Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zaginiona - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
28 stycznia 2026
4232 pkt
punktów Virtualo

Zaginiona - ebook

Brutalny i trzymający w napięciu kryminał od Piotra Kościelnego!

Po awanturze narzeczonych Krzysztof wybiega z domu. Kolejnego dnia budzi się w nieznanej okolicy, nie pamiętając co się wydarzyło, ani jak znalazł się w obcym miejscu. Jego narzeczona – Agnieszka – wzburzona po kłótni wychodzi na spacer. Nie wie, że obserwuje ją psychopata.

Gdy Agnieszka znika w tajemniczych okolicznościach, Krzysztof staje się głównym podejrzanym.

Jedyną osobą, która wierzy w jego wyjaśnienia jest komisarz Tomasz Świderski. Sprawa zaginionej dziewczyny może pomóc mu powrócić na szczyt podupadającej kariery. Rusza śladem porywacza. Czy uda mu się uchronić kolejne ofiary przed brutalną rzeczywistością?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788384301586
Rozmiar pliku: 661 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

_WROCŁAW, 23 LIPCA 2014 R._

Patrzył na nagranie z umieszczonej w pokoju kamery. Wiedział, że to nie ma sensu – że katuje się widokiem tego, co dzieje się na ekranie. Musiał jednak coś zrobić, nie mógł dłużej tego wszystkiego znosić. Odbijało się to nie tylko na jego kondycji psychicznej, ale także na pracy. Już kilka tygodni temu zamontował w sypialni parę zamaskowanych kamer, które w dyskretny sposób rejestrowały schadzki jego żony z kochankiem. Aneta była na tyle bezczelna, że sprowadzała swojego lowelasa do ich wspólnego mieszkania. Do rozwodu miał już wszystko, czego potrzebował. Każdy sąd, widząc, co wyprawiała jego żona, bez wahania orzeknie jej wyłączną winę.

Zatrzymał nagranie i zapalił papierosa. Starał się wyłączyć umysł, nie chciał, aby wyczyny ślubnej pozbawiły go zdolności logicznego myślenia. Sięgnął po komórkę. Odblokował klawiaturę, z listy kontaktów wybrał numer Anety i wcisnął zieloną słuchawkę. Oczekując na połączenie, zgasił peta w popielniczce.

– Czego chcesz? – usłyszał jej głos po drugiej stronie.

– A może jakieś „cześć” na początek?

– Nie mam czasu na pierdoły – warknęła. – Dzwonisz z czymś konkretnym czy tylko po to, żeby mnie wkurzyć?

– Dobra, zapomnij – powiedział, po czym się rozłączył i rzucił.

Wyłączył laptop, zgarnął z komody policyjną blachę oraz kajdanki i schował je do kieszeni bojówek. Następnie poszedł do sypialni. Starał się nie patrzeć na łóżko, gdzie poprzedniej nocy jego żona gziła się z kochankiem. Odsunął drzwi szafy i wstukał kombinację cyfr w stojącym wewnątrz sejfie. Gdy blokada ustąpiła, wyjął ze środka kaburę ze służbowym Waltherem P99. Trzymając w dłoni broń, zastanawiał się, czy nie pojechać do tego fagasa i nie wymierzyć sprawiedliwości. Z trudem pohamował żądzę zemsty. Przypiął kaburę do paska i spojrzał na stojący na komodzie zegar. Dochodziła osiemnasta.

Za kilka minut przed jego blokiem powinien zatrzymać się służbowy Fiat Punto, należący do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Za kierownicą będzie siedział jego partner, aspirant Wojciech Kaczorowski. Razem pojadą do wydziału terroru kryminalnego. Rozpocznie się jego kolejna służba.

Wyszedł na klatkę, z głośnym hukiem zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz w zamku. Wiedział, że podczas gdy on będzie w pracy, w jego sypialni pojawi się ktoś, kto zastąpi go w obowiązkach małżeńskich.

Zbiegł po schodach i wyszedł z bramy. Stanął przed wejściem, patrząc, jak w jego stronę jedzie nieoznakowany samochód policyjny.

– Witam sąsiada! – usłyszał nagle z boku.

Odwrócił się i kiwnął głową.

– Dzień dobry, pani Dąbrowska.

– A pan już do pracy? Dawno nie widziałam pańskiej żony. Czyżby wyjechała?

Uśmiechnął się krzywo. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sąsiadka go okłamuje. Stara plotkara wiedziała o wszystkim, co dzieje się w ich kamienicy.

– Żona pracuje do późna, więc pewnie dlatego rzadko ją pani widuje.

– Może tak być. Ale układa się między wami, tak?

– Tak, wszystko w jak najlepszym porządku, pani Dąbrowska. Przepraszam, muszę już iść.

Podszedł do samochodu i wsiadł na miejsce pasażera.

– Co się stało? – spytał Kaczorowski.

– A daj spokój. Nie dość, że stara mnie wkurwia, to jeszcze ta jędza kłapie jęzorem. Nieważne, jeźdźmy – powiedział, zapinając pas.

Odłożyła słuchawkę i popatrzyła na Marka. Ich romans trwał już prawie pół roku. Pojawił się w agencji marketingowej, w której pracowała jako kierowniczka do spraw kluczowych klientów, dziesięć miesięcy temu i od razu wpadł jej w oko. Trzy miesiące wystarczyły, aby zbliżyli się do siebie. Początkowo spotykali się w hotelach albo w plenerze. Szybki seks w samochodzie i powrót do domu. Po kilku tygodniach postanowiła, że bezpieczniej będzie zapraszać go do siebie. Tomek i tak spędzał noce poza domem – ryzyko wpadki, wbrew pozorom, było mniejsze niż gdziekolwiek indziej. Jako policjant pracujący w terenie zawsze mógł gdzieś zauważyć jej auto, a do domu nigdy nie zaglądał w trakcie służby.

– Mężulek dzwonił? – spytał Marek, ukazując śnieżnobiałe uzębienie.

– Nie naśmiewaj się z niego.

– Skarbie, ja się nie naśmiewam. Zastanawiam się tylko, dlaczego ciągle z nim jesteś. W łóżku nie układa wam się od dawna, praktycznie nie spędzacie razem czasu, dzieci nie macie… Olej go i wystąp o rozwód.

– To nie takie proste. – Aneta pokręciła głową. – Nie mamy intercyzy, straciłabym więcej, niż zyskała. Już lepiej niech zostanie tak, jak jest.

– Jak tam sobie chcesz. – Mężczyzna wzruszył ramionami. – Mnie ten układ też pasuje. Nawet jakbyś zaszła, będzie na niego.

Nie skomentowała tych słów. Bolało ją, że jej kochanek szydzi z jej męża, nawet jeśli nie czuła już do Tomka tego co kiedyś.

– Dzisiaj mężulek znowu w pracy?

– Policja to nie praca, to służba. Ale tak, nie będzie go w domu.

– To wpadnę.

Ucieszyła się. Marek trochę ją zirytował wtrącaniem się w jej życie małżeńskie, ale i tak miała na niego ogromną ochotę. Zadurzyła się w podwładnym i nie wyobrażała sobie już życia bez niego. Oczywiście w grę wchodził wyłącznie romans. Mówiła prawdę – nie brała pod uwagę rozwodu. Nie kochała już męża, jednak wiedziała, że zawsze może na niego liczyć.

– Będę mógł spać w jego piżamie? – spytał Marek, uśmiechając się szeroko.

– Daj już spokój, naprawdę. To, że między nami coś jest, nie upoważnia cię do takiego zachowania. Rozumiem, że czujesz się zdobywcą, ale ja nie jestem zdobyczą. Jasne?

Mężczyzna przestał się uśmiechać. Przez chwilę milczał, patrząc na Anetę uważnie. Chyba zrozumiał, że przesadził. W końcu podszedł bliżej i ją objął.

– Możesz tak nie robić? – Aneta szybko zrzuciła z siebie jego dłonie. – Jeszcze ktoś zobaczy…

– Wstydzisz się mnie?

– Nie, ale jesteś moim podwładnym. Romans w pracy nie jest czymś, co zaakceptowałaby centrala.

Marek kiwnął głową i skierował się w stronę drzwi.

– Będę koło dziesiątej. Pasuje?

– Tak – odparła krótko Aneta. Wiedziała, że dzisiejszą noc spędzi w objęciach kochanka.

Nie mógł się skupić na pracy. Jego myśli ciągle krążyły wokół żony i zdrady, jakiej od dłuższego czasu się dopuszczała. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy w agencji pojawił się ten cały Marek. Zmiany w zachowaniu Anety były coraz bardziej zauważalne. Znikała, unikała go, chodziła z głową w chmurach. W końcu zamontował w mieszkaniu zestaw szpiegujący – kilka kamer i podsłuch. Nie chciał się rozwodzić, ale chyba nie miał wyboru. Zdawał sobie sprawę, że są ludzie, którzy potrafią wybaczyć zdradę, niektórym związkom nawet żyje się po niej lepiej, jednak on nie umiał sobie tego wyobrazić. Chyba już zawsze w łóżku zastanawiałby się, czy żona, pieszcząc go, nie myśli o innym. Był ciekaw, czy jak jej romans wyjdzie na jaw, Aneta zrozumie swój błąd. Bo to, że związek z kolegą z pracy jest błędem, było dla niego oczywiste.

– Śpisz?

– Co? – zapytał nieprzytomnie, wyrwany z zamyślenia.

– Tomek, kurwa, co się z tobą dzieje?

– Nic.

– Nie pierdol. Znam cię. Jeździmy razem już kawał czasu i widzę, że coś jest nie tak.

Przez chwilę milczał. Kaczorowski był nie tylko jego partnerem z pracy, ale w pewnym sensie też przyjacielem. Komu jak komu, ale jemu mógł zaufać.

– Żona mi się puszcza – powiedział cicho.

– Kurwa… No to grubo.

– A wiesz, co jest najgorsze?

– Co?

– Najgorsze jest, kurwa, to, że wiem, kim jest ten frajer. Wiem, gdzie mieszka, i wiem, kiedy rucha mi kobietę. Mam w domu kamery. Wszystko, co robią, się nagrywa.

– Papiery już złożyłeś?

– Nie. Jeszcze się nie zdecydowałem. Na razie tylko oglądam, jak ją posuwa.

– Po chuj się tak męczysz? Złóż papiery o rozwód i wypierdol ją z domu.

Tomek milczał. Zdawał sobie sprawę, że kolega ma rację. Katował się, przeglądając te nagrania. Czuł ból w sercu, widząc, jak Aneta wije się pod tym gogusiem. Zbierało mu się na wymioty, gdy słyszał ich jęki i czułe słówka.

Podjął decyzję.

– Ten chuj dzisiaj znowu będzie ją posuwał w moim domu – warknął.

– Pierdolisz…

– Raczej on. – Uśmiechnął się krzywo.

– Powinieneś to przerwać. Jeśli masz już dowody, zwyczajnie wpierdol się na jamę i złap ich na gorącym.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Wiedział, że kochanek Anety z reguły pojawia się w ich domu właśnie o tej porze.

– Masz rację. Podjedziemy tam i rozmówię się z nim.

– Tylko nie narób głupot – poradził Kaczorowski. – Chcesz, żebym wszedł z tobą?

Tomek pokręcił głową. Powinien to załatwić sam.

– Zjedzmy coś i ruszajmy. Niech zaczną się zabawiać. Nie spodziewają się jeszcze, jak ta zabawa się skończy.

Pociągnął za klamkę i wysiadł z auta. Idąc do restauracji, czuł, jak drżą mu nogi.

Patrzył, jak Aneta robi mu loda. Trzymał ją za włosy i uśmiechał się błogo. Czuł, że zdominował swoją szefową. Odkąd zdał sobie sprawę, że łatwo mu przychodzi manipulowanie kobietami, sporo już osiągnął. Potrafił tak omotać kobietę, że ta tańczyła, jak jej zagrał. Najpierw je w sobie rozkochiwał, prawił im komplementy, słuchał, co mówią. Zachowywał się inaczej niż ich mężowie. Ci, zajęci trudami dnia codziennego, nie mieli czasu na drobne gesty, niespodzianki czy choćby miłe słowo. On to wykorzystywał – i zawsze osiągał swój cel. W tej chwili miał trzy kochanki. Oprócz Anety były jeszcze Ania i Marta. Ania miała własny biznes i coraz lepsze perspektywy. Jedyne, czego nie miała, to zainteresowanie ze strony męża, wiecznie zapracowanego urzędnika. Marta była wiceprezeską spółki współpracującej z KGHM-em. Tutaj szczęście zawodowe także nie szło w parze ze spełnieniem w życiu osobistym.

Drgnął, czując zbliżający się orgazm. Uwielbiał seks z Anetą. Nie miała zahamowań, zgadzała się na wszystkie jego fantazje. Loda robiła do końca, z połykiem. Nie miała oporów nawet przed zabawami w stylu sado-maso. Bez wahania zgodziła się też na seks analny. Z pozostałymi nie było tak bezpruderyjnie, chociaż też nie miał powodów do narzekania.

– Tak… – jęknął.

Aneta podniosła głowę i spojrzała na niego zamglonym wzrokiem. Z kącika jej ust spływała drobna strużka nasienia. Uśmiechnął się na ten widok, usatysfakcjonowany swoją dominacją.

Wstała z kolan i sięgnęła po stojącą na stoliku lampkę z czerwonym winem. Gdy upiła łyk, Marek wyciągnął rękę.

– Ja też poproszę.

Podała mu jego kieliszek. Smakując trunek na języku, czuł się spełniony i zrelaksowany. I pomyśleć, że nic nie zapowiadało takiego zakończenia wieczoru. Rano dostał wiadomość od Marty. Miała pretensje, że ją zaniedbuje, że nie ma dla niej czasu. Wymiana kilku esemesów doprowadziła do tego, że się pokłócili. Wiedział, że to tylko kwestia czasu, pewnie kilku dni, jak Marta zacznie go przepraszać i błagać o spotkanie. Ania dla odmiany wszystko znosiła z pokorą, nie robiła mu wyrzutów. Ostatnio była zaangażowana głównie w remont domu, wybierała kolory farb i drewno na podłogę, co w sumie było mu na rękę. Nie mógł długo lawirować pomiędzy trzema kochankami. Musiał się nieźle nakombinować, aby wszystkie spotkania odbywały się w mieszkaniach kobiet lub hotelach. Oczywiście za wynajem pokoi płaciły one. Do siebie ich nie zapraszał, bo nie chciał dać się nakryć. Raz zdarzyła mu się wpadka. Spotykał się naraz z dwiema kochankami i obie znały jego adres. Gdy baraszkował w mieszkaniu z jedną, druga postanowiła zrobić mu niespodziankę. Udało jej się, i to jak! Obie rzuciły się na niego z pazurami. To po tamtej wpadce uświadomił sobie, że to zbyt duże ryzyko. Postanowił, że lepiej, by to jego kochanki martwiły się o to, żeby nie nakrył ich mąż.

– Długo jeszcze zamierzasz być z tym swoim? – spytał.

Aneta popatrzyła na niego z wyrzutem.

– Musimy o tym rozmawiać? Mówiłam ci już, że to nie jest takie proste.

– Moim zdaniem jest. Ale tobie chyba jest wygodnie.

– Marek, o co ci chodzi? Sam mówiłeś, że łączy nas tylko seks, że nie zależy ci na poważnym związku. Na słowo „ślub” reagujesz alergicznie.

– To prawda, jesteśmy tylko kochankami i nie zamierzam się hajtać. Po prostu widzę, jak się męczysz. Co on może ci zaoferować? Ciągły strach, czy wróci do domu z tej swojej nocnej służby, czy nie zginie podczas jakiejś akcji? Po chuj ci takie męczarnie?

Aneta nie odpowiedziała. Pamiętała, jak podczas jednego z pierwszych spotkań z Markiem wyżaliła mu się, jakim koszmarem był dla niej początek związku z Tomkiem. Zwłaszcza samotne noce, gdy on był na służbie. Każde kroki na klatce, każdy telefon powodowały u niej przyspieszone bicie serca. Bała się, że Tomek zginie, a ona zostanie sama. Może właśnie te obawy spowodowały, że nie mieli dzieci. Nie chciała, by kiedyś zostały sierotami. Teraz jednak na wszystko było już za późno. Zresztą przestała kochać Tomka. Od dłuższego czasu żyli razem, ale jakby osobno. Owszem, mogła na nim polegać. Wiedziała, że w razie jakiejkolwiek kryzysowej sytuacji mąż zrobi wszystko, aby jej pomóc. Ich małżeństwo było fikcją, ale oboje udawali, że nic złego się nie dzieje. Był tylko jeden problem: Aneta zakochała się w Marku.

– Dobra, szkoda czasu na gadanie – powiedział kochanek. – Chodź tu do mnie.

Uśmiechnął się do niej zmysłowo i mocno ją przytulił. Nawet nie zauważyła, kiedy obrócił ją plecami do siebie, pochylił tak, że brzuchem oparła się o tył fotela, i mocno wszedł w nią od tyłu.

Gdy podjechali pod blok, Tomek spojrzał w okna. W mieszkaniu paliło się światło. Zerknął na zegarek – był kwadrans przed północą.

– Mam iść z tobą? – spytał Kaczorowski.

– Nie. Muszę to załatwić sam.

Partner skinął głową. Wiedział, że zdradzany facet powinien załatwiać takie sprawy osobiście. Mogli co prawda nasłać na gogusia jakichś zbójów, by ci przemówili mu do rozumu, mogli zlecić połamanie mu nóg, ale tego rodzaju rozwiązanie było zbyt ryzykowne. Ktoś mógłby się wysypać i zaczęłyby się problemy.

– Powodzenia – rzucił, sięgając po papierosa.

– Życz raczej jemu.

Tomek wziął głębszy wdech i skierował się w stronę bramy. Zastanawiał się, jak to rozegrać. Nie chciał popełnić błędu, nie mógł ich spłoszyć. Jego wejście miało być dramatyczne. Sięgnął dłonią do kabury przy pasku. Nie zamierzał używać broni, raczej chciał się upewnić, czy kabura jest zapięta.

Wszedł po schodach na piętro i stanął przed drzwiami. Nasłuchiwał. Z mieszkania słychać było cichą muzykę. Aneta puściła Leonarda Cohena. Kiedyś oboje uwielbiali jego ballady. Teraz Tomkowi będą mu się one kojarzyły wyłącznie ze zdradą. Wyjął klucze z kieszeni dżinsów i najciszej jak mógł otworzył zamek. Delikatnie nacisnął klamkę i pchnął drzwi. Zapalone w sypialni światło niczym latarnia morska wskazywało mu kierunek. Tomek powoli zmierzał w stronę swojego przeznaczenia. Po chwili stanął w cieniu jak sparaliżowany. W głębi sypialni Aneta opierała się o fotel, a jej młody kochanek posuwał ją od tyłu. Tomek słyszał ich przyspieszone oddechy i jęki. Miał ochotę podejść i kopnąć fagasa w wypięty goły tyłek. Ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca. Nie umiał też oderwać wzroku od kopulującej pary.

– O Boże… – zawołała Aneta.

– Dla ciebie mogę być nawet Bogiem – wysapał Marek.

Kobieta szybko wysunęła się spod kochanka i odskoczyła na bok. Stała pod ścianą i patrzyła na męża z przerażeniem, starając się zasłonić dłońmi piersi i krocze. Dopiero wtedy Marek się odwrócił i zauważył stojącego w progu mężczyznę; jego penis gwałtownie sflaczał.

– Dokończcie – powiedział Tomek lodowatym tonem. – Zrobię sobie kawę.

Odwrócił się i skierował w stronę kuchni. Wlał wodę do czajnika, a następnie wyjął z szafki kubek i wsypał do niego trzy łyżeczki kawy. Lubił sypaną, czarną, mocną i fusiastą. Nie gustował w śmietankach, mleczkach czy innych wynalazkach. Kawa miała być taka, jaką zapamiętał z dzieciństwa, gdy podpijał ją ojcu. Pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy sklepowe półki świeciły pustkami, ludzie zalewali fusy kolejną porcją wody. Pili podłą lurę, ale nikomu to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie – wszyscy się nią delektowali. On zawsze kosztował jeszcze przed dolewką. Ledwie łyk czy dwa, ale wystarczyło, by poczuł się dorosły.

Gdy woda się zagotowała, usłyszał od progu głos Anety:

– Mnie też zrobisz?

Odwrócił się. Żona stała w progu, owinięta jego szlafrokiem, i patrzyła na niego z powagą. Bez słowa wyjął drugi kubek.

Gdy zalał obie kawy, usiadł przy stole i wbił wzrok w żonę. Aneta nie odważyła się wejść do pomieszczenia.

– Co teraz będzie? – spytała cicho.

– A co ma być? Napiję się kawy.

– Nie o to pytałam. Co z nami?

– Złożę papiery rozwodowe i zakończymy tę farsę.

Przełknęła ślinę.

– Od jak dawna wiesz?

– Od początku. Zapomniałaś, że masz męża gliniarza?

– Dlaczego więc tak pogrywałeś? Jakbyś od razu powiedział, że wiesz, nie byłoby tej sytuacji.

– Może. Ale chciałem mieć dowody, żebyś przed sądem nie obarczyła mnie winą za rozpad małżeństwa. Tak przynajmniej nie zszargasz mi opinii bardziej niż dotychczas.

– Wiesz, że bym tego nie zrobiła. Poza tym masz dobrą opinię.

– Tak uważasz? Twoim zdaniem powinienem się cieszyć z opinii rogacza? Dąbrowska wie, co wyprawiasz. A jak wie ona, to wiedzą wszyscy. Sprowadzasz ruchacza do naszego domu i myślisz, że to wasza słodka tajemnica?

– Tomek…

– Co: Tomek? Dla ciebie Tomek już nie istnieje. Wiesz, czemu postanowiłem cię przyłapać na gorącym uczynku? Chciałem spojrzeć ci w oczy i spytać, czy dobrze się bawiłaś. Teraz jednak wiem, że to nie ma sensu. Nawet przyłapana nie potrafisz zrozumieć, że wina leży po twojej stronie. Może nie cała, ale w większości. Zaraz pewnie mnie zaatakujesz i powiesz, że to przeze mnie. Że to ja ciągle pracowałem, przez co byłaś zaniedbywana. Tak wy, kobiety, tłumaczycie zdradę, prawda?

Wstał od stołu i podszedł do okna. Przez chwilę patrzył na światła miasta. Nagle usłyszał, jak otwierają się drzwi sypialni.

– Powiedz temu swojemu, żeby tu przyszedł – powiedział spokojnie.

– Tomek…

– Niech zachowa się jak facet i stanie oko w oko z gościem, któremu rucha żonę.

– Proszę cię…

Odwrócił się od okna i popatrzył na Anetę. Po jej policzkach płynęły łzy. Całe jej ciało drżało.

– Hej, kolego, zapraszam – zawołał, gdy kochanek żony przemknął przez przedpokój.

Marek wszedł do kuchni, ale tuż za progiem stanął. Nie odważył się zrobić kolejnych kroków.

– Siadaj.

Mężczyzna się nie ruszył.

– Siadaj!

Wszedł i ostrożnie opadł na krzesło. Wzrok miał rozbiegany, przestraszony. Raz po raz oblizywał usta. Tomek się uśmiechnął i sięgnął do kabury z bronią.

– Niewygodnie się siedzi z klamką u pasa – powiedział.

– Tomek, błagam cię – szepnęła Aneta.

Marek patrzył na pistolet jak zahipnotyzowany. Coraz bardziej się bał.

– Opowiesz mi, jak to jest? – spytał Tomek.

– Co?

– Jak to jest ruchać żonę drugiemu facetowi, i to pod jego dachem? Co się wtedy czuje?

Marek milczał.

Aneta zaczęła płakać. Tomkowi nie było jej żal, brzydził się nią.

– Przestań się mazać – rzucił. – Nie czas na łzy, gdy płoną lasy… Czy jakoś tak.

– Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Tak to szło – sprostował odruchowo Marek.

– Pytał cię ktoś o zdanie?

– Przepraszam.

Tomek wziął głęboki oddech i podniósł broń. Skierował wylot lufy w stronę kochanka żony. Patrzył, jak mężczyzna sztywnieje i wytrzeszcza oczy w panice. Tomek nie zamierzał do niego strzelić, chciał go tylko nastraszyć. Nastraszyć na tyle, aby ostatecznie wybić mu z głowy romansowanie z mężatkami. Już miał zamiar odłożyć broń, gdy nagle stało się coś, czego nie przewidział. Wszystko działo się jak w zwolnionym filmie. Kochanek żony szybkim ruchem poderwał się i rzucił do przodu. Krzesło, na którym siedział, powoli upadło za jego plecami. Tomek odruchowo uniósł broń. Stojąca na stole kawa się rozlała. Aneta wytrzeszczyła oczy, a z jej ust wydobył się krzyk. Policjant nacisnął język spustowy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij