Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zakazana historia aliantów - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 sierpnia 2026
2399 pkt
punktów Virtualo

Zakazana historia aliantów - ebook

Stare porzekadło twierdzi, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. W książce Zakazana historia aliantów przypominamy te przełomowe momenty w historii, w których nasze więzi z aliantami zostały wystawione na najcięższą próbę.

* Wielki blef aliantów. Co kryło się za decyzją naszych sojuszników, którzy w roku 1939 nie przyszli nam z pomocą wojskową a nawet wsparciem logistycznym?

* Alianci przeciw Polsce. Dlaczego na konferencji w Teheranie, gdzie decydowano o granicach Polski, wszystko toczyło się pod dyktando Stalina?

* Cienie Jałty. Co sprawiło, że o decyzjach, które tam zapadły, alianci nie informowali przez długi czas naszego rządu? Dlaczego ustalenia jałtańskie okazały się na tyle wstydliwe dla sprzymierzonych, że ukrywano je przed własną opinią publiczną?

* Widmo wojny po wojnie. Operacja „Unthinkable” - atak sił alianckich na Armię Czerwoną rozpoczynający III wojnę światową. Czy Polskie Siły Zbrojne pozostające wtedy na Zachodzie miały maszerować na Moskwę?

* Zakazane historie Brytyjczyków. Kto i dlaczego blokuje dostęp do brytyjskich archiwów, w których kryje się prawda o katastrofie w Gibraltarze?

* Reagan kontra imperium zła. Dlaczego Ronald Reagan w Polsce dojrzał kluczowego partnera do pokonania sowieckiego imperium?

Musimy rozważnie odejść do zasady bezgranicznego zaufania do zawartych przez nas traktatów i sojuszy. Powinniśmy uważnie studiować naszą historię , by w chwilach prawdy nie być zmuszonym do przypominania sentencji: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, bo z wrogami poradzę sobie sam”.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68771-30-5
Rozmiar pliku: 11 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Wśród wielkich tego świata, którzy wyróżniali się antypolskim nastawieniem, był szef brytyjskiego rządu Winston Churchill.

Zachwycony odwagą

i determinacją Polaków

podczas słynnego

Cudu nad Wisłą,

po dojściu Hitlera

do władzy radykalnie

zmienił swoje poglądy. Przeciwko znajdującej się

w klinczu między

Niemcami a Związkiem Sowieckim Polsce wymierzył ostrze swojej krytyki.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ta stara jak świat prawda, do której zresztą odwoływał się w swoich utworach także nasz wieszcz, Adam Mickiewicz, pozostaje aktualna po dziś dzień. I może stanowić ilustrację zawiłych często relacji Polski z jej sojusznikami. Cały XX wiek dostarczył aż nadto przykładów, które weryfikowały tę dewizę również w skali międzynarodowej. W tej książce przypominam te momenty w historii, w których nasze więzi z aliantami zostały wystawione na najcięższą próbę. Niestety, z reguły nie kończyło się to z korzyścią dla Polski.

Najbardziej dramatyczna okazała się lekcja, jaką otrzymaliśmy od aliantów w czasie II wojny światowej. Już przed jej wybuchem zarówno Francuzi, jak i Anglicy zdawali sobie sprawę, że nie będą w stanie udzielić Polsce pomocy militarnej. Do końca jednak utwierdzali nas w przekonaniu, że możemy na nich liczyć. Te nadzieje okazały się płonne. Władze obu państw toczyły grę, która miała jedynie pozorować jakiekolwiek działania. O sojuszniczej ofensywie na naprawdę dużą skalę w ogóle nie było mowy. Znamienne są słowa, które padły ze strony Brytyjczyków w trakcie kampanii wrześniowej, o tym, że „nie można już nic uczynić dla ocalenia Polski”.

To była dla nas bolesna nauczka, dlatego warto prześledzić jej genezę. Dlaczego alianci blefowali w rozmowach z naszym dowództwem?

Co było prawdziwym powodem, dla którego nie tylko nie zamierzali przyjść nam z pomocą wojskową, ale również z dużą niechęcią odnosili się do próśb o wsparcie materiałowe? Wreszcie, jak doszło do tego, że zostaliśmy sami na polu walki? Te pytania stawiam już na samym początku, nie uciekając przy tym od odpowiedzi na nie.

Nasi, wydawałoby się, sojusznicy zawiedli i później, kiedy przyszło do projektowania mapy powojennej Europy. Zarówno dla Brytyjczyków, jak i Amerykanów sprawa Polski nie była priorytetowa, więc też nie zamierzali dla jej forsowania poświęcać własnych interesów. Na konferencji w Teheranie, gdzie wielkie mocarstwa ustalały granice Polski, wszystko toczyło się pod dyktando Stalina.

Ani Churchill, ani Roosevelt nie mieli w zasadzie nic do powiedzenia. Co gorsza, o decyzjach, które tam zapadły, nie informowano przez długi czas naszego rządu. Ustalenia okazały się na tyle wstydliwe dla aliantów, że postanowili tak długo, jak to tylko możliwe, ukrywać je przed opinią publiczną.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że polską szalę w Teheranie przeważyła koniunkturalna postawa naszych sprzymierzeńców. Nie inaczej było zresztą także w Jałcie.

Interesującym, a jednocześnie drażliwym wątkiem w historii relacji z sojusznikami jest ich podejście do kwestii Holocaustu. Zarówno prasa, jak i publikacje książkowe wychodzące w USA czy Wielkiej Brytanii starają się przypisać Polakom czynny udział w Holocauście. Wielokrotnie w tym kontekście pojawia się termin „polskie obozy śmierci”, który – jak dowodzę – używany jest w pełni świadomie i ma przenosić odpowiedzialność tych państw za eksterminację Żydów na Polskę. A przecież to właśnie Brytyjczycy i Amerykanie byli całkowicie obojętni na los milionów Żydów mordowanych w okupowanej przez Niemców Europie. Nie chcąc, by prawda wyszła na jaw, musieli później znaleźć kozła ofiarnego. Polska wydała im się najlepszym kandydatem. Aby prawdzie stało się zadość, przypominam na kartach tej książki prawdziwą postawę aliantów w czasie żydowskiej zagłady. Dlaczego milczeli Brytyjczycy? Dlaczego milczeli Amerykanie?

Wśród wielkich tego świata, którzy wyróżniali się antypolskim nastawieniem, był szef brytyjskiego rządu, Winston Churchill. Zachwycony odwagą i determinacją Polaków podczas słynnego Cudu nad Wisłą, po dojściu Hitlera do władzy radykalnie zmienił swoje poglądy. Przeciwko znajdującej się w klinczu między Niemcami a Związkiem Sowieckim Polsce wymierzył ostrze swojej krytyki. Był gotów poświęcić nasz kraj w imię zakładanego brytyjsko-francusko-sowieckiego sojuszu, który miał jakoby powstrzymać marsz niemieckiej armii przez Europę. Więcej, uciekał się do kłamstwa w sprawie zbrodni katyńskiej, byle tylko udobruchać Sowietów. Nam z kolei zablokował dostęp do brytyjskich archiwów, w których kryje się prawda o katastrofie lotniczej w Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski. O niezbyt chwalebnej postawie brytyjskiego premiera i tajemnicach archiwów na Wyspach piszę w kolejnych rozdziałach.

FÜHRER WITA BRYTYJSKIEGO PREMIERA CHAMBERLAINA, KTÓRY PRZYBYWA NA SPOTKANIE PRZED HOTELEM DREESEN W GODESBERGU.
(Bundesarchiv)

W antypolską politykę Brytyjczyków wpisuje się także zasada _appeasementu_. Chociaż niewątpliwie II wojna światowa wywarła największy wpływ na losy Polski i Europy w XX wieku, to nie można zapominać o zdradzie, jakiej Brytyjczycy dopuścili się wobec nas w 1920 roku. W imię rzekomego zachowania pokoju gotowi byli przehandlować naszą niepodległość. Do tego bowiem sprowadzała się właśnie polityka _appeasementu_. Warto poznać jej architektów, których przybliżam w tej książce.

Dla równowagi przybliżam też sylwetkę postaci, która wśród naszych sprzymierzeńców zasługuje na uznanie. Prezydent Ronald Reagan, który na tę część Starego Kontynentu patrzył zupełnie inaczej niż jego poprzednicy, to w Polsce zobaczył kluczowego partnera do pokonania sowieckiego imperium. Jako osoba bardzo religijna znalazł wspólny język z polskim papieżem Janem Pawłem II. Nie ma wątpliwości, że to właśnie Reaganowi i jego polityce zawdzięczamy upadek komunizmu i to, że żyjemy dzisiaj w wolnym, demokratycznym państwie. Co o tym przeważyło? Jednym z najważniejszych czynników była bezkompromisowa postawa wobec generała Wojciecha Jaruzelskiego, o czym przypominam także w tej publikacji.

Na koniec przybliżam plan operacji „Unthinkable”, czyli ataku sił alianckich na Armię Czerwoną. Zaangażowane miały być w to także pozostające na Zachodzie Polskie Siły Zbrojne. Nie wiadomo, jak wyglądałaby dziś Europa, gdyby wszystko potoczyło się po myśli autorów tej operacji. Ostatecznie wobec wielu wątpliwości towarzyszących przygotowanemu planowi, a także na skutek przegranej Churchilla w wyborach parlamentarnych, „Unthinkable” pozostała jedynie na papierze.

Szkicując postawę sprzymierzeńców Polski w kluczowych momentach jej historii, pokazuję, że nie zawsze mogliśmy w pełni liczyć na naszych przyjaciół. To ważne, by pamiętać o tym także dziś, gdy podpisujemy kolejne traktaty i sojusze wojskowe. W obliczu dotychczasowych doświadczeń musimy odejść od zasady bezgranicznego zaufania, która – jak ilustruję w książce – wielokrotnie zawiodła nas na manowce. Powinniśmy zachować w tym względzie więcej rozwagi, by nie musieć w chwilach prawdy uciekać się do innej niż przywołana na początku sentencji, tym razem przypisywanej kardynałowi Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, bo z wrogami poradzę sobie sam”.

JOACHIM VON RIBBENTROP PO PRZYBYCIU NA LOTNISKO W CROYDON.
RIBBENTROP – AMBASADOR NIEMIEC W LONDYNIE
(1936–1938) ORAZ MINISTER SPRAW ZAGRANICZNYCH RZESZY
(1938–1945).
(Bundesarchiv)

WŁOSKI DYKTATOR BENITO MUSSOLINI WITA W RZYMIE Z HONORAMI BRYTYJSKIEGO PREMIERA NEVILLE'A CHAMBERLAINA. STYCZEŃ 1939 R.
(The National Archives UK)ROZDZIAŁ I.
WRZEŚNIOWA ZDRADA ALIANTÓW

JUŻ 31 MARCA 1939 ROKU, ZALEDWIE DWA TYGODNIE
PO ANEKSJI CZECHOSŁOWACJI PRZEZ HITLERA,
PREMIER WIELKIEJ BRYTANII ARTHUR CHAMBERLAIN UDZIELIŁ POLSCE GWARANCJI, STWIERDZAJĄC, ŻE „W PRZYPADKU AGRESJI ZAGRAŻAJĄCEJ BEZPIECZEŃSTWU NIEPODLEGŁOŚCI POLSKIEJ RZĄD JEGO WYSOKOŚCI CZUŁBY SIĘ ZOBOWIĄZANY PRZYNIEŚĆ WSPARCIE POLSCE WSZELKIMI MOŻLIWYMI ŚRODKAMI”.
POLSKI DYWIZJON NISZCZYCIELI WYKONUJĄCY PLAN PEKIN W TRAKCIE EWAKUACJI DO WIELKIEJ BRYTANII, 31.08.1939

Francuzi i Brytyjczycy, główni gwaranci porządku wersalskiego

w Europie, nie byli przygotowani

do uderzenia na Zachodzie

po ataku na Polskę. Ich armie

były organizacyjnie zacofane,

a taktyka i strategia tkwiły jeszcze w czasach I wojny światowej

i epoce wojen pozycyjnych. Gdy wybuchła wojna, francuskie

i brytyjskie dowództwo wiedziało, że niemieckie kolumny pancerne rozcinały polskie linie obronne dalekimi na setki kilometrów zagonami pancernymi. Zrozumiało, na czym polega natura nowej wojny i niemieckich sukcesów. Do takich działań we wrześniu 1939 roku francuska i brytyjska armia

nie były przygotowane.

Był 22 sierpnia 1939 roku, gdy w sztabie generalnym francuskiej armii odbyła się niezwykle interesująca rozmowa. Głównodowodzący armii gen. Maurice Gamelin, jego podwładny gen. Alphonse Georges oraz gen. Louis Faury, świeżo mianowany szef misji łącznikowej w Polsce, rozmawiali o nadchodzącej wojnie. Wiekowy, bo 65-letni, Faury został przywrócony do służby tylko w jednym celu – by objąć to stanowisko. Dobrze znał nasz kraj: w 1919 roku pełnił tu funkcję szefa francuskiej misji wojskowej, w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku był doradcą w polskim sztabie, a potem przez kolejnych siedem lat wykładał w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Należał do grona sympatyków Polski, stając się poniekąd ambasadorem jej interesów. Francuscy sztabowcy zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli Polacy mają kogoś słuchać, to tylko jego.

Przed wyjazdem do Warszawy Faury chciał się dowiedzieć jak najwięcej o planach wojennych Francuzów. Od początku rozmowy naciskał więc na Gamelina i Georges’a, by powiedzieli, co zrobi ich armia, gdy Polska znajdzie się w „duszącym uścisku Wehrmachtu”. Pytał, jak szybko od rozpoczęcia niemieckiego ataku francuska armia jest zdolna przeprowadzić zmasowane uderzenie na Niemcy. W odpowiedzi gen. Georges wydusił, że armia nie jest gotowa do takiej ofensywy. I dodał, że w grę mogą wchodzić jedynie działania obronne Francji i zaczepne przeciwko Niemcom, ale na bardzo niewielką skalę. Gamelin dodał: „Potrzeba, żeby Polska trwała”.

Pięć dni później Faury jechał już do Warszawy i zastanawiał się, co powiedzieć generałom ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, dla których był niekwestionowanym autorytetem i których przed laty uczył taktyki wojskowej. Miał świadomość, że ta misja będzie najtrudniejsza w jego wojskowej karierze.

Francuska niemoc

Rozmowa francuskich generałów była pierwszą zapowiedzią tego, że na ich armię nie ma co liczyć. Stanowisko Gamelina i Georges’a nie było przypadkowe. Wynikało z analiz francuskich możliwości militarnych. Doskonale wiedzieli, że nie są w stanie dotrzymać zobowiązań wobec Polski zawartych w umowie sojuszniczej z 19 lutego 1921 roku. Zobowiązywała ona do wzajemnej pomocy militarnej w razie ataku na któregoś z jej sygnatariuszy. Kwestia wsparcia została ostatecznie określona w protokole końcowym francusko-polskich rozmów sztabowych w maju 1939 roku, formalnie obowiązującym dopiero od 4 września, kiedy to podpisano protokół polityczny do umowy sojuszniczej. Według jego zapisów strona francuska miała rozpocząć ofensywę siłami lądowymi w piętnastym dniu od rozpoczęcia mobilizacji swojej armii, a do ofensywy powietrznej miała przystąpić w chwili rozpoczęcia przez Niemcy działań wojennych przeciw sojusznikowi. Gdy po podpisaniu protokołu zaczęto planować francuski atak na Niemcy, sztabowcy szybko się zorientowali, że ich armii brakuje przygotowania zarówno teoretycznego, jak i doktrynalnego oraz organizacyjnego. Rozwój planów ofensywnych na wypadek nowej wojny został zawieszony już w 1929 roku i więcej do niego nie wracano.

Jeszcze gorzej wyglądała doktryna wojskowa przyjęta w latach dwudziestych, podporządkowująca piechocie jednostki pancerne i zmotoryzowane. W jej myśl mogły być one wykorzystywane tylko do wsparcia na szczeblu taktycznym.

To oznaczało, że francuska armia, w przeciwieństwie do niemieckiej, nie dysponowała samodzielnymi jednostkami pancernymi, które mogłyby przeprowadzić działania na szczeblu operacyjnym. W rezultacie takiej doktryny na 89 dywizji zmobilizowanych na przełomie sierpnia i września 1939 roku jedynie dwie miały charakter pancerny. Było to o tyle zaskakujące, że armia francuska dysponowała wówczas 2900 czołgami, nie ustępując pod tym względem niemieckiej, oraz znaczną liczbą stosunkowo potężnie uzbrojonych i opancerzonych czołgów średnich typu Char B1 bis, które w bezpośrednich starciach okazywały się pojazdami lepszymi od swoich niemieckich odpowiedników PzKfw (_Panzerkampfwagen_) III i IV. Jednak ze względu na doktrynalne podporządkowanie wojsk pancernych wojskom piechoty i uczynienie z nich taktycznych jednostek wsparcia nie stanowiły one istotnej wartości bojowej.

Armia francuska nie była w stanie przeprowadzić szerokiej ofensywy na Zachodzie także ze względu na braki w wyszkoleniu żołnierzy. Zostali oni przygotowani praktycznie wyłącznie do służby fortecznej. Osobny problem stanowiły fatalne morale i brak autorytetu dowódców. Dlatego pod koniec sierpnia 1939 roku francuskie dowództwo wiedziało już, że pomoc, na jaką z ich strony liczyli Polacy, nie mogła nadejść. Jednak politycznych decyzji, jak w przypadku napaści Niemiec na Polskę ma się zachować Francja, jeszcze wtedy nie było. Jak najdłużej utrzymywano więc pozory sojusznika Polski.

EDMUND IRONSIDE, SZEF BRYTYJSKIEGO IMPERIALNEGO SZTABU GENERALNEGO DOBRZE ZDAWAŁ SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE FRANCUZI NIE ZAMIERZAJĄ INTERWENIOWAĆ ZBROJNIE DLA POLSKI.
WILLIAM EDMUND IRONSIDE, 1. BARON IRONSIDE (1880–1959)
– BRYTYJSKI MARSZAŁEK POLNY, GENERALNY INSPEKTOR BRITISH ARMY.

PODCZAS WIZYTY W LONDYNIE MINISTRA SPRAW ZAGRANICZNYCH RP JÓZEFA BECKA W MARCU 1939 ROKU JEDNOSTRONNE GWARANCJE BRYTYJSKIE ZAMIENIONO NA GWARANCJE O CHARAKTERZE TRWAŁYM
I WZAJEMNYM.
JÓZEF BECK (1894 –1944) – DYPLOMATA, BLISKI WSPÓŁPRACOWNIK JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO, PUŁKOWNIK DYPLOMOWANY ARTYLERII WP.

LOUIS FAURY, FRANCISZEK KLEEBERG, WYŻSZA SZKOŁA WOJENNA 1926 R.
(ADN-ZB/Archiwum/wikimedia commons)

ARMIA FRANCUSKA CHĘTNIE WYSYŁAŁA SWOICH OFICERÓW I GENERAŁÓW, JAKO OBSERWATORÓW POLSKICH PRZYGOTOWAŃ WOJENNYCH.
CHARLES DE GAULLE PODCZAS MISJI W POLSCE, OK. 1920 R.
(ADN-ZB/Archiwum/wikimedia commons)

MINISTER SPRAW WOJSKOWYCH GENERAŁ DYWIZJI TADEUSZ KASPRZYCKI (PO LEWEJ), SZEF SZTABU GŁÓWNEGO ARMII FRANCUSKIEJ GENERAŁ MAURICE GAMELIN (W ŚRODKU) I GENERAŁ DO PRAC PRZY GENERALNYM INSPEKTORACIE SIŁ ZBROJNYCH Z SIEDZIBĄ W TORUNIU GENERAŁ BRYGADY WŁADYSŁAW BORTNOWSKI NA ĆWICZENIACH NA POLIGONIE W REMBERTOWIE.
(Wikimedia commons)

GEN. GEORGES POINFORMOWAŁ GEN. MAURICE'A GAMELINA, ŻE ARMIA NIE JEST GOTOWA DO OFENSYWY. I DODAŁ, ŻE W GRĘ MOGĄ WCHODZIĆ JEDYNIE DZIAŁANIA OBRONNE FRANCJI I ZACZEPNE PRZECIWKO NIEMCOM, ALE NA BARDZO NIEWIELKĄ SKALĘ.
ALPHONSE-JOSEPH GEORGES (UR. 19 SIERPNIA 1875 R. W MONTLUÇON,
ZM. 24 KWIETNIA 1951 R. W PARYŻU) – FRANCUSKI GENERAŁ ARMII
(FR. GÉNÉRAL D’ARMÉE), UCZESTNIK DWÓCH WOJEN ŚWIATOWYCH.
(ADN-ZB/Archiwum/wikimedia commons)

GEN. IRONSIDE ZANOTOWAŁ W SWOIM DZIENNIKU, ŻE „FRANCUZI OKŁAMUJĄ POLAKÓW, MÓWIĄC, ŻE ZAMIERZAJĄ PRZYSTĄPIĆ DO ATAKU. TAKA KONCEPCJA W OGÓLE NIE ISTNIEJE”. POLAKÓW O TYM JEDNAK NIE POINFORMOWAŁ.

EDMUND IRONSIDE, SZEF IMPERIALNEGO SZTABU GENERALNEGO,
I JÓZEF BECK (1939)

GEN. MAURICE GAMELIN DOSKONALE WIEDZIAŁ, ŻE FRANCJA NIE JEST W STANIE DOTRZYMAĆ ZOBOWIĄZAŃ WOBEC POLSKI ZAWARTYCH W UMOWIE SOJUSZNICZEJ Z 19 LUTEGO 1921 ROKU. ZOBOWIĄZYWAŁA ONA DO WZAJEMNEJ POMOCY MILITARNEJ W RAZIE ATAKU NA KTÓREGOŚ Z JEJ SYGNATARIUSZY.

ŚMIGŁY-RYDZ Z GENERAŁEM MAURICE’EM GAMELINEM, FRANCJA, 1936 R.

Brytyjskie plany pomocy

Nie mniejsze nadzieje wiązano z Wielką Brytanią, drugim strategicznym sojusznikiem Polski.

Już 31 marca 1939 roku, zaledwie dwa tygodnie po aneksji Czechosłowacji przez Hitlera, premier Wielkiej Brytanii Arthur Chamberlain udzielił Polsce gwarancji, stwierdzając, że „w przypadku agresji zagrażającej bezpieczeństwu niepodległości polskiej rząd Jego Wysokości czułby się zobowiązany przynieść wsparcie Polsce wszelkimi możliwymi środkami”. Sześć dni później, podczas wizyty w Londynie ministra spraw zagranicznych RP Józefa Becka, jednostronne gwarancje zamieniono na takie „o charakterze trwałym i wzajemnym”. Jednak w sierpniu 1939 roku wojna w Europie wisiała już w powietrzu. Brytyjczycy patrzyli z uwagą na poczynania Francuzów, którzy mieli niebawem ogłosić mobilizację. Brytyjscy sztabowcy wiedzieli już, że Francuzi w przypadku wybuchu wojny nie podejmą wielkiej ofensywy na Zachodzie. Na pewno dobrze zdawał sobie z tego sprawę gen. Edmund Ironside, szef brytyjskiego Imperialnego Sztabu Generalnego, doskonale zaznajomiony z planami militarnymi Francji. Ironside nie znalazł w nich żadnej wskazówki, z której wynikałoby, że francuskie dowództwo przewiduje jakikolwiek wczesny atak na niemiecką linię Zygfryda. Podczas lipcowego pobytu w Warszawie dowiedział się wprawdzie o francuskich zobowiązaniach wobec Polski, ale już w sierpniu wiedział, że nie zostaną dopełnione. Zanotował wówczas w swoim dzienniku, że „Francuzi okłamują Polaków, mówiąc, że zamierzają przystąpić do ataku. Taka koncepcja w ogóle nie istnieje”. Polaków o tym jednak nie poinformował.

W sierpniu sam miał poważne obawy co do gotowości Wielkiej Brytanii do wojny. W jego ocenie brytyjska armia również nie była przygotowana do wielkiej ofensywy przeciw Niemcom. Siły lądowe tworzyły w większości wojska kolonialne, przygotowane do działań policyjnych. Nie nadawały się więc na front. Brytyjskie lotnictwo z kolei dysponowało jeszcze maszynami w większości z lat dwudziestych i dopiero miało wejść w fazę intensywnego przezbrajania. Natomiast marynarka, mimo swojej wielkości, nie była w stanie bronić wszystkich linii komunikacyjnych na trzech akwenach: atlantyckim, dalekowschodnim i śródziemnomorskim, oraz wokół samej Wielkiej Brytanii. Ironside, dysponując wiedzą brytyjskiego wywiadu, wiedział też, że III Rzesza daleko wyprzedziła w zbrojeniach Wielką Brytanię. Nie mogło być zatem mowy o prawdziwej wojnie z Niemcami. Na jej rozpoczęcie Brytyjczycy potrzebowali znacznie więcej czasu.

Jednak mimo to Imperialny Sztab Generalny nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, gdy 25 sierpnia 1939 roku szef brytyjskiej dyplomacji lord Halifax i ambasador RP w Wielkiej Brytanii Edward Raczyński podpisywali polsko-brytyjski traktat sojuszniczy, wiedząc, że jest on niewykonalny dla naszych partnerów. A była to już formalna umowa pomiędzy Wielką Brytanią a Polską, która przewidywała wzajemną pomoc zbrojną w przypadku ataku Niemiec. Faktyczne intencje Brytyjczyków właściwie odczytali Niemcy.

Analiza, jaką w końcu sierpnia 1939 roku przedłożył Hitlerowi minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop, jednoznacznie wskazywała, że zawarcie układu sojuszniczego z Polską to czysty blef Wielkiej Brytanii, która do wojny niemiecko-polskiej nie przystąpi.

Wrześniowa bierność aliantów

W reakcji na niemiecki atak na Polskę 1 września 1939 roku rządy Francji i Wielkiej Brytanii skierowały do Niemiec ultimatum z żądaniem natychmiastowego wycofania Wehrmachtu z terytorium Polski i Wolnego Miasta Gdańska. Gdy agresor je odrzucił, 3 września wypowiedziały Niemcom wojnę.

Decyzja ta wywołała entuzjastyczne reakcje w Polsce. Tysiące warszawiaków zamanifestowały radość przed ambasadami Wielkiej Brytanii i Francji. W tym drugim kraju rozpoczęto koncentrację oddziałów w rejonie granicy z Niemcami i w nocy z 6 na 7 września rozpoczęła się bardzo ograniczona ofensywa wojsk francuskich. W kolejnych godzinach weszły one około 20 km w głąb niemieckiego terytorium.

Kiedy w następnych dniach siły francuskie doszły do głównych umocnień linii Zygfryda, zostały zatrzymane. Generał Gamelin nakazał przerwanie ofensywy, ponieważ uznał, że i tak nie ma to żadnego przełożenia na działania niemieckie podejmowane w Polsce.

A poza tym może narazić stronę francuską na kontruderzenie. Zakomunikował jednak opinii publicznej, że armia francuska osiągnęła stawiane jej cele. We francuskiej prasie pojawiły się wówczas artykuły pochwalne na cześć armii, która, jak podkreślano, miała przeprowadzić zwycięską ofensywę przeciwko Niemcom. Propagandowo działania francuskich wojsk wypadały naprawdę nieźle.

We Francji zupełnie przez to nie dostrzegano, jak rzeczywiście wygląda wojna w Polsce, gdzie Niemcy głębokimi pancernymi klinami kładli przeciwnika na łopatki.

Wielka Brytania, która w momencie wybuchu wojny miała rozpocząć morską blokadę Rzeszy i ofensywę bombową nad Niemcami, ze szczególnym uwzględnieniem węzłów komunikacyjnych, również rozpoczęła grę pozorów. Brytyjczycy, oprócz „dziurawej” i nieskutecznej blokady morskiej Niemiec i nalotu samolotów RAF-u na niemieckie bazy morskie w Wilhelmshaven, Cuxhaven i Brunsbüttelkoog 5 września, nie podjęli żadnych poważniejszych działań militarnych wobec Niemiec w pierwszych dniach wojny.

Tak naprawdę francuska i brytyjska aktywność, po tym jak oba mocarstwa wypowiedziały Niemcom wojnę, miała stworzyć jedynie pozory sojuszniczej ofensywy na Zachodzie, do której podjęcia alianci nie byli zdolni. Mieliśmy do czynienia ze swoistą grą psychologiczną z Hitlerem, przy minimum zaangażowania sił własnych armii.

Lecz 12 września gra ta się w zasadzie już zakończyła. To wtedy w Abbeville zebrała się po raz pierwszy francusko-brytyjska Najwyższa Rada Wojenna z udziałem premierów: Francji – Édouarda Daladiera, i Wielkiej Brytanii – Neville'a Chamberlaina.

Przedstawiając brytyjskie stanowisko, ten drugi zakomunikował: „Rząd brytyjski uważa, że z materialnego punktu widzenia nie można już nic uczynić dla ocalenia Polski”.

Drugi z patronów rady podkreślił, że „najmniej pożądane byłoby utrzymywać front na Wschodzie”. Z kolei gen. Gamelin zadeklarował: „Wysłałem depeszę do marszałka Rydza-Śmigłego, by zasugerować, że wojsko powinno teraz wszcząć działania partyzanckie”.

Dwie godziny później podjęto decyzję o wstrzymaniu dotychczasowych działań w celu „minimalizacji niemieckiego odwetu”.

Oznaczało to w praktyce wstrzymanie wszystkich działań ofensywnych armii francuskiej na przedpolu linii Zygfryda, a przez to złamanie zobowiązań sojuszniczych wobec Polski. Ani wcześniej, ani po ustaleniach, jakie zapadły w Abbeville, alianci nie uważali za stosowne poinformować swojego polskiego sojusznika, że ofensywy na Zachodzie nie będzie i musi on liczyć wyłącznie na własne siły.

Wojna bez wojny

O słuszności decyzji z Abbeville alianci przekonali się 17 września, kiedy wschodnie granice Polski przekroczyły wojska dwóch frontów sowieckich: białoruskiego, atakującego na linii Wilno – Baranowicze – Wołkowysk – Grodno – Suwałki – Brześć i ukraińskiego, atakującego na linii Dubno – Łuck – Włodzimierz Wołyński – Chełm – Zamość – Lublin – Tarnopol – Lwów – Czortków – Stanisławów – Stryj – Sambor – Kołomyja. Do października zdołały one zająć wyznaczone im obszary Polski i uniemożliwić ewakuację polskich wojsk na Węgry i do Rumunii.

Podobnie jak w przypadku uderzenia niemieckiego sowieckie również zostało zaplanowane jako regularne działania z udziałem wojsk pancernych, lotnictwa i grup sabotażowo-dywersyjnych, przerzuconych lub zorganizowanych na terytorium Polski, zanim nastąpił atak. Po uderzeniu Sowietów sytuacja strategiczna Polski stała się już beznadziejna.

Ambasadorowie Rzeczypospolitej w Wielkiej Brytanii – Edward Raczyński, i we Francji – Juliusz Łukasiewicz, bezskutecznie próbowali wpłynąć na wykonanie zobowiązań sojuszniczych wobec Polski. Nie wiedzieli, że losy wojny na terytorium naszego kraju zostały przesądzone jeszcze przed jej wybuchem. Także i tym razem Brytyjczycy i Francuzi usiłowali tworzyć pozory prawdziwych sojuszników.

Rządy obu państw złożyły w Moskwie oficjalne noty protestacyjne, nieuznające argumentacji szefa sowieckiej dyplomacji Wiaczesława Mołotowa, który usprawiedliwiał agresję na Polskę. Lecz w żadnym wypadku nie zamierzały wypowiadać wojny Związkowi Sowieckiemu, a nawet podjęły kroki, aby wpłynąć na jej inny odbiór na Zachodzie.

W prasie brytyjskiej i francuskiej pojawiły się inspirowane przez rządy artykuły tłumaczące działania Armii Czerwonej jako w istocie kroki antyniemieckie, mające pomóc walczącej Polsce.

Po 17 września wojna na Zachodzie stała się „dziwną wojną”. Armia francuska, co najmniej trzykrotnie liczniejsza od sił niemieckich na Zachodzie, stała w całkowitej bezczynności. Działania Francuzów ograniczały się jedynie do nielicznych patroli na przedpolu linii Zygfryda. Niemcy zajmowali w tym czasie stanowiska, spokojnie patrząc na bezczynnych Francuzów. Między stronami dochodziło do sytuacji naprawdę komicznych, jak wtedy, gdy po stronie francuskiej ustawiano plakaty o treści: „Prosimy nie strzelać. My nie strzelamy”. W odpowiedzi po stronie niemieckiej pojawił się napis: „Jeśli wy nie strzelacie, to i my nie będziemy strzelać!”. Nierzadko po obu stronach sadzono marchewki lub obrzucano się ulotkami propagandowymi. Ostatecznie na początku października francuskie jednostki same opuściły zajęte wcześniej tereny i wycofały się na pozycje wyjściowe. W tym czasie kampania w Polsce dobiegła końca.

PRZEZ CAŁY ROK 1939 TOCZYŁY SIĘ INTENSYWNE KONSULTACJE WOJSKOWE NA NAJWYŻSZYM SZCZEBLU POMIĘDZY POLSKĄ A FRANCJĄ. AMB. JULIUSZ ŁUKASIEWICZ, GEN. TADEUSZ KASPRZYCKI (MINISTER SPRAW WOJSKOWYCH W LATACH 1935–1939) I MARSZ. MAURICE GAMELIN (PARYŻ, MAJ 1939 R.) (wikimedia commons)

„UMRZEĆ ZA GDAŃSK?” („CZY WARTO UMIERAĆ ZA GDAŃSK?”) TO TYTUŁ ARTYKUŁU WSTĘPNEGO AUTORSTWA FRANCUSKIEGO SOCJALISTY, PACYFISTY, A PÓŹNIEJSZEGO KOLABORANTA REŻIMU VICHY, MARCELA DÉATA, KTÓRY UKAZAŁ SIĘ 4 MAJA 1939 R. NA PIERWSZEJ STRONIE GAZETY „L’ŒUVRE” I TUŻ PRZED WOJNĄ STAŁ SIĘ PACYFISTYCZNYM HASŁEM („POURQUOI MOURIR POUR DANTZIG?”). OBOK WIADOMOŚC O NEGOCJACJACH BRYTYJSKO-SOWIECKICH
(Gallica)

PARADA FRANCUSKICH WOJSK LĄDOWYCH (ARMÉE DE TERRE) Z OKAZJI ŚWIĘTA 14 LIPCA 1936 R. RELACJA UKAZAŁA SIĘ W GAZECIE „EXCELSIOR”.
(Bundesarchiv/wikimedia commons)

FORTYFIKACJE LINII MAGINOTA WIZYTOWANE PRZEZ OFICERÓW NIEMIECKICH PO UPADKU FRANCJI W 1940 R.

MAPA PÓŁNOCNO-WSCHODNIEJ CZĘŚCI LINII MAGINOTA.
FORTYFIKACJE MIAŁY GWARANTOWAĆ BEZPIECZNĄ MOBILIZACJĘ
I ROZWINIĘCIE ATAKU ARMII FRANCUSKIEJ NA NIEPRZYJACIELA. WE WRZEŚNIU 1939 R. NIC TAKIEGO SIĘ NIE WYDARZYŁO.

FLOTA POWIETRZNA FRANCJI BYŁA JEDNĄ Z NAJSILNIEJSZYCH NA KONTYNENCIE. PRZEGLĄD FRANCUSKICH PILOTÓW I BOMBOWCÓW BLOCH 210 Z 1936 ROKU.

Sedno prawdy

Francuzi i Brytyjczycy, główni gwaranci porządku wersalskiego w Europie, nie byli przygotowani do uderzenia na Zachodzie po ataku na Polskę. Ich armie były organizacyjnie zacofane, a taktyka i strategia tkwiły jeszcze w czasach I wojny światowej i epoce wojen pozycyjnych. Gdy wybuchła wojna, francuskie i brytyjskie dowództwo wiedziało, że niemieckie kolumny pancerne rozcinały polskie linie obronne dalekimi na setki kilometrów zagonami pancernymi. Zrozumiało, na czym polega natura nowej wojny i niemieckich sukcesów. Do takich działań we wrześniu 1939 roku francuska i brytyjska armia nie były przygotowane. Nie przyznając się sojusznikowi do tego, zapewne chciały kupić cenny czas. W tym celu rzuciły Hitlerowi na pożarcie samotnie walczącą Polskę.

Jednak, jak szybko pokazała rzeczywistość, dwudziestoletnich zaległości militarnych nie dało się tak szybko odrobić. Niecały rok później, gdy w maju 1940 roku Hitler zaatakował Francję, Belgię i Holandię, prawda o kondycji największych zachodnich armii została brutalnie odkryta.

Niemiecka kampania we Francji rozstrzygnęła się w zasadzie w ciągu zaledwie dziesięciu dni. W kotle Dunkierki niemieckie siły pancerne osaczyły prawie 350 tys. Brytyjczyków i Francuzów i tylko przypadek sprawił, że dzieła ich ostatecznej zagłady nie dokończyła wówczas Luftwaffe.

Być może Francuzi i Brytyjczycy liczyli również na jakiś tymczasowy układ rozejmowy z Niemcami. Takie kalkulacje mogły być nawet zgodne z pierwotną koncepcją Hitlera wojny izolacyjnej w Polsce. Być może liczyli też na perspektywę przyszłego konfliktu pomiędzy hitlerowskimi Niemcami a ich nowym sojusznikiem – Związkiem Sowieckim. Wtedy bowiem na Wschodzie ich polski sojusznik mógłby zostać zastąpiony znacznie silniejszym, z którym szanse na pokonanie Niemiec byłyby dużo większe. Wiele wskazuje, że taka kalkulacja była również brana pod uwagę. Tak czy inaczej, postawa aliantów wobec Polski we wrześniu 1939 roku była jakąś formą felonii – zdrady sojusznika na polu bitwy, o tyle boleśniejszej, że postanowionej, zanim jeszcze bitwa się rozpoczęła. Na pewno jest to lekcja historii dla polskich polityków i wojskowych, o której powinni pamiętać, podpisując traktaty i sojusze wojskowe, bezgranicznie przy tym na nich polegając.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij