-
nowość
ZDĄŻĘ JUTRO - ebook
ZDĄŻĘ JUTRO - ebook
Zawsze jest jakiś powód, żeby zacząć jutro. Lepszy moment, więcej pewności, spokojniejszy tydzień. Tyle że jutro ma jedną wadę: nigdy nie przychodzi. Ten esej jest o odkładaniu, które nie wygląda jak lenistwo, tylko jak rozsądek, i o cichym koszcie życia w trybie „później". Bez presji i bez coachingu nazywa mechanizm zwlekania oraz moment, w którym „nie mam czasu" okazuje się „nie podjąłem decyzji". Dla każdego, kto ma listę marzeń zaczynających się od „kiedyś".
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 3,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wstęp
------------------------------------------------------------------------
Wyobraź sobie poczekalnię.
Nie tę u lekarza. Większą. Bez okien, bez zegara na ścianie, z rzędami krzeseł, na których ludzie siedzą cierpliwie, z rękami na kolanach. Wszyscy na coś czekają. Nie wiadomo dokładnie na co — ale panuje ciche, wspólne przekonanie, że kiedy to nadejdzie, wtedy się zacznie. To prawdziwe. To, po co tu przyszli. Na razie się czeka. Na razie to jeszcze nie to.
Siedzisz tam. I ja tam siedzę. Siedzimy tak długo, że przestaliśmy zauważać, że siedzimy.
Bo tak właśnie wygląda pewien sposób życia, którego nikt świadomie nie wybrał. Życie w poczekalni. Czekasz, aż skończysz studia, potem aż znajdziesz pracę, potem aż zmienisz tę pracę na lepszą. Czekasz, aż spłacisz kredyt, aż dzieci podrosną, aż będzie spokojniej, aż będzie więcej czasu. Czekasz na weekend, na urlop, na emeryturę. Na lepszy moment. I przez cały ten czas masz ciche, niewypowiedziane założenie: że prawdziwe życie zacznie się później. Że to teraz to jeszcze rozbieg. Przygotowanie. Poczekalnia.
Ta książka jest o tym założeniu. I o tym, że jest fałszywe.
Powiem od razu, żeby było jasne, bo inaczej pomyślisz, że to kolejny poradnik krzyczący „chwytaj dzień”. Nie chodzi o to, żebyś rzucił pracę, wyjechał w góry i zaczął żyć „na całego”. To tani coaching i sam w niego nie wierzę. Chodzi o coś cichszego i trudniejszego. O to, żebyś zauważył, jak wiele ze swojego jedynego życia spędzasz w trybie odkładania — czekając na warunki, które muszą się spełnić, zanim pozwolisz sobie naprawdę być.
Bo my nie odkładamy tylko zadań. To akurat wiadomo — każdy zna to uczucie, że coś trzeba zrobić, a robi się wszystko inne. O tym napisano tysiąc poradników i żaden nie pomógł na długo. Ta książka jest o czymś większym. My odkładamy ŻYCIE. Rozmowę, którą trzeba odbyć. Telefon do ojca. Wyznanie. Przeprosiny. Rzecz, którą zawsze chcieliśmy zrobić „kiedyś”. Dzień, w którym w końcu odpoczniemy. Odkładamy to wszystko na jakieś jutro, które w naszej głowie jest zawsze pojemniejsze, spokojniejsze i lepsze niż dziś — a które, kiedy nadchodzi, okazuje się takim samym dziś jak to.
Zauważ jedno słowo, które mówimy setki razy w roku, tak automatycznie, że przestało cokolwiek znaczyć: „zdążę”. Zdążę jutro. Zdążę w przyszłym tygodniu. Zdążę, jak będzie spokojniej. To słowo brzmi niewinnie, prawie odpowiedzialnie — przecież planujemy, nie odmawiamy. Ale w środku tego słowa siedzi cichy zakład, który zawieramy z losem: że jutro będzie. Że będzie takie samo jak dziś, tylko z większą ilością czasu i chęci. To najbardziej ryzykowny zakład, jaki zawieramy, i zawieramy go bez namysłu, dziesiątki razy dziennie.
Nie napisałem tej książki, żeby cię przestraszyć śmiercią. Będzie tu o przemijaniu, bo trudno mówić o czasie, udając, że jest go nieskończenie wiele — ale nie chcę stać nad tobą z kosą i wołać „spiesz się, bo umrzesz”. To by było okrutne i nieprawdziwe. Prawda jest łagodniejsza i dziwniejsza: masz skończoną liczbę zwykłych dni, i to właśnie skończoność je czyni cennymi. Nie musisz z każdego robić fajerwerku. Musisz tylko przestać je przesypiać w poczekalni, czekając, aż zacznie się coś innego.
Będą tu badania, bo nie chcę ci wciskać frazesów. Powiem, dlaczego odkładamy — a odpowiedź może cię zaskoczyć, bo to nie lenistwo. Powiem, dlaczego „ja z jutra” zawsze wygrywa z „ja z dziś”, choć to ten sam człowiek. Pokażę, na co właściwie czekamy i dlaczego to, na co czekamy, przesuwa się w nieskończoność jak horyzont. A potem — bez moralizowania, na końcu — co można z tym zrobić. Nie wielki zryw. Coś mniejszego i trwalszego.
Ale zanim to wszystko, jedna scena. Bo o odkładaniu najłatwiej myśleć wtedy, gdy się je zobaczy.
Masz w telefonie, w notatniku albo tylko w głowie pewną listę. Nazywa się różnie, ale wszyscy ją mamy. „Kiedyś”. Rzeczy, które zrobisz, gdy będzie czas. Miejsca, które zobaczysz. Osoby, do których zadzwonisz. Kim będziesz, gdy w końcu zaczniesz. Ta lista jest piękna i nietknięta, bo nietknięte rzeczy nie mogą się nie udać. Leży i czeka. Tak samo jak ty.
Zacznijmy więc od najprostszego pytania, jakie znam. Kiedy właściwie jest to „kiedyś”? W którym dniu tygodnia wypada?
Bo mam wrażenie, że go w kalendarzu nie ma.
·„JUTRO” TO MIEJSCE, KTÓREGO NIE MA
Rozdział 1
------------------------------------------------------------------------
Zrób mały eksperyment. Pomyśl o czymś, co od dawna zamierzasz zrobić — nie musisz, tylko zamierzasz. Nauczyć się języka. Zadzwonić do starego przyjaciela. Pójść do lekarza z tym, co cię niepokoi. Zacząć pisać. Cokolwiek.
A teraz zauważ, kiedy to zrobisz. Nie „czy” — „kiedy”. Prawie na pewno odpowiedź brzmi: nie dziś. Może w weekend. Może jak się uspokoi w pracy. Może od nowego miesiąca, ładnie, od pierwszego. To „kiedyś” ma w twojej głowie konkretne cechy — jest spokojniejsze, masz w nim więcej energii, mniej na głowie, wszystko poukładane. Jest jak lepsza wersja teraźniejszości, do której trzeba tylko dojechać.
Problem w tym, że tam nie ma dokąd dojechać. „Kiedyś” nie jest dniem tygodnia. Nie ma go w kalendarzu. Nigdy nie budzisz się w środę i nie mówisz: „o, dziś jest to kiedyś, na które czekałem”. Bo kiedy przychodzi środa, jest po prostu środą — z jej telefonami, zmęczeniem i tysiącem drobnych rzeczy. A „kiedyś” grzecznie przesuwa się o kolejny tydzień do przodu, zawsze tak samo daleko, zawsze tak samo spokojne.