Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Zielony krąg - Tajemnica dziewięciu kamieni - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 września 2026
34,99 zł
3499 pkt
punktów Virtualo

Zielony krąg - Tajemnica dziewięciu kamieni - ebook

Nie każdy las jest tylko lasem. Są takie, w których duchy od wieków strzegą równowagi świata. Są takie, w których wiewiórki prowadzą poważne narady bez zasady, a Staruch Szyszka chodzi własnymi ścieżkami i najwyraźniej wie więcej, niż mówi. Kiedy Witek i Olgierd przyjeżdżają z mamą nad jezioro Żuczek, nie spodziewają się niczego więcej niż wakacji. Nie wiedzą jeszcze, że trafili do lasu, który pamięta znacznie więcej i własnym tempem snuje swoje opowieści — do miejsca, gdzie nawet czas nie zawsze ma ochotę płynąć tak, jak nakazywałyby mu tradycyjne zegarki. W świecie Zielonego Kręgu nie wszystko jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Są tu zagadki, duchy i strażnicy, ale także pytania, na które nie zawsze istnieje jedna właściwa odpowiedź. Ta historia ma zakończenie. Choć na razie las uważa je za wersję roboczą. Jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398129602
Rozmiar pliku: 8,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Test Dostępu

Przed wejściem prosimy odpowiedzieć zgodnie z prawdą.

Kłamstwo w lesie jest bardzo źle widziane i czasami kończy się mokrą

skarpetką. Należy sprawdzić, czy czytelnik nadaje się do dalszego

czytania.

Prosimy odpowiadać uczciwie. To bardzo ważne.

zdarzyło ci się kiedyś rozmawiać z patykiem, choć wyglądał podejrzanie

zwyczajnie

masz silne podejrzenia, że niektóre wiewiórki coś ukrywają

znalazłeś kamień i od razu pomyślałeś: „ten jest jakiś ważny”

wszedłeś kiedyś do lasu tylko na chwilę, a potem nagle zrobił się wieczór

zdarzyło ci się patrzeć w wodę i kompletnie zapomnieć po co

przynajmniej raz usłyszałeś dziwny dźwięk i uznałeś, że to problem

przyszłego ciebie

potrafisz odróżnić zwykły mech od mchu wyglądającego na magiczny

masz wrażenie, że koty wiedzą o wiele za dużo

zdarzyło ci się podnieść idealny patyk i przez chwilę czuć ogromną moc

potrafisz siedzieć cicho i nasłuchiwać rzeczy, których nie powinno tam być

uważasz, że dzieci wiedzą jak wygląda magia — dorośli tylko zapomnieli

instrukcji

masz nadzieję, że nawet osoby dotknięte ciężką smartfonoidozą mogą

jeszcze kiedyś powiedzieć: „ej… ale to jest naprawdę świetny patyk”

Jeśli zaznaczyłeś choć trzy: sytuacja wygląda obiecująco.

Jeśli zaznaczyłeś wszystkie: las prawdopodobnie już od dawna cię obserwuje —

i szczerze mówiąc to trochę niepokojące.

Dokument sporządzony przez Sekretarza do spraw Rzeczy Spisanych,

zatwierdzony przez Starucha Szyszkę. Pieczęć oryginalna. Koza nie miała

dostępu.

7Informacje Techniczne

Zbyt poważni dorośli czasami potrzebują trochę czasu, żeby

odzyskać wyobraźnię.

To normalne i występuje częściej niż grzybica stóp.

Jeśli dorosły mówi: „to tylko kamień” — należy:

– westchnąć ciężko,

– spojrzeć z rozczarowaniem,

– i pokazać mu LEPSZY kamień.

Niektóre dorosłe osobniki mogą początkowo:

– nie widzieć tajnych baz,

– nie rozumieć ważności kałuż,

– albo mówić rzeczy typu: „nie bierz tego do domu”.

Prosimy zachować spokój. To mija.

W skrajnych przypadkach dorosły może:

– przejść obok idealnego patyka,

– nie schować znalezionego piórka,

– albo nie zauważyć twarzy w chmurach.

Oznacza to zaawansowany stan zdorosłowacenia.

Proces odzyskiwania wyobraźni można przyspieszyć poprzez:

– siedzenie przy wodzie bez żadnego powodu,

– znajdowanie rzeczy „bo są fajne”,

– budowanie baz,

– patrzenie w las,

9ZIELONY KRĄG

Zanim człowiek nauczył się mówić „drzewo”, drzewa już ze sobą

rozmawiały. Szeptały o pogodzie, o wietrze, o tym, kto komu zjadł

żołędzie i kto nie podlał paproci. W tamtych czasach cały świat był

wielkim ogrodem, w którym każdy liść znał swoje miejsce, a każda

kropla rosy miała plan na życie.

W samym sercu tego świata istniał Zielony Krąg — zakon

opiekunów natury.

Nie był to poważny zakon z hełmami, zbrojami i wielkimi

tytułami. Nie, nie. W Zielonym Kręgu nosiło się liście zamiast

orderów, a zamiast herbu miało się… no cóż, na przykład wyjątkowy

talent do rozmów z mchem albo umiejętność rozśmieszania

dzięciołów.

Na czele Kręgu stał Staruch Szyszka — najmądrzejszy z

drzewnych, choć czasem zapominał, gdzie zostawił swoją laskę (a raz

nawet zapomniał, że w ogóle ją ma).

To on pilnował, żeby wszystko w lesie działało jak trzeba: żeby

rzeki płynęły, a nie chodziły na skróty; żeby jeże nie nosiły na kolcach

za dużo jabłek (bo potem nie mogły się przekulać przez mostek); i

żeby wiewiórki Śmiesznostki nie robiły za dużo hałasu, zwłaszcza w

nocy, kiedy liście próbowały spać.

Wiewiórki Śmiesznostki to był temat osobny, o którym można

było napisać przynajmniej dziewięć powieści. Było ich dokładnie

dziewięć, ale zachowywały się jak dziewięćset. Miały w zwyczaju

wszystko komentować, śmiać się z własnych ogonów i prowadzić

„Poranne Pogaduchy z Gałęzi”, czyli najgłośniejsze radio w całym

lesie.

Gdyby ktoś chciał w spokoju posłuchać śpiewu ptaków, musiał

poczekać, aż wiewiórki pójdą spać — a one, oczywiście, nigdy nie

spały o czasie.

Krąg żył w harmonii. Każdy miał swoje zadanie — również duchy,

które pełniły w lesie wyjątkowe funkcje.

14Tajemnica dziewięciu kamieni

Elaine — Duch Światła — dbała, by poranki były miękkie i jasne.

Azrael — Strażnik Cienia — pilnował, by noc miała w sobie

spokój.

Nuvial — Władczyni Wody — znała język wszystkich jezior, a

Erem — Duch Kamienia i Czasu — pamiętał przeszłość każdej skały i

każdej grudki ziemi.

Wszystko działało doskonale… aż do dnia, gdy w lesie pojawił się

człowiek z dziwną brodą, za dużym nosem i jeszcze większym

pomysłem.

Nazywali go Profesor Szumidło, choć tak naprawdę nikt nie

wiedział, jakie było jego prawdziwe imię.

I, o dziwo, las go polubił. Na początku.

15Tajemnica dziewięciu kamieni

W lesie wszystko działało tak, jak powinno.

Słońce wschodziło dokładnie z tej strony, z której miało

wschodzić. Nie z boku. Nie zza krzaka. Nie z nastrojem. Po prostu

wschodziło.

Cienie były odpowiedniej długości. Ani za krótkie (bo wtedy

wyglądałyby jak niedokończone), ani za długie (bo można by się o nie

potknąć i przewrócić w powietrzu, a to jest bardzo niewygodne).

Woda była mokra. Dokładnie tak mokra, jak powinna być. Nie

sucha. Nie chrupiąca. Nie lekko puszysta. Mokra.

Kamienie leżały tam, gdzie powinny. Miały kolor kamienny.

Kształt kamienny. I zachowanie kamienne. Żaden nie próbował być

marchewką. Żaden nie udawał poduszki. Żaden nie turlał się bez

pozwolenia. Leżały. Profesjonalnie.

Liście spadały w dół. W dół, jak należy. Nie w bok. Nie pod prąd.

Nie z komentarzem.

Bóbr Antoni uderzał ogonem o wodę dokładnie tak mocno, jak

powinien. Nie za słabo (bo to byłoby niepoważne), nie za mocno (bo

wtedy ochlapałby siebie, a to już się kiedyś zdarzyło i oficjalnie

nazwano to „wypróbowaniem siły ogonowej”).

Wiewiórki Śmiesznostki prowadziły „Poranne Pogaduchy z

Gałęzi” z odpowiednim poziomem hałasu. Czyli bardzo wysokim.

Ale nie aż tak, żeby las eksplodował.

Wszystko było na swoim miejscu. Każda rzecz była sobą. Nikt nie

zamieniał się w nikogo innego. Nikt nie mylił swojej funkcji. Woda

nie próbowała być kamieniem. Kamień nie próbował być wodą. A

cień nie próbował świecić.

— Za dobrze — szepnęła Rudka, marszcząc pyszczek.

— Za równo — odpowiedziała druga.

— Za poprawnie — dodała trzecia, która bardzo nie ufała

poprawności.

17ZIELONY KRĄG

Staruch Szyszka uniósł głowę znad herbaty i spojrzał na las

uważniej niż zwykle.

Bo kiedy wszystko działa idealnie… to znaczy, że ktoś bardzo

pilnuje, żeby tak było. A jeśli ktoś pilnuje, to znaczy, że może też

przestać.

Wiewiórki oczywiście uznały, że to one pilnują.

— My tu zarządzamy równowagą! — ogłosiła Rudka, stając na

dwóch łapkach.

— Dział Światła!

— Dział Cienia!

— Dział Wody!

— Dział Kamieni!

W tym momencie jeden kamień poturlał się o dwa centymetry.

Wiewiórki zamarły. Kamień przestał się toczyć.

— To był test — powiedziała Rudka poważnie.

— Oficjalnie ogłaszam: Kamień Zdał — potwierdziła druga.

Staruch Szyszka nie powiedział nic. Bo wiedział, że równowaga

świata nie działa sama z siebie.

I tak to już jest, że gdy wszystko działa podejrzanie dobrze, to

znaczy, że ktoś czuwa. I nie są to wiewiórki, choć bardzo by chciały.

Pamiętacie, gdy wspomnieliśmy o duchach?

Elaine — Duch Światła i Ciepła Poranka

Każdego ranka Elaine była tam pierwsza. Nie dlatego, że las jej

potrzebował. Las budził się sam, tak jak zawsze — w swoim

naturalnym rytmie. Jednak przy niej budził się spokojniej.

Elaine nie mówiła. Lecz doskonale umiała się porozumiewać.

Zamiast słów nuciła cicho melodię, tak lekką, że można było pomylić

ją z drżeniem liści albo z echem wspomnienia nocnego zaśpiewu

słowika.

18Tajemnica dziewięciu kamieni

Jej pieśń nie należała ani do dnia, ani do nocy. Była czymś

pomiędzy. Czymś, co sprawiało, że poranek nie bał się nadejść.

A jeśli ktoś zatrzymał się na chwilę — naprawdę się zatrzymał —

mógł ją usłyszeć. Nie uszami, lecz głębiej. Jakby coś w nim samym

przypominało sobie melodię, którą jakimś dziwnym trafem znało się

od zawsze.

I wtedy trudno było powiedzieć, czy to Elaine śpiewała dla lasu…

czy las śpiewał razem z nią.

Azrael — Strażnik Cienia i Snów

Azrael pojawiał się, gdy dzień odchodził, a świat zaczynał mówić

szeptem. Wtedy noc przychodziła za nim. Sunęła cicho jego śladem

— spokojna, głęboka, pełna snu. Nie nagle, nie gwałtownie, lecz

powoli, tak by świat mógł sam i bez lęku zamknąć oczy.

Azrael był wysoki i nieruchomy, a jego płaszcz tak ciemny i ciężki,

że zdawał się okrywać wszystko ciszą. Nie po to, by coś ukryć. Istniał

po to, by pozwolić światu odpocząć.

Azrael nie istniał w pośpiechu. Nie musiał. Jego obecność

sprawiała, że nawet najbardziej niespokojne liście przestawały drżeć, a

radośnie rozbiegane króliki układały się cicho w swoich norkach.

Śmiesznostki trochę się go bały, choć wszystkim powtarzały, że

wcale tak nie jest. Czasem nawet robiły mu psikusy. Gdy był

odwrócony, siedząc na pobliskiej gałęzi, wrzucały mu do kaptura

orzeszki. Brzęczały cicho przy każdym jego kroku, zdradzając psotę.

Azrael udawał, że tego nie zauważa.

Ale bywały momenty, kiedy cień pod jego kapturem potrafił

zadrżeć niemal niezauważalnie. Jakby pod jego płaszczem na krótką

chwilę zamieszkał wiewiórczy chichot.

19ZIELONY KRĄG

Nuvial — Pani Wód, Deszczu i Jezior

Nuvial rzadko stała w miejscu. Najczęściej można było znaleźć ją na

brzegu jeziora, z nogami zanurzonymi w wodzie, którą poruszała bez

powodu. Lubiła patrzeć, jak wszystko się zmienia. Jak świat drży w

odbiciu jeziora. I jak jedno, najmniejsze poruszenie potrafi zmienić

wszystko inne.

Nie przynosiła wody. To woda cieszyła się, że może być przy niej.

Kiedy się śmiała, powierzchnia jeziora drżała z radości. Kiedy

biegła, fale biegły za nią, jakby nie chciały zostać w tyle. Czasem

chlapała stopami tak mocno, że krople leciały wysoko w powietrze.

Lśniły w świetle jak małe, migoczące gwiazdy.

Deszcz przy niej nigdy nie był smutny. Krople spadały żywo,

skakały po liściach i zbierały się w kałużach. A w każdej kałuży można

było zobaczyć niebo.

Nuvial nie bała się błota. Nuvial uważała, że błoto to życie!

Jej najwierniejszym towarzyszem był Książę Bez Królestwa —

żaba, która twierdziła, że kiedyś była księciem, lecz ktoś pocałował ją…

w odwrotny sposób. Ale tę historię opowiemy kiedy indziej.

— To niegodne — mówił czasem Książę, kiedy Nuvial chlapała

wodą na wszystkie strony.

— To wspaniałe! — odpowiadała Nuvial i chlapała jeszcze

mocniej.

A wtedy Książę milkł i chował się pod liściem. Choć tak naprawdę

nigdy nie znikał.

Przy Nuvial nawet Książę Bez Królestwa wiedział, że radość

potrafi przychodzić w najmniejszych chwilach. Że czasem wystarczy

jedna kropla, żeby przypomnieć światu, że żyje.

20Tajemnica dziewięciu kamieni

Erem — Strażnik Czasu i Kamieni

Erem nie pojawiał się nagle. On po prostu był. Od zawsze.

Przesiadywał całe dnie przy kamieniach, które pamiętały więcej, niż

ktokolwiek potrafił opowiedzieć. Czas przy nim nie płynął szybciej

ani wolniej. Czas przy nim był sobą.

Erem miał gęstą brodę i oczy w kolorze bursztynu, w których

odbijało się coś bardzo, bardzo starego. Patrzył tak, jak patrzą

kamienie. Posągowo, mimo zgiełku wokół. Wiedział, że wszystko ma

swój moment. Że nic, co naprawdę ważne, nie dzieje się za wcześnie

ani za późno.

Bywały chwile, że gdy siedział tak nieruchomo, mech zaczynał

rosnąć na jego ramionach. Wyrastał spod jego pach. Zaglądał do

brody. A czasem, zupełnie bez pośpiechu, pojawiał się także w jego

nosie. Małe istoty przestawały wtedy odróżniać go od starego pnia.

Nie przeszkadzało mu to.

Bo Erem był cierpliwością.

To właśnie on strzegł zielonych kamieni mocy. Dziewięciu

klejnotów, które istniały od początku — zanim ktokolwiek pamiętał

— i w których spoczywała równowaga świata i natury. Dzięki nim

świat pozostawał sobą.

Każdy kamień pulsował cicho w miejscu, które było dla niego

domem. Jeden spoczywał przy jeziorze. Inny ukryty był pod warstwą

liści. Jeszcze inny czuwał wysoko, w koronach drzew. Pulsowały nie

światłem i nie dźwiękiem, lecz niewidzialną obecnością.

Kamienie były Eremowi bliskie jak własne serce. Ale nie należały

do niego — należały do świata. On był tylko tym, który przy nich

trwał.

Erem wiedział coś, czego inni dopiero mieli się nauczyć. Że

wszystko, co istnieje, potrzebuje czasu. I że czas nie jest wrogiem. Czas

jest opiekunem.

21ZIELONY KRĄG

Tak cztery opiekuńcze duchy czuwały nad równowagą świata.

Elaine, cicha obecność światła poranka. Azrael, za którym

przychodziła noc i przynosiła odpoczynek. Nuvial, która

przypominała światu, że życie jest ruchem, śmiechem, kroplą wody i

błotem pod stopami. I Erem, który strzegł kamieni i nauczył świat

postrzegać czas jako sprzymierzeńca.

Otaczali wszystkie stworzenia opieką, dbając o naturalny porządek

świata. Dzięki temu kamienie pulsowały zieloną energią i były

dokładnie tam, gdzie powinny być.

A Staruch Szyszka niezmiennie krążył po lesie z miną mówiącą:

„wszystko pod kontrolą”. Choć zwykle nic nie było pod kontrolą…

***

Zielony Krąg to nie tylko cztery duchy i Staruch Szyszka. To osobliwe

zgromadzenie przeróżnych istot i stworzeń było jak wielka rodzina…

bardzo duża, bardzo głośna i z bardzo różnymi pomysłami na życie. A

każdy z członków miał jedną przypisaną mu, bardzo ważną rolę.

Na przykład Pan Pniak, Oficjalny Nadzorca Drzemek. Jego

obowiązkiem było sprawdzanie, czy wszystkie stworzenia mają

codziennie przynajmniej pół godziny drzemki. Problem w tym, że

Pan Pniak brał swoje zadanie bardzo poważnie. Potrafił usnąć w

połowie zdania, w połowie drogi, a raz nawet w połowie śniadania.

Kiedy ktoś go budził, mówił tylko: „Ciszej! Przecież ja właśnie

pracuję!”

Była też Koniczyna Trzecia — wróżka odpowiedzialna za Szczęście

Losowe. W zakonnych księgach wyglądało to dobrze, ale w praktyce…

cóż. Jeśli komuś udało się znaleźć orzeszka, to następnego dnia mógł

się potknąć o własny ogon. Koniczyna twierdziła, że „szczęście to

balans”, ale wszyscy podejrzewali, że po prostu lubi chaos.

Śmiesznostki raz zapytały ją, czy to ona sprawiła, że jeden dzięcioł

uderzył czołem w swoje własne drzewo. Odpowiedziała: „Przypadek.

22Tajemnica dziewięciu kamieni

Ale jaki piękny!”

W Kręgu działał także Borsuk Archiborsuk, Archiwista Dziur i

Tuneli. Prowadził mapę wszystkich norek w lesie, ale miał poważny

problem — nie pamiętał, gdzie ją zakopał. Twierdził, że „tak jest

bezpieczniej”. Do dziś nikt nie wie, czy to prawda, czy po prostu

znowu ją zgubił.

Był też Jeż Bolesław. Bolesław zbierał jabłka. Duże jabłka. Małe

jabłka. Krzywe jabłka. Jabłka, które wyglądały, jakby miały bardzo

ważne sprawy do załatwienia. Układał je w stosik, patrzył na nie i

kiwał głową, jakby wszystko było zgodnie z planem. Problem polegał

na tym, że jeże nie jedzą jabłek. Jedzą robaki. Wszystkie dzieci o tym

wiedzą! Ale Bolesław najwyraźniej miał swoje powody.

Czasem próbował nieść trzy jabłka naraz, potykał się o własne

krótkie łapki, przewracał na pupę, patrzył szybko w lewo i w prawo…

i udawał, że właśnie tak miało być.

Ważną członkinią była Wiewiórka Matylda, której zadaniem było

zakopywanie orzechów. Zakopywała je bardzo starannie. Potem

robiła minę, jakby była najinteligentniejszą wiewiórką w historii

wszystkich wiewiórek. Po czym odchodziła. Po pięciu sekundach

wracała i szeptała do ziemi:

— Gdzie jesteś, Orzeszku?

Raz próbowała wykopać orzech tak szybko, że przekoziołkowała

przez własny ogon i wylądowała na plecach. Leżała wtedy chwilę

nieruchomo. Patrzyła w niebo. Po czym wstała, otrzepała się i

powiedziała:

— Przeprowadzałam kontrolę, proszę się nie interesować.

Sprawdzałam coś. Omówimy to na jutrzejszym Daily.

I w całej swojej niepamięci nawet nie wiedziała, że była głównym

zasadzaczem drzew.

Pani Kiełkowska opiekowała się młodzieżą. Pochylała się

codziennie nad najmniejszymi kiełkami i szeptała:

23ZIELONY KRĄG

— Jesteś drzewem. Wierzę w ciebie.

Śmiesznostki obserwowały to wszystko z gałęzi. Czasem

chichotały tak bardzo, że spadały z drzewa. Udawały wtedy, że same

chciały spaść.

W Zielonym Kręgu, poza Staruchem Szyszką i nieliczną garstką

jego uczniów, nikt nie umiał pisać. Dlatego historie, które znamy,

najczęściej były przekazywane ustnie. Natomiast to, co się zachowało,

to część oficjalnej listy funkcji Zielonego Kręgu. Nikt nie wiedział,

kto ją napisał, bo nikt nie pamiętał, żeby taką listę tworzył. Była

wyryta na kawałku starej kory, trochę krzywo, trochę nierówno, jakby

ktoś w połowie pisania przypomniał sobie o czymś ważniejszym i już

nie wrócił, żeby poprawić resztę.

Śmiesznostki znalazły ją zupełnie przypadkiem. To znaczy —

niezupełnie przypadkiem. Spadły na nią.

— Oooo! — zapiszczała pierwsza, podnosząc korę. — To wygląda

bardzo oficjalnie.

— Przeczytaj! — powiedziała druga, robiąc minę kogoś, kto zaraz

dowie się czegoś niezwykle ważnego.

Pierwsza odchrząknęła poważnie. Bardzo poważnie. Tak

poważnie, jak tylko potrafi wiewiórka.

— Koordynatorka do spraw Nut, Które Ptaki Zaśpiewały

Fałszywie.

Obie spojrzały na siebie.

— To chyba o Jerzyku — szepnęła druga.

— On zawsze fałszuje — potwierdziła pierwsza.

Czytała dalej.

— Koordynator do spraw Rzeczy Zgubionych przez Turystów,

Których Nikt Nie Zabiera.

— To ja raz znalazłam skarpetkę — powiedziała druga.

— I co z nią zrobiłaś?

— Zakopałam.

24Tajemnica dziewięciu kamieni

— Dlaczego?

— Bo wyglądała podejrzanie.

Pierwsza pokiwała głową. To miało sens. Czytała dalej.

— Specjalista do spraw Patyków, Które Idealnie Nadają Się do

Turlania.

Obie natychmiast spojrzały na patyk leżący obok. Popchnęły go.

Poturlał się kawałek. Obie wybuchnęły chichotem.

— Działa! — zapiszczała druga.

Pierwsza czytała dalej, coraz bardziej przejęta.

— Opiekun Miejsc Idealnych do Siedzenia na Pupie.

Obie natychmiast usiadły. Jedna podskoczyła.

— Tu jest szyszka!

— Może nas testował… Szyszko, w sensie — powiedziała druga

poważnie.

Czytała dalej.

— Specjalistka do spraw Kiełków, Które Jeszcze Nie Wiedzą, Że

Są Drzewami.

Obie zamilkły na chwilę. Spojrzały na mały kiełek obok. Nachyliły

się nad nim. I szepnęły razem:

— Jeszcze nie wiesz.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij