają na nich podczas tej podróży.
Z małym kontem, będąc na początku drogi jako trader, gramy przeciwko sobie, wbrew temu, co chwilowo widać na wykresie PnL - że ciągle jest spadkowy, że ciągle ponosisz koszty, to mimo wszystko próbujesz znaleźć swój „złoty środek” na to, żeby przestać wykrwawiać swój portfel i zacząć zarabiać na giełdzie. Gra przeciwko sobie to walka ze swoimi nawykami. Kiedy włącza się ciało migdałowate w mózgu i w obliczu porażki, kiedy cena zmierza w przeciwnym kierunku niż antycypowałeś, próbuje Cię namówić, żebyś przesunął stop lossa, bo na pewno na kolejnym odchyleniu standardowym cena odbije, zobacz, poczekaj… I wtedy podejmujesz decyzję, że mimo nawyku ucieczki, akceptujesz stratę i nie przesuwasz stop lossa. Zbierasz cięgi i nauczkę od rynku. To jeszcze nie był ten moment, kiedy miałeś wejść do gry. I musisz czekać. Teraz ciało migdałowate szaleje z frustracji, krzyczy - „wejdź jeszcze raz, z większą pozycją, żeby odrobić straty, teraz na pewno rynek pójdzie w twoim kierunku. Zobacz - widzisz jak poziom ceny stanął na aktualnym poziomie? Widzisz? Zrób to. Zagraj teraz. To jest Twoja szansa na odrobienie straty”. Ale Ty wiesz, że masz trochę inny system. Że ten niuans, że jakiś sygnał jeszcze się nie pojawił, a wejście wbrew logice (a pod wpływem emocji) spowoduje, że mimo „chęci”, żeby jednak spróbować swojego szczęścia tym razem, wstrzymujesz się przed wciśnięciem przycisku „buy” i cierpliwie czekasz na jeszcze jeden sygnał, który pojawi się zapewne 50 punktów niżej. I ta wewnętrzna walka to coś, co nazywam „grą przeciwko sobie”. Coś w środku mówi ci, że masz zrobić coś bardzo ryzykownego, głupiego, a mimo to, robisz coś inaczej, według swoich ściśle opisanych reguł i nabytego doświadczenia. Bo wiesz, że jak posłuchasz ciała migdałowatego, to dostaniesz po dupie od rynku.
Ci, którzy nigdy nie brali udziału w tej grze, nie rozumieją stresu, dylematów i wewnętrznej walki, jaką przeżywają day-traderzy. Nie sposób tego opisać. Dla kogoś z zewnątrz wydaje się to śmieszne, zabawne, wręcz głupawe. Po co komu to? Na co? Tracisz pieniądze na własne życzenie. Co zyskujesz? Po co notować, analizować? Po co? Gapimy się w wykresy, próbując wypracować strategię, która pozwoli nam chronić kapitał i zarobić pieniądze. Dla kogoś z zewnątrz wykresy wyglądają na "łatwe" w opanowaniu. Widzą dołek, widzą szczyt. Podchodzą do Twojego ekranu i zadają pytanie "dlaczego nie wszedłeś w tym miejscu", pokazując palcem dołek albo szczyt? Ktoś, kto nie uczestniczył w tej grze, nie zrozumie tego, że w czasie rzeczywistym, wyczucie miejsca, gdzie dojdzie do zmiany trendu jest po prostu trudne. A psychiczna walka ze sobą, z pytaniami: "czy to już?", "a co jeśli się mylę?", "a co jeśli znowu stracę?", to jest faktycznie walka, którą musimy przetrwać na rynku. Ta walka nie dzieje się na wykresie, ona dzieje się w naszej głowie.
Musimy znaleźć w sobie sposób, wyćwiczyć się głównie mentalnie, by podejmować ryzyko tylko wtedy, kiedy zdefiniowane przez nas warunki zostaną spełnione przez rynek.
I nawet wtedy nie ma gwarancji sukcesu. Ale prawdopodobieństwo, że taki sukces odniesiemy jest po naszej stronie. Dlatego musimy wyrobić w sobie nawyk zaufania do swojego systemu. Kiedykolwiek pojawiają się wszystkie sygnały, by podjąć rękawicę zagrania - musimy przełamać swój opór i podszept ciała migdałowatego, które podpowiada zdradliwie „a co jeśli teraz się nie uda, jeśli to jest fake” i zaryzykować. Przełamać siebie, zagrać wbrew sobie. Zareagować przeciwko samemu sobie. Mimo emocji, obaw, lęku, nadmiaru adrenaliny.
Ostatecznie rynek nie ma opinii. On tylko generuje informacje o samym sobie. Jak te informacje zinterpretujemy zależy tylko od nas. To nasza odpowiedzialność. I to w tej grze jest takie uzależniające. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje decyzje. Rynek nie interesuje się tym, czy mieliśmy rację, czy jej nie mieliśmy.
Ktoś powiedział kiedyś, że próg wejścia do gry jest dzisiaj wyjątkowo niski. Każdy, kto skończył 18 lat i ma parę zaoszczędzonych dolców może zacząć grę. Ale wyuczenie się nawyków, które pozwalają utrzymać się na rynku jest długie, niesamowicie bolesne i wymagające tytanicznej pracy nad samym sobą.
Rynkowi jest wszystko jedno, czy będziesz w tej grze uczestniczył lub nie. Czy spróbujesz swoich sił, czy po prostu sobie odpuścisz. Czy jesteś na tyle wytrwały, że mimo strat, jesteś w stanie kontynuować swoją naukę i próbować dalej.
Nie rozumiałem tego, że gra na rynku to proces ciągłego doskonalenia siebie. To ciągła praca nad samym sobą. Kiedy cztery lata temu zaczynałem swoją przeprawę przez techniczne aspekty gry na giełdzie, byłem przekonany, że wystarczy znaleźć jedną albo dwie strategię i giełda będzie moim bankomatem. Po zderzeniu z rzeczywistością, zdziwiłem się bardzo.
W książeczce chciałem zebrać wszystko to, co udało mi się ogarnąć przez te „krótkie” cztery lata w taki zbiorek przestróg i dobrych kierunkowskazów (ale i też wskazówek dotyczących rzeczy, których należy unikać), których mi brakowało, jak sam zaczynałem swój długi marsz przez wyboistą drogę handlu na giełdzie. Chciałem zebrać wskazówki, które są warte zebrania w formie kompaktowej, żeby móc je sobie ciągle przypominać, za każdym razem (codziennie, przynajmniej raz dziennie), kiedy zaczynam grać.
Dlatego będę pisał w tej książeczce do siebie młodszego o 20 lat, zwracając się per Ty. Ale kto chce może traktować to osobiście i myśleć, że piszę to do Ciebie. Wszystko jedno.
Jest 08.04.2026. Godzina 20:10. Nie wiem, jak długo zajmie mi napisanie tej książeczki i jak ona będzie obszerna. Będę w niej prowadził zapiski swoich zagrań na giełdzie (dziennik tradera), które przeprowadzam na koncie prop firmy, a przynajmniej tak długo, jak długo będą powstawać kolejne rozdziały, lub dopóki nie osiągnę celu postawionego w postawionej tezie książki.