-
nowość
Zawiła nić przeznaczenia - ebook
Zawiła nić przeznaczenia - ebook
Życie głównej bohaterki jest niebywale zagmatwane. W dzieciństwie nagła śmierć ojca pozostawiła dużą ranę i uczucie tęsknoty. Wspomnienia młodzieńczych lat to historia pierwszej miłości pełnej naiwnej wiary, że płomień zakochania sprawi, że razem przetrwają wszystko. Tragiczne doświadczenia dojrzałego życia odebrały całą radość, uwięziły w osobistej przestrzeni bez perspektyw na przyszłość. W dorosłym życiu przywrócona nadzieja, oraz miłość dodały skrzydeł zachęcając do sięgnięcia po więcej.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-260-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wstęp
_„Życie jest jak jazda autobusem. Nigdy nie wiesz kto do niego wsiądzie,_
_czy zaraz wysiądzie, a może całą drogę będzie obok ciebie.”_
Pasją Pauliny od zawsze była jazda motocyklem. Uwielbiała ten moment, kiedy ubrana w skórzany kombinezon, kask i rękawice odpalała swoją lśniącą Perełkę. Pomruk silnika był najpiękniejszą muzyką w uszach motocyklistki. Podczas jazdy nie wykorzystywała pełnej mocy pojazdu. Jeździła raczej ostrożnie, z rozwagą. Tragiczny wypadek drogowy, w wyniku, którego zginął ukochany ojciec dziewczyny, kiedy ta była zaledwie nastolatką, nauczył Paulinę jak kruche bywa życie. Jak niewiele potrzeba, by spokojny, poukładany świat bezpowrotnie wywrócił się do góry nogami. Pozostawiając rozdzierający duszę smutek, żal i niewysłowioną tęsknotę za ukochaną osobą, która była nam szczególnie bliska, a która w tak druzgocący sposób już na zawsze została odebrana. Nauczona przykrymi doświadczeniami nie miała zamiaru ryzykować własnego życia, jednak tej jednej przyjemności jaką dawała Paulinie jazda na piekielnej maszynie nie potrafiła sobie odmówić. Co więcej właśnie dzięki tej pasji poznała swoją _pierwszą miłość_. Chłopaka, który na bardzo długo stał się ważną częścią jej życia. W trakcie jednej z relaksujących przejażdżek zatrzymała się na stacji paliw, aby zatankować, a tam na stanowisku obok stał przystojny motocyklista tankujący identyczną co ona maszynę. Nie myśląc wiele wesoło chłopaka zagadnęła i już po chwili pili razem kawę ze stacyjnego automatu. To był wstęp do trwającego kilka lat szczęśliwego związku, pełnego miłości, oddania i wzajemnego zrozumienia. Choć nie snuli daleko idących planów na przyszłość, a wspólne życie mijało dzień za dniem, naturalnym wydawało się, że już zawsze będą razem. Nic nie zapowiadało, iż idylla tego związku zostanie tak dotkliwie zakłócona. W jednej nieostrożnej chwili ich sielankowe życie rozsypie się na kawałeczki.
Znamiennego lata para zakochanych trzecią rocznicę swojego związku postanowiła świętować nad morzem. Spakowani, w dobrych nastrojach wyruszyli w kilkugodzinną podróż. Maszyny na drodze spisywały się bez zarzutu. Pogoda dopisywała. Niemniej prażące słońce wraz z każdym przebytym kilometrem wzmagało u motocyklistów zmęczenie, jednak wizja zimnego piwa w scenerii malowniczego zachodu słońca skutecznie przeganiała odrętwienie. Para dotarłszy do hotelu zameldowała się w recepcji i odebrała klucz do przydzielonego im pokoju. Po czym nie zwlekając odświeżyli się po podróży i zachowując pogodę ducha spacerkiem udali się na plażę powitać morze.
— Kacprze spójrz jak pięknie! — dziewczynę zachwycił widok jaki miała przed oczyma.
Wysokie fale z głuchym szumem raz za razem uderzały o brzeg i wracały zagarniając coraz większą część, o dziwo opustoszałej o tej porze dnia, plaży. Powietrze przesycone było słonym zapachem, a od wody wiał chłodny, orzeźwiający powiew morskiej bryzy. Zakochani zeszli na plażę po zachodniej stronie mola. Był to niewątpliwie mniej oblegany przez wczasowiczów fragment wybrzeża. Para znalazła zaciszne miejsce, usiadła na piasku i wpatrzona w hipnotyzujący widok sączyła zimne piwo z plastikowych kubeczków.
— Tak długo na to czekałem — westchnął chłopak — plaża, morze, zimne piwo, a u boku piękna dziewczyna. Czego chcieć więcej!
— Wariat — Paulina roześmiała się, żartobliwie trącając chłopaka łokciem w bok — też się cieszę, że przyjechaliśmy. Miałeś wspaniały pomysł, nawet jeśli to tylko na kilka dni.
— Kochanie, najlepszego z okazji naszej rocznicy. Następny rok razem na pewno będzie równie szczęśliwy. Już zawsze będę kochał tylko ciebie.
— Ja również — mruknęła dziewczyna opierając głowę na ramieniu chłopaka — bardzo cię kocham — cmoknęła ukochanego w policzek — za kolejne lata razem — stuknęli się kubeczkami z piwem i upili po sporym łyku.
Zachodzące słońce malowało krajobraz głębokimi odcieniami pomarańczowymi, które odbijały się w spokojnej tafli wody, tworząc jedność między ziemią a niebem. Tak spektakularny widok wart był uwiecznienia. Paulina wyjęła z torebki telefon i cyknęła kilka fotek z ciemną sylwetką mola w tle, skąpaną w płynnych odcieniach złota. Najładniejszą wstawiła na swój profil z dopiskiem _„Słoneczne uśmiechy znad czarownego Bałtyku”._
— Ten zachód jest wyjątkowo upajający — westchnęła dziewczyna — spójrz na te kolory. Matka Natura to niezaprzeczalnie doskonały artysta, potrafi tworzyć naprawdę niesamowite dzieła. Warto było pokonać tych kilkaset kilometrów, żeby ujrzeć takie cudo. To bajeczne uzupełnienie szczególnego dnia.
— Z tobą u boku każdy dzień jest szczególny — chłopak pochylił się i pocałował dziewczynę. Najpierw łagodnie i czule, potem nieco gwałtowniej z pożądliwością — może wrócimy teraz do naszego pokoju — zaproponował, z ociąganiem odrywając się od ust dziewczyny — by tam przy lampce szampana kontynuować nasze świętowanie.
— Słońce zaszło, spektakl zakończony, więc… czemu by nie! — Paulina uśmiechnęła się z aprobatą.
Zakochani podnieśli się jednocześnie. Otrzepali z piasku ubrania i podekscytowani trzymając się za ręce wrócili do hotelu. Żadne z nich nawet nie podejrzewało, że był to ich ostatni, wspólnie oglądany zachód słońca.
Pozostałe dni para urlopowiczów spędziła beztrosko w pogodnym nastroju. Ciesząc się występami ulicznych artystów, kosztując lokalnych przysmaków, podziwiając piękno okolicy, a przede wszystkim zażywając endorfin leniuchując na plaży. Nadmorski widok uspokajał, a ustronny zakątek sprzyjał odprężeniu i wyciszał emocje. Pozwalał doładować wewnętrzny akumulator, z którego mieli czerpać do następnego urlopu.
— Ale mi się nie chce wracać — jęknęła Paulina — czy nie możemy zostać jeszcze jeden dzień?
— Niestety, to co dobre szybko się kończy — Kacper przyznał równie niechętnie.
— Zawsze marzyłam, by zamieszkać nad morzem. Zazdroszczę tutejszym mieszkańcom, mają to wszystko na wyciągnięcie ręki.
Paulina z rozczuleniem spojrzała na biegnącego w oddali wzdłuż linii brzegowej młodego mężczyznę ze słodkim szczeniakiem u nogi. Niezdarny psiak z trudem nadążał za krokiem pana. — _Dragon, noga_ — mężczyzna biegnąc co kilka kroków gwizdał i nawoływał szczeniaka. Dla kobiety widok ten ucieleśniał typowego, lokalnego mieszkańca tej pięknej nadmorskiej miejscowości.
— Gdybyś tutaj zamieszkała, szybko przestałabyś doceniać tę wyjątkowość. Codzienność, by ją zabiła — głos Kacpra oderwał Paulinę od rozczulającego widoku.
— Być może, ale i tak super byłoby zostać tutaj na dłużej.
— I zostawiłabyś wszystko za sobą, rodzinę, pracę, znajomych?
— Właśnie dlatego to tylko czcze pragnienie. Pomarzyć sobie mogę — Paulina uśmiechnęła się do swoich myśli — a nuż kiedyś się spełnią…
— Czy i mnie uwzględniasz w tych marzeniach? — chłopak pochylił się nad dziewczyną przysłaniając jej sobą cały widok nieba.
— A byłbyś skłonny porzucić dla mnie wszystko?
— Bez wahania! Nigdy cię nie zostawię, już zawsze będziemy razem — zapewnił chłopak poświadczając swoje słowa gorliwym pocałunkiem — lecz teraz powinniśmy się już zbierać — niechętnie oderwał się od ust dziewczyny.
— Nie zaczekamy na zachód słońca? Kto wie, kiedy będziemy mieli okazję znowu go zobaczyć.
— Niestety, jeśli chcemy dotrzeć o planowanym czasie powinniśmy wyruszyć już teraz.
— Skoro tak, to żegnaj morze — dziewczyna po raz ostatni tęsknie spojrzała na spienione morskie bałwany — do zobaczenia następnym razem, kiedyś…
Urlopowicze odeszli nie oglądając się za siebie. Wsiedli na swoje lśniące maszyny i spokojnie ruszyli w drogę powrotną do domu. Nieuchronnie zbliżając się do tragedii, która miała postawić ich beztroskie życie na głowie. Z czasem przyjdzie im wracać myślami do tej chwili zastanawiając się, czy gdyby jednak zostali obejrzeć ten zachód słońca uniknęliby koszmaru, który zgotowało im przeznaczenie? Gdyby tylko choć chwile dłużej posiedzieli na tych piaszczystych wydmach ich los by się odmienił? Albo gdyby przedłużyli swój pobyt o ten jeden, upragniony dzień, czy ich życie ułożyłoby się inaczej? Na tego typu rozważania trudno znaleźć jasną odpowiedź. Ile byśmy się nie zastanawiali to i tak niczego pewnego nie wymyślimy. A zagadnienia typu _„co by było, gdyby?”_ już zawsze będą prześladować nieważne, ile czasu upłynie. Jedynym wyjściem wydaje się być pogodzenie się z losem i po prostu dopasowanie do sytuacji w jakiej się znalazło. Nie ważne jak ciężkie, smutne czy przykre będą to doświadczenia, należy przeć do przodu nie poddając się. Przecież zawsze mogło być gorzej. W życiu nic nie jest… _na pewno_!
Dokładnie takiej sytuacji na własnej skórze doświadczyła Paulina. Jadąc pewnie, niemniej z zachowaniem największej ostrożności nie spodziewała się, że jakiś naćpany wariat wyjedzie z drogi podporządkowanej wprost pod jej koła. Wszystko działo się w przeciągu ułamka sekundy i nie miała nawet możliwości o czymkolwiek pomyśleć, czy jakkolwiek zareagować, a jedyne co wtedy poczuła to niczym skrzydła Anioła Stróża okrywające jej ciało w desperackiej próbie chronienia ostatniej iskierki jej istnienia. Balansując na krawędzi życia i śmierci do ostatniego przebłysku świadomości Paulina nie dowierzała, że przytrafiło jej się coś złego. Jedyna myśl jaka uporczywie krążyła po jej zamglonym umyśle, to przekonanie, że w istocie musiał to być sen. Paskudny sen, z którego za chwilę się obudzi. To, że nie mogła poruszyć żadną częścią ciała, a wokół panowała ciemność musiało być efektem koszmaru. Wystarczy, że ponownie zamknie oczy, znowu zaśnie, a gdy się obudzi we własnym łóżku wszystko będzie po staremu.
Prawdą jednak było, że z tego koszmaru dziewczyna bardzo długo nie mogła się obudzić. Jej pokiereszowane, z licznymi złamaniami, zmiażdżoną prawą nogą, pogrążone w śpiączce mózgowej, ciało według oceny lekarzy nie rokowało zbyt optymistycznie. Jej szanse na powrót do pełnego zdrowia były bliskie zeru, mimo tak szokujących wiadomości rodzina i najbliżsi przyjaciele czuwający przy pacjentce, choć kompletnie wstrząśnięci, nie tracili nadziei. Pełni wiary w wolę życia Pauliny wyczekiwali najdrobniejszych oznak poprawy jej stanu. Wreszcie po kilku ciągnących się w nieskończoność tygodniach nastąpił przełom. Dziewczynie powoli wracała świadomość. Jednakże ostateczna diagnoza była druzgocąca. O ile inne złamania wraz z upływem czasu ładnie się goiły to pogruchotana kończyna oraz uszkodzony kręgosłup, według lekarzy, nigdy nie miały wrócić do pełnej sprawności. W najgorszym przypadku dziewczynę czekał wózek inwalidzki, w najlepszym o ile podda się żmudnej, długotrwałej rehabilitacji być może będzie w stanie poruszać się o balkoniku. Pierwszy szok trwał kilka tygodni. W tym czasie Paulina nie chciała widzieć nikogo poza najbliższą rodziną. Nawet Kacprowi zakazała zbliżać się do siebie. Załamana, nie chciała pokazywać się chłopakowi w tak opłakanym stanie. Wzgardzała sobą i swoją ułomnością. Już wystarczająco dobijał ją fakt, że musiała być ciężarem dla własnej rodziny, by obarczać tym brzemieniem chłopaka, który powinien żyć normalnym życiem. To, że się spotykali nie zobowiązywało go do pozostania u boku dziewczyny tylko dlatego, że spotkało ją coś złego. Niemniej upór Kacpra i determinacja z tamtego okresu sprawiły, że Paulina odpuściła. Na nowo przyjęła serce chłopaka i z nadzieją spojrzała w przyszłość. Miłość dodawała jej siły, popychała do działania. Z zaciętością poddawała się katorżniczej rehabilitacji byle tylko znów stanąć na nogach. By odzyskać swoje poukładane życie. Co nie było łatwe. Pomimo zachowania pozornej pogody ducha codzienność przytłaczała. Nawet przy wsparciu najbliższych Paulinie ciężko było pogodzić się ze swoim losem. Do tej pory była niezależną, nieźle sobie radzącą w życiu osobą, aż nagle stała się bezwolną, na każdym kroku potrzebującą usłużnych dłoni kaleką. Tak trudno było przywyknąć, prosić o pomoc przy najdrobniejszych czynnościach, które normalnie zdrowy człowiek wykonuje bez głębszego zastanowienia. Kiedyś tak podstawowy mechanizm, jak ubieranie się, spożywanie posiłków, korzystanie z toalety, czy choćby zwyczajne umycie rąk nie mówiąc o innych, rutynowych zachowaniach dnia codziennego było naturalną czynnością. Teraz stało się wielką przeprawą nie do pokonania bez asekuracji drugiej osoby. Z każdym upływającym dniem coraz trudniej było Paulinie budzić się co rano i przyjmować realia obecnego życia. Wprost zmuszała się, aby każdego ranka otworzyć oczy. Świadomość własnej beznadziejności zniechęcała, zabijała zapał. Na domiar złego zniecierpliwienie i częsty brak zrozumienia ze strony opiekunów, który ranił do żywego również nie ułatwiał pogodzenia się z sytuacją. Każde nieprzychylne słowo, nierzadko opryskliwe podejście odbierało poczucie własnej wartości, podcinało skrzydła. Rozgoryczona, gdyby tylko mogła, najchętniej wymazałaby całe swoje marne istnienie z tego świata byle tylko uwolnić bliskich od ciężaru opieki. Dusząc się w sobie Paulina znosiła każdy kolejny dzień, choć szczerze nienawidziła własnego życia, a sobą dosłownie się brzydziła, to zaciskała zęby i cały czas walczyła chcąc odzyskać kontrolę nad własną codziennością. Mimo to po czterech latach intensywnej terapii w dalszym ciągu nie widać było satysfakcjonujących efektów. Choć dziewczyna stała się nieco bardziej samodzielna to nadal musiała poruszać się na wózku. Miłość Kacpra podtrzymywała Paulinę na duchu, nie pozwalała zrezygnować. Wciąż nieugięcie ćwiczyła korzystając z każdej dostępnej w kraju placówki oferującej usługi rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Ograniczony styl życia, jak i długie tygodnie spędzane na turnusach odbiły się na życiu towarzyskim dziewczyny. Znajomi i przyjaciele pochłonięci własnym życiem jedni po drugich wykruszali się z jej kręgu. Po latach pozostali tylko ci najwytrwalsi i najbliższa rodzina. To ich życzliwość i wsparcie w najtrudniejszych okresach jej zmagań pomagały Paulinie zachować pozytywne nastawienie i utrzymać ulotną radość z życia. Przyszłość nie jawiła się już w tak czarnych kolorach. Choć nadal każdego dnia przerażała, to mogła żyć ciesząc się z drobnych rzeczy dnia codziennego. Kochając i będąc kochaną. Upływający czas pokazał jednak, że nawet najgorętsza miłość posiada limit poświęcenia. O ile rodzina pozbawiona możliwości wyboru wiernie trwała wraz z dziewczyną w matni, jaką zgotował dla niej los, to chłopak mimo swoich najszczerszych chęci i gorliwych zapewnień nie zdołał utrzymać płonności uczuć. Rzeczywistość życia u boku niepełnosprawnej osoby okazała się zbyt przytłaczająca. Wszelkie ograniczenia i przeszkody, z którymi przyszło mierzyć się zakochanym przez te kilka długich lat ostatecznie zabiła miłość. Ich siedmioletni związek zakończył się względnie spokojnie, bez negatywnych emocji, obwiniania. Po prostu rozstali się bez zbędnego roztrząsania wdzięczni za spędzone razem chwile. Na łzy przyszedł czas później, za zamkniętymi drzwiami, w samotności. Tęsknota przez długi czas rozrywała zbolałe serce dziewczyny, mimo to nie mogła mieć żalu. To nie była niczyja wina, a jeśli już to raczej jej i jej pokrętnego losu. Tym samym musiała pozwolić chłopakowi odejść, miał prawo do własnego, normalnego życia ze zdrową partnerką u boku. Już i tak przez te ostatnie cztery wyczerpujące lata wiele dla niej poświęcił, teraz musiała radzić sobie sama.
Co wcale nie było proste. Przywykła do obecności ukochanej osoby, niełatwo miała tak z dnia na dzień pogodzić się z myślą, że w jej sercu nikogo już nie ma i prawdopodobnie już nigdy nie będzie. Samotność od teraz miała pozostać częścią jej życia już na zawsze. Będąc na skraju największego zwątpienia Paulina przeczytała w intrenecie o zagranicznej placówce medycznej zajmującej się podobnymi do jej przypadkami z wysokim procentem skuteczności leczenia. Bez wahania wysłała online swoją historię choroby. Przecież nic na tym nie traciła, mogła jedynie zyskać. Odpowiedź przyszła już po kilku dniach. Dokumentacja, którą przesłała do zagranicznej kliniki kwalifikowała dziewczynę do przyjęcia. Miała zaledwie miesiąc na przygotowania do wylotu za granicę. Choć przerażała Paulinę samotna wyprawa do obcego kraju, to nic nie było w stanie jej od tego odwieść. Przedstawiona propozycja była jej ostatnią deską ratunku. W kraju przez te pięć lat osiągnęła limit medycznych możliwości. Nie była już w stanie niczego więcej z siebie, a tym bardziej z dostępnych metod leczenia wykrzesać. Za granicą oferowali innowacyjne technologie dające więcej możliwości. Jak miała oprzeć się takiej pokusie. Nic nie liczyło się bardziej od odzyskania kontroli nad własnym życiem. Tym samym wyleciała do obcego kraju pełna pozytywnych oczekiwań. Napędzana nową nadzieją odsunęła na bok problemy sercowe i rzuciła się w wir morderczych ćwiczeń wzmacniających ciało i nowatorskich zabiegów poprawiających tkankę kostną i mięśniową pogruchotanej kończyny i kręgosłupa. Mimo nikłej szansy zaciętość Pauliny sprawiła, że po trzech latach pobytu w zagranicznej placówce udało się dziewczynie stanąć o balkoniku. Oczywiście nie bez stabilizującej ortezy kolanowej, z której pewnie już do końca życia będzie musiała korzystać. Jakie jednak miało znaczenie tak niewielkie ograniczenie przy możliwości pozbycia się znienawidzonego wózka i odzyskaniu samodzielności. Nieznaczne światełko na końcu mrocznego tunelu życia, którym ostatnie lata podążała wypełniło młodą kobietę nową energią. Urzeczywistnienie tego pierwszego kroku wydawało się trwać wieczność, natomiast reszta powrotu do względnej sprawności była już tylko krótką chwilą. W rezultacie po kolejnych dwunastu miesiącach ciężkiej pracy mogła poruszać się samodzielnie przy pomocy kuli z nieodzownym stabilizatorem na nodze. Było to osiągnięcie ponad najśmielsze oczekiwania, a jednak dokonała tego. Teraz mogła zacząć planować powrót do domu.
Kilkuletnia separacja od rodziny sprawiła, że Paulina bardzo tęskniła. Drugą rzeczą było, że postępy swojego zdrowienia wciąż trzymała w tajemnicy. Podczas rozmów z najbliższymi nie ujawniała jak dobrze sobie radziła. Pragnęła po powrocie zaskoczyć wszystkich odzyskaną sprawnością. Chciała, aby sami zobaczyli, że znów porusza się o własnych siłach. Że znienawidzony wózek mogła ostatecznie posłać do lamusa.
Data wypisu kobiety zbiegała się z datą ślubu jej młodszej siostry. Był to idealny moment na powrót do domu. Paulina nie informując nikogo pozałatwiała wszelkie formalności i w pełni rozkwitu wiosny wróciła do kraju. Postanowiła zrobić rodzinie niespodziankę zjawiając się na ślubie niezapowiedzianą. Niestety przez opóźniony lot nie zdążyła na czas dotrzeć do kościoła, udała się więc bezpośrednio na salę weselną. Wystrojona w długą do kostek, szyfonową sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, podkreślającej blask jej oczu, stanęła przed głównym wejściem czekając na przybycie weselników. Kiedy podjechał samochód Państwa Młodych podeszła o krok bliżej ciekawa reakcji siostry. Spodziewała się raczej żywiołowego, pełnego radosnych pisków powitania, jednak wbrew oczekiwaniom siostra wysiadając z pojazdu spojrzała na Paulinę i najzwyklej w świecie odwróciła się do swojego świeżo poślubionego małżonka. Po krótkiej chwili dało się zauważyć zmianę w zachowaniu Pani Młodej. Kobieta zesztywniała, lekko zmarszczyła brwi, po czym bardzo powolutku odwróciła głowę. Najwyraźniej zaczęła uświadamiać sobie kogo przed chwilą miała przed oczami. Chwilę później z rozdzierającym piskiem, śmiejąc się i płacząc na przemian wisiała u szyi Pauliny.
— Siostra, jak to możliwe? — Milena dopytywała pociągając nosem — Jak się tu znalazłaś? Dlaczego nic nie powiedziałaś? Kiedy wróciłaś? Czy naprawdę dobrze się czujesz? Już zawsze będziesz chodzić?
— Powolutku, nie wszystko naraz — Paulina roześmiała się. Reakcja siostry nic a nic jej nie zaskoczyła. Właśnie takiego powitania się spodziewała. Niekończących się pytań i szalonych pisków radości — Mili, szczęścia na nowej drodze życia! — przytuliła siostrę jedną ręką z trudem przełykając łzy wzruszenia — Pięknie wyglądasz. Wybacz, że nie było mnie przy tobie podczas przygotowań.
— Głupia, wiesz, jak było mi przykro, kiedy powiedziałaś, że nie będzie cię ze mną w tak ważnym dniu?! — Milena walnęła siostrę w ramię.
— Mówiłaś, że rozumiesz.
— Kłamałam! Co miałam powiedzieć, skoro utrzymywałaś, że nadal poruszasz się na wózku.
— Przepraszam, chciałam zrobić ci niespodziankę. Naprawdę nie mogłam wrócić wcześniej.
— Nie szkodzi. Ważne, że jesteś. Jestem taka szczęśliwa — kobiety uścisnęły się ponownie — a teraz chodź przywitaj się z moim mężem… kurcze, jak to fajnie brzmi — Milena zachichotała — zanim reszta rodziny cię dopadnie.
Z mężczyzną Paulina poznała się przy okazji siostrzanych rozmów przez wideo czat, jednak osobiście spotykali się po raz pierwszy. Mirek był wysokim, przystojnym facetem, co więcej ślepo zapatrzonym w swoją świeżo poślubioną małżonkę.
— Życzę wam wszystkiego co najlepsze — Paulina wyciągnęła do mężczyzny rękę — wzajemnego zrozumienia, żaru nieustającej miłości i samych przyjemnych we wspólnym życiu zdarzeń.
— Dziękujemy bardzo — Mirek odwzajemnił uścisk dłoni szwagierki uśmiechając się przy tym serdecznie.
— Proszę, dbaj o moją siostrę — kobieta również się uśmiechnęła — Milena czasem bywa niesforna, jeśli nie będziesz sobie z nią radził powiedz, a ja ustawię ją do pionu. Teraz jesteśmy rodziną.
— Myślę, że jakoś sobie poradzę. Mili to miłość mojego życia.
— Cieszę się — Paulina cofnęła rękę — a teraz kontynuujcie swoje, a ja pójdę przywitać się z resztą rodziny.
Nieoczekiwane pojawienie się dawno nieobecnej krewniaczki, do tego szczęśliwie uleczonej, wprowadziło chwilowy zamęt wśród niektórych członków najbliższej rodziny. Żeby jednak nie zakłócać powagi uroczystości Paulina pozostała na uboczu ceremonii. Ta wyjątkowa chwila miała całkowicie skupiać się na jej młodszej siostrze. To był dzień Mileny i jej ukochanego. Szczęśliwym trafem mama zaabsorbowana ceremonią nie dopatrzyła w tłumie weselników obecności starszej córki. Na to powitanie miał przyjść czas później, w wolnej chwili, po zakończeniu wszelkich weselnych rytuałów.
Odnalezienie się w nowej rzeczywistości było dla Pauliny nie lada wyzwaniem. Kilka kolejnych miesięcy kobieta uporządkowywała swoje życie, robiła plany, wyznaczała cele. Z rezerwą odnawiała stare znajomości, nawiązywała nowe. Codzienność stopniowo zaczynała odzyskiwać dawne kolory. Wracała do względnej normalności. Teraz mogła obudzić się z ponurego snu tamtej feralnej chwili i wrócić do wcześniejszego trybu życia. Niestety bez ukochanego mężczyzny u boku. Tej cząstki minionego życia odzyskać nie mogła. Kacper założył rodzinę, miał żonę i rocznego synka. Nie można być zachłannym i pragnąć zbyt wiele. Powrót do sprawności był wystarczającą rekompensatą za stracone lata i miłość.
Na zewnątrz wszystko zdawało się układać idealnie. Paulina znów żyła życiem, za którym tak strasznie tęskniła podczas rekonwalescencji, niemniej w głębi duszy wciąż czuła pustkę. Czegoś jej brakowało. Miała nieodparte wrażenie, jak gdyby utknęła w nieprzemijającym mroku. Tak jakby tamtego pamiętnego lata słońce, które zniknęło za horyzontem dla niej nigdy więcej na niebie się nie pojawiło. Jakby zupełnie przestało wschodzić i zachodzić. Pewnie dlatego przez wszystkie te lata tak bardzo pragnęła móc wrócić w tamto miejsce. I choć było to do zrealizowania, przecież w każdej chwili mogła wybrać się nad morze, to nie chciała tego robić będąc przykutą do wózka inwalidzkiego. Dla kobiety ten ustronny zakamarek plaży, z którego wtedy obserwowali niebo w płomieniach zachodzącego słońca, był niczym pokrzepiająca przystań. Mogła tam wrócić tylko o własnych siłach. Usiąść na piasku i poczekać, aż zagubione słońce ponownie rozświetli swym blaskiem morski widnokrąg. Tylko w ten sposób Paulina mogła odzyskać pełnie życia po dramacie jaki wpisał się w jej los.
Po niespełna dekadzie straconych lat względny spokój na nowo poukładanego według własnych reguł życia mąciły kobiecie myśli o powrocie na tamtą plażę. Odkąd Paulina odzyskała kontrolę to jedno pragnienie dzień po dniu w niej narastało. Zalewało niczym nieokiełznana fala. Żyła niby nowym życiem, a jednak z poczuciem, że póki nie wróci w tamto miejsce i nie zobaczy spektaklu budzącego się z morza słońca jej teraźniejszość nie nabierze pełni. Tym samym w dziesiątą rocznicę owego feralnego wydarzenia kobieta postanowiła ostatecznie rozprawić się z przeszłością. Spakowała walizkę i samotnie wyruszyła odzyskać wewnętrzny spokój.
Na motocykl nie miała odwagi wsiąść ponownie, pokonanie tej traumy było ponad jej siły, dlatego tym razem Paulina skorzystała z usług transportu kolejowego. Nic nikomu nie mówiąc zakupiła bilet na przejazd nocnym pociągiem w jedną stronę, o powrocie na razie myśleć nie chciała, zajęła swoje miejsce i czekając na odjazd wyjęła z torebki komórkę. Zrobiła sobie selfie z biletem w dłoni i opublikowała je na swoim profilu z dopiskiem _„W pogoni za brzaskiem świtu”._
Tak oto Paulina rozpoczynała całkiem nowy etap swojego życia. Kompletnie nieświadoma, dokąd tym razem prowadziła ją wsławiona nić przeznaczenia, wsiadła do pociągu.
_„Życie jest jak jazda autobusem. Nigdy nie wiesz kto do niego wsiądzie,_
_czy zaraz wysiądzie, a może całą drogę będzie obok ciebie.”_
Pasją Pauliny od zawsze była jazda motocyklem. Uwielbiała ten moment, kiedy ubrana w skórzany kombinezon, kask i rękawice odpalała swoją lśniącą Perełkę. Pomruk silnika był najpiękniejszą muzyką w uszach motocyklistki. Podczas jazdy nie wykorzystywała pełnej mocy pojazdu. Jeździła raczej ostrożnie, z rozwagą. Tragiczny wypadek drogowy, w wyniku, którego zginął ukochany ojciec dziewczyny, kiedy ta była zaledwie nastolatką, nauczył Paulinę jak kruche bywa życie. Jak niewiele potrzeba, by spokojny, poukładany świat bezpowrotnie wywrócił się do góry nogami. Pozostawiając rozdzierający duszę smutek, żal i niewysłowioną tęsknotę za ukochaną osobą, która była nam szczególnie bliska, a która w tak druzgocący sposób już na zawsze została odebrana. Nauczona przykrymi doświadczeniami nie miała zamiaru ryzykować własnego życia, jednak tej jednej przyjemności jaką dawała Paulinie jazda na piekielnej maszynie nie potrafiła sobie odmówić. Co więcej właśnie dzięki tej pasji poznała swoją _pierwszą miłość_. Chłopaka, który na bardzo długo stał się ważną częścią jej życia. W trakcie jednej z relaksujących przejażdżek zatrzymała się na stacji paliw, aby zatankować, a tam na stanowisku obok stał przystojny motocyklista tankujący identyczną co ona maszynę. Nie myśląc wiele wesoło chłopaka zagadnęła i już po chwili pili razem kawę ze stacyjnego automatu. To był wstęp do trwającego kilka lat szczęśliwego związku, pełnego miłości, oddania i wzajemnego zrozumienia. Choć nie snuli daleko idących planów na przyszłość, a wspólne życie mijało dzień za dniem, naturalnym wydawało się, że już zawsze będą razem. Nic nie zapowiadało, iż idylla tego związku zostanie tak dotkliwie zakłócona. W jednej nieostrożnej chwili ich sielankowe życie rozsypie się na kawałeczki.
Znamiennego lata para zakochanych trzecią rocznicę swojego związku postanowiła świętować nad morzem. Spakowani, w dobrych nastrojach wyruszyli w kilkugodzinną podróż. Maszyny na drodze spisywały się bez zarzutu. Pogoda dopisywała. Niemniej prażące słońce wraz z każdym przebytym kilometrem wzmagało u motocyklistów zmęczenie, jednak wizja zimnego piwa w scenerii malowniczego zachodu słońca skutecznie przeganiała odrętwienie. Para dotarłszy do hotelu zameldowała się w recepcji i odebrała klucz do przydzielonego im pokoju. Po czym nie zwlekając odświeżyli się po podróży i zachowując pogodę ducha spacerkiem udali się na plażę powitać morze.
— Kacprze spójrz jak pięknie! — dziewczynę zachwycił widok jaki miała przed oczyma.
Wysokie fale z głuchym szumem raz za razem uderzały o brzeg i wracały zagarniając coraz większą część, o dziwo opustoszałej o tej porze dnia, plaży. Powietrze przesycone było słonym zapachem, a od wody wiał chłodny, orzeźwiający powiew morskiej bryzy. Zakochani zeszli na plażę po zachodniej stronie mola. Był to niewątpliwie mniej oblegany przez wczasowiczów fragment wybrzeża. Para znalazła zaciszne miejsce, usiadła na piasku i wpatrzona w hipnotyzujący widok sączyła zimne piwo z plastikowych kubeczków.
— Tak długo na to czekałem — westchnął chłopak — plaża, morze, zimne piwo, a u boku piękna dziewczyna. Czego chcieć więcej!
— Wariat — Paulina roześmiała się, żartobliwie trącając chłopaka łokciem w bok — też się cieszę, że przyjechaliśmy. Miałeś wspaniały pomysł, nawet jeśli to tylko na kilka dni.
— Kochanie, najlepszego z okazji naszej rocznicy. Następny rok razem na pewno będzie równie szczęśliwy. Już zawsze będę kochał tylko ciebie.
— Ja również — mruknęła dziewczyna opierając głowę na ramieniu chłopaka — bardzo cię kocham — cmoknęła ukochanego w policzek — za kolejne lata razem — stuknęli się kubeczkami z piwem i upili po sporym łyku.
Zachodzące słońce malowało krajobraz głębokimi odcieniami pomarańczowymi, które odbijały się w spokojnej tafli wody, tworząc jedność między ziemią a niebem. Tak spektakularny widok wart był uwiecznienia. Paulina wyjęła z torebki telefon i cyknęła kilka fotek z ciemną sylwetką mola w tle, skąpaną w płynnych odcieniach złota. Najładniejszą wstawiła na swój profil z dopiskiem _„Słoneczne uśmiechy znad czarownego Bałtyku”._
— Ten zachód jest wyjątkowo upajający — westchnęła dziewczyna — spójrz na te kolory. Matka Natura to niezaprzeczalnie doskonały artysta, potrafi tworzyć naprawdę niesamowite dzieła. Warto było pokonać tych kilkaset kilometrów, żeby ujrzeć takie cudo. To bajeczne uzupełnienie szczególnego dnia.
— Z tobą u boku każdy dzień jest szczególny — chłopak pochylił się i pocałował dziewczynę. Najpierw łagodnie i czule, potem nieco gwałtowniej z pożądliwością — może wrócimy teraz do naszego pokoju — zaproponował, z ociąganiem odrywając się od ust dziewczyny — by tam przy lampce szampana kontynuować nasze świętowanie.
— Słońce zaszło, spektakl zakończony, więc… czemu by nie! — Paulina uśmiechnęła się z aprobatą.
Zakochani podnieśli się jednocześnie. Otrzepali z piasku ubrania i podekscytowani trzymając się za ręce wrócili do hotelu. Żadne z nich nawet nie podejrzewało, że był to ich ostatni, wspólnie oglądany zachód słońca.
Pozostałe dni para urlopowiczów spędziła beztrosko w pogodnym nastroju. Ciesząc się występami ulicznych artystów, kosztując lokalnych przysmaków, podziwiając piękno okolicy, a przede wszystkim zażywając endorfin leniuchując na plaży. Nadmorski widok uspokajał, a ustronny zakątek sprzyjał odprężeniu i wyciszał emocje. Pozwalał doładować wewnętrzny akumulator, z którego mieli czerpać do następnego urlopu.
— Ale mi się nie chce wracać — jęknęła Paulina — czy nie możemy zostać jeszcze jeden dzień?
— Niestety, to co dobre szybko się kończy — Kacper przyznał równie niechętnie.
— Zawsze marzyłam, by zamieszkać nad morzem. Zazdroszczę tutejszym mieszkańcom, mają to wszystko na wyciągnięcie ręki.
Paulina z rozczuleniem spojrzała na biegnącego w oddali wzdłuż linii brzegowej młodego mężczyznę ze słodkim szczeniakiem u nogi. Niezdarny psiak z trudem nadążał za krokiem pana. — _Dragon, noga_ — mężczyzna biegnąc co kilka kroków gwizdał i nawoływał szczeniaka. Dla kobiety widok ten ucieleśniał typowego, lokalnego mieszkańca tej pięknej nadmorskiej miejscowości.
— Gdybyś tutaj zamieszkała, szybko przestałabyś doceniać tę wyjątkowość. Codzienność, by ją zabiła — głos Kacpra oderwał Paulinę od rozczulającego widoku.
— Być może, ale i tak super byłoby zostać tutaj na dłużej.
— I zostawiłabyś wszystko za sobą, rodzinę, pracę, znajomych?
— Właśnie dlatego to tylko czcze pragnienie. Pomarzyć sobie mogę — Paulina uśmiechnęła się do swoich myśli — a nuż kiedyś się spełnią…
— Czy i mnie uwzględniasz w tych marzeniach? — chłopak pochylił się nad dziewczyną przysłaniając jej sobą cały widok nieba.
— A byłbyś skłonny porzucić dla mnie wszystko?
— Bez wahania! Nigdy cię nie zostawię, już zawsze będziemy razem — zapewnił chłopak poświadczając swoje słowa gorliwym pocałunkiem — lecz teraz powinniśmy się już zbierać — niechętnie oderwał się od ust dziewczyny.
— Nie zaczekamy na zachód słońca? Kto wie, kiedy będziemy mieli okazję znowu go zobaczyć.
— Niestety, jeśli chcemy dotrzeć o planowanym czasie powinniśmy wyruszyć już teraz.
— Skoro tak, to żegnaj morze — dziewczyna po raz ostatni tęsknie spojrzała na spienione morskie bałwany — do zobaczenia następnym razem, kiedyś…
Urlopowicze odeszli nie oglądając się za siebie. Wsiedli na swoje lśniące maszyny i spokojnie ruszyli w drogę powrotną do domu. Nieuchronnie zbliżając się do tragedii, która miała postawić ich beztroskie życie na głowie. Z czasem przyjdzie im wracać myślami do tej chwili zastanawiając się, czy gdyby jednak zostali obejrzeć ten zachód słońca uniknęliby koszmaru, który zgotowało im przeznaczenie? Gdyby tylko choć chwile dłużej posiedzieli na tych piaszczystych wydmach ich los by się odmienił? Albo gdyby przedłużyli swój pobyt o ten jeden, upragniony dzień, czy ich życie ułożyłoby się inaczej? Na tego typu rozważania trudno znaleźć jasną odpowiedź. Ile byśmy się nie zastanawiali to i tak niczego pewnego nie wymyślimy. A zagadnienia typu _„co by było, gdyby?”_ już zawsze będą prześladować nieważne, ile czasu upłynie. Jedynym wyjściem wydaje się być pogodzenie się z losem i po prostu dopasowanie do sytuacji w jakiej się znalazło. Nie ważne jak ciężkie, smutne czy przykre będą to doświadczenia, należy przeć do przodu nie poddając się. Przecież zawsze mogło być gorzej. W życiu nic nie jest… _na pewno_!
Dokładnie takiej sytuacji na własnej skórze doświadczyła Paulina. Jadąc pewnie, niemniej z zachowaniem największej ostrożności nie spodziewała się, że jakiś naćpany wariat wyjedzie z drogi podporządkowanej wprost pod jej koła. Wszystko działo się w przeciągu ułamka sekundy i nie miała nawet możliwości o czymkolwiek pomyśleć, czy jakkolwiek zareagować, a jedyne co wtedy poczuła to niczym skrzydła Anioła Stróża okrywające jej ciało w desperackiej próbie chronienia ostatniej iskierki jej istnienia. Balansując na krawędzi życia i śmierci do ostatniego przebłysku świadomości Paulina nie dowierzała, że przytrafiło jej się coś złego. Jedyna myśl jaka uporczywie krążyła po jej zamglonym umyśle, to przekonanie, że w istocie musiał to być sen. Paskudny sen, z którego za chwilę się obudzi. To, że nie mogła poruszyć żadną częścią ciała, a wokół panowała ciemność musiało być efektem koszmaru. Wystarczy, że ponownie zamknie oczy, znowu zaśnie, a gdy się obudzi we własnym łóżku wszystko będzie po staremu.
Prawdą jednak było, że z tego koszmaru dziewczyna bardzo długo nie mogła się obudzić. Jej pokiereszowane, z licznymi złamaniami, zmiażdżoną prawą nogą, pogrążone w śpiączce mózgowej, ciało według oceny lekarzy nie rokowało zbyt optymistycznie. Jej szanse na powrót do pełnego zdrowia były bliskie zeru, mimo tak szokujących wiadomości rodzina i najbliżsi przyjaciele czuwający przy pacjentce, choć kompletnie wstrząśnięci, nie tracili nadziei. Pełni wiary w wolę życia Pauliny wyczekiwali najdrobniejszych oznak poprawy jej stanu. Wreszcie po kilku ciągnących się w nieskończoność tygodniach nastąpił przełom. Dziewczynie powoli wracała świadomość. Jednakże ostateczna diagnoza była druzgocąca. O ile inne złamania wraz z upływem czasu ładnie się goiły to pogruchotana kończyna oraz uszkodzony kręgosłup, według lekarzy, nigdy nie miały wrócić do pełnej sprawności. W najgorszym przypadku dziewczynę czekał wózek inwalidzki, w najlepszym o ile podda się żmudnej, długotrwałej rehabilitacji być może będzie w stanie poruszać się o balkoniku. Pierwszy szok trwał kilka tygodni. W tym czasie Paulina nie chciała widzieć nikogo poza najbliższą rodziną. Nawet Kacprowi zakazała zbliżać się do siebie. Załamana, nie chciała pokazywać się chłopakowi w tak opłakanym stanie. Wzgardzała sobą i swoją ułomnością. Już wystarczająco dobijał ją fakt, że musiała być ciężarem dla własnej rodziny, by obarczać tym brzemieniem chłopaka, który powinien żyć normalnym życiem. To, że się spotykali nie zobowiązywało go do pozostania u boku dziewczyny tylko dlatego, że spotkało ją coś złego. Niemniej upór Kacpra i determinacja z tamtego okresu sprawiły, że Paulina odpuściła. Na nowo przyjęła serce chłopaka i z nadzieją spojrzała w przyszłość. Miłość dodawała jej siły, popychała do działania. Z zaciętością poddawała się katorżniczej rehabilitacji byle tylko znów stanąć na nogach. By odzyskać swoje poukładane życie. Co nie było łatwe. Pomimo zachowania pozornej pogody ducha codzienność przytłaczała. Nawet przy wsparciu najbliższych Paulinie ciężko było pogodzić się ze swoim losem. Do tej pory była niezależną, nieźle sobie radzącą w życiu osobą, aż nagle stała się bezwolną, na każdym kroku potrzebującą usłużnych dłoni kaleką. Tak trudno było przywyknąć, prosić o pomoc przy najdrobniejszych czynnościach, które normalnie zdrowy człowiek wykonuje bez głębszego zastanowienia. Kiedyś tak podstawowy mechanizm, jak ubieranie się, spożywanie posiłków, korzystanie z toalety, czy choćby zwyczajne umycie rąk nie mówiąc o innych, rutynowych zachowaniach dnia codziennego było naturalną czynnością. Teraz stało się wielką przeprawą nie do pokonania bez asekuracji drugiej osoby. Z każdym upływającym dniem coraz trudniej było Paulinie budzić się co rano i przyjmować realia obecnego życia. Wprost zmuszała się, aby każdego ranka otworzyć oczy. Świadomość własnej beznadziejności zniechęcała, zabijała zapał. Na domiar złego zniecierpliwienie i częsty brak zrozumienia ze strony opiekunów, który ranił do żywego również nie ułatwiał pogodzenia się z sytuacją. Każde nieprzychylne słowo, nierzadko opryskliwe podejście odbierało poczucie własnej wartości, podcinało skrzydła. Rozgoryczona, gdyby tylko mogła, najchętniej wymazałaby całe swoje marne istnienie z tego świata byle tylko uwolnić bliskich od ciężaru opieki. Dusząc się w sobie Paulina znosiła każdy kolejny dzień, choć szczerze nienawidziła własnego życia, a sobą dosłownie się brzydziła, to zaciskała zęby i cały czas walczyła chcąc odzyskać kontrolę nad własną codziennością. Mimo to po czterech latach intensywnej terapii w dalszym ciągu nie widać było satysfakcjonujących efektów. Choć dziewczyna stała się nieco bardziej samodzielna to nadal musiała poruszać się na wózku. Miłość Kacpra podtrzymywała Paulinę na duchu, nie pozwalała zrezygnować. Wciąż nieugięcie ćwiczyła korzystając z każdej dostępnej w kraju placówki oferującej usługi rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Ograniczony styl życia, jak i długie tygodnie spędzane na turnusach odbiły się na życiu towarzyskim dziewczyny. Znajomi i przyjaciele pochłonięci własnym życiem jedni po drugich wykruszali się z jej kręgu. Po latach pozostali tylko ci najwytrwalsi i najbliższa rodzina. To ich życzliwość i wsparcie w najtrudniejszych okresach jej zmagań pomagały Paulinie zachować pozytywne nastawienie i utrzymać ulotną radość z życia. Przyszłość nie jawiła się już w tak czarnych kolorach. Choć nadal każdego dnia przerażała, to mogła żyć ciesząc się z drobnych rzeczy dnia codziennego. Kochając i będąc kochaną. Upływający czas pokazał jednak, że nawet najgorętsza miłość posiada limit poświęcenia. O ile rodzina pozbawiona możliwości wyboru wiernie trwała wraz z dziewczyną w matni, jaką zgotował dla niej los, to chłopak mimo swoich najszczerszych chęci i gorliwych zapewnień nie zdołał utrzymać płonności uczuć. Rzeczywistość życia u boku niepełnosprawnej osoby okazała się zbyt przytłaczająca. Wszelkie ograniczenia i przeszkody, z którymi przyszło mierzyć się zakochanym przez te kilka długich lat ostatecznie zabiła miłość. Ich siedmioletni związek zakończył się względnie spokojnie, bez negatywnych emocji, obwiniania. Po prostu rozstali się bez zbędnego roztrząsania wdzięczni za spędzone razem chwile. Na łzy przyszedł czas później, za zamkniętymi drzwiami, w samotności. Tęsknota przez długi czas rozrywała zbolałe serce dziewczyny, mimo to nie mogła mieć żalu. To nie była niczyja wina, a jeśli już to raczej jej i jej pokrętnego losu. Tym samym musiała pozwolić chłopakowi odejść, miał prawo do własnego, normalnego życia ze zdrową partnerką u boku. Już i tak przez te ostatnie cztery wyczerpujące lata wiele dla niej poświęcił, teraz musiała radzić sobie sama.
Co wcale nie było proste. Przywykła do obecności ukochanej osoby, niełatwo miała tak z dnia na dzień pogodzić się z myślą, że w jej sercu nikogo już nie ma i prawdopodobnie już nigdy nie będzie. Samotność od teraz miała pozostać częścią jej życia już na zawsze. Będąc na skraju największego zwątpienia Paulina przeczytała w intrenecie o zagranicznej placówce medycznej zajmującej się podobnymi do jej przypadkami z wysokim procentem skuteczności leczenia. Bez wahania wysłała online swoją historię choroby. Przecież nic na tym nie traciła, mogła jedynie zyskać. Odpowiedź przyszła już po kilku dniach. Dokumentacja, którą przesłała do zagranicznej kliniki kwalifikowała dziewczynę do przyjęcia. Miała zaledwie miesiąc na przygotowania do wylotu za granicę. Choć przerażała Paulinę samotna wyprawa do obcego kraju, to nic nie było w stanie jej od tego odwieść. Przedstawiona propozycja była jej ostatnią deską ratunku. W kraju przez te pięć lat osiągnęła limit medycznych możliwości. Nie była już w stanie niczego więcej z siebie, a tym bardziej z dostępnych metod leczenia wykrzesać. Za granicą oferowali innowacyjne technologie dające więcej możliwości. Jak miała oprzeć się takiej pokusie. Nic nie liczyło się bardziej od odzyskania kontroli nad własnym życiem. Tym samym wyleciała do obcego kraju pełna pozytywnych oczekiwań. Napędzana nową nadzieją odsunęła na bok problemy sercowe i rzuciła się w wir morderczych ćwiczeń wzmacniających ciało i nowatorskich zabiegów poprawiających tkankę kostną i mięśniową pogruchotanej kończyny i kręgosłupa. Mimo nikłej szansy zaciętość Pauliny sprawiła, że po trzech latach pobytu w zagranicznej placówce udało się dziewczynie stanąć o balkoniku. Oczywiście nie bez stabilizującej ortezy kolanowej, z której pewnie już do końca życia będzie musiała korzystać. Jakie jednak miało znaczenie tak niewielkie ograniczenie przy możliwości pozbycia się znienawidzonego wózka i odzyskaniu samodzielności. Nieznaczne światełko na końcu mrocznego tunelu życia, którym ostatnie lata podążała wypełniło młodą kobietę nową energią. Urzeczywistnienie tego pierwszego kroku wydawało się trwać wieczność, natomiast reszta powrotu do względnej sprawności była już tylko krótką chwilą. W rezultacie po kolejnych dwunastu miesiącach ciężkiej pracy mogła poruszać się samodzielnie przy pomocy kuli z nieodzownym stabilizatorem na nodze. Było to osiągnięcie ponad najśmielsze oczekiwania, a jednak dokonała tego. Teraz mogła zacząć planować powrót do domu.
Kilkuletnia separacja od rodziny sprawiła, że Paulina bardzo tęskniła. Drugą rzeczą było, że postępy swojego zdrowienia wciąż trzymała w tajemnicy. Podczas rozmów z najbliższymi nie ujawniała jak dobrze sobie radziła. Pragnęła po powrocie zaskoczyć wszystkich odzyskaną sprawnością. Chciała, aby sami zobaczyli, że znów porusza się o własnych siłach. Że znienawidzony wózek mogła ostatecznie posłać do lamusa.
Data wypisu kobiety zbiegała się z datą ślubu jej młodszej siostry. Był to idealny moment na powrót do domu. Paulina nie informując nikogo pozałatwiała wszelkie formalności i w pełni rozkwitu wiosny wróciła do kraju. Postanowiła zrobić rodzinie niespodziankę zjawiając się na ślubie niezapowiedzianą. Niestety przez opóźniony lot nie zdążyła na czas dotrzeć do kościoła, udała się więc bezpośrednio na salę weselną. Wystrojona w długą do kostek, szyfonową sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, podkreślającej blask jej oczu, stanęła przed głównym wejściem czekając na przybycie weselników. Kiedy podjechał samochód Państwa Młodych podeszła o krok bliżej ciekawa reakcji siostry. Spodziewała się raczej żywiołowego, pełnego radosnych pisków powitania, jednak wbrew oczekiwaniom siostra wysiadając z pojazdu spojrzała na Paulinę i najzwyklej w świecie odwróciła się do swojego świeżo poślubionego małżonka. Po krótkiej chwili dało się zauważyć zmianę w zachowaniu Pani Młodej. Kobieta zesztywniała, lekko zmarszczyła brwi, po czym bardzo powolutku odwróciła głowę. Najwyraźniej zaczęła uświadamiać sobie kogo przed chwilą miała przed oczami. Chwilę później z rozdzierającym piskiem, śmiejąc się i płacząc na przemian wisiała u szyi Pauliny.
— Siostra, jak to możliwe? — Milena dopytywała pociągając nosem — Jak się tu znalazłaś? Dlaczego nic nie powiedziałaś? Kiedy wróciłaś? Czy naprawdę dobrze się czujesz? Już zawsze będziesz chodzić?
— Powolutku, nie wszystko naraz — Paulina roześmiała się. Reakcja siostry nic a nic jej nie zaskoczyła. Właśnie takiego powitania się spodziewała. Niekończących się pytań i szalonych pisków radości — Mili, szczęścia na nowej drodze życia! — przytuliła siostrę jedną ręką z trudem przełykając łzy wzruszenia — Pięknie wyglądasz. Wybacz, że nie było mnie przy tobie podczas przygotowań.
— Głupia, wiesz, jak było mi przykro, kiedy powiedziałaś, że nie będzie cię ze mną w tak ważnym dniu?! — Milena walnęła siostrę w ramię.
— Mówiłaś, że rozumiesz.
— Kłamałam! Co miałam powiedzieć, skoro utrzymywałaś, że nadal poruszasz się na wózku.
— Przepraszam, chciałam zrobić ci niespodziankę. Naprawdę nie mogłam wrócić wcześniej.
— Nie szkodzi. Ważne, że jesteś. Jestem taka szczęśliwa — kobiety uścisnęły się ponownie — a teraz chodź przywitaj się z moim mężem… kurcze, jak to fajnie brzmi — Milena zachichotała — zanim reszta rodziny cię dopadnie.
Z mężczyzną Paulina poznała się przy okazji siostrzanych rozmów przez wideo czat, jednak osobiście spotykali się po raz pierwszy. Mirek był wysokim, przystojnym facetem, co więcej ślepo zapatrzonym w swoją świeżo poślubioną małżonkę.
— Życzę wam wszystkiego co najlepsze — Paulina wyciągnęła do mężczyzny rękę — wzajemnego zrozumienia, żaru nieustającej miłości i samych przyjemnych we wspólnym życiu zdarzeń.
— Dziękujemy bardzo — Mirek odwzajemnił uścisk dłoni szwagierki uśmiechając się przy tym serdecznie.
— Proszę, dbaj o moją siostrę — kobieta również się uśmiechnęła — Milena czasem bywa niesforna, jeśli nie będziesz sobie z nią radził powiedz, a ja ustawię ją do pionu. Teraz jesteśmy rodziną.
— Myślę, że jakoś sobie poradzę. Mili to miłość mojego życia.
— Cieszę się — Paulina cofnęła rękę — a teraz kontynuujcie swoje, a ja pójdę przywitać się z resztą rodziny.
Nieoczekiwane pojawienie się dawno nieobecnej krewniaczki, do tego szczęśliwie uleczonej, wprowadziło chwilowy zamęt wśród niektórych członków najbliższej rodziny. Żeby jednak nie zakłócać powagi uroczystości Paulina pozostała na uboczu ceremonii. Ta wyjątkowa chwila miała całkowicie skupiać się na jej młodszej siostrze. To był dzień Mileny i jej ukochanego. Szczęśliwym trafem mama zaabsorbowana ceremonią nie dopatrzyła w tłumie weselników obecności starszej córki. Na to powitanie miał przyjść czas później, w wolnej chwili, po zakończeniu wszelkich weselnych rytuałów.
Odnalezienie się w nowej rzeczywistości było dla Pauliny nie lada wyzwaniem. Kilka kolejnych miesięcy kobieta uporządkowywała swoje życie, robiła plany, wyznaczała cele. Z rezerwą odnawiała stare znajomości, nawiązywała nowe. Codzienność stopniowo zaczynała odzyskiwać dawne kolory. Wracała do względnej normalności. Teraz mogła obudzić się z ponurego snu tamtej feralnej chwili i wrócić do wcześniejszego trybu życia. Niestety bez ukochanego mężczyzny u boku. Tej cząstki minionego życia odzyskać nie mogła. Kacper założył rodzinę, miał żonę i rocznego synka. Nie można być zachłannym i pragnąć zbyt wiele. Powrót do sprawności był wystarczającą rekompensatą za stracone lata i miłość.
Na zewnątrz wszystko zdawało się układać idealnie. Paulina znów żyła życiem, za którym tak strasznie tęskniła podczas rekonwalescencji, niemniej w głębi duszy wciąż czuła pustkę. Czegoś jej brakowało. Miała nieodparte wrażenie, jak gdyby utknęła w nieprzemijającym mroku. Tak jakby tamtego pamiętnego lata słońce, które zniknęło za horyzontem dla niej nigdy więcej na niebie się nie pojawiło. Jakby zupełnie przestało wschodzić i zachodzić. Pewnie dlatego przez wszystkie te lata tak bardzo pragnęła móc wrócić w tamto miejsce. I choć było to do zrealizowania, przecież w każdej chwili mogła wybrać się nad morze, to nie chciała tego robić będąc przykutą do wózka inwalidzkiego. Dla kobiety ten ustronny zakamarek plaży, z którego wtedy obserwowali niebo w płomieniach zachodzącego słońca, był niczym pokrzepiająca przystań. Mogła tam wrócić tylko o własnych siłach. Usiąść na piasku i poczekać, aż zagubione słońce ponownie rozświetli swym blaskiem morski widnokrąg. Tylko w ten sposób Paulina mogła odzyskać pełnie życia po dramacie jaki wpisał się w jej los.
Po niespełna dekadzie straconych lat względny spokój na nowo poukładanego według własnych reguł życia mąciły kobiecie myśli o powrocie na tamtą plażę. Odkąd Paulina odzyskała kontrolę to jedno pragnienie dzień po dniu w niej narastało. Zalewało niczym nieokiełznana fala. Żyła niby nowym życiem, a jednak z poczuciem, że póki nie wróci w tamto miejsce i nie zobaczy spektaklu budzącego się z morza słońca jej teraźniejszość nie nabierze pełni. Tym samym w dziesiątą rocznicę owego feralnego wydarzenia kobieta postanowiła ostatecznie rozprawić się z przeszłością. Spakowała walizkę i samotnie wyruszyła odzyskać wewnętrzny spokój.
Na motocykl nie miała odwagi wsiąść ponownie, pokonanie tej traumy było ponad jej siły, dlatego tym razem Paulina skorzystała z usług transportu kolejowego. Nic nikomu nie mówiąc zakupiła bilet na przejazd nocnym pociągiem w jedną stronę, o powrocie na razie myśleć nie chciała, zajęła swoje miejsce i czekając na odjazd wyjęła z torebki komórkę. Zrobiła sobie selfie z biletem w dłoni i opublikowała je na swoim profilu z dopiskiem _„W pogoni za brzaskiem świtu”._
Tak oto Paulina rozpoczynała całkiem nowy etap swojego życia. Kompletnie nieświadoma, dokąd tym razem prowadziła ją wsławiona nić przeznaczenia, wsiadła do pociągu.
więcej..