Zrobię dla ciebie wszystko - ebook
Nikt z nas, rodziców, nie ma sprawdzonej recepty na nękające młodych ludzi choroby cywilizacyjne: depresję, skłonność do samookaleczeń, podatność na używki. Nie mają znaczenia status społeczny ani stan posiadania. Bez względu na to, czy jesteś psychologiem czy pełnoetatowym rodzicem, twoje dziecko może przeżywać trudności. Ważne, aby zauważać niepokojące objawy i odpowiednio na nie reagować, a także poskramiać własne lęki i uprzedzenia.
Masz w ręku książkę, która pomoże znaleźć odpowiedzi na nurtujące cię pytania i da pewność siebie w roli rodzica. Kiedy ją przeczytasz, będziesz wiedział, co robić, zyskasz siłę i sprawczość; wypracujesz determinację, by uczynić dla dziecka WSZYSTKO, czego ono potrzebuje.
„To jedna z najcenniejszych pozycji dla rodziców nastolatków na rynku książki. Jako psycholog i suicydolog, cenię wyczerpujące podejście do tematu wyzwań dzisiejszej młodzieży, a zwłaszcza depresji i samobójstw. Książka chwilami boli, ale jest piekielnie potrzebna...”
Anna Matusiak
psycholog, suicydolog, dziennikarka
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8310-334-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Halo… Mamo… Mamo! Popełniam samobójstwo! – usłyszała przez telefon mama szesnastoletniego Kuby.
Była dwudziesta trzecia. Ania położyła się tego dnia wcześniej, by wypocząć przed konferencją, którą miała poprowadzić następnego ranka. Sygnał nadchodzącego połączenia wyrwał ją ze snu.
– Kuba, poczekaj… Co ty do mnie mówisz? – Sądziła, że to jeden z jego głupich dowcipów. Kuba nieraz potrafił zaskoczyć żartem, który nikogo nie śmieszył.
– Mamo! Ja nie żartuję! Popełniam samobójstwo! – powtórzył Kuba, a po tym wyznaniu zapadła przerażająca cisza.
– Kubuś… Kuba! Nie rozłączaj się! Kuba!!!
Nastolatek odłożył telefon.
Oddzwoniła.
Nie odbierał.
Zadzwoniła ponownie.
Bez odpowiedzi.
Ania siedziała w hotelowym łóżku, kilkaset kilometrów od domu. Nawet jeśli natychmiast wsiadłaby do samochodu, to w domu byłaby za parę godzin… „Nie zdążę” – pomyślała. „Boże, nie zdążę!” Zadzwoniła do Filipa, najlepszego przyjaciela Kuby. Filip już o wszystkim wiedział, bo Kuba dzwonił również do niego. Był piątkowy wieczór, ulice puste, Filip miał blisko do domu Ani, a starszy kolega dysponował samochodem, którym właśnie pędzili obaj Kubie na ratunek. Ania była z Filipem na linii. Słyszała, jak chłopak wysiada z auta, jak jego oddech przyspiesza, kiedy zaczyna biec.
– Oddzwonię – wysapał. – Zaraz tam będę. – Rozłączył się.
Ania przeżywała każdą chwilę w zwolnionym tempie. Nie wiedziała, że sekundy mogą trwać aż tak długo.
Nie wytrzymała. Zadzwoniła.
Filip nie odbierał.
Znowu wybrała numer… i znowu…
W końcu usłyszała głos Filipa.
– Ciociu, żyje! Wszystko jest okej. On żyje. Nic mu nie jest.
– Co się stało?! Co się tam dzieje?! – krzyczała przez łzy Ania.
– Już nie płacz, ciociu. Wszystko jest okej…
Nic nie było okej! Bo jakim cudem szesnastolatek próbuje się zabić, kiedy mama wyjeżdża raptem na dwa dni? Ania zadręczała się pytaniami: „Gdzie popełniłam błąd?! Przecież jestem jego mamą, powinnam wiedzieć… Czego nie zauważyłam?! Czego nie dopilnowałam?! Przecież zawsze mógł do mnie przyjść. I przychodził! Zawsze mógł porozmawiać. I rozmawiał… Gdzie więc popełniłam błąd? Bo to z pewnością była moja wina”.
Ania płakała, siedząc w moim gabinecie na żółtym jak słońce pluszowym fotelu.
– Agata, zrobię dla niego wszystko… Wszystko! Tylko kompletnie nie wiem, od czego zacząć…WSTĘP
Pytania, którymi zadręczała się Ania, nurtują każdego rodzica, którego dziecko przestaje radzić sobie z codziennością, zaczyna się okaleczać, przejawia symptomy depresji, wpada w uzależnienia, doświadcza problemów w szkole i w relacjach rówieśniczych, przeżywa niezrozumiałe lęki, ma natrętne myśli czy w końcu podejmuje próby samobójcze. Obserwując ukochane dziecko, które traci poczucie sensu i chęci do życia, jako rodzice mamy poczucie bezradności, złościmy się, dręczą nas ogromne poczucie winy i przemożny lęk przed oceną ze strony bliskich, lekarzy, specjalistów i nauczycieli. Z tym obezwładniającym lękiem stajemy przed wyborem, co robić w sytuacji, która nas zaskakuje i przerasta. Piszę „my”, bo jako mama czworga dzieci niejednokrotnie stawałam przed takimi wyzwaniami i choć wiedziałam, że jestem gotowa zrobić dla moich dzieci wszystko, nie wiedziałam, od czego zacząć, z których porad skorzystać i na ile mogę ufać samej sobie, skoro osobiście nigdy w takich sytuacjach, w jakich uczestniczyły moje dzieci, się nie znalazłam. Okresu dojrzewania bez internetu i telefonów komórkowych w żaden sposób nie da się porównać do tego, z czym mierzą się dzisiejsze nastolatki. Nikt z nas, rodziców, nie ma sprawdzonej, niezawodnej recepty na choroby cywilizacyjne, które szerzą się niczym średniowieczna dżuma. W starciu z nimi bez znaczenia są status społeczny i stan posiadania. Bez względu na to, czy jesteś psychologiem, lekarzem, nauczycielem, ekspedientką, czy pełnoetatowym rodzicem, a twoje dziecko chodzi do szkoły publicznej czy prywatnej, może doświadczać rozmaitych kłopotów i przeżywać trudności. Ważne, aby zauważać pierwsze niepokojące objawy. Ważne są twoja reakcja na pojawiające się problemy oraz umiejętność poskromienia własnych lęków i uprzedzeń, co pozwoli zapewnić dziecku właściwą i adekwatną pomoc. Jak to zrobić? Już to robisz. Trzymasz w ręku książkę, która pomoże ci nie tylko znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania, ale przede wszystkim da poczucie pewności siebie w roli rodzica. Kiedy skończysz ją czytać, będziesz wiedziała lub wiedział, co robić, zyskasz siłę i wypracujesz determinację, żeby zrobić dla swojego dziecka WSZYSTKO to, czego ono potrzebuje.
Przez dwadzieścia pięć lat życia z czworgiem dzieci, z których jedno ma zespół Downa, drugie zespół Aspergera, zebrałam mnóstwo doświadczeń. Dwoje dzieci zaadoptowałam – jedno jako niemowlę, drugie jako szesnastolatka, dla którego początkowo byłam rodziną zastępczą. Razem przeszliśmy przez niezliczoną liczbę kryzysów, z których wyszliśmy obronną ręką, tworząc obecnie zgraną, szczęśliwą, wspierającą się i kochającą rodzinę. Te doświadczenia – w połączeniu z międzynarodowym profesjonalnym treningiem terapeutycznym i coachingowym – sprawiają, że od lat skutecznie wspieram dorosłych i młodzież w radzeniu sobie z trudną codziennością. Zawodowo zajmuję się terapią, coachingiem i konsultacjami rodzicielskimi. Jestem autorką książek, szkoleń i warsztatów. Praktykuję Compassionate Inquiry, czyli podejście terapeutyczne wypracowane przez Gabora Maté – światowej sławy lekarza i specjalistę w dziedzinie traumy i uzależnień, autora bestsellerowych poradników. Wciąż poszerzam swoją wiedzę z zakresu psychologii, psychotraumatologii i najróżniejszych metod terapeutycznych. Człowieczeństwo to moja wielka pasja. Jestem ciekawa każdego człowieka i zdeterminowana, by moi podopieczni i czytelnicy potrafili spojrzeć na siebie z czułą wnikliwością, zachwytem i szacunkiem. Jestem lustrem dla ludzi, których spotykam w swoim gabinecie. Mogą w nim dostrzec istotę, która kryje się pod wieloma warstwami i maskami ulepionymi z mechanizmów obronnych, złości, desperacji i głęboko skrywanej rozpaczy. Piękną istotę, która jest niepowtarzalnym cudem. Mam nadzieję, że w trakcie lektury tej książki i ty doświadczysz takiej właśnie wizji siebie i swojego dziecka. Bo aby pomóc młodemu człowiekowi, potrzebny jest wrażliwy, czujny, pewny siebie, stabilny emocjonalnie i poukładany wewnętrznie rodzic. Moja działalność została doceniona w 2024 roku przez kapitułę ShEO Awards tygodnika „Wprost”, w kategorii „Balans w świecie kryzysów”.
Depresja i ja znamy się od lat. Zwieńczeniem naszej znajomości była wydana w 2017 roku książka pod tytułem _Depresjologia_. Zgłębiłam tematykę przyczyn, leczenia i nawrotów depresji, biorąc pod uwagę wiele aspektów: medyczne, dziedziczne, emocjonalne, duchowe i ezoteryczne. Zawodowo często spotykam ludzi, którzy na tę chorobę cierpią. Jako osoba obecna w mediach czytam i odpowiadam na niezliczone maile i wiadomości dotyczące depresji. Sama kilkakrotnie doświadczyłam nawrotów choroby, jednak za każdym razem szybciej i coraz skuteczniej radzę sobie z symptomami, bo znam i rozumiem przyczyny oraz schematy, które są częścią mojego życia. Przez te wszystkie lata bardzo dokładnie poznałam siebie, moją przeszłość i przekonania, które kształtują moją teraźniejszość. Korzystałam z pomocy najróżniejszych specjalistów i nauczyłam się nie oceniać nikogo na podstawie posiadanego tytułu naukowego czy prowadzonej strony internetowej, bo najważniejsze dla mnie nie są wiedza czy doświadczenie danego specjalisty, a jego chęć wnikliwego zrozumienia kompleksowości mojej osoby. Proces leczenia oznacza przede wszystkim głębokie zmiany, a te są możliwe dzięki uświadomieniu sobie pierwotnych przyczyn danych dolegliwości oraz zastąpieniu szkodliwych schematów zachowań poprawnymi, co może się wydarzyć jedynie w relacji terapeutycznej, pełnej zaufania, akceptacji i czułej wnikliwości. Nauczyłam się akceptować sytuacje, których doświadczam, bez oceniania, wypierania i złości. Nauczyłam się zmieniać to, co zmienić mogę, i odpuszczać to, czego zmienić się nie da. Nauczyłam się odróżniać jedno od drugiego. Nauczyłam się nie oceniać siebie i nie obwiniać innych. Nauczyłam się szanować tych, którzy na zmiany nie są gotowi, i tych, którzy zmian w swoim życiu po prostu nie chcą. I tymi przepięknymi zasobami podzielę się z tobą.
Jak to się ma do dzieci? Jak wspomniałam, mam ich czworo. Aleks, najstarszy syn urodzony w 2001 roku, wychowywał się w okresie, kiedy byłam twarda jak skała, silna, jak na zodiakalnego Byka przystało, i zimna jak lodowiec. Parłam do przodu i osiągałam sukcesy, a mój kontakt ze sobą można było porównać do spotkania góry lodowej z tropikalną plażą. W wieku szesnastu lat u Aleksa zdiagnozowano zespół Aspergera, depresję nieco później – była ona częścią pięciu etapów żałoby po diagnozie. Dzisiaj mój syn jest zdrowym, radosnym, spokojnym i pogodzonym ze sobą młodym człowiekiem. Skończył informatykę, mieszka w domu rodzinnym, a relacje między nami nie mogłyby być lepsze. Aleks co wieczór cmoka mnie w czółko i dziękuje za to, że jestem jego mamą, a ja jemu za to, że jest moim synem. Wczoraj powiedział: „Mamo, chcę szerzyć dobro tak jak ty”, a ja nie wstydziłam się przy nim rozczulić. Staliśmy w uścisku pośrodku kuchni i ta chwila zostanie w mojej pamięci na zawsze. To jest najpiękniejsza relacja pomiędzy matką i dorosłym dzieckiem, jaką mogłam sobie wymarzyć. A przecież sprawy mogły potoczyć się zupełnie inaczej… Mogło go już nie być… Aleks ma za sobą ekstremalne doświadczenia. Ostatecznie wyszedł na słoneczną polanę i kroczy prostą drogą przez codzienność, która już go nie rani i nie powoduje utraty wiary w to, że życie ma sens.
Drugi urodził się Krystian. Czekałam na to dziecko bardzo długo. Kosztowało mnie mnóstwo testów owulacyjnych i ciążowych oraz jedną ciążę utraconą. W 2007 roku nareszcie się udało, ale nie był to rok szczęśliwy. Krystian urodził się z nadprogramowym chromosomem charakterystycznym dla osób z zespołem Downa. Wtedy byłam pewna, że mnie to zabije. Dzisiaj wiem, że Krystian mnie ocalił. Naszą historię opisałam w książce _Przez Ciebie, synu._
W 2011 roku pojawiła się Ada. Bardzo skrupulatnie zaplanowana, wychodzona i wyjeżdżona. Jeden ośrodek adopcyjny odrzucił naszą kandydaturę na rodzinę adopcyjną ze względu na dziecko niepełnosprawne, dopiero kolejny uznał, że jednak się nadajemy. Dwa lata później trzymiesięczna Ada rozwrzeszczała się w naszym domu. Dzisiaj jest już nastolatką. Dzięki niej wiem, jak często dzieci korzystają z TikToka i Google’a, by samodzielnie diagnozować u siebie depresję, autyzm i inne przypadłości. Dzięki niej wiem, jak to, co obecnie dzieje się w mediach i codziennym życiu, wpływa na nasze dzieci. Wiem również, jak bardzo świat się zmienił przez te dziesięć lat, kiedy moi starsi synowie byli w tym samym wieku. To tylko dowodzi, że tempo zmian przyspiesza, a my, dorośli, nie jesteśmy w stanie za nimi nadążyć. Ada jest dziewczynką o niesamowitym kontakcie z samą sobą. Zna swoje wyzwania i razem uczymy się nimi zarządzać. Ma zdiagnozowane ADHD, dysleksję i charakterystyczny dla dzieci adoptowanych zespół odrzucenia, który skutkuje nietypowymi reakcjami emocjonalnymi w relacjach społecznych. Ada nie użala się nad sobą i nie wykorzystuje swoich diagnoz jako usprawiedliwienia, by robić mniej. Ja nie zmuszam jej, by robiła więcej. Nasza relacja to współpraca oparta na samoświadomości, zaufaniu i szacunku do drugiej osoby. Bo pomimo swoich zaledwie czternastu lat Ada jest OSOBĄ, czyli osobnym bytem. Ona już wie, co jest dla niej najlepsze. Moją rolą jest korygować, a nie narzucać, wspierać, a nie popychać, być przy niej, kiedy się potknie, a nie kontrolować. Mimo pięknej relacji, którą mamy, Ada również przeszła epizody samookaleczeń i myśli samobójczych. Piszę o tym, abyś wiedziała lub wiedział, że bez względu na to, jak bardzo się starasz, nie jesteś w stanie zapobiec wszystkim rozczarowaniom i dramatom w życiu twojego nastolatka. Kluczowe jest to, jak zareagujesz, a wspierających reakcji nauczysz się w tej książce. Dzisiaj Ada jest w doskonałej formie, ale mam świadomość, że czeka nas jeszcze kilka wyboistych lat, zanim osiągnie dorosłą stabilność. To w pełni naturalny proces, co nie oznacza, że dla nas, rodziców, jest on łatwy. Nie jest. Jednak są sposoby na to, by wychodzić z tych zawirowań obronną ręką.
Michał, tak jak Aleks, urodził się w 2001 roku, jednak poznałam go dopiero czternaście lat później. Po roku zostałam jego rodziną zastępczą, a gdy skończył szesnaście lat, mamą adopcyjną. Byłam już wtedy od trzech lat samodzielną rozwódką z trójką dzieci. Michał wychowywał się w środowisku, o którym większość z nas woli nawet nie myśleć. Jego udziałem stało się niemal wszystko, czego dziecko przeżywać nie powinno, stracił wszystko, co dziecku się należy. Pozytywne relacje, których doświadczył w naszej rodzinie, najpierw leczyły, a później stały się bolesnym kontrastem, który uzmysłowił mu, że wszystko, co znał, nie powinno być takie, jakie było. To przeszywające olśnienie było początkiem ciemności, która pochłonęła go na dwa lata, i chociaż najgorsze już za nim, to po dziś dzień Michał często nie jest w stanie w pełni doświadczać własnego światła. W czasie pandemii po raz pierwszy musiał osiąść w domu i wytrzymać ze sobą bez ciągłego uciekania w treningi, bójki i tłum. Zauważyłam u niego pierwsze symptomy depresji i zaprowadziłam do psychiatry. Dostał leki. Spróbował i odstawił. Dzisiaj Michał jest samodzielnym młodym człowiekiem, który pomimo demonów przeszłości buduje swoje życie na własnych zasadach. Podziwiam go i jestem dla niego obecna zawsze, kiedy tego potrzebuje. Z dumą i radością przyglądam się, jak rozkwita, kierując się rzadkimi już wartościami, na których szczycie jest rodzina. Nasza rodzina. Historię naszej niezwykłej relacji opisałam w książce _Czy mogę ci mówić MAMO._
Jaki wpływ na choroby psychiczne oraz proces zdrowienia mają aspekty kompletnie niemedyczne, takie jak sztuczna inteligencja, dostęp do wiedzy całego świata, wiara, tradycja, globalizacja, internet, zmieniające się wartości i tradycje rodzinne? Jaki wpływ na zdrowie naszych dzieci mamy my sami, czyli rodzice, opiekunowie, terapeuci i nauczyciele, i co możemy zrobić, żeby zapobiegać, leczyć i chronić dzieci przed chorobami cywilizacyjnymi? W jaki sposób nasze własne poczucie sensu, szczęścia, dobrostanu, satysfakcji oraz równowagi życiowej i emocjonalnej mogą wpływać na stan zdrowia naszych dzieci? Na kolejnych stronach przedstawiam nie tylko moje osobiste wyjaśnienia powyższych zagadnień, ale przyglądam się wszechobecnym wyzwaniom natury psychicznej, zwłaszcza depresji u nastolatków, z wielu perspektyw: psychiatrycznej, psychologicznej, psychoterapeutycznej, totalnej biologii, dziedzictwa wielopokoleniowego, czyli terapii systemowej. Analizuję omawiane tematy, korzystając z wiedzy, jaką pozyskałam nie tylko jako specjalistka, ale również pacjentka z depresją i samodzielna matka czwórki bardzo wymagających i zróżnicowanych dzieci. Przyświecają mi ogromna ciekawość i wielka miłość do ludzi, zwłaszcza do dzieci, oraz pragnienie, by każdy młody człowiek doświadczał codziennej radości z życia, kierował się potrzebą odkrywania świata i miał głębokie poczucie sensu własnego istnienia.
Za chwilę przeczytasz prawdziwe historie dzieci i ich rodziców. Dzieci takich jak twój syn czy twoja córka. Rodziców, mam i ojców, takich jak ty. Proszę cię o lekturę ich wypowiedzi z otwartym umysłem i bez formułowania ocen. Weź pod uwagę, że nie masz pojęcia, jak ty byś się zachowała lub zachował na miejscu osób, które miały odwagę opowiedzieć o swoich kłopotach. To dzięki tym dzieciakom, ich rodzicom, jak również specjalistom, którzy udzielili mi wywiadów, jestem w stanie pokazać wszystkie aspekty problemów, z jakimi być może mierzy się właśnie twoje dziecko. Tutaj dowiesz się o czymś, o czym twoje dziecko nie umie ci powiedzieć. Poznasz innych rodziców, którzy nie wiedzieli, co robić, bali się i poszukiwali odpowiedzi. Niektórzy z nich nadal poszukują, inni odnaleźli własny wzór dobrej relacji z dzieckiem. Zabiorę cię na wizytę do wybitnej psychiatry specjalizującej się w chorobach dzieci i młodzieży. Razem odwiedzimy gabinety psychologów, terapeutów i specjalistów alternatywnych. Znajdziesz tu wskazówki, co robić w sytuacjach krytycznych, ale przede wszystkim otrzymasz receptę na to, jak zapobiegać ich pojawieniom się i jak się odnaleźć, jeśli wystąpią. Dowiesz się, jak zmniejszyć ryzyko depresji i uzależnień, jak wspierać dziecko w czasach, które są pełne wyzwań, z którymi nie musieli się mierzyć ani nasi rodzice, ani my sami.
Nie mamy wielopokoleniowych wzorców, jak radzić sobie z natłokiem informacji, niezliczoną mnogością wyborów, dostępem do wszelkiego rodzaju wiedzy, dezinformacji, szkodliwych obrazów i twórczych możliwości. My, rodzice, nie mamy w tym temacie absolutnie żadnego doświadczenia, nasze dzieci już tak. My, rodzice, posługujemy się zdezaktualizowanymi wzorcami, posiadamy nieadekwatną do sytuacji wiedzę, brakuje nam umiejętności adaptacyjnych, których wymaga dzisiejsza rzeczywistość. Jeśli dojdą do tego nasze własne zmagania związane z nerwową sytuacją na świecie, z obecnymi wyzwaniami ekonomicznymi oraz upadkiem autorytetów i wartości, tak fundamentalnych dla naszych rodziców i dziadków, to powstanie obraz pełen chaosu, lęku i rozpaczy. Jak być dobrym rodzicem w takich okolicznościach? I na czym polega bycie dobrym rodzicem? Czy jeśli dotychczas żyłam w niewiedzy, to jestem w stanie nadrobić zaległości, naprawić błędy, zmienić bieg wydarzeń? Odpowiedź brzmi: TAK. To nie jest twoja wina, że nie wiesz, nie umiesz, nie masz siły, ale masz jako rodzic obowiązek, by się dowiedzieć, nauczyć, nabrać sił i być właściwym wsparciem dla twojego dziecka w jego drodze ku dorosłości. Ja też nie umiałam, też nie wiedziałam, popełniłam mnóstwo błędów. Nadal tak wiele nie wiem, ale się uczę, tak często brak mi sił, ale moje dzieci już wiedzą, że ja też mam prawo osłabnąć, nadal popełniam błędy, ale nauczyłam się przepraszać (tak, przepraszam moje dzieci!) i razem próbujemy od nowa, od nowa i od nowa… Aleks i Michał są już dorośli. Pomimo burzliwego okresu dojrzewania obecnie mamy cudowne relacje. Pomimo popełnionych przeze mnie błędów ufamy sobie, szanujemy się i kochamy ponad wszystko. Tak wygląda zdrowa rodzina i takiej życzę również tobie. Pamiętaj, że wszystko jest możliwe – naprawdę wszystko…
* * *
Książkę tę kieruję nie tylko do rodziców, ale też do zaangażowanych specjalistów, którzy często pracują, nie mając kontaktu ze sobą nawzajem i nie mając świadomości kompetencji innych osób włączanych przez rodziców w proces ratowania dziecka. W niniejszej publikacji opisuję techniki, narzędzia i kompetencje specjalistów z różnych dziedzin również po to, by ci nawzajem się poznali i zrozumieli, że nie działają przeciwko sobie.
Kiedy słuchałam wypowiedzi psychologów i terapeutów, dowiadywałam się chociażby, że terapia ustawień systemowych nie jest uznawana przez środowisko psychologiczne, po czym w trakcie rozmowy okazywało się, że zupełnie nieświadomie psycholog nawiązuje do teorii, którymi posługują się terapeuci systemowi. Mam więc prośbę: Bądź otwarta lub otwarty. Zapomnijmy o etykietach i wsłuchajmy się w potrzeby dzieci, a następnie z uważnością i zgodnie z własnymi wiedzą, możliwościami i kompetencjami niech każdy z nas da z siebie wszystko, by tym dzieciom pomóc. Wspierać można jedynie wtedy, kiedy wykorzystuje się konkretną wiedzę, doświadcza emocji drugiego człowieka i słucha własnej intuicji. Umysł, serce i dusza to trzy niezbędne składniki skutecznego pomagania, leczenia i edukowania.
Niniejsza książka przeznaczona jest dla każdego, kogo interesuje dobrostan młodzieży, kto pragnie zrozumieć, z czym mierzy się pokolenie młodych i jak odmienne są to wyzwania od tych, z którymi mierzyliśmy się my, dorośli, którzy dorastaliśmy w zupełnie innych okolicznościach. Jestem ogromnie wdzięczna za wkład dzieci i młodych ludzi w powstanie tej publikacji.
To również książka dla twoich przyjaciół, którzy nie wiedzą, jak pomóc swojemu dziecku. Dla mamy czy taty twojej uczennicy lub ucznia i dla rodziców twojego pacjenta.
Rodzicom wyjaśnię różnice między poszczególnymi specjalizacjami i opiszę, w jakim zakresie uprawiający dane dyscypliny swoją pracą wspierają proces diagnozy i zdrowienia. Drodzy profesjonaliści najróżniejszych specjalizacji, pokażę wam nasze, rodziców, lęki i mechanizmy obronne, by łatwiej wam było do nas dotrzeć. Proszę pamiętać, że jako autorka jestem obserwatorką, sprawozdawczynią, odbiorczynią i uczestniczką zjawiska, jakim jest wysyp problemów natury psychicznej wśród dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że na stronach tej książki razem znajdziemy odpowiedź na pytanie, co każdy z nas z osobna i my wszyscy razem możemy zrobić, by naszym dzieciom żyło się lepiej, były szczęśliwe, czuły się bezpieczne i zaopiekowane.PODZIĘKOWANIA
Szanowni profesjonaliści, dziękuję za to, że znaleźliście czas i chęci, by udzielić mi wywiadów. Dzięki wam ta książka stała się kompendium wiedzy na temat kryzysów i wyzwań natury psychicznej u dzieci i młodzieży oraz skarbnicą skutecznych porad dotyczących tego, jak skutecznie zapobiegać i wspierać młodych ludzi.
Drodzy rodzice, którzy mieliście odwagę podzielić się ze mną i z czytelnikami swoimi doświadczeniami, opowiedzieć o swoich lękach, błędach, o niewiedzy, rozpaczy, determinacji i walce, podziwiam was i dziękuję za okazane zaufanie.
Najcieplejsze podziękowania ślę do młodych ludzi, którzy zgodzili się pokazać czytelnikom swoje cierpienia, opowiedzieć o przeżywanym bólu i wyzwaniach, z jakimi się mierzą. Jestem wami zafascynowana, jestem wam wdzięczna i czuję się zaszczycona, że mi zaufaliście.
Imiona i cechy pozwalające na zidentyfikowanie dzieci i rodziców występujących w niniejszym tekście zostały zmienione. W tej książce opisuję sytuacje z życia mojego i moich dzieci, ale na ich prośbę zmieniłam cechy bohaterów, tak by nie zdradzić ich prawdziwej tożsamości.Wiktoria, lat 14
Jak miałam jedenaście lat, zaczęłam się ciąć.
Dlaczego zgodziłaś się na tę rozmowę?
Mama zapytała, czy chciałabym pomóc osobie, która pisze książkę na temat depresji wśród nastolatków. Zdecydowałam się, bo sama zmagam się z tym problemem.
Kiedy zaczęły się twoje zmagania?
Jakieś trzy lata temu. Gdy skończyłam dziesięć lat.
Pamiętasz, w jakich to było okolicznościach?
Jak się do nas wprowadził chłopak mamy. Jakoś inaczej wszystko zaczęło wyglądać. Mama też się inaczej zachowywała.
Rozumiem, że przedtem mieszkałyście same, tylko we dwie.
Tak. I początkowo z tym chłopakiem mamy było dziwnie, ale on jest bardzo fajny i po jakimś czasie wszystko się ułożyło. Już mi to nie przeszkadza.
Zaakceptowałaś go, a nawet polubiłaś, ale mówisz, że czas jego zamieszkania z wami był dla ciebie początkiem trudności. Na czym one polegały?
Mama bardziej zwracała uwagę na swojego chłopaka i częściej się na mnie denerwowała. A ja miałam więcej obowiązków.
Co wtedy myślałaś, czułaś?
Miałam wrażenie, że nagle jestem na drugim miejscu. Było mi bardzo smutno.
Jak sobie radziłaś ze smutkiem?
Dużo płakałam.
Miałaś kogoś bliskiego, z kim mogłaś porozmawiać?
Nie. (_płacz_)
Wypuszczenie łez jest dobrym znakiem. To znaczy, że czujesz. Uczucia są niezwykle ważne, warto je przyjąć i utulić. Nadal jest w tobie dużo smutku?
Tak…
Co robisz, kiedy czujesz smutek wśród ludzi, na przykład gdy jesteś w szkole?
Idę do toalety.
Płaczesz czy starasz się powstrzymać?
Staram się powstrzymać, bo nie chcę, żeby ktoś zauważył.
I tak od trzech lat próbujesz zapanować nad smutkiem?
Tak.
To bardzo długo. Co by się stało, gdybyś mu pozwoliła zaistnieć?
Chybabym przestała być sobą.
W jaki sposób udaje ci się ukrywać przed ludźmi ten smutek?
Potrzebuję pobyć sama.
Na ile to działa?
Coraz mniej.
W domu też nie okazujesz, że czujesz smutek? Ukrywasz ten stan przed mamą, przed jej chłopakiem?
Tak.
Wygląda na to, że cały czas musisz się pilnować, udawać, że jest okej, kiedy wcale nie jest, zarówno w szkole, jak i w domu. To ogromna presja, wielkie obciążenie. Co przynosi ci ulgę?
Jak miałam jedenaście lat, zaczęłam się ciąć.
Co czujesz, kiedy się kaleczysz?
Nic. I o to chodzi. Przez chwilę nic nie czuję. To mi pomaga.
Mama zauważyła?
Tak.
I co się wtedy wydarzyło?
Chciała ze mną porozmawiać, ale ja nie umiem z nią rozmawiać.
Chciałabyś umieć?
Nie potrafię jej tego powiedzieć. Nie umiem.
Myślałaś o innych formach komunikacji z mamą?
Nie, nie chcę się z nią komunikować.
Czego się obawiasz?
Tego, jak zareaguje.
A sądzisz, że jak mogłaby zareagować?
Pewnie by się zezłościła.
Myślisz, że rodzice zawsze tak reagują?
Tak, oni nie rozumieją.
Czego nie rozumieją?
Że to przynosi ulgę.
Byłaś u psychiatry, psychologa, na terapii czy też cały czas radzisz sobie z tym sama?
Tata raz mnie zabrał do psychologa. Nie spodobało mi się.
Dlaczego?
Nie umiałam gadać z tą panią.
Mówisz, że tata cię zabrał do psychologa. Jakie masz relacje z tatą?
Z tatą mam bardzo dobre.
Tacie powiedziałaś?
Nie.
Masz przyjaciółkę, koleżankę, której możesz powiedzieć?
Mam, jedną.
To niesamowite. Przez tyle czasu zupełnie sama radzisz sobie z tak ogromnym bólem. Podziwiam cię, bo ja sobie kiedyś nie poradziłam. Udawałam, że mój smutek nie istnieje. Ale pilnowanie go w dzień i w nocy pochłania strasznie dużo energii…
Tak…
Jak chciałabyś, żeby wyglądało twoje życie?
Inaczej.
To znaczy jak?
Żeby mama zachowywała się bardziej jak tata.
To znaczy jak?
Trudno mi mówić.
Okej, to dam ci kartkę. Wypisz wszystko, czego w swoim życiu nie chcesz. Od tego zaczniemy. Może być?
Okej.
Kiedy tak długo nosimy w sobie smutek, to skupiamy się już tylko na nim i zapominamy o tym, jak wygląda radość, jak to jest być szczęśliwym. A trudno jest osiągnąć coś, czego nie potrafimy sprecyzować. Przez większość dnia poświęcamy uwagę temu, czego nie chcemy: „Nie chcę się popłakać”, „Nie chcę już czuć tego smutku”, „Nie chcę się ciąć…”. Poświęcamy tym rzeczom, których nie chcemy, więcej czasu niż tym, które mogłyby nadać naszemu życiu jakiś sens.
Tak właśnie jest u mnie.
Chcesz mi przeczytać, co napisałaś na kartce?
Napisałam: Nie chcę mamy denerwującej się bez powodu. Nie chcę kontroli mamy nad wszystkim. Nie chcę bardzo małej ilości czasu tylko dla siebie.
Dlaczego masz tak mało czasu tylko dla siebie?
Jak wracam ze szkoły do domu, to się uczę. Potem albo muszę sprzątać, albo spędzać czas z mamą, albo z mamą i jej chłopakiem.
Musisz?
Tak, muszę. (_płacz_)
Sama czujesz, że musisz, czy masz takie polecenie, że musisz z nimi coś robić?
Mama każe mi z nimi siedzieć.
A co jej wtedy mówisz?
Nic, bo jeśli coś powiem, to albo muszę iść się uczyć, albo iść spać.
Co byś chciała robić w wolnym czasie?
Cokolwiek tylko dla siebie.
Kiedy ostatni raz byłaś tak naprawdę szczęśliwa?
Nie pamiętam.
A gdy byłaś mała?
Nie wiem.
Co sprawia ci przyjemność?
Chodzenie do taty, spędzanie czasu z koleżankami.
Mówisz, że chciałabyś, żeby mama była bardziej jak tata. Co tata ma w sobie takiego, że czujesz się przy nim swobodniej?
Tata nigdy mnie do niczego nie zmusza. Nie kontroluje mnie i pozwala mi coś robić bezwarunkowo. To znaczy, że na przykład kiedy chcę wyjść ze znajomymi, to nie muszę najpierw odkurzyć domu.
U mamy musisz na wszystko zapracować?
No tak, trochę muszę. Jak mama idzie do sklepu kupić mi coś, to potem oczekuje, że w ramach wdzięczności spędzę z nią czas albo coś tam z nią porobię.
Każda rzecz, którą od mamy dostajesz, ma cenę?
Tak.
Chciałabyś dostać coś bez żadnej ceny? Czy to by zmieniło relacje między wami?
Mama się nie zmieni, bo taka jest od zawsze.
Wczoraj rozmawiałam z siedemnastolatką ze zdiagnozowaną depresją. Dziewczyna też się cięła. Spytałam, co chciałaby poradzić swoim rówieśnikom. Powiedziała: „Chciałabym, żeby dzieci nauczyły się być egoistami. Czasem trzeba powiedzieć «nie», żeby zachować siebie”. Ty masz prawo do swoich potrzeb i emocji. I jeśli chcesz pobyć sama, to też masz do tego prawo. Tak samo jak masz prawo zaspokoić głód i pragnienie, masz też prawo zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne. Masz prawo doświadczać życia, popełniać błędy, dotykać i sprawdzać, co ci pasuje, a co nie. W ten sposób się kształtujesz, ale musisz mieć przestrzeń do podejmowania decyzji i popełniania błędów. To one są twoimi najlepszymi lekcjami. To nawet nie są błędy, to kolejne etapy nauki.
No tak, ja też popełniam błędy. Na przykład ostatnio się upiłam i znaleziono mnie na ulicy. Niewiele z tego pamiętam.
Upiłaś się i teraz wiesz, jak to działa, wiesz, czym grozi, wiesz, że możesz stracić kontrolę nad sobą i zacząć robić rzeczy, których robić byś nie chciała. Wiesz już, gdzie jest granica, którą przekroczyłaś. Wiesz, bo tego doświadczyłaś. Gdybyśmy my, rodzice, mogli po prostu przekazać wam wiedzę i doświadczenie, to po tylu pokoleniach ludzkość dzisiaj byłaby nieskazitelnie idealna. Tymczasem popełniając błędy, każde pokolenie uczy się czegoś nowego i dzięki temu ewoluuje. W tym nie ma nic złego. Problem zwykle polega na tym, że rodzice, kochając swoje dzieci, próbują je chronić i nie dają przestrzeni, by te doświadczały. To dla nas trudne, kiedy widzimy, że cierpicie. Czy masz jakiś pomysł na to, jak by miała wyglądać twoja relacja z mamą?
Nie, nie wiem.
Rozumiem, w porządku. A powiedz mi, czy lubisz chodzić do szkoły? Jesteś teraz w pierwszej klasie liceum, prawda?
Tak, i czasami chcę iść do szkoły.
O, a kiedy lubisz szkołę?
Kiedy nie mam sprawdzianów albo kiedy mama jest na mnie zła i nie chcę zostać w domu.
Z dwojga złego wolisz iść do szkoły, niż zostać w domu z wkurzoną mamą?
Aha.
Jak ci idzie nauka?
Dobrze, ale mam paru specyficznych nauczycieli, z którymi są problemy. Czasem nie rozumiem, po co niektórzy dorośli zostali nauczycielami.
No tak, u mojej córki w szkole też tak jest. Niektórzy nauczyciele żądają szacunku, a sami nie szanują uczniów. Energia, którą wysyłamy drugiemu człowiekowi, wraca do nas w identycznej formie. Wystarczy szanować drugiego człowieka, a wówczas samemu będzie się szanowanym. Jeżeli ktoś ci wysyła złość czy nienawiść, to nie da się tej osoby szanować.
Ma pani rację. Dokładnie tak jest.
Które przedmioty najbardziej lubisz?
Angielski.
A które są najgorsze?
WOS i polski.
Dlaczego?
Bo nauczyciele są okropni.
A jak było w podstawówce?
W podstawówce wszyscy nauczyciele byli okej.
Które przedmioty wtedy lubiłaś najbardziej?
WOS, historię i angielski.
To ciekawe, że w jednej szkole najbardziej lubiłaś WOS, w drugiej jest to twoim zdaniem najgorszy przedmiot, a różnica polega tylko na nauczycielu. To daje sporo do myślenia. Powiedz mi, masz jakieś zajęcia pozaszkolne?
Chodziłam na lekcje tenisa, ale zrezygnowałam. To była tylko jedna godzina w tygodniu, ale i tak nie dawałam rady, bo mam bardzo dużo nauki. I jeszcze korki z matmy.
Hm… Gdybym ci dała złotą rybkę, o co byś ją poprosiła?
Chciałabym mieć lepszych nauczycieli w szkole – byłoby mi o wiele łatwiej. Chciałabym mieć lepsze relacje z mamą. Chciałabym, żeby moi znajomi mieszkali bliżej. Tata i mama znaleźli pracę w innym mieście, niż wcześniej mieszkaliśmy, i ci znajomi są teraz daleko. Z nowej klasy wielu dojeżdża do szkoły, więc też jest trudno spotykać się po lekcjach albo w weekendy.
Tęsknisz za znajomymi?
Tak… Jeśli mogę mieć czwarte życzenie, to chciałabym mieć więcej czasu. Za dużo jest nauki i nie starcza mi czasu na nic innego.
Czy wszyscy w szkole mają aż tyle nauki, czy tylko ty czujesz, że musisz się tyle uczyć?
Wszyscy. Mamy sprawdzian za sprawdzianem, nauczyciele na lekcjach pytają i zadają dużo prac domowych.
Co by się stało, gdybyś uczyła się mniej?
Nie zdałabym.
Nie zdałabyś czy miałabyś gorsze stopnie?
Nie zdałabym, bo na sprawdzianach sporo wymagają. Trzeba się dużo uczyć, a niektórzy nauczyciele wymagają więcej i jak się nie nauczę więcej, to nie zdam.
Widzę w tobie bardzo dużo smutku, rezygnacji. Mam wrażenie, jakbyś miała takie poczucie: „tak już musi być” i „na tym polega życie”.
No chyba na razie tak jest. Nie zmienia się to od dawna, więc pewnie już się nie zmieni.
Jaka jest twoja pierwsza myśl rano, kiedy się budzisz?
Że nie mam siły wstać i najchętniej zostałabym cały dzień w łóżku i nic nie robiła.
A gdybyś się któregoś dnia obudziła szczęśliwa i wiedziałabyś, że coś się zmieniło, to jaka byłaby pierwsza rzecz, która ci przychodzi do głowy? Co się zmieniło?
Poprawa relacji z mamą.
Relacja z mamą najbardziej leży ci na sercu. To musi być dla ciebie bardzo trudne. Powiedz mi, poza wypłakiwaniem się i cięciem co jeszcze ci pomaga?
Alkohol. Kiedy piję alkohol, to jest lepiej.
Często to robisz?
Jak spotykam się ze znajomymi, to w jakiś sposób kupujemy. A jak się napiję, to jest mi lepiej. Raz było mi tak bardzo źle, że doprowadziłam się do takiego stanu, że byłam w szpitalu. (_płacz_)
Czego potrzebujesz w tej chwili?
Nie wiem. Nie wiem, czego potrzebuję.
Nie w życiu, tylko tutaj, teraz. Potrzebujesz przerwy, szklanki wody?
Wody.
Kiedy jesteś ze znajomymi, to pijesz, żeby zapomnieć i cieszyć się chwilą?
Wiem, że to nie jest dobra metoda, ale działa. Jak jest mi bardzo źle, to mam ochotę się napić, bo wiem, że wtedy nie będę o niczym myśleć, zapomnę i będę przez chwilę szczęśliwa.
Na ile to rozwiązuje problem?
Jak wypiję wystarczająco, to w ogóle o tym nie myślę. A jak w dodatku jestem ze znajomymi, to jest naprawdę dobrze. Mam przy sobie kogoś bliskiego i jestem szczęśliwa. Mogę się cieszyć życiem.
W jaki sposób zareagowała mama na ten incydent, kiedy wylądowałaś w szpitalu?
Założyła mi kontrolę na telefon. Widzi moją lokalizację, pisze do mnie, pyta, gdzie jestem, po co, z kim…
A co ty byś zrobiła na jej miejscu?
Nie wiem, chyba próbowałabym, zrozumieć. Ale… też bym pewnie starała się bardziej kontrolować.
Powiedz mi, czy dobrze zrozumiałam. Mama się o ciebie martwi, więc cię kontroluje, a im bardziej cię kontroluje, tym większą czujesz presję. Masz wrażenie, że utknęłaś w sytuacji bez wyjścia. Wtedy masz silniejszą potrzebę samookaleczania się i picia. Czy tak to wygląda?
Dokładnie tak.
I kiedy mama widzi, że się pocięłaś albo piłaś, to chcąc cię upilnować, wprowadza jeszcze bardziej restrykcyjną kontrolę. To z kolei nasila presję i poczucie niezrozumienia, co skutkuje jeszcze mocniejszą potrzebą cięcia się i picia…
Pani mnie rozumie.
No to odwróćmy sytuację. Jeśli mama by powiedziała: „Słuchaj, ufam ci, jesteś wolnym człowiekiem i możesz robić to, co uważasz za słuszne. Pamiętaj, że jeśli się potkniesz, to ja jestem tuż obok i nie będę cię oceniać”, to wtedy…
Wtedy bym nie musiała pić, żeby zapomnieć. Może bym raz na jakiś czas napiła się trochę alkoholu, ale nie tak, żeby zapomnieć, tylko dobrze się bawić ze znajomymi, przez chwilę. Tak racjonalnie.
Jak sądzisz, dlaczego mama cię kontroluje, organizuje ci czas, narzuca to, co uważa, że jest dla ciebie dobre?
Wydaje mi się, że dlatego, że jak ona była mała, to jej rodzice nie mieli dla niej w ogóle czasu. Ona mi teraz okazuje swoje zainteresowanie w nadmiarze również poprzez kontrolę, ale to nas wcale nie zbliża.
O, to bardzo ciekawa refleksja. Masz rację, często jest tak, że my, rodzice, staramy się zapewnić dzieciom to, czego nam w dzieciństwie brakowało. Twoja mama nie doświadczyła uwagi ze strony rodziców, czyli nie nauczyła się, jak wygląda zdrowa uważność kierowana na dziecko. Uznała, że ma to wyglądać tak, że ona będzie cię kontrolowała, by ci się nic złego w życiu nie przydarzyło. I że ona tak ci zorganizuje czas, żebyście mogły być cały czas w kontakcie.
Tak to właśnie wygląda, ale zamiast nas do siebie zbliżać, oddala.
Co jeszcze napisałaś na kartce?
Że chcę mieć więcej czasu i wolności dla siebie.
Gdybyś miała więcej wolności, co byś z nią zrobiła?
Nie czułabym się inna. Nikt z moich znajomych nie ma takiej kontroli na telefonie. Rodzice ich tak bardzo nie sprawdzają, ufają im, pozwalają na dużo więcej.
Jeśli czułabyś, że nie jesteś inna, tylko podobna do rówieśników, to jak byś chciała spędzać ten wolny czas, o którym marzysz?
Tak jak moi znajomi. Oni grają w gry komputerowe, więcej odpoczywają, mają czas siedzieć na telefonie, mogą się spotkać ze znajomymi.
A masz jakieś zainteresowania, hobby?
Nie wiem.
Kiedy byłaś mała, to jakie zabawki lubiłaś najbardziej?
Zwierzaki.
Interesują cię zwierzęta?
Mamy dwa koty.
Czyj to był pomysł?
Ostatnio adoptowaliśmy kota dla mnie. Bo ja potrzebuję kogoś takiego małego do tulenia.
Kto się kotem zajmuje?
Jak jestem w domu, to ja, a jak jestem u taty, to mama, ale teraz będę brała kota ze sobą do taty.
Rozumiem, że rodzice sprawują opiekę naprzemienną. Podoba ci się taki układ?
Tak. Wcześniej miałam czas z tatą co drugi weekend i chodziłam do niego na parę godzin w tygodniu, ale to było dla mnie za mało i jestem teraz tydzień u mamy i tydzień u taty. Chcę z tatą spędzać więcej czasu.
Co takiego fajnego jest u taty?
Z tatą jemy zawsze posiłki razem, u mamy nigdy. Mama ciągle pracuje, a ja jestem u siebie w pokoju. Z tatą gramy w planszówki. Jak byłam mniejsza, to chodziliśmy z tatą do parku, na łyżwy, na rolki, na rower. A mama nie spędza ze mną czasu w taki sposób. Nie wychodziłyśmy nigdy nigdzie razem. U mamy całe życie bawiłam się sama. Tata się ze mną często bawił.
Jakie są wzajemne relacje mamy z tatą?
Dobre, nie kłócą się.
Co by się stało, gdybyś powiedziała mamie, że potrzebujesz czasu dla siebie?
Czasami mama się zgadza, ale są warunki.
Jakie?
Nauka, sprzątanie…
A gdybyś ją poprosiła, żeby to było bez warunków? Jeden dzień w tygodniu bez żadnych warunków.
To by się nie zgodziła. Nawet w weekendy mam warunki. Najczęściej mama pozwala mi mieć mój czas wolny, jak jem. Jem obiad albo kolację w swoim pokoju i wtedy mam piętnaście minut dla siebie. A potem mam wyłączyć wszystko i muszę wracać do nauki. Chyba że chcę spać. Spać mogę bez żadnych warunków.
Czy to też jest twoja ucieczka? Jak masz wszystkiego dość, to idziesz spać?
Tak. A potem w nocy nie mogę zasnąć. Mama mnie wtedy pilnuje, zabrania dotykać telefonu, zakłada blokady, żebym nie mogła nic odpalić. Mama zwykle nie śpi do drugiej albo trzeciej w nocy, bo pracuje, i mnie cały czas kontroluje.
Buntujesz się?
Próbowałam się buntować, ale to nie jest dobry sposób. To przynosi tylko złe skutki. Zwiększenie kontroli i odebranie tego, co mam.
Co by się stało, gdybyś powiedziała mamie, co czujesz, kiedy ona cię kontroluje i narzuca rygor?
Ona mi mówi, że takie jest życie, że to jest normalne. Normalne obowiązki w domu, normalne życie z rodziną. Mówi, że daje mi czas dla mnie, ale najczęściej wrzuca do tego szkołę. Ona mówi, że uczę się na ostatni moment i dlatego nie mam czasu dla siebie. Jak mogę się uczyć na ostatni moment, jeżeli ja się bez przerwy uczę?
Co byś chciała powiedzieć rodzicom, którzy przeczytają ten wywiad? Jakie przesłanie mam zamieścić dla nich w książce?
Żeby nie narzucali swoim dzieciom tego, czego sami nie mieli w dzieciństwie. Ich niespełnione potrzeby nie są potrzebami ich dzieci.