Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Zwyciężać ból - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 sierpnia 2026
2100 pkt
punktów Virtualo

Zwyciężać ból - ebook

Tylko 3 minuty dziennie mogą zmienić Twoje życie!

Czy ból pleców, karku lub stawów utrudnia Ci codzienne funkcjonowanie? Marzysz o tym, by znów poruszać się swobodnie i bez dyskomfortu? Poprawa samopoczucia nie musi wymagać godzin ćwiczeń ani kosztownych terapii. Poznaj prosty program krótkich ćwiczeń, który pomoże zadbać o sprawność i zmniejszyć ryzyko dolegliwości bólowych.

Autor w przystępny sposób wyjaśnia przyczyny bólu oraz przedstawia praktyczne rozwiązania, które łatwo włączyć do codziennej rutyny. To poradnik dla każdego, kto chce poruszać się swobodniej i cieszyć się większym komfortem życia.

Lepsze samopoczucie zaczyna się od prostego ruchu.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-19071-9
Rozmiar pliku: 2,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Publi­ka­cja zawiera wyłącz­nie opi­nie auto­rów. Ma na celu dostar­cze­nie cen­nych i wyczer­pu­ją­cych infor­ma­cji na temat podany w tytule. Auto­rzy i wydawca nie udzie­lają w niej indy­wi­du­al­nych porad medycz­nych, zdro­wot­nych czy jakich­kol­wiek innych. Czy­tel­nik przed zasto­so­wa­niem się do wska­zó­wek i ćwi­czeń opi­sa­nych w książce powi­nien zawsze zasię­gnąć opi­nii spe­cja­li­sty. Auto­rzy i wydawca nie pono­szą odpo­wie­dzial­no­ści za jakie­kol­wiek straty oso­bi­ste lub inne powstałe bez­po­śred­nio, lub pośred­nio w wyniku wyko­na­nia ćwi­czeń opi­sa­nych w któ­rej­kol­wiek czę­ści porad­nika.PODZIĘKOWANIA

Książka ta powstała w wyniku wysiłku wielu osób, które poświę­ciły swój czas i wie­dzę, aby­śmy mogli ziścić marze­nie o jej napi­sa­niu.

Heidi i ja jeste­śmy wdzięczni zwłasz­cza naszemu wydawcy, Tracy Behar. Jej szyb­kie opi­nie na temat naszej pracy, ogromne zaan­ga­żo­wa­nie i nie­zwy­kła prze­ni­kli­wość inspi­ro­wały nas i kształ­to­wały poszcze­gólne czę­ści książki. Chcie­li­śmy także podzię­ko­wać naszemu agen­towi Mat­thew Gumie za jego nie­stru­dzone wysiłki, nie­zli­czone pomy­sły i nie­wy­czer­paną ener­gię. Mat­thew Jone­sowi zawdzię­czamy nie­zwy­kle cenne, bez­stronne i fachowe porady prawne, któ­rych udzie­lał nam przed publi­ka­cją. Uta­len­to­wana Chri­sty Sto­ner stwo­rzyła świetne rysunki. David Daigle sfo­to­gra­fo­wał poszcze­gólne pozy­cje tera­peu­tyczne z nie­wia­ry­godną przej­rzy­sto­ścią. Robin Morell, odpo­wie­dzialny za logi­stykę przed­się­wzię­cia, spra­wił, że nie pogu­bi­łem się w życiu peł­nym roz­licz­nych obo­wiąz­ków. Dr Ber­nard Len­der, prze­wod­ni­czący Touro Col­lege, umoż­li­wił mi wygo­spo­da­ro­wa­nie czasu, który mogłem poświę­cić na pisa­nie. Leka­rze Bert Agus i Laura Jacobs oraz far­ma­ceutki Wendy Jones i Jodi Levine udzie­lały mi cen­nych, facho­wych wska­zó­wek.

Ogromną wdzięcz­ność chcie­li­by­śmy wyra­zić wobec naszych modeli: Michele Cherry-Grace, Jaba­riego Hearna, Angie Lee, Bren­dana O’Reilly’ego, Micha­ela Papa­dola i Nathana Peit­zme­iera, któ­rzy cier­pli­wie zno­sili godziny pozo­wa­nia i upo­mi­na­nia z zapa­łem i poczu­ciem humoru. Boha­te­ro­wie praw­dzi­wych histo­rii byli na tyle uprzejmi, że zgo­dzili się na ich upu­blicz­nie­nie, dzięki czemu czy­tel­nicy mogą się prze­ko­nać, jak osoby żyjące w real­nym świe­cie wygrały swe bata­lie z bólem.

Chcie­li­by­śmy rów­nież podzię­ko­wać bli­skim przy­ja­cio­łom i rodzi­nie, któ­rzy wspie­rali nas duchowo i prak­tycz­nie w cza­sie pisa­nia książki. Dani Alpert, Michelle Rivera, Amy Ruskin i Leah Stans­bury zawsze zja­wiały się w potrze­bie, czy to aby odblo­ko­wać siły twór­cze, dodać otu­chy, czy dzie­lić tysiące wąt­pli­wo­ści, entu­zjazm, nie­pew­ność i inne emo­cje nie­od­łącz­nie zwią­zane z reali­za­cją jakie­go­kol­wiek pro­jektu. Har­lan Levine nie­ustan­nie obra­cał wszystko w żart przez pocztę elek­tro­niczną. Amy Utstein i Rebecca Raphael, pełne wspa­nia­łych pomy­słów, zre­da­go­wały kon­spekt i książkę. Steve Utstein dzie­lił się swą ogromną wie­dzą na temat prze­twa­rza­nia tek­stów i spra­wiał, że pod­stępna czę­sto tech­nika sta­wała się bar­dziej przy­ja­zna. Denise Ham­mond wyko­rzy­stała swe ogromne zasoby, dzięki któ­rym sesje zdję­ciowe były har­mo­nijne i kom­pletne. Jon­nie Stans­bury słu­żył wspar­ciem i mądrą radą. Cio­cia i wujek Rabin nie tylko nas sobie przed­sta­wili, ale przy­go­to­wy­wali wyśmie­nite jedze­nie na nasze cało­nocne sesje pisa­nia. Dzię­ku­jemy też GG, pierw­szej oso­bie, któ­rej powie­dzie­li­śmy, że piszemy tę książkę i która w pełni wie­rzyła w suk­ces przed­się­wzię­cia, kiedy było ono zale­d­wie mgli­stą ideą.

Na koniec Heidi dzię­kuje Simo­nowi i Vicki Shin­kom za bez­wa­run­kową miłość, prze­wod­nic­two i wspar­cie, a także Caitlin Stans­bury, która poma­gała jej być kre­atywną i odważną na co dzień. Ja chciał­bym naj­go­rę­cej podzię­ko­wać Are­lowi, Yaro­nowi, Ora­howi i Yael Weis­ber­gom, za ich rady, wyro­zu­mia­łość i zro­zu­mie­nie. Zwłasz­cza Rinie Weis­berg, któ­rej cał­ko­wite poświę­ce­nie rodzi­nie i wspar­cie w mojej pracy zawo­do­wej spra­wiło, że mogłem napi­sać tę książkę.WSTĘP. HEIDI SHINK

Heidi Shink

Wstęp

Pierw­szym zda­niem, które usły­sza­łam od dok­tora Weis­berga, było pyta­nie: „Czy codzien­nie myje pani zęby?”. Gdy­bym nie leżała na brzu­chu na kozetce, czu­jąc strasz­liwy ból, i nie była nie­mal cał­ko­wi­cie unie­ru­cho­miona, wsta­ła­bym i pode­szła do drzwi gabi­netu, aby upew­nić się, że wisi na nich tabliczka z napi­sem „Fizjo­te­ra­peuta”, a nie „Den­ty­sta”. Zdzi­wiona zaczę­łam się zasta­na­wiać, co zęby mają wspól­nego z moim krę­go­słu­pem. Jak się oka­zało, bar­dzo wiele. Dr Weis­berg wytłu­ma­czył mi, że opra­co­wał pro­gram, który wpływa na upo­rczywe dole­gli­wo­ści w taki sam spo­sób, jak szczot­ko­wa­nie zębów i uży­wa­nie nici den­ty­stycz­nej zapo­biega próch­nicy. Mało tego: zaj­muje mniej wię­cej tyle samo czasu.

Dzi­siaj trudno uwie­rzyć, że pro­fi­lak­tyka ochrony zębów to sto­sun­kowo nie­dawny zwy­czaj. Jesz­cze w poprzed­nim stu­le­ciu dba­łość o higienę jamy ust­nej nie nale­żała do codzien­nych czyn­no­ści. W efek­cie ludzie zaczy­nali tra­cić zęby około trzy­dziestki, a w wieku lat pięć­dzie­się­ciu nie mieli już ani jed­nego. Uwa­żano wów­czas, że utrzy­ma­nie peł­nego uzę­bie­nia przez całe życie jest po pro­stu nie­moż­liwe. Dzi­siaj wiemy, że teo­ria ta jest cał­ko­wi­cie błędna. Przy­czyną złego stanu zębów była nie­wy­star­cza­jąca dba­łość o stan jamy ust­nej. Z chwilą kiedy pro­fi­lak­tyka stała się rutyną, sztuczna szczęka przed eme­ry­turą prze­szła do histo­rii.

Na początku obec­nego stu­le­cia zwy­kła dba­łość o stan mięś-ni i sta­wów nie znaj­duje odbi­cia w codzien­nych czyn­no­ściach. W zasa­dzie nie ist­nieje nawet coś takiego jak pro­fi­lak­tyka cho­rób układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego. To poważne zanie­dba­nie dopro­wa­dziło do tra­gicz­nych skut­ków. Bóle prze­wle­kłe przy­jęły roz­miar epi­de­mii, a liczba osób nimi dotknię­tych stale się zwięk­sza. Sie­dem na dzie­sięć osób na całym świe­cie w wieku trzy­dzie­stu lat cierpi na jakąś formę nawra­ca­ją­cego bólu. W oko­li­cach pięć­dzie­siątki pra­wie wszy­scy doświad­czają zna­czą­cego, wymier­nego spadku moż­li­wo­ści funk­cjo­no­wa­nia mię­śni i sta­wów. Panuje powszechne prze­ko­na­nie, że taka jest kon­dy­cja orga­ni­zmu ludz­kiego. Wcze­śniej czy póź­niej muszą się poja­wić bóle i dys­funk­cje. Nic bar­dziej myl­nego. Prawda jest taka, że metody (czy raczej ich brak) sto­so­wane do ochrony zasad­ni­czych ele­men­tów naszego orga­ni­zmu nie wystar­czają, aby zapew­nić mu zdro­wie. W momen­cie, kiedy dba­łość o układ mię­śniowo-szkie­le­towy staje się rutyną, nie­mal wszyst­kie bóle zni­kają. Ale kto o tym wie? Ja oczy­wi­ście nie wie­dzia­łam.

Jestem prze­ciętną Ame­ry­kanką. Odży­wiam się nie­re­gu­lar­nie, pro­wa­dzę sie­dzący tryb życia (cho­ciaż zda­rzają mi się okresy aktyw­no­ści fizycz­nej), sta­now­czo za dużo pra­cuję i, mimo to, cie­szę się dosko­na­łym zdro­wiem. Nie zna­czy to jed­nak, że przez więk­szą część doro­słego życia nie doświad­cza­łam róż­no­ra­kich dole­gli­wo­ści. Mie­wa­łam silne bóle głowy i ner­wo­bóle szyi zwią­zane ze stre­sem, przy­kur­cze rąk i sztyw­nie­nie nad­garst­ków od pracy przy kom­pu­te­rze oraz bóle kolan i zdrę­twiałe pod­udzia po ćwi­cze­niach na serce. Brzmi zna­jomo? Byłam rów­nież jedną z milio­nów osób cier­pią­cych na unie­ru­cha­mia­jące, upo­rczywe bóle krzyża. Sta­ra­jąc się popra­wić kon­dy­cję swego orga­ni­zmu, cho­dzi­łam do krę­ga­rzy, spe­cja­li­stów od aku­punk­tury, leka­rzy, psy­chia­trów, fizy­ko­te­ra­peu­tów i masa­ży­stów – wszystko bez­sku­tecz­nie. Kupi­łam mnó­stwo ksią­żek na temat bólu, prze­szu­ki­wa­łam zasoby Inter­netu i wyda­łam mnó­stwo pie­nię­dzy na dzi­waczne przy­rządy do ćwi­czeń. Pró­bo­wa­łam nawet krysz­ta­łów! Jed­nak wszyst­kie moje wysiłki speł­zały na niczym. Wresz­cie pogo­dzi­łam się z fak­tem, że jestem ska­zana na ból aż do śmierci, a kiedy spo­ra­dyczne nie­dy­spo­zy­cje zamie­niły się w dole­gli­wo­ści odbie­ra­jące mi chęć do życia, stra­ci­łam nadzieję. Na tym eta­pie tra­fi­łam do dok­tora Weis­berga, który spra­wił, że wszystko się zmie­niło. Już w cza­sie pierw­szej wizyty zapo­znał mnie ze swoim prze­ło­mo­wym pro­gra­mem.

Pro­gram Weis­berga to trzy­stop­niowa stra­te­gia tak­tyczna mająca na celu zapew­nie­nie ukła­dowi szkie­le­towo-kost­nemu zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Skła­dają się na nią: pro­gram „Trzy minuty zapo­bie­ga­nia”, nie­do­pusz­cza­jący do wystą­pie­nia prze­wle­kłych bólów, „Ency­klo­pe­dia uśmie­rza­nia bólu”, dzięki któ­rej można szybko doświad­czyć ulgi i popra­wić stan cho­rych narzą­dów, oraz „Kwar­talny prze­gląd” przy­go­to­wu­jący orga­nizm do zsyn­chro­ni­zo­wa­nego dzia­ła­nia. Pierw­szą rze­czą, która ude­rzyła mnie w pro­gramie, była zni­koma ilość czasu potrzebna do jego reali­za­cji. Byłam pewna, że bez względu na to, jak bar­dzo będę zajęta, mogę poświę­cić trzy minuty dzien­nie, aby oszczę­dzić sobie tygo­dni, mie­sięcy, a nawet lat bólu. Dok­tor Weis­berg wpro­wa­dził mnie w medyczne i naukowe taj­niki swej filo­zo­fii oraz opo­wie­dział, jaką drogą do niej doszedł. Był to zdro­wo­roz­sąd­kowy, wyma­ga­jący czyn­nego udziału pro­gram, dzięki któ­remu moje bóle w ciągu dwóch dni zna­cząco zelżały, a w ciągu dwóch tygo­dni ustą­piły cał­ko­wi­cie. Z dumą stwier­dzam, że od trzech lat, czyli od czasu, kiedy zaczę­łam sto­so­wać pro­gram dok­tora Weis­berga, prze­sta­łam cier­pieć na prze­wle­kłe bóle. Co wię­cej, nie poja­wiły się żadne nowe dole­gli­wo­ści.

Oprócz tego wszy­scy człon­ko­wie mojej rodziny zna­leźli się wśród tysięcy pacjen­tów, któ­rym dok­tor Weis­berg sku­tecz­nie pomógł. Jego metody są odpo­wied­nie dla każ­dego, począw­szy od mojego dzie­wię­cio­let­niego bra­tanka, a skoń­czyw­szy na mojej osiem­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­let­niej babci. Dok­tor Weis­berg zajął się każdą czę­ścią ciała człon­ków mojej rodziny, od czubka głowy do pięt. Oszczę­dził nam lat bólu, zbęd­nych ope­ra­cji, wydat­ków na leka­rzy i dłu­go­trwa­łych okre­sów bra­nia sil­nie uza­leż­nia­ją­cych leków. Tak wiele zawdzię­czamy pro­gra­mowi Weis­berga, że trudno wyli­czyć wszyst­kie korzy­ści; stąd powstała inspi­ra­cja do napi­sa­nia tej książki.

Nie jestem leka­rzem, pie­lę­gniarką ani nie mam żad­nych związ­ków z medy­cyną. Jestem laikiem, który doświad­czał sil­nych bólów. To, że prze­sta­łam cier­pieć, zawdzię­czam dok­to­rowi Weis­ber­gowi. Teraz mogę dużo pra­co­wać i do woli się bawić, nie mar­twiąc się, że przyj­dzie mi za to słono zapła­cić. Nie­wielki doda­tek do moich poran­nych zajęć – mycia zębów czy wypi­cia kawy – w postaci ćwi­czeń z pro­gramu „Trzy minuty zapo­bie­ga­nia” cał­ko­wi­cie odmie­nił moje życie. I nie cho­dzi tu tylko o to, że dzi­siaj odczu­wam zna­czącą róż­nicę, ale i o to, że mogę bez lęku patrzeć w przy­szłość.WSTĘP. DR JOSEPH WEISBERG

Dr Joseph Weis­berg

Wstęp

Książka ta powstała po to, by zasad­ni­czo zmie­nić jakość życia ludzi przez naucze­nie ich metod uwol­nie­nia się od bólu. Napi­sa­łem ją, by prze­ko­nać pań­stwa, że życie bez bólu jest moż­liwe, a osią­gnię­cie celu leży w zakre­sie moż­li­wo­ści każ­dego z nas. Dzięki infor­ma­cjom zawar­tym w porad­niku będą pań­stwo mogli zapo­biec bólom, zanim się poja­wią, i zara­dzić tym, które już wystę­pują. Pomogę wam zmie­nić spo­sób patrze­nia na ból, zro­zu­mieć fizjo­lo­gię czło­wieka i nauczyć się dba­nia o sie­bie. Zada­niem mojego pro­gramu jest przy­wró­ce­nie ukła­dowi mię­śniowo-szkie­le­to­wemu orga­ni­zmu opty­mal­nej formy i zapew­nie­nie jego spraw­nego funk­cjo­no­wa­nia do końca życia – wszystko natu­ral­nymi meto­dami: bez sto­so­wa­nia leków, nie­spraw­dzo­nych ziół czy dro­gich przy­rzą­dów gim­na­stycz­nych. Co wię­cej, nie wyma­gam nawet zmiany przy­zwy­cza­jeń. Jedyne, co jest potrzebne, to odro­bina dobrej woli i trzy minuty dzien­nie.

Nie­wiele osób wie, że ciało ludz­kie, z wyjąt­kiem orga­ni­zmów osób cho­rych (któ­rych omó­wie­nie wykra­cza poza temat książki), jest zapro­gra­mo­wane na dzia­ła­nie na naj­wyż­szych obro­tach przez ponad sto lat. Wła­ści­wie wyko­rzy­sty­wane mię­śnie i stawy są w sta­nie pra­co­wać przez 120 lat. Wydaje się to nie­moż­liwe, skoro więk­szość ludzi nie dożywa sześć­dzie­siątki bez doświad­cza­nia bólów o róż­no­ra­kim cha­rak­te­rze, artre­ty­zmu, przy­kur­czy, bólów ple­ców i głowy oraz ogól­nego ogra­ni­cze­nia spraw­no­ści fizycz­nej. Według sta­ty­styk setki milio­nów ludzi cierpi na prze­wle­kłe bóle, a ich liczba stale wzra­sta. Tak się przy­zwy­cza­ili­śmy wie­rzyć w pogląd, że ból jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem sta­rze­nia się, że nie przy­pusz­czamy nawet, iż można mu zara­dzić. Otóż ja mówię, że można.

Mój pro­gram zapo­bie­ga­nia bólom i szyb­kiego powrotu do formy zaczął powsta­wać trzy­dzie­ści lat temu. Podob­nie jak to było z więk­szo­ścią wyna­laz­ków, wziął się z potrzeby. Mimo że jestem wysoko wykwa­li­fi­ko­wa­nym i prze­szko­lo­nym fizjo­te­ra­peutą, mie­wa­łem napady sil­nych i upo­rczy­wych bólów. W końcu to, że jestem leka­rzem, nie chroni mnie przed cho­ro­bami. Nikt nie jest uod­por­niony na ból, bez względu na wiek, płeć czy sto­pień wytre­no­wa­nia orga­ni­zmu. Kiedy moje dole­gli­wo­ści stały się tak dokucz­liwe, że prze­szka­dzały mi w pracy i życiu pry­wat­nym, posta­no­wi­łem zna­leźć spo­sób, aby im zara­dzić. Potrze­bo­wa­łem cze­goś, co szybko przy­wróci mi rów­no­wagę, a także cze­goś, co w ogóle nie dopu­ści do powsta­nia bólu. Nie­stety nic takiego nie ist­niało. Darem­nie zgłę­bia­łem prace ze swo­jej dzie­dziny i jej pokrew­nych, prze­cze­sy­wa­łem księ­gar­nie oraz biblio­teki, a także kon­sul­to­wa­łem się z innymi spe­cja­li­stami. Wszę­dzie znaj­do­wa­łem te same rady, o któ­rych sły­szała więk­szość z nas: środki prze­ciw­bó­lowe, pozo­sta­wa­nie pod stałą opieką lekar­ską, ope­ra­cja. Zda­rzało się, że nie­które z tych „lekarstw” cza­sowo niwe­lo­wały moje dole­gli­wo­ści, ale ich nie usu­wały. Ból powra­cał nie­mal natych­miast po tym, jak ustą­pił. Wie­dzia­łem, że musi być jakiś lep­szy spo­sób.

Wpa­dłem na pomysł, który zarówno wtedy, jak i dzi­siaj jest abso­lut­nie prze­ło­mowy: zamiast zwal­czać ból, należy przede wszyst­kim leczyć dys­funk­cję, która go powo­duje. Codzien­nie, nawet o tym nie wie­dząc, ule­gamy nie­zli­czo­nej licz­bie mikro­ura­zów. Wyko­ny­wa­nie zwy­kłych czyn­no­ści: się­ga­nie po torbę z zaku­pami, pod­no­sze­nie teczki, bieg do pociągu, wypro­wa­dza­nie psa, sia­da­nie przy biurku, praca przy kom­pu­te­rze, cze­sa­nie wło­sów, ćwi­cze­nia i tysiące innych, nie­znacz­nie uszka­dza mię­śnie i stawy. Kiedy wszyst­kie mikro­urazy się zsu­mują, powstaje ból. Jako lekarz wie­dzia­łem, że mię­śnie i stawy mają nie­wia­ry­godną, wro­dzoną zdol­ność odzy­ski­wa­nia sprę­ży­sto­ści. Stwo­rzy­łem pro­gram, w któ­rym codzien­nie wyko­rzy­stuje się natu­ralną skłon­ność orga­ni­zmu do rege­ne­ra­cji, co zapo­biega kumu­lo­wa­niu się mikro­ura­zów i powsta­wa­niu bólu. Kiedy zaczą­łem się zasta­na­wiać, dla­czego układ mię­śniowo-szkie­le­towy jest tak podatny na zuży­cie, odkry­łem, że winę ponosi prze­paść pomię­dzy potrze­bami układu bio­lo­gicz­nego a współ­cze­snym sty­lem życia. Mój pro­gram ma za zada­nie tę prze­paść zasy­pać. Szcze­gó­łowo opo­wia­dam o tym wszyst­kim w książce, a ogól­nie można powie­dzieć, że opra­co­wa­łem metodę tera­peu­tyczną, która umoż­li­wia orga­ni­zmowi chro­nić się przed nim samym. Nazwa­łem ją metodą Weis­berga.

Pod­sta­wo­wym kry­te­rium mają­cym zasad­ni­cze zna­cze­nie dla mojego pro­gramu była oszczęd­ność czasu. Zawsze byłem osobą bar­dzo zapra­co­waną, zbyt zajętą, by poświę­cać część dnia na utrzy­ma­nie formy fizycz­nej i dobrego samo­po­czu­cia. Może się to wyda­wać dziwne u osoby mojej pro­fe­sji, a jed­nak nie mia­łem ochoty poświę­cać zni­ko­mej ilo­ści wol­nego czasu, jakim nie­kiedy dys­po­no­wa­łem, na pro­gram ćwi­czeń, nawet jeśli mia­łoby mi to popra­wić jakość życia i oszczę­dzić bólu, fru­stra­cji i pie­nię­dzy. Dosko­nale wie­dząc, że nie jestem wyjąt­kiem, posta­no­wi­łem zapro­jek­to­wać metodę Weis­berga tak, aby każdy mógł ją dosto­so­wać do swo­jego życia, a nie musiał dosto­so­wy­wać życia do pro­gramu. Zda­wa­łem sobie sprawę, że zestaw ćwi­czeń, by był efek­tywny, trzeba wyko­ny­wać regu­lar­nie, a co za tym idzie musi być prak­tyczny. Po prze­stu­dio­wa­niu lite­ra­tury medycz­nej dosze­dłem do wnio­sku, że mniej ozna­cza wię­cej: trzy minuty dzien­nie nie tylko wystar­czą, ale nawet z nad­dat­kiem utrzy­mują układ mię­śniowo-szkie­le­towy w dosko­na­łej for­mie. Mój pro­gram był gotowy.

Rzecz jasna pierw­szym pacjen­tem, który testo­wał metodę Weis­berga, byłem ja sam. Kiedy prze­ko­na­łem się, że jest bez­pieczny i speł­nia swoje zada­nie, zaczą­łem pole­cać go innym. Pierwsi żoł­nie­rze metody Weis­berga, jak ich nazwa­łem, potwier­dzali to, czego sam doświad­czy­łem. Już po kilku tygo­dniach sta­wali się bar­dziej aktywni, a ból malał. Z cza­sem ustę­po­wał cał­ko­wi­cie. Po roku, dwóch, a nawet dzie­się­ciu stwier­dza­łem, że te osoby, które rze­tel­nie sto­so­wały metodę Weis­berga, w zasa­dzie nie miały nawro­tów bólu. Od tam­tej pory pomo­głem tysiącom pacjen­tów zawsze z tym samym rezul­ta­tem. Teraz kolej na pań­stwa.

_Życie bez bólu: wystar­czą trzy minuty dzien­nie_ to klucz do uwol­nie­nia się od, jak by się wyda­wało, nie­unik­nio­nego bólu. Czy­tel­nicy tej książki będą mogli prze­kro­czyć próg i zna­leźć się w świe­cie lep­szego zdro­wia i więk­szych sił wital­nych. Osoby, które prze­czy­tały wstęp, zro­biły już pierw­szy krok na dro­dze do życia bez bólu.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Austra­lij­ska Fun­da­cja Mózgu, pro­fe­sor Robert Ouvier, oddział neu­ro­lo­gii, New Chil­dren’s Hospi­tal, 27 marca, 2003.

2. H.R. Kho­uzam, „Chro­nic Pain and Its Mana­ge­ment in Pri­mary Care”, Southern Medi­cal Jour­nal, 2000, 93 (10), s. 946––952.

3. C. Kalb, „The Great Back Pain Debate”, New­sweek, 26.04.2004.

4. Medi­cal Data Inter­na­tio­nal, Mar­ket and Tech­no­logy Reports, U.S. Mar­kets for Pain Mana­ge­ment Pro­ducts, Report RP-821922, June 1999; Natio­nal Insti­tute of Health, „The NIH Guide: New Direc­tions in Pain Rese­arch I”, Washing­ton, D.C.: GPO, 1998.

5. Chro­nic Pain Solu­tions new­spa­per and website, 2002.

6. Ame­ri­can Coun­cil for Heada­che Edu­ca­tion, 2004

7. R.C. Law­rence et al., „Esti­ma­tes of the Pre­va­lence of Arth­ri­tis and Selec­ted Muscu­lo­ske­le­tal Disor­ders in the Uni­ted Sta­tes”, Arth­ri­tis & Rheu­ma­tism, vol. 41, no. 5, s. 778, May 1998.

8. M. Drang­sholt et al., „Tem­po­ro­man­di­bu­lar Disor­der Pain”, Epi­de­mio­logy, 203ff.

9. K. Sprin­gen. „Small Patients, Big Pain”, New­sweek, 19.05.2003.

10. A. Under­wood, „Fibro­my­al­gia: Not All in Your Head”, New­sweek, 19.05.2003.

11. Chro­nic Pain Solu­tions, op. cit.

12. C. Kalb, „Play­ing with Pain Kil­lers”, New­sweek, 9.04.2001.

13. T. Butler, „Migra­ines: Tar­get for Health and Pro­duc­ti­vity Inte­rven­tions”, Health and Pro­duc­ti­vity, March 2003.

14. C. Kalb, op. cit.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij