Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zapomnij o przewlekłym bólu - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
3 czerwca 2026
2768 pkt
punktów Virtualo

Zapomnij o przewlekłym bólu - ebook

Uwolnij się od bólu dzięki nowoczesnym technikom i poradom znakomitego neurochirurga

Miliony osób doświadczają uporczywego bólu. Istnieją jednak skuteczne metody łagodzenia go. Autor udowadnia, że ból ma charakter nie tylko fizyczny, ale także społeczny i emocjonalny. Trudny do leczenia i często ignorowany, zazwyczaj zwalczany jest za pomocą leków bądź inwazyjnych zabiegów. Tymczasem nasz mózg „tworzy” ból, ale posiada również niezwykłą zdolność do jego eliminowania.

Dr Gupta omawia konwencjonalne i nowoczesne metody leczenia. Dokonuje przeglądu powszechnie dostępnych środków przeciwbólowych. Porusza również tematykę substancji psychodelicznych i suplementów. Poznaj skuteczne strategie, odzyskaj kontrolę nad swoim życiem i poczuj ulgę!

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68758-81-8
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

DEDYKACJA

Cór­kom – Sage, Sky i Soleil.

Każde napi­sane tu słowo dedy­kuję wła­śnie Wam. Tym, co nas chyba naj­bar­dziej prze­raża, jest per­spek­tywa, że ujrzymy, jak nasi bli­scy cier­pią, i mam nadzieję, że dzięki tej książce zdo­łam Wam tego oszczę­dzić. Chcę Wam poda­ro­wać rodzi­ców, któ­rzy żyją bez bólu – dzięki temu Wasza mama i ja będziemy mogli być przy Was i czyn­nie uczest­ni­czyć w Waszym życiu.

Uko­cha­nej żonie Rebece.

Ty, jak tylu innych, na co dzień zma­ga­łaś się z bólem. Jed­nak nawet w cza­sach, gdy nie potra­fi­łem Ci pomóc, inspi­ro­wa­łaś mnie, abym tym usil­niej szu­kał nowych moż­li­wo­ści. To, czego się nauczy­łem, zawar­łem w niniej­szej książce. Dzię­kuję Ci, że zawsze znaj­do­wa­łaś czas, by mnie wysłu­chać, zachę­cić i dora­dzić, jak uczy­nić tę książkę lep­szą, niż byłaby bez Two­jej pomocy.

Milio­nom ludzi na całym świe­cie, któ­rzy żyją z chro­nicz­nym bólem. Wiem, że sta­wia on przed Wami bar­dzo trudne wyzwa­nia, czę­sto nie­do­strze­galne dla innych. Napi­sa­łem to wszystko dla Was. Chcę podzie­lić się Waszymi opo­wie­ściami i wiarą, że razem zdo­łamy wyty­czyć drogę wio­dącą dalej niż ból – drogę dzia­ła­nia, nadziei i uzdro­wie­nia.WPROWADZENIE

Wpro­wa­dze­nie

Bess Tal­bot poważ­nie oba­wiała się, że traci rozum.

Miała czter­dzie­ści sie­dem lat i wynisz­cza­jące ataki migreny. Pierw­szy wystą­pił ponad dwie dekady wcze­śniej, kiedy jesz­cze stu­dio­wała prawo. Począt­kowo zda­rzały się oka­zjo­nal­nie. Kiedy uro­dziła dzieci, dopa­dły ją „jak wście­kłe wilki”, by użyć jej wła­snych słów. Teraz nękały ją codzien­nie.

Ból, który nie­mal ni­gdy nie usta­wał, wpły­nął na każdy aspekt jej życia. Prze­pi­sy­wane leki powo­do­wały sen­ność i przy­tę­piały inte­lekt. Zapo­mi­nała, co ma kupić. Zda­rzyło jej się zosta­wić w przy­mie­rzalni klu­czyki do samo­chodu. Nie była w sta­nie się skon­cen­tro­wać, szu­ka­jąc drogi na par­king. Zbie­rało jej się na płacz. „Gdzie ja jestem? Gdzie są moje rze­czy? Gdzie zapar­ko­wa­łam samo­chód?”

– Takie chwile spy­chają cię w czarną otchłań – mówiła.

Nawet w okre­sach, kiedy ataki były rzad­sze, mogły trwać całymi dniami i dez­or­ga­ni­zo­wały jej życie.

– Cza­sami myśla­łam sobie: „Czy mi odbija? A może to nie migrena, tylko rak?”. Doszłam do tego, że chcia­łam, aby coś zna­leźli. Zope­ro­wa­liby mnie i może ból by znik­nął.

Po latach walki, wielu pró­bach zna­le­zie­nia spo­sobu na pozby­cie się bólu i kolej­nych poraż­kach Bess Tal­bot była u kresu wytrzy­ma­ło­ści. Wtedy jej neu­ro­log, który mógł już tylko bez­rad­nie roz­kła­dać ręce, zapro­po­no­wał, by skon­sul­to­wała się z leka­rzem, o któ­rym ostat­nio usły­szał. Nazy­wał się Joel Saper i pra­co­wał w Insty­tu­cie Neu­ro­lo­gii i Bólów Głowy stanu Michi­gan (MHNI) w Ann Arbor. Zde­spe­ro­wana Bess zde­cy­do­wała się na podróż, choć nie bar­dzo wie­rzyła, że ten czło­wiek jej pomoże.

Jesz­cze przed wyjaz­dem z Ala­bamy człon­ko­wie zespołu dr. Sapera, neu­ro­lo­dzy i psy­cho­lo­go­wie, zebrali przez tele­fon dokładny wywiad z Tal­bot. Roz­ma­wiała więc z leka­rzami mózgu i duszy, ale także innymi spe­cja­li­stami, mają­cymi jak naj­le­piej sko­or­dy­no­wać jej lecze­nie z fizy­ko­te­ra­pią, tera­pią zaję­ciową, dietą i farmakotera­pią. Naj­waż­niej­szym człon­kiem zespołu była jed­nak ona sama, Bess Tal­bot.

Kon­cep­cja dr. Sapera wyda­wała się pro­sta, a była rewo­lu­cyjna. Zało­żył on, że pacjent nie będzie trak­to­wany jako pasywny obiekt lecze­nia, lecz jako aktywny badacz, który pra­cuje ramię w ramię z innymi eks­per­tami. Sku­pia­jąc się nie tylko na tym, co leczy, ale rów­nież kogo – a więc bio­rąc pod uwagę histo­rię pacjenta, jego nasta­wie­nie i ocze­ki­wa­nia – udało mu się stwo­rzyć opty­malne śro­do­wi­sko dla tera­pii. Co wię­cej, pozwa­lał pacjen­towi czuć, że znowu ma wpływ na wła­sny los.

W trak­cie trwa­ją­cej tydzień hospi­ta­li­za­cji Bess opo­wie­działa Sape­rowi o wypadku, który miała, będąc che­er­le­aderką w szkole śred­niej. Dru­żyna ćwi­czyła trudny układ, ona jako _flier_ – czyli ta naj­od­waż­niej­sza, która ląduje na szczy­cie ludz­kiej pira­midy – miała wła­śnie zesko­czyć na zie­mię, kiedy pira­mida zaczęła się roz­pa­dać. Dziew­czyna upa­dła na kość ogo­nową i poczuła prze­szy­wa­jący ból w ple­cach. Pira­mida naprze­ciw rów­nież się zachwiała i druga „flierka” spa­dła wprost na Bess, która ude­rzyła głową o pod­łogę.

W końcu udało jej się wydo­stać z plą­ta­niny rąk i nóg, tre­ning odwo­łano, a ona pokuś­ty­kała do domu, odczu­wa­jąc dotkliwy ból. Musiała zre­zy­gno­wać z kon­certu Guns N’ Roses, na który chciała się wybrać w week­end. Lekarz kazał jej nosić na ple­cach nie­wy­godną ortezę i matka musiała prze­ro­bić jej suk­nię na bal matu­ralny, żeby w ogóle się w nią zmie­ściła. Z bie­giem lat ten epi­zod poszedł w zapo­mnie­nie, zepchnięty przez wyda­rze­nia aktyw­nego życia. Pochło­nęły ją col­lege, stu­dia praw­ni­cze, przy­go­to­wa­nia do mara­to­nów i udział w zawo­dach – bie­ga­nie było jej spo­so­bem radze­nia sobie ze stre­sem.

Kilka lat póź­niej, kiedy poja­wiły się pierw­sze bóle migre­nowe, zasta­na­wiała się nawet, czy nie mają związku z tam­tym wypad­kiem. Z cza­sem stały się częst­sze i inten­syw­niej­sze. Ale za każ­dym razem, kiedy wysu­wała tę hipo­tezę w roz­mo­wach z leka­rzami, odrzu­cali ją jako mało praw­do­po­dobną.

Aż spo­tkała dr. Sapera.

Był pierw­szym leka­rzem, który poważ­nie zain­te­re­so­wał się następ­stwami upadku. Dowie­dział się, że po kilku godzi­nach matka, wbrew jej pro­te­stom, zawio­zła ją do szpi­tala. Zdję­cia wyka­zały kilka cie­niut­kich pęk­nięć na trzech krę­gach odcinka pier­sio­wego. I cho­ciaż żadne nie było na tyle poważne, żeby wyma­gało zabiegu, pozo­sta­wiono ją na obser­wa­cji w szpi­talu, a potem zale­cono uży­wa­nie ortezy przez sześć mie­sięcy. Dla Sapera był to istotny ele­ment histo­rii cho­roby: prze­słanka, mogąca wyja­śnić obecny stan pacjentki.

Pogłę­biony wywiad wyka­zał histo­rię migren w rodzi­nie. To praw­do­po­dob­nie zwięk­szało ryzyko ich wystą­pie­nia u Bess, cho­ciaż gdyby nie upa­dek na tre­ningu, mogłyby się ni­gdy nie uak­tyw­nić. Saper opi­sy­wał skłon­ność do migreny jako wielki kamień na szczy­cie stro­mego wzgó­rza.

– Gene­tyka sta­wia ten kamień na kra­wę­dzi – mawiał. – A potem kie­li­szek wina, men­stru­acja czy trud­niej­szy okres w życiu popy­cha ten kamień, a on zaczyna się toczyć.

Dla Tal­bot tym czyn­ni­kiem był wypa­dek i powstały w jego następ­stwie uraz krę­go­słupa. Przez wszyst­kie lata wysił­ków, by zła­go­dzić jej ból, nikt nie się­gnął do tej głęb­szej, pier­wot­nej przy­czyny.

Kiedy lekarz poka­zał Bess pasu­jące do sie­bie frag­menty ukła­danki, jej roz­pacz i zagu­bie­nie ustą­piły miej­sca zacząt­kom nadziei. Cie­niowi szansy. Na pod­sta­wie tego, co odkrył, Saper zmo­dy­fi­ko­wał plan lecze­nia, który teraz zawie­rał sper­so­na­li­zo­waną tera­pię i ćwi­cze­nia mające na celu wzmoc­nie­nie w szcze­gól­no­ści odcinka szyj­nego krę­go­słupa. Przez lata pró­bo­wała nie­zli­czo­nych far­ma­ceu­ty­ków, w tym tryp­ta­nów, ergo­ta­min, opio­idów, środ­ków prze­ciw­za­pal­nych i anty­de­pre­syj­nych, ale nikt nawet nie zająk­nął się na temat reha­bi­li­ta­cji.

Korzy­ści z takiego łączo­nego podej­ścia – dokładny wywiad, mody­fi­ko­wana na bie­żąco far­ma­ko­te­ra­pia i opra­co­wana spe­cjal­nie dla niej fizjo­te­ra­pia szyj­nego odcinka krę­go­słupa – dały efekty już w ciągu kolej­nego roku. Zaapli­ko­wane łącz­nie przy­nio­sły poprawę. Pacjentka nabrała pew­no­ści w odczy­ty­wa­niu fizycz­nych i emo­cjo­nal­nych oznak nad­cho­dzą­cej migreny oraz reago­wa­niu na nie. Co wię­cej, kiedy w miarę dosto­so­wy­wa­nia tera­pii sama doświad­czyła zmiany w natę­że­niu bólu, miała dodat­kowy bodziec, żeby wię­cej ćwi­czyć, medy­to­wać i sto­so­wać metody pano­wa­nia nad stre­sem. Oczy­wi­ście nie mogła ćwi­czyć bez prze­rwy, był to jed­nak dla niej lek na poczu­cie bez­na­dziei.

– Dla mnie to było jak nowe życie – mówiła. To samo powie­działa leka­rzowi: „Zwró­cił mi pan moje życie”. – Zasta­na­wia­łam się, co by było, gdy­bym spo­tkała go dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej. O ile lep­szą matką bym była? Lep­szą żoną? Wszystko byłoby lep­sze bez tych migren.

Jej podróż do wyle­cze­nia zaczęła się pro­sto – od roz­mowy o bólu. Dok­tor Saper wniósł do niej pre­cy­zję fachowca, mul­ti­dy­scy­pli­narne doświad­cze­nie i szczerą chęć współ­pracy z pacjentką, aby na nowo okre­ślić jej rela­cje z bólem. Zmie­nił zasady, zna­lazł nowe spo­soby lecze­nia i zapo­bie­ga­nia.

Histo­rię Bess Tal­bot przy­to­czy­łem na samym początku, ponie­waż daje ona otu­chę milio­nom ludzi na całym świe­cie, cier­pią­cym z powodu chro­nicz­nego bólu – w szcze­gól­no­ści tym, któ­rzy czują się osa­mot­nieni, zapo­mniani i zamknięci w klatce ciała, które ich zdra­dziło.

Ist­nieje realna droga wio­dąca przez ból i jesz­cze dalej. Znaj­dziesz ją w tej książce, a ja mam nadzieję cię nią popro­wa­dzić.

Od czasu, kiedy zosta­łem neu­ro­chi­rur­giem, w medy­cy­nie doko­nał się osza­ła­mia­jący postęp. Potra­fimy usu­wać guzy, które kie­dyś uwa­żano za nie­ope­ra­cyjne, i napra­wiać krę­go­słupy, które jesz­cze nie­dawno wyda­wały się nie­odwo­łal­nie uszko­dzone. Mamy cał­kiem nie­złe poję­cie, gdzie w ludz­kim mózgu miesz­kają poszcze­gólne emo­cje i nawyki; potra­fimy nawet przy nich maj­stro­wać, uży­wa­jąc do tego głę­bo­kiej sty­mu­la­cji. Ból, z powodu swo­jej zło­żo­nej i subiek­tyw­nej natury, sta­nowi poważ­niej­sze wyzwa­nie, a jed­nak i na tym polu poczy­ni­li­śmy zauwa­żalne postępy.

Przez kilka ostat­nich dzie­się­cio­leci dowie­dzie­li­śmy się o natu­rze bólu wię­cej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Lepiej rozu­miemy, co może go powo­do­wać, jak możemy go łago­dzić i co zro­bić, żeby go zmi­ni­ma­li­zo­wać, a nawet wyeli­mi­no­wać do końca życia pacjenta. Wiele z tych prze­ło­mo­wych odkryć nie jest jesz­cze sze­roko dostęp­nych opi­nii publicz­nej. Mam nadzieję to zmie­nić wła­śnie dzięki tej książce. Przez kilka ostat­nich lat przy­glą­da­łem się pro­ble­mowi bólu okiem neu­ro­chi­rurga, ale rów­nież dzien­ni­ka­rza śled­czego. Teraz jestem pewien: NIE MUSI BOLEĆ.

Ist­nieje nadzieja. Pomoc. I uzdro­wie­nie – wbrew temu, co mogli­śmy sobie wyobra­żać.

Na kar­tach tej książki chcę przed­sta­wić to, czego dowie­dzieli się leka­rze i bada­cze spe­cja­li­zu­jący się w pro­ble­mie bólu. Dzięki nim zmie­nia się spo­sób, w jaki go rozu­miemy i doświad­czamy. Poznasz bez­po­śred­nie świa­dec­twa pacjen­tów, z któ­rych wielu cier­piało na chro­niczny ból w nie­do­sko­na­łym sys­te­mie opieki zdro­wot­nej, ale w końcu zna­la­zło ulgę dzięki kon­wen­cjo­nal­nym (a cza­sem i niekon­wen­cjo­nal­nym) meto­dom. Prze­kaz brzmi: jeśli cier­pisz, ist­nieje znacz­nie wię­cej efek­tyw­nych metod lecze­nia, niż się spo­dzie­wasz. I co rów­nie istotne, sporo możesz zro­bić dziś, żeby unik­nąć bólu jutro. Są to stra­te­gie, które zaczą­łem sto­so­wać u sie­bie, żony, moich nasto­let­nich dzieci i osiem­dzie­się­cio­let­nich rodzi­ców.

Zna­cze­nia reduk­cji czy nawet cał­ko­wi­tej eli­mi­na­cji bólu nie spo­sób prze­ce­nić. Pra­wie jedna czwarta doro­słych (24,3%) cierpi z powodu chro­nicz­nego bólu, a u nie­mal co dzie­sią­tej osoby (8,5%) ból w spo­sób zna­czący wpływa na jej życie – nie tylko utrzy­muje się powy­żej trzech mie­sięcy, ale wyraź­nie ogra­ni­cza aktyw­ność oso­bi­stą i zawo­dową. Sta­ty­styki pogar­szają się wraz z wie­kiem pacjen­tów. Pośród respon­den­tów bada­nia Natio­nal Health Inte­rview z 2023 r. odse­tek osób, które w ciągu ostat­nich trzech mie­sięcy cier­piały z powodu chro­nicz­nego bólu, zwięk­szał się z 12,3% dla grupy wie­ko­wej 18–29 lat aż do 36% (o ponad jedną trze­cią!) dla osób w wieku powy­żej 65 lat. Rów­nież czę­stość wystę­po­wa­nia bólu dotkli­wego, o zna­czącym wpły­wie na życie pacjenta, zwięk­szała się z wie­kiem z 3% dla grupy 18–29 lat aż do 13,5% dla pacjen­tów star­szych niż 65 lat. Nie­mal dwie trze­cie ankie­to­wa­nych, któ­rzy skar­żyli się na chro­niczny ból, po roku na­dal cier­piało.

Nowe przy­padki chro­nicz­nego bólu poja­wiają się w lawi­no­wym tem­pie i wśród doro­słych oby­wa­teli USA domi­nują nad innymi czę­stymi dole­gli­wo­ściami, wli­cza­jąc w to cukrzycę, depre­sję i nad­ci­śnie­nie. To samo zja­wi­sko wystę­puje w skali glo­bal­nej. Pra­wie jedna piąta świa­to­wej popu­la­cji doświad­cza jakiejś formy prze­wle­kłego bólu, co czyni go jed­nym z naj­więk­szych pro­ble­mów i wyzwań dla świa­to­wego sys­temu opieki zdro­wot­nej.

Ostat­nio zyska­li­śmy moż­li­wość, aby przyj­rzeć się, co naj­czę­ściej boli Ame­ry­ka­nów. U.S. Pain Foun­da­tion (Fun­da­cja Walki z Bólem) w rapor­cie z 2022 r., zaty­tu­ło­wa­nym _A Chro­nic Pain Cri­sis_ („Kry­zys bólu prze­wle­kłego”), ujaw­niła nastę­pu­jące przy­czyny:

- ból ple­ców (67%),
- ból sta­wów o pod­łożu artre­tycz­nym (56%),
- neu­ro­pa­tie (53%),
- ból szyi (51%).

Rów­nież dość sze­roko roz­po­wszech­nione są:

- skur­cze mię­śni (38%),
- ból bio­dra (37%),
- bóle głowy (36%),
- fibro­mial­gie (36%),
- oste­oar­troza (33%),
- zespół jelita draż­li­wego (28%),
- chro­niczne migreny (27%).

Co chyba naj­bar­dziej zaska­ku­jące, zale­d­wie 35% respon­den­tów stwier­dziło, że ból w ich przy­padku jest bez­po­śred­nim skut­kiem urazu powsta­łego na przy­kład pod­czas wypadku komu­ni­ka­cyj­nego bądź zda­rze­nia w miej­scu pracy. Ogromna więk­szość nie wska­zy­wała żad­nej kon­kret­nej przy­czyny lub jed­nej dole­gli­wo­ści, która mia­łaby zwią­zek z odczu­wa­nym bólem. W isto­cie 20% z nich mówiło o dwóch do pię­ciu czyn­ni­ków, 30% o sze­ściu do dzie­się­ciu, 20% o jede­na­stu do pięt­na­stu, a 21% o ich więk­szej licz­bie. Co naj­mniej jedna osoba wska­zała 42 dole­gli­wo­ści. Kosz­mar. Czy jesteś sobie w sta­nie wyobra­zić, z jakim brze­mie­niem przy­szło im żyć? Ból powo­duje ogromne obcią­że­nie fizyczne, emo­cjo­nalne i spo­łeczne, co po czę­ści sta­nowi przy­czynę, dla któ­rej tak trudno go leczyć i zbyt czę­sto bywa lek­ce­wa­żony przez leka­rzy.

Ból może być ostry lub prze­wle­kły. Ten pierw­szy poja­wia się nagle i jest inten­sywny; prze­wle­kły utrzy­muje się w dłu­gim okre­sie, zwy­kle prze­kra­cza­ją­cym trzy mie­siące. Ból ostry jest na ogół bez­po­śred­nią odpo­wie­dzią na dostrze­galny uraz. Ma jasno okre­śloną funk­cję: powi­nien zwró­cić naszą uwagę i zmu­sić nas do uni­ka­nia poten­cjal­nie nie­bez­piecz­nych dzia­łań w przy­szło­ści.

Ból chro­niczny nato­miast może wyni­kać z nie­pra­wi­dło­wego funk­cjo­no­wa­nia ośrod­ko­wego układu ner­wo­wego, co jest szcze­gól­nie mylące, bo wydaje się, że nie służy żad­nemu kon­kret­nemu celowi. W nie­któ­rych przy­pad­kach jego przy­czyna to nie dys­funk­cja, lecz głę­boko ukryta tajem­nica, któ­rej obecny poziom wie­dzy nie pozwala na razie roz­wi­kłać. Dopóki nie dowiemy się wię­cej, dopóty powód, dla któ­rego układ ner­wowy pacjenta zaczął szwan­ko­wać, pozo­staje ukryty w gąsz­czu zawi­ło­ści, który onie­śmiela naj­tęż­sze umy­sły nauki i medy­cyny od cza­sów sta­ro­żyt­nych.

Pisząc tę książkę, przy­po­mnia­łem sobie o czymś, o czym dowie­dzia­łem się jesz­cze jako dziecko. Ludzie mają ten­den­cję do wycią­ga­nia lek­cji z trud­nych sytu­acji. Sta­rają się nadać im jakiś sens. Szu­kają zna­cze­nia, morału pły­ną­cego ze swego nie­szczę­ścia, a to zwy­kle pro­wa­dzi do obwi­nia­nia sie­bie. Tym­cza­sem ból prze­wle­kły czę­sto nie pod­suwa żad­nej nauki. Nie wska­zuje win­nego. Jest tylko tym, czym jest – bólem. I niczym wię­cej.

Tru­izm ten nie ustrzegł jed­nak ludzi od mar­gi­na­li­zo­wa­nia lub nie­do­strze­ga­nia bliź­nich cier­pią­cych z powodu bólu. Doty­czy to zwłasz­cza bólu prze­wle­kłego, wyni­ka­ją­cego z takich dole­gli­wo­ści, jak migrena, fibro­mial­gia, zespół jelita draż­li­wego bądź endo­me­trioza. Scho­rze­nia te (i wiele innych) są trak­to­wane jako „nie­wi­dzialne” bądź „nieme”. Nie tylko dla­tego, że ich objawy nie zawsze są oczy­wi­ste, ale rów­nież dla­tego, że narzę­dzia dia­gno­styczne, któ­rymi dziś dys­po­nu­jemy, czę­sto nie wyka­zują odstępstw od normy. W medy­cy­nie głów­nego nurtu ozna­cza to zazwy­czaj, że nie ma czego leczyć. Nie­for­tunny – i błędny – wnio­sek pły­nący z tego zało­że­nia jest taki, że jeśli naj­tęż­sze mózgi nie potra­fią roz­wią­zać pro­blemu, to „obiek­tyw­nie on nie ist­nieje”.

Brak obiek­tyw­nych stan­dar­dów oceny bólu zro­dził ter­min „cier­pie­nie subiek­tywne”, suge­ru­jący, że ból jed­nej osoby może być dowol­nie inter­pre­to­wany przez inną. Zbyt czę­sto pro­wa­dzi to do wykształ­ce­nia się postaw lek­ce­wa­żą­cych wobec ludzi cier­pią­cych na chro­niczne bóle. Uważa się ich za mię­cza­ków pozba­wio­nych dosta­tecz­nie sil­nej woli, by prze­móc ból. Albo leko­ma­nów szu­ka­ją­cych pre­tek­stu do wyłu­dze­nia środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych lub po pro­stu wymi­ga­nia się od pracy. Dla tych z nas, któ­rych celem jest nie­sie­nie ulgi w cier­pie­niu – nie­za­leż­nie, czy jest ono mie­rzalne, czy nie – fakt, iż ból jest odczu­ciem subiek­tyw­nym, nie ozna­cza, że nie jest on realny. Ow­szem, jest realny jak każde inne scho­rze­nie, a tylko znacz­nie bar­dziej enig­ma­tyczny.

Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych posta­no­wi­łem napi­sać tę książkę, był fakt, że prze­wle­kły ból dotknął rów­nież człon­ków mojej rodziny. To, że towa­rzy­szy­łem im w cier­pie­niu, wiele mnie nauczyło. Byłem na przy­kład świad­kiem, jakim wyzwa­niem jest dla nich poru­sza­nie się w sys­te­mie opieki zdro­wot­nej, i to nawet z moją pomocą. Widzia­łem sytu­acje, kiedy skąd­inąd zdolni leka­rze lek­ce­wa­żyli objawy nawet po zapo­zna­niu się ze szcze­gó­ło­wym zapi­sem nie­mal codzien­nych dole­gli­wo­ści.

Już samo to, oczy­wi­ście, sta­nowi pro­blem, ale jest też wskaź­ni­kiem jego zło­żo­no­ści. Dzięki pacjen­tom, kole­gom, człon­kom rodziny, jak rów­nież wła­snemu doświad­cze­niu zawo­do­wemu wiem, że ból i cier­pie­nie mani­fe­stują się na nie­zli­czone spo­soby. Mamy jed­nak spory wachlarz reak­cji. Możemy zmie­nić zarówno nasta­wie­nie do bólu, jak i sam ból. I wła­śnie o tym jest ta książka.

Na kolej­nych stro­nach dowiesz się, co możesz zro­bić już dziś – zmo­dy­fi­ko­wać styl życia, odży­wia­nie, nasta­wie­nie i zacho­wa­nie – aby zna­cząco zre­du­ko­wać ryzyko roz­wi­nię­cia się w przy­szło­ści dole­gli­wo­ści bólo­wych. Nie­które z tych tech­nik mogą cię zasko­czyć. Praw­do­po­dob­nie sły­sza­łeś o pro­to­kole RICE – _rest, ice, com­pres­sion, ele­va­tion_ (odpo­czy­nek, lód, ucisk, unie­sie­nie), sto­so­wa­nym w przy­padku ura­zów. Coraz licz­niej­sze prze­słanki skła­niają nas do reduk­cji bólu prze­wle­kłego poprzez pro­ce­durę zwaną MEAT – _mobi­li­za­tion, exer­cise, anal­ge­sia, tre­at­ment_ (ruch, ćwi­cze­nia, środki prze­ciw­bó­lowe, lecze­nie).

Oczy­wi­ście uku­li­śmy wiele takich spryt­nych akro­ni­mów: POLICE – _pro­tec­tion, opti­mal loading, ice, com­pres­sion, ele­va­tion_ (ochrona, opty­malne obcią­że­nie, lód, ucisk, unie­sie­nie); PEACE – _pro­tec­tion, ele­va­tion, avoid anti-inflam­ma­to­ries, com­pres­sion, edu­ca­tion_ (ochrona, unie­sie­nie, rezy­gna­cja ze środ­ków prze­ciw­za­pal­nych, ucisk, edu­ka­cja) czy też LOVE – _load, opti­mism, vascu­la­ri­za­tion, exer­cise_ (obcią­że­nie, opty­mizm, una­czy­nie­nie, ruch). Wszyst­kie te stra­te­gie łączy jedno: dopusz­czają do dzia­ła­nia natu­ralne pro­cesy lecz­ni­cze ciała i pozwa­lają im dzia­łać w nor­mal­nym try­bie, zamiast je zakłó­cać lub przy­spie­szać.

Wyja­śnię, dla­czego tak ważne jest, aby pozwo­lić ciału dzia­łać. Na razie wspo­mnę tylko, że nie każdy pro­ces zapalny jest szko­dliwy. Przy­go­tuj swoje wałki do masażu. Ich regu­larne uży­cie może zmniej­szyć praw­do­po­do­bień­stwo bólu, szcze­gól­nie po ura­zach tka­nek mięk­kich. Cienka war­stwa tkanki łącz­nej, zwana powię­zią, która otula mię­śnie, może z cza­sem stać się bole­śnie cia­sna i sztywna, tak więc prze­dłu­że­nie jej ela­stycz­no­ści ma klu­czowe zna­cze­nie. Obser­wu­jemy też zachę­ca­jące wyniki aku­punk­tury, iniek­cji do punk­tów spu­sto­wych czy tera­pii manu­al­nej – masaży oraz innych tech­nik fizjotera­pii. W dal­szej czę­ści książki zajmę się z kolei sub­stan­cjami takimi jak kan­na­bi­no­idy (CBD), keta­mina i sze­ro­kie spek­trum psy­cho­de­li­ków.

Dzięki roz­wo­jowi opar­temu na dowo­dach nauko­wych, odkry­ciom medy­cyny i zdro­wemu roz­sąd­kowi możemy od nowa napi­sać histo­rię bólu oraz zde­fi­nio­wać nasz arse­nał do walki z nim, a czę­sto i do pro­fi­lak­tyki prze­ciw­bó­lo­wej. Wie­rzę, że można prze­żyć życie nie­mal bez bólu, i chcę ci to poka­zać.

Zbie­ra­jąc dzie­siątki wywia­dów do tej książki, prze­ko­na­łem się, że rów­nież naukowcy i leka­rze zaj­mu­jący się bólem nie mogą się docze­kać zmiany w jego rozu­mie­niu, dia­gno­styce i lecze­niu. W ciągu ostat­nich lat na bada­nia zwią­zane z bólem prze­zna­czano coraz więk­sze środki. Powstały nowe leki, tera­pie, pro­ce­dury chi­rur­giczne, roz­wi­nęło się podej­ście naukowe i holi­styczne. Mimo to cho­rych jest coraz wię­cej i pro­blem spo­łeczny się pogłę­bia. Prace zespołu badaw­czego dopro­wa­dziły do sfor­mu­ło­wa­nia czte­rech głów­nych przy­czyn tego stanu:

1. Zarówno pacjenci, jak i tera­peuci postę­pują w myśl błęd­nego poglądu, że więk­szość przy­pad­ków da się wyle­czyć za pomocą far­ma­ceu­ty­ków bądź usta­lo­nych pro­ce­dur medycz­nych.

2. Szkol­nic­two medyczne na­dal kła­dzie główny nacisk na sto­so­wa­nie opio­idów, pomi­ja­jąc inne moż­li­wo­ści.

3. Komer­cyjny model medy­cyny pro­muje nad­mier­nie uprosz­czone roz­wią­za­nia skom­pli­ko­wa­nych pro­ble­mów.

4. Pacjenci spro­wa­dzani są do roli bier­nych uczest­ni­ków. Pomija się naj­czę­ściej zna­cze­nie pro­fi­lak­tyki i samo­opieki, a także opar­tych na niej tera­pii, pomimo dowie­dzio­nych dłu­go­fa­lo­wych korzy­ści.

Bariery te można prze­ła­mać. Z ufno­ścią patrzę w przy­szłość, wie­rząc, że dzie­dzina ta jest gotowa na grun­towne zmiany. Dla­czego? Ponie­waż my wszy­scy – leka­rze i pacjenci – sto­imy u progu nowej ery, jeśli cho­dzi o zro­zu­mie­nie i lecze­nie bólu.

Poni­żej kilka wnio­sków, które roz­winę w dal­szych roz­dzia­łach:

- To mózg „two­rzy” ból, ale rów­nież mózg ma zdol­ność do grun­tow­nej zmiany jego doświad­cza­nia, reduk­cji, a nawet eli­mi­na­cji.
- Ponie­waż wszy­scy posia­damy w naszych falach mózgo­wych wła­sne, uni­kalne sygna­tury bólu, moż­liwe będzie sto­so­wa­nie wysoce sper­so­na­li­zo­wa­nych tera­pii.
- Twój mózg odpo­wiada na impulsy pły­nące z ner­wów czu­cio­wych, akty­wu­jąc rodzaj sieci neu­ro­no­wej, która z kolei uru­cha­mia zmiany fizjo­lo­giczne w orga­ni­zmie. Ta dwu­to­rowa inte­rak­cja daje szansę na zmianę trans­mi­sji i che­mii bólu.
- W cen­trum uwagi zna­la­zły się obec­nie nie­rów­no­ści i uprze­dze­nia zwią­zane z rasą, płcią i tym podobne. Ich sze­roka świa­do­mość uto­ruje drogę do wydaj­niej­szego i bar­dziej zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­nego sys­temu opieki.
- Roz­wój tech­no­lo­gii, w tym pomoc sztucz­nej inte­li­gen­cji w oce­nie i lecze­niu bólu, może się stać drogą do nowych, bez­piecz­niej­szych, pre­cy­zyj­niej­szych i sku­tecz­niej­szych tera­pii.
- Zgro­ma­dzi­li­śmy wię­cej niż kie­dy­kol­wiek dowo­dów na korzy­ści pły­nące ze zdro­wego snu, z odży­wia­nia, metody radze­nia sobie z bólem opar­tej na uważ­no­ści (MBPM), tera­pii powię­zio­wej, jogi, spe­cja­li­stycz­nej psychotera­pii… W rezul­ta­cie coraz licz­niejsi leka­rze biorą je pod uwagę.

I co naj­waż­niej­sze:

- Wzmo­gły się naci­ski, aby ure­al­nić bada­nia nad bólem. Podej­mo­wane są wysiłki, by prze­pro­wa­dzać testy tera­pii w cza­sie rze­czy­wi­stym. Pacjenci z bólem nie są już mar­gi­na­li­zo­wani, wręcz prze­ciw­nie – coraz czę­ściej zapra­sza się ich do dzie­le­nia się swymi doświad­cze­niami. Są nawet człon­kami komi­te­tów nauko­wych i ciał dorad­czych. Dopiero teraz przy­zna­jemy wresz­cie, że zawsze trzeba zacząć od wysłu­cha­nia pacjenta, aby móc zro­zu­mieć jego wyjąt­kowe pro­blemy i potrzeby.

Jeśli w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat zda­rzyło ci się prze­czy­tać coś o bólu, musiała tobą wstrzą­snąć „epi­de­mia opio­idów” – tra­ge­dia napę­dzana przez igno­ran­cję, aro­gan­cję i chci­wość. Podob­nie jak ja czu­łeś zgrozę i smu­tek w obli­czu tylu ist­nień znisz­czo­nych przez uza­leż­nie­nie. Kiedy ten pro­blem się zaczy­nał, byłem mło­dym sta­ży­stą na neu­ro­chi­rur­gii. Obser­wo­wa­łem go z bli­ska jako lekarz i publi­cy­sta. Nie o tym jed­nak jest ta książka.

Ponie­waż publiczna dys­ku­sja kon­cen­truje się wokół opio­idów, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że ist­nieje mnó­stwo innych sku­tecz­nych opcji, które mogą pomóc. Kiedy pisa­łem tę książkę, U.S. Food and Drug Admi­ni­stra­tion (FDA – Agen­cja Żyw­no­ści i Leków) zatwier­dziła nowy nie­opio­idowy lek – po raz pierw­szy od ćwierć wieku. Nowe pro­ce­dury oddzia­łów ratun­ko­wych nie­mal nie prze­wi­dują opio­idów. (Pokażę ci jeden z takich sys­te­mów, byś mógł zro­zu­mieć, jak tego doko­nano i co to ozna­cza dla przy­szło­ści tera­pii bólu).

Nie­które czyn­niki uśmie­rza­nia i zapo­bie­ga­nia bólowi przez cały czas mie­li­śmy w zasięgu ręki. Pew­nych prak­tyk lecz­ni­czych, prze­ka­zy­wa­nych w róż­nych kul­tu­rach od tysięcy lat – i sku­tecz­nych! – zachod­nia medy­cyna w ogóle nie brała pod uwagę. Wyja­śnię, jak sto­so­wać je na co dzień. Inne z kolei wyni­kają z prze­ło­mo­wych odkryć, które jesz­cze kilka lat temu nikomu nawet się nie śniły. Współ­cze­sna nauka wraz ze sta­ro­żytną mądro­ścią zaczęły powoli łamać kod bólu. Ty rów­nież możesz.

Pamię­taj: jesteś naj­lep­szym eks­per­tem od wła­snego bólu. Jeśli zwró­cisz uwagę na swoje ciało, wsłu­chasz się w nie i będziesz je bacz­nie obser­wo­wać, stra­te­gia walki z bólem sama zacznie się nasu­wać. Każdy z nas ma wewnętrzne narzę­dzia i zasoby, pomocne w łago­dze­niu dole­gli­wo­ści bólo­wych i zapo­bie­ga­niu im w póź­niej­szym życiu. Wszystko zaczyna się od kon­taktu – pacjenta z leka­rzem, rodziną czy grupą wspar­cia. Ale naj­waż­niej­szy kon­takt to ten w nas, mię­dzy cia­łem a mózgiem.

Zapo­bie­ga­nie czę­sto bywa naj­po­tęż­niej­szą bro­nią. Zapew­nia narzę­dzia kon­troli ryzyka wystą­pie­nia ostrego lub prze­wle­kłego bólu. Mam garść rad, jak zmniej­szyć wraż­li­wość i wzmoc­nić odpor­ność na ból, a gdy już się on pojawi – jak sko­rzy­stać z licz­nych narzę­dzi, by ule­czyć go szyb­ciej.

Zaczniemy od zmiany rozu­mie­nia bólu, aby­ście ty i twój lekarz mogli wpły­wać na to, jak twoje ciało i mózg prze­twa­rzają jego sygnały.Rozdział 1. Ból stuka do drzwi

Roz­dział 1

Ból stuka do drzwi

Nie tak dawno byłem z dziećmi na nar­tach w cza­sie ich wio­sen­nych ferii. Zadzwo­niła do mnie mama. Jako neu­ro­chi­rurg-trau­ma­to­log – a także dzien­ni­karz – zawsze jestem pod tele­fo­nem i kilka osób może mnie zła­pać o każ­dej porze dnia i nocy. Należą do nich moja żona, szef chi­rur­gii w Emory Uni­ver­sity Hospi­tal, pro­du­cent wia­do­mo­ści CNN, no i oczy­wi­ście mama. Dosko­nale wie­działa, że zasta­nie mnie na stoku, więc zanie­po­koił mnie jej numer na wyświe­tla­czu. Zsu­ną­łem kask z ucha i powie­dzia­łem „halo”, a ona bez powi­ta­nia prze­szła do rze­czy. Zupeł­nie wypra­nym z emo­cji tonem oświad­czyła:

– Zła­ma­łam krę­go­słup.

Moja osiem­dzie­się­cio­dwu­let­nia matka, która nie prze­le­żała chyba ani jed­nego dnia w życiu, upa­dła. Po pro­stu stra­ciła rów­no­wagę, mocu­jąc się z walizką, i pole­ciała do tyłu. Wylą­do­wała na pupie w pozy­cji sie­dzą­cej. Zabo­lało; potem bolały ją plecy, ale nie zwra­cała na to uwagi. Nie­stety, mimo masażu, odpo­czynku, chło­dze­nia, a nawet grza­nia przez kilka dni ból się utrzy­my­wał. Nie­mal tydzień po zda­rze­niu zde­cy­do­wała się wresz­cie zro­bić prze­świe­tle­nie. Wyka­zało ono pęk­nię­cie w odcinku lędź­wio­wym krę­go­słupa.

Sam fakt, że zadzwo­niła, dowo­dził, jak poważna była sytu­acja. Mama ni­gdy się nie skarży. Prze­ciw­no­ści losu bie­rze na klatę jak ordery i jeśli o nich mówi, to w aneg­do­tycz­nej for­mie, cza­sem pre­zen­tu­jąc bli­znę lub siniak. Nie zgo­dziła się na znie­czu­le­nie zewną­trzo­po­nowe przy poro­dzie i była mocno zdzi­wiona, że kogoś to zasko­czyło. Kiedy trzy­dzie­ści lat temu oka­zało się, że ma raka piersi, potrak­to­wała go jak prysz­cza. Guz był, potem go nie było, o czym tu mówić? Nie brała leków, zry­wała się z łóżka o świ­cie, a kła­dła póź­niej niż wszy­scy, doglą­dała wnu­ków, goto­wała, sprzą­tała i star­czało jej jesz­cze czasu na szkolne przed­sta­wie­nia. To mama zawsze moty­wo­wała nas do więk­szego wysiłku. Od dzie­ciń­stwa pamię­tam ją w cią­głym ruchu, pośpie­chu, wiecz­nym pędzie.

Nie potra­fi­łem sobie wyobra­zić mamy w cho­ro­bie, sła­bej i zależ­nej od innych. Kiedy więc zadzwo­niła, a ja wychwy­ci­łem w jej gło­sie ton, któ­rego ni­gdy wcze­śniej nie sły­sza­łem, byłem prze­ra­żony.

Pole­cia­łem pro­sto na Flo­rydę. Przez kilka dni oglą­da­łem jej zdję­cia, roz­ma­wia­łem z leka­rzami i poma­ga­łem usta­lić naj­lep­szą stra­te­gię lecze­nia. Kiedy przy­le­cia­łem, cier­piała tak bar­dzo, że pra­wie nie wsta­wała z łóżka. Daw­niej nie wyglą­dała na swój wiek, ale teraz miała zapad­nięte policzki i wyraźne, głę­bo­kie zmarszczki wokół oczu. Przy każ­dym poru­sze­niu krzy­wiła się z bólu, a ja zry­wa­łem się z krze­sła, choć nie bar­dzo wie­dzia­łem, jak jej pomóc.

Mama doznała zła­ma­nia pierw­szego kręgu odcinka lędź­wio­wego. Krę­go­słup dzieli się na odcinki. Szyjny zawiera sie­dem krę­gów. Kolejne dwa­na­ście mie­ści się w odcinku pier­sio­wym i każdy z nich łączy się z parą żeber. Pięć krę­gów znaj­duje się w odcinku lędź­wio­wym, który prze­cho­dzi w krzy­żowy, umiesz­czony pomię­dzy kośćmi bio­dro­wymi mied­nicy.

Przy takich ura­zach jak ten, któ­remu ule­gła moja mama, zwy­kle pierw­szą odnogą drzewa decy­zji jest usta­le­nie, czy jest to przy­pa­dek chi­rur­giczny, czy nie. Czy ope­ra­cja będzie naj­lep­szą opcją? Nie ma wąt­pli­wo­ści, że krwiak w obrę­bie mózgo­wia czy pęk­nięty wyro­stek robacz­kowy wyma­gają inter­wen­cji chi­rurga. Tym­cza­sem przy­pa­dek mamy był mniej oczy­wi­sty i trzeba było wziąć pod uwagę także inne oko­licz­no­ści.

Uży­wa­jąc ter­mi­no­lo­gii medycz­nej, mama miała zła­ma­nie kom­pre­syjne kręgu L1. Z grub­sza cylin­dryczna kość została zgnie­ciona i odkształ­cona. Mówiąc obra­zowo, spłasz­czona na nale­śnik. Na szczę­ście nie wystą­piły defi­cyty neu­ro­lo­giczne, drę­twie­nia czy osła­bie­nie; mogła sama korzy­stać z łazienki. Obja­wem domi­nu­ją­cym był ból i to rodziło kolejne pyta­nia:

- Czy ból jest na tyle silny, że dostępne metody nie­ope­ra­cyjne, takie jak far­ma­ko­te­ra­pia czy fizy­ko­te­ra­pia, są nie­wy­star­cza­jące lub z innych powo­dów nie­wska­zane?
- Jak długo ból będzie się utrzy­my­wał po wygo­je­niu zła­ma­nia i czy pacjentka może go tak długo zno­sić?
- Czy jej wiek i stan kości wpłyną na czas goje­nia, praw­do­po­dob­nie wydłu­ża­jąc go, a co za tym idzie, wydłu­ża­jąc okres, w któ­rym będzie utrzy­my­wał się ból?

I naj­waż­niej­sze:

- Czy ope­ra­cja rze­czy­wi­ście pomoże uśmie­rzyć ból?

Mama nie pozo­sta­wiła miej­sca na wąt­pli­wo­ści co do pierw­szej kwe­stii.

– Nie dam rady żyć w ten spo­sób – powie­działa.

Mia­łem świa­do­mość, że dotkliwy ból może się utrzy­my­wać co naj­mniej przez dwa mie­siące. Dla niej było to jak wiecz­ność. Wie­dzia­łem też, że nie zechce przyj­mo­wać opio­idów w wyso­kich daw­kach. Była niska i szczu­pła; w prze­szło­ści taka tera­pia mocno ją otę­piała, co dodat­kowo kom­pli­ko­wało lecze­nie. Jasno dała też do zro­zu­mie­nia, że nie zamie­rza pod­dać się mocno inwa­zyj­nej ope­ra­cji w swoim wieku i sta­nie.

Wspól­nie z leka­rzami zde­cy­do­wa­li­śmy się na sto­sun­kowo nową metodę – mało inwa­zyjny zabieg zwany kifo­pla­styką. Zna­łem tę pro­ce­durę, napi­sa­łem nawet o niej kilka arty­ku­łów nauko­wych. Teraz wytłu­ma­czy­łem ją mamie:

– Wyobraź sobie kar­to­nowe pudełko. A teraz wyobraź sobie, że ktoś je zgniótł od góry. Kiedy to sobie zwi­zu­ali­zu­jesz, zauwa­żysz, że dwie rze­czy zaszły jed­no­cze­śnie: pudełko stra­ciło na wyso­ko­ści, ale zyskało na sze­ro­ko­ści. To wła­śnie stało się z twoim krę­giem i powo­duje ból.

W trak­cie kifo­pla­styki do znisz­czo­nego kręgu przez skórę wpro­wa­dza się igłę, a przez nią nie­wielki balo­nik. Kiedy znaj­dzie się wewnątrz, zostaje napom­po­wany. Balon, powięk­sza­jąc się, z powro­tem odkształca kość. Apa­ra­tura rent­ge­now­ska pozwala oce­nić, czy kręg odzy­skał z grub­sza nor­malną wyso­kość. Wtedy usuwa się balon i przez tę samą igłę wstrzy­kuje por­cję cementu, który szybko tęże­jąc, sta­bi­li­zuje pra­wi­dłową geo­me­trię kręgu.

Zebrane przez nas dane wska­zy­wały, że kifo­pla­styka pomoże przy­wró­cić kształt kręgu, więc po wielu nara­dach zapla­no­wa­li­śmy zabieg.

– Jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że to pomoże, San­jay? – zapy­tała mama.

Pyta­nie było zro­zu­miałe, ale odpo­wiedź trudna. Jed­nym z naj­więk­szych wyzwań medy­cyny jest chęć uzy­ska­nia względ­nie pew­nych rezul­ta­tów w mocno pro­ba­bi­li­stycz­nej dys­cy­pli­nie. Ow­szem, byłem dobrej myśli, ale pew­no­ści nie mia­łem.

Zro­zu­miała. Rano w dniu ope­ra­cji spoj­rzała na mnie i powie­działa:

– Jeśli to nie pomoże, chyba poże­gnam się z życiem.

Ból ją wykań­czał.

Mama jest twarda. Dzie­ciń­stwo spę­dziła w obo­zach dla uchodź­ców, a mimo to została pierw­szą kobietą zatrud­nioną jako inży­nier w zakła­dach moto­ry­za­cyj­nych Ford Motor Com­pany. Wtedy jed­nak wydała mi się kru­cha jak ni­gdy i z pew­no­ścią spra­wił to ból. Taki wła­śnie jest: kiedy cier­pisz, przy­ćmiewa wszystko, odbiera nawet myśl o przy­szło­ści.

Na szczę­ście ope­ra­cja, która trwała około godziny, udała się. I co nie­zwy­kłe, mama nie­mal natych­miast odczuła ulgę. Mówiąc szcze­rze, na­dal nie do końca rozu­miem (podob­nie jak wielu innych leka­rzy, któ­rzy sto­sują tę pro­ce­durę), dla­czego kifo­pla­styka jest tak sku­teczna w redu­ko­wa­niu bólu. Czy dla­tego, że przy­wraca pra­wi­dłową ana­to­mię uszko­dzo­nego kręgu? A może, jak suge­ro­wał jeden z chi­rur­gów ope­ru­ją­cych mamę, cement ogrzewa włókna ner­wowe, które prze­wo­dzą czu­cie w kościach? Ulga mogła mieć też pod­łoże psy­cho­lo­giczne, bo zabieg dał pacjentce tak potrzebną nadzieję. Sprawy wresz­cie szły w dobrym kie­runku i już samo to było krze­piące.

Jaka­kol­wiek była przy­czyna, ból natych­miast zelżał od „chcę umrzeć” do „trzy na dzie­sięć”. Znacz­nie popra­wił się też nastrój mamy, rów­nież dla­tego, że nie musiała już brać środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych. Choć uśmie­rzały ból, wpra­wiały ją w przy­gnę­bie­nie. Powo­do­wały rów­nież zapar­cia, przez co nie miała ape­tytu. A nie jedząc, robiła się ospała. Zaklęty krąg.

Wszystko to się zmie­niło, kiedy zyskała lep­szą kon­trolę nad bólem. Przez kilka następ­nych dni, które z nią spę­dzi­łem – naj­pierw w szpi­talu, a potem w domu – znowu dostrze­głem, jak wszystko jest ze sobą ści­śle powią­zane: objawy, ból i ogólne samo­po­czu­cie. Mama była jak nowo naro­dzona. Chodź tydzień wcze­śniej nękały ją myśli samo­bój­cze, to kiedy wyjeż­dża­łem, pich­ciła coś w kuchni, pogwiz­du­jąc pod nosem.

Złożoność zjawiska bólu niesie różne możliwości

Ból jest nie­sły­cha­nie zło­żo­nym zja­wi­skiem bio­lo­gicz­nym, a przy tym w dużej mie­rze wytwo­rem umy­słu.

Jego zagadka wymyka się nam po czę­ści dla­tego, że za powsta­nie bólu odpo­wiada mózg, będący bar­dzo skom­pli­ko­wa­nym orga­nem. Po trzy­dzie­stu latach, które poświę­ci­łem neu­ro­chi­rur­gii, ludzki mózg wciąż mnie zachwyca, osza­ła­mia i fascy­nuje.

Co wiemy? Ból nie zaczyna się tam, gdzie mogłoby się nam wyda­wać – w zła­ma­nej kości nad­garstka lub skrę­co­nej kostce. Zaczyna się w mózgu, który usi­łuje nadać sens nowym sygna­łom pły­ną­cym z uszko­dzo­nego miej­sca. Pospiesz­nie łączy te infor­ma­cje z już posia­da­nymi, takimi jak podobne epi­zody z prze­szło­ści, sto­sowne do nich prze­wi­dy­wa­nia, normy spo­łeczne i tak dalej. Dla przy­kładu: kiedy spoj­rzysz na dło­nie i zoba­czysz na nich krew, ból naj­praw­do­po­dob­niej się zwięk­szy.

Wyobraź sobie teraz, że twój mózg pró­buje się upo­rać z tym zale­wem infor­ma­cji w ułamku sekundy. Ponadto przez cały czas stara się oce­nić, czy dana infor­ma­cja jest ści­sła, praw­dziwa i warta zacho­wa­nia, czy to po czę­ści _fake news_ (by zapo­ży­czyć ter­min z mojej dzien­ni­kar­skiej prak­tyki). Wła­śnie dla­tego zda­rza się, że dziecko mimo bólu nie pła­cze, dopóki nie zauważy zmar­twie­nia rodzi­ców. Zwraca się bowiem do zaufa­nego źró­dła, aby oce­nić wagę i zasad­ność tego, co czuje.

Kiedy czło­wiek spo­dziewa się bólu – przy­kła­dowo na widok igły – jego mózg przy­go­to­wuje się na odpo­wiedź bólową, nawet jeśli to, co go czeka, jest obiek­tyw­nie bez­bo­le­sne. Sygnały o zagro­że­niu, wędru­jące do mózgu włók­nami ner­wo­wymi w rdze­niu krę­go­wym, są tłu­mione bądź ampli­fi­ko­wane – to zna­czy, że zostaje im nadana więk­sza lub mniej­sza waga. Tro­chę tak, jakby mózg prze­glą­dał media spo­łecz­no­ściowe i naraz tra­fił na coś, co przy­kuwa uwagę. Jeśli ta alar­mu­jąca wia­do­mość pocho­dzi ze zna­jo­mego źró­dła, któ­remu ufa, natych­miast zyskuje prio­ry­tet i jest wzmac­niana. Jeśli nie – może zostać zba­ga­te­li­zo­wana lub nawet cał­ko­wi­cie zigno­ro­wana.

Kiedy mózg stara się nadać sens wszyst­kim nowym infor­ma­cjom, może dojść do tego, że wysyła nie­pre­cy­zyjne, pokrętne sygnały bólowe. Zwy­kle robi to dobrze, ale może też źle zin­ter­pre­to­wać ból, ponie­waż nie do końca roz­po­znaje źró­dło albo mu nie ufa. Zda­rza się to czę­ściej, niż mogłoby się wyda­wać.

Jed­nym z przy­kła­dów jest coś, co nazy­wamy BÓLEM RZU­TO­WA­NYM. Mie­wamy z nim do czy­nie­nia, kiedy na przy­kład w cza­sie zawału serca boli żuchwa albo mamy wra­że­nie lodo­wa­ce­nia mózgu, gdy coś bar­dzo zim­nego dotknie pod­nie­bie­nia. W tym dru­gim przy­padku brak pre­cy­zji mózgu spra­wia, że łapiemy się obu­rącz za głowę, zamiast przy­ci­snąć do pod­nie­bie­nia cie­pły język. Mózg potrafi nawet two­rzyć realne dozna­nie bólu w czę­ści ciała, któ­rej już nie ma, na przy­kład po ampu­ta­cji. Taki feno­men nazy­wamy bólem fan­to­mo­wym.

Nie­za­leż­nie od tego, co dzieje się w innych czę­ściach ciała, to mózg decy­duje o tym, jak bar­dzo boli. Może cał­ko­wi­cie wyłą­czyć ból albo wywo­łać go tam, gdzie nie ma on racji bytu. Odpo­wiedź mózgu po czę­ści zależy od genów, ale może też wyni­kać z innych zaska­ku­ją­cych i na pozór nie­zwią­za­nych przy­czyn. To, co zja­dłeś na lunch, może wpły­nąć na to, jak będzie cię boleć po kola­cji. Jak rów­nież to, czy twoja roz­mowa tele­fo­niczna z mamą lub sze­fem prze­bie­gła w miłej atmos­fe­rze. Jeśli w prze­szło­ści cier­pia­łeś już na bóle, tamte zapi­sane w pamięci dozna­nia mogą wpły­wać na poziom bólu odczu­wa­nego teraz. Trau­ma­tyczne prze­ży­cia w dzie­ciń­stwie mogą zaowo­co­wać nad­wraż­li­wo­ścią na ból lub podat­no­ścią na bóle prze­wle­kłe.

Na dru­gim bie­gu­nie znaj­dują się ludzie w znacz­nym stop­niu odporni na ból. Nie­które z czyn­ni­ków opi­sa­nych powy­żej, w tym gene­tyczne, mogą zmniej­szyć ryzyko wystę­po­wa­nia lub odczu­wa­nia dotkli­wego bólu. Kiedy byłem rezy­den­tem na chi­rur­gii, w izbie przy­jęć poja­wił się pacjent z ura­zem bio­dra po upadku z konia. Gdyby nie upór żony, w ogóle nie przy­szedłby się zba­dać. Staw bio­drowy składa się z panewki, w któ­rej znaj­duje się głowa kości udo­wej. Zdję­cie rent­ge­now­skie wyka­zało, że głowa cał­ko­wi­cie wysu­nęła się ze stawu, a panewka jest pęk­nięta i roz­pa­dła się na kilka frag­men­tów. Mimo to pacjent nale­gał, aby jak naj­szyb­ciej go wypi­sać.

Wszystko spro­wa­dza się do tego, że mózg gene­ruje ból na pod­sta­wie sze­ro­kiego wachla­rza bodź­ców – bio­lo­gicz­nych, psy­cho­lo­gicz­nych, spo­łecz­nych, emo­cjo­nal­nych, śro­do­wi­sko­wych, nawet kul­tu­ro­wych. A że, jak teraz wiemy, mózg można pie­lę­gno­wać, roz­wi­jać i uspraw­niać w każ­dym wieku, mamy coraz wię­cej dowo­dów, iż da się go prze­pro­gra­mo­wać w taki spo­sób, by zmie­nić neu­ro­nalny obieg bólu, redu­ku­jąc jego inten­syw­ność, czas trwa­nia, a nawet cał­ko­wi­cie go eli­mi­nu­jąc.

Z tych samych jed­nak przy­czyn ból nie­zwy­kle trudno zmie­rzyć, zdia­gno­zo­wać i leczyć. W efek­cie naj­roz­ma­it­sze stra­te­gie u jed­nego pacjenta odniosą sku­tek, u innych zaś nie. Wiele kura­cji ponosi fia­sko z powo­dów, któ­rych nikt nie potrafi wytłu­ma­czyć ani nawet prze­wi­dzieć, pod­czas gdy inne koń­czą się nie­spo­dzie­wa­nym suk­ce­sem. Subiek­tywne odczu­wa­nie bólu zawsze było opi­sy­wane jako fun­da­men­talny pro­blem tera­pii. Po doświad­cze­niach mojej mamy zda­łem sobie sprawę, że może też sta­no­wić część roz­wią­za­nia.

Pomyślmy o tym jako o wyko­rzy­sty­wa­niu nie­od­kry­tych dotąd zaso­bów ludz­kiej bio­lo­gii. Można zasto­so­wać bogaty wachlarz metod – far­ma­ceu­tyki, zabiegi, rów­nież nie­me­dyczne, jak choćby gim­na­styka, dieta i ćwi­cze­nia odde­chowe. Zyskują na popu­lar­no­ści metody psy­cho­lo­giczne, reko­men­do­wane coraz czę­ściej jako tera­pie pierw­szego rzutu, a nie ostat­nia deska ratunku. Roz­mowa z psy­cho­lo­giem przed i po zabiegu chi­rur­gicz­nym przy­czy­nia się do opty­mal­nej rekon­wa­le­scen­cji i redu­kuje ryzyko prze­ro­dze­nia się bólu ostrego w prze­wle­kły. Nawet pacjen­tom z bólem prze­wle­kłym tera­pia psy­cho­lo­giczna pomaga opa­no­wać go na tyle, że mogą unik­nąć nie­po­trzeb­nych zabie­gów chi­rur­gicz­nych, zmniej­szyć daw­ko­wa­nie środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych i wresz­cie poczuć, że żyją peł­nią życia.

Personalizowana terapia bólu – obietnica i szanse

Kiedy piszę te słowa, mama wciąż wraca do zdro­wia. Ostat­nio odsta­wiła laskę, a wcze­śniej bal­ko­nik. Znów cho­dzi na poranne spa­cery, cho­ciaż teraz zawsze trzyma tatę za rękę. Regu­lar­nie ze sobą roz­ma­wiamy. Kiedy prze­szła już wszyst­kie nie­zbędne bada­nia, zapy­ta­łem, jak uraz na nią wpły­nął. Mama, która ni­gdy nie poświę­cała wiele czasu na ana­li­zo­wa­nie swo­ich odczuć, mówiła o utra­cie kon­troli, kiedy to ból dyk­to­wał jej warunki. Słu­cha­łem uważ­nie. Widzia­łem teraz kogoś o wiele bar­dziej ludz­kiego niż pio­nier­ska pani inży­nier, u boku któ­rej dora­sta­łem. Widzia­łem jej bez­bron­ność – prze­ra­ża­jącą, a zara­zem budzącą nowe pokłady czu­ło­ści. Nie mam poję­cia, co by było, gdyby zabieg nie przy­niósł ocze­ki­wa­nego efektu, i czy mówiła poważ­nie, kiedy wspo­mi­nała o ode­bra­niu sobie życia. Wiem jedno: dla wielu ludzi, któ­rych pozna­cie na kar­tach tej książki, takie roz­wa­ża­nia są codzien­no­ścią.

Mogę śmiało powie­dzieć, że w przy­padku mamy nasze roz­mowy i opty­mizm, który w niej wskrze­siły, stały się czę­ścią pro­cesu lecze­nia. Czuła się lepiej, mogąc mi się zwie­rzyć, a to, że słu­cha­łem, utwier­dziło ją w prze­ko­na­niu, że jest kochana i jej ból jest dla mnie ważny. Dając upust potrze­bie podzie­le­nia się tym, co się z nią dzieje, kiedy boryka się z bólem, otwo­rzyła się na metody lecze­nia, któ­rych wcze­śniej nawet nie bra­łaby pod uwagę. Już w trak­cie tera­pii sku­piła się na tym, aby taki wypa­dek się nie powtó­rzył. Korzy­stała z każ­dej codzien­nej oka­zji, by pra­co­wać nad rów­no­wagą ciała (i zręcz­niej obcho­dzić się z walizką!). Dbała też o lep­szą formę psy­cho­fi­zyczną, aby bar­dziej świa­do­mie zno­sić jaki­kol­wiek ból, gdyby się poja­wił. Wspie­ra­łem ją ze wszyst­kich sił. Sam rów­nież wycią­gną­łem wnio­ski z jej doświad­cze­nia i czu­łem, że mnie odmie­niły.

Sta­ra­jąc się zasto­so­wać swoją wie­dzę medyczną do przy­padku mamy, zda­łem sobie sprawę, że to, co widzia­łem i sły­sza­łem od niej samej – subiek­tywne doświad­cze­nie, tak czę­sto umniej­szane – było naj­cen­niej­szym źró­dłem infor­ma­cji, klu­czo­wym dla mnie i dla jej leka­rzy. Ono wyzna­czyło plan lecze­nia. Dla kogoś, kto cierpi, ból jest fak­tem obiek­tyw­nym. Lecz zara­zem jego subiek­tywna natura spra­wia, że to wła­śnie pacjent staje się naj­lep­szym eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie.

Ciało ludz­kie posiada godną uwagi zdol­ność do samo­le­cze­nia, jeśli tylko mu na to pozwo­limy. Nie ozna­cza to odrzu­ce­nia wska­zań medy­cyny, lecz wspólną per­spek­tywę, dzięki któ­rej można myśleć o bólu ina­czej. Należy więc zwra­cać baczną uwagę na nasze uni­kalne doświad­cze­nia i wsłu­chi­wać się w to, co chce nam powie­dzieć ciało.

Aby móc to robić, musimy jed­nak naj­pierw poznać język bólu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij