Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Zapach grzechu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 marca 2020
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Zapach grzechu - ebook

Ana jest szczęśliwą żoną i matką. Gdy pewnego dnia budzi się w obcym domu i okazuje się, że ukochany mąż ją sprzedał, przeżywa ogromny szok. Teraz ma żyć z Miguelem, groźnym gangsterem, który od pierwszej chwili nie ukrywa, jak bardzo jej pragnie… Choć początkowo Ana planuje ucieczkę, wkrótce wychodzi na jaw, że nic nie jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, i być może to właśnie Miguelowi powinna zaufać.

Wielka namiętność, tajemnice z przeszłości i gangsterskie porachunki. „Zapach grzechu” to odważna i pasjonująca powieść, która żadnej czytelniczki nie pozostawi obojętną.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66332-20-1
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Wczoraj były moje dwudzieste piąte urodziny. Mój mąż, James, zabrał mnie na romantyczną kolację do restauracji Golden Rose i podarował mi piękne złote kolczyki. Spędziłam cudowny wieczór z ukochanym, a noc była wyjątkowo namiętna. Rano budzę się w cudownym nastroju. Promienie słońca wpadające przez okno rozświetlają całą sypialnię. Podnoszę się na łokciach i zauważam kartkę na szafce nocnej. Biorę ją do ręki i czytam:

„Kochanie, mam nadzieję, że dobrze spałaś. Musiałem pilnie jechać do firmy. Natán jest z Rosie. Kocham cię. James”

Mój mąż stanowczo za dużo pracuje. Wiem, że w jego firmie jest jakieś zamieszanie. Nie mówi mi wszystkiego, by mnie nie martwić, ale spędza tam całe dnie. Zapewnia mnie, że wkrótce wszystko się ustabilizuje, gdy tylko podpiszą nowy kontrakt. Może wtedy gdzieś się wybierzemy? Odpoczniemy w końcu i nacieszymy się sobą. Wstaję z łóżka i przeglądam się w lustrze. Moje długie, brązowe włosy zdecydowanie potrzebują ręki fryzjera. Narzucam szlafrok i schodzę na dół. Już na schodach słyszę śmiech naszego synka.

– Dzień dobry, pani Ano. – Rosie odwraca się w moją stronę. – Przepraszam, że panią obudziliśmy.

– Wystarczająco długo spałam.

Podchodzę do synka i go całuję.

– Czy mój mąż wyszedł dawno? – pytam dziewczynę.

– Godzinę temu – odpowiada, wrzucając zabawki Natána do pojemnika. – Pani Ano, a czy mogłabym dziś wyjść trochę wcześniej? Moja siostra przyjeżdża i...

– Żaden problem – przerywam jej. – Właściwie to daj mi chwilę, wezmę prysznic i jesteś wolna. – Uśmiecham się do niej.

– Dziękuję. – Rosie odwzajemnia uśmiech.

Idę na górę i wchodzę do łazienki. Rozbieram się, upinam włosy, by ich nie zamoczyć, odkręcam wodę i wchodzę pod prysznic. Po chwili w powietrzu unosi się migdałowy zapach mojego żelu pod prysznic. Uwielbiam ten aromat. Moja mama zawsze tak pachniała. Nie ta biologiczna, ale ta, która mnie wychowywała. Biologicznej matki nie pamiętam. Zostawiła mnie i tatę, gdy nie miałam jeszcze roku. Nigdy nie rozmawiałam o niej z ojcem. On nie chciał mówić, a ja nie pytałam, bo wiedziałam, że to część jego życia, której nie chce wspominać. Gdy miałam cztery lata, ojciec związał się z Theresą. Stała się dla mnie prawdziwą mamą. Kochała mnie, zajmowała się mną, mówiła, że jestem jej córeczką. Niestety sześć lat później jakiś idiota potrącił ją śmiertelnie samochodem, a ojciec już nie związał się z żadną kobietą. Zmarł na raka, gdy skończyłam osiemnaście lat. Mimo tego, że tak krótko miałam rodziców, to dostałam od nich mnóstwo ciepła i miłości. Mój ojciec był wojskowym, uczył mnie samoobrony i sztuk walki. Lubiłam te lekcje. Dzięki nim czułam się silna i bezpieczna. Jamesa poznałam kilka tygodni po pogrzebie ojca. Chciałam zacząć wszystko od nowa, zostałam sama i potrzebowałam zmiany. Miałam wtedy praktyki w agencji nieruchomości, a James właśnie szukał posiadłości. Od razu wpadliśmy sobie w oko. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany ciemny blondyn o piwnych oczach zdecydowanie zwrócił moją uwagę. James zaprosił mnie na lunch, następnego dnia na kolację i tak zaczęliśmy się spotykać. Szybko się w sobie zakochaliśmy, wzięliśmy ślub i przeprowadziliśmy się do Phoenix. Jedyne, czego brakowało nam do szczęścia, to dziecko. James był sceptycznie nastawiony. Mówił, że nie nadaje się na ojca, nie potrafi nim być, boi się, że zrobi dziecku krzywdę, bo nie będzie umiał trzymać takiego maleństwa, ale wiem, że gdy urodził się Natán, jego obawy minęły. James jest wspaniałym mężem i ojcem. Może z czasem powiększymy rodzinę? Ja nie mam siostry ani brata, James też jest jedynakiem. Może dlatego marzę o dużej rodzinie? Chcę, by Natán miał rodzeństwo.

Wycieram ciało bawełnianym ręcznikiem. Spoglądając w lustrzane odbicie moich orzechowych oczu, stwierdzam, że makijaż może poczekać. Orzechowe. James mi zawsze powtarza, że uwielbia orzechowy odcień moich oczu. Mój James... Zakładam białą bieliznę, zielone, materiałowe spodnie i kwiecistą bluzkę. Wychodzę z łazienki i idę do synka. Rosie chwilę później jedzie do domu. To miła dziewczyna, a Nat lubi jej towarzystwo. Godzinę później kładę małego spać. Natán szybko zasypia, a ja idę do naszej sypialni poczytać. Lubię literaturę kobiecą i książki kryminalne. Właśnie czytam „Nie ufaj nikomu” autorstwa Kathryn Croft, kiedy słyszę podniesiony głos mojego męża. Natán dopiero usnął, ten hałas go obudzi. Odkładam książkę i schodzę na dół. Mój ukochany blondyn jest z jakimś mężczyzną.

– James, mały śpi – upominam go.

Gość mojego męża podnosi na mnie wzrok. Wygląda jak jakiś groźny gangster. Na szyi ma tatuaż, który wyłania się spod białego kołnierzyka jego koszuli. Skąd James go zna i kim on jest? Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, przechodzi mnie dziwny dreszcz. Tak jakbym się go bała. Wzbudza we mnie nieokreślony niepokój. Uważnie mi się przygląda, nie odrywając ani na chwilę wzroku, bada każdy centymetr mojego ciała.

– Ano proszę, idź na górę – mówi James zdenerwowanym głosem.

– Ana... – powtarza mężczyzna.

Jego głos utwierdza mnie w tym, że trzeba się go bać. Niski, ochrypły, z taką tajemniczą barwą. Stoję jak zahipnotyzowana. Kiedy James to zauważa, wyprowadza mężczyznę z domu, wychodząc razem z nim. Kto to był? Jesteśmy spokojną rodziną, a ten człowiek wyglądał na gangstera. Przecież James nie ma takich znajomych.ROZDZIAŁ 1

Dwa miesiące później

ANA

Budzę się z okropnym bólem głowy i rąk. Powoli otwieram oczy, by zaraz je zmrużyć. W pomieszczeniu panuje półmrok, a w powietrzu unosi się zapach wilgoci. Nie wiem, gdzie jestem ani jak się tu znalazłam. Nawet nie mogę się ruszyć, bo moje dłonie są przywiązane do łóżka. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to to, że zostałam porwana. Tylko jak? Pamiętam tylko, jak jadłam śniadanie z Jamesem i Natánem. Boże, co ja tu robię? Nagle słyszę czyjeś kroki. Oddycham z ulgą, gdy drzwi się otwierają i widzę w nich Ryana, przyjaciela mojego męża.

– Ryan, dzięki Bogu, że mnie odnalazłeś. Ktoś mnie chyba porwał.

Ryan zamyka drzwi. Na jego twarzy maluje się cyniczny uśmiech.

– Ale z czego ty się śmiejesz? – warczę. – Rozwiąż mnie i idziemy stąd.

Nic nie mówiąc, podchodzi bliżej.

– Ryan, do cholery! Rusz się – nalegam nerwowo.

– Oj Ana, Ana. – Uśmiecha się szyderczo. – Ale ty jesteś głupia.

Co? O co mu chodzi?

– Ryan, kurwa, nie mam ochoty na żarty! – Irytuje mnie to już. – Wypuść mnie.

– Nie mogę. – Kręci głową.

– Ryan, przestań. Odwiązuj mnie. – Bezskutecznie próbuję się wyszarpać z więzów.

– Zamknij się, kurwa!

– Jeśli ty za tym stoisz, to obiecuję ci, że James cię ukatrupi.

– James? Serio? – prycha. – A myślisz, że dzięki komu tu jesteś?

– Gdzie jest mój syn?

– W bezpiecznym miejscu.

– Dobra, wystarczy tych żartów. Odwiąż mnie.

Ryan podchodzi bliżej i przystawia mi pistolet do skroni. Co to, kurwa, ma być? Teraz naprawdę zaczynam się bać.

– Myślisz, że to żarty, ty mała suko! – warczy.

– Ryan, przestań. – Czuję, jak łzy cisną mi się do oczu. – Gdzie jest James?

– A skąd ja mam, kurwa, wiedzieć?! Pewnie pieprzy tę swoją nową dziwkę – syczy z obłędem w oczach.

Że niby co? Przecież mój mąż mnie kocha, nie zdradziłby mnie.

– Widzę, że nadal nie rozumiesz. – Wodzi pistoletem wzdłuż mojego brzucha. – Otóż, twój mąż cię sprzedał.

– Co ty pieprzysz?

– Nic a nic nie znasz Jamesa. To nałogowy hazardzista. Przegrał wszystko. Dom, firmę, samochody, dziecko, nawet twoją śliczną buźkę – wymienia z szyderczym uśmiechem.

– Nie wierzę ci – mówię ze łzami w oczach.

– W dupie mam to, czy mi wierzysz! Już jutro trafisz do swojego nowego pana, Miguela Navarro, ale najpierw ja się z tobą zabawię – mówi i podciąga mi sukienkę.

– Przestań! – krzyczę, kopiąc.

– Jeszcze raz kopniesz, a twój syn znajdzie się w małej trumience – grozi mi.

– Nie zrobisz tego!

Przerażają mnie jego słowa. Zaczynam trząść się jak osika, aż brakuje mi tchu.

– A chcesz się przekonać? – pyta, pozbawiając mnie bielizny. – Pamiętaj, że tylko ja wiem, gdzie jest twój bachor.

– Ryan, nie – proszę go, zalewając się łzami.

W ogóle mnie nie słucha. Zdejmuje spodnie i bokserki. Boże, on naprawdę to zrobi. Ten skurwiel mnie zgwałci. Pospiesznie zakłada prezerwatywę.

– Zawsze miałem na ciebie ochotę. – Ślini się, mierząc mnie wzrokiem.

– Zostaw mnie!

Na nic moje krzyki, i tak wiem, co się stanie...

– Rozchyl nogi – nakazuje.

– Nie. – Kręcę głową.

– Rozchyl, kurwa, nogi! – krzyczy.

Nie zamierzam mu się oddać. Będzie musiał zrobić to siłą.

– Ty mała dziwko!

Siłą rozsuwa mi nogi, po czym ostro we mnie wchodzi. Tłumię krzyk, bo ten idiota jeszcze źle by to zinterpretował. Porusza się szybko i brutalnie. Zabiję cię, skurwielu. Przyrzekam, że cię zatłukę.

– Mogłabyś trochę współpracować – dyszy nade mną.

– Pieprz się!

– Wyszczekana jak zawsze, ale przy Navarro uważaj, bo on ma w dupie twoje życie.

Ten potwór wykonuje jeszcze kilka mocnych pchnięć i kończy w pełni usatysfakcjonowany.

– Tylko ani słowa Navarro, bo więcej nie zobaczysz syna.

Wal się, dupku! Boże! Muszę odzyskać synka. To nienormalni ludzie. To nie są nawet ludzie.

Ryan, zadowolony, podciąga spodnie. Ściska mnie w żołądku, aż chce mi się wymiotować.

– A to nagroda za dobry seks – śmieje się drwiąco.

Włącza laptopa, którego przyniósł ze sobą, i pokazuje mi film, na którym mój synek bawi się z jakąś kobietą.

– To jest w czasie rzeczywistym, żebyś nie miała wątpliwości.

Z oczu zaczynają mi płynąć łzy. Boże, mój synek. Mój mały Nat.

– Chcę się wykąpać – mówię, pociągając nosem.

– I co jeszcze?! – warczy.

Kulę się na łóżku, a on podchodzi i odwiązuje mi ręce.

– Jeśli wywiniesz jakiś numer, a ja jutro o szóstej nie pojawię się z tobą w domu Navarro, twój syn zginie – grozi mi, a mnie przeszywa nieprzyjemny dreszcz.

Zabiłabym skurwiela, ale tak nie ocalę Natána. Muszę go odnaleźć, muszę odzyskać syna.

– Wstawaj. – Ryan ciągnie mnie za rękę.

Wyprowadza mnie z piwnicy i prowadzi schodami na górę. Na piętrze w korytarzu stoją jeszcze dwaj mężczyźni.

– Co jest grane? – pyta jeden z nich.

– Pani chce się wykąpać – odpowiada drwiąco Ryan.

– Dzwonił gość od Navarro – mówi goryl. – Zmiana planów. Mamy ją dostarczyć dziś.

– Świetnie. Biegnij, rusałko, pod prysznic. – Ryan spogląda na mnie. – Nie możemy się spóźnić.

Wchodzę do łazienki, a on za mną.

– Żartujesz sobie? – Odwracam się do niego.

– Bierzesz ten prysznic czy nie? – Siada na taborecie.

Kurwa!

Odwracam się tyłem do niego i zdejmuję sukienkę, majtki oraz biustonosz. Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę. Po moich policzkach płyną łzy. Boże, niech to będzie tylko zły sen.... Jestem silna. Dam radę. Muszę dać. Dla Natána, dla mojego synka. Zawsze dawałam sobie radę. Ojciec nauczył mnie, by się nie poddawać, by walczyć.

Kiedy kończę, on podaje mi ręcznik.

– Tylko pamiętaj, bez numerów – przypomina, patrząc na moje nagie ciało.

Odzyskam cię, Nat, i zemszczę się na tych, którzy nas skrzywdzili.

MIGUEL

– Co znowu, kurwa?! Czy w tym pieprzonym domu nie można mieć pięciu pieprzonych minut spokoju?! – wrzeszczę, słysząc kolejne pukanie do drzwi mojego gabinetu.

– Przepraszam, szefie. – Sanchez wychyla się zza drzwi. – Niestety transport broni się opóźni.

Co on pieprzy?

– Niestety w twoim pieprzonym interesie jest to, by był na czas – mówię, o dziwo, spokojnie.

– Ale oni jutro nie dojadą.

– To wyślij po nich helikopter!

Jak mnie wkurwia takie pierdolenie! Właściwie po co mi taki Sanchez, skoro nigdy nie potrafi załatwić niczego na czas? Wyciągam broń, mojego ulubionego Glocka 34, i przystawiam mu do skroni.

– To będzie na jutro ten transport czy nie?

– Tak – odpowiada cicho drżącym głosem.

– Nie słyszałem.

– Tak, szefie.

– No. – Klepię go po twarzy. – Grzeczny chłopiec. A teraz mów, kiedy będzie moja panienka?

– Tak jak szef kazał, Blackstorm przywiezie ją o szóstej.

– No i to mi się podoba. A teraz wypierdalaj.

Kiedy wychodzę z gabinetu, dzwoni moja komórka. To Bruno, mój starszy brat.

– Jak ten transport? – pyta.

– Sanchez odpierdala jakieś wałki, ale na jutro będzie.

– Zająć się tym?

– Sam potrafię dopilnować własnego interesu! – warczę. – Najwyżej poleci parę głów.

– Stary, nie możesz wszystkich rozpierdalać, bo zabraknie ci ludzi.

– Jeszcze trochę jest ich na świecie.

– Dobra. Stary, słyszałem, że Patterson oddał ci żonę.

– Nie oddał, tylko sprzedał. Ten skurwiel był mi winien dwieście milionów. Niech się cieszy, że mu łba nie odstrzeliłem – śmieję się.

– Kurwa! To grubo, ale Rodriquez mówił, że też mu pożyczył kasę. No, ale droga ta jego żonka.

– Droga, droga...

– Ciekawe jak wygląda? – zastanawia się.

I tu cię, braciszku, zaskoczę.

– Przekonasz się.

– Mam nadzieję.

Możliwe nawet, że uznasz mnie za szaleńca.

– Dobra, widzimy się jutro. A, i pamiętaj, że w środę przyjeżdża Elaine.

Kurwa! Zapomniałam o przyjeździe naszej siostry. Znowu będą problemy. Zawsze jak przyjeżdża, jakiś kutas się musi do niej przyjebać. Dobra. Mam jeszcze trochę czasu, więc może siłka, potem prysznic i poczekam na moją niunię. Ana Patterson... Na samą myśl o niej mi, kurwa, staje. Widziałem ją raz i już wtedy wiedziałem, że kiedyś będzie moja. Potem potwierdziły się moje podejrzenia co do niej, jej korzeni, dlatego zrobiłem wszystko, by była moja. Jej głupi mąż sikał ze strachu, kiedy przyłożyłem mu lufę do tego pustego łba. Nawet nie chciał negocjować. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiego tchórza. „Duszyczko”, wracasz do domu...

ANA

Gdy zbliża się wyznaczona godzina, zaczynam czuć niepokój. Kim jest człowiek, któremu sprzedał mnie mój mąż? Mój żołądek boleśnie się skurcza, a serce bije jak szalone. Z ledwością łapię oddech. Mam duszności, jakbym chorowała na astmę.

– Co z tobą? – pyta mnie Ryan, widząc, jak próbuję głęboko odetchnąć.

– Nagle się tym przejmujesz? – rzucam szorstko, panując już nad oddechem.

– Oj, Ana, zawsze miałaś skłonności do dramatyzowania – prycha.

Co za bezczelny dupek!

– Ja dramatyzuję! – denerwuję się. – Miałam cię za przyjaciela, a ty mnie zgwałciłeś! – wyrzucam mu.

– Zawsze miałem na ciebie ochotę – kpi.

– Niedobrze mi, jak na ciebie patrzę – mówię z odrazą.

– Dobra, wychodzimy.

Chwyta mnie mocno za ramię i wyprowadza z domu. Na podjeździe stoi czarne auto. Nie zwracam uwagi na markę, rozglądam się dookoła, ale nie rozpoznaję miejsca, w którym jestem, bo otacza mnie las. Nie wiem nawet, czy nadal jesteśmy w Phoenix. Dom, z którego wychodzę, z zewnątrz wygląda na opuszczony. Gdzie ja jestem?

Ryan wpycha mnie do samochodu i zajmuje miejsce obok mnie. Odsuwam się od niego jak najdalej mogę. Czuję wstręt i obrzydzenie do tego człowieka. Przychodził do mojego domu, nie raz jedliśmy razem obiad czy kolację, a teraz okazuje się, że nie miałam pojęcia, kim on tak naprawdę jest.

Około szóstej docieramy na miejsce. Jesteśmy w zachodniej części Phoenix. Do posiadłości wiedzie około dwustumetrowa droga, przy której nie ma żadnych zabudowań. Trochę jak na odludziu. Przy wjeździe sprawdzają nas ochroniarze, zabierają Ryanowi broń, potem to samo znowu przy drzwiach. Co za pieprzona twierdza! Posiadłość jest wręcz ogromna, ze trzy razy większa od naszego domu, a mamy naprawdę spory dom. Mamy? Mieliśmy... Przekraczam próg domu Navarro. Czuję nieprzyjemny dreszcz. Wnętrze jest luksusowe, eleganckie, ale chłodne. Naprzeciwko drzwi wejściowych znajdują się podwójne schody prowadzące na piętro.

– Pan Navarro czeka w gabinecie – mówi jakiś goryl, gdy rozglądam się dookoła.

– Chodź. – Ryan ciągnie mnie za rękę.

Wchodzimy do gabinetu. Podchodzi do nas mężczyzna. Miguel Navarro. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany ciemny blondyn z kilkudniowym zarostem. Wygląda na około trzydzieści lat. Przyglądam mu się uważnie. Tatuaż! Ja go kiedyś widziałam. Robię krok do tyłu. Serce bije mi jak szalone, a oddech mam nierówny, przyspieszony.

– To ty. – Patrzę na niego. – Byłeś u mnie w domu.

Jestem pewna, że to właśnie on. To było jakieś dwa miesiące temu. Pamiętam to jego spojrzenie, ten tatuaż, a jego głos... W głowie szumi mi, gdy przypominam sobie ten jego niski, władczy głos. Aż mnie ściska w żołądku.

– Jaka bystra – odpowiada i popija whisky.

– Wypuść mnie.

Śmieje się drwiąco.

– Słuchaj, mała. – Podchodzi bliżej, omiatając wzrokiem moją sylwetkę. – Doskonale wiem, co potrafisz. Wiem, czego cię ojciec nauczył. Kickboxing, boks i co jeszcze?

– Aikido – odpowiadam, zakładając pasmo długich, brązowych włosów za ucho.

– No właśnie. To teraz wiedz, że ja nie jestem miłym facetem i na mnie to wrażenia nie robi, więc lepiej nie kombinuj tych swoich sztuczek, bo przywitasz się z moim przyjacielem. – Wyciąga broń. – To Glock 34 Gen 5 MOS. Często go używam. Niektórzy mówią nawet, że za często. – Rzuca spojrzenie na Ryana.

– To po co mnie kupiłeś?

– Żeby cię pieprzyć moim wielkim kutasem – odpowiada z szyderczym uśmiechem.

Przełykam ślinę. Jego to bawi. Nie mogę okazać słabości, choć się go boję, bo wtedy będzie już po mnie. Jak złamać tego bezdusznego człowieka?

– Wypuść mnie – mówię łagodnie. – Do niczego ci się nie przydam. Przecież możesz mieć każdą. – Patrzę, jak chodzi wokół mnie.

– Ale chcę ciebie – szepcze mi do ucha, zatrzymując się tuż za mną.

Odgarnia moje włosy na jedną stronę. Czuję jego oddech na karku. Moja klatka piersiowa szybko unosi się, gdy łapię oddech za oddechem.

– Od dziś jesteś moja – dodaje.

– Chyba w twoich snach – za późno gryzę się w język.

Ryan wybucha głupim śmiechem, a Miguel bez zastanowienia łapie za broń i strzela mu w ramię.

– Popierdoliło cię?! – krzyczy Ryan, zwijając się z bólu.

Jestem przerażona. Jestem, kurwa, przerażona. Ten człowiek jest popieprzony. Boże, ja tu nie chcę zostać.

Navarro odwraca mnie przodem do siebie i chwyta za gardło. Cholera, udusi mnie gołymi rękami.

– Słuchaj, mała, wiesz, ile takich cwanych dziwek przewinęło się przez moje łóżko? – syczy nade mną.

Jęczę przestraszona.

– A wiesz, gdzie teraz są? – kontynuuje. – Na cmentarzu. Więc jeśli nie chcesz, by i twoje piękne ciałko się tam znalazło, to bądź grzeczna. Zrozumiano?

Przytakuję, przełykając ślinę. Navarro mnie puszcza.

– No i tak ma być. – Klepie mnie w pośladek.

Gdyby nie to, co przed chwilą zobaczyłam, pomyślałabym, że chce mnie tylko wystraszyć.

– Blackstorm – zwraca się do Ryana, chowając broń – jak myślisz, jak ta mała się pieprzy?

– Nie wiem – cedzi przez zaciśnięte zęby, trzymając się za ramię.

– Jasne, ty gwałcicielu – rzucam mimowolnie.

– Co takiego? – Navarro ściąga gniewnie brwi.

O kurwa!

– Co jej zrobiłeś? – Spogląda na mnie, a potem na Ryana.

– Nic – odpowiada.

– Pieprzyłeś ją?

Ryan przez chwilę nic nie mówi, ja też wolę się nie odzywać.

– Kurwa! Pytałem o coś! – warczy.

– Tylko się zabawiliśmy – odpowiada nerwowo.

– Masz przejebane – grozi mu, przystawiając broń do jego skroni. – Mówiłem, że nikomu nie wolno jej tknąć!

– Nie! Proszę cię. – Podbiegam do Navarro, a on dziwnie na mnie patrzy. – Nie rób mu krzywdy, tylko on wie, gdzie jest mój syn – błagam go.

Navarro mierzy mnie wzrokiem.

– Sanchez! – woła.

Po chwili do gabinetu wchodzi jakiś chłopak. Chyba mniej więcej w moim wieku. Ma ciemną karnację, brązowe włosy i chłopięce rysy twarzy.

– Niech chłopaki wezmą tego tu i jadą po jej dzieciaka – nakazuje.

– Przywiozą go? – pytam, spoglądając najpierw na Navarro, a potem na chłopaka.

– Teraz to ja będę wiedział, gdzie jest twój syn.

Ty skurwielu!

– Niech zawiozą dzieciaka do domku i po drodze zgarną Samanthę, a ona ma się nim dobrze opiekować.

Co? Znowu jakaś obca kobieta będzie przy moim dziecku?

– Proszę, pozwól przywieźć go tu. Ja się nim zajmę, to moje dziecko – proszę go, ale widzę, że jest nieugięty.

– Ty to masz się zająć mną.

– A co z tym? – pyta Sanchez, wskazując na Ryana.

– Sanchez, no przecież wiesz – śmieje się Navarro. – Ma trafić tam, gdzie trafiają tacy skurwiele.

– Navarro, co ty? – panikuje Ryan. – Jesteśmy przyjaciółmi.

– Ja nie mam przyjaciół. A teraz wypierdalać! – warczy.

Navarro bierze mnie siłą pod ramię i prowadzi schodami na górę, do sypialni. Otwiera drzwi do przestronnego pokoju. Piękny i luksusowy. Kremowe ściany ozdobione są obrazami przedstawiającymi krajobrazy. Na środku stoi duże drewniane łóżko, a po bokach ciemne szafki nocne. Jest też garderoba i łazienka.

– To będzie twój pokój – mówi.

– Świetnie – rzucam z przekąsem.

– Jeśli będziesz grzeczna. – Chwyta mnie w talii. – A jak nie, to lądujesz w piwnicy.

Niestety wierzę mu.

– Ręka – mówi i sięga do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Podaję mu dłoń, a on wyciąga jakąś złotą bransoletkę i mi ją zakłada.

– Cóż za gustowna bransoletka – mówię, przekręcając dłoń.

– Ma wbudowany nadajnik. – Podnosi na mnie wzrok. – Będę wiedział, gdzie jesteś, a zdjąć ją możesz tylko, używając tej – mówi, zakładając drugą na swoją rękę.

– Jesteś nienormalny. – Potrząsam głową.

– Teraz jesteś już tylko moja – szepcze.

Chryste, co to za popieprzony człowiek.

– No, a teraz odśwież się, masz dwadzieścia minut, i szykuj się do kolacji – mówi, przewiercając mnie wzrokiem. – W garderobie znajdziesz swoje ubrania. A, i nie kombinuj, bo zarobisz kulkę i twój dzieciak też. Samantha jest miła i bardzo wierna.

Wpycha mnie do środka i zamyka drzwi. Słyszę, jak każe temu Sanchezowi mnie pilnować. Boże, ratuj mnie. Pokój jest z łazienką, więc szybko wchodzę pod prysznic. Kazał mi szykować się do kolacji, ale co później? Ciekawe co z Ryanem, zabili go? Jeśli tak, to oznacza to tylko jedno – ten człowiek nie cofnie się przed niczym. Wychodzę spod prysznica i wycieram się białym, bawełnianym ręcznikiem. Otwieram szafę. Chryste, tu naprawdę są moje rzeczy. Mój ulubiony wrzosowy sweterek, kremowa bluzka, moja mała czarna. Na dnie stoją moje buty – szpilki, sandałki, baleriny i inne. Jest też kilka nowych rzeczy, bardziej odważnych i seksownych. W komodzie, która stoi obok, jest moja bielizna, a w szkatułkach biżuteria. Wyciągam długie, złote kolczyki od mojego męża... Dostałam je dwa miesiące temu na urodziny. James, dlaczego mi to zrobiłeś? Po policzku spływa mi łza. Ja nie chcę tu być, nie chcę być jego niewolnicą. Nie podporządkuję mu się. Umrę tu... Nagle słyszę pukanie do drzwi.

– Pani Patterson – to głos tego chłopaka – dwadzieścia minut minęło, wchodzę.

– Już! – warczę zdenerwowana.

Kurwa! Jak w jakimś pierdolonym wojsku. Podciągam szybko spodnie i zapinam bluzkę.

Sanchez otwiera drzwi.

– Pan Miguel kazał, by pani coś zjadła – mówi.

– Niech się wypcha. Nie będę nic jadła. – Przewracam oczami.

– Dam pani dobrą radę, proszę się go słuchać. Dziś dwoje ludzi posłał do piachu.

Przełykam głośno ślinę.

– A... a Ryan? – pytam niepewnie.

– Wykonaliśmy polecenie.

O cholera! Ryan nie żyje?

– Zaprowadź mnie do niego – mówię.

– Przykro mi, ale nie dziś. Pan Navarro jest bardzo zdenerwowany.

– To kiedy?

– Niech pani będzie cierpliwa.

Świetnie.

– Położę się spać – mówię.

– Dobranoc, pani Patterson.

– Dobranoc.

Rozglądam się po pokoju, ale w końcu kładę się do łóżka. Moje myśli krążą wokół synka. Mój mały Natán. Wtulam się w poduszkę, szlochając. Rano budzi mnie pukanie do drzwi i głos chłopaka.

– Pani Patterson, wchodzę ze śniadaniem – mówi i otwiera drzwi.

Zrywam się z łóżka i zakrywam szlafrokiem.

– Przepraszam. – Chłopak spuszcza wzrok. – Myślałem, że jest pani ubrana. – Stawia tacę ze śniadaniem na stoliku.

– Ten cały Navarro jest w domu? – pyta.

– Jest w pracy, będzie późnym popołudniem. Smacznego – mówi i odwraca się.

– Czekaj! – zatrzymuję go. – Co ja mam tu robić?

– Nie wolno mi pani wypuszczać z pokoju, ale mogę przynieść pani jakieś książki, czasopisma – proponuje.

– Nie, dziękuję.

Chłopak wychodzi i zamyka drzwi na klucz. Czyli jestem więźniem. Patrzę na tacę z jedzeniem. Kanapki z łososiem, pomidorem i serem mozzarella, do tego sałatka owocowa, jogurt naturalny, sok pomarańczowy i kawa. Aż żołądek ściska mi się z głodu. Zabieram się za jedzenie. Mmm... Pyszne albo jestem taka głodna. Ostatnio jadłam wczoraj rano śniadanie... Z Natánem i Jamesem...

Cały dzień siedzę w tym pokoju i patrzę przez okno. Widok mam na przednią część domu. Na podjazd, bramę wjazdową... Ale co z tego? To teraz tak mają wyglądać moje dni? Mam tu siedzieć jak niewolnica? Myślałam, że ja i James jesteśmy udanym małżeństwem. Świetnie udawał. Sprzedał mnie i naszego syna jak jakieś rzeczy. A przyrzekał mi, że zawsze będzie ze mną, że zawsze będzie mnie kochał. Że nie pozwoli, by stała mi się krzywda, że jeśli będzie trzeba, odda za mnie swoje życie... James... Ty parszywy kłamco.

Około szóstej znów przychodzi ten chłopak. Puka do drzwi, po czym je otwiera.

– Pani Patterson, proszę, kolacja. – Stawia tacę na stoliku.

– Nie jestem głodna.

– Pan Navarro na panią czeka. – Podnosi na mnie wzrok, a ja głośno przełykam ślinę.

Dobrze wiem, co to oznacza. Dobrze wiem, czego chce ode mnie Navarro.

– Zaprowadź mnie do niego – mówię drżącym głosem.

– A kolacja?

– Nie jestem głodna.

Sanchez prowadzi mnie długim korytarzem na jego drugi koniec. Puka do drzwi. Gdy Navarro pozwala nam wejść, otwiera mi drzwi. Nie chcę wchodzić. Uparcie stoję w progu.

– Pani Patterson, proszę. – Głos chłopaka jest wręcz błagalny.

Rzucam mu gniewne spojrzenie i wchodzę do środka, a on zamyka za mną drzwi. Ta sypialnia jest ogromna. W jednym rogu stoi duże drewniane łóżko, a w drugim ława i dwa skórzane fotele. Są też dwie komody, regał na prawie całą ścianę, szafa, stół i szezlong. Wszystkie meble są jasne. Zauważam też kilka obrazów wiszących na białych ścianach.

– Zjadłaś kolację? – pyta szybko Navarro.

– Nie byłam głodna – odpowiadam, rozglądając się po pokoju.

– Masz, kurwa, jeść! – syczy.

– Nie byłam głodna – powtarzam.

– To przechodzimy do rzeczy.

Głośno przełykam ślinę. Będzie musiał mnie wziąć siłą. Nie chcę z nim tego robić. Co mam zrobić? Poprosić go? Żeby zaśmiał mi się prosto w twarz? Gdyby nie mały Natán, nie miałabym po co żyć.

Navarro podchodzi do mnie od tyłu i obejmuje mnie w talii. Już jest mi niedobrze.

– Ładna jesteś – szepcze mi do ucha. – Nawet bardzo ładna.

– Wypuść mnie – wyrywa mi się.

– Nigdy! – krzyczy, aż podskakuję. – Dużo mnie kosztowałaś.

Słyszę, jak rozpina pasek, a po chwili dochodzi mnie stukot metalu.

– Ręce – nakazuje.

Próbuję się odwrócić, by zobaczyć, co robi.

– Nie odwracaj się! Ręce – powtarza.

– Po co? Co chcesz zrobić? – pytam, czując cisnące mi się do oczu łzy.

– Jak ich mi zaraz nie dasz, to ci je odetnę! – warczy.

Podaję mu dłonie do tyłu, a on skuwa mnie kajdankami.

– Nie ucieknę, nie musisz tego robić.

– Robię to, bo lubię. – Nachyla się do mojego ucha.

Szybko ściąga mi spodnie i majtki. Popycha mnie na stół tak, że uderzam twarzą o zimny blat. Słyszę szelest rozrywanej folii i głośne sapanie tego skurwiela. Boże, pomóż mi – myślę w duchu. Navarro chwyta mnie mocno za pośladki, po czym ostro się we mnie wbija. Cholera jasna, czuję, jaki jest duży. Krzyczę z bólu, prostując się, ale on szybko kładzie mnie z powrotem.

– Kurwa! Jesteś zajebiście ciasna – dyszy.

Porusza się szybciej, rozpychając mnie swoim wielkim i grubym przyrodzeniem. Czuję, jak moje łzy spływają na blat stołu. Głośno dyszy i wydaje niezrozumiałe dźwięki. Kurwa, jemu jest dobrze, a ja się modlę, by już skończył. Przyciąga mnie mocniej, pociągając za skute nadgarstki, i wchodzi we mnie głębiej, po czym kończy, opierając dłonie o stół.

– Kurwa! – dyszy. – Ana...

– Rozkuj mnie – mówię przez łzy.

Navarro mnie rozkuwa, a ja pospiesznie zakładam spodnie, zapominając o bieliźnie. To było okropne. Nie potrafię inaczej myśleć.

– Nie ubieraj się – zatrzymuje mnie. – Czeka cię pracowita noc.

– Pieprz się! – wykrzykuję, nie wytrzymując już tych emocji.

– Ty mała suko!

Wymierza mi policzek. Ty dupku! Chwytam się za bolące miejsce. Pieprzony damski bokser!

– Sanchez! – krzyczy, podciągając spodnie. – Sanchez, kurwa!

Po chwili drzwi się otwierają. Sanchez patrzy na mnie przerażony, a ja zalewam się łzami.

– Co, szefie?

– Zabierz ją stąd! I zamknij na klucz! – warczy gniewnie.

– Chodź.

Sanchez bierze mnie pod rękę i wyprowadza.

– Czym go tak wkurwiłaś? – pyta.

– Odwal się – szlocham.

– Uderzył cię?

Nic nie mówię.

– Chryste, dziewczyno, jeśli chcesz żyć, nie wkurwiaj go.

Genialna rada. Sanchez prowadzi mnie do mojej sypialni i zamyka na klucz w tym pieprzonym więzieniu. Choć walka z góry wydaje się przegrana, nie poddam się.

------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij