Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Zakazany szef - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 czerwca 2026
52,00
5200 pkt
punktów Virtualo

Zakazany szef - ebook

Współcześni Bridgertonowie w garniturach.

Fundamenty imperium bankowego rodziny d`Aboville drżą w posadach przez skandal jednego z dziedziców. Klientki masowo rezygnują, a influencerki palą karty bankowe w social mediach.
Avery marzy o tym, by zostać wspólniczką w agencji PR.   Szefowa obiecuje awans pod warunkiem, że bezbłędnie wykona powierzone zlecenie.

Okazuje się, że tajemniczy klient to oziębły i okryty złą sławą Vardon d`Aboville. Problem polega na tym, że już wcześniej się spotkali i każde z nich wolałoby wymazać to wspomnienie z pamięci.
Nie pomaga fakt, że on świetnie wygląda w garniturze i bez pardonu przesuwa granice współpracy.

Sugerowany wiek +18

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-976922-8-2
Rozmiar pliku: 3,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Avery

Byłoby święto, gdyby coś za pierwszym razem zadziałało, jak powinno. Przytykam kartę do zamka w drzwiach pokoju hotelowego i przeklinam pod nosem. No właśnie... Byłam pewna, że babka nie zaprogramowała jej dobrze. Przeciągnęła nią niedbale po touchpadzie i nic nawet nie piknęło. I oto stoję tu, wymemłana, z niedziałającym kluczem. Mam ochotę kopnąć drzwi ze złości.

Wzdycham i zostawiwszy walizkę na złotym wózku, pędzę z powrotem do windy. Jestem wykończona po całym dniu podróży i nieprzespanej nocy.

W recepcji pani, która mnie obsługiwała, jest zajęta, więc podchodzę do innej, wolnej. Opieram się łokciem o czarny marmurowy blat.

– Moja karta nie działa – skarżę się, wyciągając kawałek plastiku. – Pokój czterysta piętnaście.

Kobieta rzuca okiem na mnie, a potem zerka na drugą pracownicę hotelu.

– Zaprogramuj nową – mówi tamta, nawet nie unosząc wzroku znad ekranu.

Recepcjonistka uśmiecha się do mnie przepraszająco i wyciąga nową kartę spod lady. Przesuwa nią po touchpadzie.

– Proszę to zrobić dokładnie – rzucam nieco podirytowana, ale kiedy widzę jej minę, natychmiast się mityguję. – Przepraszam. Miałam paskudny dzień.

Dziewczyna dla pewności powtarza proces kilka razy i podaje mi klucz razem z paczuszką pełną promocyjnych gratisów.

Dziękuję jej, i ruszam z powrotem w stronę wind. Odległości w tym hotelu mnie wykończą, bo żeby przejść tam z recepcji muszę nabić prawie czterysta kroków. No ale przecież trzeba pokazać te kryształowe żyrandole i strumyczki z fontannami. Opieram się o drążek przy lustrze i wzdycham, marząc, by móc już ściągnąć buty i stanik. Prysznic jest wszystkim, czego pragnę. Jednocześnie otwieram cukierki i się nimi raczę.

Ku mojemu największemu szczęściu – karta działa. Ciągnąc walizkę, wchodzę do najpiękniejszego pokoju hotelowego, w jakim byłam. To chyba nawet apartament. Może prezydencki? Wszystko ze smakiem urządzone w beżach i szarościach, bez krzykliwych kolorów i tandety. Muszę podziękować mojej szefowej, że zarezerwowała taką perłę.Zrzucam szpilki i zanurzam zmęczone stopy w mięciutkiej wykładzinie. Pierwsze, co robię, to biegnę do wielkiego łóżka
z kolumienkami. Sprawdzam miękkość materaca, a potem
rozpinam stanik. Co za ulga!

Kładę się, obiecując sobie, że poleżę tylko pięć minut i pójdę się wykąpać.

Z cukierkiem w zębach rozpinam też suwak w ołówkowej spódnicy.

Wzdycham i z rozkoszą przymykam oczy. Moje ciało robi się coraz cięższe i przyjemnie zapada się w puchatej pościeli. Jest mi tak przyjemnie…

Nie wiem, ile czasu mija, aż zaczynam słyszeć głosy w tle. Ktoś tu chodzi. To pewnie Kyle wstał i przygotowuje śniadanie. Przy okazji rozmawia z kimś przez telefon. Nadal jestem otulona pajęczyną snu i trochę mi zimno. Próbuję się przykryć kołdrą, błądzę dłonią po pościeli.

– Co pani najlepszego wyprawia? – Głęboki głos wyrywa mnie ze snu jak kostka lodu wrzucona za kołnierz.

Z trudem otwieram oczy. Podnoszę się natychmiast do pozycji siedzącej. To jednak nie Kyle, i to nic dziwnego, bo przecież rozstaliśmy się miesiąc temu. Nie umiem się pozbyć starych przyzwyczajeń. W końcu byliśmy w związku prawie osiem lat. Ten tutaj jest od niego wyższy i szerszy w barach. Ubrany w białą koszulę z rozpiętym guzikiem, stoi w nogach łóżka i wpatruje się we mnie z pełną uwagą.

Już mam wygłosić opieprz, ale brakuje mi słów.

W jego szaroniebieskich oczach czai się odrobinka rozbawienia. Zaczesane do tyłu ciemne blond włosy sprawiają, że kojarzy mi się z arystokratą.

Prześlizguje wzrokiem po mojej bluzce.

Drżącymi palcami zapinam guziki i strzepuję okruszki, a wiśniowy stanik chowam pod kołdrą.

Przełykam głośno ślinę.

Wesołość w jego oczach zastępuje lodowata obojętność.

– Zechce mi pani powiedzieć, czemu rozgościła się w mojej pościeli? – Mruży oczy.

Otwieram usta, ale słowa nie wychodzą z nich od razu. Jestem w jego łóżku?

– Przecież to mój pokój. – Rozglądam się i wskazuję dłonią na walizkę z nadrukiem świnek, jakby to był wystarczający dowód.

Mężczyzna zerka na bagaż. Kiedy tak stoi nieruchomo, przypomina posąg. Mam wrażenie, że rozważa telefon na recepcję z hotelowego aparatu, ale coś go przed tym powstrzymuje.

– Jestem pewien, że to mój pokój. Moja asystentka rezerwuje go zawsze, gdy przyjeżdżam do Nowego Jorku.

Facet mówi ze specyficznym akcentem, ale miło się go słucha. Mimowolnie przekręcam głowę. Patrzy na mnie wyczekująco. A tak… rezerwacja.

Rzucam się do torebki leżącej na podłodze i rozsypując przy okazji kosmetyki, wyciągam komórkę i odszukuję na mailu potwierdzenie. Krew krzepnie mi w żyłach, bo mój pokój to nie czterysta piętnaście, tylko sto piętnaście, ale pomyliło mi się przez tę elegancką czcionkę. A potem poprosiłam o naprawienie karty…

Czuję na policzkach gorący rumieniec. Zaczynam wydawać z siebie dziwne dźwięki, ni to słowa, ni skomlenie.

Mężczyzna przesuwa wzrok ze świnek na walizce, na rozkopane łóżko poplamione czekoladą, a potem na mnie, klęczącą na podłodze. Ma minę, jakby chciał powiedzieć: wszystko jasne.

– Zejdę do recepcji i poproszę o inny pokój.

Muszę jakoś go zatrzymać.

Serce mi gwałtownie przyspiesza.

– Ale to pana pokój – mówię, przecierając twarz. – Przepraszam, po prostu… Ostatnio nie jestem sobą.

Zerka na mnie kątem oka, zakładając marynarkę na umięśnione ramiona. Upewniam się, że wszystko mam zapięte i wstaję, by założyć buty.

– Już się zwijam.

– Proszę sobie nie robić problemu. – Idzie po swoją walizkę. – Pani już się tu rozgościła.

Zerkam na okruszki na pościeli. Boże święty. Nic dziwnego, że facet nie chce tu spać. Mam ochotę zapaść się pod ziemię razem z tą zapaskudzoną pościelą. Nikt nie powinien mnie oglądać w takiej wersji – wymiętej, potarganej... i umorusanej czekoladą. Litości. Ścierając dłonią czekoladę z kącika ust, drepczę za nim do drzwi.

– Dziękuję… za to, że nie robi pan afery. To była pańska rezerwacja. Czy to na pewno nie będzie problem?

Przeszywa mnie szarymi oczami i coś w wyrazie jego twarzy się zmienia. Uśmiecha się w sposób, od którego miękną mi kolana.

– Problem? Nie. Raczej przyjemne wspomnienie.

Otwieram szeroko oczy.

Nadal stoi w drzwiach i na mnie patrzy – z pełną uwagą. Nie wiem, co odpowiedzieć. Mam ochotę zaproponować, żeby został i jakoś się przemęczymy w tym stumetrowym apartamencie ze złotymi klamkami, ale to przecież byłoby zupełnie bez sensu.

Nadal nie wychodzi. Jego tęczówki w świetle żarówki wydają się bardziej stalowe. Zaczynam panikować, łudząc się, że myśli o tym samym.

Moglibyśmy się napić razem lampki wina, na przykład, i jeszcze trochę porozmawiać.

– Można je uczynić jeszcze przyjemniejszym – wypalam.

Czasem tak mam, że mówię, zanim pomyślę. Nawet bardzo często. A przystojniak na moment przestaje się uśmiechać.

– To znaczy, nie o to chodziło – dodaję od razu. A może…? Sama nie wiem. – Po prostu pomyślałam, że może jak się już pan zamelduje, to…

– Wypijemy drinka w hotelowym barze – kończy za mnie.

– Tak.

Kiwa głową powoli i zerka na zegarek na przegubie.

– Za pół godziny?

Przytakuję, może trochę zbyt gorliwie.

Po tych słowach wychodzi z apartamentu, pozostawiając po sobie chmurę kuszącego zapachu. Opieram się o drzwi, przyciskając dłonie do piersi i uśmiechając się jak idiotka.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij