Facebook - konwersja
Życie na wynos - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Życie na wynos - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-8097-295-7
Język:
Polski
Data wydania:
9 maja 2017
Rozmiar pliku:
436 KB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
26,40
Cena w punktach Virtualo:
2640 pkt.

Życie na wynos - opis ebooka

Emilia Przecinek, znana autorka powieści dla kobiet, w wieku czterdziestu lat zostaje rozwódką z dwójką nastoletnich dzieci, kredytem hipotecznym do spłacenia oraz matką i teściową na karku. Dzieci nalegają, żeby chodziła na randki, a obie starsze panie, no cóż, jak to one, włażą z butami, gdzie tylko się da. W takiej sytuacji można albo załamać się nerwowo, albo popełnić morderstwo.

Mimo niesprzyjających okoliczności Emilia postanawia odmienić swoje życie. Nie jest to łatwe, gdyż mężczyźni, których spotyka, absolutnie nie przypominają wspaniałych bohaterów jej powieści.

Pech chce, że teściowa pisarki łamie nogę. Unieruchomiona na wózku, zaczyna obserwować sąsiadów, co okazuje się zajęciem na pełen etat, a nawet dwa, gdyż nie wszystko można zobaczyć przez okno, niektóre rzeczy trzeba podsłuchać. Przed wścibskimi staruszkami nic się nie ukryje. Ani kochanka o czerwonych włosach, ani skłonna do awantur żona, ani leżący w piwnicy trup, którego znajduje Emilia.

Olga Rudnicka (ur. 1988) – znana autorka powieści sensacyjnych „Natalii 5”, „Cichy wielbiciel”, „Były sobie świnki trzy” i wielu, wielu innych. Miłośniczka zwierząt, natury i dobrego jedzenia. Kocha jazdę konną i dobrą książkę. Nigdy nie polubi kawy i hipokryzji. Zawsze będzie podążać za swoimi marzeniami.

FRAGMENT KSIĄŻKI

W życiu zdarzają się gorsze rzeczy niż mieszkanie pod jednym dachem z matką i teściową. Powódź. Tsunami. Czarna dziura w czasoprzestrzeni. Emilia była pewna, że gdyby miała czas pomyśleć trochę dłużej, przyszłoby jej do głowy więcej możliwości, ale kłótnia, która właśnie wybuchła między jej własną prywatną rodzicielką, Adelą, i matką nabytą w drodze małżeństwa, Jadwigą, skutecznie jej to uniemożliwiła.

Kłótnie nie były niczym nowym. Do niedawna obie panie serdecznie się nienawidziły, i mimo zawieszenia broni, specyficznej przyjaźni czy też zdobycia wspólnego wroga – Emilia nie do końca potrafiła sprecyzować łączący je stosunek – awantury były stałym elementem ich codzienności.

Zmierzając do epicentrum życia rodzinnego, czyli kuchni, gdzie matka i teściowa rozpętały wojnę, Emilia z nostalgią rozmyślała o swoim niedawnym, dość monotonnym i nudnym życiu, kiedy to mąż siedział w fotelu i tył, dzieci nie wtrącały się w jej prywatne życie, a Jadwiga i Adela nawiedzały ich dom tylko sporadycznie, jak złe duchy, by wtrącać się w jej prywatne sprawy.

Życie potrafi człowieka zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Najpierw nawalił Cezary, własny, prywatny mąż Emilii, który uciekł z kochanką, a ją, żonę, zostawił z niespłaconym kredytem hipotecznym za dwupoziomowy apartament, chociaż nigdy go nie chciała.

Potem wprowadziły się dwie starsze panie, które wynajęły swoje mieszkania, by pomóc Emilii w spłacie kredytu, a dzieci zaczęły czynnie interesować się jej życiem towarzyskim, a raczej jego brakiem. Ukoronowaniem problemów stała się gwałtowna śmierć kochanki, o której zamordowanie śledczy podejrzewali zdradzoną żonę.

Na szczęście zabójca został wykryty i ku uldze całej rodziny nie była to Emilia. Zaraz po rozwodzie z wiarołomnym Cezarym, dowiezionym z aresztu, gdzie oczekiwał na proces o defraudację, obiecała dzieciom, że zacznie chodzić na randki. Wiesi Paluch, swojej agentce literackiej, obiecała też nową powieść, ale cóż zrobić, gdy wokół jest tyle rzeczy rozpraszających uwagę, a akcja… no cóż… utknęła w martwym punkcie.

Z dziećmi zdołała wynegocjować tyle, że zarejestruje się na portalu randkowym, ale dopiero wtedy, gdy włosy jej odrosną, a BMI przestanie do niej krzyczeć ogromnymi literami: NADWAGA!!! Niestety, reszta otoczenia Emilii nie była podatna na ustępstwa. Wciąż ktoś coś od niej chciał i to najlepiej natychmiast.

– Co tu się dzieje? – zapytała teraz z niezmąconym spokojem, zobaczywszy dwie starsze kobiety, wyrywające sobie patelnię. Adela, jej matka, miała na sobie swój ulubiony różowy dres, Jadwiga, teściowa, nawet w domu nosiła nienagannie skrojone garsonki, ewentualnie starannie wyprasowaną koszulę i dokładnie wyprasowaną spódnicę oraz buty na niewielkim obcasiku, kolidującym z kulą, której musiała używać. Adela też powinna używać szwedki, aby odciążyć biodro, ale twierdziła, że nie pasuje jej do dresu.

– To ona zaczęła! – oświadczyła oburzona Adela, odwracając się w stronę córki.

– Ja?! – zaprotestowała oburzona teściowa. – A kto się umówił z Janem?!

– Nie umówiłam się z nim! To on mnie zaprosił!

– Jeden pies! Ale poszłaś! – wrzasnęła Jadwiga, nie bacząc, że podczas szarpaniny kok z siwych włosów rozluźnił się i przechylił niebezpiecznie w lewo.

– I tak gadał w kółko o tobie!!!

– Naprawdę? – zapytała z nadzieją i niedowierzaniem Jadwiga, puszczając patelnię.

Adela zatoczyła się na kuchenkę gazową, gdzie na szczęście nie palił się żaden palnik. Jęknęła cicho z bólu, gdy jej łokieć wylądował na żeliwnej kratce, a różowy dres w miejscu uderzenia zabarwił się na szaro. Zdaje się, że był to ślad po spaleniźnie, której ktoś nie doczyścił, Emilia wolała już nie dociekać kto. Obawiała się, że to mogła być ona. Ucieszyła się, że matka nie ma zbyt zaawansowanej osteoporozy, inaczej po takim uderzeniu łokieć strzeliłby jak nic.

– Co chciał wiedzieć? – Jadwiga potraktowała jęk bólu jako potwierdzenie.

– Chciał wiedzieć, czy się z kimś spotykasz. Powiedziałabym ci, gdybyś na mnie nie napadła – odpowiedziała z wyrzutem Adela, nadal pocierając obolały łokieć. – Dobrze, że nie mam osteoporozy, bo jechałybyśmy zakładać gips – poskarżyła się córce, która tylko przewróciła oczami.

– Nie wpadajmy w przesadę. – Jadwiga z godnością pociągnęła nosem, usiadła z gracją przy stole i rzuciła nonszalancko: – Mam nadzieję, że nie powiedziałaś tej łajzie ani słowa na mój temat.

– Oczywiście, że powiedziałam. – Adela uśmiechnęła się z triumfem i nim tamta zdołała otworzyć usta, dodała: – Powiedziałam mu, że masz dwóch adoratorów, ale trudno powiedzieć, czy jesteś zainteresowana. Jeden to emerytowany lekarz, a drugi architekt. Oczywiście też na emeryturze.

Emilia zmarszczyła czoło. Jak to się dzieje, że jej siedemdziesięciotrzyletnia matka i młodsza zaledwie o rok teściowa mają bardziej urozmaicone życie towarzyskie niż ona? Kto tu jest jedną nogą w grobie? Ona czy one?

– Przecież nikogo takiego nie znam – zaprotestowała zdumiona kobieta.

– Ale on o tym nie wie. – Adela mrugnęła znacząco, po czym zasiadła naprzeciwko swojej współlokatorki – panie od miesięcy dzieliły pokój – i tuląc patelnię do piersi niczym najdroższy skarb, powiedziała konfidencjonalnie: – Mężczyznę zawsze trzeba trzymać w niepewności, bo przestanie się starać. Należy wyrobić w nim świadomość, że to, iż złapał króliczka, wcale nie znaczy, że króliczek mu nie spieprzy. Nie te czasy, moja droga, gdy kobietom się wmawiało, że jak przysięgać, to do grobowej deski. Teraz już wiemy, że nie należy nic obiecywać.

Gdzie ona była przez całe moje życie? – pomyślała Emilia, patrząc ze zdumieniem na rodzicielkę. Tego jakoś matka jej nie nauczyła.

– Szkoda, że wcześniej mnie tego nie uczyli – przyznała z żalem Jadwiga, niemalże czytając w myślach synowej.

– Nic straconego – pocieszyła ją Adela. – W naszym wieku życie się nie kończy. Jest też sporo plusów.

– Jakich? Endoproteza?

– Nie zajdziesz w ciążę. – Uśmiechnęła się triumfalnie, znacząco stukając polakierowanymi na różowo paznokciami o blat stołu.

Emilia zachłysnęła się powietrzem. Dobrze, że babcia Pelagia umarła na początku powieści, która właśnie ukazała się w druku. Nie zdążyła oszaleć jak jej matka i teściowa. Czy one naprawdę jeszcze uprawiają seks? Czy tylko mówią, że uprawiają? I czy ona naprawdę chce to wiedzieć?

– Czy wy nie jesteście… – zawahała się, nie wiedząc, jak ubrać w słowa to, co miała na myśli, i nie paść trupem pod spojrzeniem dwóch Gorgon. – Ciut przeterminowane?

– Ależ Emilko! – Jadwiga aż sapnęła ze wzburzenia. – Jak możesz… Jak… Ja dla ciebie… Ja…

– Uspokój się, Jadziu – poleciła stanowczo Adela, przyzwyczajona do egzaltacji przyjaciółki. – Nie czas na histerie. Emilka nie miała na myśli nic złego, czyż nie?

Ostatnie słowa zabrzmiały tak groźnie, że singielka z odzysku, matka dwójki nastoletnich dzieci i znana pisarka, mierząca się z problemami życia codziennego niczym Atlas dźwigający na swych barkach niebo, znów poczuła się jak mała dziewczynka.

– Oczywiście, że nie, mamo – powiedziała potulnie. – To bardzo niefortunny dobór słów. – Uśmiechnęła się półgębkiem, obiecując sobie solennie, że to ostatni raz.

Nigdy więcej nie wtrąci się w sprawy staruszek, chyba że odejdą z tego świata jednocześnie, i to na nią spadnie brzemię organizacji pogrzebu. A wtedy zamiast standardowej Barki każe kapeli zagrać kankana.

– Czyżby? – zapytała nieufnie starsza pani Przecinek.

Od czasu, gdy zrozumiała, że tylko jej syn jest czymś byłym w życiu Emilki, a ona, jako babcia i teściowa, pozostała stałym elementem jej egzystencji, poczuła się znacznie pewniej, niemniej jednak nerwy miała w kiepskim stanie.

Na horyzoncie pojawił się bowiem były mąż Jadwigi, zbyt dobrze wyglądający jak na siedemdziesięcioparolatka, a w dodatku jej syn lada moment, zamiast w areszcie, wyląduje w prawdziwym kryminale, jak poinformował ją Kropeczek.

Wnuk nie przebierał w słowach, a ona nie miała odwagi zapytać, jaka jest różnica między aresztem a tymże kryminałem. Sądząc z intonacji nastolatka – ogromna.

Przed oczami stanął jej napakowany osobnik z tatuażami zaczynającymi się na czubku łysej głowy, a kończącymi na dużym palcu stopy. Wzdrygała się na tę myśl, zwłaszcza że tamten miał twarz jej syna, który z tego, co wiedziała, dotąd nie zrobił sobie ani jednego tatuażu. Uznany za trwale niezdolnego do służby wojskowej nie miał pojęcia o samoobronie, toteż Jadwiga na wszelki wypadek przestała oglądać wszystkie seriale kryminalne, by nie wyobrażać sobie losu jedynego dziecka.

Nie, żeby nie zasłużył. Omal nie zniszczył jej życia.

– Właśnie tak – przytaknęła Adela, nie dopuszczając Emilii do słowa, by więcej niefortunnych słów nie wypłynęło z ust córki. – Kochanie – zwróciła się do niej szybko – lada moment zrozumiesz, że fakt, iż twoja macica straci termin ważności, nie oznacza jeszcze, że ty również.

– Niech mnie ktoś zabije – żałośnie poprosiła Emilia w nadziei, że Bóg w końcu ukarze ją za ateizm i razi piorunem, przebijając się przez dach i kilka pięter, które miała nad głową.

Chyba że już mnie pokarał, stwierdziła w nagłym olśnieniu, spoglądając na matkę i teściową.

A zatem ma poczucie humoru, uznała.

Jeśli istnieje, dodała jeszcze w myślach, a potem obróciła się na pięcie i wyszła z kuchni.

Miała dość własnych problemów, bez ingerowania w cudze. Kredyt na szczęście spłacał się w terminie. Od czasu jej niefortunnego występu w telewizji, gdy wszem wobec, a nawet w poprzek oświadczyła, że jest jedną z owych statystycznych żon porzuconych dla młodszej kobiety, popularność jej książek wzrosła, co przełożyło się na sprzedaż, a to z kolei przełożyło się na uruchomienie jakiegoś przedziwnego mechanizmu u jej agentki, który zmuszał Wieśkę do nakazywania jej, autorce, by stała się zwierzęciem medialnym.

Emilia wytrzymała już występ w telewizji śniadaniowej, gdzie lampy świeciły w oczy, nad głową wisiał mikrofon, a dookoła jaśniały czerwone światełka, informujące, że facet za tą czarną skrzynką wszystko nagrywa. Przeżyła kilka rozmów w rozgłośniach radiowych, gdzie nikogo nie interesowały jej książki, za to ona sama bardzo. Do tego przez przypadek została ikoną feministek, nie tych zagorzałych, uważających, że mężczyźni to słaba płeć, lecz tych normalnych, które chcą tego, co im się należy, i na mniej się nie zgodzą.

Udzieliła również wywiadu na blogu kulinarnym ze zdrową żywnością i sfotografowała się z tym czymś z czerwonej soczewicy, co ugotowała Kropka, bo sama nadal nie nauczyła się gotować nic zdrowego, choć już od dawna nie widziała na oczy białej mąki ani smażonego mięsa, a smak cukru stał się dla niej tylko odległym wspomnieniem. Oblizała bezwiednie usta na wizualizację bezy z kremem.

– Zgiń, przepadnij, siła nieczysto – wyszeptała ze zgrozą, czując napływ śliny do ust.

Wpadła do sypialni, otworzyła szafę, wyjęła czarną sukienkę i wpatrywała się w nią zachłannie, wciągając głęboko powietrze nosem, a wydychając ustami.

Sukienka była śliczna – z miękkiego materiału, z odsłoniętymi ramionami i dekoltem ukazującym rowek między piersiami. Spódnica łagodnie zwężała się ku dołowi, podkreślając zarys bioder i talię. Sukienka sięgała jej do kolan, ukazując smukłe łydki, które Emilia w końcu zyskała.

Rok na siłowni to całkiem sporo w życiu kobiety. Sukienka miała rozmiar trzydzieści osiem, w który Emilia zmieściła się po raz pierwszy od dwudziestu lat i chciała, by tak pozostało. Mierząc sto pięćdziesiąt sześć i pół centymetra, do niedawna nosiła rozmiar czterdzieści dwa, w porywach zdarzało się, że czterdzieści cztery.

Odłożyła sukienkę na miejsce, czując, jak wizja bezy z kremem odpływa, a w jej miejsce pojawia się arbuz.

– Hu… – odetchnęła głęboko. – Jestem uratowana.

Jeszcze raz przełknęła ślinę, spojrzała na sukienkę i zamknęła drzwi szafy, a potem usiadła przy biurku, gdzie czekał już ukochany laptop, który stał się sensem jej życia, zaraz po dzieciach oczywiście. Ale była świadoma, że dzień, kiedy jej pociechy wyfruną z gniazda, zbliża się nieubłaganie – w końcu jedno z nich jest już pełnoletnie, a drugie lada moment będzie. Może jeszcze przez studia uchowają się w swoich pokojach na piętrze, ale chwila, gdy Emilia zostanie w pustym gnieździe z dwiema wiecznie handryczącymi się harpiami, sama jak palec, nadchodziła sporymi krokami.

Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Babcie wprawdzie miały swoje lata, lecz znając ich upór i zapalczywość, wiedziała, że doczeka dnia, gdy odśpiewa im sto lat, albo te dwie zatańczą na jej grobie, do którego, rzecz jasna, same ją wpędzą.

– Muszę mieć własne życie – jęknęła, logując się na portalu randkowym, gdzie się zarejestrowała jakiś czas temu, a następnie ukryła profil, żeby przypadkiem nikt jej nie znalazł.

Wczoraj go uaktywniła, przy okazji aktualizując o nowe zdjęcie, gdzie wyglądała całkiem ładnie i znacznie młodziej, niż jej się to zdarzyło od momentu, gdy ukończyła trzydzieści lat. Krótkie, kasztanowe włosy ładnie podkreślały widoczne od niedawna kości policzkowe, a brązowe oczy wydawały się jakieś większe w tej nowej, szczuplejszej twarzy.

W poczcie miała kilka wiadomości, których sam widok spowodował szybsze bicie serca, a następnie lekkie zadziwienie. Zaczynały się następująco:

Hej.

I tak też się kończyły.

Do tego kilka oczek.

Emilia nie wiedziała, co znaczą te oczka; zdaje się, że było to coś w rodzaju wirtualnej zaczepki. Jej umysł już wizualizował osobnika w tupeciku i z nerwowym tikiem w kaprawym oku.

– No cóż, jak facet nie ma nic do powiedzenia, to nie warto zawracać sobie nim głowy – zadecydowała głośno, wrzucając wszystkich mrugaczy do jednego worka, a dokładniej – kosza. Miała już męża, z którym nie mogła rozmawiać, bo nie interesowało go to, co ona chciała mu powiedzieć. On też nie udzielał się dialogowo, uważając ją, Emilię, za istotę niższej kategorii, niegodną, by zapytać ją o zdanie. Można by rzec, że wyprzedził swoje czasy, bo wtedy był to tylko mąż, który miał w głębokim poważaniu opinię swej małżonki, a teraz przykład z niego wziął aktualny rząd.

Przeczytała kolejną wiadomość, która była wiadomością, a nie oczkiem:

Lubię kobiety, które lubią mężczyzn. Czy jesteś jedną z nich?

– Jak mam odpisać na coś takiego? – zdziwiła się Emilia.

Facet nie zamieścił zdjęcia, a jego profil – na który weszła – nie zawierał nawet podstawowych informacji. Internet z gruntu rzeczy jest anonimowy, ale to zdecydowana przesada. Już miała skasować wiadomość, lecz wrodzona uprzejmość zmusiła ją do udzielenia odpowiedzi.

Witam serdecznie, dziękuję za wiadomość, ale nie jestem zainteresowana. Życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach. Pozdrawiam. Emilia P.

Nie zdążyła skasować wiadomości, gdy otrzymała odpowiedź.

Jesteś aseksualna i zimna. I tak bym się z tobą nie umówił.

– Ooookeeeej – powiedziała sobie Emilia, dziwiąc się jeszcze bardziej.

Czy z jej zdjęciem jest coś nie tak, czy to jeden z tych przypadków, o których uprzedzała ją Kropka? Miała nadzieję, że raczej to drugie. Skoro do niej napisał, to zdjęcie musiało być w porządku. Pewnie nie spodobała mu się odpowiedź. Kropka mówiła, żeby nie wdawać się w dyskusje z wariatami i zboczeńcami, tylko od razu wpisywać ich na czarną listę, toteż od razu to zrobiła. Została jeszcze jedna wiadomość.

Cześć, lalka, lubisz czuć coś dużego między nogami? Motocyklista.

– O… mój… Boże… – jęknęła Emilia, czując, jak czerwień zalewa jej twarz. Wrzuciła wiadomość do kosza, nie kłopocząc się odpowiedzią.

Zamknęła pokrywę laptopa. Co jeszcze mówiła Kropka? Że ma się nie zniechęcać, tylko zrobić przesiew? Normalni też piszą, ale wariaci są w sieci odważniejsi i dlatego lepiej ich widać. Czy właśnie o to jej chodziło? I skąd jej siedemnastoletnia córka wie takie rzeczy?

Dzwoniący telefon zmusił ją do zmiany toku myślenia. Wieśka. Czyli trzeba będzie albo uruchomić się twórczo, albo medialnie. Szlag!

– Cześć – rzuciła krótko do aparatu.

Ich współpraca opierała się na dwóch filarach – przyjaźni i zaufaniu, co nie zmieniało faktu, że Emilia równie często chciała zabić, jak uściskać swoją agentkę, czasami zaś jednocześnie. W tej chwili nie odczuwała potrzeby zrobienia żadnej z tych rzeczy, nie miała też nastroju na kolejne wywiady, spotkania albo postulaty, które Wieśka zgłaszała, dotyczące tekstu.

Od czasu pogrzebu babci Pelagii pisarka czuła irracjonalny żal do swojej agentki, gdyż ta kazała jej wyeliminować starszą panią jako niekompatybilną z oczekiwaniami czytelników. Dla wyjaśnienia, babcia Pelagia istniała wyłącznie w głowie Emilii, była postacią fikcyjną, ale autorka zżyła się z nią tak bardzo, że na wyimaginowanym pogrzebie płakała rzewnymi łzami.

– Potrzebujemy seksu – oświadczyła Wieśka bezceremonialnie, jak to miała w zwyczaju.

– No wiesz… – Emilia skuliła się w sobie. – Ja tam nic nie potrzebuję, a twoje potrzeby…

– To nie są moje potrzeby, tylko czytelniczek. Nie piszesz powieści historycznych. Świece mają się palić jasnym płomieniem.

– Jakie świece? – zdumiała się.

– Te świece, które zawsze gasisz, gdy twoi bohaterowie idą do łóżka, a do tego jeszcze szczelnie zamykasz za nimi drzwi.

– Seks to sprawa osobista i intymna – broniła się Emilia.

– Już nie. Teraz to produkt.

– Nie zamierzam pisać powieści pornograficznych – zaprotestowała.

– Uchowaj Boże, jeśli istniejesz – żachnęła się Wieśka. – Jesteś powieściopisarką romantyczną, a nie erotyczną. Masz to zrobić ze smakiem, namiętnością, czułością i co tam jeszcze potrzebuje statystyczna kobieta.

– I ja mam to wiedzieć?!

– A kto? – zdziwiła się Wieśka.

– Nic nie wiem o seksie! – wysyczała scenicznym szeptem Emilia, rozglądając się dokoła, czy nikt nie podsłuchuje. Ta rozmowa była coraz bardziej krępująca.

– Jak to, nic nie wiesz? Dwójkę dzieci z tego masz! Przecież nie znalazłaś ich w kapuście!

– Ale to było dawno!

– Nie mów, że robiliście to tylko dwa razy. – W głosie Wieśki zabrzmiała zgroza.

Była od Emilii starsza o dziesięć lat – przynajmniej tak sądziła jej przyjaciółka, bo prawdziwy wiek Wieśki stanowił tajemnicę porównywalną z istnieniem strefy pięćdziesiąt jeden – ale nadal aktywna seksualnie, a jej ostatni chłopak miał trzydzieści dwa lata. Starsi za Wieśką nie nadążali. I co tu kryć – dzięki siłowni, aerobikom, botoksowi i kilku innym zabiegom, do których się nie przyznawała, co roku obchodziła trzydzieste piąte urodziny. Nikt tego nie negował, choć zdaniem Emilii wyłącznie dlatego, że się nie odważył.

– Oczywiście, że nie. Tylko że… No wiesz… Moje pokolenie nie było tak śmiałe jak teraz i do tego… – Emilia zapomniała zupełnie, że Wieśka jest od niej o jedno pokolenie starsza, a na brak śmiałości nie narzeka. – No wiesz… To nie stanowiło priorytetu w naszym życiu i… A ostatnie parę lat to była pustynia i… Cezary też jakoś szczególnie…

– Zaraz, zaraz, chcesz powiedzieć, że doświadczenie seksualne czterdziestolatki sprowadza się wyłącznie do byłego męża?! – Tym razem w jej głosie nie zabrzmiała zgroza. Wieśka wydawała się wstrząśnięta.

– No… Tak jakby… Masz rację – przyznała Emilia, ciężko wzdychając i myśląc, jak to się stało, że w tej chwili odczuwa wstyd, bo nigdy nie zdradziła męża i przed ślubem nie sypiała z kim popadnie.

– Emilko, ja… Nie wiem co mam powiedzieć…

– A co tu mówić?

Dotąd nie wiedziała, że można być aż tak zażenowaną, a powodów po temu miała sporo. O, choćby owa pamiętna sytuacja, gdy przy tym przystojnym policjancie, Damianie Żurkowskim, który nie był wymyślonym przez nią strażakiem – choć powinien! – zahaczyła bransoletką o perukę i jego oczom ukazało się to coś rudawego na jej głowie, co sterczało we wszystkie strony. Teraz na szczęście włosy odrosły i miały piękny kasztanowy odcień, ale cóż z tego, skoro tamtą wersję widział cały świat, a przynajmniej region, bo na szczęście kablówka miała ograniczony zasięg.

Ale wpadka przy policjancie zdecydowanie bardziej ją dręczyła niż zasięg kablówki. Emilia pocieszała się tylko, że facet był gejem i nie obchodziło go, co ona ma na głowie.

– Tak mi przykro… – Wieśka chyba pociągnęła nosem.

– Ty… płaczesz? – Teraz to Emilia była wstrząśnięta.

– Nie, nie… Ja… Och, kochana, nie miałam pojęcia… Tak bardzo ci współczuję.

Gdyby ktoś widział teraz minę Emilii Przecinek, powiedziałby, że jest bezcenna. Była zmieszana, zawstydzona i godna pożałowania. Ostatni raz tak się czuła, gdy przyjaciółka po raz pierwszy zaciągnęła ją na fitness. Nie przetrwała nawet rozgrzewki, a kobiety po pięćdziesiątce wymachiwały nogą wyżej niż ona.

– Zaraz, zaraz – oprzytomniała. Wieśka coś powiedziała, ale na pewno nie to, co ona usłyszała. – Co mówiłaś?

– Musisz to nadrobić! – powtórzyła agentka.

– Co nadrobić?

– Seks.

– Mam to nadrobić? Jak zadanie domowe?

– O, właśnie tak!

– Mam nadrobić… seks?! Seks???!

– Właśnie to powiedziałam.

– Wiem, co powiedziałaś. Ale nie wierzę, że to usłyszałam – wysyczała Emilia, nie wiedząc, czy zaczyna się denerwować, złościć, czy też przygniata ją jakieś wielkie brzemię.

– Jesteś to winna swoim czytelniczkom.

– Że co? – Nowy argument zbił ją z tropu.

– Kobiety w ciebie wierzą. Jesteś ikoną nowego życia, które rozpoczęłaś po czterdziestce.

– Przecież ja jeszcze nie mam czterdziestu lat! – zaprotestowała pisarka.

– Rany, ale się czepiasz. Pół roku w tę czy w tamtą, co za różnica.

– Powiedział facet siedzący na krześle elektrycznym – zadrwiła Emilia. Zdecydowanie jestem zła, pomyślała. Tylko wtedy wyostrza mi się dowcip.

– Że co? – zdziwiła się Wieśka. – No nieważne, ważne jest tylko to, że musisz zapalić swoim czytelniczkom kaganek.

– Oświaty? – zbaraniała Emilia.

– Nie, takie światełko do nieba.

– Czy jedna z nas jest idiotką? Możesz mówić jaśniej? Co ja właściwie mam im dać?!

– Seks masz im dać! – Wieśka się zdenerwowała. – Musisz odkryć go na nowo, przeżyć, posmakować, a potem przelać na papier!

– Nic z tego nie będzie. – Emilia zdała sobie sprawę, że jej słowa wcale nie zabrzmiały wojowniczo. Raczej żałośnie.

– Za pierwszym razem może nie, ale to nawet i lepiej. Musisz przeżyć rozczarowanie, żeby potem wznieść się na wyżyny…

Emilia się rozłączyła. Doszła do całkiem słusznego wniosku, że jej uszy mogą nie wytrzymać dalszego ciągu monologu, do którego właśnie przymierzała się agentka. Brak uprzejmości zamierzała zrekompensować dobrym tekstem.

Bez seksu.

Agata złamie nogę, a przecież żaden przyzwoity facet nie będzie napastował kobiety w gipsie. Odetchnęła z ulgą, pełna podziwu dla swojej fantazji. Wieśka nie będzie mogła się przyczepić, jeśli Emilia da czytelniczkom opiekuńczego mężczyznę, który potrzeby ukochanej przedłoży ponad swoje. Będzie się nią opiekował, gotował jej i przynosił kwiaty. Zrobi pranie, umyje podłogi…

Zaraz, zaraz, zreflektowała się. Skoro niesie kaganek, to nie może kobietom takich bzdur wciskać. A może to nie są bzdury? To, że jej mąż palcem w domu nie ruszył, nie znaczy, że inni mężczyźni nie są zdolni do pomocy. Może młodsze pokolenie jest bardziej partnersko nastawione i wcale nie wymaga całodobowej obsługi. Bez zastanowienia wybrała numer swojej siedemnastoletniej córki.

– Kropka, dziecko ty moje kochane, skup się – poprosiła.

– Jeśli babcie coś sobie zrobiły, to dzwoń pod sto dwanaście – rezolutnie poradziła córka. – Reanimacji nie musisz już robić. Wystarczy sam fakt, że wezwałaś pogotowie, żeby nie oskarżyli cię o nieudzielenie pomocy.

– Nie wiem, dlaczego miałabym nie reanimować babć, ale nie w tej sprawie dzwonię. Potrzebuję konsultacji.

– No dobra, wal. Ale masz dwie minuty, bo zaraz skończy się przerwa, więc nie czytaj mi całego tekstu, tylko go streść. – Kropka ciężko westchnęła.

Niełatwo być córką pisarki, ale bywają znacznie gorsze sytuacje. Matka mogła być zwyczajną wariatką, a tak, to jest po prostu ekscentryczna.

– Agata złamała nogę i Marek się nią opiekuje. Robi jej zakupy, gotuje, sprząta, pierze, prasuje i…

– Od kiedy piszesz fantastykę? – przerwała jej Kropka.

– Akcja dzieje się współcześnie i…

– Średniowieczne romanse wyszły z mody, ale nawet wtedy facet wsiadał na konia i pędził upolować smoka.

– No właśnie… – Emilia westchnęła. – Tak sobie myślałam, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

– Mamo, musisz zejść na ziemię – poradziła jej stanowczo Kropka. – Nie możesz wmawiać kobietom takich rzeczy, bo jeszcze gotowe w to uwierzyć. Czy ty wiesz, co mogłabyś zrobić z moim pokoleniem, wmawiając im takie bzdety?

– Twoje pokolenie, dziecko kochane, nie czyta książek tylko E – SE – ME – SY – oświadczyła buntowniczo Emilia i zakończyła rozmowę. – No dobra – spojrzała ze złością na laptop – skoro ma być seks, będzie seks. Dziś wieczorem idę na randkę. Od czegoś trzeba zacząć.

Ogłoszenie było miłe, zwyczajne, zdjęcie odrobinę mdłe, niemniej jednak miała dobre przeczucia. Nie oczekiwała wielkich uniesień, miłość do grobowej deski zakończyła się rozwodem, a Emilia była już w tym wieku, w którym doskonale wiedziała, że różowe okulary zostawia się w domu, a nie zabiera na randki.

Mężczyzna, który siedział naprzeciw niej w niewielkiej kawiarence, gdzie można zamówić desery dla diabetyków i super ekstra kawę, jak zapewniała chuda jak patyk, a umięśniona jak kulturystka Wieśka, wyglądał prawie jak na fotografii.

„Prawie” robi wielką różnicę, uznała Emilia, powtarzając w myślach slogan reklamowy, choć w tym momencie nie bardzo potrafiła powiedzieć, jakiego produktu właściwie dotyczył. Bogdan, bo tak właśnie mężczyzna się przedstawił, mniej więcej przypominał siebie. Określenie „mniej więcej” doskonale oddawało sytuację. Mniej włosów, więcej podbródków. Więcej lat, mniej zębów. Średnia wypadała… średnio.

Tylko się nie zniechęcaj, nakazała sobie stanowczo Emilia. Ty sama rok temu też miałaś wszystkiego więcej. Kilogramów, kompleksów, mężów.

– Lubię babki z wyobraźnią – powiedział Bogdan, uśmiechając się szczerbato.

– Tak? – zapytała, odwracając wzrok. Na litość boską, dlaczego ludzie nie dbają o zęby? A może zostawił je w domu?

– Jasne. Podawać się za pisarkę to trzeba mieć luz do siebie.

– Że co? – zdziwiła się.

– No pewno, co to za zawód? Jedne cinżko na chleb harujom, a takie nie wiadomo co napisze byle co, a ludzie wychwalajom pod niebiosa.

– Czyżby? – Z trudem zdobyła się na uśmiech.

– Pewno. To czym się zajmujesz? Fryzjerka? Sprzedawczyni? Na hali robisz?

– A mógłbyś mi przypomnieć, czym ty się zajmujesz? – zapytała uprzejmie, postanawiając nie dyskryminować nikogo z powodu wykształcenia, ale na inżyniera, za którego się podawał, to jej nie wyglądał.

– Ja? Robie jak inżynier – roześmiał się rechotliwie. – Złota rączka jezdem, ale mamy takiego jednego na hali, niby inżynier, ale powiem ci, kobito, że ten papier, co go ma, to do dupy chyba tylko, bo wincej wim niż łon. A ta knajpa to jakoś oszukano. Golonki tu ni ma ani piwa. Skądżeś ty ją wzina?

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
mniej..

BESTSELLERY