Zawód nauczyciel - ebook
Każde dziecko potrzebuje dorosłego, który w nie uwierzy
Nie da się zmienić całego świata. Ale można zmienić świat jednego dziecka.
„Zawód nauczyciel” to zbiór osobistych refleksji nauczycielki z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem. Książka, która w wyjątkowy sposób opowiada o uważności, odpowiedzialności i codziennych wyborach, jakie budują relacje między dorosłym a dzieckiem.
Autorka nie daje gotowych recept. Zamiast tego dzieli się przemyśleniami, które dojrzewały w niej przez lata – w sali lekcyjnej, w pokoju nauczycielskim i poza nim.
Pokazuje, że prawdziwe nauczanie zaczyna się wtedy, gdy człowiek spotyka się z człowiekiem bez masek, ocen i barier. I przypomina, że najmłodsi bardziej niż czegokolwiek innego potrzebują obecności dorosłych.
To poradnik dla tych, którzy wciąż chcą się rozwijać, poszerzać swoją wiedzę i wierzą, że każdy gest, słowo i chwila uwagi mogą zostawić w duszy dziecka ślad na całe życie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-336-8 |
| Rozmiar pliku: | 718 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Czasem myślę, że jestem z innej bajki albo z innego wymiaru.
Dlaczego?
Bo wierzę w to, że jeśli człowiek czegoś bardzo chce, rozwija się, pracuje nad sobą, to może wiele osiągnąć. Wierzę, że upadki nas wzbogacają. Chciałabym, by ludzie byli lepsi, by pragnęli być mądrzejsi, wychodzili poza własną strefę komfortu. A kiedy upadają, by nie biadolili, jak im bardzo źle, jacy są nieszczęśliwi, jak dotkliwie ich skrzywdzono i jak beznadziejnie w związku z tym wygląda ich sytuacja, tylko rośli w siłę i szli dalej, nabierając doświadczenia i stając się mocniejsi.
Życie nie jest łatwe, ale jeśli przestaniemy być egoistami myślącymi jedynie o sobie, a zaczniemy przeżywać głębiej, to może uda nam się stworzyć świat bardziej idealny. Taki, w którym troszczymy się o inne istoty, w którym dobro, jak w bajkach, zwycięży w końcu zło.
Nikt nas nie uczył, jak być dobrym rodzicem i dobrym człowiekiem, ale może nadszedł czas, kiedy powinniśmy zacząć brać przykład z mądrzejszych, szukać autorytetów, byśmy mogli jako ludzkość rozwijać się, zamiast stać w miejscu i popełniać wciąż te same błędy.
Wierzę, że w którymś momencie coś kliknie i ludzie staną się po prostu fajni. Zaczną dążyć do rozwoju, kształcić się i znajdą w tym sens i cel. Będą nieustannie doskonalić się w swoim człowieczeństwie.
Ta książka jest dla Ciebie. Niech przynosi Ci mądrość, otwiera drzwi do nowych światów i inspiruje Cię do zdobywania wiedzy. Pamiętaj, że nauka jest kluczem do spełnienia Twoich marzeń.1
„Edukacja to najpotężniejsza broń,
której możesz użyć, aby zmienić świat”.
Nelson Mandela
Nauczycielem jestem od trzydziestu lat. Miałam przyjemność uczyć zarówno w przedszkolu, jak i w szkole podstawowej. Ostatecznie wybrałam przedszkole, bo prowadząc dzieci przez cztery lata najważniejszego okresu ich życia, czyli największego rozwoju, miałam ogromny wpływ na ich kształcenie, nieograniczony czasem i doborem środków. Przedszkole pozwala na holistyczne podejście, co z kolei umożliwia harmonijny rozwój wszystkich kompetencji i umiejętności dzieci i daje przestrzeń na odkrywanie ich talentów. Dzieci uwielbiają się uczyć, a metody na tym etapie edukacji są niezwykle atrakcyjne, dlatego wielką przyjemnością jest przekazywanie podopiecznym wiedzy i rozwijanie ich w każdej dziedzinie. Współczesny świat obfituje w nowe formy pracy z najmłodszymi i naprawdę są one na wyciągnięcie ręki.
Dzieci najchętniej i najłatwiej uczą się poprzez zabawę. I w taki sposób można przekazać młodemu pokoleniu całe mnóstwo informacji o otaczającym świecie, by ich życie w przyszłości było mądre, satysfakcjonujące i by umieli być szczęśliwi. Uważam także, że nauczyciel w przedszkolu ma bardzo dużo czasu na to, by nauczyć dzieci logicznego myślenia, co ułatwi im nie tylko przejście przez cały proces edukacji, ale również funkcjonowanie w świecie dorosłych. Można nauczyć empatii, szacunku do drugiego człowieka, prawidłowych odruchów nie tylko wobec ludzi, ale także i zwierząt.
Na tym najwcześniejszym etapie najłatwiej jest zaszczepić chęć do nauki i do rozwoju, jeśli tylko nauczyciel zaangażuje się w proces edukacji i wykorzysta wszystkie znane metody, by zainteresować maluchy wiedzą o świecie. Wierzę w to, że dając dobry przykład i proponując każdego dnia atrakcyjne, różnorodne zajęcia, rozwijamy w naszych podopiecznych pasję do nauki, a także uczymy ich, że można żyć w społeczeństwie jak w wielkiej przedszkolnej rodzinie, być dla siebie miłym, pokojowo rozwiązywać konflikty i przyjemnie, a nade wszystko bezpiecznie spędzać ze sobą czas.
Dzieci uczą się poprzez naśladowanie dorosłych, więc to od nas zależy, jaki damy im przykład i czy zasiejemy w nich ziarno ciekawości, odwagę do bycia miłym i spełniania swoich marzeń. Nauczyciel dla najmłodszych jest wielkim autorytetem. Dlatego ma możliwość rozwinąć ich wszechstronnie i przekazać im najważniejsze wartości, zachęcić do bycia pewnymi siebie i prawdziwymi ludźmi. Oni bardzo szybko się uczą, szczególnie wtedy, gdy wiedzą, po co to robią. Bo dziecko to mały wielki człowiek, który nie jest jeszcze naznaczony strachem przed odkrywaniem świata.
Chciałabym, by moja pierwsza książka była tą, nad którą trzeba się zastanowić, pomyśleć. Jak podczas oglądania filmu, kiedy internet zawodzi – nagranie się zatrzymuje, kółko na środku monitora kręci się, a człowiek ma czas, by przemyśleć to, co przed chwilą zostało powiedziane.
Kiedy miałam siedem lat, zdecydowałam, że będę nauczycielką.
Nie wiedziałam jeszcze wtedy, czego będę uczyć, ale byłam pewna, że będę uczyć dzieci. W tym celu skończyłam szkołę podstawową, potem liceum ogólnokształcące i, ku zdziwieniu mojego nauczyciela, dostałam się na Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu na kierunek geografia.
Nie było mi łatwo. Przedmiotów, które lubiłam i rozumiałam, uczyłam się bardzo szybko. Był jednak taki, którego nie pojmowałam. A była nim matematyka.
Nie wiem, czy miałam za mały mózg, by to przyswoić, czy słabego nauczyciela, który niczego nie potrafił mi wytłumaczyć, ale można powiedzieć, że z matematyki, oprócz podstaw i układu równań, nie rozumiałam nic. Rodzice załatwiali mi coraz lepszych korepetytorów, jednak nauki ścisłe pozostawały poza moim zasięgiem.
Matematyka była tym przedmiotem, przez który prawie wyleciałam ze studiów. Moje życie nie należało wtedy do łatwych. Matma śniła mi się po nocach i za każdym razem były to koszmary.
Pomimo tych trudności udało mi się skończyć studia i już prawie mogłam zostać nauczycielem.
Później zrobiłam jeszcze studia podyplomowe, dające uprawnienia nauczyciela przyrody, a tam po raz pierwszy w życiu trafiłam na wykładowcę, który był mi w stanie choć odrobinę przybliżyć pojęcia matematyczne i wiedzę z zakresu fizyki. Poczułam nagle, że coś do mnie dociera, że zaczynam cokolwiek rozumieć. W końcu potrafiłam sama rozwiązać trudniejsze zadania. To było wspaniałe uczucie, jakby otworzył się przede mną nowy, nieznany świat.
Wtedy też zrozumiałam, jak ważne jest dążyć do celu i być z siebie naprawdę dumnym, kiedy się go osiągnie.
Jaka to była ulga, kiedy na egzaminie nie musiałam rozglądać się po sali i błagalnym wzrokiem szukać pomocy u innych. Nie musiałam prosić o ściągi, o wzór, o litość, bez której nie byłam w stanie zdać żadnego egzaminu z matematyki. Wreszcie mogłam oddawać na sprawdzianach kartki z obliczeniami, a nie złotą maksymą „wiem, że nic nie wiem”.
Niezwykłym doświadczeniem było móc poszukać we własnej głowie tego, czego ode mnie oczekiwano.
Potem nauczyłam się myśleć.
Nie liczyć tylko na innych, nie wyręczać się nimi, nie gadać głupoty. Nauczyłam się patrzeć i myśleć.
Nauczyłam się widzieć, że w kawiarni jest zarezerwowany stolik. Nauczyłam się ważyć każde wypowiedziane słowo, by nie marnować zdań. Nauczyłam się rozumieć.
Zrozumiałam, że mam jedno życie i ode mnie zależy, w jaki sposób je wykorzystam.
Skoro mam zdolności do tego, by coś rozumieć, to moim obowiązkiem jest rozumieć jeszcze więcej. A kiedy zrozumiem więcej, to powinnam starać się zrozumieć jeszcze więcej. I znów. Bez końca. Nie mogę przestać się uczyć, rozwijać i rozumieć.
I z tą wiedzą rozpoczęłam bycie świadomym nauczycielem.
Moje życie jako ucznia było bardzo trudne. Wszystko przez te przedmioty ścisłe, które należało zaliczać, by jakoś przechodzić z klasy do klasy.
Mój mąż mówił zawsze, że matematyka jest bardzo potrzebna, że bez niej nie ma nauki. Oczywiście, też jestem tego zdania. Tylko nie każdy ma głowę do matematyki, fizyki czy chemii. Potrzeba więc dobrych nauczycieli, by potrafili nie tylko nauczyć, ale również wytłumaczyć, zachęcić, tak aby uczenie się najtrudniejszego nawet zagadnienia sprawiało przyjemność.
A mnie nikt nie zachęcał, nie umiał mi wytłumaczyć i karał za to, że ze wszystkich sił próbowałam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego w równaniach chemicznych należy dopisywać wyliczone, a nie wymyślone liczby atomów.
Pamiętam, jak rozwiązywałam z tatą zadania z matematyki. Bardzo chciał być pomocny, a orłem też nie był. Był za to wspaniałym człowiekiem. Miałam wtedy może z dwanaście lat. Pół wieczoru robiliśmy zadanie. Byliśmy szczęśliwi, że poszło nam tak dobrze i dostanę pozytywną ocenę. Zadowolona szłam do szkoły, bo miałam rozwiązanie. Do domu wracałam nieszczęśliwa, by powiedzieć tacie, że wyszło nam źle. Że dostałam znów pałę. I że nauczycielka znów na mnie krzyczała, bo grozi mi dwója na koniec.
Już będąc bardzo młodą mamą i wychowawcą, postanowiłam nigdy nie krzyczeć na dzieci. Swoje własne chciałam wychować w taki sposób, by wszystko im tłumaczyć, pokazywać, nauczyć je szacunku i pokory, by czuły się kochane. W przedszkolnych zaś wspierać rozwój, zamiast zabijać w nich to, co najpiękniejsze. Rozwijać ich kompetencje. Uczyć, tłumaczyć, wysilać się, by znajdować metody, którymi można dotrzeć do młodych ludzi.
To dorosły ma umieć, by nauczyć dziecko. Nie odwrotnie.
Owszem, od dzieci można się bardzo wiele nauczyć, ale to nauczyciel, rodzic ma być drogowskazem. I to jest rolą nauczyciela, by dostrzec, jakie zdolności ma dziecko, jakie posiada umiejętności, jaki ma w sobie potencjał i w czym należy je wesprzeć, jak pomóc, by w przyszłości mogło osiągnąć swój sukces.
Nikt nie nauczył nas być rodzicami, to fakt. Studia pedagogiczne też nie uczą wszystkiego o byciu nauczycielem. Ale jeśli bardzo chcemy stać się lepsi i ktoś nam w tym trochę pomoże, to możemy osiągnąć wyznaczony cel.
Nie każdy człowiek ma szczęście mieć wspaniałych rodziców. Nie każdy ma potężny, chłonny i doskonale rozwinięty umysł. Nie każdemu dane było urodzić się z najlepszymi genami.
Niektórzy muszą poświęcić bardzo wiele czasu i energii, by osiągnąć to, co innym przychodzi w mgnieniu oka i bezboleśnie.2
Na swojej drodze spotkałam wielu ludzi, którzy byli dla mnie wzorem.
Nauczyłam się myśleć.
Nauczyłam się widzieć, a nie tylko patrzeć.
Nauczyłam się rozumieć.
Nauczyłam się dostrzegać potencjał nie tylko w sobie, ale też w innych.
Zobaczyłam, że kiedy dzieciom poświęci się czas i da dobry przykład, nauczy się je myśleć i przewidywać konsekwencje swoich zachowań, to one zaczną posługiwać się rozumem. Przejmą od swego nauczyciela pasję do tego, by się uczyć, by być lepszym, mądrzejszym i nieustannie pogłębiać swoją wiedzę.
Rozum to jedno, ale nie tylko nim się w życiu kierujemy. Potrzeba jeszcze trochę serca, a nawet bardzo dużo serca. Ale bez oleju w głowie nie ruszymy naprzód.
Paradoksalnie, kiedy osiągnie się pewien stan zrozumienia, to ludzie, do których wciąż nie dociera, zaczynają denerwować. Ale przecież jeśli udało ci trafić do grona rozumiejących, to poniekąd twoim obowiązkiem staje się tłumaczenie innym, uczenie ich, jak zajść dalej i zacząć pojmować.
Ludzie lubią zatrzymywać wiedzę dla siebie. Zdaje im się, że sobie nią wytapetują ściany trumny. A przecież wiedzy do grobu nie zabierzesz. Bo w ziemi ani się nie przyda, ani nie rozmnoży.
Obowiązkiem ludzkości winno być przekazywanie wiedzy innym, by społeczeństwo było bardziej świadome. By sztuczna inteligencja nie wyparła tej prawdziwej.
Są pisarze, którzy robią to świetnie, a ja uwielbiam ich czytać. Uważam, że powinni żyć wiecznie, by przekazywać ludziom bogactwo swoich umysłów. Są to autorzy światowych bestselerów, książek o rozmaitej tematyce z różnych gatunków literackich. Każdy z nich posługuje się innym, specyficznym dla swojej twórczości językiem: od bogatego, pełnego metafor i symboli, po prosty i surowy. Jednak ich dzieła mają jedną wspólną cechę – czytając je, pragnie się zapamiętać każde napisane w nich zdanie.
Chętnie wracam do przeczytanej literatury kolejny i kolejny raz, by upajać się stylem pisania i niesamowitymi historiami, które wzbogacają wnętrze człowieka, a przez to jego życie. Dzięki pisarzom możemy upijać się słowami, chłonąć pomysły i wykorzystywać każdą sekundę naszej egzystencji, by zagłębiać się w inne wymiary.
Jednym z uwielbianych przeze mnie autorów jest Stephen King.
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po jego książkę, trafiłam na Rękę Mistrza. Byłam tak zachwycona, że piałam tygodniami o tym, że to najlepsza powieść, jaką czytałam w życiu. A to przecież nieprawda, bo czytałam ich bardzo wiele i po bardzo wielu rozpierała mnie radość, że miałam zaszczyt do nich dotrzeć.
Choćby W poszukiwaniu straconego czasu Prousta czy Drzwi zamknięte Rittnera, zapomnianego polskiego pisarza.
Trylogia Wilsona.
Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Llosy.
Człowiek w poszukiwaniu sensu Viktora E. Frankla.
Jest też mój ukochany Solaris Lema o tym, jak ludzie źle siebie pamiętają.
I wiele, wiele innych.
Uwielbiam czytać książki i jestem ogromnie wdzięczna, że są ci, którzy je piszą, bym ja mogła je pochłaniać i zagłębiać się w inny wymiar.
Po Ręce Mistrza przeczytałam kolejną książkę Kinga – Baśniową opowieść – i uważałam, że to ta, a nie żadna inna, jest najlepszą książką, jaką czytałam. A kiedy skończyłam Dallas 63, mówiłam, że jest to absolutne arcydzieło literackie. Opowiadanie Wszystkowiedzący także zasłużyło na to miano.
Gdzie śpiewają raki Delii Owens, Siedem Sióstr Lusindy Rilley albo 27 śmierci Tobyʹego Obeda autorstwa Joanny Gierak-Onoszko również nie pozostawiły mnie obojętną.
Może to nie są arcydzieła na miarę Słowackiego czy Mickiewicza, ale piękne książki, dzięki którym można wiele doświadczyć i zobaczyć inne światy. I sporo się nauczyć. To jakby pojechać w podróż dookoła świata, poznać ludzi, obyczaje, radości i dramaty, oglądać piękną przyrodę, dzikie zwierzęta i słuchać opowieści przy ognisku. I to wszystko za naprawdę niewielkie pieniądze.
Dziś wiem na pewno: jeśli ktoś otrzymał dar, by posiąść wiedzę, to jego obowiązkiem jest się tą wiedzą, tym doświadczeniem podzielić z innymi. Schowane w szkatułce się zmarnują, a na pewno nikomu nie pomogą.
I dlatego powstała ta książka.3
W ciągu jednego życia możemy przeżyć bardzo dużo. Możemy doświadczyć zarówno szczęścia, jak i wielkiego smutku. Bogactwa i biedy. Możemy być na szczycie albo na samym dnie. Jednego dnia mieć zdrowie i pieniądze, a kolejnego stracić wszystko.
Należy być tego świadomym, że tylko zmiany są niezmienne, a życie czasami potrafi zaskoczyć, niekoniecznie pozytywnie.
Tłumaczę moim przedszkolnym i osobistym dzieciom, że niezależnie od wszystkich przeszkód, jakie na swojej drodze spotkamy, wyłącznie od nas zależy, jak przeżyjemy nasze życie.
Każdy człowiek ma wybór.
Może być dobry albo zły.
Może korzystać z mózgu lub zachowywać się tak, jakby zamiast mózgu miał siano.
Może zdecydować, którą drogą chce iść.
Może być miły i uprzejmy albo złośliwy i wredny.
W zależności od tego, jak będzie postępował, droga, którą pójdzie, da mu albo szczęście, albo ból i niezadowolenie. Wcale nie oznacza to, że będzie łatwa, ale i na tej z wybojami można spotkać człowieka, który podniesie po upadku, poda pomocną dłoń i podeprze. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze jest ktoś, kto ma gorzej.
Kiedy żyjemy pięknie, mądrze i jesteśmy dobrymi ludźmi, a miłość i nadzieja są naszymi drogowskazami, to nawet gdy jest bardzo ciężko, można odnaleźć sens i być zadowolonym ze swojego życia.
Co dzień powtarzam swoim przedszkolnym kaczuszkom, będąc mamą kaczuchą, że mogą być miłe albo niemiłe. Mogą się zachowywać tak, że inni chętnie będą brać z nich przykład lub będą nimi gardzić. Mogą być lubiani lub odrzucani z powodu swojego sposobu bycia, wypowiadanych słów i wykonanych czynów.
Do nich należy decyzja, czy lepiej będą się czuć, gdy będą otoczeni przyjaciółmi, czy stojąc z boku i patrząc na kolegów, do których nie mogą dołączyć.4
Nasze życie staje się spełnione, gdy uda nam się osiągnąć wytyczone sobie cele, czyli odnieść sukces.
Co to znaczy być człowiekiem sukcesu i jak nim zostać?
Człowiek sukcesu budzi podziw. Inni ludzie często zastanawiają się, w jaki sposób realizuje kolejne zamierzenia. Warto wiedzieć, że wśród osób, które pną się po szczeblach kariery czy też szczeblach życia, można zauważyć pewne powtarzające się cechy. Czy to one sprawiają, że wszystko staje się łatwiejsze?
Któż nie chciałby być człowiekiem sukcesu?
Żyjemy przecież po to, by coś w życiu osiągnąć. Czasem przychodzi nam to bez problemu, a czasem okupione jest ciężką wieloletnią pracą. Powodzenie zależy od bardzo wielu rzeczy. Od tego, kiedy i gdzie się urodziliśmy, jakie mieliśmy warunki życia, jakich rodziców. Bardzo duże znaczenie ma też chęć do pracy nad sobą i pragnienie nieustannego rozwoju, by stać się lepszym człowiekiem. Wszystko to dopełniają predyspozycje i cechy, które otrzymaliśmy w genetycznym spadku.
Pewność siebie
To ona jest matką sukcesu.
Wiem, kim jestem, wiem doskonale, jaka jest moja wartość, wiem, co potrafię zrobić i czego można się po mnie spodziewać. Jestem świadoma swojej inteligencji i nikt mi nie powie, że nie potrafię myśleć. Jestem dobrym człowiekiem, wspaniałą matką i świetnym nauczycielem, pełnym zrozumienia, empatii. I, co dla mnie najważniejsze, całe życie się uczę. Wyciągam wnioski i z tymi wnioskami idę do przodu. Żyję, by pomagać innym, rozświetlać im drogę, by uczyć, przekazywać wiedzę, by ich świat stawał się lepszy. Nie rozumiem ludzi, którzy istnieją po to, by komplikować życie innym.
Uważam, że odniosłam w życiu sukces. Mam cudowne dzieci, posiadam swoją mądrość, też tę nabytą i wyuczoną. Mam sprawny mózg, który pozwala mi się rozwijać i wciąż kształcić. Mogę otwierać przed innymi swój umysł, by dzielić się tym, co w życiu jest najważniejsze. Tym, czego nie wolno pomijać. Przekazuję ludziom prawdę, mądrość i pokazuję wiele możliwych dróg do wyboru. Jestem pewna siebie i swoich kompetencji.
Wiara we własne umiejętności oraz pewność siebie są niezwykle ważne w przypadku człowieka sukcesu.
Ja muszę wierzyć w siebie, by inni mogli wierzyć we mnie.
Ja muszę być mądra i dobra, by inni wiedzieli, że taka jestem.
Muszę być prawdziwa, by inni dostrzegali moją szczerość.
Jeśli ja jestem pewna siebie, ale nie głupio pewna, tylko mądrze, to inni ludzie także będą pewni, że jestem w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Tylko mądre, silne jednostki ciągną świat za sobą w dobrym kierunku.
Sama muszę mieć otwarte oczy, by otworzyć je innym.
Tak, jestem nauczycielem, dobrym nauczycielem.
To mój zawód i moja pasja.
Umiejętność wyznaczania celu
Byłam małą dziewczynką, gdy zrozumiałam, że w przyszłości będę uczyć.
Mając dwadzieścia lat, nie byłam jeszcze wystarczająco mądra, ale bardzo chciałam i miałam plan. Studia, potem kolejne i kolejne, kursy, szkolenia – to wszystko pozwoliło mi stać się tym, kim jestem.
Pomimo dobrego wykształcenia wciąż nie potrafiłam dobrze myśleć. Tego nauczył mnie znajomy z Warszawy. Powiedział, że mam się starać zrozumieć więcej i więcej. Nigdy nie zrozumiem wszystkiego, ale to, czy dojdę dalej i będę rozumiała więcej, czy nie, zależy tylko ode mnie.
To stało się moim celem.
Być mądrą, dobrą, doskonałą w tym, co robię, kobietą. Na początku nie przypuszczałam, że nigdy w tej drodze nie spocznę, ale potrzeba ciągłego doskonalenia, by zbliżać się do ideału, cokolwiek to znaczy, narodziła się sama. To cel dalekosiężny. Teraz postanowiłam także zostawić swoją wiedzę tu, na Ziemi, i pozwolić jej rozwijać się w innych.
Gdy już mądrych i dobrych ludzi na planecie będzie dużo, świat stanie się bardziej przyjaznym miejscem.
Trzeba mieć cel i choć w trakcie drogi może on się zmienić, należy dążyć do niego z każdym wykonywanym zadaniem. Trzeba mieć wizję. Pracować z nią.
Trzeba wiedzieć, po co idzie się w danym kierunku i co chce się osiągnąć, by później być z siebie dumnym i każdego dnia spełniać się, krocząc do przodu.
I nie chodzi tu tylko o naukę. Można wyznaczyć sobie inne, równie ważne, cele w postaci bycia najlepszą mamą, świetną żoną, doskonałą przyjaciółką.
Może najlepszą szefową dla swoich podwładnych.
Albo naprawdę dobrą fryzjerką.
Każdy ma swoje priorytety.
Wyobraźnia
W drodze do sukcesu niezbędna jest wyobraźnia.
Ostatnio przeczytałam gdzieś w Internecie, że kobieta zostawiła w lesie psa, pięknego wilczura, przywiązanego do drzewa w czterdziestostopniowym upale. Zwierzak tkwił tam cztery dni. Bez sił, bez nadziei, w podwójnym kagańcu na pysku, by nie przegryzł smyczy, konał z wycieńczenia.
I wtedy znaleźli go jacyś spacerowicze. Biednego, umierającego, zrezygnowanego. Pomogli mu przetrwać.
Skąd wiadomo, że na śmierć skazała go kobieta? Bo planując śmierć psa, zapomniała, że to zwierzę ma czip. Szybko ją odnaleziono. Grozi jej do pięciu lat pozbawienia wolności.
Pięć lat za bestialstwo wobec bezbronnego zwierzęcia, za znęcanie się nad psem, za to, że miała sumienie skazać żywe zwierzę na takie cierpienie.
Kim trzeba być? Jaką bestią bez sumienia, by zostawić kochane zwierzę w lesie? Trzeba być zimnym, złym, podłym i pozbawionym rozumu człowiekiem. O ile w ogóle ktoś taki jest jeszcze człowiekiem.
Czy ktoś taki ma w ogóle wyobraźnię?! Trudno mi w to uwierzyć.
Wielu ludzi nie ma wyobraźni, a ona jest niezbędna nie tylko, by osiągnąć sukces. I nie chodzi tu wyłącznie o kreatywność, ale o umiejętność wyobrażenia sobie konsekwencji – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych – wszelkich swoich działań.
Powyższy przykład doskonale obrazuje brak wyobraźni, który nawet nie mieści się w mojej głowie.
Nie chcesz psa, kota, chomika – oddaj go do miejsca, w którym będzie miał szansę dostać nowe życie. Nie katuj go i nie skazuj na tak potworne cierpienie jak śmierć z wycieńczenia. Miej odwagę iść do fundacji dla zwierząt i po prostu go zostaw.
Wtedy będziesz tylko kimś pozbawionym uczuć.
Pozytywne nastawienie
Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, jak to śpiewał zespół Dżem.
Niedawno spotkałam młodego człowieka, który miał zdiagnozowane ADHD. Był bardzo miły i bardzo otwarty na innych. Zapytałam go, jak to możliwe, że dziś jest tak empatycznym człowiekiem, choć z tego, co o sobie opowiadał, wynikało, że kiedyś był bardzo trudny, niewspółpracujący i wrogi wobec innych. Jako nastolatek prawie otarł się o kryminał, bo nie było dla niego wartości, którą chciałby (umiałby) szanować.
Odpowiedział mi:
„Lata szkoleń i nauki, jak trzeba się zachowywać wobec innych, by mnie lubili, bym szczęśliwie żył i miał fajną pracę. Chciałem zostać lekarzem, a z moim charakterem, wiecznie zaczepnym, obrażonym, agresywnym, rzucającym się o byle co i przekraczającym nieprzekraczalne granice, nie mogłem nim być. Dlatego musiałem zmienić siebie, by móc wykonywać zawód, który przynosi mi spełnienie. To lata ciężkiej pracy nad sobą. Teraz moje w miarę pogodne usposobienie sprawia, że osoby z mojego otoczenia darzą mnie sympatią i pracują ze mną z przyjemnością”.
Sympatia, choć zdawałoby się, że z sukcesem ma niewiele wspólnego, jest jednak niezbędna do tego, by go osiągnąć.
Skupienie
Człowiek sukcesu musi nauczyć się skupienia.
Zawsze uważałam, że ten, kto przez cały dzień ogląda telewizję czy słucha muzyki, nie ma czasu na myślenie. Wielokrotnie próbowano mi udowodnić, że jest inaczej. Według mnie nie jest. Telewizja, radio, media społecznościowe to rozpraszacze, utrudniające koncentrację, pracę i zabierające cenny czas, który powinien być przeznaczony na myślenie.
Nie twierdzę, że myśleć trzeba w zamkniętym, cichym i ciemnym pokoju. Bo myśleć trzeba zawsze.
Człowiek sukcesu potrafi skupić się na zadaniach, nie rozpraszając się kwestiami mało istotnymi.
By osiągnąć wytyczony przez siebie cel, trzeba poświęcić mu wiele uwagi, trzeba poświęcić mu czas. I musi on być wykorzystany w pełni.
Psychologowie mówią, że dla dziecka nie ma nic cenniejszego niż czas spędzony z rodzicami. I nie zależy to od wieku.
Małe dziecko nie chce nowej gry, by się nią bawić samo. Chce grę, w którą będzie mogło grać wspólnie z rodzicami.
Nastolatek, który przychodzi ze szkoły, czasem potrzebuje usiąść z rodzicem i chwilę porozmawiać.
Jeśli rodzic zaniedba tę chwilę, więź między nim a dzieckiem nie zbuduje się nigdy.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.