Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Zasady socyjologii. Tom 1 - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Zasady socyjologii. Tom 1 - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 769 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD RE­DAK­CYI "GŁO­SU."

Tom ni­niej­szy jest szó­stym z ko­lei w sze­re­gu tych, któ­re sta­no­wią Sys­tem Fi­lo­zo­fii Syn­te­tycz­nej, pierw­szym zaś to­mem Za­sad So­cy­olo­gii. Po­mi­nę­li­śmy na te­raz Bio­lo­gi­ję i Psy­cho­lo­gi­ję na­przód dla tego, iż w pi­śmien­nic­twie na­szem, cza­sów ostat­nich, na­uki te le­piej są re­pre­zen­to­wa­ne, niż So­cy­olo­gi­ja, głów­nie zaś, aby wy­zy­skać dość żywe, jak się zda­je, za­ję­cie ja­kie wśród na­szej in­te­li­gen­cyi bu­dzą dzi­siaj na­uki spo­łecz­ne. Nie­za­leż­nie od tego, ja­kim jest nasz po­gląd na kie­ru­nek i war­tość so­cy­olo­gicz­nych dok­tryn Spen­ce­ra, samo już uję­cie róż­no­rod­nych zja­wisk spo­łecz­nych w je­den fi­lo­zo­ficz­ny ca­ło­kształt, może mieć wiel­kie zna­cze­nie dla pol­skich czy­tel­ni­ków. Nie tyle idzie nam w tej chwi­li o za­le­ce­nie ta­kie­go lub in­ne­go sys­te­mu So­cy­olo­gii, ile o wpo­je­nie prze­ko­na­nia, że ja­kiś sys­tem jest nie­zbęd­ny: in­a­czej po­zo­sta­li­by­śmy wiecz­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi gma­twa­ni­ny zja­wisk kon­kret­nych.PRZED­MO­WA DO WY­DA­NIA TRZE­CIE­GO.

W ni­niej­szem trze­ciem wy­da­niu pierw­sze­go tomu Za­sad So­cy­olo­gii zro­bio­no kil­ka dość waż­nych po­pra­wek. Tekst zo­stał przej­rza­ny; do­da­no od­sy­ła­cze do dzieł wzmian­ko­wa­nych i przy­ta­cza­nych w tek­ście, roz­sze­rzo­no do­dat­ki i opa­trzo­no książ­kę in­dek­sem.

Każ­dy roz­dział zo­stał sta­ran­nie przej­rza­ny w celu usu­nię­cia zeń… wa­dli­wych wy­ra­żeń i nada­nia więk­szej zwię­zło­ści wy­kła­do­wi. Przez usu­nię­cie zby­tecz­nych zdań i wy­ra­zów, au­tor zmniej­szył roz­miar dzie­ła o 40 stron­nic, po­mi­mo, iż tu i owdzie uzu­peł­nił licz­bę przy­kła­dów. Skró­ce­nie to wszak­że nie zmniej­szy­ło ob­ję­to­ści tomu, gdyż wy­mie­nio­ne po­wy­żej do­dat­ki zaj­mu­ją o wie­le wię­cej miej­sca, niż się go zy­ska­ło dzię­ki skró­ce­niom.

W przed­mo­wie do wy­da­nia pierw­sze­go au­tor ob­ja­śnił, w jaki spo­sób zda­rzy­ło się, iż czy­tel­nik po­zba­wio­nym zo­stał od­po­wied­nich środ­ków spraw­dze­nia wie­lu z po­mię­dzy licz­nych przy­to­czeń; wraz z ob­ja­śnie­niem owem, wy­ra­żał au­tor na­dzie­ję, iż bra­ko­wi temu bę­dzie mógł z cza­sem za­ra­dzić. Obec­nie, dzię­ki usil­nej pra­cy, za­ra­dzo­no mu pra­wie w zu­peł­no­ści. Przed kil­ku laty upro­si­łem pew­ną oso­bę, peł­nią­cą obo­wiąz­ki mego se­kre­ta­rza, a mia­no­wi­cie nie­ży­ją­ce­go już dzi­siaj mr. P. R. Smi­tha, aby mi do­star­czył od­sy­ła­czy do mo­ich przy­to­czeń; ja­koż, przy po­mo­cy in­ne­go mego dzie­ła De­scrip­ti­ve So­cio­lo­gy, gdzie to było mo­żeb­nem, tam zaś, gdzie nie było moż­na, przy po­mo­cy ory­gi­na­łów dzieł przy­ta­cza­nych au­to­rów, zdo­łał on od­na­leść znacz­ną więk­szość ustę­pów. Po­mi­mo to jed­nak po­zo­sta­wa­ły jesz­cze licz­ne bra­ki. Przed dwo­ma laty uło­ży­łem się z bie­głym bi­bli­jo­gra­fem, mr. Ted­de­rem, bi­blio­te­ka­rzem Athe­na­eum Club, aby na nowo przej­rzał wszyst­kie przy­to­cze­nia i uzu­peł­nił od­sy­ła­cze tam, gdzie­by je mr. Smith omi­nął. Dzię­ki nie­zmor­do­wa­nej pra­cy, któ­ra mnie zdu­mie­wa­ła, mr. Ted­der od­na­lazł więk­szą część przy­to­czeń, przy któ­rych bra­ko­wa­ło od­sy­ła­czy. Na­ko­niec, licz­ba tych, któ­rych jesz­cze nie wy­kry­to, zmniej­szo­ną zo­sta­ła dzię­ki trze­ciej re­wi­zyi, do­ko­ny­wa­nej przy po­mo­cy "klu­czów," znaj­du­ją­cych się w rę­ko­pi­śmie, oraz dzię­ki wska­zów­kom, któ­rych au­tor mógł udzie­lić. Obec­nie po­zo­sta­je już mniej niż 2% przy­to­czeń, nie­opa­trzo­nych od­sy­ła­cza­mi.

Uzu­peł­nie­nie od­sy­ła­czów nie było jed­nak je­dy­nym ce­lem prze­glą­du tego no­we­go wy­da­nia; dal­szym ce­lem było usu­nię­cie nie­do­kład­no­ści. Dzie­ło De­scrip­ti­ve So­cio­lo­gy, z ja­kie­go przy­to­cze­nia były ro­bio­ne, prze­cho­dzi­ło przez sta­dya, z któ­rych każ­de na­strę­cza­ło spo­sob­ność do błę­dów. W wy­cią­gach tych, ko­pio­wa­nych przez kom­pi­la­to­rów, li­te­ral­ne i wy­ra­zo­we nie­po­ro­zu­mie­nia z pew­no­ścią nie mu­sia­ły być rzad­kie. Imio­na wła­sne osób, lu­dów i miejsc, nie wy­pi­sy­wa­ne z na­le­ży­tą sta­ran­no­ścią, ła­two mo­gły być błęd­nie od­czy­ta­ne przez ze­ce­rów. To też, są­dząc, iż wie­le tam było bra­ków, któ­re wpraw­dzie nie zmniej­sza­ły war­to­ści do­wo­do­wej wy­cią­gów, ale czy­ni­ły je nie­do­kład­ne­mi, au­tor za­pra­gnął, aby pod­czas uzu­peł­nia­nia od­sy­ła­czy, do­ko­na­no za­ra­zem po­rów­na­nia tych miejsc z ory­gi­na­ła­mi. Za­da­nie to z całą su­mien­no­ścią roz­wią­za­ne zo­sta­ło przez mr. Ted­de­ra, tak, iż po­praw­ki jego roz­cią­ga­ły się na­wet aż do uzu­peł­nie­nia i pro­sto­wa­nia zna­ków pi­sar­skich. O wy­ni­kach tego swe­go prze­glą­du na­pi­sał on do au­to­ra list na­stę­pu­ją­cy:

Li­piec 1885.

Dear Mr. Spen­cer,

W dru­gim wy­da­niu (1877) Za­sad So­cy­olo­gii, (tom pierw­szy), po­wie­rzo­nem mym rę­kom, znaj­dy­wa­ły się 2,192 od­sy­ła­cze do 379 dzieł przy­ta­cza­nych; w no­wem wy­da­niu jest ich oko­ło 2,500, dzieł zaś 455. Wszyst­kie te wzmian­ki, z wy­jąt­kiem ja­kichś 45, po­rów­na­ne zo­sta­ły z ory­gi­na­ła­mi.

W cią­gu spraw­dza­nia po­pra­wi­łem licz­ne błę­dy dru­kar­skie. Były one prze­waż­nie li­te­ral­ne i za­wie­ra­ły w so­bie prze­krę­ce­nia, po­peł­nio­ne przez kom­pi­la­to­rów De­scrip­ti­ve So­cio­lo­gy, błęd­nie umiesz­czo­ne w cu­dzy­sło­wach. Nie­znacz­ną była ilość błę­dów wy­ra­zo­wych, a do ta­kich na­le­ża­ło, np., od­no­sze­nie pew­nych fak­tów do ja­kichś ple­mion szcze­gól­nych, pod­czas gdy ory­gi­nał sto­so­wał te przy­kła­dy do ca­łej gru­py ple­mion, a więc nada­wał im zna­cze­nie szer­sze, niż to czy­ni­ła książ­ka Pana. Je­dy­ne, ja­kie mogę przy­po­mnieć so­bie, przy­kła­dy zmian, do­ty­czą­cych war­to­ści przy­to­czeń, jako do­wo­dów, były, po pierw­sze, prze­ro­bie­nie pew­ne­go ustę­pu z Ili­ja­dy, wzię­te­go po­cząt­ko­wo z po­śled­niej­sze – go tło­ma­cze­nia, po­wtó­re – usu­nię­cie wzmian­ki (na str. 298, wyd. 2-go) o uni­ka­niu przez Iu­du­sów po­słu­gi­wa­nia się świę­tem imie­niem Oma.

Z po­śród 455 dzieł przy­ta­cza­nych, tyl­ko 6-ciu po­wa­ga jest po­dej­rza­ną, ale wy­cią­gi z nich nie są licz­ne, a nad­to nie wi­dzę żad­ne­go po­wo­du do po­wąt­pie­wa­nia o do­kład­no­ści tych mia­no­wi­cie wska­zó­wek, za ja­kie w książ­ce ni­niej­szej spa­da na nie od­po­wie­dzial­ność.

Racz pan przy­jąć i t… d.

Hen­ryk E. Ted­der.

Wy­żej wzmian­ko­wa­ne twier­dze­nie, usu­nię­te przez p. Ted­de­ra, ko­men­to­wa­nem było przez prof. Max Mül­le­ra pod­czas jego Hib­bert Lec­tu­res, przy­czem utrzy­mu­je on nad­to, że au­tor rów­nież był w błę­dzie, gdy twier­dził, że Egip­cy­anie po­wstrzy­my­wa­li się od uży­wa­nia świę­te­go imie­nia Ozy­ry­sa. Z tym dru­gim, przy­pi­sy­wa­nym mi, błę­dem roz­pra­wi­łem się w do­pi­sku na stro­ni­cy 274, gdzie, jak są­dzę, do­wio­dłem, iż prof. Max Mül­ler po­stą­pił­by so­bie do­brze, gdy­by zba­dał do­wo­dy przed po­peł­nie­niem omył­ki wła­snej.

Imię pro­fe­so­ra przy­po­mi­na mi inną jesz­cze, od­no­szą­cą się tu­taj, ma­te­ryę. W pew­nym ar­ty­ku­le, mó­wią­cym o tej książ­ce, a ogło­szo­nym w Pall Mall Ga­zet­te 21 Lu­te­go 77 roku, po­wie­dzia­no, iż po­gląd, wy­gło­szo­ny w czę­ści pierw­szej, a sprzecz­ny z twier­dze­nia­mi mi­to­lo­gii po­rów­naw­czej, "bę­dzie, jak są­dzi­my, su­ro­wo osą­dzo­ny przez oso­by, spe­cy­al­nie obe­zna­ne z tą dzie­dzi­ną wie­dzy. " Kie­dy więc na­ko­niec w roku 1878 ogło­szo­ne zo­sta­ły pre­lek­cye prof. Max Mül­le­ra o po­cząt­ku % roz­wo­ju re­li­gii i t, d… i t… d, są­dzi­łem, że prze­cież cie­ka­wość moja, co do od­po­wie­dzi, zo­sta­nie za­spo­ko­jo­ną. Zwró­ciw­szy się jed­nak do dru­ko­wa­ne­go spra­woz­da­nia o tych pre­lek­cyj ach, nie uczu­łem żad­nej po­ku­sy roz­pra­wia­nia się z hi­po­te­zą, twier­dzą­cą, iż re­li­gi­ja roz­wi­nę­ła się z teo­ryi du­chów (Ghost the­ory), je­śli, jak za­uwa­żył pan An­drew Lang, je­dy­ną o tem wzmian­ką było ja­kieś 30 wier­szy, opi­su­ją­cych "psy­cho­la­tryę" w Afry­ce. Samo dzie­ło do­wio­dło, iż zby­tecz­ną by­ła­by po­le­mi­ka z hi­po­te­zą, twier­dzą­cą, że fe­ty­szyzm jest pier­wot­ną po­sta­cią re­li­gii. Zby­tecz­ną, po­wia­dam, gdyż, jak są­dzę, hi­po­te­za ta sku­tecz­nie zo­sta­ła prze­zem­nie oba­lo­ną w pierw­szem wy­da­niu tej książ­ki. Dla cze­go prof. Max Mül­ler wy­ło­żył tak wie­le pra­cy dla zbi­cia teo­ryi, już przed­tem oba­lo­nej, jest dla mnie nie­ja­snem. Jesz­cze mniej ja­snem jest to, dla cze­go, ma­jąc przed sobą moją książ­kę i kry­ty­ku­jąc nie­któ­re z wy­żej przy­to­czo­nych jej twier­dzeń, cał­ko­wi­cie po­mi­nął on roz­dział, w któ­rym zro­bio­no już to, co za­mie­rza­ły do­pie­ro zro­bić jego pre­lek­cye.

Jaki był bez­po­śred­ni cel jego od­czy­tów, nie ro­zu­miem. Nie przy­pusz­czał on za­pew­ne, iż oba­le­nie teo­ryi fe­ty­szów było oba­le­niem teo­ryi, prze­ciw­sta­wia­nej dzi­siaj jego wła­snej; jak­kol­wiek nie jest nie­praw­do­po­dob­nem, iż wie­lu z po­mię­dzy jego słu­cha­czy i czy­tel­ni­ków przy­pusz­cza­ło, że tak było istot­nie.

Nie­wie­le po­zo­sta­je tu po­wie­dzieć o po­czy­nio­nych w tej książ­ce ino­wa­cy­ach. W Do­dat­ku A, za­ty­tu­ło­wa­nym: "Dal­sze przy­kła­dy my­śli pier­wot­nej," uzu­peł­nie­nia są ta­kie, iż wła­ści­wie sta­no­wią po­now­ne uwy­dat­nie­nie tezy, bro­nio­nej w czę­ści pierw­szej. Do­da­tek B, o teo­ryi mi­to­lo­gicz­nej, opa­trzo­no wstę­pem. Na­ko­niec do­da­tek C, o lin­gwi­stycz­nej me­to­dzie my­to­lo­gów, jest cał­kiem nowy.

Ray­swa­ter. Li­piec 1885.PRZED­MO­WA DO TOMU PIERW­SZE­GO.

Na­zwę So­cy­olo­gii na­uka o spo­łe­czeń­stwie otrzy­ma­ła od Com­te'a. Przy­ją­łem ją czę­ścią dla jej upo­wszech­nie­nia, czę­ścią zaś dla tego, iż nie było żad­nej in­nej na­zwy, dość ob­szer­nej. Jak­kol­wiek ga­nio­ny wie­lo­krot­nie przez tych, któ­rzy po­tę­pia­ją ten wy­raz, jako "bar­ba­rzyń­stwo," nie ża­łu­ję, żem tak po­stą­pił. Po­słu­gi­wać się, jak to do­ra­dza­li nie­któ­rzy, wy­ra­zem po­li­ty­ka (po­li­tics), zbyt cia­snym pod wzglę­dem zna­cze­nia, jak rów­nież i nie­do­god­nym z po­wo­du swych współ­o­zna­czeń – by­ło­by to roz­myśl­nie stwa­rzać za­mię­sza­nie, w celu unik­nię­cia bra­ku, nie­ma­ją­ce­go zna­cze­nia w prak­ty­ce. Róż­no­li­tość na­szej mowy jest już tak wiel­ką, iż pra­wie każ­dą myśl wy­ra­ża się w sło­wach, wzię­tych z dwóch albo trzech ję­zy­ków. Co wię­cej, ist­nie­je w niej wie­le wy­ra­zów, utwo­rzo­nych w spo­sób nie­pra­wi­dło­wy z róż­no­rod­nych pier­wiast­ków. Ze wzglę­du na to, przy­ją­łem bez wiel­kie­go wa­ha­nia ten wy­raz. Są­dząc, iż do­god­ność, pod­da­waw­czość (sug­ge­sti­ve­nes) na­szych sym­bo­lów słow­nych jest rze­czą bar­dziej waż­ną, niż pra­wo­wi­tość ich po­cho­dze­nia.

Praw­do­po­dob­nie, nie­któ­rzy do­zna­ją pew­ne­go zdzi­wie­nia, wi­dząc, iż dzie­ło, za­wie­ra­ją­ce wie­le przy­to­czeń z licz­nych au­to­rów, nie po­sia­da u spodu swych kar­tek żad­nych od­sy­ła­czy. Otóż kil­ka słów wy­ja­śnie­nia z tego po­wo­du. Gdy się od­sy­ła czy­tel­ni­ka do do­pi­sków, u dołu za­miesz­czo­nych, wów­czas rwie się cał­ko­wi­cie nić ro­zu­mo­wa­nia, a na­wet wte­dy, gdy się ich nie przy­ta­cza na tej sa­mej stro­ni­cy, uwa­gę na­szą za­kłó­ca cią­gle myśl, iż po­trze­ba by­ło­by zaj­rzeć do nich. Wy­ni­ka ztąd stra­ta cza­su i wra­że­nia. Po­nie­waż w cha­rak­te­rze da­nych, nie­zbęd­nych mi do wy­pro­wa­dze­nia mych wnio­sków, po­sta­no­wi­łem użyć fak­tów, od­po­wied­nio zgro­ma­dzo­nych i ukla­sy­fi­ko­wa­nych w De­scrip­ti­ve So­cy­olo­gy, gdzie za­cho­wa­no po­rzą­dek taki, że ma­jąc imię wzmian­ko­wa­ne­go au­to­ra i rasy, w każ­dej chwi­li moż­na od­na­leźć od­no­śny ustęp, a z nim też moje przy­to­cze­nie, zda­rzy­ło się prze­to, iż mar­no­wa­nie cza­su i wi­kła­nie my­śli za po­mo­cą owych, roz­pra­sza­ją­cych uwa­gę do­pi­sków "dol­nych," sta­ło się cał­kiem nie­po­trzeb­ne. Po­sta­no­wi­łem więc je opu­ścić. Pra­wie wszę­dzie tam, gdzie do­wo­dów do­star­czać mają przy­kła­dy ras nie­uspo­łecz­nio­nych (a taką jest więk­sza część do­wo­dów tej książ­ki), czy­tel­nik znaj­dzie po­wyż­sze środ­ki spraw­dze­nia. Zna­la­złem wszak­że póź­niej, iż do wie­lu fak­tów, za­czerp­nię­tych z in­nych źró­deł, po­trze­ba by­ło­by do­pie­ro szu­kać od­sy­ła­czów i wpro­wa­dzać je do ni­niej­szej książ­ki. Nie chcąc wszak­że zmie­niać raz już przy­ję­te­go sys­te­mu, po­zo­sta­wi­łem je w sta­nie nie­spraw­dzal­no­ści. Uzna­ję ten brak i mam na­dzie­ję za­ra­dzić mu póź­niej. W to­mach na­stęp­nych mam za­miar po­słu­gi­wać się pew­ną me­to­dą przy­to­czeń, któ­ra, uła­twia­jąc czy­tel­ni­ko­wi za­glą­da­nie do przy­ta­cza­nych źró­deł, jed­no­cze­śnie nie roz­pra­sza­ła­by jego uwa­gi.

Ze­szy­ty, z ja­kich skła­da się tom ni­niej­szy, do­star­czo­ne były pre­nu­me­ra­to­rom w po­rząd­ku na­stę­pu­ją­cym: Nr. 35 (str. 1 – 80) w Czerw­cu, 1874; Nr. 36 (str. 81 – 160) w Li­sto­pa­dzie 1874; Nr. 37 (str. 161 – 240) w Lu­tym, 1875; Nr. 37 (str. 241-320) w Maju 1875; Nr. 39 (str. 321 – 400) we Wrze­śniu, 1875; Nr. 40 (str. 401 – 462 z do­dat­ka­mi A i B) w Grud­niu, 1875; Nr. 41 (str. 465 – 544) w Kwiet­niu 1876; Nr. 42 (str. 545 – 624) w Lip­cu 1876; i Nr. 43 (str. 625 – 704), w Grud­niu 1876; Nr. do­dat­ko­wy (44), bę­dą­cy uzu­peł­nie­niem ni­niej­sze­go tomu, uka­zał się w Czerw­cu 1877.

Wraz z owym nu­me­rem 44, pre­nu­me­rat na "Sys­te­mat Fi­lo­zo­fii Syn­te­tycz­nej" usta­je, za­mie­rza się bo­wiem po­zo­sta­łą część dzie­ła wy­da­wać tyl­ko to­ma­mi. Tom na­stęp­ny ukoń­czo­nym, jak są­dzę, zo­sta­nie w roku 1880.

Lon­dyn, Gru­dzień, 1876.

Część pierw­sza.ROZ­DZIAŁ I. ROZ­WÓJ NA­DOR­GA­NICZ­NY.

§ 1. Z po­mię­dzy trzech, z grub­sze­go od­róż­nio­nych, ro­dza­jów ewo­lu­cyi, na­szki­co­wa­nych w Pierw­szych Za­sa­dach, prze­cho­dzi­my te­raz do trze­cie­go. Ro­dzaj pierw­szy, ewo­lu­cya nie­orga­nicz­na, któ­ra w ra­zie jej opra­co­wa­nia, za­ję­ła­by była dwa tomy – je­den o astro­ge­nii, dru­gi o geo­ge­nii, zo­stał po­mi­nię­ty, gdyż nie­po­żą­da­nem wy­da­wa­ło się au­to­ro­wi od­ra­czać wy­kład waż­niej­szych za­sto­so­wań dok­try­ny dla opra­co­wa­nia za­sto­so­wań mniej waż­nych, jak­kol­wiek lo­gicz­nie po­prze­dza­ją­cych tam­te. Czte­ry tomy, idą­ce po Pierw­szych Za­sa­dach, mia­ły do czy­nie­nia z ewo­lu­cyą or­ga­nicz­ną: dwa z po­mię­dzy nich roz­trzą­sa­ły zja­wi­ska fi­zycz­ne, spo­strze­ga­ne przez nas w sku­pie­niach ży­ją­cych wszel­kich po­rząd­ków, tak ro­ślin­nych, jak i zwie­rzę­cych; w dwóch in­nych opra­co­wy­wa­no owe bar­dziej spe­cy­al­ne zja­wi­ska, uka­zu­ją­ce się tyl­ko w naj­wy­żej roz­wi­nię­tych sku­pie­niach or­ga­nicz­nych, a od­róż­nia­ne przez nas, jako zja­wi­ska du­cho­we. Obec­nie prze­cho­dzi­my do ostat­nie­go dzia­łu, ewo­lu­cyi na­dor­ga­nicz­nej. Jak­kol­wiek wy­raz ten jest opi­so­wy, i jak­kol­wiek w Pierw­szych Za­sa­dach (§ 111) opa­trzy­łem go uwa­gą ob­ja­śnia­ją­cą, to jed­nak wła­ści­wem bę­dzie wy­ło­żyć tu jego zna­cze­nie w spo­sób bar­dziej do­kład­ny.

§ 2. Zaj­mu­jąc się fak­ta­mi, ja­kie przed­sta­wia po­je­dyń­czy or­ga­nizm w cią­gu swe­go wzro­stu, doj­rza­ło­ści i upad­ku, ba­da­li­śmy ewo­lu­cyę or­ga­nicz­ną. Je­śli weź­mie­my pod uwa­gę, jak to uczy­nić mu­si­my, dzia­ła­nia i od­dzia­ły­wa­nia, za­cho­dzą­ce po­mię­dzy owym ustro­jem, a ustro­ja­mi in­nych ro­dza­jów, do sto­sun­ków z któ­re­mi po­py­cha go ży­cie, to i wów­czas jesz­cze nie wyj­dzie­my po za gra­ni­ce ewo­lu­cyi or­ga­nicz­nej. Za prze­kro­cze­nie tych gra­nic nie po­trze­bu­je­my tez uwa­żać tego, gdy przyj­dzie­my do zja­wisk, to­wa­rzy­szą­cych pie­lę­gno­wa­niu po­tom­stwa, jak­kol­wiek tu­taj wi­dzi­my już za­ród no­we­go po­rząd­ku zja­wisk. Uzna­jąc fakt, że współ­dzia­ła­nie ro­dzi­ców za­ry­so­wu­je przed nami spra­wy, na­le­żą­ce do kla­sy, już znaj­du­ją­cej się poza or­ga­ni­zmem pro­stym, oraz uzna­jąc, iż nie­któ­re z wy­two­rów ro­dzi­ciel­skie­go współ­dzia­ła­nia, jak np., gniaz­da, są jak­by za­po­wie­dzią wy­two­rów kla­sy na­dor­ga­nicz­nej, mo­że­my jed­nak uwa­żać z całą słusz­no­ścią, że roz­wój na­dor­ga­nicz­ny roz­po­czy­na się tam tyl­ko, gdzie po­wsta­je już coś wię­cej nad po­łą­czo­ne usi­ło­wa­nia ro­dzi­ców. Rzecz ja­sna, iż nie­ma tu żad­nej gra­ni­cy bez­względ­nej. Je­że­li bo­wiem od­by­wa­ła się ewo­lu­cya, to ta jej for­ma, któ­rą uwa­ża­my tu za na­dor­ga­nicz­ną, mu­sia­ła, dro­gą nie­znacz­nych przejść, wy­ło­nić się z or­ga­nicz­nej. Mo­że­my jed­nak dość wła­ści­wie ozna­czyć ją, jako taką, któ­ra za­wie­ra w so­bie wszyst­kie spra­wy i wy­two­ry, ka­żą­ce do­my­ślać się zko­or­dy­no­wa­nych dzia­łań wie­lu osob­ni­ków. Ist­nie­ją roz­ma­ite gru­py zja­wisk na­dor­ga­nicz­nych; nie­któ­re z nich, po­mniej­sze, moż­na bę­dzie po­krót­ce za­zna­czyć tu­taj dla przy­kła­du.

§ 3. Z po­mię­dzy nich naj­bar­dziej po­spo­li­tem!, w pew­nym wzglę­dzie naj­bar­dziej po­ucza­ją­ce­mi, są te, ja­kich do­star­czyć mogą owa­dy to­wa­rzy­skie.

Wie­my wszy­scy, że psz­czo­ły i osy two­rzą spo­łecz­no­ści, w któ­rych jed­nost­ki i sku­pie­nia ich znaj­du­ją się wzglę­dem sie­bie w sto­sun­ku bar­dzo okre­ślo­nym. Po­mię­dzy osob­ni­czą or­ga­ni­za­cyą psz­czo­ły zwy­czaj­ne], a or­ga­ni­za­cyą ula (roju), jako upo­rząd­ko­wa­ne­go sku­pie­nia osob­ni­ków, po­sia­da­ją­ce­go pra­wi­dło­wo urzą­dzo­ne po­miesz­ka­nie, trwa­ła ist­nie­je spój­nia. Tak samo, jak za­ro­dek osy roz­wi­ja się na osob­ni­ka do­sko­na­łe­go, tak samo doj­rza­ła kró­lo­wa – osa, za­ro­dek spo­łecz­no­ści os, roz­wi­ja się w pew­ną licz­bę osob­ni­ków, przed­sta­wia­ją­cą okre­ślo­ny i od­po­wied­ni układ oraz czyn­no­ści. Na do­wód, iż ewo­lu­cya tego po­rząd­ku po­wsta­ła w taki sam spo­sób, jak i bar­dziej pro­ste po­rząd­ki, moż­na tu do­dać, że tak po­mię­dzy psz­czo­ła­mi, jak i osa­mi, roz­ma­ite ro­dza­je oka­zu­ją nam roz­ma­ite jej stop­nie. Po­czy­na­jąc od ro­dza­jów o zwy­cza­jach cał­kiem sa­mot­ni­czych i prze­cho­dząc przez ta­kie, któ­rych to­wa­rzy­skość jest sła­bą, do­się­ga­my ro­dza­jów, w wiel­kim już stop­niu to­wa­rzy­skich. Wśród nie­któ­rych ga­tun­ków mró­wek ewo­lu­cya po­su­nę­ła się o wie­le da­lej – po­wia­dam, wśród ga­tun­ków nie­któ­rych, gdyż i tu rów­nież znaj­du­je­my, że nie­jed­na­kie ga­tun­ki do­się­gły nie­jed­na­kich sta­dy­ów roz­wo­ju. Naj­bar­dziej po­su­nię­te w roz­wo­ju oka­zu­ją po­dział pra­cy, do­pro­wa­dzo­ny tak da­le­ko, iż roz­ma­ite kla­sy osob­ni­ków przy­sto­so­wa­ne są, pod wzglę­dem ich bu­do­wy, do roz­ma­itych czyn­no­ści. Mrów­ki bia­łe albo ter­mi­ty (na­le­żą­ce jed­nak do in­ne­go rzę­du owa­dów) mają nad­to sam­ców i sa­mi­ce, żoł­nie­rzy i pra­cow­ni­ków, w nie­któ­rych zaś ra­zach ist­nie­ją dwa ro­dza­je sam­ców i sa­mic, skrzy­dla­tych i bez­skrzy­dłych, któ­re two­rzą sześć form od­mien­nych. U mró­wek sa­ib­skich (Sau­ba), obok dwóch roz­wi­nię­tych form płcio­wych, znaj­du­je­my trzy for­my, pod wzglę­dem płcio­wym nie­roz­wi­nię­te – jed­ną kla­sę pra­cow­ni­ków we­wnętrz­nych i dwie ze­wnętrz­nych. Na­ko­niec, wśród ga­tun­ków nie­któ­rych, po­dział pra­cy uzu­peł­nia się przez bra­nie do nie­wo­li mró­wek in­nych. Spo­strze­ga się rów­nież utrzy­my­wa­nie owa­dów ob­cych, nie­kie­dy w celu zu­źyt­ko­wy­wau­ia ich wy­dzie­lin, nie­kie­dy zaś w ce­lach nam nie­zna­nych tak, że, jak za­zna­cza Sir John Lub­bock, nie­któ­re mrów­ki utrzy­mu­ją wię­cej zwie­rząt do­mo­wych, niż czło­wiek. Co wie­ce], wśród człon­ków tych spo­łecz­no­ści ist­nie­je pe­wien sys­tem po­ro­zu­mie­wa­nia się, od­po­wia­da­ją­cy jak­by pier­wot­nej mo­wie. Nad­to, ist­nie­ją kunsz­tow­ne spo­so­by ko­pa­nia, ro­bie­nia dróg i bu­dow­nic­twa. W Kon­go Tuc­key "zna­lazł ist­ną ban­za (wio­skę) mro­wisk, umiesz­czo­nych bar­dziej pra­wi­dło­wo, niż po­miesz­ka­nia w osa­dach tu­byl­ców." Na­ko­niec Schwe­in­furth po­wia­da, iż po­trze­ba by­ło­by ca­łe­go tomu na opi­sa­nie ma­ga­zy­nów, kom­nat, przejść, mo­stów, za­wie­ra­ją­cych się w pa­gór­ku (w mro­wi­sku) ter­mi­tów.

Ale, jak za­zna­czo­no wy­żej, cho­ciaż owa­dy to­wa­rzy­skie oka­zu­ją nam ro­dzaj ewo­lu­cyi, o wie­le wyż­szej, niż pro­sta ewo­lu­cya or­ga­nicz­na – cho­ciaż wy­twa­rza­ne przez nie sku­pie­nia roz­licz­ne­mi spo­so­by na­śla­du­ją agre­ga­ty spo­łecz­ne, to jed­nak nie są to praw­dzi­wie spo­łecz­ne agre­ga­ty; każ­dy z nich bo­wiem jest w rze­czy­wi­sto­ści jed­ną tyl­ko dużą ro­dzi­ną. Nie są to związ­ki osob­ni­ków po­dob­nych, nie spo­krew­nio­nych ze sobą i mniej wię­cej rów­nych pod wzglę­dem zdol­no­ści, ale są to ra­czej związ­ki po­mię­dzy po­tom­ka­mi jed­nej mat­ki, trwa­ją­ce nie­kie­dy przez czas jed­ne­go po­ko­le­nia, nie­kie­dy zaś znacz­nie dłu­żej; otóż, z tych spo­łecz­no­ści krew­nych wy­la­nia się moż­li­wość klas, po­sia­da­ją­cych od­mien­ną bu­do­wę, a tem sa­mem od­mien­ne czyn­no­ści. Zróż­nicz­ko­wa­nia, uka­zu­ją­ce się w jed­nej z tych ob­szer­nych i zło­żo­nych ro­dzin owa­dów, po­krew­ne są ra­czej tym zróż­nicz­ko­wa­niom, ja­kie spro­wa­dza róż­ni­ca płci, nie zaś ta­kim, ja­kie po­wsta­ją w spo­łe­czeń­stwach wła­ści­wych. Za­miast dwóch ro­dza­jów osob­ni­ków, po­cho­dzą­cych od tych sa­mych ro­dzi­ców, ist­nie­je tu kil­ka ro­dza­jów osob­ni­ków, po­cho­dzą­cych rów­nież od jed­nej pary ro­dzi­ców. Na­ko­niec, za­miast pro­ste­go współ­dzia­ła­nia dwóch zróż­nicz­ko­wa­nych osob­ni­ków w spra­wie wy­cho­wa­nia po­tom­stwa, ist­nie­je tu za­wi­łe współ­dzia­ła­nie kil­ku zróż­nicz­ko­wa­nych klas osob­ni­ków.

§ 4. Istot­ne for­my za­cząt­ko­we ewo­lu­cyi na­dor­gau­icz­nej uka­zu­ją się do­pie­ro wśród nie­któ­rych krę­gow­ców wyż­szych. Pew­ne pta­ki two­rzą spo­łecz­no­ści, od­zna­cza­ją­ce się już nie­ja­kim stop­niem ko­or­dy­na­cyi. U gaw­ro­nów wi­dzi­my pew­ną in­te­gra­cyę, ob­ja­wia­ją­cą się we wspól­nem po­ży­ciu tych sa­mych ro­dzin w cią­gu ca­łych po­ko­leń i w wy­klu­cza­niu ob­cych. Ist­nie­je tu pew­na nie­wy­raź­na kon­tro­la, pew­ne uzna­wa­nie wła­sno­ści, pew­ne ka­ra­nie jej gwał­ci­cie­li i wy­ga­nia­nie ich. Jaka taka spe­cy­ali­za­cya za­jęć uka­zu­je się w roz­sta­wia­niu czat pod­czas że­ro­wa­nia sta­da. Za­zwy­czaj tez wi­dzi­my pew­ne zgod­ne dzia­ła­nie ca­łej spo­łecz­no­ści w wy­pad­kach od­lo­tu i po­wro­tu. Do­się­ga się tu współ­dzia­ła­nia, da­ją­ce­go się po­rów­nać z ta­kiem, ja­kie wi­dzi­my wśród ma­łych zbio­ro­wisk naj­niż­szych istot Judz­kich, nie po­sia­da­ją­cych jesz­cze rzą­du.

Zwie­rzę­ta gro­madz­kie (stad­ne) więk­szej czę­ści ro­dza­jów już co­kol­wiek prze­kra­cza­ją gra­ni­cę pro­stych związ­ków to­wa­rzy­skich. Istot­nie, w zwierzch­nic­twie naj­sil­niej­sze­go sam­ca nad sta­dem wi­dzi­my ja­kiś ślad or­ga­ni­za­cyi rzą­dzą­cej. Nie­ja­kie współ­dzia­ła­nie w ce­lach za­czep­nych oka­zu­ją nam zwie­rzę­ta, po­lu­ją­ce zbio­ro­wo, w ce­lach zaś obron­nych – zwie­rzę­ta, by­wa­ją­ce przed­mio­tem po­lo­wań, jak to np. po­dług Ros­sa, czy­nią ba­wo­ły pół­noc­no­ame­ry­kań­skie, któ­rych sam­ce gro­mad­nie strze­gą krów w po­rze cie­le­nia się przed na­pa­ścią wil­ków i niedź­wie­dzi. Nie­któ­re wszak­że ssa­ki stad­ne, jak np., bo­bry, po­su­wa­ją dość wy­so­ko współ­dzia­ła­nia to­wa­rzy­skie w spra­wie bu­do­wa­nia po­miesz­kań. Na­ko­niec, u wie­lu czwo­ro­rę­kich (pri­ma­tes) stad­ność łą­czy się z pew­nem pod­po­rząd­ko­wa­niem, pew­nem ko­ja­rze­niem, pew­ne­mi ob­ja­wa­mi uczuć spo­łecz­nych. Spo­strze­ga­my tu po­słu­szeń­stwo przy­wód­com, zjed­no­cze­nie wy­sił­ków, wi­dzi­my cza­ty i sy­gna­ły, wi­dzi­my ja­kieś wy­obra­że­nie wła­sno­ści i wy­mia­nę usług, wi­dzi­my ad­op­to­wa­nie sie­rot; na­ko­niec, spo­strze­ga­my, iż gro­ma­da po­dą­ża z po­mo­cą swym człon­kom, któ­rym gro­zi ja­kieś nie­bez­pie­czeń­stwo.

§ 5. Wszyst­kie te ka­te­go­rye prawd, da­ją­ce się roz­sze­rzyć na­wet po­nad wy­ma­ga­nia obec­ne­go celu, przy­to­czy­łem tu dla kil­ku po­wo­dów. Na­przód, wy­da­wa­ło mi się po­ży­tecz­nem wy­ka­zać, iż po­nad ewo­lu­cyą or­ga­nicz­ną w roz­ma­itych kie­run­kach usi­łu­je po­wsta­wać ewo­lu­cya dal­sza. Po­wtó­re, za­mia­rem mym było dać dość roz­le­gle wy­obra­że­nie owej ewo­lu­cyi na­dor­ga­nicz­nej, nie bę­dą­cej zja­wi­skiem jed­ne­go ro­dza­ju, lecz róż­nych ro­dza­jów, a to w za­leż­no­ści od cha­rak­te­rów roz­ma­itych ga­tun­ków or­ga­ni­zmów, wśród któ­rych się ona uka­zu­je. Na­ko­niec, po­żą­da­nem było dla mnie dać do zro­zu­mie­nia czy­tel­ni­kom, iż ewo­lu­cya na­dor­gau­icz­na naj­wyż­sze – go po­rząd­ku wy­ła­nia się z ewo­lu­cyi po­rząd­ku by­najm­niej nie wyż­sze­go, niż ta, ja­kiej róż­no­rod­ne ob­ja­wy wi­dzi­my w świe­cie zwie­rzę­cym wo­gó­le.

Zro­biw­szy to spo­strze­że­nie, mo­że­my już ogra­ni­czyć się do tej tyl­ko for­my ewo­lu­cyi na­dor­gau­iczu­ej, któ­ra tak da­le­ce prze­wyż­sza wszyst­kie inne za­kre­sem swym, zło­żo­no­ścią i waż­no­ścią, że czy­ni je sto­sun­ko­wo nie­znacz­ne­mi. Mó­wię tu o tej for­mie ewo­lu­cyi, jaka ob­ja­wia się nam we wzro­ście, bu­do­wie, czyn­no­ściach i wy­two­rach spo­łe­czeństw ludz­kich. Te­raz prze­cho­dzi­my wła­śnie do zja­wisk, przez ewo­lu­cyę ową ob­ję­tych, a zgru­po­wa­nych tu pod ogól­nym na­głów­kiem So­cy­olo­gii.ROZ­DZIAŁ II. CZYN­NI­KI ZJA­WISK SPO­ŁECZ­NYCH.

§ 6. Stan da­ne­go cia­ła nie­ży­ją­ce­go za­le­ży od współ­dzia­ła­nia (ko­ope­ra­cyi) jego sił wła­snych, oraz tych, któ­rym on pod­le­ga-, jako przy­kład słu­żyć tu może ka­wa­łek me­ta­lu, któ­re­go dro­bi­ny przy­bie­ra­ją stan sta­ły albo płyn­ny, po czę­ści od­po­wied­nio do swej przy­ro­dy, po czę­ści zaś do od­dzia­ły­wa­ją­cych na nie fal cie­pli­ko­wych. Po­dob­nie też ma się rzecz z ja­kąś gru­pą przed­mio­tów nie­ży­ją­cych. Weź­my, np., oba­lo­ny wóz ce­gieł, prze­wró­co­ną tacz­kę żwi­ru, albo też wy­próż­nio­ny przez mal­ca wo­rek z ka­my­ka­mi. Za­cho­wa­nie się każ­de­go z tych sku­pień – w pierw­szym wy­pad­ku, za­trzy­ma­nie się ce­gieł w kształ­cie sto­su o ścia­nach pio­no­wych, – w dru­gim, utwo­rze­nie się kupy o bo­kach bar­dziej po­chy­lo­nych – w trze­cim zaś, roz­pry­śnię­cie się i po­to­cze­nie (ka­my­ków) we wszyst­kich kie­run­kach – za­cho­wa­nie się to w każ­dym wy­pad­ku okre­śla się czę­ścią przez wła­sno­ści po­je­dyń­czych człon­ków gru­py, czę­ścią zaś przez siłę cią­że­nia, ude­rze­nia i star­cia, ja­kim pod­le­ga­ją od­dziel­ne jed­nost­ki gru­py.

Tak samo dzie­je się wów­czas, kie­dy roz­dziel­ne (di­scret) sku­pie­nie skła­da się z ciał or­ga­nicz­nych, np., z człon­ków da­ne­go ga­tun­ku. Ga­tu­nek bo­wiem zwięk­sza się lub zmniej­sza pod wzglę­dem licz­by, roz­sze­rza lub za­cie­śnia za­kres swe­go po­by­tu, prze­sie­dla się lub po­zo­sta­je na miej­scu, za­cho­wu­je daw­ny ro­dzaj ży­cia lub przy­bie­ra nowy – za spra­wą zjed­no­czo­nych wpły­wów swej wła­snej przy­ro­dy we­wnętrz­nej, oraz dzia­łań ze­wnętrz­nych, or­ga­nicz­nych i nie­orga­nicz­nych.

Tak samo da­lej ma się rzecz ze sku­pie­nia­mi lu­dzi. Czy to bę­dzie spo­łe­czeń­stwo za­cząt­ko­we, czy też roz­wi­nię­te, za­wsze przed – sta­wia nam ono zja­wi­ska, któ­re dają się przy­pi­sać dzia­ła­niu przy­mio­tów jed­no­stek, oraz dzia­ła­niu wa­run­ków, w ja­kich one żyją. Ta­kim więc jest pier­wiast­ko­wy po­dział czyn­ni­ków zja­wisk spo­łecz­nych.

§ 7. Czyn­ni­ki te dają się po­dzie­lić po­now­nie. W każ­dym z dwóch dzia­łów do­tych­cza­so­wych znaj­du­ją się gru­py czyn­ni­ków, wy­bit­nie się od sie­bie róż­nią­cych.

Po­czy­na­jąc od czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych, wi­dzi­my, iż za­raz róż­ne ich ro­dza­je od­dzia­ły­wa­ją nie­jed­na­ko. Mamy tu na­przód kli­mat cie­pły lub zim­ny, czy­li tem­pe­ra­tu­rę, wil­got­ny lub su­chy, sta­ły lub zmien­ny. Mamy da­lej po­wierzch­nię (grun­tu), któ­rej więk­sza lub mniej­sza część jest do zdo­by­cia, a zaś w mniej­szym albo więk­szym stop­niu bywa uro­dzaj­ną, nad­to mamy tu za­ry­sy po­wierzch­ni, jed­no­staj­ne (jed­no­po­sta­cio­we) lub wie­lo­kształt­ne. Da­lej mamy tu two­ry ro­ślin­ne, w jed­nem miej­scu ob­fi­tu­ją­ce li­czeb­nie i pod wzglę­dem ro­dza­jów, w in­nem zaś zdra­dza­ją­ce bra­ki pod któ­rym­kol­wiek z tych wzglę­dów, albo też pod jed­nym i dru­gim. Na­resz­cie, obok flo­ry da­nej miej­sco­wo­ści, mamy jesz­cze jej fau­nę, któ­ra wpły­wać może roz­ma­ite­mi spo­so­by, nie­tyl­ko dzię­ki licz­bie swych ga­tun­ków i osob­ni­ków, ale tak­że dzię­ki sto­sun­ko­wi ga­tun­ków po­ży­tecz­nych do szko­dli­wych. Od tych grup wa­run­ków or­ga­nicz­nych i nie­orga­nicz­nych, ce­chu­ją­cych oto­cze­nie, za­le­ży pier­wiast­ko­wa moż­ność ewo­lu­cyi spo­łecz­nej.

Zwra­ca­jąc się do czyn­ni­ków we­wnętrz­nych, mamy za­uwa­żyć na­przód, iż osob­nik ludz­ki, roz­wa­ża­ny jako jed­nost­ka spo­łecz­na, przed­sta­wia pew­ne ce­chy fi­zycz­ne, jak np. pe­wien sto­pień siły, dzia­łal­no­ści, wy­trzy­ma­ło­ści, któ­re wpły­wa­ją na wzrost i bu­do­wę spo­łe­czeń­stwa. W każ­dym tez wy­pad­ku od­zna­cza się on pew­ne­mi ce­cha­mi emo­cy­onal­ne­mi, któ­re do­po­ma­ga­ją, krę­pu­ją lub zmie­nia­ją dzia­łal­ność spo­łe­czeń­stwa i jego roz­wój. Nad­to, sto­pień in­te­li­gen­cyi i wła­ści­we mu skłon­no­ści umy­sło­we sta­ją się rów­nież przy­czy­no­wy­mi współ­czyn­ni­ka­mi spo­łecz­ne­go spo­ko­ju lub zmia­ny spo­łecz­nej.

Gdy ta­kie­mi są gru­py czyn­ni­ków pier­wiast­ko­wych, zo­bacz­my te­raz, ja­kie są gru­py czyn­ni­ków wtór­nych albo po­chod­nych, wpro­wa­dza­nych w grę przez samą ewo­lu­cyę spo­łecz­ną.

§ 8. Na­przód na­zna­czyć tu moż­na stop­nio­we, tak or­ga­nicz­ne jak nie­orga­nicz­ne, zmia­ny oto­cze­nia, ja­kich do­ko­ny­wa­ją spo­łe­czeń­stwa. Po­mię­dzy nie­mi znaj­du­ją się, np. zmia­ny kli­ma­tu, spo­wo­dy­wa­ne przez dre­no­wa­nie lub kar­czo­wa­nie da­nej miej­sco­wo­ści. Zmia­ny ta­kie mogą sprzy­jać wzro­sto­wi spo­łe­czeń­stwa, jak np. gdy oko­li­ca zbyt dżdży­sta sta­nie się mniej dżdży­stą przez wy­cię­cie la­sów; albo gdy z oko­li­cy wil­got­nej uczy­ni­my miej­sco­wość zdrow­szą i ży­zną przez usu­nię­cie wody (1), albo też mogą zmia­ny owe być szko­dli­we­mi, jak np. wów­czas, gdy przez wy­cię­cie la­sów miej­sco­wość już przed­tem su­cha sta­nie się nie­płod­ną: jako do­wód przy­to­czyć tu moż­na sie­dli­sko daw­nej cy­wi­li­za­cyi se­mic­kiej, a, w stop­niu mniej­szym Hisz­pa­nie.

Da­lej, mamy tu zmia­ny, za­leż­ne od ro­dza­jów i ilo­ści ro­ślin, zaj­mu­ją­cych daną prze­strzeń. Zmia­ny te są tro­ja­kie. Na­przód wzma­ga się upra­wa ro­ślin, sprzy­ja­ją­cych roz­wo­jo­wi spo­łecz­ne­mu, i za­stą­pie­nie ta­kich, co mu nie sprzy­ja­ją; od­by­wa się stop­nio­we wy­twa­rza­nie lep­szych od­mian tych ro­ślin, spro­wa­dza­ją­ce z cza­sem wiel­kie ich zbo­cze­nia od ty­pów pier­wot­nych. Wresz­cie nie­kie­dy wpro­wa­dza się ro­śli­ny nowe.

Jed­no­cze­śnie też pod dzia­ła­niem po­stę­pu spo­łecz­ne­go, od­by­wa­ją się po­krew­ne zmia­ny w fau­nie da­nej oko­li­cy. Mamy tu zmniej­sze­nie lub wy­ple­nie­nie jed­ne­go albo kil­ku ga­tun­ków szko­dli­wych, kar­mie­nie ga­tun­ków po­ży­tecz­nych, wpły­wa­ją­ce dwo­ja­ko, gdyż zwięk­sza ich licz­bę i czy­ni bar­dziej po­ży­tecz­ne­mi dla spo­łe­czeń­stwa ich od­mia­ny. Nad­to, spo­ty­ka­my też na­tu­ra­li­zo­wa­nie ga­tun­ków po­żą­da­nych, przy­wie­zio­nych z ze­wnątrz.

Po­trze­ba się tyl­ko za­sta­no­wić, jak nie­zmier­ne prze­ci­wień­stwo ist­nie­je po­mię­dzy la­sem, peł­nym wil­ków, lub ba­gni­stem opa­rze­li­skiem, za­lud­nio­nem przez dzi­kie ptac­two, a uka­zu­ją­ce­mi się póź­niej na­tem sa­mem miej­scu ła­na­mi zbo­ża albo łą­ka­mi, aby przy­po­mnieć so­bie, że or­ga­nicz­ne i nie­orga­nicz­ne oto­cze­nie spół­e­czeń­stwa, w cią­gu jego po­stę­pu pod­le­ga nie­ustan­nym prze­obra­że­niom i że prze­obra­że­nia te sta­ją się waż­nym czyn­ni­kiem wtór­nym spo­łecz­nej ewo­lu­cyi.

§ 9. In­nym czyn­ni­kiem wtór­nym jest zwięk­sza­nie się ob­ję­to­ści spo­łecz­ne­go agre­ga­tu, zwięk­sza­nie się, któ­re­mu po­wszech­nie to­wa­rzy­szy wzrost gę­sto­ści za­lud­nie­nia. Obok zmian spo­łecz­nych, do- – (1) God­nem uwa­gi jest, iż dre­no­wa­nie po­tę­gu­je to, co prze­no­śnie moż­na by­ło­by na­zwać od­dy­cha­niem zie­mi, i że od tego od­dy­cha­nia za­le­ży ży­cie ro­ślin lą­do­wych, a więc i zwie­rząt i lu­dzi. Wszel­ka zmia­na at­mos­fe­rycz­ne­go ci­śnie­nia wtła­cza lub wy­cią­ga czą­stecz­ki po­wie­trza ze wszyst­kich szcze­lin grun­tu. Głę­bo­kość, ja­kiej do­się­ga owo nie­re­gu­lar­ne wdy­cha­nie i wy­dy­cha­nie, wzra­sta przez usu­nię­cie wody z grun­tu, gdyż szcze­li­ny, na­peł­nio­ne wodą, nie mogą na­peł­niać się po­wie­trzem. Dla tego też owe roz­kła­dy che­micz­ne, od­by­wa­ją­ce się pod wpły­wem po­wie­trza, któ­re się od­na­wia z każ­dem wznie­sie­niem się lub spad­kiem ba­ro­me­tru, do­się­ga­ią pod wpły­wem dre­no­wa­nia więk­szej głę­bo­ko­ści, a w ten spo­sób ży­cie ro­ślin, za­leż­ne od ta­kich roz­kła­dów, sta­je się ła­twiej­szem.

ko­ny­wa­nych na in­nej dro­dze, ist­nie­ją zmia­ny, od­by­wa­ją­ce się pod wpły­wem sa­me­go wzro­stu. Masa (jed­no­stek) jest za­ra­zem wa­run­kiem i wy­ni­kiem or­ga­ni­za­cyi. Ja­snem jest, że róż­no­rod­ność bu­do­wy moż­li­wą się sta­je tyl­ko dzię­ki mno­go­ści jed­no­stek. Po­dział pra­cy nie może po­su­nąć się da­le­ko tam, gdzie nie­wie­lu jest lu­dzi, coby się nią dzie­li­li. Współ­dzia­ła­nia zło­żo­ne, w za­kre­sie rzą­du i prze­my­słu nie­moż­li­we są, gdy lud­ność nie jest dość wiel­ką, aby do­star­czyć mo­gła dzia­ła­czy roz­ma­itych ro­dza­jów i stop­ni. Na­ko­niec wie­le wyż­szych form dzia­łal­no­ści, tak za­bor­czej, jak też i po­ko­jo­wej, moż­li­we­mi są do wy­ko­na­nia tyl­ko dzię­ki owej po­tę­dze jaką dają lu­dziom masy wiel­kie.

Tak więc, jed­nym z czyn­ni­ków po­chod­nych, bę­dą­cych, tak jak inne, za­ra­zem przy­czy­ną i na­stęp­stwem spo­łecz­ne­go po­stę­pu, jest roz­rost spo­łe­czeń­stwa. Inne czyn­ni­ki współ­dzia­ła­ją mu; to zaś przy­czy­nia się do wy­wo­ła­nia zmian dal­szych.

§ 10. Po­mię­dzy czyn­ni­ka­mi po­chod­ne­mi za­zna­czyć da­lej mo­że­my wza­jem­ny wpływ spo­łe­czeń­stwa na jed­nost­ki i jed­no­stek na spo­łe­czeń­stwo – wpływ ca­ło­ści na czę­ści, oraz czę­ści na ca­łość.

Jak tyl­ko utrwa­li się pew­ne sko­ja­rze­nie lu­dzi, na­tych­miast po­mię­dzy spo­łecz­no­ścią i każ­dym z jej człon­ków roz­po­czy­na­ją się dzia­ła­nia i od­dzia­ły­wa­nia, zmie­nia­ją­ce przy­ro­dę jed­nej i dru­gich. Kon­tro­la ca­ło­ści nad jej jed­nost­ka­mi dąży za­wsze do ukształ­to­wa­nia ich dzia­łań, uczuć i wy­obra­żeń, od­po­wied­nio do wy­ma­gań spo­łecz­nych, dzia­ła­nia zaś te, uczu­cia i wy­obra­że­nia, zmie­niw­szy się pod wpły­wem zmie­nio­nych oko­licz­no­ści, dążą znów do po­now­ne­go, od­po­wied­nio ich du­cho­wi, ukształ­to­wa­nia spo­łe­czeństw.

Oprócz więc pier­wiast­ko­wej przy­ro­dy jed­no­stek i wy­two­rzo­ne­go przez nią spo­łe­czeń­stwa, mu­si­my brać jesz­cze w ra­chu­bę ich przy­ro­dę na­pły­wo­wą (in­du­ced). Nie­kie­dy od­dzia­ły­wa­nia wza­jem­ne sta­ją się tu po­tęż­ną przy­czy­ną prze­obra­żeń w obu tych sfe­rach.

§ 11. Po­zo­sta­je tu za­zna­czyć jesz­cze je­den czyn­nik po­chod­ny nie­zmier­nej wagi. Mam na my­śli wpływ oto­cze­nia na­dor­ga­nicz­ne­go – dzia­ła­nie i od­dzia­ły­wa­nie po­mię­dzy da­nem spo­łe­czeń­stwem a spo­łe­czeń­stwa­mi są­sied­nie­mu

Gdy mar­ny przed sobą za­le­d­wie małe, ko­czu­ją­ce i nie­zor­ga­ni­zo­wa­ne hor­dy, wów­czas star­cia się jed­nej z nich z dru­gą nie wy­wo­łu­ją w ich ukła­dzie żad­nych zmian sta­łych. Ale gdy w hor­dach tych po­wsta­nie już okre­ślo­ne przy­wódz­two, do wy­wo­ła­nia któ­re­go dążą czę­ste star­cia, na­de­wszyst­ko zaś, gdy star­cia, za­koń­czą się pod­bi­ciem jed­nej z hord przez dru­gą, wów­czas uka­zu­ją się za­cząt­ki or­ga­ni­za­cyi po­li­tycz­nej; tak samo, jak na po­cząt­ku, tak i póź­niej, wza­jem­ne te woj­ny spo­łe­czeństw po­cią­ga­ją za sobą bar­dzo waż­ne skut­ki, roz­wi­ja­jąc urzą­dze­nia spo­łecz­ne, albo ra­czej nie­któ­re z nich. Tu­taj bo­wiem prze­lot­nie wska­zać mogę na pew­ną praw­dę, któ­rą póź­niej trze­ba bę­dzie roz­wi­nąć w zu­peł­no­ści, że, pod­czas gdy or­ga­ni­za­cya prze­my­sło­wa da­ne­go spo­łe­czeń­stwa wa­run­ku­je się jego oto­cze­niem or­ga­nicz­nem i nie­orga­nicz­nem, or­ga­ni­za­cya rzą­do­wa okre­śla się głów­nie jego oto­cze­niem na­dor­ga­nicz­nem – t… j… od­dzia­ły­wa­niem owych spo­łe­czeństw są­sied­nich, z któ­re­mi dane spo­łe­czeń­stwo to­czy wal­kę o byt.

§ 12. W gru­pie czyn­ni­ków po­chod­nych po­zo­sta­je jesz­cze je­den, któ­re­go po­tę­ga nie może być chy­ba prze­ce­nio­ną. My­ślę tu o na­gro­ma­dza­niu się owych wy­two­rów na­dor­ga­nicz­nych, od­róż­nia­nych przez nas za­zwy­czaj, jako sztucz­ne, ale bę­dą­cych ze sta­no­wi­ska fi­lo­zo­fii, nie­mniej przy­ro­dzo­ne­mi od wszyst­kich in­nych wy­two­rów ewo­lu­cyi. Wy­two­ry te do kil­ku na­le­żą po­rząd­ków.

Na­przód idą owe na­rzę­dzia ma­te­ry­al­ne – od nie­zgrab­nie łu­pa­ne­go krze­mie­nia, aż do zło­żo­nej ma­chi­ny au­to­ma­tycz­nej ja­kiejś fa­bry­ki pa­ro­wej; od ło­dzi ża­glo­wej aż do 80 ton­no­wych stat­ków, od le­pian­ki z chró­stu i tra­wy – do miast wraz z ich pa­ła­ca­mi i świą­ty­nia­mi. Da­lej mamy tu mowę, zdol­ną zra­zu je­dy­nie do po­słu­gi­wa­nia się ge­sta­mi w udzie­la­niu wy­obra­żeń pro­stych, ale na­by­wa­ją­cą póź­niej zdol­no­ści ści­słe­go wy­ra­ża­nia za­wi­łych po­jęć. Lub zno­wu, prze­cho­dząc od tego sta­dy­um, na któ­rem mowa prze­sy­ła jed­nej lub nie­wie­lu oso­bom myśl je­dy­nie za po­mo­cą dźwię­ków, zbli­ża­my się da­lej do pi­sma, ma­low­ni­cze­go, do dru­ku na­szych dru­karń pa­ro­wych, przy czem zwięk­sza się nie­ogra­ni­cze­nie licz­ba po­ro­zu­mie­wa­ją­cych się osób – w ob­szer­nych pi­śmien­nic­twach udo­stęp­nia się, w roz­ma­itych miej­scach i cza­sach, po­ję­cia i uczu­cia nie­zli­czo­nej ilo­ści lu­dzi. Współ­rzęd­nie też od­by­wa się roz­wój wie­dzy, za­koń­czo­ny po­wsta­niem na­uki. Li­cze­nie na pal­cach roz­ra­sta się w da­le­ko się­ga­ją­cą na­ukę ma­te­ma­ty­ki; spo­strze­ga­nie zmian księ­ży­ca pro­wa­dzi z cza­sem do teo­ryi ukła­du sło­necz­ne­go; wresz­cie ko­lej­no po­wsta­ją na­uki, któ­rych pier­wiast­ko­wo nie moż­na było wy­kryć na­wet w za­rod­ku. Tym­cza­sem nie­licz­ne zra­zu i pro­ste oby­cza­je, mno­żąc się, sta­jąc się bar­dziej okre­ślo­ne­mi i utrwa­la­jąc, dają po­czą­tek sys­te­ma­tów! praw. Prze­są­dy pier­wot­ne sta­ją się źró­dłem mi­to­lo­gii, teo­lo­gii i ko­smo­go­nii. Mnie­ma­nie po­wszech­ne, wcie­la­ją­ce się w wie­rze­niach re­li­gij­nych, wcie­la się nad­to w ko­dek­sach ce­re­mo­nii i po­stę­po­wa­nia, oraz w utrwa­lo­nych uczu­ciach spo­łecz­nych. Na­ko­niec po­wo­li roz­wi­ja­ją się rów­nież wy­two­ry, zwa­ne przez nas es­te­tycz­ne­mi, któ­re same przez się two­rzą gru­pę wy­so­ce zło­żo­ną. Od na­szyj­ni­ków z ości ry­bich do­cho­dzi­my do kunsz­tow­nych, ja­skra­wych i nie­skoń­cze­nie uroz­ma­ico­nych stro­jów; z nie­zgod­nych śpie­wów wo­jen­nych wy­ła­nia się sym­fo­nia i ope­ra. Le­pian­ki roz­ra­sta­ją się we wspa­nia­łe świą­ty­nie; na miej­scu ja­skiń, upstrzo­nych pier­wot­ne­mi zna­ka­mi, po­wsta­ją z cza­sem ga­le­rye ma­lar­stwa; w koń­cu opo­wia­da­nie o czy­nach wo­dza, za­bar­wio­ne mi­mi­ką, daje po­czą­tek epo­pei, dra­ma­to­wi, li­ry­ce oraz ca­łej roz­le­głej ma­sie utwo­rów po­etyc­kich, po­wie­ści, bio­gra­fii, hi­sto­ryi.

Te roz­ma­ite po­rząd­ki wy­two­rów na­dor­ga­nicz­nych, z któ­rych każ­dy, roz­wi­ja­jąc się w so­bie, wy­twa­rza nowe ro­dza­je i ga­tun­ki i roz­ra­sta się w ca­łość bar­dziej roz­le­głą, z któ­rych każ­dy, dzia­ła­jąc na inne, pod­le­ga ich od­dzia­ły­wa­niu, sta­no­wią nie­zmier­nie ob­szer­ny, za­wi­ły i po­tęż­ny splot wpły­wów. W cią­gu ewo­lu­cyi spo­łecz­nej zmie­nia­ją one wiecz­nie tak jed­nost­ki, jak i spo­łe­czeń­stwo, a jed­no­cze­śnie same pod­le­ga­ła ich wpły­wo­wi. Two­rzą one stop­nio­wo to, co mo­że­my uwa­żać, bądź jako nie­ży­ją­cą część sa­me­go spół­e­czeń­stwa, bądź też in­a­czej, jako oto­cze­nie wtór­ne, któ­re nie­kie­dy sta­je się waż­niej­szem od pier­wiast­ko­we­go – tak da­le­ce waż­niej­szem, iż umoż­li­wia ono wy­so­kie ży­cie spo­łecz­ne w ta­kich or­ga­nicz­nych i nie­orga­nicz­nych wa­run­kach, ja­kie pier­wiast­ko­wo by­ły­by ży­cie to za­ta­mo­wa­ły.

§ 13. Ta­kim jest szkic owych czyn­ni­ków. Przed­sta­wia­jąc je na­wet w ich po­sta­ci naj­bar­dziej ogól­nej, wi­dzi­my, iż po­łą­cze­nie ich jest już spra­wą wiel­ce zło­żo­ną.

Uzna­jąc praw­dę pier­wiast­ko­wą, iż zja­wi­ska spo­łecz­ne za­le­żą w czę­ści od przy­ro­dy jed­no­stek, po czę­ści zaś od sił, ja­kim one pod­le­ga­ją, wi­dzi­my, iż dwie te, za­sad­ni­czo od­ręb­ne gru­py czyn­ni­ków, wśród ja­kich roz­po­czy­na się ży­cie spo­łecz­ne, w mia­rę po­su­wa­nia się zmian spo­łecz­nych, dają po­czą­tek gru­pom in­nym. Pier­wot­ne wpły­wy oto­cze­nia, or­ga­nicz­ne i nie­orga­nicz­ne, zra­zu pra­wie zu­peł­nie nie da­ją­ce się zmie­niać, ule­ga­ją zmia­nom co­raz bar­dziej pod dzia­ła­niem roz­wi­ja­ją­ce­go się spo­łe­czeń­stwa. Pro­sty wzrost za­lud­nie­nia wpro­wa­dza w grę nowe przy­czy­ny prze­obra­żeń, któ­rych waga zwięk­sza się co­raz bar­dziej. Wza­jem­ne wpły­wy spo­łe­czeń­stwa na jego jed­nost­ki i jed­no­stek na spo­łe­czeń­stwo dzia­ła­ją nie­ustan­nie we­spół, two­rząc nowe pier­wiast­ki. Wraz ze wzro­stem li­czeb­no­ści i roz­wo­jem bu­do­wy spo­łe­czeństw, wy­wo­łu­ją one w so­bie głę­bo­kie prze­obra­że­nia, bądź za spra­wą swych walk wza­jem­nych, bądź też dzię­ki sto­sun­kom prze­my­sło­wym. Na­ko­niec, wiecz­nie się na­gro­ma­dza­ją­ce i co­raz bar­dziej za­wi­łe wy­two­ry na­dor­ga­nicz­ne, tak ma­te­ry­al­ne, jak i du­cho­we, sta­no­wią dal­szą gru­pę czyn­ni­ków, któ­re sta­ją się co­raz bar­dziej wpły­wo­we­mi przy­czy­na­mi zmian. W ten spo­sób, jak­kol­wiek za­wi­łe­mi są już czyn­ni­ki owe od po­cząt­ku, każ­dy krok w ich roz­wo­ju po­tę­gu­je ową za­wi­łość, przez do­da­nie no­wych czyn­ni­ków, któ­re rów­nież sta­ją się jed­no­cze­śnie bar­dziej zło­żo­ne­mi i po­tęż­ne­mi.

Przej­rzaw­szy jed­nak tu­taj czyn­ni­ki wszel­kich po­rząd­ków, tak pier­wot­ne jak i po­chod­ne, mu­si­my na te­raz zrzec się roz­trzą­sa­nia czyn­ni­ków po­chod­nych, od­da­jąc się wy­łącz­nie lub pra­wie wy­łącz­nie czyn­ni­kom pier­wot­nym. Mu­si­my, o ile moż­no­ści, roz­pa­try­wa­ne tu, dane so­cy­olo­gii ogra­ni­czyć do owych da­nych pier­wot­nych, wspól­nych zja­wi­skom spo­łecz­nym w ogól­no­ści i ła­twiej da­ją­cych się od­róż­nić w spo­łe­czeń­stwach naj­prost­szych. Sto­sow­nie do ogól­ne­go a do­ko­na­ne­go na wstę­pie, po­dzia­łu przy­czyn współ­dziel­czych na ze­wnętrz­ne i we­wnętrz­ne, roz­wa­ży­my na­przód przy­czy­ny ze­wnętrz­ne.ROZ­DZIAŁ IV. PIER­WOT­NE CZYN­NI­KI WE­WNĘTRZ­NE.

§ 22. Za­rów­no do­kład­na zna­jo­mość pier­wot­nych czyn­ni­ków we­wnętrz­nych, jak i pier­wot­nych ze­wnętrz­nych czyn­ni­ków, każe przy­pusz­czać o wie­le więk­szą zna­jo­mość prze­szło­ści, niż ta, jaka jest do­stęp­ną dla nas. Z jed­nej stro­ny na pod­sta­wie ko­ści ludz­kich oraz przed­mio­tów, zdra­dza­ją­cych dzia­ła­nia lu­dzi i znaj­dy­wa­nych w po­kła­dach no­wo­żyt­nych, oraz w osa­dach ja­ski­nio­wych, z okre­sów od­le­głych się­ga­ją­cych cza­su, w któ­rym za­cho­dzi­ły wiel­kie zmia­ny w kli­ma­cie i ukła­dzie lą­dów i mórz, – mu­si­my wno­sić, iż sie­dzi­by ple­mion wiecz­nie pod­le­ga­ły prze­obra­że­niom, cho­ciaż o przy­ro­dzie owych prze­obra­żeń nie­ja­sne tyl­ko mo­że­my mieć do­my­sły. Z dru­giej stro­ny, zmia­ny, za­cho­dzą­ce w sie­dli­skach ple­mion, każą przy­pusz­czać w nich sa­mych zmia­ny przy­sto­so­wy­wa­nia się, tak pod wzglę­dem bu­do­wy, jak i czyn­no­ści, o któ­rych jed­nak nie­wie­le wię­cej wie­dzieć mo­że­my nad to, że się zda­rza­ły.

Tak ułam­ko­we do­wo­dy, jak te, któ­re po­sia­da­my, nie dają nam do­sta­tecz­nej rę­koj­mi praw­dzi­wo­ści wnio­sków, do­ty­czą­cych stop­nia i ro­dza­ju róż­ni­cy po­mię­dzy ludz­mi z od­le­głej prze­szło­ści i ludź­mi dzi­siej­szy­mi. Ist­nie­ją, co praw­da, szcząt­ki, któ­re, osob­no wzię­te, wska­zu­ją na niż­szość typu ras na­szych przod­ków. Czasz­ka ne­an­der­tal­ska i inne, po­dob­ne jej, ze swe­mi ol­brzy­mie­mi łu­ka­mi na­docz­ne­mi, o ce­chach tak mał­pich, na­le­żą do licz­by owych do­wo­dów. Ist­nie­je rów­nież inna czasz­ka, nie­daw­no zna­le­zio­na przez Mr. Gil­l­ma­na w pa­gór­ku nad rze­ką De­tro­it, w Mi­czy­ga­nie i opi­sa­na prze­zeń, jako bar­dzo po­dob­na do czasz­ki szym­pan­za, a to z sze­ro­ko­ści płasz­czyzn, do któ­rych przy­cze­pia­ją się mię­śnie skro­nio­we. Ale, po­nie­waż zna­le­zio­no ją wraz z in­ne­mi, któ­re ni­czem nie zwra­ca­ły uwa­gi, po­nie­waż nad­to o ta­kich czasz­kach, jak ne­an­der­tal­ska, nie do­wie­dzio­no aby po­cho­dzi­ły z cza­sów o wie­le daw­niej­szych, niż inne, tyl­ko nie­znacz­nie zba­cza­ją­ce od form po­spo­li­tych – prze­to nie moż­na tu wy­cią­gać żad­nych wnio­sków sta­now­czych. Po­dob­ne też, lecz może bar­dziej po­zy­tyw­ne wy­wo­dy moż­li­we­mi są od­no­śnie do owe­go szcze­gól­ne­go spłasz­cze­nia go­le­ni u nie­któ­rych ras sta­ro­żyt­nych, ja­kie wy­ra­ża się w na­uko­wym ter­mi­nie "pla­tyk­net­nicz­ny." Szcze­gól­na ta ce­cha, za­uwa­żo­na na­przód przez prof. Bu­ska i dok­to­ra Fal­co­ne­ra, jako od­zna­cza­ją­ca lu­dzi, któ­rych ko­ści po­zo­sta­ły w ja­ski­niach gi­bral­tar­skich – ry­chło po­tem od­kry­tą też zo­sta­ią przez prof. Bro­ca wśród szcząt­ków lu­dzi ja­ski­nio­wych we Fran­cyi i na nowo spo­strze­żo­ną była przez Mr. Bu­ska na szcząt­kach, po­cho­dzą­cych z ja­skiń Denh­gh­shi­re'u, zaś jesz­cze póź­niej Mr. Gil­l­man wy­ka­zał, iż spłasz­cze­nie to sta­no­wi ce­chę ogól­ną go­le­ni, znaj­dy­wa­nych wraz z naj­pier­wot­niej­sze­mi na­rzę­dzia­mi ka­mien­ne­mi w pa­gór­kach nad rze­ką St.-Cla­ire w Mi­czy­ga­nie. Po­nie­waż ce­cha ta nie od­zna­cza, o ile wia­do­mo, ja­kiej­kol­wiek z po­mię­dzy ras ży­ją­cych, gdy tym­cza­sem wła­ści­wą była ra­som z miej­sco­wo­ści tak od sie­bie od­le­głych, jak: Gi­bral­tar, Fran­cya, Wa­li­ja, Ame­ry­ka Pół­noc­na, mu­si­my prze­to wy­wnio­sko­wać, iż wy­róż­nia­ła ona ja­kąś sze­ro­ko roz­sie­dlo­ną rasę sta­ro­żyt­ną od tych, co po­zo­sta­ły przy ży­ciu.

Jak się zda­je, fak­ty zna­ne do­tych­czas upo­waż­nia­ją do dwóch tyl­ko wnio­sków. Na­przód, iż w epo­kach od­le­głych, tak samo jak dzi­siaj, od­mia­ny lu­dzi od­róż­nia­ły się roz­ma­ite­mi i dość wy­bit­ne­mi ce­cha­mi bu­do­wy kość­ca, a praw­do­po­dob­nie też i in­ne­mi ce­cha­mi. Po­wtó­re, że pew­ne ce­chy zwie­rzę­co­ści i niż­szo­ści, oka­zy­wa­ne przez nie­któ­re z tych od­mian daw­nych, albo zni­kły, albo też uka­zu­ją się dzi­siaj tyl­ko jako zbo­cze­nia nie­zwy­kłe.

§ 23. Tak tedy, poj­mu­jąc pier­wot­ne czyn­ni­ki we­wnętrz­ne w tem ich roz­le­głem zna­cze­niu, ogar­nia­ją­ce­ni sobą rysy czło­wie­ka przed­hi­sto­rycz­ne­go, nie­wiel­ką zy­sku­je­my po­moc. Jed­nak­że, dzię­ki po­szu­ki­wa­niom geo­lo­gów i ar­che­olo­gów, śmia­ło mo­że­my wy­pro­wa­dzić ten waż­ny wnio­sek ogól­ny, że w cią­gu tak daw­no mi­nio­ne­go okre­su, jak ten, co upły­nął od za­ra­nia dzie­jów – od­by­wa­ły się cią­głe róż­nicz­ko­wa­nia ras, cią­głe po­ko­ny­wa­nie mniej sil­nych lub mniej przy­sto­so­wa­nych przez bar­dziej po­tęż­ne albo wię­cej przy­sto­so­wa­ne, cią­głe ru­go­wa­nie od­mian niż­szych ku sie­dzi­bom dla nich nie­po­żą­da­nym; nie­kie­dy zaś – wy­ple­nia­nie tych niż­szych od­mian.

Te­raz więc, ma­jąc w pa­mię­ci to nie­ja­sne poj­mo­wa­nie czło­wie­ka pier­wot­ne­go i jego dzie­jów, mu­si­my za­do­wol­nię się, gdy nada­my mu okre­ślo­ność, na jaką nas stać – a to przez zba­da­nie ta­kich ras ist­nie­ją­cych, ja­kie o ile wno­sić wol­no z ich cech wi­do­mych, oraz na­rzę­dzi (sprzę­tów), naj­bliż­sze­mi są czło­wie­ka pier­wot­ne­go. Le­piej bę­dzie, gdy, za­miast roz­trzą­sać wszyst­kie kla­sy od­no­śnych cech w jed­nym roz­dzia­le – ugru­pu­je­my je w trzech roz­dzia­łach. Roz­pa­trzy­my na­przód stro­nę fi­zycz­ną, po­tem uczu­cio­wą, na koń­cu zaś umy­sło­wą.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: