Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Zanim mnie znajdą - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 września 2018
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Zanim mnie znajdą - ebook

Czy Dylan podąża za Casey, by ją ukarać czy raczej ochronić?

Casey Cox nadal ucieka przed karą za morderstwo, którego nie popełniła. Dylan Roberts – najbardziej zawzięty z tych, którzy jej szukają – wciąż jest na jej tropie. Tymczasem wysyłane przez niego w tajemnicy e-maile sugerują, że zna prawdę i chce jej pomóc. Pozwolił dziewczynie zbiec, kiedy miał ją na wyciągnięcie ręki, ale odkrywanie prawdy nie przychodzi łatwo.

Zbierając dowody przeciwko prawdziwym zabójcom przyjaciela, Casey natrafia na kolejną niesprawiedliwość. Żeby zwalczyć zło, ryzykuje nawet własnym bezpieczeństwem. Jednak nie ma wątpliwości... jeśli zostanie zatrzymana – zginie, zanim przekroczy próg celi.

W tej wciągającej kontynuacji bestsellera USA Today zło jeszcze raz próbuje wyciągnąć Casey z ukrycia… Czy światełko, które widzi w tunelu, okaże się prawdziwe? Czy Dylan jest pomocą zesłaną przez niebo, czy kolejnym cierniem, który wbije się w jej serce?

Kategoria: Powieść
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-65843-85-2
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1 Casey

Błysk świateł radiowozów w lusterku wstecznym omal nie przyprawił mnie o zawał. Ledwie kilkanaście kilometrów za Shady Grove policja pędziła między sznurem samochodów z wirującymi światłami kogutów i rykiem syren. Niebieskie refleksy odbijały się w mokrym od ulewy aucie, napełniając mnie przerażeniem. Nie było miejsca, żeby zjechać – droga przede mną była pełna pojazdów, a po bokach jezdnia opadała ku rowom.

Moje serce tłukło się jak oszalałe i poczułam, że oblewa mnie pot.

Przez panikę przebiło się jednak minimalne uczucie ulgi. Złapią mnie, a wtedy wszystko się skończy – uciekanie, ukrywanie się, udawanie kogoś innego, oderwanie od rzeczywistości, zerwanie kontaktu z bliskimi – tak bolesne jak zdzieranie plastrów z woskiem. Ale równie szybko, jak pojawiła się ta niespodziewana ulga, wyparła ją rzeczywistość. Wyrok na moje życie zapadnie w tym samym momencie, w którym zostanę przekazana w ręce moich prześladowców. A gdy przestanę stanowić zagrożenie, zabiorą się za moją rodzinę.

Spojrzałam na własne odbicie w lusterku. Zdałam sobie sprawę, że przez swoje rany od razu zostanę rozpoznana. Miałam posiniaczoną i spuchniętą szczękę, a ręka lepiła mi się od krwi. Pod podartymi jeansami czułam siniaki i zakrzepłą krew. Nie obchodziłoby ich to, że walczyłam dziś wieczorem o życie własne i dwóch innych osób. Nie miało znaczenia, co dobrego zrobiłam – do osądzenia mnie wystarczyłby im fakt, że miejsce zabójstwa mojego przyjaciela było pełne mojego DNA. Wszyscy sądzili, że jestem bezdusznym mordercą. Powiedzieliby, że zasłużyłam na to, co mnie spotka.

Radiowozy torowały sobie drogę w korku i przesuwały się coraz bliżej mnie. W końcu zjechałam na parking przed kinem, pewna, że zaraz wjadą za mną i policja otoczy mnie z wycelowaną bronią.

Samochody zostały jednak na śliskiej jezdni i przejechały szybko obok parkingu.

Wstrzymałam oddech, odwróciłam się na swoim siedzeniu i wyjrzałam przez zalaną deszczem tylną szybę, w zdumieniu dostrzegając, że zmierzają do miejsca kilkaset metrów dalej. Stały tam dwa rozbite samochody. Radiowozy zatrzymały się przed nimi, blokując ruch.

Wypuściłam powietrze, a do moich oczu napłynęły łzy. A więc to nie koniec. Wszystko trwało dalej. Ciągle uciekałam.

Otarłam oczy mokrym rękawem koszulki i pozbierałam się na tyle, by przestawić samochód na zasłoniętą stronę kina. Sięgnęłam po torebkę i torbę schowane kilka dni wcześniej pod siedzeniem. Wyjęłam z torebki korektor i szminkę. Żałowałam, że nie mam przy sobie cieni i podkładu, ale one leżały dalej w mieszkaniu, do którego już nigdy nie mogłam wrócić.

Włączyłam światło nad lusterkiem i nałożyłam korektor na posiniaczony policzek oraz górną wargę. Szminką zaróżowiłam kości policzkowe, starając się, żeby wyglądały normalnie.

Nie było idealnie, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka nie dało się poznać, że tego wieczora zostałam pobita. Otworzyłam torbę i wyjęłam czarną czapkę z daszkiem, a potem związałam włosy w kucyk i przełożyłam je przez wycięcie z tyłu czapki.

Zaczęłam przetrząsać auto w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mi posłużyć jako śrubokręt. W popielniczce znalazłam pięciocentówkę – miałam nadzieję, że to wystarczy. Wysiadłam po cichu z samochodu i wróciłam na parking od frontu. Było już późno i ostatni film się skończył, ale kilka pojazdów nadal stało tu i ówdzie. Najbliżej znajdował się pordzewiały buick z dwiema przebitymi oponami, więc kucnęłam przy nim, starając się nie zwracać uwagi na to, że jestem już cała przemoczona, i odkręciłam z niego tablice rejestracyjne.

Po chwili przebiegłam do mojego samochodu i zrobiłam to samo. Zamieniłam je, świadoma, że niedługo pewnie rozszerzą poszukiwania mojej kii. Powinnam ją gdzieś zostawić, ale dopóki nie uda mi się znaleźć wystarczająco daleko od miasta, zamiana tablic musiała wystarczyć.

Znalazłam boczną ulicę i wjechałam w nią, by skierować się jak najdalej od głównej drogi i wypadku. Trzymając się mniejszych dróg, starałam się podążać na zachód. Po jakiejś godzinie wreszcie pozbyłam się obawy, że w każdej chwili może dobiec mnie dźwięk syren. Nie wiedziałam, gdzie jestem, ale jeśli nie ma się celu, to zgubienie drogi naprawdę nie ma znaczenia.

-

Kilka godzin później przejechałam przez Missisipi, zostawiając za sobą Alabamę i Georgię. Musiałam szybko pozbyć się tego samochodu.

Bolała mnie szczęka, podobnie jak kolano i zakrwawiony podbródek, a do tego zmęczenie zaczęło mnie oplatać niczym niewidzialne więzi. Musiałam zatrzymać się gdzieś i umyć.

Jakąś godzinę później wjechałam do małego, obskurnego miasteczka, w którym na każdym rogu wałęsali się ludzie. Skręciłam w inną ulicę, ale tam wcale nie było bezpieczniej. Przede mną znajdował się motel, który z trudem spełniałby standardy jednej gwiazdki, choć istniało duże prawdopodobieństwo, że przyjmą w nim gotówkę i nikt nie zapyta o moje dokumenty.

Recepcja za brudną szybą była wypełniona dymem. Gdy weszłam do środka, powitał mnie mężczyzna z kolczykami w wardze.

– Potrzebuję pokoju – oznajmiłam. – Płacę gotówką.

Tłuste włosy zwieszały mu się nad zaspanymi oczami. Nie zadając żadnych pytań, wziął ode mnie pieniądze i podał klucz do pokoju.

– Czy pościel jest czysta? – zapytałam.

Jego oczy nagle rozbłysły.

– Zmieniałem dzisiaj rano – odparł, widocznie urażony moim pytaniem.

Chciałam zapytać, ile osób wynajmowało do tej pory ten pokój na godziny, ale zamiast tego westchnęłam i wzięłam klucz, który mi dał. Przynajmniej przydzielono mi lokum na samym końcu, więc po jednej stronie nie miałam nikogo za ścianą. Może z drugiej też było pusto. Samochód zaparkowałam w głębi parkingu i tam właśnie zamierzałam go zostawić.

Pomieszczenie przesiąknięte było smrodem papierosów i mnóstwa innych okropnych zapachów, których nie potrafiłam określić. Weszłam do środka i odsunęłam cienką narzutę leżącą na łóżku. Pościel była pomięta, ale wydawała się czysta. Wślizgnęłam się do łóżka w ubraniu, starając się nie myśleć o pluskwach ani myszach... ani o oddziale antyterrorystycznym z karabinami.

Znalazłam klejący się pilot i włączyłam telewizor. Była tam zwykła kablówka, więc przełączyłam na kanał informacyjny i oglądałam go przez jakąś godzinę, chcąc zobaczyć, czy ogólnokrajowe media wyłapały coś na mój temat. Nie zauważyłam nic takiego. Może ta wieść nie wyjdzie poza obszar Shady Grove.

Wyobraziłam sobie, co media obwieszczą światu następnego dnia. Czy w ogóle zwrócą uwagę na dziewczynę, która zaginęła, a teraz znów była z rodziną?

„Uciekinierka ratuje porwaną nastolatkę” – taki sensacyjny tytuł pewnie przygotowałby Brent, żeby zauważyły go AP albo Reuters . Zapowiadałby historię, której przeczytaniu nikt by się nie oparł.

Zaczęłam się zastanawiać, czy policja ze Shreveport obarczy Dylana winą za moją ucieczkę. Został zatrudniony, by mnie znaleźć. Dlaczego pozwolił mi tak po prostu odejść?

Nie było innego wytłumaczenia niż Bóg, do którego wołałam więcej niż raz w ciągu ostatnich dni. Ledwie Go znałam, ale On widocznie znał mnie bardzo dobrze. Zamykając oczy, wyszeptałam: „Dziękuję”, a po chwili zasnęłam.2 Dylan

Nie miałem nic przeciwko temu, by przyznać, że Casey Cox jest najodważniejszą osobą, jaką znam, a poznałem takich, którzy rzucali się przed granaty, żeby chronić swoich braci na polu walki. Jednak nie mogłem tego powiedzieć policjantom, którzy wzięli ją na cel. Gordon Keegan i Sy Rollins uważali, że Casey jest tykającą bombą, którą należy rozbroić, zanim obróci ich nielegalnie urządzone życia w proch.

Komisarz Keegan zajmował miejsce pasażera, gdy odwoziłem go do jego samolotu – prawdopodobnie opłaconego tym, co zarobił na zbrodniach. Niemal przez całą drogę czułem napięcie pulsujące w samochodzie.

– Nie mieści mi się w głowie, że tak po prostu pozwoliłeś jej odejść – powiedział.

Zabolała mnie dolna szczęka, kiedy nacisnąłem palcami na trzonowce.

– Krzycząca dziewczyna, którą Cox ratowała, i brutalny facet usiłujący zabić ją i jej dziecko odciągnęli moją uwagę. Zwykła selekcja. Zająłem się najpierw tym, co było bardziej niebezpieczne.

– Ale wiedziałeś, że to Casey. – Zacisnął wargi, a jego kolejne słowa okazały się jeszcze bardziej szorstkie. – Tu nie chodziło o jedno albo drugie. Mogłeś wyciągnąć dziewczynę i dziecko na zewnątrz i do tego zatrzymać Casey.

– W środku bitwy nie zawsze wszystko idzie tak, jak powinno.

Poczułem, jakby strzelał we mnie wzrokiem.

– Nie wciskaj mi tego kitu o środku bitwy. Walczyłem w Pustynnej Burzy, i to na linii frontu, a nie kryłem się za odznaką.

Nie wiedział nic o mojej służbie jako śledczy w armii, więc nie odpowiedziałem.

– Wtedy żołnierzy się nie rozpieszczało jakimiś rozdmuchanymi wymówkami, żeby mogli się obijać. Kiedy nasi ludzie wracali do kraju, musieli pracować i coś ze sobą robić.

„Naprawdę?” – pomyślałem. Nie było żadnych przypadków zespołu stresu pourazowego po Pustynnej Burzy lub po Wietnamie? W Korei? W obu wojnach światowych? Wszystko zaczęło się od wojny z terroryzmem?

Keegan był jeszcze większym głupkiem, niż myślałem. Zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób usprawiedliwia swoje wyłudzenia i morderstwa. Ciekawe, czy użyłby tych tłumaczeń przed sądem, gdybym go w końcu przymknął za wszystkie jego grzechy.

– Odnajdę ją – zapewniłem. – Proszę się nie martwić. Znalazłem ją tutaj, prawda? Zacząłem rozumieć jej proces myślowy i wzorce. Każda minuta spędzona z panem to chwila, w której jej nie szukam.

Dotarliśmy do małego lotniska i wjechałem na parking przed budynkiem. Keegan pokręcił głową.

– Wyjedź po prostu na pas. Pokażę ci, który to mój samolot.

Objechałem budynek w kierunku betonowego pasa startowego, a mężczyzna zabrał swoją torbę z tylnego siedzenia.

– Pański samolot? – zapytałem, spoglądając na rząd mniej więcej dwudziestu maszyn.

Zawahał się przez moment i stwierdziłem, że to coś znaczy. To, co człowiek wypowiada potem, to zazwyczaj kłamstwo.

– Mojego kolegi. Pozwala mi go wziąć od czasu do czasu.

Znałem sporo pilotów, a ci, którzy mieli swoje samoloty, nie pożyczali ich tak po prostu. To nie kosiarki. Przecież ubezpieczenie kosztuje majątek i nie obejmuje pilotów latających okazjonalnie, poza tym latanie po godzinach powoduje większe koszty utrzymania. Ale nie chciałem drążyć tematu.

– Myślałeś kiedyś, żeby nauczyć się latać, Dylan?

– Miałem kilka lekcji, kiedy byłem na studiach – odparłem. – Dostałem licencję, ale nie latałem od paru lat.

Wyglądał na zawiedzionego. Chciałem mu powiedzieć, by nie przyjmował tego tak ciężko, jednak zamilkłem, gdy wskazał drogę do swojej cessny 182.

Kiedy pakował bagaże do ładowni jednosilnikowego samolotu, spisałem jego kod. Po chwili podszedł do auta i włożył głowę przez okno.

– Co teraz zamierzasz?

– Jechać za nią. Szukać dalej.

– Nieee – zaoponował. – Wracaj do domu. Nie wiem, czy zostawimy cię przy tej sprawie. Poza tym mamy do pomocy policję z pięciu stanów. Ogólnokrajowe media też zrobią swoje, więc pewnie dziewczyna będzie rozpoznawalna w każdym miejscu, w którym tylko się pojawi. Nie potrzebujemy cię już.

Nie kłopotałem się nawet przypomnieniem mu, że Casey wcale nie jest głupia i prawdopodobnie znowu zmieni tożsamość. Niewykluczone, że już to zrobiła.

– Nie pracuję dla pana – odparłem, starając się stłumić gniew w głosie. – Pracuję dla państwa Pace.

Rodzice Brenta zatrudnili mnie jako prywatnego detektywa, żebym znalazł dziewczynę, która według nich na pewno zabiła ich syna. Nie będą szczęśliwi, gdy się dowiedzą, że Keegan i ja wypuściliśmy ją z rąk. Ale jeśli miałem zostać zwolniony, to oni powinni mi o tym powiedzieć.

– Zobaczymy. Wracaj do domu. Czas na przemyślenia i ponowną ocenę.

Kiwnąłem głową. Miałem się z nim spotkać w Shreveport, a to przynajmniej dawało Casey cenny czas, aby znaleźć się gdzieś dalej.

– Dobrze. Od razu ruszę. Chce pan mnie jutro widzieć?

– Ta. Przyjedź na komendę o pierwszej. Będę miał czas na rozmowę z komendantem i rodzicami Brenta. Dowiem się, w którym miejscu jesteśmy.

Mnie także dałoby to możliwość zamienienia z nimi kilku słów. Podałem mu rękę, bo gdybym tego nie zrobił, domyśliłby się, że coś o nim wiem. Zawróciłem samochód, a on zabrał się za sprawdzanie listy kontrolnej przed odlotem do domu.

Większość nocy spędziłem za kierownicą, jadąc z powrotem do siebie. Po drodze zacząłem modlić się za Casey, żeby miała czas dobrze się ukryć, zanim Keegan znów za nią ruszy.

-

Zanim wróciłem do mojego mieszkania, minęła północ. Powietrze było nieświeże – zapach, który czułem, wprowadzając się tam, powrócił. Doszedłem do wniosku, że kiedy człowiek przez kilka dni znajduje się daleko od czegoś, jego węch się wyostrza i łatwo o podrażnienie go po powrocie.

Zajrzałem do lodówki, a następnie do zlewu, aby się upewnić, czy nic tam nie gnije. Wlałem trochę płynu do mycia naczyń do odpływu i odkręciłem wodę. Po pewnym czasie zapach się poprawił, ale zaduch po poprzednich lokatorach pozostał. Pewnie mój mózg przestanie go rejestrować za dzień czy dwa.

Otworzyłem drzwi prowadzące na mały balkon i podszedłem do zardzewiałej balustrady. Wychyliwszy się, zobaczyłem parking, na którym para młodych ludzi kłóciła się przez okno samochodu. Ona straszyła, że odejdzie, a on na nią wrzeszczał. Kiedy w końcu odjechała, mężczyzna zaczął za nią kląć. Po chwili jak tornado wszedł do mieszkania na dole i trzasnął za sobą drzwiami.

Znów zapadła cisza.

Opadłem na składane krzesło ogrodowe, które zwykle tylko zbierało kurz, i oparłem nogi na odwróconym do góry dnem plastikowym wiadrze, którego używałem jako podnóżka. Stary, dobrze mi znany lęk sprawił, że powietrze zaczęło gęstnieć, przez co z trudem łapałem oddech. Moja psycholog twierdziła, że to depresja, i chciała w tym pogrzebać głębiej.

Mówiłem jej, jak bardzo byłem zawiedziony sobą, jak rozleniwiony i bezużyteczny czułem się po powrocie do kraju, a także, że nie miałem żadnego celu. Zabawne – poszukiwania Casey sprawiły, że na chwilę o tym wszystkim zapomniałem. Całą uwagę poświęciłem odszukaniu domniemanego zabójcy mojego przyjaciela z dzieciństwa.

Teraz miałem nowy cel.

Opuściłem stopy na podłogę i wsparłem łokcie na kolanach. Dlaczego myśl o utrzymywaniu tego w tajemnicy pogłębiała mój lęk? Musiałem ukrywać przed światem wszystkie zebrane informacje aż do momentu, gdy mógłbym już zrobić z tego sprawę, której nie sposób zignorować ani zamieść pod dywan. Nie podobało mi się okłamywanie państwa Pace – przeszli już wystarczająco dużo, a poza tym darzyli mnie zaufaniem, nie tylko jako detektywa, ale także jako wieloletniego przyjaciela rodziny. Oczekiwali, że pociągnę zabójcę ich syna do odpowiedzialności.

Zamierzałem to zrobić. Tylko że osoba, za znalezienie której mi płacili, nie była zabójcą.

Nie podobało mi się też to, co mogło się stać z Komendą Policji w Shreveport, gdzie miałem nadzieję rozpocząć służbę w przyszłości. Zawsze podziwiałem i szanowałem policjantów. W wymiarze sprawiedliwości pracowali dobrzy ludzie, którzy dużo wnieśli do mojego życia. Ci mężczyźni i kobiety biegli do wystrzałów, krzyków i wybuchów wtedy, gdy inni od nich uciekali. Tymczasem ci skorumpowani utrudniali życie tym odważnym i uczciwym.

Nie chciałem wrzucać wszystkich policjantów do jednego worka ani pomniejszać ich morale. Zamierzałem podejść do tego precyzyjnie, skupiając się na tych, którzy zasługiwali na więzienie, szargali dobre imię policji i byli niebezpieczni. Chciałem, żeby służby się ich pozbyły i by stało się to przestrogą dla tych, którzy wykorzystywali odznakę do wymuszeń i terroru. A poza tym chciałem, aby zapłacili za każdą ranę zadaną Brentowi, za każde kłamstwo wymyślone w celu ukrycia zbrodni, ale też za każdą minutę, którą spędzili na odgrywaniu swojego przedstawienia.

Ale kim właściwie byłem, żeby to zrobić? Byłem wybrakowanym towarem. Nie mogłem nawet w pełni polegać na swoim mózgu.

Tylko że teraz już nie wolno mi było się poddać. Od tego zależało życie Casey.

Zamknąłem powieki i zobaczyłem jej oczy z tamtego momentu, gdy staliśmy twarzą w twarz w świetle latarni. Miały kilometry głębi i wypełnione były słowami, których nie wypowiedziała, a które tak pragnąłbym usłyszeć. Chciałem opatrzyć jej rany, wpatrywać się w tę piękną twarz i upajać się spokojem, jaki spływał na mnie od samego przebywania w jej obecności. Przypomniałem sobie słowa, które napisała w e-mailu z konta założonego tylko do kontaktu ze mną, wysłanym na moją skrzynkę utworzoną w tym samym celu.

„Na tym świecie istnieje prawdziwe zło. Widziałam je z bliska. Ukrywanie się przez resztę życia byłoby ceną, na którą mogłabym przystać, jeżeli dzięki temu zdołałabym go uniknąć. Gdyby tylko ono nie było wszędzie”.

Wtedy też rzuciła mi wyzwanie:

„Masz odwagę, żeby ścigać zło, które mnie prześladuje, nawet jeśli to, do czego zostałeś wynajęty, stanowi dalszą część tego zła? Oto nazwiska. Keegan i Sy Rollins, na pewno. Nie ufaj ich bliskim przyjaciołom ani synowi Keegana. Ci policjanci są nie tylko nieuczciwi, ale także bezwzględni. Zło czai się w Wydziale Kryminalnym, rzucając oskarżenia na ludzi takich jak ja”.

Wróciłem do mieszkania i wyjąłem z torby laptopa. Otworzyłem go i zalogowałem się na pocztę, aby sprawdzić, czy znów się ze mną nie skontaktowała. Nie było tam nic nowego, więc jeszcze raz przeczytałem to, co napisała wcześniej.

Bolało mnie, że Casey nie zwracała się do Boga. Chciałem tego dla niej. Samotność to zbyt przygniatający ciężar, by dźwigać go w pojedynkę. Jezus nigdy nie obiecywał, że zabierze od nas nasze brzemiona, ale zapewnił, że pomoże nam je nieść.

Leżałem na kanapie ze wzrokiem utkwionym w zabrudzonym suficie i modliłem się za Casey. Nie musiała być wierząca, żeby On nad nią czuwał. Modląc się, czułem troskę Boga, jaką ją otaczał, i byłem pewien, że dostrzegał w niej to samo co ja.

Zacząłem się zastanawiać, czy nadal była w drodze. Miałem nadzieję, że do tej pory porzuciła samochód, zanim zostałaby zatrzymana na podstawie listu gończego Keegana. Może udało jej się znaleźć bezpieczne miejsce na odpoczynek. Miałem też nadzieję, że wystarczy jej pieniędzy, by sobie poradzić.

Wiedziałem, że znów ją znajdę, a wtedy być może uda mi się zapewnić jej bezpieczeństwo – aby mogła wrócić i stawić czoła oskarżycielom.3 Casey

Wiedziałam, że ten moment w końcu nadejdzie, dlatego przez ostatnie kilka tygodni woziłam w bagażniku torbę z rzeczami, których mogłam potrzebować, gdybym musiała szybko się ulotnić. Miałam farby do włosów w trzech kolorach – czarnym, rudym i platynowym blondzie. Do tego zadbałam o nożyczki, kilka czapek z daszkiem, pieniądze i trochę ubrań. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli po mnie przyjdą, nie będzie czasu, by wrócić do domu. Będę zmuszona po prostu odjechać z tym, co mam.

Dzięki Bogu, dostałam ostrzeżenie, że byli blisko. Potem już nigdy nie pojawiłam się w moim mieszkaniu.

W motelowej łazience brakowało kilku płytek nad wanną, a przez dziurę wystawała spleśniała płyta gipsowo-kartonowa. Wykładzina na podłodze odchodziła wokół podstawy sedesu, zdradzając, że jeszcze więcej pleśni kryło się pod nią.

Stanęłam przed lustrem, próbując zdecydować, kim zostanę tym razem. Blond to mój naturalny kolor. Przez kilka ostatnich tygodni byłam szatynką.

Najpierw zrobiłam sobie grzywkę. Resztę mogłam wymyślić później. Przed wyjazdem do Shady Grove obcięłam włosy do dolnej szczęki, jednak byłam pewna, że zdążyli już zdobyć moje zdjęcia z brązowymi włosami. Mogłam je ściąć krócej, ale to byłoby zbyt przewidywalne, poza tym wiedziałam, że po tym kroku nie ma już odwrotu. Zostawiłam grzywkę na takiej długości, że sięgała mi do oczu, do czego początkowo trudno było mi się przyzwyczaić. Moje oczy niełatwo było ukryć – zwracały uwagę przede wszystkim dlatego, że miały kształt migdałów i były większe niż przeciętne. W Shady Grove się nie malowałam, bo na zdjęciach, które rozsyłała policja, miałam kreski zrobione eyelinerem. Tym razem nie wiedziałam, co zrobić. Zmiana musiała być widoczna – nie mogłam po prostu wyglądać jak ja sama w wersji numer jeden lub dwa. Chociaż nie pozwoliłam nikomu w Shady Grove zrobić sobie zdjęcia, policja mogła przecież zdobyć kadry z nagrań monitoringu z miejsc, w których byłam. Pocieszałam się jednak tym, że być może nie mieli wystarczająco dokładnego zdjęcia przedstawiającego mnie z ciemnymi włosami. Pewnie dalej używali tego, na którym jestem blondynką.

Pofarbowałam włosy na czarno, a potem je spłukałam. Nie podobało mi się to, jak wyglądałam w tak ciemnych włosach z cerą blondynki, ale było, jak było. Po wysuszeniu mogłam przypominać zupełnie inną osobę. Gdybym pomalowała oczy ciemnym cieniem, w stylu smoky eye, i zaokrągliła je eyelinerem, żeby nie miały tak migdałowego kształtu, mogłabym diametralnie zmienić wygląd. Jeśli udałoby mi się pozbyć opuchlizny z brody i zakryć siniaki makijażem, w ogóle nie przyciągałabym uwagi.

Spłukałam resztki włosów, a potem wysuszyłam głowę i podcięłam jeszcze trochę.

Do oczu napłynęły mi łzy, gdy pracowałam nad fryzurą, trochę cieniując włosy z tyłu i tapirując je niedbale u nasady. Nie wiedziałam, dlaczego chciało mi się płakać nad włosami, które straciłam, skoro musiałam znieść utratę czegoś znacznie ważniejszego – dotychczasowego życia – ale chyba po prostu nie mogłam się powstrzymać.

Kiedy zrobiłam już ze swoim wyglądem wszystko, co mogłam, nastawiłam budzik obok łóżka na dwie godziny później. Musiałam pozbyć się samochodu przed świtem. Osuszyłam łzy i szybko zapadłam w głęboki sen.

Przyśnił mi się mężczyzna kopiący mnie i raz po raz robiący zamach w moją stronę... okropny ból... potem jego postura zmieniła się w ciało Brenta... następnie mojego taty...

Na dźwięk budzika zerwałam się przerażona. Gdzie ja byłam? Drżałam, a skórę miałam błyszczącą od potu, ale przypomniałam sobie, że jestem w motelu. Zmusiłam się, żeby wstać, umyłam zęby, znów wzięłam prysznic i jeszcze trochę zmierzwiłam włosy. Pościeliłam łóżko, by zostawić je takim, jakie je zastałam, i po cichu wymknęłam się do samochodu. Odjechałam niezauważona przez nikogo, a przynajmniej taką miałam nadzieję.

Koło piątej rano znalazłam otwarty sklep przy drodze. Nasunąwszy grzywkę na oczy, weszłam do środka i kupiłam chipsy, coś do picia oraz telefon na kartę w plastikowym pojemniku razem z doładowaniem. Szybko go aktywowałam. Był nawet naładowany.

Kiedy zaczął działać, włączyłam GPS, żeby znaleźć najbliższy dworzec autobusowy – był oddalony stamtąd trzydzieści parę kilometrów. Pojechałam zgodnie ze wskazówkami i odnalazłam go z łatwością w momencie, gdy słońce wychylało się znad horyzontu.

Czy powinnam zostawić auto tutaj, na parkingu, co byłoby oczywistym dowodem na to, że w dalszą drogę udałam się autobusem, czy zaparkować je gdzie indziej? Objechawszy okolicę dookoła, znalazłam piętrowy parking banku. Zapłacić trzeba było dopiero przy wyjeździe, a nie miałam zamiaru tego robić. Zostawiłam tam samochód – z nadzieją, że minie sporo czasu, zanim ktoś go zauważy. Potem wróciłam pieszo na dworzec, wkładając na głowę białą czapkę z daszkiem i zsuwając grzywkę niemal na oczy.

Słońce już wzeszło, gdy sprawdzałam na rozkładzie najbliższe odjazdy. Musiałam ponownie zahaczyć o Durant w Oklahomie, bo to jedyne miejsce, o którym wiedziałam, że mogę w nim dostać nowe prawo jazdy i kolejne fałszywe nazwisko. Możliwe, że udałoby mi się także zdobyć je gdzieś tutaj, ale im mniej osób było w to zamieszanych, tym lepiej. Poza tym bałam się ludzi, których musiałabym spotkać, żeby dostać się do przestępczego podziemia w takim miejscu. Chociaż facet z Pedro’s Place w Durant łamał prawo, wydawał się mieć w sobie odrobinę przyzwoitości. Nie bałam się go.

Wyglądało na to, że znów mogę wsiąść do autobusu do Dallas, a potem przesiąść się do tego przejeżdżającego przez Durant. Zawahałam się przez chwilę przed zakupem biletu. Czy Dylan odkrył, że wcześniej stamtąd wzięłam prawo jazdy? Może dojdzie do wniosku, że znowu się tam skieruję? A może Keegan tak pomyśli?

Nie, to raczej nie było możliwe. Wiedzieli, że pojechałam do Durant, ale wątpliwe, że znali szczegóły tego, co tam robiłam.

Pomyślałam o tym, jak wyglądam. Nie podobały mi się czarne włosy, ale przecież nie miałam pięćdziesięciu kolorów do wyboru. Szybko sprawdziłam w Google sklepy z perukami i znalazłam kilka w okolicy. Wyświetliłam trasę do najbliższego, ale wtedy dotarło do mnie, że nie mogę iść osobiście do żadnego z nich. To zbyt ryzykowne. Są ludzie, na przykład chorzy na raka, dla których zakup peruki wydawałby się zwyczajny, ale w moim przypadku było inaczej. To mogło wzbudzić podejrzenia.

Jeszcze raz przejrzałam propozycje i znalazłam sklep internetowy z siedzibą w Nowym Jorku. Peruki syntetyczne bardzo dobrze wyglądały na zdjęciach, ale na żywo było widać, że włosy nie są prawdziwe. Nosząc taką perukę, przyciągałabym tylko uwagę. Musiałam zapłacić więcej za naturalną.

Przewinęłam stronę i znalazłam długie peruki z grzywką, blond i ciemną. Dodałam obie do koszyka, a potem wróciłam do listy. Udało mi się wyszukać jeszcze krótką, gładko przystrzyżoną w kolorze rudego blondu. Tę też dodałam. Za wszystko razem wyszło ponad tysiąc dolarów. Ale jak miałam za nie zapłacić? Nie miałam karty kredytowej – tylko gotówkę.

Zadzwoniłam do obsługi klienta i zapytałam, czy mogę przesłać pieniądze przekazem. Powiedzieli mi, że tak, więc złożyłam zamówienie, ale kiedy poprosili o adres, na jaki ma trafić przesyłka, znów się zawahałam. Jechałam do Durant, więc może tam powinni ją wysłać. Tylko nie wiedziałam, do którego motelu.

Przełączyłam rozmowę na głośnik i wpisałam w Google: „Pedro’s Place, Durant, Oklahoma”. Pojawiła się restauracja, w której kilka miesięcy temu dostałam fałszywe dokumenty. Podałam im ten adres. Dodałam jeszcze, że chcę, by wysłali zamówienie kurierem od razu, gdy tylko dotrą do nich pieniądze. Zapewniłam, że dołączę koszty wysyłki do przekazu.

Poszłam na pocztę, ani na moment nie zdejmując czapki, a po wejściu od razu pochyliłam głowę, by uniknąć monitoringu. Kupiłam formularz przekazu, po czym znalazłam oddział firmy kurierskiej i zapłaciłam, żeby pieniądze trafiły do sklepu następnego dnia.

To było takie skomplikowane... Musiałam wszystko planować, obmyślać przyszłe kroki, wyobrażać sobie, co mogłoby pójść nie tak. To powoli zaczynało mnie męczyć. Część mnie chciała, żeby mnie znaleźli, jeśli zamierzali.

Nie, to głupie. Musiałam się ukrywać. Nie mogłam pozwolić, by Keegan i jego dranie mnie znaleźli.

Na dworzec wróciłam taksówką. Autobus miał odjechać o dziewiątej, więc usiadłam w łazience w kabinie dla niepełnosprawnych i czekałam, aż nadejdzie pora odjazdu. Byłam tak zmęczona, że nie mogłam nawet płakać.

W końcu wsiadłam i wybrałam miejsce blisko końca, naprzeciw łazienki. Zajęłam siedzenie od strony przejścia, licząc, że nikt nie będzie chciał usiąść obok mnie. Podłączyłam słuchawki do mojego nowego telefonu, ale wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma na nim żadnej muzyki. Podczas gdy pasażerowie zajmowali miejsca, pobrałam Pandorę , założyłam bezpłatny profil pod fałszywym nazwiskiem i znalazłam stację, którą lubiłam. Żałowałam, że nie mogę przenieść ulubionych utworów z mojego poprzedniego konta. Jaki był sens tych wszystkich polubień, skoro nie miałam możliwości z nich korzystać? Chyba było mi przeznaczone słuchanie muzyki, którą wybrał dla mnie ktoś inny.

Dźwięki ukołysały mnie do snu, jeszcze zanim autobus odjechał ze stanowiska. Zasnęłam na kilka godzin, a kiedy się obudziłam, moja dusza kuliła się na myśl o tym, co się wydarzyło. Ostatnich dwudziestu czterech godzin – ani tym bardziej ostatnich tygodni – nic nie było w stanie wymazać z mojej pamięci.4 Dylan

– Nie rozumiem, jak można uznawać tę dziewczynę za bohaterkę. – Słowa Jima Pace’a były pełne głębokiego żalu. – Przecież ona jest bezwzględnym mordercą, a oni robią wokół niej taką sensację... To wszystko brzmi, jakby to ona uratowała tę porwaną nastolatkę.

Właśnie obejrzeliśmy materiał z Fox News o wydarzeniach w Shady Grove. Jim cofnął nagranie i włączył jeszcze raz. Naprzeciwko niego i Elise przy kwadratowym stole konferencyjnym siedzieli Keegan i Rollins, a komendant, naczelnik i ja zajmowaliśmy miejsca na końcu, na wprost telewizora.

– Ta dziewczyna włamała się do tego domu – powiedział Keegan. – I to nie raz, ale dwa razy. Jest złodziejką, a nie wybawcą.

Milczałem twardo, wpatrując się w swoje ręce. Jeśli teraz stanąłbym w jej obronie, wszystko by było skończone. Odsunęliby mnie od sprawy i nie miałbym możliwości, żeby chronić Casey.

– Dylan, ty tam byłeś – zwróciła się do mnie Elise z zapłakanymi oczami. – Nie możesz uświadomić media, jakim ta dziewczyna jest okropnym człowiekiem? Nie możesz im wytłumaczyć, co zrobiła naszemu chłopcu?

Wziąłem długi, drżący oddech.

– Nie wiem, czy to, że poszedłbym do telewizji, pomogłoby nam ją odnaleźć. Muszę trzymać się w cieniu. Jeśli ludzie zaczną mnie rozpoznawać, mogę ją spłoszyć, gdy znajdę się w pobliżu.

– Kim ona jest, szpiegiem? – zapytał Jim. – Jak może tak długo unikać policji? Jakby była szkolona w CIA albo czymś podobnym. Nie rozumiem tego. Żyła tutaj, między nami. Chodziła codziennie do pracy, rozmawiała z ludźmi.

– Jej ojciec był policjantem – zauważyłem. – Mogła nauczyć się od niego kilku rzeczy.

– Jim, w tamtym rejonie media nie pokazywały materiału o zabójstwie – powiedział komendant Gates. – Ale uwierz mi, teraz, kiedy ta sprawa jest głośna w całym kraju, rozpoznają ją wszędzie, gdzie pójdzie. Ktoś ją zgłosi.

– Nie jestem pewny – odparłem. – Ona zmieni wygląd. Pewnie już to zrobiła.

– Ale łatwo ją poznać po tych oczach – wtrąciła Elise. – Dlatego to wiadomość tygodnia. Z racji jej wyglądu.

Znów spojrzałem na swoje ręce.

Komendant wyglądał, jakby nie spał od kilku dni. Potarł swoje oczy.

– Jim, Elise, wiem, że to duży zawód, że byliśmy tak blisko, a mimo to ona uciekła, ale zapewniam was, że ją znajdziemy.

– To on pozwolił jej uciec. – Keegan wskazał na mnie kciukiem. – Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie potrzeba nam detektywa, żeby ją odszukał. Ja i Sy się tym zajmiemy. Jeśli chcecie opłacić koszty jego podróży, to zamiast tego opłaćcie je nam, a my sprowadzimy ją z powrotem.

Naczelnik Swayze, który do tej pory nie bywał na spotkaniach, zabrał głos:

– Możemy ich wypuścić na kilka dni, komendancie. Dajmy im pracować.

Wstrzymałem oddech, czekając na zwolnienie.

Ale komendant się zdenerwował.

– Nie. Nie mamy wystarczająco ludzi ani środków. Za to jest dużo spraw na miejscu. Nie mogę pozwolić, by dwóch oficerów z Wydziału Zabójstw wypadło z obiegu.

Jim odchrząknął i spojrzał na mnie. Trochę się spiąłem.

– Tak naprawdę to Dylan ją znalazł – powiedział. – Nikt więcej.

– Znajdę ją znowu – podchwyciłem. – I obiecuję, że wywalczę sprawiedliwość dla Brenta.

Keegan nie zamierzał się poddawać.

– Słuchajcie, z całym szacunkiem, ale ten gość ma problemy. Przykro mi to mówić, Dylan, ale myślę, że odezwały się twoje zaburzenia.

– Moje zaburzenia są pod kontrolą – rzuciłem. Chciałem, żeby to była prawda.

– Racja. I właśnie dlatego zwolnili cię ze służby.

To było jak cios nożem.

– Honorowo – wyjaśniłem, choć byłem pewny, że wszyscy o tym wiedzą.

Keegan spróbował z innej strony.

– Chyba rozumiecie, że zadała mu sześć ciosów, z których każdy mógł być śmiertelny? Musiała to zaplanować, przygotować się. Nawet jedna z tych ran mogła...

– Dosyć – przerwałem mu. Elise zbladła i wiedziałem, że każdy obraz, jaki malował tymi słowami w jej głowie, był dla niej jak śmiertelna rana.

– Komisarzu, nie musisz nam przypominać, co zrobiła ta dziewczyna – powiedział Jim.

– Przepraszam – zreflektował się Keegan. – Chcę tylko podkreślić, jak pilna to sprawa. Z tego, co wiemy, Casey Cox współpracowała z porywaczem z Shady Grove. Musiała mieć jakąś pomoc, bo inaczej nie mogłaby się tak dobrze ukrywać. Robią z niej jakąś bohaterkę, ale chyba nie powiecie mi, że po prostu natknęła się na dziewczynę, która była przetrzymywana od dwóch lat? Lipnie to brzmi. Coś tu się nie klei.

– Nie mamy żadnych dowodów, że go znała – odparłem pospiesznie. – Policjanci z Shady Grove potwierdzili wersję porwanej nastolatki. Kiedy Casey została zatrzymana za pierwsze włamanie, opowiedziała, jak się dowiedziała o tym, że dziewczyna była u niego. Ale nie wzięli tego na poważnie. Pamiętajcie, ja tam byłem. Casey się włamała, żeby uwolnić porwaną. Próbowała ją stamtąd wyciągnąć przez kilka dni.

– Bronisz jej? – zapytał naczelnik Swayze oskarżycielsko.

– Oczywiście, że nie, ale nie da się zmienić faktów tylko dlatego, że nam nie odpowiadają. Cox potrafi kalkulować, zgadzam się, jednak nie pasuje do profilu psychopaty. Zaryzykowała ujawnienie się, by uratować tę dziewczynę.

Wszyscy naraz zaczęli protestować, ale udało mi się ich przekrzyczeć:

– Ważne, żebyśmy zaczęli tworzyć jej profil z otwartym umysłem! Tego się nauczyłem. Jest tym, kim jest.

Keegan wtrącił się, zanim udało się to komuś innemu:

– On ma rację.

Spojrzałem na niego zdumiony.

– Ona prawdopodobnie nie jest psychopatką. Być może ma jakieś głębokie, obsesyjne poczucie sprawiedliwości. Może myślała, że Brent robi coś złego, więc w swojej obsesji po prostu naprawiała to, co złe.

Zebrani zaczęli to przyswajać. Umilkłem, podejrzewając, że to nie koniec.

– Jej matka ma zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, poza skalą. To prawdopodobnie krąży po rodzinie.

– Powiązanie zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych z genami nie zostało udowodnione naukowo – wtrąciłem się, bo już wcześniej to sprawdziłem. – Badacze spierają się co do tego. A jej rodzina i znajomi nie widzieli u niej żadnych objawów choroby psychicznej.

– Słyszał pan? – Sy odezwał się po raz pierwszy, odwracając się do komendanta. – Brzmi jak jej adwokat. Po czyjej jesteś stronie, Dylan?

– Nie jak adwokat – zaprotestowałem, kręcąc głową. – Staram się brzmieć jak śledczy, który pomaga wam pracować nad sprawą tak, abyście mogli ją przekazać do prokuratora. Chcecie mieć twarde dowody czy nie?

– Nikt cię nie zatrudnił do tego, żebyś pomagał nam zbierać materiał – odpowiedział Keegan. – Zostałeś wynajęty, aby sprowadzić ją z powrotem. To wszystko.

Poczułem, jak żyły na skroni zaczynają mi pulsować.

– Nie jestem łowcą nagród. Jestem gliną.

– Żadnym z nich nie jesteś. – Keegan podniósł głos.

– Cisza! – krzyknął komendant Gates, a wtedy wszyscy skierowali wzrok na niego. – Dylan jak najbardziej spełnia swoje zadanie, zbierając dowody w trakcie poszukiwań, i szczerze, panowie, mam nadzieję, że teraz już jesteście bardziej doinformowani niż po was widać. Zejdźcie z niego. Dylan był bliżej niej niż wy. Jim, zgadzam się, że powinniśmy mu pozwolić dalej pracować nad sprawą, i jestem wdzięczny, że przekazujecie środki na ten cel.

Jim utkwił we mnie swoje zmęczone oczy.

– Dylan, ufam ci – powiedział. – Chcę, żebyś został przy sprawie.

– Dziękuję – odparłem. – Nie zawiodę was.

Keegan oparł się na krześle.

– Już to zrobiłeś.

– Wystarczy – warknął komendant. – Postanowione. Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebował, Dylan. Bądź w kontakcie z Keeganem i Rollinsem, przekazuj każdy dowód, na który trafisz, a jeśli sprawa będzie wymagała czegoś więcej, to wiesz, gdzie mnie szukać. Ta kwestia jest dla nas priorytetowa i zrobimy na jej rzecz wszystko, co się będzie dało. To do roboty.

Wszyscy wstali i zaczęli się żegnać. Jim poprosił mnie, żebym poczekał chwilę, bo chce mi zapłacić i przekazać więcej pieniędzy na następne wyjazdy. Czekałem przed drzwiami gabinetu, gdy on rozmawiał jeszcze na osobności z komendantem. Kiedy wyszedł, wręczył mi czek.

– Cieszę się, że będziesz dalej nad tym pracował, Dylan – powiedział. – Tobie mogę wyznać, że Keegan doprowadza mnie do szału. Rollins może i jest porządny, choć za wiele się nie odzywa. Czasem mi się wydaje, że czuję od niego alkohol. Ale ten Keegan... Ciężko się z nim pracuje?

– To trudny człowiek – odparłem wymijająco. – Ale mogę pracować z kimkolwiek. Będzie dobrze. Wydaje mi się, że dla niego to osobista sprawa, żeby ją znaleźć.

Najwyraźniej pomyślał, że mam na myśli ego policjanta. Gdyby tylko wiedział, o co tu tak naprawdę chodziło.

– Chcę, abyś miał wszystko, czego potrzeba – odezwał się ponownie. – Wyczarteruję ci samolot, jeżeli znowu może się przydać. Zadzwoń, jeśli będziesz go potrzebował. A jak tylko ją znajdziesz, to od razu leć tam, gdzie jest.

Zapewniłem go, że tak zrobię. Wychodząc, kolejny raz zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem powiedzieć Jimowi całej prawdy. Uwierzyłby mi? Nie, oczywiście, że nie. Na razie nie miałem niczego, co byłoby w stanie przekonać jego i Elise, że dziewczyna, której DNA znajdowało się na miejscu zabójstwa ich syna, w rzeczywistości go nie zabiła. Dlaczego mieliby jej współczuć? Nie można też rzucać oskarżeń w stronę policjantów, jeżeli nie ma się wystarczających dowodów na ich poparcie. A nie mogłem zdobyć dowodów, jeśli cokolwiek byłoby inaczej niż teraz.

Zbliżając się do auta, zobaczyłem odjeżdżającego Keegana. Przez okno swojego samochodu rzucił mi takie spojrzenie, że aż przeszedł mnie dreszcz. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i udałem, że go nie zauważyłem.5 Dylan

Spojrzenie, które rzucił mi Keegan, gdy odjeżdżał spod domu Jima Pace’a, sprawiło, że poczułem się znacznie gorzej. To był niebezpieczny człowiek. Jeśli wyczułby, że nie jestem po jego stronie i nie kupiłem jego historii, zginąłbym tak samo jak Brent.

Kiedy przejechałem już kilka kilometrów, zatrzymałem się w Burger Kingu, a do środka zabrałem ze sobą laptopa. Zalogowałem się do ich sieci Wi-Fi i skopiowałem zebrane pliki o Brencie na pendrive’a przesłanego mi przez Casey parę tygodni wcześniej. Tego samego, na którym były informacje zebrane przez Brenta. Potem skasowałem wszystko ze swojej skrzynki mailowej i z twardego dysku.

Skopiowałem pliki na następnego pendrive’a, a potem pojechałem do mojego banku, wynająłem skrytkę i zostawiłem tam tego pierwszego. Zabrałem ze sobą klucz, próbując zadecydować, komu go dać. Kto był najbardziej zaufany?

Moja psycholog? Mogłem jej powiedzieć, że jeśli skończę martwy, to chciałbym, aby przekazała dowody FBI albo policji stanowej. Tylko że to brzmiało jak jakaś paranoja, jak u bohatera Teorii spisku , którego grał Mel Gibson. Nie chciałem, by stwierdziła, że moje PTSD osiągnęło całkiem nowy poziom.

Mogłem dać klucz siostrze Casey, ale czułem, że Hannah miała już dowody. Wiedziałem, że to ona przesłała Casey paczkę. Prawdopodobnie był w niej ten pendrive.

Inną opcją byli państwo Pace, jednak nie miałem pewności, czy zdołaliby powstrzymać się przed sprawdzeniem, co jest w środku.

Nie było nikogo, komu mógłbym wystarczająco zaufać.

Ta myśl znów mnie załamała, ale wziąłem się w garść. Nie mogłem do tego wracać. Musiałem działać. W końcu wymyślę, co zrobić z kluczem. Nie mogłem pozwolić, żeby teraz mnie to zatrzymało.

Z pomocą komendy czy bez – Keegan i Rollins dalej jej szukali. Mieli swoje własne środki, i to był pewien problem.

W którymś momencie musiałem znów napisać do Casey, abyśmy mogli porównać zdobyte informacje. Jeśli uda mi się wzbudzić jej zaufanie, może powie mi, gdzie jest.

Ta, prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie. Wiedziałem, że to czyste fantazje.

Kiedy wróciłem do mieszkania, zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i jęknąłem. Moja mama. Pomyślałem, żeby to zignorować, ale przed czwartym dzwonkiem wcisnąłem „Odbierz”.

– Cześć, mamo. – Wiedziałem, że mój głos brzmi beznamiętnie.

– Nie dzwonisz do mnie od tygodni. Chciałam sprawdzić, czy żyjesz.

– Tak, mamo, żyję.

– Sądziłam, że będziemy w kontakcie częściej, skoro tak długo cię nie było. Chyba nie jesteś aż tak zajęty.

– Właściwie to jestem – odpowiedziałem. – Pracuję.

– Pracujesz? A kto cię zatrudnił?

Nie chciałem się w to zagłębiać.

– Wynajęli mnie, żebym pomógł policji przy jednej sprawie. Byłem długo poza miastem.

– Wiedzą o twoich problemach?

Nie znosiłem tego, jak wymawiała to słowo – tak, jakby był przy nim cudzysłów.

– Tak, mamo. A jak ty się miewasz?

– Dobrze. Jestem ciekawa, jak to jest, że mogłeś wyjechać z miasta, a nie miałeś czasu, by przyjechać do mnie.

Zdenerwowałem się.

– Wyrzuciłaś mnie za drzwi.

– Nie wyrzuciłam cię. To była tylko kłótnia – mówiła niewyraźnie. – Nie miałam na myśli tego, żebyś nigdy więcej nie wracał.

Wydałem z siebie cichy, gorzki śmiech.

– I tak już przyszedł czas, żebym się wyprowadził.

Przychodził mi do głowy tylko jeden powód, dla którego zadzwoniła. Dała mi jasno do zrozumienia, że niespecjalnie jej zależy na tym, by mnie widywać, a kiedy już się spotykaliśmy, nie dawało jej spokoju to, że nie byłem taki, jak tego oczekiwała.

– Potrzebujesz pieniędzy, mamo? Dlatego dzwonisz?

– Nie – odburknęła. – Tak naprawdę chciałam wiedzieć, czy słyszałeś o tym, co się stało z Brentem Pacem. Że go zamordowali?

Nie miałem ochoty rozmawiać z nią o moim przyjacielu chyba jeszcze bardziej niż o mnie.

– Oczywiście, że słyszałem. To było kilka miesięcy temu.

– Ludzie tyle o nim mówili, a to się zdarza. Brent musiał być zamieszany w jakieś ciemne interesy.

– Nie był.

– Nie wiesz o tym. Przez te wszystkie lata pouczali mnie, że coś takiego może zdarzyć się tylko mojemu dziecku, bo jestem taką okropną matką. A im to nie.

Gorąco uderzyło mi do twarzy.

– Dobrze im tak, nie?

– Tego nie powiedziałam, ale skoro ty tak... – Zawiesiła głos, jakby bardzo dobrze wiedziała, że to żałosne mówić coś takiego. Miałem nadzieję, że ma chociaż na tyle sumienia.

– A twój wujek przyjeżdża do mnie z rodziną w przyszły weekend. Powiadomiłam go, że będziesz tutaj, jeśli uda ci się zwlec z łóżka.

Oblizałem wargi, zastanawiając się, dlaczego tak zaschło mi w ustach.

– Raczej nie dam rady. Zaraz znów wyjeżdżam z miasta.

– Co on sobie pomyśli, jak cię tu nie będzie?

Kwas żołądkowy zaczął mi wypalać dziurę w kiszkach.

– Że miałem załamanie i zabrali mnie gdzieś w kaftanie bezpieczeństwa?

– On tak nie twierdzi.

– Ostatnim razem, kiedy z nim rozmawiałem, powiedział mi, żebym wziął się w garść. Że to wstyd dla rodziny i że czas dorosnąć.

– Po prostu ma duże wymagania.

Młodszy brat mojej mamy nie przesłużył dla tego kraju nawet jednego dnia, ale miał mnóstwo do powiedzenia na temat tych, którzy to zrobili.

– Też mam duże wymagania, mamo. – Odchrząknąłem. – Przepraszam, ale nie powinnaś była im mówić, że przyjadę, zanim mnie o to nie zapytałaś. Nie mogę przyjechać.

Nie wspomniałem o tym, że psycholog zaleciła, żebym przez pewien czas utrzymywał między nami dystans. Ludzie, którzy nie rozumieli PTSD – lub brakowało im zwyczajnej ludzkiej wrażliwości – mogli niekorzystnie wpływać na moje postępy. Nie powinienem dawać im ku temu okazji.

Miałem wystarczająco grubą skórę, by tolerować ignorancję większości ludzi, ale o wiele trudniej przychodziło zaakceptować takie podejście u własnej rodziny, która powinna służyć wsparciem.

– Co ja powiem twojemu ojcu?

– Powiedz mu, że wstałem z łóżka.

– Przegrał całą rentę na automatach. Nie wiem, jak zapłacimy za światło.

O to chodziło. Wiedziałem.

– Ile?

– Tysiąc pięćset.

– Podaj mi numer konta. Zadzwonię do Southwestern i zapłacę rachunek.

– Nie pamiętam go. Po prostu wyślij do nas. Zapłacę.

Wiedziałem swoje. Moi rodzice byli alkoholikami. Tata cierpiał na marskość wątroby – i to w tak zaawansowanym stadium, że wymiotował krwią. Przepijali całą rentę, zanim przychodził termin płatności rachunków. Mogłem powiedzieć, że nie dam im pieniędzy, ale wtedy znów byłaby zła, a ja przez kilka następnych dni myślałbym tylko o tym zamiast o Casey. W końcu się zgodziłem, żeby móc się rozłączyć.

Czasem rodzina była jak prawdziwe pole minowe.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij