Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Zbrodnie mojego dziadka - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
28 września 2022
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Zbrodnie mojego dziadka - ebook

Obietnica złożona na łożu śmierci, rodzinne tajemnice, przerażająca prawda

Sylvia i jej rodzina – litewscy emigranci mieszkający w Stanach Zjednoczonych – zawsze żyli w cieniu dziadka. Spoglądał na nich z portretu surowym spojrzeniem. Sam nigdy nie dotarł do Ameryki, zginął w sowieckiej katowni. Nieustannie jednak wspominano o jego odwadze i wojennych dokonaniach – udziale w powstaniu przeciw komunistycznej okupacji, pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym, partyzantce, odmowie emigracji i męczeńskiej śmierci, kiedy Sowieci wrócili na Litwę. Gdy Litwa odzyskała niepodległość, niezłomny „Generał Wicher” – Jonas Noreika dołączył do panteonu bohaterów narodowych. Sprawiedliwości stało się zadość.

Czy jednak na pewno? Wszystko zmienia pewna obietnica. Umierająca matka zobowiązuje córkę – doświadczoną pisarkę i dziennikarkę Sylvię Foti – do napisania biografii dziadka. Aby dotrzymać słowa, Sylvia wchodzi na drogę bez odwrotu i rozpoczyna historyczne śledztwo. Skrywana przez lata prawda, którą ujawni, wstrząśnie nie tylko jej rodziną, ale i całą Litwą.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8032-750-4
Rozmiar pliku: 4,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Przy­tła­cza­jące dzie­dzic­two

Chi­ca­go 2000

Prze­dziw­nym zrządze­niem losu mama i bab­cia wy­lądo­wa­ły w jed­nym szpi­ta­lu w tym sa­mym cza­sie, obie w sta­nie za­gro­że­nia ży­cia. Ro­dzin­ny ma­triar­chat sta­nął na kra­wędzi upad­ku, a ja mo­głam to tyl­ko bez­rad­nie ob­ser­wo­wać.

Uło­ży­łam so­bie har­mo­no­gram czu­wa­nia i prze­no­si­łam się z jed­nej do dru­giej sali szpi­tal­nej przez dwa trud­ne ty­go­dnie. Naj­pierw sala mamy.

Sie­dzia­łam przy jej boku, trzy­ma­łam ją za rękę i de­li­kat­nie gła­ska­łam, a w mo­jej gło­wie roz­brzmie­wał wstęp do Pi­ątej sym­fo­nii Beetho­ve­na. Wy­ima­gi­no­wa­ny pia­ni­sta ude­rzał w kla­wi­sze – dam! da-da-dam! – co grzmia­ło mi w my­ślach jak młot pneu­ma­tycz­ny roz­wa­la­jący moje ży­cie. Mama ści­ska­ła brzęczącą po­ręcz łó­żka, kie­dy pró­bo­wa­ła bez skut­ku pod­nie­ść się i usi­ąść, z gry­ma­sem bólu szar­pi­ące­go cia­ło i du­szę. Od lat cier­pia­ła na cu­krzy­cę i wy­cie­ńcza­jące bóle ple­ców, do szpi­ta­la zo­sta­ła przy­jęta na ru­ty­no­we ba­da­nia, ale w ja­kiś spo­sób zła­pa­ła za­gra­ża­jącą ży­ciu in­fek­cję. Pró­bo­wa­łam jej po­móc, ale za­miast usi­ąść, wiła się w męczar­niach, po­trząsa­ła gło­wą i tra­ci­ła siły. W ko­ńcu opa­da­ła na po­dusz­ki, gwa­łtow­nie dy­sząc.

Roz­pacz­li­wie chcia­łam coś zro­bić, co­kol­wiek – i wci­ąż my­śląc, że uda mi się ode­przeć nie­uchron­ne, spy­ta­łam:

– Czy mogę coś dla cie­bie zro­bić?

Po­wie­rzy­ła mi za­da­nie.

– Zwi­ąż mi tyl­ko wło­sy gum­ką – wy­szep­ta­ła.

Wy­sy­pa­łam wszyst­ko z tor­by – klu­cze, port­fel, drob­ne – szu­ka­jąc w sza­le­ńczym po­śpie­chu gum­ki. Wresz­cie zna­la­złam. De­li­kat­nie zwi­ąza­łam jej na kar­ku wil­got­ne od potu i lęku wło­sy.

Po­tem po­ska­rży­ła się, że zdrętwia­ła jej lewa ręka.

– Mo­żesz mi ją roz­ma­so­wać?

Ko­rzy­sta­jąc z oka­zji, że po­zwo­li­ła się do­tknąć, po­wo­li uci­ska­łam jej rękę, po­cząw­szy od nad­garst­ka w górę, do łok­cia, jak­bym ugnia­ta­ła gli­nę. Roz­pacz­li­wie chcia­łam prze­mie­nić tę po­marsz­czo­ną zja­wę, szma­cia­ną lal­kę jej daw­ne­go ja, ufor­mo­wać z po­wro­tem we wład­czą diwę ope­ro­wą, któ­ra po­tra­fi­ła wy­ci­ągnąć wy­so­kie C.

– Wiesz, co to zna­czy? – spy­ta­ła.

Nie prze­sta­łam ma­so­wać.

– Co, mamo?

– Mu­sisz na­pi­sać ksi­ążkę.

Spoj­rza­łam na nią ba­daw­czo.

– Nie, nie, nie, nie. Mu­sisz to zro­bić sama.

Po­rzu­ci­ła już za­prze­cze­nie, któ­re­go ja się ci­ągle kur­czo­wo trzy­ma­łam.

– Mu­sisz – na­le­ga­ła. – Wszy­scy na to cze­ka­ją.

Ma­su­jąc wci­ąż jej ra­mię, wy­gląda­łam przez okno, żeby nie pa­trzeć na tę pe­łną cier­pie­nia twarz. Był ko­niec stycz­nia, na ze­wnątrz tem­pe­ra­tu­ra spa­dła po­ni­żej zera. Świat za­ma­rzł. Chcia­łam się wy­rwać ze szpi­tal­nej sali i po­biec sta­łą tra­są, tu­pi­ąc na żwi­ro­wej alej­ce, czuć cie­pło sło­ńca na ra­mio­nach, pot spły­wa­jący po skó­rze, czuć po­tęgę ży­cia.

Ale mama cze­ka­ła na od­po­wie­dź. Od­kąd pa­mi­ętam, pra­co­wa­ła nad ksi­ążką o swo­im ojcu, le­gen­dar­nym bo­ha­te­rze. Pięć lat wcze­śniej uzy­ska­ła sto­pień dok­to­ra w dzie­dzi­nie li­te­ra­tu­ry, żeby po­pra­wić umie­jęt­no­ści pi­sar­skie. Za­wsze ją za to po­dzi­wia­łam, ob­ser­wo­wa­łam, jak się po­świ­ęca, by zgro­ma­dzić ma­te­ria­ły o moim sław­nym dziad­ku. Cze­ka­łam z nie­cier­pli­wo­ścią, aż spi­sze tę opo­wie­ść. Nie wie­dzia­łam, cze­mu jej do­tąd nie sko­ńczy­ła. A te­raz ocze­ki­wa­ła, że ja przej­mę po­ścig za le­gen­dą, któ­rą kar­mi­ła mnie przez całe ży­cie. Wi­dzia­łam w jej oczach, że za wszel­ką cenę chce na­rzu­cić swo­ją wolę.

„Nie! Nie mo­żesz mnie zmu­sić!” Bła­gal­nie gła­dzi­łam pal­ca­mi jej rękę. Nie chcia­łam, żeby uma­rła i zo­sta­wi­ła mnie samą. Ksi­ążka była dla niej wszyst­kim, ży­cio­wą mi­sją. Nie chcia­łam my­śleć o tym, dla­cze­go mi ją prze­ka­zu­je. Poza tym nie umia­łam pi­sać ksi­ążek. Cho­ciaż pra­co­wa­łam jako dzien­ni­kar­ka, nie wie­rzy­łam, że po­tra­fię spi­sać taką hi­sto­rię. Ni­g­dy cze­goś ta­kie­go nie pró­bo­wa­łam.

Sły­sza­łam jej mil­czącą od­po­wie­dź: „Masz obo­wi­ązek kon­ty­nu­ować od miej­sca, w któ­rym sko­ńczy­łam”.

Jako po­słusz­na cór­ka nie­mal nie­po­strze­że­nie ski­nęłam gło­wą. A ona rów­nie nie­po­strze­że­nie przy­jęła zło­żo­ną obiet­ni­cę. Po­tem z ulgą, uśmie­cha­jąc się sła­bo, ści­snęła moją dłoń ostat­kiem sił, przy­pie­częto­wu­jąc umo­wę. Wkrót­ce jej od­dech się wy­rów­nał.

Uwol­ni­łam rękę z uści­sku i wsta­łam, żeby za­jąć się przy­sła­ny­mi przez jej przy­ja­ciół kwia­ta­mi – głów­nie czer­wo­ny­mi ró­ża­mi – któ­re sta­ły w wa­zo­nach na pa­ra­pe­cie okna wy­cho­dzące­go na ośnie­żo­ny park. Mama ko­cha­ła czer­wo­ne róże. Kie­dy śpie­wa­ła w ope­rze, bu­kie­ty lądo­wa­ły u jej stóp. Wdy­cha­łam za­pach kwia­tów. Za­uwa­ży­łam je­den zwi­ędły, wy­jęłam go, przy oka­zji kłu­jąc się kol­cem.

Gdy pa­trzy­łam na mat­kę w jej ostat­niej go­dzi­nie świa­do­mo­ści, za­sta­na­wia­łam się, jak wy­pe­łnić tę sza­le­ńczą obiet­ni­cę daną umie­ra­jącej, i nie mia­łam po­jęcia, że nasz układ obu­dzi uśpio­ne­go dżi­na lu­do­bój­stwa na Li­twie, wy­trąci sen­ny kraj z otępia­jące­go po­czu­cia nie­win­no­ści i zmu­si do roz­ra­chun­ku, któ­ry będzie go­dził w na­ro­do­we su­mie­nie ko­lej­ny­mi gro­ma­mi zbrod­ni. Wy­sy­sa­jąc kro­pel­ki krwi z ukłu­te­go pal­ca, sma­ku­jąc ich że­la­zi­sto­ść, nie mo­głam prze­wi­dzieć tra­sy swo­jej pod­ró­ży przez prze­si­ąk­ni­ęte krwią lasy Li­twy ani tego, w jaki spo­sób moje do­cho­dze­nie zo­sta­nie po­wi­ąza­ne z pro­ce­sem wy­to­czo­nym przez po­tom­ków ofiar mo­je­go dziad­ka naj­wa­żniej­sze­mu kra­jo­we­mu au­to­ry­te­to­wi w dzie­dzi­nie hi­sto­rii. To fa­tum ma­ja­czy­ło w da­le­kiej przy­szło­ści; mi­nie dwa­dzie­ścia lat, nim się spe­łni. Wte­dy wie­dzia­łam je­dy­nie, że nie­uchron­na śmie­rć mo­jej mat­ki to zbyt wie­le, a moją je­dy­ną prze­wod­nicz­ką jest mi­ło­ść.

Sala bab­ci znaj­do­wa­ła się dwa pi­ętra wy­żej; bab­cia do­cho­dzi­ła tam do sie­bie po ata­ku ser­ca. Kie­dy do niej zaj­rza­łam, spa­ła. Roz­bi­ta tą po­dwój­ną ka­ta­stro­fą, ru­szy­łam ko­ry­ta­rzem, wy­mi­ja­jąc pie­lęgniar­ki i re­kon­wa­le­scen­tów ci­ągnących sto­ja­ki do kro­pló­wek. Chcia­łam z ca­łej siły ude­rzyć pi­ęścia­mi w ścia­nę i zo­sta­wić dwie zie­jące dziu­ry.

Na­stęp­ne­go dnia mama była nie­przy­tom­na, opląty­wa­ła ją sieć ru­rek, a od­dech przy­po­mi­nał bul­got. Znów po­ma­so­wa­łam jej ra­mię, tak jak pro­si­ła ostat­nio. Lewa ręka, na­puch­ni­ęta jak ba­lon z wodą, nie od­po­wia­da­ła już na mój ucisk. Na­ci­śni­ęcie. Nic. Na­ci­śni­ęcie. Nic. W ko­ńcu mu­sia­łam po­go­dzić się z fak­tem, że mama się nie obu­dzi – nie dla mo­je­go ojca, nie dla mo­je­go młod­sze­go bra­ta ani nie dla mnie.

Mia­łam trzy­dzie­ści osiem lat, męża, dwo­je dzie­ci, a ona po­wie­dzia­ła mi, że nic wi­ęcej nie może dla mnie zro­bić. Kie­ro­wa­ła mną od tak daw­na, że na­uczy­łam się od­czy­ty­wać jej my­śli. Zdo­mi­no­wa­ła mnie. Czu­łam się jak jej przedłu­że­nie. In­stynk­tow­nie wie­dzia­ła, że mnie kon­tro­lu­je. Na­wet te­raz jej głos w mo­jej gło­wie na­po­mi­nał su­ro­wo: „Nie za­wsty­dzaj mnie ani Li­twy tym, że nie opo­wiesz hi­sto­rii swo­je­go dziad­ka”. Nie po­tra­fi­łam się mu oprzeć.

Po­wie­ki mia­ła uchy­lo­ne za­le­d­wie o mi­li­metr. Na­chy­li­łam się, by od­na­le­źć w tych ma­le­ńkich szpar­kach ko­goś, kogo mo­gła­bym roz­po­znać. Nie było tam jed­nak nic poza mlecz­ną chmu­rą uno­szącą się w nie­bo wiecz­no­ści.

Po­trze­bo­wa­łam po­cie­chy. Na mi­ęk­kich no­gach wy­szłam z po­ko­ju mat­ki, by do­trzeć do sali bab­ci. Mo­čiu­tė, jak ją za­wsze na­zy­wa­łam, wy­do­brza­ła po za­wa­le i wkrót­ce mia­ła wy­jść do domu. Kie­dy we­szłam do jej sali, sie­dzia­ła w łó­żku, pod­par­ta po­dusz­ka­mi i po­chła­nia­ła pie­czo­ne­go kur­cza­ka z tłu­czo­ny­mi ziem­nia­ka­mi ocie­ka­jący­mi ma­słem. Ze­mdli­ło mnie od za­pa­chu. Go­to­wa­ne bia­łe mi­ęso przy­po­mi­na­ło gni­jące cia­ło. Nie mo­głam so­bie wy­obra­zić, że jesz­cze kie­dyś coś zjem.

– Jak Da­ly­tė? – spy­ta­ła.

– Źle.

Nie mo­głam się zmu­sić, by opi­sać bab­ci stan jej sze­śćdzie­si­ęcio­let­niej cór­ki.

Bab­cia odło­ży­ła wi­de­lec na ta­lerz. Brzęk­nął gło­śno. Wpa­trzy­ła się w okno, jej zma­to­wia­łe nie­bie­skie oczy mru­ga­ły od bez­li­to­śnie pa­da­jące­go śnie­gu.

– Już się obu­dzi­ła?

– Nie.

Tyle tyl­ko zdo­ła­łam po­wie­dzieć i wy­buch­nęłam pła­czem.

Od­sta­wi­ła obiad.

Ści­snęły­śmy się za ręce i na­sze szlo­chy nie­mal zla­ły się w jed­no. Wresz­cie, nie za­uwa­żyw­szy, że pie­lęgniar­ka za­bra­ła na­czy­nia ani że ró­żo­we sło­ńce za­szło, spró­bo­wa­ły­śmy się uspo­ko­ić. W po­ko­ju zro­bi­ło się ciem­no. Za­pa­li­łam świa­tło.

– Po­pro­si­ła mnie, że­bym na­pi­sa­ła ksi­ążkę.

– Co zro­bi­łaś?

– Obie­ca­łam.

Bab­cia za­kry­ła so­bie twarz i po­trząsnęła gło­wą. Naj­wy­ra­źniej nie apro­bo­wa­ła pro­śby mo­jej mat­ki. Uzna­łam, że Mo­čiu­tė – w prze­ci­wie­ństwie do swo­jej cór­ki – sądzi, że nie na­da­ję się do tego za­da­nia, że być może nie po­do­łam opo­wie­ści.

Oczy­wi­ście nie my­li­ła się.

Ale nie mia­łam wy­bo­ru.

Wil­no

1 pa­ździer­ni­ka 2018

Cen­trum Ba­da­nia Lu­do­bój­stwa zwra­ca uwa­gę sądu na fakt, że S. Foti, miesz­ka­jąca w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, nie uczest­ni­czy­ła w rze­czo­nych wy­da­rze­niach hi­sto­rycz­nych (jesz­cze się nie uro­dzi­ła) ani nie jest za­wo­do­wym hi­sto­ry­kiem. Jej opi­nia o dziad­ku jest ca­łko­wi­cie sprzecz­na z opi­nią jej mat­ki, cór­ki J. No­re­iki. Z opu­bli­ko­wa­nych ba­dań S. Foti mo­żna wy­wnio­sko­wać, że nie jest jej zna­na przy­jęta me­to­do­lo­gia ba­dań hi­sto­rycz­nych, jaką po­słu­gu­ją się hi­sto­ry­cy aka­de­mic­cy, a któ­ra wy­ma­ga głębo­kiej, kry­tycz­nej ana­li­zy we wła­ści­wych ra­mach hi­sto­rycz­nych.

Od­po­wie­dź Cen­trum Ba­da­nia Lu­do­bój­stwa i Ru­chu Opo­ru Miesz­ka­ńców Li­twy (Lie­tu­vos gy­ven­to­jų ge­no­ci­do ir re­zi­sten­ci­jos ty­ri­mo cen­tras) na skar­gę oska­rże­nia z po­wo­du od­mo­wy zmia­ny przez Cen­trum Ba­da­nia Lu­do­bój­stwa opi­nii hi­sto­rycz­nej o Jo­na­sie No­re­ice prze­ka­za­na Okręgo­we­mu Sądo­wi Ad­mi­ni­stra­cyj­ne­mu w Wil­nie (Vil­niaus apy­gar­dos ad­mi­ni­stra­ci­nis te­ismas) w spra­wie nr el-4215-281/2018

------------------------------------------------------------------------

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: