Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zrobię dla ciebie wszystko - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
11 lutego 2026
3599 pkt
punktów Virtualo

Zrobię dla ciebie wszystko - ebook

Nikt z nas, rodziców, nie ma sprawdzonej recepty na nękające młodych ludzi choroby cywilizacyjne: depresję, skłonność do samookaleczeń, podatność na używki. Nie mają znaczenia status społeczny ani stan posiadania. Bez względu na to, czy jesteś psychologiem czy pełnoetatowym rodzicem, twoje dziecko może przeżywać trudności. Ważne, aby zauważać niepokojące objawy i odpowiednio na nie reagować, a także poskramiać własne lęki i uprzedzenia.

Masz w ręku książkę, która pomoże znaleźć odpowiedzi na nurtujące cię pytania i da pewność siebie w roli rodzica. Kiedy ją przeczytasz, będziesz wiedział, co robić, zyskasz siłę i sprawczość; wypracujesz determinację, by uczynić dla dziecka WSZYSTKO, czego ono potrzebuje.

„To jedna z najcenniejszych pozycji dla rodziców nastolatków na rynku książki. Jako psycholog i suicydolog, cenię wyczerpujące podejście do tematu wyzwań dzisiejszej młodzieży, a zwłaszcza depresji i samobójstw. Książka chwilami boli, ale jest piekielnie potrzebna...”

Anna Matusiak

psycholog, suicydolog, dziennikarka

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8310-334-1
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

POCZĄTEK

– Halo… Mamo… Mamo! Popeł­niam samo­bój­stwo! – usły­szała przez tele­fon mama szes­na­sto­let­niego Kuby.

Była dwu­dzie­sta trze­cia. Ania poło­żyła się tego dnia wcze­śniej, by wypo­cząć przed kon­fe­ren­cją, którą miała popro­wa­dzić następ­nego ranka. Sygnał nad­cho­dzą­cego połą­cze­nia wyrwał ją ze snu.

– Kuba, pocze­kaj… Co ty do mnie mówisz? – Sądziła, że to jeden z jego głu­pich dow­ci­pów. Kuba nie­raz potra­fił zasko­czyć żar­tem, który nikogo nie śmie­szył.

– Mamo! Ja nie żar­tuję! Popeł­niam samo­bój­stwo! – powtó­rzył Kuba, a po tym wyzna­niu zapa­dła prze­ra­ża­jąca cisza.

– Kubuś… Kuba! Nie roz­łą­czaj się! Kuba!!!

Nasto­la­tek odło­żył tele­fon.

Oddzwo­niła.

Nie odbie­rał.

Zadzwo­niła ponow­nie.

Bez odpo­wie­dzi.

Ania sie­działa w hote­lo­wym łóżku, kil­ka­set kilo­me­trów od domu. Nawet jeśli natych­miast wsia­dłaby do samo­chodu, to w domu byłaby za parę godzin… „Nie zdążę” – pomy­ślała. „Boże, nie zdążę!” Zadzwo­niła do Filipa, naj­lep­szego przy­ja­ciela Kuby. Filip już o wszyst­kim wie­dział, bo Kuba dzwo­nił rów­nież do niego. Był piąt­kowy wie­czór, ulice puste, Filip miał bli­sko do domu Ani, a star­szy kolega dys­po­no­wał samo­cho­dem, któ­rym wła­śnie pędzili obaj Kubie na ratu­nek. Ania była z Fili­pem na linii. Sły­szała, jak chło­pak wysiada z auta, jak jego oddech przy­spie­sza, kiedy zaczyna biec.

– Oddzwo­nię – wysa­pał. – Zaraz tam będę. – Roz­łą­czył się.

Ania prze­ży­wała każdą chwilę w zwol­nio­nym tem­pie. Nie wie­działa, że sekundy mogą trwać aż tak długo.

Nie wytrzy­mała. Zadzwo­niła.

Filip nie odbie­rał.

Znowu wybrała numer… i znowu…

W końcu usły­szała głos Filipa.

– Cio­ciu, żyje! Wszystko jest okej. On żyje. Nic mu nie jest.

– Co się stało?! Co się tam dzieje?! – krzy­czała przez łzy Ania.

– Już nie płacz, cio­ciu. Wszystko jest okej…

Nic nie było okej! Bo jakim cudem szes­na­sto­la­tek pró­buje się zabić, kiedy mama wyjeż­dża rap­tem na dwa dni? Ania zadrę­czała się pyta­niami: „Gdzie popeł­ni­łam błąd?! Prze­cież jestem jego mamą, powin­nam wie­dzieć… Czego nie zauwa­ży­łam?! Czego nie dopil­no­wa­łam?! Prze­cież zawsze mógł do mnie przyjść. I przy­cho­dził! Zawsze mógł poroz­ma­wiać. I roz­ma­wiał… Gdzie więc popeł­ni­łam błąd? Bo to z pew­no­ścią była moja wina”.

Ania pła­kała, sie­dząc w moim gabi­ne­cie na żół­tym jak słońce plu­szo­wym fotelu.

– Agata, zro­bię dla niego wszystko… Wszystko! Tylko kom­plet­nie nie wiem, od czego zacząć…WSTĘP

Pyta­nia, któ­rymi zadrę­czała się Ania, nur­tują każ­dego rodzica, któ­rego dziecko prze­staje radzić sobie z codzien­no­ścią, zaczyna się oka­le­czać, prze­ja­wia symp­tomy depre­sji, wpada w uza­leż­nie­nia, doświad­cza pro­ble­mów w szkole i w rela­cjach rówie­śni­czych, prze­żywa nie­zro­zu­miałe lęki, ma natrętne myśli czy w końcu podej­muje próby samo­bój­cze. Obser­wu­jąc uko­chane dziecko, które traci poczu­cie sensu i chęci do życia, jako rodzice mamy poczu­cie bez­rad­no­ści, zło­ścimy się, drę­czą nas ogromne poczu­cie winy i prze­możny lęk przed oceną ze strony bli­skich, leka­rzy, spe­cja­li­stów i nauczy­cieli. Z tym obez­wład­nia­ją­cym lękiem sta­jemy przed wybo­rem, co robić w sytu­acji, która nas zaska­kuje i prze­ra­sta. Piszę „my”, bo jako mama czworga dzieci nie­jed­no­krot­nie sta­wa­łam przed takimi wyzwa­niami i choć wie­dzia­łam, że jestem gotowa zro­bić dla moich dzieci wszystko, nie wie­dzia­łam, od czego zacząć, z któ­rych porad sko­rzy­stać i na ile mogę ufać samej sobie, skoro oso­bi­ście ni­gdy w takich sytu­acjach, w jakich uczest­ni­czyły moje dzieci, się nie zna­la­złam. Okresu doj­rze­wa­nia bez inter­netu i tele­fo­nów komór­ko­wych w żaden spo­sób nie da się porów­nać do tego, z czym mie­rzą się dzi­siej­sze nasto­latki. Nikt z nas, rodzi­ców, nie ma spraw­dzo­nej, nie­za­wod­nej recepty na cho­roby cywi­li­za­cyjne, które sze­rzą się niczym śre­dnio­wieczna dżuma. W star­ciu z nimi bez zna­cze­nia są sta­tus spo­łeczny i stan posia­da­nia. Bez względu na to, czy jesteś psy­cho­lo­giem, leka­rzem, nauczy­cie­lem, eks­pe­dientką, czy peł­no­eta­to­wym rodzi­cem, a twoje dziecko cho­dzi do szkoły publicz­nej czy pry­wat­nej, może doświad­czać roz­ma­itych kło­po­tów i prze­żywać trud­no­ści. Ważne, aby zauwa­żać pierw­sze nie­po­ko­jące objawy. Ważne są twoja reak­cja na poja­wia­jące się pro­blemy oraz umie­jęt­ność poskro­mie­nia wła­snych lęków i uprze­dzeń, co pozwoli zapew­nić dziecku wła­ściwą i ade­kwatną pomoc. Jak to zro­bić? Już to robisz. Trzy­masz w ręku książkę, która pomoże ci nie tylko zna­leźć odpo­wie­dzi na nur­tujące pyta­nia, ale przede wszyst­kim da poczu­cie pew­no­ści sie­bie w roli rodzica. Kiedy skoń­czysz ją czy­tać, będziesz wie­działa lub wie­dział, co robić, zyskasz siłę i wypra­cu­jesz deter­mi­na­cję, żeby zro­bić dla swo­jego dziecka WSZYSTKO to, czego ono potrze­buje.

Przez dwa­dzie­ścia pięć lat życia z czwor­giem dzieci, z któ­rych jedno ma zespół Downa, dru­gie zespół Asper­gera, zebra­łam mnó­stwo doświad­czeń. Dwoje dzieci zaadop­to­wa­łam – jedno jako nie­mowlę, dru­gie jako szes­na­sto­latka, dla któ­rego począt­kowo byłam rodziną zastęp­czą. Razem prze­szli­śmy przez nie­zli­czoną liczbę kry­zy­sów, z któ­rych wyszli­śmy obronną ręką, two­rząc obec­nie zgraną, szczę­śliwą, wspie­ra­jącą się i kocha­jącą rodzinę. Te doświad­cze­nia – w połą­cze­niu z mię­dzy­na­ro­do­wym pro­fe­sjo­nal­nym tre­nin­giem tera­peu­tycz­nym i coachin­go­wym – spra­wiają, że od lat sku­tecz­nie wspie­ram doro­słych i mło­dzież w radze­niu sobie z trudną codzien­no­ścią. Zawo­dowo zaj­muję się tera­pią, coachin­giem i kon­sul­ta­cjami rodzi­ciel­skimi. Jestem autorką ksią­żek, szko­leń i warsz­ta­tów. Prak­ty­kuję Com­pas­sio­nate Inqu­iry, czyli podej­ście tera­peu­tyczne wypra­co­wane przez Gabora Maté – świa­to­wej sławy leka­rza i spe­cja­li­stę w dzie­dzi­nie traumy i uza­leż­nień, autora best­sel­le­ro­wych porad­ni­ków. Wciąż posze­rzam swoją wie­dzę z zakresu psy­cho­lo­gii, psy­cho­trau­ma­to­lo­gii i naj­róż­niej­szych metod tera­peu­tycz­nych. Czło­wie­czeń­stwo to moja wielka pasja. Jestem cie­kawa każ­dego czło­wieka i zde­ter­mi­no­wana, by moi pod­opieczni i czy­tel­nicy potra­fili spoj­rzeć na sie­bie z czułą wni­kli­wo­ścią, zachwy­tem i sza­cun­kiem. Jestem lustrem dla ludzi, któ­rych spo­ty­kam w swoim gabi­ne­cie. Mogą w nim dostrzec istotę, która kryje się pod wie­loma war­stwami i maskami ule­pio­nymi z mecha­ni­zmów obron­nych, zło­ści, despe­ra­cji i głę­boko skry­wa­nej roz­pa­czy. Piękną istotę, która jest nie­po­wta­rzal­nym cudem. Mam nadzieję, że w trak­cie lek­tury tej książki i ty doświad­czysz takiej wła­śnie wizji sie­bie i swo­jego dziecka. Bo aby pomóc mło­demu czło­wie­kowi, potrzebny jest wraż­liwy, czujny, pewny sie­bie, sta­bilny emo­cjo­nal­nie i poukła­dany wewnętrz­nie rodzic. Moja dzia­łal­ność została doce­niona w 2024 roku przez kapi­tułę ShEO Awards tygo­dnika „Wprost”, w kate­go­rii „Balans w świe­cie kry­zy­sów”.

Depre­sja i ja znamy się od lat. Zwień­cze­niem naszej zna­jo­mo­ści była wydana w 2017 roku książka pod tytu­łem _Depre­sjo­lo­gia_. Zgłę­bi­łam tema­tykę przy­czyn, lecze­nia i nawro­tów depre­sji, bio­rąc pod uwagę wiele aspek­tów: medyczne, dzie­dziczne, emo­cjo­nalne, duchowe i ezo­te­ryczne. Zawo­dowo czę­sto spo­ty­kam ludzi, któ­rzy na tę cho­robę cier­pią. Jako osoba obecna w mediach czy­tam i odpo­wia­dam na nie­zli­czone maile i wia­do­mo­ści doty­czące depre­sji. Sama kil­ka­krot­nie doświad­czy­łam nawro­tów cho­roby, jed­nak za każ­dym razem szyb­ciej i coraz sku­tecz­niej radzę sobie z symp­to­mami, bo znam i rozu­miem przy­czyny oraz sche­maty, które są czę­ścią mojego życia. Przez te wszyst­kie lata bar­dzo dokład­nie pozna­łam sie­bie, moją prze­szłość i prze­ko­na­nia, które kształ­tują moją teraź­niej­szość. Korzy­sta­łam z pomocy naj­róż­niej­szych spe­cja­li­stów i nauczy­łam się nie oce­niać nikogo na pod­sta­wie posia­da­nego tytułu nauko­wego czy pro­wa­dzo­nej strony inter­ne­to­wej, bo naj­waż­niej­sze dla mnie nie są wie­dza czy doświad­cze­nie danego spe­cja­li­sty, a jego chęć wni­kli­wego zro­zu­mie­nia kom­plek­so­wo­ści mojej osoby. Pro­ces lecze­nia ozna­cza przede wszyst­kim głę­bo­kie zmiany, a te są moż­liwe dzięki uświa­do­mie­niu sobie pier­wot­nych przy­czyn danych dole­gli­wo­ści oraz zastą­pie­niu szko­dli­wych sche­ma­tów zacho­wań popraw­nymi, co może się wyda­rzyć jedy­nie w rela­cji tera­peu­tycz­nej, peł­nej zaufa­nia, akcep­ta­cji i czu­łej wni­kli­wo­ści. Nauczy­łam się akcep­to­wać sytu­acje, któ­rych doświad­czam, bez oce­nia­nia, wypie­ra­nia i zło­ści. Nauczy­łam się zmie­niać to, co zmie­nić mogę, i odpusz­czać to, czego zmie­nić się nie da. Nauczy­łam się odróż­niać jedno od dru­giego. Nauczy­łam się nie oce­niać sie­bie i nie obwi­niać innych. Nauczy­łam się sza­no­wać tych, któ­rzy na zmiany nie są gotowi, i tych, któ­rzy zmian w swoim życiu po pro­stu nie chcą. I tymi prze­pięk­nymi zaso­bami podzielę się z tobą.

Jak to się ma do dzieci? Jak wspo­mnia­łam, mam ich czworo. Aleks, naj­star­szy syn uro­dzony w 2001 roku, wycho­wy­wał się w okre­sie, kiedy byłam twarda jak skała, silna, jak na zodia­kal­nego Byka przy­stało, i zimna jak lodo­wiec. Par­łam do przodu i osią­ga­łam suk­cesy, a mój kon­takt ze sobą można było porów­nać do spo­tka­nia góry lodo­wej z tro­pi­kalną plażą. W wieku szes­na­stu lat u Aleksa zdia­gno­zo­wano zespół Asper­gera, depre­sję nieco póź­niej – była ona czę­ścią pię­ciu eta­pów żałoby po dia­gno­zie. Dzi­siaj mój syn jest zdro­wym, rado­snym, spo­koj­nym i pogo­dzo­nym ze sobą mło­dym czło­wie­kiem. Skoń­czył infor­ma­tykę, mieszka w domu rodzin­nym, a rela­cje mię­dzy nami nie mogłyby być lep­sze. Aleks co wie­czór cmoka mnie w czółko i dzię­kuje za to, że jestem jego mamą, a ja jemu za to, że jest moim synem. Wczo­raj powie­dział: „Mamo, chcę sze­rzyć dobro tak jak ty”, a ja nie wsty­dzi­łam się przy nim roz­czu­lić. Sta­li­śmy w uści­sku pośrodku kuchni i ta chwila zosta­nie w mojej pamięci na zawsze. To jest naj­pięk­niej­sza rela­cja pomię­dzy matką i doro­słym dziec­kiem, jaką mogłam sobie wyma­rzyć. A prze­cież sprawy mogły poto­czyć się zupeł­nie ina­czej… Mogło go już nie być… Aleks ma za sobą eks­tre­malne doświad­cze­nia. Osta­tecz­nie wyszedł na sło­neczną polanę i kro­czy pro­stą drogą przez codzien­ność, która już go nie rani i nie powo­duje utraty wiary w to, że życie ma sens.

Drugi uro­dził się Kry­stian. Cze­ka­łam na to dziecko bar­dzo długo. Kosz­to­wało mnie mnó­stwo testów owu­la­cyj­nych i cią­żo­wych oraz jedną ciążę utra­coną. W 2007 roku naresz­cie się udało, ale nie był to rok szczę­śliwy. Kry­stian uro­dził się z nad­pro­gra­mo­wym chro­mo­so­mem cha­rak­te­ry­stycz­nym dla osób z zespo­łem Downa. Wtedy byłam pewna, że mnie to zabije. Dzi­siaj wiem, że Kry­stian mnie oca­lił. Naszą histo­rię opi­sa­łam w książce _Przez Cie­bie, synu._

W 2011 roku poja­wiła się Ada. Bar­dzo skru­pu­lat­nie zapla­no­wana, wycho­dzona i wyjeż­dżona. Jeden ośro­dek adop­cyjny odrzu­cił naszą kan­dy­da­turę na rodzinę adop­cyjną ze względu na dziecko nie­peł­no­sprawne, dopiero kolejny uznał, że jed­nak się nada­jemy. Dwa lata póź­niej trzy­mie­sięczna Ada roz­wrzesz­czała się w naszym domu. Dzi­siaj jest już nasto­latką. Dzięki niej wiem, jak czę­sto dzieci korzy­stają z Tik­Toka i Google’a, by samo­dziel­nie dia­gno­zo­wać u sie­bie depre­sję, autyzm i inne przy­pa­dło­ści. Dzięki niej wiem, jak to, co obec­nie dzieje się w mediach i codzien­nym życiu, wpływa na nasze dzieci. Wiem rów­nież, jak bar­dzo świat się zmie­nił przez te dzie­sięć lat, kiedy moi starsi syno­wie byli w tym samym wieku. To tylko dowo­dzi, że tempo zmian przy­spie­sza, a my, doro­śli, nie jeste­śmy w sta­nie za nimi nadą­żyć. Ada jest dziew­czynką o nie­sa­mo­wi­tym kon­tak­cie z samą sobą. Zna swoje wyzwa­nia i razem uczymy się nimi zarzą­dzać. Ma zdia­gno­zo­wane ADHD, dys­lek­sję i cha­rak­te­ry­styczny dla dzieci adop­to­wa­nych zespół odrzu­ce­nia, który skut­kuje nie­ty­po­wymi reak­cjami emo­cjo­nal­nymi w rela­cjach spo­łecz­nych. Ada nie użala się nad sobą i nie wyko­rzy­stuje swo­ich dia­gnoz jako uspra­wie­dli­wie­nia, by robić mniej. Ja nie zmu­szam jej, by robiła wię­cej. Nasza rela­cja to współ­praca oparta na samo­świa­do­mo­ści, zaufa­niu i sza­cunku do dru­giej osoby. Bo pomimo swo­ich zale­d­wie czter­na­stu lat Ada jest OSOBĄ, czyli osob­nym bytem. Ona już wie, co jest dla niej naj­lep­sze. Moją rolą jest kory­go­wać, a nie narzu­cać, wspie­rać, a nie popy­chać, być przy niej, kiedy się potknie, a nie kon­tro­lo­wać. Mimo pięk­nej rela­cji, którą mamy, Ada rów­nież prze­szła epi­zody samo­oka­le­czeń i myśli samo­bój­czych. Piszę o tym, abyś wie­działa lub wie­dział, że bez względu na to, jak bar­dzo się sta­rasz, nie jesteś w sta­nie zapo­biec wszyst­kim roz­cza­ro­wa­niom i dra­ma­tom w życiu two­jego nasto­latka. Klu­czowe jest to, jak zare­agu­jesz, a wspie­ra­ją­cych reak­cji nauczysz się w tej książce. Dzi­siaj Ada jest w dosko­na­łej for­mie, ale mam świa­do­mość, że czeka nas jesz­cze kilka wybo­istych lat, zanim osią­gnie doro­słą sta­bil­ność. To w pełni natu­ralny pro­ces, co nie ozna­cza, że dla nas, rodzi­ców, jest on łatwy. Nie jest. Jed­nak są spo­soby na to, by wycho­dzić z tych zawi­ro­wań obronną ręką.

Michał, tak jak Aleks, uro­dził się w 2001 roku, jed­nak pozna­łam go dopiero czter­na­ście lat póź­niej. Po roku zosta­łam jego rodziną zastęp­czą, a gdy skoń­czył szes­na­ście lat, mamą adop­cyjną. Byłam już wtedy od trzech lat samo­dzielną roz­wódką z trójką dzieci. Michał wycho­wy­wał się w śro­do­wi­sku, o któ­rym więk­szość z nas woli nawet nie myśleć. Jego udzia­łem stało się nie­mal wszystko, czego dziecko prze­ży­wać nie powinno, stra­cił wszystko, co dziecku się należy. Pozy­tywne rela­cje, któ­rych doświad­czył w naszej rodzi­nie, naj­pierw leczyły, a póź­niej stały się bole­snym kon­tra­stem, który uzmy­sło­wił mu, że wszystko, co znał, nie powinno być takie, jakie było. To prze­szy­wa­jące olśnie­nie było począt­kiem ciem­no­ści, która pochło­nęła go na dwa lata, i cho­ciaż naj­gor­sze już za nim, to po dziś dzień Michał czę­sto nie jest w sta­nie w pełni doświad­czać wła­snego świa­tła. W cza­sie pan­de­mii po raz pierw­szy musiał osiąść w domu i wytrzy­mać ze sobą bez cią­głego ucie­ka­nia w tre­ningi, bójki i tłum. Zauwa­ży­łam u niego pierw­sze symp­tomy depre­sji i zapro­wa­dzi­łam do psy­chia­try. Dostał leki. Spró­bo­wał i odsta­wił. Dzi­siaj Michał jest samo­dziel­nym mło­dym czło­wie­kiem, który pomimo demo­nów prze­szło­ści buduje swoje życie na wła­snych zasa­dach. Podzi­wiam go i jestem dla niego obecna zawsze, kiedy tego potrze­buje. Z dumą i rado­ścią przy­glą­dam się, jak roz­kwita, kie­ru­jąc się rzad­kimi już war­to­ściami, na któ­rych szczy­cie jest rodzina. Nasza rodzina. Histo­rię naszej nie­zwy­kłej rela­cji opi­sa­łam w książce _Czy mogę ci mówić MAMO._

Jaki wpływ na cho­roby psy­chiczne oraz pro­ces zdro­wie­nia mają aspekty kom­plet­nie nie­me­dyczne, takie jak sztuczna inte­li­gen­cja, dostęp do wie­dzy całego świata, wiara, tra­dy­cja, glo­ba­li­za­cja, inter­net, zmie­nia­jące się war­to­ści i tra­dy­cje rodzinne? Jaki wpływ na zdro­wie naszych dzieci mamy my sami, czyli rodzice, opie­ku­no­wie, tera­peuci i nauczy­ciele, i co możemy zro­bić, żeby zapo­bie­gać, leczyć i chro­nić dzieci przed cho­ro­bami cywi­li­za­cyj­nymi? W jaki spo­sób nasze wła­sne poczu­cie sensu, szczę­ścia, dobro­stanu, satys­fak­cji oraz rów­no­wagi życio­wej i emo­cjo­nal­nej mogą wpły­wać na stan zdro­wia naszych dzieci? Na kolej­nych stro­nach przed­sta­wiam nie tylko moje oso­bi­ste wyja­śnie­nia powyż­szych zagad­nień, ale przy­glą­dam się wszech­obec­nym wyzwa­niom natury psy­chicznej, zwłasz­cza depre­sji u nasto­lat­ków, z wielu per­spek­tyw: psy­chia­trycz­nej, psy­cho­lo­gicz­nej, psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej, total­nej bio­lo­gii, dzie­dzic­twa wie­lo­po­ko­le­nio­wego, czyli tera­pii sys­te­mo­wej. Ana­li­zuję oma­wiane tematy, korzy­sta­jąc z wie­dzy, jaką pozy­ska­łam nie tylko jako spe­cja­listka, ale rów­nież pacjentka z depre­sją i samo­dzielna matka czwórki bar­dzo wyma­ga­ją­cych i zróż­ni­co­wa­nych dzieci. Przy­świe­cają mi ogromna cie­ka­wość i wielka miłość do ludzi, zwłasz­cza do dzieci, oraz pra­gnie­nie, by każdy młody czło­wiek doświad­czał codzien­nej rado­ści z życia, kie­ro­wał się potrzebą odkry­wa­nia świata i miał głę­bo­kie poczu­cie sensu wła­snego ist­nie­nia.

Za chwilę prze­czy­tasz praw­dziwe histo­rie dzieci i ich rodzi­ców. Dzieci takich jak twój syn czy twoja córka. Rodzi­ców, mam i ojców, takich jak ty. Pro­szę cię o lek­turę ich wypo­wie­dzi z otwar­tym umy­słem i bez for­mu­ło­wa­nia ocen. Weź pod uwagę, że nie masz poję­cia, jak ty byś się zacho­wała lub zacho­wał na miej­scu osób, które miały odwagę opo­wie­dzieć o swo­ich kło­po­tach. To dzięki tym dzie­cia­kom, ich rodzi­com, jak rów­nież spe­cja­li­stom, któ­rzy udzie­lili mi wywia­dów, jestem w sta­nie poka­zać wszyst­kie aspekty pro­ble­mów, z jakimi być może mie­rzy się wła­śnie twoje dziecko. Tutaj dowiesz się o czymś, o czym twoje dziecko nie umie ci powie­dzieć. Poznasz innych rodzi­ców, któ­rzy nie wie­dzieli, co robić, bali się i poszu­ki­wali odpo­wie­dzi. Niektó­rzy z nich na­dal poszu­kują, inni odna­leźli wła­sny wzór dobrej rela­cji z dziec­kiem. Zabiorę cię na wizytę do wybit­nej psy­chia­try spe­cja­li­zu­ją­cej się w cho­ro­bach dzieci i mło­dzieży. Razem odwie­dzimy gabi­nety psy­cho­lo­gów, tera­peu­tów i spe­cja­li­stów alter­na­tyw­nych. Znaj­dziesz tu wska­zówki, co robić w sytu­acjach kry­tycz­nych, ale przede wszyst­kim otrzy­masz receptę na to, jak zapo­bie­gać ich poja­wie­niom się i jak się odna­leźć, jeśli wystą­pią. Dowiesz się, jak zmniej­szyć ryzyko depre­sji i uza­leż­nień, jak wspie­rać dziecko w cza­sach, które są pełne wyzwań, z któ­rymi nie musieli się mie­rzyć ani nasi rodzice, ani my sami.

Nie mamy wie­lo­po­ko­le­nio­wych wzor­ców, jak radzić sobie z natło­kiem infor­ma­cji, nie­zli­czoną mno­go­ścią wybo­rów, dostę­pem do wszel­kiego rodzaju wie­dzy, dezinfor­ma­cji, szko­dli­wych obra­zów i twór­czych moż­li­wo­ści. My, rodzice, nie mamy w tym tema­cie abso­lut­nie żad­nego doświad­cze­nia, nasze dzieci już tak. My, rodzice, posłu­gu­jemy się zdez­ak­tu­ali­zo­wa­nymi wzor­cami, posia­damy nie­ade­kwatną do sytu­acji wie­dzę, bra­kuje nam umie­jęt­no­ści adap­ta­cyj­nych, któ­rych wymaga dzi­siej­sza rze­czy­wi­stość. Jeśli dojdą do tego nasze wła­sne zma­ga­nia zwią­zane z ner­wową sytu­acją na świe­cie, z obec­nymi wyzwa­niami eko­no­micz­nymi oraz upad­kiem auto­ry­te­tów i war­to­ści, tak fun­da­men­tal­nych dla naszych rodzi­ców i dziad­ków, to powsta­nie obraz pełen cha­osu, lęku i roz­pa­czy. Jak być dobrym rodzi­cem w takich oko­licz­no­ściach? I na czym polega bycie dobrym rodzi­cem? Czy jeśli dotych­czas żyłam w niewie­dzy, to jestem w sta­nie nad­ro­bić zale­gło­ści, napra­wić błędy, zmie­nić bieg wyda­rzeń? Odpo­wiedź brzmi: TAK. To nie jest twoja wina, że nie wiesz, nie umiesz, nie masz siły, ale masz jako rodzic obo­wią­zek, by się dowie­dzieć, nauczyć, nabrać sił i być wła­ści­wym wspar­ciem dla two­jego dziecka w jego dro­dze ku doro­sło­ści. Ja też nie umia­łam, też nie wie­dzia­łam, popeł­ni­łam mnó­stwo błę­dów. Na­dal tak wiele nie wiem, ale się uczę, tak czę­sto brak mi sił, ale moje dzieci już wie­dzą, że ja też mam prawo osłab­nąć, na­dal popeł­niam błędy, ale nauczy­łam się prze­pra­szać (tak, prze­pra­szam moje dzieci!) i razem pró­bu­jemy od nowa, od nowa i od nowa… Aleks i Michał są już doro­śli. Pomimo burz­li­wego okresu doj­rze­wa­nia obec­nie mamy cudowne rela­cje. Pomimo popeł­nio­nych przeze mnie błę­dów ufamy sobie, sza­nu­jemy się i kochamy ponad wszystko. Tak wygląda zdrowa rodzina i takiej życzę rów­nież tobie. Pamię­taj, że wszystko jest moż­liwe – naprawdę wszystko…

* * *

Książkę tę kie­ruję nie tylko do rodzi­ców, ale też do zaan­ga­żo­wa­nych spe­cja­li­stów, któ­rzy czę­sto pra­cują, nie mając kon­taktu ze sobą nawza­jem i nie mając świa­do­mo­ści kom­pe­ten­cji innych osób włą­cza­nych przez rodzi­ców w pro­ces rato­wa­nia dziecka. W niniej­szej publi­ka­cji opi­suję tech­niki, narzę­dzia i kom­pe­ten­cje spe­cja­li­stów z róż­nych dzie­dzin rów­nież po to, by ci nawza­jem się poznali i zro­zu­mieli, że nie dzia­łają prze­ciwko sobie.

Kiedy słu­cha­łam wypo­wie­dzi psy­cho­lo­gów i tera­peu­tów, dowia­dy­wa­łam się cho­ciażby, że tera­pia usta­wień sys­te­mo­wych nie jest uzna­wana przez śro­do­wi­sko psy­cho­lo­giczne, po czym w trak­cie roz­mowy oka­zy­wało się, że zupeł­nie nie­świa­do­mie psy­cho­log nawią­zuje do teo­rii, któ­rymi posłu­gują się tera­peuci sys­te­mowi. Mam więc prośbę: Bądź otwarta lub otwarty. Zapo­mnijmy o ety­kie­tach i wsłu­chajmy się w potrzeby dzieci, a następ­nie z uważ­no­ścią i zgod­nie z wła­snymi wie­dzą, moż­li­wo­ściami i kom­pe­ten­cjami niech każdy z nas da z sie­bie wszystko, by tym dzie­ciom pomóc. Wspie­rać można jedy­nie wtedy, kiedy wyko­rzy­stuje się kon­kretną wie­dzę, doświad­cza emo­cji dru­giego czło­wieka i słu­cha wła­snej intu­icji. Umysł, serce i dusza to trzy nie­zbędne skład­niki sku­tecz­nego poma­ga­nia, lecze­nia i edu­ko­wa­nia.

Niniej­sza książka prze­zna­czona jest dla każ­dego, kogo inte­re­suje dobro­stan mło­dzieży, kto pra­gnie zro­zu­mieć, z czym mie­rzy się poko­le­nie mło­dych i jak odmienne są to wyzwa­nia od tych, z któ­rymi mie­rzyliśmy się my, doro­śli, któ­rzy dora­sta­li­śmy w zupeł­nie innych oko­licz­no­ściach. Jestem ogrom­nie wdzięczna za wkład dzieci i mło­dych ludzi w powsta­nie tej publi­ka­cji.

To rów­nież książka dla two­ich przy­ja­ciół, któ­rzy nie wie­dzą, jak pomóc swo­jemu dziecku. Dla mamy czy taty two­jej uczen­nicy lub ucznia i dla rodzi­ców two­jego pacjenta.

Rodzi­com wyja­śnię róż­nice mię­dzy poszcze­gól­nymi spe­cja­li­za­cjami i opi­szę, w jakim zakre­sie upra­wia­jący dane dys­cy­pliny swoją pracą wspie­rają pro­ces dia­gnozy i zdro­wie­nia. Dro­dzy pro­fe­sjo­na­li­ści naj­róż­niej­szych spe­cja­li­za­cji, pokażę wam nasze, rodzi­ców, lęki i mecha­ni­zmy obronne, by łatwiej wam było do nas dotrzeć. Pro­szę pamię­tać, że jako autorka jestem obser­wa­torką, spra­woz­daw­czy­nią, odbior­czy­nią i uczest­niczką zja­wi­ska, jakim jest wysyp pro­ble­mów natury psy­chicz­nej wśród dzieci i mło­dzieży. Mam nadzieję, że na stro­nach tej książki razem znaj­dziemy odpo­wiedź na pyta­nie, co każdy z nas z osobna i my wszy­scy razem możemy zro­bić, by naszym dzie­ciom żyło się lepiej, były szczę­śliwe, czuły się bez­pieczne i zaopie­ko­wane.PODZIĘKOWANIA

Sza­nowni pro­fe­sjo­na­li­ści, dzię­kuję za to, że zna­leź­li­ście czas i chęci, by udzie­lić mi wywia­dów. Dzięki wam ta książka stała się kom­pen­dium wie­dzy na temat kry­zy­sów i wyzwań natury psy­chicz­nej u dzieci i mło­dzieży oraz skarb­nicą sku­tecz­nych porad doty­czą­cych tego, jak sku­tecz­nie zapo­bie­gać i wspie­rać mło­dych ludzi.

Dro­dzy rodzice, któ­rzy mie­li­ście odwagę podzie­lić się ze mną i z czy­tel­ni­kami swo­imi doświad­cze­niami, opo­wie­dzieć o swo­ich lękach, błę­dach, o nie­wie­dzy, roz­pa­czy, deter­mi­na­cji i walce, podzi­wiam was i dzię­kuję za oka­zane zaufa­nie.

Naj­cie­plej­sze podzię­ko­wa­nia ślę do mło­dych ludzi, któ­rzy zgo­dzili się poka­zać czy­tel­ni­kom swoje cier­pie­nia, opo­wie­dzieć o prze­ży­wa­nym bólu i wyzwa­niach, z jakimi się mie­rzą. Jestem wami zafa­scy­no­wana, jestem wam wdzięczna i czuję się zaszczy­cona, że mi zaufa­li­ście.

Imiona i cechy pozwa­la­jące na ziden­ty­fi­ko­wa­nie dzieci i rodzi­ców wystę­pu­ją­cych w niniej­szym tek­ście zostały zmie­nione. W tej książce opi­suję sytu­acje z życia mojego i moich dzieci, ale na ich prośbę zmie­ni­łam cechy boha­te­rów, tak by nie zdra­dzić ich praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści.Wiktoria, lat 14

Jak mia­łam jede­na­ście lat, zaczę­łam się ciąć.

Dla­czego zgo­dzi­łaś się na tę roz­mowę?

Mama zapy­tała, czy chcia­ła­bym pomóc oso­bie, która pisze książkę na temat depre­sji wśród nasto­lat­ków. Zde­cy­do­wa­łam się, bo sama zma­gam się z tym pro­ble­mem.

Kiedy zaczęły się twoje zma­ga­nia?

Jakieś trzy lata temu. Gdy skoń­czy­łam dzie­sięć lat.

Pamię­tasz, w jakich to było oko­licz­no­ściach?

Jak się do nas wpro­wa­dził chło­pak mamy. Jakoś ina­czej wszystko zaczęło wyglą­dać. Mama też się ina­czej zacho­wy­wała.

Rozu­miem, że przed­tem miesz­ka­ły­ście same, tylko we dwie.

Tak. I począt­kowo z tym chło­pa­kiem mamy było dziw­nie, ale on jest bar­dzo fajny i po jakimś cza­sie wszystko się uło­żyło. Już mi to nie prze­szka­dza.

Zaak­cep­to­wa­łaś go, a nawet polu­bi­łaś, ale mówisz, że czas jego zamiesz­ka­nia z wami był dla cie­bie począt­kiem trud­no­ści. Na czym one pole­gały?

Mama bar­dziej zwra­cała uwagę na swo­jego chło­paka i czę­ściej się na mnie dener­wo­wała. A ja mia­łam wię­cej obo­wiąz­ków.

Co wtedy myśla­łaś, czu­łaś?

Mia­łam wra­że­nie, że nagle jestem na dru­gim miej­scu. Było mi bar­dzo smutno.

Jak sobie radzi­łaś ze smut­kiem?

Dużo pła­ka­łam.

Mia­łaś kogoś bli­skiego, z kim mogłaś poroz­ma­wiać?

Nie. (_płacz_)

Wypusz­cze­nie łez jest dobrym zna­kiem. To zna­czy, że czu­jesz. Uczu­cia są nie­zwy­kle ważne, warto je przy­jąć i utu­lić. Na­dal jest w tobie dużo smutku?

Tak…

Co robisz, kiedy czu­jesz smu­tek wśród ludzi, na przy­kład gdy jesteś w szkole?

Idę do toa­lety.

Pła­czesz czy sta­rasz się powstrzy­mać?

Sta­ram się powstrzy­mać, bo nie chcę, żeby ktoś zauwa­żył.

I tak od trzech lat pró­bu­jesz zapa­no­wać nad smut­kiem?

Tak.

To bar­dzo długo. Co by się stało, gdy­byś mu pozwo­liła zaist­nieć?

Chy­ba­bym prze­stała być sobą.

W jaki spo­sób udaje ci się ukry­wać przed ludźmi ten smu­tek?

Potrze­buję pobyć sama.

Na ile to działa?

Coraz mniej.

W domu też nie oka­zu­jesz, że czu­jesz smu­tek? Ukry­wasz ten stan przed mamą, przed jej chło­pa­kiem?

Tak.

Wygląda na to, że cały czas musisz się pil­no­wać, uda­wać, że jest okej, kiedy wcale nie jest, zarówno w szkole, jak i w domu. To ogromna pre­sja, wiel­kie obcią­że­nie. Co przy­nosi ci ulgę?

Jak mia­łam jede­na­ście lat, zaczę­łam się ciąć.

Co czu­jesz, kiedy się kale­czysz?

Nic. I o to cho­dzi. Przez chwilę nic nie czuję. To mi pomaga.

Mama zauwa­żyła?

Tak.

I co się wtedy wyda­rzyło?

Chciała ze mną poroz­ma­wiać, ale ja nie umiem z nią roz­ma­wiać.

Chcia­ła­byś umieć?

Nie potra­fię jej tego powie­dzieć. Nie umiem.

Myśla­łaś o innych for­mach komu­ni­ka­cji z mamą?

Nie, nie chcę się z nią komu­ni­ko­wać.

Czego się oba­wiasz?

Tego, jak zare­aguje.

A sądzisz, że jak mogłaby zare­ago­wać?

Pew­nie by się zezło­ściła.

Myślisz, że rodzice zawsze tak reagują?

Tak, oni nie rozu­mieją.

Czego nie rozu­mieją?

Że to przy­nosi ulgę.

Byłaś u psy­chia­try, psy­cho­loga, na tera­pii czy też cały czas radzisz sobie z tym sama?

Tata raz mnie zabrał do psy­cho­loga. Nie spodo­bało mi się.

Dla­czego?

Nie umia­łam gadać z tą panią.

Mówisz, że tata cię zabrał do psy­cho­loga. Jakie masz rela­cje z tatą?

Z tatą mam bar­dzo dobre.

Tacie powie­dzia­łaś?

Nie.

Masz przy­ja­ciółkę, kole­żankę, któ­rej możesz powie­dzieć?

Mam, jedną.

To nie­sa­mo­wite. Przez tyle czasu zupeł­nie sama radzisz sobie z tak ogrom­nym bólem. Podzi­wiam cię, bo ja sobie kie­dyś nie pora­dzi­łam. Uda­wa­łam, że mój smu­tek nie ist­nieje. Ale pil­no­wa­nie go w dzień i w nocy pochła­nia strasz­nie dużo ener­gii…

Tak…

Jak chcia­ła­byś, żeby wyglą­dało twoje życie?

Ina­czej.

To zna­czy jak?

Żeby mama zacho­wy­wała się bar­dziej jak tata.

To zna­czy jak?

Trudno mi mówić.

Okej, to dam ci kartkę. Wypisz wszystko, czego w swoim życiu nie chcesz. Od tego zaczniemy. Może być?

Okej.

Kiedy tak długo nosimy w sobie smu­tek, to sku­piamy się już tylko na nim i zapo­mi­namy o tym, jak wygląda radość, jak to jest być szczę­śli­wym. A trudno jest osią­gnąć coś, czego nie potra­fimy spre­cy­zo­wać. Przez więk­szość dnia poświę­camy uwagę temu, czego nie chcemy: „Nie chcę się popła­kać”, „Nie chcę już czuć tego smutku”, „Nie chcę się ciąć…”. Poświę­camy tym rze­czom, któ­rych nie chcemy, wię­cej czasu niż tym, które mogłyby nadać naszemu życiu jakiś sens.

Tak wła­śnie jest u mnie.

Chcesz mi prze­czy­tać, co napi­sa­łaś na kartce?

Napi­sa­łam: Nie chcę mamy dener­wu­ją­cej się bez powodu. Nie chcę kon­troli mamy nad wszyst­kim. Nie chcę bar­dzo małej ilo­ści czasu tylko dla sie­bie.

Dla­czego masz tak mało czasu tylko dla sie­bie?

Jak wra­cam ze szkoły do domu, to się uczę. Potem albo muszę sprzą­tać, albo spę­dzać czas z mamą, albo z mamą i jej chło­pa­kiem.

Musisz?

Tak, muszę. (_płacz_)

Sama czu­jesz, że musisz, czy masz takie pole­ce­nie, że musisz z nimi coś robić?

Mama każe mi z nimi sie­dzieć.

A co jej wtedy mówisz?

Nic, bo jeśli coś powiem, to albo muszę iść się uczyć, albo iść spać.

Co byś chciała robić w wol­nym cza­sie?

Cokol­wiek tylko dla sie­bie.

Kiedy ostatni raz byłaś tak naprawdę szczę­śliwa?

Nie pamię­tam.

A gdy byłaś mała?

Nie wiem.

Co spra­wia ci przy­jem­ność?

Cho­dze­nie do taty, spę­dza­nie czasu z kole­żan­kami.

Mówisz, że chcia­ła­byś, żeby mama była bar­dziej jak tata. Co tata ma w sobie takiego, że czu­jesz się przy nim swo­bod­niej?

Tata ni­gdy mnie do niczego nie zmu­sza. Nie kon­tro­luje mnie i pozwala mi coś robić bez­wa­run­kowo. To zna­czy, że na przy­kład kiedy chcę wyjść ze zna­jo­mymi, to nie muszę naj­pierw odku­rzyć domu.

U mamy musisz na wszystko zapra­co­wać?

No tak, tro­chę muszę. Jak mama idzie do sklepu kupić mi coś, to potem ocze­kuje, że w ramach wdzięcz­no­ści spę­dzę z nią czas albo coś tam z nią poro­bię.

Każda rzecz, którą od mamy dosta­jesz, ma cenę?

Tak.

Chcia­ła­byś dostać coś bez żad­nej ceny? Czy to by zmie­niło rela­cje mię­dzy wami?

Mama się nie zmieni, bo taka jest od zawsze.

Wczo­raj roz­ma­wia­łam z sie­dem­na­sto­latką ze zdia­gno­zo­waną depre­sją. Dziew­czyna też się cięła. Spy­ta­łam, co chcia­łaby pora­dzić swoim rówie­śni­kom. Powie­działa: „Chcia­ła­bym, żeby dzieci nauczyły się być ego­istami. Cza­sem trzeba powie­dzieć «nie», żeby zacho­wać sie­bie”. Ty masz prawo do swo­ich potrzeb i emo­cji. I jeśli chcesz pobyć sama, to też masz do tego prawo. Tak samo jak masz prawo zaspo­koić głód i pra­gnie­nie, masz też prawo zaspo­ka­jać swoje potrzeby emo­cjo­nalne. Masz prawo doświad­czać życia, popeł­niać błędy, doty­kać i spraw­dzać, co ci pasuje, a co nie. W ten spo­sób się kształ­tu­jesz, ale musisz mieć prze­strzeń do podej­mo­wa­nia decy­zji i popeł­nia­nia błę­dów. To one są two­imi naj­lep­szymi lek­cjami. To nawet nie są błędy, to kolejne etapy nauki.

No tak, ja też popeł­niam błędy. Na przy­kład ostat­nio się upi­łam i zna­le­ziono mnie na ulicy. Nie­wiele z tego pamię­tam.

Upi­łaś się i teraz wiesz, jak to działa, wiesz, czym grozi, wiesz, że możesz stra­cić kon­trolę nad sobą i zacząć robić rze­czy, któ­rych robić byś nie chciała. Wiesz już, gdzie jest gra­nica, którą prze­kro­czy­łaś. Wiesz, bo tego doświad­czy­łaś. Gdy­by­śmy my, rodzice, mogli po pro­stu prze­ka­zać wam wie­dzę i doświad­cze­nie, to po tylu poko­le­niach ludz­kość dzi­siaj byłaby nie­ska­zi­tel­nie ide­alna. Tym­cza­sem popeł­nia­jąc błędy, każde poko­le­nie uczy się cze­goś nowego i dzięki temu ewo­lu­uje. W tym nie ma nic złego. Pro­blem zwy­kle polega na tym, że rodzice, kocha­jąc swoje dzieci, pró­bują je chro­nić i nie dają prze­strzeni, by te doświad­czały. To dla nas trudne, kiedy widzimy, że cier­pi­cie. Czy masz jakiś pomysł na to, jak by miała wyglą­dać twoja rela­cja z mamą?

Nie, nie wiem.

Rozu­miem, w porządku. A powiedz mi, czy lubisz cho­dzić do szkoły? Jesteś teraz w pierw­szej kla­sie liceum, prawda?

Tak, i cza­sami chcę iść do szkoły.

O, a kiedy lubisz szkołę?

Kiedy nie mam spraw­dzia­nów albo kiedy mama jest na mnie zła i nie chcę zostać w domu.

Z dwojga złego wolisz iść do szkoły, niż zostać w domu z wku­rzoną mamą?

Aha.

Jak ci idzie nauka?

Dobrze, ale mam paru spe­cy­ficz­nych nauczy­cieli, z któ­rymi są pro­blemy. Cza­sem nie rozu­miem, po co nie­któ­rzy doro­śli zostali nauczy­cie­lami.

No tak, u mojej córki w szkole też tak jest. Nie­któ­rzy nauczy­ciele żądają sza­cunku, a sami nie sza­nują uczniów. Ener­gia, którą wysy­łamy dru­giemu czło­wie­kowi, wraca do nas w iden­tycz­nej for­mie. Wystar­czy sza­no­wać dru­giego czło­wieka, a wów­czas samemu będzie się sza­no­wa­nym. Jeżeli ktoś ci wysyła złość czy nie­na­wiść, to nie da się tej osoby sza­no­wać.

Ma pani rację. Dokład­nie tak jest.

Które przed­mioty naj­bar­dziej lubisz?

Angiel­ski.

A które są naj­gor­sze?

WOS i pol­ski.

Dla­czego?

Bo nauczy­ciele są okropni.

A jak było w pod­sta­wówce?

W pod­sta­wówce wszy­scy nauczy­ciele byli okej.

Które przed­mioty wtedy lubi­łaś naj­bar­dziej?

WOS, histo­rię i angiel­ski.

To cie­kawe, że w jed­nej szkole naj­bar­dziej lubi­łaś WOS, w dru­giej jest to twoim zda­niem naj­gor­szy przed­miot, a róż­nica polega tylko na nauczy­cielu. To daje sporo do myśle­nia. Powiedz mi, masz jakieś zaję­cia pozasz­kolne?

Cho­dzi­łam na lek­cje tenisa, ale zre­zy­gno­wa­łam. To była tylko jedna godzina w tygo­dniu, ale i tak nie dawa­łam rady, bo mam bar­dzo dużo nauki. I jesz­cze korki z matmy.

Hm… Gdy­bym ci dała złotą rybkę, o co byś ją popro­siła?

Chcia­ła­bym mieć lep­szych nauczy­cieli w szkole – byłoby mi o wiele łatwiej. Chcia­ła­bym mieć lep­sze rela­cje z mamą. Chcia­ła­bym, żeby moi zna­jomi miesz­kali bli­żej. Tata i mama zna­leźli pracę w innym mie­ście, niż wcze­śniej miesz­kaliśmy, i ci zna­jomi są teraz daleko. Z nowej klasy wielu dojeż­dża do szkoły, więc też jest trudno spo­ty­kać się po lek­cjach albo w week­endy.

Tęsk­nisz za zna­jo­mymi?

Tak… Jeśli mogę mieć czwarte życze­nie, to chcia­ła­bym mieć wię­cej czasu. Za dużo jest nauki i nie star­cza mi czasu na nic innego.

Czy wszy­scy w szkole mają aż tyle nauki, czy tylko ty czu­jesz, że musisz się tyle uczyć?

Wszy­scy. Mamy spraw­dzian za spraw­dzianem, nauczy­ciele na lek­cjach pytają i zadają dużo prac domo­wych.

Co by się stało, gdy­byś uczyła się mniej?

Nie zda­ła­bym.

Nie zda­ła­byś czy mia­ła­byś gor­sze stop­nie?

Nie zda­ła­bym, bo na spraw­dzia­nach sporo wyma­gają. Trzeba się dużo uczyć, a nie­któ­rzy nauczy­ciele wyma­gają wię­cej i jak się nie nauczę wię­cej, to nie zdam.

Widzę w tobie bar­dzo dużo smutku, rezy­gna­cji. Mam wra­że­nie, jak­byś miała takie poczu­cie: „tak już musi być” i „na tym polega życie”.

No chyba na razie tak jest. Nie zmie­nia się to od dawna, więc pew­nie już się nie zmieni.

Jaka jest twoja pierw­sza myśl rano, kiedy się budzisz?

Że nie mam siły wstać i naj­chęt­niej zosta­ła­bym cały dzień w łóżku i nic nie robiła.

A gdy­byś się któ­re­goś dnia obu­dziła szczę­śliwa i wie­dzia­ła­byś, że coś się zmie­niło, to jaka byłaby pierw­sza rzecz, która ci przy­cho­dzi do głowy? Co się zmie­niło?

Poprawa rela­cji z mamą.

Rela­cja z mamą naj­bar­dziej leży ci na sercu. To musi być dla cie­bie bar­dzo trudne. Powiedz mi, poza wypła­ki­wa­niem się i cię­ciem co jesz­cze ci pomaga?

Alko­hol. Kiedy piję alko­hol, to jest lepiej.

Czę­sto to robisz?

Jak spo­ty­kam się ze zna­jo­mymi, to w jakiś spo­sób kupu­jemy. A jak się napiję, to jest mi lepiej. Raz było mi tak bar­dzo źle, że dopro­wa­dzi­łam się do takiego stanu, że byłam w szpi­talu. (_płacz_)

Czego potrze­bu­jesz w tej chwili?

Nie wiem. Nie wiem, czego potrze­buję.

Nie w życiu, tylko tutaj, teraz. Potrze­bu­jesz prze­rwy, szklanki wody?

Wody.

Kiedy jesteś ze zna­jo­mymi, to pijesz, żeby zapo­mnieć i cie­szyć się chwilą?

Wiem, że to nie jest dobra metoda, ale działa. Jak jest mi bar­dzo źle, to mam ochotę się napić, bo wiem, że wtedy nie będę o niczym myśleć, zapo­mnę i będę przez chwilę szczę­śliwa.

Na ile to roz­wią­zuje pro­blem?

Jak wypiję wystar­cza­jąco, to w ogóle o tym nie myślę. A jak w dodatku jestem ze zna­jo­mymi, to jest naprawdę dobrze. Mam przy sobie kogoś bli­skiego i jestem szczę­śliwa. Mogę się cie­szyć życiem.

W jaki spo­sób zare­ago­wała mama na ten incy­dent, kiedy wylą­do­wa­łaś w szpi­talu?

Zało­żyła mi kon­trolę na tele­fon. Widzi moją loka­li­za­cję, pisze do mnie, pyta, gdzie jestem, po co, z kim…

A co ty byś zro­biła na jej miej­scu?

Nie wiem, chyba pró­bo­wa­ła­bym, zro­zu­mieć. Ale… też bym pew­nie sta­rała się bar­dziej kon­tro­lo­wać.

Powiedz mi, czy dobrze zro­zu­mia­łam. Mama się o cie­bie mar­twi, więc cię kon­tro­luje, a im bar­dziej cię kon­tro­luje, tym więk­szą czu­jesz pre­sję. Masz wra­że­nie, że utknę­łaś w sytu­acji bez wyj­ścia. Wtedy masz sil­niej­szą potrzebę samo­oka­le­cza­nia się i picia. Czy tak to wygląda?

Dokład­nie tak.

I kiedy mama widzi, że się pocię­łaś albo piłaś, to chcąc cię upil­no­wać, wpro­wa­dza jesz­cze bar­dziej restryk­cyjną kon­trolę. To z kolei nasila pre­sję i poczu­cie nie­zro­zu­mie­nia, co skut­kuje jesz­cze moc­niej­szą potrzebą cię­cia się i picia…

Pani mnie rozu­mie.

No to odwróćmy sytu­ację. Jeśli mama by powie­działa: „Słu­chaj, ufam ci, jesteś wol­nym czło­wie­kiem i możesz robić to, co uwa­żasz za słuszne. Pamię­taj, że jeśli się potkniesz, to ja jestem tuż obok i nie będę cię oce­niać”, to wtedy…

Wtedy bym nie musiała pić, żeby zapo­mnieć. Może bym raz na jakiś czas napiła się tro­chę alko­holu, ale nie tak, żeby zapo­mnieć, tylko dobrze się bawić ze zna­jo­mymi, przez chwilę. Tak racjo­nal­nie.

Jak sądzisz, dla­czego mama cię kon­tro­luje, orga­ni­zuje ci czas, narzuca to, co uważa, że jest dla cie­bie dobre?

Wydaje mi się, że dla­tego, że jak ona była mała, to jej rodzice nie mieli dla niej w ogóle czasu. Ona mi teraz oka­zuje swoje zain­te­re­so­wa­nie w nad­mia­rze rów­nież poprzez kon­trolę, ale to nas wcale nie zbliża.

O, to bar­dzo cie­kawa reflek­sja. Masz rację, czę­sto jest tak, że my, rodzice, sta­ramy się zapew­nić dzie­ciom to, czego nam w dzie­ciń­stwie bra­ko­wało. Twoja mama nie doświad­czyła uwagi ze strony rodzi­ców, czyli nie nauczyła się, jak wygląda zdrowa uważ­ność kie­ro­wana na dziecko. Uznała, że ma to wyglą­dać tak, że ona będzie cię kon­tro­lo­wała, by ci się nic złego w życiu nie przy­da­rzyło. I że ona tak ci zor­ga­ni­zuje czas, żeby­ście mogły być cały czas w kon­tak­cie.

Tak to wła­śnie wygląda, ale zamiast nas do sie­bie zbli­żać, oddala.

Co jesz­cze napi­sa­łaś na kartce?

Że chcę mieć wię­cej czasu i wol­no­ści dla sie­bie.

Gdy­byś miała wię­cej wol­no­ści, co byś z nią zro­biła?

Nie czu­ła­bym się inna. Nikt z moich zna­jo­mych nie ma takiej kon­troli na tele­fo­nie. Rodzice ich tak bar­dzo nie spraw­dzają, ufają im, pozwa­lają na dużo wię­cej.

Jeśli czu­ła­byś, że nie jesteś inna, tylko podobna do rówie­śni­ków, to jak byś chciała spę­dzać ten wolny czas, o któ­rym marzysz?

Tak jak moi zna­jomi. Oni grają w gry kom­pu­te­rowe, wię­cej odpo­czy­wają, mają czas sie­dzieć na tele­fo­nie, mogą się spo­tkać ze zna­jo­mymi.

A masz jakieś zain­te­re­so­wa­nia, hobby?

Nie wiem.

Kiedy byłaś mała, to jakie zabawki lubi­łaś naj­bar­dziej?

Zwie­rzaki.

Inte­re­sują cię zwie­rzęta?

Mamy dwa koty.

Czyj to był pomysł?

Ostat­nio adop­to­wa­li­śmy kota dla mnie. Bo ja potrze­buję kogoś takiego małego do tule­nia.

Kto się kotem zaj­muje?

Jak jestem w domu, to ja, a jak jestem u taty, to mama, ale teraz będę brała kota ze sobą do taty.

Rozu­miem, że rodzice spra­wują opiekę naprze­mienną. Podoba ci się taki układ?

Tak. Wcze­śniej mia­łam czas z tatą co drugi week­end i cho­dzi­łam do niego na parę godzin w tygo­dniu, ale to było dla mnie za mało i jestem teraz tydzień u mamy i tydzień u taty. Chcę z tatą spę­dzać wię­cej czasu.

Co takiego faj­nego jest u taty?

Z tatą jemy zawsze posiłki razem, u mamy ni­gdy. Mama cią­gle pra­cuje, a ja jestem u sie­bie w pokoju. Z tatą gramy w plan­szówki. Jak byłam mniej­sza, to cho­dzi­li­śmy z tatą do parku, na łyżwy, na rolki, na rower. A mama nie spę­dza ze mną czasu w taki spo­sób. Nie wycho­dzi­ły­śmy ni­gdy ni­gdzie razem. U mamy całe życie bawi­łam się sama. Tata się ze mną czę­sto bawił.

Jakie są wza­jemne rela­cje mamy z tatą?

Dobre, nie kłócą się.

Co by się stało, gdy­byś powie­działa mamie, że potrze­bu­jesz czasu dla sie­bie?

Cza­sami mama się zga­dza, ale są warunki.

Jakie?

Nauka, sprzą­ta­nie…

A gdy­byś ją popro­siła, żeby to było bez warun­ków? Jeden dzień w tygo­dniu bez żad­nych warun­ków.

To by się nie zgo­dziła. Nawet w week­endy mam warunki. Naj­czę­ściej mama pozwala mi mieć mój czas wolny, jak jem. Jem obiad albo kola­cję w swoim pokoju i wtedy mam pięt­na­ście minut dla sie­bie. A potem mam wyłą­czyć wszystko i muszę wra­cać do nauki. Chyba że chcę spać. Spać mogę bez żad­nych warun­ków.

Czy to też jest twoja ucieczka? Jak masz wszyst­kiego dość, to idziesz spać?

Tak. A potem w nocy nie mogę zasnąć. Mama mnie wtedy pil­nuje, zabra­nia doty­kać tele­fonu, zakłada blo­kady, żebym nie mogła nic odpa­lić. Mama zwy­kle nie śpi do dru­giej albo trze­ciej w nocy, bo pra­cuje, i mnie cały czas kon­tro­luje.

Bun­tu­jesz się?

Pró­bo­wa­łam się bun­to­wać, ale to nie jest dobry spo­sób. To przy­nosi tylko złe skutki. Zwięk­sze­nie kon­troli i ode­bra­nie tego, co mam.

Co by się stało, gdy­byś powie­działa mamie, co czu­jesz, kiedy ona cię kon­tro­luje i narzuca rygor?

Ona mi mówi, że takie jest życie, że to jest nor­malne. Nor­malne obo­wiązki w domu, nor­malne życie z rodziną. Mówi, że daje mi czas dla mnie, ale naj­czę­ściej wrzuca do tego szkołę. Ona mówi, że uczę się na ostatni moment i dla­tego nie mam czasu dla sie­bie. Jak mogę się uczyć na ostatni moment, jeżeli ja się bez prze­rwy uczę?

Co byś chciała powie­dzieć rodzi­com, któ­rzy prze­czy­tają ten wywiad? Jakie prze­sła­nie mam zamie­ścić dla nich w książce?

Żeby nie narzu­cali swoim dzie­ciom tego, czego sami nie mieli w dzie­ciń­stwie. Ich nie­speł­nione potrzeby nie są potrze­bami ich dzieci.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij