-
nowość
Zaklęta - ebook
Zaklęta - ebook
Druga część emocjonującej serii romantasy, rozpoczynającej się tomem Zauroczona.
Ani magia, ani czas nie mogą nas rozdzielić. Jesteśmy jak gwiazdy. Wieczni.
Nikt nie powiedział czarownicy Selene Bowers, że posiadanie przeznaczonego to coś tak trudnego. Nie uprzedzono jej, że okaże się on mściwym, starożytnym czarnoksiężnikiem, który wrobi ją w morderstwo i zmusi do wypełnienia nierozerwalnej przysięgi, jaką jest małżeństwo.
Memnon poprzysiągł odkryć, dlaczego wiele lat temu Selene go zdradziła. Kiedy jednak wspomnienia jego przeznaczonej wracają, prawda okazuje się zupełnie inna. Przerażony swoimi czynami i zdeterminowany, by odbudować zaufanie dziewczyny, oferuje coś nieprawdopodobnego: magiczną więź, dzięki której zyska ona całkowitą kontrolę nad jego wolną wolą. Kobieta jest na tyle zdesperowana, że się na to zgadza.
Na domiar złego inni wrogowie nawiedzają Krąg Henbane i wykazują ogromne zainteresowanie czarownicą. By ich powstrzymać, będzie potrzebować pomocy Memnona, lecz współpraca z czarnoksiężnikiem to wyzwanie, zwłaszcza że ten gotów jest zrobić wszystko, by odzyskać jej serce, a to nie może się wydarzyć… ponieważ więź dająca Selene władzę nad przeznaczonym złamie się w chwili, gdy ona znów się w nim zakocha.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-631-2 |
| Rozmiar pliku: | 2,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W książce poruszane są tematy przemocy, tortur, śmierci oraz utraty ciąży.
Krótkie podsumowanie rzeczy, o których nie wolno mi zapomnieć (tak w razie co, gdyby ten dupek Memnon znów chciał grzebać w moich wspomnieniach)
Nazywam się Selene Bowers. Mam dwadzieścia lat. Moi rodzice to Olivia i Benjamin Bowers. Moja najlepsza przyjaciółka to Sybil Andalucia. Uczęszczam do Kręgu Henbane (w końcu!). Pomimo niechęci zgromadzenia, by mnie przyjąć (nie podobało im się, że moja magia żywi się wspomnieniami), zgodzili się na to, gdy pomogłam samolotowi magicznie wylądować w środku amazońskiego lasu deszczowego. To długa historia. Najważniejsze dotyczące jej wydarzenia to po pierwsze znalezienie mojego chowańca Nerona – humorzastej pantery, chodzącej za mną jak cień. Tak, to jego cała osobowość. Nie mam mu tego za złe. W sekrecie zdradzę, że jest naprawdę wspaniałym zwierzakiem.
Po drugie ja… obudziłam pewnego typa.
Okej, nie jakiegoś tam typa. Raczej cyckolubnego dziwkarza. Memnon Przeklęty to czarnoksiężnik żyjący od dwóch tysięcy lat, który wierzy, że jestem jego dawno zmarłą żoną – tą samą, co wepchnęła go do zatęchłego grobowca dwa milenia temu i zmusiła, by przespał całe stulecia. I uwaga, tu zwrot akcji, faktycznie jestem tą dawno zmarłą żoną. (Przykro mi, jeśli znowu dowiaduję się tego na nowo. Wyrazy współczucia).
Memnon i ja – siadaj, ostrzegam – jesteśmy przeznaczonymi, związanymi ze sobą, ponieważ los był nietrzeźwy, gdy podejmował tę decyzję. Nim zdołasz pomyśleć, że to nawet całkiem romantyczne, pamiętaj, proszę, że Memnon jest okropny i bezduszny oraz mnie nienawidzi. Dosłownie spalił dzienniki, w których zapisałam własne wspomnienia.
Czarnoksiężnik wrobił mnie również w serię morderstw. Ofiary to czarownice, a niektóre z nich były siostrami ze zgromadzenia. Jedną z nich znałam, Charlotte Evansen (Neron i ja nieszczęśliwym trafem znaleźliśmy jej ciało). Jestem niewinna, chociaż Straż, czyli taka policja dla nadprzyrodzonych, wierzy teraz, że zostałam szaloną seryjną morderczynią. Pomimo tego, jak to wygląda, Memnon również nie jest zabójcą. Prawdziwy zbrodniarz nadal przebywa na wolności, a ciała ofiar pokiereszowano i skażono czarną magią. Ktokolwiek lub cokolwiek jest za to odpowiedzialne, musi być bardzo złe.
Zmiennokształtni z Watahy Marin uważają mnie za przyjaciółkę i chcą dowieść mojej niewinności. Kiedy zostanę oczyszczona z zarzutów, spotkam się ze stadem i porozmawiam na temat innej sprawy wymagającej poruszenia: nieudanego kręgu magicznego.
Dwa tygodnie temu, 14 października, w noc nowiu Księżyca, wzięłam udział w kręgu magicznym w tunelach prześladowań pod akademikiem Ravenmeade (czyli pod moim domem), ponieważ byłam spłukana i potrzebowałam kasy.
No, okropny pomysł. Najwyższa kapłanka próbowała wymusić więź na zmiennokształtnej dziewczynie o imieniu Cara, którą wcześniej odurzono. Złamałam krąg, nim się dopełnił, po czym udało mi się uratować dziewczynę, ale doszło do brutalnej, magicznej walki i teraz co najmniej jedna czarownica, Kasey, zaginęła. Inne dziewczyny, biorące w tym udział, nosiły maski, więc nie wiem, kim były, ale wydaje się prawdopodobne, że mieszkają w moim domu. Co oznacza, że mogę jeść i spać z wrogami pod jednym dachem.
Memnon pomógł mi uporządkować negatywne efekty kręgu i, szczerze mówiąc, przez kilka chwil myślałam, że uda nam się przebrnąć przez te wszystkie problemy. Ma w końcu wiele asów w rękawie:
Charakter bad boya.
Mięśnie i tatuaże.
Wielbi ziemię, po której stąpam, gdy akurat nie zajmuje się zemstą.
Jest zachwycający.
Dobrze sobie radzi w… nieważne.
Niestety, niemal zabił wszystkich nadprzyrodzonych biorących udział w Balu Samhain i wymusił na mnie przywołanie wspomnień z przeszłości, choć wyraźnie powiedziałam mu, że tego nie chcę. Jest zatem dupkiem.
Och, a w dodatku zaręczyłam się z nim. To nierozerwalna przysięga, więc… przepraszam za to.
Powodzenia!
Buziaki
SeleneROZDZIAŁ 1
Cóż, ta noc oficjalnie jest do dupy.
Siedzę na betonowej podłodze w jednej ze słabo oświetlonych cel Straży, z ramionami oplatającymi kolana. Suknia z Balu Samhain otula mnie, przypominając kałużę czerni.
Wbijam nieobecny wzrok w podłogę, czując pulsowanie dłoni tam, gdzie wcześniej ją rozcięłam, by zdjąć z siebie klątwę. To nie jedyna rzecz, sprawiająca mi cierpienie.
Migrena, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyłam, pulsuje mi pod czaszką, a to wszystko z powodu nadużywania magii podczas dzisiejszego wieczoru. Ale nawet to nie jest w tej chwili najbardziej bolesne.
Ledwo mogę oddychać przez ból w mojej piersi i przez wspomnienia, które teraz wypełniają moją głowę.
Obudziłam się dziś rano jako Selene Bowers, dwudziestoletnia czarownica z powodowanym przez magię zanikiem pamięci. Kończę ten dzień jako Selene Bowers, mająca dwa zestawy wspomnień – jeden z aktualnego życia, drugi z poprzedniego.
Fala mdłości przelewa się przeze mnie, częściowo przez migrenę, ale też przez ogromną ilość zdarzeń z przeszłości, które wróciły do umysłu. Wszystkie wymagają skupienia, a szczególnie te dziwne, obce, stare wizje.
Skupiam się teraz na tamtym życiu, na życiu Roxilany.
Moim życiu, poprawiam się. Tym pierwszym.
Rozwija się ono przed moimi oczami niczym jakiś okropny film. Walki, śmierć, czysta desperacja, by przetrwać.
Najsłodszą, najpiękniejszą częścią tamtego istnienia okazał Memnon, ten sukinsyn, którego nie da się znieść. Nienawidzę tego, że dziś, po jednym z najgorszych wieczorów w życiu, kiedy powinnam nie cierpieć czarnoksiężnika bardziej niż dotychczas, moja głowa wypełnia się wspomnieniami jego dotyku, wypowiadanych obietnic o wiecznej miłości, tym, że zwyczajnie ciągnie mnie do niego. Tak właśnie działo się raz za razem, kiedy byłam nią i cholera, teraz wabi mnie on jeszcze bardziej.
Wtedy, w tamtym starożytnym świecie, Memnon walczył w moim imieniu i cieszyłam się jego niezwykłą miłością. Przebył całą Europę, szukając mnie, po czym uczynił swoją królową. I stał się jednym z najpotężniejszych, najpotworniejszych mężczyzn czasów starożytnych, bym mogła mieć wszystko, czegokolwiek zapragnęło moje serce. Łączyła nas miłość z rodzaju tych okrutnie wspaniałych, wręcz graniczących z bólem.
Aż, oczywiście, nadeszła chwila, gdy to wszystko się rozpadło.
A rozpadło się tak samo spektakularnie, jak się zaczęło.
W oddali słyszę, jak otwierają się metalowe drzwi, których skrzypnięcie sprowadza mnie na ziemię.
Unoszę głowę, zastanawiając się, czy będę przesłuchiwana. Na tę myśl wraca wyczerpanie. Nie wiem, czy znajdę w sobie siłę, by skutecznie dowieść swojej niewinności, chociaż odkryłam wspomnienia, mogące ją potwierdzić.
Słyszę niski pomruk głosu Strażnika, który rozmawia z mającym tu dyżur mężczyzną. Następnie dobiegają mnie odgłosy kroków, przemieszczających się w stronę mojej celi. Ten chód rozpoznam wszędzie, to pewne, ciężkie stąpnięcie, przyprawiające mnie o gęsią skórkę. Chwilę później wstęga magii w kolorze indygo unosi się przy kracie celi.
Memnon.
Rośnie ból w moim wnętrzu. A przez to wszystko, co czarnoksiężnik dziś zrobił, narasta także złość. Jest zakopana pod migreną, ale rozpala się porządnym płomieniem.
Magia Memnona sięga do żelaznych krat, ale zamiast wpłynąć do środka, jej moc rozbija się o jakąś barierę, czemu towarzyszy drobny, niebieski dym.
– To są cele neutralizujące – wyjaśnia męski głos. – Żadna magia nie dostanie się do środka ani nie wyjdzie na zewnątrz. Wszystkie zaklęto tak, by więźniowie nie mogli używać mocy.
Więźniowie tacy jak ja. To ma na myśli.
– Traktujecie tak moją NARZECZONĄ? – odpowiada Memnon z wyraźną groźbą w głosie. Na to słowo ściska mi się żołądek. _Narzeczona_. Myślę sobie, że może jednak bardziej podoba mi się _więzień_.
– Zapewniam cię, że wystawiono nakaz jej zaaresztowania…
– Zaaresztowano ją i uwięziono pod fałszywymi zarzutami – przerywa Memnon tonem ostrym jak miecz. – Oczekuję, że wasz wydział nam to zrekompensuje.
Pieprzona _bezczelność_ tego faceta. Wymaga czegokolwiek od Straży, kiedy to on jest powodem mojego uwięzienia.
Jego ciężkie, złowrogie kroki cichną przed moją celą. Chociaż neutralizuje ona magię, wciąż potrafię dostrzec pulsującą obecność czarnoksiężnika, gdy wypływa z niego moc.
To właśnie ta oszałamiająca energia doprowadziła do tego bałaganu. Magia czarnoksiężników pożera ich sumienia, więc im są potężniejsi, tym bardziej bezduszni się stają. A mój przeznaczony okazał się zarówno bardzo, bardzo potężny, jak i bardzo, bardzo bezduszny.
– EST AMAGE.
Nie reaguję. Nie mam siły. Nie znajduję jej wystarczająco dużo, _by_ zareagować.
Strażnik otwiera kluczem drzwi, a one uchylają się z brzdękiem metalu.
– Panno Bowers, zdaje się, że doszło do pomyłki w kwestii pani aresztowania – wyjaśnia zawiedziony. – Proszę przyjąć nasze najszczersze przeprosiny. Jest już pani wolna i może iść. – Odsuwa się, by zrobić miejsce w przejściu.
Biorę długi wdech, ewidentnie pokonana. Nie podoba mi się siedzenie w tej zimnej, wilgotnej celi, gdzie wyciszono mi moce, ale z równie wielką niechęcią skończę w ramionach mojego mściwego przeznaczonego.
– Dąsanie się jest zupełnie nie w twoim stylu, narzeczono.
To cholerne słowo sprawia, że skronie mocniej mi pulsują.
Unoszę głowę i wbijam wzrok w znajdującą się przede mną ścianę zbudowaną z pustaków.
– Nie chcę z nim wyjść – mówię do Strażnika.
Wyczuwam, że mężczyzna spogląda na nas.
– Panno Bowers – odzywa się w końcu. – Ty nie… – Jego słowa nagle się urywają.
– Hej! – inny Strażnik krzyczy. – Co ty… – Ten głos także milknie, a chwilę później słyszę gdzieś w oddali głuchy dźwięk, gdy ciało uderza o podłogę.
W końcu spoglądam w tamtą stronę tylko po to, by stwierdzić, że mój przeznaczony trzyma tego pierwszego Strażnika za kark. Powieki mężczyzny szybko trzepoczą i już wiem, że Memnon zmodyfikuje dziś jeszcze jeden umysł. Od tej myśli skręca mi się żołądek. Zrobił to już w sali pełnej moich rówieśników chwilę po tym, jak niemal ich pozabijał.
Kiedy Memnon w końcu puszcza Strażnika, mężczyzna spokojnie podąża tam, skąd przyszedł, nie zawracając sobie głowy tym, by choć raz na nas spojrzeć. Nie zatrzymuje się też, by sprawdzić, co się stało z jego kolegą.
Teraz zostałam sam na sam z czarnoksiężnikiem.
Wciąż unikam jego spojrzenia.
– Nigdzie z tobą nie idę – upieram się.
– Nie masz innego wyboru – odpowiada.
Robi złowieszczo krok w stronę celi, po nim jeszcze jeden i następny. Nim zdążę to przemyśleć, wstaję na nogi. To tylko potęguje ból, który odczuwam, i niemal upadam, gdy to wszystko we mnie uderza.
Memnon przeklina, zmniejsza dzielącą nas przestrzeń i chwyta moje chwiejące się ciało.
Teraz, otoczona jego ramionami, w końcu spoglądam mu w oczy.
Chłonę wygląd jego śniadej skóry, czarnych, falujących włosów i tych hipnotyzujących oczu, które są ciemnobrązowe na obrzeżach i jasne jak bourbon bliżej źrenicy. Minęło zaledwie kilka godzin, odkąd po raz ostatni go widziałam, ale mój wzrok podąża za linią jego lekko haczykowatego nosa i pełnych, wykrzywionych ust. Spoglądam na te wysokie kości policzkowe i ostrą jak sztylet żuchwę. W końcu zatrzymuję spojrzenie na bliźnie, która zaczyna się na szczęce, wędruje w górę koło lewego ucha i kończy się przy kąciku oka.
To tak, jakbym przyglądała się duchowi i przez chwilę stare wspomnienia przysłaniają nowe. Wyciągam dłoń, muskam palcami jego policzek.
Przez ten dotyk wyraz twarzy Memnona łagodnieje i tylko tyle potrzebuję, by nasza przeszłość przejęła kontrolę nad niemyślącym trzeźwo umysłem.
– EST XSAYA. EST MEMNON – szepczę. – VAK WATAM SINGASAVAK.
_Mój król. Mój Memnon. Przeżyłeś._
Rodzi się we mnie jakieś przerażające doznanie. Mam wrażenie, jakby ktoś wziął ząbkowany nóż i ciął mnie od środka. Nie potrafię zrozumieć, co się dzieje i dlaczego, ale wiem, że gdyby Memnon mnie nie trzymał, nogi by się pode mną ugięły.
Gdy jestem tak blisko, widzę, jak jego źrenice się rozszerzają i czuję, że sztywnieje.
– Pamiętasz – mówi niemal zrozpaczony.
– Oczywiście, że pamiętam. Zmusiłeś mnie do tego.
Po tych słowach zaczyna buzować we mnie złość. Zaciskam mocno powieki i próbuję się od niego odsunąć, chociaż jestem słaba, moja czaszka pulsuje, a żołądek się skręca.
– O nie, mała czarownico – protestuje delikatnie, _z_ _czułością_. – Nie pozwolę ci teraz odejść. – Bierze mnie w ramiona i wychodzi z pomieszczenia.
Gdy przechodzimy przez magiczną barierę, oddzielającą celę od korytarza, moc natychmiast wlewa się ponownie do mojego ciała, a to wydaje się tak nagłe i ostre, że mam ochotę zwymiotować.
Magia Memnona od razu sunie w moją stronę i dostaje się do ust, później gardła, pomagając poradzić sobie z nudnościami.
Wypuszczam drżący oddech i zmęczona opieram głowę o pierś czarnoksiężnika. W milczeniu zauważam, że zmienił swój smoking na obcisłą koszulkę termoaktywną, czarne dżinsy i buty.
– Czy coś jeszcze cię boli? – pyta łagodnym tonem. Zbyt łagodnym.
_Wszystko_ mnie boli – głowa, stawy, nawet sama skóra. Ale najbardziej dokucza mi serce.
– Czy to nie twoja chwila, by się przechwalać wygraną? – rzucam w odpowiedzi, gdy niesie mnie przez pusty blok więzienny. – Przegrałam w każdy możliwy sposób.
Magia Memnona rozciąga się i otwiera przed nami ciężkie, metalowe drzwi.
– Będę się chwalić, gdy moja przyszła żona dojdzie do siebie.
_Przyszła żona_.
Krzywię się na te słowa, po czym jeszcze bardziej się wykrzywiam, gdy głowa zaczyna mocniej pulsować. Ja pierdolę, _nienawidzę_ niezniszczalnych przysiąg i tej całej farsy z zaręczynami.
Na podłodze obok drzwi leży Strażnik. Ma zamknięte oczy, a jego pierś unosi się i opada w stałym tempie. Memnon zatrzymuje się na chwilę i kuca obok, podtrzymując mnie na jednym ramieniu. Drugiej ręki używa, by dotknąć czoła mężczyzny.
– WYPIŁEŚ DZIŚ ZA DUŻO I ZASNĄŁEŚ PODCZAS SŁUŻBY – mruczy. – JESTEŚ ZAŻENOWANY I NIKOMU O TYM NIE POWIESZ.
Czarnoksiężnik wstaje, znów chwytając mnie obiema rękami. Gdybym była w lepszej kondycji, jakoś skomentowałabym to, co właśnie zrobił. Ale szczerze mówiąc, jestem zbyt zmęczona i obolała, więc mam to gdzieś.
– Co boli cię najbardziej? – pyta Memnon, jakby czytał w moich myślach, gdy wychodzimy z bloku.
– Głowa. – Po co miałabym kłamać? Mam wrażenie, jakby ktoś próbował wydostać się z wnętrza mojej czaszki przy pomocy młota pneumatycznego.
Gdy tylko to mówię, Memnon poprawia ramię, które trzyma za moimi plecami, by drugą dłonią chwycić mnie za czoło.
– ZMNIEJSZ BÓL – mamrocze po sarmacku.
Magia wydostaje się z jego ciała, część z niej wlatuje przez moje nozdrza, a reszta wsiąka bezpośrednio w skórę.
Migrena natychmiast łagodnieje, każde tąpnięcie bólu okazuje się słabsze od poprzedniego, aż w końcu znika zupełnie.
Wzdycham, na chwilę wtulając się mocniej w ramiona Memnona…
Czekaj. Nie, on wciąż pozostaje moim wrogiem. Nie będę rozkoszować się byciem noszoną, gdy on przed chwilą zrujnował moje życie.
– Mogę iść sama – naciskam, gdy Memnon niesie mnie w dół opustoszałego korytarza budynku Straży.
Właściwie nie do końca mam tego pewność, ale pieprzyć to, nie chcę, by Memnon dłużej mnie dźwigał jak bezbronną dziewczynę.
– W porządku, mała czarownico – odpowiada niemal pobłażliwie, jakbym była słodka i gadała niedorzeczne bzdury.
Bogini, niczego tak nie pragnę, jak dźgnąć tego faceta widelcem.
Pochyla się, by pozwolić moim stopom opaść na linoleum pokrywające podłogę. Przytrzymuje mnie mocno, gdy staję. Wciąż mam na sobie szpilki, te, co pożyczyłam od Sybil, gdy wcześniej szykowałyśmy się na Bal Samhain. Gdy tylko Memnon mnie puszcza, moje łydki drżą jak u nowo narodzonego jelonka. Przez chwilę podejrzewam, że zaraz wyląduję twarzą na posadzce, ale wtedy utrzymuję równowagę.
Memnon staje przede mną, po czym klęka.
Marszczę brwi.
– Co ty…
Sięga po moją jedną nogę i unosi ją, opierając stopę na swoim udzie. Podskakuję kilka razy w miejscu, a potem kładę ręce na jego ramionach, by rozłożyć swój ciężar.
Rozważam wybicie mu zębów stopą, kiedy zdejmuje but Sybil.
Krzywię się.
– Co ty wyprawiasz? – rzucam.
– Ściągam te niedorzeczne szpilki, żebyś mogła iść – odpowiada, masując mi palce.
Grymas na mojej twarzy się powiększa.
Czarnoksiężnik składa mi pocałunek na kostce i odstawia stopę na podłogę.
Serce mi podryguje i o nie, nie podoba mi się to.
W tej chwili Memnon trafia do pięknej kategorii, uroczo przeze mnie nazwanej _Potworne, Złe Dupki_. To dobre określenie, dodatkowo bardzo _pasujące_.
Jeśli zacznie zachowywać się miło, moja więź i wspomnienia z poprzedniego życia mogą się zgadać, żeby przenieść go do jakiejś innej szufladki, która nie jest aż tak trafna.
Memnon zdejmuje drugą szpilkę, potem chwyta obuwie w dłoń. Wstaje, przez co moje ręce zsuwają się z jego ramion. W jednej chwili góruje nade mną ponad metr osiemdziesiąt jego sylwetki.
– Lepiej? – pyta.
– Nie potrzebowałam twojej pomocy w zdjęciu własnych butów. – Wbijam w niego wzrok, by lepiej dotarły do niego te słowa.
Mężczyzna uśmiecha się lekko z błyskiem w oczach. W ogóle nie zniechęca go moja złość.
Powinnam była go kopnąć, gdy miałam okazję.
– Chodź, mała czarownico – dodaje czarnoksiężnik, zaborczo kładąc rękę na dole moich pleców. – Niech cię wypiszą i zmywajmy się stąd.ROZDZIAŁ 2
Wychodzę na zimne, nocne powietrze, a drzwi prowadzące do budynku Straży skrzypią za moimi plecami. Włosy mi chyba już oklapły, skóra lepi się od potu i krwi, a czarna suknia podarła się w kilku miejscach.
Jestem ucieleśnieniem przegranej.
Memnon staje obok mnie, po czym ponownie kładzie rękę na dole moich pleców. Jeśli ja stałam się przegraną, to on jest czystym, niezmąconym zwycięstwem.
– Więc jakie masz teraz wobec mnie plany? – pytam.
Nie wątpię, że przecież jakieś ma. Ostatecznie ta noc należy do niego. Ja tylko towarzyszę mu w podróży.
Smuga niebieskiego dymu owija się wokół mojej talii w niematerialnym uścisku i słyszę w głowie ten paskudnie intymny głos.
_Idziemy teraz do domu_.
Obstawiłabym wszystkie swoje pieniądze, że nie ma na myśli _mojego_ domu. A to oznacza… że w końcu dowiem się, gdzie mieszka.
Przeszywa mnie dreszcz. Nie chcę tam iść, ale ciekawość każe mi sprawdzić, w jakich warunkach żyje Memnon.
– Jeśli stoi tam łóżko – wyciągam rękę przed siebie – to ruszajmy.
Jutro zacznę obmyślać zemstę. W tej chwili jednak zupełnie się poddaję.
Ocieram stopy o szorstki asfalt, gdy Memnon prowadzi mnie przez parking w stronę sportowego auta.
– TO twój samochód? – Niedowierzanie słychać w każdym moim słowie. Wiedziałam, że gość ma sporo kasy, ale nie podejrzewałam, że aż tyle. – To dokładnie ile osób zmanipulowałeś? – Musiał wymuszać od innych pieniądze, jakby to było coś normalnego.
Przyciska palce do moich pleców.
– Zadziorna przeznaczona z ciebie. Zawsze spodziewasz się po mnie tego, co najgorsze.
– Dzięki temu czuję się mniej rozczarowana. – Cóż, prawie. Poprzeczka _ciągle_ się obniża.
Czekam, aż przez naszą więź nadejdzie fala gorącej wściekłości Memnona. Zamiast tego on zaczyna się głośno, radośnie śmiać.
– EST AMAGE, czasy się zmieniły, świat wywrócił się do góry nogami, ale dzięki bogom niektóre rzeczy pozostały takie same.
Rzucam mu wymowne spojrzenie. Nie zamierzam nawet tego komentować.
Przyglądam się pojazdowi.
– Wiesz chociaż, JAK to prowadzić?
Dostrzegam konspiracyjny błysk w jego oczach.
– Mówię w twoim języku i noszę te nowoczesne ubrania. Zdobyłem samochód, dom oraz konto bankowe pełne pieniędzy. Jak sądzisz, Cesarzowo?
– Myślę, że ukradłeś to auto razem z jednym lub dwoma wspomnieniami o jego obsłudze.
– Ci, którzy mają moc, mają też władzę – rzuca, zmieniając się znów w nikczemnego wojownika.
To właśnie pozwoliło Memnonowi przemieszczać się w starożytnym świecie z taką łatwością. Nie tylko jest mądry, silny i pozbawiony skrupułów, ale ma także umiejętność zdobywania od innych wiedzy, która pozwala mu się szybko zaaklimatyzować.
Aż do teraz nie doceniałam tego, jak szybko.
Czarnoksiężnik otwiera przede mną drzwi samochodu. Wewnątrz porusza się cień, a bursztynowe oczy lśnią w ciemności.
– NERON. – Rzucam się w stronę chowańca, po czym wyciągam się na skórzanym siedzeniu, by łatwiej go dosięgnąć. Rozdzieliliśmy się tylko na kilka godzin, ale przez cały czas martwiłam się o mojego futrzastego kumpla.
On też musiał się niepokoić, bo ociera się o mnie zdecydowanie zbyt intensywnie jak na panterę, szczycącą się powściągliwością.
Kiedy czarnoksiężnik otwiera swoje drzwi, bierze głęboki wdech.
– NERON – warczy.
Odsuwam się od pantery tylko po to, by zobaczyć to, co widzi mój przeznaczony.
Neron rozwalił wnętrze auta. Tylne siedzenia są w strzępach, a piankowe wypełnienie oprószyło to, co z nich zostało. Kot rozszarpał pazurami część przednich foteli tak, że skóra zmieniła się we wstążki. Podziurawił nawet konsolę centralną, o którą się opieram.
Nie wiem, jak wiele Neron rozumie z sytuacji między mną i Memnonem, ale to wydaje się być kocim odpowiednikiem sformułowania _pieprz się_, co zdecydowanie mi się podoba.
– Jesteś takim dobrym chowańcem – mówię łagodnie, gładząc Nerona wzdłuż jego boku, podczas gdy on ociera się o mnie łbem. – Przepraszam, że cię tak zostawiłam – szepczę, nawiązując zarówno do dzisiejszego wieczoru, jak i do innego nieszczęsnego dnia dawno temu, kiedy musieliśmy się rozdzielić.
Neron wciąż trąca mnie głową. Kocur zdecydowanie jest teraz skłonny mi to wybaczyć.
Słyszę, jak Memnon wzdycha, gdy jego magia zalewa wnętrze samochodu, a powietrze gęstnieje tak bardzo, że nie dostrzegam nic poza futrem Nerona. Kiedy moc się przerzedza, auto wygląda jak spod igły.
Czarnoksiężnik wsiada, wypełniając miejsce kierowcy masywnym ciałem. W jednej chwili sprawia, że wnętrze pojazdu wydaje się bardzo, bardzo małe.
Wypuszczam Nerona z objęć, pozwalając mu wrócić na tylne siedzenia, a potem zapinam pasy. Silnik budzi się i ryczy, a Memnon z wprawą manewruje kierownicą, wyjeżdżając z parkingu na ulicę.
Cóż, widocznie czarnoksiężnik serio umie prowadzić.
Opieram głowę o szybę i ze zmęczeniem wbijam wzrok w ciemną noc, przyglądając się mijanym lampom ulicznym i zacienionym krzakom.
– Kiedy zamierzasz się ze mną ożenić? – pytam łagodnie.
Nie mogę _nie_ poruszyć tej kwestii. Chwilę przed aresztowaniem Memnon oznajmił, że mamy to zrobić natychmiast. Minęły już godziny, odkąd złożyliśmy nierozerwalną przysięgę, i czuję się jak ryba złapana na haczyk, czekająca, by ktoś pociągnął mnie ku śmierci.
Memnon wyciąga rękę i chwyta mnie za zranioną dłoń, odwracając ją rozcięciem w górę.
– Nie dziś, EST AMAGE, kiedy wciąż nosisz ślady naszej walki.
Wypuszczam drżący oddech.
_Nie dziś_.
To przynosi mi jakąś ulgę.
Spoglądam na starszą ranę powstałą, gdy rozcięłam rękę jego ostrzem, wypowiedziałam przysięgę i zniosłam klątwę. Szrama zaczęła się zasklepiać, choć skóra wokół niej pozostaje czerwona i rozpalona.
– A więc kiedy? – ciągnę temat.
Palce Memnona przejeżdżają po ranie, a jego dotyk jest delikatny niczym szept. Smuga magii wypływa, skręca się i muska moją skórę. Niemal natychmiast ciało ściąga się i zabliźnia, aż ślad zupełnie znika.
– Spójrz na mnie, Selene. – To rozkaz, a jednak słyszę jedynie błaganie. Memnon chce kontaktu, związku, pocieszenia. Więc to ten jego wielki plan. Nie potrafił wskrzesić przeszłości, ale mógł przynajmniej obudzić moje wspomnienia, bym też ją pamiętała. Przypuszczam, że w centrum zemsty czarnoksiężnika leżało pragnienie, by uniknąć samotności.
Niechętnie kieruję wzrok w jego stronę. Nawet on na chwilę przeniósł spojrzenie z drogi na mnie.
– Nie ma znaczenia, kiedy się pobierzemy, mała czarownico. – Ściska moją świeżo uleczoną dłoń. – Ani magia, ani czas nie mogą nas rozdzielić. – Jego oczy lśnią. – Jesteśmy jak gwiazdy. Wieczni.
Chciałam pozostać przytomna. Zamierzałam zapamiętać ulice, prowadzące do domu Memnona i każdy detal samego budynku. Jednak kręte drogi przecinające góry na północ od San Francisco kołyszą mnie lekko, zegar wskazuje trzecią nad ranem, a zmęczenie zwyczajnie przytłacza. Może też być tak, że pomimo całej nienawiści, jaką żywię do Memnona, bycie razem z nim i z Neronem działa uspokajająco.
Bez względu na powód, udaje mi się wytrzymać jakieś pięć kilometrów, a potem powieki zaczynają mi opadać, zaś kolejny kilometr dalej po prostu je zamykam.
Przebudzam się jeszcze dwukrotnie – raz, gdy orientuję się, że moje ciało chwytają silne, ciepłe ramiona i kolejny, gdy ląduję na miękkim materacu i okrywa mnie kołdra.
Głos Memnona odbija się echem w mojej głowie, gdy znów odpływam.
_Nie martw się, zacięta królowo. Już nie musisz dłużej walczyć. Ze mną jesteś bezpieczna._ROZDZIAŁ 3
Mrugam ospale i się przeciągam, rozkoszując się padającym na moją skórę światłem słonecznym i męską wonią, wiszącą w powietrzu.
Wyciągam rękę w stronę właściciela tego zapachu, ale moja dłoń ląduje na pościeli.
Ściągam brwi i siadam, tłumiąc ziewnięcie. Przez chwilę jestem zdezorientowana i zagubiona, ponieważ wzrokiem ogarniam wielki pokój pełen okien. Za nic nie potrafię powiedzieć, jak się tu dostałam. Zeszły wieczór pamiętam aż za dobrze, a to wszystko dzięki czarnoksiężnikowi, ale wspomnienia kończą się wraz z chwilą, kiedy wsiadłam z nim do samochodu.
Memnon musiał mnie tu wnieść i położyć na łóżku. _Jego_ łóżku. To powoduje, że plecy mi się prostują, a spojrzenie wyostrza. Zapewne przebywam w jego domu, chociaż samego mężczyzny nigdzie nie widać.
Zachłannie pochłaniam wzrokiem pomieszczenie. Pierwsza rzecz, jaką zauważam, to przestrzeń. Trzeba mieć nieźle wypchany portfel, żeby w Północnej Kalifornii pozwolić sobie na coś większego niż puszka po konserwie.
Memnon zdecydowanie nie narzeka na brak pieniędzy.
Pokój jest ogromny, a wydaje się jeszcze większy przez brak mebli. Stoi tu łóżko, regał przy ścianie po lewej i krzesło obok. Oprócz tego nie ma nic. Uwagę przyciągają jednak panoramiczne okna zajmujące większość trzech ścian pomieszczenia. Za szybą bezpośrednio naprzeciw łóżka widzę królujące nad wybrzeżem wzgórza, a po mojej prawej stronie widnieje kilkanaście drzew, zielonych przez cały rok, które otaczają dom. Za nimi rozciąga się las, ciemny i osamotniony. Nie wiem, jak daleko od Kręgu Henbane się znajdujemy, ale bór wygląda całkiem podobnie do tamtejszego.
Wzdłuż prawej ściany znajduje się przyległa łazienka, a po lewej wyjście z sypialni.
– Memnon?! – wykrzykuję.
W budynku nadal panuje cisza. Minutę później jednak słyszę, że do pokoju wchodzi Neron. W tym miękkim świetle jego futro lśni wyjątkowo mocno. Podchodzi do łóżka, a potem na nie wskakuje.
Wyciągam dłoń i go głaszczę.
– Mówiłam ci już, że jesteś najlepszym chowańcem na całym świecie?
Rzuca mi niepewne spojrzenie, a jego uszy lekko drżą. Domyślam się, że tak właśnie wyglądają nastolatkowie, gdy rozmawiają z rodzicami. Cóż, widocznie zużył całą swoją czułość zeszłej nocy, gdy spotkaliśmy się po rozłące.
Przejeżdżam dłonią wzdłuż szyi wielkiego kota.
– Memnon?! – krzyczę znów.
Gdzie on jest, do siedmiu piekieł? W końcu ma mnie w swoim łóżku, sterował wszystkim tak, bym się w nim znalazła, a mimo to brakuje tu właśnie jego samego.
Zrzucam z siebie pościel i powstrzymuję przekleństwo, gdy orientuję się, że mam na sobie tylko za dużą koszulkę – _jego_ koszulkę – i majtki z wczoraj.
Rozebrał mnie. Oczywiście, że to zrobił.
Dupek.
Mała, racjonalna część mnie chce trochę odpuścić – prawdopodobnie zależało mu po prostu na tym, by mi się wygodnie spało. Ale pieprzyć go. Widział moje cycki, kiedy wciąż jestem na niego wściekła. Na tę myśl jeszcze bardziej kipię ze złości.
_Memnon_, warczę, korzystając z naszej więzi.
Pierwsza rzecz, jaką wyczuwam, to jego uśmiech.
_Obudziłaś się, narzeczono. Dobrze ci się spało?_
Krzywię się przez to słowo. Narzeczona. Przysięgam, że używa go tylko po to, by mnie zdenerwować.
_Mam nadzieję, że zamknąłeś oczy, gdy mnie przebierałeś_, rzucam.
Znów tylko uśmieszek. Kurwa.
_Gdzie jesteś?_, żądam odpowiedzi.
_Czy ktoś jest niepocieszony, że leżał sam w łóżku, gdy się przebudził?_
Zaciskam zęby. Wydaje się teraz taki nonszalancki i _figlarny_.
_Kiedy wrócisz?_, dopytuję.
Płynie od niego wielka radość.
_Już za mną tęsknisz?_
_Jeśli to powstrzyma twoje delikatne ego od upadku, to oczywiście. Tęsknię za tobą tak mocno, że pewnie umrę, jeśli jeszcze raz cię nie zobaczę._
Po drugiej stronie połączenia wszystko milknie i nieruchomieje, aż w końcu słyszę głos Memnona.
_Powiedz to jeszcze raz, a dam ci wszystko, czego pragnie twoje serce_.
_Moje serce pragnie się ciebie pozbyć. Jeśli możesz mi to dać, to w porządku, będę szeptać ci do ucha jakieś puste banały_.
Orientuję się, że po drugiej stronie więzi Memnon przestaje być radosny. Jeśli już, to dostrzegam raczej przebłysk bólu. Niemal chichoczę z powodu tej myśli. Może jeszcze nie pokonał mnie całkowicie.
_Niedługo wrócę do domu_, odpowiada.
Niedługo? Niedługo? Co to, do cholery, znaczy? Piętnaście minut? Dwie godziny? Muszę wiedzieć, ile mam czasu.
Jemu jednak przekazuję coś zupełnie innego.
_O, super, w takim razie idę po noże i zacznę je ostrzyć na twój powrót_.
Rozbawienie powraca.
_Cesarzowo, używasz mojego języka miłości_.
Z tym rozbrajającym komentarzem wycisza więź.
W jaki sposób on poznał koncept języków miłości? Nieważne. To bez znaczenia. Muszę się stąd zmywać.
Spoglądam na za dużą, czarną koszulkę, jaką mam na sobie.
Cóż, najpierw muszę się przebrać, dopiero potem się ulotnić.
Kieruję się do garderoby obok łazienki. W połowie drogi mój wzrok przyciąga wiszący w niej skrawek koronki.
Żołądek mi się ściska i przez chwilę boję się, że jakaś inna kobieta była tu z Memnonem.
Nie, to nie może być prawda. Co nie?
Nienawidzę tego, że mnie to obchodzi. Niech się wali on i jego żałosne wybory życiowe.
A mimo to tętno pulsuje mi w czaszce, gdy szybkim krokiem docieram do garderoby, przerażająco zafascynowana tym, co mogę tam znaleźć.
Kobiece ubrania? Broń? Ciała? Cholera wie.
Garderoba okazuje się niemal tak duża, jak cały mój pokój w Henbane. On naprawdę ma _mega_ wypchany portfel. Pomimo tej przestrzeni nie ma w środku zbyt wiele poza ubraniami mężczyzny. Widzę kilka odwieszonych garniturów oraz złożone koszule i spodnie na półkach.
Ale to nie im się tak przyglądam.
Skupiam spojrzenie na pojedynczym kawałku koronki, który teraz, z bliska, wygląda jak coś przypominającego halkę. Sięgam po to, a wnętrzności wykręca mi już na samą myśl, że ktoś inny mógł nosić to przy Memnonie. Wtedy zauważam metkę, wciąż przyczepioną do sukienki.
Wypuszczam drżący oddech. Okej, więc to nie żadna tajemnicza kobieta. Co za ulga. Oczywiście dla niej. Lepiej nie zbliżać się za bardzo do tego faceta.
Puszczam materiał i biorę w rękę kolejną sukienkę. Przy niej także znajduję metkę.
Wszystkie damskie ubrania zdają się je mieć.
Wszystkie uszyto również mniej więcej w noszonym przeze mnie rozmiarze.
W końcu dociera do mnie, że _one mają być moje_.
To nie powinno być aż tak szokujące – Memnon w końcu zamierza się ze mną ożenić. A mimo to, to… za dużo.
Budzi się we mnie stare uczucie należące do Roxilany.
To by ją przekupiło. I to z łatwością.
Nim Memnon ją zabrał i została jego żoną, miała naprawdę niewiele. Nawet mnie (a uważam, że jestem dość niezależna) bycie rozpieszczaną wydaje się urzekające.
_To krwawe pieniądze, Selene, a ceną jest pozwolenie temu dupkowi na zdobycie wszystkiego, czego pragnie._
Prędzej kutasom urosną skrzydła, niż to się stanie.
Przyglądam się jeszcze chwilę ubraniom. Dochodzę do wniosku, że i tak muszę się przebrać. Przeglądam damskie ciuchy, aż znajduję proste dżinsy i białą, gładką koszulkę.
_Bogini, wybacz, że biorę to od tego diabła._
Na szafce na obuwie czeka wiele par w moim rozmiarze, jedna z nich to martensy.
Właśnie na nie się decyduję.
_Wybacz, Bogini, że zabieram również to. I wybacz, że je zatrzymam._
W końcu niecodziennie dostaje się nową parę butów od Dr. Martens.
Zbieram rzeczy i kieruję się do łazienki, gdzie szybko zakładam ubrania, czując, jak rośnie mój niepokój. Nie wiem, gdzie znajduje się Memnon, ale nie mam nieskończenie wiele czasu do jego powrotu.
Kiedy się prostuję, zauważam zdjęcie wciśnięte w ramkę lustra, na którym jestem _ja_.
Stukam się na nim kieliszkiem szampana z kilkoma osobami, znajdującymi się poza kadrem. Wiem ze wspomnień, że fotografię zrobiono rok temu w sylwestra, kiedy wraz z Sybil i kilkoma siostrami ze zgromadzenia byłyśmy na imprezie w mieszkaniu. Ktoś zrobił to zdjęcie nagle, śmieję się na nim szczerze, podczas gdy przypadkiem spojrzałam w obiektyw.
Gdy znajduję to zdjęcie w niemal zupełnie pustej łazience Memnona, moje serce dziwnie drga, uświadomiwszy sobie, że musiał je wyciągnąć z jednego z moich albumów i położyć tu, by widzieć je codziennie tuż obok swojej własnej twarzy.
Wymaszerowuję z łazienki i chwytam za telefon, leżący na stoliku nocnym. Trzyma się na marnych pięciu procentach baterii.
Wkładam go do tylnej kieszeni i po raz kolejny rozglądam się wokół.
Niewiele można tu znaleźć, tak samo jak w garderobie i łazience. Z jakiegoś powodu myślałam, że będzie inaczej. Memnon świetnie sobie radzi w grze o władzę, a w tym nowoczesnym świecie zdobywasz ją, gdy posiadasz sporo drogich rzeczy. Ale do tej pory nie znalazłam tu aż tak wielu przedmiotów, będących wyraźnym przykładem egocentryzmu.
Widocznie mój wojowniczy eks ma zbyt spartańskie upodobania, by przejmować się wygodami. Albo dopiero gromadzi swoje bogactwo, ofiara po ofierze.
Muszę stąd spadać, teraz.
A jednak mój wzrok pada na jedno miejsce, gdzie Memnon uzbierał sporo rzeczy: jego regał. Choć tego nie zamierzałam, moje stopy same ruszają w jego kierunku.
Dostrzegam książki Pliniusza Starszego, napisane po łacinie. Obok stoją greckie wersje _Iliady_, _Odysei_ i zapiski Herodota, a także jakaś starożytna poezja. Jest biografia Nerona, a także historie Europy, Azji, Afryki oraz Ameryki z czasów, gdy żyli tam Roxilana z Memnonem.
Opadam spojrzeniem na niższe półki, gdzie zatrzymuję się na znajomych grzbietach moich notatników.
Przestaję oddychać.
_To niemożliwe_. Memnon je spalił. _Widziałam_, jak zamieniał je w popiół.
Opadam na kolana, wypełnia mnie niedowierzanie i nadzieja – bolesna, okropna nadzieja – po czym wyciągam jeden zeszyt. Jego okładkę pokrywają konstelacje ze złotej folii. Otwieram go, z ust ucieka mi cichy dźwięk, gdy dostrzegam swoje imię i datę korzystania z notatnika, wszystko zapisane moim pismem. Na następnej stronie umieszczono wskazówki, jak dojść do restauracji, w której wtedy pracowałam. Obok bazgrołami dodałam zaklęcie, jak pozbyć się zagnieceń z ubrań.
Przerzucam strony pełne polaroidów, karteczek samoprzylepnych, list rzeczy do zrobienia, wskazówek, zaklęć, o których myślałam, że warto je zapamiętać, oraz szybkich szkiców.
Kciukiem przejeżdżam po rysunku przedstawiającym sarmackiego gryfa. Przełykam dziwną falę emocji, próbującą wypłynąć na wierzch, nim zacznę przeglądać resztę tego notatnika.
On bez wątpienia należy do mnie. W jakiś sposób znów jest cały.
To sztuczka. Musi nią być. Widziałam, jak te strony płonęły, dotykałam ich spopielonych szczątków. Pamiętam kłujący, dymny zapach, jaki utrzymywał się w moim pokoju, gdy stały się niczym więcej jak kupkami popiołu.
Chwytam kolejny notatnik i go przekartkowuję. Później następny.
Zamykam oczy, gardło ściska mi się od emocji. Pomimo prób uspokojenia się, po policzku spływa zdradziecka łza.
Nie wiem, jak Memnonowi udało się przenieść je z mojego pokoju lub jak sfałszował ich spalenie, ale _one wciąż istnieją_. To on je uratował.
Przez ułamek sekundy czuję wobec czarnoksiężnika wielką sympatię. Później przypominam sobie, że i tak mną manipulował i ciągle mnie zastraszał. Sprawił, że zostałam uznana za winną zabójstwa, i zmusił, bym wbrew sobie zdjęła z siebie klątwę.
Więc pieprzyć jego i tę drobną przysługę.
Wracam do garderoby, by znaleźć coś, w co mogłabym zapakować notatniki. Odkrywam wciśniętą w kąt czarną, workowatą torbę z nożem, liną i trytytkami.
To wcale nie wydaje się, kurwa, podejrzane.
Opróżniam torbę i biegnę do regału, po czym wrzucam do worka dzienniki. Jest ich tyle, że nie mogę zapiąć zamka. Zamiast tego zarzucam bagaż na ramię, uśmiechając się lekko, gdy czuję ciężar tomów. Mając je blisko, nagle czuję się bardziej sobą.
Wyciągam telefon, ignoruję kilka wiadomości i powiadomień, a następnie zamawiam samochód dla siebie i Nerona.
– Neron! – Wołam panterę, bo ta wciąż leży rozwalona na łóżku wroga. – Czas stąd spadać.
Nie czekam, aż za mną ruszy. Ciało mam roztrzęsione z nerwów i determinacji. Wzięłam moje notatniki. Teraz muszę wrócić do zgromadzenia i nałożyć w cholerę barier na pokój, by jacyś natrętni czarnoksiężnicy nie mogli do niego wejść.
Wychodzę z sypialni, a Neron kroczy za mną. Mijamy jeszcze kilka pomieszczeń wychodzących z korytarza, a także rozciągający się obok salon. Żałuję, że muszę stąd iść. Naprawdę jestem ciekawa reszty domu Memnona.
Drzwi frontowe są ogromne i zrobione z brązu. Sięgam do klamki, ale gdy tylko chcę ją nacisnąć, ona nawet nie drgnie. Zauważam wtedy lśniącą barierę zarówno na powierzchni uchwytu, jak i na zamku.
Spoglądam na chowańca, zatrzymującego się obok mnie.
– Memnon ma zły nawyk zamykania nas gdzieś, gdy tracę świadomość.
Kocur mruga do mnie, wyraźnie znudzony.
Kładę dłoń na drzwiach i zwyczajnie czekam. Po kilku sekundach ciemnoniebieskie smugi porzucają skrzydło i wdrapują się na moje palce. Podobnie jak ostatnim razem, gdy to zrobiłam, teraz też magia Memnona nie potrafi się powstrzymać, by się do mnie nie zbliżyć. Owija mi się wokół nadgarstka, jakby rozpaczliwie chciała się czegoś złapać, a gdy to robi, struktura zaklęcia wykręca się i topnieje, aż cała spływa z drzwi.
Utrzymuje się na skórze przez kilka sekund, po czym zanika.
Kiedy znów próbuję nacisnąć klamkę, ona porusza się, a światło słoneczne wkrada się przez szparę do wnętrza. Sukces!
W kieszeni wibruje mi telefon i wiem bez sprawdzania, że auto się zbliża. Nie mogłam tego lepiej dograć czasowo.
Spoglądam na Nerona i przygryzam dolną wargę. Ktokolwiek po nas przyjechał, raczej może mieć z nim problem.
Delikatnie kładę dłoń na łbie kocura, przez co drżą mu uszy.
– DO ULIBAD POVEKOMSA PESAGUS DIVEKSU KUPPU MI’KANUTGUSA BUVEKATASAVA.
_Ukryj tego wspaniałego kota przed oczami wszystkich oprócz mnie_.
Moc, jaka wciąż odradza się po wczoraj, niemrawo wypływa ze mnie i przechodzi na ciało Nerona. Zaklęciu nie towarzyszy znajome pulsowanie lub kłucie w głowie kradnące wspomnienia, którego zawsze oczekiwałam.
Już naprawdę nie grozi mi utrata pamięci.
Przez to przypomnienie na nowo pali mnie uczucie zdrady.
Wczorajszy dzień należał do Memnona, ale dzisiaj niech się pieprzy.
Zerkam znów na korytarz i salon. To naprawdę uroczy dom. Jaka szkoda.
Zamykam oczy i skupiam się na resztkach mojej magii. Nie mam jej dużo, ale i tak potrzebuję tylko iskry.
Memnon popełnił błąd, zostawiając mnie i moją wściekłość w środku swojego sanktuarium.
Wyciągam dłoń i szybko otwieram oczy.
– PRADAWNE ŻYWIOŁY, ODPOWIEDZCIE MI. NIECH PŁOMIEŃ OGNISTY TO DOMOSTWO STRAWI W MIG.
Magia płynie wzdłuż ramienia, kłując mnie w skórę. Zbiera się w dłoni, aż w końcu smuga jasnopomarańczowej energii unosi się w wyciągniętej ręce, zawijając się i przekształcając w ogień.
Ciskam kulę płomieni w stronę salonu, gdzie ląduje na dywanie z frędzlami. W kilka sekund pojawia się ogień, po czym rośnie, pochłaniając pozostałości materiału i wszystko inne wokół.
– Chodź, Neron – mówię. – Spadajmy stąd.ROZDZIAŁ 5
Ból w moich kościach się nasila.
Wcześniej zakładałam, że to wyczerpanie i skutki nadużycia mocy. Zakładałam, że zaklęcia zmniejszające ból, które rzucił Memnon, zwyczajnie przestały działać. Zakładałam, zakładałam, zakładałam.
Ale się myliłam.
To o tym wspominał Memnon, kiedy chciał, bym do niego przyszła.
Odczuwam efekty złożenia nierozerwalnej przysięgi.
Wypuszczam powietrze, gdy omijam zimozielone drzewa, a rozpacz zbiera się w moim sercu. Wiedziałam o konsekwencjach niedotrzymywania magicznej przysięgi. Nie podejrzewałam jednak, że sprawiają, że czujesz się jak gówno.
Nie wiem, jak długo jeszcze dam radę ignorować obietnicę, nim zdecyduję się błagać czarnoksiężnika, by się ze mną ożenił tylko po to, by zmniejszyć cierpienie.
Pomiędzy pniami drzew dostrzegam Łąkę Straconej Panny. Gdy przyszłam tu ostatni raz, nie byłam jeszcze uczennicą. Pole wygląda teraz przyjemniej w gasnącym świetle dnia, gdy zachód maluje suchą trawę na złocisty kolor.
I tam, na środku łąki, czeka mój przeznaczony, obrócony do mnie plecami.
Memnon to dźwięk napinającej się skóry. Pachnie końskim potem, trawą i mężczyzną. Ma rozgrzane słońcem ciało i włosy rozwiane wiatrem. Jest częścią mnie tak samo jak Roxilana i nie zmieni tego żadna magia czy złość.
Odwraca się, jakby wyczuł na sobie mój wzrok, a oczy błyszczą mu, gdy mnie widzi.
_Memnon całuje mnie gorączkowo, gdy się zatapia w moim ciele. Jest tylko on, ja, niekończące się łąki wokół i niebiosa nad nami._
_– Będę twój na wieki – szepcze przy moich ustach. Odsuwa się, by spojrzeć mi w oczy, a jego rysy oblewa delikatny, pomarańczowy blask magii_. Na zawsze.
Czy on też to czuje? Jak przeszłość napiera na nas, jakby była obecna? Czy zaciska ona jego gardło tak, jak moje? Czy tylko ja tonę w tych wspomnieniach?
– Mała czarownico – odzywa się Memnon, patrząc, jak zmniejszam dzielący nas dystans. – Wzywałaś mnie.
Dreszcz przebiega po moich plecach przez ten niski, słodki niczym miód głos.
– Musimy porozmawiać – wyznaję, przechodząc na sarmacki. Tu, w tych lasach, mamy więcej prywatności niż w akademiku, ale i tak ktoś może podsłuchiwać.
Pozwalam, by wypłynęła ze mnie magia. Jej blady, pomarańczowy blask owija się wokół nas jak koc, tworząc magiczną barierę, by nas zagłuszyć. Nie wypowiadam zaklęcia, ale i tak tam jest, wplecione w moc przez intencję.
Memnon wyciąga rękę, muskając magię jak kota.
– Słucham – mówi, a oczy kieruje na mnie.
– Kiedy klątwa została zdjęta, widziałeś moją przeszłość? – pytam.
Czarnoksiężnik ściąga brwi. Czegokolwiek się spodziewał, z pewnością to nie było to.
– Widziałem twoje odzyskane wspomnienia z tego życia – odpowiada powoli. – Ale gdy tylko klątwa odeszła do twojego przeszłego życia i się rozpłakałaś, straciłem połączenie.
Ocierał mi łzy i zapewniał, że wszystko było ze mną w porządku. Niemal zapomniałam o tych drobnych gestach.
– Więc nie widziałeś, jak skończyło się tamto życie – upewniam się.
Wzrokiem bada moją twarz.
– Nie, nie widziałem.
– Jak myślisz, co się stało? – ciągnę.
Memnon wyraźnie smutnieje.
– Nie mam najmniejszego pojęcia. To coś, co bardzo chciałbym zrozumieć. Dowiedzieć się, dlaczego skazałaś mnie na wieczny sen oraz zobaczyć, co zrobiłaś, gdy już mnie nie było.
Słyszę inne, bardziej osobiste pytanie, którego mi nie zadał, choć rozbija się ono echem przez naszą więź.
_Czy żałujesz, że przez ciebie tkwiłem w tym grobowcu? Czy zdradziłaś mnie z innym? Czy zakochałaś się w nim? Czy byliście szczęśliwi?_
– Jak cię zdradziłam? – podpytuję. – Powiedz mi dokładnie o tym, jakie kroki według ciebie podjęłam, by zamknąć cię w tamtym sarkofagu.
Memnon patrzy na mnie zmrużonymi oczami, a mięsień w jego szczęce drga.
– Selene, jeśli to jakiś podstęp…
– Och, tak, to wiąże się z podstępem, ale nie JA go zaplanowałam.
Unosi brwi, zaskoczony tą odpowiedzią.
– Powiedz mi – naciskam. – W jaki sposób zrobiłam cię w chuja? Chcę znać każdy szczegół tego co, według ciebie, zrobiłam, by wsadzić cię do tego sarkofagu.
Widzę, jak czarnoksiężnik zaciska zęby w oburzeniu.
– Zniszczyłaś moje życie…
– Nie – przerywam mu ostro. – To TY zniszczyłeś MOJE życie. Dwa tysiące lat temu, nad brzegiem Amazonki, UMARŁAM, by uratować cię przed okrutnym losem! Nie było żadnego wspaniałego planu. Nie nadeszło ŻYCIE PO TOBIE. Ochroniłam cię, a co ty zrobiłeś, gdy tylko się przebudziłeś? Zacząłeś szukać winnych. Zaatakowałeś. TY zdradziłeś MNIE i wszystko, czym kiedykolwiek byliśmy, bo ślepo wierzyłeś w swoją zemstę.
Memnon wygląda tak, jakbym go uderzyła.
Bogini, ale te kości bolą. Oddycham ciężko. Wszędzie wokół moc skręca się i zwija od kotłujących się we mnie emocji.
– Co? – rzuca w końcu Memnon ściszonym głosem.
– Chcesz lepiej poznać przeszłość i powody mojego postępowania? – Chwytam go za ręce i kładę je na swojej głowie. – Sam je sobie zobacz.
Memnon spina dłonie na mojej skórze, a poskręcane smugi energii wypływają z niego, jakby nie mógł opanować emocji. Po drugiej stronie naszej więzi nadchodzą pierwsze fale jego rosnącego przerażenia.
Myślę, że nie chce mi wierzyć, nie chce czytać moich wspomnień. Nie teraz, kiedy wie, że nie spodoba mu się to, co w nich znajdzie.
– ZRÓB TO – rozkazuję, potrząsając lekko jego rękami. Oczy mnie pieką i nie zamierzałam tak tego przeżywać. Chcę tylko jego pomocy, ale właśnie tak postępując, ją zdobędę i nie zostaną po tym żadne ewentualne długi do spłacenia. W ten sposób czarnoksiężnik zrozumie, że to on ma pewne zobowiązania. Prawda o przeszłości – i naszym pierwszym końcu istnienia – sprawia, że wszystko, co mi zrobił, wydaje się jeszcze gorsze.
Memnon porusza żuchwą, jego blizna lekko się rozciąga. Przydymione, bursztynowe oczy wytrzymują moje spojrzenie jeszcze kilka sekund.
W końcu pochyla głowę, po czym nią kiwa, w kółko napinając i rozluźniając palce.
– W porządku, Cesarzowo. Jak sobie życzysz. – Poprawia dłonie i chwyta mnie pewniej. – Powtarzaj za mną – prosi. – PES DATAPZAKA KUBIWAPSASAVA VI’SAVVA ZIWATUNUTASA VAK MI’TAVEKASAVAK OZAKOS DETGAP.
_Obnażam ostatnie wspomnienia mojego poprzedniego życia, byś mógł je zobaczyć_.
Recytuję zaklęcie, ściskając jego dłonie. Serce bije mi szaleńczo, gdy przygotowuję się, by na nowo przeżyć to szczególne wspomnienie.
Magia Memnona ulatuje mu z rąk, niebieskie macki wpływają mi do ust i nozdrzy. Wyginam plecy, gdy poruszają się w mojej głowie, a ręce mocniej ściskają jego przeguby.
I wtedy ten ostatni, zgubny dzień mojego poprzedniego życia rozgrywa mi się przed oczami.