Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Zawód nauczyciel - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
12 lutego 2026
32,99
3299 pkt
punktów Virtualo

Zawód nauczyciel - ebook

Każde dziecko potrzebuje dorosłego, który w nie uwierzy

Nie da się zmienić całego świata. Ale można zmienić świat jednego dziecka.

„Zawód nauczyciel” to zbiór osobistych refleksji nauczycielki z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem. Książka, która w wyjątkowy sposób opowiada o uważności, odpowiedzialności i codziennych wyborach, jakie budują relacje między dorosłym a dzieckiem.

Autorka nie daje gotowych recept. Zamiast tego dzieli się przemyśleniami, które dojrzewały w niej przez lata – w sali lekcyjnej, w pokoju nauczycielskim i poza nim.

Pokazuje, że prawdziwe nauczanie zaczyna się wtedy, gdy człowiek spotyka się z człowiekiem bez masek, ocen i barier. I przypomina, że najmłodsi bardziej niż czegokolwiek innego potrzebują obecności dorosłych.

To poradnik dla tych, którzy wciąż chcą się rozwijać, poszerzać swoją wiedzę i wierzą, że każdy gest, słowo i chwila uwagi mogą zostawić w duszy dziecka ślad na całe życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-336-8
Rozmiar pliku: 718 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD AU­TO­RA

Cza­sem my­ślę, że je­stem z in­nej baj­ki al­bo z in­ne­go wy­mia­ru.

Dla­cze­go?

Bo wie­rzę w to, że je­śli czło­wiek cze­goś bar­dzo chce, roz­wi­ja się, pra­cu­je nad so­bą, to mo­że wie­le osią­gnąć. Wie­rzę, że upad­ki nas wzbo­ga­ca­ją. Chcia­ła­bym, by lu­dzie by­li lep­si, by pra­gnę­li być mą­drzej­si, wy­cho­dzi­li po­za wła­sną stre­fę kom­for­tu. A kie­dy upa­da­ją, by nie bia­do­li­li, jak im bar­dzo źle, ja­cy są nie­szczę­śli­wi, jak do­tkli­wie ich skrzyw­dzo­no i jak bez­na­dziej­nie w związ­ku z tym wy­glą­da ich sy­tu­acja, tyl­ko ro­śli w si­łę i szli da­lej, na­bie­ra­jąc do­świad­cze­nia i sta­jąc się moc­niej­si.

Ży­cie nie jest ła­twe, ale je­śli prze­sta­nie­my być ego­ista­mi my­ślą­cy­mi je­dy­nie o so­bie, a za­cznie­my prze­ży­wać głę­biej, to mo­że uda nam się stwo­rzyć świat bar­dziej ide­al­ny. Ta­ki, w któ­rym trosz­czy­my się o in­ne isto­ty, w któ­rym do­bro, jak w baj­kach, zwy­cię­ży w koń­cu zło.

Nikt nas nie uczył, jak być do­brym ro­dzi­cem i do­brym czło­wie­kiem, ale mo­że nad­szedł czas, kie­dy po­win­ni­śmy za­cząć brać przy­kład z mą­drzej­szych, szu­kać au­to­ry­te­tów, by­śmy mo­gli ja­ko ludz­kość roz­wi­jać się, za­miast stać w miej­scu i po­peł­niać wciąż te sa­me błę­dy.

Wie­rzę, że w któ­rymś mo­men­cie coś klik­nie i lu­dzie sta­ną się po pro­stu faj­ni. Za­czną dą­żyć do roz­wo­ju, kształ­cić się i znaj­dą w tym sens i cel. Bę­dą nie­ustan­nie do­sko­na­lić się w swo­im czło­wie­czeń­stwie.

Ta książ­ka jest dla Cie­bie. Niech przy­no­si Ci mą­drość, otwie­ra drzwi do no­wych świa­tów i in­spi­ru­je Cię do zdo­by­wa­nia wie­dzy. Pa­mię­taj, że na­uka jest klu­czem do speł­nie­nia Two­ich ma­rzeń.1

„Edu­ka­cja to naj­po­tęż­niej­sza broń,

któ­rej mo­żesz użyć, aby zmie­nić świat”.

Nel­son Man­de­la

Na­uczy­cie­lem je­stem od trzy­dzie­stu lat. Mia­łam przy­jem­ność uczyć za­rów­no w przed­szko­lu, jak i w szko­le pod­sta­wo­wej. Osta­tecz­nie wy­bra­łam przed­szko­le, bo pro­wa­dząc dzie­ci przez czte­ry la­ta naj­waż­niej­sze­go okre­su ich ży­cia, czy­li naj­więk­sze­go roz­wo­ju, mia­łam ogrom­ny wpływ na ich kształ­ce­nie, nie­ogra­ni­czo­ny cza­sem i do­bo­rem środ­ków. Przed­szko­le po­zwa­la na ho­li­stycz­ne po­dej­ście, co z ko­lei umoż­li­wia har­mo­nij­ny roz­wój wszyst­kich kom­pe­ten­cji i umie­jęt­no­ści dzie­ci i da­je prze­strzeń na od­kry­wa­nie ich ta­len­tów. Dzie­ci uwiel­bia­ją się uczyć, a me­to­dy na tym eta­pie edu­ka­cji są nie­zwy­kle atrak­cyj­ne, dla­te­go wiel­ką przy­jem­no­ścią jest prze­ka­zy­wa­nie pod­opiecz­nym wie­dzy i roz­wi­ja­nie ich w każ­dej dzie­dzi­nie. Współ­cze­sny świat ob­fi­tu­je w no­we for­my pra­cy z naj­młod­szy­mi i na­praw­dę są one na wy­cią­gnię­cie rę­ki.

Dzie­ci naj­chęt­niej i naj­ła­twiej uczą się po­przez za­ba­wę. I w ta­ki spo­sób moż­na prze­ka­zać mło­de­mu po­ko­le­niu ca­łe mnó­stwo in­for­ma­cji o ota­cza­ją­cym świe­cie, by ich ży­cie w przy­szło­ści by­ło mą­dre, sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce i by umie­li być szczę­śli­wi. Uwa­żam tak­że, że na­uczy­ciel w przed­szko­lu ma bar­dzo du­żo cza­su na to, by na­uczyć dzie­ci lo­gicz­ne­go my­śle­nia, co uła­twi im nie tyl­ko przej­ście przez ca­ły pro­ces edu­ka­cji, ale rów­nież funk­cjo­no­wa­nie w świe­cie do­ro­słych. Moż­na na­uczyć em­pa­tii, sza­cun­ku do dru­gie­go czło­wie­ka, pra­wi­dło­wych od­ru­chów nie tyl­ko wo­bec lu­dzi, ale tak­że i zwie­rząt.

Na tym naj­wcze­śniej­szym eta­pie naj­ła­twiej jest za­szcze­pić chęć do na­uki i do roz­wo­ju, je­śli tyl­ko na­uczy­ciel za­an­ga­żu­je się w pro­ces edu­ka­cji i wy­ko­rzy­sta wszyst­kie zna­ne me­to­dy, by za­in­te­re­so­wać ma­lu­chy wie­dzą o świe­cie. Wie­rzę w to, że da­jąc do­bry przy­kład i pro­po­nu­jąc każ­de­go dnia atrak­cyj­ne, róż­no­rod­ne za­ję­cia, roz­wi­ja­my w na­szych pod­opiecz­nych pa­sję do na­uki, a tak­że uczy­my ich, że moż­na żyć w spo­łe­czeń­stwie jak w wiel­kiej przed­szkol­nej ro­dzi­nie, być dla sie­bie mi­łym, po­ko­jo­wo roz­wią­zy­wać kon­flik­ty i przy­jem­nie, a na­de wszyst­ko bez­piecz­nie spę­dzać ze so­bą czas.

Dzie­ci uczą się po­przez na­śla­do­wa­nie do­ro­słych, więc to od nas za­le­ży, ja­ki da­my im przy­kład i czy za­sie­je­my w nich ziar­no cie­ka­wo­ści, od­wa­gę do by­cia mi­łym i speł­nia­nia swo­ich ma­rzeń. Na­uczy­ciel dla naj­młod­szych jest wiel­kim au­to­ry­te­tem. Dla­te­go ma moż­li­wość roz­wi­nąć ich wszech­stron­nie i prze­ka­zać im naj­waż­niej­sze war­to­ści, za­chę­cić do by­cia pew­ny­mi sie­bie i praw­dzi­wy­mi ludź­mi. Oni bar­dzo szyb­ko się uczą, szcze­gól­nie wte­dy, gdy wie­dzą, po co to ro­bią. Bo dziec­ko to ma­ły wiel­ki czło­wiek, któ­ry nie jest jesz­cze na­zna­czo­ny stra­chem przed od­kry­wa­niem świa­ta.

Chcia­ła­bym, by mo­ja pierw­sza książ­ka by­ła tą, nad któ­rą trze­ba się za­sta­no­wić, po­my­śleć. Jak pod­czas oglą­da­nia fil­mu, kie­dy in­ter­net za­wo­dzi – na­gra­nie się za­trzy­mu­je, kół­ko na środ­ku mo­ni­to­ra krę­ci się, a czło­wiek ma czas, by prze­my­śleć to, co przed chwi­lą zo­sta­ło po­wie­dzia­ne.

Kie­dy mia­łam sie­dem lat, zde­cy­do­wa­łam, że bę­dę na­uczy­ciel­ką.

Nie wie­dzia­łam jesz­cze wte­dy, cze­go bę­dę uczyć, ale by­łam pew­na, że bę­dę uczyć dzie­ci. W tym ce­lu skoń­czy­łam szko­łę pod­sta­wo­wą, po­tem li­ceum ogól­no­kształ­cą­ce i, ku zdzi­wie­niu mo­je­go na­uczy­cie­la, do­sta­łam się na Uni­wer­sy­tet Przy­rod­ni­czy we Wro­cła­wiu na kie­ru­nek geo­gra­fia.

Nie by­ło mi ła­two. Przed­mio­tów, któ­re lu­bi­łam i ro­zu­mia­łam, uczy­łam się bar­dzo szyb­ko. Był jed­nak ta­ki, któ­re­go nie poj­mo­wa­łam. A by­ła nim ma­te­ma­ty­ka.

Nie wiem, czy mia­łam za ma­ły mózg, by to przy­swo­ić, czy sła­be­go na­uczy­cie­la, któ­ry ni­cze­go nie po­tra­fił mi wy­tłu­ma­czyć, ale moż­na po­wie­dzieć, że z ma­te­ma­ty­ki, oprócz pod­staw i ukła­du rów­nań, nie ro­zu­mia­łam nic. Ro­dzi­ce za­ła­twia­li mi co­raz lep­szych ko­re­pe­ty­to­rów, jed­nak na­uki ści­słe po­zo­sta­wa­ły po­za mo­im za­się­giem.

Ma­te­ma­ty­ka by­ła tym przed­mio­tem, przez któ­ry pra­wie wy­le­cia­łam ze stu­diów. Mo­je ży­cie nie na­le­ża­ło wte­dy do ła­twych. Mat­ma śni­ła mi się po no­cach i za każ­dym ra­zem by­ły to kosz­ma­ry.

Po­mi­mo tych trud­no­ści uda­ło mi się skoń­czyć stu­dia i już pra­wie mo­głam zo­stać na­uczy­cie­lem.

Póź­niej zro­bi­łam jesz­cze stu­dia po­dy­plo­mo­we, da­ją­ce upraw­nie­nia na­uczy­cie­la przy­ro­dy, a tam po raz pierw­szy w ży­ciu tra­fi­łam na wy­kła­dow­cę, któ­ry był mi w sta­nie choć odro­bi­nę przy­bli­żyć po­ję­cia ma­te­ma­tycz­ne i wie­dzę z za­kre­su fi­zy­ki. Po­czu­łam na­gle, że coś do mnie do­cie­ra, że za­czy­nam co­kol­wiek ro­zu­mieć. W koń­cu po­tra­fi­łam sa­ma roz­wią­zać trud­niej­sze za­da­nia. To by­ło wspa­nia­łe uczu­cie, jak­by otwo­rzył się przede mną no­wy, nie­zna­ny świat.

Wte­dy też zro­zu­mia­łam, jak waż­ne jest dą­żyć do ce­lu i być z sie­bie na­praw­dę dum­nym, kie­dy się go osią­gnie.

Ja­ka to by­ła ulga, kie­dy na eg­za­mi­nie nie mu­sia­łam roz­glą­dać się po sa­li i bła­gal­nym wzro­kiem szu­kać po­mo­cy u in­nych. Nie mu­sia­łam pro­sić o ścią­gi, o wzór, o li­tość, bez któ­rej nie by­łam w sta­nie zdać żad­ne­go eg­za­mi­nu z ma­te­ma­ty­ki. Wresz­cie mo­głam od­da­wać na spraw­dzia­nach kart­ki z ob­li­cze­nia­mi, a nie zło­tą mak­sy­mą „wiem, że nic nie wiem”.

Nie­zwy­kłym do­świad­cze­niem by­ło móc po­szu­kać we wła­snej gło­wie te­go, cze­go ode mnie ocze­ki­wa­no.

Po­tem na­uczy­łam się my­śleć.

Nie li­czyć tyl­ko na in­nych, nie wy­rę­czać się ni­mi, nie ga­dać głu­po­ty. Na­uczy­łam się pa­trzeć i my­śleć.

Na­uczy­łam się wi­dzieć, że w ka­wiar­ni jest za­re­zer­wo­wa­ny sto­lik. Na­uczy­łam się wa­żyć każ­de wy­po­wie­dzia­ne sło­wo, by nie mar­no­wać zdań. Na­uczy­łam się ro­zu­mieć.

Zro­zu­mia­łam, że mam jed­no ży­cie i ode mnie za­le­ży, w ja­ki spo­sób je wy­ko­rzy­stam.

Sko­ro mam zdol­no­ści do te­go, by coś ro­zu­mieć, to mo­im obo­wiąz­kiem jest ro­zu­mieć jesz­cze wię­cej. A kie­dy zro­zu­miem wię­cej, to po­win­nam sta­rać się zro­zu­mieć jesz­cze wię­cej. I znów. Bez koń­ca. Nie mo­gę prze­stać się uczyć, roz­wi­jać i ro­zu­mieć.

I z tą wie­dzą roz­po­czę­łam by­cie świa­do­mym na­uczy­cie­lem.

Mo­je ży­cie ja­ko ucznia by­ło bar­dzo trud­ne. Wszyst­ko przez te przed­mio­ty ści­słe, któ­re na­le­ża­ło za­li­czać, by ja­koś prze­cho­dzić z kla­sy do kla­sy.

Mój mąż mó­wił za­wsze, że ma­te­ma­ty­ka jest bar­dzo po­trzeb­na, że bez niej nie ma na­uki. Oczy­wi­ście, też je­stem te­go zda­nia. Tyl­ko nie każ­dy ma gło­wę do ma­te­ma­ty­ki, fi­zy­ki czy che­mii. Po­trze­ba więc do­brych na­uczy­cie­li, by po­tra­fi­li nie tyl­ko na­uczyć, ale rów­nież wy­tłu­ma­czyć, za­chę­cić, tak aby ucze­nie się naj­trud­niej­sze­go na­wet za­gad­nie­nia spra­wia­ło przy­jem­ność.

A mnie nikt nie za­chę­cał, nie umiał mi wy­tłu­ma­czyć i ka­rał za to, że ze wszyst­kich sił pró­bo­wa­łam zro­zu­mieć, o co w tym wszyst­kim cho­dzi i dla­cze­go w rów­na­niach che­micz­nych na­le­ży do­pi­sy­wać wy­li­czo­ne, a nie wy­my­ślo­ne licz­by ato­mów.

Pa­mię­tam, jak roz­wią­zy­wa­łam z ta­tą za­da­nia z ma­te­ma­ty­ki. Bar­dzo chciał być po­moc­ny, a or­łem też nie był. Był za to wspa­nia­łym czło­wie­kiem. Mia­łam wte­dy mo­że z dwa­na­ście lat. Pół wie­czo­ru ro­bi­li­śmy za­da­nie. By­li­śmy szczę­śli­wi, że po­szło nam tak do­brze i do­sta­nę po­zy­tyw­ną oce­nę. Za­do­wo­lo­na szłam do szko­ły, bo mia­łam roz­wią­za­nie. Do do­mu wra­ca­łam nie­szczę­śli­wa, by po­wie­dzieć ta­cie, że wy­szło nam źle. Że do­sta­łam znów pa­łę. I że na­uczy­ciel­ka znów na mnie krzy­cza­ła, bo gro­zi mi dwó­ja na ko­niec.

Już bę­dąc bar­dzo mło­dą ma­mą i wy­cho­waw­cą, po­sta­no­wi­łam ni­g­dy nie krzy­czeć na dzie­ci. Swo­je wła­sne chcia­łam wy­cho­wać w ta­ki spo­sób, by wszyst­ko im tłu­ma­czyć, po­ka­zy­wać, na­uczyć je sza­cun­ku i po­ko­ry, by czu­ły się ko­cha­ne. W przed­szkol­nych zaś wspie­rać roz­wój, za­miast za­bi­jać w nich to, co naj­pięk­niej­sze. Roz­wi­jać ich kom­pe­ten­cje. Uczyć, tłu­ma­czyć, wy­si­lać się, by znaj­do­wać me­to­dy, któ­ry­mi moż­na do­trzeć do mło­dych lu­dzi.

To do­ro­sły ma umieć, by na­uczyć dziec­ko. Nie od­wrot­nie.

Ow­szem, od dzie­ci moż­na się bar­dzo wie­le na­uczyć, ale to na­uczy­ciel, ro­dzic ma być dro­go­wska­zem. I to jest ro­lą na­uczy­cie­la, by do­strzec, ja­kie zdol­no­ści ma dziec­ko, ja­kie po­sia­da umie­jęt­no­ści, ja­ki ma w so­bie po­ten­cjał i w czym na­le­ży je wes­przeć, jak po­móc, by w przy­szło­ści mo­gło osią­gnąć swój suk­ces.

Nikt nie na­uczył nas być ro­dzi­ca­mi, to fakt. Stu­dia pe­da­go­gicz­ne też nie uczą wszyst­kie­go o by­ciu na­uczy­cie­lem. Ale je­śli bar­dzo chce­my stać się lep­si i ktoś nam w tym tro­chę po­mo­że, to mo­że­my osią­gnąć wy­zna­czo­ny cel.

Nie każ­dy czło­wiek ma szczę­ście mieć wspa­nia­łych ro­dzi­ców. Nie każ­dy ma po­tęż­ny, chłon­ny i do­sko­na­le roz­wi­nię­ty umysł. Nie każ­de­mu da­ne by­ło uro­dzić się z naj­lep­szy­mi ge­na­mi.

Nie­któ­rzy mu­szą po­świę­cić bar­dzo wie­le cza­su i ener­gii, by osią­gnąć to, co in­nym przy­cho­dzi w mgnie­niu oka i bez­bo­le­śnie.2

Na swo­jej dro­dze spo­tka­łam wie­lu lu­dzi, któ­rzy by­li dla mnie wzo­rem.

Na­uczy­łam się my­śleć.

Na­uczy­łam się wi­dzieć, a nie tyl­ko pa­trzeć.

Na­uczy­łam się ro­zu­mieć.

Na­uczy­łam się do­strze­gać po­ten­cjał nie tyl­ko w so­bie, ale też w in­nych.

Zo­ba­czy­łam, że kie­dy dzie­ciom po­świę­ci się czas i da do­bry przy­kład, na­uczy się je my­śleć i prze­wi­dy­wać kon­se­kwen­cje swo­ich za­cho­wań, to one za­czną po­słu­gi­wać się ro­zu­mem. Przej­mą od swe­go na­uczy­cie­la pa­sję do te­go, by się uczyć, by być lep­szym, mą­drzej­szym i nie­ustan­nie po­głę­biać swo­ją wie­dzę.

Ro­zum to jed­no, ale nie tyl­ko nim się w ży­ciu kie­ru­je­my. Po­trze­ba jesz­cze tro­chę ser­ca, a na­wet bar­dzo du­żo ser­ca. Ale bez ole­ju w gło­wie nie ru­szy­my na­przód.

Pa­ra­dok­sal­nie, kie­dy osią­gnie się pe­wien stan zro­zu­mie­nia, to lu­dzie, do któ­rych wciąż nie do­cie­ra, za­czy­na­ją de­ner­wo­wać. Ale prze­cież je­śli uda­ło ci tra­fić do gro­na ro­zu­mie­ją­cych, to po­nie­kąd two­im obo­wiąz­kiem sta­je się tłu­ma­cze­nie in­nym, ucze­nie ich, jak zajść da­lej i za­cząć poj­mo­wać.

Lu­dzie lu­bią za­trzy­my­wać wie­dzę dla sie­bie. Zda­je im się, że so­bie nią wy­ta­pe­tu­ją ścia­ny trum­ny. A prze­cież wie­dzy do gro­bu nie za­bie­rzesz. Bo w zie­mi ani się nie przy­da, ani nie roz­mno­ży.

Obo­wiąz­kiem ludz­ko­ści win­no być prze­ka­zy­wa­nie wie­dzy in­nym, by spo­łe­czeń­stwo by­ło bar­dziej świa­do­me. By sztucz­na in­te­li­gen­cja nie wy­par­ła tej praw­dzi­wej.

Są pi­sa­rze, któ­rzy ro­bią to świet­nie, a ja uwiel­biam ich czy­tać. Uwa­żam, że po­win­ni żyć wiecz­nie, by prze­ka­zy­wać lu­dziom bo­gac­two swo­ich umy­słów. Są to au­to­rzy świa­to­wych be­st­se­le­rów, ksią­żek o roz­ma­itej te­ma­ty­ce z róż­nych ga­tun­ków li­te­rac­kich. Każ­dy z nich po­słu­gu­je się in­nym, spe­cy­ficz­nym dla swo­jej twór­czo­ści ję­zy­kiem: od bo­ga­te­go, peł­ne­go me­ta­for i sym­bo­li, po pro­sty i su­ro­wy. Jed­nak ich dzie­ła ma­ją jed­ną wspól­ną ce­chę – czy­ta­jąc je, pra­gnie się za­pa­mię­tać każ­de na­pi­sa­ne w nich zda­nie.

Chęt­nie wra­cam do prze­czy­ta­nej li­te­ra­tu­ry ko­lej­ny i ko­lej­ny raz, by upa­jać się sty­lem pi­sa­nia i nie­sa­mo­wi­ty­mi hi­sto­ria­mi, któ­re wzbo­ga­ca­ją wnę­trze czło­wie­ka, a przez to je­go ży­cie. Dzię­ki pi­sa­rzom mo­że­my upi­jać się sło­wa­mi, chło­nąć po­my­sły i wy­ko­rzy­sty­wać każ­dą se­kun­dę na­szej eg­zy­sten­cji, by za­głę­biać się w in­ne wy­mia­ry.

Jed­nym z uwiel­bia­nych prze­ze mnie au­to­rów jest Ste­phen King.

Kie­dy po raz pierw­szy się­gnę­łam po je­go książ­kę, tra­fi­łam na Rę­kę Mi­strza. By­łam tak za­chwy­co­na, że pia­łam ty­go­dnia­mi o tym, że to naj­lep­sza po­wieść, ja­ką czy­ta­łam w ży­ciu. A to prze­cież nie­praw­da, bo czy­ta­łam ich bar­dzo wie­le i po bar­dzo wie­lu roz­pie­ra­ła mnie ra­dość, że mia­łam za­szczyt do nich do­trzeć.

Choć­by W po­szu­ki­wa­niu stra­co­ne­go cza­su Pro­usta czy Drzwi za­mknię­te Rit­t­ne­ra, za­po­mnia­ne­go pol­skie­go pi­sa­rza.

Try­lo­gia Wil­so­na.

Szel­mo­stwa nie­grzecz­nej dziew­czyn­ki Llo­sy.

Czło­wiek w po­szu­ki­wa­niu sen­su Vik­to­ra E. Fran­kla.

Jest też mój uko­cha­ny So­la­ris Le­ma o tym, jak lu­dzie źle sie­bie pa­mię­ta­ją.

I wie­le, wie­le in­nych.

Uwiel­biam czy­tać książ­ki i je­stem ogrom­nie wdzięcz­na, że są ci, któ­rzy je pi­szą, bym ja mo­gła je po­chła­niać i za­głę­biać się w in­ny wy­miar.

Po Rę­ce Mi­strza prze­czy­ta­łam ko­lej­ną książ­kę Kin­ga – Ba­śnio­wą opo­wieść – i uwa­ża­łam, że to ta, a nie żad­na in­na, jest naj­lep­szą książ­ką, ja­ką czy­ta­łam. A kie­dy skoń­czy­łam Dal­las 63, mó­wi­łam, że jest to ab­so­lut­ne ar­cy­dzie­ło li­te­rac­kie. Opo­wia­da­nie Wszyst­ko­wie­dzą­cy tak­że za­słu­ży­ło na to mia­no.

Gdzie śpie­wa­ją ra­ki De­lii Owens, Sie­dem Sióstr Lu­sin­dy Ril­ley al­bo 27 śmier­ci To­byʹego Obe­da au­tor­stwa Jo­an­ny Gie­rak-Onosz­ko rów­nież nie po­zo­sta­wi­ły mnie obo­jęt­ną.

Mo­że to nie są ar­cy­dzie­ła na mia­rę Sło­wac­kie­go czy Mic­kie­wi­cza, ale pięk­ne książ­ki, dzię­ki któ­rym moż­na wie­le do­świad­czyć i zo­ba­czyć in­ne świa­ty. I spo­ro się na­uczyć. To jak­by po­je­chać w po­dróż do­oko­ła świa­ta, po­znać lu­dzi, oby­cza­je, ra­do­ści i dra­ma­ty, oglą­dać pięk­ną przy­ro­dę, dzi­kie zwie­rzę­ta i słu­chać opo­wie­ści przy ogni­sku. I to wszyst­ko za na­praw­dę nie­wiel­kie pie­nią­dze.

Dziś wiem na pew­no: je­śli ktoś otrzy­mał dar, by po­siąść wie­dzę, to je­go obo­wiąz­kiem jest się tą wie­dzą, tym do­świad­cze­niem po­dzie­lić z in­ny­mi. Scho­wa­ne w szka­tuł­ce się zmar­nu­ją, a na pew­no ni­ko­mu nie po­mo­gą.

I dla­te­go po­wsta­ła ta książ­ka.3

W cią­gu jed­ne­go ży­cia mo­że­my prze­żyć bar­dzo du­żo. Mo­że­my do­świad­czyć za­rów­no szczę­ścia, jak i wiel­kie­go smut­ku. Bo­gac­twa i bie­dy. Mo­że­my być na szczy­cie al­bo na sa­mym dnie. Jed­ne­go dnia mieć zdro­wie i pie­nią­dze, a ko­lej­ne­go stra­cić wszyst­ko.

Na­le­ży być te­go świa­do­mym, że tyl­ko zmia­ny są nie­zmien­ne, a ży­cie cza­sa­mi po­tra­fi za­sko­czyć, nie­ko­niecz­nie po­zy­tyw­nie.

Tłu­ma­czę mo­im przed­szkol­nym i oso­bi­stym dzie­ciom, że nie­za­leż­nie od wszyst­kich prze­szkód, ja­kie na swo­jej dro­dze spo­tka­my, wy­łącz­nie od nas za­le­ży, jak prze­ży­je­my na­sze ży­cie.

Każ­dy czło­wiek ma wy­bór.

Mo­że być do­bry al­bo zły.

Mo­że ko­rzy­stać z mó­zgu lub za­cho­wy­wać się tak, jak­by za­miast mó­zgu miał sia­no.

Mo­że zde­cy­do­wać, któ­rą dro­gą chce iść.

Mo­że być mi­ły i uprzej­my al­bo zło­śli­wy i wred­ny.

W za­leż­no­ści od te­go, jak bę­dzie po­stę­po­wał, dro­ga, któ­rą pój­dzie, da mu al­bo szczę­ście, al­bo ból i nie­za­do­wo­le­nie. Wca­le nie ozna­cza to, że bę­dzie ła­twa, ale i na tej z wy­bo­ja­mi moż­na spo­tkać czło­wie­ka, któ­ry pod­nie­sie po upad­ku, po­da po­moc­ną dłoń i po­de­prze. Z każ­dej sy­tu­acji jest ja­kieś wyj­ście. Za­wsze jest ktoś, kto ma go­rzej.

Kie­dy ży­je­my pięk­nie, mą­drze i je­ste­śmy do­bry­mi ludź­mi, a mi­łość i na­dzie­ja są na­szy­mi dro­go­wska­za­mi, to na­wet gdy jest bar­dzo cięż­ko, moż­na od­na­leźć sens i być za­do­wo­lo­nym ze swo­je­go ży­cia.

Co dzień po­wta­rzam swo­im przed­szkol­nym ka­czusz­kom, bę­dąc ma­mą ka­czu­chą, że mo­gą być mi­łe al­bo nie­mi­łe. Mo­gą się za­cho­wy­wać tak, że in­ni chęt­nie bę­dą brać z nich przy­kład lub bę­dą ni­mi gar­dzić. Mo­gą być lu­bia­ni lub od­rzu­ca­ni z po­wo­du swo­je­go spo­so­bu by­cia, wy­po­wia­da­nych słów i wy­ko­na­nych czy­nów.

Do nich na­le­ży de­cy­zja, czy le­piej bę­dą się czuć, gdy bę­dą oto­cze­ni przy­ja­ciół­mi, czy sto­jąc z bo­ku i pa­trząc na ko­le­gów, do któ­rych nie mo­gą do­łą­czyć.4

Na­sze ży­cie sta­je się speł­nio­ne, gdy uda nam się osią­gnąć wy­ty­czo­ne so­bie ce­le, czy­li od­nieść suk­ces.

Co to zna­czy być czło­wie­kiem suk­ce­su i jak nim zo­stać?

Czło­wiek suk­ce­su bu­dzi po­dziw. In­ni lu­dzie czę­sto za­sta­na­wia­ją się, w ja­ki spo­sób re­ali­zu­je ko­lej­ne za­mie­rze­nia. War­to wie­dzieć, że wśród osób, któ­re pną się po szcze­blach ka­rie­ry czy też szcze­blach ży­cia, moż­na za­uwa­żyć pew­ne po­wta­rza­ją­ce się ce­chy. Czy to one spra­wia­ją, że wszyst­ko sta­je się ła­twiej­sze?

Któż nie chciał­by być czło­wie­kiem suk­ce­su?

Ży­je­my prze­cież po to, by coś w ży­ciu osią­gnąć. Cza­sem przy­cho­dzi nam to bez pro­ble­mu, a cza­sem oku­pio­ne jest cięż­ką wie­lo­let­nią pra­cą. Po­wo­dze­nie za­le­ży od bar­dzo wie­lu rze­czy. Od te­go, kie­dy i gdzie się uro­dzi­li­śmy, ja­kie mie­li­śmy wa­run­ki ży­cia, ja­kich ro­dzi­ców. Bar­dzo du­że zna­cze­nie ma też chęć do pra­cy nad so­bą i pra­gnie­nie nie­ustan­ne­go roz­wo­ju, by stać się lep­szym czło­wie­kiem. Wszyst­ko to do­peł­nia­ją pre­dys­po­zy­cje i ce­chy, któ­re otrzy­ma­li­śmy w ge­ne­tycz­nym spad­ku.

Pew­ność sie­bie

To ona jest mat­ką suk­ce­su.

Wiem, kim je­stem, wiem do­sko­na­le, ja­ka jest mo­ja war­tość, wiem, co po­tra­fię zro­bić i cze­go moż­na się po mnie spo­dzie­wać. Je­stem świa­do­ma swo­jej in­te­li­gen­cji i nikt mi nie po­wie, że nie po­tra­fię my­śleć. Je­stem do­brym czło­wie­kiem, wspa­nia­łą mat­ką i świet­nym na­uczy­cie­lem, peł­nym zro­zu­mie­nia, em­pa­tii. I, co dla mnie naj­waż­niej­sze, ca­łe ży­cie się uczę. Wy­cią­gam wnio­ski i z ty­mi wnio­ska­mi idę do przo­du. Ży­ję, by po­ma­gać in­nym, roz­świe­tlać im dro­gę, by uczyć, prze­ka­zy­wać wie­dzę, by ich świat sta­wał się lep­szy. Nie ro­zu­miem lu­dzi, któ­rzy ist­nie­ją po to, by kom­pli­ko­wać ży­cie in­nym.

Uwa­żam, że od­nio­słam w ży­ciu suk­ces. Mam cu­dow­ne dzie­ci, po­sia­dam swo­ją mą­drość, też tę na­by­tą i wy­uczo­ną. Mam spraw­ny mózg, któ­ry po­zwa­la mi się roz­wi­jać i wciąż kształ­cić. Mo­gę otwie­rać przed in­ny­mi swój umysł, by dzie­lić się tym, co w ży­ciu jest naj­waż­niej­sze. Tym, cze­go nie wol­no po­mi­jać. Prze­ka­zu­ję lu­dziom praw­dę, mą­drość i po­ka­zu­ję wie­le moż­li­wych dróg do wy­bo­ru. Je­stem pew­na sie­bie i swo­ich kom­pe­ten­cji.

Wia­ra we wła­sne umie­jęt­no­ści oraz pew­ność sie­bie są nie­zwy­kle waż­ne w przy­pad­ku czło­wie­ka suk­ce­su.

Ja mu­szę wie­rzyć w sie­bie, by in­ni mo­gli wie­rzyć we mnie.

Ja mu­szę być mą­dra i do­bra, by in­ni wie­dzie­li, że ta­ka je­stem.

Mu­szę być praw­dzi­wa, by in­ni do­strze­ga­li mo­ją szcze­rość.

Je­śli ja je­stem pew­na sie­bie, ale nie głu­pio pew­na, tyl­ko mą­drze, to in­ni lu­dzie tak­że bę­dą pew­ni, że je­stem w od­po­wied­nim miej­scu i od­po­wied­nim cza­sie. Tyl­ko mą­dre, sil­ne jed­nost­ki cią­gną świat za so­bą w do­brym kie­run­ku.

Sa­ma mu­szę mieć otwar­te oczy, by otwo­rzyć je in­nym.

Tak, je­stem na­uczy­cie­lem, do­brym na­uczy­cie­lem.

To mój za­wód i mo­ja pa­sja.

Umie­jęt­ność wy­zna­cza­nia ce­lu

By­łam ma­łą dziew­czyn­ką, gdy zro­zu­mia­łam, że w przy­szło­ści bę­dę uczyć.

Ma­jąc dwa­dzie­ścia lat, nie by­łam jesz­cze wy­star­cza­ją­co mą­dra, ale bar­dzo chcia­łam i mia­łam plan. Stu­dia, po­tem ko­lej­ne i ko­lej­ne, kur­sy, szko­le­nia – to wszyst­ko po­zwo­li­ło mi stać się tym, kim je­stem.

Po­mi­mo do­bre­go wy­kształ­ce­nia wciąż nie po­tra­fi­łam do­brze my­śleć. Te­go na­uczył mnie zna­jo­my z War­sza­wy. Po­wie­dział, że mam się sta­rać zro­zu­mieć wię­cej i wię­cej. Ni­g­dy nie zro­zu­miem wszyst­kie­go, ale to, czy doj­dę da­lej i bę­dę ro­zu­mia­ła wię­cej, czy nie, za­le­ży tyl­ko ode mnie.

To sta­ło się mo­im ce­lem.

Być mą­drą, do­brą, do­sko­na­łą w tym, co ro­bię, ko­bie­tą. Na po­cząt­ku nie przy­pusz­cza­łam, że ni­g­dy w tej dro­dze nie spo­cznę, ale po­trze­ba cią­głe­go do­sko­na­le­nia, by zbli­żać się do ide­ału, co­kol­wiek to zna­czy, na­ro­dzi­ła się sa­ma. To cel da­le­ko­sięż­ny. Te­raz po­sta­no­wi­łam tak­że zo­sta­wić swo­ją wie­dzę tu, na Zie­mi, i po­zwo­lić jej roz­wi­jać się w in­nych.

Gdy już mą­drych i do­brych lu­dzi na pla­ne­cie bę­dzie du­żo, świat sta­nie się bar­dziej przy­ja­znym miej­scem.

Trze­ba mieć cel i choć w trak­cie dro­gi mo­że on się zmie­nić, na­le­ży dą­żyć do nie­go z każ­dym wy­ko­ny­wa­nym za­da­niem. Trze­ba mieć wi­zję. Pra­co­wać z nią.

Trze­ba wie­dzieć, po co idzie się w da­nym kie­run­ku i co chce się osią­gnąć, by póź­niej być z sie­bie dum­nym i każ­de­go dnia speł­niać się, kro­cząc do przo­du.

I nie cho­dzi tu tyl­ko o na­ukę. Moż­na wy­zna­czyć so­bie in­ne, rów­nie waż­ne, ce­le w po­sta­ci by­cia naj­lep­szą ma­mą, świet­ną żo­ną, do­sko­na­łą przy­ja­ciół­ką.

Mo­że naj­lep­szą sze­fo­wą dla swo­ich pod­wład­nych.

Al­bo na­praw­dę do­brą fry­zjer­ką.

Każ­dy ma swo­je prio­ry­te­ty.

Wy­obraź­nia

W dro­dze do suk­ce­su nie­zbęd­na jest wy­obraź­nia.

Ostat­nio prze­czy­ta­łam gdzieś w In­ter­ne­cie, że ko­bie­ta zo­sta­wi­ła w le­sie psa, pięk­ne­go wil­czu­ra, przy­wią­za­ne­go do drze­wa w czter­dzie­sto­stop­nio­wym upa­le. Zwie­rzak tkwił tam czte­ry dni. Bez sił, bez na­dziei, w po­dwój­nym ka­gań­cu na py­sku, by nie prze­gryzł smy­czy, ko­nał z wy­cień­cze­nia.

I wte­dy zna­leź­li go ja­cyś spa­ce­ro­wi­cze. Bied­ne­go, umie­ra­ją­ce­go, zre­zy­gno­wa­ne­go. Po­mo­gli mu prze­trwać.

Skąd wia­do­mo, że na śmierć ska­za­ła go ko­bie­ta? Bo pla­nu­jąc śmierć psa, za­po­mnia­ła, że to zwie­rzę ma czip. Szyb­ko ją od­na­le­zio­no. Gro­zi jej do pię­ciu lat po­zba­wie­nia wol­no­ści.

Pięć lat za be­stial­stwo wo­bec bez­bron­ne­go zwie­rzę­cia, za znę­ca­nie się nad psem, za to, że mia­ła su­mie­nie ska­zać ży­we zwie­rzę na ta­kie cier­pie­nie.

Kim trze­ba być? Ja­ką be­stią bez su­mie­nia, by zo­sta­wić ko­cha­ne zwie­rzę w le­sie? Trze­ba być zim­nym, złym, pod­łym i po­zba­wio­nym ro­zu­mu czło­wie­kiem. O ile w ogó­le ktoś ta­ki jest jesz­cze czło­wie­kiem.

Czy ktoś ta­ki ma w ogó­le wy­obraź­nię?! Trud­no mi w to uwie­rzyć.

Wie­lu lu­dzi nie ma wy­obraź­ni, a ona jest nie­zbęd­na nie tyl­ko, by osią­gnąć suk­ces. I nie cho­dzi tu wy­łącz­nie o kre­atyw­ność, ale o umie­jęt­ność wy­obra­że­nia so­bie kon­se­kwen­cji – za­rów­no po­zy­tyw­nych, jak i ne­ga­tyw­nych – wszel­kich swo­ich dzia­łań.

Po­wyż­szy przy­kład do­sko­na­le ob­ra­zu­je brak wy­obraź­ni, któ­ry na­wet nie mie­ści się w mo­jej gło­wie.

Nie chcesz psa, ko­ta, cho­mi­ka – od­daj go do miej­sca, w któ­rym bę­dzie miał szan­sę do­stać no­we ży­cie. Nie ka­tuj go i nie ska­zuj na tak po­twor­ne cier­pie­nie jak śmierć z wy­cień­cze­nia. Miej od­wa­gę iść do fun­da­cji dla zwie­rząt i po pro­stu go zo­staw.

Wte­dy bę­dziesz tyl­ko kimś po­zba­wio­nym uczuć.

Po­zy­tyw­ne na­sta­wie­nie

Żyj z ca­łych sił i uśmie­chaj się do lu­dzi, jak to śpie­wał ze­spół Dżem.

Nie­daw­no spo­tka­łam mło­de­go czło­wie­ka, któ­ry miał zdia­gno­zo­wa­ne ADHD. Był bar­dzo mi­ły i bar­dzo otwar­ty na in­nych. Za­py­ta­łam go, jak to moż­li­we, że dziś jest tak em­pa­tycz­nym czło­wie­kiem, choć z te­go, co o so­bie opo­wia­dał, wy­ni­ka­ło, że kie­dyś był bar­dzo trud­ny, nie­współ­pra­cu­ją­cy i wro­gi wo­bec in­nych. Ja­ko na­sto­la­tek pra­wie otarł się o kry­mi­nał, bo nie by­ło dla nie­go war­to­ści, któ­rą chciał­by (umiał­by) sza­no­wać.

Od­po­wie­dział mi:

„La­ta szko­leń i na­uki, jak trze­ba się za­cho­wy­wać wo­bec in­nych, by mnie lu­bi­li, bym szczę­śli­wie żył i miał faj­ną pra­cę. Chcia­łem zo­stać le­ka­rzem, a z mo­im cha­rak­te­rem, wiecz­nie za­czep­nym, ob­ra­żo­nym, agre­syw­nym, rzu­ca­ją­cym się o by­le co i prze­kra­cza­ją­cym nie­prze­kra­czal­ne gra­ni­ce, nie mo­głem nim być. Dla­te­go mu­sia­łem zmie­nić sie­bie, by móc wy­ko­ny­wać za­wód, któ­ry przy­no­si mi speł­nie­nie. To la­ta cięż­kiej pra­cy nad so­bą. Te­raz mo­je w mia­rę po­god­ne uspo­so­bie­nie spra­wia, że oso­by z mo­je­go oto­cze­nia da­rzą mnie sym­pa­tią i pra­cu­ją ze mną z przy­jem­no­ścią”.

Sym­pa­tia, choć zda­wa­ło­by się, że z suk­ce­sem ma nie­wie­le wspól­ne­go, jest jed­nak nie­zbęd­na do te­go, by go osią­gnąć.

Sku­pie­nie

Czło­wiek suk­ce­su mu­si na­uczyć się sku­pie­nia.

Za­wsze uwa­ża­łam, że ten, kto przez ca­ły dzień oglą­da te­le­wi­zję czy słu­cha mu­zy­ki, nie ma cza­su na my­śle­nie. Wie­lo­krot­nie pró­bo­wa­no mi udo­wod­nić, że jest ina­czej. We­dług mnie nie jest. Te­le­wi­zja, ra­dio, me­dia spo­łecz­no­ścio­we to roz­pra­sza­cze, utrud­nia­ją­ce kon­cen­tra­cję, pra­cę i za­bie­ra­ją­ce cen­ny czas, któ­ry po­wi­nien być prze­zna­czo­ny na my­śle­nie.

Nie twier­dzę, że my­śleć trze­ba w za­mknię­tym, ci­chym i ciem­nym po­ko­ju. Bo my­śleć trze­ba za­wsze.

Czło­wiek suk­ce­su po­tra­fi sku­pić się na za­da­niach, nie roz­pra­sza­jąc się kwe­stia­mi ma­ło istot­ny­mi.

By osią­gnąć wy­ty­czo­ny przez sie­bie cel, trze­ba po­świę­cić mu wie­le uwa­gi, trze­ba po­świę­cić mu czas. I mu­si on być wy­ko­rzy­sta­ny w peł­ni.

Psy­cho­lo­go­wie mó­wią, że dla dziec­ka nie ma nic cen­niej­sze­go niż czas spę­dzo­ny z ro­dzi­ca­mi. I nie za­le­ży to od wie­ku.

Ma­łe dziec­ko nie chce no­wej gry, by się nią ba­wić sa­mo. Chce grę, w któ­rą bę­dzie mo­gło grać wspól­nie z ro­dzi­ca­mi.

Na­sto­la­tek, któ­ry przy­cho­dzi ze szko­ły, cza­sem po­trze­bu­je usiąść z ro­dzi­cem i chwi­lę po­roz­ma­wiać.

Je­śli ro­dzic za­nie­dba tę chwi­lę, więź mię­dzy nim a dziec­kiem nie zbu­du­je się ni­g­dy.

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij