Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zdrowa pewność siebie - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
30 listopada 2025
6090 pkt
punktów Virtualo

Zdrowa pewność siebie - ebook

Czy na drodze do spełnienia marzeń lub realizacji celów stanęły ci kiedykolwiek brak wiary w siebie, lęk przed porażką albo zwątpienie w siebie? Zastanawiasz się czasami, jak wyglądałoby twoje życie, gdyby towarzyszyła ci większa pewność siebie? Ile życiowych okazji przeszło ci koło nosa właśnie z powodu jej braku? A może czekasz na idealny moment, który jednak… wciąż nie nadchodzi? Jeśli chcesz przestać żyć w tak zwanej poczekalni, a zamiast tego – rozwijać się i realizować swój potencjał, ten poradnik jest właśnie dla ciebie. Dowiesz się z niego, jak wypracować prawdziwą i trwałą pewność siebie, działać pomimo obaw i lęku oraz angażować się w życie na sto procent. Russ Harris proponuje grę zwaną pewnością siebie i punkt po punkcie tłumaczy jej reguły. Jeśli zdecydujesz się w nią zagrać, czeka cię fascynująca podróż, w trakcie której odkryjesz nowatorskie podejście do maksymalizowania swojego potencjału – sprawdzone i oparte na wynikach najnowszych badań nad psychologią człowieka. Rozwiniesz elastyczność psychologiczną, czyli umiejętność podejmowania świadomych działań zgodnych z własnymi wartościami. Niniejszy poradnik, oparty na zasadach terapii akceptacji i zaangażowania oraz uważności, zawiera skuteczne techniki rozwijania pewności siebie, a także radzenia sobie z lękiem, zwątpieniem i zamartwianiem się. Pokazuje, jak wydostać się z pułapki własnego umysłu oraz żyć świadomie tu i teraz.

Z tym wspierającym poradnikiem:

• wypracujesz zdrową i trwałą pewność siebie;

• opanujesz umiejętność skutecznego radzenia sobie z negatywnymi myślami;

• nauczysz się działać pomimo lęku i zwątpienia;

• będziesz żyć w zgodzie ze swoimi najgłębszymi wartościami;

• zaczniesz wieść pełne, spełnione życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Przedmowa

Jakie to szczęście!

Wprowadzenie

Śmiała przygoda–albo nic

Część 1

Rozgrzewka

Rozdział 1

Po co to wszystko?

Rozdział 2

Stare, dobre czasy

Rozdział 3

Prawdaczyfałsz?

Część 2

Miecz obosieczny

Rozdział 4

To nie koniecznie jest tak

Rozdział 5

Uwalnianiesięzhaczyka

Rozdział6

Nigdy nie brakuje słów

Rozdział 7

Pułapka samooceny

Rozdział 8

Reguły zaangażowania

Rozdział 9

Docenianie bieżącej chwili

Rozdział 10

Smog psychiczny

Część 3

Co cię napędza?

Rozdział 11

Źródło energii

Rozdział 12

Pułapka sukcesu

Rozdział 13

Magiczne spoiwo

Część4

Oswajanie strachu

Rozdział 14

Pułapka strachu

Rozdział 15

Mnóstwo miejsca

Rozdział 16

Ujeżdżanie dzikiego ogiera

Część 5

Granie w grę

Rozdział 17

Odwiązanie lin

Rozdział 18

Co cię wstrzymuje?

Rozdział19

Pułapka motywacji

Rozdział 20

Moc samoakceptacji

Rozdział 21

Doskonalenie się

Rozdział 22

Szczytowa efektywność

Rozdział 23

Dopóki piłka w grze, dopóty wszystko jest możliwe

Podziękowania

Materiały źródłowe

Bibliografia

Indeks haseł

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8258-039-6
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Przed­mowa

Jakie to szczęście!

Trudno jest być czło­wie­kiem. Boryka się on z więk­szymi wyzwa­niami niż jaka­kol­wiek inna istota na tej pla­ne­cie.

Nie­mal sły­szę natych­mia­stową ripo­stę: „Bzdura! Rozej­rzyj się wokół. Mamy – przy­naj­mniej w kra­jach roz­wi­nię­tych – wszystko, czego nam potrzeba. Poży­wie­nie, wodę, bez­pie­czeń­stwo, cie­pło, schro­nie­nie, sty­mu­la­cję spo­łeczną”. Ow­szem, to jest prawda, ale zara­zem czyni kon­dy­cję ludzką tym bar­dziej żało­sną. Jak to moż­liwe, że te same istoty, które – rela­tyw­nie rzecz ujmu­jąc – mają wszystko, jed­no­cze­śnie zamar­twiają się o swoją przy­szłość, roz­pa­mię­tują porażki albo czują się przy­gnie­cione oba­wami i zwąt­pie­niem w sie­bie?

Odpo­wiedź jest dość zaska­ku­jąca. Dokład­nie te same umie­jęt­no­ści, dzięki któ­rym odno­simy suk­cesy, oka­zują się też przy­czy­nami naszych zma­gań.

Ludzki umysł to maszyna roz­wią­zu­jąca pro­blemy. Wykrywa zagro­że­nia, ana­li­zuje sytu­acje, prze­wi­duje rezul­taty i pro­po­nuje dzia­ła­nia. W świe­cie zewnętrz­nym to się spraw­dza dosko­nale. Kiedy jed­nak te same logiczne umie­jęt­no­ści są kie­ro­wane do wewnątrz, nasze życie staje się pro­ble­mem, który wymaga roz­wią­za­nia, a nie pro­ce­sem, któ­rego się doświad­cza. I tutaj naj­czę­ściej wpa­damy w pułapkę: wstrzy­mu­jemy swoje życie i toczymy wewnętrzną wojnę.

Przy­czyna tego jest pro­sta. Otóż świa­tem wewnętrz­nym kie­ruje nie logika, tylko psy­chika.

Zasady roz­woju i doświad­cze­nia czło­wieka są nie­mal dokład­nie prze­ciwne do tych, które obo­wią­zują w świe­cie zewnętrz­nym. Kiedy na pod­ło­dze leży śmier­dząca resztka jedze­nia, wrzu­ce­nie jej do śmieci spraw­dzi się dosko­nale. W przy­padku naszych naj­głęb­szych obaw to samo dzia­ła­nie okaże się zupeł­nie nie­sku­teczne.

Jeśli wła­śnie teraz inten­syw­nie zma­gasz się z pro­ble­mami z pew­no­ścią sie­bie, to masz ogromne szczę­ście. Ogromne. Bo los uśmiech­nął się do cie­bie i dał ci pre­zent. Pozwól, że to wyja­śnię.

Więk­szość osób, które mają trud­no­ści z pew­no­ścią sie­bie, prze­żywa życie tak, jakby wpa­dła jedną nogą w potrzask. Osoby te uwa­żają, że pro­blem tkwi w ich wnę­trzu, a nie w potrza­sku, w który przy­pad­kowo wpa­dły. Brną powoli przed sie­bie, kule­jąc i cier­piąc, spo­wal­niane przez ów potrzask.

Być może i ty znaj­du­jesz się w takim wła­śnie poło­że­niu. Dla­czego więc mówię, że masz szczę­ście? Przede wszyst­kim dla­tego, że wiesz, iż twoja noga tkwi w potrza­sku. A wiele osób tego nie wie, tylko brnie dalej, usi­łu­jąc igno­ro­wać ból.

Masz szczę­ście także dla­tego, że w książce, którą trzy­masz w dło­niach, znaj­dziesz potwier­dzoną naukowo metodę pozwa­la­jącą wyswo­bo­dzić się z tego potrza­sku. Wielu ludzi sięga despe­racko po różne bzdury, które – zgod­nie z obecną wie­dzą naukową – nie­mal na pewno nie pomogą im się uwol­nić.

Wresz­cie, masz szczę­ście rów­nież dla­tego, że jeśli nauczysz się radzić sobie z pro­ble­mami doty­czą­cymi pew­no­ści sie­bie, sta­niesz się osobą znacz­nie lepiej przy­go­to­waną do tego, by radzić sobie z ana­lo­gicz­nymi pro­ble­mami w innych dzie­dzi­nach życia, jeśli (a bar­dziej reali­stycz­nie: kiedy) się poja­wią. Twoje cier­pie­nie to opłata za dostęp do takiej moż­li­wo­ści, ale została już przez cie­bie uisz­czona. Wystar­czy. Nad­szedł czas na – miej­scami wyma­ga­jącą, lecz jed­nak – zabawę, jaką są nauka i prze­miana.

Znacz­nie rado­śniej jest iść w życiu naprzód, kiedy nie cią­gnie się za sobą cięż­kich potrza­sków, które tylko zadają nam ból.

Na szczę­ście książka, którą trzy­masz w rękach, pomoże ci dokład­nie zro­zu­mieć, gdzie znaj­duje się prze­paść mię­dzy bra­kiem pew­no­ści sie­bie a podej­mo­wa­niem dzia­łań przy­no­szą­cych pożą­dane rezul­taty. Jeśli dasz tej książce szansę, naj­pew­niej znaj­dziesz uży­teczną pod wzglę­dem psy­chicz­nym drogę naprzód.

To ostat­nie nie jest gwa­ran­cją – jest prze­wi­dy­wa­niem. Russ Har­ris nie mówi za wiele o nauce leżą­cej u pod­staw jego książki, jest ona jed­nak oka­zała i wciąż się roz­ra­sta. Pod­sta­wowa wie­dza na temat ludz­kiego umy­słu, z którą zapo­znasz się na kolej­nych stro­nach tego porad­nika, pocho­dzi ze stu pięć­dzie­się­ciu badań nauko­wych, a pośred­nio z wielu wię­cej. Wszyst­kie one dowo­dzą, że u osób czy­ta­ją­cych takie książki docho­dzi do znacz­nej poprawy – pod warun­kiem że lek­tura jest sta­ranna i uzu­peł­niana ćwi­cze­niem opi­sa­nych metod.

W tej wspa­nia­łej książce Russ Har­ris dokład­nie poka­zuje, w jaki spo­sób powstaje wspo­mniana prze­paść, oraz uczy nas zasad roz­woju i prze­miany. Jest on chyba naj­ja­śniej piszą­cym auto­rem z obszaru tre­ningu akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia czy też tera­pii akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia (ang. _accep­tance and com­mit­ment tra­ining/the­rapy_, ACT) oraz jed­nym z naj­bar­dziej uzdol­nio­nych kli­ni­cy­stów i uta­len­to­wa­nych tre­ne­rów. Posiada nie­zwy­kłą umie­jęt­ność przed­sta­wia­nia skom­pli­ko­wa­nych zagad­nień w bar­dzo pro­sty spo­sób. W niniej­szej książce wyka­zał się ową umie­jęt­no­ścią po raz kolejny. Pra­cuję w obsza­rze ACT od trzy­dzie­stu lat, ale oto jestem głę­boko poru­szony, pod­eks­cy­to­wany i olśniony. Russ otwo­rzył mi oczy. Znowu.

Czyż uwol­nie­nie się do pro­ble­mów z pew­no­ścią sie­bie nie byłoby wiel­kim szczę­ściem? Gdyby dane ci było nauczyć się cze­goś nie­zmier­nie istot­nego, przy­dat­nego do końca życia, czyż nie dzię­ko­wa­ła­byś¹ bez końca losowi, że oto dał ci klucz do więk­szej wol­no­ści?

Gdy uda ci się zosta­wić tego typu zma­ga­nia za sobą, być może ina­czej odczy­tasz zda­nie, któ­rym roz­po­czą­łem tę przed­mowę. Trudno jest być czło­wie­kiem. Nie jest to trudne dla­tego, że mamy ogra­ni­czone zasoby albo że naszym udzia­łem nie­stety bywają tra­giczne zda­rze­nia. Jest to trudne ze względu na nasz logiczny umysł – źró­dło naszej naj­więk­szej siły i naj­wspa­nial­szych osią­gnięć – który kusząco zapra­sza nas na manowce, pro­sto w pułapkę.

Już za chwilę zaczniesz się uczyć, w jaki spo­sób grzecz­nie odrzu­cić jego zapro­sze­nie.Jakie to szczę­ście!

_Prze­sy­łam ci pokój, miłość i życie_
_Ste­ven C. Hayes_
_pro­fe­sor psy­cho­lo­gii na Uni­ver­sity of Nevada, autor best­sel­lera_ W pułapce myśli
_10 kilo­me­trów nad Środ­ko­wym Zacho­dem_
_5 czerwca 2010 r._Wpro­wa­dze­nie

Śmiała przygoda – albo nic

Jak wyglą­da­łoby twoje życie, gdy­byś miał wię­cej pew­no­ści sie­bie?

„Brak pew­no­ści sie­bie”, „lęk przed porażką”, „trema” „zwąt­pie­nie w sie­bie” – obo­jęt­nie, jak to nazwiesz, naj­praw­do­po­dob­niej dużo cię to kosz­tuje. Zasta­nów się przez chwilę, z czego musia­łeś zre­zy­gno­wać w życiu. Co cię omi­nęło? Jakie szanse stra­ci­łeś wła­śnie z tego powodu?

Na prze­strzeni wielu lat pra­co­wa­łem z dosłow­nie tysią­cami osób, które wstrzy­my­wały się ze speł­nia­niem swo­ich marzeń czy reali­za­cją ambi­cji z powodu braku pew­no­ści sie­bie. Co smutne, ów brak nie był ich winą. W żad­nym razie nie wyni­kał z ich głu­poty, leni­stwa, pesy­mi­zmu, defi­cy­tów okresu dzie­ciń­stwa czy nie­rów­no­wagi che­micz­nej w mózgu. Jego przy­czyną była po pro­stu nie­zna­jo­mość reguł gry, jaką jest pew­ność sie­bie.

Gra zwana pewnością siebie

Tak, pew­ność sie­bie jest swego rodzaju grą – umie­jętną grą psy­cho­lo­giczną. Nie­stety spo­łe­czeń­stwo uczy nas złych reguł tej gry. Być może całymi latami czy­ta­łeś różne arty­kuły, kupo­wa­łeś roz­ma­ite porad­niki, oglą­da­łeś pro­gramy tele­wi­zyjne oraz słu­cha­łeś dobrych rad przy­ja­ciół, człon­ków rodziny i spe­cja­li­stów z dzie­dziny ochrony zdro­wia na temat tego, jak prze­zwy­cię­żyć lęk przed porażką, prze­stać wąt­pić w sie­bie i wzmoc­nić pew­ność sie­bie. Przy­pusz­czam, że nie­które z tych roz­wią­zań nawet spraw­dzały się dość dobrze – przy­naj­mniej na krót­szą metę. Jestem jed­nak gotowy się zało­żyć, że osta­tecz­nie nie dopro­wa­dziły do tego, czego chcia­łeś. Czy zatem jesteś otwarty na coś nowego? Trud­niej­szego? Czy jesteś gotowy spró­bo­wać zagrać według zupeł­nie innych reguł?

Nie mam zamiaru zarzu­cać cię tym, co sły­sza­łeś już milion razy. Nie będę mówić o wizu­ali­za­cji, auto­hip­no­zie, afir­ma­cjach, kwe­stio­no­wa­niu nega­tyw­nych myśli, tech­ni­kach relak­sa­cyj­nych, wzmac­nia­niu poczu­cia wła­snej war­to­ści, stra­te­giach typu „uda­waj tak długo, aż sta­nie się to prawdą” i tak dalej. Nie będę też zaprze­czać rze­czy­wi­sto­ści i twier­dzić, że możesz mieć wszystko, jeśli tylko popro­sisz wszech­świat i uwie­rzysz, iż on ci to da (oczy­wi­ście sprze­dał­bym dzięki temu znacz­nie wię­cej ksią­żek – nic nie sprze­daje się tak dobrze, jak obiet­nica, że można mieć wszystko, czego się chce, bez żad­nego wysiłku).

Zamiast tego pokażę ci, dla­czego to nie twoja wina, że to, czego pró­bu­jesz, nie przy­nosi żad­nych rezul­ta­tów. Do tej pory zapewne myśla­łeś, że nie przy­kła­dasz się tak, jak trzeba, albo że robisz coś nie tak: nie myślisz wystar­cza­jąco pozy­tyw­nie, nie pod­wa­żasz nega­tyw­nych myśli wystar­cza­jąco sku­tecz­nie, nie ćwi­czysz tech­nik relak­sa­cyj­nych / auto­hip­nozy / wizu­ali­za­cji wystar­cza­jąco inten­syw­nie i tak dalej. Wkrótce się prze­ko­nasz, że choć owe popu­larne stra­te­gie w krót­kiej per­spek­ty­wie mogą przy­nieść ulgę od stra­chu, lęku i zwąt­pie­niu w sie­bie, to jed­nak rzadko zapew­niają praw­dziwą i trwałą pew­ność sie­bie. Dla­czego? Dla­tego że opie­rają się na nie­wła­ści­wych regu­łach gry zwa­nej pew­no­ścią sie­bie. A prze­cież nie można zwy­cię­żyć w żad­nej grze, jeśli nie zna się jej reguł!

Pro­szę, teraz na chwilę prze­stań czy­tać i zwróć uwagę na swoje myśli. Na dal­szych stro­nach tej książki będę cię wie­lo­krot­nie pro­sić o to samo – o uświa­do­mie­nie sobie w więk­szym stop­niu, co robi twój umysł, o zauwa­że­nie, jak on reaguje i co ci mówi. Zdol­ność zauwa­ża­nia wła­snych pro­ce­sów myślo­wych to ważna umie­jęt­ność psy­cho­lo­giczna. Im czę­ściej będziesz z niej korzy­stać, tym lepiej poznasz dzia­ła­nie swo­jego umy­słu – a to bar­dzo się przyda póź­niej. Pro­szę więc, żebyś na kilka sekund odło­żył książkę i po pro­stu zauwa­żał, co mówi ci umysł.

* * *

Czy zauwa­żasz myśli typu: „Jak do tego doszło?”, „Co zro­bi­łem nie tak?”, „Jak to się stało, że nauczy­łem się złych reguł?”. Prawda jest taka, że nie­mal nie­moż­liwe jest, by nie przy­swoić owych reguł, gdy dora­sta się we współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie. Uczysz się ich od wcze­snego dzie­ciń­stwa. Są w tobie głę­boko zako­rze­nione i sil­nie utrwa­lane dzięki popu­lar­nym mitom, fil­mom hol­ly­wo­odz­kim, kolo­ro­wym maga­zy­nom, samo­zwań­czym psy­cho­lo­gom, guru od samo­po­mocy, hip­no­te­ra­peu­tom, mów­com moty­wa­cyj­nym i „zdro­wo­roz­sąd­ko­wym” pora­dom, któ­rych tak czę­sto udzie­lają spe­cja­li­ści, przy­ja­ciele, krewni.

To wła­śnie ści­słe prze­strze­ga­nie tych reguł spra­wia, że wiele osób tkwi w pułapce pew­no­ści sie­bie. Osoby te podej­mują próby prze­zwy­cię­że­nia stra­chu i wzmoc­nie­nia pew­no­ści sie­bie za pomocą narzę­dzi i stra­te­gii, które są sku­teczne jedy­nie przez krótki czas i tylko pod­sy­cają pra­gnie­nie jesz­cze więk­szej pew­no­ści sie­bie.

Jakie więc są owe złe reguły? A co waż­niej­sze, jakie są wła­ściwe reguły, które poma­gają nam zwy­cię­żać w grze zwa­nej pew­no­ścią sie­bie? Czy­ta­jąc tę książkę, będziesz się tego stop­niowo dowia­dy­wać. Nie chcę wszyst­kiego przed­sta­wiać już teraz, zanim przej­dziemy do roz­działu 1. Zachę­cam cię do potrak­to­wa­nia lek­tury tej książki jako przy­gody, jako odkryw­czej podróży. Zapra­szam cię do delek­to­wa­nia się pro­ce­sem eks­plo­ra­cji i do cie­sze­nia się po dro­dze każ­dym nowym odkry­ciem. W tej podróży odkry­jesz nowe, rewo­lu­cyjne podej­ście do mak­sy­ma­li­zo­wa­nia ludz­kiego poten­cjału – model zmiany głę­boko osa­dzony w naj­now­szych bada­niach nad psy­cho­lo­gią czło­wieka. Dowiesz się, jak roz­wi­nąć tak zwaną ela­stycz­ność psy­cho­lo­giczną – ważny stan umy­słowy umoż­li­wia­jący sku­teczne reago­wa­nie na strach, lęk i zwąt­pie­nie w sie­bie. Oraz jak wypra­co­wać praw­dziwą i trwałą pew­ność sie­bie. I jak zwięk­szyć swoją wydaj­ność w dowol­nym obsza­rze życia – od sportu, biz­nesu i dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej po życie towa­rzy­skie, rodzi­ciel­stwo i seks!

Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe?

Jeśli w tej chwili odczu­wasz zwąt­pie­nie lub masz nieco cyniczne nasta­wie­nie, to dobrze – zachę­cam cię do zacho­wa­nia scep­ty­cy­zmu. Pro­szę, nie wierz we wszystko tylko dla­tego, że ja o tym mówię. Wszak gdyby wiara w to, co mówią inni, była naj­lep­szym spo­so­bem na roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów, to pora­dził­byś sobie z nimi już dawno temu. Zamiast więc bez­kry­tycz­nie przyj­mo­wać to, co piszę, zawsze spraw­dzaj, co mówi twoje doświad­cze­nie, i zasta­na­wiaj się, czy pro­po­no­wany przeze mnie pomysł znaj­dzie zasto­so­wa­nie także w twoim przy­padku.

Czy mogę ci zagwa­ran­to­wać, że przed­sta­wione w tej książce metody spraw­dzą się u cie­bie? Cóż, jeśli kie­dy­kol­wiek spo­tkasz czło­wieka, który daje ci na cokol­wiek stu­pro­cen­tową gwa­ran­cję, to bła­gam, nie kupuj niczego, co on ofe­ruje. Tego rodzaju gwa­ran­cja jest nie­za­prze­czal­nym dowo­dem braku szcze­ro­ści (albo samo­oszu­ki­wa­nia). Nawet naj­lep­szy chi­rurg ni­gdy nie zagwa­ran­tuje, że ope­ra­cja zakoń­czy się cał­ko­wi­tym suk­ce­sem. Powie ci, jak oce­nia szanse powo­dze­nia, a potem poprosi o pod­pi­sa­nie for­mu­la­rza, w któ­rym przyj­mu­jesz do wia­do­mo­ści małe, ale jed­nak ryzyko, że coś może się nie udać.

Jakie zatem są szanse, że z uży­ciem pro­po­no­wa­nych przeze mnie metod odnie­siesz suk­ces? Naprawdę duże! Dla­czego? Ponie­waż ta książka bazuje na nowym modelu zmiany zacho­wa­nia czło­wieka, przez który zachod­nia psy­cho­lo­gia zadrżała w posa­dach. W świe­cie sportu i biz­nesu model ten znany jest pod róż­nymi nazwami, takimi jak „podej­ście uważ­no­ści, akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia”, „tre­ning inte­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej oparty na uważ­no­ści” czy „tre­ning ela­stycz­no­ści psy­cho­lo­gicz­nej”. Naj­pow­szech­niej­sza jego nazwa brzmi jed­nak: „tre­ning akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia”, w skró­cie ACT (od ang. _accep­tance and com­mit­ment tra­ining_; wyma­wiane „akt”, a nie „a-ce-te”).

Ste­ven C. Hayes, pro­fe­sor psy­cho­lo­gii ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, stwo­rzył ACT na początku lat osiem­dzie­sią­tych ubie­głego wieku z myślą o tera­pii depre­sji (w obsza­rze porad­nic­twa i psychotera­pii ACT funk­cjo­nuje pod nazwą „tera­pia akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia”). Nie­stety, w tam­tym cza­sie kon­cep­cja oka­zała się tak rewo­lu­cyjna, że trzeba było ponad dwu­dzie­stu pię­ciu lat, by jej zało­że­nia zostały zro­zu­miane sze­rzej w śro­do­wi­sku psy­cho­lo­gów. Obec­nie, wraz z gro­ma­dze­niem coraz więk­szej liczby dowo­dów potwier­dza­ją­cych sku­tecz­ność, ACT pod­bija świat, znaj­du­jąc zasto­so­wa­nie w wielu trud­nych obsza­rach życia. Jed­nym z głów­nych czyn­ni­ków decy­du­ją­cych o jego suk­ce­sie jest inno­wa­cyjne podej­ście do roz­wi­ja­nia uważ­no­ści.

Czym jest uważność?

Uważ­ność to men­talny stan świa­do­mo­ści, otwar­to­ści i sku­pie­nia. Kiedy jeste­śmy uważni, potra­fimy w pełni zaan­ga­żo­wać się w to, co robimy, odpusz­czać nie­po­mocne myśli i dzia­łać sku­tecz­nie bez ule­ga­nia wła­dzy emo­cji. Uważ­ność znana jest od tysięcy lat w filo­zo­fii Wschodu, a zachodni świat pozna­wał ją do tej pory jedy­nie drogą pra­daw­nych wschod­nich prak­tyk, takich jak joga, medy­ta­cja, tai-chi, sztuki walki czy zen². Tre­ning akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia pozwala roz­wi­nąć umie­jęt­no­ści zwią­zane z uważ­no­ścią w krót­kim cza­sie, nawet jeżeli nie jeste­śmy wyznaw­cami czy zwo­len­ni­kami owych tra­dy­cji.

Na dro­dze do praw­dzi­wej pew­no­ści sie­bie główną rolę odgry­wają trzy pod­sta­wowe umie­jęt­no­ści zwią­zane z uważ­no­ścią. Są to: defu­zja, roz­sze­rza­nie i zaan­ga­żo­wa­nie.

Defuzja

Defu­zja jest to umie­jęt­ność oddzie­le­nia się od swo­ich myśli i pozwo­le­nia, by one po pro­stu poja­wiały się i zni­kały, zamiast wikła­nia się w nie i przy­zwa­la­nia, by dyk­to­wały nam, co mamy robić. Zapew­nia dosko­nały spo­sób sku­tecz­nego radze­nia sobie z bole­snymi, nie­po­moc­nymi czy szko­dli­wymi myślami i prze­ko­na­niami.

Rozszerzanie

Roz­sze­rza­nie jest to umie­jęt­ność otwie­ra­nia się na emo­cje, dozna­nia i odczu­cia, robie­nia dla nich miej­sca i pozwa­la­nia, by one po pro­stu poja­wiały się i zni­kały, bez przy­zwa­la­nia, by nas przy­gnę­biały, roz­sta­wiały po kątach czy hamo­wały. Zapew­nia dosko­nały spo­sób radze­nia sobie z trud­nymi emo­cjami, takimi jak strach, złość czy lęk.

Zaangażowanie

Zaan­ga­żo­wa­nie jest to umie­jęt­ność bycia „psy­chicz­nie obec­nym”; życia w pełni w bie­żą­cej chwili; bycia w pełni świa­do­mym tego, co się dzieje tu i teraz, zamiast wikła­nia się we wła­sne myśli; bycia otwar­tym na swoje bie­żące doświad­cze­nie, zacie­ka­wio­nym nim i aktyw­nie w nie zaan­ga­żo­wa­nym. Jest to pod­sta­wowa umie­jęt­ność, jeśli cho­dzi o sku­teczne dzia­ła­nie oraz czer­pa­nie satys­fak­cji i zado­wo­le­nia ze wszyst­kiego, co się robi.

Jest jednak jeszcze coś

W tre­ningu akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia cho­dzi o coś wię­cej niż samo roz­wi­nię­cie umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z uważ­no­ścią. Obej­muje on także pre­cy­zo­wa­nie wła­snych pod­sta­wo­wych war­to­ści – kry­ją­cych się w głębi serca pra­gnień doty­czą­cych tego, jak chce się postę­po­wać – oraz wyko­rzy­sty­wa­nie ich do moty­wo­wa­nia, inspi­ro­wa­nia i ukie­run­ko­wy­wa­nia swo­ich dzia­łań. Uważ­ność, war­to­ści i zaan­ga­żo­wane dzia­ła­nia wspól­nie dają począ­tek ela­stycz­no­ści psy­cho­lo­gicz­nej, czyli zdol­no­ści podej­mo­wa­nia sku­tecz­nych dzia­łań zgod­nych z oso­bi­stymi war­to­ściami – świa­do­mie, z otwar­to­ścią i sku­pie­niem.

Model ACT jest wyjąt­kowy ze względu na moż­li­wo­ści jego adap­ta­cji. Te same narzę­dzia, które pomo­gły dzie­siąt­kom tysięcy ludzi na całym świe­cie odzy­skać, odbu­do­wać i popra­wić życie po wielu latach zma­gań z uza­leż­nie­niem od alko­holu czy nar­ko­ty­ków, z depre­sją, z zabu­rze­niem panicz­nym czy schi­zo­fre­nią, sto­suje się obec­nie, by poma­gać spor­tow­com i ludziom biz­nesu osią­gać lep­sze wyniki, by uspraw­niać funk­cjo­no­wa­nie orga­ni­za­cji oraz by redu­ko­wać stres i zwięk­szać satys­fak­cję u pra­cow­ni­ków (od poli­cjan­tów i ban­kow­ców po recep­cjo­ni­stów i den­ty­stów). Z tej książki dowiesz się, jak korzy­stać z tych narzę­dzi, aby roz­wi­nąć praw­dziwą pew­ność sie­bie, speł­niać marze­nia i być taką osobą, jaką pra­gniesz być. Naj­pierw jed­nak pozwól, że opo­wiem ci co nieco o sobie.

Moja historia

Pew­ność sie­bie to temat bli­ski mojemu sercu, ponie­waż przez wiele, wiele lat bar­dzo mi jej bra­ko­wało. Jako nasto­la­tek i jako młody doro­sły w sytu­acjach towa­rzy­skich doświad­cza­łem dotkli­wego lęku. Wąt­pi­łem w sie­bie i byłem prze­ra­żony, że wyjdę na nudzia­rza, głupka albo anty­pa­tycz­nego typa. Na długo przed osią­gnię­ciem odpo­wied­niego wieku zaczą­łem się­gać po alko­hol, żeby sobie z tym radzić. Pod koniec pierw­szego roku stu­diów medycz­nych piłem już codzien­nie, i to dużo. Sytu­acja się pogar­szała, aż pew­nego razu, kiedy byłem na trze­cim roku, karetka odwio­zła mnie do szpi­tala z obja­wami zatru­cia alko­holowego (mój wstyd był ogromny, ale kac jesz­cze więk­szy).

Mała pew­ność sie­bie dawała o sobie znać także w bli­skich rela­cjach. Tak bar­dzo bałem się odrzu­ce­nia, że jeżeli nie byłem pijany, to nie zapra­sza­łem żad­nej dziew­czyny na randkę – a one zazwy­czaj nie godziły się, jeśli też nie były wsta­wione. W tych rzad­kich przy­pad­kach, gdy mia­łem dziew­czynę, naj­czę­ściej po dwóch tygo­dniach koń­czy­łem zwią­zek. Uwa­ża­łem, że tylko wtedy part­nerka nie zdąży zdać sobie sprawy, jak bar­dzo jestem do niczego. Innymi słowy, odrzu­ca­łem ją, zanim ona zdą­żyła odrzu­cić mnie.

Podobne pro­blemy mia­łem ze stu­diami. Byłem prze­ko­nany, że jestem naj­głup­szy na całym roku, i za każ­dym razem, gdy sta­ra­łem się prze­brnąć przez grube i trudne pod­ręcz­niki do ana­to­mii, fizjo­lo­gii czy bio­che­mii, moje zwąt­pie­nie w sie­bie natych­miast dawało o sobie znać. I co wtedy robi­łem? Cóż, ponie­waż nie podo­bały mi się ani uczu­cia zwią­zane z lękiem, ani myśli o tym, że jestem głupi, więc aby ich unik­nąć, uni­ka­łem nauki! Z jakim rezul­ta­tem? Przez pierw­sze dwa lata stu­diów oble­wa­łem wszyst­kie egza­miny i musia­łem pod­cho­dzić do nich ponow­nie (ostre picie, rzecz jasna, w tym nie poma­gało).

Mia­łem wiel­kie szczę­ście, że nie wyrzu­cono mnie ze stu­diów, choć usta­no­wi­łem swo­isty rekord nie­zda­nych egza­mi­nów. Zawsze jakoś uda­wało mi się popra­co­wać na tyle, by zdać poprawki. W końcu jed­nak coś do mnie dotarło. Na czwar­tym roku zaczą­łem mądrzej pod­cho­dzić do stu­diów; dwa lata póź­niej zosta­łem leka­rzem. To dało mi ogromne poczu­cie speł­nie­nia. Ale czy wzmoc­niło moją pew­ność sie­bie?

Ani tro­chę!

Po stu­diach moje zwąt­pie­nie w sie­bie wystrze­liło w kosmos. Kiedy pra­co­wa­łem jako sta­ży­sta w szpi­talu, cały czas doświad­cza­łem bar­dzo sil­nego lęku. Bałem się, że podejmę złą decy­zję, podam nie­wła­ściwy lek albo posta­wię błędną dia­gnozę. Kiedy się dener­wuję, pocą mi się dło­nie – w tam­tym cza­sie były one cały czas dosłow­nie mokre! Wycie­ra­łem je o kitel, ale w ciągu zale­d­wie kilku chwil znów sta­wały się gorące i lep­kie. Ręka­wiczki, które musia­łem zakła­dać do badań, momen­tal­nie napeł­niały się potem. W kon­se­kwen­cji po kilku tygo­dniach naba­wi­łem się okrop­nego zapa­le­nia skóry. Moje palce pokryły się mnó­stwem czer­wo­nych pęche­rzy, które trzeba było leczyć ste­ry­dami.

Zatem dobrze wiem, czym jest brak pew­no­ści sie­bie. Z jego powodu zre­zy­gno­wa­łem z wielu waż­nych dla mnie rze­czy. Porzu­ci­łem wiele istot­nych dla mnie dzie­dzin życia. Hamo­wały mnie zwąt­pie­nie w sie­bie i lęk przed porażką. Na szczę­ście byłem w sta­nie się uczyć i zmie­niać. Obec­nie z pew­no­ścią sie­bie udzie­lam się towa­rzy­sko – choć pra­wie wcale nie piję. Z pew­no­ścią sie­bie stu­diuję różne zagad­nie­nia – a potem piszę książki o tym, czego się nauczy­łem. Z pew­no­ścią sie­bie pra­cuję – co obej­muje także prze­ma­wia­nie przed publicz­no­ścią na całym świe­cie. Ufam więc zasa­dom opi­sa­nym w tej książce nie tylko dla­tego, że są oparte na solid­nych fun­da­men­tach nauko­wych, nie tylko dla­tego, że na wła­sne oczy widzia­łem, jak pomo­gły set­kom moich klien­tów, ale także dla­tego, że tak dobrze spraw­dziły się w moim życiu.

Nic nie jest za darmo

Jeśli znaj­du­jesz w sobie otwar­tość na nowe pomy­sły i goto­wość do ucze­nia się nowych umie­jęt­no­ści, to ist­nieje ogromne praw­do­po­do­bień­stwo, że wypra­cu­jesz auten­tyczną pew­ność sie­bie. Zara­zem – co nie powinno być zasko­cze­niem – tak jak wszystko, co popra­wia jakość two­jego życia, będzie to wyma­gało od cie­bie czasu i wysiłku. Te trzeba będzie zain­we­sto­wać nie tylko w czy­ta­nie niniej­szej książki, ale także w ćwi­cze­nie nowych umie­jęt­no­ści i sto­so­wa­nie ich w odpo­wied­nich obsza­rach życia. Zasta­nów się przez chwilę, czy znaj­du­jesz w sobie goto­wość na taką inwe­sty­cję.

Nikt z nas nie ocze­kuje, że zosta­nie dobrym nar­cia­rzem, mala­rzem czy tan­ce­rzem jedy­nie dzięki czy­ta­niu odpo­wied­nich porad­ni­ków. Ow­szem, możemy z ksią­żek czer­pać wiele war­to­ścio­wych infor­ma­cji, ale chcąc dobrze jeź­dzić na nar­tach, dobrze malo­wać czy dobrze tań­czyć, musimy ćwi­czyć odpo­wied­nie umie­jęt­no­ści. To samo doty­czy roz­wi­ja­nia praw­dzi­wej pew­no­ści sie­bie. Ta książka zapewni ci zarówno potrzebne do tego narzę­dzia, jak i instruk­cje ich sto­so­wa­nia – lecz aby osią­gać pożą­dane rezul­taty, potrzebne będą tre­ning i sto­so­wa­nie narzę­dzi w prak­tyce. (Jeśli odczu­wasz pewien opór lub waha­nie – jeśli twój umysł mówi: „Ale nie mam wystar­cza­ją­cej samo­dy­scy­pliny / moty­wa­cji / siły woli” – nie martw się. Tą kwe­stią też zaj­miemy się w niniej­szej książce).

Co dalej?

Książka składa się z pię­ciu czę­ści. W czę­ści 1 roz­pra­wiam się z pew­nymi popu­lar­nymi mitami na temat pew­no­ści sie­bie i wyja­śniam, w jaki spo­sób wszy­scy uczymy się grać według nie­wła­ści­wych reguł. Z czę­ści 2 dowiesz się, jak sku­tecz­nie radzić sobie z nega­tyw­nymi myślami, które nawie­dzają nas wszyst­kich (bez dys­ku­to­wa­nia z nimi, zastę­po­wa­nia ich afir­ma­cjami itd.). W czę­ści 3 oma­wiam pod­sta­wowe zagad­nie­nia doty­czące moty­wo­wa­nia sie­bie i prze­zwy­cię­ża­nia barier psy­chicz­nych. Z czę­ści 4 dowiesz się, jak krok po kroku grun­tow­nie zmie­nić swoją rela­cję ze stra­chem i lękiem. W czę­ści pokażę, jak wyko­rzy­stać wszyst­kie nowe umie­jęt­no­ści, aby zyskać auten­tyczną pew­ność sie­bie, utrwa­lić swój suk­ces oraz osią­gać moż­li­wie naj­wyż­sze wyniki w wybra­nym obsza­rze dzia­łań.

Praw­do­po­dob­nie sły­sza­łeś o Helen Kel­ler. Uro­dziła się ona w 1880 roku, a w wieku dzie­więt­na­stu mie­sięcy zacho­ro­wała na zapa­le­nie opon mózgo­wych, w wyniku czego utra­ciła słuch i wzrok. Pomimo tych prze­ciw­no­ści nauczyła się czy­tać i pisać, a także została autorką licz­nych ksią­żek oraz wpły­wową pro­mo­torką zmiany spo­łecz­nej. Była też nomi­no­wana do Nagrody Nobla. Jest sze­roko cyto­wana w lite­ra­tu­rze, a jej chyba naj­słyn­niej­sze powie­dze­nie brzmi: „Życie jest śmiałą przy­godą – albo niczym”.

Mając do wyboru owe dwie moż­li­wo­ści – śmiałą przy­godę albo nic – co wybie­rasz? Jeśli chcesz, żeby twoje życie było śmiałą przy­godą, jeśli pra­gniesz się roz­wi­jać oraz badać i reali­zo­wać cały swój poten­cjał, jeśli masz w sobie goto­wość, żeby śmiało ruszyć w nowym kie­runku, i cie­ka­wość tego, co odkry­jesz, i jeśli jesteś gotowy zro­bić miej­sce na dys­kom­fort, który może się poja­wić po dro­dze… to na co cze­kasz?Roz­dział 2

Stare dobre czasy

Pędzi pro­sto na cie­bie!

Bum! Bum! Bum!

Zie­mia pod two­imi nogami drży.

Bum! Bum! Bum!

Bestia staje na tyl­nych łapach i wydaje z sie­bie mro­żący krew w żyłach ryk. Jest trzy razy więk­sza od cie­bie, poro­śnięta brą­zo­wym, skoł­tu­nio­nym futrem. Jej nogi mają wiel­kość pni drzew, a z pasz­czy wystają dwa potężne kły.

Jest roz­złosz­czona. I pędzi pro­sto na cie­bie!

Bum! Bum! Bum!

Co się dzieje potem? Nie­długo się dowiesz. Naj­pierw wróćmy do babki wszyst­kich złych reguł gry zwa­nej pew­no­ścią sie­bie: „Muszę poczuć się pew­nie, zanim zacznę robić to, co ma zna­cze­nie”. Odwo­łuje się ona do zdro­wego roz­sądku, ponie­waż czę­sto rze­czy­wi­ście dużo łatwiej jest pod­jąć dzia­ła­nie i robić to, co dla nas ważne, kiedy już poczu­jemy się pew­nie. Jed­nakże kur­czowe trzy­ma­nie się tej reguły ozna­cza, że poświę­casz mnó­stwo czasu, ener­gii i wysiłku na kolejne próby kon­tro­lo­wa­nia swo­ich uczuć. Praw­do­po­dob­nie będziesz też sta­rać się ze wszyst­kich sił wyeli­mi­no­wać strach, lęk i nie­pew­ność oraz zastą­pić je poczu­ciem spo­koju, pew­no­ści i bez­pie­czeń­stwa. Wielu auto­rów popu­lar­nych porad­ni­ków twier­dzi, że wie, jak tego doko­nać dzięki afir­ma­cjom, auto­hip­no­zie, kwe­stio­no­wa­niu nega­tyw­nych myśli i tak dalej. Nie­stety nie tak łatwo jest kon­tro­lo­wać wła­sne uczu­cia, a im bar­dziej do tego dążysz, tym bar­dziej nara­żasz się na roz­cza­ro­wa­nie, fru­stra­cję i poczu­cie bez­na­dziei.

Pro­szę cię ponow­nie: nie wierz mi na słowo, lecz sprawdź, co wynika z two­jego doświad­cze­nia. Czy udało ci się zna­leźć metodę kon­tro­lo­wa­nia wła­snych uczuć (bez leków i uży­wek), która działa, kiedy znaj­du­jesz się w naprawdę trud­nej sytu­acji i wycho­dzisz ze swo­jej strefy kom­fortu oraz mie­rzysz się z wła­snymi lękami? Czy udało ci się zna­leźć metodę, która pozwo­liła ci w tych warun­kach czuć się cał­ko­wi­cie pew­nie i bez­piecz­nie? Te pyta­nia to oczy­wi­ście pod­stęp. Wiem, że to ci się nie udało, ponie­waż jest nie­moż­liwe. Nie da się unie­waż­nić milio­nów lat ewo­lu­cji, które zapro­gra­mo­wały twoje ciało do reago­wa­nia na trudne sytu­acje w ści­śle okre­ślony spo­sób, a mia­no­wi­cie za pomocą reak­cji „walcz lub ucie­kaj”.

Aby wyja­śnić, czym jest ta reak­cja, wróćmy do pędzą­cej pro­sto na cie­bie bestii – niech to będzie mamut. Kiedy kudłaty mamut szar­żuje na cie­bie, masz tak naprawdę tylko dwa wyj­ścia. Wyj­ście pierw­sze: ucie­kać (bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo szybko!). Wyj­ście dru­gie: bro­nić swo­jej pozy­cji i wal­czyć (bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo zacie­kle!). To naprawdę wszystko: albo ucie­kasz, albo wal­czysz. Zauważ, że obie reak­cje wyma­gają ogrom­nej ener­gii. Aby wal­czyć lub ucie­kać, potrze­bu­jesz siły i wytrzy­ma­ło­ści (w innym wypadku bestia cię stra­tuje).

Na szczę­ście dzięki milio­nom lat ewo­lu­cji twoje ciało zapew­nia ci dokład­nie to, czego potrze­bu­jesz. Kiedy sta­jesz w obli­czu zagro­że­nia, w twoim ciele wzbiera adre­na­lina, odru­chy stają się szyb­sze, mię­śnie napi­nają się w goto­wo­ści do dzia­ła­nia, wyostrza się uwaga, a serce pom­puje wię­cej krwi do tych czę­ści ciała, które jej naj­bar­dziej potrze­bują (głów­nie do dużych mię­śni rąk i nóg). Na tym polega owa nie­zwy­kła reak­cja „walcz lub ucie­kaj”. (Tech­nicz­nie rzecz bio­rąc, jest to reak­cja „walcz, ucie­kaj lub zamie­raj”, ponie­waż nie­kiedy zamie­ramy zamiast ucie­kać lub wal­czyć. Dla pro­stoty wywodu jed­nak pozo­sta­niemy przy skró­co­nej wer­sji nazwy).

Oma­wiana reak­cja wystę­puje u wszyst­kich ssa­ków oraz u ryb, gadów i pta­ków. Ma natych­mia­stowy i auto­ma­tyczny cha­rak­ter. Jest nie­zbędna do prze­trwa­nia, a uru­cha­mia się w chwili roz­po­zna­nia zagro­że­nia. Przy­go­to­wuje do zmie­rze­nia się z nim albo do ucieczki przed nim – w zależ­no­ści od tego, co z więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem ocali życie. Załóżmy, że twój pra­przo­dek, który wła­śnie stał się celem szar­żu­ją­cego mamuta, nie ma takiej reak­cji. Po pro­stu stoi, patrzy i czeka, zachwy­ca­jąc się maje­sta­tycz­nym pięk­nem roz­pę­dzo­nej bestii. Po chwili zostałby roz­dep­tany na cienki pla­cek!

Teraz wyobraźmy sobie, że nale­żysz do grupy zamiesz­ku­ją­cych jaski­nie pra­przod­ków. Miesz­ka­cie razem w pre­hi­sto­rycz­nej doli­nie mle­kiem i mio­dem pły­ną­cej. Żyje się wam dobrze. Wie­cie, gdzie jest poży­wie­nie, wie­cie, gdzie jest woda, wie­cie, kim są wasi sąsie­dzi – i wie­cie, gdzie żyją nie­bez­pieczne zwie­rzęta, dzięki czemu trzy­ma­cie się od nich w bez­piecz­nej odle­gło­ści. Jed­no­cze­śnie jeste­ście w pełni świa­domi, że nie może­cie nie­ustan­nie prze­by­wać w swo­jej doli­nie szczę­ścia – od czasu do czasu musi­cie wypu­ścić się dalej, by zdo­być jedze­nie. Kiedy koń­czą się wam zapasy, zbie­ra­cie się wspól­nie z sąsia­dami i wyru­sza­cie przez góry na poszu­ki­wa­nie mamuta, któ­rego mogli­by­ście zjeść na obiad.

Nie jest to małe przed­się­wzię­cie. Podej­mu­je­cie duże ryzyko. Im bar­dziej odda­la­cie się od zna­nego wam tery­to­rium, w tym więk­szym nie­bez­pie­czeń­stwie się znaj­du­je­cie. Wszak miesz­kają tam wiel­kie zwie­rzęta. Z wiel­kimi pazu­rami i wiel­kimi kłami. Zwie­rzęta, które z lubo­ścią połknę­łyby na obiad prze­ką­skę w postaci wątłej, nie­o­wło­sio­nej małpy! Musi­cie więc zacho­wać czuj­ność: uwa­żać na tygrysy sza­blo­zębne, głodne niedź­wie­dzie i rywa­li­zu­jące z wami ple­miona.

Nawet naj­mniej­szy sygnał zagro­że­nia – nagły ruch w zaro­ślach, nie­co­dzienny zapach w powie­trzu, dziwny kształt na hory­zon­cie – uru­cha­mia w twoim ciele reak­cję „walcz lub ucie­kaj”. Tętno przy­spie­sza, wydziela się adre­na­lina, mię­śnie się napi­nają. To dobrze. Jesteś teraz gotowy do walki lub ucieczki. A jeśli się okaże, że to fał­szywy alarm, nie ma pro­blemu – po chwili, w obli­czu braku jakie­go­kol­wiek zagro­że­nia, reak­cja ustaje. Poziom adre­na­liny spada, tętno rów­nież, a ty odczu­wasz więk­sze odprę­że­nie.

Nie­wiele się zmie­niło od pra­daw­nych cza­sów. Ow­szem, życie jest tro­chę łatwiej­sze, a praw­do­po­do­bień­stwo bycia pożar­tym, nadzia­nym na rogi czy roz­dep­ta­nym przez wiel­kie zwie­rzęta – dużo mniej­sze. Na­dal jed­nak musimy podej­mo­wać ryzyko. Jeżeli chcemy się roz­wi­jać i wzra­stać, musimy wycho­dzić poza zna­jome tery­to­ria i zapusz­czać się w nie­znane. I to nie raz, lecz raz za razem. A ile­kroć opusz­czamy zna­jomy teren – powszech­nie nazy­wany strefą kom­fortu – uru­cha­mia się w nas reak­cja „walcz lub ucie­kaj”.

Wszystko to jest cał­ko­wi­cie natu­ralne. Za każ­dym razem, gdy opusz­czasz strefę kom­fortu i wcho­dzisz w nową, trudną sytu­ację, podej­mu­jesz spore ryzyko. Wszak nie ma żad­nej pew­no­ści, że sprawy poto­czą się tak, jak chcesz. Nie­wy­godna prawda jest taka, że złe rze­czy mogą się wyda­rzyć. Nikt nie da gwa­ran­cji, że tak się nie sta­nie. Możesz ponieść porażkę, doznać krzywdy, nawa­lić albo się ośmie­szyć. Możesz spo­tkać się z odrzu­ce­niem, stra­cić wszyst­kie pie­nią­dze albo zmar­no­wać czas i wysi­łek, nie dosta­jąc niż w zamian. A im dalej wycho­dzisz poza strefę kom­fortu – z im więk­szym wyzwa­niem się mie­rzysz – tym więk­sza nie­pew­ność co do rezul­tatu. W takich oko­licz­no­ściach nie jesteś w sta­nie wyłą­czyć reak­cji „walcz lub ucie­kaj” ani wzbu­dzić w sobie poczu­cia cał­ko­wi­tej pew­no­ści i bez­pie­czeń­stwa (o ile nie sko­rzy­stasz z sub­stan­cji wywo­łu­ją­cych groźne skutki uboczne).

Oczy­wi­ście na co dzień zwy­kle nie mówimy o reak­cji „walcz lub ucie­kaj”. Naj­pew­niej nie zda­rzyło ci się sły­szeć, by ktoś powie­dział: „W przy­szłym tygo­dniu będę wystę­po­wać przed dwu­stu­oso­bową publicz­no­ścią, więc uru­cha­mia się u mnie reak­cja »walcz lub ucie­kaj«”. Taka osoba raczej mówi o stra­chu czy zde­ner­wo­wa­niu.

Strach niejedno ma imię

Oto kilka z naj­pow­szech­niej­szych nazw stra­chu: „brak pew­no­ści sie­bie”, „lęk”, „zwąt­pie­nie w sie­bie”, „nie­pew­ność”, „zde­ner­wo­wa­nie”, „cykor”, „stres”. Zda­rzyło mi się pra­co­wać z pre­ze­sami, żoł­nie­rzami, poli­cjan­tami, praw­ni­kami i chi­rur­gami, któ­rzy począt­kowo nie przy­zna­wali się do odczu­wa­nia stra­chu czy lęku, ponie­waż uwa­żali to za oso­bi­stą porażkę albo prze­jaw sła­bo­ści. Byli w sta­nie przy­znać się do „stresu”, „napię­cia”, „pode­ner­wo­wa­nia” czy „zała­ma­nia pew­no­ści sie­bie”, ale nie do „lęku” czy „stra­chu”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

W języku angiel­skim cza­sow­niki i przy­miot­niki nie mają form męskich i żeń­skich. Dla wygody lek­tury, by nie sto­so­wać form podwój­nych, zde­cy­do­wa­łam się arbi­tral­nie uży­wać koń­có­wek żeń­skich i męskich w zwro­tach do czy­tel­nika – naprze­mien­nie w kolej­nych roz­dzia­łach (przyp. tłum.).

2.

Nie należy zapo­mi­nać, że uważ­ność oddzie­loną od aspektu ducho­wego i reli­gij­nego udo­stęp­nił zachod­niemu światu prof. John Kabat-Zinn, ame­ry­kań­ski lekarz i nauko­wiec, w swo­ich licz­nych książ­kach, arty­ku­łach i pro­gra­mach tera­peu­tycz­nych takich jak ośmio­ty­go­dniowy pro­gram reduk­cji stresu oparty na uważ­no­ści (przyp. red. meryt.).
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij