Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zakon Mimów. Wersja autorska - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
28 stycznia 2026
3999 pkt
punktów Virtualo

Zakon Mimów. Wersja autorska - ebook

Tym razem nie wystarczy tylko przeżyć.
Muszę wygrać.

Drugi tom Czasu Żniw to jeszcze więcej mroku, intryg i bezlitosnej walki o władzę.

Spektakularna ucieczka z Oksfordu ma tragiczny finał. Paige, teraz jako najbardziej poszukiwana osoba w całym Londynie, pielęgnuje w sobie głód rewolucji. Może i pozostawiła za sobą Oksford, ale Sajon nie śpi. Czuwa.

Paige zostaje zmuszona do powrotu do Jaxona Halla – swego charyzmatycznego, ale brutalnego pracodawcy – aby zachować pozycję w półświatku. Jednak dziewczyna nie zamierza już nikomu się kłaniać i nawet Jaxon nie powstrzyma jej przed ujawnieniem korupcji w syndykacie. Gdy knuje plan związany z legendarną Różaną Koroną, obie strony pradawnego konfliktu pragną pozyskać jej talenty dla siebie.

Rozpoczyna się polowanie na śniącą wędrowczynię.

Odświeżone wydanie drugiego tomu serii The Bone Season, autorki bestsellera „The Sunday Times” i „The New York Times” – Zakonu Drzewa Pomarańczy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8406-108-4
Rozmiar pliku: 8,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1
BRAMA ZDRAJCÓW

Mało która opowieść rzeczywiście zaczyna się od początku. Ostatecznie wyszło na to, że ja w tej pojawiłam się na początku końca. Przecież historia Sajonu zaczęła się setki lat przed moimi narodzinami, a życie człowieka jest dla Refaity przelotne jak uderzenie serca.

Rozpętywano w historii rewolucje, które zmieniały świat w jeden dzień, ale były i takie, którym zajęło to dziesięciolecia, stulecia lub jeszcze dłużej. A niektóre nie zrodziły owoców nigdy. Moja rewolucja rozpoczęła się pod wpływem chwili, lecz w pełni świadomie. Rozpoczęła się wraz z rozkwitem pewnego kwiatu w ukrytym mieście na granicy dwóch światów.

Aby zobaczyć, jak się skończy, będziecie musieli poczekać.

Witajcie ponownie w Sajonie.

2 września 2059

Pociąg był wystrojony jak bawialnia bogatego domostwa. Czerwone dywany, stoliki z palisandru i siedzenia obite tapicerką, na której lśniła wyszyta złotą nicią kotwica Sajonu. Z ukrytych głośników sączyła się barokowa muzyka. Na samym końcu naszego wagonu siedział z dłońmi złożonymi na gałce swojej laski i wpatrzony przed siebie nieruchomym wzrokiem Jaxon. Po drugiej stronie biegnącego środkiem przejścia stał, trzymając się metalowej obręczy, mój najlepszy przyjaciel, Nick Nygård. Po sześciu miesiącach rozłąki patrzyłam na jego twarz jak na odległe wspomnienie.

Obok garbiła się nad stołem Danica, a przedział dalej siedzieli Nadine i Zeke. Ostatnia z nas, Eliza, pozostała w Londynie.

Siedziałam kawałek od nich, wpatrując się w śmigający za oknem tunel. W miejscu na moim ramieniu, gdzie Danica unieszkodliwiła urządzenie naprowadzające, widniało oparzenie.

Czułam się, jakby cała miniona noc po prostu mi się przyśniła. Jakimś sposobem Naczelnikowi i mnie udało się wykonać uknuty przez nas plan i zorganizować ucieczkę z więzienia. Trenował mnie na Dwusetnicę, pomagając udoskonalić mój dar, a wszystko po to, bym zdołała stawić czoło Nashirze Sargas. Przeżyłam jej próbę zamordowania mnie na oczach sajonickich emisariuszy. Razem zepsuliśmy jej wielkie święto.

Oksford płonął za moimi plecami, a on dalej tam tkwił.

Biegnij, mała śniąca.

Złoty sznur rozpięty między naszymi duchami wydłużał się coraz bardziej. Pociągnęłam za niego, ale Arcturus nie odpowiedział. Wolałam nie myśleć, z jakiego powodu.

Naczelnik potrafi się o siebie zatroszczyć, powtarzałam sobie. Na tę chwilę musiałam skupić się na ludziach znajdujących się w pociągu. Sajmorfina od Nicka nie uśmierzyła potwornego bólu głowy, ale nie miałam czasu na odpoczynek. Ta noc jeszcze się nie skończyła.

Sajon będzie na nas czekał po drugiej stronie, spodziewając się, że pociągiem wrócą do Londynu emisariusze. Wszyscy jadący nim ocaleńcy są w posiadaniu historycznej tajemnicy, której wyjawienie mogłoby zatopić całe imperium. Jeśli nie uda nam się uciec, Sajon wyśle nas z powrotem do więzienia. Albo rozstrzela pod pierwszą lepszą ścianą.

Wstałam.

– Musimy wszystkich policzyć. Nick, na której stacji wsiadłeś do pociągu?

– Na Whitehall – odpowiedział. – Zaraz pod Archonem. – Widząc, że nie rozumiem, pokręcił głową. – Potem ci wyjaśnimy.

– Co robimy?

Nick potoczył wzrokiem po korytarzu. Widziałam, że jest roztrzęsiony, nawet pomimo maski narciarskiej, za którą skrywał twarz.

– Sam nie wiem – odpowiedział. – Przygotowaliśmy drogę ucieczki, ale tu jest tyle osób…

Jaxon robił, co mógł, by ignorować moje istnienie. Próbowałam na niego nie patrzeć. Jego plan zakładał, że uciekniemy z Oksfordu tylko w szóstkę. Zabierając ze sobą wszystkich ocaleńców, znacznie zmniejszyliśmy swoje szanse na przetrwanie. Ale gdybym miała zrobić to ponownie, nie zawahałabym się.

– Musi być inne wyjście. – Nick wziął głęboki wdech. – Dani, jakieś pomysły?

Danica przycisnęła chustkę do skroni. Jeden ze strażników solidnie jej przyłożył.

– Linia Pentad rozdziela się w Londynie – powiedziała. – Na jednej gałęzi znajdują się dwie stacje, a pierwszą z nich jest Whitehall. Ale tamtędy już nie uciekniemy. Na drugiej gałęzi jest jedna stacja.

– Może więc uda się tamtędy. Co to za stacja? – zapytałam.

– Tower of London.

Prawdopodobieństwo powodzenia wszystkich naszych przedsięwzięć nigdy nie było zbyt wysokie, ale to już przesada.

– Dani – podjęłam – czy jesteś pewna, że uda nam się wyjść z tego tunelu na powierzchnię?

– Naszym punktem dostępu był Banqueting House, ale on znajduje się za ukrytą stacją w Whitehall. W szóstkę mog­libyśmy spróbować, jednak przy tak dużej grupie ucieczka przebiegnie zbyt wolno, w dodatku będziemy rzucać się w oczy. – Zamyśliła się. – Mogłabym ręcznie przekierować pociąg do drugiej odnogi. To stara linia, na pewno jest tam gdzieś zwrotnica sterowana dźwignią.

– Czy Sajon się dowie, że pociąg zmienił trasę?

– Nie wiem. Jestem inżynierką, nie podstrażniczką – dodała szorstko. – Ale jeśli zatrzymamy pociąg wcześniej i resztę drogi przejdziemy pieszo, może zajmie im nieco czasu, nim go znajdą. Im dłużej im zejdzie, tym lepiej dla nas.

– A więc do Tower. Spróbujemy! – postanowił Nick. – Powiedz tylko, Dani, że to nie jest niemożliwe.

Danica namyślała się chwilę. Okolice oczu miała ciemne od sińców.

– Nie, to nie jest niemożliwe – skonkludowała.

– Dam znać pozostałym – powiedziałam.

– Znajdź coś, co można podpalić – poleciła Danica. – Jeśli nie zdołam zatrzymać pociągu, będziemy musieli wykorzystać alarm przeciwpożarowy.

Zostawiłam ich, by mogli zacząć przygotowania. Jaxon obrócił twarz w moją stronę, gdy stanęłam obok niego.

– Jaxon, masz zapalniczkę?

– Nie – odparł z irytacją.

– Trudno.

Na pewno miał.

Przeszłam przez przesuwne drzwi do następnego wagonu, gdzie oparci o siebie siedzieli na wpół śpiący Nadine i Zeke.

W kolejnym wagonie na mój widok poderwał się tłum ludzi o zmęczonych twarzach. Trzymałam się nadziei, że Julian jednak wsiadł do pociągu, ale nigdzie go nie widziałam. Nawet jeśli on i pozostali cyrkowcy przeżyli noc, do rana Nashira skróci ich o głowę.

Prawdopodobnie do tego momentu my wszyscy też już zginiemy.

– Paige, dokąd jedziemy? – spytała Lotte. Wciąż miała na sobie zakrwawiony kostium teatralny. – Znaczy, dokąd dokładnie w Londynie?

– Ano właśnie – zaczęłam – czy ktoś z was był przytomny, gdy wsadzili nas do pociągu do Oksfordu?

– Ja – powiedział poznaczony bliznami augur. – Paliłem aster, jestem więc całkiem odporny na flux.

– To powiedz, czy na wysokości Tower jest jakaś stacja?

– Jest! – Umilkł na moment. – Zaraz, chyba tam nie jedziemy?

Nie skończył zdania, bo pociąg zaczął zwalniać. Danica musiała znaleźć dźwignię.

– Nie mamy wyboru – wyjaśniłam. – Albo to, albo Whitehall, a tam czekają na pociąg kotwiczaki.

Felix przełknął ślinę.

– Mam też dobre wieści – podjęłam. – Przetniemy ich jedyne połączenie z Oksfordem. Jeśli dopisze nam szczęście, w zamieszaniu powinniśmy mieć dość czasu na przeprowadzenie małej dywersji.

– Wszyscy zginiemy – wychrypiał Charles. – Tower strzegą całe oddziały strażników.

– Nie wiedzą, że nadjeżdżamy. To oznacza, że mamy pewną szansę.

– Uda nam się. – Jeden z cyrkowców zerwał się z miejsca. – Co mamy robić, Paige?

– Przejdźcie na tył pociągu. Zaraz do was dołączę.

Pomagali sobie wzajemnie dźwignąć się na nogi, a ja liczyłam. Oprócz mnie i mojego gangu pociągiem jechało sześćdziesiąt jeden osób. Były wśród nich takie, które ledwo pamiętały cytadelę i życie poza Oksfordem. Całymi latami żyły w strachu, służąc Refom.

A ja rzuciłam robotę, tym samym zaprzepaszczając ich szanse na rozpoczęcie w Londynie nowego życia. Nawet gdybym popełzła teraz na kolanach przed oblicze Jaxona, słono bym zapłaciła za tak srogi dysrespekt, jakiego się względem niego dopuściłam, już nie wspominając o nieposłuszeństwie, bo w końcu wyraźnie kazał mi zostawić więźniów w mieście.

Chyba niepotrzebnie kazałam mu się pierdolić.

Odepchnęłam tę myśl na bok i usiadłam przy Michaelu Wrenie, który znalazł sobie miejsce kawałek dalej.

– Cześć. – Dotknęłam jego ramienia. Miał zaczerwienione, wilgotne policzki. – Michael, wszystko w porządku?

Potwierdził skinieniem.

– Damy radę, nic nam nie będzie – zapewniłam go. – Wiesz przecież, że Naczelnik chciał cię wyekspediować z Oksfordu.

Znowu skinienie. Michael nie był całkowitym niemową, ale rzadko się odzywał.

– Obiecuję ci, że nie będziesz musiał wrócić do rodziców. Spróbuję znaleźć ci jakąś metę. – Na moment odbiegłam wzrokiem. – Znaczy, jeśli wyjdziemy z tego cało.

Michael otarł twarz rękawem.

– Żałuję, że Gail i Fazal nie pojechali z nami – powiedziałam ciszej. – Może po tak długim czasie bali się opuścić więzienie, w którym zdążyli się już urządzić. Trudno ich za to winić.

– Liss – wyszeptał Michael.

Dotknął mojej ręki, a ja mocniej chwyciłam jego dłoń i zacisnęłam zęby. Ona chciałaby, żebym uratowała, kogo tylko się da. Przez wzgląd na morale nie mogłam jeszcze rozgłosić wśród ocaleńców, że Liss nie żyje.

– Naczelnik miał zapalniczkę w Wieży Założyciela – powiedziałam spokojniejszym głosem. – Nie dał ci jej przypadkiem?

Michael wyłowił z kieszeni srebrną zapalniczkę ozdobioną grawerunkiem. Wsadziłam ją do kieszeni i zajęłam miejsce naprzeciwko siedzącej nieopodal papilarniczki Ivy.

– Hej?

Skinęła głową tak nieznacznie, że prawie nie zauważyłam.

– Nie możemy cię zabrać do szpitala, ale mam tu kogoś, kto może ci pomóc. Jest lekarzem.

Ivy milczała. Thuban Sargas podejrzewał ją o członkostwo w syndykacie. To jeden z powodów, dla których ją torturował.

Minęła chwila.

– Masz swój gang? – zapytałam.

Podniosła na mnie wzrok.

– Co?

– Wymknęłaś się z Corpusa, otworzywszy zamek wytrychem. Jesteś włamywaczką?

– Nie – wymówiła cieniem głosu. – Znaczy, niezupełnie. Byłam obszarpanicą.

– Jesteś za stara na obszarpanicę.

– Imałam się tego i owego.

Splotłam palce i oparłam dłonie na blacie stolika. Pod moimi paznokciami widniały ciemne półksiężyce brudu. Chciałam tylko zapewnić Ivy ciepły i bezpieczny kąt, ale Jaxon w życiu by się nie zgodził na dzielenie meliny z obcymi, nawet gdybym nie zerwała z nim stosunków. Będę musiała gdzieś wszystkich zakwaterować, czy to w syndykacie, czy w jakiejś noclegowni.

– Masz w mieście kogoś zaufanego? – drążyłam. – Znajomka, wspólnika?

Ivy wpiła palce w ramiona, zaczęła sunąć nimi po skórze. Po dłuższej chwili podała nazwisko.

– Agatha Lamb. Ma sklep z biżuterią w Camden Market.

– Jak się nazywa ten sklep?

– Camdenalion. – Z jej dolnej wargi ciekła krew. – Nie widziałyśmy się jakiś czas, ale chyba mi pomoże stanąć na nogi.

– Wyślę kogoś z tobą. Z nami nigdy nie zostaniesz sama. – Ogarnęłam wzrokiem wszystkie sińce na jej ciele. – Przepraszam, że nie udało nam się szybciej wydostać cię z Corpusa.

– Nie dalibyście rady. Thuban nigdy by mnie nie puścił.

Wpatrywała się w jakiś punkt za oknem.

Naczelnik i jego sojusznicy zostali w Oksfordzie, by dalej walczyć. Mogłam tylko żywić nadzieję, że któryś unicestwi Thubana, zanim ten zechce się na nas zemścić.

Pociąg znów ruszył. Zaprowadziłam Ivy na tył ostatniego wagonu, gdzie zebrali się pozostali i gdzie gromadził broń i zapasy mój gang.

– To Białe Spoiwo – wyszeptał ktoś.

Jaxon stał z boku z ręką zaciśniętą na lasce. Jego milczenie wytrącało mnie z równowagi.

– Zatrzymałam pociąg na dość długo, by zmienić jego kierunek – powiedziała mi Danica – ale musiałam przypadkowo uruchomić mechanizm obronny. Teraz już nie mogę nim kierować.

Błysnęłam zapalniczką.

– Powiedz tylko słowo.

Danica nie odrywała oczu od zegarka. Gdy skinęła mi głową, skrzesałam płomyk. Zanim zdążyłam przyłożyć zapalniczkę do tapicerki, Michael postukał mnie w ramię i podsunął mi swoją szarą tunikę.

W uniformach zanadto rzucalibyśmy się w oczy. Przewiesiłam ubranie przez oparcie i podpaliłam. Kilka innych osób zdjęło z siebie tuniki i kamizele i usypało z nich stos, a mój mały płomyk zaczął szybko rosnąć.

– Uwaga. – powiedział głos Scarlett Burnish. – Wykryto pożar w tylnym wagonie. – Pociąg zatrzymał się z piskiem i rozległ się jednostajny rytm alarmu. – Proszę powoli i spokojnie kierować się do najbliższego wyjścia. Zespół ratunkowy został już wysłany.

– Pewnie idą pieszo. – Głos Daniki przebił się przez szmer szeptów. – Wątpię, by Sajon miał tu gdzieś drugi pociąg.

– A więc mamy nieco czasu – powiedziałam. – Wynośmy się stąd w cholerę.

Nick otworzył drzwi na końcu pociągu. Za nimi znajdował się mały peron otoczony balustradą.

– Podaj latarkę – poleciłam Zeke’owi. Gdy to zrobił, skierowałam snop światła na ziemię. – Dobra. Przejdziemy obok torów. Jest dość miejsca. Chodźmy.

Bacząc na trzecią szynę, zeszłam z peronu na podsypkę. Zeke zaczął pomagać pozostałym opuścić się obok mnie.

– Paige. – Dogonił mnie Jos. – Co będzie z innymi? Z Julianem?

– Nie wiem.

– Naczelnik o nich zadba, nie?

– Na pewno zrobi, co w jego mocy.

Jos pokiwał głową, ale w jego oczach wezbrały łzy. Julian i Liss opiekowali się nim w Kanarkarni. Przygarnęłam go do siebie i razem ruszyliśmy w ciemność.

Szliśmy gęsiego wzdłuż torów. Kamienie podtorza chrzęściły pod moimi oblepionymi błotem buciorami. Parliśmy naprzód w nerwowej ciszy, przyspieszając kroku. Nick zatrzymał się, by pomóc Ivy, która była tak osłabiona, że dziwiłam się, że w ogóle dotarła do pociągu.

Tunel był olbrzymi i nieoświetlony. Mieliśmy pięć latarek, z czego w jednej niedomagała bateria. Drżałam pomimo płaszcza, trzymając się blisko ściany i uważając, by nie potknąć się o tory. Popatrywałam na Josa, pilnując, by robił to samo.

Gdy tylko Sajon znajdzie opuszczony pociąg, będzie próbował skontaktować się z Oksfordem. A kiedy próba się nie powiedzie, zaalarmuje posterunek pomocniczy w Winter­brook. Musieliśmy się stąd wydostać, nim się zorientują, że doszło do buntu.

Wreszcie snopy światła natknęły się w ciemności na peron. Przeszłam przez tory i wdrapałam się na platformę. Moje mięśnie drżały, gdy podnosiłam latarkę do poziomu oczu. Strumień światła wgryzał się w natarczywą ciemność, odkrywając białe kamienne ściany i ustawione pod nimi złożone nosze – zupełnie jak na stacji po drugiej stronie.

Wiedziałam, że już tu byłam, choć nie mogłam tego pamiętać. W powietrzu wisiał zapach środka dezynfekującego. Czy strażnicy myli nim ręce, załadowawszy nas do pociągu, bojąc się, że zarażą się od nas jasnowidztwem? Jak dotąd nie natknęliśmy się na żaden opór. Na ścianie wisiała przyśrubowana tablica obwieszczająca wielkimi literami nazwę stacji.

TOWER OF LONDON

Poniżej znajdowała się mniejsza tabliczka. Nachyliłam się ku niej i zdmuchnęłam kurz z tłoczonych liter tworzących napis:

LINIA PENTAD

Mapa pokazywała rozmieszczenie pięciu sekretnych stacji: Oksford, Winterbrook, Whitehall, Lambeth East i Tower of London.

Nick stanął obok mnie.

– To tam cię wysłali?

– Niektórych widzów trzymają w Tower latami. Mnie akurat… dopisało szczęście.

Położył mi rękę na ramieniu.

– Chodź – powiedział. – Czas nagli.

Gdy pokiwałam głową, drobniutkie gwiazdki zamigotały mi przed oczami. Ścisnęłam palcami skronie.

Naczelnik zaaplikował mi kilka kropel amarantu, który zregenerował mój nadszarpnięty senny krajobraz, ale wciąż byłam skołowana i wzrok czasem mnie zawodził. Nigdy jeszcze nie czułam się tak dokumentnie wykończona.

Znalazłam dwa wyjścia – windę zdolną pomieścić kilka par noszy oraz ciężkie metalowe drzwi opisane jako WYJŚCIE PRZECIWPOŻAROWE.

Nick otworzył je i zerknął ostrożnie.

– Chyba idziemy schodami – rzekł. – Ktoś zna Tower?

– Ja – zgłosiła się Nell. – Trochę.

Nick obrócił się do niej.

– Jak się nazywasz?

Przedstawiła się. Była wystarczająco podobna do Liss, by grać jej dublerkę. Miała długie czarne włosy i drobny kościec, ale wyrysowaną ostrzejszymi liniami twarz i ciemniejszą skórę.

– Siedziałam tu trzy lata. Jeśli tymi schodami dotrzemy w okolice windy, to będziemy zaraz za Bramą Zdrajców.

Oczywiście, że właśnie tędy nas przenieśli.

– Pewnie będzie zamknięta – mówiła dalej Nell. – Wystrzelają nas jak kaczki.

Przeczesała palcami włosy i więcej światła padło na jej wychudzoną twarz. Oczy miała zaczerwienione i umęczone. Bardzo przyjaźniły się z Liss.

– Poradzę sobie z zamkami. – Nadine podniosła sakwę z wytrychami. – Ze strażnikami też.

– Nie będziemy z nimi walczyć. – Nick popatrzył na niski sufit. – Musimy poruszać się w małych grupkach. Paige i Dzwon, my pójdziemy pierwsi. Nell, ty idziesz z nami. Spoiwo, Diament, wy zostaniecie tutaj i będziecie mieć oko na…

– Mam wielką nadzieję – odezwał się Jaxon – że nie próbujesz mną komenderować, Czerwona Zjawo.

Zapomniałam o nim w całym tym zamieszaniu. Stał wśród cieni z ręką na lasce, wyprostowany jak struna i jaśniejący jak zapalona świeca.

– Prosiłem cię o pomoc – powiedział Nick po dłuższej chwili.

– Ty wybrałeś tę drogę – wymówił lodowatym tonem Jaxon. – Ja zostanę tu, dopóki nie przetrzesz szlaku.

– Przecież to właśnie…

– Świetnie – wcięłam się. – Diament, wszystko w porządku?

– Tak – odparł Zeke. Jedną ręką ściskał ramię, a drugą zwinął w pięść tak mocno, że aż bielały mu kostki. – Daj znać, kiedy mamy ruszać.

Posłałam Jaxonowi ostatnie spojrzenie, zanim podążyłam za Nell. Odwzajemnił je, spoglądając na mnie beznamiętnie.

Nawet po ostatnich wydarzeniach Nell była szybka jak błyskawica. Z trudem za nią nadążałam. Paliły mnie wszystkie mięśnie. Odgłos naszych kroków był zbyt donośny, odbijał się echem wszędzie wokoło. Raptem Nell zwolniła i uchyliła kolejne drzwi.

– Czysto – wyszeptała.

Usiłowałam sondować Zaświaty, ale za każdym razem odzywał się ból głowy, który kazał mi przestać. Za moimi plecami Nick wyciągnął swój syndykacki telefon i przyłożył go do ucha.

– Eliza zaparkowała niedaleko Whitehall – wymruczał do mnie. – Muszę jej powiedzieć, że jesteśmy tutaj.

– Po prostu wyślij jej wizję – poradziłam.

– Tak zrobiłem.

Tylko członkowie gangu zmieszczą się do samochodu. Ja będę musiała tu zostać i pomóc reszcie.

Wejście na stację znajdowało się naprzeciwko windy. Po naszej prawej stronie wznosiła się ściana zbudowana z wielkich cegieł spojonych zaprawą. Po lewej rysowały się pod szerokim kamiennym łukiem smętne, czarne krechy Bramy Zdrajców, wejścia, którym zwożono do Tower więźniów w dniach dawnych monarchów. Za nią pięły się w górę schody wyposażone w wąską rampę dla noszy.

– Muzo – powiedział Nick do telefonu. – Muzo, słyszysz mnie? – Schował się z powrotem do klatki schodowej.

– Większość nadstrażników mieszka w White Tower – wymamrotała Nell. – Regularnie patrolują okolicę.

– Jak mamy stąd wyjść?

– Będziemy musieli przeleźć przez blanki.

– A nie wypatrzą nas?

– Bramę Zdrajców oddziela od Białej Wieży wewnętrzna ściana. Damy radę. Jeśli będziemy cicho, powinno nam się udać.

Gdy mówiła, od strony ścieżki biegnącej do Bramy Zdrajców dobiegły kroki. Przywarliśmy do ścian. Szczęście nam dopisało – strażnicy poszli w swoją stronę. Nell osunęła się na ziemię.

Bezskutecznie próbowałam otworzyć bramę. Była owinięta łańcuchem spiętym kłódką. Nadine zerknęła na nią i wyjęła zza pasa płaski śrubokręt. Wsunęła narzędzie do dziurki od klucza i wybrała jeden z wytrychów.

– To może chwilę potrwać – powiedziała. – Chyba zardzewiała.

– Nie mamy chwili, streszczaj się.

– To przestań mnie rozpraszać.

Wróciłam na schody. Nick wyjął baterię z telefonu.

– Eliza złapie nas na Harp Lane. Już po nas jedzie. Nie pytaj mnie, jak tego dokonała, ale przekonała Sprężynowego Jacka, by nam pomógł. Wysłał grupę swoich najlepszych zbójów, żeby odwrócili uwagę strażników.

Sprężynowy Jack był mim-lordem sąsiedniej sekcji. Był także całkowicie szalony, co mogło zadziałać na naszą korzyść.

– Kto wie, może nas właśnie uratował – powiedziałam. – Kiedy tu będą?

– Za dziesięć minut.

– A co z Ogneną Marią?

– Eliza próbuje się z nią skontaktować. Na pewno zrozumie, że w tej sytuacji musimy pracować ręka w rękę.

– Zwołaj więc pozostałych.

– Masz. – Wyjął coś z plecaka. – Tak na wszelki wypadek.

To był mój rewolwer razem z kaburą. Przyjęłam go.

Nick zbiegł po schodach. Cofnęłam się i spięłam, widząc światło przezierające przez kraty Bramy Zdrajców. Nell odsunęła się od niej, mrużąc oczy.

– Nie wiem, czy to normalne – wymamrotała. – Nie pamiętam.

– Pewnie już znaleźli pusty pociąg. – Obserwowałam światło. – Sajon musiał podnieść alarm na pozostałych stacjach. Dzwon, długo jeszcze?

– Zamknij twarz i daj mi się skupić.

Nadine pracowała pod dziwnym kątem, bo kłódka znajdowała się po drugiej stronie bramy, ale rękami manewrowała pewnie. Powoli zaczerpnęłam tchu.

– Paige. – Nell podniosła na mnie wzrok. – Jak już się stąd wydostaniemy, to dokąd pójdziemy?

Moje myśli gnały na złamanie karku, gdy zapinałam sprzączkę kabury.

– Powinniśmy udać się na północ – odparłam. – W Candlewick jest jeden pustostan. Tam odpoczniemy. Rano zobaczymy, kto ma kontakty.

– Myślałam, że ty je masz. – Nell zmarszczyła brwi. – Jesteś faworytą czy nie?

Nie mogłam zdobyć się na odpowiedź.

Gdzieś w głębi cytadeli zaczęły wyć syreny. Zesztywniałam, chwytając za rewolwer.

Zeke wyłonił się z klatki schodowej, a za nim grupka nerwowych przetrwańców. Gestem kazałam mu zostać na miejscu.

Tymczasem Nadine otworzyła kłódkę. Pomogliśmy jej odplątać łańcuchy, dbając o to, by nie robić hałasu. Wspólnymi siłami otworzyliśmy bramę. Szurała o żwirowe podłoże, dawno nieużywane zawiasy skrzypiały potępieńczo, ale syreny zagłuszyły jazgot. Nell zakradła się schodami na górę, a my za nią.

Zewnętrzny mur Tower of London był znacznie niższy, niż się spodziewałam. Po pokonaniu kolejnych schodów znaleźliśmy się na blankach. Dałam znać Ni­c­kowi i Zeke’owi, by sprowadzili pozostałych, a potem ruszyłam za Nell. Gdy znalazłam się przy luce w krenelażu, poczułam ścisk w piersi.

I oto jest. Tygiel ulepiony z metalu, szkła i światła, połyskujący obietnicą – Londyn. Po półrocznej niewoli byłam w końcu w domu.

Widziałam przed sobą stromy wał i ostatni mur, za którym była już Tamiza. A po lewej Tower Bridge. Aby dotrzeć do Harp Lane, mój gang będzie musiał odbić w prawo.

– Ruszam pierwszy – ogłosił Nick. – Wy pomożecie zejść innym.

Obejrzałam się przez ramię, szukając strzelców. Żadnych nie widziałam, ale wyczułam krajobrazy.

Nick przecisnął się między blankami i wsparł na nich obie ręce, obracając się twarzą do ściany. Szukał oparcia dla nóg, osypując z muru kamienny pył. Posłał mi pokrzepiający uśmiech, a potem opuścił się, zawisł na wyciągniętych ramionach, po czym opadł z wysokości paru stóp, lądując w przysiadzie. Poczułam się niepewnie, oddzielona od niego murem.

Wyciągnęłam ręce do pierwszego z ocalałych. Michael i Nell podtrzymywali Ivy. Wzięłam ją za łokcie, kierując ku blankom.

– Tutaj, złaź. – Zrzuciłam z siebie płaszcz i narzuciłam jej na ramiona, zapięłam guziki. Miałam teraz na sobie tylko czerwoną sukienkę, w której wystąpiłam na Dwusetnicy. – Podaj mi ręce.

Wraz z Michaelem opuściliśmy dziewczynę do Nicka, który asekurował ją z dołu, wyciągając w górę ramiona. Złapał ją i opuścił na trawę.

Jednego po drugim przerzucaliśmy przez obwarowanie byłych więźniów. Najpierw Ellę, potem Lotte, potem wstrząś­niętego kryształmistrza i augurę ze złamanym nadgarstkiem. Każdy stał tam, gdzie wylądował. Nick patrzył po nich i rozglądał się bacznie. Gdy wyciągnęłam rękę do Michaela, Jaxon odepchnął go na bok i rzucił swoją laskę przez mur.

Zanim zlazł na dół, pochylił się ku mnie i szepnął mi do ucha:

– Dam ci jeszcze jedną szansę, Paige. Wróć do Siedmiu Tarcz, a zapomnę ci tamtą bezczelność. Zapomnijmy o tej nocy.

Brzmiał zupełnie jak Ref.

– Dziękuję, Jaxon – powiedziałam, patrząc sztywno na wprost przed siebie. – Pomyślę o tym.

Przerzucił nogę na drugą stronę i już go nie było. Obróciłam się z powrotem do Michaela.

– Już prawie nam się udało. – Złapałam go za nadgarstki. – Już prawie.

Przełożył nogę przez mur. Wpił się palcami w moje ramiona.

Raptem Nell zassała z sykiem powietrze. Nawet w półmroku dostrzegłam odcinającą się na materiale spodni ciemną plamę krwi. Wybałuszyła na mnie oczy.

– Padnij! – przekrzyczałam syreny. – Wszyscy za mur, ale już!

Nie dali nam czasu. Chmara pocisków przeorała tłum ludzi stłoczonych na schodach.

Dało się słyszeć przeszywający wrzask. Michael wyślizg­nął mi się z rąk. Rzuciłam się w dół, przywarłam do ziemi za balustradą i zarzuciłam ręce na głowę.

Nie chcieli wziąć nas żywcem. Dostali rozkaz, by nas wystrzelać, bo jeśli uciekniemy, wraz z nami wymknie się Sajonowi z rąk jego pilnie strzeżona tajemnica.

Nick ryczał z dołu, kazał mi skakać, ale ja leżałam jak sparaliżowana. Moja percepcja zawęziła się do łomoczącego mi w uszach serca, do płytkiego oddechu i stłumionego furkotu karabinów. Wtedy złapały mnie jakieś ręce, przedźwignęły przez mur i raptem spostrzegłam, że spadam.

Podeszwy moich butów uderzyły o ziemię, wstrząs rozszedł się po nogach aż do bioder, impet rzucił mnie naprzód. Z głuchym hukiem i jękiem bólu ktoś wylądował obok mnie. Nell. Dźwignęła się do pionu, zaciskając zęby, i ruszyła naprzód, mozolnie utykając. Pełzłam w tym samym kierunku. Nick zarzucił sobie moje ramię na kark. Wykręciłam się z jego uścisku.

– Nie! – wydyszałam. – Nie mogę ich zostawić…

– Paige, no chodź!

Nadine przelazła przez blanki, ale dwie kolejne osoby dopiero się na nie wspinały. Nowa salwa rozgoniła ocalałych na wszystkie strony. Danica i Zeke skoczyli na złamanie karku.

Na ziemię padła jakaś ślepczyni. Trafiona pociskiem głowa kobiety rozprysnęła się jak zgniły owoc. Wyczułam nad sobą strzelca, który kierował karabin ku Byward Tower. Michael nieomal potknął się o ciało. Snajper skierował na niego lufę karabinu.

Naczelnik powierzył mi zadanie zabrania więźniów z Oksfordu. Nie zdołałam zadbać o bezpieczeństwo ich wszystkich, ale wciąż mogłam uratować Michaela Wrena. Ostatkiem sił skierowałam na strzelca mój własny celownik i przeszyłam jego senny krajobraz, posyłając jego ducha prosto do Zaświatów, a ciało na ziemię. Gdy pusty trup zderzył się z trawą, Michael przesadził mur i wskoczył do Tamizy. Wykrzyczałam jego imię, ale jego już nie było. Nick próbował mnie odciągnąć.

Moje nogi pędziły naprzód szybciej niż myśli. Pęknięcia w sennym krajobrazie poszerzały się.

Nick mocno trzymał mnie za ramię. Gdy kolana się pode mną ugięły, jakimś sposobem wziął mnie na ręce.

Miałam przed sobą te niebieskie latarnie, te tłoczne ulice. Od strony twierdzy łomotały karabiny. Biegliśmy i biegliśmy, aż pomyślałam, że umrę z bólu. Wtedy usłyszałam warkot starego silnika i oślepiły mnie reflektory. Gdy Nick wrzucił mnie na przednie siedzenie, Eliza Renton wlepiła we mnie wzrok z rękami przyklejonymi do kierownicy. Nadine krzyczała na nią panicznie, a ona wdepnęła pedał gazu.

Wyrwaliśmy naprzód, kierując się w głąb cytadeli, jak pył gnany wiatrem prosto w ciemność, puszczając mimo uszu wyjące syreny.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij