Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Związek last minute / W pakiecie z ex - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 lipca 2026
4799 pkt
punktów Virtualo

Związek last minute / W pakiecie z ex - ebook

Związek last minute

Miesiąc miodowy bez ślubu. I uczucia, których nie było w planie.

Kilka tygodni przed ceremonią ślub zostaje odwołany, ale luksusowa podróż poślubna na Santorini jest już opłacona i szkoda, żeby przepadła. Zamiast niedoszłej pary młodej do Grecji lecą Brooke i Kieran – siostra pana młodego i jego najlepszy przyjaciel. Dwoje ludzi, których łączą nieporozumienie sprzed roku, niewypowiedziane emocje i chemia, której uparcie próbują nie zauważyć. Tyle że Santorini nie ułatwia trzymania się na dystans.

Na miejscu szybko okazuje się, że hotel przygotował dla nich pełen pakiet dla nowożeńców: apartament, romantyczne chwile i atrakcje dostępne tylko dla par. Żeby nie stracić wymarzonych wakacji, Brooke i Kieran decydują się na prosty układ: będą udawać małżeństwo.

Problem w tym, że ta rola zaczyna wychodzić im aż za dobrze…

Z każdym kolejnym dniem granica między grą a prawdziwym uczuciem staje się coraz mniej wyraźna. A kiedy wakacje dobiegają końca, oboje muszą zadecydować, czy to była tylko historia na dwa tygodnie… czy coś, co może przetrwać znacznie dłużej?

 

W pakiecie z ex:

Mieli być dla siebie przeszłością. Los zamknął ich w jednym pokoju na Santorini.

Elle leci do Grecji z nadzieją na spokojne wakacje. Chce odpocząć, czytać książki, wygrzewać się w słońcu i choć na chwilę zapomnieć o Olivierze – mężczyźnie, który pół roku wcześniej złamał jej serce i zniknął z jej życia bez słowa wyjaśnienia. Tyle że chłopak jednak pojawia się w hotelu…

Co więcej okazuje się, że przez najbliższe dwa tygodnie będą dzielić nie tylko wspólny pokój, lecz także niewyjaśnione żale, wspomnienia i emocje, które wcale nie wygasły.

On przyleciał, bo chce ją odzyskać. Ona nie zamierza dać mu drugiej szansy. Próbuje trzymać dystans, ignoruje jego próby zbliżenia się i wciąga go w grę zazdrości, która szybko wymywa się spod kontroli.

Wspólnie spędzany czas sprawia jednak, że gniew miesza się z tęsknotą, granica między złością i przyciąganiem zaczyna się zacierać, a przeszłość coraz mocniej domaga się wyjaśnień. Olivier wie, że stracił jej zaufanie. Elle wie, że on wciąż nie jest jej obojętny.

Tylko czy można zaufać komuś, kto raz już odszedł… i uwierzyć, że tym razem naprawdę zostanie?

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8417-917-8
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Playlista

_Greek Tragedy_ * The Wombats

_Summer Paradise_ * Simple Plan, Sean Paul

_Every Summertime_ * NIKI

_Sunroof_ * Nicky Youre, hey daisy

_Can’t Get You out of My Head_ * Kylie Minogue

_Late Night Talking_ * Harry Styles

_Heat Waves_ * Glass Animals

_Cruel Summer_ * Taylor Swift

_Espresso_ * Sabrina Carpenter

_Walking on Sunshine_ * Katrina & The Waves

_Voulez-Vous_ * ABBA

_Cool for the Summer_ * Demi Lovato

_Juno_ * Sabrina Carpenter

_Summer Nights_ * John Travolta, Olivia Newton-John

_Don’t Go Breaking My Heart_ * Elton John, Kiki Dee

_Lay All Your Love On Me_ * ABBA

_Summer Love_ * One Direction

_Next Summer_ * Damiano David

_Andante, Andante_ * ABBA

_BEBECITA_ * Skolim1

Nie ma takiej opcji

Brooke

Nie powinnam cieszyć się z niepowodzeń innych.

Wiem to.

Zwłaszcza gdy tym „innym” jest mój starszy brat, któremu narzeczona złamała serce zaledwie trzy tygodnie przed ślubem. Powinnam otoczyć go teraz siostrzanym uściskiem, poklepać po plecach i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Tyle że nie potrafię, ponieważ po pierwsze, jestem beznadziejna w pocieszaniu, a po drugie, z ust Ryana pada właśnie oferta nie do odrzucenia, która skutecznie zagłusza we mnie odruchy człowieczeństwa.

– Ktoś musi pojechać w moją podróż poślubną – oznajmia nagle. – Opłaciłem ją kilka miesięcy temu, a oferta była bezzwrotna, bo, no cóż, kiedy rezerwujesz podróż poślubną, nie zakładasz, że ślub się nie odbędzie. Chociaż, jak widać, to wcale tak nie działa…

W pomieszczeniu zapada niezręczna cisza. Ryan zerka wyczekująco to na mnie, to na swojego najlepszego przyjaciela – Kierana, który zjawił się tu ze mną jako kompletnie bezużyteczny komitet pocieszycielski.

Mój brat wykłada właśnie na stół bardzo mocne karty, a mnie kusi, by je rozegrać.

Dwa tygodnie w słonecznej Grecji.

Pięciogwiazdkowy hotel.

Za darmo.

To coś, czemu naprawdę trudno się oprzeć. A jednak próbuję to zrobić, bo mimo ogromnej chęci wyruszenia na podbój jednego z piękniejszych europejskich krajów przypominam sobie, w jakim celu tu jestem

– Nie powinieneś rezygnować – mówię i by dodać sobie wiarygodności, kładę dłoń na jego ramieniu. – Po tym, jak Anne cię… – Nie jestem pewna, czy mogę już użyć słowa „zdradziła”, czy wciąż jest na to za wcześnie, więc ostatecznie gryzę się w język. – Po tym, co zrobiła Anne, potrzebujesz rozrywki.

– Potrzebuję spokoju – kontruje. – Ostatnio działo się tak dużo, że chcę po prostu pobyć sam. Tutaj.

– Brookie ma rację, wakacje dobrze ci zrobią – wtrąca Kieran.

Przenoszę uwagę z brata na jego przyjaciela i gromię go spojrzeniem, gdy nazywa mnie w ten sposób. To zdrobnienie, którego pozwalam używać bliskim, ale nikomu więcej.

– Brooke – poprawiam go. – Mam na imię Brooke, a ty dobrze o tym wiesz.

– Oczywiście, że wiem, Brookie – zbywa mnie, po czym znów zwraca się do Ryana. – Musisz pojechać, stary. To jedyna fajna rzecz, którą możesz wyciągnąć ze związku z tą…

Wygląda na to, że nie tylko ja nie wiem dziś, co wypada, a co nie.

– Suką – kończę za niego.

– Nie mów tak – karci mnie brat. – Ona…

– Złamała ci serce. – Wchodzę mu w słowo. – A najlepszym lekarstwem na złamane serce jest luksusowy hotel z nielimitowanym alkoholem.

Do moich uszu najpierw dobiega smętne westchnienie, a dopiero potem odpowiedź.

– Słuchajcie, rozumiem wasz tok myślenia, ale myślę, że powinniście spojrzeć na tę sprawę z mojej perspektywy – zaczyna. – Zarezerwowaliśmy pakiet dla nowożeńców. Apartament VIP ze wszystkimi możliwymi atrakcjami. Wiecie, pościel obsypana płatkami róż, kolacje przy świecach, nurkowanie dla par, masaże i wiele innych romantycznych bzdur, na których wspomnienie mam ochotę strzelić sobie w łeb. Nie chcę się nawet zastanawiać, co by było, gdybym zobaczył je na własne oczy.

– To…

…ma zaskakująco dużo sensu.

Gdybym to ja przechodziła przez rozstanie dekady, prawdopodobnie nie chciałabym patrzeć na nic, co choć w najmniejszym stopniu przypominałoby mi o tym, co straciłam.

Przeżywam coś podobnego w każde walentynki, gdy mam ochotę wydłubać sobie oczy na widok kolejnej pary celebrującej swoją miłość. Ohyda. Zgaduję więc, że ten wyjazd byłby dla Ryana równie niekomfortowy. Albo nawet bardziej. Ohyda razy trzy.

– Chyba rzeczywiście mogłoby być nieco niezręcznie – przyznaję.

– Nieco? Zapadłbym się pod ziemię ze wstydu już w chwili, w której musiałbym oznajmić obsłudze hotelu, że przyjechałem w podróż poślubną sam. – Aż wzdryga się na te słowa. – Trudno o bardziej kompromitującą sytuację.

– Puściłam kiedyś pawia przed rozmową o pracę. – Nagle postanawiam podzielić się z nim jakąś żenującą historią z mojego życia, by poczuł się lepiej. – Na korytarzu przed gabinetem dyrektora. W dodatku do doniczki, ponieważ nie mogłam znaleźć śmietnika, a ze stresu zrobiło mi się cholernie niedobrze. Myślę, że to równie kompromitujące.

Spodziewam się po nich natychmiastowej reakcji, ale gdy kończę, ani mój brat, ani jego przyjaciel nic nie mówią. Zamiast tego obaj wpatrują się we mnie z konsternacją wypisaną na twarzach, a ich miny aż krzyczą: „Co, do cholery?”. Najwyraźniej moja anegdota nie okazała się zbyt budująca.

Ja już wspominałam: jestem beznadziejna w pocieszaniu.

Ponieważ wciąż milczą, podejmuję kolejną próbę uratowania sytuacji. Na szczęście tym razem skuteczniejszą.

– Chodzi mi o to, że wszyscy przeżyliśmy coś niezręcznego. Raz, dwa lub jak ja… tysiąc razy – mówię. – Ale to nie oznacza, że mamy wycofać się z życia. Ja na przykład nie zrezygnowałam wtedy z tamtej rozmowy. Wręcz przeciwnie, zjadłam trzy miętówki i wparowałam prosto do biura prezesa.

– Dostałaś tę pracę? – pyta Ryan.

– Nie. Powiedział, że wszystko widział, bo na korytarzu są kamery, i albo opuszczę jego gabinet sama, albo wezwie ochronę – mówię cicho. – Ale to nie ma znaczenia. – Staram się, by to zabrzmiało pewnie.

– Trochę ma – wtrąca Kieran. – Powiedziałaś właśnie, że się skompromitowałaś i nie wyniknęło z tego nic dobrego. To zaprzeczenie tego, co chcemy osiągnąć.

Znów czuję potrzebę spiorunowania go wzrokiem. I wcale się jej nie opieram. Przenoszę całą swoją uwagę na siedzącego naprzeciwko mnie faceta. Tkwi rozłożony na fotelu, z jednym ramieniem nonszalancko wspartym za głową, i również mierzy mnie spojrzeniem. Tyle że to jego, w przeciwieństwie do mojego gniewnego, zdaje się raczej pozbawione emocji. Jeśli już, Winslow wygląda na rozbawionego.

– W przeciwieństwie do ciebie ja przynajmniej próbuję – burczę.

– Bo nie dajesz mi dojść do słowa – kontruje.

– Więc proszę, oddaję ci głos. Śmiało. – Wskazuję na niego palcem. – Przekonaj mojego brata do tego wyjazdu, skoro ja najwyraźniej nie potrafię.

– Nikt nie będzie mnie do niczego przekonywał – oświadcza hardo Ryan. – Ani ty, ani Kier. Podjąłem już decyzję i nie zaprosiłem was tu, żebyście mnie od niej odwodzili. Informuję was o tym wyłącznie dlatego, że jesteście mi najbliżsi, więc to wam jako pierwszym proponuję zajęcie mojego miejsca.

Jego ton utwierdza mnie w przekonaniu, że nie zmieni zdania, i wiem, że wszystkie argumenty zdadzą się na nic. Nie żebyśmy jeszcze jakieś mieli. Oznacza to więc, że mój brat mówi całkowicie poważnie i któreś z nas naprawdę może spędzić beztroskie dwa lipcowe tygodnie w Grecji.

I będę to ja.

– Krótka piłka. Jedziecie czy nie? – pyta.

– Tak.

– Tak.

Odpowiadamy w tym samym momencie. Musiałabym mieć przy sobie stoper, by stwierdzić, które z nas odezwało się pierwsze, bo prawdopodobnie dzielą nas milisekundy.

Ryan ściąga brwi i przenosi spojrzenie ze mnie na swojego najlepszego przyjaciela, a potem znów skupia się na mnie. Sądząc po jego zmarszczonym czole i ściągniętych brwiach, jest równie zaskoczony naszym nagłym zainteresowaniem tym wyjazdem jak my sami.

– Pojadę za ciebie, Ray – odzywam się pierwsza, by utwierdzić go w swoich intencjach i… uprzedzić Kierana.

– Ja też chętnie to zrobię. Od zawsze chciałem polecieć do Grecji. – Ku mojemu niezadowoleniu on również pozostaje nieugięty.

– Niestety będziesz musiał jeszcze przez chwilę o tym pomarzyć, ponieważ byłam pierwsza.

– Nie jesteśmy w przedszkolu, Brooke. W dorosłym świecie nie obowiązuje zasada, kto pierwszy, ten lepszy – mówi ze spokojem. – A nawet gdyby obowiązywała, to ja zdecydowałem się na ten wyjazd przed tobą.

– Wcale nie. Ale to i tak nie ma znaczenia – zbywam go. – Jestem siostrą Ryana, więc mam pierwszeństwo.

– Nie większe niż jego najlepszy przyjaciel od ponad dwudziestu lat.

– Znam go lepiej niż ty.

– Jesteś pewna? Możemy się sprawdzić.

Nasza wymiana kontrargumentów przypomina rundę tenisa. Taką zażartą, między dwojgiem sprawnych zawodników, z których żaden nie zamierza odpuścić. Ja mówię jedno, a on zaraz rzuca drugie i obawiam się, że jeśli nikt nam nie przerwie, ta dziecinna dyskusja potrwa do rana.

– Niech Ray zadecyduje – sugeruję, a następnie posyłam bratu najsłodszy uśmiech, na jaki mnie stać. – Kto z nas powinien jechać, braciszku?

Nie spuszczam wzroku z Ryana, nawet gdy do moich uszu dociera sarkastyczne prychnięcie Kierana. Jestem zbyt zajęta wywieraniem presji na bracie, by dać się sprowokować jego przyjacielowi. W końcu toczymy grę o wysoką stawkę.

– O nie, nie ma takiej opcji. Nie zamierzam wybierać między wami – wypiera się. – Zresztą wcale nie muszę.

– Jak to?

– To wyjazd dla dwóch osób – wyjaśnia, wzruszając ramionami. – Możecie polecieć do Grecji razem.

Jestem tak zdziwiona tym, co właśnie usłyszałam, że zaczyna mi brakować słów, a to zdarza się niezwykle rzadko. Ta propozycja jednak skutecznie mnie ucisza, więc w milczeniu i z szeroko otwartymi ustami gapię się na Ryana, a w duchu liczę na to, że Kieran coś powie. Chwilę później właśnie tak się dzieje.

– Zaraz, co? – Jest równie zszokowany jak ja. – Chcesz, żebym pojechał z Brooke na dwutygodniowy romantyczny wypad tylko we dwoje?

– Aha. – Mój brat przytakuje.

– Z twoją młodszą siostrą? – podkreśla Kieran, jakby sądził, że Ryan właśnie zapomniał o naszym pokrewieństwie.

– Co w tym złego?

– Wiele rzeczy – wtrącam, gdy w końcu udaje mi się odzyskać mowę.

– Dajcie spokój. Proponuję wam wspólny wyjazd. Nic więcej. To, że spędzicie trochę czasu w jednym pokoju, nie oznacza przecież, że zaczniecie zachowywać się niestosownie, prawda?

– Prawda, ale… – Kieran odchrząkuje nerwowo.

– A więc nie ma powodu, dla którego nie możecie wykorzystać tych wakacji oboje. – Ryan wchodzi mu w słowo. – Mylę się?

– I to jak – rzucam markotnie.

Ja i Kieran Winslow.

Na jednej wyspie. W jednym hotelu. W jednym pokoju.

Nie ma takiej opcji.

– Nigdzie z nim nie jadę.2

Okazywanie uczućpowinno być karalne

Brooke

Lecę w podróż poślubną z przyjacielem mojego brata.

Ja pierdolę.

Do tej pory nie mam pojęcia, jakim cudem Ryanowi udało się przekonać nas do wspólnego wyjazdu. Upierałam się przy swoim zdaniu naprawdę długo, powtarzając jak mantrę, że prędzej zrezygnuję z wakacji, niż zgodzę się pojechać na nie z Kieranem, ale potem Ray użył odrobiny braterskiej magii i sztuki manipulacji, ostatecznie sprawiając, że mu uległam. I jeśli mam zgadywać, zrobił to samo ze swoim kumplem, który również powiedział „tak” wspólnemu wypadowi do Grecji.

Podsumowując, zanim zdążyłam się zorientować, znalazłam się w momencie, w którym biegnę przez halę odlotów Heathrow, ciągnąc za sobą niebieską walizkę kabinową, i modlę się w myślach, by odprawa jeszcze się nie zakończyła.

Na szczęście, gdy docieram pod bramkę A34, wciąż stoi tam sporo zniecierpliwionych podróżujących, wśród których od razu dostrzegam jego – Kierana Winslowa. Przestępuje z nogi na nogę na samym końcu kolejki, ubrany w ciemne szorty i białą lnianą koszulę, na szyi ma zawieszony aparat fotograficzny, a we włosy wsunięte czarne okulary przeciwsłoneczne. Zupełnie jakby zdążył już wczuć się w wakacyjny klimat, choć wciąż jeszcze jesteśmy w Londynie.

– Już myślałem, że postanowiłaś się wycofać – rzuca, gdy ustawiam się tuż obok niego.

– I oddać ci wypasiony urlop walkowerem? Chciałbyś.

Nie odpowiada na moją prowokację. Zamiast tego leniwie unosi lewy kącik ust i posyła mi typowy dla siebie nonszalancki uśmiech. Taki, którego nigdy nie potrafię zinterpretować.

– Sądząc po tym, że tu jesteś, ty z pewnością byś tego nie chciała – wytyka krnąbrnie. – Przyznaj, że nie mogłaś odpuścić dwóch tygodni w moim towarzystwie.

– Jedyne, czego nie mogłam odpuścić, to pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu. Twoja obecność jest raczej… niedogodnością.

To oczywiste, że wolałabym jechać bez niego.

Nie dlatego, że nie lubię Kierana Winslowa. Po prostu za nim nie przepadam.

No dobra, teoretycznie to zupełnie to samo. Nie wiem jednak, jak w inny sposób jednoznacznie określić niechęć, którą go darzę. Nie jest tak, że od przebywania z nim w jednym pomieszczeniu dostaję wysypki, a z moich ust wydostają się same niecenzuralne wyrazy, ale też nie skaczę z radości, gdy go widzę.

Przez większość życia był mi obojętny. W dzieciństwie traktowałam go jak przyjaciela starszego brata, który pojawiał się w naszym domu częściej niż inni jego kumple. Wpadał do nas bez zapowiedzi, czasem zostawał na obiad i kiedy Ryan go o to poprosił, podwoził mnie do szkoły albo odbierał z imprez.

Później, kiedy dorośliśmy, widywaliśmy się już sporadycznie. Prawdę mówiąc, nie widziałam go przez większość studiów. Raz przypadkowo spotkaliśmy się w jednym z londyńskich barów. Byłam już lekko wstawiona po wieczorze z dziewczynami z roku, a on miał wracać do siebie po nieudanej randce, kiedy na siebie wpadliśmy. Od słowa do słowa zaczęliśmy nadrabiać zaległości i zanim zdążyłam się zorientować, przegadaliśmy całą noc. I przez chwilę – naprawdę krótką chwilę – wydawało mi się, że coś między nami kliknęło. Jednak najwyraźniej tylko mi, bo gdy nad ranem wychodziliśmy z baru, zadzwonił do mojego brata, by powiedzieć, że spotkał jego „irytującą młodszą siostrę”.

I chociaż od tamtego momentu nasze drogi całkiem często się przecinały, zwłaszcza ostatnio, gdy Ryan zaangażował nas w organizację swojego ślubu, to zupełnie nie potrafię już nie myśleć o tym, że Kieran ma mnie za wkurzającą gówniarę.

Nikogo więcej.

– Niedogodnością? – powtarza po mnie z rozbawieniem.

– Owszem – przytakuję. – Chyba cię to nie dziwi. Ty również wolałbyś lecieć do Grecji beze mnie.

– Właściwie…

– Na szczęście to, że jedziemy tam we dwoje, nie oznacza, że musimy robić wszystko razem – ciągnę, nie dając mu dojść do głosu. – Po prostu dotrzyjmy na miejsce, przedzielmy pokój na pół i korzystajmy z wakacji.

Po raz pierwszy, odkąd zaczęliśmy rozmawiać, Kieran się nie uśmiecha, tylko zaciska usta w wąską linię, co w jego wydaniu jest doprawdy niecodzienne.

– Osobno?

– Osobno.

– Brzmi, jakbyś proponowała mi rozejm, Brookie.

Nieprzyjemny dreszcz przebiega mi po karku, gdy nazywa mnie tym zdrobnieniem, choć wielokrotnie zaznaczałam, jak bardzo nie lubię, gdy go używa.

– Brooke, nie Brookie – strofuję go. – I to nie rozejm, tylko strategia, którą powinniśmy obrać, żeby na maksa wykorzystać kolejne dwa tygodnie. Po prostu nie wchodźmy sobie w drogę, w porządku?

Mówiąc to, wystawiam dłoń w jego kierunku. Początkowo jej nie ściska, jakby potrzebował chwili, by przemyśleć moją ofertę, ale ostatecznie odwzajemnia gest, a tym samym przystaje na mój pomysł.

– W porządku.

Tuż po tym oboje milkniemy. Panująca między nami cisza jest nieco niezręczna przez pierwsze sekundy, ale po chwili przestaje mi przeszkadzać. Zgodnie z tym, co właśnie ustaliliśmy, chociaż lecimy w to samo miejsce, spędzimy ten urlop osobno, więc równie dobrze już od teraz możemy ograniczyć nasze rozmowy do minimum. Tak będzie lepiej i spokojniej. Ostatnie, czego chcę, to dwa tygodnie pełne bezsensownych sprzeczek.

Stoję ramię w ramię z Kieranem i dla zabicia czasu skupiam swoją uwagę na parze przed nami. Ci dwoje nie odstępują siebie na krok. On obejmuje ją ramieniem, a ona ciasno przylega do jego boku. Nawet gdy przesuwają się do przodu, robią to z taką synchronizacją, że nie oddalają się od siebie choćby o milimetr. Jakby tego było mało, on co chwilę cmoka ją to w policzek, to w czubek głowy, a ona nie pozostaje mu dłużna.

Obrzydliwe.

Przesadne publiczne okazywanie uczuć powinno być karalne.

Odrywają się od siebie dopiero wtedy, gdy podchodzą – oczywiście we dwoje – do pracownicy linii lotniczych. Kobieta zerka na nich, a następnie skanuje ich karty pokładowe, po czym wbija wzrok w ekran monitora.

– Pan Scott i pani…

– Też Scott. – Dziewczyna wyrywa się z ekscytacją. – Pobraliśmy się w zeszły weekend.

Dla potwierdzenia tych słów unosi dłoń, na której lśni złota obrączka, po czym sięga po rękę swojego partnera, by również pokazał kobiecie ślubną biżuterię.

– Och, to wspaniale, gratulacje. Czyli lecicie w podróż w poślubną?

– Tak – świergocze świeżo upieczona pani Scott. – Adam oświadczył mi się właśnie w Grecji i teraz wracamy tam jako małżeństwo. Czy to nie cudowne?

– Zdecydowanie – przyznaje kobieta z uśmiechem, a tuż po tym w jej oczach pojawia się błysk, który sugeruje, że właśnie na coś wpadła.

Z wciąż uniesionymi kącikami ust wystukuje coś na klawiaturze, a następnie uruchamia drukarkę, z której wychodzą – jak udaje mi się podejrzeć – nowe karty pokładowe. Pracownica wręcza je nowożeńcom.

– Mamy już bilety – przypomina jej Adam.

– Tak, ale w klasie ekonomicznej. Te gwarantują wam miejsca w pierwszej.

– Ale my… nie jesteśmy w stanie za to dopłacić.

– I nie musicie. Potraktujcie to jako prezent od naszej linii – oświadcza. – Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.

– O rany, nie wierzę! Naprawdę przeniosła nas pani do pierwszej klasy?

– Owszem. Życzymy udanej podróży, państwo Scott.

Dziewczyna wydaje z siebie pełen zadowolenia pisk i rzuca co najmniej dziesięć „dziękuję” z rzędu. Ignoruję jej wybuch radości i odruchowo zerkam na Kierana, ciekawa jego reakcji. Napotykam jego spojrzenie.

– Widziałeś? To nie fair – rzucam szeptem. – Dostali darmowy upgrade tylko dlatego, że wzięli ślub. Gdybym wiedziała, że wystarczy wyjść za mąż, żeby latać pierwszą klasą, zrobiłabym to dawno temu.

Winslow unosi brew z rozbawieniem.

– Najpierw musiałabyś mieć do tego odpowiedniego kandydata, czyż nie?

_Touché_.

– Może miałam.

– Miałaś? – Bierze mnie pod włos.

– Cóż, nie, ale… mogłam mieć, gdybym tylko chciała.

– Nie wątpię – mówi, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku. – Ale zanim zaczniesz go szukać, pragnę ci coś przypomnieć.

– Boję się zapytać, co takiego.

– To, Brookie, że my również jesteśmy w podróży poślubnej.

Na początku nie do końca rozumiem, co insynuuje, ale chwilę później, gdy bierze w dłonie nasze bagaże podręczne i ciągnie je w stronę niezwykle hojnej pracownicy linii lotniczych, łączę kropki. Podchodzi do lady, a następnie kiwa głową w moim kierunku, bym ja również to zrobiła. Wręcza kobiecie nasze karty pokładowe, a ona sprawdza je dokładnie tak samo jak w przypadku pary przed nami. Z tą różnicą, że nam nie drukuje nowych biletów do pierwszej klasy, a jedynie wygłasza zwyczajową formułkę:

– Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii i życzymy miłej podróży.

– Zaraz, my nie dostaniemy upgrade’u? – pyta Kieran bez ogródek.

Alice – jak udaje mi się odczytać z jej wizytówki – spogląda sceptycznie najpierw na mnie, a potem na niego.

– Państwo również są po ślubie?

– Jesteśmy…

– Nie, broń Boże – wyrywam się, zanim zdążę pomyśleć. – Ale technicznie rzecz biorąc, wybieramy się właśnie na miesiąc miodowy.

Kobieta usilnie stara się ukryć, że w tej chwili ma nas za idiotów, ale niezbyt jej się to udaje. Marszczy czoło i zerka na nas ze ściągniętymi brwiami, a na jej ustach nie ma już śladu po szerokim uśmiechu sprzed kilku minut. Wygląda tak, jakbyśmy w jednym momencie wyczerpali jej pokłady cierpliwości, mimo to sili się jeszcze na względnie miły, profesjonalny ton.

– Nie jestem pewna, czy rozumiem.

– My… – zaczynam powoli, nie do końca pewna, jak opisać naszą sytuację, by nie wzięła nas za szaleńców. Ostatecznie stawiam na bardzo skróconą, ale szczerą wersję wydarzeń. – Nie jesteśmy parą. Po prostu jedziemy razem w podróż poślubną mojego brata. To długa historia.

– Jasne, w porządku – rzuca. – Opowiecie ją sobie, gdy będziecie lecieć do Grecji klasą ekonomiczną.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij