Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zgubne aloha - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 września 2026
2800 pkt
punktów Virtualo

Zgubne aloha - ebook

Zło i dobro dzieli wiele, łączy je tylko żądza sukcesu.

Baza w Pearl Harbor – historia i chluba Marynarki Wojennej USA – zostaje zmuszona do obrony swojego wizerunku. Na dnie oceanu, w skrzyniach do transportu amunicji, wykryto znaczną ilość przemycanej kokainy. Kilka dni później w tajemniczych okolicznościach ginie porucznik Ralf Stocker.
Michael Wood, podczas służbowego pobytu w bazie, wikła się w tę sprawę, co nie jest korzystne dla Nickolasa Lopasa, właściciela nocnego klubu Bliżej Nieba. Mężczyzna postanawia pozbyć się natręta. Michael ma jednak własny plan odwrócenia ról...
Cywilna prokuratura wymusza odsunięcie od śledztwa komandor Susan Archer, szefowej biura śledczego w bazie, i nie jest skłonna do współpracy z wojskową konkurencją. Susan Archer potrzebuje dyskretnego partnera, a wybór może być tylko jeden.
Michael Wood nie odmawia słusznych propozycji i skrytą akcją, działając według własnych zasad, postanawia pomóc ślepej Temidzie... 

Michael Wood w sensacyjnej akcji na Hawajach. Klimat armii, morskie sceny oraz rywalizacja kobiet sprawiają, że tej książki nie można odłożyć... na później.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Sensacja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8308-869-3
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

2

Porucznik Jack Wilson przez niewielkie okno swego równie niedużego pokoju spoglądał na plac ćwiczebny i toczące się na nim poranne zmagania utrzymania równego kroku żołnierskiej orkiestry. Jego twarz była uśmiechnięta i chociaż dotychczasowy stopień perfekcji prezentowanej musztry nie zasługiwał na taką reakcję, to poczucie przynależności do armijnej rodziny w pełni go tłumaczyło. Uczucie to nie było następstwem rodzinnej tradycji czy nawet społecznego postrzegania statusu oficerskiego stopnia, dla niego armia była gwarantem regularnego trybu życia. Trybu, który zapewniał uczestnictwo w ciekawych misjach na najbardziej odległych rubieżach globu, ponadto armia, regularnymi wpływami na konto, pokrywała jego niezbyt wygórowane potrzeby codziennego życia. Nie bez znaczenia był również obowiązujący wokół niego dryl, zwłaszcza że to on częściej wydawał rozkazy, niż je przyjmował.

Wilson wychował się w ubogiej rodzinie w stanie Nebraska, jego ambicje zdobycia wyższego statusu w życiu poprzez ukończenie prestiżowej uczelni mimo posiadanej chęci do nauki ograniczone były brakiem zaplecza finansowego i jedyne, co mógł zrobić, aby osiągnąć społeczny prestiż, to rozpocząć karierę w armii. W swoim zamierzeniu Wilson postanowił sięgnąć wysoko, Akademia West Point była najlepszą szkołą w kraju i nie wymagała opłat. Wilson z dobrymi wynikami w nauce oraz z wyróżniająco zdanym testem ze sprawności fizycznej został kadetem prestiżowej akademii. Czteroletni okres nauki oraz wojskowego drylu nie sprawił mu trudności i po ukończeniu studiów oraz uzyskaniu stopnia chorążego, któremu towarzyszył licencjat z nauk technicznych, Wilson, podobnie jak jego koledzy, mógłby kroczyć po czerwonym dywanie kariery wojskowej absolwentów akademii, gdyby nie pechowy traf w nocnym barze Nowego Jorku.

Wilson w trakcie studiów w gronie towarzyszących mu kadetów cieszył się sporą popularnością, jego sportowe wyczyny, ale również ponadprzeciętne zainteresowanie inżynierią stosowaną zjednywały mu przychylność oraz zwracały uwagę wykładowców. Popularność środowiskowa, zwłaszcza ta zdobyta własną pracą, ma jednak zasadniczą wadę, rodzi równie powszechną zawiść, a ta z kolei nie rezygnuje z okazji rewanżu. Wilson przekonał się o tym w najmniej spodziewanych okolicznościach. Kiedy w sobotnią noc wraz z kolegami z uczelnianej drużyny koszykówki świętował kolejne zwycięstwo, w klubie pojawił się Montgomery Clapton wraz z narzeczoną.

Clapton także był absolwentem akademii, wywodził się z zamożnej rodziny mieszkającej na Long Island i był synem generała. Jego stosunek do Wilsona już od pierwszego semestru był nieprzychylny, na początku kpił z miejsca jego pochodzenia oraz skromnego stylu życia, niejednokrotnie otwarcie twierdząc, że darmowe studia na akademii nie oznaczają, iż dla każdego jest dostępna. Z biegiem czasu, gdy oceny oraz umiejętności Wilsona znacznie przekraczały średni poziom, Clapton demonstracyjne okazywał swój status społeczny, dając do zrozumienia, że osiąganie dobrych wyników na polu nauki, w przeciwieństwie do posiadanych koneksji oraz finansowej niezależności, ma niewiele wspólnego z przebiegiem dalszej kariery. Wilson w swojej taktyce odwetu przyjął pozę pogardy i lekceważącego niezauważania przeciwnika, co tylko podsycało wrogość Claptona wobec niego.

Przychodząc do klubu z narzeczoną, Clapton zdawał sobie sprawę, że atrakcyjna kobieta, która miała zostać jego żoną, będzie przyciągać uwagę otoczenia. Jej uroda sprawiała, że młodzi oficerowie odwracali za nią głowy, a jej samej nie było to obojętne, bo nierzadko posyłała im uśmiech. Spojrzenie Wilsona musiało szczególnie przypaść jej do gustu, ponieważ gdy kiedy jej towarzysz został nagle przywołany przez jednego z pułkowników, osamotniona narzeczona z nieskrywanym zamiarem bliższego poznania otarła się o ramię Wilsona, dając do zrozumienia, że chętnie z nim zatańczy. Dalszy ciąg zdarzenia był równie zaskakujący, gdy ogarnięty samczą furią Clapton nagle pojawił się obok tańczącej pary i gwałtownym ruchem próbował się przyciągnąć do siebie narzeczoną, jednocześnie nawet nie skrywając zamiaru zadania ciosu w szczękę Wilsona. Kobieta zdecydowanym ruchem wyrwała się z uścisku Claptona, a Wilson, wykonując lekki unik, wyrżnął głową w jego nos.

Finał incydentu miał zarówno dobre, jak i złe strony. Plusem było kilka namiętnych nocy spędzonych z narzeczoną Claptona, minusem zaś nagana dyscyplinarna udzielona przez komisję etyki uczelni oraz utrata żołdu na kolejne trzy miesiące. Poza oficjalną karą, wpisaną do historii służby, Wilson padł również ofiarą odwetu skrytego. Zamiast, jak pozostali absolwenci, uczestniczyć w dodatkowym rocznym szkoleniu na różnych szczeblach struktury armii, został skierowany bezpośrednio do służby w odległej bazie Guantanamo na Kubie, gdzie za znikomy żołd, na małej wyspie, w miejscu ogrodzonym kolczastym drutem, przebywał z iguanami oraz więźniami, którzy, jak na ironię losu – mieli więcej swobody w poruszaniu się po okolicy aniżeli on sam. Jakby tego było mało, rok później wysłano go do Afganistanu, gdzie spędził kolejne dwa lata pośród wypalonych słońcem brązowych wzgórz, i co gorsza, w gronie nieprzyjaznych mu talibów. Po nienagannym wykonaniu misji Wilson złożył podanie do elitarnego oddziału Navy SEALs i po pozytywnym zaliczeniu wszelkich testów oraz formalności podpisał kontrakt.

W nowej formacji w ciągu pięciu lat brał udział w wielu zagranicznych misjach i kiedy po awansie do stopnia porucznika zaproponowano mu stały przydział do bazy marynarki wojennej na Hawajach, gdzie miał objąć dowództwo specjalnego oddziału nurków, Wilson, lubiący ocean oraz słońce, bez wahania przyjął tę propozycję. Po kolejnych dwóch latach służby wśród hawajskich palm nadal przekonany, że podjął słuszną decyzję.

Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Wilson odwrócił się od okna i stanowczym głosem rzucił:

– Wejść.

– Cześć, poruczniku. Można? – Andy Brooks zatrzymał się w progu, czekając na zapraszający gest.

– Jasne, wejdź, Andy.

– Chyba nie przeszkadzam w niedzielny ranek? – Andy usiadł na krześle przy biurku.

– A niby czym ten ranek różni się od każdego innego?

– W weekendy ludzie zwykli odpoczywać…

– Wybieram się po południu łódką na ryby, dawno nie byłem na morzu.

– Myślę, że powinieneś sprawdzić w Google’u znaczenie słowa „dawno”. – Brooks znacząco uniósł brew.

– Przebywanie pod powierzchnią wody i na jej powierzchni to nie to samo, Andy. Tak jak nie tym samym jest ściąganie majtek oraz wspólne pójście do kina, chociaż w obu przypadkach jesteśmy z kobietą. – Wilson porozumiewawczo puścił do niego oko.

– To dość ekstremalne porównanie. – Andy się roześmiał. – Ale zgoda, tutaj możesz mieć rację, zwłaszcza gdy najpierw trzeba jej ściągnąć _skinny_.

– I jeszcze te pieprzone staniki przez głowę. – Jack skinął głową.

– Fakt, łatwo nie jest. – Andy przytaknął, lecz z jego twarzy zniknął uśmiech. – Ale ja w innej sprawie, Jack.

– W jakiej?

– Godzinę temu otrzymałem raport dotyczący awarii. Moc poszczególnych podwodnych wirników nie jest jednakowa. Obroty trzeciego wirnika są niestabilne i wykazują tendencję spadkową.

– Prądy morskie mają swoje wahania. Czy ten stan się utrzymuje? – Jack nie zdawał się zaskoczony.

– Prawda, wahania prędkości prądów zdarzają się, ale pozostałe wirniki mają obroty nominalne. Ten przypadek możemy więc wykluczyć. Chyba należy szukać przyczyn w awarii numeru trzy.

– Spadek energii jest duży?

– W odniesieniu do wydajności globalnej sześciu wirników duży nie jest, ale stanowi sześćdziesiąt procent dla wirnika trzeciego. A jak wiesz, to moja firma odpowiada za stabilny poziom energii elektrycznej przetworzonej z energii kinetycznej prądów morskich. To również oznacza, że tylko czekać, a zacznie się narzekanie odbiorców na niską podaż.

– Nie tak dawno rozmawialiśmy, że należy zwiększyć moc tej instalacji, nawet napomknąłeś, że i twoi szefowie o tym myślą. I co, zamierzają nadal tylko myśleć?

– Dwa dni temu wróciłem z San Francisco, z sympozjum poświęconego tej sprawie organizowanym przez Uniwersytet Stanforda. Dotyczyło rozwijania nowych technologii pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych, chociaż tematem wiodącym była właśnie produkcja energii elektrycznej z fal morskich oraz prądów głębinowych. Tam też poznałem doktor Ewę Rolską, szefową zespołu analiz procesów innowacyjnych z uznanej firmy inżynieryjnej z San Francisco.

– To teraz kobiety są tak ważne? Jakaś stara, ostra wiedźma? A może przypadła ci do gustu? – Jack dłużej spojrzał na Andy’ego.

Wilson lubił kobiety, ich towarzystwo wcale go nie peszyło, niejednokrotnie, gdy któraś szczególnie mu się podobała, otwarcie okazywał jej swoje zainteresowanie. Nie oznaczało to jednak, że w jego systemie hierarchii, wykształconej ponad dziesięcioletnią służbą w armii, kobiety w kwestii zawodowej były traktowane na równi z mężczyznami. Takie zachowanie nie było czymś szczególnie odmiennym od panujących w społeczeństwie zwyczajów, jedyna różnica była taka, że porucznik Jack Wilson, gdy nabrał przekonania o posiadanych umiejętnościach konkretnej _lady_, potrafił jej to okazać.

– Jak ważne są kobiety i co potrafią, najlepiej pokazują te, których nazwisko i nick napisane są obok kabiny myśliwca F piętnaście. – Andy odwzajemnił się uśmiechem i dodał: – A co do doktor Rolskiej, to jeżeli ktoś się za nią nie ogląda, to znaczy, że jest ślepy. Te wszystkie telewizyjne cipy razem z rozwydrzonymi aktorkami nie mogą być dla niej nawet tłem.

– Aż tak cię zaćmiła?

– Pewna siebie i ma pojęcie o inżynierii, przy tym wcale nie jest zarozumiała, i na pewno nie z tych, co mówią „chodź ze mną”.

– A co ci powiedziała?

– Obiecała, że postara się, aby nas odwiedził przedstawiciel ich firmy i przedstawił ofertę modernizacji oraz rozbudowy naszej instalacji.

– I twoje szefostwo jest tym zainteresowane?

– Nawet bardzo, zwłaszcza że firma z San Francisco jest nie tylko wykonawcą projektów inżynieryjnych, ale również realizatorem inwestycji, a to w naszym przypadku ma zasadnicze znaczenie.

– Na pewno. Dowództwo bazy nigdy się nie zgodzi, aby na jej terenie realizację budowy prowadziły zagraniczne firmy.

– W tym główny problem, bo _de facto_ to Japończycy oraz Koreańczycy mają znaczące osiągnięcia w interesującym nas temacie.

– Ale z tego, co wiem, to w bazie marines po drugiej stronie wyspy mają jakieś nowe, i to krajowej produkcji, konwertery energii z fal morskich.

– Wiem o tym. Ale nie mówimy o odzysku energii z fal morskich za pomocą powierzchniowych konwerterów, lecz o odzysku energii z jego głębin: prądów morskich, a częściowo z pływów. A akurat w tej dziedzinie najlepsze wirniki i turbiny pochodzą z Japonii oraz Korei.

– I kiedy ma się pojawić ten gość z San Francisco?

– Obiecała, że postara się zorganizować wstępną wizytę jak najszybciej.

– _Okay_, Andy, przyjrzyjmy się wirnikowi numer trzy. – Jack włączył komputer.

Wilson, jako dowódca plutonu nurków, w swoich obowiązkach miał również stałą inspekcję podwodnych wirników. Podlegli mu żołnierze, zgodnie z ustalonym harmonogramem, przeprowadzali okresowe przeglądy stanu technicznego wirników oraz ich mocowań do dna morskiego. On sam od czasu do czasu im towarzyszył, kierując się zasadą – wiara plus stuprocentowe sprawdzenie. Ze względu na swoje zainteresowania techniczne Wilson miał dostęp do systemu monitorującego pracę podwodnej instalacji. Mógł na bieżąco śledzić schemat technologiczny sekcji wirników wraz z aktualnymi parametrami ich pracy oraz zapisami archiwalnymi, rejestrowanymi co godzinę.

– No, zobacz. Teraz jest jeszcze gorzej. Obroty wirnika spadły o osiemdziesiąt procent. – Andy nie odrywał wzroku od ekranu monitora.

– Ale reszta wirników w normie. – Jack przeglądał kolejne fragmenty schematu.

– Tym bardziej dziwne. Wygląda na to, jakby coś hamowało trójkę. Pokaż obraz z kamery, może coś się wyjaśni… – Andy nachylił się bardziej nad ekranem.

– Czysto, niczego nie ma… – Wilson powiększał i zmniejszał pole widzenia kamery.

– Kamera daje obraz statyczny, z tego kąta nie ujęcia, co jest po drugiej stronie.

– Racja. Żeby się przekonać, co tam naprawdę się dzieje, zostaje tylko wizja lokalna. – Jack uniósł wzrok znad ekranu i spojrzał na Brooksa. – Po to przyszedłeś?

– Jack, dobrze wiesz, jak kurewsko ważna jest to dla nas sprawa, a i dla bazy ograniczenie dostaw energii też raczej nie jest wskazane.

– Jest niedziela, większość chłopaków jest poza bazą. Taka akcja, zgodnie z regulaminem, wymaga udziału co najmniej trzech nurków. Dwóch jest na dyżurze, musiałbym im towarzyszyć.

– Chyba coś nadmieniłeś o ściąganiu majtek, co nie? – Andy się roześmiał.

– I chociażby z tego względu nie mogę odmówić. – Jack klepnął Andy’ego po ramieniu. – Jeżeli chcemy jeszcze dziś wiedzieć, co się tam dzieje, to jesteś wolny. A ja jadę na nadbrzeże. Dam znać, gdy wrócimy z akcji.

Kiedy Andy Brooks zamknął za sobą drzwi, Jack ponownie włączył podgląd wirników. Obroty numeru trzy obniżyły się do dziesięciu procent, co w bilansie mocy przetwarzanej energii stanowiło piętnastoprocentową stratę i było ledwie o pięć procent od sygnalizacji stanu konieczności ograniczenia poboru prądu. Jack ponownie przyjrzał się obrazowi z kamery. Przy maksymalnym zbliżeniu zauważył, że szczelina pomiędzy wirnikiem a obudową wału wyraźnie jest czymś przesłonięta, świadczyły o tym wyłaniające się z jej wnętrza poszarpane fragmenty materiału.

Wilson podniósł słuchawkę telefonu alarmowego i zdecydowanym głosem oznajmił:

– Przygotować się do akcji inspekcji wirników. Jestem w drodze. Bez potwierdzenia. – Wstał od biurka i szybkim krokiem opuścił pokój.3

Łódź patrolowa hawajskiej straży przybrzeżnej pełną mocą dwóch silników Diesla, każdy o mocy ośmiuset dwudziestu pięciu koni mechanicznych, i maksymalną prędkością czterdziestu dwóch węzłów zbliżała się do swego celu. Jack Wilson bacznie przyglądał się siatce współrzędnych na monitorze, do miejsca cumowania zostały jeszcze tylko dwie mile. Sześć wirników zakotwiczonych było praktycznie na granicy wód terytorialnych wyspy, w odległości prawie dwunastu mil morskich od nabrzeża bazy. Takie usytuowanie podyktowane było głównie warunkami kinetycznymi przepływającego prądu morskiego, ale posiadało również korzyść pełnej przynależności wyłącznie do Stanów Zjednoczonych. Podwodne wirniki eksploatowane były od ośmiu lat, lecz pod opieką serwisową Wilsona były zaledwie od kilku miesięcy. W tym czasie, w trakcie rutynowych przeglądów, dobrze poznał specyfikę ich pracy i to jego sugestia skierowana do dowództwa bazy o stanie ich zużycia, sprawiła, że zostało wydane przyzwolenie na ich modernizację i przede wszystkim na znaczne powiększenie stopnia odzysku energii z prądów głębinowych.

Każda rewizja pracy wirników poddana była szczegółowej procedurze, która wynikała zarówno ze specyfiki urządzeń, jak i głębokości ich posadowienia. Umiejscowione czterdzieści pięć metrów pod powierzchnią wody wirniki wraz z konstrukcją nośną zakotwiczone były do fundamentowych bloków umieszczonych na dnie oceanu, kolejne piętnaście metrów poniżej powierzchni. Rewizja wymagała zejścia w głębinę morską dwóch nurków, trzeci stanowił asystę na pokładzie łodzi, którą prowadził czwarty żołnierz z plutonu SEALs.

– _Okay_, jesteśmy na miejscu. – Wilson kazał zatrzymać łódź, po czym wydał polecenia trójce stojących na baczność żołnierzy. – Starszy sierżant Jimmy Bricks schodzi ze mną, ty, Dick, zostajesz na nasłuchu naszego sygnału. Joe, trzymaj pozycję.

Dziesięć minut później, już w czarnych skafandrach, Wilson i Bricks ostatecznie prześledzili działanie automatów oddechowych oraz mocowania butli. Sprawdzonym zwyczajem splunęli na szybki masek i rozmazawszy na nich ślinę dla uniknięcia zaparowania, nasunęli maski na oczy. Usiedli na burcie łodzi, aby tylnym przechyłem zniknąć w głębi oceanu.

Dla żołnierzy jednostki SEALs zejście na głębokość kilkudziesięciu metrów pod powierzchnię oceanu nie jest czymś niezwyczajnym lub sprawiającym kłopot. Osiągnięcie celu zajmowało niespełna minutę. Przy bezchmurnym niebie pierwsze dwadzieścia metrów nie wymaga dodatkowego oświetlenia, później z każdym metrem jest ciemniej, aż w końcu silny snop światła z podręcznego reflektora jest nieodzowny. W przypadku inspekcji wirników ich lokalizacja była nawet łatwiejsza, gdyż głuchy odgłos obracających się łopatek precyzyjnie wskazywał właściwe miejsce.

Wilson zbliżył się frontalnie do wirnika numer trzy, a to, co kamera pokazywała na ekranie monitora, w rzeczywistości przypominało tylko ruch wskazówek zegara, i to mocno się spóźniającego. Łopatki wirnika w gruncie rzeczy były nieruchome, a jedyne, co wskazywało na całkowity brak zastoju, to falujące farfocle jakiegoś niezidentyfikowanego materiału, wystające ze szczeliny pomiędzy wirnikiem a obudową wału.

W świetle dwóch reflektorów trzymanych przez towarzyszącego mu Bricksa Wilson zawisł nad obudową wirnika i chwycił za największy z wystających strzępów, po czym mocno pociągnął jego koniec do siebie. Z wąskiej szczeliny pomału zaczęła się wysuwać szara taśma skręcona z pasmami plastikowej folii. Zaparłszy się kolanami o obudowę wirnika, pociągnął jeszcze mocniej. Łopatki zaczęły się z wolna obracać. Powtórzył manewr i gdy koniec skręconej taśmy wypadł ze szczeliny, efekt sukcesu nie odbiegał od sposobu uruchomienia kosiarki spalinowej. Łopaty wirnika wróciły do swych nominalnych obrotów.

Wilson dokładnie przyjrzał się usuniętej blokadzie i jego uwaga skupiła się na rozciągających się wzdłuż taśmy białych smugach sproszkowanej substancji, zalegającej zamknięte przestrzenie skręconej folii. Bricks również przyglądał się zwijanej przez porucznika taśmie, a ruchy jego rąk wskazywały, że i jemu było brak domysłów co do tajemniczych śladów. Prądy morskie mogą nieść w swojej strudze różne przedmioty, ale jeżeli nie są to wodorosty i glony czy nawet ławice małych ryb, to ich istnienie musi być skutkiem działań zewnętrznych, głównie zamierzonych lub niezamierzonych inicjatyw człowieka.

Wilson wsunął zwiniętą taśmę za pas skafandra i odebrawszy od Bricksa reflektor, opuścił się wzdłuż konstrukcji mocującej wiatraki do betonowych fundamentów na dnie oceanu. Solidnych rozmiarów bloki posadowione były na kamiennym podłożu i wokół nich rozpościerały się wyłącznie piasek oraz okruchy skalne, jakby morska fauna postanowiła ustąpić nieprzyjaznej jej konstrukcji.

Obaj opłynęli oba potężne kloce i dając sobie znaki, że nie znajdują niczego niezwykłego, zaczynali wolno wzbijać się ku górze, gdy Wilson w ostatnim nawrocie nagle spostrzegł, że w oddali, z kierunku napływającego prądu, coś jakby błysnęło czerwonym światłem. Wodne widzenie ma własną optykę i chociaż powiększa przedmioty o jedną trzecią oraz sprawia, że ich odległość kurczy się o jedną czwartą, to co do koloru pozostaje obojętna. Czerwony przebłysk nie był jednorazowym zwidem, gasł i pojawiał się w regularnych odstępach.

Wilson skinął na Bricksa gestem „za mną” i mocniej odepchnął się obiema płetwami. Czerwone błyski nie ustawały i po kilku minutach, gdy przepłynęli około dwustu metrów, Jack i Jimmy znaleźli się w miejscu, gdzie na starej wymarłej rafie rozrzucone były drewniane skrzynie. Było ich cztery i wszystkie miały przytroczone profesjonalne lokalizatory, których czerwone błyski widoczne były tylko z dwóch skrzyń, gdyż pozostałe dwie znajdowały się w mniej korzystnym ułożeniu.

Wilson dokładnieo bejrzał skrzynie. Były przeznaczone do transportu amunicji i należały do armii Stanów Zjednoczonych, na co wskazywały umieszczone na nich sygnatury oraz kody rodzaju amunicji. Wszystkie były prawie nowe i nic nie wskazywało, że miejsce, w którym się znajdowały, miało być ich miejscem ostatecznego zapomnienia, czerwone diody przyczepionych trackerów stanowiły najlepszy dowód. Magazynowanie amunicji na dnie oceanu nie należy do popularnych rozwiązań, a jeżeli jest już stosowane, to i powód ku temu oczywisty być nie może. Obaj patrzyli na siebie ze zdumieniem. Wilson sprawdzał zapis współrzędnych niecodziennego odkrycia, gdy Bricks nagle zgasił swój reflektor, wskazując dłonią na dwa jasne punkty wysoko nad nimi. Wilson natychmiast zrobił to samo i pociągnął Bricksa za wyłom skalny w wymarłej rafie.

Z ukrycia obserwowali, jak dwa jasne punkty przeistaczają się w intensywne snopy światła penetrujące dno oceanu. Dwóch płetwonurków zbliżało się do migających diod, a każdy z nich ciągnął za sobą cienką linę. Gdy zbliżyli się do powierzchni rafy, jeden wyraźnie zajął się inwentaryzacją tymczasowego magazynu, podczas gdy drugi mocował linę do najbliższej mu skrzyni. Ten pierwszy, opłynąwszy rafę dokoła, wrócił do swego kompana, pokazując czytelny sygnał swej inspekcji: podniesiony palec wskazujący i skierowany w dół kciuk. Jednej skrzyni brakowało.

Wilson z Bricksem wymienili spojrzenia i obaj jednocześnie mocnymi odbiciami od powierzchni rafy wypłynęli na spotkanie swych towarzyszy. Bricks skierował się ku temu, który wiązał linę do skrzyni, Wilson obserwował reakcję tego drugiego. Płetwonurek zajęty mocowaniem liny, zobaczywszy przed sobą kaskadę pęcherzy, w pierwszym odruchu nie uznał w tym nic dziwnego, dopiero moment później zrozumiał, że zabrakło mu czujności, ale było już za późno, gdy poczuł, że jego usta są pełne morskiej wody, a nie ożywczego powietrza. Usiłował się odwrócić, ale mocne ramiona krępowały mu ręce, nie pozwalając sięgnąć po zwisający u pasa aparat do oddychania.

Drugi kolekcjoner podwodnych niespodzianek, widząc kłopoty swego kompana, był już bardziej roztropny, gdyż w jego lewej dłoni pojawił się nóż, Ontario MK3, broń popularna w marynarce wojennej i w niczym nieodbiegająca od przytroczonego do uda Wilsona modelu. W bezpośrednim starciu rodzaj używanej broni nie jest bez znaczenia, ale to umiejętności jej użycia przesądzają o zwycięstwie. W każdej konfrontacji cechą istotną jest intencja jej podjęcia. Wyciągnięty nóż nie jest zwiastunem chęci zawarcia kompromisu, przeciwnie – deklaruje zamiar ostatecznego rozstrzygnięcia na swoją korzyść. W takim przypadku druga strona nabywa prawo nie tylko do obrony własnej, ale też do stosowania podobnych działań.

Wilson w możliwie najgłośniejszy sposób zaznaczył swoją obecność, wypuszczając solidną porcję powietrza do wody, po czym ruszył w kierunku podwodnego nożownika. Mocny barbotaż zwrócił jego uwagę i mężczyzna, wykonując nagły zwrot, postanowił pozbyć się natręta. Przerzucił nóż do prawej dłoni i robiąc przewrót do tyłu, usiłował go wbić w plecy przeciwnika. Wilson równie szybko obrócił się na wznak i widząc zbliżające się do jego piersi ostrze noża, podciągnął kolana, jednocześnie mierząc wysuniętym w prawej ręce nożem w szyję napastnika. Rozerwany skafander zabarwił czerwoną strugą wymykające się bąble powietrza z odciętego aparatu butli i po chwili słabnące ciało bezwładnie osunęło się na poszarpane krawędzie rafy. Wilson spojrzał na Bricksa i widząc, jak ten usiłuje obezwładnić szarpiącego się rywala, ruszył mu na pomoc.

W głębi morskiej brak możliwości zaczerpnięcia powietrza jest stanem zdecydowanie bardziej poważnym od samego zjawiska zachłyśnięcia się wodą, prowadzi bowiem do nieuniknionej śmierci. Odcięty od butli płetwonurek niemogący wydobyć się na powierzchnię jest tego najlepszym przykładem. Bricks trzymał przeciwnika w mocnym uścisku i widząc nadpływającego Wilsona, w którego ręku falowała taśma wyciągnięta z wirnika, jeszcze bardziej wykręcił do tyłu jego ręce. Wilson przez moment przyglądał się szeroko otwartym oczom oraz zaciśniętym ustom pojmanego, po czym skrępował mu nadgarstki, odciął linkę od zwłok kompana i po ściągnięciu płetw obwiązał jego nogi. Na powrót wcisnął w usta automat do oddychania i lawina powietrznych pęcherzy potwierdziła, że szczęście nie do końca opuściło podmorskiego łowcę skarbów, chociaż on sam, uporczywie wpatrując się w nieruchomą postać kompana na ostrej rafie, mógł nie do końca temu wierzyć.

Upewniwszy się, że obie liny są właściwie obciążone i naprężone, by spełnić swoje zadanie i utrzymać uwagę załogi łodzi, Wilson wskazał Bricksowi ich kierunek i obaj ruszyli ku powierzchni. W połowie drogi wygasili reflektory i gdy po chwili zobaczyli w jaśniejącej poświacie nad ich głowami szarą plamę spodu kadłuba, z którego dziobu opuszczone były liny, skierowali się pod jego rufę. Trzy śruby solidnych trzystukonnych silników Yamaha wskazywały, że łódź do mizernych nie należy, a dwie drabinki opuszczone z tylnego pomostu zapewniały komfortowe wejście na pokład.

Wilson i Bricks wysunęli głowy nad powierzchnię i widząc, że tył łodzi nie jest strzeżony, wsparli się na drabinkach. Ściągnęli butle oraz płetwy, kładąc je na tylnej ławie pokładu, i w pozycji kucznej ruszyli cicho ku dziobowi.

Dwóch mężczyzn w jaskrawo kwiecistych koszulach stało przy przednim relingu łodzi i intensywnie wpatrywało się w zieloną toń oceanu. Między nimi na burcie zamocowane były dwa ręczne kołowroty.

Wilson wskazał Bricksowi pierwszego z mężczyzn, po czym odpiąwszy nóż, podpełznął bliżej dziobu, aby już z pozycji pionu zapytać:

– Cześć, chłopaki. Jak dzisiaj biorą?

Kwieciste koszule błyskawicznie odwróciły się, wyraz twarzy obu świadczył, że zaskoczenie nie było ich główną słabością.

– Kłaść się na pokład, drugi raz nie powtórzę! – Rozkaz padł z ust jednego z nich, a w jego dłoni pojawił się nóż.

– Bo nie będzie potrzeby, dupku… – Wilson pochylił się do przodu i gwałtownym ruchem prawej dłoni, rzutem od dołu, wysunęło się ostrze noża, aby w nanosekundzie wbić się w krtań przeciwnika. Wilson skoczył do przodu, a gdy trafiony typ usiłował nieporęcznie uchwycić się relingu łodzi, uniósł jego nogi i przerzucił przez burtę w głąb oceanu.

Bricks rzucił się w kierunku drugiego zbira, ale ten, widząc umiarkowaną przydatność strategii kumpla, w ręku już trzymał Sig Sauera M17. Pistolet jednak, nawet ten najlepszej klasy, wymaga załadowania i gdy obie dłonie zbira spoczywały na broni, lewa stopa Bricksa w powietrznym piruecie trafiła w jego skroń. Bandzior się zachwiał, upuścił broń, ale nadal był przytomny, Bricks natomiast, opadając mokrą stopą na mokry pokład, nie zdołał utrzymać równowagi i niefortunnie znalazł się na plecach, tuż obok nie w pełni zamroczonego napastnika.

Wilson, świadom faktu, że rzut nożem, jakkolwiek przeważnie przesądza o sukcesie, ma zasadniczą wadę – niweluje możliwość powtórnego użycia, skoczył na pomoc, starając się wbić łokieć w oczy zbira. Dokładność nie zawsze jest jedynym warunkiem sukcesu, bezwzględność siły uderzenia często bywa mniej zawodna i gdy Bricks, przetoczywszy się na brzuch, usiłował podnieść się z kolan, zbir w zwiniętej pozie embrionu ze złamanym nosem i w podobnym stanie żuchwą tulił się do desek pokładu.

– Sprawdź, czy nie ma nikogo więcej. – Wilson zwrócił się do Bricksa, przyglądając się obezwładnionemu przeciwnikowi. Pechowiec nadal dawał oznaki życia, ale jego stan nie rokował szybkiego powrotu do zdrowia.

– Pusto, poruczniku. Jesteśmy sami – zameldował Bricks i ponownie przyjrzał się nieprzytomnemu bandziorowi.

– Zastanawiasz się, czy nie zwinąć mu koszuli? – spytał Wilson i zaczął sprawdzać jego kieszenie.

– Nie za bardzo, bo szczęścia to ona raczej nie przynosi.

Wilson ponownie przeszukał kieszenie przypuszczalnie szypra łodzi, ale niczego prócz zapasowego magazynku do Siga nie znalazł, zbir nie miał portfela ani telefonu. Widocznie kierował się starą i sprawdzoną morską zasadą kontaktu radiowego.

– To podnosimy kotwice – zwrócił się do Bricksa, wskazując na oba kołowroty.

Bębny kołowrotów zgrzytnęły i Wilson, oceniwszy ich średnicę na dwadzieścia centymetrów, skalkulował, że czeka ich około stu obrotów korbą, zanim ujrzą przypięte do lin ładunki. Powtarzalność czynności bywa żmudna i rzadko sprawia przyjemność, ale często efekt warty jest podjętej akcji. Wyłaniające się z toni pęcherze powietrza świadczyły, że nadana przesyłka wciąż jest w stanie użytecznym, co nie znaczy godnym pozazdroszczenia. Zawartość wiszącej na drugiej linii skrzyni była nadal owiana tajemnicą. Wilson i Bricks zablokowali kołowroty i wspólnymi siłami, nie uchybiając priorytetowi życia, przerzucili przez burtę związanego nurka, a później ociekającą wodą skrzynię.

Wilson, przykucnąwszy przy leżącym mężczyźnie, zdjął mu maskę oraz aparat oddechowy i uważniej przyjrzał się jego twarzy.

– O co tu, kurwa, chodzi?… Kim jesteście?… Dlaczego mi to robicie? – Przerywanemu bełkotowi wydobywającemu się z ust towarzyszyły gwałtowne ruchy nóg.

– Może ty nam to wyjaśnisz, poszukiwaczu skarbów? – Wilson uderzył otwartą dłonią w jego policzek.

Mężczyzna na chwilę zamilkł i jakby bardziej zrozumiawszy swoją sytuację, zaczął mówić wyraźniej:

– Nic nie wiem, mieliśmy tylko odzyskać skrzynie. Nawet nie znam tych z łodzi. Dobrze płacili, to się zgodziłem…

– I twój kompan miał w zwyczaju od razu witać nożem nieznajomych?

– Nie znam go, to oni go znali… Ja miałem tylko mu asystować…

– To zła taktyka, dupku – przerwał mu Wilson. – Na twoim miejscu zacząłbym od podziękowań. Mogłeś zostać przy swym kumplu na dnie. – Odciął z pleców nurka butlę i spojrzał na Bricksa. – Ściągnij z niego linę i zwiąż go.

Bricks wyjął nóż i kilkoma cięciami odciął nogawki spodni martwego zbira, następnie rozciął je na kilka pasów i sprawnie wykorzystał do spętania wierzgających nóg wyłowionego nurka.

– To, kurwa… nie moja sprawa… Miałem tylko pomóc przy wydobyciu skrzyń… Spytajcie tych z łodzi. – Głos mężczyzny wrócił do przerywanej składni.

– Teraz to byłoby zbyt trudne. – Wilson chwycił go za włosy i wykręcił głowę tak, aby mógł się przyjrzeć leżącemu na pokładzie zbirowi. – Ale bądź pewien, że będziesz miał okazję wszystko dokładnie opowiedzieć. A teraz zamknij się. – Bricks walnął jego głową o pokład łodzi.

– Znajdź coś do otwarcia skrzyni, a ja tymczasem zawiadomię Joe’ego, żeby tutaj podpłynął. – Wilson otworzył zamek wodoodpornej kieszeni skafandra i wyciągnął niewielką krótkofalówkę.

Joe i Dick pojawili się na pokładzie łodzi w niespełna trzy minuty.

– O kurwa! Co my tu mamy… – Dick, patrząc na dwóch leżących na pokładzie mężczyzn, nie mógł powstrzymać się od emocji przed oficjalnym meldunkiem. – Poruczniku Wilson, sierżant Richard Dowson oraz sierżant Josef White meldują swoje przybycie. – Obaj zasalutowali, prężąc się w pozycji baczność.

– Spocznij! Zaraz się okaże, co tutaj mamy. – Wilson sięgnął po jedną z pięciu mocno zafoliowanych paczek, ściśle wypełniających wnętrze otwartej skrzyni.

– Ciężka, na pewno około pięciu kilogramów. – Przyglądając się dokładnie paczce z każdej strony, sięgnął po nóż Bricksa i zrobił małe nacięcie na największej powierzchni, przytknął palec do szpary i następnie czubkiem języka posmakował biały proszek. – I równie ciężkiego musi dawać kopa – oznajmił. – To koka.

– A ci dwaj? – Dick podszedł bliżej wracającego do świadomości nurka.

– To niepełna załoga tej misji, dwaj pozostali wybrali dno oceanu i tam pozostają, natomiast na transport czekają trzy skrzynie, podobne do tej na pokładzie. – Wilson w krótkich słowach wyjaśnił sytuację i kilka minut później Bricks wraz z Dowsonem zniknęli w oceanicznej głębi.

Porucznik Wilson, stojąc za sterem zdobycznej łodzi, płynął z powrotem do bazy, trzymając się w ogonie prowadzącej przez White’a łodzi patrolowej. Mimo odniesionego sukcesu przeprowadzonej akcji zupełnie nie podzielał entuzjazmu swych żołnierzy. Eliminacja czterech zbirów parających się handlem narkotykami oraz przejęcie stu kilogramów czystej koki bez wątpienia zapewniłyby pierwsze strony gazet i raczej nie przyniosłyby wstydu, gdyby nie jeden istotny szczegół. Opakowanie trefnego towaru było zbyt jednoznacznie oznakowane, aby można było o nim zapomnieć. Narażanie na szwank dobrego imienia armii nie wchodziło w rachubę, nie pozwalała na to lojalność względem wykonywanej służby.

Po zacumowaniu przy końcowym doku nabrzeża Wilson wydał Bricksowi rozkaz pozostania na łodzi i pilnowania jej pasażerów. W nabrzeżnym kantorze błyskawicznie przebrał się w mundur i szybkim krokiem udał się do lokalnej filii Wojskowego Biura Śledczego.

Komandor Susan Archer siedziała przy biurku w swoim pokoju, kończąc weekendowy dyżur, gdy niespodziewane pukanie do drzwi trochę ją zdziwiło.

– Tak, wejść – odpowiedziała.

– Komandor Archer, zgłaszam się z pilnym meldunkiem – usłyszała stojącego w drzwiach w postawie zasadniczej porucznika Jacka Wilsona,

– Spocznij, poruczniku! – Susan Archer wstała od biurka. – Cóż to za pilny meldunek, Jack, i to jeszcze podczas weekendu?

– Melduję przejęcie poważnej kontrabandy stu kilogramów koki oraz dwóch przemytników… to znaczy dwóch żyjących, pozostali dwaj zostali na dnie oceanu. – Porucznik Wilson nadal pozostawał w postawie zasadniczej.

– Spocznij, kurwa, Jack! I powtórz, o co chodzi. – Susan zbliżyła się do Jacka na odległość rozmiaru stanika.

– Chodzi o to, że Andy Brooks zameldował o awarii na trzecim wirniku instalacji do odzysku mocy z prądów głębinowych. W ramach interwencji technicznej dokonaliśmy inspekcji i okazało się, że w tym samym czasie kilkaset metrów dalej trwała akcja wydobywania skrzyń przez dwóch nurków. Zwabieni czerwonymi diodami trackerów, przymocowanych do skrzyń, udaliśmy się w tym kierunku…

Porucznik Wilson możliwie wiernie odtworzył przebieg wydarzeń. Komandor Archer słuchała z uwagą i gdy jego monolog dobiegł do słów „właściwie to wszystko”, nie kryjąc podziwu, oznajmiła:

– To duża rzecz, Jack, gratuluję postawy oraz podjętej akcji. Należą ci się wszelkie tytuły lokalnej prasy.

– Jest jeszcze pewien szczegół, który raczej tytułów gazet powinien się wystrzegać. – Wilson nie spuszczał oczu z twarzy komandor.

– To znaczy? – spytała.

– Skrzynie należą do armii Stanów Zjednoczonych i normalnie służą do transportu amunicji.

– I to, kurwa, zostawiłeś na koniec? – Susan Archer nie potrafiła zachować spokoju.

– Informacje końcowe często stanowią o wadze przekazanej treści i to one kształtują dalsze działanie.

– Co powiedziałeś swoim chłopakom?

– Że pewnych akcji się nie ujawnia, i to pod rygorem utraty jaj.

– Dzięki, Jack. Zajmę się resztą. Jesteś wolny.

– _Aye, aye, ma’am_³! Przyjemnego weekendu. – Wilson pozwolił sobie na szelmowski uśmiech, wykonał przepisowy w tył zwrot i wyszedł z pokoju.

Komandor Susan Archer przez chwilę pozostawała w bezruchu, po czym wychodząc z pokoju, szepnęła pod nosem:

– Wygląda na to, że utknęliśmy w gównie, poruczniku Wilson.

------------------------------------------------------------------------

³ _Aye, aye, ma’am_ (ang.) – Tak jest – oznacza przyjęcie rozkazu od przełożonej.INNE KSIĄŻKI AUTORA

PROJEKT CYPR

Z zakończonego w Tokio kongresu inżynierii chemicznej Michael Wood wraca do swojego biura w San Francisco, gdzie dowiaduje się, że jego następnym zadaniem jest uruchomienie instalacji potężnych zbiorników z ciekłym amoniakiem na Cyprze. Wraz z dwoma młodymi adeptami inżynierii chemicznej, piękną Ewą oraz niepokornym Tomkiem z polskiego oddziału firmy przybywa na Cypr, gdzie czekają go nie tylko techniczne wyzwania, ale przede wszystkim zostaje wciągnięty w bezwzględną rywalizację dwóch zagorzałych przeciwników – braci Katsaros.

Michael wie, że nawet najmniejsze uchybienie w wykonywanych czynnościach może spowodować totalną zagładę wyspy.

Nie dla wszystkich jednak bezpieczeństwo wyspy jest najważniejsze.

Są ludzie, dla których liczy się tylko ich racja.

Michael oraz jego współpracownicy stają przed śmiertelnym zagrożeniem.

W CIENIU WIEŻ SUNG

Michael Wood, konsultant techniczny z biura projektów w San Francisco, sprawdza możliwości usprawnienia systemu klimatyzacji jednych z największych budowli Singapuru – wież Sung, należących do rodziny wszechwładnego Sung Lana.

Podczas szalejącego w mieście monsunu Michael przypadkowo odnajduje zwłoki zastrzelonej młodej Chinki, zatopione w podziemiach jednej z wież.

Dokonane odkrycie jest początkiem niezwykłego ciągu wydarzeń, w którym oficjalne obowiązki Michaela przestają mieć zasadnicze znaczenie, a priorytetem staje się wyjaśnienie tajemniczych powiązań następujących po sobie epizodów.

Piękna Ying Wu – pierwsza żona Sung Lana, wprowadza Michaela w tajemniczy świat chińskiej elity władzy i odkrywa przed nim obowiązujący ją sposób postępowania. Jednak nobilitująca znajomość z zachwycającą Chinką wciąga Michaela w samo centrum przestępczej rzeczywistości, w której poszczególne odsłony mają na celu wyeliminowanie jego osoby. Wspomagany w swych oficjalnych obowiązkach przez Tomka Starskiego – przyjaciela z Polski – oraz swą asystentkę Lucy Parker, Michael Wood postanawia dotrzeć do sedna sprawy.

ZALEŻNOŚĆ ODWROTNA

Niezwyczajne losy bohaterów i tajemnice dotyczące najnowszych technologii przeplatają się w sensacyjnej akcji o zaskakującym zakończeniu.

Michael Wood powraca na Daleki Wschód, tym razem do Korei Południowej, gdzie pracuje jako konsultant techniczny w Agencji do spraw Energetyki rządu koreańskiego. Jego zadaniem jest wybór odpowiedniego wykonawcy dla nowej elektrowni opartej na procesie zgazowania węgla. Wykonywanie powierzonych mu zadań łączy ze spędzaniem czasu w towarzystwie dwóch wyróżniających się swym społecznym statusem oraz nieprzeciętną urodą kobiet: chirurga oczu Gu Mi-sook oraz inżyniera procesów Song Yoo-rin.

Podczas referencyjnego pobytu w Szanghaju jego podświadoma skłonność do zauważania rzeczy niezwykłych wikła go w unicestwienie agenta Korei Północnej, co powoduje, że zaczyna się nim interesować major Kwang – seksowna agentka Północy.

Wspomagany w realizowaniu zadań dla rządowej agencji przez swego polskiego przyjaciela Tomka Starskiego Michael angażuje się w szpiegowską grę pomiędzy Koreą Północną a ambasadą amerykańską w Seulu. W grę, w której północnokoreańska major Kwang ma dla Michaela do wykonania totalnie nieprawdopodobne zadanie…

RELACJA RODZINNA

Testament swym ostatecznym przekazem może wywoływać okoliczności niezwyczajne, dziedzictwo fortuny jest jedną z nich...

Nel Durand na wezwanie swej ciotki Ling Mang wraca z USA do Monako. Tam dowiaduje się, że nadszedł czas, aby stanął na czele rodzinnej firmy i udał się do Hongkongu, gdzie ma poznać ostatnią wolę swego chińskiego dziadka.

W testamencie dziadek Yuan wyjawia tajemnicę śmierci rodziców Nela i zobowiązuje go do uzyskania należnego rodzinie zadośćuczynienia.

Ujawnienie prawdy o śmierci rodziców prowadzi Nela do odkrycia szokujących faktów dotyczących osób z najbliższego otoczenia. W zamęcie rozgrywających się wokół niego intryg i prób unicestwienia Nel nie jest sam… ale liczyć może tylko na siebie.

Podczas zaskakującej konfrontacji z zabójcą pojawia się kobieta, która wie, jak należy rozegrać ostatnią partię.

Często chlubimy się możliwością wyboru, warto więc pamiętać, że czas czytania jest ten sam, ale książki są... różne.

NA PÓŁNOC OD OKINAWY

Sensacja i odwaga często idą tą samą drogą, a gdy na niej napotkają intrygujące kobiety oraz niezwykłych mężczyzn, powstają zdarzenia szczególne.

Nel Durand nie stroni od zdarzeń szczególnych. Na morskiej platformie podczas sympozjum dotyczącego nowych technologii pozyskiwania energii dochodzi do zaskakujących wydarzeń. Zabójstwo dowódcy platformy i próba jej zatopienia wikłają Nela w nierówną rywalizację z amerykańskim korpusem marines stacjonującym na Okinawie. Odnalezienie sprawcy to dla korpusu marines obowiązek związany też z koniecznością utrzymania skrywanej na platformie tajemnicy, dla Nela Duranda to wyrównanie osobistych porachunków. Zabójca jednak nie działa sam, jego mocodawcy dla zagłady platformy mogą poświęcić wiele… również życie fascynującej oceanograf Nany Okane. Nel Durand wraz z porucznikiem Stone’em z korpusu marines mają zaledwie parę godzin, aby odmienić tragiczny splot nieuniknionych następstw.

Bohaterowie powieści znanych w świecie mistrzów sensacji często nas zadziwiają, Nel Durand czyni to nieustannie.

FERALNA UMOWA

W pobliżu południowokoreańskiej wyspy Czedżu w niewyjaśnionych okolicznościach tonie rosyjski statek, na którego pokładzie znajduje się skomplikowany reaktor chemiczny. Nel Durand, właściciel firmy, która wyprodukowała reaktor, pojawia się na wyspie w charakterze świadka. Współpraca Nela z charyzmatyczną inspektor Nam Yewon to ciąg nieustających zatargów, którym obecność pięknej meteorolog, kanadyjskiej Inuitki Oshy Shiwak, nie może pomóc. Ślady przestępstw prowadzą Nela do pobliskiej Japonii. W Nagano poznaje wdowę, właścicielkę petrochemicznej spółki, z którą zostaje zasypany przez śnieżną lawinę.

Pomaga w jej ocaleniu i z nowymi dowodami wraca na Czedżu. Tutaj oczekuje go jednak już nie tylko inspektor Nam Yewon, czeka na niego ten… któremu wszelkie tajemnice popełnionych zbrodni nie są obce.

KŁOPOTLIWA OFERTA

Mei Wang, charyzmatyczna doktor fizyki opuszcza Los Alamos. Czyni to świadomie, ale i nie bez zachęty uczestniczącego w organizowanej tam konferencji Nela Duranda. Znajomość z Nelem prowadzi do zaskakujących zdarzeń podczas ich wspólnego pobytu na Tajwanie. Składana przez firmę Durand oferta nowego procesu dla tamtejszego przemysłu chemicznego rodzi w kierowanym przez ojca Mei resorcie zaciekłą rywalizację. Śmierć ministra Wanga ma przesądzić o odrzuceniu oferty.

Nel Durand dociera do sedna konfliktu, a niespodziewana propozycja pomocy ze strony Fan Shu, intrygującej właścicielki VIP-owskiego burdelu, zmusza go do nie mniej swoistych działań.

W pościgu za bezwględnym przeciwnikiem czas oraz okoliczności nie są bez znaczenia… nie są również po stronie Nela.

ZABÓJCZY TROP

Han Raon, właścicielka jednej z największych stoczni w Korei Południowej, poszukuje nowego kooperanta do budowy tankowców LNG. Nel Durand nie marnuje okazji, w których to kobieca charyzma decyduje o jego uwadze. Podpisanie umowy zbliża go do intrygującej i pięknej Koreanki, ale nie odkrywa tajemnic przeszłości, nie ujawnia również wiszącego nad Han Raon wyroku śmierci. Intuicja i upór czynią jednak swoje. Przyjmując zaskakujące zaproszenie od dopiero poznanej celebrytki, Nel leci na Guam, gdzie w tragicznych okolicznościach odkrywa plan zagłady Han Raon. Wie, że musi ją ocalić… jednak nadzwyczaj sprytny i bezwzględny przeciwnik ma znaczną przewagę. Wyznaczone miejsce akcji w nieznanej Nelowi Australii również nie zwiększa jego szans. Pozostaje tylko odwaga i niczym niepohamowana chęć wymierzenia sprawiedliwości.

ZŁOTY PODZIAŁ

Monique Leroux, profesor farmakologii, kobieta sukcesu, piękna i zamożna, spotyka Nela Duranda w niezwykłych okolicznościach w indonezyjskiej Surabai… I nie zamierza na tym poprzestać.

Kiedy światowej sławy autorytet w dziedzinie sztucznej inteligencji profesor Yoshinori Sato przychodzi z propozycją sprzedania swojej japońskiej firmy, Nel Durand nie waha się z przyjęciem oferty.

Transakcja wywołuje odwet zaskoczonej konkurencji i życie profesora Sato oraz jego siostry Ryoko staje się zastawem w procedurze odbicia firmy.

Tokijska yakuza nie jest skłonna iść na ustępstwa w swoich interesach, dla których niespodziewanym zagrożeniem stał się gaijin.

Nel Durand również nie. Mając u swego boku miejscowego detektywa Ichiro Takatę, Nel podąża ku starciu z bezwzględnym przeciwnikiem, gdzie oczekiwać może tylko śmierć…

Monique Leroux okazuje się jednak nie tylko mieć japońskie korzenie, lecz także skrywać swoistą tajemnicę…

SKRYTA MISJA

Kiedy Michael Wood spotyka w nowojorskiej strzelnicy bojowej dziewczynę z Tybetu, której uroda oraz celność strzałów nie muszą obawiać się żadnej konkurencji, to jeszcze nie wie, że los rozpoczął właśnie ich wspólną przygodę – pośród okrucieństwa oraz chciwości członków gabinetu władzy na dalekich Filipinach.

Delegowany do Manili w celu wyjaśnienia technicznych kłopotów w wytwórni wodoru Michael ponownie spotyka piękną Tybetankę, ale tym razem już w roli profesor prestiżowego instytutu KIST w Seulu.

Profesor Lasya Kang oraz Michael, pod auspicjami ambasady USA, brną w meandry zleconego zadania. Ich odkrycia drażnią rządzącą ekipę i kiedy w tajemniczy sposób ginie kandydat na prezydenta republiki oraz pojawia się najmniej spodziewany przeciwnik… Lasya i Michael już nie mogą uniknąć ostatecznej konfrontacji.

Powieść z gatunku prozy Toma Clancy’ego oraz Nelsona DeMille’a. Z sensacyjną akcją, z niepospolitymi bohaterami oraz z błyskotliwymi dialogami. Warto przeczytać.

WIRY WIATRU

Chiński wywiad nie szczędzi wysiłków, aby wyeliminować z malezyjskiej cieśniny Malakka niemieckiego konkurenta. Nowa farma wiatrowa ma produkować wodór z wody morskiej, a udział firmy Durand Ltd. w tym projekcie jest znaczący. Nel Durand ma jednak własne priorytety.

Intrygująca urodą oraz intelektem Qian Ting z Szanghaju przyciąga Nela umową biznesową i umiejętnością podejmowania niezwykłych decyzji, natomiast właścicielka stacji telewizyjnej z Kuala Lumpur, Joyah Chang, równie atrakcyjna co zdeterminowana, wciąga go do prywatnej wendety przeciwko bezwzględnemu lobbyście oraz dewiantowi Aqilowi Megatowi.

Katastrofa turbiny wiatrowej na morskiej farmie, w której uczestniczą Nel oraz Malezyjka Chang, nadaje nowy wymiar walce konkurentów. Ambasada Niemiec w Kuala Lumpur oraz rząd Królestwa Malezji nie mogą pozostać obojętne.

Nel Durand również…

Nowa powieść z Nelem Durandem swoim autentyzmem, zwrotami akcji, dialogami oraz sarkastycznym humorem bohaterów wpisuje się w konwencję najlepszych powieści sensacyjnych uznanych w świecie autorów gatunku.

POUFNY CEL

Gdy nagle tryskają potężne gejzery na Farmie Tohu w Nowej Zelandii, doktor weterynarii Aka Tohu ma własną wizję wykorzystania daru natury.

Jej brat Rongo postanawia jednak odsprzedać gorące źródła angielskiej firmie.

Wiedza, intuicja i niezłomne zasady Aki stają naprzeciw bestialstwu i zawiści brata. Niechęć rodzeństwa przybiera nowe formy, gdy na farmie pojawia się konsultant techniczny Michael Wood i towarzysząca mu Minori Abe, intrygująca kobieta z Tokio.

Rongo Tohu za wszelką cenę pragnie postawić na swoim, ale dla jego siostry żadna cena nie ma znaczenia.

Rodzinne brudy pierze sama.

Nie wie tylko, że Michael Wood obserwuje jej każdy krok i wcale nie ma zamiaru na tym poprzestać…

Michael Wood w sensacyjnej akcji, której zwroty, nadzwyczajność zdarzeń oraz niezwykli bohaterowie nie opuszczają żadnej ze stron powieści.

Warto przeczytać.

LEPSZE ROZDANIE

Gdy Republika Singapuru podejmuje decyzję o zakupie reaktorów nuklearnych, Lucas Sim, wysoki urzędnik ministerstwa, postanawia za wszelką cenę nie dopuścić do rozgrywki francuskiej firmy Durand Ltd.

Jej właściciel nie zamierza jednak ustępować w pozyskaniu lukratywnego kontraktu.

Mając przy swym boku dwie niezwykłe kobiety: rzeczniczkę prasową ministerstwa Ivy Ong oraz doktora chirurgii plastycznej Nayeon Moon,

Nel Durand w labiryncie śmiertelnych zasadzek podąża tropem okrutnych zabójstw…

Komisarz metropolitalnej policji Yvonne Park postępuje podobnie, wiedząc, że niepokorny Durand stosuje zupełnie odmienne zasady i ich wzajemna konfrontacja jest nieunikniona.

Nel Durand również o tym wie, ale swoich zasad

zmieniać nie zamierza…

Nel Durand w kolejnej akcji na Dalekim Wschodzie.

Urokliwe lokacje Singapuru oraz Monte Carlo, nuklearna technologia, kobiece instynkty i niepospolity suspens czynią powieść fascynującą lekturą.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij